wegedzieciak.pl
forum rodzin wegańskich i wegetariańskich

Wśród jedzących inaczej - wege-niewege dialogi

assasello87 - 2009-01-07, 00:27
Temat postu: wege-niewege dialogi
czasami mnie takie sytuacje dobijaja a czasami smieszą

drugi dzien swiąt.
babcia: zjedz kotleta
ja: nie dzieki
babcia; zjedz bigos ( z miesem)
ja; nieee
babcia: czemu
ja: nie jem miesa
babcia: to chociaz tą wedline
ja: no przeciez nie jem miesa
babcia: przeciez to szynka nie mieso. i w dodatku z kurczaka.
ja; nie jem miesa!!
babcia: jestes chamem bez kultury i nie szanujesz rodziny
O_o


i w akademiku:
(obiad -kotleciki i ryz z kurakiem) wolają mnie
ja: nie jem miesa
b: to nie musisz jesc kotleta.
ja: to co mam niby zjesc
b: no ryz
ja: przeciez jest z mięsem
m: ale mało miesa tam dalismy

buli - 2009-01-07, 00:57

Praga sto lat temu chyba:) siedzimy w knajpie w hotelu robotniczym pijemy smaczne piwko, jedna z koleżanek zamawia jedzonko. Jedyna znośna pozycja w karcie to risotto wegetariańskie (ryz + warzywa), duża Pani przynosi koleżanka uradowana. ale co to?
coś co wygląda jak kurczaczek...no ale wołamy przemiłą panią i pytamy czy to jest mięsko. Ona że oczywiście i że mogliśmy mówić że ma być bez mięsa!!! zaznaczam że juz nie była miła...raczej purpurowa ze złości :)

maharetefka - 2009-01-07, 22:13

ponad rok temu mlody zarazil sie grypa zoladkowa. spedzilismy pare dni w szpitalu. pierwszego dnia kucharka przynosi dzieciom zupke. pytam o sklad. kucharka na to:
to jest zupka dla dzieci biegunkowych. a ja: no tak, ale dokladnie z czego zrobiona?
kucharka: a bo co?! ja: bo my jestesmy wegetarianami. a kucharka na to: ale ta zupka jest dla dziecka, nie dla pani! :mryellow:

Capricorn - 2009-01-07, 22:50
Temat postu: Re: wege-niewege dialogi
assasello87 napisał/a:

ja; nie jem miesa!!
babcia: jestes chamem bez kultury i nie szanujesz rodziny


no niezła babcia, nie ma co.

Cytat:
ja: przeciez jest z mięsem
m: ale mało miesa tam dalismy


ha, też podobne teksty czasem słyszałam ;-)

assasello87 - 2009-01-08, 00:00

maharetefka napisał/a:
ponad rok temu mlody zarazil sie grypa zoladkowa. spedzilismy pare dni w szpitalu. pierwszego dnia kucharka przynosi dzieciom zupke. pytam o sklad. kucharka na to:
to jest zupka dla dzieci biegunkowych. a ja: no tak, ale dokladnie z czego zrobiona?
kucharka: a bo co?! ja: bo my jestesmy wegetarianami. a kucharka na to: ale ta zupka jest dla dziecka, nie dla pani! :mryellow:


to tez normalna sytuacja :p


of topp: przesliczne i reggea pozytywne dziecko!

Malati - 2009-01-08, 00:04

Ja jak leżałam w szpitalu jeszcze bedac w ciązy zgłosiłam oczywiście swoją dietę, pora obiadu a tutaj rybka ,ziemniaki i coś sałatko podobne. Mówię pani że przeciez zgłaszałam ze nie jem miesa.Ona że wie ze pamięta No wiec dlaczego dostałam rybe?.No i oczywiscie znany każdemy tekst " ryba to nie mięso" :roll: albo przynosiły zupy robione na mięsie weðług nich wege bo wcześniej kure wyjeli i nic tam nie pływało :-P
strzeszynek - 2009-01-08, 00:14

W mojej rodzinie teśc w tym przoduje. Przykłady:
Przyjeżdżamy na obiad. On: "ziemniaki zjesz tak czy z okrasą"? Ja: "czyli z czym?" "No, ze skwarkami." "To ja wolę bez". Zaglądam w michę z kapustą, patrzę, jakieś skwarki. Teśc: "kapustki?" Ja: "Nie, dziękuję." "Ale czemu?" Stanęło na tym, że jadłam łyse pyry z ogórkiem konserwowym ;-) Normalka, przyzwyczaiłam się.
Ostatnio znów byliśmy z wizytą. Akurat pora kolacji. Ukroił nam chleba, ja zajrzałam przezornie do lodówki, jakaś sałatka kilkudniowa. Czysta. Teśc, jako dobry gospodarz, proponuje: może to, może tamto... W końcu mnie pyta: a może szyneczki? Ja: "taa... jasne..." PRZYNIÓSŁ! Ta sałatka i ogórki do obiadu, to i tak był cud, bo u niego w lodówce to chyba pół świni leży, nabiału żadnego, jedynie jajka. Gdybym była weganką, padłabym z głodu...

assasello87 - 2009-01-08, 01:17

czarna96 napisał/a:
Ja jak leżałam w szpitalu jeszcze bedac w ciązy zgłosiłam oczywiście swoją dietę, pora obiadu a tutaj rybka ,ziemniaki i coś sałatko podobne. Mówię pani że przeciez zgłaszałam ze nie jem miesa.Ona że wie ze pamięta No wiec dlaczego dostałam rybe?.No i oczywiscie znany każdemy tekst " ryba to nie mięso" :roll: albo przynosiły zupy robione na mięsie weðług nich wege bo wcześniej kure wyjeli i nic tam nie pływało :-P



z rybami to tak czesto. u mnie przejscie na wege bylo stopniowe dopiero niedawno odrzucilam ryby raz w roku zjadam karpia na wigilie zeby nie bylo dzikiej awantury w domu.
jak ktos mowi ze ryba to nie mieso to juz nawet nie mam sily tlumaczyc.ale w mojej rodzinie to jest taki schiz ze ; kurczak ( w kazdej postaci) , pasztet, kaszanka, parowki (czy to drob, czy woł czy wieprz) to tez nie mieso O_o
ale w sumie to mają troche racji w takich produktach "mięso" to tylko 20% xD

tęczówka - 2009-01-08, 17:51

assasello87 napisał/a:
mnie przejscie na wege bylo stopniowe dopiero niedawno odrzucilam ryby raz w roku zjadam karpia na wigilie zeby nie bylo dzikiej awantury w domu.

no to odrzuciłaś ryby czy jednak raz w roku zjadasz jakiegoś rybiego trupka? :roll:

assasello87 - 2009-01-08, 18:13

tęczówka napisał/a:
assasello87 napisał/a:
mnie przejscie na wege bylo stopniowe dopiero niedawno odrzucilam ryby raz w roku zjadam karpia na wigilie zeby nie bylo dzikiej awantury w domu.

no to odrzuciłaś ryby czy jednak raz w roku zjadasz jakiegoś rybiego trupka? :roll:



mysle ze gdybys miala do wyboru sluchac przez tydzien epitetow na swoj temat (ktorych ze wzgledu na pewien poziom nie bede cytowac) czy tematow : jak jestes taka dorosla to zegnam etc, to tez bys sie poswiecila i zjadla symboliczny kawalek ryby.
mi to tez frajdy nie sprawia niestety z przyczyn miedzy innymi finansowych jestem uzalezniona od rodziny jeszcze.

tęczówka - 2009-01-08, 23:51

assasello87 napisał/a:
mysle ze gdybys miala do wyboru sluchac przez tydzien epitetow na swoj temat (ktorych ze wzgledu na pewien poziom nie bede cytowac) czy tematow : jak jestes taka dorosla to zegnam etc, to tez bys sie poswiecila i zjadla symboliczny kawalek ryby

źle myślisz w takim razie-dopóki mam jakikolwiek wybór,wolę wysłuchiwać najgorszych epitetów pod swoim adresem niż zjeść "symboliczny kawałek ryby".serio by Cię wygonili z domu za niezjedzenie tej ryby?

assasello87 - 2009-01-09, 00:48

tęczówka napisał/a:
assasello87 napisał/a:
mysle ze gdybys miala do wyboru sluchac przez tydzien epitetow na swoj temat (ktorych ze wzgledu na pewien poziom nie bede cytowac) czy tematow : jak jestes taka dorosla to zegnam etc, to tez bys sie poswiecila i zjadla symboliczny kawalek ryby

źle myślisz w takim razie-dopóki mam jakikolwiek wybór,wolę wysłuchiwać najgorszych epitetów pod swoim adresem niż zjeść "symboliczny kawałek ryby".serio by Cię wygonili z domu za niezjedzenie tej ryby?


no widzisz malo wiesz o mnie i mojej "rodzinie" .

kocham_tramwaje - 2009-01-09, 14:15

assasello87,
"twardy badz jak Roman Bratny"
mysle, ze 90% ludzi na tym forum musialo sie nasluchac od rodziny tego i owego.
a jednak daja rade.
assasello87 napisał/a:
no widzisz malo wiesz o mnie i mojej "rodzinie" .

z rodzina to najlepiej na zdjeciach.
moja optymalna tesciowa w kolko powtarza swoje zlote mysli:
zle sie odzywiacie
jecie trawe
ja dzieciom juz w szostym miesiacu podawalam rosol, wy tez powinniscie juz zaczac Malej dawac mieso (i ochrzcic)
etc
moi rodzice nie mogli przezyc mojego wege (sekta, choroba psychiczna, wplyw zlych ludzi etc)
i co?
i bimbam na to. lata mi to co inni madrzejsi mysla/mowia/costam.
ja innym nie wchodze do talerza, wiec jak ktos wlazi do mojego-potrafie naszczekac i wygonic z mojego terenu.ARRRGH.
assasello87, warto porownac argumenty przeciwnych stron.
-nie szanujesz rodziny
-mieso jesc TRZEBA bo tak i juz
-Ty nic nie jesz
dla czegos takiego nie warto sie podkladac.
wiadomo, ze punktem honoru babci jest pysznie przyrzadzane miesko. problem polega na tym, zeby udowodnic jej, ze szacunek nie polega na jedzeniu tego co ona ugotuje.
szacunek powinien dzialac w obie strony. choc wiem, ze nie latwo o to.

kiedys szukalam na gwalt pracy. byle jakiej. nawet jako stewardessa w markecie :-P
z "pomoca" przyszla znajoma-dala mi namiary na takie cos wlasnie-trzeba bylo stac caly dzien i reklamowac kielbase. znajoma wiedziala, ze jestem wege. na to, ze (z oczywistych dla mnie wzgledow) odmowilam, zareagowala "no wiesz? nie przesadzaj. te kawalki kielbasy sa bardzo male"
:shock:
poszlam roznosic ulotki ( choc tez nie bardzo mi to pasowalo-tony rozrzuconego papieru :-/ sama sie wtedy podlozylam, ale wolalam to niz reklame kielbasy :-P )

assasello87 - 2009-01-09, 19:10

nie jest tak ze nic nie jem ani ze jem bezmyslnie. moje posilki sa o wiele zdrowsze niz mojej rodziny dla ktorych podstawa zycia jest chleb z szynka i ziemniaki z schabowym. a kazda rozmowa wyglada mniej wiecej tak ze kiedy probuja wciskac mi mieso przypominam ze go nie jadam wtedy slysze cos w stylu " ciebie juz do konca popierd...to jest lancuch pokarmowy! poznajesz jakis poje.. i jestes jak oni' ze stoickim spokojem mowie: "to nie jest pod wplywem innych tylko moj wybor poniewaz.." ( tu mi przerywa) " tak tak nie bede sluchac tych bzdur"
strzeszynek - 2009-01-09, 20:22

assasello87, nie przejmuj się. Tu na forum osoby mają jasne podejście :albo nie jesz wcale, albo nie nazywaj tego wegetarianizmem. Z drugiej strony "mięsożercy" oceniają twoje niejedzenie mięsa. Daj sobie prawo do własnej drogi. Najważniejsze, byś czuła się dobrze sama ze sobą, nie przejmuj się za bardzo zdaniem wszystkich dookoła :) Ściskam.
kocham_tramwaje - 2009-01-09, 21:58

assasello87 napisał/a:
nie jest tak ze nic nie jem ani ze jem bezmyslnie. moje posilki sa o wiele zdrowsze niz mojej rodziny dla ktorych podstawa zycia jest chleb z szynka i ziemniaki z schabowym.

ale ja wiem, ze Ty jesz lepiej niz oni. mam nadzieje, ze mnie zle nie zrozumialas. nie mialam zamiaru Cie oceniac. chodzilo mi o przytoczenie bzdurnych argumentow przeciwnej strony, ktore zazwyczaj sie nie trzymaja kupy. i tez o to, ze dla takiego myslenia nie warto rezygnowac ze swojej postawy. wiem, ze Ci ciezko. tez swoje przeszlam, do tej pory-mimo, ze miesa nie jem od ponad 10 lat-nie potrafia sie nadziwic, ze jeszcze zyje.
przykre, ze u Ciebie tak to wyglada. cholera bierze :-/
strzeszynek napisał/a:
Najważniejsze, byś czuła się dobrze sama ze sobą, nie przejmuj się za bardzo zdaniem wszystkich dookoła

otoz to.
dla mnie wegetarianizm to bardzo piekna i odkrywcza droga przez zycie. nie wyobrazam sobie, zeby z niej zawrocic. a przy okazji trudna-z tych wzgledow, ktore wymienilas.
nie daj sie!
pozdrowienia od naszej wegerodziny ;-)

zina - 2009-01-09, 23:44

Dzwonie do wujka z zyczeniami swiatecznymi, ciocia (osoba wscibska, wszystkowiedzaca itp) wyrywa wujkowi sluchawke z pytaniem:
-Klara je juz kielbache?
Odpowiadam, ze nie i nie bedzie.
-A powinna bo wiesz dzieci tego potrzebuja... :-/
Koniec swiata z takimi pytaniami, od ktorych sie notabene odzywczailam bo od dawna nikt mi nie mowi jak mam zyc i co jesc stad ta odkrywcza rada cioci mnie dosc mocno w tym przypadku rozbawila, a co ;-)

assasello87, nie daj sie i zyj w zgodzie ze soba. Duzo sil zycze bo dla mnie takie epitety to inny wymiar, sorry... :-/

Lily - 2009-01-09, 23:45

zina napisał/a:
-Klara je juz kielbache?
o matko :roll:
nawet mięsożernemu dziecku nie dałabym "kiełbachy"

bojster - 2009-01-10, 00:11

Lily napisał/a:
zina napisał/a:
-Klara je juz kielbache?
o matko :roll:
nawet mięsożernemu dziecku nie dałabym "kiełbachy"


No właśnie, dziwne, przecież im „ mięsko” dają. Czy ciocia ma dzieci? :roll:

assasello87 - 2009-01-10, 09:04

ja mysle ze to wynika ze stereotypów i braku odpowiedniej wiedzy. pamietam ze jako dziecko (z 1o lat moze mialam) ogladalam dokument o wege rodzinach i wypowiadal sie tam jakis lekarz ze t szkodliwe a ja myslalam sobie ze owszem ci dorosli to niech sobie nie jedza, (wtedy tez nie przepadalam za nim ale ze wzgledow smakowych) ale skoro to krzywdzi ich dzieci to nie powinni tego robic i ze swojeu dziecku nnie pozwolila bym byc wege dla jego dobra. oczywiscie to bylo kiedys. ale wydaje mi sie ze to poglad pewnego pokolenia zamknietego na wiedze.
strzeszynek - 2009-01-10, 11:44

Ale to też jest tak, że ludzie o takich "odkrywczych" poglądach (mleko z paczki lepsze niż własne, obiadki najlepiej kupne w słoiczkach, bo to najzdrowsze, itp.) czerpią "wiedzę" z jakichś podejrzanych źródeł. Mnie osobiście teściowa zachęcała do dawania (niespełna rocznemu wówczas Vinkowi) frytek. Nie zliczę już debilnych rozmów. które z nią na tego typu tematy odbyłam (debilne dlatego że mają na celu, bym zgodziła się z jej argumentami i ustąpiła, a ja, oporowa małpa, jestem uparta i nie ustępuję ]:-> ). Raz zaniosłam jej wydruki artykułów na temat żywienia dzieci, wegetarianizmu, itp. (aby miała opinie specjalistów, w końcu co ja tam mogę wiedziec...) Spojrzała na mnie dziwnie, nie wiem, czy przeczytała, ale rozmowy się skończyły.
zina - 2009-01-10, 20:48

bojster napisał/a:

No właśnie, dziwne, przecież im „ mięsko” dają. Czy ciocia ma dzieci? :roll:

Oczywiscie ze ma.
Mlodsza jak miala 4 msc rosol wcinala. Kielbacha to pewnie zamiennik "mieska" po prostu :roll:

I ta sama ciocia radziala skonczyc z karmieniem piersia czym predzej bo to i tak juz zero odzywcze jest :-/

kocham_tramwaje - 2009-01-10, 21:15

zina napisał/a:
I ta sama ciocia radziala skonczyc z karmieniem piersia czym predzej bo to i tak juz zero odzywcze jest :-/

no bardzo trafne, przeciez to wodniste takie, a kielbacha sama tresc.
:evil:
zina, mam podobnie z tesciowa.
jej dzieci na rosolku od 6 mies. siostra G ma taka alergie ze glowa mala ("z pewnoscia wina wody").
dzis G rozmawial z nia przez tel o pierdach-smierdach i temat zszedl na odzywianie.
-niezdrowo sie odzywiamy
-kolezanki corce, ktora byla wegetarianka wlosy garsciami wychodzily
-wg ksiazki , ktora ona posiada i podejrzewam stoi na polce obok biblii i ksiazek guru kwasniewskiego, napisano, ze wegetarianie sa bardziej podatni na choroby.
a to byl komentarz na to, ze jestesmy wykonczeni. nie przez prace i dziecko. przez niedobor miecha w organizmie.
ARRRRRRGH.

Lily - 2009-01-10, 21:19

walaija napisał/a:
napisano, ze wegetarianie sa bardziej podatni na choroby.
http://www.nieznany.pl/Zd...e-pbi-3181.html a w tej ponoć (bo nie czytałam), że stulatkowie często są wegetarianami lub jedzą jedynie ryby, a nie jedzą mięsa ;)
Lenka - 2009-01-10, 22:33

Ostatnio oglądam z rodzicami program, gdzie dietetyczka pokazuje niezdrowo odzywiającym sie osobom, co powinne jesc. Zamiast fast foodow, słodyczy itp, przygotowuje stoł pelen owoców, warzyw, pelnoziarnistych produktów, twarogu i chudego mięsa. Moj tato do mnie: " Może zaprosimy ja do siebie, zeby oceniła, czy dobrze jesz?" Ja na to " Przeciez ona uczy osoby, zeby nie jadły tłusto, to co ona im pokazuje, to ja wlasnie jem!" Tato: "Tak, ale nie jesz chudego mięsa!" Ja opowiadam :"Tato, bo wegetarianie nie jedzą mięsa..."
Lily - 2009-01-10, 22:37

Lenka, jaki program?
bo jak np. oglądam Bojarską to ona oczywiście każe jeść dużo nabiały, zwłaszcza wegetarianom - ja nie dałabym się namówić na codzienne jedzenie serków i jogurtów, bo już dawno tego nie jem (bardzo sporadycznie), jedynie ser żółty jem - bo lubię po prostu... ale też nie codziennie

strzeszynek - 2009-01-10, 22:43

walaija, w jakimś sensie mam podobnie. Teściowa na samym początku, jak się mały urodził, doradzała mi mieszanki, bo moje mleko nie jest pełnowartościowe, jeśli nie jem mięsa... Co jakiś czas pytano mnie, czy ja JESZCZE karmię, a po pół roku, to było oczywiste, że już nie powinnam. Moja bratowa rzekomo miała problemy z chudym mlekiem, gdzieś je badała. Ja wrzuciłam na luz, zaufałam sobie i małemu, karmię do tej pory. Mogłam sobie darowac, bo przez pół roku miałam restrykcyjną dietę, nic, tylko wyrzucałam kolejne alergeny. Ale się zawzięłam i nie żałuję.
Hehe, przebiję ten tekst chyba. Przez długi czas moja teściowa martwiła się o niedorozwój naszego synka, spowodowany niechybnie tą straszną dietą. Czemu? Mały nie siadał w wieku 6 miesięcy, nie chodził "jak inne dzieci" (a to, że to było świadome - tzn.daliśmy czas jego ciałku na wzmocnienie się, a nie ciągaliśmy go pod pachy po pokoju, itp.- to bez znaczenia...). Kiedy jej powiedziałam, że to o niczym nie świadczy i ja też zaczęłam chodzic, jak byłam znacznie starsza niż rok, usłyszałam: "widocznie to U WAS rodzinne...". No, ale przynajmniej niedorozwój w mojej rodzinie ma głębsze korzenie :mryellow: :lol: :mryellow:

kocham_tramwaje - 2009-01-10, 23:18

strzeszynek, :shock: ...
a jesli chodzi o chude mleko, to zacna mamusia telefonicznie stwierdzila, ze moze mam zly pokarm (komentarz do sytuacji, gdy mala plakala przy cycu, bo po cesarce mialam malo mleka) i powtarzala to do znudzenia podczas kazdej telekonferencji.

strzeszynek - 2009-01-10, 23:52

Ech, najlepiej nie reagowac. Ja tam moją teściową poza tym lubię, nie lubię tylko mądrości życiowych branych nie wiadomo skąd. No i wkurza mnie, kiedy mam rozmawiac na takie tematy z kimś, kto nawet nie pofatygował się poczytac o żywieniu czegoś ponad gazety dla kobiet. Bo jak tu z kimś takim rozmawiac?! No, ale podejrzewam, że nie tylko rodzice użerają się z domorosłymi specami ds. globalnego żywienia :lol: Najgorsze, że to się rozprzestrzenia... Czy to nie czas, by Ministerstwo Zdrowia (a może od razu - Obrony Narodowej lub jakiś Sztab Zarządzania Kryzysowego) zajęło się tą epidemią...? :mrgreen: :lol: :mryellow:
maga - 2009-01-11, 15:19

strzeszynek napisał/a:
Teściowa na samym początku, jak się mały urodził, doradzała mi mieszanki, bo moje mleko nie jest pełnowartościowe

No my przeszliśmy przez to samo. Pod koniec ciąży teściowa zalecała mi kupić "na wszelki wypadek" chociaż jedno opakowanie mieszanki, bo a nuż się przyda? Jak tłumaczyłam dlaczego nie będę tego robić to się prawie na mnie obraziła. I mówiła oczywiście "a co ci szkodzi?". Za to moja mama dała lepiej do wiwatu... W 5 dobie życia naszemu synkowi zaczęły się kłopoty z brzuszkiem i sporo płakał. Ja miałam akurat nawał pokarmu, ale moja mama i tak wiedziała, że to nie żadne kłopoty z brzuszkiem... Otóż kazała kupić mieszankę i dokarmić, bo przecież ja nie mam pokarmu, a to co mi leci jest bez wartości, bo przecież "nic" nie jem :evil: Pokłóciłam się z nią ostro i na zakończenie usłyszałam, że jestem głupia i że się przejadę jeszcze. I jak zwykle jej sztandardowe "do widzenia" (zawsze tak mówi, jak brakuje jej argumentów) :evil:

Lenka - 2009-01-11, 16:35

Program "Agentka do zadan specjalnych" ;)
W sumie to moja rodzina nie interesuje sie, co ja jem. Siostra nie chce sluchac o zdrowym jedzeniu, bo mowi ze jest chuda i nie musi sie zdrowo odzywiac. Coz... No comment. Moi rodzice nie interesuja sie, czy cos suplementuje (B12), co jem na obiad, ile razy dziennie jem... Gotuje sobie sama, jadlospisy wymyslam sama. A oni raz na czas jak sobie cos przypomna to mowia, ze mnie wysla do dietetyka... Obcy ludzie za to czesto pytają: "Co jesz?", "Nie boisz sie niedoborow", "Mieso jest zdrowe" itp. I dyskusja gotowa ;)

wiosna - 2009-01-11, 18:33

ja też pamiętam niezliczone ilości tego typu rozmów. Pytanie "to co Wy jecie" doprowadza mnie - zależnie od nastroju - do śmiechu przez opadnięcie rąk aż po zażarcie pokazywane niezadowolenie ;)

Ale zdarzyła mi się ostatnio sytuacja szokująca, pierwsza tego typu. Kiedy byliśmy w odwiedzinach u znajomej, przyniosła ciasto. Powiedziałam jej, że ślicznie dziękujemy, ale jesteśmy vegan i nie jemy takich ciast. A ona najaturalniej w świecie zabrała ciasto na bok stołu i powiedziała "to co ja Wam mogę dać? mandarynki - jedzcie" :-D
Jakież to miłe po dziesiątkach głupich dyskusji :)

kocham_tramwaje - 2009-01-11, 19:44

wiosna, milutko, nie powiem :shock:
mandy_bu - 2009-01-12, 09:54

moje ;-) ulubione pytanie "to co Ty jesz jak nie jesz mięsa?"
Lenka - 2009-01-12, 20:00

Ja nie za bardzo lubie te pytania "To co ty jesz" wymawiane z przerazeniem/zdziwieniem/zdumieniem itp... Mowię wtedy"Zaloze sie ze jem bardziej urozmaicone posilki niz Ty" i to ucina dyskusję ;) Ale wlasnie, czy macie jakies smieszne odzywki? Nie chamskie, ale takie ucinające dyskusję. Jak ktos pyta czemu nie jem, mowie ze dbam o linię ( jestem szczupla :-) ). W domu, gdzie moge sobie pozwolic na glupie zarty, bo rodzinka mi dokucza, mowie np. "Jakbym chciała macac trupy, poszłabym na patologa" albo " Trupy sie grzebie w ziemi, a nie je". Na nabiał: " Nie jem cudzych wydzielin ciała"... Juz wtedy nikt nie mowi, ze mi zielone wlosy urosna od szczypiorku, ani tym podobne teksty.
assasello87 - 2009-01-12, 22:14

ja tampoprostu mowie " nie jem mięsa" dlaczego: " bo nie"
a jak ktos zaczyna "aaa jestes wege?" to odpowiadam "tak ale nie bedziemy o tym rozmawiac"
a jak zaczyna docinki robic to wtedy jestem chamska.

kocham_tramwaje - 2009-01-12, 22:48

jak bylam na pierwszym roku studiow mieszkalam w mieszkaniu mojej ciotki.
dla niej nie jedzenie miecha to dramat. tak wiec modlila sie za mnie i zostawiala pod moja nieobecnosc prezenty-batony i miecho w lodowce. zwykle rozdawalam kolegom na studiach, dostajac w zamian zielenine :-D .
wtedy-bylam wege jakies dwa lata, moze trzy- takie pytania jeszcze dzialaly na mnie jak plachta na byka. najbardziej lubilam tekst jednej znajomej, kora pytala czy jem jajka. na odpowiedz "owszem" musialam wysluchiwac wykladu na temat aborcji. przy czym nie byla przeciwna jedzeniu jajek, tylko to byl jej koronny argument przeciw wege, a raczej wytknieciem niekonsekwencji-ze niby nie jem zwlok a nie dopuszczam do powstania niewinnych kurczat. a musialam wysluchiwac-bo zazwyczaj zaczynala w windzie albo w tramwaju.
teraz takie pytania mnie ani ziebia ani parza. jak mnie juz ktos na prawde rozsierdzi- pomijam wzgledy ideologiczne, a lece zdrowotnymi.

Capricorn - 2009-01-12, 23:01

walaija napisał/a:
zazwyczaj zaczynala w windzie albo w tramwaju.


:mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

strzeszynek - 2009-01-12, 23:25

walaija napisał/a:
musialam wysluchiwac-bo zazwyczaj zaczynala w windzie albo w tramwaju.

Cóż za podstępnośc... :-P

[ Dodano: 2009-01-12, 23:25 ]
Mnie ostatnio teśc przekonywał, że jajek nie powinnam jeśc, bo to lata :lol: To tak abstrakcyjnie, chociaż na temat.

Kitten - 2009-01-13, 00:40

Ciekawam, co teściu pija, że widuje latające jajka :lol:
assasello87 - 2009-01-13, 07:11

M; Kot chcesz pizze/
ja: nie dzieki
M: czemu
ja: no mieso
M: ale dobra jest naprawde
ja: wiem ale mieso
M: ale nie ma swini ani krowy. tylko kurczak. i to mało.

xD

wookie - 2009-01-22, 20:15

walaija napisał/a:
strzeszynek, :shock: ...
a jesli chodzi o chude mleko, to zacna mamusia telefonicznie stwierdzila, ze moze mam zly pokarm (komentarz do sytuacji, gdy mala plakala przy cycu, bo po cesarce mialam malo mleka) i powtarzala to do znudzenia podczas kazdej telekonferencji.


Moja teściowa gdy Oli miał 3 miesięce i straszne kolki kazała mi odciągnąc troche mleka do kieliszka i zawieżć do mleczarni żeby sprawdzili czy jest dobre, bo na peno boli go brzuch z głodu :shock: zaznaczam że wtedy nie byłam jeszcze wege.

fasola - 2009-01-23, 23:51

Nie zapomnę zdarzenia na początku mojej 'wege-drogi', kiedy to byłam z ciotką u jej znajomych późnym popołudniem. Stół suto zastawiony, no i oczywiście jak częstują, to trzeba się uśmiechnąć i wytłumaczyć co i jak. Na to gospodyni domu mówi, że ma sałatkę. A że ja miałam za sobą już wiele specyficznych sytuacji, zapytałam tak z uśmiechem: "Rozumiem, że wegetariańska?", na co kobitka: " Tak ... z kawałkami indyczka, ale to najwyżej sobie je wybierzesz" (w sensie - na bok tego indyczka z sałatki) :lol:

A tak poza tym, mam znajomych, którzy długo mnie znają i moje postępowanie nadal jest dla nich niepojęte, jak i przyjaciół, którzy zaakceptowali mój wybór i na każdym spotkaniu czy imprezie biorą to pod uwagę ustalając menu :)
Ale jeżeli ktoś już za bardzo stara się mnie "uświadomić" to po prostu mówię, że ludzie, którym w jakiś sposób na mnie zależy, nie robią żadnego problemu ze stylu mojego życia, a zdanie innych jest dla mnie bez znaczenia i nic mnie nie interesuje (zbyt wiele razy nadwerężałam swój aparat mowy bezskutecznie).

Pozdrowionka
Wege z kotem na kolanach :)

strzeszynek - 2009-01-24, 01:59

fasola napisał/a:
A tak poza tym, mam znajomych, którzy długo mnie znają i moje postępowanie nadal jest dla nich niepojęte, jak i przyjaciół, którzy zaakceptowali mój wybór i na każdym spotkaniu czy imprezie biorą to pod uwagę ustalając menu :)
Ale jeżeli ktoś już za bardzo stara się mnie "uświadomić" to po prostu mówię, że ludzie, którym w jakiś sposób na mnie zależy, nie robią żadnego problemu ze stylu mojego życia, a zdanie innych jest dla mnie bez znaczenia i nic mnie nie interesuje (zbyt wiele razy nadwerężałam swój aparat mowy bezskutecznie).

Amen.

Ja mam kłopot o tyle, że bardzo mięsożerna familia od strony mojego męża nie bardzo wie, co można mi dac (teściowa np. robi więcej surówek) i zazwyczaj muszę kombinowac. Jak mam dobry humor, to pół biedy, jak nie, trochę mnie nosi, że tacy egoiści :evil: Ale wetuję to sobie przy okazji imprez organizowanych przeze mnie. Przykładowo na urodzinach małego, mimo pewnych sugestii, zrobiłam wszystko "po swojemu", mężowi zapowiadając, że jak chce po swojemu, to niech sam robi :-P I musieli zjeśc, aż przyjemnie było patrzec :mryellow: Mój mąż kochany, to mnie zresztą rozbraja kompletnie. Ilekroc robi obiad, są tylko ziemniaki i chociaż to ON gotuje, ja i tak muszę stac przy garach. A książek kucharskich pełno, wegedzieciak dodany do zakładek, puszka... Patrzą, a nie widzą :lol: :!:
Raz mnie tylko zaskoczyła bratowa (ze strony męża właśnie), która na przyjęciu komunijnym swojej córki, oprócz tony mięsiwa, zrobiła specjalnie dla mnie pieczarki faszerowane ryżem. Kompletnie się nie spodziewałam... Było przepyszne :-D

maryczary - 2009-01-24, 11:41

wiosna napisał/a:
A ona najaturalniej w świecie zabrała ciasto na bok stołu i powiedziała "to co ja Wam mogę dać? mandarynki - jedzcie" :-D

aż mi się łezka w oku zakręciła z rozczulenia.. serio. To bardzo miła przemiła reakcja, która zdarza się właśnie raz na dekadę!

MOja rodzina już ogólnie dała mi spokój, choć czasem coś powiedzą bo język aż świerzbi :-P
Ale jak idziemy w odwiedziny do rodziców czy teściów to starają się mi daogadzać, żebym nie musiała jeść wspomnianych pyr z ogórkiem konserwowym :mryellow:
Teściowa ostatnio zrobiła 2 rodzaje gołąbków (przerażająca nazwa):
1. z ziemniakami, kaszą gryczaną pieczarkami i chili
2. z ziemniakami, kaszą gryczaną i bryndzą
No pycha było!

assasello87 A ryby, to na końcu odstawiłam - jak chyba większość, i powiedziałam o tym tydzień przed świętami żeby nie zabijali tyle karpi, bo mój S. i Ada też nie będą jedli - była afera, oj była. Moja mama pogawędkę z S. czy on wie co ja robię i co on o tym myśli itd. S. staną walecznie po mojej stronie - jak zwykle :-D No cyrki były. Ale się już uspokoiło, pomijając sporadyczne (nieuniknione) komentarze.

Ale S. zawsze dogadzają, bo on mięsożerca, a jak (szczególnie u teściowej) wybiera wege tak jak ja zamiast kotlecika to wielkie zdziwko!

A argumenty przerażonych mięsożernych matek są wynikiem paniki na nieznane i nie trzymają się kupy: ten nieszczęsny tekst ryby to nie mięso! a co? roślina? no nie! czyli mięso!! nie mięso też nie - ryba to ryba!
Moja mama choć stara się zdrowo odżywiać i dużo czyta to jednak nie miała dla mnie argumentów, wszystkie potrafię obalić, bo mówiła cokolwiek, byle mówić, a to nie wystarczy!! :mryellow: Ale robi to dla mojego dobra w jej mniemaniu, więc po prostu zaakceptowałam fakt i już. Trza się uodpornić.

Lily - 2009-01-24, 11:49

Kitten napisał/a:
Ciekawam, co teściu pija, że widuje latające jajka :lol:
może po prostu bywa na demonstracjach antyrzadowych ;)
mnie zawsze zadziwia, że po tylu latach wegetarianizmu (a to już ponad 9) niektóre osoby ni z gruszki ni z pietruszki potrafią mi zaproponować, żebym sobie np. wzięła kawałek indyka itp., a doskonale wiedzą, że ja tego nie jem - naprawdę myślą, że dla ich przyjemności zjem kawałek tych zwłok? mnie wystarczy sam widok, który jest dla mnie już wystarczająco obrzydliwy, odwykłam po prostu...

isadora - 2009-01-24, 18:33

Ja jak komuś mówiłam, że jestem wegetarianką, to kilka razy zdarzyło się, że usłyszałam "współczuję twojemu mężowi..." Nie wiem dlaczego? Przecież nie zmuszam go do rezygnacji z mięsa.

Moja córcia też je mięso (no chyba, że jesteśmy same w domu, to wtedy jest tylko wege) i najbardziej dobija mnie jak moi teściowie w wielkiej tajemnicy i z poczuciem misji kupują cielęce paróweczki, bo takie zdrowe i delikatne. Kiedy ja mówię, że tam nie ma ani grama cielęciny, to oni twierdzą, że w paróweczkach po 19 zł za kilogram na pewno jest i to jest zdrowe i wartościowe dla dziecka. No i oczywiście wlewają w nią hektolitry mleka z kartonika, bo mleko przecież takie zdrowe... Generalnie uważają mnie za kosmitkę :roll:

Cytrynka - 2009-01-24, 18:57

Ha, a ja mam dzisiaj imprezę urodzinową męża. Będzie jedno danie mięsne (kupne kulki z mięsa), ale reszta będzie wegetariańskie bądź wegańskie. Zaraz będę robiła pasztet Ani D.
Zrobiłam już kotleciki z zielonej soczewicy i daktyli, kotleciki z ciecierzycy i ziemniaków (Karoliny?, kurczę nie pamiętam kto podał przepis), leniwe (dla tradycjonalistów, którzy lubią polską kuchnię - impreza wybitnie polonijna za wyjątkiem jednego Amerykanina z krwi i kości), fasolka szparagowa z razową bułeczką tartą, ziemniaki z ziołami, kasza gryczana z pieczarkami i cebulką, sałatka jarzynowa (taka prawie tradycyjna - bez jajek u mnie), sałata (sałata, awokado, pomidory, papryka, ogórek kiszony), może razowiec na bananach i jak zdążę to piaskowiec (a jak nie to kupne ciasto), brokuły i mała marchewka do chrupania z sosem jogurtowy (albo bez). Razowiec na zakwasie, biały chleb na zakwasie, taca serów. Ciekawe czy się odważą spróbować :lol:
Moja mama była bardzo zaskoczona jak jej powiedziałam co zamierzam zrobić (a co z mięsa?). Być może niesłusznie, ale wydaje mi się, że była zdegustowana tym, że nie będzie nic do jedzenia...

[ Dodano: 2009-01-24, 18:59 ]
Ciekawa jestem komentarzy moich gości, ufam, że mają klasę i nawet jeśli będą niezadowoleni z menu, swoje odczucia zachowają dla siebie.
Aha, jakiś czas temu mój wybitnie mięsożerny znajomy bardzo zachwalał razowiec na bananach.

fasola - 2009-01-24, 19:17

Cytrynka, ale mi teraz smaka zrobiłaś :roll:
Krawowianka - 2009-01-24, 19:33

A ja lubię pytania w stylu ''to co ty jesz ?'', bo mogę szerzyć wege-wiedzę :mryellow:
bez wyrzutów sumienia, że robię to na siłę-no bo przecież sami chcieli wiedzieć: tak czy nie?
Ostatnio zaprosiła mnie do siebie kuzynka (nie byłam u niej 100 lat i ona nie wiedziała, że jestem wege), powiedziałam jej, na to usłyszałam sztandarowe ''to co ty jesz?'', więc jej powiedziałam z czego mniej więcej składa się moja dieta. A ona zdziwiona i uradowana jednocześnie-to my to wszystko mamy, przyjeżdżaj, nie umrzesz u nas z głodu (dodam, że tam nie ma sklepów,tylko raz na jakiś czas przyjeżdża sklepowóz z artykułami tzw. pierwszej potrzeby). Jadę do niej w przyszły weekend, myślę, że ona naprawdę jest zaciekawiona-jak będzie zobaczymy.

strzeszynek - 2009-01-25, 01:58

isadora napisał/a:
]Ja jak komuś mówiłam, że jestem wegetarianką, to kilka razy zdarzyło się, że usłyszałam "współczuję twojemu mężowi..." Nie wiem dlaczego? Przecież nie zmuszam go do rezygnacji z mięsa.

Mnie się wydaje, że o co inne chodzi. W końcu tradycyjnie się przyjęło, że to kobieta gotuje ukochanemu mężczyźnie. No i co ten twój biedny mąż je? Z wycieńczenia jeszcze nie padł? ;-) :-P :lol:
maryczary napisał/a:
S. staną walecznie po mojej stronie - jak zwykle :-D (...) Ale S. zawsze dogadzają, bo on mięsożerca, a jak (szczególnie u teściowej) wybiera wege tak jak ja zamiast kotlecika to wielkie zdziwko!

Zazdroszczę. Mój jest mięsożerny aż do bólu. Ostatnio się popłakałam nawet (ech, histerie urządzam), bo moja mama nas zaprosiła, brat dał mi do zrozumienia, że także na obiad, a tu okazało się, że jest rosół na mięsie i jakaś potrawka. A ja byłam naprawdę strasznie głodna. Mąż sobie nałożył, patrząc na mnie dziwnie. A kiedy mama powiedziała o zdanie za dużo i zamknęłam się w kuchni, by się wypłakac, stwierdził, że urządzam fochy i jeszcze gadolił z moją mamą, że mogłam zjeśc obiad w domu i inne takie. Wkurzył mnie wtedy.

priya - 2009-01-25, 08:33

Czytam sobie ten wątek i przypomniało mi się nasze przyjęcie ślubne sprzed prawie 9 lat... Wśród gości kilku wegetarian, reszta mięsożerna. Wszystko co pojawiło się na stole było wege, bez najmniejszych wyjątków. Goście pochłonęli ucztę bez cienia komentarza, znaczy się negatywnego cienia, bo głosy zachwytu owszem, były.
Więc co? Należałoby dojść do wniosku, że mam git rodzinkę? No to git :mryellow:

Ale muszę dodać, że przewalczyłam swoje lata temu, oj, przewalczyłam! Za to teraz w najbliższej rodzinie luz, tolerancja, zero czepialstwa. Wujkom i ciotkom zdarzy się gdzieś coś między wierszami przebąkiwać, ale radzę sobie. Z innymi nie dyskutuję, chyba, że wykazują pozytywne zainteresowanie.

A moja mama ostatnio powiedziała znajomej, że jej wnuk idize do przedszkola, gdzie nie ma mięsnych posiłków, bo jest wegetarianinem. Znajoma zawodzącym szlochem obwieściła, że w takim razie wnuk z pewnością niebawem zachoruje i umrze, tak jak jej sąsiad, co to mięsa nie jadł i właśnie na raka umarł... No comment.

Lenka - 2009-01-25, 09:14

A ja ostatnio miałam miłe wege dialogi ;)
Znajomy stwierdził, ze mnie podziwia, ze sama sobie gotuje i tak sie zdrowo odzywiam i wytrzymuje (lol) bez miesa...
A moja biblioterka ze szkoły przyznala mi ze wie ze mieso nie jest zdrowe i obiecalam jej przyniesc informacje na temat bialka roslinnego, laczenia pokarmu zeby byla wieksza wartosc bialkowa itp ;) Tak wiec, wegetarianizm w obu przypadkach okazał sie :"dobra, zdrowa dietą "

zina - 2009-01-25, 10:36

strzeszynek napisał/a:
Mąż sobie nałożył, patrząc na mnie dziwnie. A kiedy mama powiedziała o zdanie za dużo i zamknęłam się w kuchni, by się wypłakac, stwierdził, że urządzam fochy i jeszcze gadolił z moją mamą, że mogłam zjeśc obiad w domu i inne takie. Wkurzył mnie wtedy.

Nie moge uwierzyc ze dochodzi do takich sytuacji! :shock:

Jak jestem w domu A. jego mama zawsze sie mnie pyta co mi ugotowac a ze jest wysmienita kucharka wszystko baardzo mi smakuje i jeszcze czesto pytam ja o przepisy :-)
Nie wyobrazam sobie zeby moglo byc inaczej tzn sytuacja jak wyzej, siedze i nie mam co zjesc... :-/

isadora - 2009-01-25, 18:33

Stzreszynek Ty naprawdę masz cięzko z tą rodzinką. U mnie też nie lekko, ale nie aż do tego stopnia.
Lily - 2009-01-25, 18:39

strzeszynek, nie ma się co winić o to, że źle reagujesz na brak szacunku. bo że jest to brak szacunku dla Ciebie to ja jestem pewna, tylko "oni" tego nie dostrzegają. Możeim trzeba jakoś to uświadomić.
priya napisał/a:
tak jak jej sąsiad, co to mięsa nie jadł i właśnie na raka umarł...
być może sąsiad przestał jeść mięso jak już zachorował? wszak lekarze nawet czasem zalecają rezygnację z mięsa w chorobie... tak że marny to argument, jak się nie zna do końca sytuacji
strzeszynek - 2009-01-25, 22:12

Ech, moja mama, jak wie, że przyjdziemy na obiad, zawsze robi coś pode mnie. Przechodziłam na wegetarianizm na jej oczach, więc ona wie, że pewnych rzeczy nie zjem. W dietę wnuka też nie ingeruje. Jak mówię, że czegoś nie zje, to mu tego nie daje. Kupiłam jej nawet wege bulion i na nim gotuje obiadki dla mnie. Bez mięsa. Wtedy to było nieporozumienie. Ja w sumie zaczęłam robic obiad, ale brat napisał, że jest rosół. Nie dodał tylko, że nie "mój" rosół...
Moja mama czasem coś powie, a ja się po pierwsze odzwyczaiłam (jak tam mieszkałam, to, jak to matka, powiedziała czasem, co myśli o moim zachowaniu), a po drugie - po porodzie zrobiłam się straszna płaksa. Niewiele trzeba, bym płakała - czy to ze szczęścia, czy smutku :roll: Mama powiedziała mi wtedy tylko "nie wie, gdzie to jajo znieśc" - niby nic takiego, a wystarczyło. Akurat niosłam mężowi łyżkę do tego rosołu, miał zjeśc razem z dzieckiem i trzy razy krążyłam do kuchni. Błahy powód w sumie. Jemu łyżka nie pasiła (dziecko chciało taką ubabraną od makaronu, on - nie i musiałam wymieniac). Wyryczałam się, zrobiłam im awanturę, że mnie obgadują i ja wszystko słyszę :lol: , a potem mąż pojechał do ojca i z mamą bez trudu się dogadałyśmy. Chociaż nosiło mnie, by ciągnąc małego do autobusu. Na rękach. Ostatecznie zrobiłam sobie pomidorówkę z bulionu+ łyżka przecieru. Może nie szał kulinarny, ale szybkie danie :mrgreen:
Lily napisał/a:
strzeszynek, nie ma się co winić o to, że źle reagujesz na brak szacunku. bo że jest to brak szacunku dla Ciebie to ja jestem pewna, tylko "oni" tego nie dostrzegają. Możeim trzeba jakoś to uświadomić.

No, mnie to czasem wkurza, że ja mam gotowac, jak inni lubią i mężowi czasem zrobic mięso, a kiedy ja idę w gości gdziekolwiek, to wiecznie kombinuję. U teścia najgorzej. On ma tylko jajka. A ile jajek można jeśc??? Przerąbane z tym uświadamianiem, tylko patrzą na mnie jak na idiotkę, a mnie coraz trudniej trzymac nerwy na wodzy. Kiedyś zrobiłam awanturę mężowi, bo dał małemu kawałek kiełbasy, zapominając, że o kiełbasie mowy nie ma (rozmawialiśmy o tym). Przeżyłam to strasznie, on się chciał na siłę godzic, jak mu się wyrywałam z objęc, niechcący go uderzyłam. I wyszło tak, że psuję atmosferę, przecież nic się nie stało takiego i dlaczego takie sceny urządzam. Teściowa aż się popłakała. Moich argumentów nikt nie słuchał. Plus tego taki (jest jakiś plus!), że od tego czasu się mnie boją ]:->

ag - 2009-01-25, 22:40

strzeszynek, nam z kolei teściowa zawsze robi kotlety sojowe, których niestety nie lubię. I nie bardzo wiem jak jej wytłumaczyć, że jest wiele innych dań bez mięsa. Ale jeśli mam wybór to staram się ją zaprosić do nas.
Anja - 2009-03-01, 07:08

Kilka autentycznych "dialogów z życia wegetarian", ściągniętych z neta: :-)

Rozmawiałam z pewną panią. W skrócie:
- Więc jesteś wegetarianką, tak? Nie jesz mięsa?
- No tak, zgadza się.
- A co ci np. mama w domu gotuje?
- Hym, no na przykład bakłazany.
- Dobre to jest? To jakis ptak? Prawda?

"W szkole mówisz, że nie jesz mięsa, a w domu pewnie czeka na ciebie ciepły kotlecik mielony..."

Babcia: Oleńko, a jak wyjęłam z zupy udko, to ją zjesz?
Ja: Nie babciu, nie zjem.
Babcia: To ja je włożę z powrotem.

Tata koleżanki : Patrycja, może zjesz obiad?
Koleżanka : Nie tato, Patrycja jest wegetarianką. Ona nie je mięsa.
Tata koleżanki : Ale kurczak to nie mięso!
Ja : Ale też zwierze.
Tata koleżanki : Ale on przecież je roślinki!
Mama koleżanki : To może się chociaż czegoś napij.
Tata koleżanki : Ale sok też z mięsem.
Mama koleżanki : A, no tak, bo z mięsistych grejpfrutów!

Obiad u cioci, wjeżdża deser - galaretka.
Ja: Ale to żelatyna, to ja dziękuję.
Ciocia: Ale teraz galaretkę robią ze sproszkowanych pancerzyków skorupiaków... <chwila zastanowienia> martwych już.

Gadałam z koleżankami na jakiejś lekcji i coś wspomniałam, ze jestem wege.
X: Ale rośliny też cierpią!
Y: Ty już się nie odzywaj, bo ona niedługo niczego nie będzie jadła....

-Dlaczego nie jesz ryb?
-Bo to mięso...
-Jakie mięso?! Przecież 90% to woda!

- Nie dam Ci zjeść tego jogurtu....
- Czemu? Nie ma w nim żelatyny!
- No bo w składzie są "żywe kultury bakterii"...

-Ryb też nie jesz?!
-No nie, przecież to mięso.
-Jak to? To niby czemu w piątki można je jeść?

Tata: O, co tak ładnie pachnie? Daj spróbuję.. Mmm... A to to jakiś taki kotlecik w sosie tak? Drobiowy chyba.
Mama: To bakłażan...
Tata: No mówiłem, że jakieś paskudne.


:-)

Izzi - 2009-03-01, 13:58

dawno nie uczestniczyłam w tak zajmującej konwersacji jak w ostatni piątek..
kolega mojego A rozpoczął opowieść o tym jak kiedyś był z kumpelą w wegetariańskiej restauracji: ..i przynieśli mi normalnie całą miskę jakiejś trawy!! no normalnie miska trawy!! (fajnie! -pomyślałam- to byłeś chyba w jakimś kofi szopie :mrgreen: a nie w restauracji?!) ..i wiecie co w tej trawie były takie fajne paseczki mięsa!! ..i tak się tym najadłem! serio! nawet dobre to wegetariańskie jedzenie!
na co ja: to raczej nie była wegetariańska restauracja skoro serwowali mięso!
a kolega: była!
ja: w restauracji wegetariańskiej nie ma mięsa!
kolega: dlaczego? przecież w tamtej było! (pomyślałam- dobra! nie chce mi się z tobą gadać) ..w ów kolega po chwili: echh ..ale rodzice to mieli z tobą problem jak mieszkałaś z nimi..
na co ja: a dlaczego?
na co ów: no bo nie jesz mięsa!
i ja: (ależ mi ciebie szkoda ograniczony człowieczku - pomyślałam) i powiedziałam: oni też nie jedzą :mrgreen: (hihi takie małe kłamstewko)
na co kulega: :shock:

kamma - 2009-03-01, 16:32

Izzi, dobry patent :)
agaB - 2009-04-05, 23:18

mandy_bu napisał/a:
moje ;-) ulubione pytanie "to co Ty jesz jak nie jesz mięsa?"

Żyjesz tylko powietrzem :-)
Jakby nic innego nie było do jedzenia, tylko mięsko.
Właśnie zastanawiam się jak przeżyje zbliżające się święta. Już oznajmiła mamie, że przyjadę ze swoim jedzeniem :mryellow:

[ Dodano: 2009-04-06, 00:24 ]
Anna córka Róży napisał/a:
Kilka autentycznych "dialogów z życia wegetarian", ściągniętych z neta: :-)

Babcia: Oleńko, a jak wyjęłam z zupy udko, to ją zjesz?
Ja: Nie babciu, nie zjem.
Babcia: To ja je włożę z powrotem.


- Nie dam Ci zjeść tego jogurtu....
- Czemu? Nie ma w nim żelatyny!
- No bo w składzie są "żywe kulty bakterii"...

:-)

:-D :-D :-D Ubawiła się nieźle czytając powyższe teksty.

bluszcz - 2009-04-07, 12:42

Anna córka Róży napisał/a:
Kilka autentycznych "dialogów z życia wegetarian", ściągniętych z neta: :-)

Rozmawiałam z pewną panią. W skrócie:
- Więc jesteś wegetarianką, tak? Nie jesz mięsa?
- No tak, zgadza się.
- A co ci np. mama w domu gotuje?
- Hym, no na przykład bakłazany.
- Dobre to jest? To jakis ptak? Prawda?


rotfl x 1000 :-)

Anja - 2009-04-08, 20:25

No to jeszcze kilka tekstów z "reala" (chociaż czasem nie wiem, czy mam się śmiać, czy płakać...): :->


Pani od religii: [...]no to tak jakby nie zjeść kiełbaski ze święconki. Przecież każdy z was je prawda?
Ja: Ja nie jem
Pani: A dlaczego?
Ja: Bo jestem wegetarianką.
Pani: Kiedyś spotka Cię jakieś zło i będziesz wtedy żałowała, że ze święconki nie jadłaś!
Ja: Jajka jem.
Pani: Dobrze, że przynajmniej jajka, ale to i tak nie wystarczy!

Kolega, słysząc, że jestem wege: Ale wiesz, że będziesz anorektyczką? Spokojnie... Pomogę Ci, jakoś wyjdziesz z tego nałogu.

Moja kumpela: Ja tez jestem wegetarianką, ale nieraz jem wędlinę...

Babcia: No kochana, to ja Ci dam kabanoska i co do tego?
Basia: Ale babciu, kabanos to mięso..
Babcia: Aaa... no tak..jaka głupia jestem, skleroza... Ale szyneczki zjesz?

- Ryb też nie jesz?!
- No nie, przeciez to mieso.
- Jak to? To niby czemu w piątki można je jeść?

U mnie: Zjedz, nikomu nie powiemy.

Obiadek rodzinny na świeżym powietrzu, na środku stołu stoi dzbanek z sokiem, do którego wpadła muszka owocówka. Wyławiam ją łyżką, nalewam sobie soczek i wypijam.
Mój tata: Boże, przecież w tym było mięso. Wypiłaś to!
Ja: Tato, litości....
On: To już nie jesteś wege?

Kierowniczka na koloni: Czemu nie jesz hot-dogów?
Ja: Bo jestem wegetarianką.
K:No i co z tego?
Ja: No i to że nie jem mięsa?
K:Ale parówki to nie mięso! Pełno tam chemikaliów i wody a mięsa zaledwie z 20%!

- Babciu ja nie jem mięsa, jestem wegetarianką!
- O Jezusicku! A to się da wyleczyć?!

Tata: Chcesz kawałek kiełbasy?
Ja: Nie, nie chcę kawałka KIEŁBASY!!!
Tata: Ja tylko tak, żebyś nie czuła się pominięta...

Capricorn - 2009-04-08, 20:30

Anna córka Róży napisał/a:

Pani od religii: [...]no to tak jakby nie zjeść kiełbaski ze święconki. Przecież każdy z was je prawda?
Ja: Ja nie jem
Pani: A dlaczego?
Ja: Bo jestem wegetarianką.
Pani: Kiedyś spotka Cię jakieś zło i będziesz wtedy żałowała, że ze święconki nie jadłaś!
Ja: Jajka jem.
Pani: Dobrze, że przynajmniej jajka, ale to i tak nie wystarczy!


łoboże! :mrgreen:


Cytat:
Zjedz, nikomu nie powiemy.


moja babcia tak do mnie mówiła ;-)

bodi - 2009-04-08, 23:06

Anna, co za teksty... :mryellow: w sumie nie wiem który lepszy, no ale ten o kielbasie ze swieconki najbardziej absurdalny (a jaki na czasie ;) )
i babcia ze sklerozą słodka :mryellow:

kamma - 2009-04-09, 09:16

no i kierowniczka kolonii wymiata :lol: :lol:
zina - 2009-04-09, 21:39

Anna córka Róży, normalnie nie wiadomo czy plakac czy sie turlac po dywanie :lol:
Anja - 2009-04-22, 06:14

W szkole na przerwie:
koleżanka: Dziś trzeba jeść tylko kanapki z żółtym serem…
ja: A to dlaczego?
k: No co ty? Przecież dzisiaj jest post, Popielec…
ja: Aha.
k: A ty z czym masz kanapkę?
ja: Z pasztetem sojowym i ogórkiem.
k: Z pasztetem!!!???
ja: Ale sojowym.
k: No to co?! Ale to jednak pasztet...!

Obiad.
Mama: Monisiu, zjedz sobie teraz kurczaczka, a później znowu nie będziesz jadła mięsa…

Tata: Dlaczego nie jesz mięsa? Przecież ty cała jesteś zbudowana z mięsa?


k: Chcesz fajka?
ja: Nie, dzięki.
k: Aaa, bo ty wege jesteś, więc możesz palić tylko trawę…

Naprawdę nie jesz mięsa? To co ty jesz, same zupy?

Na wycieczce klasowej:
Ja do kucharki: Proszę nie wkładać mi ryby...
Kucharka (z oburzeniem): Co to jest, przyjechała paniusia z Warszawy i będzie mi tu wybrzydzać?! A ja specjalnie dla wegetarian ryby usmażyłam!

Moja nauczycielka, usłyszawszy, że nie jem karpia na święta:
-Nie wolno tak łamać naszej polskiej tradycji!

Babcia kolegi:
- A jajecznicę na kurkach mogę ci usmażyć? Czy nie możesz jeść, bo to kura?

Ktoś z rodziny: Wyszukujesz te przepisy w internecie, które do niczego sie nie nadają [puszka.pl]. Napisał je jakiś idiota w 5 minut, co gotować nie umie... Ty wiesz, że nad takim schabowym, czy rosołem, to ludzie pracowali tysiąc lat?

- No zjedz szyneczkę...
- Daj spokój... Nie mogę na to patrzeć...
- Ojej, to sobie serkiem przykryj!

Capricorn - 2009-04-22, 07:12

pasztet i trawa wymiatają :D
Izzi - 2009-04-22, 07:15

trawa rulez :lol: :lol: hmmm ganja?
Cytrynka - 2009-04-22, 08:32

Trawa i pasztet najlepsze:-)
maryczary - 2009-04-22, 13:25

Anna córka Róży, :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
fasola - 2009-04-22, 20:07

A mi najbardziej spodobała się szyneczka przykryta serkiem :lol: :lol: :lol:
agaB - 2009-04-23, 21:05

fasola napisał/a:
A mi najbardziej spodobała się szyneczka przykryta serkiem :lol: :lol: :lol:

Mnie też.
A teraz autentyczna rozmowa z moją mamą:
Mama chciałam nałożyć mi na talerz mięso.
Ja: mamo, ja nie jem mięsa
Mama:ale to tylko cielęcinka :roll:

martka - 2009-04-23, 21:34

Anna córka Róży, no piekne po prostu :lol:
Amanii - 2009-04-23, 22:18

Anna córka Róży napisał/a:
Wyszukujesz te przepisy w internecie, które do niczego sie nie nadają [puszka.pl]. Napisał je jakiś idiota w 5 minut, co gotować nie umie... Ty wiesz, że nad takim schabowym, czy rosołem, to ludzie pracowali tysiąc lat?
TO jest największy absurd jaki w życiu "słyszałam" :)
myślałam, że żaden argument mnie już nie zdziwi, że wszystko to było itp.. a tu proszę :)

Flippi - 2009-04-24, 09:49

Anna córka Róży, dawno się tak nie ubawiłam :lol: :lol: :lol: Masz, dziewczyno, talent do spisywania tych dialogów!
ChowChowww - 2009-05-27, 20:21

Podbijam temat, bo dopiero zaczynam i słyszę wiele ciekawych opinii na temat wegetarianizmu. Dla przykładu: dziś, gdy zakomunikowałam następnej kumpeli, że postanowiłam nie jeść mięsa, opowiedziała mi o swojej kuzynce, która przez wegetarianizm... zachorowała na białaczkę, bo mało wszystkich krwinek miała. Jak powiedziałam, że białaczka nie wybiera i chorują na nią wszyscy, a niejedzenie mięsa to na pewno nie przyczyna tego nowotworu, to odparła, że może i tak, ale mam się uspokoić, bo jeszcze jakichś chorób się nabawię.

Ech, ja tylko nie potrafię zrozumieć jednego: co ludziom do tego, co robi kto inny :roll: ? Ludzie chyba nie potrafią znieść odmienności od standardu :evil: ...

kamma - 2009-05-27, 21:56

ChowChowww, dobre podsumowanie. Mnie też strasznie wkurza to wtykanie nosów w moje decyzje.
topcia - 2009-05-28, 00:47

assasello87 napisał/a:
ale mało miesa tam dalismy

:lol:

kofi - 2009-05-28, 07:25

Anna córka Róży napisał/a:

k: Chcesz fajka?
ja: Nie, dzięki.
k: Aaa, bo ty wege jesteś, więc możesz palić tylko trawę…

Ktoś z rodziny: Wyszukujesz te przepisy w internecie, które do niczego sie nie nadają [puszka.pl]. Napisał je jakiś idiota w 5 minut, co gotować nie umie... Ty wiesz, że nad takim schabowym, czy rosołem, to ludzie pracowali tysiąc lat?


Iiiiii, bosskie :lol:

Moje ostatnie mailowe dialogi z sister:
A: Nie używam L'Oreala ze względów światopoglądowych.
D: Zastanawiam się co jest nie tak, z L'Orealem, bo ja go własnie używam ze względów światopoglądowych.
A: Nie używam, bo nie jest na wegetariańskiej liście OK. (w taki trochę uproszczony sposób)
D: Ja uzywam, bo dostało ngrodę Gender (jakąśtam) jako firma przyjazna kobietom (zatrudnia matki po urlopach macierzyńskich itp.)

(Moja siostra jest zdeklarowaną feministką)

Potem o Kazi Szczuce (to juz live);
D: ...Kazia Szczuka jest buddystką...
A: O, to może nie je mięsa.
D: Pewnie nie je.
A: To ją lubię ;-)
D: O - to mamy koeljną wspólna ulubioną postać (po Doris Lessing i Manueli Gretkowskiej).
Szwagier: No tak, ale każda z was lubi ją z innego powodu. :->

koko - 2009-05-28, 17:54

Na obozie sportowym w czasach ogólniaka. Wege tylko ja i kumpela. Mięsożercy - śniadanko standard - masełko pomidorek wędlinka. Porcja specjalnie dla wege - masełko, pomidorek, serek topiony Hochland. Z szynką.
arahja - 2009-05-28, 18:37

koko napisał/a:
Porcja specjalnie dla wege - masełko, pomidorek, serek topiony Hochland. Z szynką.


AAaaaa, to jedno z najgorszych!!! Już widzisz z daleka serek, micha się cieszy na triumfatorską myśl - udało się! A tu taki klops. :evil:

koko - 2009-05-28, 19:54

Arahja, no właśnie, klops. Dokładniej szynka.

Acha przypomniało mi się jeszcze jedno. W restauracji Sybilla w Puławach przy okazji konferencji (w zgłoszeniu zaznaczałam że jestem wege). Pani przyniosła na talerzu ziemniaczki, surówki i kotlet schabowy. Więc mówię, że prosiłabym o porcję wegetariańską. Pani uśmiechnęła się, zabrała talerz. Po paru minutach przyniosła tą samą porcję z tym, że usunęła kotleta :-/

Kitten - 2009-05-29, 14:21

kofi napisał/a:
Potem o Kazi Szczuce (to juz live);
D: ...Kazia Szczuka jest buddystką...
A: O, to może nie je mięsa.
D: Pewnie nie je.
A: To ją lubię ;-)
D: O - to mamy koeljną wspólna ulubioną postać (po Doris Lessing i Manueli Gretkowskiej).
Szwagier: No tak, ale każda z was lubi ją z innego powodu. :->

Ja ją lubię zarówno ze względu na feminizm, jak i na wegetarianizm :mrgreen: . Choć o tym ostatnim dowiedziałam się dopiero z wywiadu w ostatnim Vege ;-)

neuro - 2009-05-29, 14:39

arahja napisał/a:

Moje ostatnie mailowe dialogi z sister:
A: Nie używam L'Oreala ze względów światopoglądowych.
D: Zastanawiam się co jest nie tak, z L'Orealem, bo ja go własnie używam ze względów światopoglądowych.
A: Nie używam, bo nie jest na wegetariańskiej liście OK. (w taki trochę uproszczony sposób)
D: Ja uzywam, bo dostało ngrodę Gender (jakąśtam) jako firma przyjazna kobietom (zatrudnia matki po urlopach macierz


Dobre, nadawałoby się jako ilustracja do tematu o zwierzętach mięsożernych ;)

arahja - 2009-05-29, 21:37

Kitten napisał/a:
Choć o tym ostatnim dowiedziałam się dopiero z wywiadu w ostatnim Vege


Akurat Kazia wegetarianką nie jest ;)
Co nie zmienia faktu, że zapunktowała i w moich oczach jako "fanatyczka" ekologicznej żywności.

Izzi - 2009-06-08, 11:00

..to w sumie dialog to nie był ale..
wczoraj miałam miałam okazję zasiąść przy stole z osobnikami różnej maści i pani z naprzeciwka dopytywała ..i stwierdzała:
- a czy pani długo nie je mięska??
- 9 lat
- oOo a nie korcą pani te miłe zapaszki??
- nie
- oj ja to jakbym nie jadła mięsa toby przytyła!! bo jak mnie kiedyś wątroba bolała i lekarz kazał ograniczyć mięso to obżerałam się słodyczami!!
- (haha to teraz będę mówiła, że nie jem mięsa z powodu wątroby ..albo wątróbki!!)
..i pani dalej
- bo to przychodzi w życiu taki okres, że np mięso zaczyna obrzydzać!! mnie np też obrzydzenie bierze na niektóre potrawy. a synowi mojej koleżanki też mieso się obrzydziło i też jest wegetarianinem tylko to staaaasznie dużo roboty bo ona musi mu teraz cały czas te ryby przyrządzać!!
- aha (odpowiedziałam tylko, bo z takimi osobnikami raczej nie ma co dyskutować, a i energii na to mi szkoda!)

Flippi - 2009-06-08, 12:06

Izzi napisał/a:

- oOo a nie korcą pani te miłe zapaszki??)

Ło Jezu... :-x :lol:
Ja w sobotę przeżyłam koszmar grillowy :evil:

sylv - 2009-06-08, 12:14

koko napisał/a:
Więc mówię, że prosiłabym o porcję wegetariańską. Pani uśmiechnęła się, zabrała talerz. Po paru minutach przyniosła tą samą porcję z tym, że usunęła kotleta

od pewnego czasu w takich sytuacjach urządzam małą scenkę. za to mój mąż - scenę godną La Scali ;)
rozumiem pomyłki, przegapienia, i nie czepiam się, że ktoś mi mięso poda. ale kiedy WYRAŹNIE mówię, co chciałam i że jestem wege, a ktoś robi taki numer, to jest już zwykła bezczelność i brak szacunku. a wtedy - no mercy :evil:

Izzi napisał/a:
- aha (odpowiedziałam tylko, bo z takimi osobnikami raczej nie ma co dyskutować, a i energii na to mi szkoda!)

ano :D

kofi - 2009-06-08, 17:52

Izzi napisał/a:
bo ona musi mu teraz cały czas te ryby przyrządzać!!

:roll:
Jak to dobrze, że R. nie je ryb 8-)

koko - 2009-06-08, 20:29

sylv napisał/a:

od pewnego czasu w takich sytuacjach urządzam małą scenkę. za to mój mąż - scenę godną La Scali ;)
rozumiem pomyłki, przegapienia, i nie czepiam się, że ktoś mi mięso poda. ale kiedy WYRAŹNIE mówię, co chciałam i że jestem wege, a ktoś robi taki numer, to jest już zwykła bezczelność i brak szacunku. a wtedy - no mercy :evil:


Ha ha a jaki przebieg ma zwykle taka "scenka"? Może jest to coś do szerszego zastosowania? Mnie do tej pory w takich sytuacjach po prostu wszystko opadało...

Lily - 2009-06-08, 20:47

My jakoś nie możemy pojąć, jak ktoś może urządzać sceny gdzieś w restauracji, pewnie dlatego często zapominają nas obsłużyć, bo przeczuwają, że nie będziemy się awanturować. Kiedyś dostałam pizzę z salami zamiast pieczarek, tez nic nie powiedziałam.
sylv - 2009-06-08, 22:13

koko napisał/a:
Ha ha a jaki przebieg ma zwykle taka "scenka"?

kilka prostych acz upartych pytań, np. "czy ja nie powiedziałam, że chcę posiłek wegetariański"? "co to jest"? (w sensie na talerzu), "dlaczego dostałam to a nie to, o co prosiłam" oraz zawsze działające pytanie: "co by bylo, gdybym na mięso była uczulona"? oraz żądanie wyjaśnienia, dlaczego zostałam tak potraktowana. i już nam się zdarzyło wyjść po prostu bez płacenia, bo niby za co?

Lily napisał/a:
My jakoś nie możemy pojąć, jak ktoś może urządzać sceny gdzieś w restauracji,

nie rozumiem, co tu jest do pojmowania. proszę wyraźnie, zostaję olana albo zlekceważona, a w końcu za to płacę, więc.. ?

Malati - 2009-06-08, 22:17

-----
strzeszynek - 2009-06-08, 22:28

A mnie się po prostu wydaje, że nie każdy ma odpowiednią siłę przebicia. I czasem krew się w środku burzy, a mimo to trudno powiedzieć komuś do słuchu. Na szczęście, jeśli chodzi o mnie, z wiekiem robię się coraz bardziej asertywna :-) Trochę z innej beczki (ale w temacie) - nie zapomnę miny lekarki małego, gdy uparcie żądałam odpowiedzi na niewygodne pytania ]:-> Aż szukała wsparcia u kolegów-lekarzy ;-)
bojster - 2009-06-08, 22:32

sylv napisał/a:
zawsze działające pytanie: "co by bylo, gdybym na mięso była uczulona"?


Hehe, pamiętam jak kiedyś kupując jakąś bułkę zapytałem czy jest bez jajka. Pani ekspedientka zapewniła mnie że tak. Nauczony doświadczeniem zapytałem, czy jest pewna. Odparła, że ona ich nie piecze, ale na pewno są bez jajka. Na co ja wymruczałem, „no dobrze, może przeżyję”. Na co Pani zbladła i zabrała mi prawie tę bułkę mówiąc że ona nie może brać za to odpowiedzialności, bo 100% pewności nie ma. :mryellow: :oops:

Ps. Bułkę oczywiście zjadłem. Pytanie było pro forma, bo smarowana białkiem na pewno nie była, a do środka raczej nikt jajka nie ładuje. ;-)

Ewa - 2009-06-09, 06:33

bojster napisał/a:
„no dobrze, może przeżyję”. Na co Pani zbladła i zabrała mi prawie tę bułkę
:mrgreen:
sylv - 2009-06-09, 08:50

strzeszynek napisał/a:
A mnie się po prostu wydaje, że nie każdy ma odpowiednią siłę przebicia. I czasem krew się w środku burzy, a mimo to trudno powiedzieć komuś do słuchu. Na szczęście, jeśli chodzi o mnie, z wiekiem robię się coraz bardziej asertywna

fakt. to mniej więcej miałam na mysli pisząc:
sylv napisał/a:
od pewnego czasu w takich sytuacjach urządzam małą scenkę. za to mój mąż - scenę godną La Scali

D. potrafi zawalczyć, naprawdę - i to nie tracąc klasy ;)
JA w momencie kiedy ktoś z obsługi naprawdę zachowuje się bezczelnie w takiej sytuacji dochodzę do setki w 5 sekund, więc po prostu wstaję i wychodzę, co by uniknąć grubszej awantury, bo mam wrażenie, że mogłoby być naprawdę niemiło :evil: ( na szczęście zdarzyło się to tylko 2 razy).

koko - 2009-06-09, 09:08

Mnie takie sytuacje zdarzały się tylko wtedy, gdy w restauracji byłam gościem a nie klientem i wtedy po prostu z kpiącą miną znad fury ziemniaków pytałam, czy to już cały obiad i czy w związku z tym mogę poprosić o chleb, żeby chociaż czymś wypełnić żołądek.
A czasem w ogóle nic nie mówiłam, to chyba zależy od kalendarza ;-)

kiciakasia - 2009-06-09, 14:09

ja mam od dwoch lat problem z moja wykladowczynia, bo to jest chinka i w dodatku ma wywindowany w kosmos jakis instynkt macierzynski, bo mojej grupie na zajecia ciagle przynosi jakies kluchy chinskie,diabelnie tluste i przemiesne.usilowalam ja przekonac, ze ja,jako wege to miesa nie jadam i ze podziekuje,ale ona sie uparla strasznie, ze zrobi mi cos bez miesa.no i przyniosla jakies tam baodze czy dziaodze, a miecho bylo czuc z kilometra.po czym z usmiechem do mnie: " no meat,just sausage" :shock:
koko - 2009-06-09, 14:19

Tak na dobrą sprawę, z tego co powszechnie wiadomo, w kiełbasie i parówkach mięsa nie ma (jest za to wszystko inne), także ta pani niewiele się pomyliła...
kiciakasia - 2009-06-09, 15:00

w sumie jedza wegetarianskie kaczki,wiec czemu nie.
Lily - 2009-06-09, 16:31

sylv napisał/a:
nie rozumiem, co tu jest do pojmowania. proszę wyraźnie, zostaję olana albo zlekceważona, a w końcu za to płacę, więc.. ?
więc po prostu nie lubię patrzeć, jak się ktoś awanturuje ;) zwłaszcza że często się dostaje osobie, która wcale tego nie przyrządzała, aczkolwiek nie znam się na układach panujących w takich miejscach, może to kelner jest odpowiedzialny za to, co przynosi, a nie ten, co przyrządza; ja nie mówię, że trzeba przyjąć co dają, po prostu wspominam o swoich odczuciach; poza tym z moją fobią wykłócanie się o cokolwiek nie wchodzi w grę po prostu (A. to inna bajka, ale on też nie powie, że coś jest nie tak, tyle że z innych względów)
Kat... - 2009-06-09, 23:17

To nie dialog a monolog bo szczęka mi opadła i nie byłam nic w stanie odpowiedzieć
Sąsiadka opowiadała rozbawiona jaki jej wnuczek (2 lata) jest słodziutki. Przychodzi w nocy, pakuje się jej do łóżka i wydaje polecenia: pić, kołdra, kiełbasa, drap.
Yyyyy

Byłam kiedyś z tym dzieciaczkiem i jego mamą na spacerze, na którym jadł olbrzymiego batona- jakiegoś prince polo albo princesse- w czekoladzie XXL. Ja bym na raz na pewno nie zjadła. Męczył go z godzinę po gryzie. Wchodzimy na klatkę a mama do synka trzymającego kawałeczek lekko roztopionego batona w rączce:
-No kończ kończ bo idziemy na obiad :shock:

koko - 2009-06-10, 08:55

Kat, tak się właśnie chowa prawidłowo wzorowego konsumenta.
A czy Ty nie masz przypadkiem wśród okolicznych matek opinii wyrodnej, co to dziecko katuje nie dając batona i kiełbany?

Kat... - 2009-06-10, 09:03

Nie gadam z okolicznymi. Z Wami gadam :-D
Mój Zygmunt za mały żeby to było katowanie ale jak podrośnie to na bank będę wyrodna i będą na mnie opiekę społeczną nasyłać bo nie dość że mięsa to jeszcze mleka nie daję dziecku. Jak dziecko ma się prawidłowo rozwijać be danonków? No jak? :-P

sylv - 2009-06-10, 09:08

Lily napisał/a:
więc po prostu nie lubię patrzeć, jak się ktoś awanturuje zwłaszcza że często się dostaje osobie, która wcale tego nie przyrządzała, aczkolwiek nie znam się na układach panujących w takich miejscach, może to kelner jest odpowiedzialny za to, co przynosi, a nie ten, co przyrządza;

nie no, spoko, mało ważne jst to, że płacisz za usługę, a ktoś w dupie ma Twoje zamówienie, trzeba siedzieć cicho, bo nie wiadomo, "kto jst odpowiedzialny" - no przepraszam bardzo, ale akurat jedyną NA PEWNO nie odpowiedzialną osobą w tym momencie jest klient. no i domaganie się głośno i wyraźnie tego, za co się płaci (więc żadna łaska) jest TAKIE NIEELEGANCKIE. :-?

każdy ma prawo do swoich poglądów na "robienie scen". ale szczerze mówiąc jestem w szoku, że będąc wege (i wiedząc, że to jest raczej istotna sprawa) można "nie pojmować" że jak wegetarianin dostaje mięso w momencie, kiedy wyraźnie go nie zamawia i w dodatku ma za to zapłacić, to ma prawo poczuć się olany i domagać się rekompensaty/zmiany, a już na pewno w przypadku, kiedy ta wymiana ogranicza się do ściągnięcia mięsa z talerza. nie rozumiem też, dlaczego też nazywania takiej sytuacji "wykłócaniem" - to nie jest żadna wymiana argumentów, tylko żądanie wywiązania się z płatnej usługi.

koko - 2009-06-10, 09:55

Kat, no właśnie, a kiedy Zygmunt wyrośnie na zdrowego i sprytnego chłopca, to okoliczne matki nie przyznają Ci racji, tylko powiedzą: "Patrzcie, jak ładnie wyrósł.... mimo, że go tak katowała".
BTW: Teraz już wiem, skąd Twój nick :-D

Sylv, no właśnie, gdybyś w restauracji poprosiła o danie, które nie będzie zawierać marchwi, to takie dostaniejsz. Gdy poprosisz bez mięsa - albo Cię oleją, albo potraktują jak odmieńca.

sylv - 2009-06-10, 11:41

koko napisał/a:
Sylv, no właśnie, gdybyś w restauracji poprosiła o danie, które nie będzie zawierać marchwi, to takie dostaniejsz. Gdy poprosisz bez mięsa - albo Cię oleją, albo potraktują jak odmieńca

nie no, to się raczej rzadko zdarza. co nie zmienia faktu, że nie powinno - pamiętam taką sytuację, że zamówiłam sałatkę i poprosiłam bez kurczaka, a panna która przyjmowała zamówienie głupio się zaczęła śmiać. zapytałam, co jest takiego śmiesznego w tym co powiedziałam co ją nieco otrzeźwiło :/ to już nie jest przypadek, pomyłka ani niewiedza. to jest zwykła bezczelność i brak elementarnej wiedzy z zakresu obsługi klienta.

kasienka - 2009-06-10, 12:12

Kelnerki czasem robiły duże oczy, jak M. zamawiał grecką bez fety ;) Choć to akurat w miarę zrozumiałe, bo w końcu ta feta jest podstawą sałatki greckiej niemalże, ale co zrobić, jak nigdzie nie było wegańskich sałatek, no.

Jako kelnerka od lat wielu nie lubię chamskiego wykłócania, się , kiedy nie ma ku niemu podstaw. Gdyby jednak zdarzyła mi się taka sytuacja i podałabym komuś coś, czego nie zamawiał, chyba spaliłabym się ze wstydu...a na pewno nie - wykłócała. Nawet gdybym podała sałatę z pomidorem a miała być bez pomidora, choć przyznam, że w takich sytuacjach, zdarzało mi się po prostu tego pomidora wyjmować niezauważalnie ;) i dodawać więcej czegoś innego w zamian.

Swoją droga, oczy mi się szeroko otwierają, jak wspominacie o wizytach za proszonych obiadach, gdzie dla Was były tylko ziemniaki. Moim zdaniem to jest totalne chamstwo ze strony zapraszających, skoro nie zamówili porcji wegetariańskich, albo obsługi skoro jako porcję wegetariańską podała pyry. W poprzednim lokalu, w którym pracowałam kilka lat zawsze na "imprezy" przygotowywałyśmy tez na wszelki wypadek trochę rzeczy wege, obowiązkowo jakąś sałatę bez mięsa, kanapki jeśli miały być, z serem lub czymś innym itd.

Ale to pewnie kwestia podejścia do klienta. W odjebanej za przeproszeniem restauracji z której właśnie się zwalniam nie ma nawet opcjji wymienienia np. sera z greckiej na pomidory suszone, ewentualnie mogą dołożyć więcej pomidorków ;) A jako danie wegańskie kelnerka poleciłaby pierogi z riccota ]:->

sylv - 2009-06-10, 12:50

kasienka napisał/a:

Jako kelnerka od lat wielu nie lubię chamskiego wykłócania, się , kiedy nie ma ku niemu podstaw. Gdyby jednak zdarzyła mi się taka sytuacja i podałabym komuś coś, czego nie zamawiał, chyba spaliłabym się ze wstydu...a na pewno nie - wykłócała.

właśnie. ja pracowałam w Londynie jako kelnerka jakiś czas i ogólnie nie wyobrażam sobie, jak można w ogóle siętak zachować? jakieś podśmiechiwanki, przewracanie oczami, zbywanie klienta...
kasienka napisał/a:
Nawet gdybym podała sałatę z pomidorem a miała być bez pomidora, choć przyznam, że w takich sytuacjach, zdarzało mi się po prostu tego pomidora wyjmować niezauważalnie

dobrze, że nie trafiłaś na kogoś uczulonego na pomidora :->
kasienka napisał/a:
W odjebanej za przeproszeniem restauracji z której właśnie się zwalniam nie ma nawet opcjji wymienienia np. sera z greckiej na pomidory suszone, ewentualnie mogą dołożyć więcej pomidorków

i to jest niestety często spotykana sytuacja.

kasienka - 2009-06-10, 13:34

Nie,powodem było nielubienie pomidorów ;)
sylv - 2009-06-10, 13:59

D. zawsze planuje odegranie jakiejś sugestywnej sceny ataku straszliwej alergii w takim przypadku (wyjęcia mięsa "po cichu"albo zostawienia go w potrawie) ale jakoś do tej pory nic z tego nie wyszło. zresztą ja bym chyba umarła ze śmiechu :lol:
bodi - 2009-06-10, 15:47

kilka dni temu odwiedziłam meczet, był to swego rodzaju dzień otwarty ;) korzystając z okazji zapytałam gospodynie o to jak często zdarzają się wegetarianie wśród muzułmanów, w odpowiedzi usłyszałam (uwaga!)

- Ale my wszyscy jesteśmy wegetarianami, jemy tylko mięso halal*.

:shock:

* z rytualnego uboju

Coco - 2009-06-10, 17:23

Ostatnio uslyszalam od kolezanki ze ona nie rozumie jak ja moge nie dawac miesa dzieciom, ze rozumie ze sama nie jadam ale cyt. " przeciez tu chodzi o dzieci!" Podczas naszych kilku ostatnich spotkan widzialam jak jej roczne :!: dziecko zajadalo miedzy innymi paczka, ciasto z lukrem , lizaka :shock:
bodi napisał/a:
- Ale my wszyscy jesteśmy wegetarianami, jemy tylko mięso halal*.


:shock:

kłaft - 2009-06-11, 11:36

stołówka na moim wydziale, ja zamówiłam pierogi ruskie BEZ BOCZKU. Doczekałam się swojej porcji, parzę, a na talerzu pierogi pływają w tłuszczu i w boczku, oczywiście :-/

ja: przepraszam, zamawiałam pierogi BEZ boczku
pan ze stołówki: to sobie pani go zdejmie (i poszedł)
ja: o.O ...

ikkunaprinsessa - 2009-06-11, 12:15

to trochę dialogów z mojego życia :d

w stołówce:
x: czemu nie weźmiesz sobie tych ziemniaków, dobre są
ja:bo nie wiem na czym smażone
x: a co? wyczułabyś, że na smalcu są np?
ja: no tak, to czuć przecież
y: no jasne, że się wyczuwa bo na smalcu to lepsze zawsze!

na imieninach u dziadka:

x:a ciasta to czemu nie jesz? takie dobre, z galaretką. co? też tam gdzieś mięso mielone wepchali?
ja: [no comment]

x:no tak, Ala jak zawsze nie ma co jeść. mięsa nie.. to może rybkę?
ja: ryba to też mięso
x:taak? a no może i tak.... to jak rybki nie, to może śledzika chociaż

:lol:

kasienka - 2009-06-11, 12:25

A mi się bardzo podobał tekst z greckiego wesela:
"jak to nie je mięsa!!!???
ach, to nie szkodzi, w takim razie zrobię baraninę"
czy jakoś tak. ;)

Amanii - 2009-06-11, 13:27

W ogóle super scena :D Taka głucha cisza nastała :D też się tak czasem czułam przy podobnych okazjach (pierwszy przyjazd do chłopaka, wiadomo, każdy chce dobrze wypaść a tu trzeba kotleta odłożyć, albo poprosić chłopaka żeby wcześniej uprzedził jakoś delikatnie, zawsze mnie to krępowało :P )
Izzi - 2009-06-12, 13:49

Amanii napisał/a:
pierwszy przyjazd do chłopaka, wiadomo, każdy chce dobrze wypaść a tu trzeba kotleta odłożyć, albo poprosić chłopaka żeby wcześniej uprzedził jakoś delikatnie, zawsze mnie to krępowało :P )
A. przed pierwszą moją wizytą u jego rodzinki uprzedził matulę, żem wege ..ale się objadłam wtedy :mrgreen: ..tylko chłopak jego siostry oznajmiał co chwila, że on to się nie zna na tym wege bo nie interesował się tymi moimi religiami :shock: :lol: ale dlaczego ja nie jem rosołu czy ryby?
Amanii - 2009-06-12, 15:27

Alg też uprzedził i obyło się bez rozmów na ten temat nawet :)

Ale mama mojego poprzedniego chłopaka (też została uprzedzona) częstując mnie rosołem powiedziała "no ja wiem, że na co dzień nie jesz mięsa, ale u nas to chyba możesz" :shock: W ogóle z tego co mówił mi Jarek, to trochę mu marudziła, że "wydziwiam", ale mi też nigdy złego słowa nie powiedziała :)

Izzi - 2009-06-12, 15:36

Amanii napisał/a:
"no ja wiem, że na co dzień nie jesz mięsa, ale u nas to chyba możesz"
nie no przecież to oczywiste :lol:
mandy_bu - 2009-06-12, 18:04

Moja teściowa jest mistrzynią świata w przekonywaniu mnie do mięsa ;-) już tyle lat i nie daje za wygraną :idea: ostatnio powiedziała
- zjedz rosołek, jest bez mięsa, całe mięso w garnku zostało :->

strzeszynek - 2009-06-12, 22:25

i co, zjadłaś? :-P
mandy_bu - 2009-06-12, 22:26

strzeszynek napisał/a:
i co, zjadłaś? :-P
:shock: :lol:

[ Dodano: 2009-06-12, 23:36 ]
strzeszynek, z jej strony to też był taki "żart" :-P .

nast - 2009-06-13, 10:50

ja ostatnio musiałam wysłuchiwać mnóstwo najróżniejszych uwag przy grilu .
na początku wszyscy dziwili sie moimi kotletami z cieciorki potem im smakowało :D
i tradycyjne pytania 'to co ty jesz ? '

ikkunaprinsessa - 2009-06-13, 17:15

Amanii napisał/a:

"no ja wiem, że na co dzień nie jesz mięsa, ale u nas to chyba możesz"


to u mnie w sumie podobnie jak mi babcia kawałek kiełbasy na świętach chciała wcisnąć i powiedziała "że chociaż w święta byś mogła nie wydziwiać i święcone zjeść!" :P

zina - 2009-06-13, 20:30

ikkunaprinsessa napisał/a:
"że chociaż w święta byś mogła nie wydziwiać i święcone zjeść!" :P

:shock:
Padlam :lol: :lol: :lol:

strzeszynek - 2009-06-13, 21:47

ikkunaprinsessa napisał/a:
chociaż w święta byś mogła nie wydziwiać i święcone zjeść!

Ech, bo z nami się żyć nie da. Jak nie mięso, to kostki Knorr albo sosy w proszku... Ja ostatnio wybrzydzałam przy wyborze oleju. 3 sklepy, dwa tygodnie wydziwiania, nim kupiłam ideał ;-) A teściowej to chyba przy mnie wszystko opada. Kiedyś kupiła dzieciom soczki (no, napoje). Na opakowaniu jak byk: BEZ KONSERWANTÓW. To ja, zamiast się cieszyć i dać dziecku, to złośliwie sztuczne barwniki i słodziki tam wynalazłam ]:->

neina - 2009-06-14, 01:52

Cytat:
słodziki tam wynalazłam ]:->
_________________

a propos, to mi tez wszystko opada, jak rodzice u nas w restauracji zamawiaja czterolatkom cole dietetyczna, bo zdrowsza od normalnej :roll:

Malati - 2009-06-14, 09:36

No z ta colą to przesada ]:-> .Barwione ,słodzone jakiś paskuctwem napoje to tez powszechne picie u dzieciaków :roll:
strzeszynek - 2009-06-14, 10:02

Ech, bo to kwestia (nie)czytania etykiet. No i ceny. 2 (a bywa że 3) litry czegoś z serii: woda, E..., E..., E..., E..., E..., konserwant, słodzik ;-) kosztuje niecałe 2zł, czyli mało kasy, dużo picia. A mnie się jeszcze wydaje, że w społeczeństwie pokutuje przeświadczenie, że cukier taki niezdrowy (dla dzieci już zwłaszcza), wywołuje próchnicę, itp. a słodziki nie...
Mnie zresztą wszystko opada, jak muszę tłumaczyć innym, co i dlaczego nie. Przykład? Teściowa bardzo gani jedzenie chipsów, podejrzewam że ze względu na skład (w ogóle). Ale z kostek rosołowych i rzeczy instant korzysta - a dla mnie to to samo :-| .

excelencja - 2009-06-15, 14:40

jestem pod wrażeniem całego wątku :) ))
iris - 2009-06-15, 15:17

mój kuzyn do mnie na weselu: nie jesz mięsa? (mamy słaby kontakt więc jakoś dotychczas nie był zorientowany w tej kwestii)
ja; nie jem
kuzyn: no ale jak?
ja: no jak jak? normalnie, nie jem i już
kuzyn: i żyjesz?
ja; jak widać
kuzyn: eee, na pewno już niedługo .....

kuzyn po chwili; i zdrowa jesteś?
ja: jak najbardziej
kuzyn: niemożliwe

Malati - 2009-06-15, 15:22

iris, kuzyn wymiata :mrgreen:
koko - 2009-06-15, 15:27

Iris, no tak, ten kontakt z kuzynem chyba słabym już pozostanie :mryellow:
es - 2009-06-15, 16:36

No tak trudne jest życie wegetarianina w tej kulturze.

Monolog(leżymy z żoną)
Ja:
- wiesz ja już jestem starszy muszę zacząć o siebie dbać aby być z Wami jak najdłuzej i sie Wami opiekować (jestem sporo starszy od żony)
Ona: ???
Ja;
- w mojej rodzinie ojciec umarł na zawał, brat ledwo przeżył zawał, mama dwa zawały, ja nie chce miec zawału
Ona;???
- po zatym chyba widzisz,ze moje jedzenie i pice jest o wiele tańsze i bardziej "ekonomiczne"
Ona: z irytacją lekką - to trzeba by przeliczyć.
Ja:
- Przystepuje do ataku (jako,że bardzo sie tym interesuję to juz sporo wiem) - daje więc wykład o o szkodliwosci cukru i słodzików - o soli - o gorącym tłuszczu( praktycznie kazdy przy temp 80" przechodzi w szkodliwy trans - o chemizacji tzw.gotowców - o tym czym faszeruja zwierzeta - czym faszerują mięso - o tym,że naturalne witaminy lepsze od sztucznych..........itd.itd.
Ona
-chrrrrr, hryyyy, zzzz, zzzz,zzzz,
A naprawde wczesna godzina była.

A z rodzinka radzę sobie w nastepujacy sposób.
Jeśli minie ktos "zaatakuje" podchodze do ich lodówki wyjmuje kilka puszek i opakowań i tez daję wykład - apotrafie mówic bardzo obrazowo- towarzystwo zaczyna chyłkiem wybywać - poczym chowam owe produkty z powrotem.
Zasłaniam sie też często dolegliwosciami - mój stały numer to pokazywanie wszystkim wyników badań i że lekarz KAZAŁ ograniczyc tłuszcze, smazone itp. jeśli chcę jeszcze życ.
Oczywiscie spotykam się z pukaniem w głowę- ale robia to osoby ograniczone umysłowo, jak to sie mówi lewopółmózgowcy jako że tylko tej połowy używają. W zależności od mojego nastroju ich ignoruje albo ględzę że mieso samo w sobie nie ma smaku, że jeśli sie je zostawi na godzine poza lodówką to zaczyna śmierrdzieć, że nawet sobie nie wyobrazaja jak to wyostrzyły mi się zmysły i trupa wyczuję na kilometr niczym owczarek niemiecki i w końcu każą mi sie zamknąć!!!!!!
Kiedys chyłkiem udało mi się podsłuchać jak mówili o mojej paranoi - oczywiście z tego skorzystałem i niemal na kazdym kroku dosłownie we wszystkim pokazywałem jakie to na nas czekaja zagrożenia. Dużo w tym prawdy. Ale najważniejszy jest efekt.
Moi teściowie - niewiele stosunkowo starsi od dawna wiedza,że nie mogą mi wcisnąć żadnego kitu -
była sprawa olejów - wyobraźcie sobie - oto tesciowa wyjmuje butelkę ventrolu (mieszanka olejów zimnych głównie lniany i chyba z rokitnika)ona pracuje w aptece i daje mi go w prezencie bo była przecena do uwaga 1grosza!!!!!!! i że oni takiego świństwa to pic nie bedą - porwaałem butlę chciwie i poprosiłem o wiecej. Za miesiąc tesciowa sie poważnie rozchorowała - nie ważne zresztą na na co - więc ja swoim zwyczajem dokonałem przeglądu jej leków a tam co???????? kapsułki z omegą 3 olejem lnianym i chyba jakims rybim. ;) )))))
Oni mieszkają na wsi - gdy trzeba tam jechać to albo źle sie czuje i boli mnie brzuch. Gdy nie ma juz wyboru - biorę plecak i wyładowuje go swoim prowiantem a gospodarze z lękiem i pewną dozą nieśmiałości użyczaja mi jednego palnika o nic już nie pytaja - no cóż wiedzą czym to grozi.
Ale powiem Wam tak miedzy nami - to smutne czasami jest - tak patrzyć jak sie zabijają -
przychodza goście i zaczynają od kawy z 3 łyżeczek po turecku +3 łyżki cukru + Smietanka w proszku i nie wiem dlaczego ale zaczynaja od ciast a potem harder and harder ale mnie już przy stole nie ma ponieważ ktoś musi zabawiać dzieciaki co z przyjemnością czynię.
Z partyjnym PZDR ;) )

vegan ciacho - 2009-06-15, 16:47

excelencja napisał/a:
jestem pod wrażeniem całego wątku :) ))


Ja tez :lol: Okropni ci weg***anie. Swieconki nie zjedza, dzieciom zaluja jedzenia i kolorowych soczkow i nawet u tesciowej musza wydziwiac (zazwyczaj na pewno z czystej zlosliwosci) :lol: :lol: :lol:

Ostatnio znajomy meza zapytal go jak to tak mozna dziecku miesa zalowac i skad ono bedzie mialo witaminy :shock: No i powiedzcie mi co tu takiemu odpowiedziec... Wiekszosc miesozercow wiedze na temat odzywiania ma zadna, a ciagle zaczynaja dyskusje na ten temat i do upadlego bronia swojego zdania :lol:

Amanii - 2009-06-15, 16:56

Właśnie najbardziej mnie rozwala, jak słyszę o tym, że "to niezdrowe przecież!" od kogoś kto dbanie o zdrowie i zbilansowanie swoich posiłków stawia na ostatnim miejscu, albo wręcz ma w dupie :) Nagle przy wegetarianach wszyscy stają się dietetykami i lekarzami, przy czym na co dzień 90% z tych osób w ogóle nie myśli o tym czy je zdrowo, czy niezdrowo i jakich składników sobie dostarcza.
Capricorn - 2009-06-15, 17:00

dla mnie nadal największym hiciorem tego wątku jest hasło:

walaija napisał/a:

ja dzieciom juz w szostym miesiacu podawalam rosol, wy tez powinniscie juz zaczac Malej dawac mieso (i ochrzcic)


:mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

Zuzu - 2009-06-15, 20:58

Dialog mój [Z] ze ś.p. dziadkiem [D].


D: A Ty jesz mięso?
Z: Nie,dziadku,przecież wiesz,że nie jem od dziecka.
D: Ale kiełbaskę,szyneczkę jesz?
Z: Nie,nie jem.
D: Ale ryby jesz,prawda?
Z: Nie,przecież to też zwierzęta.
D: Ale takie z mrożonki jesz,tak?

Kiście mi opadły :-P

Ewa - 2009-06-15, 21:26

Zuzu napisał/a:
D: Ale takie z mrożonki jesz,tak?
:mrgreen:
koko - 2009-06-15, 21:54

Na skutek tego że i ja i mój chłopek jesteśmy wege, moja mama też przestała jeść mięso. Teraz już sobie nie wyobraża, jak mogła zjadać kogoś, kto miał oczka. Kiedyś mama była zajadłym (nomen omen) mięsożercą, ale teraz już właściwie nie chce o tym pamiętać. Kiedy przypominam jej, jak lubiła kotlecik zachowuje się, jakbym mówiła o zupełnie innej osobie (jaaa???).
Ostatnio, żeby ją lekko "dziugnąć" stanęłam oparta o futrynę pokoju, w którym mama robiła coś przy komputerze i spytałam najsłodszym jakim potrafię głosem:
- mamusiu, a jak smakuje móżdżek?
na co mama (nie odrywając oczu od komputera):
- spieprzaj.

kiciakasia - 2009-06-15, 23:25

ja mojej mamie ostatnio uswiadomilam,ze jestem wege(jakby nie zauwazyla przez te pare ladnych lat).jest nadopiekuncza,uwaza,ze wydziwiam,ale chce sie wylazac, bo jak gdzies zobaczy , to dumna pokazuje: "patrz, W E G E T A R I A N S K I E"
ale ostatnio mnie rozwalila
m: to jestes wegetarianka?
ja:tak
m:i nie jesz miesa?
ja:no wegetarianie nie jedza miesa
m:ale watrobke jakbym ci zrobila?

assasello87 - 2009-07-07, 22:43

facet mnie zabral n stopa i gadka o kebabach sie zaczela to mowie ze tego nie jem, on oczywiscie czemu no to ja ze jestem weganka, on sie pyta co to znaczy , no to tlumacze a koles ze smiertelna powagą. aha. rozumiem. ale kurczaka i rybe jesz, prawda? O_o
bojster - 2009-07-07, 22:58

assasello87 napisał/a:
facet mnie zabral n stopa i gadka o kebabach sie zaczela to mowie ze tego nie jem, on oczywiscie czemu no to ja ze jestem weganka, on sie pyta co to znaczy , no to tlumacze a koles ze smiertelna powagą. aha. rozumiem. ale kurczaka i rybe jesz, prawda? O_o


A ja kiedyś wziąłem autostopowiczkę i podwiozłem ją ze 200 km, w międzyczasie zatrzymaliśmy się na odpoczynek, bo upał był i w samochodzie niespecjalnie, więc zabrałem się za kanapki – chciałem poczęstować, to nie chciała; w zamian ona chciała mnie poczęstować ciasteczkami, na to ja odmówiłem. Po chwili namysłu dopowiedziała: wegańskie... :mrgreen: No i się okazało że trafił swój na swego, ciasteczka były bardzo smaczne. ;-)

PS. assasello87, a może to ty byłaś? :-P

Wretka - 2009-07-08, 08:57

bojster, ale super!
Alispo - 2009-07-08, 09:28

Niezłe :mryellow: Moja babcia niedawno chciala mi cos kupic i pytajac sie o jakies jedzenie dla wegan w sklepie uslyszala"A ja tez jestem weganką" :mryellow: Swoja droga wspolczuje dziewczynie bo jej sie oczywiscie oberwalo ze to jednak chyba niezdrowe itd ;-) a babcia teraz w szoku ze oprocz mnie sa jeszcze inni tacy dziwacy :shock:
Capricorn - 2009-07-08, 09:56

bojster, aaaaale fajnie :D
lilias - 2009-07-08, 15:36

bojster :mryellow:
kiszony - 2009-07-10, 19:35

rozmowa z gg z kolega który organizował ognisko:

Wtorek :: 19:53:59
kupcie sobie chipsy, ciastka co tam chcecie, i alko
ja kielbaski i co tam na grilla potrzebne kupie
a ty to nie wiem, kupie ci jakies salatki :D



ja mam dobrze z ludźmi, zawsze się wszyscy o mnie martwią że będę głodny ;d

assasello87 - 2009-07-11, 05:58

po odmowieniu spozycia czegos tam z galaretka
matka: ale czemu nie?
ja: bo to jest z zelatyny
m: no i?
j: a zelatyna jest z kosci swini.
m. i?
ja: a ja jestem veg.
m: no ale to sa kosci nie mieso.
ja; no ale tez ze zwierzecia.
m: ale przeciez i tak jak zabijaja ta swinie to i tak kosci zostaja
J; no wlasnie chodzi o to ze..
m: e tam , ty glupia jestes

mienta - 2009-07-11, 11:40

babcia: Masz tu zupę.
ja: Ale to z mięsa.
babcia: To sobie wyciągnij !

Amanii - 2009-07-11, 11:47

assasello87 napisał/a:

m: ale przeciez i tak jak zabijaja ta swinie to i tak kosci zostaja

to samo ostatnio mialam z kumplem :)

-a żelatyny czemu nie jesz? przecież te zwierzęta i tak są już martwe i po prostu wykorzystuje się ich kości..

ja: a mięsa czemu nie jem? przecież te zwierzęta i tak są już martwe i po prostu wykorzystuje się ich mięso.. ;)

kolega: ...

assasello87 - 2009-07-29, 12:16

nie dialog a sytyuacja:

bylam na konwencji tatuazu w gdansku. jest catering avocado z wege jedzeniem. i pierwszy dzien taka ucieszona mowie do kolezanki: patrz jak duzo jest tu wegów.
a na drugi dzien podchodze po tofuburgera i słysze:
" k****, tu wszystko bez miesa jest"
okazalo sie ze bylo tylko to jedno stoisko, zadnego "normalnego" jedzenia a moj tłumek wegan to zwyczajnie zdesperowani wyglodniali miesozercy
ech

koko - 2009-07-29, 18:33

Kolega i koleżanka z pracy załatwiali jakieś służbowe sprawy w kawiarni. Kolega poszedł do bufetu, za chwilę wraca z dwoma talerzami, na każdym z nich po 2 pączki.
Stawia jeden talerz przed sobą, drugi przed koleżanką i mówi:
- przyniosłem nam po 2 pączki, ale ponieważ jesteś wegetarianką, to chętnie zjem twoje pączki za ciebie.

Capricorn - 2009-07-30, 14:32

wege-niewege dialogi (i monologi) to ja mam we własnym domu.

Wojtasek, po zjedzeniu tofuburgera:
- BARDZO DOBRE TO MIĘSO,TYLKO SZKODA, ŻE Z WARZYW...

Alispo - 2009-07-30, 21:37

:mryellow: Ale jak bardzo dobre to czemu szkoda? :lol:
Capricorn - 2009-07-30, 21:56

bo on mięso bardzo lubi...
Lavinia - 2009-08-01, 15:54

Na grillu u mojej kumpeli wegetarianki (byli tez miesozercy ale jesli chcieli skonsumowac cos nie wege to musieli przyniesc "towar ze soba").

Wspollokatorka mojej kumpeli:- ja tez jestem wegetarianka- specjalnego rodzaju
ja: - tak? a jakiego rodzaju?
Wspolokatorka: - wiesz, jem mieso w y l a c z n i e z hodowli ekologicznych.
ja: :shock:

kocham_tramwaje - 2009-08-01, 20:51

Lavinia napisał/a:
Wspollokatorka mojej kumpeli:- ja tez jestem wegetarianka- specjalnego rodzaju
ja: - tak? a jakiego rodzaju?
Wspolokatorka: - wiesz, jem mieso w y l a c z n i e z hodowli ekologicznych.
ja: :shock:

:lol:

bojster - 2009-08-01, 20:53

Lavinia napisał/a:
Wspollokatorka mojej kumpeli:- ja tez jestem wegetarianka- specjalnego rodzaju
ja: - tak? a jakiego rodzaju?
Wspolokatorka: - wiesz, jem mieso w y l a c z n i e z hodowli ekologicznych.
ja: :shock:


No to była taka na forum też niedawno. Też zrobiłem :shock: :P

kofi - 2009-08-02, 10:58

To rzeczywiście s p e c j a l n e g o rodzaju. ;-)
assasello87 - 2009-08-08, 16:10

nie dialog ale sytuacja. rozdaje ulotki na miescie. i jedzie samochod ze swiniami na rzez :( no wiadomo jaki zapach. a obok przechodzi laska z hot dogiem i tekst " jaaaa, ale smrod" i zagryza parówke.
rozbawila mnie.


a tak poza tematem ostanio jak bylam w gd widzialam rodzinke (mama tata, na oko 2-3 letnie dziecko) z obiadem : frytki cola kebab z sosem - duza porcja. tak se pomyslalam ze ci rodzice chyba nie kochaja swojego dziecka.

Anja - 2009-08-08, 19:40

assasello87 napisał/a:
tak se pomyslalam ze ci rodzice chyba nie kochaja swojego dziecka.


oni by powiedzieli, że kochają... :-/

Malinetshka - 2009-08-08, 21:53

Ja myślę, że kochają, tylko nie są świadomi konsekwencji swoich wyborów......
mienta - 2009-08-11, 20:35

Dzisiaj byłam z koleżanką w McDonaldzie (a co, raz na jakiś czas możne :mrgreen: ). Kupiłam sobie loda, a ona mówi tak:

ona: Chyba wezmę hamburgera. Wiesz, ja chyba jadłam hamburgery tylko 2 razy w życiu.
ja: Ja nigdy nie lubiłam tych z Mc.

po chwili (dochodzi już do kasy):
ona: Ale ja naprawdę kupię tego hamburgera.
ja: Okej.
ona: A nie obrazisz się?

:mrgreen: :mryellow:

sylv - 2009-08-11, 20:54

Robiliśmy kolację dla moich rodziców i ich przyjaciół. w trakcie przygotowań dzwoni moja Mama:

M: Wiesz... tak sobie pomyslałam.... kupię jakąs wędlinę i przywiozę.
Ja: [w myślach:] :evil: #$%^&* :-x [werbalnie:] Mamo, wiesz przecież, że w NASZYM DOMU [ach, jak to fajnie powiedzieć po latach wysłuchiwania "dopóki mieszkasz w naszym domu" ]:-> ] NIE MA mięsa.
M: no.... dobra...

Przywiozła duszone grzyby ("Wiesz, Tatuś dzisaj zbierał"). załamałam się. moja matka nie wierzy, że w wieku prawie 30 lat jestem w stanie zrobić zjadliwą kolację :-? :roll:

ciąg dalszy:

Wszyscy zajadają nasze potrawy (a jakże ]:-> )
Przyjaciółka rodziców: Ale to jest super!
My: :mryellow:
PR: Ale Wy macie fajnie że możecie nie jeść mięsa.
My: :shock:
PR: No bo ja to bym tak nie mogła..
My: :shock: :shock:
PR: ale to wszystko fajne.. szkoda, że ja tak nie mogę.
My: :shock: :shock: :shock:

maryczary - 2009-08-11, 21:13

mienta, sylv, :mryellow:
Amanii - 2009-08-11, 22:21

sylv napisał/a:
PR: Ale Wy macie fajnie że możecie nie jeść mięsa.
My: :shock:
PR: No bo ja to bym tak nie mogła..


jaki to jest klasyk :D nie wiem skąd się to ludziom bierze... a w ogóle tekst "ja to bym tak nie mógł bez mięsa..." jest najbardziej oklepany ze wszystkich i nic nie znaczy :D dosłownie nic :D

Ostatnio pytam współlokatora, czy to Arahja zostawiła dla mnie pasztet z soczewicy w lodówce, czy to może jego.
On się skrzywił i mówi: "nieeee, ja nie jestem wegetarianinem, to na pewno jej, ja to bym tak nie mógł bez mięsa...".
Ja: wiesz, mój były chłopak też nie był wege, wcinał mięso, ale jak zrobiłam pasztet z soczewicy, to się zajadał ze smakiem :)
On: "eee... ja to bym tak nie mógł bez mięsa..."
Ja: no wiem, on też nie mógł... Ale te moje pasztety mu naprawde smakowały bardziej niż mięsne ze sklepu. A ty też chyba coś bez mięsa jesz czasem (np. sery)?
On: no nie wiem... ja to bym nie mógł bez mięsa żyć

podłamałam się :P ale ogólnie spoko jest, potem sobie pogadaliśmy dłużej i okazało się, że zna inne zdania :D

huanita - 2009-08-12, 09:08

Amanii :mryellow:
neuro - 2009-08-12, 09:31

Amanii napisał/a:
nie wiem skąd się to ludziom bierze... a w ogóle tekst "ja to bym tak nie mógł bez mięsa..." jest najbardziej oklepany ze wszystkich


Hej, też tak mówiłam w swoim czasie :D Że bez podsuszanej podwawelskiej nie wytrzymałabym. I bez kurczaka pieczonego, no jak to?! ;)

Naprawdę można nie wyobrażać sobie obiadu bez mięsa. Jak się nie chce tego wyobrazić :)

ina - 2009-08-12, 13:42

A mnie ostatnio ścięło, jak córka znajomych (lat 11) powiedziała, że tez by chciała być wegetarianką, ale jest uzależniona od mięsa :shock:
Kinia - 2009-08-12, 16:33

szczerze mowiac to ja to rozumiem, do czasu zostania wege tez sobie kiepsko to wyobrazalam, bo podstawe mojej diety stanowilo mieso ;)
no ale widac sie da tylko trzeba chciec :)

ja juz nie mam fajnych dialogow od jakiegos czasu. pomijajac to, ze 'ryba to nie mieso' to nic sie nie dzieje. chyba juz ludziom spowszednial moj wegetarianizm ;)

Tasak - 2009-08-12, 17:05

Ja we wszelkie tego typu dyskusje staram się nie wdawać, a wszystkie docinki, dowcipy itp. ignorować bo szkoda moich nerwów :) samo 'to co Ty jesz?!' wyprowadza mnie zazwyczaj z równowagi.. Ale kultowym tekstem jaki usłyszałam był tekst siostry zakonnej na religii w gimnazjum. Dopytywaliśmy się dlaczego ryby można jeść w post a mięsa nie na co odpowiedź była 'bo ryba nie jest ze świni.. ani z krowy!' :D
Amanii - 2009-08-12, 17:09

Tasak napisał/a:
'bo ryba nie jest ze świni.. ani z krowy!'

to rozumiem, że jagnięciną się można raczyć w dzień postny? :lol:

mnie z kolei ksiądz usiłował przekonać, że powinam w piątki mięso jadać, skoro nie jadam na co dzień, i że to by była taka moja forma umartwienia O_o

mienta - 2009-08-12, 17:53

Jak byłam w te wakacje 2 tygodnie na oazie, to ksiądz nic nie mówił na temat mojego wegetarianizmu, tylko jak widział mnie z czymś w stylu zupka chińska (zwykle nie jadam, ale tam bym bez nich umarła z głodu) to mówił ,,mięsa nie jesz, a takie świństwo wcinasz"... Ale jak mu wyklarowałam, że to tylko chwilowe, to już nic nie wspominał :)
kamma - 2009-08-12, 18:03

mi jeden ksiądz kiedyś powiedział, że z wegetarianizmu trzeba się spowiadać (w domyśle: bo to grzech przeciwko pierwszemu przykazaniu).
Ewa - 2009-08-12, 18:16

Amanii napisał/a:
mnie z kolei ksiądz usiłował przekonać, że powinam w piątki mięso jadać, skoro nie jadam na co dzień, i że to by była taka moja forma umartwienia O_o
Fantastyczne!!! Brawo dla księdza ]:-> :mrgreen:
Kinia - 2009-08-12, 23:24

Jak bylam kiedys na obozie to uslyszalam, ze umieram, bo schodzil mi paznokiec (od tego sie zaczyna, potem miala reszta zejsc i wlosy wypasc itd) i to napewno od braku miesa ;) jak widac nie umarlam, a paznokiec zszedl, bo byl stluczony ;)
adzia2223 - 2009-08-15, 11:24

a mnie ostatnio babcia próbowała przekonać, że kaszanka jest z samej kaszy a pasztet DROBIOWY z puszki to sama..... bułka :shock: skąd jej to do głowy przyszło to ja nie wiem :lol:
blamagda - 2009-08-15, 18:30

Łoj, byłam dziś na urodzinach mojego taty i był jego kumpel "koniarz" - stadninę ma, uwielbia i szanuje konie bo mówi, że dzięki nim my żyjemy i Polska istnieje (a propos kawalerii konnej i koni udziału w wojnach i walkach). Zaatakował mnie za wegetarianizm. Powiedział, że jego znajomy poszedł do lekarza, nie jadł mięsa i po tej wizycie od razu zaczął jeść, bo o mało co nie przekrecił się na drugi świat przez tę dietę diabelską.
Potem jak się zapytałam, czy w takim razie konia też by zjadł, to powiedział, że konia nie, bo konie szanuje. A ja pytam czy krów nie szanuje w takim razie? On zmienił temat - wyszczerzył zęby i pokazał na swoje trójki górne i krzyczał że to są kły i że po to człowiek ma kły aby rozszarpywac nimi mięso i że mięso jeść trzeba, bo ludzie prehistoryczni też jedli!
I dlatego ja tak wyglądam - blada i nie za dobrze zbudowana, a on proszę - ogorzały ( na dworze kurna pracuje z tymi końmi, to jak może być blady?), silny! A ja jaka blada i oczy podkrążone o! o! (chyba nie zrozumiał słowa połóg i nie dostrzegł dziecia na moich rękach :evil: ). No i tyle... na szczęscie udało się jakoś zmienić temat... Mówiąc szczerze tymi kłąmi mnie trochę zbił z pantałyku - czy ktoś zna kontrargument na kły? :roll:

Lily - 2009-08-15, 18:32

Trzeba mu było powiedzieć, że chętnie zrezygnujesz z wegetarianizmu,a le będziesz jeść wyłącznie kiełbasę z konia :evil:
Capricorn - 2009-08-15, 18:38

Lily napisał/a:
Trzeba mu było powiedzieć, że chętnie zrezygnujesz z wegetarianizmu,a le będziesz jeść wyłącznie kiełbasę z konia :evil:


ha!

Lily mistrzynią ciętej riposty :D

Alispo - 2009-08-15, 18:39

Albo zeby ci pokazal to jego"rozszarpywanie",najlepiej na jakiejs padlinie;)w koncu-natura;)
Lily - 2009-08-15, 18:46

Alispo napisał/a:
najlepiej na jakiejs padlinie;)
niech się spróbuje wgryźć w skórę krowy ;)
assasello87 - 2009-08-16, 16:23

kamma napisał/a:
mi jeden ksiądz kiedyś powiedział, że z wegetarianizmu trzeba się spowiadać (w domyśle: bo to grzech przeciwko pierwszemu przykazaniu).



ja pie****
sorry ponioslo mnie

dlatego nie jestem chrzescijanka czy katoliczka.
jak to tam sie zwie

Anja - 2009-08-16, 16:37

Przeczytałam ostatnio taką notkę Olgi Tokarczuk:

Idąc kiedyś wygłodniała deptakiem w Zielonej Górze, zaczepiłam dwóch mężczyzn i zapytałam, gdzie tu w pobliżu można by zjeść niedrogi wegetariański obiad. Dość mam już pierogów, którymi próbuje się w każdej knajpie zapchać usta jaroszom. Długo rozważali w myślach te oczekiwania, chyba było ich za dużo.
- Niedrogo... - powiedział pierwszy.
- Wegetariański... - powiedział drugi, drapiąc się po brodzie.
W końcu popatrzyli na siebie zgodnie i ten pierwszy powiedział:
Najbliżej to będzie w Berlinie.

Jagula - 2009-08-16, 17:04

Anna córka Róży napisał/a:
Przeczytałam ostatnio taką notkę Olgi Tokarczuk:

Idąc kiedyś wygłodniała deptakiem w Zielonej Górze, zaczepiłam dwóch mężczyzn i zapytałam, gdzie tu w pobliżu można by zjeść niedrogi wegetariański obiad. Dość mam już pierogów, którymi próbuje się w każdej knajpie zapchać usta jaroszom. Długo rozważali w myślach te oczekiwania, chyba było ich za dużo.
- Niedrogo... - powiedział pierwszy.
- Wegetariański... - powiedział drugi, drapiąc się po brodzie.
W końcu popatrzyli na siebie zgodnie i ten pierwszy powiedział:
Najbliżej to będzie w Berlinie.
:shock: :mryellow: :mryellow:
mienta - 2009-08-16, 17:09

Anna córka Róży napisał/a:
Przeczytałam ostatnio taką notkę Olgi Tokarczuk:

Idąc kiedyś wygłodniała deptakiem w Zielonej Górze, zaczepiłam dwóch mężczyzn i zapytałam, gdzie tu w pobliżu można by zjeść niedrogi wegetariański obiad. Dość mam już pierogów, którymi próbuje się w każdej knajpie zapchać usta jaroszom. Długo rozważali w myślach te oczekiwania, chyba było ich za dużo.
- Niedrogo... - powiedział pierwszy.
- Wegetariański... - powiedział drugi, drapiąc się po brodzie.
W końcu popatrzyli na siebie zgodnie i ten pierwszy powiedział:
Najbliżej to będzie w Berlinie.


mieli rację - w moim mieśćie o wegejedzenie trudno ;) chyba, że kogoś zadowolą zapiekanki ;d

ina - 2009-08-17, 13:50

mienta napisał/a:
mieli rację - w moim mieśćie o wegejedzenie trudno ;) chyba, że kogoś zadowolą zapiekanki ;d


Jadłam kiedyś pyszną kaszę gryczaną i zestaw surówek w mleczaku koło dworca ;-)

Amanii - 2009-08-17, 13:58

właśnie... ludzie nie doceniają takich miejsc, a czasem tam można za grosze zjeść coś pysznego. Gdzie indziej na mieście zjesz kaszę gryczaną albo gotowaną fasolkę szparagową? :D albo makaron z twarogiem i cukrem? (BLEEE) - tylko w mlecznym! :D
mienta - 2009-08-17, 13:58

ina napisał/a:


Jadłam kiedyś pyszną kaszę gryczaną i zestaw surówek w mleczaku koło dworca ;-)


słynny i bądź co bądź kultowy już TURYSTA : >

Wretka - 2009-08-19, 16:56

blamagda napisał/a:
czy ktoś zna kontrargument na kły?


powiedz facetowi, że on to ma wypierdki, a nie kły do szarpania mięsa. Kły mają psy, koty!, łasice i inne drapieżne zwierzęta. Dla przykładu możesz pokazać zdjęcie.

koko - 2009-08-19, 20:34

Wretka napisał/a:
blamagda napisał/a:
czy ktoś zna kontrargument na kły?


powiedz facetowi, że on to ma wypierdki, a nie kły do szarpania mięsa. Kły mają psy, koty!, łasice i inne drapieżne zwierzęta. Dla przykładu możesz pokazać zdjęcie.


Albo po prostu daj mu do zjedzenia bez narzędzi puc surowej karkówki. Drapieżniki radzą sobie z tym bez problemu ;-)

excelencja - 2009-08-22, 09:56

Malinetshka napisał/a:
Ja myślę, że kochają, tylko nie są świadomi konsekwencji swoich wyborów......


a moim zdaniem przeginacie. to, ze dzieciak raz dostal cos niezdrowego, nie znaczy ze je yto ciagle. i delikatnie mowiac- nieladnie jest oceniac tak rodzicow.
wczoraj moje roczne (!!!! o boze!!!!) dziecko zażerało ze mną pizzę.
Czy sądzicie, że nie kocham mojego dziecka?

Malinetshka - 2009-08-22, 10:21

excelencja, nie wiem czemu odnosisz się do mojego posta, skoro napisałam "ja myślę, że kochają" :>
feminka - 2009-08-30, 10:43

excelencja napisał/a:
Malinetshka napisał/a:
Ja myślę, że kochają, tylko nie są świadomi konsekwencji swoich wyborów......


a moim zdaniem przeginacie. to, ze dzieciak raz dostal cos niezdrowego, nie znaczy ze je yto ciagle. i delikatnie mowiac- nieladnie jest oceniac tak rodzicow.
wczoraj moje roczne (!!!! o boze!!!!) dziecko zażerało ze mną pizzę.
Czy sądzicie, że nie kocham mojego dziecka?


Mnie się wydaje, że większość rodziców "mcdonaldowych" postępuje tak, a nie inaczej z czystej bezmyślności. Nie zaprzątają sobie głowy ,myślami, co jest zdrowe, a co nie. Albo wychodzą z załozenia, że skoro produkty dopuszczone do sprzedaży są to są dobre i już. Patrzę z przerażeniem na tłumy kłębiące się pod KFC i Mcdonaldem w centrum handlowym i te dzieci jedzące hamburgery i pijące colę. A pod Grren Wayem ze 3 osoby :( Ale tym rodzicom często wydaje się, że to my nie kochamy dzieci, no bo jak to cała klasa do KFC idzie, albo w Mcdonaldzie pół szkoły kupuje Happy Meal z zabawką, a te nasze biedactwa są takich ATRAKCJI pozbawione. I niestety sądzę, że ogromna większość tych widzianych w fast foodach bywa tam wcale nie rzadko :(
Excelencjo - my też czasem jemy pizzę :lol:

Kinia - 2009-08-30, 22:16

Cytat:
A pod Grren Wayem ze 3 osoby :( :

mam nieco inne wspomnienia z galerii baltyckiej w gdansku ;)

Capricorn - 2009-08-30, 23:20

ja w poznaniu na zeylanda też kilka razy na stolik w GW czekałam. A lokal to niemały.
Malinetshka - 2009-08-31, 09:05

Kinia, proszę, edytuj swego posta, bo to nie ja pisałam :>
feminka - 2009-08-31, 15:06

Ja pisałam o koszalińskim Forum. Super, że w większych miastach sytuacja wygląda lepiej, tylko się cieszyć.
mienta - 2009-08-31, 18:49

Jak często mi się zdarza między posiłkami - otwieram lodówkę i szukam czego by tu sobie nie przekąsić. Świadkiem tego była moja mama. W lodówce nie znalazłam nic godnego uwagi, więc ją zamknęłam. I tu wywiązał się ciekawy :mrgreen: dialog.

mama: czego szukasz?
ja: nie wiem, tak sobie patrzę...
mama: to przez ten wegetarianizm!
ja: :shock: :lol: poprostu mam na coś ochotę!
mama: no tak, ale jak jadłaś mieso to sobie plasterek szynki wzięłaś chociaż, a tak...

Judyt - 2009-08-31, 20:02

Cytat:
mama: to przez ten wegetarianizm!

:mryellow:

kiszony - 2009-08-31, 20:07

pojechałem dzisiaj do wujka bo w wakacje mnie prawie w ogóle nie było, jemy lody
i taka sobie rozmowa z 4,5 letnim dzieckiem;

wujek: ale Ty jesteś jamochłon!
kuzyn: taaaak, ja wszystko wciągam. jestem jamochłonem!
wujek: bo my jestesmy wszystkożerni (bez żadnej aluzji do mnie, tak po prostu do dziecka ;d )
kuzyn; (do mnie) a Ty też jesteś jamochłon?
ja: no jaaaaasne!
kuzyn: a nie prawda! Ty nie jesteś jamochłon bo Ty nie jesz mięsa!
(ja na wujka, wujek na mnie, obydwoje zdziwiona mina i tak sobie poźniej z nim gadałem i nie wiemy skąd dzieciak wie że nie jem mięsa bo nikt z nim nigdy o tym nie rozmawiał na poważnie, a jakieś rozmowy przy stole to zwykle nie na poważnie wiec dzieciak bystrzacha :shock: )

Malinetshka - 2009-09-01, 15:44

kiszony napisał/a:
nie wiemy skąd dzieciak wie że nie jem mięsa bo nikt z nim nigdy o tym nie rozmawiał na poważnie, a jakieś rozmowy przy stole to zwykle nie na poważnie wiec dzieciak bystrzacha

Dzieci widzą i słyszą dużo więcej niż wielu myśli :) Myślą również więcej 8-)

Tasak - 2009-09-02, 17:42

Dzisiaj koleżanka z ławki zaczęła nagle pytać mnie, czy jak będę kiedyś w ciąży to zacznę jeść mięso. Odpowiedziałam, że nie, na co ona "ale to wiesz, że wtedy urodzisz sam płód" ... ?!
kamma - 2009-09-02, 19:49

AAAA!!!!! ]:-> ]:-> ]:->
Cieszę się, że moje płody mają się dobrze ;)

Lily - 2009-09-02, 19:55

Tasak napisał/a:
"ale to wiesz, że wtedy urodzisz sam płód" ... ?!
pogratulować wiedzy ;)
Tasak - 2009-09-03, 10:43

Lily napisał/a:
pogratulować wiedzy ;)

zwłaszcza, że to klasa biol-chem ... dawno się tak nie przeraziłam :D

zina - 2009-09-03, 15:37

Tasak napisał/a:
to wiesz, że wtedy urodzisz sam płód" ... ?!

:shock: :shock: :shock:

Amanii - 2009-09-03, 16:48

te, Tasiu, co robi maturzystka klasy biol-chem przed komputerem TRZECIEGO WRZEŚNIA? do nauki! :D

próbuję sobie przypomnieć parę tekstów naszego ojca, znalazłoby się trochę... ale jakoś wyleciały z głowy... masz może jakieś?

vegan ciacho - 2009-09-04, 10:21

Tasak napisał/a:
Dzisiaj koleżanka z ławki zaczęła nagle pytać mnie, czy jak będę kiedyś w ciąży to zacznę jeść mięso. Odpowiedziałam, że nie, na co ona "ale to wiesz, że wtedy urodzisz sam płód" ... ?!

:shock: :shock: :shock: :lol:

Phoebe - 2009-09-04, 21:53

Pamietam pierwszego grilla, gdy przestalam jesc mieso.. to chyba byl 2, czy 3 dzien czyli poczatki. Oczywiscie nikomu o tym nie mowilam (mama wiedziala), ale poszlo w eter blyskawicznie ;) .
Grilluje sobie z bratem, akurat byla porcja miesna, wiec tam karkoweczka, kielbaski i moj brat zrobil zjecie i wyslal do siostr mmsem, z pozdrowieniami [dzien byl wyjatkowo udany].
Zaraz telefony sie rozdzwonily, bynajmniej nie z pytaniami "co u was? jak mija dzien?", tylko z mety zbombardowano mnie pytaniami, co bede jadla, czy TO prawda :P .

O ile siostry mialy watpliwosci co do warzyw z grilla, o tyle na miejscu moja wege tacka zostala oczyszczona w 3 sec. ;) . o kotlecikach sojowych nie wspomne.

Ze standardow to: ryba-nie mieso, rosol z kury wegetarianie jedza, nie wytrzymalbym bez miesa, CO TY JESZ ?! :mrgreen:

Tasak - 2009-09-05, 12:06

Phoebe napisał/a:
rosol z kury wegetarianie jedza
bo kura w tym tylko pływała.. :D wiadomo przecież :D
Salamandra*75 - 2009-09-05, 12:36

Dzwoni do mnie bratowa i zaprasza do Łeby na pytanie o jedzienie:"
Wiesz ja wszystko załatwiłam zypy sa na kostkach rosołowych ale to przeciez możecie jeśc ,to nie mieso???"
smacznego dnia!!!

Malinetshka - 2009-09-05, 14:01

Tasak napisał/a:
Phoebe napisał/a:
rosol z kury wegetarianie jedza
bo kura w tym tylko pływała.. :D wiadomo przecież :D

Ta.. w dodatku na materacu, w okularach przeciwsłonecznych, full relax :P

lilias - 2009-09-05, 19:55

o matulu :mryellow: :mryellow:
Humbak - 2009-09-05, 20:35

...i doszliśmy do czasów w których jak człowiek ma kalafiora przed sobą to nie wie co z nim zrobić o ile nie użyje go jako dodatek do żywności typu kurczak, zupa z kostki czy sos wieprzowy ;-)

[ Dodano: 2009-09-05, 21:37 ]
niedługo będą powstawać wątki w necie jak ten o trawie cytrynowej 'słuchajcie kupiłam kalafiora, co mam z nim zrobić? taki twardy jest!'

nie piję oczywiście do autora wątku o trawce... ;-) :-) tak tylko mi się skojarzyło :-)

Tasak - 2009-09-06, 11:50

Amanii napisał/a:
próbuję sobie przypomnieć parę tekstów naszego ojca, znalazłoby się trochę... ale jakoś wyleciały z głowy... masz może jakieś?
"a co powiedziałabyś lwu, który by zjadł człowieka?" ... jedno z 696 powtarzanych przy takich okazjach :D (właśnie usłyszałam, więc piszę :D )
Capricorn - 2009-09-06, 12:53

Tasak napisał/a:
"a co powiedziałabyś lwu, który by zjadł człowieka?" ...


mnie bardziej interesowałoby JAK mu cokolwiek powiedzieć :D

Amanii - 2009-09-07, 15:03

o tak, klasyk! :)
angaaa - 2009-09-10, 12:40

rozmawiam z babcią o moim 13m synku:

b: nie chodzi bo nie dajesz mu mięska, ma słabe kości dlatego nie chodzi;

ja: babciu, ale on jest bardzo silnym dzieckiem, nie chodzi bo to nie jego pora, zobaczysz, że wkrótce będzie;

b: brakuje mu wapnia i wit.d, dlatego nie chodzi...

ja: dostaje zboża i ziarna bogate...zresztą babciu twoje pozostałe prawnuki zaczęły chodzić ok. 15 m-ca a mięsko jedzą;

babcia wstała i przyniosła młodemu łyżeczkę białego cukru: masz igorku, będziesz silniejszy, nie będziesz miał krzywicy...

ech :-/

zina - 2009-09-10, 12:49

angaaa napisał/a:
babcia wstała i przyniosła młodemu łyżeczkę białego cukru: masz igorku, będziesz silniejszy, nie będziesz miał krzywicy...

:shock: :shock:

bojster - 2009-09-10, 13:04

angaaa napisał/a:
rozmawiam z babcią o moim 13m synku:


Zrozumiałem „trzynastym”. :shock:

Cytat:
babcia wstała i przyniosła młodemu łyżeczkę białego cukru: masz igorku, będziesz silniejszy, nie będziesz miał krzywicy...


To ty nie wiesz? Cukier krzepi! :roll:

angaaa - 2009-09-10, 13:19

bojster napisał/a:
Zrozumiałem „trzynastym”. :shock:

:mryellow: no tak, też pewnie bym tak zrozumiała, hehe - 13 miesięcznym oczywiście
bojster napisał/a:
To ty nie wiesz? Cukier krzepi! :roll:

to podobno stara sprawdzona metoda na wiele dolegliwości, cukier wyprostował nogi m.in. córce sąsiadki znajomej babci :mryellow:

nika - 2009-09-10, 22:48

No coś jest w tym cukrze napewno. :-P Moja jedna babcia też tak uważa, synkowi siostry wsypała znienacka do buzi cukier z takiej pojedyńczej saszetki, jak sie dowiedziała, że siostra mu picia nie słodzi. :evil:
Humbak - 2009-09-11, 14:38

U mnie w rodzinie uważa się, że słodyczy dawać nie wolno, ale jak dziecko je sam cukier to dlatego że potrzebuje :mryellow: No więc moja córcia zwłaszcza u babci go baardzo potrzebuje :lol:
Amanii - 2009-09-11, 15:09

siedzę z kumplem na ławce, rozmawiamy... zeszło na sprawy związane z moim wegetarianizmem, więc informuję:
- wiesz, przeszłam na weganizm
- O_O hmmm no to teraz nie mogę już siedzieć obok ciebie? mam skórzane buty!
- hehe... wiesz dobrze że nie mam nic przeciwko twoim butom. to twoja sprawa..
- MAM TEŻ KOSZULKĘ Z BAWEŁNY!
- ???

(może myślał, że bawełnę się robi z bawoła :P )

mienta - 2009-09-11, 16:23

Amanii napisał/a:
(może myślał, że bawełnę się robi z bawoła :P )


:mrgreen: :mryellow:

Tasak - 2009-09-12, 07:56

Amanii napisał/a:
(może myślał, że bawełnę się robi z bawoła )
tak, z trzech :D
a ja jechałam w pociągu z panią, która opowiadała, jak to na jakieś stacji benzynowej robią kiełbasy (tzn. smażą czy co tam się z tym robi) i śmierdzi strasznie i ona się pyta panów jak można wytrzymać cały dzień w tym smrodzie a oni jej, że co oni mają powiedzieć jak oni są wegetarianami :D - nie wiem czy to ma coś wspólnego z wege-niewege dialogami, ale mi się przypomniało. Powiedziała mi jeszcze, że jej kotlety sojowe smakują bardziej niż schabowy :)

arahja - 2009-09-12, 09:26

Podczas czytania tego wątku:
Tato: Będziesz jadła filety rybne?
Ja: Nie, nie będę.
Tato (z pretensją): To co będziesz jadła?
Ja (z rezygnacją): Nic nie będę, odchudzam się. :mrgreen:

(to przynajmniej działa, w przeciwieństwie do "tato, od lat nie jem mięsa")

Tasak - 2009-09-12, 10:13

To trochę tak jak u mojej koleżanki, która mówiąc mamie, żeby kupowała inny serek bo ten jest z podpuszczką jakąśtam to słyszy, ze wydziwia. Ale jeśli argumentem jest 'bo lepszy/tańszy' to jest okej :D
Amanii - 2009-09-12, 11:25

To działa na wielu frontach :) Jak ktoś oszczędza wodę ze względów ekologicznych to jest poj**em :) Ale jak oszczędza ze względów ekonomicznych to jest ok. Często słyszę takie reakcje..
Tasak - 2009-09-12, 11:52

Na angielskim u mnie ostatnio też. Były różne sprzęty i mieliśmy mówić, czy mamy w domu, czy używamy często itp. Koleżanka mówi, że czajnika elektrycznego nie ma. Pani wielki szok, pyta jej czy ona rozumie o czym mówi w ogóle (no bo u mnie w jakże zaawansowanej grupie to jeśli już ktoś coś mówi to czasem nie rozumie o czym). Koleżanka potwierdza, że czajnika elektrycznego nie używa, Pani pyta dlaczego, dalej zszokowana :D pół lekcji potem rozmawialiśmy o czajnikach i o ich ekologicznych i ekonomicznych właściwościach. Ale ten początkowy szok nauczycielki mnie rozbroił. Nie mogła sobie wyobrazić, że ktoś w dzisiejszych czasach gotuje wodę na gazie!
bojster - 2009-09-12, 14:29

Ja z kolei myślałem że czajników elektrycznych używa się tylko w hotelach i akademikach, tudzież w pracy itp. Nie sądziłem że ktoś może tego używać w domu...
poughkeepsie - 2009-09-12, 15:05

bez czajnikowego faszyzmu, co? :P Wyobraźcie sobie, że są miejsca na świecie, gdzie nie ma gazu! A jak się ma starą kuchenkę na prąd to się używa elektrycznego czajnika i tyle.
Teraz mamy indukcję i gotujemy wodę na niej, ale czajnika używaliśmy dość długo.

rosa - 2009-09-12, 16:47

bojster napisał/a:
Ja z kolei myślałem że czajników elektrycznych używa się tylko w hotelach i akademikach, tudzież w pracy itp. Nie sądziłem że ktoś może tego używać w domu...

no niesamowite po prostu
ja oczywiście używam, jest to jeden z moich ulubionych sprzętów

fasola - 2009-09-12, 18:22

A ja gotuję wodę w garnuszku na gazie. Dla jednej szklanki nie chciałoby mi się uruchamiać czajnika :P
Jagula - 2009-09-12, 21:22

gdybym miała jakiś fajny czajnik na gaz...hmmm kto wie :-P a wody gotuję po całości,żadne tam na herbatkę tylko ;-)
ale ciągnąc dalej - osoby mające problemy z górnymi drogami oddechowymi powinny używać prądu do gotowania :-P

fasola - 2009-09-12, 21:32

Jagula napisał/a:
osoby mające problemy z górnymi drogami oddechowymi powinny używać prądu do gotowania

Możesz rozwinąć? Bo nie wiem o co chodzi dokładnie, a przyznam, że temat mnie zaciekawił :)

Alispo - 2009-09-12, 21:42

Mój ojciec kiedys to liczyl u nas,znaczy u rodzicow i wyszlo ze elektryczny oszczedniejszy.My z R.i tak nie mamy wyboru bo gazu niet.Mamy wybor miedzy elektrycznym a indukcją.Jakos w czajniku poki co gotujemy,chociaz moze nieslusznie.R.kiedys porownywal i chyba jednak na indukcji wolniej,ale nie wiem czy to mozliwe,bo mnie ten sprzet zadziwia szybkoscia.Musze sprawdzic.
Jagula - 2009-09-12, 22:04

fasola napisał/a:
Jagula napisał/a:
osoby mające problemy z górnymi drogami oddechowymi powinny używać prądu do gotowania

Możesz rozwinąć? Bo nie wiem o co chodzi dokładnie, a przyznam, że temat mnie zaciekawił :)
czytałam dokładnie o czynnikach niekorzystnych podczas rekonwalescencji po wycięciu mgdałka (mamy na tapecie) i jednym z nich (oprócz palenia tytoniu w domu itp itd) było gotowanie na gazie - które ma wpływ na górne drogi oddechowe (spaliny)
fasola - 2009-09-13, 10:31

Jagula dzięki za wyjaśnienie. Każda informacja może się kiedyś przydać :)
Humbak - 2009-09-13, 11:20

A czy w PP gotowanie na gazie nie było najlepszym sposobem przygotowania posiłków? Tak mi się coś kojarzy... odkąd mamy w domu tylko prąd żałowałam, że moje posiłki nie będą takie... no nie wiem, naturalne? :-P :->
A tu wychodzi na to że na szczęście i na zdrowie, bo my astmatycy i alergicy :-)

Malinetshka - 2009-09-13, 12:48

Humbak, też mam takie info w głowie, że najzdrowsze wg PP jak i makrobiotyki jest gotowanie na ogniu (jak nie ma naturalnego ognia na drewnie to już lepiej gaz niż prąd..). Ja od paru lat też mam tylko prąd i również podobne myśli w głowie do Twoich o tym braku "naturalności" :>
Jednak, gaz wspominam tak sobie... tłuste szafki, smród.. zarówno samego gazu jak i palonego. No i sama nie wiem które "zło" mniejsze... :P

poughkeepsie - 2009-09-13, 17:25

tak tak, ogień najlepszy, więc każda jego pochodna forma typu gaz też.
Alispo, wg mnie na indukcji się gotuje szybciej niż w elektrycznym. A już bankowo energii zużyjesz duuuuużo mniej.

Alispo - 2009-09-13, 17:53

No tak,musze pomyslec w czym to gotowac,bo z garnka sie boje chyba nalewac :lol:
neina - 2009-09-13, 18:20

poughkeepsie napisał/a:
tak tak, ogień najlepszy, więc każda jego pochodna forma typu gaz też.

Pododno najlepszej jakosci ogien jest na plackach krowich ;-)
Tez zalowalam, ze nie mam juz gazu, lubilam tez zapach gazowych spalin.

sylv - 2009-09-13, 18:28

neina napisał/a:
Pododno najlepszej jakosci ogien jest na plackach krowich ;-)

zdarzyło mi się korzystać, nawet herbata jest "uwędzona" ;)

poughkeepsie - 2009-09-13, 20:57

Alispo, my mamy czajnik na indukcję z ikei, za niecałe 50zł bodajże.
http://produkty.ikea.pl/p613/czajnik

Alispo - 2009-09-14, 15:12

O,dzięki,pomyślę o tym :-D
kamma - 2009-09-18, 09:22

Koledzy z pracy mojego nieślubnego uważają, że jest nienormalny. "Bo skoro nie je mięsa, to czym on wódkę zagryza?" ]:-> ]:-> ]:->
assasello87 - 2009-09-18, 12:56

Malinetshka napisał/a:
Tasak napisał/a:
Phoebe napisał/a:
rosol z kury wegetarianie jedza
bo kura w tym tylko pływała.. :D wiadomo przecież :D

Ta.. w dodatku na materacu, w okularach przeciwsłonecznych, full relax :P



no dokladnie. jak jeszcze bylam wege to mialam takie sytuacje ze ktos mnie czestowal czyms z miesem a jak mowilam ze nie jem to byly teksty typu: ale tu malo miesa jest tylko jedno skrzydelko kurczaka. jedno to chyba zjesc mozesz? nie , no pewnie ze moge przeciez ktos bardzo humanitarnie zrobil tej kurze amputacje po czym wypuscil dalej na wolnosc, ta

odkad jestem wegan nie czestuja mnie niczym bo sie boja xD

i inna sytuacja
po koncercie jakas nastka gada mi ze jest wege, po chwili przychodzi jej kumpel z jakims burgerem a ona : daj gryza. patrze na nia zszokowana : przeciez mowilas ze jestes wege,
a laska zdziwiona: na ale nie widzisz ze tylko gryza biore?!

bojster - 2009-09-18, 13:00

assasello87 napisał/a:
po koncercie jakas nastka gada mi ze jest wege, po chwili przychodzi jej kumpel z jakims burgerem a ona : daj gryza. patrze na nia zszokowana : przeciez mowilas ze jestes wege,
a laska zdziwiona: na ale nie widzisz ze tylko gryza biore?!


Nie możesz jej tak oceniać po pozorach. Może chciała tylko potrzymać w buzi a potem wypluć? Albo samej bułki dziabnąć? :roll:

Humbak - 2009-09-18, 14:09

Chciała sprawdzić czy aby na pewno nie chce go jeść ;-P

assasello87 napisał/a:
odkad jestem wegan nie czestuja mnie niczym bo sie boja xD
też to zauważyłam, tylko mnie to nie śmieszy... to coś jak alienacja, połączona miksturą oburzenia/wyśmiewania itp - no jak to ja jestem taka ważna, to nie mogła mi sałatki zrobić?
Zwykle albo w rozmowie podpowiadam (gdy tak wychodzi) albo nie przychodzę z pustymi rękami - zazwyczaj kończy się tak że przy następnych wizytach mam podobne dania na stole

kofi - 2009-09-18, 14:23

kamma napisał/a:
Koledzy z pracy mojego nieślubnego uważają, że jest nienormalny. "Bo skoro nie je mięsa, to czym on wódkę zagryza?" ]:-> ]:-> ]:->

A ogórkiem nie można? ;-)

Arielka.v - 2009-09-21, 08:46

A ja byam w sobote na weselu i troche sie nasluchalam.

Moja tesciowa stwierdziła, że:
wyeliminowanie miesa jest pierwszym krokiem do anoreksji i mam teraz na siebie uwazac i sie pilnowac bo jak ktos jest chory na anoreksje to nie ma świadomości choroby.
a skoro ja u niej prawie nic nie jem co ona ugotuje (bo albo to miesne albo strasznie niezdrowe i moj zolądek by tego w zyciu nie strawił) to uwaza ze na pewno to juz jest anoreksja.


gdy powiedzialam, ze nie czuje potrzeby jedzenia mięsa i raczej zle reaguje na mysl o tym, ze moglabym je zjesc znajoma poiwedziala ze to oznaki bulimii. :roll:

na jednym talerzu byly kluski, kawalek dalej jakies mieso polane sosem no i ja chcialam wziac te kluski ale ten sos juz na nie spłynął i stwierdzilam ze nie chce.
na to znajoma powiedziala ze przeciez to nie jest sos z kurczaka tylko sos musztardowy i kurczak tylko w nim się gotował. :mrgreen:

zanim pojechalismy do tesciowej:
zadzwonila aby zapytac co ma zrobic na obiad.
D. jej mowi ze nie ma robic nic mięsnego bo ja nie zjem.
zapytala czy moze zrobic leczo i D. powiedzial ze tak.
pojechalismy a ona pakuje mi na talerz leczo w ktorym "umieściła tylko odrobinkę klopsików mielonych, które mozna wyłowić i zjeść same warzywa" :roll:
no wiec jadlam sam makaron a ona uparcie chciala mi tych warzyw nalozyc, przestala dopiero wtedy jak
D. jej zagrozil ze jesli mi nalozy chociaz troche to makaronu tez nie zjem.

moja znajoma stwierdzila, ze flaki moge zjeść, bo przeciez to juz nie jest mięso tylko żołądki :evil:


jak jeszcze cos mi sie przypomni to napiszę.

karmelowa_mumi - 2009-09-21, 08:59

Arielka.v napisał/a:
flaki moge zjeść, bo przeciez to juz nie jest mięso tylko żołądki :evil:

to stwierdzenie mnie zatkało :D

kamma - 2009-09-21, 10:30

Arielka.v napisał/a:
Moja tesciowa stwierdziła, że:
wyeliminowanie miesa jest pierwszym krokiem do anoreksji

Arielka.v, teściowa wie, że w którymś kościele dzwoni ;) Być może gdzieś czytała o związkach wegetarianizmu i anoreksji, ale nie zapamiętała poprawnie. Wegetarianizm MOŻE być pierwszym krokiem W anoreksji, bo to dobry wybieg do ukrycia, że przestało się jeść w ogóle, a poza tym - dobry sposób na wyeliminowanie najbardziej sycących i wysokokalorycznych potraw. Ale nie jest tak, że wegetarianizm prowadzi do anoreksji.

nika - 2009-09-21, 11:16

Arielka.v Mnie wystarczy przeczytać to co napisałaś i się denerwuję, podziwiam, że w takiech sytuacjach spokojnie makaron sobie zjadasz.
Ja jestem strasznie nietolerancjna dla mięsożernych ludzi i strasznie wybucham, a że wiedzę na temat żywienia mam sporą więc w każdej dyskusji wygrywam, tylko potem trochę mi głupio ja patrzę na rodzinę, która niemal dławi się obiadem bo przełykanie mięsa wydaje się im czymś najwstrętniejszym i najbardziej podłym na świecie. Niestety to szybko im mija, choć negatywne wrażenie zostaje bo już mnie prawie nikt nie zaprasza ]:->

mienta - 2009-09-21, 11:38

Byłam w ten weekend na DDM-ach i tam podawali na obiad pomidorową z mięsem oczywiście. Nikt mi nie proponował, żebym zjadła (wszyscy już wiedzą, że nie wystarczy na bok odłożyć i po sprawie), ale nie mogłam się oprzeć, żeby nie wygłosić komentarza (czym doprowadziłam prawie koleżankę do wymiotów).

ja (patrząc na mięso na łyżce): Ej, to wygląda chyba trochę jak jelito, co nie?
koleżanka: blee, przestań! zupa jest z mięsni, nie z jelita!
ja: no ale zobacz...
kolezanka: przestań!

za chwilę:
ja: i co, dobra ta zupa z trupa?
koleżanka: bleeee! (odstawia miskę)

po chwili:
ja: ta zupa to taki trochę wywar ze szpiku pewnie, co?
koleżanka: zabierz to ode mnie!

wiem, to było z mojej strony chamskie i nie powinnam się tak zachowywać, ale... :mrgreen: mówcie co chcecie, miałam radochę :)

Arielka.v - 2009-09-21, 20:01

mienta, teraz twoja koleżanka już dlugo nie ruszy pomidorówki.
bedzie jej sie kojarzyła z jelitami. :mrgreen:

nika, bylam po 12godzinnej podrozy i bylam baaardzo glodna a ten makaron byl tam jedyną jadalną potrawą jak dla mnie. potem przez caly wieczor zajadalam sie juz tylko sliwkami i jabłkami bo tesciowa ma sad.

A wracajac do tego wesela to w zyciu nie widzialam na raz tyle miesa.
chyba przez cala noc na stople stalo ze 100 polmiskow z roznego rodzaju miesami i tylko je zamieniali, np. zabierali zrazy i dawali ryby, itd.
a najgorsze bylo to, ze bylam tam jedyną wegetarianka i to akurat mi pod samym nosem kelner postawil ogromny półmisek z tatarem, na ktorym byly 4 surowe żółtka od jajek. :roll:
salatki tez byly, ale duzo mniej.
wesele bylo oparte jednak na miesie.
nawet ciasta bylo bardzo malo w porównaniu do miesa.


A jesli chodzi o dialogi o oczywiscie pominelam takie oczywiste jak chociazby to, ze:

* ryba po grecku to nie mięso, a nawet jesli to przeciez mozna wybrac rybę z warzyw.
* uslyszalam tez ze przeciez skoro jestem jedyna wegetarianka to jedzenia dla mnie nie zabraknie, bo przeciez wszyscy jedza mieso a kazdym półmisku jest dekoracja warzywna dla mnie :-/
* lepszy tatar niz mieso smazone bo jest drowszy beztłuszczowy i bardziej naturalny i powinnam zjesc.
* no i oczywiscie skąd ja biorę to nieszczesne zelazo.

kofi - 2009-09-21, 21:13

Arielka.v napisał/a:

* no i oczywiscie skąd ja biorę to nieszczesne zelazo.

No jak to skąd? Klamkę można zjeść, klucz, koło od roweru, kawał blachy ze starej przyczepy - są dla mnie równie niejadalnym źródłem żelaza, jak mięso.
Mnie to łatwo mówić, bo chociaż nie odżywiam się wcale tak zdrowo, jak bym chciała mogę swoją hemoglobiną obdzielić wielu potrzebujących.

Kinia - 2009-09-21, 23:45

mienta, szczerze to ja nie lubie takich komentarzy ze strony vege.. to tak samo kiepskie jak wszelkie komentarze miesozercow :roll: no ale skoro mialas radoche :roll:

to wprawdzie nie dialog,ale moj facet powiedzial, ze przez to,ze nie jem miesa jak widzi jakas dziewczyne, ktora je to wydaje mu sie to dziwne i obrzydliwe :lol:

Izzi - 2009-09-22, 12:24

łoooomatko na w/w historyje :lol:

w ostatni weekend lata miałam przyjemność uczestniczyć w imprezie zwanej grillem. ekipa znana więc nie spodziewałam się żadnych dziwów nad moim odmieństwem zwanym wegetarianizmem.. na szczęście :roll: trafiła się parka zadziwiona ew. zadziwiająca:

-ojej, ja to uważam wegetarian za dziwaków!!
-a ja uważam za dziwaków mięsożerców :-P
-ale jak można nie jeść mięsa?
-a ja się zastanawiam jak można je jeść?!
-no ale co ty właściwie jesz, tylko ziemniaki i surówki??
-jem wszystko oprócz mięsa
-no tak, jeszcze zostają ci np. kluski z owocami albo grzybowa!
-aha :shock: :lol:

po owej konwersacyji to nawet znajomi moi mięsożercy uśmiechnęli się pod nochami swemi..

p.s. szkoda mi takich ograniczników :cry:


Arielka.v napisał/a:
Moja tesciowa stwierdziła, że:
wyeliminowanie miesa jest pierwszym krokiem do anoreksji


taaa?? jakoś tego nie widać po moich boczkach :lol:

angaaa - 2009-09-23, 13:10

Izzi napisał/a:
taaa?? jakoś tego nie widać po moich boczkach :lol:

no tak, skoro ciągle kluski, ziemniaki albo grzybowa :mryellow:

Izzi - 2009-09-23, 17:06

angaaa napisał/a:
no tak, skoro ciągle kluski, ziemniaki albo grzybowa :mryellow:
:lol: :lol: ahaś ..że też na to wcześniej nie wpadłam :roll: :-P
kofi - 2009-09-24, 07:56

Rrrrrany, jak ja dawno nie jadłam grzybowej....
Ale w tym roku grzybów nie ma podobno.[/b]

Ewa - 2009-09-24, 09:25

kofi napisał/a:
Ale w tym roku grzybów nie ma podobno.
:shock:
kofi - 2009-09-24, 09:33

Ewa napisał/a:
kofi napisał/a:
Ale w tym roku grzybów nie ma podobno.
:shock:

No u nas nie ma - nawet leśniczy mówił w sobotę.

Ewa - 2009-09-24, 11:09

A ja uważałam, że w tym roku tyle grzybów :-) Ja mam 3 duże słoiki wysuszonych. Zbierane w lipcu.
kofi - 2009-09-24, 11:38

Bo u Was było mokro w lipcu.
U nas teraz dość sucho i rzeczywiście nie widać.

Amanii - 2009-09-24, 12:45

"pozbawianie się naturalnego pożywienia, na rzecz bezwartościowego białka roślinnego to tragedia.nie mówiąc, co soja robi facetom - obniża testosteron. moi znajomi wegetarianie to grubasy, bo jedzą więcej węglowodanów i tłuszczu, a białka prawie wcale. głupie i niepotrzebne, nic nie zmienia na dodatek. szpan i bzdura."

wczoraj na facebooku, pod którymś z moich komentarzy w profilu kumpla. Nie znam tego gościa, który to pisał :) i nie chcę poznać chyba :D może by mu się przydało trochę soi na obniżenie testosteronu - mniej zacietrzewienia, więcej wiedzy na temat i możemy rozmawiać :)

maryczary - 2009-09-24, 12:47

Amanii, :shock: ;-)
angaaa - 2009-09-24, 15:54

Amanii napisał/a:
szpan i bzdura

nie wiem jak Wy ale my się strasznie obnosimy z naszym wegetarianizmem...

Amanii - 2009-09-24, 18:57

ja też się obnoszę. oraz wydziwiam. nie zapominam również o atakowaniu, nawracaniu i wyzywaniu mięsożerców co jakiś czas od morderców itp. :lol: :lol: :lol:
kamma - 2009-09-24, 19:22

Ewa napisał/a:
A ja uważałam, że w tym roku tyle grzybów :-) Ja mam 3 duże słoiki wysuszonych. Zbierane w lipcu.

taaaak, w lipcu był wysyp, chyba specjalnie dla Was, bo w kilka dni po Waszym wyjeździe skończyŁosie ;) I do tej pory jest kiszka, za mało deszczu.

A żeby być w temacie, to koledzy z pracy Michała mają jeszcze jedną zagwozdkę: co my kładziemy na grilla? (Irma zaraz rzuciła tekściorem: "Jak to co? Oliwki!" )

Ewa - 2009-09-25, 06:16

kamma napisał/a:
taaaak, w lipcu był wysyp, chyba specjalnie dla Was,
Ha :-D
PiPpi - 2009-09-28, 21:05

Karolka w sklepie dopominała się o bułę grahamkę, to ją dostała i przy kasie jakaś babka mówi, ze szyneczka jeszcze by się przydała. mówię jej,ze nic z tego bo jesteśmy wegetariankami. standardowe-sztandarowe pytanie paść musiało_Mała też nie je mięsa? nie. a żelazo ma w normie. ma. (od czego jest homeopatia :-P gdy apatyt szwankuje, choć, chwalic boga (uwielbima ten zwrot :mrgreen: , apetyt powrócił)
Capricorn - 2009-09-28, 21:18

przypomniało mi się ;-)

kilka tygodni temu zaczepia mnie na ulicach gniezna facet na szczudłach, jeden z aktorów jakiejś akcji reklamowej. i usiłuje mi ulotkę wepchnąć w dłoń. Nie lubię być niegrzeczna i bez słowa spławiać ludzi pracy ;-) ale też nie chciałam, żeby facet na szczudłach mnie zaczepiał, chociażby z racji tego, że ja strasznie niska jestem. Dialog między nami wyglądał następująco:
- A co Pan reklamuje?
- otwarcie najnowocześniejszego centrum rtv - agd...
- a, to nie jestem zainteresowana, nie wezmę ulotki, bo to nieekologiczne.
- ale - niech pani przyjdzie na otwarcie salonu! Przyjeżdża sam Pudzianowski!
- no wolałabym Kubicę raczej ;-)
- no niech pani przyjdzie! Będą kiełbaski z grilla!
- Odpada - jestem wegetarianką :D
- Piwo też będzie! :D

Ewa - 2009-09-28, 21:27

Capricorn napisał/a:
- Odpada - jestem wegetarianką :D
- Piwo też będzie! :D
:lol:
kamma - 2009-09-28, 22:29

Capricorn, o jaki zorientowany ;)
koko - 2009-09-30, 07:17

Naprawdę nie wiedziałam, gdzie wcisnąć tą moją dygresję, ostatecznie robię to w tym wątku.
Moi drodzy, otóż pierwszy raz w historii mojego bezmięstwa poczułam się wśród mięsożerców potraktowana co najmniej na równi z nimi, a nawet lepiej.
Konferencja z pełnym menu i grillem wieczorem. Moja pierwsza myśl - zjem ziemniaki i chleb z pomidorem, jak zwykle.
Otóż co się okazało: obiady palce lizać, piękne, wielkie, kolorowe, smaczne. Na grillu dla mięcholi - kiełbana i kaszana, klasycznie. Na grillu wegetariańskim - 4 potrawy do wyboru!
Coś jednak idzie ku lepszemu :-)

kamma - 2009-09-30, 08:23

koko, ja byłabym w pozytywnym szoku nawet z tego powodu, że W OGÓLE BYŁ grill dla wegetarian! A jeszcze 4 potrawy... Szacun, naprawdę :)
zina - 2009-09-30, 08:29

koko napisał/a:
Na grillu wegetariańskim - 4 potrawy do wyboru!
Coś jednak idzie ku lepszemu :-)

Wspaniale! :-D Pozazdroscic gospodarzy imprezy ;-)

maryczary - 2009-09-30, 09:22

koko, niewiarygodne!!! :-D
bojster - 2009-09-30, 10:05

Nawiązując do konferencji, to powiem Wam że weganie mają lepiej. W zeszły weekend byłem na konferencji w Marriotcie, plus 'imprezy integracyjne' w innych lokalach, i zawsze było tak że gdy inni (wszystkożercy i wegetarianie) karnie czekali w kolejce do szwedzkiego stołu, to na mnie od razu przy wyjściu z sali czekał kelner z pełnym talerzem. A w jednym lokalu sam kierownik przynosił mi jedzenie i potem jeszcze przychodził pytać czy smakowało. Tak jest praktycznie na wszystkich konferencjach gdzie w formularzu rejestracyjnym jest możliwość zaznaczenia diety wegetariańskiej i dopisania w uwagach że chodzi o wegańską. I niech mi ktoś powie że weganie mają gorzej w życiu. :P

[edit] Chociaż dwa lata temu na konferencyjnym grillu miałem tylko szaszłyki warzywne, w dodatku średnio smaczne. :-( ;-)

koko - 2009-09-30, 10:17

bojster, w Mariocie ok, to ścisłe centrum. Ta moja konferencja była pod Tomaszowem Maz.! Ale masz rację - nie dość, że mogłam wybrać posiłki wege to jeszcze babka pytała, czy przypadkiem nie wegańskie :-)
Na konferencji w Puławach (także możliwość opcji wegetariańskiej) dostałam zaś ziemniaki z surówką i kotletem, a kiedy powiedziałam, że jestem wege, kelnerką wyjęła kotleta :-)
W każdym razie jest jeszcze dla nas światełko w tunelu.

bojster - 2009-09-30, 10:31

koko napisał/a:
bojster, w Mariocie ok, to ścisłe centrum. Ta moja konferencja była pod Tomaszowem Maz.! Ale masz rację - nie dość, że mogłam wybrać posiłki wege to jeszcze babka pytała, czy przypadkiem nie wegańskie :-)


Podałem Marriott bo to akurat świeża sprawa, ale na innych konferencjach, niezależnie od tego czy w krakowskim Grandzie, czy w jurajskich Krzepicach, czy gdzie tam jeszcze, było podobnie. Jedynie u lubelskiego Marszałka było z tym cienko, bo były jakieś sałatki wegetariańskie, ale dla wegan nic – a to właśnie efekt tego że przy rejestracji nikt nie pytał o preferencje żywieniowe. Generalnie, jeśli wyżywienie jest na miejscu (kuchnia hotelowa, lokal), to nawet jak się wcześniej nie zapowie to potrafią wyczarować coś sami (wiem z obserwacji, bo czasem ktoś w trakcie dopiero namyślał się że jest wege ;-) ), ale jeśli konfa jest na jakiejś urzędowej czy uczelnianej auli i catering robi zewnętrzna firma, no to przepadło, pozostaje bułkę i pomidora ze stołu ściągnąć. ;-)

frjals - 2009-09-30, 10:34

Pokłosie ostatniego wyjazdu:

Telefon do miejsca w którym mamy jeść obiad:
- tyle i tyle porcji, w tym dwie wegetariańskie
- to może ryba?
- nie, ryba odpada
- a, to może gotowana pierś z kurczaka!

:->

ostatecznie były pierogi.

Odbyłam tez standardową rozmowę o wegetarianizmie ze stwierdzeniem, że przecież rośliny też czują i też je boli :roll: . A także na moje stwierdzenie, że ryba to też mięso, i że jest zbudowana z mięśni powiedziano mi (studentka medycyny), że wcale nie, że ryba jest zupełnie z czegoś innego niż mięśnie :-> . Czy ja mam jakieś braki w wykształceniu?

Ostatnio jak byliśmy w sklepie zoologicznym jakiś klient zagadał do W. "on to pewnie będzie wędkarzem!" :lol: . Zamurowało mnie prawdę mówiąc, W. też, ale śmiać mi się chciało :mrgreen:
bojster napisał/a:
od razu przy wyjściu z sali czekał kelner z pełnym talerzem

no to pogratulować, ja ostatnio musiałam czekać prawie aż wszyscy skończą. Może rzeczywiście przejść na weganizm ]:->

kofi - 2009-09-30, 11:09

frjals napisał/a:
- a, to może gotowana pierś z kurczaka!

Zdecydowanie bardziej wegetariańska, niż smażone udko. ]:->

fasola - 2009-09-30, 17:53

frjals napisał/a:
A także na moje stwierdzenie, że ryba to też mięso, i że jest zbudowana z mięśni powiedziano mi (studentka medycyny), że wcale nie, że ryba jest zupełnie z czegoś innego niż mięśnie :-> . Czy ja mam jakieś braki w wykształceniu?

Ja kojarzę coś z liceum, że ryba ma miomery, ale to są inaczej grupy mięśni. Może o to chodziło "koleżance" ;) Tak czy siak to zwierzę, które ma oczy, "oddycha" itp. więc sprawa jest prosta :)

Amanii - 2009-10-01, 15:44

heh, dziwna sprawa, ale ja mialam wege-niewege dialog z wegetarianinem dziś :D krisznowcy rozdawali jedzenie z okazji Dnia Wegetarianizmu (wszystkiego najlepszego wszystkim, BTW ;) ). Podchodzę, pytam się, czy to wegańskie (był jakiś ryż z warzywami i różne dziwności indyjskie).
Pan (ze zrozumieniem, czym jest weganizm, zdawałoby się): nie, w tym jest mleko, w tym też i w tym..
Ja: aha, to dziękuję :)
Pan: no ale czemu od razu "dziękuję"? jak nie jesteś uczulona na mleko to przecież możesz zjeść!

Hej, a skąd się wziął w ogóle ten tekst z oczami? "Nie jem nic co miało oczy" - wciąż to słyszę/czytam. Dżdżownica nie ma oczu, można ją zjeść? :lol:

pidzama - 2009-10-01, 15:54

Amanii napisał/a:
Hej, a skąd się wziął w ogóle ten tekst z oczami? "Nie jem nic co miało oczy" - wciąż to słyszę/czytam. Dżdżownica nie ma oczu, można ją zjeść?

ja słyszałam też ten tekst plus potem "a ziemniaki jecie - przecież mają oczka" :roll: :-)

Amanii - 2009-10-01, 16:28

no wlasnie - jaki tekst, taka riposta :D
Alispo - 2009-10-01, 16:30

A oka w rosole?Przeciez zupa to nie mięso;)
Ewa - 2009-10-01, 17:32

Mi tam się zawsze bardziej podobał tekst "nie jem niczego co miało kiedyś plany na przyszłość" :mrgreen:
bojster - 2009-10-01, 18:13

Ewa napisał/a:
Mi tam się zawsze bardziej podobał tekst "nie jem niczego co miało kiedyś plany na przyszłość" :mrgreen:


A myślisz że marchewka na wiosnę nie ma planów na pogodną jesień? :P

Ewa - 2009-10-01, 20:36

bojster napisał/a:
A myślisz że marchewka na wiosnę nie ma planów na pogodną jesień? :P
O żesz, toś mi dał do myślenia 8-)
Alispo - 2009-10-01, 20:57

euridice napisał/a:

Ryż z warzywami na mleku? Pyyycha :P

oj co chcesz,przeciez to szczesliwe mleko ;-)

Capricorn - 2009-10-01, 21:06

Alispo napisał/a:
euridice napisał/a:

Ryż z warzywami na mleku? Pyyycha :P

oj co chcesz,przeciez to szczesliwe mleko ;-)


;-) :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

Malati - 2009-10-01, 21:35

-----
Kat... - 2009-10-01, 22:58

U mnie była ostatnio przyjaciółka z podstawówki, z którą się widujemy raz na rok albo i rzadziej i nie jest na bieżąco z moim życiem. Coś tam wspomniałam o spotkaniu na które jestem umówiona ale szybko zmieniłam temat a ta drąży
-a z kim?
-ze znajomymi
-skąd je znasz?
-z internetu
-ale jak je poznałaś?
-no na forum
-jakim?
-rodzin wegańskich i wegetariańskich
-(prychnięcie i śmiech)
-?
-a sory moja przyjaciółka jest wegetarianką i ona mówi, ze będzie mnie na mięso cisnęła jak będę w ciąży
-tak?
-no bo ona jest dietetyczką i sama jakby zaszła w ciąże to by zaczęła jeść- mówi, że trzeba
-no to twoja koleżanka chyba powinna wrócić do szkoły
-no tak ale wiesz ona tego nie zastępuje, nie je żadnych strączkowych a poza tym tak ją uczyli

Jak ja się cieszę, ze się na dietetykę nie dostałam :-D

zina - 2009-10-02, 08:20

Kat... napisał/a:
-no tak ale wiesz ona tego nie zastępuje, nie je żadnych strączkowych

Ciekawa refleksja :-)

DagaM - 2009-10-02, 20:41

Kat..., możesz powiedzieć koleżance, ze wiedza jaką przekazują na uczelni jest z czasów, kiedy jeszcze nikt nie słyszał o diecie wegetariańskiej. ;-)
Obecnie tak wygląda sprawa diety wegetariańskiej i co do tego zgadzają się zarówno towarzystwa dietetyków brytyjskich, jak i amerykańskich: http://www.forumpediatryc...Dietetyk%C3%B3w :

"W najnowszym numerze Journal of American Dietetic Association (lipiec 2009) opublikowano oficjalne stanowisko Amerykańskiego Stowarzyszenia Dietetyków omawiające aktualny stan wiedzy i zalecenia odnośnie stosowania diet wegetariańskich. W przeciwieństwie do wcześniejszych, bardziej ostrożnych stanowisk, aktualne wytyczne są niezwykle pozytywne dla diety wegetariańskiej. Ustalono, że dobrze zbilansowana dieta wegetariańska jest dietą zdrową i możliwą do stosowania w każdej grupie wiekowej, od najmłodszych dzieci poprzez kobiety ciężarne, aż do osób w wieku podeszłym. Co więcej, narasta liczba dowodów, że dieta wegetariańska jest zdrowsza niż dieta zawierająca mięso i jego przetwory. Dane epidemiologiczne sugerują, że osoby na diecie wegetariańskiej wykazują niższą zachorowalność i umieralność na nowotwory i choroby układu krążenia. W badaniach klinicznych wykazano, że dieta wegetariańska jest związana z niższym stężeniem cholesterolu LDL, niższym odsetkiem zachorowań na nadciśnienie, cukrzycę typu 2 oraz mniejszym odsetkiem nadwagi i otyłości. Autorzy zaleceń przypominają o możliwości wystąpienia niedoborów jodu, cynku, żelaza, wapnia, witaminy D3 i witaminy B12, ale podkreślają, że nawet dieta całkowiecie bezmięsna może być skonstruowana tak, że zabezpiecza przed tymi niedoborami."

Lily - 2009-10-02, 20:45

A propos. Wczoraj przypadkiem na TVP3 oglądałam program, w którym występowała Katarzyna Piekarska (prawie wege) i jakaś młoda kobieta, chyba dietetyczka (?). Wkurzyłam się. Ta młoda mówiła, że można sobie dietę urozmaicać wege potrawami, ale jednak lekarze i dietetycy zalecają, żeby nie stosowały jej kobiety w ciąży i dzieci. I że mięso ma pełnowartościowe białko (znowu ta bzdura). A Piekarska dodała, że ona poleca, żeby przechodzić na wegetarianizm pod kontrolą specjalisty. Strasznie mnie denerwują takie teksty, bo jak ktoś karmi swoje dzieci kanapkami z nutellą i parówkami to chyba nie robi tego pod kontrolą specjalisty :evil: A wiele dzieci tak je.
Kat... - 2009-10-02, 20:47

Dzięki Daga. Podobnie, choć dużo mniej fachowo to skomentowałam. Ale i tak to jest wiedza z internetu (uwielbiam po prostu jak internet w sprawach dla siebie niewygodnych traktuje się jak żadne źródło) kontra wiedza akademicka. Oficjalna. Ona z resztą też jest po jakiejś szkole farmaceutycznej więc jest "mądrzejsza".
Ja się tym nie przejmuję. To my będziemy żyć 150 lat w zdrowiu a tamci popadają przed 60 na zawały :-D

bojster - 2009-10-02, 20:51

Lily napisał/a:
A Piekarska dodała, że ona poleca, żeby przechodzić na wegetarianizm pod kontrolą specjalisty. Strasznie mnie denerwują takie teksty, bo jak ktoś karmi swoje dzieci kanapkami z nutellą i parówkami to chyba nie robi tego pod kontrolą specjalisty :evil: A wiele dzieci tak je.


Myślę że podchodzisz do tego ze złej strony. Moim zdaniem faktycznie dobrze by było żeby taka osoba udała się do specjalisty, czy choćby przyszła na wegedzieciaka. :D

Lily - 2009-10-02, 20:54

bojster napisał/a:
Moim zdaniem faktycznie dobrze by było żeby taka osoba udała się do specjalisty
taka na pewno :P ale jej tego nikt nie zaleci ;)
bojster - 2009-10-02, 20:59

Lily napisał/a:
bojster napisał/a:
Moim zdaniem faktycznie dobrze by było żeby taka osoba udała się do specjalisty
taka na pewno :P ale jej tego nikt nie zaleci ;)


No jak to, przecież właśnie zalecają. Moment przejścia na wegetarianizm to bardzo dobra okazja do zweryfikowania swoich poglądów na żywienie (siebie i innych). ;-)

Kat... - 2009-10-02, 21:22

euridice, no co Ty robisz? A jak przeczyta to jakiś wątpiący rodzic, którego dziecko dla zdrowia (także) chce przejść na wegetarianizm/weganizm i zobaczy, ze to nie jest gwarancja zdrowia i długowieczności? ;-) :-P
Nawet jeśli jesteśmy zestresowane, za mało śpimy i nie odżywiamy się idealnie to jednak na pewno zdrowiej niż inne przeciętne matki, które także się nie wysypiają i żyją w stresie. Więc nam odpada jeden zabójczy czynnik :-D
Z czasem nabierzemy dystansu do świata, dzieci się uspokoją i będziemy spożywać megaultrazdrowe posiłki w spokoju :-)

bojster - 2009-10-02, 22:40

euridice napisał/a:
Najlepsze jest to, że jak "uczulona" to ok, a "z wyboru", to już tragedia i "nie urośnie" :>


No bo jak uczulona, to już trudno, w ostateczności może być niska. :P

Kat... - 2009-10-02, 22:51

euridice napisał/a:
Ja nawet nie zamierzam przechodzić na emeryturę, więc nie wiem kiedy ta sielanka miałaby nastąpić, chyba w przyszłym życiu
a kto tu mówi i emeryturze? Ja myślałam, że jak oni do przedszkola pójdą :-)
euridice napisał/a:
No sorry, po prostu jestem trochę zmęczona, za mało śpię, jem nie do końca tak jak powinnam (raz za mało, raz za dużo) i efekty widać jak na dłoni
ale to jest raczej chwilowe i zdajesz sobie z tego sprawę. Nie żyjesz tak zawsze chyba. Masz ogromną wiedzę. Mało kto chyba je idealne wg wskazań, tabel i zasad.
A widać tylko tyle, że ślicznie wyglądasz :-)

kamma - 2009-10-03, 15:59

babcia napisał/a:
mięsa nie dostaje, już niedługo rosnąć przestanie i dopiero będzie pani miała!

No i babcia ma rację! Zobaczysz, te 15 lat miną jak z bicza strzelił! Łucja rosnąć przestanie, a babcia powie: "Ha!" :P

kofi - 2009-10-03, 16:08

euridice napisał/a:

Najlepsze jest to, że jak "uczulona" to ok, a "z wyboru", to już tragedia i "nie urośnie" :>

Tak, tak, znam to z wędrówki po przedszkolach w poszukiwaniu odpowiedniego dla Daniela. Gdyby był uczulony na wszystko - chętnie - ale jak wegetarianin - to nie ]:-> .
(Bo jeszcze zasłabnie i co wtedy???)

Tasak - 2009-10-08, 18:59

Amanii napisał/a:
próbuję sobie przypomnieć parę tekstów naszego ojca, znalazłoby się trochę... ale jakoś wyleciały z głowy... masz może jakieś?
znowu się do tego odwołam :)
Ojciec właśnie rozkminiał czy siostra moja je miód, i dlaczego nie je.. odpowiedział sam sobie w ten sposób: "bo co? pszczoły też są dojone? ha ha"

Amanii - 2009-10-08, 22:50

oł he's so funny :/

mhm jak bylismy z Krzysiem w trn to stwierdzil ze przez nas wygina wszystkie pszczoly bo nie jemy miodu :lol: :lol: :lol:

Tasak - 2009-10-09, 14:00

to po co on w ogóle dwa razy się nad tym samym zastanawia i dwa razy pyta o to samo tak jakby nie wiedział? skoro już z Wami o miodzie gadał? nie ogarniam go.. :D i tak, te jego żarty są świetne. Swoją drogą tu znowu widać różnorodność reakcji w zależności od sytuacji.. jak ja nie jem miodu bo nie lubię i obrzydliwie wygląda to jestem głupia, ale trudno, moja strata, a jak ma to już jakieś ideologiczne podłoże, to idź się lecz bo 'to świrowactwo' :)
No i nie wiedziałam, że pszczoły umierają, gdy ktoś nie zje miodu.. widać mam jeszcze duże braki, trzeba by się solidniej do tej matury przyłożyć ;)

kamma - 2009-10-09, 18:55

Tasak napisał/a:
No i nie wiedziałam, że pszczoły umierają, gdy ktoś nie zje miodu..

Obejrzyj "Film o pszczołach", tam to wszystko jasno wykładają :evil:
Amanii, Tasak, to Wy dwie jesteście jedne, jedyne dzieci swojego ojca? Bo jeśli tak, to wiem, o co chodzi: jest Was więcej, wygrywacie ]:-> A tato nie ma z kim stworzyć frontu przeciwko wegetariańskiemu ześwirowaniu.

Alispo - 2009-10-09, 20:08

A teraz jeszcze Krzyś,no przerąbane ;-) .
A moja imienniczka co jada?

Amanii - 2009-10-10, 06:45

Jest trzecia siostra, ale nie mieszka z nami i nigdy nie mieszkala. Jest w innym miescie. No i jest "normalna" :)

generalnie on nigdy nie mial nic przeciwko naszemu weg*nizmowi, nawet mowil ze jest dumny z naszej wrazliwosci itp. Ale jednoczesnie nas obsmiewa.. chociaz ten typ tak ma po prostu.. nie tylko za weg*nizm mozna zostac wysmianym, za wszystko wlasciwie..

aha, no i on to traktuje jak nasza "faze" ktora nam przejdzie jak wydoroslejemy :) Tyle ze ja im jestem starsza tym dalej w las... i chyba to go niepokoi :)

snowcherry - 2009-10-10, 14:21

Rany, to, co tu czytam to prawdziwy terror ! A ja myślałam,że mam kłopot z teściową, która (od 6,5 roku odkąd jesteśmy razem) pyta, czy nie zjem/y "a może chociaż" ryby po grecku :) nie wiem co będzie teraz, jak jestem wegan, kompletnie się załamie, bo z bogatego wyboru dań (pierogi ruskie i z kapustą, ziemniaki, jajko sadzone, sałatka jarzynowa i kapusta "postna"-zestaw stały, niezmienny) zostaną mi tylko ziemniaki i kapusta postna! :) jak się dowiedziała,że przeszliśmy na wegan, stwierdziła,żebyśmy uważali,żeby się nie nabawić jakichś chorób :-o Nie wiem jakie miała na myśli... A z resztą rodziny i z nie-wege znajomymi mam naprawdę luksus.. Zawsze coś jest dla nas, nie tylko ziemnieki z obiadu. Ciekawe tylko o ile się skomplikuje sprawa przy ciąży i dziecku... ach toż to będzie prawdziwa próba charakteru :D
maryczary - 2009-10-10, 14:57

snowcherry napisał/a:
Ciekawe tylko o ile się skomplikuje sprawa przy ciąży i dziecku... ach toż to będzie prawdziwa próba charakteru :D
ooooooo bardzo sie skomplikuje bo - cytuje - "ty możesz jeśc co chcesz ale dziecko musi jeść mięso (czyt. zdrowo się odżywiać) no a przynajmniej ryby!!! No a z wegan to nie mam doświadczeń ale to na pewno gra o poziom wyżej :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
snowcherry - 2009-10-10, 15:03

Oj taak.. Zwłaszcza, że u moich teściów słowo "musi" należy do jednych z ulubionych. Jakkolwiek ja też uchodzę za osobę z którą sie nie dyskutuje, więc pewnie skończy się na próbach wtykania po kryjomu itp. Na szczęście teściowie są od święta, wizyt niekontrolowanych bez naszej obecności na pewno nie będzie, a moi rodzice, którzy będą pewnie aktywnie uczestniczyć w opiece są właściwie wege (jeszcze jedzą ryby). Więc patrząc na niektóre posty... podziwiam i współczuję..
Kat... - 2009-10-10, 21:33

snowcherry, będziesz wyrodną matką, która w imię jakichś chorych idei nie daje dziecku wyboru. Bo wiesz wegetarianie muszą dawać dziecku prawo wyboru- inni już nie.
A weganie w ogóle nie powinni mieć dzieci. No bo co to za dzieciństwo bez danonków :-D Nie no a tak poważnie to 150039 razy usłyszysz pełne agresji pytania o źródła białka, żelaza i wapnia i wszyscy dookoła nagle staną się ekspertami żywieniowymi, którzy nie przyjmują do wiadomości, że dziecko może nie jeść mięska albo nie pić mleka.

snowcherry - 2009-10-10, 23:00

Kat, będę podwójnie wyrodną, bo nie dam dziecku wyboru nie tylko w kwestii diety, ale i religii nie chrzcząc go :D swoją drogą fantastyczna figura logiczna występuje w myśleniu Polaków : nie robiąc tego, co wszyscy "nie dajesz wyboru". A wg mnie jest właśnie dokładnie odwrotnie.. no cóż na szczęście to jeszcze przede mną a ja już jestem przygotowana! :P
Kat... - 2009-10-10, 23:58

snowcherry, to będziemy musiały koniecznie poznać (jak już Twój się pojawi) naszych odmieńców :mryellow:
Tą logikę też widać w nabiale. Dziecko nie je bo nie to będzie chore i zaraz będzie miało jakieś niedobory a jak jest uczulone to ok. Biedne dziecko.

nika - 2009-10-11, 11:38

Dziewczyny mnie też to dawanie wyboru wykańcza. Ostatnio na ten zarzut odpowiedziałam pytaniem: Czy wódkę, papierosy i narkotyki też powinnam dziecku podawać, bo przecież może chcieć kiedyś zostać palaczem, pijakiem albo nawet narkomanką. Może chcieć no nie? Rozmówca powiedział tylko ALEEE..... i zamilkł już chyba ostatecznie na ten temat.
Tak po za tym to ja czuję sie poszkodowana tym że nie dano mi wyboru, chciałabym być "czysta" i nigdy w życiu nie jeść mięsa, źle mi z tym, ale niestety jest to nieodwracalne. Zacząć jeść można zawsze, cofnąć czasu się nie da. I kto tu nie daje wyboru? Z chrztem sprawa wygląda identycznie. :cry:

rosa - 2009-10-11, 13:38

a ja nie rozumiem co jest złego w daniu dziecku wyboru???????
nie na etapie bejbi ani przedszkolaka, no ale później też zamierzacie tak kontrolować i narzucać?

dynia - 2009-10-11, 15:37

nika napisał/a:

Tak po za tym to ja czuję sie poszkodowana tym że nie dano mi wyboru

No widzisz tak samo ,może kiedyś powiedzieć Twoja córka...

Ja jestem jak najbardziej za dawaniem wyboru w momencie kiedy dziecko jest bardziej świadome.Nie hoduję w końcu swojego przedłużenia ,jak by nie patrzeć jest to odrębna istota,która ma prawo do swoich wyborów!

Amanii - 2009-10-11, 18:23

rosa napisał/a:
a ja nie rozumiem co jest złego w daniu dziecku wyboru?

z tego co rozumiem to nikt nie ma nic przeciwko. Ale właśnie prawdziwym "dawaniem wyboru" jest niechrzczenie (czy tez nie dawanie miesa do momentu decydowania przez dziecko), ponieważ chrzest jest czymś nieodwracalnym, więc wybór wyklucza (podobnie jak 'skażenie mięsem' w mniemaniu osób tu się wypowiadających)

Tak ja zrozumiałam. Nikt nie ma nic przeciw dawaniu wyboru, ale przeciwko "mądrym" argumentom babć i teściowych, które mówią "nie chcrząc dziecka/nie karmiąc dziecka mięsem nie dajesz mu wyboru".

rosa - 2009-10-11, 19:07

amanii a kiedy następuje ten moment w którym dziecko może zadecydować czy chce jeść mięso????? lub nabiał????
Amanii - 2009-10-11, 19:15

a czemu mnie pytasz? ja nie mam dziecka :D

Jeśli mam się wypowiadać hipotetycznie, to myślę, że wtedy po prostu, kiedy dziecko zaczyna jeść poza kontrolą rodziców i może wybrać. Nie wiem, jakoś pewnie koło podstawówki się zaczynają sklepiki szkolne itp.. Przecież nie dostanie kary, za to że sobie kupiło drożdzówkę z serem albo wzięło od kolegi kanapkę z szynką... Wiadomo, nie będzie mi się to podobać, będzie wiedziało czego i dlaczego "nie jemy", ale jeśli wiedząc to, świadomie zdecyduje inaczej to trudno, przecież go nie zamknę w klatce, mogę najwyżej porozmawiać...

Ale z tego co widzę po forumowiczach, dzieci w wieku nawet przedszkolnym są świadome swojego wegetarianizmu/weganizmu i dumne z niego (Irma, Kaja...) - nie jest to "nie dawanie wyboru", a raczej edukacja i wpajanie pewnych postaw. Czyli to co robi każdy rodzic w każdej możliwej kwestii. Wege czy niewege.

Wracając do tematu. Nie mam nic przeciwko ludziom, którzy dają dzieciom mięso i nabiał. Ale jeśli wegetarianizm/weganizm nazwyają "odbieraniem wyboru" to się mylą, po prostu :)

dynia - 2009-10-11, 19:16

rosa napisał/a:
amanii a kiedy następuje ten moment w którym dziecko może zadecydować czy chce jeść mięso????? lub nabiał????

No jak to w momencie osiągnięcia pełnoletności przeca :-P

Kat... - 2009-10-11, 19:23

Amanii, ubiegłaś mnie. Miałam właśnie to napisać po uśpieniu dziecka.
Chcę wychować dziecko zgodnie ze swoimi poglądami i sumieniem i jako rodzic mam do tego pełne prawo. Jeśli kiedyś mimo tego co będę się starała przekazać Zygmusiowi On zdecyduje, że chce jeść mięso czy pić mleko to spoko ale nie w domu. Uważam to za złe i niezdrowe tak samo jak wspomniane przez Nikę używki. Nie da się dziecka wychować dokładnie tak, jakby się chciało bo to inny, odrębny człowiek ale można próbować. Myślę, że podstawowe wartości zostają i jak mija okres buntu to się do nich raczej wraca.

[ Dodano: 2009-10-11, 20:27 ]
Hmm muszę korzystać z opcji podgląd bo zanim mi się udało napisać o co mi chodzi to już mnie znowu ubiegły.

adriane - 2009-10-11, 19:33

Filip miał możliwośc pracy przy kurczakach (mrozonych), ale powiedział, że nie będzie tam pracował, bo przez to jak go wychowaliśmy, brzydzi się martwych kurczaków. Próbował jesć mięso kiedyś (podejrzewam), ale też przez to, ze nigdy go nie jadł, to teraz nie może ( ma świadomośc co to i czuje też wstręt). Więc z tym wyborem w wieku późniejszym różnie może być. Choć ja wychowałabym go tak samo znów gdyby czas się cofnął.

Podanie mięsa małemu dziecku to też jest wybór, taki sam jak nie podanie. Zawsze dokonujemy jakichś wyborów.

Lily - 2009-10-11, 19:38

euridice napisał/a:
No racja, jeszcze trochę i z pochyloną główką (popiołem, popiołem ją!) wrócę na kościoła łono ]:->
no wiesz, jeśli chodzenie do kościoła jest tylko podtrzymywaniem tradycji, to chyba nie można tu mówić o kultywowaniu wartości ;) (jak np. patrzę na naszych polityków-katolików to jakoś nie widzę, żeby miłość bliźniego była ich wartością, choć powinna)
Amanii - 2009-10-11, 19:42

Uwielbiam dyskusje, kiedy wszyscy sie zgadzaja ze soba a wyglada wrecz przeciwnie :D

I Rosa i inne tu osoby są tego samego zdania, że dziecku trzeba dać wybór :) Więc ja się pytam - o co chodzi? :D

Cytat:
nika napisał/a:


Tak po za tym to ja czuję sie poszkodowana tym że nie dano mi wyboru


No widzisz tak samo, może kiedyś powiedzieć Twoja córka...

Ale dlaczego? Nika jej nie odbiera żadnego wyboru :D Właśnie daje jej wybór pełny i start z "czystą kartą". Jak mawiają "łatwiej kijek obcienkować, niż go potem pogrubasić" - zacząć jeść mięso można w każdej chwili, ochrzcić się można w każdej chwili. Ale nie można wymazać lat jedzenia mięsa, ani cofnąć chrztu (apostazja nie cofa sakramentu, tylko wyklucza organizacyjnie z kościoła).

Ja wprawdzie nie podzielam idei "skażenia mięsem", nie mam wyrzutów sumienia z powodu mojego niegdysiejszego mięsożerstwa (bo było spowodowane wpajaniem mi takich a nie innych wzorców, wręcz przeciwnie, jestem dumna z tego że w takiej kulturze w jakiej żyjemy udało mi się dostrzec te wzorce i zacząć postępować inaczej niż nakazują). Ale rozumiem że są ludzie, którzy czują się źle z tym, że kiedyś jedli mięso i mają do swoich rodziców żal.

kofi - 2009-10-11, 22:44

Kat... napisał/a:
On zdecyduje, że chce jeść mięso czy pić mleko to spoko ale nie w domu.

No dobra, ale w przypadku używek sprawa jest oczywista, w przypadku mięsa - dla nas tak, ale dla mięsożerców - nie.
Ja bałabym się tak stawiać sprawę. Bo jak On powie w wieku 15 lat - dobra, to ja się wyprowadzam. To co Ty na to? To oczywiście mało prawdopodobne, bo nie wiem ilu jest urodzonych wegetarian, którzy zaczęli jeść mięso (i zostali przy nim), chyba baaardzo niewielu. No, ale a nuż - pozna jakąś dziewczynę czy cóś.

Kat... - 2009-10-11, 23:20

Ja nic nie mówiłam o wyrzucaniu z domu czy jakiejkolwiek wyprowadzce. Po prostu nie w domu. Tak jak ja będąc nastolatką paliłam i piłam poza domem.
Tak naprawdę teraz to jest teraz takie trochę gdybanie. Nie wiem co będzie za rok a co dopiero za 13 ale rodzice od tego są żeby czasem czegoś zabronić, usłyszeć ze są głupi i że nic nie rozumieją a potem po latach, nie zawsze ale czasem dziękuje się za to, ze czegoś zabronili.
Nie będzie się miał gdzie wyprowadzić, nie będzie miał pieniędzy, jak zgłodnieje to wróci :-)
Podobnie jak Euridice myślę, że trzeba wytłumaczyć skąd to się bierze, edukować od początku, dawać przykład a co dzieci z tym zrobią to już przewidzieć się nie da.
Ja widziałam, ze rodzice absolutnie nie pochwalają palenia papierosów, znałam skutki zdrowotne a jednak paliłam. Wiedziałam, że robię coś zakazanego i dlatego się z tym kryłam. Pewnie z jedzeniem mięsa jest podobnie. Może Zygmuś mimo tego wszystkiego co mam zamiar Mu przekazać postanowi spróbować jak to smakuje albo nie będzie chciał być inny. Żeby mnie nie martwić, nie zawieść nie powie mi to tym tak jak ja o wielu rzeczach mamie nie opowiadałam nie chcąc jej martwić czy właśnie zawieść.
Nie wiem jak będzie. Nikt nie wie.

devil_doll - 2009-10-12, 12:05

nie jestem ekspertem, dziecko mam male ale zgadzam sie z Euridice w rodzinie mam kilkoro dzieci wege wsrod znajomych kilkoro nastoletnich wegan z wegan rodzin. Nigdy nie bylo problemu ze ja chce mieso etc.....jedyny problem jaki napotkala siostra mojego meza ze starszym synem to byly slodycze, ze inne dzieci to a ja nie. Zaczal nosic robione w domu slodycze i potem sie chwali, ze on ma dobre zdrowe przekaski a nie junk food etc etc .
zycie zweryfikuje itd ja palilam poza domem nie widze powodu dlaczego mialabymw domu podawac mieso nabial itd :roll:
Poza tym jak juz pare razy napisano przekazujemy tez swiatopoglad (mozna odrzucic go lub nie ....... ) ale tez empatie i inne spojrzenie na jedzenie miesa (skad ono sie bierze).
Konczac mysle, ze jesli ktos nie je miesa od urodzenia ma inny smak.Raz na podworku jakas "dobra" babcia chciala moje dziecko "uszczesliwic" kabanosem :evil: zanim zdazylam podbiec moje dziecko spojrzalo powiedzialo yuki i ucieklo.
przepraszam za zagmatwana wypowiedz ale mam sredni dzien przez pogode.

rosa - 2009-10-13, 09:07

kat, szczerze powiem zupełnie cię nie rozumiem, sama narzekasz że twój stary to faszysta, że u SIEBIE w domu zachowuje się tak jak chce, a z tego co piszesz masz zamiar coś takiego fundowac swojemu synkowi. a poza ty naprawdę uważasz, że jak zacznie jeść mięso to ciebie zawiedzie???? :shock:
ogólnie kwestia zawiedzenia rodziców to jeden z moich ulubionych koników, ja zawiodłam swoich na całej linii, o czym często mi przypominają :-)

może nie rozumiem dlatego że jestem dużo starsza, moje dzieci również, przeżyliśmy razem to i owo, czasem bardzo trudne sytuacje, przy których kwestia diety to naprawdę pierd

kofi - 2009-10-13, 09:12

rosa napisał/a:
ogólnie kwestia zawiedzenia rodziców to jeden z moich ulubionych koników, ja zawiodłam swoich na całej linii, o czym często mi przypominają :-)

Także samo. Tzn. moi już się uspokoili, ale mnie niestety zostało niezdrowe poczucie winy. :-/

Kat... - 2009-10-13, 10:40

rosa, jest u siebie ale jest różnica między np: chodzeniem w samych gaciach a znęcaniem się psychicznym i pełnym złośliwości i jadu dokopywaniu i szantażowaniu na każdym kroku. Jedno u siebie i drugie u siebie a jaka różnica.
Nie sądzę żeby nie podawanie mięsa było faszyzmem i porównywanie tego, do tego co robi mój ojciec sorry ale chyba ma się nijak.
Od czego zaczęła się ta dyskusja? Od słowa wybór. Pisząc to miałam na myśli mięsożerne spojrzenie na wegetarian- oszołomów, którzy nie jedzą w ich ocenie zdrowego mięsa i nie dają go dzieciom nie dając im wyboru- dzieci są wegetariańskie i już. To jest ten brak wyboru.
Moim zdaniem rola rodzica to podejmowanie wyboru za dziecko kiedy jeszcze dziecko samo nie potrafi go podjąć, tłumaczenie świata, uczenie, przekazywanie wartości. Swoich wartości.
Nie będę kupowała i przyrządzała mięsa tylko dlatego żeby dziecko samo podjęło decyzję czy chce je jeść czy nie. Gdybym uważała, że mięso jest niezbędne, nie ma nic złego w jego jedzeniu i jest zdrowe sama nie byłabym wegetarianką. Innych w mojej ocenie szkodliwych czy niezdrowych rzeczy też nie mam zamiaru Mu dawać.
Ja cały czas pisze o dzieciach, bo jestem dopiero na początku mojej macierzyńskiej ścieżki ale Ty jesteś mamą nastolatków a tu sprawa wygląda już inaczej. Wiadomo, ze często (podobno nie wszyscy się buntują) robią wszystko dokładnie odwrotnie, łamią wszystkie zakazy, próbują wszystkiego, robią wszystko żeby być inni niż rodzice. To normalne. Już się boję co to będzie bo ja byłam straszna.
rosa napisał/a:
naprawdę uważasz, że jak zacznie jeść mięso to ciebie zawiedzie????
nie wiem jakbym się czuła gdybym na pytanie "gdzie idziesz?" usłyszała "na kebab". Na pewno nie byłaby to informacja miła i na pewno nie byłabym zachwycona, że wychowywałam dziecko jakoś a ono robi inaczej. Chciałabym wiedzieć dlaczego, przecież wie skąd się to bierze. Jeśli rozmowa nic nie daje to cóż. Przecież nie dam szlabanu na wyjścia żeby tylko nic nie zjadł. Byłoby mi pewnie przykro. Ja w ogóle wrażliwa jestem i biorę do siebie dużo więcej niż powinnam. Poza tym ja pisałam o jego strachu przed zawiedzeniem mnie i trzymaniu jedzenia mięsa w tajemnicy. Przecież nie mówi się rodzicom wszystkiego a już na pewno nie takie rzeczy, które niezgodne są z ich poglądami.
huanita - 2009-10-13, 10:53

No właśnie kiedy jest ten wiek że może dziecko decydowac? Ostatnio D. jadł parówki chociaż rzadko to robi u nas w domu ale mały zobaczył i też chciał. Zaczełam mu tłumaczyc że to mięso i że nie jemy bo jest ze zwierzątek ale to było bez sensu skoro D. jadł z apetytem. Zjadł tą parówkę. Co byście zrobiły w takiej sytuacji? U mnie pewnie skończy się z tym że mały za ładnych pare lat zdecyduje że chce byc taki jak mama o ile będzie chciał. Do tej pory pewnie będzie próbował mięsa u kogoś.
kofi - 2009-10-13, 11:15

Wydaje mi się, że im mniej zakazów tym lepiej. Jasne, że nie używki, bo te są przeznaczone dla ludzi dorosłych, którzy potrafią się kontrolować ( :-? ), ale raczej nie zakaz jedzenia np. słodyczy, bo wiadomo, że owoc zakazany... Raczej alternatywa. Daniel kiedyś marzył o żelkach, ale mówiłam, że my tego nie jemy i OK. Jak miał złamaną rękę, to mu te żelki kupiłam i co? stwierdził, że są paskudne. Jak dzieciak będzie lubił inne zdrowe rzeczy, które są ładne (bo mięso nie wygląda estetycznie) to może po to mięso nie sięgnie. A im później sięgnie, tym większa nadzieja, że mu nie posmakuje, albo że wobrazi sobie czym wcześniej było i nie będzie mógł tego zjeść. Ja czasem mówię D., że coś jest z żelatyną, więc jak chce to proszę, ale niech ma tego świadomość, wtedy rezygnuje. Czasem mówię też (gdzieś od 4 roku życia można z nim normalnie rozmawiać) że jak chce jeść mięso (jak jego starszy brat, dziadek, babcia), to proszę, ale przecież wie "z czego to jest zrobione". Wtedy sam odmawia - to jego decyzja, że nie je, nie moja.
LucySky - 2009-11-10, 01:06

wracając do wege - niewege dialogów...
Taka sytuacja z dzisiaj. Jestem z babcią w M1, szukamy kurtki dla tejże babci, wkraczamy do "Monnari duże rozmiary", pani pokazuje nam piękny płaszczyk, ale z futerkiem, no to pytam:
- czy to ze zwierzęcia jest to futro?
- tak, to prawdziwe, proszę dotknąć.
- nie, dziękuję.
Tu następuje porozumiewawcze spojrzenie między babcią a asystentką sprzedaży,po czym pani przemawia:
- ludzie od zawsze nosili futra, teraz jakieś fanaberie wymyślają, przecież ZWIERZĘTA SĄ PO TO, ŻEBYŚMY Z NICH KORZYSTALI. O, tam jeszcze są szynszyle.
Nic już nie miałam do powiedzenia.
Ale wiecie co, smuci mnie to ogromnie, że ludzie naprawdę wierzą, że zwierzęta istnieją dla ich przyjemności, wygody, smaku.


I jeszcze sytuacja z przychodni, jak Marek był malutki i z wynikami jego morfologii poszłam do lekarki. Hemoglobinę miał ładną, za to wyszła mu jakaś kosmiczna liczba płytek krwi. Zapytałam panią doktor, czy to może być związane z moim wegetarianizmem. A dr na to (zaskoczona i oburzona):
- jak to, karmi pani piersią i nie je pani mięsa???
- no tak.
- w ogóle?
- yhy..
- skazuje pani dziecko na suplementację żelaza, chociaż białe mięso trzeba jeść.

Z płytkami krwi, po powtórzeniu badania okazało się, że to zlicza maszyna i wynik był po prostu nieprawdziwy.

A jeść białe mięso... martwe, chemiczne kurczaki? I to LAKARZ radzi?

Phoebe - 2009-11-10, 10:32

Dwa dni temu:
S.: Kiedy ty zaczniesz kielbaske jesc?
ja.: (w lekkim szoku, zdezorientowana) ale.. ee.. po co? i dlaczego akurat kielbaske?
S.: no bo.. tak mi ciebie szkoda.. :mryellow: :mrgreen: :mryellow:

Tempeh-Starter - 2009-11-10, 11:08

Dla mnie najdziwniejsze pytania, świadczące o pełnym mięsarianiżmie i zupełnym niezrozumieniu koncepcji vege są takie:

a) Eee tam, ciekaw jestem kiedy się złamiesz?

b) A jak nikt nie patrzy to nie złapiesz tak na boku czegoś mięsnego? No nigdy?

kofi - 2009-11-10, 14:30

Tempeh-Starter napisał/a:
b) A jak nikt nie patrzy to nie złapiesz tak na boku czegoś mięsnego? No nigdy?

:lol: :lol: :lol:

okso - 2009-11-10, 16:34

moja matka codziennie katuje mi ucho debilnymi tekstami w stylu 'idz sobie wykop jakies korzonki z trawnika' 'kasza tuczy i nie ma wartosci odżywczych' (bo mam faze na jaglana obecnie) albo podsuwa mi 'cudowne' pomysly zebym przez 2 miesiace jadla samo mieso i nabial to sie cos wyrowna :shock: (nie wiem dokladnie co ;) )

wczoraj przyszla z pracy i zaczela opowiadac ze rozmawiala z jakims panem ktory je 'jak ja' i ma ponoc straszne problemy ze zdrowiem, okazalo sei ze ten pan ma 60 lat regularnie biega a jego straszne problemy polegaja na tym ze mam bardzo wrazliwe dziasla.... :lol:

snowcherry - 2009-11-10, 18:32

To i ja się też pochwalę, że ostatnio byłam straszona dwukrotnie, raz tym, że "mojej siostry brata ciotki(...) też była wegetarianką (cokolwiek to miało znaczyć, bo ludzie różnie interpratują) i w czasie ciąży też (!) i mało nie straciła dziecka, a jak lekarz się dowiedział (sic!) to jej zrobił awanturę". A drugi raz tym, że na diecie wegańskiej stracę wszystkie zęby (bez szczegółowego wyjaśniania przyczyn) :)
Venus - 2009-11-11, 15:51

No, a ja dzisiaj rozmawiałam z pewną dziewczyną, która też nie jadła mięsa ale dlatego, że ma skazę białkową. Przez całe dzieciństwo z tego powodu była wege ale jak dorosła zmusiła się do jedzenia kurczaków i ryb, bo jak twierdzi: "w końcu mięso jest potrzebne" - szczęka mi opadła do samej podłogi. Mówiła również, że ludzie mają układ pokarmowy jak świnia i że zjedzą wszystko... oczywiście na nic się zdały moje argumenty, że ludzie są z natury roślinożerni i mają układ pokarmowy jak naczelne, które też nie jedzą mięsa - ona do mnie: "a gdzie Ty to niby wyczytałaś??" Wszystko opada :!:

Też oczywiście spotykam się z opiniami, że robię sobie krzywdę nie jedząc mięsa... i oczywiście co z tego, że nie choruję i że mam mnóstwo energii - ci co 'wiedzą lepiej' mówią, że "do czasu" :->

Lily - 2009-11-11, 17:17

Venus napisał/a:
że ludzie są z natury roślinożerni i mają układ pokarmowy jak naczelne, które też nie jedzą mięsa
akurat to nie jest prawda, bo naczelne polują - człowiek jest wszystkożerny, ale nie musi jeść mięsa i nie powinien jeść go w dużych ilościach; swoją droga dziwne, że tej osoby nie przekonały nawet lata praktyki :roll:
Venus napisał/a:
ci co 'wiedzą lepiej' mówią, że "do czasu" :->
w wieku średnim większości ludzi pogarsza się zdrowie, więc może mają rację, ale ich też to czeka ;)
Venus - 2009-11-11, 18:55

Lily napisał/a:
Venus napisał/a:
że ludzie są z natury roślinożerni i mają układ pokarmowy jak naczelne, które też nie jedzą mięsa
akurat to nie jest prawda, bo naczelne polują - człowiek jest wszystkożerny, ale nie musi jeść mięsa i nie powinien jeść go w dużych ilościach; swoją droga dziwne, że tej osoby nie przekonały nawet lata praktyki :roll:
Venus napisał/a:
ci co 'wiedzą lepiej' mówią, że "do czasu" :->
w wieku średnim większości ludzi pogarsza się zdrowie, więc może mają rację, ale ich też to czeka ;)


http://viva.eko.org.pl/art3.htm - co do małp polujących :>

Tak to prawda, że w większości ludziom w średnim wieku się zdrowie pogarsza - tym co o siebie nie dbają jedząc byle co, twierdząc, że człowiek jest wszystkożerny, bo nie jest - http://erbivori.info/rozdzial-pierwszy

Lily - 2009-11-11, 22:58

No wybacz, ale się nie zgodzę ani ze 100% roślinożernością, ani z niepogarszaniem się zdrowia. (np.
Cytat:
Goryle są zwierzętami roślinożernymi[6][7], zjadają owoce, liście, pędy, kiełki, korzenie, korę oraz sporadycznie – owady, które składają się na 1–2% ich diety[8]. Występuje u nich koprofagia pozwalająca na zwiększenie wykorzystania pokarmu.
) Nawet maszyny się starzeją, a co dopiero ludzie. Nie jesteśmy niezniszczalni, nawet jeśli nie zjemy ani grama mięsa czy innych potencjalnie szkodliwych pokarmów.
Venus - 2009-11-11, 23:42

Lily napisał/a:
No wybacz, ale się nie zgodzę ani ze 100% roślinożernością, ani z niepogarszaniem się zdrowia. Nawet maszyny się starzeją, a co dopiero ludzie. Nie jesteśmy niezniszczalni, nawet jeśli nie zjemy ani grama mięsa czy innych potencjalnie szkodliwych pokarmów.


Ja nie twierdzę, że nie jedząc mięsa ludzie będą żyli długo i szczęśliwie, niemniej jednak jeśli wrzucasz w siebie wszystko jak leci i nie dbasz o swoją dietę, prawdopodobieństwo, że się pochorujesz wzrasta. I nie mówię tu o sporadycznych przypadkach jedzenia niezdrowych rzeczy ale o nagminnym ich spożywaniu. Choć oczywiście są wyjątki od tej reguły. Rzadko ale jednak.

Lily napisał/a:
Goryle są zwierzętami roślinożernymi[6][7], zjadają owoce, liście, pędy, kiełki, korzenie, korę oraz sporadycznie – owady, które składają się na 1–2% ich diety[8]. Występuje u nich koprofagia pozwalająca na zwiększenie wykorzystania pokarmu.


Cytat:
Ilość ta jest tak mała, że praktycznie zwierzęta te należałoby zakwalifikować do kategorii istot typowo roślinożernych, na co wskazuje chociażby budowa i kształt ich zębów oraz jelit.


Przykładowo: to, że sporadycznie ćwiczę nie czyni mnie sportowcem.

Nie mówię też, że wszyscy powinni zostać wege, bo ja jestem i tak ma być. Ale widzę jaki wpływ ma na mnie (i wege znajomych) dieta wegetariańska (np. ciężko mi jest złapać choćby katar, więc o L4 mogę pomarzyć ;) ) Wręcz przeciwnie - niech inni jedzą co chcą - ale bez wmawiania mi, że człowiek zwierzę wszystkożerne i że mu nic nie zaszkodzi np. własnoręcznie upolowana w parku wiewiórka skonsumowana tuż po złapaniu ;)

Pozdrawiam słonecznie :)

Humbak - 2009-11-12, 00:09

Venus napisał/a:
bez wmawiania mi, że człowiek zwierzę wszystkożerne
to nie ma nic wspólnego z wmawianiem, człowiek jest zwierzęciem wszystkożernym tylko ten fakt nie pasuje wielu wegetarianom do ich ideologii i tak przeczy temu w co chcą wierzyć... Jestem zoologiem więc trochę mnie bawi udowadnianie że człowiek to istota roślinożerna, a dziwi gdy robi to inny biolog np. julliet gellatley... :roll:

Nie jedzenie miesa to nasz wybór 'cywilizacyjny' jeśli mogę tak pójsć na skróty i będę zrozumiana, nie 'biologiczny'. Biologicznie to my możemy wcinać pietruszkę, ale nie będziemy tego robić gdy się okaze że z tego idzie więcej szkody niż pożytku. To że umiemy trawić mięso o niczym jeszcze nie świadczy.
Ale i tak każdy wierzy w to w co chce wierzyć, więc to takie trochę jałowe dyskusje...

Venus - 2009-11-12, 00:35

Humbak napisał/a:
Ale i tak każdy wierzy w to w co chce wierzyć, więc to takie trochę jałowe dyskusje...
Przyznaję Ci rację.

Dlatego polecam skubnąć trochę fachowej literatury np.: "Wegetarianizm - Zmierzch Świadomości Łowcy" Marii Grodeckiej - może to coś wyjaśni ;)

kofi - 2009-11-12, 10:12

Venus napisał/a:
Dlatego polecam skubnąć trochę fachowej literatury

O, dzięki.

Capricorn - 2009-11-12, 13:06

kofi napisał/a:
Venus napisał/a:
Dlatego polecam skubnąć trochę fachowej literatury

O, dzięki.


och, to może i ja skubnę ;-)

Alispo - 2009-11-12, 16:20

Venus napisał/a:

Dlatego polecam skubnąć trochę fachowej literatury np.: "Wegetarianizm - Zmierzch Świadomości Łowcy" Marii Grodeckiej - może to coś wyjaśni ;)

To akurat absolutnie nie jest fachowa literatura.. ;-)

Capricorn - 2009-11-12, 17:07

Alispo, skub, nie marudź ;-)
maryczary - 2009-11-12, 17:39

Cytat:
Alispo, skub, nie marudź ;-)
:mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
Humbak - 2009-11-12, 20:55

Venus, literaturę mam znam i niczego nie wyjaśnia :-P a grodecka to wegetarianka (z szacunkiem oczywiście :-) ) ideologiczna i niewiele więcej wiedziała o biologii niż wyjęte przez nią wyjątki które miały potwierdzać regułę. Kiedyś odegrało to kluczową rolę dla wegetarianizmu ale dziś chyba oszukiwać się nie warto?

Proponuję porównać nasze układy (grodecka koncentrowała się na pokarmowym więc czemu nie) z roślinożercą i wszystkożercą - tak w trzech tabelkach nie dwóch jak to zrobiły gellatley i grodecka może to coś wyjaśni :-P ;-)

Jak napisała alispo - to absolutnie nie fachowa literatura :-D

snowcherry - 2009-11-12, 21:01

Nie chcę dokładać do pieca, ale chyba samo posiadanie kłów i nieumiejętność trawienia celulozy dyskwalifikuje nas jako roślinożerców. Zresztą tu wypada powiedzieć to, co się zawsze mówi mięsnym (że niby człowiek jest mięsożerny) " A zaglądałeś do pyska kotu?". Więc pytam : Zaglądałaś do pyska krowie? ;) i tu, i tu jest zasadnicza różnica. Ja tam się nie znam, ale roślinożerni to niestety nie jesteśmy (choć oczywiście możemy, a jakże, nie? :mryellow: )
Venus - 2009-11-12, 22:25

No to skoro żeśmy tacy wszystkożerni to polecam surowe mięsko pasącej się na łące krowy... skoro mamy kły to (a jakże!) przecież potrafimy zrobić z nich użytek ;) Zapolować, zjeść surowe mięso i być happy :D

A książka Grodeckiej fachową literaturą jest. Książka ta została napisana 20 lat temu, to fakt. Niemniej jednak obecne wydanie jest uaktualnione o najnowszą wiedzę dotyczącą żywienia. Polecana jest także przez m.in. Instytut Medycyny Żywienia, wegetarianie.pl, Vege oraz Wegetariański Świat. Zapraszam też na Wegański Weekend we Wrocławiu odbywający się 20-22 listopada. Szczegóły: http://crk.wroclaw.pl/Zap...x=0§ionid=0

Z trzeciej strony dla wszystkożerców polecam również zepsute resztki jedzenia - skoro nie zaszkodzą szczurowi to "wszystkożernemu" człowiekowi również prawda? Smacznego :)

Alispo - 2009-11-12, 22:35

Venus napisał/a:
No to skoro żeśmy tacy wszystkożerni to polecam surowe mięsko pasącej się na łące krowy...

To samo można polecic miesozernemu kotu,tez coś nie będzie pasowało;)
Co do Grodeckiej,to,ja przynajmniej,mialam na mysli jej argumenty co do roslinozernosci,nie kwestię diety(tak jak piszesz to sie zmieniło w ksiązce,nie wiem jak teraz,ale stara wersja miała w sobie wiele mitów jeszcze,to normalne bo to bylo dawno i cieszmy sie,że ta ksiazka wtedy byla bo dla wielu byla poczatkiem wegetarianizmu)

Venus - 2009-11-12, 22:58

Alispo napisał/a:
Venus napisał/a:
No to skoro żeśmy tacy wszystkożerni to polecam surowe mięsko pasącej się na łące krowy...

To samo można polecic miesozernemu kotu,tez coś nie będzie pasowało;)
Co do Grodeckiej,to,ja przynajmniej,mialam na mysli jej argumenty co do roslinozernosci,nie kwestię diety(tak jak piszesz to sie zmieniło w ksiązce,nie wiem jak teraz,ale stara wersja miała w sobie wiele mitów jeszcze,to normalne bo to bylo dawno i cieszmy sie,że ta ksiazka wtedy byla bo dla wielu byla poczatkiem wegetarianizmu)


Skoro znasz tylko starą wersję to poczytaj sobie nową.

euridice napisał/a:

To teraz zagadka dla Ciebie: czy dalibyśmy radę przeżyć i być zdrowi jedząc jak krowa, stojąc cały dzień na pastwisku i żując trawę? NIE. Nasz układ trawienny, nasze uzębienie znacznie różni się od żołądków (sic!) krowy i jej płaskich, idealnych do nieustannego żucia zębów. Tak samo jak różnimy się od tygrysa czy innego drapieżnika. Niniejszym jesteśmy wszystkożerni. Co już zostało 15 razy powyżej napisane ;)
I wcale nie oznacza to, że mamy rzucać się na krowy i rozszarpywać je żywcem. Oznacza to tylko tyle, że małe i niezbyt częste ilości mięsa mogą być przez człowieka konsumowane (a do czego prowadzi nadmiar takiej konsumpcji widać w szpitalach, niestety) - mogą (=fizycznie jesteśmy w stanie je strawić), ale NIE MUSZĄ, czy tak trudno to zrozumieć?


To żadna zagadka. Roślinożerność nie oznacza zjadanie WSZYSTKICH roślin. Np. jak krowa. Bo mamy układ pokarmowy nie jak krowa ale jak naczelne. Chcesz jeść trawę to proszę bardzo... przecież mówisz, że człowiek wszystkożerny to i trawa mu nie zaszkodzi... tak jak żadne jedzonko nie szkodzi zwierzątkom, które naprawdę są wszystkożerne :)
A to ciekawe... nadmiar mięsa szkodzi a nadmiar owoców nie. To dopiero zagadka ;)

euridice napisał/a:

Venus, przez nazwanie się "wszystkożercą" nie zostaniesz nagle zmuszona do konsumpcji mięsa, serio ;) Spójrz na to raczej jak na duży plus: WSZYSTKO - wszystko co tylko chcesz. Możesz sobie WYBRAĆ. Czy chcesz być lakto-ovo-wege (to lakto wydaje mi się być jeszcze mniej naturalne niż jedzenie mięsa, tak btw ;) ), czy wegan czy może zostaniesz witarianką - wybór należy do Ciebie, ponieważ możesz jeść wszystko i (jeśli Twoje porcje nie będą za małe, a samo jedzenie będzie zróżnicowane) pozostaniesz zdrowa :)


Zapewne kiedyś jadłaś mięso... zapewne też nie jadłaś nigdy upolowanego surowego - bo ktoś tu wspomniał o obecności kłów, które służą do polowań na zwierzynę.
I nie mogę jeść WSZYSTKIEGO tak jak wszystkożerny szczur, który zadowala się konsumpcją tego co ludzie wyrzucają np. zepsutych owoców czy warzyw. Jemu nie zaszkodzi, człowiekowi tak.

Venus - 2009-11-12, 23:14

Ai też pasuję euridice… ktoś tam już wspomniał, że to jałowa dyskusja ale ja dalej kontynuowałam. My bad. Szkoda mi na to wszystko nerwów :] Wiem, że każdy ma prawo do swoich poglądów i każdego dnia uczę się tolerancji… a niepotrzebnie czasem zaczynam polemizować. Więc póki co znikam drogie Panie i życzę udanego weekendu :)
Capricorn - 2009-11-12, 23:16

Venus napisał/a:
My bad.


yyyy?

i o co w ogóle toczy się spór w tym wątku, hę? ;-)

Venus - 2009-11-12, 23:20

Capricorn napisał/a:
Venus napisał/a:
My bad.


yyyy?

i o co w ogóle toczy się spór w tym wątku, hę? ;-)


W sensie, że niby tu tolerancja etc. a jednak zrobiło się tak, że Wy próbujecie przekonać mnie, choć zdania nie zmienię. A ja próbowałam przekonać Was, choć wiem, że macie swoje zdanie i do niego prawo. Nie chcę tego kontynuować i żałuję, że w ogóle zaczęłam.

Kat... - 2009-11-12, 23:26

Venus napisał/a:
Ale ok, ja pasuję, nie będę rzucać ciecierzycą o ścianę :P
:-D :-D
Venus - 2009-11-12, 23:29

Kat... napisał/a:
Venus napisał/a:
Ale ok, ja pasuję, nie będę rzucać ciecierzycą o ścianę :P
:-D :-D


To nie ja napisałam ;) Tymczasem, eh, nic tu po mnie :]

Capricorn - 2009-11-12, 23:35

a ja chcę wiedzieć, co znaczy "My bad." upieram się.
Lily - 2009-11-12, 23:37

Venus, ale to przecież nie chodzi o przekonywanie, tylko o fakty. Możemy być wegetarianami, ale możemy też trawić inne pożywienie. Nie da się tego zmienić ideologią. I - nie zapominajmy - to jest forum wegetariańskie.
LucySky - 2009-11-12, 23:56

euridice napisał/a:
WSZYSTKO - wszystko co tylko chcesz. Możesz sobie WYBRAĆ.


i to są słowa zawierające głęboką mądrość i w ogóle chyba całą kwintesencję naszej egzystencji. :mryellow:

pokropas - 2009-11-13, 00:23

Bardzo fajna dyskusja wybuchła. Po stronie "mięsożerności" człowieka pojawiły się osoby których nie podejrzewałem o to że zabiorą głos po tej stronie barykady :) .
NIe chcę się opowiadać po żadne stronie ale uważam że ta dyskusja może być pomocna na przyszłe vege-nievege dialogi.
Mam więc kilka przewyśleń na temat przytoczonych tu argumentów.
Po pierwsze cięzko jest porównywać człowieka to tak skrajnych postaw żywieniowych jak koty i krowa. Przypadek skrajnego mięsożercy i roślinożercy. Wydaje mi się że wszystkie zwierzęta pomiędzy tymi dwoma skrajnymi przypadkami to nazywamy raczej zwyczajowo mięsożercami i roślinożercami. np. pies to raczej mięsożerca a są ludzie którzy karmią swojego psa po wegetariańsku.
To czy nazwiemy kogoś wszystkożercą czy roślinożercą który może jeść mięso, lub mięsożercą który musi jeść rośliny, tak jak to ma miejsce w przypadku człowieka, to czysta demagogia. Wszyscy właściwie w tym wątku się z tym zgadzali że człowiek jest w stanie trawić mięso i tylko poziom szkodliwości mięsa był różny dla poszczególnych wypowiadających się.
Rozmyślając o udziale miesa w diecie człowieka zastanawiałem się jak to wygląda w przypadku eskimosów. Czy ktoś wie czy oni mają coś do jedzenia poza produktami pochodzenia zwierzęcego?
kolejny argument który pobudził mnie do myślenia to czy rzucę się na krowę i zjem surowe mięso? Pomijając fakt że nigdy nie lubiłem tatara i że jest to mi teraz obce ideowo to nie widę problemu. Natura w drodze ewolucji dała kotom szczegółowo omówione tu szczęki i pazury a człowiekowi rozwinięty mózg i przeciwstawne kciuki. Dzięki temu człowiek jest w stanie bez większego problemu upolować krowę i zjeść ją na surowo jak lubi. (fuj)
Co do naczelnych i ich sposobu żywienia to chyba faktycznie niewiele polują na mięso innych ssaków, ale owadożerność i wyjadanie jajek to sprawa nagminna w tym rzędzie. dlatego raczej nie można ich zaliczyć do czystych roślinożerców.

Humbak - 2009-11-13, 09:30

pokropas napisał/a:
owadożerność
no właśnie. Nie wiem czemu tu się tak upierają na to polowanie na krowy... :-P
Cytat:
Venus
chyba się pogniewała? bo ja też chciałabym wiedzieć co to znaczy 'my bad' :->

A prywatnie uważam że im mniej bezpodstawnej ideologii tym lepiej dla wegetarianizmu, który doskonale bez nich broni się sam :-D

kamma - 2009-11-13, 09:50

Capricorn napisał/a:
a ja chcę wiedzieć, co znaczy "My bad." upieram się.

służę uprzejmie: "Moja skucha" 8-)

Capricorn - 2009-11-13, 10:00

kamma napisał/a:
Capricorn napisał/a:
a ja chcę wiedzieć, co znaczy "My bad." upieram się.

służę uprzejmie: "Moja skucha" 8-)


dzięki. :D

cholerka, lubię A. Silverstone, ale chyba niedostatecznie:

Cytat:
My bad' came into widespread popular use in the mid to late-1990s in the USA via the 1995 movie “Clueless”. This starred Alicia Silverstone and contains what seems to have been the first use of the phrase in the mainstream media. The 1994 'Green revision pages' for the movie script has a scene with Alicia Silverstone's character learning to drive:

"Cher swerves - to avoid killing a person on a bicycle. Cher: Whoops, my bad."

Alispo - 2009-11-13, 10:34

Humbak napisał/a:

A prywatnie uważam że im mniej bezpodstawnej ideologii tym lepiej dla wegetarianizmu, który doskonale bez nich broni się sam :-D

Dokładnie.Nie tędy droga,żeby przekonywać do niepewnych teorii,to nie jest wiarygodne,więc na pewno nie służy promocji vege.Chociaz zależy w jakich kręgach,to inna kwestia..

idare - 2009-11-16, 20:54

W przedszkolnej szatni ubieram synka, obok mnie synka swego ubiera inna mama, która usłyszawszy o tym że moje dziecko obchodziło urodziny w przedszkolu spytała

inna mama: a to pani przynosiła jakieś słodycze dla dzieci na poczęstunek z okazji urodzin, bo mój ma za miesiąc urodziny i ja nawet nie wiem czy to jakieś czekolady przynieść, czy co, a Pani co przynosiła?

ja: my kupowaliśmy synkowi takie zbożowe ciastka owsiane, bo my ogólnie tak raczej słodyczy to nie jemy.

inna mama: (po chwili milczenia) co to za rodzina co nie je słodyczy?

ja: :shock: yyyyyyyy? taka co odżywia zdrowo dzieci.

(mogłam jej powiedzieć, ze najwyraźniej rodzina kosmitów, ludzie to jednak mają tupet)

isadora - 2009-11-17, 08:26

miałam to samo :) Jak powiedziałam, że nie daję Marceli słodyczy, jedynie sporadycznie i te "zdrowsze", to też się dowiedziałam, że "serca nie mam"...
kofi - 2009-11-17, 08:43

isadora no nie, jak możesz tak krzywdzić dziecko? :mrgreen:
Ostatnio na przystanku taki obrazek: babcia z wnuczką (na oko poniżej 3 lat|)- zapewne oczkiem w głowie tej babci - wyrzuca do kosza bardzo kolorową butelkę po jakimś paskudnym słodzonym napoju, wnusia kończy przełykać słodką bułkę i wręcza babci celofan, babcia widzi, że za chwilę buzia wnusi będzie pusta, więc czujnie pyta: Chcesz gumę?
Jestem przekonana, że plecak wnusi, który babcia niosła był wypchany gumami, oranżadami itp. szczęściem.
No niestety, u nas za dużo słodyczy też, stanowczo za dużo. :oops: :roll:

lilias - 2009-11-17, 09:11

kofi ale na pewno zdrowsza wersja słodkości :mryellow:
assasello87 - 2009-11-22, 23:52

przyjechalam na sobote do domu i akurat ząb mnie bolal (zaznaczam ze nie pamietam kiedy bolal mnie ostatnio i ból wynikal z przeziebienia ucha xD) wiec pytam rodzicielke czy ma jakis ibuprom na owy ból.
i jakos po godzinie po zazyciu tabletki jak o wszystkim zapomnialam slysze od niej;
" no wiadomo od czego cie boli:
ja: od czego?
ona: no przy takiej diecie to sie nie dziw, jak sie je tylko soje i nic wiecej to zeby zaczna wypadac

i tu jadlospis z tego dnia moj i jej;

moj: sniadanie owsianka z bakaliami
pozniej pomarancz
obiad: zupa krem z brokulow z marchewka (na mleku sojowym) z brązowym ryzem.
pozniej surówka z buraczków
kolacja: kanapka z pasty groszkowej + pomidorki koktajlowe

i jej: snadanie: kawa
2 sniadanie:brak
obiad; schabowy z kromka bialego chleba
pozniej: kromka chleba z szynka
kolacja: bułka pszenna z serem i szynka + princessa

i to niby mi maja zęby wypadac

bojster - 2009-11-23, 00:14

assasello87 napisał/a:
i to niby mi maja zęby wypadac


No ale sama zobacz: tu owsianka, tam zupa-krem, czy jakaś pasta – nic do przeżuwania, to po co zęby? Ewolucyjnie wypadną. A od żylastego schabowego to jeszcze ze cztery nowe wyrosną! :mrgreen:

dżo - 2009-11-23, 09:45

bojster, :lol: :lol: :lol:
isadora - 2009-11-23, 10:13

assasello87 napisał/a:
przyjechalam na sobote do domu i akurat ząb mnie bolal (zaznaczam ze nie pamietam kiedy bolal mnie ostatnio i ból wynikal z przeziebienia ucha xD) wiec pytam rodzicielke czy ma jakis ibuprom na owy ból.
i jakos po godzinie po zazyciu tabletki jak o wszystkim zapomnialam slysze od niej;
" no wiadomo od czego cie boli:
ja: od czego?
ona: no przy takiej diecie to sie nie dziw, jak sie je tylko soje i nic wiecej to zeby zaczna wypadac

i tu jadlospis z tego dnia moj i jej;

moj: sniadanie owsianka z bakaliami
pozniej pomarancz
obiad: zupa krem z brokulow z marchewka (na mleku sojowym) z brązowym ryzem.
pozniej surówka z buraczków
kolacja: kanapka z pasty groszkowej + pomidorki koktajlowe

i jej: snadanie: kawa
2 sniadanie:brak
obiad; schabowy z kromka bialego chleba
pozniej: kromka chleba z szynka
kolacja: bułka pszenna z serem i szynka + princessa

i to niby mi maja zęby wypadac


Wszyscy mięsożercy twierdzą, że im nie brakuje absolutnie żadnych witamin i mikroelementów, bo przecież mięso jedzą! :shock: Tak jakby w mięsie były wszystkie cenne witaminy i pierwiastki...

assasello87 - 2009-11-23, 15:21

No ale sama zobacz: tu owsianka, tam zupa-krem, czy jakaś pasta – nic do przeżuwania, to po co zęby? Ewolucyjnie wypadną. A od żylastego schabowego to jeszcze ze cztery nowe wyrosną! :mrgreen: [/quote]

to byl przyklad z jednego dnia. zęby raczej wypadną mi od ilosci chtupanych marchewek

Tasak - 2009-11-23, 16:04

bojster napisał/a:
No ale sama zobacz: tu owsianka, tam zupa-krem, czy jakaś pasta – nic do przeżuwania, to po co zęby? Ewolucyjnie wypadną. A od żylastego schabowego to jeszcze ze cztery nowe wyrosną! :mrgreen:
piękne! :)

bym zapomniała się pochwalić...
jak tydzień temu rozmawiałam z koleżanką o kotlecikach (że mam ochotę, że zrobię, że jej przyniosę) kolega podsłuchał i zapytał "z czego? bo przecież nie z mięsa.." ja: "No nie z mięsa. Z kaszy jaglanej, brokułów i słonecznika :) " a On (i tu nie dosłyszałam, bo to było trochę pod nosem mówione i mało wyraźnie) coś w stylu "i potem się dziwisz że /tu nie dosłyszałam - masz? będziesz mieć?/ anoreksję"
Tak więc strzeżcie się kotlecików bo prowadzą do anoreksji! To ściema z tym podłożem psychicznym.. wszystko przez brokuły! :)

Capricorn - 2009-11-23, 16:57

isadora napisał/a:

Wszyscy mięsożercy twierdzą, że im nie brakuje absolutnie żadnych witamin i mikroelementów, bo przecież mięso jedzą! :shock: Tak jakby w mięsie były wszystkie cenne witaminy i pierwiastki...


moja niedawna rozmowa na gg z pewną ciężarną wyglądała w ten deseń:
ona: naprawdę bardzo dbam o siebie i o dziecko, chucham i dmucham
ja: super, to wspaniała inwestycja w zdrowie dziecka
ona: przestałam palić na początku ciąży, i zero alkoholu
ja: to świetnie, ze małej nie trujesz
ona: zrezygnowałam ze wszystkiego, co niezdrowe - nie jem serów pleśniowych, pasztetów, ani nawet moich ulubionych owoców morza, ani razu nie byłam na sushi....
ja: aha
ona: naprawdę, ze wszystkiego zrezygnowałam dla jej zdrowia
ja: a co z mięsem? przecież to bomba chemiczna - same hormony, sterydy, i antybiotyki...
ona: przestań! mięso jest niezbędne, bo zawiera witaminy.
ja: tak? o, to nie słyszałam. a jakie?
ona: no JAKIEŚ NA PEWNO ZAWIERA.
ja: no ok, ale JAKIE?
ona: no wiesz - niezbędne do budowy małego dziecięcego ciałka...
ja: ojej, to moim dzieciom czegoś brakuje? napiszesz mi, czego dokładnie?
ona: oj, no nie kłóćmy się już...
ja: no wiesz, jak widzisz jakieś deficyty w moich dzieciach, to napisz. w końcu sama od dwudziestu lat mięsa nie jem, ciąże wszystkie miałam wegetariańskie, może czegoś nie zauważam?
ona: ok, ok. mięso zawiera ważne rzeczy, i już.
ja: białko zawiera.
ona: no właśnie :D
ja: alei tak białko roślinne jest bardziej lekkostrawne, i łatwiej przyswajalne.
ona: możliwe. ale ja i tak lubię mięso.

maryczary - 2009-11-23, 17:10

Capricorn napisał/a:
ona: przestań! mięso jest niezbędne, bo zawiera witaminy.
ja: tak? o, to nie słyszałam. a jakie?
ona: no JAKIEŚ NA PEWNO ZAWIERA.
ja: no ok, ale JAKIE?
ona: no wiesz - niezbędne do budowy małego dziecięcego ciałka...
standardowe argumenty, które są pustym kłapaniem paszczy, bo udzie lubią kłapać paszczami swymi, szczególnie jak nikt ich nie prosi o radę :)
Takie czcze gadanie doprowadza mnie to szału. Tak ciężko większości ludzi jest się otworzyć i po prostu posłuchać czegoś co inni mają do powiedzenia bez konieczności komentowania tego debilnymi tekstami, które nic nie wnoszą. Po co się udzielać w temacie, o którym się nie ma pojęcia!?

Lily - 2009-11-23, 17:18

Capricorn napisał/a:
ona: możliwe. ale ja i tak lubię mięso.
przynajmniej na końcu była szczera ;)
Arielka.v - 2009-12-14, 20:23

nie wiem czy w dobrym temacie to pisze, ale lepszego nie znalazlam.

Mam problem dotyczacy swiat.
w zwiazku z tym, ze moj D. pracuje w tym roku nawet w Wigilie nie ma opcji wyjazdu na swieta do rodziny w zwiazku z czym tesciowa przyjezdza do nas na swieta.

ja miesa nie jem, D. praktycznie tez juz w ogóle nie jada,
czasami cos na miescie ale tez rzadko.
ostatnio mowil ze mieso mu nie smakuje i zajada sie kolorowymi obiadkami wege.

Ale wracajac do tematu tesciowej.
Doszla do wniosku, ze skoro do nas przyjezdza to koniecznie musi nam przywieźć jedzenie.
na pewno bedzie to pol walizki słoików z bigosem, jakies kompoty,dzemy z cukrem no i postanowila ze koniecznie musi nam przywieźć kurczaka wiejskiego bo u nas takich nie ma.
zdenerwowala mnie tym niesamowcie.
po pierwsze nie mam miejsca w lodowce, po drugie nie mam ochoty go dla niej gotowac i nie chce zeby ona mi sie krecila w kuchi i gotowała mieso bo sie zepsuje :roll:

ale kompletnie nic do niej nie dociera.
uwazam ze skoro do nas przyjezdza to powinna uszanowac nasze zwyczaje i nie podrzucac nam na sile miesa.
jak ja u nich jestem to tez sie mna nie przejmuje ze nie jem miesa i wszedzie je pakuje wiec potem jem suche ziemniaki albo makaron wiec niech ona u nas tez sie dostosuje.
przeciez nic jej sie nie stanie jak przez kilka dni nie wezmie do ust miesa ]:->
najlepiej by na Wigilie nasmażyła schabowych.
No co za ludzie :-/
juz nie wiem jak jej to wytlumaczyc, bo potem sie obraza, płacze ze nie doceniamy a ona chce dla nas dobrze :-x


nie chce scen w swieta.
aha, i jeszcze narzeka ze co to za Wigilia bez ryby :/

Kat... - 2009-12-14, 22:27

Arielka.v, współczuję. Szkoda, że do Twojej teściowej nic nie dociera. Może jak nie chce słuchać to Jej to napisz? Nie przerwie, nie zacznie zmieniać tematu, nie zacznie płakać i się żalić tylko przeczyta do końca DLACZEGO. Jeśli to do Niej nie trafi to może Twój mąż z Nią porozmawia?
KaliszAnka - 2009-12-15, 11:33

A może ujmij to w ten sposób żeby sobie kłopotu nie robiła, niech się nie przemęcza etc. Można też udać głupka i powiedzieć z troską że ty wszystko przygotujesz bo tobie łatwiej będzie ugotować potrawy takie jak je się u Was niż mamie. Radośnie można podkreślić jak się cieszysz, ze będzie miała okazję popróbować nareszcie Twojej kuchni i przekonać się, jak smaczne są wege rzeczy.

U mnie taki entuzjazm z zaskoczenia dobrze działał na babcie w wypadku wizyt np. na bezmięsnych urodzinach czy grillach gdzie chciały przynosić swoje mięska "bo nie będzie co jeść".

Popieram zdanie, że jadąc do Was powinna uszanować Wasze zwyczaje - szczególnie że Ty w jej domu dostosowujesz się do Jej. No ale wiadomo - łatwo to napisać, gorzej powiedzieć teściowej. Powodzenia !!

Poza tym Wigilia jest tradycyjnie postna więc nie wiem co tam miałby robić Kurczak ?? My praktycznie wszystkie ryby zastępujemy wege ekwiwalentami które smakują i mięsożercom z którymi przeważnie na wigilie ucztujemy. Jest więc smażone tofu, galarety (agarowe) z warzyw i jajek, "ryba po grecku bez ryby", i fasolka marynowana z cebulką zamiast śledziów w oleju. Pozatym mnóstwo pierogów z wege nadzieniami i chyba z 3 rodzaje kapust - z grochem, kminkiem i grzybami. Może teściowej po prostu powiedzieć że ty masz już tyle rzeczy przygotowane że niema sensu przywozić jedzenia bo nie przejecie ??

kofi - 2009-12-15, 12:25

No własnie z tym, że teściowa jest gościem więc niech nic nie przywozi nie robi, itd. byłoby w porządku, gdyby nie to, ze jest to broń obosieczna - bo jak Wy będzięcie u niej to......?
Niestety jestem ostatnio dość obcesowa - wiem, że zrobiłam przykrość tacie odmawiając ciasta, które kupił specjalnie z okazji mojej wizyty, bo było z żelatyną. Serce mi się kroiło, kiedy widziałam jego smutek, jak próbował zdjąć górną warstwę - galaretkę i krem pod nią, ale trudno. Następnym razem zapyta, albo nie kupi.

[ Dodano: 2009-12-15, 12:29 ]
W ubiegłym roku u nas na Wigilii byli moi rodzice i babcia i niestety przynieśli ryby. Chciałam, żeby byli, więc się na to zgodziłam. Jak jesteśmy u nich dostajemy wege jedzenie, więc uznałam, że trudno niech tolerancja działa w obie strony, chociaż niefajne to było dla mie.
Jak mnie ktoś usilnie namawia, że coś i ugotuje, albo wciska jakieś jedzenie, nawet wege, ale takie, którego nie chcę, mówię mu, że przykro mi ale wyrzucę, bo moje psy nie dostaną ludzkiego, działa.

Arielka.v - 2009-12-16, 07:31

ona przyjezdza do nas na kilka dni, nie tylko na Wigilie, bo sadzi ze w pozostale dni sobie zjemy.
to juz nie nawet jej wklad w swieta tylko uwaza ze "musi" przytargać tego kurczaka i koniec. :roll:
jest mi co najmniej przykro bo sie zachowuje tak jakbysmy nie mieli co jesc ]:->
a o wiele sympatyczniej by bylo gdyby przywiozla jakies ciasto, ciastka, itp.
przynajmniej D. bylby zadowolony.

moze bym podeszla do tej kwestii inaczej, gdyby ona sie ze mna liczyla w podobnych kwestiach.
jak ostatnio do niej jechalismy to nie wiedziala ze jestem wegetarianka bo
to byly poczatki mojej nowej sciezki ( :mryellow: :mryellow: ).
w kazdym badz razie tydzien wczesniej zadzwonila do D. pytac co ma zrobic na obiad, a D. jej powiedzial ze cokolwiek tylko zeby miesa nie bylo bo ja tego nie zjem.
w rozmowie telefonicznej stanelo na leczu, a jak pojechalismy faktycznie bylo leczo tylko "doprawione" kulkami miesnymi.
podsumowala ten fakt stwierdzeniem, ze przeciez z miesem jest lepsze no i ze nie wiedziala ze ja jestem wegetarianka i myslala ze nie zjem tego miesa ze wzgledow religijnych (bo to byl piatek).
i tu nie rozumiem jej logiki bo skoro nie jem miesa z jakiegos powodu to chyba nie znaczy ze moze sobie "olewac" moj swiatopoglad nie wazne czy dotyczy on calego stylu zycia czy tylko religii.
Bo skoro byla mowa ze nie jem miesa to go nie jem i jaki bl sens dochodzenia z jej strony dlaczego i potem naginania tego?
ja po dlugiej podrozy jadlam wtedy suchy makaron i to taki zwykly z maki pszennej (dodam ze na codzien w domu jadamy tylko razowy) i musialam sluchac jej marudzenia nad uchem ze przeciez to mieso moge sobie wyjac i nic sie nie stanie ]:-> ]:->
A do tego wszystkiego musialam jeszcze sie nasluchac ze wegetarianizm to pierwszy objaw anoreksji.
No ludzie kochani ilez mozna :roll: czasami mam wrazenie ze ktos (nie wiem czy ja czy ona) jest z innej planety :-/

strasznie sie boje tego jej przyjazdu, bo znow bedzie mnie irytowala swoimi tekstami na temat zywienia, cos tam podslyszy w TV piate przez dziesiate i wielki znawca sie znalazł. :roll:

tak to w skrocie wyglada, a jesli D. jej nie powie bardzo dobitnie ze ma miesa nie przywozic to moje zdanie jej nie obejdzie :-?

neina - 2009-12-16, 13:33

Arielka.v, trudny przypadek :-/ Chyba rzeczywiscie D. musi z nia pogadac. A jak on sie na to zapatruje? Popiera Cie?
maryczary - 2009-12-16, 15:58

Arielka.v, ja Ci powiem, ze jeśli załatwi to twój mężczyzna to problem nie zniknie. Musisz być asertywna i kulturalnie odmówić przywiezienia kurczaka i koniec, w waszym domu nie jecie mięsa i powinna to uszanować, jeśli się obrazi za to że kulturalnie prosisz ją byś ty mogła być gospodynią w swoim własnym domu to znaczy, ze jest niereformowalna i nie możesz się nią przejmować - rób wtedy swoje a ona swoje. Nawet jak przywiezie kurczaka to go możesz komuś oddać np.

Powiedz, że to ty jesteś gospodynią i ty decydujesz - od razu musisz być stanowcza i sama to załatwić między wami. Jeśli to załatwi mąż, to pokażesz że jesteś słaba i wszystko ci może wcisnąć, bo nie potrafisz obronić swojego stanowiska - to kwestia psychologiczna :)
Tylko wszystko kulturalnie bez pretensji a może i nawet na wesoło.

U mnie się udało - teściowie, rzadko u nas są (my u nich często i teściowa gotuje dla mnie wege na szczęscie) i to co ugotuje widzę, ze średnio im smakuje, bo zupełnie inaczej przyrządzam dania niż oni. Ale to ja ich goszczę i zawsze staram się jak mogę, bo wtedy gotuje przecież również dla siebie.

Tasak - 2009-12-16, 20:25

zgadzam się z maryczary. Nie lubię takich przypadków. Nie lubię też usilnego dzielenia na 'twoje jedzenie, nasze jedzenie' w domu (rozumiem, że z rodziców wegetarian/wegan nie zrobię, ale czasem mogli by zjeść to co robię lub mama robi dla mnie, a nie gotować osobno 'coś dla nich'). Dzisiaj to mi się nawet przykro zrobiło, jak robiłam zapowiedziane wczoraj kotleciki, a mama przyszła z zakupami - gołąbki z mięsem dla nich na obiad. No grr! Przecież jak raz na jakiś czas coś gotuję, to nie robię tego tylko dla siebie.

a tak trochę nie na temat, ale nie wiedziałam gdzie to wkleić
znalazłam dziś w książce do angielskiego coś takiego: http://img205.imageshack....zdjcie0034j.jpg

neina - 2009-12-17, 01:52

Tasak napisał/a:
znalazłam dziś w książce do angielskiego coś takiego: http://img205.imageshack....zdjcie0034j.jpg

Masakra totalna :-/

nika - 2009-12-17, 10:12

Może po prostu nie jedzcie tego kurczka, i niech sama zje skoro musi, a jeśli zostanie to spakuj jej na droge i powiedz że u Was i tak nikt tego nie je. Jeśli Twój mężczyzna się do Ciebie w tym nie jedzeniu przyłączy to powinna zrozumieć, że jej próby są nadaremne. No ale to musicie działać razem, bo inaczej będzie mięcho przywozić dla swojego biednego i zagłodzonego syna. Po za tym możesz trzymać to mieso np. za oknem oznajmiąjac, że masz czystą lodowkę i nie ma mowy żeby tam zwloki leżaly.
zina - 2009-12-17, 21:56

Arielka.v napisał/a:

tak to w skrocie wyglada, a jesli D. jej nie powie bardzo dobitnie ze ma miesa nie przywozic to moje zdanie jej nie obejdzie :-?

Wlasnie. Mysle ze ogomna rola Twojego mezczyzny zeby jej powiedzial co mysli na ten temat nawet za cene ze nie bedzie chciala Was odwiedzic.
Moj A. zawsze w podobnych sytuacjach jest bardzo dosadny i to sobie w nim bardzo cenie.
Choc my w ogole nie mamy tego typu problemow. Nie wyobrazam sobie zebym mogla byc postawiona przed podobna sytuacja.
Powodzenia w slusznej sprawie!

Arielka.v - 2009-12-19, 19:53

problem sie rozwiazal sam, tesciowa stwierdziła ze nie ma sily na tak dluga podroz i w dodatku jest bardzo zimno wiec nie przyjeżdża na święta do nas.
zina - 2009-12-19, 19:59

Arielka.v, No to super :mryellow:
kamma - 2009-12-19, 22:24

Arielka.v napisał/a:
tesciowa stwierdziła ze nie ma sily na tak dluga podroz i w dodatku jest bardzo zimno wiec nie przyjeżdża na święta do nas.

]:->

Mój M miał ostatnio niezły dialog w czasie pracowej wigilii:
Najpierw teksty w stylu: jak tak można, a co na to żona, że musi na dwa gary gotować, a dzieci też wege, zgroza a zdrowie sobie rujnujesz... I dalej w ten deseń. A M na to:
-Ale mam 30 lat, a wyglądam na 20.
Nikt już więcej nic nie powiedział ]:->

Kilmeny - 2009-12-22, 20:26

Może nie "wege-niewege", bo wtedy jeszcze walczyłam z moją niechęcią (słabo powiedziane) do mięsa, poza tym nie odzywałam się. Ale tak mi się przypomniało tak odnośnie tego tematu:

Oglądaliśmy film "Pajęczyna Charlotty". Mój młodszy brat go wypożyczył. Tata nie oglądał od początku, ale później przyszedł i zaczął, że głupoty, bo w tym filmie ratują świnkę, a przecież świni taki los, że kończy na talerzu :-/ . Coś w tym stylu. Później mama zaczęła, że to film o przyjaźni i nie o to chodzi. I dalej spokój.
neina napisał/a:
Tasak napisał/a:
znalazłam dziś w książce do angielskiego coś takiego: http://img205.imageshack....zdjcie0034j.jpg

Masakra totalna :-/

A mnie na takie rzeczy brak słów :-/ . Po prostu.

Lenka - 2009-12-25, 17:45

Mam nauczyciela, który jest znany ze swojej wybuchowości. Profesor ma swoje zdanie, nie można z nim dyskutowac. Ba, nie wolno sie nawet odezwać. Nie przyjmuje wyjasnien, usprawiedliwien. Nie ma co liczyc na jego zrozumienie. Potrafi uczniów "delikatnie" zwyzywać od "fujar" i tym podobnych. Jest to nauczyciel oczytany i ma wiedzę. Co z tego, jak faworyzuje uczniow, ktorzy maja odpowiednie nazwisko i jest arogancki. Niestety nie jest on dla mnie autorytetem. A jeszcze bardziej stracił w moich oczach pewnego dnia...
Zaczął opowiadac, jak to szedł do szkoły i zobaczył ogłoszenie o zbiorce zywnosci dla biednych dzieci. Może nie bede tu sprawiedliwa w ocenie, bo moja mama jako pracownik socjalny była związana z ta akcją. Nie powiem - jak ktoś nawrzuca do koszyka dla dzieci słodycze, serki itp to nie jest dobrze. Mandarynek czy jabłek nikt nie da. Ale np. kasza, ryż, makaron, fasola, groch... Są to produkty, które ubogiej rodzinie pozwolą zjeść obiad, nie?No, ale to moje zdanie na ten temat.
Jednak prof. zaczał sie bulwersować, że "Głupota, ciemnota. JEGO zdaniem, to powinno sie zabrac naszych zolnierzy z Afganistanu.... bla bla bla.... i nie wydawac pieniędzy na bron. Wtedy dzieci nie bedą głodne!!!!!" Ok, może to i racja. Ale powiedzcie mi czy sie myle, ale czy nie lepiej zrobic cos co możemy - tzn wrzucić paczkę makaronu i sok dla dzieci czy ględzić, gadać i gdybać, co było, gdyby? To po pierwsze. A pozniej co powiedział Pan Profesor?
Że Polska na psy schodzi. Dlaczego? BO ODBIERAJĄ DZIECIOM MLEKO! Tak, moi mili, zabierają naszym milusińskim mleczko. Dzieci nie dostają już w szkole pożywnego i zdrowego mleka, a dostają... OWOCE i WARZYWA!!!!! Skandal! Gdybyście widzieli jego minę, jak to mówił! Oburzony! A moja koleżanka z klasy ( przy okazji faworyzowana przez prof.) na to, równiez zniesmaczona, że jej rodzenstwo (z podstawówki) przynosi do domu surowe marchewki i jabłka, bo dostają i nie ma co z tym robić...
Powtarzam, nie mają co z tym zrobić biedactwa... No dobra,jak dziecko nie jest nauczone jeść warzywa i owoce to tu chyba wchodzi do gry rodzic/ rodzenstwo. Może pokazać jak robi się pyszny soczek z marchewki albo surówkę. Albo pochrupać marchewke jak króliczek na zdrowe ząbki, nie? Ja w zerówce uczyłam się robić surówkę (i jadłam ją, choć jak pani dała smietanę to już nie chciałam - nigdy nie lubiłam smietany). Jak mama kroiła marchewkę dawała mi i siostrze kawałek do gryzienia.
Smiechawa... Chociaż może lepiej zapłakać? Szczerze mówiac to jak ja to usłyszałam, to myślałam, że się PRZESŁYSZAŁAM. No, bo zamiast się cieszyć, że dzieci jedzą warzywa i owoce, to tu robią z tego tragedię. Ubolewają nad faktem, że dzieciarnia nie dostaje mleka, nie wiedząc, że to dobrze dla tych dzieci...
Tak wiec moi drodzy forumowicze, choc kocham moje liceum (no może mała przesada),mój nauczyciel nauczył mnie mądrości życiowej - Nie robić nic dobrego, a mówić co moglibyśmy zrobić. Mleko jest zdrowe i pożywne. Marchewki są be, bo dzieci nie wiedzą, co z nimi zrobić. Dobrze, że jestem już duzą dziewczynką i nie słucham nauczycieli. Ale jeżeli panie nauczycielki w podstawówce raczą dzieci takimi opowiesciami to ja wymiękam... Nie wiecie nic na ten temat? czy nauczyciele Waszych dzieci też mówią im o "zdrowym zywieniu" na lekcjach?

Kat... - 2009-12-25, 21:58

Lenka, myślisz, że na studiach będzie lepiej? Ja się z DOKTOREM kłóciłam bo on twierdził, że krowy dają mleko bo "tak mają" i żadna ciąża nie jest im do tego potrzebna. Ode mnie chyba pierwszej usłyszał, że ciąża może mieć coś wspólnego z laktacją. Szok.

Ja dzisiaj po tym jak się nasłuchałam zachwytów nad tym, jakie moje dziecko jest fajne, grzeczna, pogodne, mądre, śliczne i sprawne słyszałam z drugiego pokoju rozmowę taty (otyłość, nadciśnienie, cukrzyca, i mnóstwo innych dolegliwości związanych z otyłością) i babci (spora nadwaga, nadciśnienie, przebyte choroby różne, kilka operacji, żylaki uniemożliwiające normalne funkcjonowanie) o Zygmusiu (śliczne, pogodne wegańskie dziecko mające pierwszy duży katar w życiu)
t: no inne dzieci w jego wieku to mają włosy długie, loki a ten taki łysy. No i większe są inne dzieci a ten taki karypelek. Od czego ma rosnąć?
b: no oczywiście, jakby jadł białko to by rósł.
Tony wszechwiedzące oczywiście. Jak ma TAK rosnąć to ja dziękuję :-)

Lenka - 2009-12-26, 12:04

Ja właściwie też jestem niska (nieduzo ponad 150 cm), ale to rodzinne. Moja mama jest niewiele wyzsza ode mnie. siostra tez niewysoka. Więc tu akurat nikt nic nie mówi.
Ja sie nachorowałam w dziecinstwie, teraz są tylko skutki brania leków - Zespół jelita drazliwego, ktory czasami sie odzywa. Zdaza sie, ze z powodu bolu brzucha nie pojde do szkoły. Troche opusciłam lekcje to fakt, ale przyczyną nie były choroby a np. nauka jazdy, ale i tak wszyscy myslą, że jestem chorowita. Owszem - po zapaleniu opon mózgowych unikam zabaw czy hałasu, bo ciężko to znoszę. Jednak w najwiekszym sezonie zachorowan na grype, gdzie do szkoły nie chodziła połowa klasy - ja byłam zdrowa. Leków nie biorę juz wcale więc leczyłam się tylko domowymi sposobami - czosnek, cebula, inhalacje, sól do nosa... A mimo to byłam zdrowa. Ale i tak jestem wg wszystkich "słabiutka, biedna, chorowita".
I mówię, że ja nie choruje juz prawie wcale, ze nabyłam odporności. Ale co tam, wszyscy wiedzą lepiej.
Nie cwicze na WF, bo graja na nim tylko w siatkę, a ja nie umiem, bo przez wiele lat lekarze nie pozwalali mi cwiczyc. W domu nie usiedze - jezdze na rowerku treningowym, cwicze na piłce, gimnastykuję się, spaceruję...Mam kondycję, jestem wytrzymała. Ale co tam - według innych jestem słabowita...Lekarz mówi, że mam serce i płuca jak biegaczka, ale koleżanki mówią, że taka jestem szczuplutka, nie cwiczę na wf i to pewnie dlatego... Nawet mój tato kiedys stwierdził, że moja siostra je wszystko jak popadnie,je mięso, pije mleko, ale przynajmniej ją brzuch nie boli, a ja na swojej zdrowej diecie dalej mam problemy z trawieniem. Po pierwsze - to co sporadycznie zdaża sie dziś to niebo a ziemia. Jako dziecko miałam naprawdę straszne problemy. A poza tym byłam dosłownie faszerowana lekami, niepotrzebnymi na astmę, której nie miałam, więc nic dziwnego, że się jelita buntują... Ale wiecie na co tak naprawde czekam? Na chwilę, gdy wszyscy znajomi, rodzina zobaczą, że ja jestem zdrowa, wysportowana i zadowolona, a ich dopadnie "zemsta swinek". Bo to juz widać - babcia z cukrzycą i problemami z sercem, otyły kuzyn, pulchna ciocia, siostra z problemami z cerą. I za nic nie chca słuchać, że sami na to pracują.
Mam koleżankę, swietną, inteligentną... grubaske. Jest przezabawna i sympatyczna. Pojechała na studia i wróciła o 10 kg lzejsza. Zaczęła sie lepiej odzywiać, ruszać, była na diecie. Mówi, że mineły jej problemy ze skórą, nie ma wysypek, pryszczy. Nie ma problemów z trawieniem. Promienieje, jest naprawdę zupełnie inną osobą. Nie choruje też jak dawniej.
Dzisiaj mają byc u mnie goscie. Nie wiedzą chyba, że jestem weganką. Ciekawa jestem ich reakcji i argumentów :)

kasiaaa - 2009-12-29, 16:52

byłam dzisiaj na bazarku i kupowałam owoce i warzywa. bardzo miła,młoda pani sprzedawczyni uwaznie mi sie przyglądała i na koniec gdy juz płaciłam powiedziała do mojej mamy:
-o,to napewno jakas wegetarianka!
-no tak,wegetarianka.
-no odrazu wiedziałam,ja sie znam na takich ludziach.moja kuzynka była kiedys wegetarianka i ona...

generalnie pani uznała,ze to super zdrowe i ze ta jej kuzynka bardzo sobie te diete chwali i w ogóle super ;)

KaliszAnka - 2009-12-29, 18:42

Mój niemąż jest nauczycielem w szkole i apropos mleka w szkołach ma zdanie zupełnie inne niż cytowany doktor (ubolewam nad takim "nauczycielem" :/ ) . I nie chodzi wcale o walory zdrowotne czy ich brak. Ich szkoła sama zrezygnowała z mleka na rzecz warzyw z powodów praktycznych po prostu. Dzieciaki na przerwach tym mlekiem się po prostu lały, bardziej niż konsumpcją były zainteresowane tym, jak je wykorzystać w jakiś najbardziej wywrotowy sposób i dlatego z niego zrezygnowano.

Z warzywami problemu niema bo nawet jak ich nie zjedzą to zabierają do domu. Myślę, że abstrahując od aspektów zdrowotnych czy finansowych, powód do rezygnacji z mleka w szkołach może być więc po prostu ot taki prozaiczny jak w tym przypadku.

mienta - 2009-12-30, 00:06

Ostatnio podczas spotkania opłatkowego na oazie wywiązała się następująca rozmowa... :)

ja: Z czym są te krokiety? (wiem, że na Wigilię są bezmięsne potrawy + ryby, ale wolę się upewnić zawsze.)
koleżanka: No, z tym co zawsze...
ja: Czyli?
kż: No, kapusta i grzyby.
kolega: Ach ci wegetarianie...
j: ?
kg: Wszedzie się doszukujecie mięsa :mrgreen:
j: :-D
kg: A swoją drogą - co ty jesz zamiast mięsa?
inni: (zanim zdązyłam otworzyc usta ;d) SOJĘ!
kg: Właśnie. Ty nie zabijasz zwierząt, ale te małe chińskie dzieci, które meczą się nad tymi kotletami... Dzięki Tobie cierpią! Zwierzęta są po to, żeby je jeść, a Ty przyczyniasz się do tego, że małe chińskie dzieci umierają z wycieńczenia!

To było tak pół-żartem, pół-serio, ale jednak mnie rozśmieszyło :-)

assasello87 - 2010-01-04, 21:32

moze nie dialog ale sytuacja:
zaczne od tego ze mialam pierwsza wegan wigilie :)
i wsrod licznych potraw na miejsce karpia znalazla sie wegan "ryba" czyli seler w ciescie nalenikowym ( mąka, mleko sojowe, przyprawy i cos tam nie pamietam dokladnie) i rozwalajacy tekst babci do mojej mamy:
" ta ryba co ona (czyli ja :P ) zrobila to lepsza niz te twoje)

kamma - 2010-01-04, 21:33

assasello87, :lol: ]:-> :mryellow: :-D
lilias - 2010-01-04, 22:27

assasello87 napisał/a:
... " ta ryba co ona (czyli ja :P ) zrobila to lepsza niz te twoje)


:lol: :lol: :lol:

ale przepisem się podziel

assasello87 - 2010-01-05, 13:28

WEGAN KARP :P
1 duży seler bulwiasty
przyprawa do ryb, a jeśli nie mamy to sól, pieprz i papryka w proszku
kilka łyżek mąki
troche mleka sojowego
bułka tarta
olej


Seler obieramy, kroimy na plastry grubości 1-1,5 cm i gotujemy w bulionie warzywnym lub wodzie z solą. Gdy zmięknie odławiamy go i odkładamy.
Robimy ciasto naleśnikowe do maczania filetów : mąka, woda, sól, papryka lub przyprawa do ryb. Ma mieć konsystencję gęstej śmietany.
Każdą "rybę" maczamy w cieście, obtaczamy w bułce i smażymy na oleju na jasnobrązowo.
to gdzies na puszka.pl znalazlam.

lilias - 2010-01-05, 21:53

dzięki :mryellow: a może byś wkleiła w świąteczne? zachęcam, tam więcej ludków wykorzysta. ja wykorzystam na pewno :mryellow:
gemi - 2010-01-07, 17:54

assasello87 napisał/a:
" ta ryba co ona (czyli ja ) zrobila to lepsza niz te twoje)
a gdzie takich dobrych ryb nałowiłaś ;-) :mrgreen: 8-)
assasello87 - 2010-01-08, 00:07

gemi napisał/a:
assasello87 napisał/a:
" ta ryba co ona (czyli ja ) zrobila to lepsza niz te twoje)
a gdzie takich dobrych ryb nałowiłaś ;-) :mrgreen: 8-)


w warzywniaku.

a p swietach gadalam z taka laska i na sie pyta czemu co to jest ten weganzm to tlumacze ze nie jem mleka i jajek itd. a ze t bylo po sylvku i przy stole siedziala tez moja babcia (ktora wie ze jestem wege, a nie wie ze jestem wegan- co ja jej bede gadac O_o), i moja mama i jej kolezanka (matka tej dziewczyny) i pilismy alkohol wszyscy to wiadomo po alkoholu nie wszzystko sie w pelni rozumie wiec nie chcialam sie zaglebiac. no ale ona dalej dopytuje : ze jak to bez jajek i mleka tak sie nie da? to tlumacze jej ze to nie jest tak ze ja jem suche ziemniaki chleb z dżemem i salate, i ze odkad jestem veg to w sumie zaczelam se gotowac i planowac posilki. i gadam przez 30 min tumacze a ona no koniec rzuca tekstem; no, no fajna ta dieta ale co zrobisz jak juz bedziesz dorosa, nie zaszkodzi ci to?

k***!

po 1. przeciez to nie dieta chwilowa tylko sposob zycia
po 2. kiedy bede dorosła? mam 22 lata mieszkam od 4 lat sama, sama sie utrzymuje. to nie jest doroslosc?!
po 3. zaszkodzi: ale co?

wrrrr :-x

bojster - 2010-01-08, 00:33

assasello87 napisał/a:
po 3. zaszkodzi: ale co?


No jeśli na przykład ten seler był zepsuty. To nie są żarty, pamiętasz sałatkę z Sensu życia? :P

Arielka.v - 2010-01-08, 09:17

assasello87, no faktycznie konsystencja selera jest troszeczkę podobna do ryby.
muszę wypróbować koniecznie.
A tak w ogole po raz kolejny okazuje sie ze z pomocą dobrych przypraw można zdziałać cuda.


A co do koleżanki to bardzo zastanawiające kiedy jej zdaniem można powiedzieć o kimś, że jest dorosły :mryellow:
te argumenty są coraz bardziej komiczne. takie jakby wymyslane na siłę.

bojster, chyba o wiele łatwiej trafić na zepsute mięso, rybę czy mleko niż warzywa :mryellow:

nika - 2010-01-08, 10:00

Jakiś czas temu wymyśliłam, że dorosłym jest się wtedy kiedy można zjeść całe ciasto przed obiadem i nikt sie nie doczepi :-)
Amanii - 2010-01-08, 14:12

assasello87, hehe niewiarygodne ale taką "rybę" z selera "wynalazł" jakiś czas temu mój współlokator (i nazwał ją Sryba), jego przepis robił kariere na wrocławskiej Wegilii, pamiętam, że wszystkim dyktował.
Albo juz doszło nad morze, albo ktoś niezależnie "wynalazł" to samo na drugim końcu Polski :)

gosia_w - 2010-01-08, 15:50

nika napisał/a:
Jakiś czas temu wymyśliłam, że dorosłym jest się wtedy kiedy można zjeść całe ciasto przed obiadem i nikt sie nie doczepi :-)

no mnie się mąż czepia... Czyli nie jestem jeszcze dorosła? :mryellow:

adriane - 2010-01-08, 22:04

Cytat:
Albo juz doszło nad morze, albo ktoś niezależnie "wynalazł" to samo na drugim końcu Polski :)


I w Otwocku oraz na Śląsku znane już od ładnych paru lat ;)

Lily - 2010-01-08, 22:05

takiego panierowanego selera to ja jadłam kilkanaście lat temu w pewnym górskim schronisku ;)
larwek - 2010-01-13, 08:36

podejrzewam, że to spotyka/spotykało co drugą osobę tutaj, ale sie podzielę rewelacjami mojej babci [mieszkam z nią, to średnio raz na tydzień jest podobnie]

babcia: marysiu, krupnik sobie ugotowałam, może masz ochotę?
ja: chyba nie, bo pewnie na mięsie, tak?
babcia: nie, taki jarski, na skrzydełku i duzo warzyw.
ja: ... a przepraszam bardzo, skrzydełko roślinne, tak?
babcia: oj, ale to takie chude mięsko, nie poczujesz nawet.

krupnik to jedna z opcji, czasem się pojawia jajko z czymś-tam, ryba, sery wszelakie i późniejsze narzekanie mojej mamie nad uchem "dlaczego ona je tylko soje [zupełna nieprawda]; kiedy jej to przejdzie" etc, etc...

a z mniej przyjemnych rzeczy to pewnego letniego wieczoru, wracając ze sklepu z koszykiem pełnym warzywów usłyszałam za sobą komentarze łysych chłopców w dresach
jeden: o k*##@!, ja pier %^*#**, patrzcie na nią!
drugi: ja pier**#^^
trzeci: co ty skarbie, mięsa nie wpier***asz?
(w tym momencie ich duży groźny pies zaczął za mną biec)
któryś z nich: no, spier****j szybko, bo pies się na kości rzuci

takie sytuacje są dosyć przykre.

olgasza - 2010-01-13, 08:59

generalnie łysi chłopcy w dresach są dość przykrzy...
larwek - 2010-01-13, 09:16

tak.
Lily - 2010-01-13, 09:37

larwek, ciekawy masz podpis :lol:
larwek - 2010-01-13, 13:39

dziękuje ^^
[mam nadzieje, że to nie miało być uszczypliwe? ^^" bo mnie to naprawdę ciekawi!]

lilias - 2010-01-13, 15:00

larwek, fajny avatar :-D
assasello87 - 2010-01-13, 16:29

larwek napisał/a:
podejrzewam, że to spotyka/spotykało co drugą osobę tutaj, ale sie podzielę rewelacjami mojej babci [mieszkam z nią, to średnio raz na tydzień jest podobnie]

babcia: marysiu, krupnik sobie ugotowałam, może masz ochotę?
ja: chyba nie, bo pewnie na mięsie, tak?
babcia: nie, taki jarski, na skrzydełku i duzo warzyw.
ja: ... a przepraszam bardzo, skrzydełko roślinne, tak?
babcia: oj, ale to takie chude mięsko, nie poczujesz nawet.



.


typowo babciowe gadanie . ale i tak szału dostaje na takie teksty, albo zdziwienie czemu nie pije mleka to tłumacze o tych cielakach i wyzyskiwaniu krów, to slysze ze przeciez krówka sie pasie verry happy na łączce i mleko zawsze daje, a jak jej nie wydoic to ją boli. taaa a mnie boli ludzka naiwnosc i glupota.

ja ostatnio slysze jak moja wspolokatorka gada przez tel z loverem (wnisokuje z ich rozmowy ze sie przeziebil czy cos) wiec daje mu rady: to musisz jesc dużo miąska teraz.
dzizas...

maryczary - 2010-01-13, 16:49

assasello87 napisał/a:
to musisz jesc dużo miąska teraz.
dzizas...
musisz ją uświadamiać w takim razie :-P
Arielka.v - 2010-01-13, 17:01

assasello87, najlepiej mięsa razem z pysznym i zdrowym rosołkiem, który dodaje dużo energii i leczy :-/ :-/ :-/
czasami brak podstawowej wiedzy u ludzi aż boli :-x

assasello87 - 2010-01-13, 18:44

Arielka.v napisał/a:
assasello87, najlepiej mięsa razem z pysznym i zdrowym rosołkiem, który dodaje dużo energii i leczy :-/ :-/ :-/
czasami brak podstawowej wiedzy u ludzi aż boli :-x



bo to wiedza przekazywana od pokolen...
(ino ze nikt nie pamieta ze czlowiek nie pochodzi od lwa, i ze jest weganem z natury.

fasola - 2010-01-14, 07:24

assasello87 napisał/a:
bo to wiedza przekazywana od pokolen...

Hehe, coś w tym jest. Kojarzę taką anegdotę, która mniej więcej brzmiała tak.
Babka zawsze piekła na święta jakieś mięcho, nie pamiętam o co dokładnie chodziło. Ktoś pytał jej o przepis i ona odpowiadała, że myje ten kawał, obcina boki, daje do brytfanki itp. Padło więc pytanie, dlaczego obcina boki mięsnego kawałka? Na to odpowiedź była taka, że nie wie, ale babcia tak zawsze robiła.
A chodziło o to, że brytfanka była za mała :P i tylko dlatego babcia odcinała mięcho.
Może przykład nie na to forum :lol: ale morał z tego taki, że czasem robimy coś po prostu bez przemyślenia sprawy, powielamy jakiś schemat i tyle :P
No, miłego dnia :)

kitteh - 2010-01-23, 22:13

tak nawiazujac do poprzedniego postu, moja babcia zawsze mowila, ze powidel nie wolno mieszac metalowa lyzka/w ogole przetworow/ tylko drewniana. czy ktos potrafi to wyjasnic?
Kat... - 2010-01-23, 22:31

Może metalowa się nagrzewa, można się zapomnieć i poparzyć?
Malinetshka - 2010-01-23, 22:49

Mnie się wydaje, że jakieś reakcje z metalem zachodzą, m.in. zabija wit. C., a co jeszcze się dzieje to nie wiem..
gosia_w - 2010-01-23, 22:52

Malinetshka napisał/a:
m.in. zabija wit. C.

Ale w takich powidłach gotowanych przez wiele godzin to i tak witamina C jest w szczątkowych ilościach, jeżeli w ogóle...
Ja się spotkałam z poradą odnośnie używania łyżki drewnianej w "Odżywianiu dla zdrowia", ale nie doczytałam, dlaczego tak należy robić.

kitteh - 2010-01-25, 18:44

zrobila wywiad i mam 2 odpowiedzi odnosnie powyzszego/ meczylam przeokropnie/
1.od metalowej lyzki zmienia sie smak powidel
2. moja babcia robila dzem z porzeczek bez zadnych substancji zelujacych i podobno jak sie mieszalo metalem to sie nie zsiadal i byla porzeczkowa zupa w sloiku

nie weryfikuje, wytrwale mieszam warzachwia

Kama122 - 2010-01-26, 12:41

Mama: Dziś na obiad będzie Pomysł na makaron z serem (czy coś takiego, w każdym razie makaron, wege sos i nie wege ser). Będziesz jeść?
Ja: Nie, nie jem sera.
Mama: No to dostaniesz bez sera.
Ja: To będzie nie dobre.
Mama: No to trochę sera.
Ja: Przecież nie jem sera.

Wujek: Ryb też nie jesz?
Ja: No nie, nie jem żadnego mięsa.
Wujek: Pewnie dlatego, że masz rybki w akwarium.
Ja: Krówek nie mam w domu, a ich nie jem.
Wujek: Ale masz świnię.
Ja: Morską, nie liczy się.


:mrgreen: :mryellow: :mrgreen:

kasiaaa - 2010-01-26, 17:36

rozmowa z babcią

B-jest strasznie zimno, moze założysz tę czapkę z lisa (!!!!!!!) co ci dałam
J-nie babciu, nie bede nosiła trupa na głowie
B-ale ona jest ciepła
J-NIE ZAŁOŻE CZAPKI Z LISA!
B-ale czemu?
J-nie bede nosiła nieżywego lisa na głowie, zwariowałas?!
B-ale on już długo nie zyje...

straszne

i jeszcze niedawna rozmowa z koleżanka, która bardzo chciała żebym spróbowała jej kanapke z szynka sojowa (ja nie jesm tego typu wymysłów).

k-no spróbuj, jest naprawde pyszna
j-ale ja nie jem tych róznych sojowych wymysłów, dziekuje.
k-NAPRAWDE?moja siostra jest wegetarianka i ja mam cały dom w szynkach, pasztetach, parówkach, burgerach, mlekach...
j-aha
k-no i w ogóle ja nie mam miesa w domu, na obiad zawsze jakis makaron z warzywami. Dzis np. mam makaron z brokułami i ŁOSOSIEM. Chcesz przepis?
j-ale wegetarianie chyba nie jedza ryb..?
k-no jak to? przeciez ryby maja te wszytkie zdrowe substancje!!!
j-które dokładnie?
k-oj no ja to bym sie bała nie jesc tez ryb!Rodzice ci na to pozwalają?!

po czym dzisiaj z ta sama kolezanka a propos sushi

k-musimy isc razem na sushi
j-ok
k-a ty mozesz je jesc?
j-moge, przeciez zawsze jest jakas opcja bez ryby
k-no tak, sa przeciez z krewetkami, albo ostatnio jadłam pyszne z krabami!

kolezanka jest naprawde swietna osoba, ale czasami zastanawiam sie czy myśli :-P

Lily - 2010-01-26, 17:36

kasiaaa napisał/a:
B-ale on już długo nie zyje...
co za argument :lol:
kasiaaa - 2010-01-26, 19:44

Lily napisał/a:
kasiaaa napisał/a:
B-ale on już długo nie zyje...
co za argument :lol:


moja babcia sie jeszcze wtedy zasmiała, a mi sie płakac chciało.
Nie moge uwierzyc, ze kto nawet w artach moze cos takiego powiedziec.

angienunia - 2010-01-28, 19:51

a ja dzisiaj usnelam na lekcji (ciii :D ) i po obudzeniu mnie przez nauczycielke klasa wybuchla smiechem. Po lekcji kolega stwierdzil, ze ja umieram - wszystko przez to, ze nie jem miesa, nabialu, jajek i wszystkich odzwierzecych rzeczy :lol:
moony - 2010-01-30, 16:33

Moja świętej pamięci babcia była zachwycona, gdy kupiła sobie futro. Więc kiedy przyjechałyśmy z mamą do niej, od razu pobiegła je wygrzebywać z szafy i dawaj się chwalić. O mało nie zemdlałam. Zaczęłam płakać, na co moja babcia baaardzo się zdziwiła. No bo: dlaczego?
Nie założyła go ani razu. Po prostu było za ciepło...

kasiaaa - 2010-01-30, 19:53

zima generalnie jest koszmarem dla mnie - babcie w futrach na kazdym kroku mnie przerażają i gdy jade tramwajem i widze taka pania momentalnie mam łzy w oczach i takie koszmarne uczucie w gardle.
Arielka.v - 2010-01-30, 21:32

no właśnie w tamtym tygodniu gdy wracałam ze szkoły do tramwaju weszła kobieta. Miała na sobie futro od szyi az do podłogi i nawet butów jej nie było widać, jeszcze do tego takie wielkie bufiaste rękawy.
jakos tak dziwnie mi sie zrobiło tym bardziej ze jeszcze sie nade mną nachyliła kasując bilet.
u mnie momentalnie łzy w oczach i taki niesmak w stosunku do niej a potem już tylko patrzyłam i zastanawiałam sie ile zwierząt musiało stracic życie. :evil:

za mna siedziała kobieta z dzieckiem, chlopiec miał moze z 6-7 lat.
zapytał swoją mamę dlaczego ta pani ma na sobie zwierzątka :shock:
ona odpowiedziała mu tylko, ze to taka pozostałośc po dawnych czasach kiedy to ludzie prymitywni nie mieli takich ubrań jak my i oblekali sie w skóry upolowanych zwierząt.
nie wiem czy tamta to słyszała ale wydaje mi sie ze tak bo ta rozmowa była dosyć głosna.

madziulina - 2010-01-30, 22:21

Arielka.v napisał/a:
zapytał swoją mamę dlaczego ta pani ma na sobie zwierzątka

Proszę, jakie dziecko uświadomione. Bardzo dobrze ]:->
Arielka.v napisał/a:
ona odpowiedziała mu tylko, ze to taka pozostałośc po dawnych czasach kiedy to ludzie prymitywni nie mieli takich ubrań jak my i oblekali sie w skóry upolowanych zwierząt.

I odpowiednia reakcja matki, mam nadzieję, że "szczęśliwa" posiadaczka futra słyszała i zbiło ją to z tropu, oby! Nie rozumiem, jak można być takim ignorantem i dla "urody" pozbawiać kogoś życia. Mam nadzieję, że nasza mentalność będzie się zmieniać. Tzn. nie nasza, nasza niech nigdy się nie zmieni :mryellow:

moony - 2010-01-31, 09:54

Mieszkam we Wrocławiu i na szczęście widzę coraz mniej młodych kobiet w takich okryciach, ale starsze panie masowo zakładają na siebie zwłoki. Chociaż kilka dni temu do mnie do pracy przyszła kobieta w wieku ok. 35 lat i w czapce ze zwierzaka i w rękawiczkach, uwaga, z "konika" (czym pochwaliła się z szerokim uśmiechem). Myślałam, że padnę trupem... Powiedziałam głośno parę słów, ale pani raczej nie była tym zainteresowana... Smutne.
Arielka.v - 2010-01-31, 10:09

nie rozumiem dlaczego dla niektórych ludzi powodem do dumy jest posiadanie okrycia zrobionego z zabitych zwierząt.
co w tym przyjemnego nosić na głowie lisa :-/
moja babcia miala dawno temu szal z lisa, była to po prostu skóra zdarta z lisa, oczyszczona i nie wiem co jeszcze sie robi.
w każdy bądź razie pozostała nawet skóra z nóg, która służyła do wiązania tego szala ]:->

dawniej to bylo bardzo modne więc pewnie wiecie co mam na myśli :roll:

moony - 2010-01-31, 10:20

Dla mojej babci i chyba całego tego starszego pokolenia futro (które kosztuje coś ok. 3 - 4 tysięcy) było i jest symbolem luksusu, prestiżu i elegancji. Pamiętam opowiadania babci właśnie o przedwojennych paniach w szalach z lisa.
A czy ktokolwiek z nas próbował przetłumaczyć cokolwiek na tematy wege babciom, dziadkom? Nieliczni i szczęśliwi, którzy rozumieją. Gdyby babcia wiedziała, że jestem wege, uznałaby to zapewne za fanaberie, które trzeba mi wybić z głowy.

assasello87 - 2010-02-08, 12:43

zaczelo sie od jakiegos produktu przyprawowego. czytam sklad .
matka; i co jak jestes weganka to przypraw jesc nie mozesz?!
ja; sprawdzam czy jakis 'E" nie ma?
M. ze co?
ja. np.e120
m. a co ma e 120 do rzeczy?
ja: bo to z robaczkow jakis jest czy jakos tak
m; co z robaczkow?
ja: no czerwony barwnik. np do lizakow, galaretek
m; no wlasnie widzialm taki nowy typ galaretki , bez konserwantow, takie mozesz sobie kupic.
ja; nie moge bo jest zelatyna.
m; no i?
ja; no i to kosci
m. a co maja te kosci wyrzucic zeby sie zmarnowaluy.
ja. maja tych zwierzat nie zabijac to ani miesa ani kosci nie bedzie
m.e tam, ty tez kiedys umrzesz i kosci zostaną..

O_o

bronka - 2010-02-08, 13:01

assasello87 napisał/a:
e tam, ty tez kiedys umrzesz i kosci zostaną..


:mrgreen:

lilias - 2010-02-08, 16:06

thehoneypot napisał/a:
assasello87 napisał/a:
e tam, ty tez kiedys umrzesz i kosci zostaną..


:mrgreen:


i się zmarnują ;-) no patrz :mryellow:

assasello87 - 2010-02-26, 14:49

podgrzewam sobie kotleciki (z bobu) w kuchni w ds, wchodzi znajomy z garnkiem bigosu i pyta co jem, wiec mowie ze kotlety warzywne on patrzy na mnie jak na ufo i pyta: ale jak to? z czego? ja: no napewno nie miesa i slysze takie : uuuu bleeee! (co najmniej jak bym gówno jadla)
czasmi ludzie mnie rozbrajaja.

karmelowa_mumi - 2010-02-26, 16:29

assasello87, a Ty co na jego bigos? ;)
Amanii - 2010-02-26, 16:41

ja tam nie jem mięsa, ale na hasło "kotleciki z bobu" tez bym zrobiła "uuuu bleeeee"

za to na bigos wręcz przeciwnie :) lowe bigos!

assasello87 - 2010-02-26, 19:18

Amanii napisał/a:
ja tam nie jem mięsa, ale na hasło "kotleciki z bobu" tez bym zrobiła "uuuu bleeeee"

za to na bigos wręcz przeciwnie :) lowe bigos!



inno ze ja nie mowilam z czego one sa. reakcja bleeeee byla na to ze one nie sa z miesa.

della - 2010-02-27, 12:19

ludziska mają przeróżne uprzedzenia i reagują często aż przesadnie. kotlety muszą być mięsne, mleko musi być od krowy, a pasztet z jakiegoś zwierzęcia. większość ludzi nie toleruje "inności", niestety.
Malinetshka - 2010-02-27, 13:50

To jest brak świadomości tudzież jej zablokowanie na pewne kwestie. Np. że bazą do potrawy tak naprawdę może często być cokolwiek.. w sensie takim, że białko to białko, nie musi być z mięsa. Albo nawet niekoniecznie białko. W kotletach potrzeba po prostu jakiejś masy. Wegusy mają na tym polu lepiej rozwiniętą wyobraźnię ;)
Im dalej w to się zagłębiam tym fajniej mi się eksperymentuje poszukując zastępników pewnych półproduktów.. wcale nie gorszych zastępników, tylko po prostu mniej znanych w tej roli. Grunt to zrzucić z siebie kajdany tradycyjnej kuchni :mryellow:

Amanii - 2010-02-27, 14:02

no ba :) ja ostatnio zrobiłam PYCHA kotlety ze zwiędłych resztek lodówkowych (jakieś 2 marchewki, miękkie już, + ćwiartka selera + trochę cebuli, która została z burgerów) i kaszy jaglanej. Grunt to masa i przyprawy, reszta jest nieważna :)
Malinetshka - 2010-02-27, 14:04

mniej ważna, na pewno :)
della - 2010-02-27, 16:25

ważna jest wyobraźnia:) a jeśli polotu kulinarnego brak, ważne, żeby wiedzieć gdzie szukać inspiracji:)
tylko że ludowi samoświadomości brak... trzeba by było jakąś światłą kampanię przeprowadzić...

[ Dodano: 2010-02-27, 16:55 ]
swoją drogą, to ostatnio na zajęciach z mówienia [studiuję filologię ang.] przy okazji tematu babka zapytała czy są w grupie jacyś wegetarianie. zgłosiłam się, niepewna czego się spodziewać i patrzyła na mnie ta kobieta trochę jak na interesujący okaz w zoo ;-) nie mówię, że jakoś niesympatycznie, ale była pod wrażeniem, że tak "szlachetnie" zrezygnowałam z przyjemności jedzenia mięsa na rzecz dobra zwierząt. w ramach szerzenia pozytywnej propagandy powiedziałam, że istnieje całe mnóstwo przepysznych potraw bez mięsa i odkąd jestem wegetarianką nigdy mi go nie brakowało. nie wyglądała na przekonaną, stwierdziła "za bardzo kocham mięso", ale zainteresował ją aspekt zdrowotny, więc powiedziałam, że wyniki mam książkowe i czuję się nawet lepiej niż to było za czasów mojego mięsożerstwa. przyznała, że tak, wegetarianizm to taka zdrowa dieta, wszystkie te warzywa i ryby... i tutaj dopiero spojrzała jak na ufoludka, kiedy wyznałam, że ryb też nie jadam. ot, świadomość ludu musi powoli dojrzeć, pewne stereotypy muszą być złamane. na wszystko jest odpowiednia pora. może jest jeszcze za wcześnie?

Malinetshka - 2010-02-27, 17:07

della napisał/a:
ot, świadomość ludu musi powoli dojrzeć, pewne stereotypy muszą być złamane. na wszystko jest odpowiednia pora. może jest jeszcze za wcześnie?

Tak, myślę, że za wcześnie dla wielu.. I że nie chodzi o kampanie, bo one niewiele dadzą, według mnie. Ja sama jestem antypropagandowa.. choć rozumiem, że inni mają takie zrywy.
Wg mnie każdy sam do tego dotrze (bądź nie, bo nadal będzie dla niego "za wcześnie" :> ) Dla mnie transformacja świadomości (w wielu aspektach) objawia się takim "klik", o! coś zaskoczyło. To tak z własnego doświadczenia.. i obserwowania jak się zmieniam. Ale raczej nie mogłam sprawić, żeby to "klik" nastąpiło wcześniej. Po prostu były klapki na oczach i już. I miały opaść w odpowiednim momencie, nie wcześniej, nie później...
W zasadzie mnie tak nie boli to, że ktoś myśli inaczej (i np. je mięso), tylko to, że ja go rozumiem (bo sama jadłam), ale on mnie nie :> No ale i do tego po trochu dojrzewam (żeby zaczęło to po mnie spływać)
BTW, della, ja studiowałam to samo :D Trochę tu nas jest, anglistów :D

della - 2010-02-27, 17:22

o zobacz:) a pracujesz z językiem?

mnie w sumie też to nie boli, że ktoś je mięso. boli mnie tylko nietolerancja i wytykanie palcami, podczas gdy ja jestem tolerancyjna. ale to już jest kwestia szersza i nie ogranicza się do jedzenia wyłącznie. nie mam 'rewolucyjnej' natury, ale jestem przekonana, że dobra kampania nie byłaby zła;)

Malinetshka - 2010-02-27, 17:39

della napisał/a:
o zobacz:) a pracujesz z językiem?

Tak, uczę, choć nie w szkole państwowej, bo tam się zupełnie nie widzę :> ;)
Czasem coś potłumaczę. Mimo wszystko wolę uczyć, bo nad tłumaczeniami zasypiam :P
A jeszcze tak kontynuując offtopic, w jakim mieście studiujesz? :)
W ogóle tak myślałam już dawno nad założeniem wątku anglistów, bo czasem rodzą się w mej głowie różne kwestie, pytania... tylko nie wiem czy jest sens i czy byłby na ów wątek popyt :P :mrgreen:

della - 2010-02-27, 18:05

kontynuując offtopic odpowiem, że studiuję w kolegium językowym w Suwałkach. nie jest to uczelnia prestiżowa, ale jestem zadowolona, ponieważ:
primo: poziom jest porównywalny do uznanych uniwersytetów [koleżanka studiuje w Poznaniu, więc mam skalę porównawczą],
secundo: mamy stały kontakt z native speakerami,
tertio: papiery dostanę z Gdańska, jako że kolegium funkcjonuje pod egidą tamtegoż uniwerku.
w sumie to studia te zaczęłam bez pasji i bez przekonania, zmuszona sytuacją życiową. jak na osobę nastawioną na "nie", idzie mi naprawdę dobrze:)
tutaj robię licencjat, potem wyfrunę gdzieś w świat albo zacznę spełniać marzenia [filologia polska mi się marzy mianowicie].

Malinetshka - 2010-02-27, 19:41

zapraszam :D
arche - 2010-03-01, 09:55

Jest na dziwne pytania i komentarze prosta odpowiedź:
- Przejdź się na łąkę i rozejrzyj się, widzisz jabłoń i pasącą się krowę i co ci twój instynkt podpowiada?
- masz ochotę zjeść jabłko czy ugryźć krowę w tyłek
- dla wilka jabłko jest abstrakcją a dla ciebie ugryzienie krowy!
- człowiek ma zakodowane roślinożerstwo a mięso owszem jak będziesz tak głodny że nie będziesz mógł myśleć to ugryziesz krowę a nawet innego człowieka ale wilk tez w takiej sytuacji zacznie gryźć trawę a napewno nie jest roślinożerny!

Ludzki układ trawienny jest niemal identyczny jak układ goryla (różnimy się tylko w 2%) a on pomimo rozmiarów i siły może być mięsożerny to jednak żyje z zieleniny

assasello87 - 2010-03-01, 12:04

arche napisał/a:
Jest na dziwne pytania i komentarze prosta odpowiedź:
- Przejdź się na łąkę i rozejrzyj się, widzisz jabłoń i pasącą się krowę i co ci twój instynkt podpowiada?
- masz ochotę zjeść jabłko czy ugryźć krowę w tyłek
- dla wilka jabłko jest abstrakcją a dla ciebie ugryzienie krowy!
- człowiek ma zakodowane roślinożerstwo a mięso owszem jak będziesz tak głodny że nie będziesz mógł myśleć to ugryziesz krowę a nawet innego człowieka ale wilk tez w takiej sytuacji zacznie gryźć trawę a napewno nie jest roślinożerny!


jak dla mnie argumenty dobre ale pamietaj ze do niektorych miesozercow nic nie dociera. ja mam czesto sytuacje ze poznaje jakiegos miesozerce, nic nie wspominam o swoim odzywianiu, a jak dana osoba sie dowiaduje to zaczyna mi nawijke o kłach, o białku, o tym ze tak swiat stworzony mimo ze ja nikogo nie namawiam na wege . w ogole nawet jesli nic nie mowie ludzie juz atakuja.
niektorzy miesozercy sa zaslepieni a jedynym prawdziwym argumentem dlaczego nie zrezygnuja z miesa jest to ze poprostu je lubia i nie maja ochoty rezygnowac z przyjemnosci dla dobra "biednej swinki"

neina - 2010-03-01, 12:21

Dla niektorych atak to obrona, ludzie chca sie wybielic, takze przed samymi soba. A niektorzy po prostu maja klapki na oczach i nic na to nie poradzimy.
arche - 2010-03-01, 12:25

To nie jest tak że lubią bo gdyby lubili to nie dodawali by multum przypraw roślinnych mięso jako takie ma kiepski smak i dlatego bez przypraw i na surowo (tatar jest zazwyczaj tak ostro przyprawiony że czuć tylko przyprawy) mięso nie jest jadane! niech się wypowiedzą czy potrafią zszamać kawał krowy bez kila wegety czy liścia laurowego, gorczycy (musztarda), ziela angielskiego czy pomidorów (ketchup) itp.
Nie spotkałem człowieka jedzącego surowe lub obrobione termicznie mięcho bez przypraw!
Poniekąd to jest tak jak z papierosami:
Na początku musisz się nieźle namęczyć i wmawiać sobie że coś w tym jest przyjemne (za nas zazwyczaj robią to rodzice "jedz mięsko bo nie urośniesz") aż osiągasz stan że jesteś pewien odczuwanej przyjemności pomimo pierwszych doświadczeń co dla zdrowego rozsądku jest debilne lecz niestety tak jest.

Lily - 2010-03-01, 14:19

Mój sąsiad opowiadał, że jego syn najbardziej lubi zwędzić w kuchni kawałek surowego kurczaka i tylko taki mu smakuje. Czyli jednak kogoś surowe mięso bez przypraw pociąga (mowa o małym dziecku). Zresztą zauważyłam, że dzieci dzielą się przynajmniej na 2 grupy - jedne mięsa jeść nie chcą, wypluwają, ale muszą, bo rodzice sobie tego życzą, a drugie, które właściwie tylko mięso by jadły i bez tego nie czują się nigdy najedzone. Nie wiem, czy to instynkt, czy uzależnienie...
Humbak - 2010-03-01, 14:57

nie ma sensu przekonywać - chyba że ktoś lubi czczą gadaninę. Jednak czasem mnie kusi i na stwierdzenie ostatnio, że gdyby człowiek nie jadł mięsa to nie urósłby mu mózg i nie byłby tak inteligentny jak jest teraz palnęłam, że jeśli coś z jego mózgiem jest nie tak to niech je mięso, ja nie narzekam... pomogło ;)
Tasak - 2010-03-01, 15:22

przypomniało mi się!
może to 'dialog' nie na temat diety, ale blisko związany.
pewna Pani w szkole, oświadczyła mi kiedyś, iż "gdyby nie fermy (lisów) to gatunek by wyginął!" (był to komentarz-obrona na temat oburzenia mojej koleżanki dot. obszycia kurtki owej Pani)
czasem naprawdę nie wiem czy się śmiać czy płakać..

moony - 2010-03-01, 15:50

Humbak, z tym mózgiem, to prawie jak z tej kampanii promocji mięsa (a propos, chyba o niej ostatnio ucichło...) - pan prezes stowarzyszenia producentów mówił, że człowiek rozumny powstał dzięki spożywaniu mięsa :roll:
neina - 2010-03-01, 18:54

Pracowalam kiedys z gosciem, ktory rano przychodzac do kuchni (w restauracji) odkrajal sobie kawalek surowej wolowiny i jadl na czczo. Mowil, ze bez tego nie zaczyna dnia :shock:
moony - 2010-03-01, 18:58

blup :evil:
kasiaaa - 2010-03-01, 20:14

Lily napisał/a:
Zresztą zauważyłam, że dzieci dzielą się przynajmniej na 2 grupy - jedne mięsa jeść nie chcą, wypluwają, ale muszą, bo rodzice sobie tego życzą, a drugie, które właściwie tylko mięso by jadły i bez tego nie czują się nigdy najedzone. Nie wiem, czy to instynkt, czy uzależnienie...


a propos tych dzieci, to ja byłam wyjatkowo mięsożerna, zawsze wszyscy tak o mnie mówili i dostałam najwiekszego koltecika, duzo mieska do zupki i schabiku na kanapce. I tez zastanawiam sie z czego to wynikało :?:

Humbak - 2010-03-01, 20:51

moony, i jest to najprawdziwsza w świecie teoria, nie wyssana z palca, pytanie brzmi, no i co z tego ;)
biechna - 2010-03-01, 21:07

moony napisał/a:
człowiek rozumny powstał dzięki spożywaniu mięsa

Powstał, pomyślał i zmienił dietę ;-)

Lily - 2010-03-01, 22:14

Czytałam kiedyś, że być może neandertalczycy wyginęli dlatego, że jedli tylko mięso,a jak go zabrakło to po prostu umierali z głodu. Nie potrafili się wyżywić bez mięsa. Późniejszy człowiek (czy też istota człekokształtna) był bardziej wszechstronny ;)
kofi - 2010-03-02, 09:11

biechna napisał/a:
moony napisał/a:
człowiek rozumny powstał dzięki spożywaniu mięsa

Powstał, pomyślał i zmienił dietę ;-)

Cudne biechna od dzisiaj tak będę odpowiadała na takie argumenty, jeśli dasz copyright.

biechna - 2010-03-02, 11:06

kofi, proszę bardzo :-D
tęczówka - 2010-03-04, 19:09

kolega z klasy:ej.czy Ty jedząc same rośliny masz okres?
ja:mam
kolega z klasy:a regularny?
ja:no
kolega z klasy: :shock:

chyba miał jakąś teorię którą mu niechcący obaliłam :lol:

Lily - 2010-03-04, 19:26

tęczówka napisał/a:
chyba miał jakąś teorię którą mu niechcący obaliłam :lol:
pewnie mu się pomylił wegetarianizm z głodowaniem ;)
della - 2010-03-07, 11:41

zaiste, dociekliwy:) mnie w ogóle rozbrajają ludzie, którzy przeprowadzają ze mną rozmowy w rodzaju "jak się żyje na obcej planecie?".

<znajomy mnie czymś tam niewege częstował>
ja: nie, dziękuję
on: ale zjedz, naprawdę dobre.
ja: ale [wdech] ja jestem wegetarianką [tu czekam na kpiny].
on: ale jesteś ... taką bardzo restrykcyjną wegetarianką?
ja: yyy... to znaczy?
on: no, kiełbasę jesz?
ja: :lol:

Arielka.v - 2010-03-07, 11:50

tęczówka, ale masz ciekawskiego kolegę :mryellow:
najwidoczniej chciał potwierdzić swoje przekonania. teraz pewnie się zastanawia jak to możliwe ze jednak masz regularne miesiączki :mryellow:

della, umieram :mryellow:
Niejedzenie kiełbasy to naprawdę bardzo restrykcyjny wegetarianizm :mryellow: :lol:

Velana - 2010-03-07, 12:43

To moze ja cos dodam. Hmm, moze na dzisiaj moja babcia ;-)
Jestem w odwiedzinach u babci, ktora oferuje mi swoja zupke pychotke. No to ja pytam czy ta zupa na miesie. A ona mi mowi ze nie no bo przeciez dzisiaj piatek. Wierze bo babcia zagorzala katoliczka wiec piatek jest pewniakiem. No to jem to zupe i nagle czuje jakies wlokna miedzy zebami. Mowie do babci ze to chyba mieso i pytam co jest grane. A ona ze wsadzila dwie male kosci ale to to przeciez zadne mieso :mrgreen:

della - 2010-03-07, 14:27

żadne mięso, taa... tak samo jak zupy na kostkach rosołowych. raz zjadłam miseczkę ze względu na uczucia cioci, bo specjalnie dla mnie nie robiła wtedy na kościach. ale czułam się z tym fatalnie:/

to jeszcze z rozmówek z moim bratem:
<on przygotowuje sobie drugie śniadanie (trzecie?)>
on: chcesz parówkę?
ja: nie, dziękuję.
on: no ale przecież tu nie ma mięsa, tylko tektura i trochę farby...
ja: :lol:

Malinetshka - 2010-03-07, 15:13

Jakiś czas temu przestałam postrzegać jedzenie jako czynność towarzyską, co spotyka się z brakiem akceptacji lub co najmniej dziwnymi spojrzeniami. Jem o swoich własnych porach i prawie zawsze co innego niż inni, więc jestem nie lada dziwolągiem..
Dla mnie jedzenie to w tej chwili po prostu pokarm (albo aż), a nie robienie komuś przyjemności/przykrości, bo jedyną osobą, której możemy zrobić przyjemność/przykrość spożywając coś to my sami :) Nasz brzuch, nasz organizm. Tak to czuję, ale rozumiem, że presja z zewnątrz jest niekiedy duża i obrażona ciocia/babcia powoduje poczucie winy i inne takie... Strasznie to przykre, że tak się dzieje :|

della - 2010-03-07, 20:30

toteż właśnie. w ciągu tygodnia dla mnie też jedzenie spada do roli paliwa, dzięki któremu działam efektywnie, bądź nie. ale brakuje mi spożywania wspólnych posiłków, więc lubię po prostu posiedzieć przy wspólnym stole z tatą i/lub bratem przy śniadaniu, każdy przy swoim. w domu nie mam problemu z jedzeniem czegoś wbrew sobie, bo nikt mnie nie zmusza, ale jeśli jem u znajomych czy u rodziny i wiem, że ktoś specjalnie dla mnie coś tam robił, to jem z grzeczności, nawet jeśli czegoś tam nie jadam [typu ziemniaki, papryka, pszenica, ... sporp tego, mimo że jest to jedzenie jak najbardziej wege]. mięsem szczęśliwie nikt mnie nie karmi. wtopa z kostkami zdarzyła się raz.
Malinetshka - 2010-03-07, 21:39

della, rozumiem mechanizm "jedzenia z grzeczności" jednak smutno mi, że on w ogóle istnieje... bo nie jest to nic fajnego tak naprawdę :-?
della - 2010-03-07, 21:49

wiem, dlatego unikam. a jeśli wiem, że gdzieś tam będę jadła, to biorę ze sobą i zastrzegam, że będę miała własne jedzenie. kwestia ugadania. babcia w święta to przeżyła, więc chyba każdy może:)
Velana - 2010-03-11, 09:43

To ja musze przyznac, ze dla mnie jedzenie tylko czasami jest w roli paliwa. Staram sie zawsze czerpac przyjemnosc z jedzenia i delektowac nowymi smakami. Jem w gosciach i czasami uda mi sie zjechac jakies dobre przepisy na salatki. Nie traktuje tego jako jedzenie z grzecznosci wprost przeciwnie. Oczywiscie zawsze odmawiam tych tzw. salatek wegetarianskich z ryba czy krewetkami :mrgreen: i tlumacze ze tego nie jem. Tej zupy wtedy u babci to nie dokonczylam, zeby to bylo jasne :mrgreen: , tylko pobieglam do lazienki i plukalam zeby przez kilka minut :lol: . A babcia chyba zrozumiala ze poczulam sie oszukana bo od tej pory nigdy obiadu juz u niej nie zjadlam...
della - 2010-03-11, 18:39

velana, żeby było jasne: ja też lubię jeść, ale w ciągu tygodnia nie mam czasu na celebrowanie posiłków:(

mnie kiedyś babcia poczęstowała babką ziemniaczaną [wtedy jeszcze nie byłam wprawdzie wege...], która wyglądała... dziwnie. mama spytała, czemu taka ciemna, czy się przypaliła? babcia, że nie, bo to na czerninie [kacza krew]. do dzisiaj się zastanawiam jakim cudem powstrzymałam wymioty. nie skończyłam, żeby było jasne. yyych <wzdryga się>

Velana - 2010-03-11, 20:35

Az mna zatrzaslo. Jeszcze o takim czyms nie slyszalam. BLE BLE BLE

Ja jem nabial wiec chyba jest mi troche latwiej jesc w gosciach ;-)

Kat... - 2010-03-11, 21:23

To ja pochwalę moją babcię. Byłam u niej kilka dni temu na obiedzie wegańskim (niby nic specjalnego ziemniaki, szparagowa i brokuły ale cudnie!) i pierwszy raz w życiu zrobiła wegańskie ciasto. Specjalnie dla mnie! :-D Było strasznie słodkie ale przepyszne! Do tego jakieś galaretki beż żelatyny i czekolada gorzka na stole + herbata owocowa. Nie spodziewałam się tego bo umawiałyśmy się tylko na obiad i pogaduszki więc szczęka mi opadła. Świetna babka!
della - 2010-03-11, 21:37

Kat..., nic tylko pozazdrościć:) mnie to rozwala na łopatki, jak widzę, że ludzie specjalnie dla mnie coś przygotowują:)
bronka - 2010-03-12, 13:51

Kat... napisał/a:
Świetna babka!

super :mrgreen:
della napisał/a:
mnie to rozwala na łopatki, jak widzę, że ludzie specjalnie dla mnie coś przygotowują:)

Ja zawsze przygotowuję tak dania dla gości, aby każdy mógł zjeść. Niestety z autopsji wiem jakie to niezręczne tak siedzieć przy stole, gdy wszystko niejadalne.

Mąż z Felkiem pojechali ostatnio na weekend do męża siostry.
No i 3 dni chodziła po sklepach i zdawała relację: kupiłam już wegetariański paprykarz,..., czy Felek może zjeść grahamki?, ..., kupiłam bezstresowe jajka, ..., a mógłby się napić z nami kakao, ..., a jak zje pierogi z białej mąki to nie będziesz zła... itp.

Bardzo to miłe było, ale chyba odebrało jej przyjemność goszczenia ich :->

[ Dodano: 2010-03-12, 13:55 ]
Wczoraj spotkałam dawnego kolegę i zaprosił mnie na kawę.
ja: od razu mówię, że nie jem ciastek
H: czemu :shock:
ja: na diecie jestem
H [ z rozbrajającym uśmiechem] : ja pier...lę mięsa nie je, ciastek nie je, a sex chociaż uprawiasz :?:

maryczary - 2010-03-12, 14:00

thehoneypot napisał/a:
H [ z rozbrajającym uśmiechem] : ja pier...lę mięsa nie je, ciastek nie je, a sex chociaż uprawiasz :?:
:mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
Chciałam powiedzieć, ze twoi chłopcy mają wspaniałe imiona - Feliks i Franciszek, tak? Bardzo je lubię :)

bronka - 2010-03-12, 14:24

maryczary napisał/a:
Chciałam powiedzieć, ze twoi chłopcy mają wspaniałe imiona - Feliks i Franciszek, tak? Bardzo je lubię :)

Tak :-D Ja też bardzo je lubię. I pasują do nich strasznie :mrgreen:

Velana - 2010-03-12, 14:25

thehoneypot napisał/a:
ja pier...lę mięsa nie je, ciastek nie je, a sex chociaż uprawiasz :?: [/i]

Ale skecz :lol: dobre, ale napisz co mu odpowiedzialas...hehe :-P

Kat...zazdroszcze ze babcia ma taki szacunek do Twoich przekonan.

della - 2010-03-12, 19:16

na pewno, ze uprawia, bo wzmacnia skuteczność diety;)
bronka - 2010-03-15, 11:43

Velana napisał/a:
thehoneypot napisał/a:
ja pier...lę mięsa nie je, ciastek nie je, a sex chociaż uprawiasz :?: [/i]

Ale skecz :lol: dobre, ale napisz co mu odpowiedzialas...hehe :-P

zgodnie z prawdą- że owszem, ale tylko z własnym mężem :-P

kasiaaa - 2010-03-15, 15:57

dzisiaj jechałam w metrze ze znajoma, która nie wie, ze jestem wege. gadamy i nagle ona czestuje mnie mamba.
k-chcesz mambe?
j-nie dzieki, nie lubie
k-jak to???!!!
j-normalnie, nie lubie cukru.
k-ale jak to, wszytkie dzieci kochaja cukierki, lizaki, czekolade, jak mozna nie jesc cukru????????!!!!!!!!!!
j-dosc długo go nie jem i nie lubie juz tego smaku.
k-a herbate tez gorzka pijesz?!
j-tak
k-jezu, POWINNAS DO TEGO JESZCZE JAKAS WEGETARIANKA BYC!
j-yyyy,jestem wegetarianka...
k- :shock:
j- :?:
k- ale przeciez cukier nie zyje, nie czuje, nie rozmnaza sie, wiec dlaczego go nie jesz?

Humbak - 2010-03-15, 20:39

kasiaaa napisał/a:
ale przeciez cukier ... nie rozmnaza sie
ja tam nie wiem... u mnie jakimś dziwnym trafem... :-P :->
Arielka.v - 2010-03-15, 21:01

kasiaaa napisał/a:
nie rozmnaza sie


oj mam wrażenie ze sie rozmnaża, szczególnie na biodrach i brzuszku :mryellow:

a tak wlasciwie to nie rozumiem dlaczego wegetarianie mieliby jesc wszystko co nie żyło i sie nie rozmnaża.
przecież inne względy, szczególnie zdrowotne również są ważne.

kasiaaa napisał/a:
wszytkie dzieci kochaja cukierki, lizaki, czekolade


nie wszystkie

:mryellow:
kasiaaa napisał/a:
jak mozna nie jesc cukru????????!!!!!!!!!!


nie widzę w tym nic dziwnego ;-)

Tasak - 2010-03-15, 21:18

Coś w tym jest..
Kiedyś w mieszkaniu kolegi, jeden współlokator robił mojej koleżance herbatę i zapytał czy słodzi, ona, że 'nie' na co inny współlokator "pewnie wegetarianka jesteś?"
Tylko trochę mimo wszystko nie rozumiem dlaczego ludzie to łączą aż tak. :D

gemi - 2010-03-15, 22:41

ja mówię w takich sytuacjach, że nie słodzę z lenistwa, bo mi się kiedys po cukier nie chciało iść. No i tak już zostało :-)
moony - 2010-03-17, 17:58

A wiesz gemi, mój współpracownik mówi tak samo. I dodaje, że dzięki temu cała stancja się odzwyczaiła i nie lubi już cuktu :-D
della - 2010-03-19, 17:30

jakoś nigdy nie skojarzyłabym jednego z drugim. słodzenia oduczyła mnie mięsożerna koleżanka... zresztą moja drapieżna rodzina również nie słodzi. brat do niedawna jeszcze uprawiał tenże proceder i kiedy przez pomyłkę wypiłam łyk jego herbaty, to wyplułam ją do zlewu i wypłukałam usta. mdła w smaku, fe... aż ciężko mi uwierzyć, że kiedyś nie potrafiłam nie słodzić herbaty.
natka - 2010-03-19, 19:07

mój wykładowca dowiedziawszy się, że nie jem mięsa powiedział, że jest mu bardzo smutno, bo pewnie się już nie zobaczymy...
-ja: a co wybiera się Pan gdzieś? :->
-nie... bo to pewnie Ty już długo tak nie pociągniesz...
-ja: :shock: :shock: :evil:
-a jakbym zaprosił Cię na grilla? w końcu ciepło się robi. To pewnie byś nie poszła?
-ja:oczywiście, że bym poszła!...
-a co byś jadła?
-ja: wszystko oprócz mięsa... :-P
- no to chyba nie za dużo...;/
- ja: no tak... zawsze zostaje mi jeszcze węgiel drzewny z grilla :mrgreen:

tcioflove - 2010-03-20, 12:31

Trafiłam jakiś czas temu na obiad u mojego chłopaka. był to piątek wiec na stole danie bezmięsne- a jakże- ryba. Tata chlopaka pyta: " a moze tez miałabyś ochote na rybkę?" . Mój chłopak siedzi zmieszany i próbuje jakos wyjasnić ale wyszło mu tylko jakies "yyy...ale...eee...". Wyjaśniłam wiec, ze ja ryb nie jadam. I na to tato wykrzyknął: DZIEWCZYNO!!!!! przecież ty się nabawisz jakichś chorób!!! Rybę TRZEBA jeść dwa razy w tygodniu!!!". ja grzecznie tlumaczę, że przeprowadzono badania ( bo jak badania to jakoś mądrzej a nie jakieś moje widzimisie) i udowodniono, że dobrze dobrana dieta wegetariańska a nawet wegańska ( choć nie wiem czy tata wie jaka to) jest zdrowa. Cos tam jeszcze było, że jak juz mięsa nie jem to chociaz rybę bym mogła ale ja już nic na to nie odpowiedziałam, bo nie lubię takich rozmów. No i poza tym gdybym juz miała jesc "chociaż" ta rybę to juz równie dobrze mogłabym jeść krowę czy inną świnię.
assasello87 - 2010-03-20, 14:01

wrrrr jak mnie tacy ludzie dobijają. dlaczego tak wiele osob staje sie wielkimi zawcami diety, i dlaczego bardziej martwia sie o losy wege , niz p tych którzy jedza dzie w dzien w mcshitach.
dzis zalazlam jakis artykul o wege. i tez iby pisza ze to zdrowa dieta a z drugiej strony bzdury w stylu ze jedyym zródłem białka i zelaza jest mięso.

tcioflove - 2010-03-20, 15:45

Kolejne mi się przypomniało. rozmowa z moim chłopakiem
on: moja mama pyta czy ty bierzesz jakieś witaminy.
ja: no przecież wiesz że nie biore.
on: no i mówiła że jeśli nie to powinnas bo mozesz się rozchorować.
ja: ale na co i dlaczego?
on: no nie wiem...
ja: ale dlaczego bym miała?
on: ....
ja: aha. Ze niby dlatego że miesa nie jem?
on: ......
ja: a jakie witaminy zawiera mięso?
on:......
ja: co takiego ma mięso czego nie dostarcze w inny sposób?
on: .....

KONIEC ROZMOWY :P

Dodam jeszcze, że mój chłopak i jego rodzina nie wyobraża sobie obiadu bez mięsa. no moze on jeszcze tak bo czasem razem gotujemy cos wege i to czesto jest jego pomyslu ale rodzice sa strasznie miesozerni. az strach co to bedzie po slubie :P a swojaą droga to chłopak niejadł mięsa przez tydzień po tym jak obejrzał Ziemian. Później znowu zaczął chyba głównie przez rodziców.

Arielka.v - 2010-03-20, 18:33

assasello87 napisał/a:
dlaczego bardziej martwia sie o losy wege , niz p tych którzy jedza dzie w dzien w mcshitach.


moze dlatego, ze w McShitach jest mięso a jakby nie patrzec ich zdaniem to źródło żelaza
poza tym w naturze czlowieka tkwi bardziej krytykowanie mniejszosci niż w większosci.
nie przejmuj się, przecież wiesz jak jest naprawdę. ;-)

tcioflove napisał/a:
az strach co to bedzie po slubie :P


po ślubie kilka razy obejrzycie Ziemian i znowu bedziesz miala wegetarianina :P

della - 2010-03-20, 19:48

Arielka.v napisał/a:
tcioflove napisał/a:
az strach co to bedzie po slubie :P


po ślubie kilka razy obejrzycie Ziemian i znowu bedziesz miala wegetarianina :P


:lol: nic, tylko w czyn wprowadzić.

ja dzisiaj gościłam znajome na obiadokolacji i popełniłam przepyszną [szczerze przynajmniej powiem :mryellow: ] zapiekankę ryżową. wyjęłam z piekarnika, kroję i
jedna pyta: a to zielone to co?
ja: szpinak, mam nadzieję, że lubicie:)
one: pierwszy raz w życiu będziemy jadły, my jesteśmy z pokolenia kotletów schabowych:)
tu się moja mama wtrąciła i oświeciła gości, że ja schabowych nie jadam etc.

chyba wyszłam na ufoludka, zwłaszcza jak powiedziałam, co jest w zapiekance [że wszystko takie zdrowe :roll: ]

Capricorn - 2010-03-20, 21:56

tcioflove napisał/a:
az strach co to bedzie po slubie :P


a co takiego ślub zmienia?

della, poproszę o przepis na zapiekankę ryżową ze szpinakiem :D

della - 2010-03-20, 22:23

Capricorn, przepis jest tutaj: http://wegedzieciak.pl/vi...p=304376#304376

ślub wg mnie niewiele zmienia, jeśli tylko trafi się na odpowiedniego człowieka. zawarcie związku małżeńskiego to tylko symbol, zalegalizowanie tego, co przecież i tak już istnieje.

znajoma dzwoniła i prosiła o przepis, także nie tylko mi smakowała owa zapiekanka. naprawdę polecam:)

Arielka.v - 2010-03-20, 22:33

A ja przed chwilą doznałam szoku.
czasami udzielam się na pewnym forum kobiecym i akurat dzisiaj na to forum weszłam, to co tam przeczytałam - koszmar dosłownie :-(

Jedna kobietka opisywała, że dzisiaj miała jak to nazwała "świniobicie" na święta i że co prawda niesamowicie ciężko jest przerobić tyle mięsa ale jaka to satysfakcja gdy wszystkim smakuje :roll:

Na co druga z wielką dumą stwierdziła, że ona już od dziecka asystowała dziadkowi w "oczyszczaniu i rozbiórce mięsa", co prawda przy samym zabiciu nie była ale potem już do końca tak. A najpyszniejsze jej zdaniem jest takie świeże mięso z dopiero co zabitej świni usmażone z cebulą :shock:

W dyskusji tej wzięła udział jeszcze trzecia osoba ktora uznała, że najbardziej lubi kiełbasę swojską ale przy zabijaniu świni nigdy nie była czego niesamowicie bardzo żałuje ]:-> ]:-> ]:->

Pozostawiam to bez komentarza, bo tak naprawdę brakuje mi słów :-/

LucySky - 2010-03-20, 23:42

Arielka.v, z jednej strony rozumiem Twoje oburzenie (nie wiem, czy dobrze nazwałam tę emocję ;) ), ale z drugiej, jakoś mam większy szacunek do ludzi, którzy potrafią sami "pozyskać" mięso, zabić zwierzę, pokroić etc. aż do efektu końcowego, oni po prostu wiedzą CZYM jest to co jedzą. Nie lubię tych wrażliwców, którzy zajadając "mięsko" nie dopuszczają do swojej świadomości tego, że to naprawdę jest kawałek zwierzęcia. Zdarzyło mi się usłyszeć stwierdzenie niewegekobiety "zabiłbyś cielątko? ty nie masz serca! ". Bardzo, bardzo nie lubię takich tekstów.

ps. uważam, że wciąganie dzieci w "świniobicie" jest niefajne. Delikatnie mówiąc. Choć z drugiej strony ci ludzie nie widzą w tym nic złego. Rany, jakie to popieprzone, zabijanie takiego wielkiego i mądrego zwierza staje się atrakcją normalnie. Smutne. Koszmar. Ale to my jesteśmy nienormalni, nie?

Arielka.v - 2010-03-21, 09:01

LucySky napisał/a:
mam większy szacunek do ludzi, którzy potrafią sami "pozyskać" mięso, zabić zwierzę, pokroić etc. aż do końca


tutaj się z Tobą zgadzam tym, że mi nie chodzi o sam fakt tego "świniobicia" bo wiadomo że mięsożernych jest na swiecie przeważająca większość i wszystkich ich nie zmienimy więc takie sytuacje mają miejsce na codzień. najbardziej mnie "uderzyły" te wszystkie zachwyty nad tym jak fajnie jest uczestniczyć w takim zabijaniu bo to przecież same atrakcje :shock:
z jednej strony przygotowują sie do świąt Wielkanocnych (symbolizujących nowe życie), biegają od Wielkiego Czwartku do Kościoła a w domu zachwyt nad zabijaniem zwierzęcia :-|
mam podobne odczucia jak przed Bożym Narodzeniem (KARP!!!).

assasello87 - 2010-03-21, 11:39

no ja sie zgadzam i z Arielką i z LucySky.

ja nie popieram zadnego zabijania zwierzat, ale z dwojga złego wole ludzi którzy hodują np.swinie i sami ją zabiją. przynajmniej ma jako takie warunki zycia, i unika transportu.
wiadomo ze bardziej dobijaja mnie ludzie którzy mają kilkanascie supermarketów, i setki sklepów z równorodnym jedzeniem a wybieraja mielonego, niz jacys tam eskimosi którzy zjedza fokę.

ale po co odrazu zachwyty?

della - 2010-03-21, 13:09

a ja mam koleżankę, która uwielbia mięso i nie wyobraża sobie bez niego życia. natomiast sama go nie przygotuje, bo ją brzydzi widok i dotykanie surowego mięsa. powiedziałam jej otwarcie, że mam ją za hipokrytkę. właśnie to mnie wkurza - taka postawa. podobnie jak Wy szanuję ludzi, którzy trzeźwo podchodzą do kwestii jedzenia mięsa i wiedzą, z czym to się wiąże. to ich sprawa, skoro są tego świadomi.
nika - 2010-03-21, 19:18

moja znajoma kiedyś zsiniała i groziła że zaraz zwymiotuje jak nie przestanę o wnętrznościach mówić, w czasie tej rozmowy ze smakiem wcinała pieczonego z głową pstrąga :-/
Co do zabijania to mój M. opowiadał mi jak w dzieciństwie chodził z tatusiem swoim do gołębnika i uczył się zabijać gołębie i jeszcze króliki. Podobno miał niezłą frajdę :evil: . Naszczęście trochę inaczej na to teraz patrzy, ale jak słyszę że dziadek chce Ali pokazać gołąbki to nie wiem gdzie uciekać.

tcioflove - 2010-03-21, 20:26

Capricorn napisał/a:
tcioflove napisał/a:
az strach co to bedzie po slubie :P


a co takiego ślub zmienia?


teraz dopiero sie skapnęłam, że miało być, że jak w ciąży będę. chociaż po slubie też i jak razem zamieszkamy. jeszcze mnie posądzą że nie przygotowuję pełnowartościowych potraw bo same warzywa i owoce a tu przecież ni witamin ni innych substancji odzywczych :P

della - 2010-03-21, 21:24

tcioflove, moja sąsiadka w czasie ciąży wróciła do jedzenia mięsa [z obrzydzeniem]. w ogóle dowiedziałam się przypadkiem, że była wegetarianką. spytałam skąd tamta zmiana, czy ciąża była zagrożona etc., ale ona powiedziała mi tylko, że wyniki miała książkowe, tylko nie mogła znieść myśli, że pozbawia czegoś swojego dziecka. jak dla mnie to dziwne podejście - tyle jest dowodów na to, że ciąża nie wyklucza wegetarianizmu. notabene, sąsiadka -teraz matka dwójki chłopców lat 8 i 10- do wege nie wróciła. na moje pytanie dlaczego, odpowiedziała, że chłopaki zaraz by też odmówili jedzenia mięsa. wg mnie to tym lepiej, ale niech każdy żyje po swojemu.
gemi - 2010-03-24, 07:53

della, smutne to, o czym piszesz. Myślę, że to raczej kwestia wygodnictwa. Jeśli ktos jest wege "z powołania", to raczej mu takie przygody nie grożą.
Mam jedną koleżankę, która na codzień je wegetriańsko, a na wyjeździe lub przy okazji rodzinnych świąt mięso je, bo nie znalazła na stole pełnowartościowej wege potrawy. Przypuszczam, iż dzieje się tak dlatego, że koleżanka unika mięsa jedynie ze względów zdrowotnych, etyczne są dla niej dalece mniej ważne. Dla mnie takie postępowanie jest niezrozumiałe, ale szanuję jej decyzję. Może dlatego, że sama byłam na bardzo długim okresie przejściowym - około 5 lat.

alken87 - 2010-03-24, 16:54

dialog z serii kuchenne:

babcia: rozmroziłam ci kurczaka, usmaż sobie
ja: babciu ja nie jem mięsa, żadnego
babcia: to może chociaż mielone zjesz?

:P

neina - 2010-03-24, 17:06

Dla mnie to zawsze bedzie niezrozumiale, dlaczego - wedlina, kielbasa, ryba, kurczak to nie mieso?
Capricorn - 2010-03-24, 17:28

neina napisał/a:
Dla mnie to zawsze bedzie niezrozumiale, dlaczego - wedlina, kielbasa, ryba, kurczak to nie mieso?


pewnie na podobnej zasadzie co:
- jak tylko raz - to nie zdrada,
- jak po alkoholu - to nie zdrada,
- jak po przyjacielsku - to nie zdrada,
- jak nikt nie wie - to nie zdrada,
itd.

kofi - 2010-03-24, 17:31

Sorry za OT.
Jak z Kowalską to też nie zdrada, tylko uczynek miłosierny.

Mam nadzieję, że nie ma tu Kowalskich. :->

neina - 2010-03-25, 11:44

A po ciemku?
Capricorn - 2010-03-25, 13:25

neina napisał/a:
A po ciemku?


po ciemku, z Kowalską, po alkoholu, i tylko raz, i żeby nikt nie wiedział, to niechybnie pięciokrotna NIEzdrada ;-)

bronka - 2010-03-25, 14:15

ale się rozwinął ten temat zdrady ;-)

A ja dzisiaj w przypływie głupawki od nadmiaru słońca palnęłam aż mi się śmiać do teraz chce...
A było to tak :-P :

Po drodze do pracy i kupiłam bukiecik tulipanów. Śliczne takie, fioletowe :mrgreen: i idę taaaka szczęśliwa i uśmiechnięta. Kwiatki piękne, słońce piękne, humor piękny.
Podchodzi pan z mikrofonem (tzw. reporter) z gazety i coś bredzi o urodzie, kosmetykach, jakiś dodatek w gazecie o kobietach...
- proszę się podzielić z czytelniczkami tajemnicą Pani niezwykłej urody
A ja: tylko dieta wegetariańska Panie Redaktorze :mrgreen:
I pognałam dalej :mrgreen:

gosia_w - 2010-03-25, 14:40

thehoneypot napisał/a:
A ja: tylko dieta wegetariańska Panie Redaktorze :mrgreen:

:mryellow: :mrgreen: :mryellow:

moony - 2010-03-25, 15:46

thehoneypot napisał/a:
A ja: tylko dieta wegetariańska Panie Redaktorze :mrgreen:
I pognałam dalej :mrgreen:


O łał! Przytomność umysłu na poziomie 1000 % :mrgreen: thehoneypot, nie wiem, jak wyglądasz, ale wyobrażam sobie Twoją minę! O, nie mogę... :lol:

zina - 2010-03-25, 15:51

thehoneypot, celujący za odpowiedź :-D
bronka - 2010-03-25, 16:02

:lol: dzięki :mryellow:
Jeszcze mi się śmiać chce jak o tym pomyślę.
Moja mina to pikuś. Ja po prostu od tego słońca tryskałam energią.
Ale mina tego gościa :lol:

A tak na marginesie- jakaś miss to ze mnie nie jest :-P , ale to w końcu do gazety

Arielka.v - 2010-03-25, 21:13

thehoneypot, :mryellow:
Świetna odpowiedź.
Chciałabym zobaczyć minę tego Redaktora :lol:

kamma - 2010-03-25, 21:41

thehoneypot, aleś zapodała! gratulacje!
bodi - 2010-03-25, 23:28

thehoneypot, brawo :D zazdroszczę przytomności umysłu, mój refleks w takich sytuacjach bywa mocno spóźniony ;)
maryczary - 2010-03-25, 23:30

bodi napisał/a:
zazdroszczę przytomności umysłu, mój refleks w takich sytuacjach bywa mocno spóźniony ;)
witaj w klubie :mrgreen:
bojster - 2010-03-26, 00:20

euridice napisał/a:
thehoneypot, jesteś boska! :D


No normalnie garnek miodu! :-P
Szkoda że to nie było z tv. ;-)

bronka - 2010-03-26, 10:30

o matko! ale wywołałam zamieszanie :lol:
bodi napisał/a:
zazdroszczę przytomności umysłu, mój refleks w takich sytuacjach bywa mocno spóźniony ;)

mój też- nie wiem co mnie opętało :-D Normalnie albo nie wiem co powiedzieć, albo zabijam takich ludzi wzrokiem i nie podchodzą :-P
szkoda, że nawet nie wiem co to była za gazeta :->

assasello87 - 2010-04-08, 19:57

ogladam program w tv gdzie pokazywali jakas "fabryke" w której dziennie zabija sie 1400 kurczakow. i na dodatek wiesza sie ja na żywca . oczywista nie wytrzymalam poryczalam sie a jak ie juz uspokoilam ide do pokoju do mojej matki i jej to mowie. a ona: aha. no tak bywa. ja: no jak to "bywa" ?! ona: i co myslisz ze tjak nie jesz miesa to to cos zmieni.
dzizas...

nie znam sie na matematyce ale
wg encyklopedii polska ma 38mln mieszkancow. podobno 8 % to wege. liczmy ze przecietny miesozerca zjada minimalnie jednego kuraka w tyg. a rok ma 52 tygodnie.
to moze swiata nie zbawia ale kilka kurczakow napewno

gosia_w - 2010-04-08, 20:12

hm... a skąd info, że 8% w Polsce to wegetarianie? Wydaje mi się, że sporo mniej.
Lily - 2010-04-08, 21:26

assasello87 napisał/a:
to moze swiata nie zbawia ale kilka kurczakow napewno
też tak myślę, co do tych 8% to nie sądzę... wiem, że czasy się zmieniają, ale w moim liceum nie było chyba nikogo (w klasie na pewno), a na studiach chyba 2 osoby (choć ta druga chyba w końcu zrezygnowała) na ponad 60... potem ja dołączyłam ;)
assasello87 - 2010-04-08, 22:37

no ja na roku mam okolo 14 osob z czego 4 sa wege
Arielka.v - 2010-04-08, 22:44

w mojej grupie na uczelni wśród 29 osób jest tylko dwoje wegetarian (w tym ja).
chyba 8% to jednak trochę za dużo.

Lily - 2010-04-08, 22:49

Arielka.v napisał/a:
w mojej grupie na uczelni wśród 29 osób jest tylko dwoje wegetarian (w tym ja).
2, czyli ile to %? bo 10 % z 29 to 2,9 osoby, a 2 to też sporo ;)

[ Dodano: 2010-04-08, 23:49 ]
assasello87 napisał/a:
no ja na roku mam okolo 14 osob z czego 4 sa wege
wow, co to za kierunek?
Arielka.v - 2010-04-08, 23:02

Lily napisał/a:
2, czyli ile to %? bo 10 % z 29 to 2,9 osoby, a 2 to też sporo


6,9 % o ile dobrze liczę.
no faktycznie to jednak nie jest tak mało. ;-)

moze to 8 procent jest ale nalezy pamietac o tym ze sporo osob uważa sie za wegetarian a niewiele ma z wegetarianizmem wspólnego.
ktos uwaza ze jest wege ale zajada ryby czy owoce morza.
to rowniez moze miec wplyw na wyniki badań :-/

jakiś czas temu pewien chłopak powiedział mi, ze wegetarianie sa źli ponieważ "zjadają jedzenie jego jedzeniu" :roll:

Lily - 2010-04-08, 23:19

Arielka.v napisał/a:
sporo osob uważa sie za wegetarian a niewiele ma z wegetarianizmem wspólnego
to prawda, sama mam taką ciotkę, która gości karmi sałatką śledziową ;)
assasello87 - 2010-04-08, 23:44

Lily napisał/a:

[ Dodano: 2010-04-08, 23:49 ]
assasello87 napisał/a:
no ja na roku mam okolo 14 osob z czego 4 sa wege
wow, co to za kierunek?


jedna czesc kulturoznastwo druga -wiedza film-teatr

alken87 - 2010-04-09, 09:46

Lily napisał/a:
Arielka.v napisał/a:
sporo osob uważa sie za wegetarian a niewiele ma z wegetarianizmem wspólnego
to prawda, sama mam taką ciotkę, która gości karmi sałatką śledziową ;)


o tak, ja sama wielu takich znam :-P

ostatnio widziałam program o zaburzeniach odżywiania, była babka co jadła tylko ziemniaki i kiełbasę :roll: i pokazywali ją jak robi zakupy w supermarkecie. przechodząc koło stoiska z rybami i widząc rybę w lodzie (taką razem z głową itp) stwierdziła "nie wiem jak ci wegetarianie mogą jeść ryby. przecież to kanibalizm" :lol: dodam, że to brytyjski program więc przekonanie ludzi, że wegetarianie żywią się głównie rybami, nie króluje tylko nad Wisłą :roll:

e, może to my jesteśmy w błędzie i kawał dobrego żarcia nam umyka :-P :mryellow:

kitteh - 2010-04-09, 13:01

assasello87 napisał/a:
ogladam program w tv gdzie pokazywali jakas "fabryke" w której dziennie zabija sie 1400 kurczakow. i na dodatek wiesza sie ja na żywca . oczywista nie wytrzymalam poryczalam sie a jak ie juz uspokoilam ide do pokoju do mojej matki i jej to mowie. a ona: aha. no tak bywa. ja: no jak to "bywa" ?! ona: i co myslisz ze tjak nie jesz miesa to to cos zmieni.
dzizas...

nie znam sie na matematyce ale
wg encyklopedii polska ma 38mln mieszkancow. podobno 8 % to wege. liczmy ze przecietny miesozerca zjada minimalnie jednego kuraka w tyg. a rok ma 52 tygodnie.
to moze swiata nie zbawia ale kilka kurczakow napewno



jej, ja pamietam jak w grudniu dostalam regularnego ataku paniki, bo mialam wziac z lodowki jakas pietruszke czy cos i zobaczylam sklad trupow, normalnie kostnice. 2 trupy kaczek, jakies inne pocwiartowane ptactwo, przerobione zwloki typu kielbasa.
zaczelam sie trzasc i plakac, co moja matka skwitowala: " no oc*pialas?juz ci calkiem odwalilo"
yum

assasello87 - 2010-04-12, 09:54

kilka dni tenmu w jakiejs pani domu czy innym naju przeczytalam lit jakiejs matki ze jej 3 letni synek w ogole nie chce jesc miesa. i co ona nieszczęsna ma robic.

oczywiscie pani/pan doktor napial ze mieso jest niezbednie straszliwie i okropnie koniecznie do jego rozwoju


ech 3 latek mądrzejszy od lekarza...

Kilmeny - 2010-04-12, 14:24

Współczuję temu dziecku :-( . Wiem, jak to jest, kiedy nie potrafi się połknąć kawałka mięsa bez obrzydzenia, a wszyscy wokół mówią, że jest niezbędne. Moi rodzice to lekarze (pół biedy, że nie dietetycy), więc tym bardziej im wierzyłam :roll: .
assasello87 - 2010-04-14, 18:21

r: bezsens! czemu ty nie zjesz zupy jak jest gotowana na mięsie. przeciez miesa jesc nie musisz
ja: a gdybym do zupy wrzucila odcietą noge czlowieka i powiedzila: jedz zupe nogi mozesz zostawic to bys zjadł?


wiem , makabryczna jestem

nika - 2010-04-14, 20:43

assasello87, ;-) ja zagroziłam mojemu M. że jak przyniesie do domu jakieś mięso to zeskrobę kota z ulicy i będę trzymać w lodówce, bo dla mnie nie ma róznicy.
Lotna - 2010-04-14, 21:06

nika napisał/a:
assasello87, ;-) ja zagroziłam mojemu M. że jak przyniesie do domu jakieś mięso to zeskrobę kota z ulicy i będę trzymać w lodówce, bo dla mnie nie ma róznicy.


oooostro :mrgreen:

alken87 - 2010-04-14, 22:35

nika napisał/a:
assasello87, ;-) ja zagroziłam mojemu M. że jak przyniesie do domu jakieś mięso to zeskrobę kota z ulicy i będę trzymać w lodówce, bo dla mnie nie ma róznicy.


o matko, wyobraziłam sobie lodówkę wypchaną takimi trupkami z autostrady :-P

"kochanie, co ci dziś przyrządzić?"

bronka - 2010-04-15, 11:42

nika, :mrgreen: ]:-> :mrgreen:

Podbudowałaś mnie, że nie tylko ja jestem potworem ;-)

okso - 2010-04-18, 22:41

bylam wczoraj na grilu u mojego chlopaka i standardowo byla mala sensacja ze nie jem miesa i jestem "kosmitka" z tego powodu

ktos tam nawet powiedzial ze wie ze mozna zyc bez miesa i wcale nie jest niezbedne ale ona za bardzo kocha mieso... jak powiedzialam ze ja tez kocham dlatego wole jak sobie chodzi to nastapila chwila ciszy a potem zaczeli gadac ze jak ja nie zabije/zjem tego zwierzaka to zrobi to ktos inny wiec o co mi w ogole chodzi :roll:

btw rodzice mojego m. maja 4 male absotulnie urocze swinki, kilka malutkich kroliczkow i dwie krolicze mamy. wszystkim sie zwierzaki podobaja ale to oczywiscie nie znaczy ze nie zostana zabite i przerobione na kotlety :evil:

to jakas makabra i jak o tym mysle to chce mi sie plakac, mam ochote zabrac stamtad te biedne zwierzęta :cry: ... ale oczywiscie to ze mna jest cos nie tak a z nimi wszystko ok :roll:

kofi - 2010-04-19, 08:36

Z wielką niechęcią myślę o tym, że znowu zaczyna się "sezon grillowania". Już nas nikt na szczęście nie zaprasza na te głupie grille, ale jak pomyślę o wszechogarniającym smrodzie przypalanego mięcha robi mi się słabo.
(Nawiasem mówiąc wczoraj delikatnie zwróciłam uwagę sąsiadowi z działki, żeby nie karmił mojego psa - był niemalże obrażony, pokazywał, że daje kiełbasę, nie byle co. Nosz k....., żebym jeszcze musiała się tłumaczyć, że nie pozwalam karmić własnego zwierzaka. Kilkakrotnie prawie się na nas obrazili, jak zaproszeni do nich nie jedliśmy mięcha i babki z galaretki, wysłuchaliśmy kilku durnych komentarzy, znoszę k.... ich wędzarnię pod moim płotem, wrrrrr, niech tę pnącza w końcu urosną)

Amanii - 2010-04-19, 09:52

Ja tam uwielbiam sezon grillowy :) Lubię być zapraszana na grilla i lubię wzbudzać sensację moimi wegeburgerami czy szaszłykami. Nikt nie ma takiego fajnego, urozmaiconego jedzenia, wszyscy wcinają tylko jakieś ordynarne kiełbaski. Poza tym grillujemy zazwyczaj fajną paczką znajomych, przy piwku i rozmowach, nie chcę z tego rezygnować, tylko dlatego że mam inne poglądy. Mam je też na innych imprezach, gdzie też się jada - grill się niczym nie różni.

A zapach grilla lubię, no ale to już indywidualna kwestia :)

okso - 2010-04-19, 10:09

ja tez ogolnie lubie chodzic na grilla chociaz lubilabym bardziej chodzic na wegegrilla ;) ale dlaczego ZAWSZE ktos musi zaczac gadac o tym ze jestem dziwna, nienormalna itd i jeszcze przekonywac mnie ze to ze ja nie jem miesa niczego nie zmieni :roll:

nie moge przestac myslec o tych prosiakach, ryczalam przez to wczoraj i zapewne moj facet mysli ze jestem po******

ide zagrac w lotto jak wygram to kupuje chate za miastem i zabieram swinie ze soba :mrgreen:

nika - 2010-04-19, 12:53

Ja griluję i ogniskuję od lat w niemal nie zmienionym składzie, nawet jak impreza jest u mnie nie jestem w stanie zorganizować jedzenia dla tylu osób ile przyjeżdża, niestety każdy sam sobie przynosi i mięcho bywa. Miło mi strasznie, że coraz częściej pojawiają się wegetariańskie rzeczy na grila, nawet jak nie ja je zrobię. No i jak gotujemy coś wspólnie to zawsze jest wege, najwyżej jest osobno coś mięsnego i kto chce to sobie wrzuca. Jakoś chyba mam szczęście do tych ludzi.
moony - 2010-04-19, 16:10

A propos - byłam na "garden party" u mojego szwagra. Gadki w stylu "nie zabijaj muchy, przecież to żywy organizm, zaraz E. (czyli ja) zabije ciebie" albo "no E., ty będziesz jadła tylko frytki, bo nie wiem, co ty jesz" (wszystko poza mięsem, k...) po prostu mnie rozwalały. W pewnym momencie myślałam, że się rozpłaczę - wiem, że to tylko żarty, ale nie mogę zdzierżyć jechania po mojej wrażliwości. W końcu mój drugi szwagier to uciął.
Ciekawe, czy poprzednią dziewczynę mojego męża (też była wege) też tak traktowali? :roll:

kitteh - 2010-04-20, 12:01

swoja droga, ciekawa sprawa. uswiadomilam ostatnio koledze, ze jednak nie jem miesa.
on na to: wegetarianie to chorzy ludzie! chorzy psychicznie! nie rozumiem, jeeeeeeeeeeezzzzzzzuuuuuuuuuu <--oczywiscie zadnych rzeczowych argumentow i lawina demotywatorow z krowa na pastwisku i podpisem: moje jedzenie s*a na wasze jedzenie!
czy ludzie sa az tak ograniczeni?

moony - 2010-04-20, 12:33

Ludzie są bardzo, bardzo ograniczeni i niestety ta plaga się rozprzestrzenia. Ja nie rozumiem, dlaczego ludzie potrafią być tak bardzo nietolerancyjni, zupełnie pozbawieni empatii, jakiegokolwiek zrozumienia i szacunku - chociażby dla nas i dla naszych poglądów.
assasello87 - 2010-04-20, 12:49

kitteh napisał/a:
swoja droga, ciekawa sprawa. uswiadomilam ostatnio koledze, ze jednak nie jem miesa.
on na to: wegetarianie to chorzy ludzie! chorzy psychicznie! nie rozumiem, jeeeeeeeeeeezzzzzzzuuuuuuuuuu <--oczywiscie zadnych rzeczowych argumentow i lawina demotywatorow z krowa na pastwisku i podpisem: moje jedzenie s*a na wasze jedzenie!
czy ludzie sa az tak ograniczeni?


a kolega ile ma lat ? 14? bo z jego wypowiedzi wynika ze wiecej nie ma.

kitteh - 2010-04-21, 07:55

........23..........
assasello87 - 2010-04-21, 14:18

o matko...
jak bedzie ci cos jeszcze mowil to wlacz mu jakis drastyczny filmik z uboju zwierzat i postaw przed nim mieso i zycz zmacznego

kitteh - 2010-04-21, 22:25

obawiam sie, ze nic to nie da. kiedys rozwazal nawet, czy nie sprzedalby swojego posladka na szynke za odpowiednia kwote
Tasak - 2010-04-22, 09:27

Może mało to odpowiednie miejsce, ale nie wiem gdzie mogłabym to wkleić. Strasznie się cieszę, że kończę już tę szkołę, bo załamują mnie takie rzeczy.
http://img59.imageshack.us/img59/4320/oszalali.jpg
Już pomijając kwestię, czy to, że 'nie mówimy na ogół' oznacza, że jest to słuszne, ale.. jak obrońcy zwierząt to oczywiście muszą od razu być oszalali? no bo jakże inaczej..

Lily - 2010-04-22, 10:53

Tasak, :evil:
kitteh - 2010-04-22, 11:24

ale to jest jakas paranoja!
z tekstu wynika, ze mozna katowac psy i rzucac kamieniami w koty? ja to tak rozumiem.
dajmy ten tekst psychopacie, bedzie zazynal zwierzeta i zostawial na ulicy.bo wolno!

Lotna - 2010-04-22, 12:57

Tasak, :evil:
Amanii - 2010-04-22, 16:30

oo grubo... :roll: to z policją też dobre ("nie wiadomo jakby wyglądał świat, gdyby nic nie było karalne" - sorry, ale traktują was jak debili... jak karać to od razu pałą, nie? )
no ale taki jest system edukacji - podtrzymuje system opresji :)

okso - 2010-04-22, 19:11

brakuje tylko akapitu o tym ze jak sie bije dziecko to tez nie przemoc bo przeciez dzieci trzeba wychowywac :roll:

ludzie mnie zalamuja....

Tasak - 2010-04-22, 19:46

No wkleiłam tylko fragment, bałam się tego czytać dalej. Jak ktoś chce, to zeskanuje ;)
Pochodzi to z "Mini-wykłady o maxi-sprawach" Leszka Kołakowskiego. Tak przynajmniej napisali pod spodem..

assasello87 - 2010-04-22, 22:56

przeczytalam tylko te podkreslony frgment ale skoro to z kołakowskiego to mysle ze on mial na mysli tych naprawde przeadnie nawiedzonych obroncow a tacy ie zdarzaja. nie no kołakowski jakby nie parzec idiotą nie jest, chyba sie zle wyrazil.
tak mi sie wydaje

kitteh - 2010-04-23, 00:24

z tego, co mi wiadomo, kolakowski umarl jakis czas temu. myle sie?
Amanii - 2010-04-23, 06:59

Tak, zmarł w 2009.
Idiotą nie był, rzecz jasna, ale te jego późniejsze teksty, to nie jest to, co tygryski lubią najbardziej. Tego nawet nie znałam, chociaż z mini wykładów korzystałam, tyle że nie z tego tematu.
assasello87 napisał/a:
skoro to z kołakowskiego to mysle ze on mial na mysli (...)

aha, czyli jak anonim, to jest głupi, ale jak Kołakowski to już taryfa ulgowa?
Wyraźnie napisał co miał na myśli - nazwanie "przemocą" zjedzenia zwierzęcia jest wg niego błędem i nikt poza "oszalałymi" obrońcami tak nie powie. Pisze też, że to słowo jest w ogóle zarezerwowane dla ludzi, podczas gdy mówi się o przemocy wobec zwierząt, jest nawet ustawa regulująca i zakazująca tego procederu, są wyroku za znęcanie się itp.

Ja myślę, że ten epitet ("oszalali") jest nie w porządku, obojętnie czy powiedział by tak ziom z mojego osiedla, czy wybitny polski filozof. Nikt nie ma monopolu na prawdę.

PS: jest mnóstwo filozofów uznanych za wybitnych, z których widzeniem świata się nie zgadzam. M.in. Kartezjusz, żeby daleko nie szukać. Kołakowski też do nich należy. Nauki humanistyczne to ciągła dyskusja, dlatego warto poznawać różne punkty widzenia. To miałam na myśli, mówiąc że robią z nich debili: program szkolny jest od 1 klasy do maturalnej układany wg schematu bóg-honor-ojczyzna i nie ma miejsca na alternatywne nurty myślenia. Nawet na maturze są teksty pasujące do określonego światopoglądu. I nie ma tam miejsca na polemikę - jest "podkreśl czasowniki w akapicie 5". Przykre to...

No ale odbiegłam od głównego nurtu :) przywołuję się do porządku.

dynia - 2010-04-24, 10:32

Jesteśmy w markecie na zakupach,gdzie jest jakaś promocja lokalnego mięsnego specjału.Dziewczyna podchodzi do nas i częstuje.
Kiwamy głowami przecząco i P.odrzekł -No gracias ,soy vegetariano.
-Muy bien ,odrzekła dziewczyna z uśmiechem pełnym aprobaty :-D

maga - 2010-04-24, 10:53

dynia, czy dobrze zrozumiałam? Ona też? :mryellow:
biechna - 2010-04-24, 11:49

maga, nie wiadomo, czy też, ale wiadomo, że pochwala ;-)
maga - 2010-04-24, 11:54

Znaczy się, źle zrozumiałam :-> . Ale mój hiszpański ogranicza się do : "yo no soy Marinero, soy Capitan" :-P
dynia - 2010-04-24, 12:07

biechna napisał/a:
maga, nie wiadomo, czy też, ale wiadomo, że pochwala ;-)

My tez podobnie to zinterpretowaliśmy ;-)

[ Dodano: 2010-04-24, 13:07 ]
maga napisał/a:
Znaczy się, źle zrozumiałam :-> . Ale mój hiszpański ogranicza się do : "yo no soy Marinero, soy Capitan" :-P

:lol:

Amanii - 2010-04-24, 12:54

maga napisał/a:
mój hiszpański ogranicza się do : "yo no soy Marinero, soy Capitan"

ahahaha leżę :) :lol: :lol: :lol:

beata2802 - 2010-04-25, 21:27

Z dzisiejszego popołudnia.
Starsza pani, daleka znajoma teściów:
- Kiełbaskę sobie życzysz?
- Nie, dziękuję, nie jem mięsa.
- O, to znaczy mariawitką jesteś?
- :shock: :lol:

Lily - 2010-04-25, 21:27

beata2802 napisał/a:
- O, to znaczy mariawitką jesteś?
wow, tego jeszcze nie słyszałam, a któż to taki? :shock: :mryellow:
Amanii - 2010-04-26, 06:27

http://pl.wikipedia.org/wiki/Mariawityzm

ale o wegetarianizmie w tej doktrynie nic nie ma :)

assasello87 - 2010-04-26, 07:41

Amanii napisał/a:
Tak, zmarł w 2009.
Idiotą nie był, rzecz jasna, ale te jego późniejsze teksty, to nie jest to, co tygryski lubią najbardziej. Tego nawet nie znałam, chociaż z mini wykładów korzystałam, tyle że nie z tego tematu.
assasello87 napisał/a:
skoro to z kołakowskiego to mysle ze on mial na mysli (...)

aha, czyli jak anonim, to jest głupi, ale jak Kołakowski to już taryfa ulgowa?

O_o nie, poprostu mysle ze taki kolakowski czy inny czlowiek na poziomiema troche wiecej oleju w glowie niz np jakis blokers który sie czepia do wegetarianizmu. w takim sensie ze z nim mozna byloby poprowadzic dysksje i bylaby szansa na to by zmienil zdanie

ina - 2010-04-26, 10:53

Rozmowa z siostrzenicą :

-ciociu, a Ty nie jesz mięsa prawda?
- no nie jem
- bo ty jesteś tą...no.... weteranką!

lilias - 2010-04-26, 13:32

:mrgreen: :mrgreen: :lol: :lol:
kamma - 2010-04-26, 22:00

ina, :lol: :lol: :lol:
kitteh - 2010-04-28, 12:19

assasello87 napisał/a:
Amanii napisał/a:
Tak, zmarł w 2009.
Idiotą nie był, rzecz jasna, ale te jego późniejsze teksty, to nie jest to, co tygryski lubią najbardziej. Tego nawet nie znałam, chociaż z mini wykładów korzystałam, tyle że nie z tego tematu.
assasello87 napisał/a:
skoro to z kołakowskiego to mysle ze on mial na mysli (...)

aha, czyli jak anonim, to jest głupi, ale jak Kołakowski to już taryfa ulgowa?

O_o nie, poprostu mysle ze taki kolakowski czy inny czlowiek na poziomiema troche wiecej oleju w glowie niz np jakis blokers który sie czepia do wegetarianizmu. w takim sensie ze z nim mozna byloby poprowadzic dysksje i bylaby szansa na to by zmienil zdanie


wiesz, ja mam znajomych, niesamowicie inteligentnych ludzi na poziomie, a mimo to nie sa wege. jedzenie miesa uwazaja za "przemoc do ktorej jestesmy stworzeni" i, mimo, ze to niesamowicie prymitywny poglad, ja to szanuje.
i nie mowie o koledze wspomnianym powyzej

bronka - 2010-04-28, 14:14

Przedstawiciel handlowy: Mamy wspaniałe rybki...
Ja: Dziękuję nie używam
PH: :shock: ... yyy... ale... ale... to w puszce

Kahela - 2010-04-28, 15:16

:lol: :lol: :lol:
bronka - 2010-04-29, 16:21

Podzieliłam się z pewną Panią, której dzieci uczulone są na mleko i jajka przepisem na wegańskie ciasto. Pani była zachwycona i mówi: No teraz to ja nie wiem po co te jajka w kuchni używałam. Mleko mi też niepotrzebne...
Ja[troszkę zaczepnie :-P ]: No to jeszcze mięso Pani odstawi i będzie super... :-P
Pani: :shock: :shock: :shock: tak między nami to chyba nienormalnym trzeba być żeby mięsa nie jeść...
:evil: ]:-> :evil:

karmelowa_mumi - 2010-04-29, 18:12

thehoneypot napisał/a:
Ja[troszkę zaczepnie :-P ]: No to jeszcze mięso Pani odstawi i będzie super... :-P
Pani: :shock: :shock: :shock: tak między nami to chyba nienormalnym trzeba być żeby mięsa nie jeść...
:evil: ]:-> :evil:
_________
mnie to bardziej rozśmieszyło niż zasmuciło, zwłaszcza ten szept "tak między nami" :D zdanie świadczy o total zamkniętym mózgu, nie należy się przejmować
bronka - 2010-04-30, 09:44

karmelowa_mumi, mnie też to rozśmieszyło.
A tak między nami to... durną minę miała jak jej powiedziałam, że od kilkunastu lat nie jadam

moony - 2010-05-06, 16:10

Pojechałam do mamy na spóźniony weekend majowy i okazało się, że akurat można oddać krew. We Wrocławiu jakoś ciężko mi się wybrać, choć mieszkam blisko. Więc idę. Zadziwiające jest to, że kiedy jadłam mięso, rzadko dopuszczali mnie do oddania, bo miałam za niską hemoglobinę (mniej niż 12,5). Odkąd jestem wege, bez problemu mi się to udaje, bo wynik mam na poziomie 13,8. Więc radosna, że oddam krew, że mama się nie będzie martwić, bo mam dobre wyniki wchodzę do lekarza.
- O, dobra hemoglobina!
- Prawda? Niezły wynik jak na wegetariankę (i bananuję)
- No nie! Mięso trzeba jeść! Nie codziennie, ale trzy razy w tygodniu. A ryby je? Nie? To hemoglobina będzie spadać! A pani należy do Hare Krishna, że pani mięsa nie je? Oni to mają hemoglobinę chyba poniżej 9, tak się słaniają po ulicach...
Ofc, w jego słowotok próbowałam wtrącić swoje historie z oddawaniem krwi, ale ofc facet mnie nie słyszał. Jego ostatnie zdanie wyprowadziło mnie z równowagi, głośniej powiedziałam, żeby tak nie mówił, bo to nie jego sprawa i że i tak mnie nie przekonał :evil:

alken87 - 2010-05-06, 17:08

taak, nie daj się zwieść tej swojej hemoglobinie, zapewne jedziesz ostatkami sił i zużywasz resztki mięsnych zapasów żelaza hemowego, a potem to na łeb na szyję będzie Ci spadać i ani się obejrzysz a skończysz na ulicy snując się w sukni do ziemi pojękując "hare, hare". a potem głowa Ci eksploduje od narkotyków :mrgreen:
moony - 2010-05-07, 14:28

alken87 :mrgreen: Aaa, jeszcze Pan dodał, że to, że ludzie jedzą mięso wynika z walki o przetrwanie. Szczególnie w XXI wieku :lol:
alken87 - 2010-05-07, 17:57

w sumie to pan miał rację, w końcu stanie w kolejce po kiełbasę w sezonie grillowym czy po karpia przed świętami to jest walka o przetrwanie :-P zawsze się może zdarzyć że rozjuszona staruszka przywali golonką po głowie żeby dostać lepszą sztukę, można się też poślizgnąć na mokrej podłodze przy akwarium i złamać kark, można udławić się ością albo zarazić bakterią e. coli od hamburgera, który zanim został hamburgerem stał po kostki w kupie...i umrzeć.

generalnie jak widać jedzenie mięsa to niebezpieczna zabawa i jedząc je należy włożyć wiele wysiłku w sztukę przetrwania, a żeby mieć tę energię należy jeść duużo mięsa :-P takie zamknięte koło.

a takiemu panu na gadki o hemoglobinie to bym powiedziała że jak czuję niedobór to piję ludzką krew, najlepiej z niemowląt albo dziewic, bo jest świeża i kompatybilna gatunkowo.

moony - 2010-05-07, 18:09

Heh, zapamiętam! :mrgreen:
A tak na marginesie, to z ankiety przed-oddawaniem-krwi zniknęło pytanie "czy stosuje Pan/Pani dietę wegetariańską?", a pojawiło się: "czy w ciągu ostatnich 24 godzin pił/a pan/Pani alkohol?". A taką miałam ochotę przy pierwszym pytaniu z wielką satysfakcją zaznaczyć TAK :roll:

kofi - 2010-05-07, 18:28

A propos sezonu grillowego, ostatni tekst mojego Taty - nie na poważne oczywiście:
Czytałem ostatnio o tych kiełbasach grillowych to Ty nawet mogłabyś je jeść, bo tam podobno wcale nie ma mięsa, sama soja". :lol:

arahja - 2010-05-07, 20:38

moony napisał/a:
A tak na marginesie, to z ankiety przed-oddawaniem-krwi zniknęło pytanie "czy stosuje Pan/Pani dietę wegetariańską?", a pojawiło się: "czy w ciągu ostatnich 24 godzin pił/a pan/Pani alkohol?".


Gdy oddawałam, to ostatnie pytanie brzmiało: "czy stosuje pan/pani dietę wegetariańską lub odchudzającą?" ;) Zaznaczyłam TAK, nie precyzując, które się do mnie odnosi i krew wzięli. ;)

Pączuś - 2010-05-08, 08:27

arahja napisał/a:
"czy stosuje pan/pani dietę wegetariańską lub odchudzającą?"


Ciekawe, ze np. dla niektórych (to są przecież osoby związane ze służbą zdrowia) nie ma żadnej różnicy pomiędzy dobrą vege dietą a np. jakimiś cud dietami odchudzającymi, np. taka kopenhaską. :roll:

Mnie ostatnio teść (przyszły) uraczył taką historia, żona kuzyna mojego Marcina była wegetarianką, zaszła w ciążę, ciąża była zagrożona, dziecko urodziło się chore, ale teraz już zdrowe. Zgadnijcie dlaczego...??? Ano dlatego, ze rozsądna mamusia zaczęła jeść mięso i nagle wszystkie problemy się rozwiązały. :shock:
A dieta wege w przypadku tej pani polegała na ciągłym odchudzaniu poprzez jedzenie jogurtów. Podobno praktycznie nic nie jadła, ważyła poniżej 50 kg przy ponad 170 wzrostu i w ciąży dalej się odchudzała.
Cholera mnie bierze, że takie osoby psują PR wege ]:-> i w świat idzie fama, że wegetarianka w ciąży to masakra.
Teść chyba liczył, że historia będzie na mnie miała dydaktyczny wpływ, ale się przeliczył niestety :-D

kitteh - 2010-05-08, 13:58

moony napisał/a:
Heh, zapamiętam! :mrgreen:
A tak na marginesie, to z ankiety przed-oddawaniem-krwi zniknęło pytanie "czy stosuje Pan/Pani dietę wegetariańską?", a pojawiło się: "czy w ciągu ostatnich 24 godzin pił/a pan/Pani alkohol?". A taką miałam ochotę przy pierwszym pytaniu z wielką satysfakcją zaznaczyć TAK :roll:


mozemy przyjac wersje optymistyczna- wegetarianie maja nizszy cholesterol;)

moony - 2010-05-09, 14:25

Pączuś - czyli dieta matki wpływa na zdrowie już urodzonego dziecka, tak? :-P
Pączuś - 2010-05-09, 18:00

Tak, i to takiej, która nie karmi piersią :)
kamma - 2010-05-09, 19:34

Pączuś napisał/a:
dieta wege w przypadku tej pani polegała na ciągłym odchudzaniu poprzez jedzenie jogurtów. Podobno praktycznie nic nie jadła, ważyła poniżej 50 kg przy ponad 170 wzrostu i w ciąży dalej się odchudzała.

To mogła być zakamuflowana anoreksja. Niestety często się zdarza, że osoby chore na anoreksję tłumaczą swoje odmowy jedzenia przejściem na wege.

Pączuś - 2010-05-09, 19:38

Też mi się wydaje, że właśnie tak mogło być, ta dziewczyna bardzo, bardzo szczupło wyglądała.
Lily - 2010-05-09, 21:02

Tak mi się skojarzyło... http://schudne.pinger.pl/p/34 :roll:
Już dość dawno zauważyłam, że jest pewna grupa osób, która maskuje swoje zaburzenia odżywiania "wegetarianizmem" - być może stąd się bierze opinia, że wegetarianki to blade, słabe i wychudzone anemiczki...

bronka - 2010-05-12, 15:12

Lily napisał/a:
wegetarianki to blade, słabe i wychudzone anemiczki...

o tak :-D tak :-D - ja jestem żywym przykładem :mryellow: :mryellow: :-P

Lily - 2010-05-12, 16:20

bronka napisał/a:
o tak :-D tak :-D - ja jestem żywym przykładem :mryellow: :mryellow: :-P
ja jestem tylko blada i słaba :P (ale blada zawsze byłam, za to mam piegów w nadmiarze na tej bladości :> )
bronka - 2010-05-12, 16:32

Lily napisał/a:
bronka napisał/a:
o tak :-D tak :-D - ja jestem żywym przykładem :mryellow: :mryellow: :-P
ja jestem tylko blada i słaba :P (ale blada zawsze byłam, za to mam piegów w nadmiarze na tej bladości :> )

Kurcze :roll:
Wózek z Franciem sama po schodach wnoszę wiec chyba słaba nie jestem :-P
Blada na pewno nie jestem :-P
o anemicznej figurze mogę pomarzyć :-D :-P
Za to jestem wredna- na pewno z braku mięsa ]:->

zojka3 - 2010-05-29, 06:54

bronka napisał/a:
Kurcze
Wózek z Franciem sama po schodach wnoszę wiec chyba słaba nie jestem
Blada na pewno nie jestem
o anemicznej figurze mogę pomarzyć
Za to jestem wredna- na pewno z braku mięsa


Nie wiem czy jesteś wredna ale boska napewno ;-)

lilias - 2010-05-29, 14:30

bronka, :mryellow:
gemi - 2010-07-20, 17:07

ja jestem od jakichś 6 tygodni blada i słaba. Mdli mnie, mam zawroty głowy i śpię całymi dniami. No i brzuch mi zaczyna puchnąć...

na bank z niedożywienia i braku mięsa w diecie :-P

tęczówka - 2010-07-22, 10:44

gemi napisał/a:
na bank z niedożywienia i braku mięsa w diecie

no jacha że brak mięsa Cię zabija :lol:
ja ostatnio dość dużo przebywałam poza domem i chcąc nie chcąc rozmawiałam z ludźmi na temat weganizmu,zawsze zabija mnie tekst o krowach dających mleko ZAWSZE,a nie tylko po urodzeniu cielaczka...naprawdę kupa ludzi jest przekonana że mleko jest w krowich cycach non stop :shock:
aha,coraz częściej zauważam że ludzie tłumaczą mi się czy to z jedzenia mięsa("jem tylko kurczaki"),czy to z picia mleka...
może się mnie boją :mrgreen:

Amanii - 2010-07-22, 12:03

Moja babcia stwierdzila ze ta przemyslowa produkcja mleka to jakas bzdura, nic takiego sie nie dzieje, bo przeciez ona zna 'baby', jej sasiadki, ktore maja krowy i nosza mleko w bankach sprzedawac do mleczarni..

a inny motyw, taki bardziej smieszny niz straszny: pare dni temu 2letnia coreczka mojej siostry czestowala wszystkich niewidzialna herbatka z kubeczka. kazdy dostawal od niej kubeczek, pytal co to, ona mowila ze 'babatka', wypijalo sie na niby i kubeczek szedl do nastepnej osoby. Obsluzyla tak swoich rodzicow, mnie, moja mame, nastepnie podchodzi do Krzyska, najbardziej radykalnego wegana w calym towarzystwie, on pyta "co to?", a mloda: MLECZKO! :D

bronka - 2010-07-22, 12:07

Amanii napisał/a:
podchodzi do Krzyska, najbardziej radykalnego wegana w calym towarzystwie, on pyta "co to?", a mloda: MLECZKO! :D

:lol:
Ale może to było z kobiecej piersi, a nie od krowy :-P

lilias - 2010-07-22, 12:33

Amanii, ach, ta kobieca przewrotna intuicja ;-) :mryellow:
bronka - 2010-07-22, 12:39

Kilka dni temu z mym cudownym synkiem mijamy obleśny pień pokryty brązowo- pomarańczowymi grzybo- porostami. Feli pyta a co to- mięso?
neina - 2010-07-22, 14:58

bronka napisał/a:
Ale może to było z kobiecej piersi, a nie od krowy :-P
No cos Ty, bronka, przeciez to bylo mleczko mogdalowe :!:
Pączuś - 2010-07-22, 15:50

tęczówka napisał/a:
zawsze zabija mnie tekst o krowach dających mleko ZAWSZE,a nie tylko po urodzeniu cielaczka...naprawdę kupa ludzi jest przekonana że mleko jest w krowich cycach non stop :shock:


o tak!! ja mam wykształconych znajomych, po studiach i oni są jak najbardziej przekonani, ze tak jest i zawsze jest argument, bo ja mam babcie na wsi, mleko było zawsze, a cielaków nie było.

gemi - 2010-07-23, 09:21

Pączuś napisał/a:
ja mam babcie na wsi, mleko było zawsze, a cielaków nie było.
mogę się tylko domyślać, gdzie lądowały cielaki :evil:

Mi do weganizmu daleko. Choć i tak ograniczyłam nabiał. "Nauczył" mnie tego mój synek, który nie tolerował czegoś, co przechodziło do mojego pokarmu z przetworów mlecznych krowich. Stanęło na okazjonalnie jedzonych produktach kozich z gospodarstw ekologicznych. I chociaż nie karmię, to nadal nabiału jadam niewiele.

Dzieci mają w sobie jakiś szczególny rodzaj mądrości 8-)

moony - 2010-07-23, 09:28

bronka napisał/a:
Kilka dni temu z mym cudownym synkiem mijamy obleśny pień pokryty brązowo- pomarańczowymi grzybo- porostami. Feli pyta a co to- mięso?


Nie no, padłam :mrgreen:
Obłożyłam się książkami o ciąży i niemal w każdej jest napisane, że powinnam pić duuużo mleka, a w jednej napisali, że kobieta w ciąży nie powinna w ogóle pić surowego mleka. Mój P. mocno się tym przejął i teraz za każdym razem mówi: chcesz mleka? a nie, ty nie możesz :-D
Bardzo jestem mu za to wdzięczna :)

gemi - 2010-07-23, 09:53

moony napisał/a:
chcesz mleka? a nie, ty nie możesz
moony, widocznie baaaaardzo się przejął :mrgreen: Kto wie, może on sam jest na dobrej drodze :-) To byłaby super sprawa
moony - 2010-07-23, 10:09

No nie, byłoby super :) Tylko na mój gust w tej książce chodziło o to, że surowe mleko=prosto od krowy, a nie pasteryzowane, czy cuś.
Tak na marginesie to wczoraj minął rok, odkąd jestem wege :mryellow: Żałuję, że tak krótko.
I tak na drugim marginesie ciekawi mnie, ile z naszych mężów/ żon jest wege. Czy na WD przeprowadzono już stosowne badania?

gemi - 2010-07-23, 10:15

moony napisał/a:
I tak na drugim marginesie ciekawi mnie, ile z naszych mężów/ żon jest wege. Czy na WD przeprowadzono już stosowne badania?
chyba nie :-) Ale mam za krótki staż na WD, by stwierdzić to z całą pewnością.

I nawet, gdyby takie badania były, to przecież mogą się zdezaktualizować, no nie? ;-)

moony napisał/a:
Tak na marginesie to wczoraj minął rok, odkąd jestem wege Żałuję, że tak krótko
moony, gratuluję!!! Mój mąż ma staż jedynie o 12 dni dłuższy.
Ja jestem wege dzięki WD - pod wpływem lektury zostałam szybko wyprowadzona z błędu, że istnieje coś takiego jak semiwegetarianizm :mrgreen:

moony - 2010-07-23, 10:33

Żartowałam z tymi badaniami ;-) Po prostu ciekawi mnie, jak to jest. Bardzo chciałabym, żeby mój mąż przeszedł na wegetarianizm, no ale to musi być jego samodzielna decyzja.
Ja przeszłam na wege pod wypływem artykułu w "Zwierciadle" nr 7/ 2009 o Marguerite Youncenar.
Czytałam tez jakiś czas temu wywiad z Martą Brache i ona mówi, że nie wyobraża sobie, żeby związała się z kimś, kto nie jest weganem. Dla mnie to trochę dziwne. Kocham mojego męża nawet jeśli nie jest wege, zakochałam się w nim z zupełnie nie związanych z tym powodów. Cieszyłabym się, gdyby był wege, bo wyszłoby mu to na zdrowie. Rozumiem zbieżność poglądów i wspólną walkę o słuszną sprawę, ale...

lilias - 2010-07-23, 10:45

moony, z końcem października 2010 mój staż wege będzie miał 2 lata i też żałuję, że dopiero tyle :-P reszta rodziny jedząca mięso, ale też korzystająca z tego co przygotuję wege :-)
gemi - 2010-07-23, 10:45

moony, mój sam mąż zdecydował, że będzie wege. Gdzieś nawet o tym pisałam. Nigdy nie wspomniałam mu o tym, że chcę go pod tym kątem zmienić. Mój styl wydał się T. tak naturalny, że go po prostu przejął. Poza tym jasne było dla niego, że nasze dzieci nie będą jadły mięsa (ma bardzo duże zaufanie do moich wyborów - również żywieniowych), więc dążył do wspólnego stanowiska i przykladu w sprawie wegetarianizmu.
Nawet, gdyby nadal jadł mięso, to i tak kochałabym go tak samo mocno. Bo przecież, jak napisałaś
moony napisał/a:
zakochałam się w nim z zupełnie nie związanych z tym powodów.

Lily - 2010-07-23, 12:01

U nas jest tak, że A. jest niby wege, to znaczy już kilka miesięcy nie jadł mięsa, ale jak np. był w szpitalu to jadł, co mu dali - on to uważa za dobre przystosowanie. No cóż, ja się tak nie zamierzam przystosowywać, zresztą zwymiotowałabym.
Pączuś - 2010-07-23, 13:26

moony napisał/a:
No nie, byłoby super :) Tylko na mój gust w tej książce chodziło o to, że surowe mleko=prosto od krowy, a nie pasteryzowane, czy cuś.
Tak na marginesie to wczoraj minął rok, odkąd jestem wege :mryellow: Żałuję, że tak krótko.
I tak na drugim marginesie ciekawi mnie, ile z naszych mężów/ żon jest wege. Czy na WD przeprowadzono już stosowne badania?


z mlekiem surowym, czyli niepasteryzowanym to o toksoplazmoze chodzi.
choć w naszych sklepach to tylko pasteryzowane chyba jest.

co do męża, mój przyszły (50 dni jeszcze :mryellow: ) niestety nie jest wege, nad czym trochę ubolewam.

gemi - 2010-07-23, 14:17

Pączuś napisał/a:
choć w naszych sklepach to tylko pasteryzowane chyba jest.
w sklepach to już nawet o tylko pasteryzowane trudno. Zazwyczaj jest homogenizowane i poddane UHT
moony - 2010-07-23, 16:55

A ja głupia myślałam, że pasteryzowane i UHT to jedno i to samo :mrgreen:
alken87 - 2010-07-24, 17:18

moony napisał/a:

Czytałam tez jakiś czas temu wywiad z Martą Brache i ona mówi, że nie wyobraża sobie, żeby związała się z kimś, kto nie jest weganem.

tak, fajnie by było gdyby było na świecie tylu wegan i wegetarian żeby się mogli tak skutecznie podobierać w pary :roll: ja sobie nie wyobrażam żeby moim podstawowym kryterium w doborze partnera był wegetarianizm. to bardzo wygodne ale niestety do współbytowania i miłości nie wystarczy mieć takiej samej diety.

ostatnio mama mówi "ty, wiesz, ciotka przestała jeść mięso, tylko rybę czasem zje" ja "ale czemu" mama "a bo jak rozmawiała z tobą to powiedziałaś cośtam o gniciu mięsa w jelitach, o zatykaniu, i trafiło to do niej"
:mryellow:

moony - 2010-07-24, 19:57

alken87, teraz czas na wykład o rtęci. Brawoooo 8-)
Rien - 2010-08-01, 11:13

Ja: Nie będę tego jadła. Mówiłam już, że przechodzę na weganizm.
Mama: To co ty będziesz jadła? Nic?

:roll:

assasello87 - 2010-08-01, 11:29

[quote="alken87"]
moony napisał/a:


tak, fajnie by było gdyby było na świecie tylu wegan i wegetarian żeby się mogli tak skutecznie podobierać w pary :roll: ja sobie nie wyobrażam żeby moim podstawowym kryterium w doborze partnera był wegetarianizm. to bardzo wygodne ale niestety do współbytowania i miłości nie wystarczy mieć takiej samej diety.


:mryellow:


podstawowym napewno nie ale jesli ktos jest wegesexualny (nie wem czy takie okreslenie istnieje ale sa osoby ktore go uzywaja) to ma to jednak spore znaczenie

alken87 - 2010-08-06, 11:46

hm, wegeseksualnym wspolczuje ;) no chyba ze to oznacza ze sie leci na wszystko co sie rusza byle miesa nie jadlo, to wtedy sprawa ulatwiona :D

siedze teraz w Niemczech i tak sobie przegladalam jakas gazete, a tam w niej reklama innego czasopisma- calego o miesie dla ludzi ktorzy zjedza wszystko byle by zywe kiedys bylo :shock: i zapowiedz artykulu o tym ze ludzie powstali w nieodpowiednim czasie bo jak to by bylo niesamowicie jakby mozna bylo sobie na grillu usmazyc mamuta albo dinozaura :roll:
dziwny jest ten swiat.

Katioczka - 2010-08-06, 12:07

ja osobiście widzę/czuję różnicę w byciu z facetem wege i nie-wege
--->zapach skóry, pot, oddech, różne płyny inne ;)
natomiast to nie jedyne kryterium doboru partnera, wiadomo!
mój mąż przeszedł na wege razem ze mną i nie miał z tym problemu,
podoba mi się taka elastyczność, chęć zmian.

alken87 - 2010-08-06, 18:26

a co z tym zapachem ktory wyczuwamy bardziej podswiadomie, ktory sprawia ze dana osoba jest dla nas atrakcyjna seksualnie? ja raczej nie rozpoznaje wegetarian/niewege po jakis cechach szczegolnych ani nawet po zapachu, chyba ze by mi ktos zajechal zjedzona przed chwla kielbasa. uwazam ze wszelkie zapachy i wydzieliny maja charakter osobniczy, co do tz to zapach skory ok, nie poci sie za bardzo (w przeciwienstwie do mnie i wege tu niczego nie zmienilo niestety, bez antyperspirantu ani rusz a czasem i ten nie pomaga) rozne plyny inne tez ok o dziwo bo sie naczytalam i nasluchalam co to za smaki i zapachy maja miesozerni a wegetarianie to niby lepsze;), oddech to wiadomo ze idzie poznac co sie przed chwila jadlo ale od czego jest szczotka do zebow :P ten oddech to moglby byc jedyny problem w obcowaniu fizycznym z miesozerem...
znam ludzi o roznych dietach i jedni pachna lepiej inni gorzej (nie mowie tu o braku higieny) ale z jedzeniem ma to niewiele wspolnego.

Amanii - 2010-08-06, 18:29

Katioczka napisał/a:
ja osobiście widzę/czuję różnicę w byciu z facetem wege i nie-wege
--->zapach skóry, pot, oddech, różne płyny inne

to po pierwsze, ale to jest tylko fizyczny aspekt tego wszystkiego.

inny jest taki, że weg[etari]anizm to dla niektorych nie tylko dieta, ale tez system wartości. a fajnie jest jak druga osoba ten system wartości podziela. Przeciez to nie jest różnica w DIECIE typu 'nie lubię brukselki, a on uwielbia, ojacie, nie możemy być razem'. Dla niektórych bycie z kimś, kto uczestniczy w zabijaniu/wyzyskiwaniu zwierząt może być po prostu nie do przeskoczenia. I ja to rozumiem [choc sama tak nie mam]. Sama nie mogłabym być np. ze złodziejem. Albo powiedzmy gorliwym katolikiem. Różnica poglądów nie do przeskoczenia.

Katioczka - 2010-08-06, 18:36

alken87, a widzisz, my z mężem czujemy zmiany w zapachu skóry i potu.
Niestety, wielbiciel kiełbasy z grilla zapijanej piwem jest dla mnie wyczuwalny na odległość.
Syf, który ludzie jedzą, wyłazi im skórą, potem, błonami śluzowymi. Taki lajf.

Oczywiście zgadzam się, że
Cytat:
weg[etari]anizm to dla niektorych nie tylko dieta, ale tez system wartości


oraz
Amanii napisał/a:
Sama nie mogłabym być np. ze złodziejem

dobrze, jeśli partner podziela mój system wartości lub ma bardzo zbliżony.
Byłam kiedyś z lekko nawiedzonym muzułmaninem. No jakoś nam nie szło :-/

alken87 - 2010-08-06, 21:05

hm, no moj tz je syf jak malo kto i nic mu nie wylazi, a ja chocbym nie wiem jak sie starala zdrowo odzywiac to wylazi, taki lajf. i co, i syfy mam, tluste wlosy, i poce sie, i czasem wzdecia gazy i takie tam rozne ludzkie a on nic., jak cyborg jakis.
moge sie pocieszac ze pewnie kiedys mu wylezie ale co z tego :-P

moony - 2010-08-07, 11:43

alken87 napisał/a:
no chyba ze to oznacza ze sie leci na wszystko co sie rusza byle miesa nie jadlo, to wtedy sprawa ulatwiona :D


Obawiam się, że to nie takie proste... ;)

alken87 napisał/a:
jak to by bylo niesamowicie jakby mozna bylo sobie na grillu usmazyc mamuta albo dinozaura :roll:


Już wyobrażam sobie sposoby upolowania takich stworków... 8-)

Anja - 2010-08-10, 08:12

wczoraj miałam "ciekawy" dialog - zatkało mnie i nie wiedziałam, co powiedzieć. 3-letnia dziewczynka na placu zabaw podeszła do mnie z plastikowym talerzykiem pełnym piasku i wręcza mi go z uśmiechem. no to ja serdecznie "oo, co to jest?", a ona "mięsko". no i tak. hmm. :roll:
moony - 2010-08-10, 16:53

Odmówiłaś grzecznie?
nika - 2010-08-13, 23:18

alken87 napisał/a:
jak to by bylo niesamowicie jakby mozna bylo sobie na grillu usmazyc mamuta albo dinozaura :roll:


Już wyobrażam sobie sposoby upolowania takich stworków... 8-) [/quote]

Boje się, że to nie byłyby polowania, tylko takie większe rzeźnie by powstały.

Co do związków to ja chyba się robię coraz bardziej fanatyczką wege, gdybym miała teraz się z kimś wiązać to bycie wege jest wymagane bezwzględnie, nie wyobrażam sobie od nowa tłumaczenia, że zwłok w lodówce nie chcę i że nie chcę ich w kuchni w ogóle ani w domu i że w żadnym absolutnie wypadku nie wolno kroić zwłok na mojej desce do krojenia i w ogóle :evil:

Katioczka - 2010-08-13, 23:26

nika napisał/a:
Co do związków to ja chyba się robię coraz bardziej fanatyczką wege, gdybym miała teraz się z kimś wiązać to bycie wege jest wymagane bezwzględnie, nie wyobrażam sobie od nowa tłumaczenia, że zwłok w lodówce nie chcę i że nie chcę ich w kuchni w ogóle ani w domu i że w żadnym absolutnie wypadku nie wolno kroić zwłok na mojej desce do krojenia i w ogóle

mam to samo :)
jakoś trudno byłoby mi z mięsożernym...

moony - 2010-08-15, 12:32

nika napisał/a:
Co do związków to ja chyba się robię coraz bardziej fanatyczką wege, gdybym miała teraz się z kimś wiązać to bycie wege jest wymagane bezwzględnie, nie wyobrażam sobie od nowa tłumaczenia, że zwłok w lodówce nie chcę i że nie chcę ich w kuchni w ogóle ani w domu i że w żadnym absolutnie wypadku nie wolno kroić zwłok na mojej desce do krojenia i w ogóle


Hm, może też bym miała inne podejście gdybym była wege zanim na zawsze (mam nadzieję) związałam się z P.

Ka.ja - 2010-08-18, 15:42

Katioczka napisał/a:
nika napisał/a:
Co do związków to ja chyba się robię coraz bardziej fanatyczką wege, gdybym miała teraz się z kimś wiązać to bycie wege jest wymagane bezwzględnie, nie wyobrażam sobie od nowa tłumaczenia, że zwłok w lodówce nie chcę i że nie chcę ich w kuchni w ogóle ani w domu i że w żadnym absolutnie wypadku nie wolno kroić zwłok na mojej desce do krojenia i w ogóle

mam to samo :)
jakoś trudno byłoby mi z mięsożernym...


Ja nie jem zwierząt od 18 lat i też kiedyś zarzekałam się, że na stałe to mogę związać się tylko z wege. Ale przyszła wielka miłość i ...
Oprócz dużej lodówki na rzeczy jadalne przeze mnie mamy małą lodówkę na rzeczy, których nie chcę oglądać. Na te swoje rzeczy M. ma swoje patelnie i garnki i w żadnym wypadku nie może skazić pozostałych naczyń. Deski do krojenia - każde ma swoją. I żadnych specyficznych zapachów od M. nie czuję - grunt to utrzymywać higienę i będzie o.k. :mryellow: Oczywiście łudzę się nadzieją, że kiedyś M.weźmie ze mnie przykład, może jak Młody zacznie mu zadawać niewygodne pytania...

Pączuś - 2010-08-18, 17:43

Ka.ja napisał/a:
Oczywiście łudzę się nadzieją, że kiedyś M.weźmie ze mnie przykład


ja też :D ale jakoś kiepsko to widzę, mój bardzo lubi wege jedzonko, chętnie je warzywa, strączki, zboża, ale niestety mięso też chętnie je :/

Lily - 2010-08-18, 17:58

Ka.ja napisał/a:
Oczywiście łudzę się nadzieją, że kiedyś M.weźmie ze mnie przykład, może jak Młody zacznie mu zadawać niewygodne pytania...
Jest nadzieja, mój niemąż już się chyba na amen przekabacił :P (choć ja go nie namawiałam na to, jeśli chce, to niech sobie je mięso, byle mi go pod nos nie podtykał). Teraz już obydwoje mamy mdłości jak sąsiedzi smażą mięcho - a robią to 3 razy dziennie i cały odór leci do nas :-?
Pączuś - 2010-08-18, 19:07

Lily, jak to zrobiłaś?? :) świeciłaś wege przykładem :)
bojster - 2010-08-18, 22:41

Pączuś napisał/a:
Lily, jak to zrobiłaś?? :) świeciłaś wege przykładem :)


Załatw sobie takich sąsiadów. ;-)

Lily - 2010-08-18, 23:17

Pączuś napisał/a:
Lily, jak to zrobiłaś?? :) świeciłaś wege przykładem :)
chiba :> ale miałam 2 poprzedniczki, które przygotowały grunt :P
gemi - 2010-08-19, 06:20

Lily napisał/a:
Pączuś napisał/a:
Lily, jak to zrobiłaś?? świeciłaś wege przykładem
chiba ale miałam 2 poprzedniczki, które przygotowały grunt
jak widać - grunt to mieć dobry grunt :lol:

ja na szczęście świeciłam przykładem jedyne 1,5 roku znajomości. Po tym czasie małżonek zaczął coś przebąkiwać o wegetarianizmie. Po kolejnych 6 miesiącach (czyli naszej przeprowadzce na swoje) ostatecznie rozstał się ze zwierzyną na talerzu. Trwa to już ponad rok.
Zastanawiam się teraz nad gruntem... ;-)

Amanii - 2010-08-19, 06:57

hihi u nas to ja zostałam 'przekabacona' a właściwie oświecona przykładem, bo inaczej tego nie można nazwać. Od dobrych 3 lat wcześniej miałam podejście "weganizm jest fajny i chyba słuszny.. chciałabym kiedyś spróbować", ale jakoś nie "próbowałam", a "kiedyś" było bliżej nieokreślone i nie wiadomo, czy kiedykolwiek by nastąpiło :D A tu wystarczyła jedna rozmowa przy winie, podczas której moje pokrętne tłumaczenia czemu jestem wegetarianką a nie weganką zostały skwitowane hasłem "noo, bardzo ładna wymówka" :D

Nie było żadnego namawiania, tak sobie luźno gadaliśmy, sama się zaczęłam tłumaczyć, nie wiem czy bardziej przed nim niż przed sobą. I nagle mnie olśniło jakie to wszystko faktycznie jest naciągane i pomyślałam "w sumie czemu nie". Tak więc okazało się, że zjedzony tego dnia na obiad biały ryż z jogurtem wiśniowym (bleeeee) miał być moim ostatnim niewegańśkim obiadem. Cholera, gdybym wiedziała, to zafundowałabym sobie coś lepszego :P

Myślę, że gdyby nie Krzysiek tamtego wieczora (wieczoru?... damn it.. tamtej nocy :D ), to dokonaliby tego moi współlokatorzy, do których się wprowadziłam kilka dni później. Musiałam po prostu zobaczyć z bliska kogoś, dla kogo weganizm jest naturalny i oczywisty :)

Jednego jestem pewna - gdybym była w jakikolwiek sposób namawiana i urabiana, to pewnie w życiu bym się nie zweganiła. Potem wspólnie już przyczyniliśmy się do przejścia na weganizm dwóch osób (cześć Tasiu :P ) i za każdym razem to było totalnie niezależne od nas. Tylko świecenie przykładem i jasne wyrażanie swoich przekonań w razie pytań. Nic innego raczej nie działa.

No bo jeśli to nie jest czyjaś niewymuszona decyzja, to ile to warte?

dorota_1988 - 2010-08-23, 17:43

Amanii napisał/a:

Jednego jestem pewna - gdybym była w jakikolwiek sposób namawiana i urabiana, to pewnie w życiu bym się nie zweganiła. Potem wspólnie już przyczyniliśmy się do przejścia na weganizm dwóch osób (cześć Tasiu :P ) i za każdym razem to było totalnie niezależne od nas. Tylko świecenie przykładem i jasne wyrażanie swoich przekonań w razie pytań. Nic innego raczej nie działa.


Zgadzam się. Moim zdaniem zbyt nachalne czy nawet agresywne namawianie do wegetarianizmu może przynosić efekt wręcz odwrotny czyli niechęć zarówno do samej diety jak i do wegetarian.
Kiedyś właściwie nie wierzyłam, że istnieją tacy bojowniczo do innych nastawieni wegetarianie, uważałam że to tylko taki stereoptyp albo że ludzie biorą za agresję zwykłe tłumaczenie dlaczego ktoś jest wege; tak było dopóki nie spotkałam pewnej wegetarianki, która na każdej imprezie zaczynała wręcz KRZYCZEĆ o tym jacy ludzie są podli i co robią zwierzętom i nie dała nikomu innemu dojść do słowa. Z jednej stronie miała w jakimś stopniu rację, ale sposób jej wyrażania wybrała bezsensowny i przynoszący więcej szkody niż pożytku, wątpię by ktoś się naprawdę zastanowił nad tym co mówiła :-(

To (chyba) tak jak z wychowywaniem dzieci, lepszy dobry przykład niż 1000 słów :-)

kasiaaa - 2010-08-29, 07:24

byłam na wakacjach, poznałam duzo ludzi, wypad na miasto pewnego wieczora.

kol-chcesz pizze?
ja-nie dzieki
kol (jedzaca nalesnika z nuttela) -a no tak, jest tylko z miesem, ale moze sobie zdejmiesz?
ja-nie, naprawde dzieki
kol-no ale czemu, przeciez jak zdejmiesz szynke to bedzie bez miesa, jak nie chcesz to ja ci moge wydłubac całe mieso, no wes zjedz kawalek
ja-naprawde dziekuje.
kol-no tak, zaraz powiesz, ze skazone miesem...
ja- a czy tobie jakby ktos nasrał na tego nalesnika, a potem gówno z niego zabrał to zjadłabys to co zostanie?! ]:->

kolezanka wiecej nie proponowała mi nic miesnego :mrgreen:

priya - 2010-08-29, 08:45

kasiaaa napisał/a:
czy tobie jakby ktos nasrał na tego nalesnika, a potem gówno z niego zabrał to zjadłabys to co zostanie?!
ostro, ostro poelciałaś! Ale zapamiętam sobie, do niektórych łagodne argumenty nie trafiają ]:->
dorota_1988 - 2010-08-29, 13:02

kasiaaa napisał/a:

ja- a czy tobie jakby ktos nasrał na tego nalesnika, a potem gówno z niego zabrał to zjadłabys to co zostanie?! ]:->

kolezanka wiecej nie proponowała mi nic miesnego :mrgreen:


Faktycznie ostre, ale najważniejsze, że skuteczne:)

moony - 2010-08-30, 11:55

Lily napisał/a:
ale miałam 2 poprzedniczki, które przygotowały grunt


U mnie grunt nie działa. Mój P. łącznie jest już jakieś 8-9 lat z wegetarianką i to nie działa :/ Ale nadzieję mam nadal.

kofi - 2010-08-30, 19:53

To nie będzie dialog, ale dzisiaj widziałam jakąś reklamę kostek rosołowych, czy jakichś innych i jak miła dziewczynka pytała "Co zrobić żeby bitki były bardziej bitkowe" zrobiło mi się słabo, bo pomyślałam sobie o tym, że to mięso to są zabite zwierzęta hodowane specjalnie w tym celu.
Oj, może wygląda to jakbym dostała jakiegoś ataku choroby psychicznej, że o tym piszę, ale naprawdę stanęły mi przed oczyma te biedne zwierzęta, o których to dziecko "doprawiające mięso" przecież wie i kompletnie o nich nie myśli.
Sorry, musiałam się z kimś podzielić...

Arielka.v - 2010-08-30, 20:37

kasiaaa, :shock: ostro.
Ale na niektórych łagodniejsze argumenty nie działają.

Ja niedawno rozpoczęłam nową pracę i koleżanki proponowały mi zupę (gotowaną na mięsie).
Grzecznie odmówiłam uświadamiając je jednocześnie ze jestem wege.
I szczerze mówiąc zaskoczyły mnie bardzo pozytywnie bo nie czepiały się w ogóle i od razu uszanowały moje przekonania.
A najbardziej zaskoczyły mnie tym, ze nie zapytały jak praktycznie każdy do tej pory; "a ryby i kurczaki jesz?" tylko "a jajka jesz?". takze mimo ze one maksymalnie mięsożerne nie utrudniają mi życia pod tym względem :mryellow:

Z kolei mój D.ostatnio miał dziwna rozmowę z kolega z pracy, ktory stwierdził ze dzieki temu iz ludzie jedza mieso sa bardziej inteligentni i maja o wiele większe mozgi niż "stworzenia" roślinożerne.
Potem oczywiscie standardowe pytanie:
ale ryby jesz? ]:->


kofi, niestety istnieje takie przekonanie i jest ono rozpowszechniane rowniez wsrod dzieci, ze sa zwierzatka do jedzenia i zwierzatka to kochania.
A te, ktore zostaly przerobione na bitki niestety naleza do tej pierwszej grupy.
Przykre to bardzo :cry:

nast - 2010-08-31, 15:53

ostatnio jechałam stopem i jeden z kierowców do mnie i kolezanki
'a kury też nie jecie? przecież kura jest z jajka'

mojego weganizmu juz w ogóle nie potrafił pojąć, ale ogólnie bardzo miły człowiek :D

kofi - 2010-08-31, 18:51

Mój ulubiony fragment "Wojny polsko-ruskiej..." to ten, jak Angela idzie za Silnym i peroruje: "Nie wiem, czy wiesz Silny, ale nie jem również jajek"
Na co Silny: "A co ci qrwa jajka zrobiły?" - genialny jest Borys Szyc w tym filmie - taki debil.
(Angela odpowiada: "No nie wiem Silny, czy chciałbyś być zjedzony przed narodzeniem?")
W książce zresztą jest identycznie, ale od kiedy zobaczyłam film, widzę tego Szyca. ;-)

nika - 2010-08-31, 23:24

kofi, mnie też ruszyła ta reklama :-( Jakimś plusem jest to ze Ala spytała: " to ona nie wie?" po czym długo rozmawiałyśmy na temat " czemu nie wszyscy wiedzą"
Katioczka - 2010-08-31, 23:55

"Ja rozumiem, że wy mięsa nie jecie, ale dziecko???? Jemu chociaż dajcie!"
mój ulubiony tekst, od morza do Tatr, wszędzie go słyszę...
co odpowiadać, żeby zgasić rozmówcę, nie chce mi się tłumaczyć moich wyborów,
niekoniecznie chcę użyć jakiejś chamskiej odzywki, chociaż ciśnie mi się to i owo na usta...
macie pomysł?

Kat... - 2010-09-01, 01:35

Katioczka, ja się staram w ogóle nie dyskutować ale jeśli już to możesz powiedzieć, że jak dorośnie i sam, świadomie zdecyduje to sobie kupi za swoją kasę, zrobi i zje.
Albo, że już prędzej odwrotnie, po co w dziecko te wszystkie antybiotyki, hormony i inne świńśtwa pakować, to już prędzej w siebie.
Albo jak nie dociera to, że konstytucja gwarantuje Ci wychowanie dziecka wedle swoich własnych przekonań, nie niczyich innych tylko swoich- i koniec dyskusji.

kofi - 2010-09-01, 09:46

Katioczka napisał/a:
"Ja rozumiem, że wy mięsa nie jecie, ale dziecko???? Jemu chociaż dajcie!"
mój ulubiony tekst, od morza do Tatr, wszędzie go słyszę...
co odpowiadać, żeby zgasić rozmówcę, nie chce mi się tłumaczyć moich wyborów,
niekoniecznie chcę użyć jakiejś chamskiej odzywki, chociaż ciśnie mi się to i owo na usta...
macie pomysł?

Ja mówię, że trudno - rodzice przez jakiś czas decydują o dziecku - dzieci katolików są chrześcijanami, dzieci jehowych - jehowymi, dzieci wegetarian - wegetarianami. I już. No a potem pojawia się oczywiście pytanie "A jak kiedyś zechce, to mu dacie mięso?" Wtedy mówię, że tak i się z reguły odczepiają. ]:->
Pytałam wielokrotnie Daniela, czy nie zechciałby zjeść mięsa, zwykle odpowiada oburzony "Przecież jestem wegetarianinem". A co będzie później to nikt nie wie.

moony - 2010-09-01, 10:03

kofi, doskonale rozumiem Twoją reakcję na reklamę. Mam to samo. Są takie momenty, kiedy po prostu zaczynam płakać, jak sobie uświadomię, jaką śliczną Istotą było to, co teraz ktoś obok je.
Szczerze mówiąc, wczoraj tak znikąd przypomniało mi się, że jako dziecko byłam taka sama. Żyłam w błogiej nieświadomości, że to to samo zwierzątko, które spaceruje po łące...
Wiem, że mojemu dziecku tego nie zafunduję...
Przyznam Wam się, że najbardziej działa na mnie nie sam fakt zabijania zwierząt, ale sposób, w jaki sposób się je traktuje - w hodowli, w transporcie i później w rzeźni.

Lenka - 2010-09-01, 15:07

Moja siostra opowiadała mi niedawno o rozmowie ojca z synkiem, którą słyszała.
A. szła za panem z małym chłopczykiem. Szli po deptaku, niedaleko chodziły sobie gołębie. Synek spytał:
- Tatusiu, co to a ptaszki?
Mężczyzna odpowiedział:
- To są gołąbki, synku.
Mały pomyślał, zastanowił się i mówi:
- A my ostatnio jedliśmy gołąbki na obiad.
Moja siostra pomyślała sobie "No przecież gdzieś mogli jeść gołębie, prawda?", ale tatuś odparł:
- Nie, nie! My jedliśmy taką potrawę, która nazywa się "gołąbek", ale ona była z kapustki, synku. To nie był ptaszek.
Chłopczyk:
-Aha.
Moja siostra była tym baardzo rozbawiona. Ja też się uśmiechnęłam, kiedy mi to opowiadała.Ale od razu powiedziałam "No tak, tu akurat chodziło o kapuściane gołąbki. Ale często jest tak, że dorośli wmawiają dzieciom, że ten kawałek świnki na talerzu to nie taka świnka jak u dziadzia na wsi". Na co moja siostra stwierdziła, że nie można mi nic powiedzieć, bo od razu wyjeżdżam z wegetariańskimi tekstami.
Ale takie mam już spaczenie ;-)

Ja jako dziecko nie wiedziałam, że szyneczka to część świni. A, że kaszanka jest z krwi dowiedziałam się w gimnazjum. "Blutwurst- pochodzi od połączenia słowa krew i kiełbasa" powiedziała nauczycielka, a ja struchlałam! Na szczęście nigdy nie jadłam kaszanki, podczas obiadu miałam na talerzu tylko ziemniaki i surówkę. Jednak wg mnie powinno się to nazywać "krwianka", a nie "kaszanka". Kaszanka kojarzy się z kaszą, a kasza jest ok.

moony - 2010-09-01, 19:18

Lenka napisał/a:
Kaszanka kojarzy się z kaszą, a kasza jest ok.


A w kaszance nie ma kaszy?

Arielka.v - 2010-09-01, 19:44

moony napisał/a:
A w kaszance nie ma kaszy?


jest, kasza jeczmienna (jak sie nie myle).
moja babcia uwielbia te wszystkie krwiste potrawy
czyli salceson, kaszanka a juz w szczególności czerninę.
co roku hoduje mnóstwo kaczek i potem dwa razy w tygodniu gotuje tą zupę.
mimo ze jeszcze jak z nia mieszkałam jadlam mieso to z czasem przy takiej częstotliwości stalo sie to dla mnie traumatyczne. nie dosc ze ta krew to jeszcze wg niej tym lepsze im wiecej łoju pływa po powierzchni zupy ]:-> :-x
nie wiem tez jak mozna jesc krew wymieszaną z kaszą :shock:

gemi - 2010-09-01, 20:02

dialog o gołąbkach cudowny :-D 8-)

odwiedziła mnie ostatnio koleżanka z sześcioletnią córką. Przyniosła sporo słodyczy i soczków. Poprosiłam grzecznie, by nic z tego nie trafiło do Pawełka. Wyjaśniłam, że my takich rzeczy nie jemy i nie pijemy. Oczywiście Pawełek sięgał po kartonik z soczkiem, ciastka - były kolorowe i go interesowały. Koleżanka stwierdziła, że soczki są przecież bardzo zdrowe, na co ja zaczęłam czytać i komentować skład. Usłyszałam:
- no nie bądź taka wybredna
A później:
biedny Pawełek - ciastek mu nie wolno, soczków nie wolno... Biedaczek
A na koniec najlepsze - koleżanka przyznała się, że nie wierzyła w to, iż dziecko może w ogóle przeżyć bez mięsa :mrgreen:
Nie pamiętam, czy zdołałam się powstrzymać od wybuchnięcia śmiechem. W czasie rozmowy jej córka raz po raz sięgała po "zdrowe soczki" i "zdrowe ciasteczka".

..i to niby Pawełek ma być tym poszkodowanym przez los, hehe 8-)

assasello87 - 2010-09-02, 00:40

ostatnio mialam boską rozmowe z babcia. gotowalam se obiada i oczywiscie uslyszalm ze mam anemia bo nie jem miesa.

babcia: bo rybe moglabys zjesc.
ja: nie jem miesa
b: to nie mieso
(dzizas wrrrrr)
ja: nie jem zwierząt
B: przeciez ryba to nie zwierza
ja: a co?
B: no ryba?
a: a co zrywasz ja z drzewa czy wyrywasz z ziemi bo rosnie jak warzywo?
b: no ale ryba to tak jak drób
ja: a drób to niby co jak nie zwierzeta?
b: drob to ptak
(ta za czasow naszych babć ptaki to ptaki zwierzeta to zwierzeta O_o)
ja: ale ptak i ryb tez nie jem
b: czemu, przeciez tp tluszczu nie ma
ja: ale ja nie ldatego nie jem zwierzat
b: akurat. a czekolady czemu nie zjesz
ja: bo mleczna
b: ta, i pomidora pewnie tez nie mozesz?

Katioczka - 2010-09-02, 00:54

w kaszance jest kasza gryczana
bojster - 2010-09-02, 02:34

Katioczka napisał/a:
w kaszance jest kasza gryczana


lub jęczmienna

Lenka - 2010-09-02, 06:15

Tak, tak. Wiem, ze jest w kaszance kasza. Ale to nie zmienia faktu, że to potrawa z krwi. A nie ma u nas tego słowa w nazwie, co jest mylące.
BRR... Salceson dał mi dziadek jak byłam mała. Wyplułam wszystko do węglarki,która stała koło pieca ]:-> ]:-> Moja rodzinka lubi salceson.Nie wiedziałam, ,że to też z krwi,myslałam, ze zmielone szczątki a'la pasztet/parówki...
To moja babcia jest chyba pod względem wege ok. Była kiedyś Ameryce, gdzie jadła kiełki. Poznała gdzieś w pociągu(ale to juz w Polsce) pana, który był wegetarianinem. Twierdzi, że sie zdrowo odżywiam. Ale i tak mnie namawia do jedzenia. Przeważnie są to słodycze, paluszki, czekolada, cukierki itp. Nie może zrozumieć, że tego nie chcę i ględzi mi godzinkę "No, ale weź, nie poszkodzi Ci!". Tak samo z alkoholem. Mam skończone 19 lat, a moja babcia mówi" Możesz się troszkę napić jak chcesz". Ale ja nie mam ochoty i już :-D

moony - 2010-09-02, 14:37

Eee, nie wiedziałam, że salceson jest z krwi... :shock: Człowiek się uczy przez całe życie.
Dawno, dawno temu jadłam kaszankę, ale kiedy się dowiedziałam, że to z krwi, więcej nie tknęłam. Wiem, że może to pachnie hipokryzją - w końcu to taka sama część zwierzęcia, ale tak jak pisałam rosłam w rozdziale mięso-zwierzę.

cynamon - 2010-09-05, 12:25

Ja, lezac teraz w szpitalu, poprosilam o diete weganska. "wegetwrianska chyba" poprawila mnie pielegniarka. "nie, weganska" - odpowiedzialam. I tu nastapil absolutnie klasyczny zwrot "to co pani je?!". A potem 3 razy wracala i dopytywala: a dlaczego, a jak, a jak sie czuje. Na koniec poboegla sprawdzic moje wyniki krwi ;) dobrze, ze mi sie hemoglobina akurat podniosla :D
Alispo - 2010-09-05, 12:33

Coś mi sie przypomnialo,wprawdzie wsrod swoich tak czy inaczej;)

Z rozmowy kolezanki w sprawie pomocy Greenpeace.
Dziewczyna sie tlumaczy jak to ona juz pomaga :roll: ,bo robi najlepsza rzecz jaka mozna zrobic dla swiata ;-)
czyli?
jest WEGETARIANIN:mrgreen:


wow,szacun,nie? :mryellow:

kofi - 2010-09-05, 12:40

Alispo napisał/a:

wow,szacun,nie? :mryellow:

Noooo :mryellow:

kasiaaa - 2010-09-05, 17:15

[quote="moony"]Eee, nie wiedziałam, że salceson jest z krwi... [quote]


a propos salcesonu to ostatnio jak byłam sama w domu z moją 9 letnią siostra spytałam sie jej czy może wie co jest w leczu, które ugotowała mama dzień wcześniej, na co ona, że te wszytkie warzywa - cukinia, papryka, pomidory, cebula i SALCESON. Okazało się, że salceson to tak naprawde bakłażan, nie mam pojęcia dlaczego pomyliła te dwie nazwy :mrgreen:

moony - 2010-09-05, 17:36

Alispo napisał/a:
jest WEGETARIANINKĄ :mrgreen:


wow,szacun,nie?


Szacun, szacun. I pewnie miała śmiertelnie poważną minę, prawda?

kasiaaa napisał/a:
Okazało się, że salceson to tak naprawde bakłażan


Może salceson jest mniej egzotyczny. Kto tam widział jakieś bakłażany jeść...

Lenka - 2010-09-05, 20:52

W mojej rodzinie mężczyźni szybko łysieją, a kobiety mają rzadkie włosy. Ja też nie mam jakiś super gęstych włosów, ale najmocniejsze wśród najbliższej rodziny. Ostatnio moja mama mówi do mnie:
- Jakie Ty masz pięęęękne włosy!!! Po kim Ty je masz?
Ja na to:
- No, nie wiem, nie wiem.
A moja mama :
- Pewnie po JEDZENIU!!! :-) ;-)
I wszystko by pasowało, po jedzeniu mogą być włosy ładne, ale pytanie było : Po KIM? Hehe

assasello87 - 2010-09-05, 21:35

pomylić w nazwie bakłażana i salceson to jest nic. moja matka nie dość ze przekręca nazwy ("zrobiłam ten twaróg tofi" - zamiast tofu) to jeszcze myli produkty. bo ona mięsożerna z warzyw to zna cebule i marchew a z owoców jabłko i banana.
wysłałam ją po avocado wróciła z mango.
miała namoczyć cieciorkę namoczyla soję.

nika - 2010-09-05, 21:54

Aisha, wczoraj własnie pomyślałam, że muszę sobie coś takiego wydrukować. Byłam na weselu (znowu :evil: ) i miałam naprawdę dość tych durnych pytań.
bojster - 2010-09-05, 23:11

assasello87 napisał/a:
pomylić w nazwie bakłażana i salceson to jest nic. moja matka nie dość ze przekręca nazwy ("zrobiłam ten twaróg tofi" - zamiast tofu) to jeszcze myli produkty. bo ona mięsożerna z warzyw to zna cebule i marchew a z owoców jabłko i banana.
wysłałam ją po avocado wróciła z mango.
miała namoczyć cieciorkę namoczyla soję.


Wydziwiasz. Namoczyła soję, to zjesz soję. Ciesz się że nie namoczyła salcesonu. :P

assasello87 - 2010-09-06, 00:15

euridice napisał/a:
assasello87 napisał/a:
moja matka nie dość ze przekręca nazwy ("zrobiłam ten twaróg tofi" - zamiast tofu)

assasello87 napisał/a:
wysłałam ją po avocado wróciła z mango.
miała namoczyć cieciorkę namoczyla soję

assasello87, czyli mama robi Ci zakupy i domowe tofu? O kurczę, współczuję ;)



nie do konca. zakupy robie sama bo ona twierdzi ze "tego co ty jesz to w normalnych sklepach nie ma" i jak juz cos mi kupi to co najwyzej gotowe kotlety sojowe. a ze akurat jechala do tesco gdzie 2 avocado byly w cenie jednego to poprosilam zeby kupila.

a co do tofu - jej zdanie "zrobilam ci" oznaczalo konkretnie przelozenie z sitka na talerz boo mleko i tofu robie se sama.

MartaJS - 2010-09-06, 08:52

A ja ostatnio jestem zaskoczona, jednak ludzie coraz więcej wiedzą i jakoś tolerancja im wzrasta. Edukacja robi swoje.
12 lat temu, jak zaczynałam to był jeszcze totalny kosmos. Wszyscy szeroko otwierali oczy i zadawali głupie pytania. Rozmów z babciami, ciociami i paniami na stołówkach mogłabym przytoczyć setki :-) Największym hitem był chyba obiad bez mięsa w postaci gulaszu, z którego pani powyjmowała te co większe kawałki :-)

Ale ostatnio zrobiło się naprawdę nieźle. Teraz oczywiście przeważają komentarze dotyczące wegetarianizmu w ciąży, ale zwykle to są pytania, czy lekarz o tym wie. Jak mówię że wie, a nawet są lekarze którzy polecają wegetarianizm na czas ciąży, to zwykle ucina dyskusję. Ostatnio byłam nawet na weselu i miałam co jeść. Fakt, głównie jakieś paskudztwa sojowe, ale nie tylko, a knajpa była raczej weselno-tradycyjna.

A co do lekarzy, to przypomniała mi się rozmowa mojej babci z lekarzem, sprzed wielu lat.
B: Panie doktorze, a Marta ciągle mięsa nie je!
L: Tak? I co?
B: I żyje!
L: Bo wie pani, z tym się żyje.

;-)

maryczary - 2010-09-06, 11:42

MartaJS napisał/a:
B: Panie doktorze, a Marta ciągle mięsa nie je!
L: Tak? I co?
B: I żyje!
L: Bo wie pani, z tym się żyje.
:mryellow: :mryellow: :mryellow:
moony - 2010-09-06, 17:47

Aisha napisał/a:
"a taki sojowy ser "fu"


Moja przyjaciółka, tez wegetarianka, nauczyła mnie mówić na tofu "tfu tfu" :-P

Prosiaque - 2010-09-08, 10:20

MOja rodzina bliższa, gdzie z wyjątkiem mamy, wszyscy jedzą mięso, po 17 latach mojego wegetanizmu wciąż nie może tego przezyć, ale jak sa przyjęcia rodzinne to dla nas są dania specjalne. Pomyślcie tylko tyle lat i dalej są zdziwieni... w psychologii nazywa się to zaleganie afektu :mrgreen: :mryellow: :mryellow:
moony - 2010-09-08, 11:13

Prosiaque napisał/a:
po 17 latach mojego wegetanizmu wciąż nie może tego przezyć


ło, rzeczywiście coś im widać zalega :mrgreen: Ja po roku już mam spokój. Nawet na imprezach zorganizowanych w restauracjach dostaję dania wege.

MartaJS - 2010-09-08, 14:31

A to mi babcia ostatnio powiedziała, "myślałam że chociaż jak w ciążę zajdziesz to ci minie" :-)
Niedoczekanie :mryellow:

moony - 2010-09-08, 19:23

Ech, te nasze fanaberie... Same problemy z nami, co?
Sytuacja z dzisiaj z pracy: wszedł kolega z drugiego punktu odgrzać sobie obiad. I słyszę jak z zaplecza niemal krzyczy: mięsko, mięsko, kochane mięsko, ja bez mięska bym nie wytrzymał, ostatnio zjadłem na kolację pięć kromek chleba z białym serem i nadal byłem głodny, a zwykle wystarczą mi dwie z wędliną! Ja nie wiem, jak tak można bez mięsa, nie rozumiem wegetarian, dla mnie to jest dziwactwo.
Nie wytrzymałam i poszłam na zaplecze, myślałam, że się wtrącę w zdanie i może wyjaśnię dlaczego jestem wegetarianką, ale akurat przestał mówić, bo się zapchał mięskiem. A na deser popił danonową gratką.

gemi - 2010-09-09, 05:23

moony napisał/a:
akurat przestał mówić, bo się zapchał mięskiem. A na deser popił danonową gratką.
no piękny mix. Nie dziwię się, że 2 kromki z taką popitą mu wystarczą. Ja bym coś takiego trawiła chyba 3 dni ]:->
Tempeh-Starter - 2010-09-09, 07:17

moony,

ja się tylko wtrącić że kolega niekoszerny ma rację - wege to jest dziwactwo 8-)

Pączuś - 2010-09-17, 19:03

Ostatnio uslyszałam :)
Nasza Ala tez jest wegetarianką, tylko taką, która czasem je mięso, a najbardziej to lubi tatara....
:roll:

rosa - 2010-09-17, 19:48

może to wegeTatarzyn hehe ;-)
bojster - 2010-09-17, 19:58

Widziałem gdzieś przepis na tatar z bakłażana. :P
śliwka - 2010-09-17, 21:43

http://www.wielkiezarcie.com/recipe54890.html
lilias - 2010-09-17, 21:44

http://www.wielkiezarcie.com/recipe54890.html

mówisz, masz ;-)

[ Dodano: 2010-09-17, 22:45 ]
o żesz ty, ale nam się zgadało :mryellow:

śliwka - 2010-09-17, 21:54

Ale synchronizacja :D :D
moony - 2010-09-18, 15:42

"Przyznaję - nie sądziłam, że to jest takie smaczne" :mryellow:
maharetefka - 2010-09-24, 20:52

mieszkam zawsze ze wspollokatorami najczesciej jedzacymi mieso. bawie sie dzisiaj z joshem w lepienie z ciastoliny. josh zaczyna lepic rozne "potrawy" i czestowac wszystkich. jednej z miesozernych lokatorek podaje talerz i mowi:
-to dla ciebie. mieso.
i zaraz dodaje : to mieso z sowy. siusiak sowy
:mrgreen:

neina - 2010-09-24, 23:27

maharetefka napisał/a:
to mieso z sowy. siusiak sowy

:mryellow: Niezle. A co na to wspollokatorka?

Alispo - 2010-09-24, 23:38

o,to musialo byc zachecajace :lol: :lol: :lol:

ja dzis sie dowiedzialam,ze za rok(tak,tak) ide na wesele i jest juz uzgodnione weganskie zarcie dla mnie :lol:
co za absurd tak w ogole..moze do tego czasu przejde na breatharianizm albo co :mrgreen:

MartaJS - 2010-09-25, 07:32

Organizacja wesela z rocznym wyprzedzeniem to teraz podobno norma, chociaż nie wiedziałam, że menu też się tak wcześnie ustala. My z mężem nie znaliśmy się jeszcze rok przed naszym weselem :-P
maharetefka - 2010-09-25, 09:33

euridice, sekju :mrgreen:
neina, wspollokatorki mina bezcenna :shock: :mrgreen:

bronka - 2010-09-25, 09:41

maharetefka, siusiak z sowy mnie rozbroił :lol:
maga - 2010-09-25, 10:36

maharetefka, kwiczę :lol: :lol: :lol:
kamma - 2010-09-25, 10:46

ja też :lol: :lol: :lol:
Malinetshka - 2010-09-25, 14:55

smacznego :mrgreen: :lol:
moony - 2010-09-25, 18:13

Alipso, fajnie Ci. Ja jako jeszcze nie-wegetarianka załatwiałam obiad dla rodziny. Wiedziałam, że będzie jedna wegetarianka, ale jakoś się nie przejęłam :oops: :oops: :oops: Dopiero kiedy sama stałam się wege, dotarła do mnie moja ignorancja. Jest mi wstyd do tej pory. Mimo że rozmawiałam z nią, nie ma do mnie żalu, najadła się innymi rzeczami. Ale i tak jest mi niesamowicie głupio...
assasello87 - 2010-10-02, 01:20

fragment rozmowy na czacie:
on(jakis totalny debil) : ja jestem kucharzem
ja: no dla mnie to bys nie pogotowal
on: czemu??
ja: bo weganskich potraw to nie umiesz pewnie
on: potrafie
ja: naprawde/ i odrozniasz wegan od wegetrian?
on: no to podstawa w gastronomi jest
ja: no to czym to sie rozni
on: no weganie to nie jedza niczego co zwiazane ze zwierzetami
ja: o to jednak cos wiesz
on: noo, a wegetarianie to mleko jajka ryby i sery
ja: dobra nara jednak gówno wiesz
on: ty nie odrozniasz wegan od wegetarian
ja: napewno lepiej niz ty
on: ja 15 lat kucharzem jestem
ja: i nie wiesz ze ryba to zwierze
on: poczytaj ksiazki , ryba to podgatunek to nie zwierze
ja: ja pjer.... szkoda mi czasu bo jestes tak kur... popier.... ze szkoda gadac

no co nerwy mi poszly....

priya - 2010-10-02, 07:16

assasello87 napisał/a:
no co nerwy mi poszly....
Oj poszły, poszły! Ja tam po tak krótkiej rozmowie nie wyciągałabym raczej wniosku, że człowiek jest
assasello87 napisał/a:
tak kur... popier.... ze szkoda gadac
, bo w sumie póki co nic takiego starsznego nie powiedział. Mnóstwo ludzi myli rybę z rośliną i części z nich jestem w stanie to wybaczyć ;-) Może gdyby Ci nerwy nie poszły dałabyś radę mu wytłumaczyć :-P
gemi - 2010-10-02, 07:53

oj, to było bardzo niehumanitarne potraktowanie kucharza :-? Podejrzewam (gdybam i dumam), że nikt z tej rozmowy nic nie wyniósł oprócz mnóstwa złości i wzajemnej niechęci...
Lily - 2010-10-02, 10:46

assasello87 napisał/a:
ryba to podgatunek to nie zwierze
To ciekawe, ja bym drążyła temat ;)
MartaJS - 2010-10-02, 11:08

Może kucharz to był, ale biolog na pewno nie ;-)
Arielka.v - 2010-10-02, 11:17

Aisha napisał/a:
a co katolicy jedzą w piątek, jak mięska nie wolno - RYBKĘ ...


albo ziemniaki przysmażane na smalcu :-?

assasello87, nerwy Ci puściły i to bardzo.
Ja na Twoim miejscu bym jednak dalej drążyła temat.
Może on jednak wcale nie jest taki niereformowalny.
W moim otoczeniu, są osoby, które przynajmniej dały sobie wytłumaczyć jak wegetarianie podchodzą do ryb.
I mimo iż niektórzy nadal traktują rybe jako nie-zwierzę szanują to, że my jej nie jemy.
A przede wszystkim wiedza, że osoby jedzące ryby to nie wegetarianie. Mają też swiadomość tego czym jest prawdziwy wegetarianizm. Kilku z nich mi powiedziało, ze sie zdziwili, ze nie jemy ryb bo przecież w często ludzie mowią, że są wegetarianami i jedzą ryby czy owoce morza (typowym przykładem jest chociażby Edyta Górniak).

To fakt, że katolicyzm ma tutaj kluczowe znaczenie.
Skoro ksiądz z ambony wygłosi, że nie można jeść mięsa ale ryby tak to dla ludzi faktem oczywistym jest to, że ryba to nie mięso.

assasello87 - 2010-10-02, 11:31

priya napisał/a:
assasello87 napisał/a:
no co nerwy mi poszly....
Oj poszły, poszły! Ja tam po tak krótkiej rozmowie nie wyciągałabym raczej wniosku, że człowiek jest
assasello87 napisał/a:
tak kur... popier.... ze szkoda gadac
, bo w sumie póki co nic takiego starsznego nie powiedział. Mnóstwo ludzi myli rybę z rośliną i części z nich jestem w stanie to wybaczyć ;-) Może gdyby Ci nerwy nie poszły dałabyś radę mu wytłumaczyć :-P


nie do konca sie z tym zgodze. tu napisalam tylko fragment tej rozmowy. ogolnie trwala ponad godzine. i pczatkowo tlumaczylam facetowi ze ryba to jest zwierze skoro ma wszelkie cechy zwierzecia. a jedyne co on umial odpowiedziec to to zebym poczytala ksaizki bo malo wiem na ten temat, i ze on jest kucharzem 15 lat wiec wie lepiej. a nerwy puscily mi dokladnie po tym jak mimo moich tlumaczrn facet wypalil z tekstem: dobra skoncz i tak mnie nie przegadasz.


to ze wiekszosc ludzi uwaza ze wegetarianie moga jesc ryby nie jest dla mnie niczym szokujacy. w tej konkretnej sytuacjji najbardziej zdenerwowalo mnie to ze facet sp mowil ze czesto jego goscie w restauracji zdają sie na jego gust. i taki nieswiadmy wegetarianin idzie, pan kucharz mowi mu czym jest weganizm,wegr-czlowiek mysli: no mozna mu zaufac, zdam sie na pana gust. a pozniej dostaje salate z rybą.

a feacet ogolnie byl przykry, juz pomijajac to ze niedouczony w kwestii wege.

priya - 2010-10-02, 18:22

assasello87, myślałam, że przedstawiłaś całą rozmowę z kucharzem. To co napisałaś teraz zmienia postać rzeczy, choć osobiście nie użyłabym chyba tak mocnych słów na odprawienie gościa.
moony - 2010-10-02, 19:21

Aisha napisał/a:
ja już się "przyzwyczaiłam", że w kartach dań, nawet **** restauracji w dziale "jarskim" czy "wegetariańskim" są dania z ryb...

Ja też walczę z jedną z restauracji na Rynku we Wrocławiu, żeby usunęli łososia z dań wege. Grochem o ścianę. A zastępcę szefa znam, lubię, jesteśmy na "ty" i koleś jest do tego ciacho, więc staram się być przekonująca.

koko - 2010-10-02, 19:44

assasello87 napisał/a:

ja: i nie wiesz ze ryba to zwierze
on: poczytaj ksiazki , ryba to podgatunek to nie zwierze


Miałam podobną sytuację w hotelu Warmińskim w Olsztynie. Pytam, czy jest coś dla wegetarian, bez zwierząt.
Na co kelner: ryba.
Na co ja: ale ryba to też zwierzę.
Na co kelner: Nie w naszym hotelu.

moony - 2010-10-02, 19:48

koko napisał/a:
Na co kelner: Nie w naszym hotelu.

I dyskutuj tu z takim :roll:

gemi - 2010-10-02, 20:09

koko napisał/a:
Na co kelner: Nie w naszym hotelu.
ale paranoiczny klimat ;-)
assasello87 - 2010-10-02, 21:00

[quote="koko"]
assasello87 napisał/a:


Na co kelner: Nie w naszym hotelu.


a moze robia rybe z marchewki i jabłka?

koko - 2010-10-06, 05:51

Aisha napisał/a:
ja pamiętam jedną bardzo przyjemną sytuację.. w pewnym Hotelu, do którego zostaliśmy z H. zaproszeni (Hotel był ****) idziemy do restauracji i pytamy czy są jakieś dania wegańskie - kelner robi oczy jak spodki, my mu tłumaczymy CO TO WEGAŃSKIE DANIE.. po czym on twierdzi, że nie mają takich, ale mogą przygotować, np zamiast na maśle zrobić na oliwie, nie dodawać jajka do ciasta itd itp. Czyli DA SIĘ, zależy to tylko i wyłącznie od intencji i dobrych chęci i kelnera i kucharza :roll:


Aisha, dlatego to właśnie hotel **** :-)

koko - 2010-10-06, 17:39

W sumie weganie najbezpieczniej mogliby najeść się nie w wielo* hotelach, ale na tzw. krzywy ryj w jakimś akademiku. Tam tylko kartofle i ryż :-D
MartaJS - 2010-10-06, 17:40

Ze skwarkami ;-)
moony - 2010-10-06, 17:57

MartaJS napisał/a:
Ze skwarkami ;-)

Albo polane tłuszczem ze smażonego kurczaka. Gdybym nie wrzasnęła własna ciotka by mi to zrobiła. Na szczęście ledwo zdążyła przechylić patelnię.

Jadzia - 2010-10-07, 15:29

kilka dni temu mój mąż w karczmie na zamku poprosił o "pajdę chleba ze smalcem bez smalcu" :) W menu była "pajda chleba ze smalcem", a nam się spodobał chlebek i ogórek kiszony, który do tego "zestawu" dorzucali. Pani barmanka trochę się zdziwiła, po czym powiedziała, że jak bez smalcu to ona da nam za darmo chlebek i ogórka :-D No cóż...widać najdroższy był ten nieszczęsny smalec...

Co do pojęcia "Wegańskie". W Vedze w Krakowie dziewczyna była tak doinformowana w temacie weganizm-wegetarianizm, że chciała mi nałożyć "wegańską" surówkę ze śmietana. Gdy spytałam "czy ta sałatka jest na pewno wegańska?Bo wydaje mi się, że jest w niej śmietana", to ona zdziwiona "no...tak jest ze śmietaną". Jeśli zdarza się, że obsługa w wege knajpce ma problem ze zrozumieniem definicji weganizmu, to czego można się spodziewać w wszystkożernej restauracji.

bronka - 2010-10-07, 16:16

W Bydgoskim Green Way obsługa na pytanie o wegańskie dania:
- Mogę Pani podać naleśnika bez śmietany :shock:
To dopiero czad :roll:

lilias - 2010-10-07, 16:28

bronka napisał/a:
W Bydgoskim Green Way obsługa na pytanie o wegańskie dania:
- Mogę Pani podać naleśnika bez śmietany :shock:
To dopiero czad :roll:


a jaka fantazja ;-)

Capricorn - 2010-10-07, 21:37

bronka napisał/a:
W Bydgoskim Green Way obsługa na pytanie o wegańskie dania:
- Mogę Pani podać naleśnika bez śmietany :shock:
To dopiero czad :roll:


mnie się tez mało podoba, że w GW tak skromna oferta dla wegan.

Niemniej jednak, kilka dobrych lat temu w poznańskim GW (tym pierwszym, na Zeylanda, jeśli ma to jakiekolwiek znaczenie), byłam świadkiem takiej oto sceny:
Bardzo Młodzi Panowie debatują i debatują, w końcu zamawiają krokiety. Pani Obsługująca:
- Już podaję. Jednak uprzedzam, że te krokiety nie są wegańskie.
Bardzo Młodzi Panowie patrzą na siebie wzajemnie z niemałą konsternacją. W końcu jeden z nich szepcze tajemniczo:
- Co to znaczy "NIE SĄ WEGAŃSKIE"?
Drugi, na szczęście, jest Ekspertem. Też szeptem:
- To znaczy, że nie są UGOTOWANE PRZEZ WEGETARIAN.

Amanii - 2010-10-07, 22:03

euridice napisał/a:
to powyżej wymieniłam wegańskie dania w GW, nie jest źle, naprawdę

jak na wege knajpę jest źle - są we Wrocławiu miejsca nie reklamujące się jako wege, a mające większy wybór dla wegan :)
ale porównując do przeciętnej restauracji z mięsem to jasne - jest ok :P

bronka - 2010-10-08, 09:16

euridice, ja wiem, że jest oferta dla wegan. Chodziło mi tylko w przytoczonej scence o nieznajomość menu przez pracownika. Naleśniki GW absolutnie nie są vegan :roll:
Właściwie to nie o nieznajomość karty, a o kompletne ignoranctwo.
Capricorn, :lol:

adriane - 2010-10-08, 10:14

Ja pytałam kiedyś w GW o dania wegańskie. Pani przyjmująca zamówienie odwróciła się i krzyknęła w stronę kuchni: "Co tam mamy wegetariańskiego?" :lol:
kofi - 2010-10-08, 10:17

adriane napisał/a:
Ja pytałam kiedyś w GW o dania wegańskie. Pani przyjmująca zamówienie odwróciła się i krzyknęła w stronę kuchni: "Co tam mamy wegetariańskiego?" :lol:

Boska :lol:

Capricorn - 2010-10-08, 10:19

adriane napisał/a:
Ja pytałam kiedyś w GW o dania wegańskie. Pani przyjmująca zamówienie odwróciła się i krzyknęła w stronę kuchni: "Co tam mamy wegetariańskiego?" :lol:


:mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

neina - 2010-10-09, 11:07

Poszlam dzis do malego sklepu po maslo, patrze, same margaryny (zwykle maja) i pytam pana dla pewnosci, a on mi na to, ze nie ma, ale maja smalec i juz mi podnosi i chce podawac :roll:
kitteh - 2010-10-19, 05:45

a to jeszcze a'propos dan weganskich; w jedynym juz wegemiejscu w katowicach, panie przy barze (przy okazji wjazdu nowej zapiekanki w karcie)
1: to jest ta zapiekanka weganska?
2: tak
1:ale tam jest ser
2:jak sie sciagnie, bedzie weganska

:shock:

priya - 2010-10-19, 06:05

kitteh napisał/a:
jak sie sciagnie, bedzie weganska
:shock: A jak się kość z zupy wyjmie to będzie pewnie wege :roll: :-|
kofi - 2010-10-19, 07:33

Myślałam, że moja rodzina jest już zreformowana. Niestety nie do końca. Moja mama polecała mi ostatnio jakieś kapsułki z olejem z wątroby rekina. Na moją uwagę,że przecież to z rekina: Ojeeeej, myślisz że tam tak dużo tego jest? :roll:
Malinetshka - 2010-10-19, 09:21

Ojeeeej, kofi, przełkniesz i po bólu ;)
moony - 2010-10-19, 09:41

kofi napisał/a:
Myślałam, że moja rodzina jest już zreformowana. Niestety nie do końca. Moja mama polecała mi ostatnio jakieś kapsułki z olejem z wątroby rekina. Na moją uwagę,że przecież to z rekina: Ojeeeej, myślisz że tam tak dużo tego jest? :roll:

To mi przypomina moją mamę i akcje z karpiem. Jeszcze zanim zostałam wege, miałam takie lata, kiedy okoniem stawałam i nie jadłam karpia w święta, na co moja mama mówiła: "ale on został humanitarnie zabity". Jakby to coś miało zmienić.

Jeszcze a propos Green Waya. U nas pojawiły się nowe tablice z menu, takie eleganckie, a nie pisane ręcznie - i każda potrawa ma oznaczenie. Jeśli jest "v" to znaczy, że vegan. więc zamówiłam sobie taki vegan gulasz meksykański, ugryzłam i mało nie wyplułam. Krajanka sojowa tak strasznie przypominała mi w konsystencji, przekroju i wyglądzie wołowinę... Kończyłam jeść bez apatytu.
Dziś śniło mi się, że ktoś mi proponował zupę kurczakową, czyli rosół, a ja wrzasnęłam, że nawet jeśli będę umierać z głodu, nie tknę.

lilias - 2010-10-19, 09:41

ostatnio poczęstowano mnie ciastem- jabłecznikiem. coś mi podpadło po pierwszym kęsie i pytam czy z żelatyną: nie, dodałam tylko galaretkę, przecież nic się nie stanie jak zjesz ten kawałek. przykro
za to moja teściowa zrobiła dla mnie pierwszy raz w życiu kotlety sojowe :-) mięsożercy też nimi nie pogardzili ;-) pomimo kurczaków, schabowych i innych "atrakcji"

[ Dodano: 2010-10-19, 10:42 ]
p.s. kobieta po 70-tce :-)

Lily - 2010-10-19, 09:48

lilias napisał/a:
za to moja teściowa zrobiła dla mnie pierwszy raz w życiu kotlety sojowe :-) mięsożercy też nimi nie pogardzili ;-) pomimo kurczaków, schabowych i innych "atrakcji"
Moja też mi robi, ale reszta rodziny (poza A.) unika tego jak diabeł święconej wody ;) I wszelkich nie tradycyjnych potraw. Tak że jak są u nas na urodzinach, to właściwie prawie nic nie jedzą, poza tym, co teściowa przyniesie (typu rogaliki z kiełbasą).
priya - 2010-10-19, 10:26

Moja mama (tez po 70-tce) bardzo często robi sojowe kotlety i wychodzą jej naprawdę dobrze. Sama dla siebie też robi bo mięsa nie je prawie wcale. Teściowa robi tylko jak my przyjeżdżamy w odwiedziny, ale wtedy cała rodzinka (liczna) wciąga i wszystkim smakuje :-D
lilias - 2010-10-19, 10:28

Lily, a jakbyś postawiła paszteciki z pieczarkami, albo z pieczarkami i kapustą to by żadne z kiełbasą rogale nie przeszły ;-)
wkurza mnie natomiast jak ktoś ma problem z nadwagą, ból stawów, że tabletki przeciwbólowe już żre, a nie je, a nawet do ciasta wciśnie taką żelatynę. oczy otwiera i zaczyna od kanapki z szyneczką, a do sałatki jarzynowej obowiązkowo też szyneczka i dalej to samo. nawet jajka na jednej z ostatnich imprez spaskudzone były bo służyły za dekorację ww. sałatki. :-? ech...

Lily - 2010-10-19, 10:34

lilias napisał/a:
Lily, a jakbyś postawiła paszteciki z pieczarkami, albo z pieczarkami i kapustą to by żadne z kiełbasą rogale nie przeszły ;-)
Wierz mi, że oni są bardzo konserwatywni... ja zresztą nie umiem robić pasztecików itd. Teściowa robi bardzo dobre koperty francuskie z grzybami, ale tylko na ciepło, więc na wynos nie przejdą ;)
kitteh - 2010-10-19, 11:15

Aisha napisał/a:
kitteh napisał/a:
a to jeszcze a'propos dan weganskich; w jedynym juz wegemiejscu w katowicach, panie przy barze (przy okazji wjazdu nowej zapiekanki w karcie)
1: to jest ta zapiekanka weganska?
2: tak
1:ale tam jest ser
2:jak sie sciagnie, bedzie weganska

:shock:


Złoty Osioł?


tak jest
ja tam i tak nie jadam, używają maggi i -podobno- kostek o aromacie mięsnym

[ Dodano: 2010-10-19, 12:18 ]
priya napisał/a:
Moja mama (tez po 70-tce) bardzo często robi sojowe kotlety i wychodzą jej naprawdę dobrze. Sama dla siebie też robi bo mięsa nie je prawie wcale. Teściowa robi tylko jak my przyjeżdżamy w odwiedziny, ale wtedy cała rodzinka (liczna) wciąga i wszystkim smakuje :-D


no w sumie fascynujące jest, że jak się na "mięsne" przyjęcie wniesie np. wegetariańskie koreczki, to schodzą pierwsze... a w szkole marchewkę mi ZAWSZE wyżerali

arahja - 2010-10-19, 11:26

hej, a ta pięcioprzemianowa knajpka już nie istnieje w Kato?
Lily - 2010-10-19, 11:28

arahja napisał/a:
hej, a ta pięcioprzemianowa knajpka już nie istnieje w Kato?
Ta http://dobrakarma.com/dla_brzucha.php ?
Wygląda na to, że istnieje ;)

arahja - 2010-10-19, 11:50

Tak, ta. Wybieram się od kilku miesięcy, może jeszcze w tym roku zaliczę. :)
moony - 2010-10-19, 12:02

lilias napisał/a:
wkurza mnie natomiast jak ktoś ma problem z nadwagą, ból stawów, że tabletki przeciwbólowe już żre, a nie je, a nawet do ciasta wciśnie taką żelatynę. oczy otwiera i zaczyna od kanapki z szyneczką, a do sałatki jarzynowej obowiązkowo też szyneczka i dalej to samo.

Amen. Dwa dni u teściów w ub. tygodniu - wszyscy którzy jedli placki ziemniaczane po węgiersku potem umierali, mi jakoś nic nie było. To samo po kotletach na drugi dzień. A teściowa marudzi, że nawala ją kręgosłup, że ma nadwagę, ale na parze nie ugotuje, bo się nie naje, bo jedzenie musi być treściwe (ociekające tłuszczem). Sama się nie zastanowi, ale mnie pyta, co lekarz mówi na to, co jem - a raczej tego, czego nie jem... :evil:

neina - 2010-10-19, 21:08

Mysle, ze ludzie ciagle nie do konca wiaza swoje zle samopoczucie ze sposobem odzywiania.
Capricorn - 2010-10-19, 21:14

ale też przecież nie jest tak, że wszyscy wegetarianie są absolutnymi okazami zdrowia, podczas gdy wszyscy jedzący mięso mają zdrowie doszczętnie zrujnowane.
Alispo - 2010-10-19, 21:21

moony-Greenwaya nie polecam....

http://greenway.zsp.net.pl/

dynia - 2010-10-19, 21:29

Capricorn napisał/a:
ale też przecież nie jest tak, że wszyscy wegetarianie są absolutnymi okazami zdrowia, podczas gdy wszyscy jedzący mięso mają zdrowie doszczętnie zrujnowane.

No dokładnie powiem Wam na przykładzie moich sąsiadów,co żywią się jedynie mrożonym crapem z Icelandu,owoce ,warzywa to znają tylko z podręczników szkolnych chyba :roll: No ale ich dziecko nie choruje NIGDY ,nawet najmniejszego kataru nie miała córka ich nigdy ,przy czym moje dzieci....ech czasem brak mi sił już :-/

lilias - 2010-10-19, 23:10

Capricorn napisał/a:
ale też przecież nie jest tak, że wszyscy wegetarianie są absolutnymi okazami zdrowia, podczas gdy wszyscy jedzący mięso mają zdrowie doszczętnie zrujnowane.


oczywiście. dlatego wypowiadam się wyłącznie o swoich obserwacjach w rodzinie. mało to wegetarian choruje na choroby onkologiczne i dużo innych? całkiem sporo. natomiast nie ma co udawać, że jeżeli coś jest ze zdrowiem nie w porządku to naturalnym jest szukanie ratunku. dla jednych to tabletki, coraz więcej tabletek, a dla innych zmiana stylu życia, sposobu odżywiania (chociażby alergicy albo zawałowcy). wkurzające jest dla mnie tylko nie robienie niczego i krytykowanie, lekceważenie innych (czyt. nie jedzących mięsa :-) ).

Lily - 2010-10-19, 23:16

dynia napisał/a:
No ale ich dziecko nie choruje NIGDY ,nawet najmniejszego kataru nie miała córka ich nigdy
Wiesz, to taka wrodzona mocna konstytucja, natomiast niewykluczone, że taki tryb życia odbije się na następnym pokoleniu albo na nich w wieku średnim. Czasem po prostu dłużej trzeba na to pracować :|
Z drugiej strony jeśli u kogoś w rodzinie występowały np. częste choroby serca, zawały, nadciśnienie itp., a ten ktoś nic sobie z tego nie robi, żre golonki, a przy pojawiających się problemach zdrowotnych uznaje tylko leki bez zmian w stylu życia, to chyba nie ma co liczyć na zbyt wiele. Zawsze lepiej zapobiegać niż nie ;) A czy na pewno będą efekty, to nie wiadomo. W końcu dieta to tylko część naszego życia, dochodzą stresy, geny, zanieczyszczenie środowiska itp. Po sobie wiem, że stres potrafi narobić bardzo szybko bardzo dużo kłopotów ze zdrowiem.

moony - 2010-10-20, 17:51

Alispo napisał/a:
moony-Greenwaya nie polecam....

http://greenway.zsp.net.pl/

Oooo. Dzięki Alipso, już więcej tam nie pójdę.

Lily - 2010-10-20, 23:53

Nie chcę śmiecić, przypadkiem trafiłam na taki artykuł http://www.fozik.pl/artyk...ory-zelaza/5588 - spójrzcie, co piszą o weganizmie, po prostu pełen profesjonalizm :> I jeszcze pod spodem: Autor opracowania: Dr Zofia Polska, Recenzenci: Prof. dr hab. n. med. Anita Olejek (Konsultant Wojewódzki z Zakresu Położnictwa i Ginekologii - woj. śląskie). Dr n. med. Piotr Bodzek
Poza tym artykuł ma też przydatne informacje, ale ten wstęp mnie powalił :>

moony - 2010-10-21, 08:53

Ja wiedziałam, że studia na nic się nie przydają :mrgreen:
Lily - 2010-10-21, 10:00

Aisha napisał/a:
Cytat:
Dużą grupę osób przechodzących na dietę wegetariańską stanowią osoby młode, w przeważającej części kobiety. Wpływ na to ma w dużej mierze chęć ograniczenia ilości spożywanych kalorii, podyktowana modą na szczupłą sylwetkę.

:shock: :shock: :roll: :roll: :mrgreen: :mrgreen:
To akurat prawda. Do tego na wegetarianizm przechodzą osoby z zaburzeniami odżywiania, żeby maskować fakt, że nie jedzą. Nie, one jedzą, są tylko wegetariankami.
moony napisał/a:
Ja wiedziałam, że studia na nic się nie przydają :mrgreen:
Bywa, bywa ;)
priya - 2010-10-21, 10:19

Lily napisał/a:
na wegetarianizm przechodzą osoby z zaburzeniami odżywiania, żeby maskować fakt, że nie jedzą
Zgadza się. Znam taki przypadek. Kiedy zaburzenia trochę podleczono, wegetarianka nagle przestała być wegetarianką :roll:
neina - 2010-10-21, 14:10

Aisha napisał/a:
czasami, co już zresztą poprzedniczki napisały, mimo BARDZO zdrowego odżywiania.. zdrowie szwankuje.. :roll: jeszcze są geny i inne psychologiczno - społeczne czynniki, które chorobę mogą wywołać..
oczywiscie, ale chyba to nie znaczy, ze mozemy jesc co popadnie? Mysle, ze zdrowo sie odzywiajac (nie mam na mysli tylko wegerianizmu - jest roznica miedzy golonka, czy miesie smazonym na smalcu podanym z ziemniakami czy chlebem, a rybie eko upieczonej w folii podanej z warzywami i oliwa z oliwek) znacznie podnosimy sobie szanse na wygrana z choroba, ktora moze wynikac z podanych przez Ciebie przyczyn.
bojster - 2010-10-21, 20:50

Aisha napisał/a:

Cytat:
* Weganizm – weganie odżywiają się wyłącznie produktami roślinnymi; może on przyjmować dwie formy:
1. Witarianizm – skrajny odłam wegetarianizmu, dopuszcza się spożywanie wyłącznie surowych warzyw i owoców, nie poddanych obróbce termicznej
2. Frutarianizm – skrajny odłam wegetarianizmu, spożywa się jedynie dania z owoców i soki owocowe

PADŁAM!!


Nie wiem o co Tobie i Lily chodzi, przecież definicja jest poprawna. Czy czegoś nie widzę, może za bardzo śpiący jestem? No dobra, weganie poza roślinami spożywają też sporo chemii spożywczej, ale coś poza tym jest nie tak?

Lily - 2010-10-21, 20:52

bojster napisał/a:
Nie wiem o co Tobie i Lily chodzi, przecież definicja jest poprawna. Czy czegoś nie widzę, może za bardzo śpiący jestem? No dobra, weganie poza roślinami spożywają też sporo chemii spożywczej, ale coś poza tym jest nie tak?
O to, ze weganizm nie ma dwóch form, które nazywają się witarianizm i frutarianizm. Jesteś witarianinem? Jesz gotowaną żywność? Inni weganie ją jedzą? Bo jeśli nie jedzą, to mea culpa, pomyliłam się ;)
kofi - 2010-10-21, 20:53

Ja z tej definicji zrozumiałam, że weganin jest albo witarianinem, albo frutarianinem. A nie takim zwykłym weganinem, co nawet chleb jada. :roll:
O, widzę, że prawie jednocześnie pisałyśmy Lily.

bojster - 2010-10-21, 21:14

Lily napisał/a:
bojster napisał/a:
Nie wiem o co Tobie i Lily chodzi, przecież definicja jest poprawna. Czy czegoś nie widzę, może za bardzo śpiący jestem? No dobra, weganie poza roślinami spożywają też sporo chemii spożywczej, ale coś poza tym jest nie tak?
O to, ze weganizm nie ma dwóch form, które nazywają się witarianizm i frutarianizm. Jesteś witarianinem? Jesz gotowaną żywność? Inni weganie ją jedzą? Bo jeśli nie jedzą, to mea culpa, pomyliłam się ;)


Lily, zwykle rozumiesz tekst pisany wzorowo, ale tym razem jesteś chyba nie w formie. ;-) Przecież jest wyraźnie napisane, że weganizm *może* przybierać te formy, a nie że dzieli się na te dwie kategorie. Tak jak weganie są podgrupą wegetarian, tak witarianie i frutarianie spokojnie mogą być uznani za podgrupę wegan.

Lily - 2010-10-21, 21:17

bojster napisał/a:
Przecież jest wyraźnie napisane, że weganizm *może* przybierać te formy, a nie że dzieli się na te dwie kategorie.
Mimo wszystko nadal tak tego nie rozumiem.
bojster - 2010-10-21, 21:20

Lily napisał/a:
bojster napisał/a:
Przecież jest wyraźnie napisane, że weganizm *może* przybierać te formy, a nie że dzieli się na te dwie kategorie.
Mimo wszystko nadal tak tego nie rozumiem.


Napisz do autorów i zapytaj co mieli na myśli. :P
Myślę że nieporozumienie wynika z nieobycia z logiką definicji. ;-)

alken87 - 2010-10-24, 23:11

słowo "może" wcale nie zmienia faktu że tekst sugeruje jakoby weganizm miał dwie odmiany- witarianizm i frutarianizm. piszą "może przybierać DWIE formy". gdyby napisali "może przybierać formy takie jak np. witarianizm, frutarianizm" wszystko by było cacy.
Lily - 2010-10-24, 23:13

bojster napisał/a:
Myślę że nieporozumienie wynika z nieobycia z logiką definicji. ;-)
No cóż, dla mnie ta logika jest nielogiczna, a skoro ta definicja jest co najmniej niejasna i wiele osób rozumie ją tak jak ja - czyli wg Ciebie błędnie - to znaczy, że jest zła ;)
Malinetshka - 2010-10-25, 10:34

Ja też rozumiem jak Lily ;)
neina - 2010-10-25, 14:38

I ja.
kamma - 2010-10-25, 17:39

Dla mnie to jest również jasne: słowo "może" odnosi się do możliwości, a nie imperatywu ;) Ale ta możliwość została w tej definicji wyraźnie ograniczona do witarianizmu i frutarianizmu. Np. w zdaniu: "Kwiaty niezapominajki mogą przybierać dwie barwy: 1. niebieską 2. białą"
Albo "Wegetarianizm może przybierać dwie formy: 1. weganizm, 2. semiwegetarianizm" ]:->

Lily - 2010-10-25, 17:44

kamma napisał/a:
Dla mnie to jest również jasne: słowo "może" odnosi się do możliwości, a nie imperatywu ;)
To w takim razie dziwne, że w ogóle nie wspomniano o takim "zwyczajnym" weganizmie ;)
bojster - 2010-10-25, 21:16

Lily napisał/a:
kamma napisał/a:
Dla mnie to jest również jasne: słowo "może" odnosi się do możliwości, a nie imperatywu ;)
To w takim razie dziwne, że w ogóle nie wspomniano o takim "zwyczajnym" weganizmie ;)


Wspomniano, po prawej od słowa "weganizm". :P

Melis - 2010-11-03, 12:20

ojciec: powiedz mi, dlaczego Ty nie jesz jajek? pytanie zadane setny raz
ja: nie chce mi się tłumaczyć.
ojciec: ale ja z Tobą rozmawiam.
ja: a ja już Ci tłumaczyłam, dlaczego nie jem jajek.
ojciec: słuchaj! kura znosi jajko czy się to ludziom podoba czy nie. jak człowiek tego jajka nie zje, to ono się zepsuje.

taak, zapewne kura czuje powołanie, żeby znosić jajka dla ludzi i nie narzeka. :lol:
jak ja nie lubię podejścia "zwierzęta są po to, żeby je jeść"/"zwierzęta są po to, żeby nam służyć", które mój szanowny ojciec uważa za główny argument w dyskusjach. :roll:

Capricorn - 2010-11-03, 12:40

Melis napisał/a:
kura znosi jajko czy się to ludziom podoba czy nie.


dobre, dobre! :)

lilias - 2010-11-03, 13:26

Capricorn napisał/a:
Melis napisał/a:
kura znosi jajko czy się to ludziom podoba czy nie.


dobre, dobre! :)


Ha, wyobraziłam sobie stertę zbuków :shock: ;-)

Lily - 2010-11-03, 13:30

Jakby nie było, jeśli kura akurat nie ma fazy na rodzicielstwo, to faktycznie jajko porzuca ;) Wychowałam się na wsi, znajdowaliśmy może nie sterty, ale pojedyncze zbuki pod krzakami i w innych miejscach ;)
dynia - 2010-11-03, 13:33

A jak w gospodarstwie nie ma kogutka to i nawet jak ma fazę na macierzyństwo to przecież z takiego jajka niewiele wysiedzi ;-)
Capricorn - 2010-11-03, 13:36

Lily napisał/a:
Jakby nie było, jeśli kura akurat nie ma fazy na rodzicielstwo, to faktycznie jajko porzuca ;) Wychowałam się na wsi, znajdowaliśmy może nie sterty, ale pojedyncze zbuki pod krzakami i w innych miejscach ;)


wiadomo ;-)

mnie rozwaliło to, że ojciec Melis zakłada, że kury znoszą jajka (=mają owulację) DLA LUDZI. Aż strach pomysleć, dla kogo ja mam... ;-)

Lenka - 2010-11-04, 19:02

Aaaaj... Dziwiłam sie, czemu mi komputer zmula, a tu internetowy chochlik namieszał :oops:
gemi - 2010-11-04, 21:12

Capricorn napisał/a:
ojciec Melis zakłada, że kury znoszą jajka (=mają owulację) DLA LUDZI. Aż strach pomysleć, dla kogo ja mam...
capri, ratunku! turlam się :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
tcioflove - 2010-11-05, 14:33

u mnie w pracy:

facet: ale wszystkie kanapki są z mięsem?
kolega: tak, z mięsem. ale można tak, że zrobimy jakąś kanapkę bez mięsa.
facet: ale jak to? a z rybą nie macie?
kolega; no mamy...
facet: a to ok!!! może być!!! rybka jest w porządku!!!


na zlocie kuzynek u mojej siostry:

siostra: ale ja dla ciebie biedaku nic w sumie nie mam tylko ten bigos a on jest z kiełbasą...
córka kuzynki: a co? nie lubisz?
ja: nie jem mięsa. jestem wegetarianką.
ck: ALE JAK TO??? nie jesz mięsa? w ogóle? jeny!!! ja bym tak nie mogła... o jeny!!!! to co ty w takim razie jesz?

lilias - 2010-11-05, 15:11

tcioflove, moja ma przygotowała na spotkanie rodzinne 01.11.2010r. chyba z sześć potraw mięsnych, a dla mnie nic :-( w rozpaczy "co ja ci dam" znalazła w lodówce usmażone pieczarki (gołe) i jajko na twardo (dodatek do żurku). zjadłam z chlebem zdołowana bo na śniadanie w domu małż mnie uszczęśliwił jajecznicą z pieczarkami :-| ale za to usłyszałam ostatnio ukryty komplement z jego strony, że jak je w domu to jest wszystko ok, a jak u którejś mamy to mu ciężko i źle się czuje ]:-> (mąż nie jest wege)
moony - 2010-11-05, 19:32

A propos listopadowych zlotów - wujek nie rozumie mnie zupełnie, za to ciotka zadzwoniła i zapytała czy mi zrobić wege gołąbki. Kochana...
alken87 - 2010-11-05, 19:52

moja rodzicelka mnie obdarowała ziołowymi suplementami diety w ŻELATYNOWYCH kapsułkach bo ona nie będzie używać bo sprawdzała wahadełkiem i ma już nadmiar w organizmie. oczywiście nie bede ich jadła. i oczywiście to ja z naszej dwójki jestem nawiedzona :mrgreen:
katrinko - 2010-11-05, 22:32

Nie powiem, żebyśmy się z teściową dobrze dogadywały, ale z moim wegetarianizmem nigdy nie robiła problemów, nie było tekstów typu "rosół to nie mięso" itd itp. Jednak przebrała się miarka ]:-> kiedy powiedziałam że nie będę piła tranu bo jest niewegetariański. Strasznie już przesadzam i w ogóle głupieję na starość ]:-> Pewnie gdybym powiedziała, że nie będę pić tranu bo jest obrzydliwy, spotkałabym się z większym zrozumieniem.
Lily - 2010-11-05, 22:35

katrinko napisał/a:
Pewnie gdybym powiedziała, że nie będę pić tranu bo jest obrzydliwy, spotkałabym się z większym zrozumieniem.
A żebyś wiedziała. Jak ktoś nie je mięsa, bo nie lubi, to zazwyczaj ma spokój, ale jak nie je, bo nie podoba mu się sposób jego pozyskiwania, to jest dziwakiem, trzeba mu uświadomić, że zachoruje itp., itd.
Moja teściowa ostatnio obejrzała program o GMO na TVN i mówi do mnie "Te twoje kotlety sojowe to wcale nie są takie zdrowe". Tak jakbym się kotletami sojowymi żywiła. Akurat zazwyczaj jem u niej, w domu bardzo rzadko ;) Uświadomiłam ją, że zwierzęta rzeźne jedzą znacznie więcej soi niż ja.

alken87 - 2010-11-05, 22:51

Lily napisał/a:
Jak ktoś nie je mięsa, bo nie lubi, to zazwyczaj ma spokój

Ja właśnie nigdy nie miałam spokoju zanim zostałam wege, a nie lubiłam większości potraw mięsnych, i zwykle jak ktoś się pytał czemu nie chcę pysznego kotlecika to wolałam skłamac że jestem wege niż powiedzieć że nie lubię, bo jako wege wychodziłam najwyżej na nieszkodliwą wariatkę która się umartwia (i oczywiście powiedzenie że się jest wege zazwyczaj kończy sprawę) a nie lubiąc czegoś co jest tak pyszne, zdrowe itp. już powinnam się leczyć :P

Hikikomori - 2010-11-08, 09:42

Rozmowa z mięsojadem o wegetarianizmie, soi GMO, rolnictwie w Ameryce, wyjaławianiu ziemi, pestycydach itd. zagrażających zdrowiu ludzi, planety... i moja nagła konsternacja: to ty myślisz, że to wszystko po to, żeby wykarmić wegetarian? "Oni" chyba żyją w przeświadczeniu, że krowy pasą się na ląkach jak w reklamach Milki i Turka;]

Miłe doświadczenie z niewege-dzieckiem: wizyta u znajomej, jej córeczka w wieku przedszkolnym poszła się kąpać i zażyczyła sobie, żeby jej dotrzymać towarzystwa. Najpierw poszedł mój chłopak, wraca i mówi: mała zaprasza cię na kawę;] Poszłam, na brzegu wanny, elegancko - czajniczek, filiżanki. Mała nalewa wody z piana do filiżanki i pyta: z mleczkiem? Ja: bez, bo ja nie piję mleka (uświadamianie od małego :roll: ). Mała: ale ja mam sojowe :mryellow: Się wzruszyłam normalnie;]

Agarki.
Ciotka: Poczęstuj się, są bez żelatyny, z agarem.
Ja: ale pewnie jest mleko w czekoladzie.
Brat: Możesz sobie obrać;]

alken87 - 2010-11-08, 17:43

Hikikomori napisał/a:
"Oni" chyba żyją w przeświadczeniu, że krowy pasą się na ląkach jak w reklamach Milki i Turka;]

te z turka to na jachtach imprezują chyba :P

no cóż, ja jak pokazałam mojemu chłopu zdjęcie i filmik krowy z dziurą w ciele sięgająca do żołądka (nie pamiętam jak to się fachowo nazywa) to i tak nie uwierzył że coś takiego istnieje, a nadal uważa, że krowy i świnie rozmnażają się same z siebie, spontanicznie, a ludzie się tylko nadmiaru pozbywają :roll:
głupi nie jest, więc pewnie raczej nie tyle co w to wierzy, a chce wierzyć.

koko - 2010-11-08, 17:52

Lily napisał/a:
[A żebyś wiedziała. Jak ktoś nie je mięsa, bo nie lubi, to zazwyczaj ma spokój, ale jak nie je, bo nie podoba mu się sposób jego pozyskiwania, to jest dziwakiem, trzeba mu uświadomić, że zachoruje itp., itd.


Lily, powiem wiecej: jak powiesz komuś, że z przyczyn religijnych i światopoglądowych nie jesz marchwi i chleba, to co najwyżej zostaniesz poproszona o uzasadnienie, albo będzie to potraktowane jak sympatyczne, nieszkodliwe dziwactwo. Ale jak powiesz, że nie jesz mięsa to... co ja będę pisać, każdy z nas to zna.

Z dzisiejszych standardowych głupawych zaczepek mięsożerców, którzy chcą być bardziej wegetariańscy od wegetarian:
kolega w pracy: Co sądzisz o tym? Mam koleżankę wegetariankę, które hoduje papugę. Nie wiem, co ty o tym myślisz ale to chyba totalna hipokryzja nie jeść mięsa i trzymać w domu w niewoli zwierzę, które zostało wyhodowane z jaja wyłącznie dla przyjemności człowieka.

:shock:

Amanii - 2010-11-08, 20:22

no a nie?

ja bym koledze przyznała rację w pełni.

koko - 2010-11-08, 20:40

Zauważ mój wstęp o mięsożercach bardziej papieskich od papieża ;-)
Poza tym pewnie łatwo oceniać nie znając sytuacji. Jak dostajesz świnkę morską, która miała iść na przemiał i trzymasz ją w domu to też uważasz się za hipokrytkę?

Amanii - 2010-11-08, 21:14

Nie, ale jest różnica pomiędzy przygarnianiem zwierząt porzuconych lub bezdomnych, a sprawianiem sobie egzotycznej ozdóbki w klatce albo rasowego psa z rodowodem, nagrodami i bóg wie czym jeszcze. Pierwsze popieram (i praktykuję), drugiego nie. Nie znam sytuacji, ale z twojego posta wynika, że kolega też za bardzo nie znał, a przynajmniej nic nie stwierdzał, tylko zadał ci pytanie. Moim zdaniem pytanie jest słuszne i uzasadnione. I to, czy ktoś je mięso nie ma tu nic do rzeczy, jak najbardziej ma prawo zauważać czyjąś niekonsekwencję.
Gdyby mi nie wytykano mojej niekonsekwencji to pewnie dalej nosiłabym skórę, chodziła do zoo i kupowała zwierzęta w zoologu. I w dużej części mięsożercom zawdzięczam to, że zaczęłam myśleć o tym co robię i czy faktycznie postępuję słusznie. Dlatego nie widzę nic złego w takich pytaniach.

koko - 2010-11-08, 21:34

Ja też widzę różnicę między przygarnianiem a sprawianiem sobie zabawki, nie wiemy natomiast, jaka była sytuacja, więc czemu od razu z założenia krytykować dziewczynę i robić z niej hipokrytkę?
Uważam, że jedzenie i niejedzenie mięsa ma tu sporo do rzeczy. Bardzo przeszkadza mi podejście mięsożerców do wegetarian, polegające na trzymaniu ich na ciągłym obstrzale i często wymyślaniu bardzo zawiłych teorii i skomplikowanych ciągów zdarzeń mających udowodnić, że mimo że nie jesz mięsa, to jesz mięso (w jakiejś bardzo zawoalowanej formie), lub w inny sposób przyczyniasz się do powodowania cierpienia zwierząt, więc lepiej zacząć jeść mięso i przestać się oszukiwać. Spotykam się z tym bardzo, bardzo często. Myślę, że pewnie wiesz, co mam na myśli?
Kolega wypowiedź miała właśnie taki wydźwięk, może słabo to oddałam. Może trzeba też znać tego kolegę i sto innych podobnych wypowiedzi.

alken87 - 2010-11-08, 21:49

może i wypowiedź kolegi była prowokacją tylko po to żeby Cię wkurzyć ale na takie pytania trzeba odpowiadac, nawet jeśli w założeniu on chciał tylko pokazać że "wegetarianie są głupi i niekonsekwentni"

a przede wszystkim należy uświadamiać ludzi że różne osoby nazywają siebie wegetarianami ale niekoniecznie muszą być one takie same, z jednakowym powodem bycia wege i taką samą świadomością, zasadami. i ze podawanie przykładu jakiejs osoby na obalenie całego systemu światopogladowego jest bez sensu.

bo sa wegetarianie co jedzą ryby i twierdza że sa wege, są tacy co nie zwracają uwagi na produkty uboju w składnikach, są tacy co nosza skórę, tacy co używają kosmetyków i nie patrzą czy testowane, kupują zwierzęta w sklepach zoologicznych (kiedyś się nieźle namordowałam żeby przetłumaczyć pewnej wegetariance dlaczego nie powinna kupować zwierząt w sklepie ale niestety nie dotarło) w pseudohodowlach itp.
oprócz tego że ktoś jest wege jest takze jednostką i podejmuje działania zgodne ze swoimi przekonaniami.

karusia - 2010-11-08, 22:07
Temat postu: Re: wege-niewege dialogi

Mój najulubieńszy dialog sklepowy:


- czy te galaretki są na agarze, czy zawierają żelatynę?
- truskawkowe są.


Rozmowy z babcią:

- a czy ty głodna nie chodzisz?

ewentualnie z okazji mojego gotowania przez wakacje: - czy chłopcy nie są głodni?
(w sensie mój padre i rodzeństwo)

Różne:

w reakcji na to, że jestem wege:

- nie znajdziesz sobie męża.
- ojej, to nie będziesz mogła mieć dzieci.
- ja też jestem wege, ale nieortodoksyjny, udaję, że tego mięsa tu nie ma (jedząc gołąbka)

Alispo - 2010-11-08, 22:18

karusia-extra z galaretkami :mryellow:

Dżizas,mieszkam z papugą ;-) (rescued,żeby nie było..) ;-)

koko - 2010-11-08, 22:45

karusia dobre :-) Mnie prababcia mówiła, że nie znajdę męża, bo jestem leworęczna i wstyd pójść ze mną do kawiarni.

Za to bratanica mojego chłopka, lat 8 mówi, że cyt. "nie jest wegetarianką w stosunku do anonimowych zwierząt."

Amanii - 2010-11-09, 12:42

Koko, ja wiem o co ci chodzi i znam ten typ :)

Milion razy mi wypominano że mieszkam z psem (przepraszam, "mam" psa :P ) i robili to zarówno mięsożercy jak i weg*anie (żeby udowodnić, że nie jestem wystarczająco "true"). Tak samo milion razy wskazywano mi na zawartość składników odzwierzęcych w czymśtam i mówiono, że w takim razie nie ma możliwości bycia weganinem, bo zawsze się w tym uczestniczy. I ogólnie bardzo często ludzie próbują mnie złośliwie na czymś "złapać".

Tylko że w takich przypadkach zamiast to bagatelizować, albo zbyć ich tekstem, że "chcą być bardziej wegetariańscy niż wegetarianie", warto przedstawić jasno swoje stanowisko, żeby jednocześnie uciąć dyskusję i dać drugiej stronie do myślenia.

Czyli ja np. na zaczepkę twojego kolegi odpowiedziałabym coś w stylu: Tak, absolutnie jestem zdania, że trzymanie w niewoli i hodowanie, rozmnażanie zwierząt dla przyjemności człowieka jest złe. Obojętnie czy to papugi, chomiki czy psy. Ale może koleżanka adoptowała tę papugę ze schroniska albo uratowała przed śmiercią? Jeśli tak to zupełnie zmienia postać rzeczy, uważam że każdy w miarę swoich możliwości powinien dać dom potrzebującemu zwierzęciu i zapewnić mu w miarę dobre życie w tych nienaturalnych warunkach, w których znalazł(a) się nie ze swojej winy, tylko przez ludzi.

Po prostu nie nazwałabym tego głupawą zaczepką. To jest bardzo słuszne pytanie. Wiem, że może intencją tego gościa nie było dowiedzenie się czegoś i zaspokojenie ciekawości, tylko zwykła złośliwość, ale to nie przeszkadza go wyedukować przy okazji :)

Inny przykład na powyższe: http://my-face-is-on-fire...-no-vegans.html

MartaJS - 2010-11-09, 12:57

Ja odpowiadam, że nie da się jedną decyzją zmienić całego świata, nie da się - żyjąc we współczesnym świecie - całkowicie nie uczestniczyć w cierpieniu. Ale każdy może zrobić choć trochę - na miarę swoich możliwości. Moja mama, po kilku nieudanych próbach całkowitego zrezygnowania z mięsa, zrezygnowała z jedzenia ssaków. To jest bardzo dużo moim zdaniem i nie ma sensu wypominać jej, że od czasu do czasu je kurczaki. Lepiej zrobić trochę niż nic.

Cytat:
Moja teściowa ostatnio obejrzała program o GMO na TVN i mówi do mnie "Te twoje kotlety sojowe to wcale nie są takie zdrowe". Tak jakbym się kotletami sojowymi żywiła. Akurat zazwyczaj jem u niej, w domu bardzo rzadko Uświadomiłam ją, że zwierzęta rzeźne jedzą znacznie więcej soi niż ja.


Hehe, mój (mięsożerny) małżonek ostatnio też znalazł coś o soi, że coś tam może niekorzystnie działać. Odpowiedziałam, że to akurat nie mój problem, tylko jego - ja jem soję naprawdę rzadko, a ile tego jest w wędlinach, pasztetach itp. - w tych tańszych to nawet czasem więcej niż 50% składu :-)

Amanii - 2010-11-09, 13:04

MartaJS napisał/a:
Hehe, mój (mięsożerny) małżonek ostatnio też znalazł coś o soi, że coś tam może niekorzystnie działać. Odpowiedziałam, że to akurat nie mój problem, tylko jego - ja jem soję naprawdę rzadko, a ile tego jest w wędlinach, pasztetach itp. - w tych tańszych to nawet czasem więcej niż 50% składu

haha dokładnie tak, też tak mówię.

Mnie zawsze rozwala jak mało oryginalne są te wszystkie teksty. Wszystko słyszałam po kilkanaście razy przynajmniej, a najlepsze jest to, że każda osoba która coś takiego mówi, jest z siebie dumna jakby odkryła Amerykę :D

moony - 2010-11-09, 18:10

Amanii napisał/a:
ajlepsze jest to, że każda osoba która coś takiego mówi, jest z siebie dumna jakby odkryła Amerykę :-D

Dokładnie. Niestety, mój mięsożerny mąż w trakcie wymiany argumentów o (nie) spożywaniu mięsa przez naszego potomka, przytoczył argument o soi modyfikowanej genetycznie. Jakby widział jak strasznie często jem soję ;) Wolę inne strączki, naprawdę.
Soja jest chyba najbardziej popularnym w myśleniu człowieczym "zamiennikiem" mięsa i stąd chyba te teksty.
Za to mój wujek, już kiedyś wspomniany, argumentował swoje jedzenie mięsa tym, że "zawsze tak było, że silniejszy gatunek polował na słabsze" :shock:

Lily - 2010-11-09, 18:13

moony napisał/a:
Za to mój wujek, już kiedyś wspomniany, argumentował swoje jedzenie mięsa tym, że "zawsze tak było, że silniejszy gatunek polował na słabsze" :shock:
No to niech zapoluje, ale dzidą z kamiennym grotem ;) Ciekawe, jak mu to wyjdzie ;) Założę się, że przy spotkaniu z dzikiem nieźle by spierniczał za przeproszeniem :mryellow:
moony - 2010-11-09, 18:21

Lily napisał/a:
moony napisał/a:
Za to mój wujek, już kiedyś wspomniany, argumentował swoje jedzenie mięsa tym, że "zawsze tak było, że silniejszy gatunek polował na słabsze" :shock:
No to niech zapoluje, ale dzidą z kamiennym grotem ;) Ciekawe, jak mu to wyjdzie ;) Założę się, że przy spotkaniu z dzikiem nieźle by spierniczał za przeproszeniem :mryellow:

Właśnie. Chciałam to powiedzieć mu, ale ugryzłam się w język, dochodząc do wniosku, że już wystarczająco mnie wkurzył i że nie ma sensu się denerwować.

koko - 2010-11-09, 19:02

Amanii właśnie! Ten znajomy typ, od którego opadają ręce. I dokładnie to co piszesz - mina odkrywcy przy wyświechtanym tekście, który ma nas zażyć.
Ja stwierdziłam, że nie ma co na durne zaczepki wypalać z poważnymi tekstami, bo wychodzę na nawiedzoną, a moje argumenty i tak nie trafiają do dużej części tych ludzi. Nie obchodzi ich cierpienie zwierząt, warunki chowu itd. i jakbym straszliwej prawdy nie przedstawiała - pozostaną niewzruszeni, bo po prostu ich to z założenia nie rusza.
Odkryłam za to, że przynajmniej w pracy (gdzie trochę się jednak znamy i mogę sobie pozwolić) bardziej na ludzi działają teksty, gdy spotykamy się przy stole i ktoś wyciąga kanapkę ze smalczykiem, a ja z rozbrajającą szczerością i naprawdę bez cienia ironii w głosie mówię np. "mmm pyszny chlebek ze świńskim łojem" albo "w lodówce masz jeszcze wędlinkę, jak zmyjesz z wierzchu tę klejącą wydzielinę z bakteriami gnilnymi, to będzie jeszcze całkiem w porządku".
Za to ci ludzie, którzy mówią o tym, że człowiek od zawsze polował, silniejszy zabija słabszego itd. pytam, czy wydziela im się ślina na widok ciepłego, ociekającego krwią mięsa z kawałkiem futra? W końcu na mięsożerców to działa.
Ludzie chcą jeść mięso, ale jednocześnie robią z nim wszystkie możliwe zabiegi prowadzące do zabicia jego naturalnego smaku.

[ Dodano: 2010-11-09, 19:03 ]
Amanii właśnie! Ten znajomy typ, od którego opadają ręce. I dokładnie to co piszesz - mina odkrywcy przy wyświechtanym tekście, który ma nas zażyć.
Ja stwierdziłam, że nie ma co na durne zaczepki wypalać z poważnymi tekstami, bo wychodzę na nawiedzoną, a moje argumenty i tak nie trafiają do dużej części tych ludzi. Nie obchodzi ich cierpienie zwierząt, warunki chowu itd. i jakbym straszliwej prawdy nie przedstawiała - pozostaną niewzruszeni, bo po prostu ich to z założenia nie rusza.
Odkryłam za to, że przynajmniej w pracy (gdzie trochę się jednak znamy i mogę sobie pozwolić) bardziej na ludzi działają teksty, gdy spotykamy się przy stole i ktoś wyciąga kanapkę ze smalczykiem, a ja z rozbrajającą szczerością i naprawdę bez cienia ironii w głosie mówię np. "mmm pyszny chlebek ze świńskim łojem" albo "w lodówce masz jeszcze wędlinkę, jak zmyjesz z wierzchu tę klejącą wydzielinę z bakteriami gnilnymi, to będzie jeszcze całkiem w porządku".
Za to ci ludzie, którzy mówią o tym, że człowiek od zawsze polował, silniejszy zabija słabszego itd. pytam, czy wydziela im się ślina na widok ciepłego, ociekającego krwią mięsa z kawałkiem futra? W końcu na mięsożerców to działa.
Ludzie chcą jeść mięso, ale jednocześnie robią z nim wszystkie możliwe zabiegi prowadzące do zabicia jego naturalnego smaku.

kitteh - 2010-11-12, 15:20

Amanii napisał/a:
Koko, ja wiem o co ci chodzi i znam ten typ :)

Milion razy mi wypominano że mieszkam z psem (przepraszam, "mam" psa :P ) i robili to zarówno mięsożercy jak i weg*anie (żeby udowodnić, że nie jestem wystarczająco "true"). Tak samo milion razy wskazywano mi na zawartość składników odzwierzęcych w czymśtam i mówiono, że w takim razie nie ma możliwości bycia weganinem, bo zawsze się w tym uczestniczy. I ogólnie bardzo często ludzie próbują mnie złośliwie na czymś "złapać".

Tylko że w takich przypadkach zamiast to bagatelizować, albo zbyć ich tekstem, że "chcą być bardziej wegetariańscy niż wegetarianie", warto przedstawić jasno swoje stanowisko, żeby jednocześnie uciąć dyskusję i dać drugiej stronie do myślenia.

Czyli ja np. na zaczepkę twojego kolegi odpowiedziałabym coś w stylu: Tak, absolutnie jestem zdania, że trzymanie w niewoli i hodowanie, rozmnażanie zwierząt dla przyjemności człowieka jest złe. Obojętnie czy to papugi, chomiki czy psy. Ale może koleżanka adoptowała tę papugę ze schroniska albo uratowała przed śmiercią? Jeśli tak to zupełnie zmienia postać rzeczy, uważam że każdy w miarę swoich możliwości powinien dać dom potrzebującemu zwierzęciu i zapewnić mu w miarę dobre życie w tych nienaturalnych warunkach, w których znalazł(a) się nie ze swojej winy, tylko przez ludzi.

Po prostu nie nazwałabym tego głupawą zaczepką. To jest bardzo słuszne pytanie. Wiem, że może intencją tego gościa nie było dowiedzenie się czegoś i zaspokojenie ciekawości, tylko zwykła złośliwość, ale to nie przeszkadza go wyedukować przy okazji :)

Inny przykład na powyższe: http://my-face-is-on-fire...-no-vegans.html




wiesz co, ja moze mam spaczone myslenie, ale w wiekszosci sklepow zoologicznych to te zwierzeta sie mecza, bardzo czesto sa chore, niedozywione, warunki sanitarne wolaja o pomste do nieba.
i wtedy jakos, kurcze, chyba lepiej jest kupic takiego zwierzaka, wyleczyc i pozwolic na zycie moze nie na wolnosci, bo by nie przezyl, ale w lepszych warunkach. zeby przestal byc towarem

Lenka - 2010-11-12, 16:50

Ja mam psa, którego przygarnęłam z ulicy. Kota, którego wzięłam ze wsi, bo kociaki ginęły, deptane przez krowy...
A szynszyla, mojego ulubieńca mam ze sklepu. I nie czuję się jakoś gorzej z tym,że go kupiłam. Borys ma dużą klatkę ("wielkości łóżeczka dla dziecka" jak mówi moja siostra), a na niej mniejszą klatkę. Codzienny wybieg, specjalne ziołka dla szynszyli, przysmaki. Nie biorę go na siłę na ręce. Nic mu złego nie robię.Temperaturę w pokoju dostosowałam do jego przystosowań(futro). W lecie chłodzę pokój wiatraczkiem...
Nie czuję się wyrodną właścicielką, gdyby szynszyle chodziły bezdomne po ulicy, też bym je przygarnęła, jak mojego psiaka ;) I tez uważam, że mój Borysek miał niefajnie w sklepie zoologicznym. Czasami mi go szkoda, że siedzi w klatce jak mnie nie ma w domu. A moja siostra się śmieje, że przesadzam, bo on ma u mnie za dobrze. Z tym, że ma za dobrze się nie zgodzę, ale staram się, by był szczęśliwy. I tyle :-D

maga - 2010-11-12, 21:01

Cytat:
lepiej jest kupic takiego zwierzaka, wyleczyc i pozwolic na zycie moze nie na wolnosci, bo by nie przezyl, ale w lepszych warunkach. zeby przestal byc towarem

Ale w ten sposób wpada się w błędne koło, bo popyt przecież generuje podaż :-/
Nie krytykuję, tak mi jedynie do głowy porzyszło...

Alispo - 2010-11-12, 21:55

Szynszyle do adopcji tez sa.

Kupujac w sklepie wlasnie sie to wspiera,ratuje sie byc moze to jedno zwierze,ale sprawia sie ze na to miejsce musi trafic kolejne i tak sie ten chory biznes kręci.Tak wlasnie sie sprawia ze zwierze staje sie towarem.Ono jest towarem wlasnie dzieki kupujacym :-/

bojster - 2010-11-13, 02:35

kitteh napisał/a:
wiesz co, ja moze mam spaczone myslenie, ale w wiekszosci sklepow zoologicznych to te zwierzeta sie mecza, bardzo czesto sa chore, niedozywione, warunki sanitarne wolaja o pomste do nieba.
i wtedy jakos, kurcze, chyba lepiej jest kupic takiego zwierzaka, wyleczyc i pozwolic na zycie moze nie na wolnosci, bo by nie przezyl, ale w lepszych warunkach. zeby przestal byc towarem


Sklepy zoologiczne bazują właśnie m.in. na tym że ludziom szkoda zwierzątek, że "tak się cisną razem w gablotce", "nie mają nawet wody", "mają sam granulat do jedzenia", "tak smutno patrzą z klatki" itp. itd.

Melis - 2010-11-13, 10:58

bojster napisał/a:

Sklepy zoologiczne bazują właśnie m.in. na tym że ludziom szkoda zwierzątek, że "tak się cisną razem w gablotce", "nie mają nawet wody", "mają sam granulat do jedzenia", "tak smutno patrzą z klatki" itp. itd.

dokładnie... dlatego dobrze jest trzymać sumienie na wodzy i nie kupować zwierząt w sklepach zoologicznych, ew. postraszyć zawiadomieniem TOZ-u, kiedy warunki są kiepskie, czyli w większości zoologicznych tak naprawdę. TOZ pewnie zignoruje sprawę, ale może właściciel się przejmie, zwłaszcza jeśli zrobi się awanturę przy klientach. :roll:
swoją drogą, weszłam kiedyś do sklepu po psie ciastka i zobaczyłam coś, czego raczej widzieć nie powinnam - gigantyczne terrarium z wężem i dwoma myszkami. powinni wprowadzić zakaz skarmiania zwierząt przy klientach, nie każdy chce na to patrzeć.

moony - 2010-11-13, 20:37

W jednym z wrocławskich zoologicznych spotkałam się raz (naocznie, może powtarzali akcję) z możliwością adoptowania kociaków z interwencji TOZ-u. Oprócz umowy adopcyjnej trzeba było w tym sklepie zakupić wyprawkę za min. 100 zł.
Alispo - 2010-11-13, 21:39

Nadal tak jest,TOZ ma kąciki adopcyjne w zoologach,tlumaczy to tym,ze ma mnostwo zwierzakow,wiec to takie mniejsze zlo,brakuje domow tymczasowych,ze lepiej tak niz nie pomóc wcale :roll: Cóż,to cos a la "happy meat" raczej...
dżo - 2010-11-18, 22:14

Zapytana o apetyt Tymona odpowiadam zgodnie z prawdą, że nie nadążam gotować bo on ciągle woła am, am i na obiad potrafi zjeść 6-8 pierogów.
Usłyszałam:
-no tak, z mięskiem najadłby się trzema ....

Alispo - 2010-11-18, 22:24

jakby jadł te 3 to by było,że niejadek ;-)
bojster - 2010-11-18, 23:28

dżo napisał/a:
Zapytana o apetyt Tymona odpowiadam zgodnie z prawdą, że nie nadążam gotować bo on ciągle woła am, am i na obiad potrafi zjeść 6-8 pierogów.
Usłyszałam:
-no tak, z mięskiem najadłby się trzema ....


A najlepiej byłoby mu dawać takie specjalne pastylki dla kosmonautów, jaka to oszczędność czasu i przestrzeni magazynowej! :roll:

maga - 2010-11-19, 08:54

dżo, mam dokładnie to samo. Nieraz mi nerwy puszczają przez to :evil:
bojster, :lol:

moony - 2010-11-19, 11:38

dżo, a kto to wam tak delikatnie w talerze zagląda? Ludzie to mają problemy...
dżo - 2010-11-19, 15:51

maga napisał/a:
Nieraz mi nerwy puszczają przez to

Uśmiecham się z pobłażaniem, sensu dyskusji nie widzę.
moony napisał/a:
a kto to wam tak delikatnie w talerze zagląda?

moony, byłam odwiedzić moją pracę, wszyscy wiedzą, że Tymon bez mięsa chowany więc dopytują zawsze jak z apetytem, ze zdrowiem. Nie chce byc złośliwa, ale chyba odczuliby satysfakcję gdyby coś było nie tak.

maga - 2010-11-19, 15:59

dżo, mój ojciec co jakiś czas komentuje duży apetyt Ziomka: "Może te jego posiłki sa mało treściwe..." Na pytanie, czy kasza z soczewicą, gotowane warzywa i surówka są małotreściwe odpawiad: "No widocznie dla niego są". Robi to regularnie, więc trzęsie mnie w środku :evil:
Gdyby Ziom był niejadkiem, pewnie problem leżałby również w niejedzeniu mięsa...

moony - 2010-11-19, 16:07

dżo napisał/a:
Nie chce byc złośliwa, ale chyba odczuliby satysfakcję gdyby coś było nie tak.

Też mi się tak wydaje. Ha, a nie mówiłem? Masz za swoje, dziecko ci choruje, popatrz co mu zrobiłaś.
Wiem jak to jest... Jakkolwiek ludzie są fajni i można z nimi pogadać to kiedy przychodzi do jakichkolwiek odstępstw od "ich normalności" robi się nieprzyjemnie...

Wiecie co, cały czas mam w uszach słowa mojego wujka, o którym tu już pisałam. I mojej mamy, która mu przyklaskuje. Czuję taki niesmak i żal do nich...

I strasznie mnie wkurza jak ktoś te swoje teksty kwituje słowami, że to przecież z troski :evil:

kofi - 2010-11-19, 18:19

maga napisał/a:
dżo, mój ojciec co jakiś czas komentuje duży apetyt Ziomka: "Może te jego posiłki sa mało treściwe..." Na pytanie, czy kasza z soczewicą, gotowane warzywa i surówka są małotreściwe odpawiad: "No widocznie dla niego są". Robi to regularnie, więc trzęsie mnie w środku :evil:
Gdyby Ziom był niejadkiem, pewnie problem leżałby również w niejedzeniu mięsa...

Stary numer maga - albo oni przestaną, albo Ty się uodpornisz. 8-)

tcioflove - 2010-11-30, 17:27

Robiliśmy ostatnio zakupy na kolację razem z moim chłopakiem (niewege). kamil nie wiedział co ma sobie kupić więc pyta mnie. zasugerowałam mu serek ze szczypiorkiem bo bardzo lubi ale w końcu stanęło na pasztecie. Nie pamiętam teraz jak to wyszło ale zaczęliśmy mówić co z czego i co w czym jest. i ja mu coś tam mówie że gdyby on wiedział co tam jest to by nie zjadł. i nie chodziło mi w ogóle o mięso tylko ogólnie że nie wiadomo czy jakieś śmieci tam nie wpadną czy coś. i znowu nie pamiętam co on mi powiedział ale ja powiedziałam że w takim pasztecie tez nie wiadomo z czego to. Ze niby drobiowy ale nie wie czy nie z jakichś jąder, płuc czy jelit. To on tez ze ja tez nie wiem co jest w moich kotletach sojowych czy pasztecie sojowym. wiec ja pytam CO takiego tam moze byc. nie umiał mi na to odpowiedziec i co więcej OBRAZIŁ się o poszedł odnieśc ten swój pasztet. do tego mryczał cos że dziękuje bardzo, że mu obrzydziłam a takiego smaka miał na ten pasztet. powiedziałam mu że nie ma o co sie obrazac bo to nie moja wina ze jada takie rzeczy. chodził naburmuszony po tym sklepie jeszcze chyba 15 minut poczym mu przeszlo i w koncu wrocil po ten pasztet...
moony - 2010-11-30, 18:41

tcioflove napisał/a:
czy nie z jakichś jąder, płuc czy jelit.

jasne, że tak! W końcu "mięso mechanicznie oddzielane od kości" to całość niewydrążona wrzucona do maszyny. W wątku o Macu było zdjęcie jak takie cuś wygląda - jak lody truskawkowe :)
Mój mąż znalazł niestety na to sposób - mówi, że w parówkach nie ma mięsa, więc można jeść :->

lilias - 2010-12-05, 11:56

kolejna impreza rodzinna (tym razem w lokalu) na któej zostałam totalnie olana :-/ a J. uważa, że to "wina" mojego sposobu odżywiania się i mam się do tego przyzwyczaić. najbardziej zabolało, że nie przeszkadza mu, tak jak widać i reszcie, że mogę nie mieć co jeść przez cały wieczór- do nocy. kasa na prezent natomiast im nie przeszkadza i nie śmierdzi :evil: złapałam doła, nie było nawet przysłowiowych jajek w majonezie.
Alispo - 2010-12-05, 13:23

lilias-masakra,kompletny brak szacunku,przeciez nie chodzilo ci zapewne o wykwintne dania tylko cokolwiek,to chyba nie wymaga wysilku prawie zadnego :roll:
Lily - 2010-12-05, 15:10

lilias, przykro mi...
lilias - 2010-12-05, 15:24

Ali na wejściu zjadłam ziemniaki z warzywami, bo porcja zamówiona niby specjalnie dla mnie została zrobiona "na rosole" !!!!!. w oddzielnej miseczce była marchewka no to zjadłam ją z ziemniakami, a potem, do późna zostały mi tylko zimne warzywa z tłuszczem pozostałe po obiedzie. koniec, kropka, ani jajka, ani krokieta, ani naleśnika, ani makaronu, ani pierogów z mrożonki. kurczę, przecież to lokal był :-/ nie trzeba się było napracować, a ja byłam głodna. Przykro jak jasny gwint :-(

p.s. wyżaliłam się, dzięki dziewczyny :**

okso - 2010-12-05, 15:28

Alispo napisał/a:
lilias-masakra,kompletny brak szacunku,przeciez nie chodzilo ci zapewne o wykwintne dania tylko cokolwiek,to chyba nie wymaga wysilku prawie zadnego :roll:


szczegolnie ze impreza w lokalu a to juz wysilek zupelnie zerowy wystarczy zamowic jeden zestaw wege.

tcioflove - 2010-12-07, 21:14

zrobiłam ostatnio na kolację ,na którą miał przyjść chłopak, makaron ze szpinakiem , bo jak się okazało on nigdy nie jadł szpinaku :shock: no więc zabrał się za niego i widać było że mu smakuje ale coś mało zjadł a podobno był bardzo głodny po pracy. okazało się że w domu ojciec kazał zjeść mu jeszcze obiad mimo że kamil powiedział że ja też mu już zrobiłam. a na obiad w domu był... makaron z kurczakiem i szynką. jak przypuszczam przyszły teść stwierdził że facet nie może najeść się po całym dniu pracy makaronem ze szpinakiem i musiał wcisnąć mu mięcho.
Katioczka - 2010-12-07, 21:22

tcioflove napisał/a:
w domu ojciec kazał zjeść mu jeszcze obiad

jak to "kazał"?
wcisnął mu przez gardło, podał dożylnie????

priya - 2010-12-07, 21:24

Katioczka napisał/a:
podał dożylnie????
:mryellow: :mryellow:
tcioflove - 2010-12-07, 21:27

zaproponował mu żeby zjadł przed wyjściem bo taki głodny po pracy. no i w sumie nie dziwie sie że zjadl skoro zaczął go zachęcać. ale skoro ojciec wiedział że ja tez czekam z obiadem to mógł odpuscić.

[ Dodano: 2010-12-07, 21:40 ]
i tak wracając do tematu to kolega w pracy pyta coś tam o mięsie ( nie pamiętam o co chodziło) jakie lubie czy cos.
ja: żadne bo nie jem mięsa
on: hahaha! jasne hahaha
ja: no nie
on: jaaaaaaa
ja: .........
on: a nie zjadłabys sobie czasem takiego pysznego shcabowego tłustego?



:->

Katioczka - 2010-12-07, 21:41

zaproponował to nie to samo co kazał ;)
chłopak mógł odmówić, wiedząc, że będzie kolacja u ciebie.
Jak dla mnie foux pas chłopaka, a nie ojca.

tcioflove - 2010-12-07, 21:46

no w zasadzie to tak ale mi tez ciezko byloby odmowic wracajac po calym dniu z budowy. tzn. oczywiscie nie tego kurczaka z szynka tylko ogolnie. a mysle ze ojciec i tak specjalnie mu dal bo on jakos diety bezmiesnej nieakceptuje. sam mowil mi ze on potrafi najesc sie tylko miesem a kiedy moj chlopak chcial zostac wege to mu powiedzieli ze sie pochoruje.
Katioczka - 2010-12-07, 21:50

tcioflove, powiem tyle: jak ktoś chce, to i domu pełnym mięsa będzie wege.
Jak ktoś jest zaproszony na kolację do dziewczyny, to w domu tzw. suchą bułkę przegryza...
btw-ile lat ma twój chłopak-9, 10, 11?

tcioflove - 2010-12-07, 21:59

katioczka, wiem- sama tak mam. moi rodzice jedza prawie tylko mieso. a chlopakowi udało się wytrzymac tydzień po tym jak obejrzelismy film. on w zasadzie tez lubi mięso ale gdy mamy zjeść razem to nawet sam przyrzadza jakies wege dania które je i mu smakują.
tęczówka - 2010-12-08, 14:48

Katioczka napisał/a:
btw-ile lat ma twój chłopak-9, 10, 11?

:mryellow: :mryellow: :mryellow: <3
no to tera ja:
w ramach dnia bez kupowania rozdawalim pod galerią ciasto wegańskie
podchodzę do jakiejś kobity i mówię:"zapraszamy na wegańskie ciasto,niech się pani częstuje" na co ona:"ale ja jestem katoliczką",na co ja :shock: "ale my też" :mrgreen:
pani chyba mi nie uwierzyła bo spojrzała na mnie,na chłopaków ubranych w spódnice i szybko czmychnęła ;-)

Malinetshka - 2010-12-08, 16:23

tęczówka napisał/a:
wegańskie

pewnie zrozumiała "pogańskie" ;)

maryczary - 2010-12-08, 22:17

tęczówka, :mrgreen:
Katioczka - 2010-12-08, 22:23

tęczówka, no cuś pinknego :D
kofi - 2010-12-09, 10:17

Malinetshka napisał/a:
tęczówka napisał/a:
wegańskie

pewnie zrozumiała "pogańskie" ;)

:lol: :lol: :lol:
A co za spódnice mieli chłopaki?

moony - 2010-12-09, 15:36

Pogańskie albo szatańskie :mrgreen:
Capricorn - 2010-12-09, 15:38

zainspirowana tekstami o odkamienianiu świata przy pomocy octu wchodzę do lokalnego sklepiku aby nabyć butelczynę.
Ekspedientka poczuła się w obowiązku skomentować:
- O, już rybki robimy?

taaaaa, jasne......

lilias - 2010-12-09, 21:06

Capri, :mryellow: i co tak całkiem bez riposty? całkiem, całkiem ;) ?
tęczówka - 2010-12-09, 23:42

:mrgreen:
kofi napisał/a:
A co za spódnice mieli chłopaki?

śliczne,różowe <3

Jagula - 2010-12-10, 19:13

Malinetshka napisał/a:
tęczówka napisał/a:
wegańskie

pewnie zrozumiała "pogańskie" ;)
:mryellow:
tęczówka napisał/a:
"ale ja jestem katoliczką",na co ja :shock: "ale my też" :mrgreen:
:mrgreen: ale powód dla którego wam nie uwierzyła już mniej śmieszny a bardziej straszny - bo jak to katolik może być weganinem :shock: :-P

lilias napisał/a:
Capri, :mryellow: i co tak całkiem bez riposty? całkiem, całkiem ;) ?
:mryellow:
Katioczka - 2010-12-11, 00:56

Jagula napisał/a:
bo jak to katolik może być weganinem

wtf???????????????????????????????????

moony - 2010-12-11, 11:28

Aisha napisał/a:
to mnie kiedyś pan na targowisku, podczas kupowania korzenia imbiru, zachęcał, abym dodawała go zawsze do niedzielnego rosołku.. polepsza smak kurczaka i wołowiny :roll:

Zawsze w takich momentach mówię, że nie jem trupów i odchodzę nie czekając na komentarz.

spookyPole - 2010-12-29, 00:51

Czytam Was i czytam i mam wrażenie, że 99% z Was ma nieźle pokręcone rodziny :)
sP

Melis - 2010-12-29, 12:12

ja ostatnio słyszałam: 'nie jesz mięsa? ale zupę na mięsie to dlaczego nie? przecież tam mięsa nie ma' :shock: .
albo od mamy tradycyjnie: 'ale otrułabyś się jakbyś zjadła?' :lol: .

moony - 2010-12-29, 12:32

spookyPole napisał/a:
Czytam Was i czytam i mam wrażenie, że 99% z Was ma nieźle pokręcone rodziny

No, nie każdy ma szczęście i wyrozumiałą, otwartą rodzinę. Tak samo jak wiele z nas myśli stereotypami i hasłami słyszanymi od dzieciństwa, czego ten wątek zdecydowanie dowodzi ;)

Szwagierka zarzuciła mi, że jestem niekulturalna, bo jak jem coś, czego sama nie ugotowałam, to najpierw rozgrzebuję. a.) co za szpieg! b.) nie rozgrzebuję, tylko się upewniam po tym, jak w jej wegetariańskiej sałatce pierwsze co ugryzłam to kurczak

lilias - 2010-12-29, 14:40

moony, to Ty jesteś taki James Bondas w spódnicy ;-) ja również i trudno :-D a szwagierce powiedz, że na zaufanie trzeba zapracować, a ten kurczak w jej sałatce wege za bardzo nie był :-P można zasugerować, że surowej krwi, ani kwasu solnego nie pija to jej w kawie nie serwujesz ]:->
jak dla kogoś za ostro to przepraszam, ale jak może wypowiadać się na temat kultury ktoś, kto sam jej nie posiada? normalnie to by wspomniała dyskretnie co możesz spokojnie konsumować. ja w gościnie u rodziny ostatnio (pierwszy dzień świąt he, he) dostałam sałatkę jarzynową, ogórki kiszone i rzodkiewki, suuuuper ;-)

MayoNika - 2010-12-29, 16:06

skojarzyło mi się z sałatką.
Kiedyś siedziałam w swoim pokoju i słyszę, że mój brat wszedł do kuchni, gdzie matka przygotowywała jedzenie. Ona do niego: Idź, powiedz [mi] żeby przyszła na sałatkę. brat: Ale przecież tu jest szynka! ona: Cicho, może nie zauważy.

lilias - 2010-12-29, 21:08

MayoNika, :lol: :lol: :lol:
sunflower_ren - 2010-12-29, 22:06

Mnie akurat mama nie próbowała oszukiwać, chociaż jest na optymalnej, więc miałaby dużo okazji. Za to kiedyś babcia twierdziła, że w tym czy owym mięsa nie ma.. Ale to już zamierzchłe czasy, teraz gotuję sobie sama, a jak gdzieś jestem to na obiad ziemniaki i surówki xD Kilka razy w roku, więc przeżyję:P
alken87 - 2011-01-02, 10:10

moony napisał/a:
b.) nie rozgrzebuję, tylko się upewniam po tym, jak w jej wegetariańskiej sałatce pierwsze co ugryzłam to kurczak


ja na imprezie sylwestrowej lustrowałam nawet sałatkę owocową w poszukiwaniu kurczaka, zaraz po tym jak dowiedziałam się, że pączki, którymi się opchałam były smażone na smalcu :-P

Lenka - 2011-01-03, 12:07

Ja na Sylwestra byłam u znajomych,którzy zrobili mi wegańskie sajgonki. Były przepyszne ;) Warzywa; marchew, por, pietruszka, cukinia, papryka itp, przyprawy, papier ryżowy.
No i była sałatka owocowa, soki, owoce. Ale i tak pół nocy dyskutowałam ze znajomym "jaki jest sens bycia wege". Podawałam mu wszelkie argumenty, ale jego zdaniem były nieprzekonywujące. Fajny, inteligentny chłopak. Lubię go. Ale rozwalało mnie np. to jak mówiłam, że mięso bez przypraw i dodatków jest nie do zjedzenia. A on na to, że po co sobie utrudniać życie i jesć bez przypraw, z nimi jest smaczniejsze. Albo fakt,ze jesli byloby wiecej wege, ludzie w Afryce nie musieliby głodowac. Odparł, że wielu ludzi straciłoby prace, hodowcy, ludzie, ktorzy rozwozą towar etc. Bo zajmuja sie przemysłem mięsnym.
No i jego głownym argumentem było ŻELAZO. I na nic moje odpowiedzi, że ja weganka nie mam anemii, a moja mama i siostra, jedzące mięso mają... Że żelazo jest też w warzywach,zbożach, orzechach etc.
No i mówił, że się ograniczam i nie mogę sobie pozwolić na spontanicznośc. Bo idąc gdzies muszę sprawdzić skład potrawy,a nie po prostu jem jak inni. I na nic, że mogę jeść dużo rzeczy i wszędzie znajdę coś wegańskiego (owoce, warzywa, soki, ciemną bułkę) albo wezmę ze sobą itp.
A muszę przyznać, że ja już jako dziecko miałam dziwne nawyki. Jestem skazana na weganizm :-P nigdy nie jadłam majonezu, rzadko kiedy śmietanę. Nie jadłam podrobów, sledzi, hamburgerów. Wiele potraw w ogóle nie wyobrażałam sobie, żeby jeść. I jestem przyzwyczajoma do niejedzenia u ludzi :-D
Zabijanie wg tego kolegi - jest normalne. W rzeźni bardziej humanitarne niż kiedyś.
Szczerze mówiąc po rozmowie z nim poczułam, że... strasznie się cieszę, ze jestem weganką. Naprawdę, przypomniałam sobie wszystkie powody i jestem zadowolona z decyzji. W lutym stuknie mi 4 lata wegetarianizmu, a porównanie samopoczucia przed wege i teraz... Nie ma o czym mówic. Teraz mam energię i nie choruję. I nie mam wyrzutów sumienia.
Chcial mnie złapać na haczyk i pytał czy jem miód i noszę wełniane rzeczy. Nie udało się; miodu nie jem, podobnie jak żelatyny, barwników typu koszenila. Nie używam kosmetyków testowanych na zwierzętach, ze zwierzęcymi składnikami itp.
Aha i jeszcze; ryby są jednym z najzdrowszych pokarmów. Tak twierdzi ten chłopak. Mówiłam o omega 3,( oleje zjełczałe czuć jak ryby), że omega są wrażliwe na temperaturę, że w rybach są toksyny, rtęc itp.
Czy macie jeszcze jakieś pomysły, jak dotrzeć do niedowiarka? Ja i tak mam swoje zdanie, ale nie chcę, żeby się cieszył, że "on ma rację, mięso jest niezastapione".

lilias - 2011-01-03, 14:24

Lenka, a nie masz wrażenia, że podoba mu się wasza ognista konwersacja ;-) ?
przerobić Cię nie przerobi, mielonych mu robić nie będziesz bo na wejściu wiadomo, że jesteś wege :-) . a może spróbuj zobaczyć o co mu chodzi i sama nie nawiązuj do rozmowy o żarciu, a o filmie, książce, itp.. Zobaczysz, czy chce Cie podkurzyć (taki podryw, he, he niektórzy mają). ;-)

alken87 - 2011-01-03, 16:41

Lenka, w sumie to i tak odparłaś wszystkie jego argumenty pożal się boże, a co do tej humanitarności to on chyba nie wie jak to wygląda dziś a jak było kiedys, bo akurat w tej materii się wiele zmieniło przez ostatnie kilkadziesiąt lat, na gorsze oczywiście. nie ma absolutnie żadnej możliwości żeby chów przedmysłowy byl humanitarny, nie wiem skąd mu to przyszło do głowy.
nawet jak się ogląda filmy dokumentalne których przesłaniem nie jest respektowanie życia zwierząt a stan współczesnej gospodarki to gołym okiem widać że humanitarnie nie jest. (feed the world, food inc. )
do argumentów etycznych dochodzą jeszcze ekonomiczne i ekologiczne

a koleś chyba po prostu lubi irytować, z gatunku tych co zadają rozbrajające pytania w stylu "skoro bóg nie chciał zebyśmy jedli zwierzęta to dlaczego zrobił je z mięsa?" :roll:

mi o północy życzono "żeby te brokuły smakowały jak kurczak" :shock:
nie wiem czemu coś co smakuje dobrze i wystarczy to tylko podgotować miałoby smakować jak smażona masa papierowa posypana glutaminianem sodu :P

dżo - 2011-01-03, 16:44

alken87 napisał/a:
żeby te brokuły smakowały jak kurczak
:mrgreen:
niezly żart

Lenka - 2011-01-04, 07:46

No właśnie już szykowałam książki o wege, żeby znaleźć co nieco. Zawsze jak z kimś dyskutowałam, miałam więcej racji i wychodziło na moje. Teraz on się uparł, a ja też jestem uparta :-P
A powiedzcie mi, ile żyją Eskimosi? W "Viva wegetarianizm" pisało, że dożywają 40. Ale gdzie indziej pisze, że 70-80 lat. chciałam udowodnić jak to dieta oparta na rybach szkodzi.
Mi też się ta dyskusja podobała, bo słuchało nas 5 osób :-> I choć jedzą mięso i zapewne byli po stronie tego gościa, to jednak coś może w głowach im zostanie ;-) I nie będą już tak chętnie pałaszowali schabowego ]:->

Lily - 2011-01-04, 10:48

Lenka napisał/a:
dieta oparta na rybach szkodzi.
Ale oni jedzą raczej foki niż ryby. Na Wikipedii zresztą piszą, że to tez im szkodzi, bo oceany są pełne zanieczyszczeń.
Cytat:
Część Eskimosów spożywa nadal surowe mięso łowionych fok i wielorybów. W tych warunkach stanowi ono potencjalne zagrożenie życia i zdrowia, gdyż zwierzęta te żyją w coraz bardziej skażonych akwenach, a mięso z nich staje się trucizną.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Inuit
Może to jeszcze będzie interesujące http://pl.wikipedia.org/wiki/Grenlandia

Tyle że długość życia nie zależy tylko od jakości pokarmu, ale też jego dostępności i innych warunków (w tym klimatycznych).

alken87 - 2011-01-04, 19:24

co prawda nie o Eskimosach ale o Ewenkach http://www.wysokieobcasy....od_pijakow.html
jedzenie mięsa a alkoholizm ;)
Cytat:
Nie jest już tajemnicą, że rdzenne narody żyjące na północy mają genetyczne predyspozycje do alkoholizmu. Na to nic nie można poradzić. Od tysięcy lat żyjemy na terenach, gdzie niewiele rośnie, bo takie surowe panują warunki. Odżywialiśmy się tylko mięsem, nabiałem i rybami, więc w procesie ewolucji wykształciła się u nas białkowo-tłuszczowa przemiana materii. Ty, jak wszyscy ludzie rasy indoeuropejskiej, masz białkowo-węglowodanowy typ przemiany materii, bo setki, tysiące lat odżywiacie się głównie pokarmami roślinnymi.


z reszta średnia długość życia nie zależy tylko od pożywienia a raczej od warunków ekonomicznych patrz np. Indie

śliwka - 2011-01-07, 21:33

Przed chwilą rozmawiałam z mamą przez skype i mówię, że upiekłam drożdżówkę i że była baardzo smaczna a mama od razu pyta czy dzieci jadły, więc mówię, że tak (dostały tylko trochę, bo chociaż z brązowym to jednak z cukrem była) a mama na to, że się bardzo cieszy, że chociaż jakieś urozmaicenie, bo normalnie to tylko kasza i kasza ]:-> Rzeczywiście kasz moje dzieci dużo jedzą, bardzo różnych, tym się najbardziej najadają i im smakuje, ale za to z bardzo różnymi dodatkami. Moja mama niektórych kasz nigdy nie jadła, nie mówiąc już o tych dodatkach. Zresztą cóż się dziwić jak mnie głównie słodyczami w dzieciństwie żywiła, do szkoły bez śniadania chodziłam a na drugie śniadanie dostawałam pączki, bo kanapką bym się udusiła, bez popicia herbatą. Na kolacje zawsze jakieś placki, racuchy na słodko, chleb smażony, spalony. Swoje psy też karmi słodyczami a potem te psy chore ciągle. Dlatego raczej nie mogę się spodziewać zrozumienia w kwestii jedzenia ze strony mojej matuś, ale jednak jakoś mi przykro...
moony - 2011-01-08, 12:26

Ja mam chyba traumę po tej akcji z wujkiem i moją mamą wrzucającą swoje trzy grosze - dziś śniła mi się, mówiła władczym tonem, że nie ma naukowych dowodów, że dieta wege jest odpowiednia dla dziecka. Nie wiem, czy śmiać się czy płakać.
Kwestia matek i córek to złożona sprawa...

śliwka - 2011-01-08, 22:53

I jeszcze coś mi się przypomniało. Moja kuzynka, jak się latem spotkałyśmy usiłowała mi wmówić, że witaminy przyswajalne są jedynie dzięki tłuszczom ZWIERZĘCYM (te, które są rozpuszczalne w tłuszczach). I jeszcze się dziwiła, że ja o niczym takim nie słyszałam, bo przecież można to w internecie przeczytać :shock: i mówi: "No co Ty? Nie uczyłaś się tego w szkole na biologii?" Masakra. Poza tym mówiła, że jej taka jedna pani weteryniarz opowiadała jak to w Anglii mają wprowadzić zakaz stosowania wegetarianizmu u dzieci :shock: I takich rzeczy się od tej pani nasłuchała, że za głowę się brała, ale ja nie wnikałam co to za cuda i dziwy i nie wiem o co chodziło.
maga - 2011-01-09, 09:22

Iw, dawno nie słyszałam takich rewelacji :lol: :lol: :lol:
Tempeh-Starter - 2011-01-09, 09:54

Iw napisał/a:
I jeszcze coś mi się przypomniało. Moja kuzynka, jak się latem spotkałyśmy usiłowała mi wmówić, że witaminy przyswajalne są jedynie dzięki tłuszczom ZWIERZĘCYM (te, które są rozpuszczalne w tłuszczach). I jeszcze się dziwiła, że ja o niczym takim nie słyszałam, bo przecież można to w internecie przeczytać :shock: i mówi: "No co Ty? Nie uczyłaś się tego w szkole na biologii?" Masakra. Poza tym mówiła, że jej taka jedna pani weteryniarz opowiadała jak to w Anglii mają wprowadzić zakaz stosowania wegetarianizmu u dzieci :shock: I takich rzeczy się od tej pani nasłuchała, że za głowę się brała, ale ja nie wnikałam co to za cuda i dziwy i nie wiem o co chodziło.


moja wieloletnia dobra znajoma i osoba na tak zwanym wysokim poziomie (sraty doktoraty, biznes i kultura) która pamiętała że jestem wegetarianinem (i dawno się z tym oswoiła) na wieść o weganizmie pękła na moich oczach
stała się nagle poirytowana i napastliwa ("obiła ci?", "a na co ci to?", "nie masz się czym zająć?")
oraz zaczęła wygadywać głupoty ("mleka też nie??? a co ci mleko przeszkadza, przecież krowy dają je same z siebie gdy tylko dorosną, są takie gatunki no a nie dojone cierpię i mogą zdechnąć, jak to nie prawda, chyba żartujesz to sobie o tym doczytaj!")
no po prostu mnie zatkało
a cała ta akcja tylko z powodu pytania do kelnera czy dyniowa nie jest aby na kostce ani na rosole i prośba żeby w kuchni nie dodali do zupy "kleksa śmietany" jak było to uroczo opisane w karcie...

karusia - 2011-01-09, 22:28

Cytat:
a cała ta akcja tylko z powodu pytania do kelnera czy dyniowa nie jest aby na kostce ani na rosole i prośba żeby w kuchni nie dodali do zupy "kleksa śmietany" jak było to uroczo opisane w karcie...
_________________



Tak się własnie zastanawiam - moja dieta najbardziej męczy osoby, które ze mną nie mieszkają, które mi nie gotują, u których ewentualnie jem coś raz-dwa razy w roku na imieninach.


rozmowa u babci:

Ciotka: [jakaś tam rozmowa kulinarna, o zapiekance z dynią i czymś mięsnym] a dlaczego ty właściwie nie jesz mięsa?
Ja: Bo uważam, że to nieetyczne...
C: (przerywając mi w pół zdania): A co ty tam wiesz, tyle ludzi na świecie cierpi i umiera z głodu, a ty (1) wybrzydzasz, (2) przejmujesz się jakimiś zwierzętami. No a poza tym (3) tyle smacznych rzeczy cię omija.

jasne.

I przypomniało mi się, choć nie do końca wege-rzecz.

Brat - ta zupa jest według pięciu przemian, tak? Poznałem po kolorze. :D

lilias - 2011-01-10, 11:57

Aisha napisał/a:
karusia napisał/a:
Brat - ta zupa jest według pięciu przemian, tak? Poznałem po kolorze. :D

no ba!! ;-)


:lol: :lol: :mryellow:

kofi - 2011-01-10, 14:06

Tempeh-Starter napisał/a:
osoba na tak zwanym wysokim poziomie (sraty doktoraty, biznes i kultura) która pamiętała że jestem wegetarianinem (i dawno się z tym oswoiła) na wieść o weganizmie pękła na moich oczach
stała się nagle poirytowana i napastliwa ("obiła ci?", "a na co ci to?", "nie masz się czym zająć?")
oraz zaczęła wygadywać głupoty ("mleka też nie??? a co ci mleko przeszkadza, przecież krowy dają je same z siebie gdy tylko dorosną, są takie gatunki no a nie dojone cierpię i mogą zdechnąć, jak to nie prawda, chyba żartujesz to sobie o tym doczytaj!"

No, to jest niestety przykre. :-|

Jagula - 2011-01-10, 16:03

karusia napisał/a:
A co ty tam wiesz, tyle ludzi na świecie cierpi i umiera z głodu,
trzeba szanownej cioci uświadamiać ,że to właśnie krowy i świnie są karmione paszą roślinną , która mogłaby posłużyć do wykarmienia głodujących... nie wspominając o wodzie.
kofi napisał/a:
No, to jest niestety przykre. :-|
w tym wypadku żenujące :->
karusia - 2011-01-10, 19:27

Jagula napisał/a:
trzeba szanownej cioci uświadamiać ,że to właśnie krowy i świnie są karmione paszą roślinną , która mogłaby posłużyć do wykarmienia głodujących... nie wspominając o wodzie.


ale ja to wiem, po prostu po raz kolejny nie dała mi dojść do słowa.

Jagula - 2011-01-11, 11:53

karusia napisał/a:
Jagula napisał/a:
trzeba szanownej cioci uświadamiać ,że to właśnie krowy i świnie są karmione paszą roślinną , która mogłaby posłużyć do wykarmienia głodujących... nie wspominając o wodzie.


ale ja to wiem, po prostu po raz kolejny nie dała mi dojść do słowa.
ooo- to szanowna ciocia jest najwyraźniej typem, który trzeba zagadywać jak przełyka kotleta ;-) :mryellow:
slaw_mir - 2011-01-22, 15:48

Przez ponad 10 lat wegetariństwa doszedłem do wniosku, że żadne uświadamianie nic nie da. Nikt nie pyta o to: "dlaczego nie mięso", żeby sie dowiedzieć. Mięsożercy sa odporni na taką wiedzę. Wszelkie dyskusje są bezcelowe, bo z góry wiadomo że nikt nikogo nie przekona, ale warto rozmawiać :-D
Zazwyczaj odpowiadam że mi nie smakuje, żeby sie nie tłumaczyć... :-)

Katioczka - 2011-01-22, 21:29

denerwują mnie zwroty:"to co wy jecie???" albo "na samych warzywach się nie da żyć",
co ewidentnie dowodzi nieznajomości tematu...

rosa - 2011-01-22, 21:31

na pierwsze zwykle odpowiadam: trawę
na drugie: nie
i z bańki

Katioczka - 2011-01-22, 21:35

rosa, zacznę chyba stosować twoją metodę ;)
Lenka - 2011-01-23, 09:28

Ostatnio mój tato mówi:
- Słyszałem, że niedaleko jest ferma kurza i mają jajka bez cholesterolu.
Ja:Aha
T:Co to znaczy, że bez cholesterolu?
Ja: Może puszczają je na wybieg i dają naturalną paszę i mówią, że są bez cholesterolu. Nie wiem sama...
T: a ty byś jadła takie jajka, jakbym ci kupił?
ja : Tato, ale ja nie jem jajek. Jestem weganką ;-)
T:Aha! No tak...
Bo jemu się ciagle wydaje, że jakby mi kupił eko mięsko albo jajka, że niby jakby były zdrowe to ja powiem pal licho, ze to martwe zwierzę, dawaj na talerz :->
Ale nie było jakiejś sttrasznej dyskusji. Rozśmieszyło mnie tylko to "aha" na wiadomosć, ze jestem weganką(a jestem już nią ponad 2,5 roku).
:lol:

koko - 2011-01-23, 10:32

euridice, a nie jest? No wiesz, z wegetarianizmu się wyrasta jak z plakatów na ścianach i punk rocka. Straszne to, nie? U mnie w pracy jakoś tak z góry założono, że w ciąży na pewno jem mięso, bo ciąży powinno rzucić się wszystkie niezdrowe rzeczy: alkohol, papierosy i wegetarianizm.
Lily - 2011-01-23, 10:48

Cytat:
No wiesz, z wegetarianizmu się wyrasta jak z plakatów na ścianach i punk rocka. Straszne to, nie?
Co ciekawe, to nie tylko oczekiwanie innych, ale też często fakt - potem ludzie podchodzą do tego jak do swojej dziecinnej fanaberii... Szkoda, że z innymi ideałami też się często dzieje podobnie...
priya - 2011-01-23, 10:58

Gdy byłam w pierwszej ciąży jedna z ciotek dziwiła się niezmiernie, że nawet w TYM stanie nie wzbogaciłam swojej diety CHOCIAŻ o ryby ;-) Potem dotarło do nich (wuj też brał udział w rozmowie), że dziecko również będzie wege i przekonywali mnie, że niedobory do jakich to u niego doprowadzi będzie widać dopiero w późniejszym wieku (jakiś niedorozwój mózgu czy cuś) :lol: :lol: :lol:
madam - 2011-01-23, 11:15

Do mnie, jak byłam w ciąży wpadła sąsiadka ze świetną nowiną, że ona właśnie wątróbkę smaży :-/ i że mi przyniesie trochę, bo to żelazo przecie, a ja w ciąży - to powinnam już przestać egoistycznie myśleć o sobie.
Gdyż odpowiedzialna jestem za maleństwo.
Oraz jak się urodzi chore, to sobie tego nie wybaczę.

Później jeszcze próbowała standardowo z drobiem (bo "ależ to nie mięso")

Taż sama Pani sąsiadka razu pewnego stanęła u mojego progu z martwą kaczką w ręku, bo ona nie ma już miejsca w zamrażarce...i czy ja mam...i czy mogłabym...

priya - 2011-01-23, 11:23

madam, :shock: :shock:
moony - 2011-01-23, 11:25

madam :shock: z tą kaczką. Co jej powiedziałaś?
Mam już niestety dwa przypadki w rodzinie potwierdzające fakt, ze wegetarianizm jest fanaberią młodości. Z drugiej strony mam dookoła siebie osoby, które widzą i wiedzą, że jestem zdrowa, dziecko rozwija się dobrze i że moja wiedza (dzięki ci, WD!) przyczyni się do tego, że zostanie wykarmione bez mięsa i będzie żyło.

OT: Dziś śniło mi się, że zapisywałam dziecko do przedszkola i nagle wpadł jakiś facet i wrzasnął: "a chociaż ryby tu dzieciom dajecie?!". Dyrektorka kiwnęła głową, ale wiedziałam, że tylko na odczepnego. Generalnie chodziło o to, że większość przedszkoli w Polsce przeszła na system wege i nie wszystkim się to podobało :mryellow:

Arielka.v - 2011-01-23, 11:31

Aisha napisał/a:
taa.. moja babcia kiedyś chciała mi wcisnąć kurczaka, bo w supermarkecie było napisane na ulotce przyklejonej na tej martwej kurze "kurczak wegetarianin" :oops:


:mryellow: :mryellow: :mryellow:


koko napisał/a:
No wiesz, z wegetarianizmu się wyrasta jak z plakatów na ścianach i punk rocka.


A ja Wam powiem, że wcale się nie dziwię iż ludzie tak myślą. Faktycznie dla pewnej częście osób wegetarianizm to jednak fanaberia, sposób na schudniecie czy forma młodzieńczego buntu.
Nie dalej jak wczoraj czytałam na pewnym kobiecym forum wypowiedzi "wegetarianek", z których chociażby jedna pisze że jak zajdzie w ciążę bo przecież dziecko potrzebuje tych wszystkich składników odżywczych, ale nie wie jakich bo nie wgłębiała się w temat :roll:
Są tam i rozsądne wegetarianki, ale jednak niektóre to masakra. :evil:
No i niestety takie osoby mają wpływ na to co myśli się o WEGETARIANACH.

slaw_mir - 2011-01-23, 14:02

Czasami, nie do końca uświadomione osoby rezygnują z wegetariaństwa po tzw "okresie buntu", choć ja sam już po "okresie buntu" zrezygnowałem z miesa :-D
a z innej beczki:
Rozmawiałem z nowo poznanym kolegą, w trakcie której się okazało że obaj jesteśmy wegetariańcami, on zapytał retorycznie: "to ty też jesteś z tej sekty.." :mryellow:

moony - 2011-01-23, 14:07

Arielka.v napisał/a:
No i niestety takie osoby mają wpływ na to co myśli się o WEGETARIANACH.
A niestety większość for internetowych nie pomaga w zmianie tej kwestii...
rosa - 2011-01-23, 14:14

moi koledzy ze studiów z wegetarianizmu wyrośli, ale z punk rocka nie do końca, coś w tym jest
ja się jeszcze jakos trzymam

zou - 2011-01-23, 15:38

"będzie lepiej" :-) teraz przecie to pokolenie dorosłym jest i wielu z wegusów właśnie jeszcze niedawno było zbuntowanymi nastolatkami a teraz jest rodzicami wegedzieciaków. Potem będę wegedziadkami :mrgreen: , a to już jakiś autorytet ;)
koko - 2011-01-23, 15:43

I założą forum wegedziadek.pl ;-)
AZ - 2011-01-23, 16:09

Aisha napisał/a:
w supermarkecie było napisane na ulotce przyklejonej na tej martwej kurze "kurczak wegetarianin" :oops:
o litości :shock: :shock:
:lol:

bojster - 2011-01-23, 18:10

AZ napisał/a:
Aisha napisał/a:
w supermarkecie było napisane na ulotce przyklejonej na tej martwej kurze "kurczak wegetarianin" :oops:
o litości :shock: :shock:
:lol:


http://www.konspol.com.pl...tx=produkt&ro=B

moony - 2011-01-23, 18:41

Być nie może... Świat stanął na głowie... Dla kogo są te cuda przeznaczone?
Lily - 2011-01-23, 18:50

moony napisał/a:
Dla kogo są te cuda przeznaczone?
dla tych, którzy nie chcą jeść kuraków karmionych mączką rybną
AZ - 2011-01-23, 19:00

myślałam, ze to żart :shock: :shock: :shock: :shock: :shock:
moony - 2011-01-23, 19:02

Ło jeżu! Teraz czaję o co chodzi...
edysqa - 2011-01-23, 19:58

Właśnie na kuchni.tv jest program "Bitwa na noże i widelce", biorą udział: Trymbulak, Słoma, Mrozowska-Szaciłło i Piróg.
Ucieszyłam się jak to zobaczyłam, bo fajnie jak programy promują w jakiś sposób wegetarianizm.
Niestety prowadzacy zaczął program od nieprawdziwej informacji że hitler też był wege :(

Skoro ludzie słuchają takich bzdur to nic dziwnego że później głupoty mówią na temat wegetarianizmu :-(

madam - 2011-01-24, 00:03

koko napisał/a:
z wegetarianizmu się wyrasta jak z (...) punk rocka.


Ależ ze mnie dzieciak w takim razie. :-)

Aisha napisał/a:
ja bym na to : zaraz zaraz Kochanieńka, zaraz jakąś trumienkę sklecę, chwilunia i kaczusię pobożnie pogrzebiem.. :-?


No, żesz! Jam taka lotna w myśli nie była. I moony, niestety wpuściłam obie i kaczkę i sąsiadkę :oops: (asertywność poza skalą, wiem, wiem. Pracuję nad tym)
Pani szanowna wrzuciła tę drugą do mojej pustej zamrażalki. A ja zła na siebie jak osa cierpiałam za miliony.Poproszona o przysługę nie potrafiłam odmówić. Cierpiałam. Cierpiałam i cierpiałam, aż przyszedł na kawę przyjaciel mój (też wege) i na to wszystko powiedział tonem wymownym No jak to i TY teraz masz Trupa w domu?
Następnego dnia trupa już nie było.

[ Dodano: 2011-01-24, 00:08 ]
Jak na spowiedzi wyśpiewałam no nie? Ale tak było :-|

Yzma - 2011-01-24, 08:34

koko napisał/a:
z wegetarianizmu się wyrasta jak z (...) punk rocka.


ja nie wyrosłam ^^

Yzma - 2011-01-24, 08:49

:mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

nie dość że nie wyrosłam z punk rocka to bezczelnie przeżywam bunt dwudziestokilkulatki i rzucam mięcho - spłonę w piekle ]:->

madam - 2011-01-24, 09:57

Aisha, ja też mogę się na rozgrzeszenie załapać? tak rzutem na taśmę :lol: , wiesz...
bronka - 2011-01-24, 11:23

madam, wymiękłam z opowieści o kaczce :lol: Dobrze, że nie znam/ nie lubię się z sąsiadami :-P Jak by ktoś z kaczką u progu stanął to bym pewnie zemdlała 8-)
madam - 2011-01-24, 12:55

bronka, Oj, dobrze. ;-)
Ta moja sąsiadka już sobie odpuściła. Popracowałam nad relacjami i skumała, że kiepska ze mnie kumpelka...Ale parę dobrych wejść jeszcze miała :lol:

O takie mi się przypomniało. (nie wege, ale to też w temacie?)

Ledwo się wprowadziliśmy.W mieszkaniu chaos. Puka. Ktoś. Do drzwi. Otwieram.
-Bry, mam na imię A., wczoraj miałam imieniny.
- :shock:
-No, my tutaj mamy taki zwyczaj...(wchodzi Pani A. taranem i ładuje się do dużego pokoju)...że sobie wzajemnie coś pożyczamy, jak np. jakaś uroczystość rodzinna i komuś zabraknie krzeseł...(rozgląda się)...ale widzę, że Wy to nie bardzo macie co pożyczyć?
-ekhm, khm, hm.
-Bo ci, co się wyprowadzili, mieli takie ładne, stylowe krzesła. Sześć mieli.

bronka - 2011-01-24, 13:40

madam napisał/a:
Bo ci, co się wyprowadzili, mieli takie ładne, stylowe krzesła. Sześć mieli.

:lol: :lol: :lol: :lol: :lol: ale czad :lol: :lol: :lol: :lol:
U nas jak ktoś obcy przyjdzie ( listonosza przywieje np) to psiaka za pysk trzymam, że niby taki groźny i nikt nie chce wejść :-P :lol:

Capricorn - 2011-01-24, 13:50

madam napisał/a:

Ledwo się wprowadziliśmy.W mieszkaniu chaos. Puka. Ktoś. Do drzwi. Otwieram.
-Bry, mam na imię A., wczoraj miałam imieniny.
- :shock:
-No, my tutaj mamy taki zwyczaj...(wchodzi Pani A. taranem i ładuje się do dużego pokoju)...że sobie wzajemnie coś pożyczamy, jak np. jakaś uroczystość rodzinna i komuś zabraknie krzeseł...(rozgląda się)...ale widzę, że Wy to nie bardzo macie co pożyczyć?
-ekhm, khm, hm.
-Bo ci, co się wyprowadzili, mieli takie ładne, stylowe krzesła. Sześć mieli.


:mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

no ten post przekonał mnie, żeby się jeszcze z wd nie wypisywać :) czad :)

madam - 2011-01-24, 15:14

Aisha, ufffffffff dzięki :-)
bronka, ja kotkę mam, na dodatek księżniczka z niej, i ani groźna, ani nie szczeka.
Capricorn, :lol: :lol: :lol:

Dobrze, jadę w Bory, na parę dni, urlopik mały. Za chwilę.
Zostawić klucze sąsiadce? Jak myślicie? :mryellow:

bronka - 2011-01-24, 15:19

madam napisał/a:
bronka, ja kotkę mam, na dodatek księżniczka z niej, i ani groźna, ani nie szczeka.

moja psinka się kotów nawet boi, ale ma image :-P
madam napisał/a:
Dobrze, jadę w Bory, na parę dni, urlopik mały. Za chwilę.
Zostawić klucze sąsiadce? Jak myślicie? :mryellow:

:lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol:

AZ - 2011-01-24, 19:23

pozostaje tylko pozazdrościć takiej sąsiadki :lol:

edysqa napisał/a:
Niestety prowadzacy zaczął program od nieprawdziwej informacji że hitler też był wege :(
był czy nie był, jeden kij, ale jak to się ma do treści programu? :roll:

Aisha napisał/a:
a przecież rzekomo z "chłopem mieszkam".. :-D ten chłop, dodam, miał mi wybić z głowy fanaberie i wydziwianie :-)
wiele razy słyszałam, że jak jestem sama, młoda to mogę sobie wydziwiać i nie jeść mięsa, ale jak już będę mieć chłopa i dziecko to nie będzie mi się chciało wymyślać dwóch obiadów :-) a ja co - wyrodne dziecię - chłop wegetarianin!! :roll: to zamurowało całą moją rodzinę ]:->
mój niewege, tez miał mi to fiubździu wybić z głowy, a wyszło na to, że jego mięchowanie zostało ograniczone o jakieś 90% 8-)



większość tekstów tutaj czytam tak jakbym o sobie czytała, te same bzdury widać wszystkim wciskają. ludzie są śmieszni :mryellow:

slaw_mir - 2011-01-26, 13:43

Gdzieś czytałem, że Hitler mięsa nie jadł ale dlatego, że miał kłopoty z żołądkiem a jego ulubionymi potrawami to były torty i ciasta. Więc do wege daleko.

Matka mojej narzeczonej od dłuższego czasu nie jadła mięsa, biorąc trochę z nas przykład. Pewnego razu naszło ją na kurczaka, ale po kilku kęsach stwierdziła, że jej zaszkodził i że to jest obrzydliwe. Z pretensją w głosie powiedziała: "co wyście ze mną zrobili?!" :-D
Mamy małą zasługę bo bardzo ograniczyła mięso, wieprzowiny i wołowiny wogule nie rusza. Co jakiś czas próbuje zjeść drób i kończy się to sensacjami z żołądka w rózne strony.
Organizm sie broni :-)

tora - 2011-02-16, 09:39

Moja przysza teściowa ostatnio dała mi bigos z mięsną wkładką. Powiedziała: No co, wygrzebiesz sobie.
lilias - 2011-02-16, 09:53

trzeba powiedzieć krótko, ale głośno, żeby reszta usłyszała, czy przyjemnie jej, że nie możesz jej ufać i u niej w domu patrzysz przy stole jak jedzą inni. pewno się zryczy, albo palpitacji dostanie, ale widac musisz sobie u niej szacunek odpowiednio "wypracować".

no dobra, może za ostro napisałam. pogadaj ze swoim, że jak jego mama nie zmieni podejścia to będzie chodził tam sam i zacznij bojkot.

a tak w ogóle można dać odczuć brak zaufania i chodzić ze swoim jedzeniem, najbezpieczniej. Super wrażenie na dużej imprezie rodzinnej, przy stole ciotki, wujki, kuzynki, a ty srruuu na talerzyk nakładasz z pojemniczka. teściowa doczeka się ciekawych pytań. Moja teściowa namawia mnie do jedzenia mięsa, ale jak wie że przyjdziemy jeść to robi kotlety sojowe specjalnie dla mnie, a ma kobieta już ze 74 lata. gorzej z innymi członkami rodziny, więc witaj w gronie rodzin mieszanych :) )

Lily - 2011-02-16, 12:00

lilias napisał/a:
trzeba powiedzieć krótko, ale głośno, żeby reszta usłyszała, czy przyjemnie jej, że nie możesz jej ufać i u niej w domu patrzysz przy stole jak jedzą inni. pewno się zryczy, albo palpitacji dostanie, ale widac musisz sobie u niej szacunek odpowiednio "wypracować".
Ale tora to chyba mieszka z teściową, prawda? Taka sytuacja jest chyba podwójnie trudna...
tora - 2011-02-16, 12:27

Lily, mieszkamy sami, we dwójkę, widzimy się raz w miesiącu, więc nie jest źle. To typ o silnym charakterze, a ja, przyznaję, bardzo nie lubię podgrzewać konfliktów, więc najczęściej nie ripostuję. Ogólnie nie jest złośliwa, tylko czasem za mocno się wtrąca w nie swoje sprawy - ale to nie jest przecież odosobniony przypadek:)

Lilias, ja jestem w mniejszości-mniejszości, sama, jeśli chodzi o wege, więc ze wszystkich stron mi dokładają. Ale ja dopiero zaczynam, więc może z czasem sytuacja się unormuje.

lilias - 2011-02-16, 12:27

no to tylko szukać lokalu na wynajem. inaczej żegnaj wolny wyborze i wolna wolo. niestety nie każdy rodzic jest tolerancyjny, a lepiej, żeby młodzi mieli równe szanse w tym związku. jego rodzina plus on kontra ona to bardzo nierówne szanse. po co się męczyć i płakać. jeżeli jest chociaż cień możliwości to zawczasu uciekać i można się docierać. jego mamusia pokazała gdzie ma torę i jej sposób odżywiania. przykre, ale odruch obronny powinien coś podpowiedzieć.
tora - 2011-02-16, 12:46

Lilias, źle mnie zrozumiałaś: mieszkam z moją połową, teściowie są daleko od nas, podobnie jak moi rodzice. Wizyty u rodziny raz w miesiącu.

Mama mojej połowy to typ nierefornowalny - potrafi bez mojej zgody posprzątać całe nasze mieszkanie podczas mojej nieobezności, "bo nie będzie w brudzie siedzieć" i "u córki też tak robi"- mimo iż wg nas jest czysto. Oj, wtedy nie wytrzymałam, było ostro, aż się popłakała. Akcja z bigosem była kilka dni później. A teraz jak spokojniej.

lilias - 2011-02-16, 14:20

tora, kamień z serca normalnie, ufffff :-) no to super. a tak nawiasem może zaproponuj jej mycie okien przy następnych odwiedzinach ;-) :mryellow:
gemi - 2011-02-16, 16:14

moja teściowa (podczas naszych sielankowych rozmów o wszystkim):
- wielu lekarzy twierdzi, że dieta wegetariańska jest niepełnowartościowa
- no a jakie jest mamo Twoje zdanie na ten temat?
- ja im wierzę.
- dobra, a co z faktem, że ja jestem już trochę wege, cieszę się wspaniałym zdrowiem a patrząc w moje wyniki, to nawet w ciąży nie mam żadnych niedoborów?
- ale Ty to co innego. Bo ty o tą dietę dbasz. Dolewasz sobie olejów, gotujesz zdrowe i pyszne jedzenie, więc dlatego nie masz takich problemów.

Przyznaję, że rozwaliła mnie tym stwierdzeniem zupełnie :-D

Arielka.v - 2011-02-16, 19:12

tora napisał/a:
Moja przysza teściowa ostatnio dała mi bigos z mięsną wkładką. Powiedziała: No co, wygrzebiesz sobie.


To norma. Chyba większość użytkowników forum spotkała się z czymś takim.

gemi napisał/a:
- ale Ty to co innego. Bo ty o tą dietę dbasz. Dolewasz sobie olejów, gotujesz zdrowe i pyszne jedzenie, więc dlatego nie masz takich problemów.


skoro lekarze mówią, że dieta wege jest niepełnowartościowa, ale tak jak Twoja teściowa odnoszą się TYLKO do osób, które o dietę nie dbają (czyli ludzi, którzy przestali jeść mięso i dzień w dzień jedzą białe bułki z serem, pasztetem sojowym, gotowe kotlety sojowe i wegetariańskie fast foody ) to ja się z tymi lekarzami również zgadzam.
Jednak w przypadku ludzi odżywiających się świadomie powyższe zdanie lekarzy nie ma tutaj zastosowania.

Lily - 2011-02-16, 19:16

Arielka.v napisał/a:
(czyli ludzi, którzy przestali jeść mięso i dzień w dzień jedzą białe bułki z serem, pasztetem sojowym, gotowe kotlety sojowe i wegetariańskie fast foody
To ciekawe, co jedli przed porzuceniem mięsa i czy wtedy ich dieta była zdrowsza ;)
Arielka.v - 2011-02-16, 19:29

Lily napisał/a:

To ciekawe, co jedli przed porzuceniem mięsa i czy wtedy ich dieta była zdrowsza ;)


pewnie to samo, tylko zamiast sojowego był schabowy a fast foody były mięsne.
Już nie raz czy dwa spotkałam się z takimi osobami, które zostały wege właśnie w taki sposób, czyli ze swojej diety (ubogiej strasznie) wyrzuciły mięso. Jedzą to co napisałam powyżej i dziwią się, że mają słabe wyniki. Potem znowu zaczynają jeść mięso bo lekarz im kazał, bo badania wyszły kiepsko, bo anemia, itp.
Jak do tego jadłospisu dołączą mięso to lepiej nie będzie, wiadomo :roll:

A wracając jeszcze do jadłospisu niektórych wegetarian to jakie można mieć wyniki badańjeśli dzienny jadłospis składa się powiedzmy z:
1) płatków kukurydzianych na mleku na śniadanie, spaghetti na obiad, kolacji brak (bo się odchudza)
albo
2) naleśnik na sniadanie, zupa obiad, kolacji znowu brak.
To są autentyczne jadłospisy byłej wegetarianki. :-/
W nich nawet to mięso, które już teraz zajada nie pomoże :roll:

Lily - 2011-02-16, 19:32

Arielka.v napisał/a:
Już nie raz czy dwa spotkałam się z takimi osobami, które zostały wege właśnie w taki sposób, czyli ze swojej diety (ubogiej strasznie) wyrzuciły mięso
Oj, sama taka byłam, zresztą rzuciłam mięso na studiach, a dieta jaka jest wtedy, każdy widzi ;) Kasy było mało, więc ryż z jogurtem, kasza gryczana z masłem itp. Dopiero jakieś 5 lat temu zaczęłam bardziej dbać o dietę, mając więcej kasy i warunki ku temu.
Pączuś - 2011-02-25, 13:20

Ja na początku słyszałam: "Nawet Pan Jezus jadł ryby, więc ty tez powinnaś". I ze wstydem się przyznaję, że na początku jadłam, potem sama stwierdziłam, ze to hipokryzja i ryby zostawiłam, teraz prawie rok jem wegańsko ;)
Żorżeta - 2011-02-28, 09:39

Chciałam przytoczyć fajną rozmowę, którą odbyłam z koleżanką, która myśli, że jest wege a mną (wtedy jeszcze nie wege). Idziemy sobie ulicą, ja do niej:
Ja: Dlaczego nie jesz mięsa?
K: bo szkoda mi zwierzątek
Ja: ale ryby to też zwierzęta
K: (poirytowana) No coś przecież jeść muszę !

Z ostatnich dni. Wizyta u rodziny mojego chłopaka. Pani domu pyta mnie.
PD: dlaczego nie jesz mięsa?
Ja: bo nie widzę różnicy między kurą i psem i dopóki tej różnicy nie zobaczę to nie będę jeść.
PD: Ja widzę taką różnicę - z kurą na spacer nie wyjdę.

Dzisiejszy poranek, budzę się, śniło mi się, że miałam kurnik z gęsiami i je przytulałam. Mówię do swojego chłopaka.
Ja: Śniło mi się, że mieliśmy kurnik z gęsiami.
On: I co jedliśmy je potem?
Ja: nie, tulilismy.
On: Ale one są po to żeby je jeść.

Zupełnie nie wiem jak tłumaczyć, że jesli się tak uważa to można równie dobrze kota zjeść...nie chcę być nachalna w swoich przekonaniach żeby nikogo nie odstraszyć (a przedobrzyć łatwo można).

Dostałam od mamy fajną radę jak radzić sobie z rodzicami mojego chłopaka, którza na pewno będą sobie ze mnie kpiny urządzać, że ja królik i takie tam. Mówi, żebym na gadkę typu: "ty to już go na królika przerobiłaś" albo "Biedny M. on to już całkiem pewnie mięsa nie je" odpowiadać: "Specjalnie go głodzę, żeby mu mięso w rodzinnym domu smakowało". Myślę, że nie ma co dyskutować z kimś kto nie jest ciekawy przyczyn, tylko ma założenie postawione przed rozmową i chce tylko sobie pokpić. Jakie pytanie - taka i odpowiedź:P

No i jeszcze chciałam wam coś powiedzieć o tym nieśmiertelnym: "To co ty jesz?". Sama kiedyś zadawałam takie pytanie weg**nom, ale nie ze złośliwości, chciałam się po prostu dowiedzieć co ciekawego można upichcić i jak różnie jedzą inni ludzie. Chciałam wprowadzić więcej warzyw do diety, ale nie bardzo wiedziaam jak...więc pytałam: "a co ty właściwie jesz?" Warto się czasem pochwalić jakimiś super potrawami, a nuż nasz wszystkożerca się pokusi na próbę i częściej sięgnie po warzywa zamiast kotleta. Jak ktoś mi zadaje takie pytanie to opowiadam o naleśnikach zapiekanych pod beszameem, lasagne ze szpinakiem albo pizzy zakręcanej :) ) Zresztą co wam tu będę pisać - sami wiecie ile jest możliwości :)

[ Dodano: 2011-02-28, 09:39 ]
Chciałam przytoczyć fajną rozmowę, którą odbyłam z koleżanką, która myśli, że jest wege a mną (wtedy jeszcze nie wege). Idziemy sobie ulicą, ja do niej:
Ja: Dlaczego nie jesz mięsa?
K: bo szkoda mi zwierzątek
Ja: ale ryby to też zwierzęta
K: (poirytowana) No coś przecież jeść muszę !

Z ostatnich dni. Wizyta u rodziny mojego chłopaka. Pani domu pyta mnie.
PD: dlaczego nie jesz mięsa?
Ja: bo nie widzę różnicy między kurą i psem i dopóki tej różnicy nie zobaczę to nie będę jeść.
PD: Ja widzę taką różnicę - z kurą na spacer nie wyjdę.

Dzisiejszy poranek, budzę się, śniło mi się, że miałam kurnik z gęsiami i je przytulałam. Mówię do swojego chłopaka.
Ja: Śniło mi się, że mieliśmy kurnik z gęsiami.
On: I co jedliśmy je potem?
Ja: nie, tulilismy.
On: Ale one są po to żeby je jeść.

Zupełnie nie wiem jak tłumaczyć, że jesli się tak uważa to można równie dobrze kota zjeść...nie chcę być nachalna w swoich przekonaniach żeby nikogo nie odstraszyć (a przedobrzyć łatwo można).

Dostałam od mamy fajną radę jak radzić sobie z rodzicami mojego chłopaka, którza na pewno będą sobie ze mnie kpiny urządzać, że ja królik i takie tam. Mówi, żebym na gadkę typu: "ty to już go na królika przerobiłaś" albo "Biedny M. on to już całkiem pewnie mięsa nie je" odpowiadać: "Specjalnie go głodzę, żeby mu mięso w rodzinnym domu smakowało". Myślę, że nie ma co dyskutować z kimś kto nie jest ciekawy przyczyn, tylko ma założenie postawione przed rozmową i chce tylko sobie pokpić. Jakie pytanie - taka i odpowiedź:P

No i jeszcze chciałam wam coś powiedzieć o tym nieśmiertelnym: "To co ty jesz?". Sama kiedyś zadawałam takie pytanie weg**nom, ale nie ze złośliwości, chciałam się po prostu dowiedzieć co ciekawego można upichcić i jak różnie jedzą inni ludzie. Chciałam wprowadzić więcej warzyw do diety, ale nie bardzo wiedziaam jak...więc pytałam: "a co ty właściwie jesz?" Warto się czasem pochwalić jakimiś super potrawami, a nuż nasz wszystkożerca się pokusi na próbę i częściej sięgnie po warzywa zamiast kotleta. Jak ktoś mi zadaje takie pytanie to opowiadam o naleśnikach zapiekanych pod beszameem, lasagne ze szpinakiem albo pizzy zakręcanej :) ) Zresztą co wam tu będę pisać - sami wiecie ile jest możliwości :)

Katioczka - 2011-02-28, 19:51

Pączuś napisał/a:
"Nawet Pan Jezus jadł ryby,

nie znalazłam nigdzie, że Jezus jadł ryby, chyba tylko je dzielił...
może źle szukałam, nie wiem :P

adriane - 2011-02-28, 20:09

Słyszałam kiedyś, że te ryby Jezusa, to tylko kwestia tłumaczenia, że to o jakąś roślinę chodziło o nazwie zbliżonej do ryby . Chyba u Korabiewicza czytałam dawno temu. Ale jak było na prawdę..
Pączuś - 2011-02-28, 21:02

Katioczka napisał/a:
Pączuś napisał/a:
"Nawet Pan Jezus jadł ryby,

nie znalazłam nigdzie, że Jezus jadł ryby, chyba tylko je dzielił...
może źle szukałam, nie wiem :P


wg mojej mamy jadł ;)

Katioczka - 2011-02-28, 21:12

Pączuś napisał/a:
wg mojej mamy jadł

a wiadomo, że mama ma zawsze rację ;)

Pączuś - 2011-02-28, 21:21

Katioczka napisał/a:
Pączuś napisał/a:
wg mojej mamy jadł

a wiadomo, że mama ma zawsze rację ;)


Jestem pewna, że moja mama by się z Tobą zgodziła ;)

AZ - 2011-03-02, 14:11

assasello87 napisał/a:
po 2. kiedy bede dorosła? mam 22 lata mieszkam od 4 lat sama, sama sie utrzymuje. to nie jest doroslosc?!
sory, że takie starocie odgrzebuje, ale kiedyś wymyśliłam, że dorosłym się jest wtedy kiedy można zjeść całe ciasto przed obiadem i nikt ci z tego powody nie marudzi :mrgreen:
mimish - 2011-03-02, 14:30

AZ, haha cos w tym jest.
Żaneta - 2011-03-07, 21:16

ja z problemem, nie znalazłam lepszego miejsca (tj. znalazłam, ale ostatni post był tam sprzed trzech lat, stwierdziłam, że lepiej uderzyć w bardziej popularny wątek.
mam problem z rodzicami. Przeleciał trzeci rok mojego wegetarianizmu i postanowiłam, że to najwyższy czas, by przemianować się na wegana, nie chcę przyczyniać się do jakiejkolwiek krzywdzącej maszynerii, jesli nie muszę. Stwarzam dobre pozory - na tyle dobre, że rodzice nie wiedzą, że stałam sie weganką, ale... Dzisiaj miesięczne pasmo sukcesów zostało przerwane. Mianowicie, zmuszono mnie do zjedzenia połowy jajka. Pwiedziałam, że nie chcę, nie lubię, jadłam juz kolację itd... ale musiałam, mój tata przyjął zasadę "albo zjesz to pół jajka, albo będziesz jeść mięso". Cóż, poddałam się... i po chwili pobiegłam do wc, żeby, powiedzmy, zwrócic. Na dłuższa metę nie wydaje mi się to jednak dobrym pomysłem - bo 1. to niezdrowo, po 2. tyle ludzi nie ma co jeśc, a ja będę jajko zwracać? Moje osiemnaste urodziny przypadają dopiero w listopadzie, a nie wydaje mi się, żeby jakkolwiek zmieniły moje położenie. Pomocy :l

Krokodyl - 2011-03-07, 23:16

Nie popadaj w skrajność. To, że zwymiotujesz do kibla nikomu w niczym nie pomoże. Ani tym zwierzątkom, o które Ci chodzi.
Katioczka - 2011-03-07, 23:34

Żaneta napisał/a:
"albo zjesz to pół jajka, albo będziesz jeść mięso"

daremne to...naprawdę daremne
a nie lepiej poinformować rodziców, że jesteś weganką?

filoo - 2011-03-08, 09:48

Nie zawsze wystarczy informacja. Ja poinformowałam moją mamę dwa lata temu, że nie będę uczęszczać do kościoła. Do tej pory jak wpadam na święta to idę z mamą na mszę, ot dla świętego spokoju, pośpiewam kolędy, pogadam z rodzinką, nie przeżywam tego, a moja mama jest szczęśliwa i święta mijają w miłej atmosferze. Chociaż mój chłopak mówi, że jestem niesamowitą hipokrytką, a dla mnie msza to po prostu rodzinna tradycja.
AZ - 2011-03-08, 10:32

Żaneta napisał/a:
Mianowicie, zmuszono mnie do zjedzenia połowy jajka. Pwiedziałam, że nie chcę, nie lubię, jadłam juz kolację itd... ale musiałam, mój tata przyjął zasadę "albo zjesz to pół jajka, albo będziesz jeść mięso". Cóż, poddałam się... i po chwili pobiegłam do wc, żeby, powiedzmy, zwrócic.
możesz na przeczekanie wytłumaczyć im, że nie chcesz jajek, bo nie chcesz przykładać ręki do tego, że kury trzyma się w klatkach rozmiaru kartki a5 z obciętymi dziobami i pazurami, żeby się nie zadziobywały ze stresu, w warunkach nieludzkich i niekurzych (domyślam się, że w domu tylko jajka trójki),
na mojego ojca (wybitny mięchożerca) dokładne opisy podziałały, z lodówki zniknęły jajka3, pojawiły się jajka1, nie są straszliwie drogie, a zawsze to jakiś krok w dobrą stronę.
przeczekaj jego fochy, ale stawiaj warunki, że ok zjesz, jeżeli to będzie jajko bez cierpienia.

napisałaś rzecz bardzo niepokojącą, mianowicie, że wymiotujesz po jedzeniu. to się może bardzo szybko wyrwać spod Twojej kontroli...
jeżeli twoi rodzice się pokapują, że się zmuszasz do wymiotów, to będą mieli REALNY powód, żeby się martwić i co gorsza powód do podjęcia LECZENIA (a mogą cię leczyć przymusowo, bo jesteś nieletnia).

moony - 2011-03-08, 11:36

AZ napisał/a:
napisałaś rzecz bardzo niepokojącą, mianowicie, że wymiotujesz po jedzeniu. to się może bardzo szybko wyrwać spod Twojej kontroli...
jeżeli twoi rodzice się pokapują, że się zmuszasz do wymiotów, to będą mieli REALNY powód, żeby się martwić i co gorsza powód do podjęcia LECZENIA (a mogą cię leczyć przymusowo, bo jesteś nieletnia).

To samo chciałam napisać. Wierz mi, bardzo łatwo jest stracić kontrolę nad jedzeniem.

Capricorn - 2011-03-08, 11:46

Żaneta, swoją drogą, niezłe zamieszanie wywołałaś - dałaś ten sam tekst w dwóch miejscach, i dyskusja nad nim biegnie teraz dwutorowo.
Krokodyl - 2011-03-08, 13:04

Właśnie, czy jakiś fajny moderator mógł by te kilka postów przenieść do tego drugiego wątku a ten mój "organizacyjny" skasować? :)

Edit:
Pomysł bronki może jeszcze lepszy! :)

bronka - 2011-03-08, 13:05

albo wydzielić nowy temat o Żanecie i jajku
lilias - 2011-03-08, 13:25

[quote="Capricorn"]Żaneta, swoją drogą, niezłe zamieszanie wywołałaś - dałaś ten sam tekst w dwóch miejscach, i dyskusja nad nim biegnie teraz dwutorowo.[/quote

zgadzam sie i już nie wypowiadam

Żaneta - 2011-03-08, 18:45

Przepraszam za zamieszanie. Jajozwrot byl jednorazowy, więc nie wydaje mi się, żebym straciła nad sobą kontrolę, a ponawiać obrzędu nad kiblem nie zamierzam. A klatkowe argumenty na mojego tatę nie podziałają - wegług niego zwierzęta zostały stworzone po to, by z ich istnień czerpać pełnymi garściami wszystko, co się da mięso, skórę, wszelakie pochodne. Po prostu będę jeść, gdy mi każe, bo, co mam innegro zrobić. Wytrzymam jeszcze trochę, na studiach nikt mi już do garnka zaglądał nie będzie...
lilias - 2011-03-08, 21:15

Żaneta, Ty się kobieto nie poddawaj tylko zawalcz, ale błyskotliwie, z humorem, wiedzą i rozwijając talenta kulinarne. Spięcie, spięciem, a odrobina cierpliwości i zrozumienia dla rodziców- nicnierozumiejącychżuczków wróci Ci się z nawiązką. W końcu to też ludzie :-) Powodzenia i oby z dala od "jajozwrotów" . Za chwilę studia i prawiesamodzielność. Ładuj baterie, po co się nerwowo szarpać :-)
koko - 2011-03-08, 21:29

lilias ma rację :-) A tak w ogóle to bym się głupio czuła robiąc jajozwrot wiedząc, ile pracy i energii (a często i cierpienia) kosztowało to nioskę. Wolałabym zjeść i nie jajozwrócić, niż całą nioskową robotę spuścić w sedesie...
moony - 2011-04-09, 10:09

Potyczek z teściową ciąg dalszy. Trzyma Bartusia na rękach i rozmawia z jego trzyletnią kuzynką:
T: A Bartuś ma zęby?
K: Nie!
T: A będzie miał?
K: Tak!
T: A jak będzie miał, to co będzie nimi gryzł? Kiełbasę?
:evil:
Wie, jaka jest nasza decyzja odnośnie żywienia B., więc nie wiem, czy powiedziała to specjalnie i na złość, czy dlatego, że istnieje tylko jeden produkt do gryzienia odpowiedni dla dzieci? :roll: :evil:

koko - 2011-04-09, 11:51

moony, dobrze, że chociaż padło to w formie pytania, a nie stwierdzenia ;-)
jarzynajarzyna - 2011-04-09, 12:59

moony napisał/a:
T: A jak będzie miał, to co będzie nimi gryzł? Kiełbasę?

trza było podpowiedzieć, że babcię :-P

Katioczka - 2011-04-09, 20:28

jarzynajarzyna napisał/a:
moony napisał/a:
T: A jak będzie miał, to co będzie nimi gryzł? Kiełbasę?

trza było podpowiedzieć, że babcię :-P


:mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

Lily - 2011-04-09, 22:54

moony napisał/a:
że istnieje tylko jeden produkt do gryzienia odpowiedni dla dzieci? :roll: :evil:
Są jeszcze Miśkopty czy jak im tam :P
Kat... - 2011-04-10, 00:22

Lily napisał/a:

moony napisał/a:
że istnieje tylko jeden produkt do gryzienia odpowiedni dla dzieci?
Są jeszcze Miśkopty czy jak im tam

miszczem jesteś Lily, wiesz? :mryellow:

jarzynajarzyna - 2011-04-10, 09:01

]:-> o, jeszcze są Lubisie, czy jak im tam. czekając w kolejce u znachora ostatnio byłam świadkiem, jak przyszła babka w towarzystwie męża i dziecka takiego nie wiem, z rok może, nie odróżniam chwilowo takich rzeczy jeszcze :-P i co dziecko zaczęło marudzić, to matka do chłopa: "daj jej ciastko!" i pac dziecku w japę Lubisia.
kiedyś miałam to w gębie, chemiczne ciastko z chemiczną mazią w środku. ale co tam, "mama wie, co dobre" :-P :-P :-P
a Miśkopt sam w sobie brzmi obleśnie, jak coś strasznie paćkatego i lepkiego, ble.

Lily - 2011-04-10, 09:55

Kat... napisał/a:
miszczem jesteś Lily, wiesz? :mryellow:
Yyy, nie wiem :oops:
Aha, zapomniałam o chipsach - kilka miesięcy temu w tramwaju w Katowicach obserwowałam, jak babka niemowlaka w wózku karmiła chipsami bekonowymi.

Capricorn - 2011-04-15, 12:44

moja kuzynka do mnie, o swoim synu (lat 11):
- A on teraz mi mięsa nie chce jeść. No stosuję już wszystkie sztuczki, prośby, groźby - a on nie chce. No to mu powiedziałam tak: dobra, to nie jedz, zawiozę cię do cioci beaty, i zobaczysz, jak bardzo wszystko to, co muszą jeść wegetarianie, JEST NIEDOBRE.

gosia_w - 2011-04-15, 12:45

Capri, ale się uśmiałam :mryellow:
bronka - 2011-04-15, 12:45

Capricorn napisał/a:
zobaczysz, jak bardzo wszystko to, co muszą jeść wegetarianie, JEST NIEDOBRE

:lol: :lol: :lol:
no bez komentarza :mrgreen: :mryellow: :mrgreen:

maga - 2011-04-15, 12:49

Capricorn, ło dżizas... Nie wiem, czy się śmiać czy płakać....
bronka - 2011-04-15, 12:51

maga, śmiać śmiać... no chyba, że jadłaś dziś coś niedobrego :-P
maga - 2011-04-15, 13:04

bronka, niestety nie umiem jeść niedobrych rzeczy, stąd moje problemy z odchudzaniem :-P
Lily - 2011-04-15, 14:01

Capricorn napisał/a:
zawiozę cię do cioci beaty, i zobaczysz, jak bardzo wszystko to, co muszą jeść wegetarianie, JEST NIEDOBRE.
:lol: :lol: :lol: Skąd ludzie biorą takie teksty, sami wymyślają czy gdzieś o tym przeczytali? :mrgreen:
bodi - 2011-04-15, 15:01

capri, no nienajlepiej wychowana ta kuzynka, choć tekst przedni :mryellow:

teraz możesz jej zrobić krecią robote jak faktycznie dzieciaka przyśle ;) i pokazać jakie PYSZNE rzeczy jedzą wegusy :D

adriane - 2011-04-18, 11:59

Hehe niezły tekst. I co, może kuzynka u Ciebie kiedyś już jadła coś niedobrego? ;)
Pączuś - 2011-04-19, 15:43

Ja zawsze myślałam, że to co jedzą wege ludzie mięsozerni też jedzą ;)
polena - 2011-04-19, 19:08

Poczytałam trochę ten wątek i zastanawiam się czy dzieci, które akurat lubią jeść mięso robią to z powodu uzależnienia (takie opinie gdzieś tu padały, przepraszam, że nie przywołuję cytatów). Wszystko ok, mięso uzależnia ale znam małe dzieciaki 2-3 letnie, które ze stołu najchętniej łapią szyne, parówki, mimo proponowania im innych rzeczy. Moja siostrzenica z kanapek ściągała tylko mięso, a chleb i warzywa zostawiała... Czyli jednak jest jakiś instynkt...?
seminko - 2011-04-19, 19:59

Nie sądzę. Czy na tych kanapkach było gotowane mięso? Czy wędlina, nasycona polepszaczami smaku? ;-) Można się "uzależnić" nie tyle od mięsa, co od glutaminianu sodu i innych kwiatków, sadzonych często- gęsto w wędliny ;-)
Choć- patrz dieta wg grupy krwi- są ludzie, którym faktycznie duża ilość mięsa służy, pytanie tylko, czy na dłuższą metę... ;-)
I jeszcze jedno: ja zauważyłam, że dzieci zazwyczaj lubią jeść poszczególne produkty osobno- zwłaszcza chleb i tzw. produkty białkowe ;-)

AZ - 2011-04-19, 20:15

http://vod.onet.pl/ugotow...67,odcinek.html
tu są skondensowane debilne teksty w stylu 'jak je u mnie to ma się dostosować' :roll:

Fatty - 2011-04-19, 20:26

Oglądałam z familią dzisiejszą Uwagę o weganach... padło zdanie, że weganie nie jedzą nic odzwierzęcego, w tym miodu.
-Co? Miodu też nie? - zdumiała się moja siostra(kobieta po 30-tce, wyksztalcenie wyższe) - przecież pszczoła to nie jest zwierzę!
-A co to jest? - zmarszczyłam brwi.
-No, owad! - padła odpowiedź.



Nie, nie żartowała :lol: Szła w zaparte, musiałam przejść do tłumaczenia łopatologicznego:
- a Co według Ciebie zalicza się do zwierząt?
- oczywiście, że ssaki!
- a ptaki? Czym był nasz Gwizdek(ś.p. kanarek)? Nie był ssakiem, był więc rośliną?
Ucichła.

No, poraziło mnie.

Lily - 2011-04-19, 20:54

polena napisał/a:
znam małe dzieciaki 2-3 letnie, które ze stołu najchętniej łapią szyne, parówki, mimo proponowania im innych rzeczy
Owszem, są takie dzieci, które chcą jeść tylko mięso i najlepiej nic innego. Może to jakaś wrodzona preferencja, a może skutek wdrażania nawyków w bardzo młodym wieku (kilku miesięcy). Niektóre w podobny sposób reagują na alkohol, tak przy okazji ;) Tzn. nie żeby ktoś celowo dawał, po prostu są dzieci, które mimo faktu, że to nie jest smaczne, chętnie podwędzą rodzicowi resztkę wina czy wódki z kieliszka. Nie wiem, może im to potrzebne do trawienia, czy cuś ;)

[ Dodano: 2011-04-19, 21:54 ]
Fatty, no nieźle, choć w sumie mnie to aż tak bardzo nie dziwi ;)

Malinetshka - 2011-04-20, 10:09

Niektórym może należałoby przypomnieć :] -> zwierzęta
Capricorn - 2011-04-20, 11:14

bodi napisał/a:
capri, no nienajlepiej wychowana ta kuzynka, choć tekst przedni :mryellow:


no kuzynka owa była mi przez wiele lat - w ramach tzw wychowania - stawiana za przykład niedościgniony, i w nieskończoność wysłuchiwałam tekstów o tym, jaką to ona jest och i ach przewspaniała córką dla swoich rodziców, a ja taka mega porażka, że wstyd się przyznawać do mnie. Mogłabym teraz, jak w tym dowcipie o księżniczce, co znajduje żabę-księcia, spuentować, że "nosz, kufa, nie sądzę", ale nawet nie bardzo mi się chce :)

ps. na dodatek wali mnie, kto bardzo mi nieprzychylny to przeczyta, i jaki użytek z tego zrobi ;-) oł jea.

kofi - 2011-04-20, 12:04

Capricorn napisał/a:
moja kuzynka do mnie, o swoim synu (lat 11):
- A on teraz mi mięsa nie chce jeść. No stosuję już wszystkie sztuczki, prośby, groźby - a on nie chce. No to mu powiedziałam tak: dobra, to nie jedz, zawiozę cię do cioci beaty, i zobaczysz, jak bardzo wszystko to, co muszą jeść wegetarianie, JEST NIEDOBRE.

Muszą
i
niedobre.

Ale męka, no nieeee. :lol:

karusia - 2011-04-20, 12:08

A. Czy weganie jedzą ryby i owoce morza?

B. Ja jestem wegetarianinem, ale wolę zjeść mięso niż być głodny.
(i nie chodziło o sytuację ekstremalną, tylko o obiad)

bronka - 2011-04-20, 12:12

A propos owoców morza przypomniał mi sie kiedyś temat wege menu:

- zupa owocowa jest
- a jaka?
- z owoców morza
- :shock: :shock: :shock:

Rzecz nt. eleganckiej restauracji w mieście wojewódzkim 8-)

polena - 2011-04-20, 17:39

Lily napisał/a:
Owszem, są takie dzieci, które chcą jeść tylko mięso i najlepiej nic innego. Może to jakaś wrodzona preferencja, a może skutek wdrażania nawyków w bardzo młodym wieku (kilku miesięcy).


Szczerze mowiąc to akurat u nich nie wiem czy to nawyk bo rodzina średnio mięsna... :) Sama nie wiem, może to rzeczywiście chęć zjadania wszystkiego oddzielnie albo jakiś pociąg do białka.

btw nigdy nie rozumiem JAK ludzie kategoryzują zwierzęta. myślałam że to wiedza z biologii w podstawówce.

Truscaveczka - 2011-04-20, 18:21

A wiecie, jakie ja ostatnio przeżyłam zdziwienie? Jestem wege od niedawna i w sumie trochę się bałam powiedzieć mojej mamie, bo zaraz by zaczęła spazmować, że karmię i się źle odżywiam.
I co?
Moja siostra od dwóch tygodni nie jadła mięsa, a moja mama od tygodnia jada warzywne obiady (poza nimi i tak mięsa nie jadała, sery i w ogóle nabiał owszem). Niestety nie bardzo daje sobie wytłumaczyć, że musi czymś to mięso zastąpić. Bo cieciorka niedobra, bo soczewica jak błoto i tak dalej. Ale podpaliły się obie :) Nie wiem, na ile im starczy, ale lepszy rydz niż schabowy :D

[ Dodano: 2011-04-20, 19:26 ]
Lily napisał/a:
polena napisał/a:
znam małe dzieciaki 2-3 letnie, które ze stołu najchętniej łapią szyne, parówki, mimo proponowania im innych rzeczy
Owszem, są takie dzieci, które chcą jeść tylko mięso i najlepiej nic innego. Może to jakaś wrodzona preferencja, a może skutek wdrażania nawyków w bardzo młodym wieku (kilku miesięcy).

Melduję, że moja córka, lat pięć i pół, jada mięso, mięso, mięso i zagryza mięsem. Wychowała się w domu, gdzie podstawą diety dorosłych były zawsze warzywa, a mięsa dostawała na początku tyle, co kot napłakał.

gosia_w - 2011-04-20, 18:37

Truscaveczka napisał/a:

Melduję, że moja córka, lat pięć i pół, jada mięso, mięso, mięso i zagryza mięsem. Wychowała się w domu, gdzie podstawą diety dorosłych były zawsze warzywa, a mięsa dostawała na początku tyle, co kot napłakał.

Truscaveczka, przyjrzyj się jej diecie - może ma za mało białka albo tłuszczu i dlatego próbuje uzupełnić w ten sposób. Moja 5,5-latka też je, ale niewiele i w zasadzie tylko w przedszkolu.

Truscaveczka - 2011-04-20, 18:53

Nie bardzo rozumiem :) Ona generalnie jada bardzo zdrowo, tylko jest wielbicielką mięsa i może o nim długo i namiętnie dyskutować, z paniami w mięsnym jest zaprzyjaźniona wielce... Taki typ :) A my z mężem nabiałowo-warzywni.
alken87 - 2011-04-21, 18:54

Truscaveczka napisał/a:
Nie bardzo rozumiem :) Ona generalnie jada bardzo zdrowo, tylko jest wielbicielką mięsa i może o nim długo i namiętnie dyskutować, z paniami w mięsnym jest zaprzyjaźniona wielce... Taki typ :) A my z mężem nabiałowo-warzywni.

no ale pozwalasz jej na to i nie martwisz się o jej zdrowie?

Truscaveczka - 2011-04-21, 19:49

Raczej nie mam się czym martwić, to jej gust, nie odżywianie ;) Dietę ma zbilansowaną, je dużo warzyw i produktów pełnoziarnistych. Faktycznie niezręcznie napisałam za pierwszym razem. Mnie wege służy, ale nie każdemu musi.
alken87 - 2011-04-21, 21:41

ach, myślałam że żywi sie samym mięsem bo tak lubi ;)

a co do tego że wege nie każdemu służy to nie koniecznie się zgodzę, powiedziałabym raczej że mięso nikomu nie służy, bez względu na preferencje smakowe.
szczególnie to ze sklepów, nafaszerowane antybiotykami, sterydami, pestycydami i moczone w nie wiadomo czym. i nieświeże z założenia.

polena - 2011-04-26, 16:40

No ok, a mięso NIE z supermarketów tylko ze sprawdzonych ekologicznych źródeł? Naprawdę nikomu nie służy? Nie zgodzę się.
Katioczka - 2011-04-26, 16:49

polena, liczysz że wegetarianie ci przytakną? ;)
Capricorn - 2011-04-26, 17:05

polena napisał/a:
No ok, a mięso NIE z supermarketów tylko ze sprawdzonych ekologicznych źródeł? Naprawdę nikomu nie służy? Nie zgodzę się.


Nawet jeśli zabijane zwierzę nie było faszerowane antybiotykami, sterydami, hormonami, i czym tam jeszcze, nawet jeśli spokojnie pasało się na wolnym wybiegu, itd, itp, to w momencie zabijania, ze strachu oraz złości, wydziela do swoich mięśni potężne dawki hormonów, których od tego ekologicznego mięsa ze sprawdzonych źródeł oddzielić się nie da.

Malinetshka - 2011-04-26, 17:20

Poza tym praktycznie wszystkie zwierzęta są dotknięte przez pasożyty. Mniej lub bardziej.
kofi - 2011-04-26, 18:09

polena napisał/a:
No ok, a mięso NIE z supermarketów tylko ze sprawdzonych ekologicznych źródeł? Naprawdę nikomu nie służy? Nie zgodzę się.

Służy. Kotom, psom i innym mięsożernym stworzeniom.
Szczerze: z lekka przeraża mnie wizja dziecka dyskutującego z paniami u r z e ź n i k a. :shock:
Dzieci zwykle mają jakąś empatię w sobie, szkoda im zwierząt i z reguły nie dopuszczają do siebie myśli, że to co jedzą, to ten sam kurczaczek z pocztówki wielkanocnej.
Przepraszam, jeśli kogoś uraziłam, ale nijak nie mogę zrozumieć.

Katioczka - 2011-04-26, 18:16

kofi, przyklikuję twemu postowi! ;)
polena - 2011-04-26, 19:12

Katioczka napisał/a:
polena, liczysz że wegetarianie ci przytakną? ;)


Nie, sorry, oczywiście że nie o to mi chodziło :) Raczej o małą dyskusję...

No tak, nawet to "supereko" mięso zawiera hormony, ok. Ale - przepraszam jeśli jestem niedouczona czy czegoś nie kumam - czy one bardzo źle wpływają na ludzki organizm? W sensie, że posłużę sie tym wyświechtanym "ludzie zawsze jedli mięso" no i czy te hormony szkodziły im w jakiś sposób od wieków? Nie tylko teraz kiedy mięso naprawde pelne jest toksyn?

@kofi - to chyba kwestia wychowania i przyzwyczajenia. Ja będąc dzieckiem rozumiałam czym jest krówka i czym jest mięso w sklepie i - może jestem niewrażliwa - przyjmowałam to ze stoickim spokojem. Co więcej nie znam dzieci, które by z tego powodu przeżywały mocno traumę.

seminko - 2011-04-26, 19:28

polena napisał/a:
Co więcej nie znam dzieci, które by z tego powodu przeżywały mocno traumę.

polena, ja przeżyłam;)- gdy po niedzielnym rosole u babci na wsi poszłam, jak zwykle, nakarmić hodowane przez nią, a uwielbiane przez nas, dzieci, króliki- z kuzynami ponadawaliśmy im imiona, każdy "miał swojego", którym się opiekował, karmił itd. (miałam wtedy chyba sześć lat;). No i oczywiście klatki zastałam puste :-? Nie pamiętam, jak, ale jakoś się dowiedziałam, co za ROSÓŁ tego dnia zjadłam :->

polena napisał/a:
czy one bardzo źle wpływają na ludzki organizm?

Wiesz, jestem laikiem, ale coś słyszałam o adrenalinie w mięsie zabitych zwierząt- mnie nie pasuje "energia" śmierci, strachu, niezgody i agresji, którą przesycone jest ich ciało. I nie wierzę, żeby to była dobra dla kogokolwiek energia.

dżo - 2011-04-26, 20:11

polena napisał/a:
ludzie zawsze jedli mięso"

ale nigdy w takich ilościach jak obbecnie, kiedyś mięso było rarytasem jadanym przy świątecznym stole,

Capricorn - 2011-04-26, 20:24

polena napisał/a:
"ludzie zawsze jedli mięso"


zawsze też bili dzieci, urządzali wojny, gwałcili, odmawiali praw kobietom.

My mamy przywilej dokonywania wyborów w większym zakresie niż kiedyś.

niektórzy korzystają ;-)

polena - 2011-04-26, 20:37

@Capri - dlatego zaznaczyłam "wyświechtany" ;) Wiem, co robili i wiem, że wybór. Chodzi mi o kwestię zdrowia a nie etyki.

@ Tantra - no, podejrzewam, że taka sytuacja to jednak było COŚ... Ja nie przeżyłam nigdy szoku może dlatego, że (chociaż mialam kontakt z kurami, królikami, kaczkami itd) nie zaprzyjaźniałam się z nimi specjalnie.

Lily - 2011-04-26, 20:46

polena, ja się mogę zgodzić, że mięso raz czy dwa w tygodniu nie zaszkodzi zdrowej osobie, no ale takich zasad chyba żadna średnio zamożna osoba jedząca mięso nie przestrzega. Mięso jadane jest nawet po kilka razy dziennie, przy czym ryba i wędlina to wg ludzi często już nie mięso, tak jak jedząc wafelki mówią, że nie używają cukru ;)
Myślę, że człowiek jest wszystkożerny z przewagą roślinożerności, przy czym przy dzisiejszych metodach "pozyskiwania" mięsa - po prostu nie warto go jeść. Osławionych ryb też nie bardzo, bo większość jest skażona dioksynami, rtęcią i wszelkimi zanieczyszczeniami mórz, oceanów i sztucznych hodowli.

[ Dodano: 2011-04-26, 21:49 ]
polena napisał/a:
Ja nie przeżyłam nigdy szoku może dlatego, że (chociaż miałam kontakt z kurami, królikami, kaczkami itd) nie zaprzyjaźniałam się z nimi specjalnie.
Hmm, ja wychowałam się na wsi i pamiętam małe króliczki (nie wiem, czy je jadłam, ale na pewno ktoś to robił, podejrzewam, że ja też :| ), o kurczakach wiedziałam, że idą na rosół, wiele razy widziałam oprawianie kury i to było dla mnie normalne. Dopiero teraz odczuwam wstręt na myśl o tym. Myślę, że wiele osób mających kontakt tylko z wytrzewionymi kurczakami ze sklepu nie chciałoby ich jeść, gdyby zobaczyło, co miały w środku...
Malinetshka - 2011-04-26, 20:51

Tantra napisał/a:
mnie nie pasuje "energia" śmierci, strachu, niezgody i agresji, którą przesycone jest ich ciało. I nie wierzę, żeby to była dobra dla kogokolwiek energia.

Lubię to. Tzn. podobnie myślę. I moim zdaniem ma ta energia przełożenie na zdrowotność mięsa.. nawet jeśli w laboratorium owe mięso zostanie uznane jako czyste (w sensie: wolne od szkodliwych związków w nadmiarze, hormonów czy czego tam jeszcze)

[ Dodano: 2011-04-26, 21:54 ]
Lily napisał/a:
wiele razy widziałam oprawianie kury i to było dla mnie normalne

Ja to samo. Myślę, że byłam objęta swoistą znieczulicą..... może i lepiej dla mojego ówczesnego zdrowia psychicznego.

Lily - 2011-04-26, 21:01

Cytat:
może i lepiej dla mojego ówczesnego zdrowia psychicznego.
Ech, możliwe... Jeszcze dodam, że mój ojciec, bardzo mięsożerny, musiał te kury zabijać i miał przed tym straszne opory, do tego stopnia, że kiedy już mieszkaliśmy w bloku i zmarła babcia, to miał zabić jej kury, ale tego nie zrobił, tylko powiedział, że zostaną tam do naturalnej śmierci.
A i tak myślę, że nasze kurczaki żyły w raju w porównaniu z tymi mieszkającymi na fermach. Cały dzień sobie łaziły, dziobały, na noc szły do kurnika z własnej woli. Tzw. szczęśliwe kury...

Humbak - 2011-04-26, 21:15

a ja z innej beczki... czytam sobie tą dyskusję, wspominam jak to było na wege.dzieciaku i naprawdę jest mi ogromnie miło, że można teraz zwerbalizować takie pytania jakie zadaje polena bez strachu o bycie zjedzonym - kiedyś taka dyskusja była nie do pomyślenia, autor zostałby zaatakowany tak, że zamiast przemyśleć to i owo, usunąłby się w cień z dala od zamkniętej grupy wegetarian. A teraz pyta, zastanawia się, szuka... super.
No nie mogłam się powstrzymać od napisania :->

polena - 2011-04-27, 09:03

Humbak napisał/a:
można teraz zwerbalizować takie pytania jakie zadaje polena bez strachu o bycie zjedzonym



No ja się cieszę tym bardziej! Dlatego korzystam! ;)

Dzięki za Wasze odpowiedzi!
@Tantra, @Malitetshka - rozumiem to jak myślicie ale osobiście nie wierzę w "złą energię" zaklętą w mięsie, bardziej przemawiają do mnie badania i fakty. Nurtuje mnie jeszcze sprawa ryb (które oczywiście też są mięsem, tak samo jak wędliny;) ) bo uważałam je zawsze za mega zdrowe i nie mam na myśli dalekomorskich pang itd ale np makrele czy dorsze pływające w Bałtyku albo w ogóle ryby słodkowodne, które pływają w czystych mazurskich jeziorach i stawach hodowlanych (bo takie najczęściej jadam) - pstrągi, szczupaki, węgorze itp. Jestem na 99,9% pewna, że są zdrowsze niż mięso świń czy kurczaki z masowych hodowli. Jestem w błędzie..? :->

Humbak - 2011-04-27, 09:20

polena napisał/a:
pstrągi, szczupaki, węgorze itp. Jestem na 99,9% pewna, że są zdrowsze niż mięso świń czy kurczaki z masowych hodowli. Jestem w błędzie..?
ale zdajesz sobie sprawę z tego, że w świadomości wegetarianina to pytanie nie różni się niczym od "co jest zdrowsze cyjanek czy arszenik?" ;)
Malinetshka - 2011-04-27, 09:33

polena, o rybach na forum sporo było pisane, np. to, że są zanieczyszczone metalami ciężkimi, te z Bałtyku chyba nawet bardzo.
Lily - 2011-04-27, 09:35

polena napisał/a:
makrele czy dorsze pływające w Bałtyku
Ryby z Bałtyku są szczególnie zatrute, Bałtyk to bardzo zanieczyszczone morze.
polena napisał/a:
i stawach hodowlanych (bo takie najczęściej jadam) - pstrągi, szczupaki, węgorze itp.
A widziałaś dokładniej takie hodowle? Wiesz, jakie tam jest zagęszczenie, wiesz, co się wsypuje, żeby ryby nie chorowały/chorowały mniej?
Humbak napisał/a:

ale zdajesz sobie sprawę z tego, że w świadomości wegetarianina to pytanie nie różni się niczym od "co jest zdrowsze cyjanek czy arszenik?" ;)
No tak, mniej więcej się zgadza ;)
Capricorn - 2011-04-27, 09:40

nawet gdyby zwłoki ryby były superhipermegazdrowe w przypadku konsumpcji, to takiej nie rozważałabym. Podobnie, wolałabym, aby nikt nie rozważał ziemskiego bytu capri pod kątem jego gwałtownego zakończenia w celu konsumpcji zwłok capri, nawet superhipermegazdrowej.
Humbak - 2011-04-27, 10:16

Capricorn napisał/a:
capri ... superhipermegazdrowej
:mryellow:
Marcela - 2011-04-27, 10:23

Capricorn napisał/a:
gdyby zwłoki ryby były superhipermegazdrowe

... w zasadzie już krótki czas po zabiciu to są superhipermegaZEPSUTE zwłoki. Mięso rozkłada się baaardzo szybko. Nawet w lodówce. Może to służy hienom czy drapieżnikom, które często zjadają już "zmacerowane" ofiary, ale na pewno nie ludziom.

polena - 2011-04-27, 10:32

@Humbak - tak, wiem i przepraszam... Chodziło mi o to żebyście chwilowo potraktowali mięso ryb jako jedzenie a nie jako zwłoki zwierzęcia ale spoko, rozumiem, tu akurat różnica światopoglądowa ;)

@Lily - widziałam, widziałam, znam ludzi z gospodarstw rybackich i wiem, że jeśli chodzi o warunki to nie ma tam syfu. No a to co sypie się do stawów-tak samo możemy przecież traktować nawożenie pól i chemię w owocach i warzywach, to jest nie do uniknięcia.

No ale kurcze, dlaczego ryby morskie są uważane za zdrowsze skoro piszecie, że zanieczyszczenia w morzach i oceanach są większe? Ok - jeśli uznacie, że te pytania nie są w zgodzie z Waszym światopoglądem, pójdę pytać gdzie indziej, peace ;)

Truscaveczka - 2011-04-27, 10:35

Kofi, moja Młoda doskonale sobie zdaje sprawę, co trzeba zrobić indykowi, żeby go zjeść - a mimo to jakoś nie ma oporów. Też się dziwię, ale cóż - jestem ostatnią, która na siłe reformowałaby czyjąś duchowość.
Polena, ryby morskie mają te wszystkie zdrowe tłuszcze, zaś ryby słodkowodne to _tylko_ chude białko, bez szczególnej wartości.

Lily - 2011-04-27, 10:37

polena napisał/a:
No ale kurcze, dlaczego ryby morskie są uważane za zdrowsze skoro piszecie, że zanieczyszczenia w morzach i oceanach są większe?
Ze względu na osławione Omega-3. Z warzywami i owocami to samo - np. jabłko jest bardzo wartościowe, ale czy nadal jest takie po 25 opryskach?
Truscaveczka, no ale kto, jak nie Ty, zadecydował, co je Twoje dziecko? Taki czy inny wybór - to wciąż wybór.

Alispo - 2011-04-27, 10:39

polena napisał/a:


No ale kurcze, dlaczego ryby morskie są uważane za zdrowsze skoro piszecie, że zanieczyszczenia w morzach i oceanach są większe?

chyba ze wzgledu na ilosc kwasow omega w rybach morskich?(ktore i tak sie potem wytracaja przez obrobke;)

bronka - 2011-04-27, 10:40

polena napisał/a:
to jest nie do uniknięcia.

a to akurat nieprawda

Capri padłam :mrgreen:

Ja bym się nie obraziła jak by ktoś chciał mnie zjeść po śmierci naturalnej. Z chowu organicznego prawie - zdrowe ]:->

Marcela - 2011-04-27, 10:42

polena napisał/a:
tak samo możemy przecież traktować nawożenie pól i chemię w owocach i warzywach

Jednak nie jest to tym samym. Hormony i antybiotyki ( mniej więcej to pływa w stawach hodowlanych) we krwi zjedzonego zwierzęcia czynią znacznie więcej zamieszania w ciele zjadacza. . O matko, ale składnia.... Sory

Truscaveczka - 2011-04-27, 10:43

Lily, dziecko miało dostęp do pełnego spektrum żywności i samo wybrało.
Lily - 2011-04-27, 10:43

W mięsie pestycydy bardziej się kumulują, jest ich znacznie więcej niż w warzywach i owocach.

[ Dodano: 2011-04-27, 11:44 ]
Truscaveczka napisał/a:
Lily, dziecko miało dostęp do pełnego spektrum żywności i samo wybrało.
No owszem, wierzę, natomiast Ty wybrałaś, do czego miało dostęp. Wiele dzieci wybrałoby same słodycze.
bronka - 2011-04-27, 10:46

Fragment wypowiedzi mojego syna- lat 4:
- XY je świnie. Ale jak je świnie? Przecież świnie to takie zwierzątka. Nie je się zwierzątek. Nie rozumiem :roll:


I wydaje mi się, ze przeciętne dziecko tego nie rozumie, ale rodzice tłumaczą, ze zwierzątka po to żyją, żeby je zjeść. A skoro mówią tak rodzice to jest prawda. I tak z pokolenia na pokolenie.

[ Dodano: 2011-04-27, 11:47 ]
Lily napisał/a:
W mięsie pestycydy bardziej się kumulują, jest ich znacznie więcej niż w warzywach i owocach.

300-krotnie :-|

Truscaveczka - 2011-04-27, 10:49

Lily, wiesz, że moje dziecko postawione przed michą owoców i tabliczką czekolady wybiera owoce? Dlatego ufam jej wyborowi. I podkreślam raz jeszcze - ja wiem, że MNIE służy wegetarianizm. Nie wiem, jak wpłynąłby na moje dziecko.
Marcela - 2011-04-27, 10:58

Truscaveczka napisał/a:
dziecko ... samo wybrało

Czasem zdarza się, że dzieci zostają w pewien sposób " zaprogramowane" niechcący przez dorosłych w kwestiach wyborów "jedzeniowych". Znam dziecko, którego rodzice powtarzali wielokrotnie w obecności osób trzecich :"on to zawsze tylko ogórki z sałatki wybiera". A efekt? Wybierał ogórki oczywiście. Moja babcia zawsze opowiadała jak to ja wyjadałam grzybki w occie po kryjomu (byłam mała). Raz wyjadłam, ale po tej opowieści i śmiechu dorosłych pomyślałam, że to fajnie tak te grzybki wyjadać i choć już nie bardzo mi smakowały to kilka razy powtórzyłam mój wyczyn licząc na podobną reakcję (opowieści, śmiech, zainteresowanie dorosłych itp)

bronka - 2011-04-27, 11:01

Marcela napisał/a:
Raz wyjadłam, ale po tej opowieści i śmiechu dorosłych pomyślałam, że to fajnie tak te grzybki wyjadać i choć już nie bardzo mi smakowały to kilka razy powtórzyłam mój wyczyn licząc na podobną reakcję (opowieści, śmiech, zainteresowanie dorosłych itp)

i dokładnie z tego powodu zawsze powtarzam przy dzieciach, ze sa bardzo otwarte i uwielbiają warzywa. Efekt jest. Feli kradnie pietruszkę, pożera pęczek i obserwuje zachwyt w oczach zgromadzonych

Capricorn - 2011-04-27, 11:02

Marcela napisał/a:

... w zasadzie już krótki czas po zabiciu to są superhipermegaZEPSUTE zwłoki. Mięso rozkłada się baaardzo szybko. Nawet w lodówce. Może to służy hienom czy drapieżnikom, które często zjadają już "zmacerowane" ofiary, ale na pewno nie ludziom.


ajtam, wegepropaganda ;-)

Cytat:
Chodziło mi o to żebyście chwilowo potraktowali mięso ryb jako jedzenie a nie jako zwłoki zwierzęcia ale spoko, rozumiem, tu akurat różnica światopoglądowa


W moim przypadku - właśnie światopoglądowa. nie zjem chińskiej tenisówki, nie zjem drewnianej ławeczki, i nie zjem zwłok - wszystko ma dla mnie ten sam współczynnik niejadalności.

Cytat:
No ale kurcze, dlaczego ryby morskie są uważane za zdrowsze


zastosowanie strony biernej zawsze mnie zastanawia - a kto niby tak uważa? Ja bym rozgraniczyła: mniej szkodliwe nie od razu oznacza zdrowsze. Czy wódka jest zdrowsza, czy tylko mniej szkodliwa od spirytusu? ;-)

Cytat:
Ja bym się nie obraziła jak by ktoś chciał mnie zjeść po śmierci naturalnej. Z chowu organicznego prawie - zdrowe ]:->


ależ - to samo podkreślam w mojej wypowiedzi. Zejdę se naturalnie - i smacznego. Ale dopóki nie zejdę - proszę mnie do tego nie popędzać, nie zachęcać, nie zmuszać, i nie robić tego za mnie.

Humbak - 2011-04-27, 11:11

Z tym nierozumieniem - ostatnio Kuba zobaczył ryby w markecie, takie całe leżące i zupełnie nie mógł zrozumieć czemu nie mają głów (nie dostrzegł, że wnętrzności też, więc skupił się na głowach). No bo że ryba nie żyje to jest dla niego jasne, ale dlaczego nie ma głowy, ciężko było mu zrozumieć.
Po chwili chciał też, żeby jemu też kupić taką rybę. Powiedziałam, że dobrze, ale czy on chce ją zjeść? Na to on zrobił taaaakie oczy i stwierdził, że nie, nie chce jeść i że ludzie nie jedzą ryb. Powiedziałam mu, że niektórzy ludzie jedzą ryby i te ryby tutaj leżą po to, żeby ci którzy chcą, mogli je zjeść. Jeśli chce, mogę mu kupić, żeby zjadł. Nie chciał :-P

Ja tą znieczulicę dzieci pamiętam bo sama byłam dzieckiem które wiedziało, że dziadek zabije królika, było mi go szkoda, ale ilekroć człowiek się odezwał był atakowany przez dorosłych, że taka rzeczywistość i że trzeba ją zaakceptować. A ponieważ dziecko dąży do adaptacji w społeczeństwie, przyjmował to że jest to rzecz, którą musi zaadoptować i zaakceptować.
Kiedyś moja kuzynka zobaczyła jak babcia zabiła kurczaka, nazwała ją mordercą. Krótko mówiąc, pomimo tego, że była malutka, została zjedzona przez rodzinę.

Tak więc dzieci uczą się przyjmować taki świat jaki pokazują im dorośli. To dlatego wydaje nam się, że dzieciom (także nam jako dzieci) to nie przeszkadza. Mi się natomiast wydaje, że gdyby dorośli nie zaprzeczali uczuciom dzieci i nie przedstawiali im, że świat taki jest (a więc dziecko z natury go akceptuje, bo jego wewnętrzna natura dąży do poznania świata i jego akceptacji), dzieci nie uważałyby za naturalne zabijania i zjadania zwierząt.
Kluczyk tkwi w umyśle dziecka, które wchłania i akceptuje, ale jeszcze nie analizuje. Gdyby tak starszym przedstawiać taki świat, z pewnością bardziej by się burzyli i to oburzenie też pamiętali jako dorośli

Alispo - 2011-04-27, 11:18

Truscaveczka-a czemu jestes vege?
Marcela - 2011-04-27, 11:35

Capricorn napisał/a:
ajtam, wegepropaganda

ojtam ojtam :mryellow:

Capricorn - 2011-04-27, 11:40

Humbak napisał/a:

Ja tą znieczulicę dzieci pamiętam bo sama byłam dzieckiem które wiedziało, że dziadek zabije królika, było mi go szkoda, ale ilekroć człowiek się odezwał był atakowany przez dorosłych, że taka rzeczywistość i że trzeba ją zaakceptować. A ponieważ dziecko dąży do adaptacji w społeczeństwie, przyjmował to że jest to rzecz, którą musi zaadoptować i zaakceptować.
Kiedyś moja kuzynka zobaczyła jak babcia zabiła kurczaka, nazwała ją mordercą. Krótko mówiąc, pomimo tego, że była malutka, została zjedzona przez rodzinę.

Tak więc dzieci uczą się przyjmować taki świat jaki pokazują im dorośli. To dlatego wydaje nam się, że dzieciom (także nam jako dzieci) to nie przeszkadza. Mi się natomiast wydaje, że gdyby dorośli nie zaprzeczali uczuciom dzieci i nie przedstawiali im, że świat taki jest (a więc dziecko z natury go akceptuje, bo jego wewnętrzna natura dąży do poznania świata i jego akceptacji), dzieci nie uważałyby za naturalne zabijania i zjadania zwierząt.
Kluczyk tkwi w umyśle dziecka, które wchłania i akceptuje, ale jeszcze nie analizuje. Gdyby tak starszym przedstawiać taki świat, z pewnością bardziej by się burzyli i to oburzenie też pamiętali jako dorośli


Dokładnie tak samo to widzę.

Mięso próbowałam odstawić już w dzieciństwie - zmasowany komunikat, jaki wtedy do mnie płynął z różnych źródeł, brzmiał: jesli nie będziesz jeść mięsa, nie będziesz jedną z nas. nie będziemy rodziną. bo wszyscy tak robią, i już, jesteśmy stadem, a ty będziesz poza stadem.

Uwwwwielbiam być poza stadem ;-)

Truscaveczka - 2011-04-27, 11:40

Alispo, dobre pytanie :) Tylko jakie znaczenie ma odpowiedź? Jeśli napiszę, że ośliny smakują mi bardziej, niż mięso, zostanę zbesztana. Jeśli - że z powodów zdrowotnych - oceniona jako "mniej wege", bo bez podkładki ideologicznej. Jeśli napiszę, że nie lubię zwierząt, zostanę uznana za dziwaczkę lub prowokatorkę. Jeśli - że kocham zwierzęta i chcę je chronić - za osobę robiącą zbyt mało (jak chroni zwierzęta to, że nie zjem tych 300 g mięsa tygodniowo?)
Odpowiedzi nie są potrzebne, jeśli mają służyć ocenie. Ja nie oceniam i nie chcę być oceniana. Zauważ, że piszę o sobie i swoich dzieciach, nigdzie nikogo nie wartościuję, nie przekonuję, że moje poglądy są lepsze.
W swoim wątku powitalnym napisałam to i owo, więcej nie chcę odkrywać.

Przyszłam na to forum szukając wegeprzepisów i przy tym staram się pozostawać, choć nie zawsze mi wychodzi.

Alispo - 2011-04-27, 12:05

Pytalam z ciekawosci,bo z tego co piszesz nie wynikaly do konca wzgledy zdrowotne czy etyczne,a te bywaja najpopularniejsze.Ale nie drążę ;-)
daria - 2011-04-27, 12:14

Humbak, mądrze piszesz.. :-D
polena - 2011-04-27, 12:28

Humbak - wszystko ok ale przecież Wasze dzieci kiedyś się dowiadują, że ludzie jedzą zwierzęta - u cioci, koleżanki, sąsiadów itd. Zastanawia mnie to, czy wtedy nie przeżywają szoku na zasadzie "cały świat to mordercy"? Że tylko mama i tata dbają o zwierzątka a wszyscy inni robią takie straszne rzeczy... To tak jak z izolowaniem dzieci od wiadomości o wojnach i śmierci. Potem mogą przeżyć wielki szok. Tak jak z tymi rybami w sklepie. No ale, nie mam dzieci i nie jestem pedagogiem :) Tylko sobie dywaguję.

I myślę, że podoba mi się podejscie takie jakie ma Truscaveczka - dziecko ma wybór. Dla mnie niejedzenie czy jedzenie mięsa to kwestia albo (nad)wrażliwości albo zdrowia. Myślę, że z tym drugim, z odrobiną wiedzy można sobie na nie pozwolić.

Capricorn - 2011-04-27, 12:30

Truscaveczka napisał/a:

Odpowiedzi nie są potrzebne, jeśli mają służyć ocenie. Ja nie oceniam i nie chcę być oceniana. Zauważ, że piszę o sobie i swoich dzieciach, nigdzie nikogo nie wartościuję, nie przekonuję, że moje poglądy są lepsze.


A tutaj (= w tym wątku) czujesz się oceniana?

Jest tutaj na forum kilka/kilkansćie/a może i więcej takich osób, że np same wege, ale dzieci już nie, albo osoby, które wege były, a już nie są. Pytanie: "a dlaczego akurat tak?", moim zdaniem, jest dość naturalne, i nie należy go traktować jako atak, czy ocenę.

U mnie na przykład jest tak: ja - wege od jakichś 20 lat, partner jedzący mięso, dzieci sztuk 3. Geneza mojego wegetarianizmu jest taka, że mięso we mnie wmuszano, wraz z obelgami i zastraszaniem, o czym pisałam kilka postów wyżej. Nie chciałam moim dzieciom zafundować traumy odwrotnej, czyli: tego nie ruszaj, to jest zakazane, bo ja tak mówię. (co innego, gdyby mięsa w domu nie było - ale było). Efekt? najstarszy syn w wieku lat chyba 7 czy 8 oświadczył, że też chce być wegetarianinem - i jest. Młodsze dzieciaki nie ukrywają, że mięso lubią. Co będzie dalej - czas pokaże.

Alispo - 2011-04-27, 12:38

polena napisał/a:

I myślę, że podoba mi się podejscie takie jakie ma Truscaveczka - dziecko ma wybór.

Jesli niejedzenie miesa ma podstawy etyczne to troche inaczej to wyglada..jak dziecko będzie męczylo jakies zwierze np.to pewnie nie dasz mu wyboru"niech decyduje czy chce krzywdzic".

Truscaveczka - 2011-04-27, 12:41

Capricorn, nie czuję się oceniana, ale licho nie śpi ;) Nie czuję potrzeby uzewnętrzniania przyczyn :)
Alispo, jestem nadostrożna może, ale spotkałam ludzi w typie wegenazi i odrobinkę się zraziłam do zwierzeń. A - moje dziecko jest jedynym na naszym podwórku, od którego nie uciekają psy i koty :)

O, wiem, napiszę, że się odchudzam wegetariańsko, będzie śmiesznie ;)

arahja - 2011-04-27, 13:18

Truscaveczka napisał/a:
Tylko jakie znaczenie ma odpowiedź? Jeśli napiszę, że ośliny smakują mi bardziej, niż mięso, zostanę zbesztana. Jeśli - że z powodów zdrowotnych - oceniona jako "mniej wege", bo bez podkładki ideologicznej. Jeśli napiszę, że nie lubię zwierząt, zostanę uznana za dziwaczkę lub prowokatorkę. Jeśli - że kocham zwierzęta i chcę je chronić - za osobę robiącą zbyt mało (jak chroni zwierzęta to, że nie zjem tych 300 g mięsa tygodniowo?)


Szkoda, że tak myślisz.

Katioczka - 2011-04-27, 13:22

Truscaveczka, nikt tu ciebie nie atakuje, pytamy raczej z ciekawości.
Zakładasz, że wiesz, jakie są motywacje do bycia wege reszty forumowiczów, tak...?
Mnie też ciekawi dlaczego jesteś wege, bez próby oceniania.
Dość specyficzną masz sytuację w domu, podejście do żywienia córki stąd moja ciekawość...

Alispo - 2011-04-27, 13:28

Truscaveczka napisał/a:

Alispo, jestem nadostrożna może, ale spotkałam ludzi w typie wegenazi i odrobinkę się zraziłam do zwierzeń

Bez obaw,to nie na tym forum :-)

daria - 2011-04-27, 13:42

Capricorn napisał/a:
Efekt? najstarszy syn w wieku lat chyba 7 czy 8 oświadczył, że też chce być wegetarianinem - i jest. Młodsze dzieciaki nie ukrywają, że mięso lubią. Co będzie dalej - czas pokaże.


i ja mam nadzieję, że u mnie będzie podobnie, że N. kiedyś powie, że chce być wege i już :-)

[ Dodano: 2011-04-27, 14:45 ]
Truscaveczka, nikt nie będzie Cię oceniał za to, dlaczego nie jesz mięsa!
Ja np. zostałam wege z przyczyn zdrowotnych - lubiłam mięso, ale mi nie służyło... i nie wstydzę się tego.. mam w nosie, czy ktoś mnie oceni, czy nie.. Moje dziecko miało być wege, ale z róznych względów nie jest.. i też nie jest mi z tym bardzo źle i uważam, że to moja sprawa... :-)

Truscaveczka - 2011-04-27, 13:49

arahja, mam złe doświadczenia. Bywasz na wegeforum gazetowym? Tam nawet jedzący miód nie są _żadnymi_ wegetarianami.
Katioczka, Alispo, pozostańmy więc przy kwestii zdrowotnej i smakowej :) Zwłaszcza, że chwilowo musiałam zrezygnować i z nabiału, który uwielbiam - ze względu na karmienie.
Ale was zaintrygowałam ;) A to nic ciekawego w gruncie rzeczy :) Ciekawsze są czyny niz motywacje :)

[ Dodano: 2011-04-27, 14:52 ]
daria, ja pewnie będę miała jednego weguska i jedną drapieżniczkę. Młody każde warzywo ładuje od razu do dzioba i się cieszy a zwinięty z talerza siostry kawałek mięsa powąchał i wyrzucił ;)

arahja - 2011-04-27, 14:04

Truscaveczka napisał/a:
arahja, mam złe doświadczenia. Bywasz na wegeforum gazetowym? Tam nawet jedzący miód nie są _żadnymi_ wegetarianami.


Nie bywam, nie lubię tamtejszej struktury forum. Takie gadanie mam gdzieś, wegetarianizm to niejedzenie mięsa i już.

daria - 2011-04-27, 14:06

Truscaveczka napisał/a:
zwinięty z talerza siostry kawałek mięsa powąchał i wyrzucił


moje dziecko do roku też nie znało mięsa.. i też nie chciało.. do momentu, kiedy ktoś nie podstawił jej szyneczki.. :-P ;-)

Lily - 2011-04-27, 14:22

polena napisał/a:
(nad)wrażliwości
Czemu nad?
Poza tym bardzo nie lubię, jak ktoś niejedzenie mięsa nazywa ideologią - ja nie dorabiam do tego żadnej ideologii ani żadną się nie podpieram - moje niejedzenie wynikło ze świadomości, skąd się owo "pożywienie" bierze - nie chcę mieć już z tym nic wspólnego. Dręczy mnie jeszcze kwestia wegańska, ale to już inna trochę para kaloszy...

Alispo - 2011-04-27, 14:32

Lily napisał/a:

Poza tym bardzo nie lubię, jak ktoś niejedzenie mięsa nazywa ideologią - ja nie dorabiam do tego żadnej ideologii ani żadną się nie podpieram - moje niejedzenie wynikło ze świadomości, skąd się owo "pożywienie" bierze - nie chcę mieć już z tym nic wspólnego.

Właśnie tak.

Katioczka - 2011-04-27, 14:44

Lily, lubię to!
bodi - 2011-04-27, 15:06

Ja też nie lubię kiedy ktoś się mnie pyta czy nie jem mięsa z powodów ideologicznych,
zawsze odpowiadam że nie, z etycznych.
I zdrowotnych również, ale te doszły zdecydowanie później.

polena - 2011-04-27, 16:06

@Lily - Hmm, ale ja nie przypominam sobie, żebym nazwała gdziekolwiek wegetarianizm ideologią :-? Ideologią wegetarianizm staje się kiedy dołączają do niego inne kwestie-ekologia, zdrowe żywienie, rozwój duchowości w taki a nie inny sposób itp itd. Ale ja nie o tym. Za to w kwestii weganizmu, jako nie-wege, mam zdanie, że jest on bardziej fair niż wegetarianizm.

@Alipso - z tym wyborem ok, zgadzam się z Tobą. Ale Truscaveczka chyba jest w nieco innej sytuacji...Zauważ też, że u rodziców, ktorzy mięso jedzą, męczenie zwierzątek na podwórku nadal jest czymś złym (oczywiście w, mam nadzieję, większości).

bronka - 2011-04-27, 16:09

polena napisał/a:
Ideologią wegetarianizm staje się kiedy dołączają do niego inne kwestie-ekologia, zdrowe żywienie, rozwój duchowości w taki a nie inny sposób itp itd.

co ma rozwój duchowości do tego?

polena napisał/a:
@Alipso

Alispo

polena napisał/a:
Zauważ też, że u rodziców, ktorzy mięso jedzą, męczenie zwierzątek na podwórku nadal jest czymś złym .

to się nazywa - hipokryzja

polena - 2011-04-27, 16:25

No ok, na takim tonie rozmowy mi specjalnie nie zależało więc myślę, że zakonczę swoję pytania w tym temacie.

Przepraszam Alispo za literówkę.

Ale nazywanie m.in moich rodziców hipokrytami nie było fajne. Rozumiem, że w związku z tym, ze smażą kotlety aby być w zgodzie ze swym wnętrzem mogą pozwalać dzieciom podpalać kota pod blokiem?

Rozwój duchowości ma do tego to, że wege często zwracają się ku religiom czy filozofiom, ktore w wyjątkowy sposób szanują zwierzęta. I tyle.

bronka - 2011-04-27, 16:29

polena napisał/a:
smażą kotlety

ze świni, która od samego poczęcia w ciasnej klatce,w której jej ciężarna matka nie mogła się nawet położyć z braku miejsca, wydartej w krzyku od owej matki, przeżycia swoich krótkich chwil w warunkach urągających godności każdego stworzenia, bitej, poniżanej, w końcu brutalnie i bezdusznie w krzyku zabitej.
Dla mnie podpalanie kota jest na podobnym poziomie :cry:

arahja - 2011-04-27, 17:01

bronka napisał/a:
ze świni, która od samego poczęcia w ciasnej klatce,w której jej ciężarna matka nie mogła się nawet położyć z braku miejsca, wydartej w krzyku od owej matki, przeżycia swoich krótkich chwil w warunkach urągających godności każdego stworzenia, bitej, poniżanej, w końcu brutalnie i bezdusznie w krzyku zabitej.


przepraszam, ale bla bla bla. nie oglądam filmów z rzeźni, ale wiem, że na wegeforum zwykle znajdzie się ktoś, kto mi postanowi oddać emocje z nich kanałem, który przyswajam. ok, teraz już się nie dziwię Truscaveczce.

Truscaveczka - 2011-04-27, 17:31

Arahja, dokładnie o takich [cenzura] z gazety mówiłam. No nic, idę poszukać blacklisty w ustawieniach.
Dzisiaj moja siostra powiedziała "Nie gadam z wegetarianami. Zamiast podać ci pieroga z soczewicą, rzucają w ciebie wirtualnym odciętym łbem kurczaka."
Na szczęście są też i ci inni, tylko zawsze przyjdzie ktoś, kto zepsuje powietrze :(

Capricorn - 2011-04-27, 19:07

polena napisał/a:

Rozwój duchowości ma do tego to, że wege często zwracają się ku religiom czy filozofiom, ktore w wyjątkowy sposób szanują zwierzęta. I tyle.


wg mnie ma co uogólniać. Czytałam wypowiedzi osób dużo bardziej radykalnych niż ja w kwestiach żywieniowych (wegan), którzy zachęcali m.in. do sterylizacji zwierząt w zaawansowanej ciąży z jednoczesnym usypianiem płodów, co dla mnie stanowi już zbyt radykalną interwencję.

bronka jedynie opisała stan faktyczny - jest wegefaszystą? Zepsuła powietrze? No heloł.

Truscaveczka - 2011-04-27, 19:46

Capricorn, dlaczego B. zachowuje się tak, jak się zachowuje to jedno. Ale PO CO? Co konkretnie chce osiągnąć?
Dla mnie to jest takie czyszczenie swojego sumienia. Człowiek jest zakałą Ziemi i może się starać, by zakałą być jak najmniej. I to od niego, a nie od brutalnych i radykalnych forumowiczów zależy, co zrobi. To, że ktoś odkłada makulaturę do recyklingu, ale szkło wyrzuca do śmieci może być ocenione jako pozytywne - bo papierów nie wyrzuca, albo negatywne - bo szkło jednak tak.
Ktoś, kto mieszka w ziemiance i żywi się wyłącznie owocami opadłymi z drzew i robactwem zbieranym w ściółce może uważać się za część ekosystemu. Ale ten, kto korzysta z dobrodziejstw przemysłu i produkuje śmieci nie jest lepszy od innych tylko z racji niejedzenia mięsa. Może się za takiego uważać, maya jest wieczna, ale stan faktyczny jest jaki jest.
Głupie hodowle soi, w sporej części GMO (a Bogini raczy wiedzieć, czy info na opakowaniach jest prawdziwe i braku GMO w produkcie) powodują nie tylko smierć pojedynczych zwierząt, ale nawet wymieranie gatunków. Idąc dalej tym tropem tylko frutarianizm oparty na własnoręcznie wyhodowanych owocach i warzywach jest ok.

Rozgadałam się, bez sensu :/
Jeszcze raz pytam - jaki jest cel działań Bronki, nie ich przyczyna?

Judyt - 2011-04-27, 20:09

Trus, ale dlaczego piszesz o soi? Wegetarianie nie żyją tylko soją, bo najzdrowsza nie jest, zresztą akurat soja jest w znacznej części jedzona przez zwierzęta i dodawana do wędlin i innych wyrobów.
Alispo - 2011-04-27, 20:18

Capricorn napisał/a:

bronka jedynie opisała stan faktyczny - jest wegefaszystą? Zepsuła powietrze? No heloł.


Właśnie..nie wyzwała nikogo od morderców :roll: Napisała jak odbiera "smażenie kotletów"niewinnie brzmiące.Naprawde to nie znaczy,ze trzeba koniecznie myslec tak jak ona.
Ja mam np.kwestię zdrowotną raczej w tyle ;-) tzn.że mam się oburzać jak ktoś napisze,że popcorn niezdrowy jest,to już jest zdrowotny faszyzm?No heloł,peace :-)


Po co?To jest forum,stąd komentuje sie różne posty,tak to widze.

Lily - 2011-04-27, 20:27

Ech...
Ja powiem jeszcze, że kiedy kilkanaście już w sumie lat temu zdecydowałam się na wegetarianizm, byłam bardzo dumna ze swojego wyboru. Jednego z najważniejszych w życiu. Nie miałam wtedy pojęcia, że niektórym ludziom lepiej się tym wcale nie chwalić, ani że może to wzbudzać tyle kontrowersji. Autentycznie - w swej naiwności sądziłam, że rezygnując z pośredniego zabijania (nie wiedziałam wtedy o weganizmie) robię coś, co ludzie raczej szanują i podziwiają. I chyba dopiero wędrując po forach internetowych, głównie wegetariańskich, przekonałam się, jak bardzo kontrowersyjny był to wybór i ile konfliktów może się z nim wiązać. I jakoś z wiekiem nie jest mi z tym łatwiej, tylko trudniej.
Nie wiem, czy warto/trzeba "brutalnie" przypominać ludziom, czym jest ów kotlecik czy filecik, który zjadają na obiad. Argument, że "człowiek zawsze jadł mięso" nie jest całkiem od rzeczy, aczkolwiek człowiek pierwotny miał inne metody łapania tego "mięsa". Przede wszystkim zwierzęta miały jakieś szanse uniknięcia bycia złapanymi. Teraz nie mają żadnych, hodowla zwierząt stała się produkcją, a one same - tylko przedmiotami. Żywymi roślinami, jak to ktoś kiedyś powiedział. Jest to jedna z wielu rzeczy, które mnie na tym świecie bolą i nic na to nie poradzę, nawet nie chcę. Nie dziwię się aż tak bardzo osobom, których emocje się przelewają i epatują obrazami i opisami rzeźni - mnie się też serce ściska jak o tym pomyślę. To, że nie stosuję takich metod wynika po pierwsze z mojego asekuranctwa,a po drugie z tego, że świadomie się trochę psychicznie znieczulam, starając się o tym nie myśleć.

No i tyle.

arahja - 2011-04-27, 20:53

Capricorn napisał/a:
bronka jedynie opisała stan faktyczny - jest wegefaszystą? Zepsuła powietrze? No heloł.


Nie. Co innego powiedzieć o hipokryzji, co innego ni z tego, ni z owego zacząć uprawiać werbalną rzeźnię. Do wegetarianizmu nie można zmusić, nie da się wtłoczyć w nikogo przekonania o zmianie diety. Aby człowiek do decyzji dojrzał, często potrzebuje argumentów. Taki opis wywołuje jednak wyłącznie opór i zamknięcie na dalszą dyskusję - więcej, mimo tego że jestem wegetarianką, sama zachciałam w tym momencie ugryźć kotlet. To zadziała na tych, co wegetarianizm wybrali (nie - wahają się) ze względów etycznych, na takich jak ja - na takich, jak być może, polena, sądząc po zadawanych pytaniach, nie.

Capricorn - 2011-04-27, 21:11

ja obiektywna nie będę, bo bronkę znam dość dobrze, i z jak najlepszej strony. Jest moją przyjaciółką, a ja przyjaciół nie mam wielu. I stanowczo protestuję przeciwko nazywaniu jej faszystą z racji tego, co - i w jaki sposób - napisała w jednym poście.

Zupełnie niedawno miała miejsce tu na forum taka sytuacja, że forumowiczka dość skromnie udzielająca się, swoimi kontrowersyjnymi tematami doprowadziła do tego, że mocno "ścięły się" dwie inne forumowiczki, być może ku uciesze inicjatorki wątku. Jakoś nie chciałabym - jesli mogłabym mieć coś do powiedzenia - żeby takie akcje stały się regułą.

Rozumiem, Truscaveczko, że możesz się czuć tutaj odrobinę nieswojo czy niekomfortowo z racji tego, że jesteś tutaj stosunkowo niedługo, czy tez z racji sposobu odżywiania się jaki wybrała Twoja córka. Niemniej jednak, nie przypisuj nam złych intencji i nie obrzucaj epitetami, proszę. Powtórzę, Twoje dziecko nie jest jedynym niewegetariańskim dzieckiem na forum, nie oczekuj z tego powodu ataków. Na tym forum zazwyczaj panuje serdeczna atmosfera, nawet kiedy różnice zdań są znaczne.

polena - 2011-04-27, 21:15

No właśnie fajnie było tu wymienić światopoglądy ale - dzięki bronka - nie chodziło mi o taką atmosferę, takie teksty, ocenianie mnie czy kogokolwiek, nie prosiłam o to.

@Capricorn - jasne, że to uogólnienie, pewnie nawet niepotrzebne. W ogóle nie chciałam, żeby ten temat brnął w tamtym kierunku, to był tylko mały offtop :)

Alispo - 2011-04-27, 21:32

polena napisał/a:
taką atmosferę, takie teksty, ocenianie mnie czy kogokolwiek

pisząc o tym co przeżywa świnia?Dobra,cóż,nie rozumiem.

Capricorn - 2011-04-27, 21:32

Lily napisał/a:
Ech...
Ja powiem jeszcze, że kiedy kilkanaście już w sumie lat temu zdecydowałam się na wegetarianizm, byłam bardzo dumna ze swojego wyboru. Jednego z najważniejszych w życiu. Nie miałam wtedy pojęcia, że niektórym ludziom lepiej się tym wcale nie chwalić, ani że może to wzbudzać tyle kontrowersji. Autentycznie - w swej naiwności sądziłam, że rezygnując z pośredniego zabijania (nie wiedziałam wtedy o weganizmie) robię coś, co ludzie raczej szanują i podziwiają.


miałam bardzo podobnie.

Cytat:
Argument, że "człowiek zawsze jadł mięso" nie jest całkiem od rzeczy, aczkolwiek człowiek pierwotny miał inne metody łapania tego "mięsa". Przede wszystkim zwierzęta miały jakieś szanse uniknięcia bycia złapanymi.


No i była jakaś równowaga jednak - człowiek równie często łapał, zabijał i zjadał, jak i sam bywał łapany, zabijany, i zjadany ;-)

polena - 2011-04-27, 21:36

Alispo - nie, nazywanie (również mnie) hipokrytą podczas gdy moja definicja hipokryzji jest nieco inna.
Być może była to metoda wywarcia na mnie jakiegoś wstrząsu ale ja tego nie potrzebuję. Niestety być może dla własnego zdrowia, nie ruszają mnie historie z rzeźni na tyle, zeby przestać jeść zwierzęta. I bardzo chciałam uniknąć podobnych wyznań.

bojster - 2011-04-27, 21:42

Capricorn napisał/a:
polena napisał/a:
No ok, a mięso NIE z supermarketów tylko ze sprawdzonych ekologicznych źródeł? Naprawdę nikomu nie służy? Nie zgodzę się.


Nawet jeśli zabijane zwierzę nie było faszerowane antybiotykami, sterydami, hormonami, i czym tam jeszcze, nawet jeśli spokojnie pasało się na wolnym wybiegu, itd, itp, to w momencie zabijania, ze strachu oraz złości, wydziela do swoich mięśni potężne dawki hormonów, których od tego ekologicznego mięsa ze sprawdzonych źródeł oddzielić się nie da.


Ale gdyby tak znienacka, strzałem w tył głowy, to chyba nie zdąży nawydzielać i jest ok? Myślę że strzał w tył głowy szczęśliwego zwierzaka jest 100% humanitarny, szkoda tylko że takie bio-mięso jest sporo droższe, bo może by się ta metoda szerzej rozpropagowała i wszystkie zwierzęta umierałyby szczęśliwe.

gosiaqool - 2011-04-27, 21:45

Capricorn napisał/a:

Cytat:
Argument, że "człowiek zawsze jadł mięso" nie jest całkiem od rzeczy, aczkolwiek człowiek pierwotny miał inne metody łapania tego "mięsa". Przede wszystkim zwierzęta miały jakieś szanse uniknięcia bycia złapanymi.


No i była jakaś równowaga jednak - człowiek równie często łapał, zabijał i zjadał, jak i sam bywał łapany, zabijany, i zjadany
robił to z głodu, chęci jego zaspokojenia jako potrzeby podstawowej. Teraz robi się to dla pieniędzy, a taka masa mięsa jaka jest marnowana, psuje się lub ląduje z talerza w śmietnikach jest przerażająca. Po co zabierać życie, żeby je zmarnować.
lilias - 2011-04-27, 21:46

mówienie głośno o tym jak pozyskiwane jest mięso ma na celu głównie wymuszenie poprawy warunków życia takich zwierząt i humanitarnego ich uśmiercania zanim trafią na talerz. nie zgadzam się na robienie tabu z tego tematu. jak się o czymś nie mówi, to się daje na to milczące przyzwolenie. analogicznie: przez lata całe nie mówiło się głośno o pedofilii, o gwałtach. funkcjonowało to w jakimś równoległym dla ludzi świecie, chyba, że dotyczyło to konkretnych osób, ale były to osoby wykluczane z życia społecznego. ofiarę usuwano z oczu "wrażliwych" inaczej, żeby nie siały zgorszenia. nie lubię zakłamania, zamiatania pod dywan i nie lubię doszukiwania się podtekstów gdzie ich nie ma. każdy niech jest wege z takich pobudek z jakich chce, albo i nie, ale niech to jest jego świadoma decyzja, a nie robienie komuś na przekór.

nie umiem się znieczulić, ale nie jestem monotematyczna w rozmowach z nie-wege

Capricorn - 2011-04-27, 21:48

bojster napisał/a:
Capricorn napisał/a:
polena napisał/a:
No ok, a mięso NIE z supermarketów tylko ze sprawdzonych ekologicznych źródeł? Naprawdę nikomu nie służy? Nie zgodzę się.


Nawet jeśli zabijane zwierzę nie było faszerowane antybiotykami, sterydami, hormonami, i czym tam jeszcze, nawet jeśli spokojnie pasało się na wolnym wybiegu, itd, itp, to w momencie zabijania, ze strachu oraz złości, wydziela do swoich mięśni potężne dawki hormonów, których od tego ekologicznego mięsa ze sprawdzonych źródeł oddzielić się nie da.


Ale gdyby tak znienacka, strzałem w tył głowy, to chyba nie zdąży nawydzielać i jest ok? Myślę że strzał w tył głowy szczęśliwego zwierzaka jest 100% humanitarny, szkoda tylko że takie bio-mięso jest sporo droższe, bo może by się ta metoda szerzej rozpropagowała i wszystkie zwierzęta umierałyby szczęśliwe.


Słabym punktem tej metody byłaby dyskryminacja wielbicieli móżdżku. Zadyma gotowa. Trzeba dopracować.

lilias - 2011-04-27, 21:49

Capri dobrze pisze i to nie tylko w ostatni poście ;-) :mryellow:
Jagula - 2011-04-27, 21:52

Cytat:
Niestety być może dla własnego zdrowia, nie ruszają mnie historie z rzeźni na tyle, zeby przestać jeść zwierzęta. I bardzo chciałam uniknąć podobnych wyznań.
szkoda- ale super , że mamy to za sobą ;-)
ja tam się wykręcam od dyskusji pobudkami etyczno-ekonomicznymi -jakoś nikomu się nie chce dyskutować :-P
dziecię (z uświadamianiem i poprzedzając swój wybór milionem pytań ) wegetariańskie od 5r.ż. przekonało do wege ojca :mryellow: żyjemy ,jak najbardziej naturalnie :mryellow: dyskutując często o swoich wyborach.
Czytając ten wątek uświadomiłam sobie jak mi się szczęśliwie układa :mryellow: ale wiem jaką przebyłam wraz ze swoją rodziną drogę - każdemu układa się inaczej i inną górkę ma do pokonania :-> :->

Wszystko się da osiągnąć - ale każda zmiana potrzebuje czasu.
polena kto pyta nie błądzi :-D

Capricorn - 2011-04-27, 21:56

Jagula napisał/a:

szkoda- ale super , że mamy to za sobą ;-)


:mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

Lily - 2011-04-27, 21:58

Capricorn napisał/a:
Jagula napisał/a:

szkoda- ale super , że mamy to za sobą ;-)


:mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:


Podpisuję się ;)

lilias - 2011-04-27, 21:59

również :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
polena - 2011-04-27, 22:01

Jagula, dzięki ;) Bo poczułam się niczym troll, wywołując takie małe zamieszanie.

Dlatego proooszę, bez sarkazmu takiego jak u bojster, bo ja tylko chciałam pogadać o aspekcie zdrowotnym. Nie wiedziałam, ze oddzielanie tego od etyki bedzie aż tak niestosowne. Nie wiem, może jestem niewrażliwa.

seminko - 2011-04-27, 22:06

Zaraz przeczytam, co napisałyście, ale przedtem, poleno, zapraszam Cię tu:

http://www.dobradieta.pl/...47c55c40e76fb1a

Uwaga1: to jest rozmowa między mięsożercami, mówiąc delikatnie ]:->
Uwaga2: znalazłam tam post "naszego" niezawodnego Krzysztofa (Pozdrowienia dla Zielonej Góry :-D )
Uwaga3: z góry mówię, że nie byłam w stanie przebrnąć przez całość, jak i pewnie większość z Was nie będzie, więc dokładnie nie wiem, DO CZEGO podaję link, ale wklepałam w google hasło "adrenalina w mięsie (dalej nie pisałam, bo wyskoczyło mi powyższe w sugestiach)", pominęłam strony i artykuły pro- wege i tak znalazłam się w tym forum, którego lekturę proponuję polenie. ;-)

[ Dodano: 2011-04-27, 23:11 ]
polena napisał/a:
ja tylko chciałam pogadać o aspekcie zdrowotnym

poleno, no właśnie tu masz sporo na ten temat, choć chyba rozmowa skupia się na różnicy między mięsem z marketu a tzw. eko :roll: W każdym razie tak było w temacie 8-)

Malinetshka - 2011-04-27, 22:20

polena napisał/a:
Nie wiem, może jestem niewrażliwa.

To chyba nie to.
Myślę, że to kwestia tego, o czym już tu pisano na ostatnich stronach, że tak a nie inaczej jesteśmy wychowywani i od najmłodszych lat wielu z nas godzi się na to, co tłumaczą nam mama, tata, inni dorośli. To, że "zwierzęta są do jedzenia" albo że "ten pasztet to z takiego innego królika, nie tego, którego głaskałaś tydzień temu" itp. Oczywiście, że dorośli nie mówią tego w złej wierze. Mówią tak, bo sami tak zostali wychowani i do dziś dnia traktują to za normalną kolej rzeczy. Myślę, że często wygodniej jest nie myśleć o tym co się kryje za kotletem. Wygodniej jest się znieczulić myślami, że "tak już jest".
Są takie dzieci, które od początku się nie godzą na to, co słyszą o mięsie i zwierzętach, ale ja nie uważam, że to zależy od wrażliwości. Raczej od indywidualnej wiary we własną rację :> Ja np. mocno zawierzałam dorosłym. Nawet się nie zastanawiałam, że oni mogą nie mieć racji. No tak miałam, co zrobić. Czasu nie cofnę.

Ja nie musiałam oglądać filmów z rzeźni, żeby się zdecydować na wege. Nadal nie muszę i nie chcę tego robić, bo mnie akurat to w niczym nie pomoże. Mam chyba jak Lily pod tym względem. Wystarczy mi moja wyobraźnia, a często to i tak za wiele..
Lily napisał/a:
Nie miałam wtedy pojęcia, że niektórym ludziom lepiej się tym wcale nie chwalić, ani że może to wzbudzać tyle kontrowersji.

Prawda?
Czasem, w rozmowach z ludźmi, nie mogę się nadziwić, że kogoś może tak bardzo irytować coś, czego NIE robię ;)

edysqa - 2011-04-27, 22:32

A ja coraz częściej się spotykam z milymi komentarzami gdy mówię ze jestem wege :-) Ostatnio np pani pobierajaca mi krew (ok 50 lat) bardzo była ciekawa i chwaliła weg*anizm, akurat przyznała się ze oglądała w Uwadze program o weganizmie (ten ostatni z Darkiem Gzyrą), może własnie ten program zmienił jej myślenie. Jeśli tak to super :-)

Niezmiennie tylko słyszę pytanie: to co Ty jesz?
To mnie śmieszy najbardziej ;-)

Humbak - 2011-04-27, 22:58

polena napisał/a:
Zastanawia mnie to, czy wtedy nie przeżywają szoku na zasadzie "cały świat to mordercy"? Że tylko mama i tata dbają o zwierzątka a wszyscy inni robią takie straszne rzeczy... To tak jak z izolowaniem dzieci od wiadomości o wojnach i śmierci.
w ten sposób ujmując stan rzeczy mówisz o tym, jak świat postrzega osoba dorosła i ewentualnie starsze dziecko. Umysły małych dzieci widzą świat inaczej.
Po pierwsze, małe dziecko nie ma pojęcia kto to jest morderca ani że taki ktoś wogóle istnieje. Zapytaj trzylatka, kto to jest morderca, możesz usłyszeć wiele ciekawostek ;)
Po drugie, małe dziecko nie wie jeszcze wszystkiego odnośnie tego co jest złe a co jest dobre. Dlatego rozdeptuje mrówki i wali kolegę w łeb gdy ten mu wejdzie za skórę. Trochę tak, jakbyś obudziła się na Marsie, na którym panują zupełnie inne zasady niż na Ziemi - chodzisz i uczysz się.
Małe dziecko nie rozumie pojęcia "cały świat" - daj trzylatkowi globus i zapytaj go co to jest. Być może powie globus, tak jak mówi lalka czy samochód, ale niewiele więcej. Nie ma zielonego pojęcia o tym, co ten globus oznacza - ile ludzi, gdzie żyją itd itd...
Małe dziecko widzi świat przez swój pryzmat. Nie rozumie w kategoriach "wszyscy inni" tylko w kategoriach "mama" "tata" "sąsiad" "kolega" - zatem może rozciągnąć ideę jedzenia mięsa na nieco większe jednostki typu rodzina, dom czy przedszkole, ale nie rozciągnie go na "wszyscy inni" z tego prostego powodu, że to przekracza jego zdolności umysłowe. Na początek takich umiejętności trzeba byłoby czekać jeszcze minimum 2,5-3 lata.
Na hasło "czy chcesz zjeść rybę" moje dziecko zatem nie mogło (z definicji bycia właśnie dzieckiem) zareagować myślami typu "cały świat" "inni" "mordercy" itd bo są to definicje jakimi posługują się osoby dorosłe, a nie małe dzieci.

małe dziecko zrobi zapewne to co mój Kuba - zdziwi się, zaakceptuje że tak jest na świecie i jeśli on tego nie chce (tak jak nie chce zabawy czy innych rzeczy, małe dziecko nie zdaje sobie sprawy z głębi pojęć związanych z egzystencją poza żyje-nie żyje) to odmówi albo nie odmówi.

Nie wiem czy udało mi się wyjaśnić, dlaczego myśli i pytania jakie sobie zadajesz nie mają większego sensu w odniesieniu do małych dzieci...

Co do ekspozycji i wegenazi o których pisze Truskaveczka, forum ma to do siebie, że zbiera tyle ludzi, że na pytanie uzyskujemy cały wachlarz odpowiedzi. Przede wszystkim jednak - tak mi się wydaje - trzeba mieć w sobie tyle siły, żeby zaakceptować fakt, że to jak żyjemy może innych przyprawiać o ból wątroby, i że ci inni mają prawo do wypowiedzi, jeśli należą do grupy osób którym zadaliśmy pytanie. Jeśli nie jesteśmy gotowi na konfrontację i nie mamy w sobie tej siły by być sobą, by zignorować odpowiedzi które niczego nie wnoszą do życia ani naszego ani ichniego, by na siłę nie zagłaskiwać każdego kotka który się tu odezwie, wtedy faktycznie nie warto zaczepiać tematu. Z tego zwykłego faktu że nie jesteśmy gotowi na konfrontację typu forum. Może lepiej wykorzystać mniej zróżnicowane środowisko do dyskusji a tu pewne fakty przemilczeć. Kto tego na forum nie robi niech się odezwie :-P

polena - 2011-04-28, 07:55

Tantra - wielkie dzięki za link! Poczytałam i coś niecoś więcej wiem ;) W ogóle fajne tamto forum.
Malinetshka, Humbak - tak, chyba udało Wam sie wytłumaczyć mi jak to jest z uczeniem dzieci świata ;) I pewnie macie racje... Szkoda, że będąc dorosłym tak trudno siebie samego przekonać co jest ok a co nie, mając wparte wszystkie inne wzorce.

kofi - 2011-04-28, 08:55

Bardzo lubię Cię czytać Humbaczku, bardzo mi się podoba Twój antropologiczny punkt widzenia.
Jagula noooo, mnie też już na świecie łatwiej. Ale długo na to czekałam. :-)

Humbak - 2011-04-28, 09:05

kofi napisał/a:
Twój antropologiczny punkt widzenia.
bo ja antropolog z wykształcenia ;)
Malinetshka - 2011-04-28, 09:13

kofi napisał/a:
Bardzo lubię Cię czytać Humbaczku

Ja również :)

polena napisał/a:
Szkoda, że będąc dorosłym tak trudno siebie samego przekonać co jest ok a co nie, mając wparte wszystkie inne wzorce.

Myślę, że warto zrozumieć, że można w każdej chwili swojego życia zmienić pogląd na coś. To jest przywilej :D W każdym momencie możemy się wyzwolić z ograniczeń, stereotypów, wzorców. Ale jest warunek: nic na siłę. Bo działanie na siłę z pewnością jest baardzo trudne. To musi przyjść z wnętrza, że się tak wyrażę :>

Mnie się parę lat temu zdarzyło niemiło dyskutować z wegetarianinem :oops: Chyba nie powiedziałam nic chamskiego, ale zdaje się, że moje wypowiedzi były ironiczne.. Dziś widzę to tak, że skoro byłam wówczas "po przeciwnej stronie barykady" to w czasie dyskusji usiłowałam tam pozostać, dla zasady po prostu :| Bez myślenia, bez głębszej analizy.
Ale tak się cieszę, że się zmieniam.

bronka - 2011-04-28, 09:52

polena napisał/a:
No właśnie fajnie było tu wymienić światopoglądy ale - dzięki bronka - nie chodziło mi o taką atmosferę, takie teksty, ocenianie mnie czy kogokolwiek, nie prosiłam o to

Ja Cię nie oceniam. Nie żyję z złotej klatce- ponad 90% moich bliskich je mięso, ale wszystko w sobie tolerujemy.

Osobiście daleko mi ludzi nawracających innych za pomocą filmów z rzeźni. Wolę raczej podrzucić dobry przepis bez mięsa i cieszyć się, ze wszedł do czyjegoś menu.

Napisałam, że: skoro ktoś chce uczyć dzieci wrażliwości- nie katuj kota, jednocześnie płacąc komuś za katowanie świni jest hipokryzją.
I tylko tyle. To co spotyka zwierzęta w chowie przemysłowym jest okrutną zbrodnią, ale dzieje się za murami i tego nie widzimy, pochylamy się nad zwierzętami nam bliskimi. Li i tylko to miałam na myśli.
Nie chciałam nikogo urazić :->

bronka - 2011-04-28, 10:00

Właściwie to czuję się urażona tym atakiem na mnie :-/

Nie napisałam nic niestosownego, a zostałam publicznie zlinczowana :roll:

Tu jest definicja hipokryzji z wiki:

Cytat:
Hipokryzja (od gr. ὑπόκρισις hypokrisis, udawanie) – fałszywość, dwulicowość, obłuda. Zachowanie lub sposób myślenia i działania charakteryzujący się niespójnością stosowanych zasad moralnych. Udawanie serdeczności, szlachetności, religijności, zazwyczaj po to, by wprowadzić kogoś w błąd co do swych rzeczywistych intencji i czerpać z tego własne korzyści.

Hipokryzja może się przejawiać na kilka sposobów:

* oficjalne głoszenie przestrzegania określonych zasad moralnych i jednoczesne ich "ciche" łamanie, gdy nikt ważny tego nie widzi (np. głoszenie przez polityka, że walczy z korupcją i jednoczesne branie przez tego polityka po cichu łapówek),
* stosowanie różnych, sprzecznych wzajemnie zasad moralnych przy różnych sytuacjach (np. wymaganie od żony, żeby nie zdradzała i jednoczesne zdradzanie żony),
* wymyślanie rozmaitych teorii, które w pokrętny sposób tłumaczą stosowanie różnych norm moralnych przy różnych sytuacjach (np. głoszenie, że zabijanie dzieci wroga w czasie wojny jest dobre dlatego, że wróg ten popełnił wcześniej zbrodnię mordując nasze dzieci),
* tworzenie obszarów tabu, czyli spraw, o których się nigdy nie rozmawia publicznie; zazwyczaj są to sprawy, które w świadomości wielu ludzi są niemoralne, ale są lub były jednocześnie masowo praktykowane.

Hipokryzja jest stałą cechą ludzkich społeczeństw. Wynika ona z jednej strony z konfliktu między indywidualnym interesem poszczególnych osób i normami moralnymi panującymi w danym społeczeństwie, a z drugiej strony z konfliktu między normami obyczajowymi i moralnymi.

Lily - 2011-04-28, 10:01

Trudno się chyba spodziewać, że na wegetariańskim forum zaczniemy zbiorowo pisać, że jedzenie mięsa jest jednak zdrowe/etyczne itd. i właściwie to nie wiemy, czemu od czasu do czasu nie strzelimy sobie po schabowym. Gdybyśmy nie byli przekonani o słuszności swoich wyborów i o tym, że niejedzenie jest lepsze od jedzenia, nie rezygnowalibyśmy z mięsa. Ja staram się nie stawiać sprawy na ostrzu noża, bo sama jeszcze 12 lat temu mięso jadałam, co nie znaczy, że jeszcze kiedyś uznam to za słuszne.
Humbak - 2011-04-28, 10:13

bronka napisał/a:
publicznie zlinczowana
nawet tak nie myśl. Z tego co ja widzę tylko polena jest urażona, dlatego zadałam jej pytanie o arszeniku - dopytywanie się wegetarian żeby wybrali mięso które jest zdrowsze jest bez sensu - patrz post Lily powyżej - i właśnie to rodzi sprzeczki. Dlatego pytający musi mieć świadomość tego o co pyta i kogo pyta - ale nie dlatego żeby kogoś nie urazić jak się tu ciągle mówi.
Generalnie rzecz biorąc widzę że co kto jedzący mięso pyta o mięso które smaczne, jakie mitaminki itd to kończy się tym, że ucieka "no dobrze to jak nie to nie" a nie pomyśli, że dla nas to pytanie jest bez sensu. Ciągle chce byśmy my widzieli rzeczy tak jak on. No nie wybierzemy co jest zdrowsze bo się nie da.

Dla mnie jednak zadawanie pytań tu a nie gdzieś indziej ma ogromny sens. Gdzie indziej zadający pytanie nie zaczerpnie ideologi a dowie się faktów? Przecież nie wszyscy wegetarianie są nimi dla ideologii (co nie jest złe, nie o tym mówię, więc nie łapać mnie za słówka proszę ;) ) ale dużo jest właśnie ze względów zdrowotnych i świadomości tego czym jest mięso. Jak zapyta się na innym forum dowie się tylko "no wiesz, cielęcinka jest super".

Ale drążenie które zwierzę jest mniej cenne jest bez sensu. Kogo wyrzucić z domu mamę czy tatę? Który palec będzie mniej bolał gdy się go utnie? Itd itd.

bronka - 2011-04-28, 10:26

Humbak, dziękuje za Twoja wypowiedź ( i szereg poprzednich też).
Nie będę pisała czyja wypowiedź w który boczek mnie ubodła. Nie chce mi się.

Capricorn - 2011-04-28, 11:12

ja jeszcze mam kilka przemyśleń w kwestiach, które w tym wątku tak gwałtownie ostatnio wypłynęły:

nie odmawiałabym nikomu prawa do zadawania pytań, nawet tych niewygodnych, ale jednak z taktem i wyczuciem, no i z poszanowaniem wyboru, jakiego nasz rozmówca dokonał. Możliwe, że wśród wszystkich toksyn, hormonów, antybiotyków, i jasnacholera wie, czego jeszcze, jest w mięsie też i coś zdrowego czy pożytecznego. Ale - wegetarianie, a tych na forum jest jednak większość, kiedyś tam zdecydowali, że mimo wszystko nie. Więc takie nakręcanie typu: "no ale odrzućcie - jeśli potraficie - jakąś tam ideologię, i napiszcie, że obiektywnie rzecz biorąc, mięso jest fajne" jest dla mnie takim samym nietaktem, jak prelekcja dla zakonnic pod tytułem: "Wpływ regularnych orgazmów na dobre samopoczucie" (z pokazem slajdów). Dokonaliśmy wyboru, kropka.

A jeszcze co do zarzutu o izolowaniu dzieci przed tym, jak wygląda "prawdziwy świat", czyli, że są gdzieś na świecie ludzie jedzący mięso, itd. Odkąd mam dzieci, nieustająco zachwycam się ich mądrością. Umysł dziecka jest niesamowity. Jesli się dziecku nie narzuca ograniczeń, nie wciska na siłę w stereotypy, to dziecko zauważy, że w różnorodności postaw i zachowań kryje się bogactwo, a nie zagrożenie. Mój syn trzynastoletni od kilku lat ma dwóch bardzo serdecznych przyjaciół - jeden jest jego równolatkiem, drugi jest o 3 lata starszy. Mój syn jest długowłosy, jest wege, nie chodzi do kościoła ani na religię. kolega równolatek wychowuje się w domu, w którym kościół i modlitwa są niezwykle ważne, a mama na święta przywozi pół świniaka i sama oprawia. Kolega starszy z kolei jest Świadkiem Jehowy. NIGDY nie zdarzyło się, żeby doszło pomiędzy nimi do konfliktów na tle religijnym czy żywieniowym. Uwielbiam ich, bo oni wzajemnie są najlepszą szkołą tolerancji (no, i jeszcze ich uwielbiam za to, że wychwalają pod niebiosa moje placki ziemniaczane ;-) ).

Humbak - 2011-04-28, 11:36

Amen ;-)
Marcela - 2011-04-28, 11:36

polena napisał/a:
Nie wiem, może jestem niewrażliwa

Może. W końcu chyba możemy śmiało powiedzieć, że 100 % populacji nie może być wrażliwcami. Jesteśmy różni. Moja kuzynka sama wychowała nutrie (takie szczury straszne), sama je zabiła, sama oprawiła skóry, sama uszyła sobie futerko i sama je szczęśliwa nosiła. Ona nie miała dylematów.
Polena, może dla Ciebie rzeczywiście zabicie kury na niedzielny obiad nie stanowiłoby żadnego problemu. Prawdę mówiąc wolę takie osoby od hipokrytek (tak, to odpowiednie słowo), które płaczą nad skrzydełkiem wróbelka i kupują cielęcinkę.

lilias - 2011-04-28, 11:40

bronka, ja tam lubię Twoje boczki ;-) i żaden lincz mi nie przyszedł nawet na myśl, daj spokój, Ciebie? w życiu
arahja - 2011-04-28, 12:10

polena napisał/a:
Nie wiedziałam, ze oddzielanie tego od etyki bedzie aż tak niestosowne. Nie wiem, może jestem niewrażliwa.


Będę bronić własnego stanowiska, że "wrażliwość" i wegetarianizm nie muszą iść w parze. Mięso jest niezdrowe, jest człowiekowi w diecie niepotrzebne, więc czemu z połączenia tych dwóch faktów nie zdecydować o jego wyeliminowaniu? Gdy decydowałam, drugi raz, na studiach, o utrzymaniu się na wegetarianizmie, a obecnym dążeniu do weganizmu, było to podyktowane w głównej mierze argumentami zdrowotnymi. Mój wybór był i jest egoistyczny, skierowany na mnie samą. I takim wegetarianinem można być, z pominięciem kwestii zwierząt. ;)
Może to teraz brzmi dość radykalnie, bo mam za sobą lekturą Singera, ale jako jedyna pobudka do zmiany diety to byłoby dla mnie za mało.

kofi - 2011-04-28, 12:11

Capricorn napisał/a:
no, i jeszcze ich uwielbiam za to, że wychwalają pod niebiosa moje placki ziemniaczane ;-) ).

To, to rozumiem, Twoje placki sa niesssamowite. :-P
Niee, no przepraszam ja już odpadam. Nie ma sensu ciągnąć. bronka jako wegenazi to kpina jakaś chyba, Capri ma rację - no jak wegetarianin może powiedzieć, że mięso jest OK? Nieee, ile można...

Capricorn - 2011-04-28, 12:21

kofi napisał/a:
Capricorn napisał/a:
no, i jeszcze ich uwielbiam za to, że wychwalają pod niebiosa moje placki ziemniaczane ;-) ).

To, to rozumiem, Twoje placki sa niesssamowite. :-P


dziękuję, nisko się kłaniam. Przyjeżdżaj :)


Cytat:
no jak wegetarianin może powiedzieć, że mięso jest OK? Nieee, ile można...


dokładnie. A jeśli mój przykład z zakonnicami kogoś uraził, to mam inny: chodzisz za zdeklarowanym gejem, i pytasz w kółko: "Ale przyznaj, że Sharon Stone to byś przeleciał, co?"

bronka - 2011-04-28, 12:23

Dzięki- moje boczki czują się dużo lepiej ;-)
A placki ziemniaczane Capri - mniam- poezja :-D

Capricorn - 2011-04-28, 12:26

bronka napisał/a:

A placki ziemniaczane Capri - mniam- poezja :-D


to się pakuj, kofi Cię zwinie po drodze ;-)

rosa - 2011-04-28, 12:26

ja też chcę na placki!!!!

humbak - dołaczam do grona twoich fanek, świetnie piszesz :-)

Capricorn - 2011-04-28, 12:29

rosa napisał/a:
ja też chcę na placki!!!!


dawaj dawaj dawaj :)

lilias - 2011-04-28, 12:50

placki se muszę zrobić sama, więc proszę o zdradzenie najskrytszych tajemnic placków Capri ;-) :-D :-P zeżrę je na smutno, że bez Was, albo na wesoło, co też tam przy plackach wyrabiacie

pośmiałam się, Sharon Stone to hicior dnia :mrgreen:

Capricorn - 2011-04-28, 12:59

lilias napisał/a:
proszę o zdradzenie najskrytszych tajemnic placków Capri ;-) :-D :-P zeżrę je na smutno, że bez Was, albo na wesoło, co też tam przy plackach wyrabiacie


dawaj też, a co :)

a przepis jest tu: http://wegedzieciak.pl/viewtopic.php?t=527 - znalazłam od cholery literówek, idę poprawiać :)

maryczary - 2011-04-28, 13:10

bronka napisał/a:
polena napisał/a:
@Alipso

Alispo
:) ja dopiero kilka miesięcy temu odkryłam że poprawnie jest Alispo. Cały czas miałam na myśli Alipso :mryellow:
Lily napisał/a:
ja nie dorabiam do tego żadnej ideologii ani żadną się nie podpieram - moje niejedzenie wynikło ze świadomości, skąd się owo "pożywienie" bierze - nie chcę mieć już z tym nic wspólnego. Dręczy mnie jeszcze kwestia wegańska, ale to już inna trochę para kaloszy...
mam tak samo a weganizm staje mi się (na razie teoretycznie) coraz bliższy.
gosia_w - 2011-04-28, 13:13

rosa, masz miejsce w bagażniku? ;-) Nie jadłam placków ziemniaczanych z 10 lat...
lilias - 2011-04-28, 13:31

gosia_w napisał/a:
rosa, masz miejsce w bagażniku? ;-) Nie jadłam placków ziemniaczanych z 10 lat...


bagażnik na placki, czy na się? :mryellow:

bronka - 2011-04-28, 13:32

Ale wizja- Capri smażąca tonę placków, Gosia w bagażniku u rosy...

Niestety na majówkę wyjeżdżam, ale co się odwlecze... ;-) ;-) ;-)

maryczary - 2011-04-28, 13:35

Capricorn napisał/a:
bojster napisał/a:
Capricorn napisał/a:
polena napisał/a:
No ok, a mięso NIE z supermarketów tylko ze sprawdzonych ekologicznych źródeł? Naprawdę nikomu nie służy? Nie zgodzę się.


Nawet jeśli zabijane zwierzę nie było faszerowane antybiotykami, sterydami, hormonami, i czym tam jeszcze, nawet jeśli spokojnie pasało się na wolnym wybiegu, itd, itp, to w momencie zabijania, ze strachu oraz złości, wydziela do swoich mięśni potężne dawki hormonów, których od tego ekologicznego mięsa ze sprawdzonych źródeł oddzielić się nie da.


Ale gdyby tak znienacka, strzałem w tył głowy, to chyba nie zdąży nawydzielać i jest ok? Myślę że strzał w tył głowy szczęśliwego zwierzaka jest 100% humanitarny, szkoda tylko że takie bio-mięso jest sporo droższe, bo może by się ta metoda szerzej rozpropagowała i wszystkie zwierzęta umierałyby szczęśliwe.


Słabym punktem tej metody byłaby dyskryminacja wielbicieli móżdżku. Zadyma gotowa. Trzeba dopracować.
wariaty jesteście :-P

Tantra napisał/a:
Uwaga2: znalazłam tam post "naszego" niezawodnego Krzysztofa (Pozdrowienia dla Zielonej Góry :-D )
jestem jego wielką fanką - pozdrawiam Cie Krzysztof :-D
seminko - 2011-04-28, 13:44

maryczary napisał/a:
jestem jego wielką fanką - pozdrawiam Cie Krzysztof

Jego postów jest tam więcej, nie omieszkał przedstawić mięsożercom parę ciekawych faktów na interesujący ich temat ;-) :->

maryczary - 2011-04-28, 13:49

arahja napisał/a:
polena napisał/a:
Nie wiedziałam, ze oddzielanie tego od etyki bedzie aż tak niestosowne. Nie wiem, może jestem niewrażliwa.
Capricorn napisał/a:
nie odmawiałabym nikomu prawa do zadawania pytań, nawet tych niewygodnych, ale jednak z taktem i wyczuciem, no i z poszanowaniem wyboru, jakiego nasz rozmówca dokonał. Możliwe, że wśród wszystkich toksyn, hormonów, antybiotyków, i jasnacholera wie, czego jeszcze, jest w mięsie też i coś zdrowego czy pożytecznego. Ale - wegetarianie, a tych na forum jest jednak większość, kiedyś tam zdecydowali, że mimo wszystko nie.
ja dzięki zadawaniu takich włąśnie pytań, zupełnie nieświadoma że mogą być NIETAKTEM, dowiedziałam się np. że ryby to tez zwierzęta :shock: ]:-> :mryellow: po prostu wcześniej o tym nie pomyślałam. Dopiero po zadawaniu (dla niektórych) głupich pytań uświadomiłam sobie parę kwestii, które dla wielu były oczywiste. Dlatego dziś jestem wege! :-D
Capricorn napisał/a:
Więc takie nakręcanie typu: "no ale odrzućcie - jeśli potraficie - jakąś tam ideologię, i napiszcie, że obiektywnie rzecz biorąc, mięso jest fajne" jest dla mnie takim samym nietaktem
właśnie o to mi chodzi, że ona na pewno (moim zdaniem!) nie chciała zachować się nietaktownie bo nie zdawała sobie sprawy że to jest nietaktowne. Ot pytanie, dążenie do uzyskania wiedzy na temat jaki ja interesuje. Naprawdę zadając każde pytanie analizujesz wszystkie możliwe konsekwencje zadania takiego pytania?? Pewnych konsekwencji po prostu nie jesteś świadoma, bo skoro pytasz to nie do końca sie orientujesz w temacie, co nie?!
Capricorn napisał/a:
takim samym nietaktem, jak prelekcja dla zakonnic pod tytułem: "Wpływ regularnych orgazmów na dobre samopoczucie" (z pokazem slajdów)
przesadziłaś :mrgreen: :mryellow: :mrgreen: :mryellow: :mrgreen: :mryellow: :mrgreen: :mryellow: :mrgreen:
polena - 2011-04-28, 14:15

maryczary, no nie chciała, nie chciała ;) Serio ludzie, przepraszam po stokroć za jakiekolwiek moje nietakty... Jeszcze tylko chciałam sprostować (bo chyba mi się wklada w usta rzeczy ktorych nie powiedziałam), że ja nie naciskam, żebyście przyznali "no ok, cięlęcinka/węgorzyk w sumie są ok" bo wiem, że dla Was nie są i tyle. Pytałam po prostu CO z mięsem rybim jest do końca niehalo, w sensie zawartości toksyn i wszelkiego syfu wynikającego z różnych rodzajów hodowli. Ale już skumałam, że może lepiej popytać ludzi, którzy ryby jadają a znaja się na jedzeniu ;)

No a co do mojej wrażliwości czy jej braku i hipokryzji z tym związanej-ok, jem mięso ale zdarza mi się dokarmiać zwierzaki, które tego potrzebują, zgarnęłam kiedyś z ulicy kotka itp i jeśli te działania to hipokryzja to spoko. Zeby nie byc hipoktytką musiałabym je zostawić i odkopać na bok. Więc już wolę swoją małą hipokryzję.
A czy zabiłabym kurę? Nie wiem. Serio.

gemi - 2011-04-28, 14:53

Capricorn napisał/a:
W moim przypadku - właśnie światopoglądowa. nie zjem chińskiej tenisówki, nie zjem drewnianej ławeczki, i nie zjem zwłok - wszystko ma dla mnie ten sam współczynnik niejadalności.
Capricorn napisał/a:
Zejdę se naturalnie - i smacznego. Ale dopóki nie zejdę - proszę mnie do tego nie popędzać, nie zachęcać, nie zmuszać, i nie robić tego za mnie.

Capri, leżę i kwiczę :lol: :lol: dobrze mi robisz na przeponę 8-)

Humbak napisał/a:
dzieci uczą się przyjmować taki świat jaki pokazują im dorośli. To dlatego wydaje nam się, że dzieciom (także nam jako dzieci) to nie przeszkadza. Mi się natomiast wydaje, że gdyby dorośli nie zaprzeczali uczuciom dzieci i nie przedstawiali im, że świat taki jest (a więc dziecko z natury go akceptuje, bo jego wewnętrzna natura dąży do poznania świata i jego akceptacji), dzieci nie uważałyby za naturalne zabijania i zjadania zwierząt.
Kluczyk tkwi w umyśle dziecka, które wchłania i akceptuje, ale jeszcze nie analizuje. Gdyby tak starszym przedstawiać taki świat, z pewnością bardziej by się burzyli


Humbak napisał/a:
Małe dziecko widzi świat przez swój pryzmat. Nie rozumie w kategoriach "wszyscy inni" tylko w kategoriach "mama" "tata" "sąsiad" "kolega" - zatem może rozciągnąć ideę jedzenia mięsa na nieco większe jednostki typu rodzina, dom czy przedszkole, ale nie rozciągnie go na "wszyscy inni" z tego prostego powodu, że to przekracza jego zdolności umysłowe. Na początek takich umiejętności trzeba byłoby czekać jeszcze minimum 2,5-3 lata.

Humbak, piękny opis tego, co myślę i pod czym się podpisuję rękami i nogami. I też mi się ta dyskusja bardzo podoba. Miejscami jest gorąco, mimo tego uważam jej poziom za dość wysoki :-)

maryczary - 2011-04-28, 15:13

polena napisał/a:
No a co do mojej (...) hipokryzji z tym związanej-ok, jem mięso ale zdarza mi się dokarmiać zwierzaki, które tego potrzebują, zgarnęłam kiedyś z ulicy kotka itp i jeśli te działania to hipokryzja to spoko. Zeby nie byc hipoktytką musiałabym je zostawić i odkopać na bok. Więc już wolę swoją małą hipokryzję.
A czy zabiłabym kurę? Nie wiem. Serio.
Chyba za szybko i za mocnych słów używamy. Bo hipokryzja to raczej stuacja kiedy ktoś baaaaaaaaaardzo kocha zwierzęta i chętnie o tej miłości opowiada a potem te ukochane zwierzęta zjada. Myślę, że nie ma hipokryzji w tym, że "oficjalnie" zjadasz zwierzęta i niektórym z nich pomagasz jeśli są w potrzebie.
Nie wszystko jest białe i czarne. Nie oceniajmy ludzi zbyt pochopnie bo po jednym lub dwóch postach nie da się ujrzeć charakteru i intencji człowieka.

polena - 2011-04-28, 16:02

maryczary napisał/a:
Myślę, że nie ma hipokryzji w tym, że "oficjalnie" zjadasz zwierzęta i niektórym z nich pomagasz jeśli są w potrzebie.
Nie wszystko jest białe i czarne.


Widzisz, my się w tym zgadzamy, inni nazwą to hipokryzją :) Ja uważam, że lepiej robić coś dobrego niż nic.

kofi - 2011-04-28, 16:19

Capricorn napisał/a:
bojster napisał/a:
Capricorn napisał/a:
polena napisał/a:
No ok, a mięso NIE z supermarketów tylko ze sprawdzonych ekologicznych źródeł? Naprawdę nikomu nie służy? Nie zgodzę się.


Nawet jeśli zabijane zwierzę nie było faszerowane antybiotykami, sterydami, hormonami, i czym tam jeszcze, nawet jeśli spokojnie pasało się na wolnym wybiegu, itd, itp, to w momencie zabijania, ze strachu oraz złości, wydziela do swoich mięśni potężne dawki hormonów, których od tego ekologicznego mięsa ze sprawdzonych źródeł oddzielić się nie da.


Ale gdyby tak znienacka, strzałem w tył głowy, to chyba nie zdąży nawydzielać i jest ok? Myślę że strzał w tył głowy szczęśliwego zwierzaka jest 100% humanitarny, szkoda tylko że takie bio-mięso jest sporo droższe, bo może by się ta metoda szerzej rozpropagowała i wszystkie zwierzęta umierałyby szczęśliwe.


Słabym punktem tej metody byłaby dyskryminacja wielbicieli móżdżku. Zadyma gotowa. Trzeba dopracować.


Iiiiii, leeeeżęęę i kwiiiiiczęęę (świnkam:)). Jakoś wcześniejnie doczytałam. :lol: :lol: :lol:

gosia_w - 2011-04-28, 20:00

lilias napisał/a:
gosia_w napisał/a:
rosa, masz miejsce w bagażniku? ;-) Nie jadłam placków ziemniaczanych z 10 lat...


bagażnik na placki, czy na się? :mryellow:

oczywiście, że na mnie. A kto mi zagwarantuje, że rosa nie zje placków w drodze powrotnej?

Humbak - 2011-04-28, 21:58

rosa napisał/a:
dołaczam do grona twoich fanek
i założę swój fanklub a co mi tam ]:-> ;-)

Capricorn napisał/a:
chodzisz za zdeklarowanym gejem, i pytasz w kółko: "Ale przyznaj, że Sharon Stone to byś przeleciał, co?"
sprzedałam już, bosssskie! :mrgreen:

gemi napisał/a:
leżę i kwiczę dobrze mi robisz na przeponę
no teraz to ja kwiczę... :mrgreen: :mryellow: :mrgreen:
turzyca - 2011-05-14, 23:48

To raczej nie dialogi, ale czytam, co piszecie i nie mogę się powstrzymać.
O sławetnym tekście "to co Ty jesz?" już chyba wspominać nie muszę...:)
Albo "Nie wygłupiaj się", "Nie wiesz co tracisz" - za każdym razem z automatu powtarzam, że doskonale wiem. że nie tracę...; "To dlatego nie możesz zajść w ciążę", "Zrób badania", "Nie uwierzę, że czasem po cichu nie wciągniasz pętka kiełbasy" etc.

Jak schudnę, to z braku mięsa. Jak przytyję, to...też z braku mięsa :-?

Ostatnio robiłam zapiekankę na bazie selera naciowego.
"A fuj, seler. Sama to będziesz jadła"
Jakież było moje zdziwienie, kiedy dowiedziałam się, że wszyscy chcą przepis. Teraz i już. A rzodkiewki, które w skład rzeczonej zapiekanki wchodziły...."To z krabami, tak?" :-?


A w zeszłą niedzielę byłam na przyjęciu komunijnym.
Generalnie narzekać nie mogę. Dużo warzywek - pomidory, ogórki, papryka, patisony. Sporo surówek i sałatek. Jakieś fajne kluseczki podawane na oddzielnym talerzu i bez sosu. Gotowana fasolka szparagowa - szczęście jak dla mnie bez smażonej tartej bułki, której nie znoszę. itd. itp.
W którymś momencie podchodzi do mnie ciocia, nakłada mi na talerz rybę po grecku, spogląda wyczekująco i mówi "no to teraz zobaczę jak Ty jesz coś normalnego"
...

Katioczka - 2011-05-15, 00:52

turzyca napisał/a:

Ostatnio robiłam zapiekankę na bazie selera naciowego

dasz przepis?

[ Dodano: 2011-05-15, 01:54 ]
turzyca napisał/a:
W którymś momencie podchodzi do mnie ciocia, nakłada mi na talerz rybę po grecku, spogląda wyczekująco i mówi "no to teraz zobaczę jak Ty jesz coś normalnego"

ja pierd..., jaka ciocia!!! Nie wyobrażam sobie, że ktoś mi nakłada coś na MÓJ talerz i każe mi coś zjeść! Co jej powiedziałaś?

Jagula - 2011-05-15, 13:54

turzyca napisał/a:
no to teraz zobaczę jak Ty jesz coś normalnego
brawa dla cioci - reszta jedzenia była nienormalna :-> :mryellow: ale i tak pochwała za czystość intencji- mamy w rodzinie ciotkę , która i tak wie lepiej :roll: i przygotowała nam wegańskie gołąbki , w których kasza gryczana była gotowana na wywarze z szynki ;-)
lilias - 2011-05-17, 22:52

Katioczka napisał/a:
turzyca napisał/a:

Ostatnio robiłam zapiekankę na bazie selera naciowego

dasz przepis? ...


też pytam :-) lubię selera naciowego :-D

[ Dodano: 2011-05-17, 23:54 ]
Jagula napisał/a:
... gołąbki , w których kasza gryczana była gotowana na wywarze z szynki ;-)


bleh, aż się wzdrygnęłam. jak wyczaiłaś ciotunię?

turzyca - 2011-05-18, 00:06

przepis? hmmm...:)
to była typowa zapiekanka śmieciówka. jak to zwykle u mnie bywa. a tym bardziej jak jestem nie u siebie, a mam do dyspozycji kuchnię, lodówkę, czas i możliwości.
seler tam na pewno był :) no i wspomniana rzodkiewka.
na pewno cebula i czosnek, bo to podstawa moich kulinarnych tworów :)

a co do reakcji na ciocię, która tak hojnie obładowała mój talerz tzw. rybą po grecku, to przeprosiłam i wyszłam. z początku miałam wyrzuty sumienia, że może źle się zachowałam, ale potem okazało się, że wszystko ok. Ciocia po prostu nie rozumie.

martika - 2011-05-18, 16:11

Lubię gotować i często buszuję po różnych stronach i blogach z przepisami szukając inspiracji. Pewnego dnia tez trafiłam na stronę: https://kuchnia.bobyy.pl/. Po przejrzeniu kilku przepisów w dziale wegetariańskim zrobiłam wielkie oczy :shock: - dania z ryb i inne tego typu przysmaki zostały zakwalifikowane jako wegetariańskie. Napisałam do nich maila że przecież wegetarianie nie jedzą ryb i przez złą kwalifikację przepisów ciężko w tym dziale szuka się dań dla wegetarian. Dostałam odpowiedź:

Pani Karolino,
Zapraszam serdecznie do dyskusji na ten temat:
http://kuchnia.bobyy.pl/grupy/topic/guid/65292
Dostalismy sporo maili w tej sprawie i musze powiedziec, ze zdania sa
mocno podzielone.
Rowniez w gronie osob, ktore zajmuja sie strona bobyy odbyla sie goraca
dyskusja i tu rowniez sprawa ryb nie znalazla jednego rozwiazania.
--

Sprawa ryb nie znalazła rozwiązania więc w dziale wegetariańskim pozostaną ryby. :-/ Niektórzy też jak w przytoczonym linku - jako wegetarianie jedzą ryby i owoce morza, bo bardzo lubią :mrgreen: No i przecież ryba się nie uśmiecha :-?

edysqa - 2011-05-18, 21:48

martika, ostatnio w antykwariaciw oglądałam książkę wydawnictwa Proszyński & spółka pt. "wielka księga potraw wegetarianskich" i oczywiście zawierała przepisy w których wykorzystano ryby :-/
Chyba do nich napisze. Robią krecią robotę wegetarianom :-(

Napisałam do nich :-) może się ktoś zastanowi następnym razem zanim wyda takiego bubla. Jakby nie było to duze wydawnictwo jest wiec jacyś myślący ludzie tam chyba pracują :-)

Lily - 2011-05-18, 21:50

martika napisał/a:
dania z ryb i inne tego typu przysmaki zostały zakwalifikowane jako wegetariańskie
pff, a to? http://kuchnia.bobyy.pl/p...-i-pomidorami-2
Nie dość, że ryby, to jeszcze szynka :|

AZ - 2011-05-19, 06:51

polędwica łososiowa? co to za twór dziwaczny? :shock:
martika - 2011-05-19, 11:53

A z okazji Tygodnia wegetariańskiego zamieścili wspaniały artykuł o tym że wegetarianie jedzą ryby i drób :shock:

http://kuchnia.bobyy.pl/a...-wegetarianizmu

Nie wiem jak można nie rozumieć że wegetarianie nie jedzą zwierząt....

No i ze starszych artykułów nt. wegetarianizmu między innymi:

Cytat:
Z powodu niedoboru żelaza wegetarianom grozi niedokrwistość, bowiem żelazo pochodzące z pokarmów roślinnych jest nie wystarczające. Wielu wegetarianów prędzej czy później trafia do szpitala z zaburzeniami przemiany materii i różnymi dolegliwościami przewodu pokarmowego. Cierpią też na niedobór wapnia, co negatywnie odbija się na ich układzie kostnym.


http://kuchnia.bobyy.pl/a...egetarianizmu-3

moony - 2011-05-19, 13:21

Ale wymyślają :roll: :evil:
Rozmawiam dziś z panią na stoisku mięsnym, bardzo sympatyczną zresztą. Na wiadomość, że jestem wege: A co pani je? Soję pewnie pani je!. Nie tylko, soi jem mało, wymieniam wszystko inne, to jakieś dziwaczne, krzywi się. No to mówię, że w ciąży też nie jadłam mięsa: :roll: A dziecko urodziło się zdrowe?
Poszerzyłam więc jeszcze trochę kaganek oświaty i poszłam.

Malinetshka - 2011-05-19, 14:40

Zasmucające jest to, że w baaardzo wielu miejscach, nawet tylko w sieci, jak wklepać "wegetarianizm" to wyskakują podobne definicje z "semi-" i "pesco-" itp., dodatkowo najczęściej wymieniane jako "najbezpieczniejsze formy wegetarianizmu"... :/ Ktoś kliknie w dwa, trzy takie miejsca i ma dowody na swoje racje.. Dalej szukać nie będzie zazwyczaj.
Pipii - 2011-05-19, 14:42

martika napisał/a:

Cytat:
Z powodu niedoboru żelaza wegetarianom grozi niedokrwistość, bowiem żelazo pochodzące z pokarmów roślinnych jest nie wystarczające. Wielu wegetarianów prędzej czy później trafia do szpitala z zaburzeniami przemiany materii i różnymi dolegliwościami przewodu pokarmowego. Cierpią też na niedobór wapnia, co negatywnie odbija się na ich układzie kostnym.


http://kuchnia.bobyy.pl/a...egetarianizmu-3


:roll: to tylko czekać aż wszyscy trafimy do szpitala.. na jeden oddział i jedną sale.. ;-) i sobie zlot zorganizujemy z noclegiem za darmo ]:->

gosia_w - 2011-05-19, 15:20

świetny pomysł Pipii, wreszcie się wszyscy spotkamy :mryellow:
martika - 2011-05-19, 16:33

Pipii napisał/a:

:roll: to tylko czekać aż wszyscy trafimy do szpitala.. na jeden oddział i jedną sale.. ;-) i sobie zlot zorganizujemy z noclegiem za darmo ]:->


Lepiej nie, bo byśmy nie mieli tam co jeść ;-)


Fajnie że udało się wypromować Tydzień Wegetarianizmu. Organizowane są różnego rodzaju imprezy włącznie z pokazami i degustacją. niestety z tego i pozostałych linków wynika że nawet jak już do kogoś dotrze że wegetarianizm istnieje i się od niego nie umiera, to ma mylne o nim pojęcie :(

Może oprócz działań pro wege w realu przydała by się też jakaś akcja mailowa - informacyjna do portali kulinarnych czy nawet restauracji.

Miałam taką sytuację że koleżanka na weselu chciała być dla nas miła i specjalnie zamówiła nam wegetariańskie menu. Zrobiłam wielkie oczy gdy przede mną wylądował półmisek ryb. Mówię do kelnera że przecież wegetarianie ryb nie jedzą. A on na to że WIE że jedzą. Wiedzę chyba czerpał z tego typu portali :-?


Inny kelner w restauracji przekonywał mnie że wegetarianie ryby jedzą, a jarosze nie :mrgreen:

Edit: Hehe wyszłam na wege terrorystkę, ale przynajmniej dwie strony przepisów z rybami mniej w dziale wegetariańskim :mrgreen:

jarzynajarzyna - 2011-05-19, 18:17

martika napisał/a:
Miałam taką sytuację że koleżanka na weselu chciała być dla nas miła i specjalnie zamówiła nam wegetariańskie menu. Zrobiłam wielkie oczy gdy przede mną wylądował półmisek ryb.

dokładnie to samo zdarzyło się mi kilka tygodni temu ]:-> ale jednak doceniam, liczą się dobre chęci... jakiś czas temu tez byłam na podobnej bibie i w ogóle nie przeszło nikomu przez myśl, żeby kombinować jakieś specjalne danie.

[ Dodano: 2011-05-19, 19:19 ]
tylko ryby szkoda :-|

Lily - 2011-05-19, 18:32

Cytat:
Fajnie że udało się wypromować Tydzień Wegetarianizmu. Organizowane są różnego rodzaju imprezy włącznie z pokazami i degustacją. niestety z tego i pozostałych linków wynika że nawet jak już do kogoś dotrze że wegetarianizm istnieje i się od niego nie umiera, to ma mylne o nim pojęcie :(
My mieliśmy degustację w ostatnią sobotę, mój facet sobie siedział na ławce i słyszał przypadkiem, jak gość obok mówił do kogoś przez telefon, że degustuje potrawy wegetariańskie. Potem mówiła osoba z drugiej strony, i on odpowiedział coś w tym stylu: "Tak, wiem, że niezdrowe, ale ja tylko degustuję".
No ale wszyscy się najedli, domagali się przepisów, tak więc źle nie było ;)

martika - 2011-05-19, 18:40

jarzynajarzyna napisał/a:
martika napisał/a:
Miałam taką sytuację że koleżanka na weselu chciała być dla nas miła i specjalnie zamówiła nam wegetariańskie menu. Zrobiłam wielkie oczy gdy przede mną wylądował półmisek ryb.

dokładnie to samo zdarzyło się mi kilka tygodni temu ]:-> ale jednak doceniam, liczą się dobre chęci... jakiś czas temu tez byłam na podobnej bibie i w ogóle nie przeszło nikomu przez myśl, żeby kombinować jakieś specjalne danie.

[ Dodano: 2011-05-19, 19:19 ]
tylko ryby szkoda :-|


Koleżankę doceniam bardzo, kochana jest. Zwłaszcza że wcześniej mailem mi przysłała całe menu które mogą zrobić w restauracji i mogliśmy wybrać 2 potrawy specjalnie dla nas (wybraliśmy pieczarki faszerowane i brokuła pod beszamelem). Gdy postawili koło nas te smakołyki (stół był wspólny), to wszyscy się na nie rzucili porzucając swoje kotlety. :mrgreen: Rybę dostaliśmy później "z przydziału wegetariańskiego" na zakąskę.

Najczęściej na uroczystościach dostajemy to samo co inni, tylko zamiast mięsa kotlet sojowy. Niestety nie wszyscy kucharze potrafią go zrobić. Zdarzyło się że dostaliśmy kotleta sojowego z tych suchych, zamoczonego tylko w wodzie, obtoczonego w panierce i wrzuconego na patelnie. Smak podeszwy, ale zjedliśmy bez marudzenia :)

Lily - 2011-05-19, 18:45

martika napisał/a:
Najczęściej na uroczystościach dostajemy to samo co inni, tylko zamiast mięsa kotlet sojowy. Niestety nie wszyscy kucharze potrafią go zrobić.
Zastanawiam się, czego ich uczą w tych szkołach gastronomicznych, skoro najprostsze wege potrawy ich przerastają...
rosa - 2011-05-19, 20:27

Lily, dobre :lol:
Capricorn - 2011-05-19, 20:29

Lily napisał/a:
My mieliśmy degustację w ostatnią sobotę, mój facet sobie siedział na ławce i słyszał przypadkiem, jak gość obok mówił do kogoś przez telefon, że degustuje potrawy wegetariańskie. Potem mówiła osoba z drugiej strony, i on odpowiedział coś w tym stylu: "Tak, wiem, że niezdrowe, ale ja tylko degustuję".


:mryellow: :mryellow: :mryellow: :mryellow: :mryellow:

Lily - 2011-05-19, 21:40

Ciekawe, czy można w ten sposób degustować inne niezdrowe substancje :P
Pipii - 2011-05-20, 06:49

martika napisał/a:
Pipii napisał/a:

:roll: to tylko czekać aż wszyscy trafimy do szpitala.. na jeden oddział i jedną sale.. ;-) i sobie zlot zorganizujemy z noclegiem za darmo ]:->


Lepiej nie, bo byśmy nie mieli tam co jeść ;-)

głodówka oczyszczająca :roll:
no i przy okazji protest głodowy ;-)

Capricorn - 2011-05-20, 07:43

Lily napisał/a:
Ciekawe, czy można w ten sposób degustować inne niezdrowe substancje :P


oraz zachowania ;-)

madam - 2011-05-20, 09:03

Moja mama od kilkunastu już lat stara się sprostać zadaniu bycia mamą wegetarianki. Udaje się jej to z powodzeniem, dużo się nauczyła, przekonała do diety
i kiedy wpadamy na proszony obiad nie ma problemu żadnego.
Jednakże zdarzają się jej wpadki - to się nigdy nie zmieni.

Dialogi łikendowe:

mama - mam w lodówce pyszną rybę.
ja - mamo, nie jem ryb przecież.
mama - ale taką na prawdę dobrą, z suszonymi pomidorami i rodzynkami...
ja - MAMO!
mama - wiem, wiem, ale ja tylko mówię. Jakbyś miała NAGŁĄ ochotę, to w lodówce jest.

Przy tym samym stole:
teściowa do mamy mej - a wiesz? W telewizji mówili, że ci... no... ekhm... nie wegeterianie, tylko ci JESZCZE GORSI od wegetarian...
ja (beznamiętnie) - weganie.
teściowa - ... no właśnie, ci, co w ogóle już NIC NIE JEDZĄ... W TVN mówili, że badania były robione i że oni zdrowi są. Potwierdziła to pani doktor w studiu.
ja (nadal beznamiętnie) - bo ONI jednak coś jedzą i na dodatek jedzą zdrowo i mądrze. I dbają o dietę bardziej, niż cała reszta populacji. Ble, ble, ble...
teściowa - Ahm... No coś w tym musi być...

Niniejszym pozdrawiam wegetarian i tych gorszych... ;-) ;-) ;-)

priya - 2011-05-20, 09:04

Lily napisał/a:
Tak, wiem, że niezdrowe, ale ja tylko degustuję".
:mryellow:
Cytat:
Ciekawe, czy można w ten sposób degustować inne niezdrowe substancje
_________________
:mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
Lily - 2011-05-20, 09:05

madam napisał/a:
Niniejszym pozdrawiam wegetarian i tych gorszych... ;-) ;-) ;-)
:lol: :lol: :lol:
priya - 2011-05-20, 09:30

madam napisał/a:
nie wegeterianie, tylko ci JESZCZE GORSI od wegetarian...
padłam :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
Capricorn - 2011-05-20, 09:56

ha ha ha ha, no to już wiem, że mój wegetarianizm wziął się z mojego poczucia niższości wobec zdecydowanej większości świata (=jedzącej mięso). Nie zasługuję na mięso, że też wcześniej na to nie wpadłam :mryellow: :mryellow: :mryellow: :mryellow:
edysqa - 2011-05-20, 11:08

Własnie byłam u internisty omówić moje wyniki, czyli niska hemoglobina i żelazo.
Pani doktor, oczywiście przepisala mi tabletki i powiedziała żebym je brała ok 3 miesięcy, jak już się unormuje poziom to mam co kilka dni brać po 1 tabletce bo "w mojej diecie nie ma pokarmów które dostarczyłyby mi żelaza takiego jakiego potrzebuje i w takiej ilości". Mniej wiecej tak
to brzmiało. :-/
Stwierdziła tez ze jeśli się nie unormuje to może będzie potrzebna gastroskopia.
Nie dyskutowalam z nią, wysluchalam i poszłam.
Teraz się tylko zastanawiam, brać czy nie brać żelazo. Skierowanie na badania dostałam za 6 tygodni, myślicie ze mogę w tym czasie poprawić wyniki pietruszką, sokiem z trawy pszenicznej, sokiem z buraka, pokrzywami itp? Czy lepiej od razu lyknac tabletke?

Lily - 2011-05-20, 11:10

edysqa napisał/a:
Skierowanie na badania dostałam za 6 tygodni, myślicie ze mogę w tym czasie poprawić wyniki pietruszką, sokiem z trawy pszenicznej, sokiem z buraka, pokrzywami itp?
Spróbuj, a będziesz wiedzieć, czy to kwestia diety, czy jakiś problem zdrowotny. Pamiętaj o dużych dawkach naturalnej witaminy C i strączkach (soczewica zielona itd.).
edysqa - 2011-05-20, 11:30

Lily, no własnie zapomnialam napisać ze doktorowa ani słowem nie wspomniala o witaminie C niezbednej przecież do prawidłowego wchlaniania żelaza. Powiedziała zebym brała 1 tabletke dziennie popijając wodą lub sokiem.

Jeszcze jedno, pisalas również o tarczycy, lekarka stwierdziła ze nie widzi żadnych powiązań niskiego poziomu żelaza z tarczycą.

Lily - 2011-05-20, 11:32

edysqa, a jakie tabletki Ci przepisała? Bo właściwie tylko chelatowane żelazo dobrze się przyswaja, inne natomiast głównie powodują zaburzenia żołądkowo-jelitowe (choć jak jest duży niedobór, np. po krwotoku, to organizm korzysta ze wszystkiego, z czego tylko może).
gosia_w - 2011-05-20, 11:51

edysqa, ja odkąd pamiętam miałam niski poziom żelaza, czerwonych krwinek i hemoglobiny. Przez ostatnie pół roku jadłam dużo buraków, natki pietruszki, do śniadaniowej jaglanki dodawałam sok z dzikiej róży (Polska Róża). Zrobiłam niedawno badania - ferrytyna w normie, krwinki i hemoglobina leciuteńko poniżej, ale lepiej niż zwykle. Spróbuj diety, powtórzysz badania, będziesz wiedziała co i jak.
Malinetshka - 2011-05-21, 09:42

edysqa, zdecydowanie istotna jest forma suplementu żelaza. Słyszałam, że fumaran żelazawy to najlepsza i najmniej toksyczna forma żelaza. Nie powoduje zaparć i jest najlepiej przyswajalny. Najgorsza to chyba tlenek żelaza, czyli rdza po prostu :>
Capricorn - 2011-05-21, 10:34

czy słowa wegetarianin, wegetarianizm, wegetariański są zbyt egzotyczne dla przeciętnego Polaka?

Telewizja komercyjna nadała wczoraj wieczorem Siedem Dusz (Seven Pounds, 2008). Jedna z głównych postaci to wegetarianka z wegetariańskim psem. Dialogi z filmu:

dziewczyna, o psie: He's a vegetarian.
Lektor: On nie je mięsa.

Dziewczyna, o kolacji: everything is vegetarian.
Lektor: kolacja jest jarska.

itd, itp.

w oryginalnej wersji słowo vegetarian pada dość często - w wersji polskiej zastępowane było wyrażeniami typu: bez mięsa, nie je mięsa itp, lub jarski. Wytłumaczenia znajduję dwa: albo wegetarianin, wegetariański brzmi zbyt niezrozumiale dla odbiorcy, albo też jest słowem drażliwym,. którego należy unikać. hm. Ale żeby jarski było bardziej popularne w języku polskim?

Lily - 2011-05-21, 11:16

Capricorn napisał/a:
albo wegetarianin, wegetariański brzmi zbyt niezrozumiale dla odbiorcy, albo też jest słowem drażliwym
W pewnych kręgach katolickich jest drażliwe. Mojej mamie ksiądz powiedział, że nie wolno tak się nazywać, można tylko mówić, że się nie je mięsa :P
Capricorn - 2011-05-21, 11:18

Lily napisał/a:
Capricorn napisał/a:
albo wegetarianin, wegetariański brzmi zbyt niezrozumiale dla odbiorcy, albo też jest słowem drażliwym
W pewnych kręgach katolickich jest drażliwe. Mojej mamie ksiądz powiedział, że nie wolno tak się nazywać, można tylko mówić, że się nie j mięsa :P


w takim razie polsat jest telewizją katolicką, niezłe jaja ;-)

Pączuś - 2011-05-21, 11:28

Lily napisał/a:
madam napisał/a:
Niniejszym pozdrawiam wegetarian i tych gorszych... ;-) ;-) ;-)
:lol: :lol: :lol:


jako ktoś gorszy od wegetarianina czuję się pozdrowiona :D

okso - 2011-05-21, 14:59

Lily napisał/a:
Capricorn napisał/a:
albo wegetarianin, wegetariański brzmi zbyt niezrozumiale dla odbiorcy, albo też jest słowem drażliwym
W pewnych kręgach katolickich jest drażliwe. Mojej mamie ksiądz powiedział, że nie wolno tak się nazywać, można tylko mówić, że się nie je mięsa :P

:shock: :lol:

ludzie mnie ciagle zadziwiaja ;-)


ostatnio dowiedzialam sie ze jestem dziwna bo uzywam oliwy z oliwek zamiast oliwki po kapieli i kremu do niemowlecej pupy jakos srodka na pryszcze. to dziwne i na pewno mi jakos zaszkodzi :lol:

edysqa - 2011-05-21, 17:11

Ludzie są naprawdę dziwni :lol:
Nawet Ci którzy dobrze wiedza ze jesteśmy wege ;-)
Ostatnio rozmawiam z koleżanką z pokoju, nie wegetarianką ale doskonale wiedząc ze jestem weganką i mówię jej ze glodna się zrobiłam i chyba pójdę coś sobie kupić a ona mi na to ze ma kabanosy i chociaż wie ze nie jem ich to w razie jakbym jednak chciała to się podzieli ze mną :-)

Humbak - 2011-05-21, 21:18

Lily napisał/a:
"Tak, wiem, że niezdrowe, ale ja tylko degustuję".
o mamo, jaki hicior :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

capri, to chyba trochę jak różnica pomiędzy "mieć swoje zdanie na temat" a "być feministką" :-P ;-)

madam - 2011-05-22, 09:35

Argumentum ad personam:
Jesteś bez ślubu,dziecko bez chrztu, no, ale mięso powinnaś jeść.
RATUNKU! Czy ja kogoś namawiam do rozwodu, apostazji, czy wyjadania mi z lodówki hummusu choćby?

Capricorn napisał/a:
dziewczyna, o psie: He's a vegetarian.
Lektor: On nie je mięsa.

Capri?
A nie stało w tłumaczeniu "ten zły, gorszy"? ]:->

Jagienka - 2011-06-20, 15:29

miejsce akcji - bar w Karwii:
ja: czy zupy są gotowane na mięsie?
miła pani przyjmująca zamówienie:tak, ale my je przecedzamy, więc żadne mięso w nich nie pływa. mój mąż też nie jada mięsa, a te zupy mu smakują.

miejsce akcji nr 2 - restauracja w Częstochowie:
moja mama: czy jest u państwa opcja wegetariańskich posiłków?
pani przyjmująca zamówienie: tak, oczywiście. mamy dużo potraw z ryb.
mama: a bez ryb?
pani: też mogą być. są wegetarianie, którzy jedzą ryby i tacy, którzy nie.

koko - 2011-06-20, 15:35

Jagienka, no pewnie że są! Są też tacy wegetarianie, którzy jedzą te zupy z wyłowionym mięsem i nawet bardzo im smakują :-D
Jagienka - 2011-06-20, 15:40

koko napisał/a:
Jagienka, no pewnie że są! Są też tacy wegetarianie, którzy jedzą te zupy z wyłowionym mięsem i nawet bardzo im smakują :-D


:lol:

rosa - 2011-06-20, 18:44

co za pomysłowa pani od zupki :mrgreen:
kamma - 2011-06-23, 10:14

pani otrzaskana w temacie jak mało kto ]:->
jarzynajarzyna - 2011-07-28, 12:15

nie wiem, czy to się tu nadaje, bo dialog żaden nie miał miejsca, ale ku przestrodze. chcąc wlać w siebie nieco chemii i cukru sięgnęłam po costę ananas-kokos, o taką:
http://www.kaczuszka.co.u...nas-kokos/5239/
nowy produkt jakiś, słodkie, smaczne, pycha. po dwóch litrach postanowiłam zajrzeć, ile różnych E zawiera. niezbyt dużo, natomiast na dwóch ostatnich pozycjach w składzie MLEKO i ŚMIETANA :shock: no nie powiem, żebym się spodziewała... :-/
aha, a w różowym frugo koszenila :-?

alken87 - 2011-08-15, 08:47

yntelygentny dialog:

ktoś się mnie pyta czego nie jem

ja: nie jem mięsa, jajek i nabiału
ktoś: to mleka nie pijesz?
ja: nie
ktoś: a masło? jesz masło?
ja: nie
ktoś: ale ryby jesz, tak?
ja: :shock: nie jem mięsa, dlaczego miałabym jeść ryby?
ktoś: bo są głupie

Martuś - 2011-08-15, 14:26

I co odpowiedziałaś? Że gdybyś miała jeść rozmaite istoty tylko z powodu ich niskiego ilorazu inteligencji, to musiałabyś zacząć od swojego rozmówcy? :)
alken87 - 2011-08-15, 15:31

Martuś napisał/a:
I co odpowiedziałaś? Że gdybyś miała jeść rozmaite istoty tylko z powodu ich niskiego ilorazu inteligencji, to musiałabyś zacząć od swojego rozmówcy? :)

:mryellow: miałam przemożną ochotę na taką ripostę

Malinetshka - 2011-08-18, 16:43

Mam wykupioną dietę wegetariańską w pewnym ośrodku nad morzem ;) nazwy nie podam, bo generalnie panie kucharki się starają i nikt mnie źle nie potraktował. Nieustannie mnie jednak zadziwia sposób myślenia i postrzegania niejedzenia mięsa przez innych.
Oczywiście na każdym kroku muszę podkreślać, że nie jem również ryb i wszyscy się dziwują. A na powitanie wjechał na mój stół rosół z zacierką ;)
Wącham i czuję, że to mięsny wywar...ale pani obsługująca zapewnią, że to wyłącznie na warzywach.

Lily - 2011-08-18, 16:47

Malinetshka napisał/a:
Wącham i czuję, że to mięsny wywar...ale pani obsługująca zapewnią, że to wyłącznie na warzywach.
Wywar z kury na warzywach, a kura była wegetarianką, co się czepiasz ;)
Malinetshka - 2011-08-18, 16:59

Próbuję jedną łyżkę..drugą...i nie mogę uwierzyć. Dostrzegam w końcu takie małe burzyny z mięsa :/
Idę do kuchni i taki oto dialog:
Ja: Przepraszam, ale to chyba jednak JEST na mięsie..
Pani Obsługująca: Nie...proszę, niech Pani wejdzie do kuchni.. Krysia! Na czym to jest?
Ja: Nie na mięsie?
Pani Kucharka: Nie, tylko na warzywach.
Ja: Hm, no ja mam wrażenie, że jednak jest tu mięso..
PK: Nie, proszę Pani, dodaliśmy tylko taki Rosół z Kury w proszku, o tam na półce stoi, widzi Pani?
Ja: :shock: No to jednak z kury.
PK: A to takiego też Pani NIE MOŻE? O, ja nie wiedziałam. A ci, co przed Panią byli to MOGLI...
:mryellow:
Ja: No nie, ja takiego nie jem.
PK: Ale mogę dać Pani taką zupę dla dziecka bezglutenowego, chce Pani?
Ja: A na czym ona jest?
PK: Na tym samym, tylko inna zacierka.
Ja: To ja dziękuję.

[ Dodano: 2011-08-18, 18:02 ]
Sorki, że tak na raty piszę, ale z telefonu i boję się, że mnie wyloguje. Lily, zgadłaś ;) dokończę później, idę na kolację :D

maga - 2011-08-18, 21:12

Malinetshka, łał! mistrzostwo :-D
Malinetshka - 2011-08-21, 22:00

Jakby co to kolację przeżyłam ;) właściwie chyba nie miałam już nic do dodania, stąd dalsze milczenie moje :P :mryellow:
tcioflove - 2011-09-02, 11:41

Ostatnio w pracy kolega wypytywał w jaki sposób dostarczam składniki odzywcze. Trochę się zdziwił jak zaczełam wymieniac co w czym jest. Po chwili jednak stwierdził ze przeciez ryby mogłabym jeść. Dlaczego? Bo ryby są głupie. Odpowiedziałam mu ,że niektórzy ludzie tez są głupi ale nie zamierzam ich jeść z tego powodu. Inny kolega uslyszał naszą rozmowę i coś tam powiedział ( nie dosłyszałam za bardzo). Kolega od rozmowy spytał czy on też nie je mięsa na co on: NIE. JA POSIADAM ZA DUŻĄ WIEDZĘ ŻEBY NIE JEŚĆ MIĘSA.
Katioczka - 2011-09-02, 14:30

znajoma na FB pisze: "jestem wegetarianką, ale nie jakoś ortodoksyjnie"
czyli jak? :roll:

bronka - 2011-09-02, 14:35

Katioczka napisał/a:
czyli jak? :roll:

pewnie czasem podgryzie jakiegoś zwierza ]:->

Katioczka - 2011-09-02, 14:36

bronka, ale po co pisać, że jest się wege? Bo to trendy czy jak?
Mam znajomych, którzy czasem jedzą mięso i nie mianują się żadnymi wegusami...

bronka - 2011-09-02, 14:39

Nie wiem. Przyzwyczaiłam się już chyba, ze ludzie głupoty gadają :roll:
adriane - 2011-09-03, 08:46

tcioflove napisał/a:
Kolega od rozmowy spytał czy on też nie je mięsa na co on: NIE. JA POSIADAM ZA DUŻĄ WIEDZĘ ŻEBY NIE JEŚĆ MIĘSA.


Dobre :)

Pipii - 2011-09-03, 09:15

adriane napisał/a:
tcioflove napisał/a:
Kolega od rozmowy spytał czy on też nie je mięsa na co on: NIE. JA POSIADAM ZA DUŻĄ WIEDZĘ ŻEBY NIE JEŚĆ MIĘSA.


Dobre :)

coś mi to pachnie wiedzą Biosłone :evil:

tcioflove - 2011-09-06, 15:18

Jechałam dziś do siostry w porze obiadowe. Siostra dzwoni i pyta co z obiadem, bo oni maj a sos z mięsem i że mam w końcu zacząć jeść normalnie bo tylko problemy ze mną.
seminko - 2011-09-06, 17:46

tcioflove napisał/a:
Jechałam dziś do siostry w porze obiadowe. Siostra dzwoni i pyta co z obiadem, bo oni maj a sos z mięsem i że mam w końcu zacząć jeść normalnie bo tylko problemy ze mną.

:mrgreen:


Rozmowy łazienkowo- pokojowe:
(ja z łazienki): - Ciocia przyjechała, tak czułam.
(niemąż, usłyszawszy): Co?! Już?!? Ty sobie przez to niejedzenie [ w domyśle: mięsa i innych takich sensownych] kompletnie wszystko rozregulowałaś..!

:-P

alken87 - 2011-09-06, 19:34

tcioflove napisał/a:
NIE. JA POSIADAM ZA DUŻĄ WIEDZĘ ŻEBY NIE JEŚĆ MIĘSA.

o tak, w dzisiejszych czasach ludzie mają bogatą wiedzę o prawidłowym żywieniu. mi ostatnio TŻ zwrócił uwagę że jem fastfoody na śniadanie (że niby szczyt niezdrowości)
owym fastfoodem był chlebek pita wypełniony sałatą, papryką, pomidorem, ogórkiem kiszonym, cebulą, ciecierzycą z odrobiną sojonezu czosnkowego.
a on jadł - uwaga- wielce pełnowartościowy posiłek - bułę z pasztetem. plus ogórek kiszony na ozdobę.

Lily - 2011-09-06, 21:13

alken87 napisał/a:
owym fastfoodem był chlebek pita wypełniony sałatą, papryką, pomidorem, ogórkiem kiszonym, cebulą, ciecierzycą z odrobiną sojonezu czosnkowego.
Robiony w domu to slow food ;)
seminko - 2011-09-06, 21:22

... ale pewnie ciecierzyca była z puszki, a sojonez ze sklepu, i wystarczy, by rzucić kamień ;-)
Och och, znam to :-P

"Mięsny" pasztet z papierka (foliowego) jest najbardziej swojski :->

bojster - 2011-09-23, 11:28

W sklepie:
- ma pani jakąś bułkę z kapustą?
- nie, ale mam z kiełbasą.

bronka - 2011-09-23, 12:41

bojster, ]:-> :lol:
zou - 2011-09-24, 06:35

No dobra, czas na mnie, mam dłuższą historyjkę do opisania...Latem pojechałam do domu, i przez 2 tygodnie gotowałam po wegetariansku dla Babci, Siostry i siebie. Nasz Tata- mięsożerca, przez ostatnie 10 lat wychodował sobie wielkie brzuszysko. Mama ciągle mówi mu "schudnij", "nie podjadaj" itd i Tata w sumie cały dzień udaje, że się odchudza a na wieczór około 21 wpada do lodówki i zjada camemberta, parę łych majonezu albo kawał kiełabsy, na szybko. Jak byłam mała i w V kl pdst postanowiłam, że będe wegetarianką, to Tata był przeciwny.Minęło ze 20 lat ...:)
No i Rodzice wrócili teraz z wakacji, a ja gotuję dalej tak samo: ogrom jarzyn sezonowych, mleka sojowe, itd. No ale Tata jak zwykle do lodówki...
No i nagotowałam tym razem, nasmażyłam kotletów sojowych ala schabowe (raczej ala boczniaki panierowane), do tego jarzynka tarta cukinia, marchew, pomidory,grzanki czosnkowe, dużo róznych aby i oko cieszyło i smak. Siostra zrobiła rewelacyjna włsoką zupe pomidorowo-chlebową z oliwą, bez soli itd...W każdym razie zapachy pyszne. Tak minął jeden dzień, drugi i o dziwo Tata wpada do kuchni i patrzył na ten szusz sojowy na na zuuuooo...z politowaniem i nieufnością. Ale tak mijało kilka dni, gotowałyśmy smaczne rzeczy, Tata się w koncu najadał (bo mówiła, że tego można jeść dużo, bo to zdrowe, bez cholesterolu itd. to i Mama nie mówiła aby nie jadł tyle) - generalnie - do czego dażę - Tata po tygodniu takich sutych, zdrowych obiadów przestał wieczorem buszować w lodówce. To było zauważalne, bo jak przyjeżdzam to ja śpię w kuchni ze względu na małe mieszkanie i tam gramy z siostrą w rpg :) . No i pewnego razu, Tata już na luziku, wkracza do kuchni, bez wyrzutów sumienia na II snaidanie wcina kotlety na zimno, a ja już wyjeżdzałam i na odchodne robiłam jedzenie ze wszystkich resztek w lodówce, a tam był plaster boczku. No więc myślę, a dobra tam, zrobię im jajecznicę, na tym boczku. I zaniosłam taką jajówę z tym usmazonym boczkiem i wiecie co mój Tata powiedział, zagorzały nieufny wobec wegetarianizmu (zachorujesz, brak żelaza, będziesz miała anemię) - Oczy się Tacie zaświeciły, spojrzał na jajo z plastrem jak włó prawdziwego boczku i mówi - z nadzieją! - ze sztućcami w dłoni- A TEN BOCZEK TO TEZ SOJOWY, TAK???
- yyy...nie...zwykły, mięsny boczek... :-/
I Tata słuchajcie, był rozczarowany!
Potem przyszedł do kuchni i sie pytał jakie to były te kotlety, te sojowe...
No więc długa opowieść, krótki dialog - ale optymistyczny - bo jak człowiekowi smakuje, a do tego w końcu się naje, odżywi- to i nie jest nienajedzony, po nocy nie szuka i nawet by się przestawił, pod warunkiem, że smaczne. I moge się założyć, że by schudł i lepiej się czuł. Chyba zacznę drazyć skałę w takim razie z parówkami sojowymi polsoi następnym razem...:)

rosa - 2011-09-24, 13:37

zou, świetna historia :-) bardzo optymistyczna :-)
lilias - 2011-09-24, 15:15

miło poczytać :-)
Pipii - 2011-10-10, 07:19

Często jeżdżę z pracy do różnych ośrodków, obiektów, hotelów w celach służbowych. Często na kilka dni, czasami nawet tydzień. Wiedza i umiejętności obsługi obiektów odnośnie wegetarianizmu / weganizmu jest żenująca. W jednym obiekcie poprosili mnie (gdyż przyjeżdżam na dłużej, 8 dni i będę jeść śniadania i obiadokolacje tam) abym napisała listę produktów : WSKAZANYCH, DOZWOLONYCH i ZABRONIONYCH w diecie wegańskiej. Nie jestem ścisłą weganką. Od czasu do czasu zjem miód + czasami masło (najczęściej ghee).
Postanowiłam przepisać tutaj tę tabelkę, którą utworzyłam. A nuż komuś się przyda.. a może ktoś coś dopisze do niej?

PRODUKTY

WSKAZANE : wszystkie świeże warzywa, ziemniaki, wszystkie świeże owoce, oliwa z oliwek, zboża jak brązowy ryż, kasze (np. gryczana, jaglana, jęczmienna), makaron pełnoziarnisty, płatki owsiane, żytnie, jęczmienne, rośliny strączkowe (jak fasola, soczewica, cieciorka, groch, bób), kiełki, przyprawy, pieczywo pełnoziarniste, woda mineralna, soki ze świeżych owoców i warzyw, orzechy, pestki (słoneczki, dynia, sezam, siemię lniane)

DOZWOLONE : warzywa mrożone, ryż biały, sól w niewielkich ilościach, cukier jako przyprawa, gorzka czekolada, mąka pełnoziarnista, miód, ocet winny, balsamiczny lub jabłkowy, owoce suszone, mleko kokosowe, tofu ("ser sojowy"), kawa, herbata (czarna, zielona, czerwona, owocowa, ziołowa, rooibos, yerba mate)

ZAKAZANE : mięso, ryby, kostki rosołowe, gotowe buliony, potrawy smażone w głębokim tłuszczu, frytki, zupy w proszku, tłuszcze zwierzęce, podroby, nabiał, jaja, margaryna i inne tłuszcze roślinne utwardzone, alkohol, galaretki, kisiele, budynie, słodycze (jak cukierki, batoniki, ciastka kupne, lody), ocet spirytusowy, soki z kartonu, kwasek cytrynowy, przyprawy (jak Vegeta, Ziarenka Smaku, Maggi)

Oczywiście jest jeszcze tysiąc składników zalecanych jak np kasza quinoa, amarantus, glony, miso, sos sojowy, dobre tłuszcze jak olej lniany, kokosowy itd itp - jednakże znając realia polskich obiektów hotelarskich wiem, iż jest to pełna egzotyka, dlatego je pominęłam. Można, wręcz proszę o uzupełnianie, komentarze. Mam nadzieję, iż komuś się przyda!

maharetefka - 2011-10-10, 07:34

Pipii napisał/a:
kwasek cytrynowy

przepraszam, ze wsciubie nos :lol: . kwasek jest nie-wege? bo nic mi o tym nie wiadomo :oops:

Pipii - 2011-10-10, 07:42

jest wege, ale jest niezdrowy ;-)
gosia_w - 2011-10-10, 07:43

Pipii, Myślę, że w takiej sytuacji warto napisać, że w taki sposób Ty się odżywiasz, a nie że to dieta wegańska/wegetariańska. Przyjedzie jakiś inny weganin i falafeli nie dostanie, bo smażone w głębokim tłuszczu... Albo soku z kartonu...
Zaskoczyło mnie umieszczenie mąki razowej obok białego ryżu. I parę innych drobiazgów...

maharetefka - 2011-10-10, 07:44

no, tak myslalam. wolalam sie jednak upwnic. dzieki!
Pipii - 2011-10-10, 07:49

gosia_w napisał/a:
Pipii, Myślę, że w takiej sytuacji warto napisać, że w taki sposób Ty się odżywiasz, a nie że to dieta wegańska/wegetariańska.

Zgadzam się z Tobą w 100%. To jest wykaz pode mnie. Ale myślałam, iż może komuś chociaż trochę będzie kiedyś pomocny, dlatego go umieściłam.. tak na wzór..

Mikarin - 2011-10-10, 08:07

To ja wam opowiem coś o swoim lubym... :)
Zamieszkaliśmy ze sobą równy rok temu, we wrześniu 2010 roku. jestem liberalna pod kątem gotowania i jeżeli we wspólnej kuchni z sublokatorami (wynajmowaliśmy na początku pokój) ktoś tam sobie robił mięcho, nie przeszkadzało mi to - przecież świata nie zbawię, a jałowe dyskusje zwykle nie przynoszą rezultatu - znam z autopsji. Mój mężczyzna jest mięsożerny, ja laktoowowege :) Na wstępie luby mój usłyszał, że ja mięsa nie umiem przygotowywać, nie potrafię, nie nauczę się i nie będę tego robić. Chce kotleta na obiad, niech sobie zrobi sam, a niech potem nie będzie marudzenia, ze jemu do obiadu to by się jakaś padlina przydała. Przełknął wiadomość, chciaz robił dość długo podchody, nawet sobie to mięcho kupił, ale jakoś nie chciało mu się tego rozmrażać, oprawiać, babrać się w tych zwłokach... więc mięcho całkowicie zniknęło z naszej półki... No, może nie do końca, bo do kanapek zawsze miał jakąś wędlinę albo podobne.
Potem przeprowadziliśmy się do kawalerki - mała długa kuchnia, ale na najdłuższej ścianie ogromne okno :) więc posadziłam sobie rzeżuchę, szczypiorek, bazylię i miętę. Mięta długo się nie utrzymała, bo mi ją zjadł surową do ziemi i nie miała już jak odrosnąć :evil: rzeżuchę w kanapce strawił... i po jakimś czasie przejęłam kuchnię w swoje posiadanie :D
Na początku był trochę przerażony, bo wyniósł z domu przeświadczenie o tym, że codziennie na obiad oprócz piątku musi być mięso, a zieleniną się nie naje, a ze lubi pikantne potrawy, to zaczęłam się w kuchni bawić z indyjską pomidorową, doszami, warzywami w sobie miętowo-paprykowym, wszędzie ciągnący się żółty ser, świeże zioła, krakersami indyjskimi... słowem, same warzywa.
Aż w końcu wyłapałam, dlaczego J. ma ciągle kłopoty z brzuchem. Po pewnym niedzielnym obiedzie (naleśniki z otrębami pszennymi i szpinakiem z dużą, dużą ilością świeżego czosnku i sera żółtego, specjalnie pod jego gusta) spytałam, się go, dlaczego jeszcze wylizuje talerz z sosu? O_o Na co usłyszałam, że z łakomstwa - a jak znów długo nic nie ugotuję takiego dobrego, tylko np. będą ziemniaki i surówka i jakiś kupny dla niego kotlet z jadłodajni u mnie w pracy? Woli się najeść na zapas...
Potem przyszedł sezon na tortille - kroiłam mu warzywka, smażyłam dosze indyjskie, smażyłam placki sojowe a la schabowy w pikantnej panierce, on robił sobie do tego sos czosnkowy z prawdziwym, nie granulowanym czosnkiem, zawijał wszystko i wcinał, i znów do przejedzenia - "Bo potem będzie zima i nie będzie tyle warzyw, a taka okrojona to nie to".
W końcu zaczęłam mu zabierać talerze i chować na później, żeby się tak nie objadał, bo tłumaczenie, że przecież jeszcze zrobię za tydzień mi nie wystarczyło XD
W rezultacie schabowy przegrał z naleśnikami ze szpinakiem, rosół przegrał z indyjską pomidorową, a wędlina do kanapek z pastą ceglastą, olek słonecznikowy z olejem rzepakowym, guma do żucia z suszona miętą, kawa rano z yerba mate... Długo by wymieniać, ale najważniejsze jest jedno - mój luby mięso je sporadycznie, u rodziców raz na dwa miesiące albo gdzieś na mieście, a jego preferencje kulinarne odwróciły się o 180 stopni. Dalej mi czasami przynosi wędlinę, żeby mieć do kanapek, ale moim zdaniem postęp jest duży :)

[ Dodano: 2011-10-10, 09:24 ]
P.S.
Wczorajsza inteligentna rozmowa w autobusie z kolegą (jechaliśmy obejrzeć nowy film Woody Allena):
On: To co ty masz w tej diecie?
Ja: Nabiał, jajka, białe sery i twarożki, nielimitowane warzywa i owoce... i niestety raz na dwa tygodnie tuńczyka z puszki :oops: nie lubię miecha, ale musiałam iść na jakieś ustępstwo pani dietetyk, chwilowo. Za jakieś dwa tygodnie jak do niej pojadę to będziemy kombinować z olejami, żeby tłuszcze wielonienasycone uzupełnić...
O.: Ale przecież ryba to nie mięso!
(tutaj reszta autobusu bardzo się zainteresowała moją odpowiedzią: )
J.: Jak to nie?
O.: Przecież są ryby I mięso.
J.: Nie rozumiem.
O.: No... ryba to białe mieso.
J.: A drób to twoim zdaniem jakie? Niebieskie?
O.: :-P Tu mnie masz, ale ryba to nie mięso!
J.: Ustalmy jedno: ryba to ZWIERZĘ - jadło, wydalało i rozmnażało się. Więc dla mnie nie ma różnicy - to zwierzę i to zwierzę.
Ludzie w autobusie spojrzeli na mnie jak na wariatkę, jeszcze jak na początku rozmowy gdzieś tam Łukasz napomknął o mojej ciąży. Potem wysiedliśmy, a ludzie w autobusie odwracali się, żeby na nas spojrzeć, jak idziemy do tego kina.
Czasami mam wrażenie, że mieszkam na wsi :roll:

[ Dodano: 2011-10-10, 10:01 ]
Ah i mój największy sukces: Impreza urodzinowa lubego mego. Sami mięsożerni, ale ode mnie zapowiedź na dzień-dobry: Kuchnia jest wegetariańska, więc mięsa nie dostaniecie. Stwierdzili, że jak zgłodnieją, to upolują sobie szynszyle, upieką w piekarniku i zjedzą - na co Pinki wyszedł z klatki zainteresowany, ze może to o nim mówią i coś dostanie XD
Impreza trwa, wszyscy piją, mnie nie wolno, ale trzeba coś na ciepło przygotować. Dla nich kupiłam mrożoną pizzę, ale nikt nie chciał tego tknąć. Dla mojego lubego (z racji jego święta) robiłam jego ukochane smażone z musztardą w panierce krążki selerowe, za którymi płacze za każdym razem, jak przynoszę korzeń selera do domu. W pierwszym odruchu reakcja wszystkich: "Seler - be". Potem ktoś spróbował, bo mu zapachniało. Skubnęła Hania, za nią Asia, za nią Kaśka, za nimi chłopak Hani, Piotr (120 kilo mięśni i 25 lat doświadczenia na budowie)... i wyjedli mu całego selera, wiec musiałam na szybkiego przygotowywać kolejne dwa korzenie. Mission complete :D

lilias - 2011-10-10, 09:18

Mikarin, fajnie piszesz :-D i przepis na korzeń selera proszę, bo po lekturze ślonotoku dostałam :) )
Mikarin - 2011-10-10, 09:49

lilias, zerknij tutaj: http://wegedzieciak.pl/vi...p=460550#460550
Pipii - 2011-10-10, 10:16

Mikarin zamiast tuńczyka, który jest bardzo nafaszerowany metalami cięzkimi polecam siemie lniane i wiesiolek - tam masz kwasy tłuszczowe alfa linolenowy i gamma linolenowy.
Mikarin - 2011-10-10, 18:21

Pipii, do tego olej lniany z olejem makowym rozrobione w twarożku na rano do kanapki i masz całość kwasów wielonienasyconych na dany dzień. tylko muszę omówić to z dietetyczką, bo ryby to jeszcze jod i kilka innych składników, które będzie musiała wyrównać innymi elementami diety. Ale bardzo, bardzo dziękuję za info o wiesiołku :) na pewno się przyda :)
dżo - 2011-10-10, 18:22

Mikarin napisał/a:
tłuszcze wielonienasycone uzupełnić...

ale nie tylko ryby zawieraja NNKT, masz jakieś szczególne zalecenia?

Mikarin - 2011-10-10, 18:41

Tak. Nie mogę suplementować niczego sztucznie + refluks + brak woreczka żółciowego + pozostałości po żółtaczce mechanicznej sprzed 14 lat. Czyli jadłospis muszę mieć mega lekkostrawny. Ale spokojnie, przecież za coś pani dietetyk zapłaciłam ;) musi mi dostosować dietę do mnie, na próbę zgodziłam się na ryby, ale to jednak nie do przełknięcia, wiec niech liczy te kalorie, białka i inne, bo ona się na tym zna :)

[ Dodano: 2011-10-10, 19:43 ]
Zresztą, temat jest chyba na OT, bo już w brzuszkowym o tym pisałam :) {Poprzelicza mi dziewczyna składniki mineralne i będzie cacy. A tak z ciekawości, co jeszcze zawiera NNKT?

Pipii - 2011-10-10, 18:50

Mikarin jod to wodorosty - wakame, kombu, arame.
dżo - 2011-10-10, 18:58

Mikarin, orzechy, awokado, mango, wiesiołek, len, nasiona dyni, słonecznika, maku, sezam.
Mia - 2011-10-10, 20:45

Mikarin, piękne historie! (i apetyczne! mniam-mniam!) :mryellow: Kiedy tak czytałam jak przekabaciłaś lubego pysznymi daniami, to aż ślinotoku dostałam :-P
an - 2011-10-10, 21:14

Jeszcze dodam, że orzechy najlepsze włoskie - mają najlepsze proporcje omega-3 do omega-6

No i trzeba jeszcze zadbać o witaminę D, w porze letniej opalanie, a w innych - zastanawiam się czy suplement w kroplach może być gorszy od żywności ( w tym przypadku ryb i tranu)?

Mikarin - 2011-10-11, 06:31

an, orzechy wcinam z szynszylami, tzn. im kupuję, podjadam i potem się dziwię, że nie ma :P wiesz, mogdałki, nerkowce, włoskie...
W ogóle suplementy diety, takie plussssze, tabletki, kropelki i inne nie zawsze wpływają korzystnie na organizm. To zawsze wprowadzanie do ustroju czegoś sztucznego. Kolega po chemii leków mi tłumaczył, jak to się robi i jak to działa, ale nie powtórzę, bo to dla mnie czarna magia :D W każdym razie taka wit. C czy inna z jedzonka przyswaja się w 75%-85%, z tabletki przyswaja się w 15%-30%. Poza tym związki chemiczne różnie się trawią w każdym organizmie i to też wpływa na ich przyswajalność... np. nie jada się kalafiora w momencie silnej suplementacji jodu u ludzi z kłopotami z tarczycą i takie tam inne.

an - 2011-10-11, 19:18

Rozumiem, że substancje dodatkowe w lekach są lub mogą być obciążeniem dla organizmu, zwłaszcza po zabiegu usunięcia woreczka żółciowego, ale podałam przykład witaminy D ponieważ to jest właściwie czysta forma witaminy, jedynie z dodatkiem oleju bo jest ona rozpuszczana i metabolizowana w jego obecności :-P
Tran jest moim i nie tylko moim zdaniem dużo bardziej obciążający, bo zawiera nadmiar witaminy A w postaci retinolu, a poza tym ryby gromadzą metale ciężkie i inne toksyny (choć najgorszy jest chyba olej z wątroby dorsza - chodzi o ilości retinolu)

Co do syntetyków, to odnośnie niektórych witamin opinie są dość podzielone, w wielu badaniach naukowych stosuje się syntetyczne formy wit.C i mimo to przynosi ona często dobre rezultaty.

(na pewno nie jest polecany sentetyczny betakaroten palącym)

Mikarin - 2011-10-11, 20:34

an, już pomijając fakt tego mojego nieszczęsnego woreczka... Ja np. nie mogę suplementować sztucznego żelaza pod żadną postacią, bo od razu mam wątrobę jak piłkę. Top jest chyba jedyne, co mi szkodzi.
Kiedyś, jak chorowałam na jakieś osłabiajace organizm świństwo mama poszła do lekarza od siebie ze szpitala pogadać, co mi wolno przy tym woreczku brać. Dowiedziała się, ze tylko mieszanki witaminowo-mineralne, ale NIGDy Centrum i inne świństwa, bo może to i ma całą tablicę mendelejewa, ale skończę to brać i będę miała rozwalony układ odpornościowy. Taka bomba dla organizmu to mieszanka czasami śmiertelna, która może ci dużo rozregulować.
Unikam sztucznej suplementacji z zasady, ale jeżeli musze, to przecież nie będę robić rabanu, prawda? A ta wit. D nie brzmi groźnie :)

an - 2011-10-11, 20:40

W każdym razie życzę Ci, aby nie pojawiły się żadne zagrożenia :)
Mikarin - 2011-10-11, 20:45

A tobie smacznych witamin przez resztę życia :)
an - 2011-10-11, 21:18

No to dziękuję, jakkolwiek dziwnie te życzenia zabrzmiały 8-)
Ale ostatnio (prawdę mówiąc w tym roku) znowu bardzo się opuściłam w suplementacji i aż czuję w kościach niedobory witaminy D

Mikarin - 2011-10-11, 21:31

an, to stąd, że mam chorego szynszyla w domu. Nawet nie wiesz, jak ten zwierz się rzuca, jak trzeba mu dać leki. Jedyne, co wcina i mu smakuje to węgiel w tabletkach, Smectę wypluwa, bo mu pyszczek moczy. Za godzinę muszę mu dać jeszcze probiotyk, a jutro do weterynarza ;(
Oby wszystkim leki i witaminy smakowały przez całe życie, a leczenie zawsze było przyjemne. To bardzo ułatwia życie wszystkim :)

an - 2011-10-11, 21:40

To się podpisuję :)
Zdrowia dla szynszyla!

neon.ka - 2011-10-13, 01:56

Mikarin napisał/a:
+ pozostałości po żółtaczce mechanicznej sprzed 14 lat.
Ja tak sobie krążę dla samej siebie w temacie przypraw... I pomyślałam, że może Cię zainteresuje temat ostropestu, który dobrze oddziałuje na wątrobę. Żeby nie kopiować i nie wklejać tu za dużo, to proszę dwa linki, w których napisane jest dokładniej, jak i na co działa:
http://www.ostropest-plam...eniu-zoltaczki/
http://www.ostropest-plam...nia-ostropestu/
I kawałeczek z wiki:
Roślina lecznicza:
Surowiec zielarski : owoce, zawierające do 2-3% sylimaryny, która jest silnym przeciwutleniaczem. Wytwarza się z nich m.in. lek Sylimarol (w postaci pastylek). Można też samodzielnie sporządzać z nich odwar lub nalewkę. Lek ten ma zastosowanie zarówno profilaktycznie (np. podaje się go ludziom pracującym w oparach substancji chemicznych i napromieniowaniu), jak i lecznicze – przy marskości wątroby, stłuszczeniu wątroby, nieżytach dróg żółciowych, kamicy żółciowej, po żółtaczce, w trakcie leczenia nowotworów. Jest nieszkodliwy nawet dla kobiet ciężarnych i karmiących.
Działanie : przeciwzapalne, stymulujące regenerację i wytwarzanie nowych komórek wątroby, a przede wszystkim odtruwające. Chroni wątrobę przed licznymi truciznami, m.in. takimi, jak: alkohol, dwusiarczek węgla, pestycydy, a nawet truciznami muchomora sromotnikowego.

Może skorzystasz. :-)
Dawka:
Profilaktyka - jedna łyżeczka mielonych nasion dziennie lub 15 - 20 całych nasion dziennie
Leczniczo - trzy łyżeczki mielonych nasion dziennie lub 30 całych nasion dziennie

Nie wiem jak w sklepach stacjonarnych z dostępnością, ale w necie znaleźć bardzo łatwo. Ja zamawiałam na allegro.

Pipii - 2011-10-13, 08:26

neon.ka potwierdzam. Ostropest jest rewelacyjny jeżeli chodzi o wątrobę. Tylko jedno ALE - kupuj całe ziarna i miel tuż przed spożyciem. Te zmielone nie działają!
Mikarin - 2011-10-13, 18:30

neon.ka, zapoznam się, pewnie też spróbuję, tylko moja larwa musi się wykluć ;) Bardzo dziękuję za namiar. Przyznam, ze wcześniej nie słyszałam o tej roślinie.
Lily - 2011-10-13, 20:44

Dla leniwych - Sylimarol ;) Zapewniam, że też skuteczny.
Pipii - 2011-10-14, 07:43

Lily ale sylimarolu już nie musisz mielić :-)
bronka - 2011-10-14, 09:59

Pipii napisał/a:
neon.ka potwierdzam. Ostropest jest rewelacyjny jeżeli chodzi o wątrobę. Tylko jedno ALE - kupuj całe ziarna i miel tuż przed spożyciem. Te zmielone nie działają!

?
Silimaryna nie utlenia się po zmieleniu więc dlaczego?

Lily - 2011-10-14, 10:15

Pipii napisał/a:
Lily ale sylimarolu już nie musisz mielić :-)
No i dobrze, o to chodzi ;)
Pipii - 2011-10-14, 12:32

bronka może tutaj chodzi o kwasy tłuszczowe w ostropeście, które występują i ulegają utlenieniu.. Nie wiem, nie potrafię wytłumaczyć. Słyszałam i czytałam (nie pamiętam gdzie), że należy spożywać 15 minut PO zmieleniu najpóźniej.. Przykro mi, że nie potrafię podać źródła.
bronka - 2011-10-14, 15:02

Pipii, no jeśli chodzi o kwasy tłuszczowe tona pewno sie utleniają w zmielonych ziarnach, ale wątrobę regeneruje silimaryna, która się ( wg. mojej wiedzy) nie utlenia.
an - 2011-10-14, 19:33

Jeśli dobrze pamiętam, to chodzi o to, że ziarno ostropestu wychodzi taniej i można spożywać świeżo mielone, a tabletki są wygodniejsze kiedy trzeba zażyć poza domem.
dżo - 2011-10-20, 20:55

Nie dialog, ale muszę to napisac bo mnie poniosło: moja 11- letnia siostrzenica na lekcji przyrody o temacie "zdrowe odżywianie" dowiedziała sie, że kobiety wegetarianki nigdy nie urodzą zdrowego dziecka, na co moja wygadana Paulina odpowiedziała, że owszem urodzą bo jej ciocia urodziła.
Niby standard bo przecież nawet lekarze tak mówią, ale wkurza mnie, że taki bełkot dociera do uczniów.

Mikarin - 2011-10-20, 21:05

dżo, mojej koleżance logopeda (sic!) powiedziała na studiach podyplomowych, że kobiety niejedzące mięsa w ciąży rodzą dzieci z wrodzonymi wadami wymowy i źle wykształconym języczkiem. I co ty na to? A laska po studiach (sic!) jej uwierzyła i zrobiła mi przez telefon sromotną awanturę, że "jak dziecko się urodzi chore, chrome, z obniżoną odpornością i wadami rozwojowymi, to mam nie przychodzić i nie płakać, bo to będzie moja wina, bo mięsa nie jem". I bądź tu mądry i pisz wiersze.
A Paulinkę, dziecko przecież, na pewno nauczycielka wyśmiała. Wiem coś o tym, pracowałam w szkole i uczyła polskiego. Nawet gorsze debilizmy się dzieciom wmawia, bo kadra pedagogiczna często robi za za autorytet w dziedzinach, o kt