| |
wegedzieciak.pl forum rodzin wegańskich i wegetariańskich |
 |
Zdrowie dziecka - Mamo chcę mięsa.
Wicia - 2008-08-16, 23:36 Temat postu: Mamo chcę mięsa. Mój trzylatek wyszedł z fazy pt nie jadam mięsa w fazę bardzo je lubię pomimo, że nigdy nie jadła. Bardzo chce go spróbować. Na tym etapie odwrócenie jej uwagi nie jest jeszcze mocno kłopotliwe. Zastanawiam się tylko co jest dla niej lepsze upieranie się na siłę przy wege czy pozwolenie na spróbowanie. Zakazany owoc bardziej kusi i nie chciałabym aby kiedyś się przede mną kryła, aby dorastała w żalu do rodziców. Wiem, że taki maluch chce próbować wszystkiego czy to mięso czy piwo, kawa itp. Trudne jest jednak ciągłe tłumaczenie, że tylko my w towarzystwie, przedszkolu nie jadamy. Czasem bywam tym zmęczona. Macie takie doświadczenia?
stokrotki - 2008-08-17, 00:32
Wiciu ja niestety nie mam dowiadczenia ale chétnie poczytam o doswiadczeniach innych ... Sama już z przerażeniem patrzę w przyszłość , jak temu mogłabym podołać
zina - 2008-08-17, 09:28
Nie wiem jakbym zareagowala ale podejrzewam ze jesli zadne tlumaczenie by nie pomoglo pozwolilabym sprobowac i juz. Byz moze to tylko dziecieca ciekawosc i nic wiecej.
Ewa - 2008-08-17, 09:53
| Wicia napisał/a: | | taki maluch chce próbować wszystkiego czy to mięso czy piwo, kawa itp. | Naprawdę? Zawsze uważałam, że dziecku można wytłumaczyć takie rzeczy. Ja pijam kawę czy piwo i nigdy nie miałam problemów z chłopcami. Wystarczyło jednorazowe wytłumaczenie, że to dla dorosłych. Nie rozumiem chyba faktu, że dziecko chce, to próbuje. Jestem dziwna albo mam dziwne dzieci...
Osobiście nie pozwoliłabym dziecku spróbować mięsa, bo to tak jakbym zaprzeczyła samej sobie i temu co próbuję dziecku przekazać. Biorę pod uwagę, że za kilka lat moje dzieci mogą podjąć decyzję niekoniecznie zgodną z moimi oczekiwaniami, ale póki są małe próbuję wykorzystać ten czas na przekazanie mu wartości, w które wierzę.
Malati - 2008-08-17, 10:13
| Cytat: | Naprawdę? Zawsze uważałam, że dziecku można wytłumaczyć takie rzeczy. Ja pijam kawę czy piwo i nigdy nie miałam problemów z chłopcami. Wystarczyło jednorazowe wytłumaczenie, że to dla dorosłych. Nie rozumiem chyba faktu, że dziecko chce, to próbuje. Jestem dziwna albo mam dziwne dzieci...
Osobiście nie pozwoliłabym dziecku spróbować mięsa, bo to tak jakbym zaprzeczyła samej sobie i temu co próbuję dziecku przekazać. Biorę pod uwagę, że za kilka lat moje dzieci mogą podjąć decyzję niekoniecznie zgodną z moimi oczekiwaniami, ale póki są małe próbuję wykorzystać ten czas na przekazanie mu wartości, w które wierzę.
_________________ |
Podpisuje sie pod opiną Ewy,myślę identycznie. Ja jestem matka despotka dla mnie trzy latek nie ma prawa podejmować decyzj w ważnych kwestiach a to co będzie jadł do takich według mnie należy
alcia - 2008-08-17, 10:45
Ja też bym nie dała spróbować. Nie pora jeszcze. Nie ingerowałabym w wieku szkolnym (tzn. tak fizycznie, bo tłumaczyć zawsze zamierzam) - gdyby swoje kieszonkowe, kiedy to niego dorośnie, chciałaby przeznaczyć na coś takiego i zrobiłaby to poza domem, bez mojego udziału. Ale póki co, jest na to za młoda. To zwykła ciekawość, tak samo można by myśleć, że jak nie dasz jej spróbować papierosa, to mamy większe prawdopodobieństwo, że będzie kiedyś palaczem, bo ten zakazany owoc zawsze będzie ją kusił.
Jeśli argumenty moralne nie odpierają jej ciekawości, to przecież są jeszcze zdrowotne. Ja mojemu dziecku nie podaję mięsa również z tego powodu. Jak by przestało by jej być żal zwierząt, można powiedzieć, ze to niezdrowe i my takich rzeczy nie jadamy i już. Tak samo, jak mówię w przypadku lizaków (które dzieci dookoła jadają), landrynków czy innego kolorowego badziewia. Można dorzucić małą lekcję anatomii z kilkoma faktami na temat spustoszenia, jakie robi mięso w organizmie.
A tak poza tym na pewno są pomocne spotkania z innymi wegusami. Jak Kaja zaczęła chodzić do przedszkola, trafiła w środowisko samych mięsożerców. Chyba ciężko by było bez lekkiego wsparcia. Kiedy mi mówi, że dzieci w przedszkolu jedzą mięso, mówię jej, że owszem. Bo niektórzy jedzą, inni nie (tych innych jeszcze rok wcześniej nie mieliśmy w otoczeniu i trzeba było coś z tym zrobić). I zasypuję ją przykładami - Franek nie je, Jagódka nie je, Wilk nie je, Milenka też nie je, i Kuba nie je, Mia nie je... teraz tak mogę wymieniać i wymieniać. Wtedy czuje się członkiem silnej grupy i pewnie dobrze jej z tym, że też do niej należy. Gdyby tak nie było, być może zaczęło by ją ciągnąć do tego by robić to co najbliższe otoczenie.
honey - 2008-08-17, 15:14
Mysle, ze trzylatniemu dziecku mozna wytlumaczyc co to jest mieso...oczywiscie na jego poziomie rozumowania...
Nawet znajomi czy rodzina wiedza ze u mnie miesa sie nie je...wiec go nie dostana.... wlasnemu dziecku rowniez bym go nie serwowala...
Nigdy nie mowilam ,ze zabraniam...do mojego syna .. aby jadl mieso...on po prostu biorac przyklad z wlasnych rodzicow...nawet nigdy by go nie chcial sprobowac...
Wydaje sie ze po prostu dziecko bierze przyklad z rodzicow i tego co sie dzieje w domu..w moim wypadku przynamniej...
Otoczenie zewnetrzne , nie ma na niego takiego wplywu na jego myslenie....
a naprawde nigdy go na sile nie uswiadamialam.. jedna czy dwie rozmowy w jego krotkim zyciu nt. co to jest mieso wystarczyly...
plus w moim domu absolutnie nie mowi sie zle czy z pogarda o ludziach ktorzy to mieso jedza ..tak czy inaczej...
Moj osmioletnie syn zaczal dokonywac wlasnych wyborow zywieniowych w wieku 6 lat, kiedy to poszedl do szkoly i jadal tam na stolowce z innymi dziecmi..
Jednym slowem wierze w dobry przyklad ze strony rodziny... rowniez jakies zasady w domu i to kazdym musza obowiazywac.. i moze mala rozmwa z dzieckiem ..?
Ania D. - 2008-08-17, 16:05
Wicia, u mnie jest podobnie. Pawełek mówi, że lubi mięso i je jada, mimo, iż go nie dostaje. Jest to raczej taki rodzaj buntu. Zawsze reagujemy bardzo spokojnie, ani sie nie oburzamy ani go nie krytykujemy. Synek wie, co to jest mięso, ale zdarza sie, że gdy jemy np. pieczarki to mówi, że on je mięso. Ja przyjmuję to spokojnie, mówię, że my z tatusiem nie jadamy mięsa, ale on, jak będzie dorosły i będzie miał sporą wiedzę sam zdecyduje co ma jeść. Nie zdarza się, by np. w sklepie czy u kogoś prosił czy żądał mięsa, to na razie samo tylko mówienie (jak też czasem lubi mówić, że on lubi cukier - którego u nas nie ma w domu, bo go nie jadamy).
Dzieci to nie kalki rodziców, mogą wybierać tak, jak oni, mogą też wszystko co znane z domu negować. Każde dziecko jest inne, widać to np. na przykładach dzieci z liczniejszych rodzin - jedne wybierają drogę podobną do znanej z rodzinnego domu, inne cos zupełnie innego.
majaja - 2008-08-17, 19:41
JA na pocieszenie tylko dodadm, że Miron u babci kiedyś wsadził paluchy w pasztet, a potem pluł na odległość. Pamiętam, że Ostaszewska w wywiadzie wspominała, że zdarzyło jej się u babci spóbować. Tak naprawdę, mięso, dla kogoś kto nie jest przywyczajony do tego smaku nie jest smaczne, a jednorazowe doświadczenie niekoniecznie z dziecka zrobi miesożerce.
JA akurat jestem matką dość liberalną, wiele decyzji pozwalam podjąć Mironowi, dziś nie jestem w stanie przewidzieć, kiedy trzeba będzie mu pozwolić podjąć decyzję o diecie, na szczęście zasadą w moim domu jest, że ja mięsa nie gotuję, samo to takie wybory opóźnia.
Może to zwyczajnie znak na to że trzeba już poszerzyć pole wyboru dla dziecka, czego moze nie zjeść, w co się ubrać.
Mala_Mi - 2008-08-17, 20:17
| Wicia napisał/a: | | Wiem, że taki maluch chce próbować wszystkiego czy to mięso czy piwo, kawa itp. |
| Ewa napisał/a: | | Nie rozumiem chyba faktu, że dziecko chce, to próbuje. Jestem dziwna albo mam dziwne dzieci... |
To ja też jestem dziwna i moje dzieci...
My mówimy, że każda rodzina wybiera zasady, według których żyje, a nasze są właśnie takie.
Rzeczywiście dobrze jest móc odwołać się do innych rodzin, w których mięsa się nie jada.
Jaguś czasem (dość rzadko) w zabawie serwuje coś z mięsem dla tych, którzy je jedzą, tak samo jak nam (dorosłym) podaje na przykład do obiadu piaskowe wino, pilnując przy tym, żeby Kalińcia dostała w tym czasie piaskową wodę albo soczek, bo wino jest tylko dla dorosłych (nawet piaskowe )
yolin - 2008-08-17, 20:36
| Cytat: |
Podpisuje sie pod opiną Ewy,myślę identycznie. Ja jestem matka despotka dla mnie trzy latek nie ma prawa podejmować decyzj w ważnych kwestiach a to co będzie jadł do takich według mnie należy |
nie za bardzo moge sie z tym zgodzic, bo tym samym mozna przyznac racje wielu rodzicom despotom, ktorzy nie pozwalaja dzieciom na wegetarianizm,
Lily - 2008-08-17, 20:39
Trzylatki raczej nie upierają się przy wegetarianizmie, prędzej plują mięskiem
alcia - 2008-08-17, 21:34
| yolin napisał/a: | | nie za bardzo moge sie z tym zgodzic, bo tym samym mozna przyznac racje wielu rodzicom despotom, ktorzy nie pozwalaja dzieciom na wegetarianizm |
masz dzieci? Rodzice opiekujący się kilkulatkami to despoci? Bo przecież wszyscy określamy jakieś ramy, zasady. Może taki dzieciak lepiej potrafi je sobie wyznaczyć?
Humbak - 2008-08-18, 00:47
| alcia napisał/a: | | Rodzice opiekujący się kilkulatkami to despoci? | zgadzam się, brzmi to dziwnie... dlaczego ktoś kto nie jest przekonany do wegetarianizmu i z tego względu nie pozwala 3latkowi na wegetarianizm to despota... dla mnie postępuje podobnie jak my - przekazuje dziecku to w co wierzy...
ja dałam mięso do spróbowania. Z doświadczenia powiem - trzylatek jest za mały by wybierał zakładając że stawiamy na równi mięso z papierosami i kawą. Jeśli mięso lokujemy na pozycji pomiędzy marchewką a kapustą to wtedy uważam że trzylatek jest wystarczająco duży by sam powiedział mamie co lubi i co chce zjeść.
Od tych dwóch kategorii zależy na co pozwalamy naszym maluchom
neina - 2008-08-18, 09:21
No właśnie. Myślę, że to od naszego postrzegania mięsa będzie zależało, czy damy spróbować, czy nie. Jeśli ktoś lajtowo podchodzi do tematu i myśli, że nic takiego się nie stanie, jeśli dziecko spróbuje, to da i będzie ok. A są też tacy rodzice, którzy za wszelką cenę będą chcieli tego uniknąć. Mnie też martwi ten problem, tym bardziej, że tata Franka jest mięsożerny. Pewnie, poza spokojnym tłumaczeniem naszych racji, nie ma uniwersalnego sposobu na utrzymanie dziecka przy wegetarianiźmie.
Capricorn - 2008-08-18, 09:33
neina, u nas też jest tak, że tata dzieci je mięso. Dzieci też mięso jadły / jedzą - zgodziłam się na takie rozwiązanie, gdyż wiedziałam, że nawet jeśli będę nalegać na to, żeby nie jadły, to nie będą jadły tylko przy mnie. Poza tym, sama pamiętam, jak mnie zmuszano do jedzenia mięsa - postanowiłam moim dzieciom fundować jazd o charakterze odwrotnym. (Oczywiście, gdyby w domu mięsa nie było, to sytuacja byłaby zupełnie inna).
W całym tym rozwiązaniu jest promyk, który mnie mocno cieszy. Kacper, najstarszy syn, miał okres lubienia mięsa. Nie namawiany przez nikogo, SAM od dłuższego czasu powoli eliminował mięso ze swojej diety. Jeszcze do niedawna było tak, że od czasu do czasu coś tam skubnął, od kilku miesięcy w ogóle nie je mięsa w żadnej postaci. Nikt tego nie komentuje - i jest ok.
U nas za to często były jazdy pt: CHCEMY MLEKA! Bo w domu nigdy mleka nie ma, czasem sie pojawiło w przedszkolu czy u babci, i stało sie mrocznym obiektem westchnień. Roślinne im nie pasuje.
bodi - 2008-08-18, 12:11
Ania D., u nas jest bardzo podobnie - Jagoda w zabawie daje mi "mięso" i "cukier", albo mówi że właśnie je białą bułke
odbieram to tak samo jak Ty - jako rodzaj buntu, czy raczej przekomarzania się. Natomiast nie zdarzyło nam się (zapewne - jeszcze) żeby poprosiła o prawdziwe mięso. Jej Tata czasem je ryby, w czasie wspólnych posiłkow. Jagoda wtedy upewnia się: "Tato, ty jesz rybę?", i na tym poprzestaje. Ewentualnie czasem doda: "A ja nie jem ryb, wiesz?"
cho nie ukrywam, że marzy mi się taki wspólny front domowy, chciałabym by było tak, że wszyscy w rodzinie jedzą/nie jedzą to samo szczególnie w momencie kiedy Jagoda zacznie bardziej wychodzic w świat.
honey - 2008-08-18, 12:34
wydaje sie ze trudno wymagac od dziecka by nie jadlo miesa w rodzinie...i nawet nie dac mu do sprobowania ..kiedy jedno z rodzicow to mieso je... wiec znowu...przyklad ze strony rodziny...spojnosci w tym co sie robi...
upieranie sie by dziecko nie jadlo ..zabranianie miesa na sile kiedy np. ojciec dziecka je je....i to przy dziecku ... byloby kompletnie niewlasciwe moim zdaniem...
Wiec tutaj definitywnie istnieje kwestia czy rzeczywiscie rodzina jest wege..w calosci...i zawsze...czy tylko jest to kwestia poboznych zyczen np. mamy....
ktora jest idealista..i bardzo by chciala..
Malati - 2008-08-18, 12:54
| yolin napisał/a: | | Cytat: |
Podpisuje sie pod opiną Ewy,myślę identycznie. Ja jestem matka despotka dla mnie trzy latek nie ma prawa podejmować decyzj w ważnych kwestiach a to co będzie jadł do takich według mnie należy |
nie za bardzo moge sie z tym zgodzic, bo tym samym mozna przyznac racje wielu rodzicom despotom, ktorzy nie pozwalaja dzieciom na wegetarianizm, |
Uzyłam słowa despota zeby podkreślić ze według mnie trzylatek jest za mały aby decydowac o wielu istotnych kwestiach.W miarę jak moje dzieci będa coraz starsze zwiekszy się ich swoboda podejmowania własnych decyzji.Ale to przychodzi z czasem,małe dzieci w ważnych sprawach nie moge same decydować bo nie są do tego gotowe.Ponadto uważam że jeśli ktoś przez jakiś czas kreuje wokól dziecka rzeczywistośc opartą m.in na zasadach nie zabijam i nie zjadam,bądz nie zjadam mięsa bo jest nie zdrowe a potem nagle zmienia front to uważam że nie jest to takie obojętne dla dziecka.Dla mnie sieje to troche zamętu w jego rozumieniu danej sytuacji czy odbieraniu postawy rodziców.My rodzice przez długi czas jesteśmy jedynymi autorytetami dla naszych dzieci i mamy prawo trzymac sie ustalonych przez nas zasad czy przekazywać pociechom nasz systemu wartości.
Dla mnie wegetarianizm wynika nie tylko ze zwględów zdrowotnych ale przede wszytkim etyczno-religijnych.I nigdy nie zgodziłabym się aby mój 3 latek zjadł męso,tylko dlatego że jest ciekawy.
Jeżeli w przyszłośc bedzie chciał jeśc mięso( w co szczerze wątpię) nie zabronię mu tego ale nie omieszkam powiedzieć co o tym myślę
A jeśli chodzi o rodziców despotów którzy nie pozwalają swoim dzieciom na wegetarianizm to maja oni swoje powody,swoje lęki z tym związane i nie ma się co im dziwić,przynajmniej ja się nie dziwię
orenda - 2008-08-18, 20:55
Ostatnio byliśmy u znajomych na wsi i skończyło się smażeniem kiełbas na ognisku. Liwia stwierdziła, że lubi kiełbasę (nigdy nie jadła) i że też chce. W końcu nie zjadła, ale byla to dosyć trudna sytuacja i pewnie teraz będzie takich więcej, bo była tam jeszcze dwójka dzieci zajadających się tą kiełbasą z ogniska, do tego jeszcze jadł tata Li. W moim najbliższym otoczeniu nie ma rodzin wege a tym bardziej dzieci. Parę razy probowałam Li tłumaczyć czym jest mięso, ale to chyba był za duży poziom abstrakcji (mięso=zwierzę) i trochę nie wiem jak jej tłumaczyć.
Poza tym zbliża się kwestia jej chodzenia do przedszkola. Rozważam opcje puszczenia jej tylko do pory obiadowej, żeby obiady już jadła w domu. Obserwując ją jestem przekonana, że będzie chciała jeść to samo co dzieci. Chyba, że jej nie zasmakuje i w tym jedyna moja nadzieja.
Tobayashi - 2008-08-18, 21:22
| honey napisał/a: | Mysle, ze trzylatniemu dziecku mozna wytlumaczyc co to jest mieso...oczywiscie na jego poziomie rozumowania...
|
Nie wiem, czy był już temat jak tłumaczyć dziecku czym jest mięso, ale właśnie chciałam o to zapytać - jak tłumaczyłyście po raz pierwszy, kiedy przyszła na to pora?
Wydaje mi się, że gdy dojdziemy do tego etapu powiem Tobciowi, że mięso i kiełbasy są z nieżywych zwierzątek. Choć widząc jego reakcje na pewne rzeczy (np. nieżywe ślimaki na drodze) to nawet taka definicja wydaje mi się porażająca.
| Cytat: | | Ostatnio byliśmy u znajomych na wsi i skończyło się smażeniem kiełbas na ognisku. Liwia stwierdziła, że lubi kiełbasę (nigdy nie jadła) i że też chce. W końcu nie zjadła, ale byla to dosyć trudna sytuacja i pewnie teraz będzie takich więcej, bo była tam jeszcze dwójka dzieci zajadających się tą kiełbasą z ogniska, do tego jeszcze jadł tata Li. |
Mieliśmy niedawno podobną sytuację, no ale Tobcio na tej samej zasadzie wyciąga rękę po lizaka i inne badziewie, którego nie je, a inni tak. Moim zdaniem danie dziecku spróbować kiełbasy w takiej sytuacji, kiedy ono jeszcze nie wie dokładnie co to jest, jest absolutnie niepotrzebne. Nie daję Tobciowi spróbować lizaka, a tym bardziej nie dam mięsa. Dzieci wszystkożerne chyba tylko dlatego jedzą mięso, bo ich rodzice nie tłumaczą im czym ono jest.
Jagula - 2008-08-23, 15:58
Rozmowa o tym czym jest mięso powinna zależeć od dziecka- jego wrażliwości, dojrzałości oraz gotowości obu stron do tej rozmowy. Rzecz jasna dobrze żeby dziecko znało krówkę czy świnkę zanim usłyszy czym jest kiełbasa.
Moje dziecko spytało się mnie ,około swoich czwartych urodzin, w pociągu , przejeżdżając koło zakładów mięsnych "co to jest" - i opowiedziałam....
maryczary - 2008-08-26, 21:23
Boję się tego co mnie czeka. Bo choć Adka dopiero niedawno skończyła roczek to rozmowa o mięsie też mnie czeka. W domu u nas nie ma mięsa, ja nie gotuję i nie kupuję ale jak wychodzimy gdzieś to mąż je mięso czasem, a na pewno kiełbaskę z ogniska. Nie wiem jak to wytłumaczyć jej. Jemy też ryby i jaja, tym bardziej nie wiem jeszcze jak to rozróżnić. Nie jemy mięsa głównie z powodów zdrowotnych. Poza tym naokoło są mięsożercy i to mnie przeraża. I stąd moje pytanie: czy ktoś z was mieszka w Legnicy? Bo myślę że przykład innej wege rodziny dużo by pomógł. W Szkocji nie miałam tego problemu (mieszkaliśmy tam 2,5 roku) bo tam wegetarianom się nikt nie dziwi a tu czuje się jak ufo, dobrze że przynajmniej mąż mnie wspiera.
Ania D. - 2008-08-26, 21:45
Maryczary, my też się czujemy jak ufo - z wielu powodów - bo mieso, nabiał, słodycze (to ostanie wiele osób bardzo bulwersuje, że się dziecku "odbiera" dzieciństwo ) nie goszczą u nas w domu. Rozmowy z dzieckiem przychodzą naturalnie, to dorośli mają wiele skojarzeń, dzieci nie. One odbierają wszystko inaczej, poza tym nie muszą znać technicznych szczegółów pozyskiwania mięsa. Co do jedzenia mięsa przez innych, to dziecko szybko widzi, że jedni jedzą tak, inni inaczej. Wazne, by zawsze dziecku szczerze mówić, że my nie jadamy bo..., a inni jedzą, bo np. trudno im z mięsa rezygnować, bo zawsze tak jadali etc. Dziecko będzie się z mięsem stykało wszędzie, prawie z każdym sklepie są stoiska z wędlinami, trudno tego unikać.
malina - 2008-08-26, 21:56
| Ania D. napisał/a: | że się dziecku "odbiera" dzieciństwo |
Taaaaa,też to słyszałam Co jak co ale nie dawać słodyczy?Pamiętam jak kiedyś podczas rodzinnego obiadu Zuzia wsadziła palec do cukru - ku radości teścia,oblizała i miała odruch wymiotny
maryczary - 2008-08-26, 22:09
Ania D. ja dopiero powoli odkrywam zdrowe odżywianie i jestem załamana stanem NIEŚWIADOMOŚCI ludzi co jedzą. Nie interesuje ich nic a jak ja czytam skład produktu na opakowaniu to tylko mąż się ze mnie nie śmieje.
Przeraża mnie fakt, że dzieciom daje się tak dużo słodyczy w tak młodym wieku. Jak moje koleżanki widziały, że nie daję małej np. lizaka to były w szoku - przecież ona ma dopiero 13 m-cy, o co im chodzi. On jest szczęśliwa jak je jogurt naturalny!!!!!!!!!!
Malati - 2008-08-26, 22:09
| malina napisał/a: | Ania D. napisał/a:
że się dziecku "odbiera" dzieciństwo
|
ja usłyszałam ten tekst ostatnio,bo nie chciałam dać młodemu do picia coca coli
maryczary - 2008-08-26, 22:13
masakra
Agnieszka - 2008-08-26, 23:05
colę podaje dziecku przy problemach żołądkowych - u nas się sprawdza
jestem w grupie szczęściarzy, których dziecko nie poprosiło o możliwość spróbowania (od początku wie czym jest mięso: rozmowy, zwierzęta domowe, pobyty na wsi)
Do tej pory dla nas nie ma problemu: przedszkole (państwowe i nie wege), spotkania rodzinne, kontakty z innymi wege dziećmi (największa zasługa chyba Małgosi od Gaji), imprezy urodzinowe podwórkowe czy przedszkolne. Zobaczymy co przyniesie szkoła i późniejsze lata.
Póki co Mc Donald itp nie pachnie ładnie, lodówka babci również, niemożliwe, że są kraje, gdzie jadalne bywają świnki morskie itp.
Ania D. - 2008-08-27, 11:47
Maryczary, ja byłam ostatnio u ludzi, w jakiś sposób z nami daleko spokrewnionych. Mają dziewczynkę ok. 4-5 letnią. Jak weszliśmy mała stała z wielka paką leys'ów. Potem usłyszałam, że ona jest niejadkiem, że czasem zje kawałek kotleta. Dziecko w tym czasie dostało lub samo sobie wzięło: kubek gęstego słodkiego napoju, gumę do żucia, ciastka, loda i czekoladki. byliśmy tam 3 godziny. Jak ona może jeść cos innego, skoro ciągle ma zapchany cukrem lub czipsami brzuszek? Takie karmienie dzieci jest bardzo powszechne, widać to na placach zabaw. Od 3 lat chodzimy z Pawełkiem i kilka razy tylko widziałam kanapki u dzieci. Normą sa lody, czipsy (nawet u dzieciaków, które nie mają roku), lizaki, pączki etc. Dla mnie to za każdym razem szok, bo jak takie dzieci mogą potem jeść samą naturalne, niepoprawiane dodatkami jedzenie: marchewkę bez cukru (przecież nie ma smaku), ciemne pieczywo (przecież dzieci nie powinny jadać tyle błonnika, trzeba im dawać gumowe białe buły), kasze (to niesmaczne, lepsze ziemniaki) etc.
malina - 2008-08-27, 21:55
| Ania D. napisał/a: | | Normą sa lody, czipsy (nawet u dzieciaków, które nie mają roku) |
Ostatnio w jakiejś gazecie(typu "Mamo to ja") czytałam,ze 8 msc dziecko jest łasuchem bo bardzo lubi pączki.
maga - 2008-08-28, 07:59
| malina napisał/a: | | 8 msc dziecko jest łasuchem bo bardzo lubi pączki |
Jak można takie rzeczy w gazecie wypisywać? I co, jeśli nie będziemy mu dawać pączków będzie bardzo nieszczęśliwe, wpadnie w depresję i będzie mieć przez to zmarnowane dzieciństwo? Ależ z nas wyrodne matki.... nie ma co....
dżo - 2008-08-28, 09:10
| malina napisał/a: | | lubi pączki |
oglądałam niedawno program, w którym mama na kolację podawała swoim dzieciom pączki, dietetyczka pomagająca zmienić dietę dzieci kategoryczniej tego zabroniła, tłumacząc, że dzieciom należy ograniczaś słodycze, no co mama zdziwiona: "to pączki zawierają cukier?"
maga - 2008-08-28, 09:25
No i właśnie taka jest świadomość ludzi... Danonki to nie słodycze a ketchup Pudliszki jest dla dzieci więc jest zdrowy i można go dawać zamiast pomidorów....
Lily - 2008-08-28, 09:26
A najgorsze jest to, że czasem dziecko wcale nie chce słodyczy, a rodzice wciskają, bo chcą je uszczęśliwić tym na siłę...
Malati - 2008-08-28, 09:48
| Lily napisał/a: | | A najgorsze jest to, że czasem dziecko wcale nie chce słodyczy, a rodzice wciskają, bo chcą je uszczęśliwić tym na siłę... |
są takie dzieci co nie chca jeśc słodyczy?!
Lily - 2008-08-28, 09:49
Są, np. bratanek mojego niemęża
Jagula - 2008-08-29, 23:58
| dżo napisał/a: |
oglądałam niedawno program, w którym mama na kolację podawała swoim dzieciom pączki, dietetyczka pomagająca zmienić dietę dzieci kategoryczniej tego zabroniła, tłumacząc, że dzieciom należy ograniczaś słodycze, no co mama zdziwiona: "to pączki zawierają cukier?" | a nawiązując do tematu - są smażone najczęściej na smalcu...
i teraz mój offtopik- wiecie jak popularne są pączki w Czechach??? Każdego ranka w pobliskim wiejskim sklepiku stoi kilka palet świeżych pączusi i tak jest w każdym sklepie...wiec niestety upilnowanie młodzieży....ech.....
A jeśli o dzieci nie lubiące słodyczy chodzi- poznałam Karolinę i Emila Adriane...i uwierzcie mi - jaki niesamowity i fascynujący widok- rozczarowanie dzieci wywołane karobowym lizakiem i bodajże z syropu klonowego...totalny odrzut od słodyczy
Lily - 2008-08-30, 00:03
| Jagula napisał/a: | i teraz mój offtopik- wiecie jak popularne są pączki w Czechach??? Każdego ranka w pobliskim wiejskim sklepiku stoi kilka palet świeżych pączusi i tak jest w każdym sklepie...wiec niestety upilnowanie młodzieży....ech.....
| paczki są dobre , ale czeska młodzież ma nadwagę , tzn. duuuuża jej część...
Jagula, chyba napisałaś 130 000 posta
adriane - 2008-08-30, 00:39
| Jagula napisał/a: | A jeśli o dzieci nie lubiące słodyczy chodzi- poznałam Karolinę i Emila Adriane...i uwierzcie mi - jaki niesamowity i fascynujący widok- rozczarowanie dzieci wywołane karobowym lizakiem i bodajże z syropu klonowego...totalny odrzut od słodyczy |
Oni chyba po prostu nie lubią karobu. Teraz w Dublinie dostaliśmy inne gratisowe lizaki w zdrowej żywności i zjadły po 2 Ale faktem jest, ze czasem Emil sie rzuca na jakiś słodycz i potem mi oddaje w połowie, bo za dużo dla niego np. tak było ostatnio z lodem. A Karolinka nie cierpi pączków, bo mówi, ze są za słodkie
Malinetshka - 2008-09-07, 00:06
| Ania D. napisał/a: | | ciemne pieczywo (przecież dzieci nie powinny jadać tyle błonnika |
No właśnie, skąd się wzięło to przekonanie? I jak to właściwie jest z tą "strawialnością" pieczywa razowego vs białego? Powszechnie utarło się, że biała buła jest lekkostrawna... Czy błonnik w razowcu może szkodzić? można z nim przesadzić?
mizumo - 2008-09-07, 06:08
Mnie się wydaje, że nie. Zaleca się spożywanie 20-40 g błonnika dziennie, ale trzeba też dużo pić przy tym.
zojka3 - 2008-09-07, 07:08
Dla mnie też to jakieś brednie z tym błonnikiem, kiedyś ludzie nie oczyszczali tak wszystkiego na potęgę i żyli...prawdopodobnie całkiem nieźle
Kashmiri - 2008-09-07, 14:40
nie wiem, czy to akurat błonnik, ale wiem na pewno, że ciemne pieczywo jest mi dużo trudniej strawić niż białe. Choć białe też nie pozostaje bez echa Dlatego najlepiej mi bez pieczywa
Malinetshka - 2008-09-07, 18:36
| Kashmiri napisał/a: | | wiem na pewno, że ciemne pieczywo jest mi dużo trudniej strawić niż białe |
No właśnie. Moja znajoma ma podobnie... wrażliwy system pokarmowy i gorzej toleruje razowce, szczególnie gdy jej coś dolega pokarmowego... Ciekawi mnie dlaczego tak jest.
Lily - 2008-09-07, 19:54
| zojka3 napisał/a: | | kiedyś ludzie nie oczyszczali tak wszystkiego na potęgę | no właśnie, kiedyś przecież białe, o ile było, było tylko dla wyższych sfer, zwykli ludzie jedli pełne ziarno
Marcela - 2008-09-07, 19:55
| Malinetshka napisał/a: | | wrażliwy system pokarmowy i gorzej toleruje razowce, szczególnie gdy jej coś dolega pokarmowego... Ciekawi mnie dlaczego tak jest. |
Najprawdopodobniej dlatego, ze ma niewłaściwą florę bakteryjną jelit. Być może zniszczyła ją sobie niewłaściwą dietą, być może brała antybiotyki, jakieś inne leki, lub piła sporo kawy czy alkoholu... Zawsze gdy słyszę, ze ktoś ma "wrażliwy układ pokarmowy" to myślę sobie że raczej jest on bardziej lub mniej chory. Niektórzy są już tak chorzy, że twierdzą, ze szkodzi im surowe jabłko
Pieczemy w domu chleb na zakwasie, z mąki żytniej, bardzo grubej (czasem wygląda jak płatki). Pewna moja znajoma wegetarianka (dieta budyniowo - batonikowa, skłonność do serów pleśniowych) twierdzi, ze czuje się po mnim fatalnie. Jakoś mnie to nie dziwi. Przy zniszczonej florze bakteryjnej jelit jest tyle procesów gnilnych że to całkiem możliwe. Po wszystkich moich przejściach uważam, ze wszystko to przez grzyby... grzyby..
Lily - 2008-09-07, 20:01
A ja myślę, że nie można wszystkiego na grzyby zwalać. Poza tym fityniany ze zbóż utrudniają wchłanianie m.in. żelaza, dlatego być może dzieci nie powinny non stop jeść razowego chleba.
bodi - 2008-09-07, 20:07
właśnie dzisiaj przeglądałam sobie "Odnowę na talerzu" Cyran-Żak, i wpadł mi w oczy fragment chyba a'propos tego o czym tu piszecie: "Należy pamiętac, że w diecie zawierającej duże ilości węglowodanów złożonych, która jest najbardziej naturalna dla człowieka, wazne jest dokładne żucie. Amylaza zawarta w ślinie - ptialina, rozpoczyna trawienie zbóż w jamie ustnej. Jeżeli zostanie to zbagatelizowane, wówczas cały ciężar trawienia spadnie na amylazę trzustkową. Trzustka u współczesnych ludzi jest bardzo przepracowana i zazwyczaj powiększona wskutek jedzenia dużej ilości cukru, co powoduje niestrawnośc i wzdęcia. Ludzie szybko zaprzestają jedzenia zbóż, twierdząc, że im nie służą. tymczasem należy stopniowo przyzwyczajac swój układ pokarmowy tak, jak przyzwyczaja się dziecko do nowych potraw i żuc bardzo, bardzo dokładnie każdą porcję aby była nasycona śliną".
też spotkałam się z ludźmi którzy skarżą się na to że razowce im nie służą - może faktycznie gruntowne przeżuwanie jest na to sposobem?
Marcela - 2008-09-07, 20:10
| Lily napisał/a: | | nie można wszystkiego na grzyby zwalać |
... nie wszystkiego, tylko złego trawienia
Dla mnie to bujda z tymi fitynianami i nieprzyswajalnością żelaza. Nie pamiętam kiedy zjadłam inny chleb niż mój, wszystkie kasze, ryż itp jadam razowe i nigdy nie miałam problemów z żelazem. Hemoglobinę mam zawsze bardzo wysoką.
Generalnie zmiana pieczywa ze sklepowego na domowe ma dla mnie same korzyści.
I w końcu taki chleb (na zakwasie) ma całe mnóstwo probiotyków, które regulują ( a nie psują) trawienie - a więc i możliwości przyswajania przez organizm składników pokarmu.
A porządne żucie na pewno nie jest bez znaczenia, zgadzam się z tym.
loika - 2008-09-07, 20:27
Podczas wyrastania z dodatkiem zakwasu, zachodzi fermentacja mlekowa, która neutralizuje fityniany. Fermentacja przy użyciu drożdży już nie przynosi takich efektów. A więc chleb na zakwasie nie "blokuje" przyswajania zw. mineralnych.
Lily - 2008-09-07, 20:36
| loika napisał/a: | | Podczas wyrastania z dodatkiem zakwasu, zachodzi fermentacja mlekowa, która neutralizuje fityniany. Fermentacja przy użyciu drożdży już nie przynosi takich efektów. A więc chleb na zakwasie nie "blokuje" przyswajania zw. mineralnych. | ciekawe, bo na forum pojawiały się odwrotne informacje również
Kashmiri - 2008-09-07, 20:45
| bodi napisał/a: | | żuc bardzo, bardzo dokładnie każdą porcję aby była nasycona śliną". |
w takim razie zaczynam życie przeżuwacza Ciemny chlebek rozdyma mnie tak, że prawie latam nad ziemią Biały z resztą też, ale trochę mniej. Najlepiej jest, kiedy unikam obu i poprzestaję na kaszach Osobiście podejrzewam 'polepszacze' do pieczywa, ale może być, że to moja trzustka...
A tak bardziej w temacie to Jasce ciemny chleb nie szkodzi, a o mięso się jeszcze nigdy nie dopominała i mam nadzieję, że nie będzie. Z domowników mięso je jedynie Fisia (owczarek), Ferdel (półjamnik), Micia (kocica) i Dziadzio (mój tata). Dziadzio przyznaje się również do jedzenia mrówek... Zauważyliśmy, że w Jasce widok Dziadzia jedzącego mięso budzi niejaką konsternację, Dziadzio się trochę zawstydził i teraz stara się nie zostać przydybany w kuchni na podjadaniu 'psiego' jedzonka.
Za to sam widok czy zapach mięsa jest dla Jass zupełnie ok - często proponuje Babci pomoc w przygotowaniu i serwowaniu psich dań, i bez mrugnięcia dotyka surowych flaków Zastanawiałam się, czy jej na to pozwalać i w ogóle, co powiedzieć? Na razie wyszło mi, że nic, i że to zupełnie naturalne, ostatecznie my też jesteśmy zrobieni z mięsa... Jak myślicie, jaka byłaby sensowna polityka w tej kwestii?
Marcela - 2008-09-07, 20:45
Lily, odwrote informacje pojawiają się zawsze
Jak mawia mój sąsiad : " Su tacy i su tacy..."
loika - 2008-09-07, 20:46
| Lily napisał/a: | | loika napisał/a: | | Podczas wyrastania z dodatkiem zakwasu, zachodzi fermentacja mlekowa, która neutralizuje fityniany. Fermentacja przy użyciu drożdży już nie przynosi takich efektów. A więc chleb na zakwasie nie "blokuje" przyswajania zw. mineralnych. | ciekawe, bo na forum pojawiały się odwrotne informacje również |
tak na prędce cytat z wikipedii (choć wiem że to nie jest nieomylne źródło):
| Cytat: | Fermentacja bakteryjna (fermentacja mlekowa), która przez to, że trwa dostatecznie długo (wiele godzin), powoduje rozkład kwasu fitynowego, co umożliwia powstawanie wchłanialnych form mikroelementów zawartych m.in. w ziarnach zbóż i roślinach strączkowych.
Jeśli więc robimy chleb na drożdżach (a nie na zakwasie) z mąki z pełnego przemiału, to znajdujący się tam w większych ilościach kwas fitynowy stworzy nieprzyswajalne połączenia z zawartymi w mące mikroelementami ze środka ziarna |
zojka3 - 2008-09-08, 03:49
| Kashmiri napisał/a: | | nie wiem, czy to akurat błonnik, ale wiem na pewno, że ciemne pieczywo jest mi dużo trudniej strawić niż białe. Choć białe też nie pozostaje bez echa Dlatego najlepiej mi bez pieczywa |
a ja się zastanawiałam nad zakwasem, bo zawsze po czymś na zakwasie mam zgagę i jakoś ciężej na żołądku. Błonnika o to w swoim przypadku nie podejrzewam, bo jak nie chleb to pochłaniam tony kasz z warzywami, więc jest go dużo.
majaja - 2008-09-08, 05:55
| Kashmiri napisał/a: | | Zastanawiałam się, czy jej na to pozwalać i w ogóle, co powiedzieć? Na razie wyszło mi, że nic, i że to zupełnie naturalne, ostatecznie my też jesteśmy zrobieni z mięsa... Jak myślicie, jaka byłaby sensowna polityka w tej kwestii? | Może kiedyś zostanie chirurgiem jakimś ?
dżo - 2008-09-08, 10:14
| loika napisał/a: | | Podczas wyrastania z dodatkiem zakwasu, zachodzi fermentacja mlekowa, która neutralizuje fityniany |
| loika napisał/a: | | A więc chleb na zakwasie nie "blokuje" przyswajania zw. mineralnych |
Co wiecej fermentacja mlekowa powoduje wzrost przyswajalności żelaza, cynku, magnezu, wapnia, a ponadto hamuje rozwój niepożądanej mikroflory, powoduje produkcję witamin tj. ryboflawina i niacyna oraz aminokwasów egzogennych tj. lizyna, tryptofan, metionina. Same korzyści.
Nimrodel - 2008-09-08, 11:42
"ja chcę" to jeszcze sporo przede mną, ale troskliwa rodzina z pewnością będzie Nadii wpychać mięso za moimi plecami i tego się boję. Pozwolenie by spróbowała jest dla mnie nie do przyjęcia.
Mam nadzieję, że jak przyjmę zdecydowaną postawę to się nie odważą.
Większe wątpliwości mam przy cukrze - "to odbieranie dzieciństwa" właśnie. Jak im nie pozwolić na wpychanie Małej słodyczy. Już dali jej spróbować loda, jabłecznika, sernika i dżemu - no masakra po prostu
dżo - 2008-09-08, 11:55
| Nimrodel napisał/a: | | Jak im nie pozwolić na wpychanie Małej słodyczy |
Nimrodel, najlepiej otwarcie porozmawiać, że sobie tego nie życzysz bo zalezy CI bardzo na zdrowym nie chorującym dziecku. Jeśli rodzice czy teściowe Cię szanują to powinni również uszanować Twoje zdanie i wolę. Warto tez podeprzeć się artykułami na temat szkodliwości cukru oraz autorytetami lekarskimi, to często pomaga.
alcia - 2008-09-08, 16:17
| loika napisał/a: | | Podczas wyrastania z dodatkiem zakwasu, zachodzi fermentacja mlekowa, która neutralizuje fityniany. Fermentacja przy użyciu drożdży już nie przynosi takich efektów. A więc chleb na zakwasie nie "blokuje" przyswajania zw. mineralnych. |
właśnie chciałam to napisać!
[ Dodano: 2008-09-08, 17:23 ]
| Nimrodel napisał/a: | | Jak im nie pozwolić na wpychanie Małej słodyczy. |
tłumaczyć i tłumaczyć do bólu. Jak nie przyjmą argumentów zdrowotnych, to trudno, niech się zadowolą samym: "to moja córka i ja decyduję o tym co ma jeść".
Z moim ojcem miałam niezłe przeboje pod tym względem. Jak już przetrawił jakoś wegetarianizm, była jazda ze słodyczami. Sprawdzał granice jak dziecko w fazie buntu. Było wiele moich próśb, potem wiele nieprzyjemnych wymian zdań.. trwało to długo, ale w końcu zrozumiał, że może Kaję uszczęśliwiać w inny sposób. Teraz zamiast tony ciastek, chrupek kukurydzianych zasyfionych chemią i tym podobnych - przynosi dziewczynom melony, arbuzy, winogrona i rzeczy, które widział u mnie, więc wie, że je akceptuję. Pewnie się będzie zdarzało jeszcze czasem, że z czymś dziwnym wyskoczy, ale nie zamierzam być pokorna w tej kwestii, bo jak bywałam w słabszych chwilach, to przy kolejnym spotkaniu było 10x gorzej, "przysmaki" jeszcze bardziej syfiaste i w jeszcze większej ilości.
magdusia - 2008-09-08, 16:29
wiele razy się zastanawiałam nad dobroczynnymi bakteriami w zakwasie
Jak to jest czy wysoka temperatura ich nie niszczy?
i jeśli nie to jak to się dzieje że ich nie niszczy?
ktoś wie?
przecież takie bakterie są bardzo wrażliwe.
alcia - 2008-09-08, 18:46
| magdusia napisał/a: | | ak to jest czy wysoka temperatura ich nie niszczy? |
niszczy. Tak na chłopski rozum; bo jeśli chcemy piec kolejny chleb - można jako zaczyn zostawić surowy zakwas, albo kawałek surowego ciasta> Z upieczonego już nic nie będzie.
Ale to neutralizowanie fitynianów odbywa się wcześniej - w czasie zakwaszania ciasta.
Nimrodel - 2008-09-09, 09:45
Dzięki bogu chociaż z teściową nie mam problemu jeśli chodzi o nasz styl odżywiania - J. nie je mięsa od ponad 20-stu lat i słodycze też ograniczał, więc trochę sobie Rodziców przez ten czas wychował
Natomiast moi Rodzice niby mnie kochają, ale czy szanują jak pisze Dżo?
Raczej wyraźnie lekceważą moje zdanie w tej kwestii (Mama mniej), a bracia otwarcie się nabijają
Lada chwila Nadia zacznie rozumieć co się dzieje, więc nie mogę pozwolić na takie traktowanie nas. Niestety, czuję się bezsilna
magdusia - 2008-09-09, 09:49
| alcia napisał/a: | | Z upieczonego już nic nie będzie. |
właśnie że nie
ja tego w prawdzie nie robiłam ,ktoś mi opowiadał że z kawałka upieczonego chleba zrobił zakwas.
No i w takim razie po co dodawać skórkę takiego chleba do kiszenia buraków jak nie dla tych bakterii?
no właściwie na każdym kroku się powtarza że taki chleb jest dobry dla naszego zdrowia właśnie przez wzgląd na te bakterie.
Lily - 2008-09-09, 10:24
Żurek przecież robi się ze skórką żytniego chleba, to też działa
dżo - 2008-09-10, 19:08
| zojka3 napisał/a: | | a ja się zastanawiałam nad zakwasem, bo zawsze po czymś na zakwasie mam zgagę i jakoś ciężej na żołądku |
zojka3, podczas fermentacji chlebowej powstają różne kwasy min. kwas octowy, który może drażnić żołądek lub jelita. Dlatego osoby o wrażliwszym układzie pokarmowym nie powinny jeść chleba na zakwasie prosto z pieca. Ten kwas dość szybko ulatnia się, w czasie czerstwienia chleba, warto więc jeść chleb nieco starszy.
Być może właśnie ten kwas powoduje u Ciebie nieprzyjemne dolegliwości.
Ania D. - 2008-09-10, 19:29
Nimrodel, czy Twoje dziecko zostaje z innymi członkami rodziny samo? U nas jest tak, że nie zostaje nigdy z osobą, która by go karmiła słodyczami czy mięsem. Jeśli by próby były tez przy nas, to ograniczamy spotkania (ich ilość i czas). Tu nie ma łagodności, bo chodzi o zdrowie mojego dziecka i to ja z mężęm decydujemy, co ma jeść i co jest dla niego zdrowe, a nie rodzina, nawet najbliższa. Dla mnie nie ma opcji, że dziecko 6 miesięczne dostaje do jedzenia czy spróbowania loda, jabłecznik, sernik i dżem.
alcia - 2008-09-11, 09:03
| magdusia napisał/a: | właśnie że nie
ja tego w prawdzie nie robiłam ,ktoś mi opowiadał że z kawałka upieczonego chleba zrobił zakwas.
No i w takim razie po co dodawać skórkę takiego chleba do kiszenia buraków jak nie dla tych bakterii?
|
masz rację. Ja chyba pomieszałam dwie różne sprawy.. Te dobroczynne bakterie - o nich nic nie wiem i rzeczywiście pewnie tam są. A ja pomyliłam z dzikimi drożdzami. To one giną w wysokiej temperaturze i to na nich się hoduje zakwas, dlatego pisałam że z gotowego chleba nie da się wyprodukować zaczynu. Ale to inna sprawa.
zojka3 - 2008-09-11, 10:17
| dżo napisał/a: | zojka3, podczas fermentacji chlebowej powstają różne kwasy min. kwas octowy, który może drażnić żołądek lub jelita. Dlatego osoby o wrażliwszym układzie pokarmowym nie powinny jeść chleba na zakwasie prosto z pieca. Ten kwas dość szybko ulatnia się, w czasie czerstwienia chleba, warto więc jeść chleb nieco starszy.
Być może właśnie ten kwas powoduje u Ciebie nieprzyjemne dolegliwości. |
I wszystko jasne! Wielkie dzięki!
Nimrodel - 2008-09-15, 18:46
| Ania D. napisał/a: | | Nimrodel, czy Twoje dziecko zostaje z innymi członkami rodziny samo? U nas jest tak, że nie zostaje nigdy z osobą, która by go karmiła słodyczami czy mięsem. Jeśli by próby były tez przy nas, to ograniczamy spotkania (ich ilość i czas). Tu nie ma łagodności, bo chodzi o zdrowie mojego dziecka i to ja z mężęm decydujemy, co ma jeść i co jest dla niego zdrowe, a nie rodzina, nawet najbliższa. Dla mnie nie ma opcji, że dziecko 6 miesięczne dostaje do jedzenia czy spróbowania loda, jabłecznik, sernik i dżem. |
Owszem, Nadia zostaje sama z dziadkami. Ale nikt (przynajmniej na razie) nie próbuje karmić jej po kryjomu. Do tej pory było tak, że trwa rodzinne spotkanie przy stole, i nagle ktos kto trzyma ją na rękach, pakuje jej do buzi coś co sam je, zanim zdąże zareagować
Potem niby przepraszają, a ogólne wrażenie zostaje takie, że my wymyslamy ciągle, żeby innym utrudnić życie.
Mimo to nie wyobrażam sobie zerwania stosunków z moją Rodziną, raczej proszę o rady, jak im to wytłumaczyć.:-/
Co ciekawe nigdy nie zdażyło się, by ktos obcy (tzn. nie z mojej rodziny) podał jej coś nie pytajac mnie o zdanie
Ania D. - 2008-09-15, 20:09
Nimrodel, nie napisałam jasno. Nie chodzi mi o zerwanie stosunków z rodziną, bo dla mnie bliscy są bardzo ważni. Ludzie są różni i mój tata jest taki, że nie da mu się wytłumaczyć pewnych rzeczy, bo i tak zrobi po swojemu (jak robi od dziesiątek lat). Chodzi mi o pokazanie, że na pewne rzeczy się absolutnie nie godziny i nasza reakcja jest zawsze zdecydowana. U nas było tak, jak u Alci - jak reakcja jest łagodna lub jej nie ma, to tata pozwala sobie przynoszenie coraz większych świństw. Tu nie ma końca i nie da się tego niekórym wytłumaczyć, że niezdrowe, że my tego nie dajemy, bo chemia etc. To jest pokazanie, że dziecko jest nasze i to my decydujemy co ma jeść. Mój tata też na początku próbował małemu Pawełkowi sam wkładać do buzi wafelka etc, ale reagowaliśmy natychmiast - tylko my karmimy dziecko i tylko my decydujemy co i kiedy jada. Teraz nie ma podtykania jedzenia, co nie znaczy, że jest uznanie naszych racji - bo tego nie ma dalej. U wielu osób jest tak mocno zakodowane, że to, co można kupić w sklepie nadaje się do jedzenia w każdym wieku, że nie ma siły, by to zmienić w umyśle.
U nas kilka lat zrobiło swoje. Rodzina widzi, że Pawełek rośnie wspaniale, jest żywy, inteligentny (o pomysłach wolę nie wspominać ) i jako jedyne dziecko w rodzinie nie choruje (kilka dni temu Pawełek potknął się w toalecie i bardzo potłukł. W nocy bardzo mocno płakał, więc przestraszeni pojechaliśmy do szpitala na przeswietlenie, na szczęście to było tylko mocne potłuczenie. Lekarz w w szpitalu był zdumiony i nie dowierzał, że synek nigdy nie dostawał żadnych leków, bo nigdy na nic nie chorował.) To robi na rodzinie wrażenie i sami zaczynają mówić, że widocznie jednak jest coś w tej diecie, że nie zmagamy się z anginami, przeziębieniami, nawet katarem. U moich bliskich tylko to jest dowodem na to, że ta dieta nie jest najgorsza - ale jak by się dało, to Pawełek dostawałby i tak słodycze etc. Tu nie ma mocnych i już.
kamma - 2008-09-16, 07:49
| Nimrodel napisał/a: | nagle ktos kto trzyma ją na rękach, pakuje jej do buzi coś co sam je, zanim zdąże zareagować |
| Nimrodel napisał/a: | | my wymyslamy ciągle, żeby innym utrudnić życie. |
koszmar. Też się z tym zmagam. staram się stawiać jasne granice. Jeśli nie jestem pewna, że takie akcje się nie wydarzą, to nie zostawiam Irmy samej z tymi osobami. I tak uchodzę w rodzinie za dziwaka i wątpię, żeby cokolwiek mogło to zmienić. Ale to nasze dzieci będą nas oceniać, a nie tzw "oni".
| Nimrodel napisał/a: | | Co ciekawe nigdy nie zdażyło się, by ktos obcy (tzn. nie z mojej rodziny) podał jej coś nie pytajac mnie o zdanie |
jeszcze
Karolina - 2008-09-16, 10:27
Nimrodel wystarczy powiedziec Twoim rodzicom aby poprosili gości o nie dokarmianie. Ja tak zrobiłam. Co to za wogóle idiotyczny pomysł przecież Twoje dziecko ma dopiero 6 miesięcy. Nie no ja bym zatukła taką życzliwą osobę
Alcia - zakwas jest na dzikich drożdzach? Słyszałam, że to tylko te bakterie mlekowe.
PS - wogóle nie powinno się jeś świerzego chleba, powinien byc odstawiony na conajmniej jeden dzień, wiadomo czerstwy - najlepszy
|
|