wegedzieciak.pl
forum rodzin wegańskich i wegetariańskich

Ogólne rozmowy - Czy wegetarianie jedzą jajka

bioveg - 2011-10-06, 20:30
Temat postu: Czy wegetarianie jedzą jajka
Jakie jest wasze zdanie i upodobanie na ten temat, co myślicie o jedzenie jajek przez Wegetarian i jak do tego podchodzicie? Zastanawiam się dlaczego niektórzy nie jedzą mięsa bo zostało bestialsko wyhodowane i zabite a jedzą jajka, które zostały prawie sztucznie wyhodowane i zniesione w bestialskich warunkach. Jakie jest wasze zdanie na ten temat?
Od razu przyznaję się, że ja jajka jem. Mam własne stadko kurek uratowanych z likwidowanej masowej kurzarni od znajomego. Kurki, które dostałem bez piór, bez znajomości trawy powietrza, słońca... całkowicie wynaturzone żyją sobie teraz szczęśliwie w kurniku z trawą, ziarenkami i kogutem. Ja w zamian mam pyszne i pachnące jajka.
P.S.Zachęcam do wypełnienia ankiety :) /jeśli w ogóle zadziała/

moritura - 2011-10-06, 20:37

Jeśli wegetarianie jedzą jajka - 3, 2, nie mówię o "domówkach" - to albo z nieświadomości, jak traktowane są kury, albo dlatego, że nie widzą alternatywy, a wydaje im się, że bez jajek wypadną im włosy, zęby i wątroba, albo ponieważ są wegetarianami dla zdrowia czy smaku (wolą potrawy niemięsne), a nie z przyczyn etycznych. Chyba wszystkie opcje wymieniłam ;)

Ja jajek nie jem, a jak byłam wegetarianką (lakto-owo), to jadłam sporadycznie (nie kupowałam w sklepie, tylko u kogoś jak byłam, to jadłam, i nie trójki, albo "nieopieczętowane" - choć zdarzały mi się przez te 10 lat jajeczne wpadki).

MartaJS - 2011-10-06, 20:43

W tym momencie mam swoje jajka, moje kury są szczęśliwe - mam nadzieję, a jajka przepyszne i bez wyrzutów sumienia. Wcześniej jadłam różne, starałam się kupować ekologiczne lub przynajmniej z wolnego wybiegu, chociaż nie zawsze były dostępne. Wreszcie moje marzenie się spełniło i mam własne. Następnym krokiem będzie koza i własny nabiał.
seminko - 2011-10-06, 20:55

Ja dostaję jajka z gospodarstwa, od tzw. szczęśliwych kur. Jak nie mam dostępu, to po prostu jajek nie jem (i dziecku też nie daję). Zresztą, bardzo rzadko w ogóle mam ochotę na jakikolwiek nabiał i gdyby nie dzieć, z jajami chyba w ogóle nie miałabym styczności ;-)
maga - 2011-10-06, 21:02

Jadamy jajka od kurek z zaprzyjaźnionej zagrody. Czasem kupuję jedynki lub zerówki.
Lily - 2011-10-06, 21:22

Nie jem jajek bio (cokolwiek to znaczy), bo w życiu takich nie widziałam. No chyba że te, które jadałam jako dziecko (od kur podwórkowych) się liczą, ale certyfikatów nie miały. Kupuję 1. O u mnie nie są dostępne. Poza tym pewnie jadam sporadycznie w czymś jajka od kur z chowu klatkowego. Ani nie mam fioła na tym punkcie, ani sił, żeby zbawiać świat. Staram się wybierać w miarę możliwości "mniejsze zło". Zresztą w ogóle mało jajek jem, a już solo to prawie wcale (zazwyczaj w cieście, naleśnikach itp.).
moritura - 2011-10-06, 21:25

BIO, z tego, co wiem, to właśnie zerówki. Podwórkowe nie mają pieczątek (nie muszą mieć do 50 kur). Chyba nic nie mieszam.
MartaJS - 2011-10-06, 21:28

Moje podwórkowe pieczątek nie mają, chyba że któraś kura zrobi taką zieloną ;-)

Ale wiecie, że jaja "od chłopa" to nie zawsze muszą być jaja od takich kurek, co po podwórku chodzą, grzebią w piachu, jedzą ziarenka i mleczyk itp. Na wsi też ludzie trzymają kury w zamkniętych kurnikach i karmią paszą na mączce sojowej.

Też rozumiem, że bio to eko, czyli zero.

Lily - 2011-10-06, 21:28

moritura napisał/a:
Podwórkowe nie mają pieczątek (nie muszą mieć do 50 kur).
A nie jest tak, że powinny być karmione ekologiczną paszą? Z certyfikatem?
Mikarin - 2011-10-06, 21:32

Nigdy nie zwracałam uwagi na etykę mojego jedzenia. Jadłam, co potrzebowałam. Jak miałam parcie na pastę jajeczną, to robiłam pastę. Mama zawsze kupowała 1, więc chyba nic złego się tam nie działo, teraz osobiście kupuję, jakie dostanę, najczęściej przywożę sobie od znajomych z gospodarstw. W sumie to jajek jadam mało, zwykle 1-2 w tygodniu.
Em, a produkty typu BIO, SLIM i FIT omijam szerokim łukiem. Tam nie ma czasami nic pełnowartościowego, a płaci się w większości potrójnie za samą etykietkę.

Alispo - 2011-10-06, 22:09

Mikarin napisał/a:
Mama zawsze kupowała 1, więc chyba nic złego się tam nie działo,

No to widać,że nie interesowałaś się etyką ;-)
Odnośnie "bio" to roznica oczywiscie jest,oczywiscie bardziej jak kupujesz marchewke bio niz jakis przetworzony produkt ktory faktycznie niezbyt ma wartosci czy jest bio czy nie,tzn.mam na mysli wartosci zdrowotne a nie ekologiczne.

Odnosnie podzialow co kto je,to hm..np.weganie nie tak rzadko spozywaja chociazby olej palmowy,ktory jest owszem weganski z definicji,chociaz "ocieka krwią orangutanów",tak samo wegetarianie jedza jajka"ociekajace krwia kur",ogolnie nasze granice zawsze sie koncza gdzies..ludzie sa rozni..

Mikarin - 2011-10-06, 22:17

Alispo, ja przestałam jeść mięcho i pochodne, bo mi szkodzą. Potem dopiero, wiele lat później dowiedziałam się, że wiąże się z tym jakaś etyka i filozofia, a nie nie tylko kwestia zdrowego stylu życia. Autorzy wielu książek o wege, które czytałam, podpierają się albo etyką, albo zdrowiem, albo ekonomią (mięso jest drożej wyprodukować), dla mnie liczy się tylko aspekt zdrowia. Etyka jest na dalszym planie. Raz jeden jedyny widziałam ubój krów, gdzieś był w telewizji program o masarni i pokazywali taką krówkę... Nigdy więcej się w to nie zagłębiałam, co się robi z tymi zwierzami, bo to dla mnie zbyt drastyczne, a nie chcę się też w to zagłębiać, bo nawet nie chcę wiedzieć. To jakby chcieć naocznie uczestniczyć w wydarzeniach Treblonki czy Aushwitz. Ja do takich osób nie należę, bo to ponad moje siły psychiczne :(
Humbak - 2011-10-06, 22:34

Jem, kupuję 1, bo 0 jest dla mnie za drogie, więc jak określiła to Lily, wybieram "mniejsze zło". Unikam biszkoptów i wszelkich popisów kulinarnych, które wymagają abstrakcyjnej liczby jaj. Przejajczanie jadłospisu jest dla mnie niepotrzebnym mi zbytkiem. I staram się robić tyle, ile mi pasuje. Świata również nie zbawiam, raczej dokładam cegiełkę.
an - 2011-10-06, 23:13

zazwyczaj kupuję i jem free range czyli polskie jedynki, ale czasami zdarza się na mieście, że nie ma w okolicy posiłku wege bez serowego ani z jajkami free range, wtedy zdarzy mi się kupić z nieopisanymi czyli jakimikolwiek jajkami, no i w danish maple pecan też się zdarzy

dlatego wybrałabym odpowiedź >przeważnie "1" free range< ale przy tych opcjach, wybrałam odp.2 bo mam wrażenie, że najbliżej mi do niej

majaja - 2011-10-07, 07:08

Alispo napisał/a:
Mikarin napisał/a:
Mama zawsze kupowała 1, więc chyba nic złego się tam nie działo,


No to widać,że nie interesowałaś się etyką
Odnośnie "bio" to roznica oczywiscie jest,oczywiscie bardziej jak kupujesz marchewke bio niz jakis przetworzony produkt ktory faktycznie niezbyt ma wartosci czy jest bio czy nie,tzn.mam na mysli wartosci zdrowotne a nie ekologiczne.
No dobrze, a to nie jest właśnie tak, że "0" to ta żywność nieprztworzona czyli ściśle kontrolowana jest pasza kur i z dobrostanem samych kur niekoniecznie ma to coś wspólnego, bo wiadomo jak kura po podwórku gania to rózne rzeczy zdarza jej się zjeść i mozna stracić certyfikat jak ktoś cię przyłapie. I lepiej już kupowac "1" bo to ma być ten wolny wybieg czyli jakieś tam zamknięte podwórko?
Pipii - 2011-10-07, 07:22

Mikarin napisał/a:
Em, a produkty typu BIO, SLIM i FIT omijam szerokim łukiem. Tam nie ma czasami nic pełnowartościowego, a płaci się w większości potrójnie za samą etykietkę.

Jeżeli SLIM i FIT rzeczywiście są bezwartościowe najczęściej to BIO wręcz przeciwnie - jest to produkt pozyskiwany z uprawy organicznej od początku do końca musi być OK - łącznie z przewozem, przechowywaniem, materiałem, w który jest opakowany. Ja kupuję produkty BIO i nieBIO i widzę znaczną różnicę na korzyść tych BIO. Wartość odżywcza produktów BIO jest dużo większa niż standardowych, nawożonych, pryskanych i hodowanych na wacie szklanej. Owszem, kosztują więcej, bo więcej pracy wymaga ich hodowla, więcej obostrzeń, wymogów, ale płacisz za dobrą jakość.
Jajek nie jadam.

priya - 2011-10-07, 07:58

Jajek nie jadam, od początku wege-drogi jestem laktowege. Ale zastanawiam się, bioveg, dlaczego pod swoje pytanie nie podciągasz również mleka? Jego pozyskiwanie w dzisiejszych czasach jest również okrutne. Jak to zostało ujęte powyżej:
Alispo napisał/a:
ogolnie nasze granice zawsze sie koncza gdzies..ludzie sa rozni..

koko - 2011-10-07, 08:03

Jemy jajka od własnych kur, które żyją zdaje się lepiej, niż my ;-)
MartaJS - 2011-10-07, 08:20

majaja napisał/a:
No dobrze, a to nie jest właśnie tak, że "0" to ta żywność nieprztworzona czyli ściśle kontrolowana jest pasza kur i z dobrostanem samych kur niekoniecznie ma to coś wspólnego, bo wiadomo jak kura po podwórku gania to rózne rzeczy zdarza jej się zjeść i mozna stracić certyfikat jak ktoś cię przyłapie. I lepiej już kupowac "1" bo to ma być ten wolny wybieg czyli jakieś tam zamknięte podwórko?


W chowie ekologicznym dobrostan zwierząt też ma znaczenie, nie tylko pasza.
Tu jest porównanie:
http://www.ferma.viva.org...id=131&Itemid=1

Z porównania wynika, że chów ekologiczny może być też nieźle makabryczny. Chociaż nie musi.

Mikarin - 2011-10-07, 08:25

Pipii, powiem ci, że to, co się teraz narobiło w ogóle w ekosystemie, z produkcją eko nie ma nic wspólnego. Powiedz mi, i co z tego, że produkty EKO nie sa nawożone, np. taka marchewka. Jak byłam ostatnio u koleżanki na wiosce (gmina do 5 tys mieszkańców, mówimy na to wieś, bo wszędzie pełno kur) jej mama wykopywała marchewkę z ogródka. Nie powiem, wyglądała ładnie, ale w smaku niewiele się różniła od tej sklepowej. Zdziwiłam się bardzo, bo to przecież wszystko "swoje", a nie jakieś pryskane, nawożone etc. To mnie uświadomili... że jak gospodarz pięć kilometrów dalej pryska sobie pole, to cześć oprysku idzie to do atmosfery i spada z deszczem czasami 20 km stamtąd, czasami na ich podwórko. Może mają tych pestycydów i ulepszaczy mniej, ale też je mają, bo to wędruje z wodami gruntowymi, deszczem, chmurami... A jaką ja mam pewność, że taki produkt BIO ma mniejszą ilość pestycydów? Nawet nie wiem, jak to się sprawdza, a zaświadczenie na opakowaniu niewiele mi mówi, ze spełniają jakieś-tam-normy, bo osobiście widziałam, jak takie normy się łamie, kiedy nikt nie widzi, ale na audyt wszystko jest cacy. Wybaczcie sceptycyzm...
Co do kurek z własnego chowu - zawsze mają lepiej niż my :D

MartaJS - 2011-10-07, 08:33

Mikarin napisał/a:
Nawet nie wiem, jak to się sprawdza


Przychodzi pan albo pani, otwiera teczkę, wyjmuje formularz i pyta: ile pan sypie nawozów? Tyle a tyle. OK. A pryska pan? Nie, ale gdzie tam! No dobra. I tak wypełnia wszystkie okienka, na koniec podpis, dziękuję, do widzenia ;-)

I piszę to całkiem serio, byłam przy takiej kontroli :)

koko - 2011-10-07, 08:42

MartaJS, wiele zależy od jednostki certyfikującej. U nas tak nie jest. A znajomy nie przeszedł kontroli, bo miał ślady bejcy na siewniku. Siewnik był odkupiony od kogoś już ze śladami. Przykłady można mnożyć, nie rób od razu wszystkim koło dupy z racji jednej kontroli...
Mikarin - 2011-10-07, 08:44

MartaJS napisał/a:
W chowie ekologicznym dobrostan zwierząt też ma znaczenie, nie tylko pasza.
Tu jest porównanie:
http://www.ferma.viva.org...id=131&Itemid=1
Z porównania wynika, że chów ekologiczny może być też nieźle makabryczny. Chociaż nie musi.
Dlatego ja na wielkanoc robię jaja metodą decupage na drewnie. Najczęściej biorę wydmuszki z jajek, które i tak są zużywane w kuchni, ale jedno gotowane jajko tradycja każe zakopywać na kolejny rok na szczęście.
Makabra, MartaJS, to co piszesz...
W ogóle całość brzmi strasznie. Strach cokolwiek jeść, bo warzywa pryskane, jajka z nieludzkiego chowu, mleko dosłownie wyciągnięte z wymion krów... Gdzie się nie obejrzeć, wszędzie pełno jest "dodatków", i co zrobić? Tak też na marginesie chciałam zauważyć, ze teraz nawet do kefiru dodawana jest czasami żelatyna wieprzowa. Raz jeden jedyny nie doczytałam, ale zorientowałam się posmaku. Więc?

MartaJS - 2011-10-07, 08:53

Jeśli rolnik jest uczciwy, to po prostu nie będzie pryskał, nawoził itd. Jeśli jest ostrożny, to będzie uważał, bo na różnych kontrolerów może trafić. Ale niestety czasem to tak wygląda. To nie znaczy, żeby kupować nieekologiczne, bo tam nie ma w ogóle żadnej kontroli. Jestem przerażona tym, co widzę na polach za moim domem - głównie nadużywaniem herbicydów. A w ogóle o żywność eko strasznie trudno, niby tyle jest tych rolników, w tym roku udało nam się kupić ziemniaki eko na zimę, ale o marchew już ciężko. Jeśli ktoś sprzedaje, to albo w hurcie (kilka ton), albo małą ilość na ryneczku, i wtedy drogo.
Mikarin - 2011-10-07, 08:57

MartaJS, teraz w ogóle będzie rzeźnia z ziemniakami. Koleżanka też kupiła od gospodarza, bo nie pryska, bo zdrowe. Pół wora musieli wyrzucić, bo zgniły. To jest teraz bardzo częsta :-?
seminko - 2011-10-07, 08:59

MartaJS napisał/a:
Mikarin napisał/a:
Nawet nie wiem, jak to się sprawdza


Przychodzi pan albo pani, otwiera teczkę, wyjmuje formularz i pyta: ile pan sypie nawozów? Tyle a tyle. OK. A pryska pan? Nie, ale gdzie tam! No dobra. I tak wypełnia wszystkie okienka, na koniec podpis, dziękuję, do widzenia ;-)

I piszę to całkiem serio, byłam przy takiej kontroli :)


Ale fajnie :mryellow:
Nie, no, przy dzisiejszym skażeniu środowiska to nawet marchewki "od baby", co się obok targu wystawia, grubiej obieram, fakt.
Ale. Są wsie i wsie, ja pamiętam smak marchewek i pomidorów, groszku i innych cudowności od mojej babci, to jest coś nie do podrobienia :-)
Działkę ma kilkadziesiąt km od huty :mrgreen:

A ostatnio w sklepie kupiłam zwykłe marchewki i dobrze, że spróbowałam przed wrzuceniem do zupy: musiałam wypluć, tak były przesiąknięte jakąś chemią :-?

"Mi ma lekko", jak mawia moje dziecko ;-)

Meluzyna - 2011-10-07, 09:05

jem sporadycznie ale tylko w roli składnika np. ciast i tylko poza domem ;-) jak sama gotuję , a robię to codziennie i namiętnie, nie używam ... chociaż przyznaję, że tęsknię za.... bezami :-P i tortem bezowym :-P
koko - 2011-10-07, 09:09

MartaJS napisał/a:
Jeśli ktoś sprzedaje, to albo w hurcie (kilka ton), albo małą ilość na ryneczku, i wtedy drogo.

Albo - co najgorsze - na eksport, głównie do Niemiec.
Chciałam przypomnieć, że kontrole odbywają się z inicjatywy samych rolników ekologicznych. Oczywiście, zawsze znajdą się mendy, które chcą oszukać wszystkich dookoła i wyjechać na czyimś wizerunku, ale na szczęście to mały odsetek. Więc spokojnie kupujcie bio żywność.

Mikarin - 2011-10-07, 09:13

Tantra napisał/a:
Działkę ma kilkadziesiąt km od huty
:lol: :mrgreen: :mryellow:
Tantra napisał/a:
A ostatnio w sklepie kupiłam zwykłe marchewki i dobrze, że spróbowałam przed wrzuceniem do zupy: musiałam wypluć, tak były przesiąknięte jakąś chemią
Oj, ja jadłam ostatnio brzoskwinię o smaku arbuza. Kilo brzoskwiń 4,50zł, doznania smakowe bezcenne :mryellow:
excelencja - 2011-10-07, 09:46

Za czasów wegetariańskich jadłam jajka, ale podle się z tym czułam, bo co z tego, że sama kupowałam zerówki, jeśli do wszelkich gotowych wyrobów z jajkami w składzie (batonik, ciastko, cokolwiek) - używane są trójki...
Zanim przeszłam na weganizm - zrezygnowałam z jajek. Ale nie tylko ze względów moralnych, ale z czasem jedzenie czyiś komórek jajowych stawało się dla mnie coraz bardziej obleśne.

MartaJS - 2011-10-07, 10:12

koko napisał/a:
Albo - co najgorsze - na eksport, głównie do Niemiec.


I to na paszę.

bronka - 2011-10-07, 10:19

Pipii napisał/a:
Mikarin napisał/a:
Em, a produkty typu BIO, SLIM i FIT omijam szerokim łukiem. Tam nie ma czasami nic pełnowartościowego, a płaci się w większości potrójnie za samą etykietkę.

Jeżeli SLIM i FIT rzeczywiście są bezwartościowe najczęściej to BIO wręcz przeciwnie - jest to produkt pozyskiwany z uprawy organicznej od początku do końca musi być OK - łącznie z przewozem, przechowywaniem, materiałem, w który jest opakowany. Ja kupuję produkty BIO i nieBIO i widzę znaczną różnicę na korzyść tych BIO. Wartość odżywcza produktów BIO jest dużo większa niż standardowych, nawożonych, pryskanych i hodowanych na wacie szklanej. Owszem, kosztują więcej, bo więcej pracy wymaga ich hodowla, więcej obostrzeń, wymogów, ale płacisz za dobrą jakość.

dokładnie
Mikarin, może zanim będziesz się wypowiadać tonem eksperta na temat żywności BIO poczytaj cokolwiek na ten temat. Ale w literaturze, a nie opiniach internautów :roll:

Jajka jadam sporadycznie. Z eko- gospodarstwa, które znam.

bioveg napisał/a:
Od razu przyznaję się, że ja jajka jem. Mam własne stadko kurek uratowanych z likwidowanej masowej kurzarni od znajomego. Kurki, które dostałem bez piór, bez znajomości trawy powietrza, słońca... całkowicie wynaturzone żyją sobie teraz szczęśliwie w kurniku z trawą, ziarenkami i kogutem.

miło się czyta :-)

Lily - 2011-10-07, 11:24

Tantra napisał/a:
Działkę ma kilkadziesiąt km od huty :mrgreen:
Tu generalnie wszystko jest blisko huty albo kopalni - btw - kilkadziesiąt czy tylko kilkanaście? ;)
seminko - 2011-10-07, 11:26

Cytat:
kilkadziesiąt czy tylko kilkanaście?

A wiesz, że nie wiem? Ty, Lily, zazwyczaj wiesz lepiej :-)
Ale naście to wydaje mi się za mało- od Lesznej do Trzyńca. Sorry za OT.

Lily - 2011-10-07, 11:32

Tantra napisał/a:
A wiesz, że nie wiem? Ty, Lily, zazwyczaj wiesz lepiej :-)
Ekhem... no nie wiem właśnie ;) Stąd na spacerze dochodziliśmy prawie pod Trzyniec, dlatego nie tak zastanowiłam ;)
Też sorry za OT :oops:

Mikarin - 2011-10-07, 11:39

bronka, :/ gdyby moja wiedza opierała się tylko na Internecie, to bym nie pisała takich rzeczy, bo w Sieci w większości się to BIO gloryfikuje. Ale moje zdanie jest takie, że BIO i BIO mogą być sobie nierówne jakościowo, jak pisała później koko czy MartaSJ. Nie wiem, nie znam się, dlatego omijam. A że zabrzmiało to jak ton eksperta :oops: mój błąd.
Poza tym, tak mi się teraz przypomniało, że przecież ma wejść do Polski GMO od przyszłego roku. Nasiona niezmienione genetycznie to będzie tylko 10% upraw, a rolnicy będą mieli zakaz pozyskiwania własnych nasion (chyba w Szamanie z września 2011 był o tym artykuł). To wtedy BIO będzie już niemal nie osiągalne, chociaż nadal trzeba będzie zapisywać na opakowaniach, czy wyprodukowano z roślin modyfikowanych genetycznie. Takie kurze jajka typu BIO też będą wtedy niemal nieuchwytne...
A czemu jestem taka sceptyczna? Bo koleżanka z Niemiec jak przyjeżdża raz do roku do Polski, to wcina wszystko tutaj, zdrowe czy niezdrowe, bo w Niemczech nawet to BIO już jest BIO tylko z nazwy, albo droższe kilkukrotnie. I ona czuje diametralna różnice w jakości i smaku. Ale fakt, to tylko informacje zaczerpnięte nie od specjalisty, więc mogę się gruuuuubo mylić. I modlę się, żeby tak było.

@Lilith - 2011-10-07, 12:07

Jem jajka ale wyłącznie z wiejskiego gospodarstwa, od tzw. szczęśliwych kurek. Są badane i kontrolowane. Nie tknęłabym jajek tescowych, śmierdzą obrzydliwie. Z kolei w Lidlu są jaja z wolnego wybiegu, jedynki. W Simply ekologiczne 0. Ale czy w środku są rzeczywiście te EKO i te BIO? Nie ufam więc nie kupuję.
Mia - 2011-10-07, 13:01

U nas wyłącznie zerówki - w Żółtym Cesarzu (tym na Ursynowie) kupowałam takie dość tanie (jak na Warszawę) - 7,90 zł za 10 szt. Jedliśmy je od czasu do czasu - tak jedno opakowanie na miesiąc na 2 osoby. Teraz pewnie zupełnie odstawimy, bo Żółtego Cesarza zlikwidowali z braku klientów :cry:

Aha, też jestem zdania, że ankieta powinna raczej dotyczyć mleka i produktów je zawierających. Dla mnie to "wydzielina" zwierzęca taka jak jajka. Ponadto jego pozyskiwanie zawsze wiąże się z cierpieniem w związku z odstawianiem cielaków. Dlatego wegetarianom, którzy koniecznie chcą spożywać produkty mleczne znacznie trudniej dostać je w wersji "cruelty free" - z jajkami sprawa jest prostsza.

gosia_w - 2011-10-07, 13:08

Ja jem zerówki oraz jajka od kurek teściowej. W 99% przypadków nie kupuję produktów z jajkami w składzie i nie jem jajek poza domem właśnie ze względu na to, że to zawsze 3. 1% nie pamiętam ;-) , ale pewno zdarza się w wyjątkowych sytuacjach. U mnie w domu zużywamy ok. 10 jajek miesięcznie (3 osoby).
Apulejusz - 2011-10-07, 13:21

excelencja napisał/a:
Za czasów wegetariańskich jadłam jajka, ale podle się z tym czułam, bo co z tego, że sama kupowałam zerówki, jeśli do wszelkich gotowych wyrobów z jajkami w składzie (batonik, ciastko, cokolwiek) - używane są trójki...
Zanim przeszłam na weganizm - zrezygnowałam z jajek. Ale nie tylko ze względów moralnych, ale z czasem jedzenie czyiś komórek jajowych stawało się dla mnie coraz bardziej obleśne.


ja podobnie, choć teraz w ciąży kiedy byłam u rodziców w domu brat robił sobie jajo na twardo (rodzinka ma jajka od znajomej, która hoduje kilka kur dla przyjemności) i jakos tak dziwnie mi apetycznie pachniało, postanowiłam więc, ze spróbuję zrobić sobie omlet (bo a nuż dzidzia ma ochotę), niestety nie miała, wręcz odwrotnie: wydaliłam go szybciej niż wchłonęłam. Mam skazę białkową (okazało się to teraz w ciąży wcześniej o tym nie wiedziałam bo nie jadłam nabiału) więc jestem "skazana" na weganizm ale mnie to cieszy i rodzina już nie gada głupot o tym, że mi wapnia w ciąży będzie brakowało...

Lily - 2011-10-07, 13:22

Mia napisał/a:
Dla mnie to "wydzielina" zwierzęca taka jak jajka.
Moim zdaniem to zupełnie co innego - nie wymaga zacielenia, komórka jajowa jest wydalana tak czy siak. Można hodować kury i nie mieć nigdy kurczątek, a nie można doić krowy nie zacielając jej co jakiś czas i nie robiąc "czegoś" z cielątkiem.
Mia napisał/a:
U nas wyłącznie zerówki - w Żółtym Cesarzu (tym na Ursynowie) kupowałam takie dość tanie (jak na Warszawę) - 7,90 zł za 10 szt.
No to bardzo tanie, u mnie jedynki po 1 zł za sztukę. Jak na nie Warszawę ;)
@Lilith - 2011-10-07, 13:25

Czasem biorę udział w wyjazdach służbowych gdzie jemy hotelowe śniadania. Z reguły w duzych bemarach czeka na gości jajecznica, rzecz jasna z jakiś najtańszych jaj. Przyznam Wam, że nie mogę się nawet do tego bemara zbliżyć, tak okropnie śmierdzi. Nie wiem jak można jeść takie jajka.
Malati - 2011-10-07, 13:44

nie jem jajek oraz niczego co je zawiera- to mój głos w tej ankiecie ;-)
arahja - 2011-10-07, 14:57

Mnie jajka nie śmierdzą, ale mam ogromny problem z ich konsystencją i tymi sprężynkami, czerwonymi zarodkami i całą resztą. Jajek nie kupuję wcale.
maharetefka - 2011-10-07, 15:47

excelencja napisał/a:
Za czasów wegetariańskich jadłam jajka, ale podle się z tym czułam, bo co z tego, że sama kupowałam zerówki, jeśli do wszelkich gotowych wyrobów z jajkami w składzie (batonik, ciastko, cokolwiek) - używane są trójki...
Zanim przeszłam na weganizm - zrezygnowałam z jajek. Ale nie tylko ze względów moralnych, ale z czasem jedzenie czyiś komórek jajowych stawało się dla mnie coraz bardziej obleśne.

moglabym sie pod tym podpisac :-)

yuka66 - 2011-10-07, 16:20

Mam dwie kury w ogródku, więc rzecz jasna mam jajka i je jem. Jednakże nie wydaje mi się to usprawiedliwieniem, bo na każdą moją kurę przypada jeden zabity mały kogucik. Więc jestem zdania, że jedzenie jajek jest wyzyskiem, przyczynia się do śmierci kogutów i jako takie jest nieetyczne.
moritura - 2011-10-07, 16:47

Cytat:
na każdą moją kurę przypada jeden zabity mały kogucik. (...) jedzenie jajek jest wyzyskiem, przyczynia się do śmierci kogutów i jako takie jest nieetyczne.

Ja jajek nie jem, ale tego nie czaję w ząb.

MartaJS - 2011-10-07, 18:31

moritura, chodzi o to, że z jajek wykluwa się 50% kurek i 50% kogucików. Kurki znoszą jajka, a koguciki - no cóż, albo są zabijane od razu po oznaczeniu płci jako nieprzydatne (nawet jednodniowe), albo - rzadziej - przeznaczane są na mięso.

Ja hoduję zielononóżki, których nie hoduje się przemysłowo, bo ta rasa się do tego nie nadaje. Koguciki zielononóżek hoduje się na mięso, ale kilka miesięcy żyją sobie w "ludzkich", a właściwie kurzych warunkach. Tak sobie tłumaczę...

bioveg - 2011-10-07, 18:39

Na wstępie napiszę, że ogromnie się cieszę się, że mój pierwszy temat wzbudził tak gorącą dyskusję :) Przeczytałem wypowiedzi i mam kilka spotrzeżeń:
Mikarin Twoje porównanie
Mikarin napisał/a:
Em, a produkty typu BIO, SLIM i FIT omijam szerokim łukiem
to jak zestawić Wegetarian i Wegetę!!! kompletny brak pojęcia o temacie :/
Jeśli chodzi o jajka BIO to takie od kur, które są karmione certyfikowana paszą (m.in. bez GMO łącznie z tym, że soja musi być GMO Free - czasem więc jedzą lepiej od niektórych Wegetarian :)
0 - są BIO jednak drogie, 1- to chowu podwórkowego czyli myślę w miarę szczęśliwe kurki je znoszą (czyt: takie, które widziały słońce)
Alispo napisał/a:
Odnośnie "bio" to roznica oczywiscie jest,oczywiscie bardziej jak kupujesz marchewke bio niz jakis przetworzony produkt ktory faktycznie niezbyt ma wartosci czy jest bio czy nie,tzn.mam na mysli wartosci zdrowotne a nie ekologiczne.
tu tez bym się kłócił, BIO nie oznacza, że jak to zjemy to wyzdrowiejemy, po prostu mamy pewność, że zostało to wyhodowane zgodnie z zasadami Rolnictwa Ekologicznego. Myślę, że bez względu na to czy jest to marchewka która nigdy nie była pryskana herbicydami, czy jest to przecier z tej marchewki lub też mleko od kozy która tą marchewkę jadła jest to produktów pełni wartościowy produkt BIO wyprodukowany z poszanowaniem natury, marchewki, robaków, które obok niej żyły i kozy która ją zjadła.
priya masz rację z tym mlekiem jest podobnie, krowy przez całe życie podpięte pod węża z podciśnieniem. Nie wspominając o odżywkach, którymi są karmione. Swoją drogą moja znajoma jak miała małe dzieci to kupiła sobie kozę i trzymała ją u cioci za miastem żeby mieć pełnowartościowe mleko. To co często kupujemy w markecie to bezwartościowy biały płyn. A temat temat jajek poruszyłem bo dużo ostatnio się mówi o masowych eksterminacjach kurczaków dla branży spożywczej. Odnośnie porównania, hodowli kur to niestety ale, pewnych spraw nie da się uniknąć. Jednak z tym masowym wybijanie nie jest do końca tak, często zwierzęta są leczone jednak w gospodarstwie EKO jest coś takiego jak homeopatia w masówkach NIE. Ja w swoim życiu miałem okazję raz być w takim miejscu masowej hodowli nie życzę nikomu takiego widoku!

moritura - 2011-10-07, 18:45

MartaJS,

A nie można hodować samych kurek? (Nie znam się). I - nikogo nie oskarżam, broń panie buddo - motywem "przynajmniej kilka miesięcy..." to można by usprawiedliwiać równie dobrze mięsożerstwo.

Mikarin - 2011-10-07, 19:03

bioveg napisał/a:
Mikarin Twoje porównanie
Mikarin napisał/a:
Em, a produkty typu BIO, SLIM i FIT omijam szerokim łukiem
to jak zestawić Wegetarian i Wegetę!!! kompletny brak pojęcia o temacie
A że tak spytam z ciekawości, co ma piernik do wiatraka? Nie traktuje wegetarianizmu jako filozofię. To dla mnie nie jest filozofia, tylko sposób odżywiania się. Poza tym - dla mnie "bio" to jest wtedy, jak sobie pójdę do lasu, narwę pokrzywy i zrobię z niej pierogi, nawet, jeżeli na tę pokrzywę ktoś wcześniej nasikał. Wszystko, co masowe, dla mnie nie jest "bio". Wiem i rozumiem, że macie inne kryteria, ale nie popadajmy w paranoję... Nie rozumiem idei BIO, po prostu. Może dla reszty wegan i wegetarian na tym forum to coś oczywistego, ale jak tak z boku czytam o etyce jedzenia jajek, to mam wrażenie, że zaraz ktoś każe mi spać w namiocie tlenowym. Przepraszam, jeśli kogoś tym uraziłam, nie było to zamierzone, chcę tylko wyrazić swoje zdanie, bo czytałam o tym dość sporo swojego czasu i dalej nie bardzo kumam...
moritura - 2011-10-07, 19:12

BIO możesz nie kumać, ale jaki masz problem ze związkiem etyki i jajek? Moralne jest niekrzywdzenie. Znaczna część kur jest poważnie krzywdzona. Świadome uczestnictwo w tym procederze jest niemoralne.

Wiem, że zaraz ktoś na mnie nakrzyczy, bo tu się promuje inne wzorce współżycia mięsożernych/wegetarian/wegan, jak zauważyłam. Jedyny model, który ja wypracowałam, polega na tym, że póki ktoś nie zaczepia, ja nie zaczynam tematu. Ale jak zaczyna się naśmiewać, bagatelizować czy też mówić, że nie takim jak mnie "przechodziło" i że za parę lat będę wpieprzać kurze udka, jak wszyscy normalni ludzie - wtedy nie mam zamiaru milczeć. A to:
Cytat:
jak tak z boku czytam o etyce jedzenia jajek, to mam wrażenie, że zaraz ktoś każe mi spać w namiocie tlenowym.

traktuję jak właśnie taką zaczepkę, a raczej wersję light - lakto-ovo-wegetariański odpowiednik.

Lily - 2011-10-07, 19:13

moritura napisał/a:
A nie można hodować samych kurek?
Kura znosi jajka, z których wykluwają się i kurki, i kogutki. To pytanie podobne do tego, czy nie można rodzić samych dziewczynek ;)
moritura - 2011-10-07, 19:13

Chyba jednak nie. Bez kogutka to by się nazywało niepokalane poczęcie!!
bioveg - 2011-10-07, 19:13

moritura, napisz jak z tą hodowlą zielononóżek, tak jak zwykłe kury czy wymagają specjalnych warunków??
Co do zabijania zwierząt na pokarm to uważam, że nie można dać się zwariować. Choćbyśmy nie wiem czego nie jedli to i tak zawsze będziemy Mięsożercami tak nas stworzyła natura i taka jest nasza funkcja - jesteśmy na końcu łańcucha pokarmowego i mamy spełniać swoją rolę. Niestety tak nie jest bo już dawno wyszliśmy z lasu a beton oddzielił nas od natury do której straciliśmy szacunek, zapominając, że jesteśmy jej częścią. W idealnych warunkach do zachowania odpowiedniej równowagi musi być spełniona odpowiednia kolejności łańcucha pokarmowego. Jednak jeśli któreś ogniwo zawali to sypie się cały ekosystem. Niestety ogniwo które zawaliło i wciąż zawala to człowiek, procesy naturalne wynaturzamy do granic możliwości!

moritura - 2011-10-07, 19:15

Cytat:
moritura, napisz jak z tą hodowlą zielononóżek, tak jak zwykłe kury czy wymagają specjalnych warunków??

Jedyne kury, z jakimi miałam kontakt, były u mojej babci. Sypałam im czasem jedzonko. Albo odganiałam, jak wchodziły pod nogi :P

Pomyliłeś osoby, słowem ;)

Mikarin - 2011-10-07, 19:18

moritura, przepraszam, jeżeli cię zdenerwowałam. To już zostawię swoje zdanie dla siebie :(
bioveg - 2011-10-07, 19:18

Faktycznie od zielononóżek to Marta, w takim razie pytanie kieruje do MartyJS /nie daje rady z tymi nickami :)
MartaJS - 2011-10-07, 19:22

bioveg napisał/a:
napisz jak z tą hodowlą zielononóżek, tak jak zwykłe kury czy wymagają specjalnych warunków??


Zależy, co to znaczy specjalne. Muszą mieć kurnik, wybieg, dobrze jeśli mają dostęp do większego pastwiska (moje nie mają, musi im wystarczyć duży wybieg). Nie nadają się do chowu przemysłowego, to takie typowe podwórkowe kury. Jedzą ziarno, zielsko, warzywa, jakieś odpadki z kuchni (chleb, makaron, obierki itp.). To są lekkie kury, więc dobrze latają - wybieg warto zabezpieczyć od góry. Płot 2,5 metra przefruwają bez problemu :-)

moritura - 2011-10-07, 19:25

Ponawiam pytanie, uznawszy poprzednią odpowiedź za bez sensu. Czy można hodować kury bez kogutów?

Mikarin :) Nie zdenerwowałaś. Możesz spokojnie odpowiedzieć :)

Lily - 2011-10-07, 19:34

moritura napisał/a:
Ponawiam pytanie, uznawszy poprzednią odpowiedź za bez sensu. Czy można hodować kury bez kogutów?
Można, ale przecież skądś się one biorą. I bez koguta znoszą jajka, tyle że nie są one zapłodnione.
bioveg - 2011-10-07, 19:35

można, jednak z kogutem jest naturalnie. Kogut pełni funkcję takiego przywódcy i fantastycznie o swoje kurki dba, kiedy je wypuszczam z zagrody na trawnik kogut kontroluje by kury nie oddalały się za daleko. Zresztą kurki same trzymają się blisko koguta bo przy nim czują się bezpiecznie. Tak więc bez koguta hodowla jest nietaturalna i kurki nie są tak szczęśliwe jak z kogutem.
MartaJS - 2011-10-07, 19:42

moritura napisał/a:
Ponawiam pytanie, uznawszy poprzednią odpowiedź za bez sensu. Czy można hodować kury bez kogutów?


Ale dlaczego bez sensu, co bez sensu?
Można hodować kury bez kogutów. Większość hodowli przemysłowych to kury bez kogutów. Tyle że z jajek wykluwa się połowa kogutków, połowa kurek, tak samo jak u ludzi rodzi się 50% dziewczynek i 50% chłopców. I z tymi kogutkami coś trzeba zrobić - najbardziej opłaca się wrzucić żywcem jednodniowe kurczaki do maszynki mielącej.

Cytat:
motywem "przynajmniej kilka miesięcy..." to można by usprawiedliwiać równie dobrze mięsożerstwo.


Oczywiście. Każdy ma swoją granicę etycznego jedzenia.

moritura - 2011-10-07, 19:46

To ja tym bardziej nie rozumiem. Skąd zatem bierze się zarodek? Kury są obojniakami? ;)

Albo ja nie mam cienia wiedzy biologicznej, albo nie dogadujemy się zupełnie. Przyjmuję obie wersje i proszę o wyjaśnienie :)

Cytat:
Oczywiście. Każdy ma swoją granicę etycznego jedzenia.

Co nie oznacza, że każda jest równie dobra.

yuka66 - 2011-10-07, 20:02

Kury znosza jajka niezaleznie od tego czy jest kogut czy nie. Jak jest kogut to te jajka sa zaplodnione i z nich moga sie wylegnac male kurczaki - koguty i kury. Poniewaz duzego zapotrzebowania na koguty nie ma to wiekszosc tych jedniodniowych kogutow laduje zywcem w worku na smieci.
MartaJS - 2011-10-07, 20:07

moritura napisał/a:
To ja tym bardziej nie rozumiem. Skąd zatem bierze się zarodek? Kury są obojniakami? ;)


Oczywiście te kury, które znoszą jajka przeznaczone na hodowlę, mają kontakt z kogutem. Ale i tu wystarczy jeden kogut na 10-20 kur.
Większość kur w chowie przemysłowym znosi jajka niezapłodnione.

Cytat:
Cytat:
Oczywiście. Każdy ma swoją granicę etycznego jedzenia.

Co nie oznacza, że każda jest równie dobra.


Moją główną motywacją niejedzenia mięsa jest horror przemysłowych hodowli. Nie jem też mięsa zwierząt hodowanych w etycznych warunkach, bo tak wybrałam, nie potrzebuję mięsa i nie lubię go. Nie umiałabym zabić kury, szczególnie takiej, którą sama wyhodowałam. Ale jedzenie małych ilości mięsa ze zwierząt, które miały znośne życie w warunkach w miarę zbliżonych do naturalnych i zostały zabite w humanitarny sposób, jest dla mnie dopuszczalne. To moja opinia i rozumiem osoby, które czują i myślą inaczej.

yuka66 - 2011-10-07, 20:15

Tylko jak zabić humanitarnie, co to oznacza w praktyce? Moja babcia miała kury, zyło im sie dobrze, aż którejś niedzieli przyszedł czas na rosół i mój tata musiał taką kurę czy koguta złapać, kogut się darł w niebogłosy, obciąć mu na pniu łep siekierą, krew się lała, kogut czasami jeszcze potem biegał z obcieta głową. Potem trzeba go było sparzyć, oskubać, wypatroszyć itd... Czy to było humanitarne? Czy można to zrobić lepiej, szybciej, bezboleśnie?
moritura - 2011-10-07, 20:17

Jeść padlinę. To jedyne "humanitarne" mięso, jakie mogę sobie wyobrazić. Albo zwierzęta nieuleczalnie chore, poddane eutanazji.

Jeśli będę mówić mięsożercy, że jedzenie mięsa jest całkiem spoko, to kto mu powie, że jednak nie bardzo? Mnie nikt nie powiedział przez pierwsze 14 lat życia - żałuję, że musiałam dojść do tego sama, w dosyć drastyczny sposób.

MartaJS - 2011-10-07, 20:24

yuka66, można. Ale chyba to nie jest ani odpowiednie forum, ani odpowiedni wątek na rozmowy o tym.
Mikarin - 2011-10-07, 20:37

moritura, tak pociągnę kwestię jeszcze przez chwilę...
Piszesz:
moritura napisał/a:
Mnie nikt nie powiedział przez pierwsze 14 lat życia - żałuję, że musiałam dojść do tego sama, w dosyć drastyczny sposób.
Mnie wszyscy wmawiali, że mięso jest konieczne do życia i potrafiłam płakać jako dziecko, że nie zjem parówki albo czegoś takiego na obiad, na co dostawałam taką burę, a potem tak mocno po głowie, że z odruchem wymiotny przełykałam to świństwo. Między innymi dlatego nigdy się nie zagłębiałam w kwestie bioupraw czy innych, bo dla mnie wystarczającym błogosławieństwem było to, że mam już swoją kuchnię i co najwyżej cztery plasterki wędliny mojego lubego w lodówce, a nie jakieś pomrożone ptasie szczątki. Chyba stąd wniosek, że bardziej ze mnie jaroszka niż wegetarianka.
Etyka jajek i mleka i ich pozyskiwania to dla mnie też kwestia tego, że albo mam swoje, albo nie wspieram masowej produkcji. A że o swoje trudno, więc najlepiej byłoby przejść na weganizm, a jajka i mleko jeść okazjonalnie, z pewnego źródła, np. w agroturystyce, pod warunkiem, że będą tam mieli swój inwentarz. Dla mnie drastyczna opcja, chociaż w świetle tego, co powiedzieli przedmówcy ma swoje pełne uzasadnienie.
Odstręcza mnie tylko skrajny radykalizm w tego typu kwestiach: religia, filozofia czy dieta. Staram się np. nie tłumaczyć wszystkim dookoła, że nie jem mięcha, bo odstręcza mnie sposób ich uboju i chowu. Radykalizm jest dla mnie czymś przerażającym i na pewno nie odważyłabym się na coś takiego.
MartaJS napisał/a:
zostały zabite w humanitarny sposób
Em... zabicie kogoś samo w sobie nie jest humanitarne (chyba że dobicie śmiertelnie rannego). Kilka razy o tym czytałam, Kowalewska i tym wspominała i w jakiejś wedyjskiej książce kucharskiej też poruszyli tę kwestię w przedmowie. Ponoć "humanitarna śmierć" to jakiś chory paradoks. Cytuję tutaj tylko.
MartaJS - 2011-10-07, 20:56

Mikarin, coś w tym jest. Z tego punktu widzenia, poprawniej byłoby może - w sposób powodujący jak najmniej cierpień.
moritura - 2011-10-07, 20:58

Mikarin,

Ja miałam ten komfort, że jak w wieku tych 14 lat oświadczyłam, że nigdy więcej nic mięsnego - to nikt mnie nie prześladował, bo każdy stwierdził, że przejdzie mi za dwa tygodnie i nie ma co się kłócić. A ja byłam po pierwszym w moim życiu autentycznym ataku histerii, widząc zwierzątko, które szło na rzeź. Pierwszy raz byłam w takiej sytuacji, a samego momentu zabicia nie widziałam, tylko zwierzątko, które miało za chwilę być zamordowane, żeby ucieszyć czyjeś podniebienie. To był kompletny, totalny szok i żadne konstrukcje rozumowe tych emocji nie zastąpią. Dlatego też nie uważam, że ma jakiś sens kłócenie się z mięsożercami i przekonywanie ich. Nie ma, nie robię tego. Ale jak ktoś mi mówi, że jedzenie mięsa jest super, to odpowiadam, że kompletnie ssie :)

A co do radykalizmu - dla mnie priorytetem jest pokazanie, że jestem kompletnie zdrowa, silna, w pełni sprawna umysłowo, że oddaję regularnie krew, mam silne włosy, paznokcie, nie wiem, długo by wymieniać. Słowem, że fajnie być wege :) Dlatego najpierw muszę dbać o siebie. I dlatego gdy rok temu zauważyłam, że czuję się fatalnie po stuprocentowym przejściu na weganizm, zrezygnowałam z tego, aż się podreperowałam, trochę poczytałam i gdy zaczęło się pojawiać dużo warzyw i owoców nowych, zaczęłam "walczyć" znowu :)

Nie chciałam na Ciebie napadać na pewno :) Ludzie mają różne przejścia i historie, może gdzieś tam w dzieciństwie już Ci było żal tych zwierzątek ;), ale musiałaś to zepchnąć na dno nieświadomości, z braku wyboru ;) (wybacz tę psychoanalityczną amatorkę).

Mikarin - 2011-10-07, 21:04

moritura, niema sprawy :) Wg nauk wedyjskich czasami rodzą się ludzie, których dusze już mają przerobioną "mięsożerność" i tacy ludzie od małego nie jedzą padliny (ja używam jeszcze opcji "ścierwo"), inni się zakładają o to, że "wytrzymają" bez mięcha, inni mają uraz psychiczny (w sumie to my dwie chyba w tym worku jesteśmy, bo ten horror pewnie ci się potem śnił po nocach). Ale w sumie liczy się efekt końcowy, nie? ;-)
koko - 2011-10-07, 21:18

bioveg napisał/a:
to jak zestawić Wegetarian i Wegetę!!! kompletny brak pojęcia o temacie :/

:mrgreen:
Mikarin napisał/a:
Między innymi dlatego nigdy się nie zagłębiałam w kwestie bioupraw czy innych, bo dla mnie wystarczającym błogosławieństwem było to, że mam już swoją kuchnię i co najwyżej cztery plasterki wędliny mojego lubego w lodówce, a nie jakieś pomrożone ptasie szczątki.

Sorry, ale totalnie nie czaję.
Przypomnę, co chyba pisałam już w którymś miejscu: po uczelnianych praktykach ze zwierzętami koledzy z roku (mięsożercy) stwierdzili, że mniej niehumanitarne jest jedzenie mięsa, niż jaj z chowu przemysłowego, szczególnie klatkowego.
bioveg, zielononóżki są po prostu takimi stworami, które nie niosą się będąc w zamkniętych pomieszczeniach.

MartaJS - 2011-10-07, 21:22

koko napisał/a:
Przypomnę, co chyba pisałam już w którymś miejscu: po uczelnianych praktykach ze zwierzętami koledzy z roku (mięsożercy) stwierdzili, że mniej niehumanitarne jest jedzenie mięsa, niż jaj z chowu przemysłowego, szczególnie klatkowego.


Jestem tego samego zdania. A na pewno bardziej humanitarne jest jedzenie mięsa kogucika, który sobie parę miesięcy dreptał po zielonym podwórku, skubał trawkę i wywlekał dżdżownice z norek, nawet jeśli ktoś potem za nim biegał z siekierą - niż jajek od kury siedzącej w ciasnej klatce z połamanymi skrzydłami i obciętym dziobem.

Mikarin - 2011-10-07, 21:24

MartaJS napisał/a:
Z tego punktu widzenia, poprawniej byłoby może - w sposób powodujący jak najmniej cierpień.
Szynszyle do skórowania są ogłuszane i zabijane prądem. 15 do 25 sekund i zwierzę jest martwe na amen, ale traci przytomność już po 10 sekundach, bo układ nerwowy ulega niemal przepaleniu i zwierzę już nic nie czuje. Jakby się takiego zwierza martwego zwierza wykorzystało w całości - czyli zużyty byłby cały, np. do zjedzenia, do ubrania, do wyroku jakichś potrzebnych do przetrwania przedmiotów itp, to bym jeszcze mogła to jakoś przełknąć, ze skoro nie ma innego sposobu na przetrwanie i musimy zabić, to chociaż zróbmy to szybko i tak, żeby wykorzystać całość, jaką zwierz nam ofiarował. Przecież zwierzęta składane w ofierze bogom normalnie były zjadane przed uczestniczących w uroczystości. Ale zabijać TYLKO dla mięsa, czy tak jak w tym przypadku, TYLKO dla futra... MartaJS, może i to zwierzę nie cierpi, ale co z tego, skoro i tak w rezultacie ląduje w śmietniku :(
koko - 2011-10-07, 21:27

Mikarin napisał/a:
skoro nie ma innego sposobu na przetrwanie i musimy zabić, to chociaż zróbmy to szybko i tak, żeby wykorzystać całość, jaką zwierz nam ofiarował.

Nie przetrwasz bez mięsa i futra?

Mikarin - 2011-10-07, 21:31

koko napisał/a:
Nie przetrwasz bez mięsa i futra?
Żyjemy w czasach bez wojen :) ale rozmawiałam z osobami, które były do tego stopnia wygłodzone, ze jadły szczury. Tutaj etyka nie wchodzi w grę, w grę wchodzi przetrwanie, jeżeli naprawdę nie ma innego sposobu, ale my mamy dużo innych sposobów, więc to nikogo z nas nie powinno dotyczyć.

[ Dodano: 2011-10-07, 21:32 ]
Gdybym była na skraju śmierci głodowej, może... może bym zjadła nawet coś gorszego niż mięso, byleby tylko utrzymać się przy życiu, ale podkreślam jeszcze raz - to już naprawdę ostateczna ostateczność.

moritura - 2011-10-07, 21:34

Na Ukrainie ludzie zjadali się nawzajem i nie ma sensu ich oceniać w kategoriach moralnych. Co nie znaczy, że zjadanie człowieka może być wytłumaczalne. Po prostu się "zezwięrzęcili", każdemu może się przytrafić.

Zjadanie na wojnie zwierząt, moim zdaniem, nie jest ok, bo niby najważniejsze jest moje przetrwanie (w zasadzie dlaczego?). Jest poza dobrem i złem, bo nie ma jak tego ocenić. To sytuacja jest już "niemoralna". Tak jak wydanie swojego przyjaciela pod wpływem tortur na pewną śmierć. Nie ma co się zastanawiać, po którym etapie już wolno - jak wyrywają paznokcie czy dopiero jak przypalają oczy?

Mikarin - 2011-10-07, 21:37

Chcoiaż po 5 dniach na kroplówce w szpitalu jak dostałam kleik, to go wylałam do zlewu, bo mnie odrzucił. Więc nie wiem, nie znam swojego momentu krytycznego dla głodu albo aż tak daleko posuniętej determinacji. Nie chce tez mówić, że "nigdy" czegoś nie zrobię, bo nie wiem, co mi życie przyniesie.

[ Dodano: 2011-10-07, 21:38 ]
moritura, masz rację. Skoro mamy normalne życie, żyjmy normalnie, bez nienormalnego zabijania.

Mia - 2011-10-07, 21:38

Lily napisał/a:
Mia napisał/a:
Dla mnie to "wydzielina" zwierzęca taka jak jajka.
Moim zdaniem to zupełnie co innego - nie wymaga zacielenia, komórka jajowa jest wydalana tak czy siak. Można hodować kury i nie mieć nigdy kurczątek, a nie można doić krowy nie zacielając jej co jakiś czas i nie robiąc "czegoś" z cielątkiem.


Lily, zgadzam się z Tobą, zresztą pisałam o cielakach akapit niżej. Bardziej chodziło mi o kwestię "brzydzenia się" - wiele osób twierdzi, że brzydzi się jeść jajka, ze względu na fakt, że to komórki jajowe innego gatunku, a przecież z mlekiem jest podobnie.

koko - 2011-10-07, 22:28

Rzeźnie i fabryki futer nie są stworzone dla podtrzymania życia ludzi, którzy znaleźli się w ekstremalnych sytuacjach zagrożenia życia.
moritura - 2011-10-07, 22:31

I dlatego tak irytujące jest pytanie, z którym chyba każdy z nas nieraz musiał się zmierzyć: "A gdybyś miała umrzeć z głodu, to też byś nie jadła mięsa?". Przy odrobinie szczęścia mogę odpowiedzieć: "A Ty byś zjadł wtedy swojego psa?".
maharetefka - 2011-10-07, 22:44

halo, tu ziemia. nie wszyscy sa wegetarianami ani weganami. i raczej nie beda. moim zdaniem, nie problem stanowi jedzenie miesa i zabijanie dla jedzenia, ile to, ze produkcja 'zywca' wzrosla wielokrotnie przez ostatnie, powiedzmy lat 100, na jaka jest skale, w jakich warunkach sie odbywa.
bioveg - 2011-10-09, 12:51

co do futer i wykorzystywania zwierząt to trzeba się też zastanowić nad tym ile faktycznie szkody wyrządzają zwierzętom produkcje sztucznych tkanin i futer. No niestety ale to również nie jest takie kolorowe.
MartaJS - 2011-10-09, 13:09

To prawda. Biorę to pod uwagę. Zwierzętom, środowisku, ludziom.

Hodowanie dla samych futer raczej nie jest dla mnie do zaakceptowania, natomiast buty niestety wolę skórzane niż "ropopochodne" , szczególnie jeśli mają się sprawdzić w warunkach w jakich pracuję. Staram się kupować trwałe, żeby starczyły mi na wiele lat. Większość skór zabijanych zwierząt i tak jest wyrzucana jako odpad.

Alispo - 2011-10-09, 14:19

bioveg napisał/a:
co do futer i wykorzystywania zwierząt to trzeba się też zastanowić nad tym ile faktycznie szkody wyrządzają zwierzętom produkcje sztucznych tkanin i futer. No niestety ale to również nie jest takie kolorowe.

Bardzo niekolorowa jest tez pełna chemii technologia produkcji naturalnych futer.

Mikarin - 2011-10-09, 14:54

MartaJS napisał/a:
Hodowanie dla samych futer raczej nie jest dla mnie do zaakceptowania, natomiast buty niestety wolę skórzane niż "ropopochodne" , szczególnie jeśli mają się sprawdzić w warunkach w jakich pracuję.
Mnie sie wydaje, że produkcja skórzanej odzieży czy butów nie byłaby na tyle inwazyjna, gdyby wykorzystywano skóry zwierząt z ubojów np. świń czy krów. Trzeba by było zabijać ich MNIEJ, a w pełni wykorzystać to, co z nich się pozyskuje. Szynszyle zaczęły być hodowane dla futra przez europejczyków, ludzie z And po prostu je zjadali lub suszyli mięso na zimę, a w futra się ubierali. Oni zabijali 1 zwierzę, my (w sensie mięsożercy w Europie) zabijamy 2: 1 dla futra, 1 dla mięsa. Dla mnie to diametralna różnica. Ale taki już nasz świat, ze musimy wybierać - czy zabić zwierzę dla futerka lub skóry, czy "skórą ekologiczną" zatruć mu środowisko na amen, przez co też może umrzeć. Nie znam się na systemie produkcji więc nie wiem, co jest lepsze, ale w obu przypadkach brzmi niemiło ...

[ Dodano: 2011-10-09, 14:57 ]
koko napisał/a:
Rzeźnie i fabryki futer nie są stworzone dla podtrzymania życia ludzi, którzy znaleźli się w ekstremalnych sytuacjach zagrożenia życia.
Masz rację, to jest wynaturzenie. Ale człowiek to takie stworzenie, które w imię "prestiżu" czy "wygody" lubi się wynaturzać, a potem płakać nad stanem lasów tropikalnych.
bioveg - 2011-10-09, 16:07

własnie debatujemy tu o futerkach - co gorsze naturalne oparte na śmierci zwierząt i chemii czy sztuczne na chemii i chemii... a bawełną z której mamy ubrania wyprodukowano kosztem wyzyskiwanych ludzi, którzy tracą dla niej zdrowie i życie zbierając ją na zchemizowanych uprawach. Nie ma złotego środka, dopóki nie uciekniemy do lasu żyjąc na własny rachunek w zgodzie z naturą, nie ma większego znaczenia czy jemy mięso czy nie, czy mamy naturalne futra czy nie w każdym wypadku cierpią i ludzie i zwierzęta (teraz i kosztem efektów ubocznych w przyszłości) i możemy kłócić się w nieskończoność co jest "mniejszym złem" i tak nie przyniesie to efektu.
maharetefka - 2011-10-09, 16:52

Istnieje tylko Zło i Wielkie Zło, a za nimi oboma, w cieniu, stoi Bardzo Wielkie Zło. Bardzo Wielkie Zło,[...], to takie, którego nawet wyobrazić sobie nie możesz, choćbyś myślał, że nic już nie może cię zaskoczyć. I widzisz,[...], niekiedy bywa tak, że Bardzo Wielkie Zło chwyci cię za gardło i powie: „Wybieraj, bratku, albo ja, albo tamto, trochę mniejsze”.(...) Mniejsze zło istnieje, ale my nie możemy wybierać go sami. To Bardzo Wielkie Zło potrafi nas do takiego wyboru zmusić. Czy tego chcemy, czy nie...
wiedzmin.

bioveg - 2011-10-13, 01:12

wreszcie ktoś powrócił do tematu jajek :) :) :)
sunflower_ren - 2011-10-13, 16:05

Ja też jem, ale niewiele (jedno na tydzień), od kolegi, który ma kury. Generalnie to z jajek omlet albo jajecznica, albo gotowane. Wszędzie gdzie jajko jest dodatkiem staram się je zastępować, dlatego ew. wykluczenie jajek nie będzie dla mnie problemem, bo jajecznica i inne powyższe są to rzeczy bez których się obejdę. Ale póki co jem, bo mam dostęp i czasem mam ochotę zjeść, poza tym mój B. lubi bardziej i o weganizmie nie chce raczej słyszeć ;)
Pozostają jeszcze jajka w kupnych rzeczach, w sumie głównie są to słodycze, ale ich staram się unikać.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group