wegedzieciak.pl
forum rodzin wegańskich i wegetariańskich

Dziecko i cywilizacja - Montessori

Humbak - 2009-11-20, 20:54
Temat postu: Montessori
A ja wciąż obrzydliwie zakochana w montessori... moje marzenie czyli placówka montessori nie doszło do skutku ale moje montessoriańskie dzieciaczki rosną i jeszcze daleko im do niezależności więc ja dalej się uczę...

i jeśli kogoś ten temat interesuje to znalazłam stronkę po ang o tej metodzie "the montessori method" http://digital.library.up...hod/method.html

i tłumaczenie wolne pewnych rodziców ksiązki "the joyful child" (nie mam jej wiec nie wiem na ile wiernej przed chwilą ją znalazłam i jeszcze nie czytałam więc polecam pozycję u góry a tą tylko przekazuję) http://www.michaelolaf.com/JCPolish.pdf

Jeśli macie coś konkretnego o tej metodzie to ja chętnie wszystko posłucham i poczytam a w razie czego i na pytania odpowiem :-)

karmelowa_mumi - 2009-11-20, 21:11

o fajnie, slyszałam dużo dobrego, chętnie poczytam i pogadam
arete - 2009-11-20, 21:28

Ja też chętnie więcej poczytam o Montessori, do dziś pamiętam jakie wrażenie na mnie zrobiło zobaczenie - dzięki tym wszelkim geometrycznym pomocom naukowym - skąd biorą się wzory skróconego mnożenia, których w szkole kazano nauczyć się na pamięć i przyjąć jako dogmat.
PiPpi - 2009-11-20, 21:48

klub krasnoludka we Wrocku działa w oparciu o teorię Marii Montessori.

http://klubkrasnoludka.prv.pl/

dort - 2009-11-20, 22:02

nasz mały chodzi do przedszkola montessori, jak chcesz mogę podesłać ci spis lektur obowiązkowych w tym temacie, ja np. właśnie czytam tłumaczenie (takie fajne, bo nie uwspółcześnione) jednej z książek Montessori o jej pierwszych przedszkolach - domach dziecięcych - i podstawach jej pracy
Humbak - 2009-11-21, 10:21

PiPpi, to jest właśnie przedszkole natalci i kubusia :)

dort, z nieba mi spadasz, jak narazie posiadam
1. domy dziecięce
2. zrozumieć montessori
3. teoria i praktyka pedagogiki marii montessori w szkole podstawowej
4. pedagogika marii montessori w przedszkolu
5. maria montessori - poszukiwanie życia razem z dziećmi
6. pedagogika montessori w przedszkolu i szkole

wczoraj zauważyłam kniżkę
dziecko w klasie montessori

ale nie jestem jej posiadaczką będę wdzięczna za wszelkie pomoce :)

dla zainteresowanych na tej stronce są przykłady zajęć dla maluchów jakie można też zorganizować w domu (kuba bawi się przednio) - takie jak właśnie przelewanie, wyciskanie itp.
http://faculty.fullerton.edu/syen/mts/_link.htm

tak pośrodku strony trzeba kliknąć na linki :)
miłego czytania :D

[ Dodano: 2009-11-21, 10:33 ]
arete, dla montessori matematyka to klucz do wszystkiego. Uważała że umiejętność wiązania faktów, logicznego myślenia, abstrakcyjnego i wielu innych jakie uczy matematyka to klucz do rozwoju dziecka w wielu tego aspektach. Dlatego jej 'zabawki' matematyczne' to naprawdę cudeńka - przeznaczone do tego by dziecko w zabawie odkrywało i uczyło się z radością tego co inni każą wykuć na pamięć - tak jak wspomniałaś

Tak na nawiasie - montessori mówiła że dobra zabawka to taka która 1. zachęca do wzięcia z półki 2. zachęca do powtarzania danej czynności

warto to przenieść na wszystkie zabawki jakie chce się kupić. Wg tego zabawka którą się składa i odkłada na półkę to nie zabawka :) Zabawka to to co jest na tyle ciekawe by chcieć tą kontrukcję rozwalić bo jej tworzenie było tak fajne że chce się to powtórzyć w wersji tej samej lub innej. Tylko taki przedmiot może znaleźć się w domu montessori :)

ifinoe - 2009-11-21, 20:33

ja mam książkę "Maria Montessori her life and work" E.M. Standing
Humbak - 2009-11-21, 23:00

ifinoe, a mogłabym się uśmiechnąć o pożyczkę na do świąt? :mryellow: :mrgreen: :mryellow:
bajaderka - 2009-11-25, 21:13

Humbaczku napisz mi jak zorganizowałaś dom w stylu Montessori....tak pod kątem naszych dwulatków...weszłam sobie na stronkę z zabawkami Montessori...strasznie drogie, ech....
dort - 2009-11-26, 07:54

rzeczywiście oryginalne zabawki montessorianskie są bardzo drogie, ale można je kupić odrobinę taniej np. na stoiskach organizowanych w trakcie szkoleń dla nauczycieli szkół i przedszkoli montessori lub część zlecić do wykonania np. stolarzowi - wychodzi zdecydowanie taniej

w Oskarkowym przedszkolu rodzice razem z nauczycielkami "kombinują" pomoce montessorianskie, w tym celu często odwiedzamy ciucholandy, sklepy za 4.50 itp.

sporo fajnych rzeczy można dostać za naprawdę niewielkie pieniądze

Humbak - 2009-11-27, 01:20

bajaderko, zgadzam się z dort, jeśli załapiesz na czym polega 'zabawka montessoriańska' okaże się że wiele można wykonać samemu, wiele też zwykłych zabawek w sklepach jest taka - trzeba mieć tylko selektywne oko i wiedzieć czego szukać.
Dla przykładu - urządzony kącik dla maleństwa ok roku http://www.flickr.com/pho...57619330123564/

wiele z tych rzeczy robimy sami np mamy kupione plastykowe owocki i warzywka jak te http://www.flickr.com/pho...57619330123564/ i sama wydrukowałam do nich ich prawdziwe (koniecznie! nie malowane, rysowane czy cuś, montessori dzieci bawią się życiem czyli prawdziwymi rzeczami na tyle na ile to możliwe) zdjęcia ściągnięte z netu - kuba uwielbia dopasowywać obrazki do plastyków, czasem obrazki ściągamy do kuchni i dopasowuje je do prawdziwych warzywek i owoców, czasem zakończonych konsumpcją, czysta zabawa :)

no więc tak:
w montessori przestrzeń szkolna/przedszkolna jest podzielona na sfery:
1. praktycznych ćwiczeń życia/dnia codziennego (nalewanie, przesypywanie, mycie, sprzątanie itp)
2. językowa
3. kształcenia zmysłów
4. matematyki (i pewnie te głównie przedmioty cię bajaderko przestraszyły, one są najtrudniejsze do podrobienia i jak się wejdzie w ten temat okaże się że większość zabawek na rynku się niestety nie nadaje, ale jednak przy odrobinie chęci... ;) niemniej jednak dużo jest nie do podrobienia, wychowanie montessori jest bardzo matematyczne i ogromną wagę się do niego przywiązuje, każda z zabawek jest tak skomponowana żeby w zabawie uczeń >podświadomie< załapywał zasady logicznego myślenia i funkcji
dla przykładu: "3018 Binominal cube" http://www.bambini-montessori.com/price_list.htm
jeśli się ją ułozy prawidłowo uczy funkcji (x+y)2=x2+2xy+y2. Mały się uczy i cieszy że zrobi a starszemu się tłumaczy widzisz? bo to jest w tym i jest zawarte tu -i kapujesz bez kucia :-P
poza tym każda zabawka oprócz podstawowego celu np dopasowywanie beleczek (patrz 3004 cylinders) ma cel ukryty w tym przypadku umiejętność trzymania ołówka w pracach kreślarskich :-)
5. wychowanie kosmiczne (czyt. przyroda)
6. wychowanie religijne (montessori nie jest i nie zakłada możliwości wychowania ateistycznego, choć akceptuje że niektórzy tak mają... no, cóż, tu na forum raczej to nie jest popularne, ale ja podzielam jej punkt widzenia

[ Dodano: 2009-11-27, 01:52 ]
Co do domu montessori - założenie jest takie że jeśli dziecko wysyła się do placówki montessoriańskiej to zadaniem domu jest utrzymać zasady tam panujące ale nie powielać przedmiotów tam występujących. Montessori podkreślała że miłość i religia powinny prowadzić dzieci przez świat i jest na nie ogromny nacisk. Dom to tradycja, nauka miłości, kultury, świata. Montessori nie dopuszcza sytuacji w której nie zna się sąsiadów, bo są oni częścią naszej kultury i otoczenia w jakim żyjemy. Zadania szkolne montessori to często 'zrób starszej sąsiadce zakupy' 'porozmawiaj z sąsiadem' 'wyprowadź mu psa' 'pomóż mu' itd. Dla przykładu - był dzień dopiero co życzliwości, upiekliśmy z dziećmi ciasteczka którymi poczęstowaliśmy z dziećmi sąsiadów (one robiły, ja obsługiwałam piekarnik, efekt był przekomiczny ale każdy zrozumiał i nawet się cieszył a w dodatku dzieci dostały czekoladę od jednej co uznały za bonus hi)
To jest zadaniem domu.

Jeśli chodzi o urządzenie to wygląda to podobnie jak to przedstawiła ta pani w dwóch częściach tu http://www.youtube.com/wa...feature=related

tak jak się radzi by przejść się po podłodze gdy malec zaczyna chodzić i zobaczyć co jest dla niego niebezpieczne w mieszkaniu, tak radzi się przejść na czworaka i zobaczyć czego nie ma lub co jest niedostępne dla malucha przez co nie może on być samodzielny tak więc u nas:
1. przedpokój - wieszaczki są na wysokości kuby głowy tak więc odwiesza sobie sam ubranka, buty także, miejsce na czapeczki/rękawiczki - wszystko to nie może być przypadkowe, musi być niezmienne. Najcześciej gdy malec nie odkłada rzeczy na miejsce okazuje się że nie potrafi lub coś mu w tym przeszkadza. Mamy schody więc niepotrzebne jest krzesełko do wygodnego zakładania ubranek.
2. łazienka - okazało się, że kuba nie może odwieszać sobie sam ręczniczka bo nie daje sobie jeszcze rady z materiałowymi taśmami, kupiłam takie plastykowe haczyki, od razu załapał i krzyczy na natalię gdy ta nie odłoży ręcznika na miejsce. Są podstawki pod nóżki do mycia rąk. Jest mydło - kuba nie umie obsługiwać naciskanej butelki z mydłem w płynie - tą mamy w ćwiczeniach życia codziennego, zaraz powiem.
Kuba robi siusiu do nocniczka, ma papier pod ręką, sam się obsługuje. Są wieszaczki na których wiesza ubranko gdy rozbiera się do kąpania, tak by nie rozrzucał go po podłodze. Jest koszyk na brudne pranie dopasowane do jego wielkości i kosz naśmieci różnego rodzaju. Nie pamiętam co jeszcze... te wszystkie rzeczy robilam stopniowo, jak tylko widziałam że kuba czegoś nie robi sam, zastanawiałam się co można poprawić by zaczął... nie pamiętam już więc co jest dostosowane do kuby a co nie :oops:
3. kuchnia - montessoriańskie dzieci przygotowują sobie jedzenie jakie mogą jak mogą najwcześniej. Istotne jest to by nie musiały za każdym razem prosić tylkomogły pójść i wziąć. Kuba lubi jeść płatki - ma swoją półeczkę ze swoimi rzeczami w niej. Gdy chce płatki robi je sobie sam, niestety mleko nie mam jak mu poddać bliżej bo lodówkę mam wysoko :( o mleko czy jogurt musi prosić... c'est la vie... ściereczki są łatwo dostępne i mają swoje miejsca, jest też fartuszek - bardzo ważny. Nie ze względu na czystość, ale ze względu na 1/mam fartuszek=wykonuję coś ważnego, popatrzcie! 2/zaznacza początek i koniec danej czynności, bardzo ważnej ;)
Ostatnio kuba umył mi naczynia - jak umył tak umył, ale wiedział że trzeba stanąć przy zlewie tu jest płyn, tu szmatka, umył wszystko, wytarł rączki, poszedł dalej ;)
Koło kuchni mam półki i je wygospodarowałam na ćwiczenia z życia codziennego - każde ćwiczenie na pojedynczej tacce. Mamy przelewanie - z różnych pojemników do różnych to się ciągle zmienia,kuba się uczy :-) coś jak tu http://www.youtube.com/watch?v=TFIrMo_cSwU, ważne jest by przelewać trzymając jedną ręką kubek drugą podtrzymując do podspodem -mniej się wylewa, więcej dzieckokoncentruje
mamy wyciskanie - kolejna tacka tu mam gąbeczki miskę z wodą i wyciskacz do czosnku. Kuba wsypuje gąbeczki do miski z wodą gdy te nasiąkną wkłada je do wyciskacza, wyciska do drugiej miseczki i odkłada do trzeciej. gdy wszystkie tak przerobi przelewa wodę do dużej michy i wsypuje do niej na nowo gąbeczki. Obok jest gąbka w razie gdyby coś się wylało Praktyczna zabawa na dłuugo :) coś jak tu http://www.youtube.com/watch?v=qYvxesZQaPM
Zasada jest taka że 1ćwiczenie=1 tacka, dziecko musi samo umieć i móc tą tackę zabrać z półki i odstawić. Porządek jest w montessori bardzo ważny. Uczy koncentracji, uwagi, ostrożności, szacunku dla otoczenia i innych.
Mamy przenoszenie szczypcami do kostek cukru orzechów z jednej miseczki do drugiej, mamy przesypywanie... to się ciągle zmienia, w zależności od kuby i tego co chce. Ale też zastanawiam się >czego warto by było go nauczyć< i organizuję to w formie zabawy. Np ostatnio zorientowałam się że kuba nie umie nalewać sobie mleka, więc kupiłam mały kartonikowy soczek zakręcany jest w nim woda i kuba uczy się 1/odkręcać i zakręcać 2/nalewać sobie mleka-soku-wody z niego.
Tutaj wystarczy DUŻA porcja pomysłowości, jest naprawdę ciekawie i wesoło :-D

Warto zaznaczyć, że w montessori zadanie rodzica/nauczyciela to:
1. zorganizować mu przestrzeń do eksploracji
2. OBSERWOWAĆ. Mówić minimum, raczej pokazywać. Każdą zabawę trzeba mu najpierw pokazać, potem oddać i pobserwować. POmagać tylko tyle o ile sam poprosi. Złota zasada - mamo pozwól mi to zrobić samemu

Ojej dużo tego... narazie muszę smykać... więc tyle :-D

karmelowa_mumi - 2009-11-27, 08:59

Humbak, świetne to wyciskanie :)
czuję, że pasują mi te zasady - porządek, dzielenie się, szacunek, no i te funkcjonalne zasady, good!

Humbak - 2009-11-27, 17:57

przypomniało mi się - kolejnym elementem w naszym domu są obrazy zawieszone na wysokości dostosowanej do kuby. Montessori nie chowała prawdziwej sztuki przed najmłodszymi dziećmi i zaleca się zapoznawać z nimi dzieci już od wczesnych lat - pokazując im ciekawe dla nich rzeczy i przedstawiając autorów - np. archimboldo i jego portrety ludzi złożone z roślin, warzyw, owoców zachwycą każdego malucha a też mogą posłużyć do zabawy w 'I spy' i podobne. No i świetne do omawiania pór roku.
U nas wiszą zdjęcia rodziny. Kuba uwielbia identyfikować jej członków opowiadać kto jest kto i - hihi - kto mu co dał w prezencie :mryellow:
Jednocześnie czuje się dzięki temu ukochany i znajduje swoje miejsce w naszym drzewie rodzinnym ;-)

kofi - 2009-11-27, 18:17

Humbak napisał/a:
dla przykładu: "3018 Binominal cube" http://www.bambini-montessori.com/price_list.htm
jeśli się ją ułozy prawidłowo uczy funkcji (x+y)2=x2+2xy+y2. Mały się uczy i cieszy że zrobi a starszemu się tłumaczy widzisz? bo to jest w tym i jest zawarte tu -i kapujesz bez kucia :-P

To jest kosmos normalnie. Niesamowite. :shock: Tak sobie poczytuję ten wątek, niestety literatury po angielsku nie przebrnę, ale zastanawiam się ile jeszcze mogę zastosować u Daniela. Widzę u niego takią fascynację matematyką - ja byłam dobra, ale kompletnie bez wyobraźni, on jakoś inaczej myśli - szkoda, że nie ma gdzie się w ten sposób uczyć.

dort - 2009-11-27, 20:25

tą metodę z przelewaniem wody za pomocą gąbki spokojnie można zorganizować bez wyciskacza, wtedy dziecko wyciska wodę ściskając zmoczoną gąbkę w ręce - dodatkowo ćwiczy sobie mięśnie rąk

jak dla mnie niektóre elementy z organizacji domu są lekkim przegięciem - tak naprawdę to już są luźne pomysły "następców" czy "fachowców" od tej metody a nie samej Montessori - jasne jest, że dom, w którym miesza dziecko powinien być dla niego przyjazny i dostępny, ale organizowanie specjalnej półki w lodówce czy szafki w kuchni tylko na rzeczy dziecka to trochę nienaturalne, bo przecież pozostali członkowie rodziny razem trzymają jedzenie czy naczynia i raczej nie mają specjalnie wydzielonych półek w lodówce ;-)

Humbak - 2009-11-27, 20:47

dort, jak fajnie jak ktoś tu mnie wspomaga ;-) :-) trochę głupio być 'ekspertem' jeśli się zaledwie przeczytało to i owo :lol:

tą wersję z gąbkami próbowałam i kubie się nie spodobało... jak we wszystkim w montessori, trzeba podsuwać wszystko i obserwować, prawda? kto wie, może mój kuba będzie miał zacięcie bardziej do sprzętu technicznego niż gliny? ;-)

a z tą półką - montessori i jej potomkowie zostawili pewne wytyczne, ogólne wizje które dziś są interpretowane. Nie wiem czy półka jest bardzo czy mniej montessori ;-) Idea jest taka, że przygotowane otoczenie powinno być tak zorganizowane, by nie przeszkadzać dziecku w czynnościach jakie chce wykonać. Dwulatek śmiało może sobie przygotować porcję płatków. Jeśli nie może tego zrobić bo nie dosięga do półki z miseczkami (a tak było u nas) to jest bardzo nie-montessori :-P Dosięga natomiast łyżeczek i widelców, więc ich nie przenosiłam, tak jak zrobiła to ta pani na youtube. Miseczki i jego talerzyki były mu niedostępne więc zmieniłam to tak by miał do nich dostęp. I o to chodzi o to chodzi ;-) :-)

[ Dodano: 2009-11-27, 21:50 ]
kofi, wyszły dawno temu dwie części książki o edukacji matematycznej, niestety dziś dostępne tylko gdzieniegdzie w starych bibliotekach... nie pamiętam tytułu... niestety nie pomogę bo kupienie sprzętu to jedno a wiedza jak go zastosować to drugie, przy zakupie nie dają ćwiczeń, niestety :(
nie wiem, czy dort będzie mogła się do tego odnieść...

dort - 2009-11-28, 15:01

ja nie mam tych książek - pożyczam je z biblioteki Oskarowego przedszkola, a teraz właśnie jego panie przedszkolanki są na szkoleniu w Łodzi, jak w poniedziałek wrócą to się podpytam

u nas takim praktycznym, a zarazem montessoriankim "gadżetem" jest taboret (mały, lekki, poręczny dla dziecka) dzięki niemu Oskar nie ma problemu z dosięgnięciem np. do kontaktu czy szafki z talerzami

jak obserwuje dzieci w małego przedszkolu (a przesiaduję z nimi dość długo - mój mały kocha swoje przedszkole i zawsze muszę czekać, aż zdecyduje się na powrót do domu, więc wtedy jestem razem z jego grupą i obserwuje sobie dzieciaczki lub najczęściej jestem wciągana przez nie do wspólnej pracy) to widzę, że każde z tych dzieciaczków ma swoje ulubione zajęcia lub fazy i wtedy preferuję pracę z określonym materiałem np. matematycznym lub jakimś innym - obecnie większość dziewczynek namiętnie bawi się różnego rodzaju torebeczkami, portfelikami i woreczkami - w każdym z nich jest jakiś skarb (np. muszelka, kolorowa kuleczka) - dziewczynki otwierają je i np. przekładają te skarby, z kolei Oskar ma obecnie fazę na zabawę literkami i układanie wyrazów z nich, wcześniej głównie pracował z łańcuszkami perełek

z takich pomocy podchodzących pod montessoriańskie polecam - remika i przede wszystkim pusy - świetne dla dziecka od 2 do conajmniej 12 lat

Manu - 2009-11-28, 19:51

widze, ze niepotrzebnie rozpetalam wojne w watku poniemopwlecym o karze i nagradzaniu...
dopiero teraz tu trafilam....

Polcia chodzi od pzdziernika do domu Montessori w Krems, dopiero co założony, wszystko sliczne nowe w staaarym domu z pieknym ogrodem, i malutko dzieci (Polcia, kolezanka w tym samym wieku i 3latek, w tym tyg doszedl malutki Jan).
Polcia jest 3 dni w tyg, zostaje nawet na 5 godzin czasem. uwielbia tam byc, nie ma czasu na pa-pa i wcale nie chce isc do domu. Namalowala farbami kilka obrazow - wszystkie sa piekne, wisza u nas na scianach ( :mrgreen: ), na jednym Polcia twierdzi, ze namalowala rybe:)

Ja sie doedukowalam... na poczatku bylam na maxa przeciw, ale nie mielismy alternatywy sensowniejszej oddania na kilka godzin Polciaka bym mogla dojsc do siebie(ufff), myslalm, ze dzieci wola biegac po lesie i wspinac sie po drzewach.... a nie tak ciagle tylko ta praca i praca :!: (teraz jednak okazuje sie, ze wiele rzeczy, ktore robilam intuicyjnie pokrywaja pedagogike Pani Montessori:) np kara/nagroda )

Poukladalismy w domu ksiazeczki, ktore wczesniej byly jedna na drugiej chaotycznie powciskane w polke - Polcia od tego czasu zostawila DUPLO i wyciaga oglada odklada ksiazeczki...

Montessori - genialne...

[ Dodano: 2009-11-28, 19:58 ]
dort napisał/a:
remika i przede wszystkim pusy
co to jest?

Polcia (nie ma jeszcze 2 lat) uklada chetnie taka kostke: http://www.montessori-mat...66-97-46-0-0-0/

doskonaly przyklad blednych kryteriow: "od lat ..."

[ Dodano: 2009-11-28, 21:19 ]
hej, wlasnie zobaczylam ze sa nowe zdjecia na stronie naszego przedszkola, jest tez nasz Polciak (w Paula, w szarym sweterku) : http://www.montessorihaus...tail=1243601108

Humbak - 2009-11-28, 21:23

Zastanawiające jest że dzieci w przedszkolu montessori nie chcą wracać do domu - my też czekaliśmy do końca razem z innymi rodzicami - z drugiej strony znamy się do dziś i my i dzieci mamy ze sobą świetny kontakt - 3 lata po skończeniu przedszkola :D

Manu napisał/a:
tylko ta praca i praca
manu ale sęk w tym, że tu nie każe się dzieciom pracować a słowo 'praca' bardzo celowo zastąpiło 'zabawę'. Montessori odkryła, że dzieci chcą być poważne i być poważnie traktowane. Gdy traktuje się to co robią z szacunkiem, jako ich 'pracę' czują się dowartościowani i też bardziej się przykładają do tego co robią.

Znamienne jest, że w przedszkolach montessori występują 'normalne' zabawki, ale bardzo szybko dzieci przestają się nimi bawić - tak jest w naszym przedszkolu, grupa dwulatków kuby bawiła się nimi na pierwszych trzech zajęciach, teraz sami wybierają pomoce montessoriańskie a wręcz dołaczają do grup przedszkolnych :)

manu :shock: gdzie ją kupiłaś??

Manu - 2009-11-28, 22:11

Cytat:
manu :shock: gdzie ją kupiłaś??
nie powielac zabawek!!! nie mamy jej w domu, jest w przedszkolu, zobacz na zdjeciach z przedszkola. ale mozna ja kupic we wszystkich sklepach montessori, kosztuje, bagatela, 30 euro... dla starszych dzieci lepsza jest "tri", nie "bi":)
nie, no ja troche zartem z ta praca, chodzi o branie na powaznie otoczenia i potrzeby bycia tak postrzegnym. Tu mi sie jakos pokrywa naturalnie z brakiem wystepowanie fazy "NIE" u dzieci w spolecznosciach nat. (amazonia, afryka). Tam jest zycie, prawdziwe zycie, czemu tu zaprzeczac:)

zina - 2009-11-28, 22:17

Manu, cudowne to Wasze przedszkole! :-D
A Polciak wyglada na szczesliwa malujac pedzlem :-)

dort - 2009-11-28, 22:37

remik to taka stara wersja scrabble - http://www.allegro.pl/ite...mik_slowny.html (są dwie wersje z liczbami lub literami)

PUSy to takie klocki (na stronie nazwali to Zestaw Kontrolny) oraz mnóstwo książeczek z zadaniami http://www.pus.pl/lista.p...5e5411ffe214c6d

Humbak - 2009-11-28, 23:24

Manu, znam tą kostkę, o niej pisałam we wcześniejszym poście, myślałam, że można ją kupić nieco taniej... ;)
Ja myślę że w kwestii 'dzieciństwa' i tego co przez to rozumiemy istnieje w nas dorosłych tak dużo uprzedzeń że głowa boli... kiedy czasami czytam że dzieci nie mogą się uczyć wcześniej bo to zabierze ich dzieciństwo zastanawiam się kogo ci dorośli dokładnie mają na myśli... Życie może być cudowne, ciekawe, intrygujące, pełne przygód - wszystko zależy od nas, nie trzeba od niego uciekać. Jedynie mając przed oczami wizję szkoły z dziećmi uwięzionymi za ławeczkami przez godziny różnych lekcji mam ochotę uciekać ;-) Na szczęście ta wizja powoli, ale jednak się zmienia.

Manu - 2009-11-29, 00:47

nie pisaliscie o fazach rozwojowych czy przegapilam? chodzi mi o te etapy, w ktorych sie rozwijaja pewne mozliwosci (np japonczycy nie potrafia powiedziec "r" bo w tej fazie, gdzie sie ksztalcila umiejetnosc mowy nie nauczyli sie mowic "r" i to juz jest nie do nadrobienia...
Czytalam to po niemiecku a kiepski ze mnie tlumacz...

Ponoc gdy niemowlaka w pierwszych tygodniach przetrzyma sie w ciemnosciach to taki czlowiek nie bedzie juz widzial. Slyszalam tez, ze indianie trzymaja dzieci po urodzeniu w ciemnosciach, zeby wlasnie LEPIEJ widzialy. no ale to pewnie da sie jakos wytlumaczyc.

Humbak - 2009-11-29, 11:50

Manu, tak to prawda, odnosi się to do ogólnego rozwoju dziecka, i raczej odkryć 'nowoczesnych' bardziej jeśli mogę się tak wyrazić niż odkryć montessori :-)

[ Dodano: 2009-11-29, 11:55 ]
a'propos japonii - to tam odkryto, że dzieci które wystawione były na stały kontakt z dodatkowym językiem w ciągu pierwszych 6 miesięcy życia (!) gdy spotykały się z tym językiem w wieku przedszkolnym załapywały go błyskawicznie - jak znajdę kto to badał i gdzie zrobię 'edit' tego posta ;-)

Manu - 2009-11-29, 12:07

Humbak, mam ciary na plecach jak czytam tego posta ! doloze jeszcze ciekawostke o etapie buntu, ktora fajnie byloby gdzies na WD rozwinac, ze dzieci koreanskie maja pozniej faze "NIE" .... :!:

[ Dodano: 2009-11-29, 12:22 ]
Cytat:
Manu, tak to prawda, odnosi się to do ogólnego rozwoju dziecka, i raczej odkryć 'nowoczesnych'
no w mojej ksiazce pisza, ze na tym bazuje montessori, ze dzieci same wiedza czego w danym momencie potrzebuja do rozwoju i by im tego nie utrudniac i nie zabraniac i nie przeszkadzac i nie wpychac w ramy "od lat..." wlasnie ze wzgledu na te FAZY .ALe moze cos przeinaczylam:( Czytam po niemiecku i psychologia to dla mnie nowy jezyk.
Paula poznala kolory bo jej to umozliwiamy, jeszcze dwa mce temu nie mialam pojecia, ze 1,5 latek moze zaczac uczyc sie liczyc.... Polcia uklada szczotki do butow, a pani przedszkolanka mowi raz dwa trzy cztery zamiast BRAWO!! :-D at tak swoja droga to ja nigdy nie chwalilam Polciaka - absolutnie nie chcialam jej uzalezniac od moich opinii...

Humbak - 2009-11-29, 22:14

Manu, trochę trudno mi się tutaj wypowiadać, bo nie jestem ekspertem nie mam nawet wykształcenia pedagogicznego więc wiem tyle co zjem ;) Piszę o tym co wiem co przeczytałam i co mi się wydaje, ale tylko tyle, przydałby mi się tutaj jakowyś ekspert :->

Tak, to prawda, montessori pisała o tym, że dzieci mają wrodzoną zdolność do nabycia pewnych umiejętności - choćby czytania czy mówienia, właściwie wszystkiego - te 'gotowości' (nowomowa, wiem...) nazwała 'nebulami. Nebule uaktywniają się w tzw. wrażliwych fazach, w których dziecko jest na tyle otwarte by zaadoptować daną wiedzę/umiejętność itp. Twierdziła ona jednak, że zdobycie ich jest również możliwe w pozostałych okresach życia, jednak będzie mu o wiele trudniej i być może nie osiągnie takiej perfekcji do jakiej dosżłoby gdyby środowisko udostępniło mu drogę do tej wiedzy. Dlatego też nie należy dziecka zmuszać do siadania przy stole i jedzenia łyżką, ale raczej siadania przy stole (jeśli jest to nasz kulturowy zwyczaj, bo dziecko asymiluje także kulturowe aspekty jego otoczenia) a łyżka ma być stale obecna, by dziecko mogło po nią sięgnąć gdy będzie na to gotowe. Dlatego w montessori dopuszcza się karmienie dziecka i nie zmusza do spożywania posiłków od razu samodzielnie. Najczęściej radzi się np karmić jedną łyżeczką a jednocześnie drugą zaoferować dziecku - to taki przykład tylko :)

wracając do tematu - nie słyszałam (ale też czytałam za mało żeby słyszeć) żeby montessori te teorie zbudowała na jakichś badaniach, raczej na własnej obserwacji dzieci, i nie wykluczała też późniejszą naukę umiejętności... myślę że gdyby zobaczyła póżniejsze badania to po prostu nie zdziwiłaby się ;-) no może poza tym, że wierzyła że jednak da się nauczyć tylko gorzej...

tyle wiem ja :->

[ Dodano: 2009-11-29, 22:17 ]
no i jak widzisz wcale Tobie nie zaprzeczyłam a nawet powiedziałam że masz rację :lol: :mryellow: :-P

PiPpi - 2009-11-30, 23:56

Manu napisał/a:

jeszcze dwa mce temu nie mialam pojecia, ze 1,5 latek moze zaczac uczyc sie liczyc....

widac, zę nie czytałś naszych dzieciaczków2008 regularnie :-P
temat mojego referatu/wystąpienia na 24stycznia brzmi: Maria Montessori :mryellow:

tak wiec bardzo miło mi się Was czyta ;-)
pewnie będę miał do Was kilka pytań, szkoda, ze i dla mnie literatura w ang jest nie do przebrnięcia :-?

Manu - 2009-12-01, 00:08

PiPpi napisał/a:
szkoda, ze i dla mnie literatura w ang jest nie do przebrnięcia :-?

sa filmy w necie, moze ci sie przydadza do ogolnej wizji:) WSPANIALE, powodzenia!

PiPpi - 2009-12-01, 00:12

dzięki, bardzo kreci mnie ten temat, sama rozumiesz ;-)
szkoda ze zabawki tak drogie, dopiero rozpoczęłam poszukiwania
gdybym chciał chadzać z Karolką na zajęcia w przedszkolu Montessori dwie godzinki/tydz. płaciłąbym350zł. teraz za zabawianki płacę 100zł 1,5godz/tydz.
ma sa kra
trendy trend posyłać dziecko do Moneterssori ale, takie trendy krzywdy nie zrobią ;-)

Humbak - 2009-12-01, 00:13

PiPpi, wal śmiało w razie czego ;) :)
dasz znać o czym mówiłaś i jak poszło? :-P :-D

PiPpi - 2009-12-01, 00:15

hehe, ja to myślałam coby na korki do Ciebie podjechać :mrgreen:
dam znak, jasne!
podawałaś już w tym wątku literaturę w naszym pięknym, ojczystym jezyku?

Humbak - 2009-12-01, 00:18

na początku wypisałam to co mam a więc i czytałam - ostatnią pozycję dopiero czytam bo dopiero co zakupiłam :->
bajaderka - 2009-12-01, 00:23

znalazłam taką stronkę http://www.bycrodzicami.pl/ , małżeństwo po polsku fajnie wyjaśnia ideę Montessori, są przetłumaczone artykuły z książek...zerknijcie...fajne pomysły na zabawy....
nie stać mnie, żeby posłać dzieci do takiej placówki Montessori, ale z pomysłów zabaw to chyba mogę skorzystać ;-)

Manu - 2009-12-01, 00:23

PiPpi, u nas nie ma roznicy w cenie, za trzy dni w tygodniu (5 godzin) place 140 eurantow. godzina opiekunki kosztuje 12eurantow, a inne grupy dla malych dzieci maja podobne ceny co montessori. Generalnie to panuje tu atmosfera: dziecko powinno byc przy matce 3 lata - ja w oczach mojej sasiadki przedszkolanki z 4 odchowanych wlasnych dzieci jestem matka wyrodna :-/ (na cale szczescie rozmawialysmy o tym kilka tyg temu, kiedy to jeszcze Polciak cycowal, bo teraz to by mi pewnie nie odpowiadala na dzien dobry
YolaW - 2009-12-01, 00:29

Manu, zachęciłaś mnie by poczytać o Montessori - ciekawe bardzo choć nie ze wszystkimi pomysłami się zgadzam :)
Podczytywać na pewno będę i parę rzeczy zastosuję. Także dzięki i myslę, że jednak potrzebna była ta dyskusja wcześniejsza :)

Manu napisał/a:
Poukladalismy w domu ksiazeczki, ktore wczesniej byly jedna na drugiej chaotycznie powciskane w polke
Czy możesz coś więcej na ten temat? Jak poukładaliście? Dlaczego? U nas właśnie bałagan w książeczkach, chiałabym cos z tym zrobić.
Manu - 2009-12-01, 00:30

bajaderka, to nawet nie chodzi o zabawki a raczej o ich eliminowanie. i o urzadzenie domu tak, by dziecko moglo samo wszystko zrobic. Do mnie bardzo powoli dociera ze trzeba chate gruntownie posprzatac - zrobic klarowna przestrzen - mam plany, zeby sama porobic regaly i je pomalowac - po swietach oczywiscie....

[ Dodano: 2009-12-01, 00:37 ]
YolaW napisał/a:
Poukladalismy w domu ksiazeczki, ktore wczesniej byly jedna na drugiej chaotycznie powciskane w polke
Czy możesz coś więcej na ten temat? Jak poukładaliście? Dlaczego? U nas właśnie bałagan w książeczkach, chiałabym cos z tym zrobić.


no to ja moze zrobie jutro zdjecie naszego regalu (tymczasowego, bo ja to sie dopiero asymiluje)
na poczatku trzeba jednak przestrzegac, by nim dziecko wezmie kolejna ksiazke odlozylo poprzednia. tak jest tez zasada z zabawkami. robi sie to praktycznie tak, ze lekko reka odgradzasz dostep do ksiazki zwracajac jednoczesnie uwage na ksiazeczke/przedmiot, ktory ma byc odlozony.
dalam dzis Polci moje korale, gumke do wlosow i male nozyczki. posortowala po swojemu do trzech roznych pojemniczkow i odlozyla tam gdzie chciala. ja bylam, patrzylam, komentowalam...

PiPpi - 2009-12-01, 00:57

dzięki za polskojezyczną stronkę bajaderko :-D
co do książeczek to mi samo wyszło zgodnie z M.
od paru miesięcy, jak już tych książeczek uzbierało się trochę pookładałam je , tak jak na półce w bibliotece, z tym, ze od najwiekszej do najmniejszej. Karolcia mówi: mama czyta i podchodzi do pólki, staje na paluszkach sięga rączką i podaje mi to, co chciałby poczytać. potem , gdy już kończę woła inna!, odkładamy razem książeczkę. pytam co chcesz teraz poczytać: najczęściej odpowiedź brzmi mi mi;) i szukam czegoś z myszką. Karolcia jeszcze dobrze nie siedział gdy kupiłam EJj pierwszą ksiązeczke z owocami i warzywami, robiłyśmy zabawy fundamentalne dla niemowlaczków i z tego, co czytałam w linku nr 1 to instynkt mi podpowiedział sporo z postawy M. :-D fajnie, cieszę sie, oby mi się udał jeszcze o porządek bardziej zadbać :->
Yola, powiem CI,z ę odkąd poskładałam te książeczki, zdecydowanie lepiej się Je czyta , jest większa pamięć o tym, co ostatnio czytałam, i nie powtarzam zbyt szybko książeczek, no lepiej jest, pewnie się sama przekonasz;)

PiPpi - 2009-12-01, 01:04

http://allegro.pl/listing...?string=montess*&from_showcat=1&category=0

humbak, którąś z tych pozycji jesteś w stanie polecić? lub, ktoś z was? :-D

Humbak - 2009-12-01, 01:11

ja moją przygodę zaczęłam od 'zrozumieć montessori' - najbardziej przystępnie jak dla mnie opisana metoda

montessori w przedszkolu i szkole to raczej lektura dla nauczycieli

domy dziecięce poleciłabym po zrozumieć montessori mówi wiele nie tylko o metodzie ale o badaniach M. Montessori i jej praktyce w pierwszym domu jaki prowadziła we włoszech

reszty nie znam, może manu lub dort podpowiedzą :-)

PiPpi - 2009-12-01, 01:21

dziękuję :-D
dort - 2009-12-01, 08:06

Humbak - ta książka - dziecko w szkole m... - podobno fajna, pani z przedszkola poleca, w nast. poniedziałek będę ją miała, tą 2cz. o nauczaniu matematyki też będę miała, ale ona już jest zupełnie inna, raczej dla praktyka, ciężko zastosować coś z niej w domu bez fachowych pomocy

Kofi, a nie myślałaś o dodatkowych zajęciach dla Daniela, które organizują uczelnie dla zdolnych uczniów :-D


nasze przedszkole montessori jest państwowe, gdyż od początku zajmuje nim się uniwersytet lubelski i to oni postarali się, aby zmieniono profil przedszkola na montessori :-D

Humbak - 2009-12-01, 10:51

dort napisał/a:
w nast. poniedziałek będę ją miała
dort, powiesz wtedy o niej coś konkretnego, pliiz :-)

co do konkretów to właśnie tego mi brakuje - co z tego że sobie kupię koraliki czy cuś jak nie wiem jak mogę z nimi ćwiczyć :roll: Ja materiały robię sama w domu raczej - zapinane ramki, litery piaskowe, matematyczne belki, liczby z koralikami i takie inne... ale czasem nie wiem jak mam wyjasnić dzieciom jak z nimi pracować - dostaną koraliki do łapki no i co?

państwowe przedszkole szczęściarz z Ciebie, najbliższe takie koło wrocka jest chyba w oleśnicy, trochę za daleko żeby dojeżdżać ;-)

dort - 2009-12-01, 11:35

na pewno dam znać - z tymi konkretami to myślałam raczej o kofi, bo jeżeli o ciebie chodzi to jak najbardziej rozumiem, że dla Ciebie to cenna rzecz
Humbak - 2009-12-01, 12:24

YolaW, jeśli mogę wtrącić to co wiem o książeczkach a nie zostało jeszcze powiedziane - w ich układaniu chodzi przede wszystkim o - porządek, rzecz jasna - ale i organizację. Montessori była przeciwna pudłom na różniste zabawki. Mówiła, że w ten sposób dziecko które jest w fazie że się tak wyrażę 'poszukiwawczej'
(czyli zanim zacznie nad czymś pracować, kiedy wydaje się być lekko znudzone, zamyślone czasem, po skończeniu jednej czynności a przed rozpoczęciem drugiej)
nie widząc zabawek nie ma możliwości podjęcia decyzji czym ma się zająć. To dlatego dzieci często nie wyjmują z tych pudeł zabawek tylko je wyrzucają po czym w nich buszują. U nas w domu takie pudło jedt jedno - bo zawsze znajdą się niezorganizowane zabawki w pokoju ;-)
Jednak na tyle na ile rozmiary mieszkania nam pozwalają, zaleca się stosowanie jak największej liczby półek i na nich ustawianie zabawek (posegregowanych, to co mówi perfekcyjna pani domu ma sens w odniesieniu do dzieci - gdy widzą że tu pojemnik na lale a tak na misie łatwiej jest im utrzymać porządek) raczej niż zbiorowych pojemników typu wszystko ze wszystkim.

To samo tyczy się książek - dla przykładu u nas - mamy miejsce na bajki na dobranoc (takie po których robi się miło i łatwo zasypia :-P ), u natalii jest miejsce osobne na książki 'naukowe', u kuby jest osobna półka na książki i gry obcojęzyczne. Dzieci doskonale wiedzą jaki rodzaj chcą czytać gdy sięgają po książkę. Z odłożeniem na miejsce trzeba już ich pilnować ;-)
W przedszkolach i placówkach natomiast zaleca się dosłownie eksponowanie książek - co ma na celu przyciągnięcie dziecka do nich i ułatwienie podjęcia decyzji o ich przeczytaniu - tak jak tu na stronie bodaj 2,4 i 6 http://www.michaelolaf.net/09JC03environment.pdf :)

[ Dodano: 2009-12-01, 12:28 ]
a zapomniałam jeszcze dodać - w przypadku książek w moim domu jestem okrutna i wywalam wszystkie które uważam za nieatrakcyjne, niezrozumiałe, brzydkie itd. Najczęściej na pck gdy są w bardzo dobrym stanie tylko mi nie odpowiadają :->

Manu - 2009-12-01, 15:03

tak wyglada dzisiaj Polciakowy regal we wspolnej czesci mieszkania:













a to na wymiane: ser do przewlekania i skrzynka ze srubkami. dolozylam kilka metalowych i prawdzine nakretki.



A to moj projekt na poswietach :oops: - Polciakowy pokoj......"montessori dla odwaznych"



[ Dodano: 2009-12-01, 15:05 ]
Humbak, tak wlasnie mi si ewydawalo, ze lepiej byloby jeszcze te o spiacych misiag wydzielic. chyba przeloze je na prawa strone od koszyka. Polcia sama wybiera sobie ksiazeczke, ktora chce ze mna poogladac w lozku, i wczoraj przyniosla o potworach morskich :-?

Humbak - 2009-12-01, 15:25

Manu napisał/a:
wczoraj przyniosla o potworach morskich
skąd ta minka? fajnie! :) Miło jest zobaczyć zdjęcia, może kiedyś się przemogę i pokażę jak wygląda dom montessori bez półek na które chwilowo mnie nie stać :lol:

mogę coś poradzić? widziałam zamek na półce - sam zamek jest bardzo trudno zapiąć i odpiąć, kawałek szmatki kuchennej 4 linijeczki desek przyciętych zwykłą reczną piłką, zszyć, przykuć gwoździami i będzie ramka :-P Ja też muszę się w końcu za nie wziąć bo kuba teraz sam zaczyna się ubierać i rozbierać a z 4 ramek po natalii została mi 1, reszta padła, tak mocno była zrobiona ]:->

Manu - 2009-12-01, 20:55

Humbak, a moze mialabys wiecej motywacji pokrecic troche kamera i dac tu filmik?
ja jej tego zamka nie dalam, wyciagnela sama z mojego pudla do szycia, jak i cala reszte duperelkow, ktore widac na zdjeciu. reszte jej zabralam, jak po nieudanej probie sortowania 1001 drobiazgow zaczela wcinac metalowe paciorki :-| wiadomo.

to Twoja coreczka tez juz byla od poczatku w systemie montessori, ze masz stare zabawki? POdziwiam, ze ci sie chcialo robic te ramki! Ja raczej pozwalam Polciakowi bawic sie nasza garderoba, naszymi plecakami, sprzetem wspinaczkowym itd... tam jest WSZYSTKO i jeszcze PLUS.
Dzis rozwieszajac pranie nie musialam sie schylac do kosza, Polcia podawala mi mokre ("moćre")rzeczy z kosza a ja wieszalam, . slodziak:)
jak zmiksowalysmy razem zupe i powiedzialam, ze idziemy jesc to zaczela szukac naczyn - znalazla sloiki i wziela dwa ... musze koniecznie przygotowac jej szafke zeby miala wszystko co potrzebuje do nakrycia do stolu.

a co do ksiazek na dobranoc - niech mi przynosi co chce, jednak zeby miala jasny wybor a to jest juz moja dzialka, bardzo dla mnie trudna :oops: .

YolaW - 2009-12-01, 22:57

Dziewczyny dzięki za zdjęcia i wyjaśnienia. Zmobilozowałyście mnie do zrobienia porządku w zabawkach Olafa, bo książeczki w bałaganie strasznym no i skrzynia z zabawkami też totalny miszmasz :oops:
zina - 2009-12-01, 23:11

bajderka, bardzo dziekuje za podanego linka! :-)
Jako pedagog w stanie uspionym mam co nadrobic :-P

Ja tez dzis zrobilam porzadki :-)
Poukladalam rowno Klary ksiazki i nawet udalo mi sie ja powstrzymac przed zrzuceniem wszystkiego na podloge :lol:
Powyciagalam pare zabawkek z pudel i razem z Klara szukalysmy dla nich miejsca w pokoju. Widzialam ze miala z tego niesamowita frajde.
Ponad to juz od jakiegos czasu pozwalam Klarze na pomoc w kuchni.
Razem gotujemy zupe. Kroje warzywa, Klara wrzuca je do garnka, wsypuje troche soli, dolewa na talerz oliwy. Duzo czasu trzeba na to poswiecic ale widzac jej zaangazowanie widze ze warto.
Je rowniez na szklanym talerzu i pije przy stole ze szklanego kubka z jej ulubionym apple.

Klara od paru tygodni wszystko chce robic sama, swiecic i gasic swiatla, spuszczac wode w toalecie, wkladac rzeczy do szafek, zakrecac butelki, zamykac drzwi itp itd.
Strasznie cieszy mnie tej przejaw niezaleznosci! :-)
Pisze to wszystko bo im wiecej czytam (no dobra, odswiezam ;-) )o pogladach Montessori tym bardziej rozpoznaje w nich swoje wlasne podejscie do Klary.
Przedszkole, do ktorego jest zapisana Klara (byc moze od nowego roku) nie jest zupelnie placowka Montessori ale korzysta z jej metod plus neohumanistycznych.
Sunrise

Humbak - 2009-12-01, 23:17

zina napisał/a:
Jako pedagog
hura! Zina jak się cieszę że cię tu mamy! :mryellow: :-D :-P :->

jeszcze nie przeglądnęłam, ale stronkę mają fachową :-)

Kat... - 2009-12-02, 00:05

Ja też pod Waszym wpływem zrobiłam dzisiaj porządki w zabawkach. Książeczki poukładałam wielkością i podzieliłam na te do pokazywania i te do czytania. Zabawki na razie na miękkie, wydające odgłosy i inne. Jejciu jak ja lubię segregować i układać! Powinnam być chyba archiwistką czy coś. Normalnie katalogowanie ist maj lajf :-D
olgasza - 2009-12-02, 09:27

I u nas czas na porządki. Co prawda nieświadomie, ale mamy oddzielne pojemniki na piłeczki, samochodziki, pluszaki, zabawki muzyczne, plus jedno wspólne pudło na całą resztę. Ale wstyd się przyznać nie mamy żadnego stołeczka ani podnóżka, żeby ułatwiać małej dostęp do umywalki czy wyższych półek, nie pomyślałam o tym...
Manu - 2009-12-02, 09:36

Humbak napisał/a:
zina napisał/a:
Jako pedagog
hura! Zina jak się cieszę że cię tu mamy! :mryellow: :-D :-P :->



a ja dołożę jeszcze hura! ze inni tu zajrzeli i działają !!

PiPpi - 2009-12-02, 14:24

zina napisał/a:

Jako pedagog w stanie uspionym mam co nadrobic :-P


wake up! wake up! :lol:

[ Dodano: 2009-12-02, 14:26 ]
dziewczyny, czy mogłabym Was, jako entuzjastki tej metody poprosić o wypowiedź w kilku zdaniach, dlaczego akurat ta metoda M. Montessori Was przyciągnęła? :->

Humbak - 2009-12-02, 15:30

PiPpi, nie da się w kilku zdaniach :lol: Rozumiem że potrzebujesz do pracy? :-)

Kiedy się dowiedziałam o montessori usłyszałam tylko o przedszkolu - nie wiedziałam np że na całym świecie są szkoły montessoriańskie na różnych poziomach, aż po studia, ani że można to zastosować w domu.

Zachwyciło mnie to jak traktuje dzieci - np o szacunku dziś już mówią wszyscy, ale tu ujrzałam konkretne narzędzie jak należy to zrobić.
To przedszkole widzi człowieka, widzi każdego z osobna i wszystkich razem.
Moja Natalcia mogła w nim rozwijać to co w niej najlepsze - wszystkie swoje talenty, za którymi podążała ona sama.
Uczona była zachowań społecznych - zarówno grupowo jak i indywidualnie, ale nic w stylu nakazów i zakazów. Kiedy zachowała się nie tak, poświęcano jej czas by ona też dostała narzędzie do ręki - uczono ją jak w takiej sytuacji ma się zachować, jak sobie poradzić z uczuciami, z sytuacją w jakiej się znalazła, ale też jak z szacunkiem odnieśc się do pokrzywdzonego - podobnie gdy ktoś skrzywdził ją. Dzieci na codzień są uczone rozwiązywania konfliktów i znajdowania wyjść z trudnych, nie jako pogadanka czy drama ale w sytuacjach które wynikły.
Jest to pierwsze przedszkole w którym jest nacisk na naukę ciszy i wyczucia piękna. Codziennie jest lekcja ciszy którą dzieci uwielbiają i chętnie powtarzają w domu, uczone (!) są wyczucia piękna - w obrazach, sztuce, muzyce, kolorze, naturze, innym człowieku. Nie spotkałam się by inne przedszkola miały to sformułowane w postaci lekcji.
Dzieci uczone są tego, że żyją wśród innych - troski, pielęgnacji, szacunku do drugiego człowieka - i znów - to nie jest idea przedszkola, to są konkretne lekcje i zadania domowe.

Chyba to przyuczanie do odpowiedzialnej swobody, nacisk na indywidualność przy jednoczesnym bardzo szeroko rozumianym rozwoju zachowań społecznych - w formie codziennych bardzo konkretnych i namacalnych ćwiczeń a nie idei przedszkola spodobały mi się najbardziej.

zina - 2009-12-02, 17:43

W pogladach Montessori podoba mi sie ze kazde dziecko traktowane jest indywidualnie z nalezytym mu szacunkiem, wyjatkowo spostrzega jego talenty i pozwala na zachowanie w zaleznosci na jakim etapie sie znajduje.
Obserwacja dziecka i pozwalanie mu na kreatywne rozwiazania bez zbytniej interwencji w to co robi.
Poki co tyle z tego co odswiezylam ;-)

Humbak - 2009-12-02, 18:42

zina, jeśli Ty się dopiero co rozkręcasz... nie ma to jak słowa fachowca :-D
zina - 2009-12-02, 21:03

Warte uwagi:
Cytat:
Dzieci w naszych szkołach mają zapewnioną swobodę działania, ale nie oznacza to, że brak w nich organizacji. Organizacja jest w zasadzie niezbędna … jeśli dzieci mają być wolne.
– Maria Montessori (The Absorbent Mind, strona 244)
Humbak - 2009-12-02, 21:26

Zina, ja właśnie zastanawiam się nad jedną kwestią, która wynikła ze słów kammy... a mianowicie tym wewnętrznym wyczuciem dobra dziecka w które wierzyła montessori. Z drugiej jednak strony przecież jasno przekazała jak należy uczyć dziecko odróżniać dobro i zło. Skąd więc jest i czy w ogóle jest to sprzeczność?

Montessori była z drugiej strony bardzo wierzącą katoliczką, a katolicy wierzą w to, że natura człowieka jest sama w sobie dobra...
sama nie wiem...

Tobayashi - 2009-12-02, 22:42

Humbak napisał/a:
Montessori była z drugiej strony bardzo wierzącą katoliczką, a katolicy wierzą w to, że natura człowieka jest sama w sobie dobra...
sama nie wiem...

A jak wiara w dobrą nature człowieka ma się do wiary w grzech pierworodny? O ile sie nie mylę, wszyscy są obciązeni tym grzechem, a więc grzeszni z natury. Pewen kreacjonista wyjasnil mi, że to dlatego male dzieci biją inne np. w piaskownicy :mrgreen:

YolaW - 2009-12-02, 22:53

Humbak napisał/a:
Codziennie jest lekcja ciszy którą dzieci uwielbiają i chętnie powtarzają w domu,
Humbak, czy mogłabyś powiedzieć jak to ćwiczyć w domu?
Humbak - 2009-12-02, 23:19

Tobayashi napisał/a:
jak wiara w dobrą nature człowieka ma się do wiary w grzech pierworodny?
Tobayashi, źle się wyraziłam - człowiek ma skłonność do wybierania dobra, jednak nie posiada takiej wiedzy by nie popełniać błędów. To dlatego adam i ewa zerwali jabłko - chcieli wiedzieć więcej, wiedzieli za mało by nie popełnić błędu. Niewiedza jest przyczyną zła. Wiedza, świadomość - zawsze prowadzi do dobra. Wg religii ;)

Yola, w dłuższej wolnej chwili odpiszę, ok? :)

[ Dodano: 2009-12-03, 01:24 ]
a ja chciałam tylko jeszcze powiedzieć o kubusiu... mamy w kuchni miejsce na jedną tackę na napoje - bo te dla rodziny są dla niego za wysoko. Od jakiegoś czasu kuba uczy się nalewać sobie soczku do kubeczka i z niego pić. A dziś... po raz pierwszy sam poszedł, nalał sobie soczku bez nikogo i nie wylał :) i co się stało? Był taki szczęśliwy że zaczął krzyczeć 'mamo! tato! mamo! tato!' pędził, bił sobie brawo i przyprowadził nas z dumą do kuchni. Ucieszyliśmy się oczywiście z tego że nalał sobie sam, ale jego radość była tak ogromna, że ze śmiechem zapomniał o soczku i pobiegł do pokoju :lol:

Nieważne, kiedy dziecię się nauczy choćby nalewać soczku, ale ta radość i duma - nawet mnie cieszyła ona bardziej niż to że sobie tego soczku nalał :-D

k.leee - 2009-12-03, 02:18

Cudna historia z Kubusiem, to jest dopiero szczęście! :-D
Humbak napisał/a:
człowiek ma skłonność do wybierania dobra
No, to już jest rzeczywiście kwestia wiary... w człowieka :roll:
Wracając do Montessori, my pod koniec wakacji trafiliśmy do takiego przedszkola z elementami Montessori , byłem zachwycony. Osoba , która to prowadzi, jej podejście do dzieci, spokój i ciepła łagodność, sposób w jaki zaadaptowała dom z ogrodem - jak nasze . Było drogo jak dla nas ale jeszcze do przejścia tyle , że to Gdynia więc ok 1 godziny dojazdu w jedną stronę ( czyli jak dla mnie 4 godziny - brrr), więc odpadło. Szukaliśmy bliżej nas i znaleźliśmy stricte Montessori ale...intuicja mnie nie myliła. Dom otoczony betonowymi, szarymi płytami a w środku pół-dzieci, pół-zombi. W tych szarych fartuchach, przywoływane do "pracy" (brrrr).
Gdy coś się dziecku stało , nikt go nie przytulił tylko brał za rękę i prowadził, rozmawiał.
Nie twierdzę, że to było złe przedszkole ale dla mnie brakowało tam ciepła, tam na każdym poziomie było chłodno.
Nie wierzę w idealne systemy, każdą idę wprowadzają w życie ludzie i to od nich dużo zależy. Przedszkole - przedszkolu nie równe, przedszkole Montessori - przedszkolu Montessori nie równe.

zina - 2009-12-03, 08:29

k.leee, moze tutaj znajdziesz wyjasnienie:

Cytat:
The name Montessori is not legally protected, and can be used by anyone, for any purpose; it is vital that anyone searching for a good Montessori school or teacher-training center be aware of this. Most of the Montessori sites on the Internet today exists to advertise one particular Montessori organization, school, or training center.

stad

Humbak,wspaniala historia! :-)

PiPpi - 2009-12-03, 22:00

tak, humbak, pytam pod katem pracy różnych osób, ciekawi mnie tez za co krytykowana jest ta metoda, chcę zgłębić temat od podszewki ;-)
zina - 2009-12-03, 22:18

PiPpi napisał/a:
ciekawi mnie tez za co krytykowana jest ta metoda

Tez mnie to zaciekawilo i wygooglowalam ze niejacy illiam Heard Kilpatrick i John Dewey uwazaja metode Montesori za zbyt restrykcyjna, ktora nie kladzie odpowiednio nacisku na wspolzycie z innymi i rozwoj.
Dewey ponad to uwazal ze jej metoda dusi kreatywnosc.
Hmmm...

Jednakze:

Cytat:
By the end of kindergarten, the Montessori children performed better on standardized tests of reading and math, engaged in more positive interaction on the playground, and showed more advanced social cognition and executive control. They also showed more concern for fairness and justice. At the end of elementary school, Montessori children wrote more creative essays with more complex sentence structures, selected more positive responses to social dilemmas, and reported feeling more of a sense of community at their school.


stad

Humbak napisał/a:
Zina, ja właśnie zastanawiam się nad jedną kwestią, która wynikła ze słów kammy... a mianowicie tym wewnętrznym wyczuciem dobra dziecka w które wierzyła montessori. Z drugiej jednak strony przecież jasno przekazała jak należy uczyć dziecko odróżniać dobro i zło. Skąd więc jest i czy w ogóle jest to sprzeczność?

Moze z naturalnej tendencji czlowieka do bladzenia :roll:

[ Dodano: 2009-12-03, 22:27 ]
Czy wiedziliscie ze wsrod slynnym studentow Montesori jest m.in Gabriel Garcia Marquez, Friedensreich Hundertwasser, Anne Frank i George Clooney ;-)

PiPpi - 2009-12-03, 22:54

oh, George! nie pomyślałabym ;-)

większość katolików, ze sobie pozwolę na ten ton, powiedziałoby, ze wierzą w naturalną, wrodzoną wręcz dobroć dziecka a ze należy je odrużniać dobro od zła to taka bajka, ze zło ( jak i dobro) pochodzi z zewnątrz dziecka i chodzi o to, by nauczyć je dokonywając wyboru miedzy jednym a drugim. ale zamotałam. z resztą ja dopiero czytam pierwsze materiały na ten temat to się nie wypowiem konkretnie, takie domysły jedynie snuję. mam przyjaciółkę, padagożka w stanie wybitnie aktywnym ;-) , która mi w smsie napisała,że była entuzjastką Montessori, a ze to moja "super niania" bardzo ciekawam Jej zdania, podzielę się oczywiście nim z z Wami dobre kobity ;-)

YolaW - 2009-12-03, 23:52

Humbak napisał/a:
Yola, w dłuższej wolnej chwili odpiszę, ok?

ok, czekam :)
PS. Fajna historia z Kubusiem. Fajnie jak się dziwecko czegoś nauczy i jest z siebie dumne :)

Manu - 2009-12-04, 00:10

PiPpi napisał/a:
tak, humbak, pytam pod katem pracy różnych osób, ciekawi mnie tez za co krytykowana jest ta metoda, chcę zgłębić temat od podszewki ;-)


ponoc M.M. negatywnie zapatrywala sie na dziecieca fantazje - jak to mozna rozmienc, nie wiem.

[ Dodano: 2009-12-04, 00:13 ]
dobro trzeba obudzic w czlowieku, ona tam jest, a jakze, czlowiek czyni zle? robi to z newiedzy... no przeciez!

Anja - 2009-12-04, 08:10

bajaderka napisał/a:
znalazłam taką stronkę http://www.bycrodzicami.pl/ , małżeństwo po polsku fajnie wyjaśnia ideę Montessori, są przetłumaczone artykuły z książek...zerknijcie...fajne pomysły na zabawy....
nie stać mnie, żeby posłać dzieci do takiej placówki Montessori, ale z pomysłów zabaw to chyba mogę skorzystać ;-)


bajaderka
, dzięki za tego linka. :-)

Humbak - 2009-12-04, 09:29

Manu napisał/a:
ponoc M.M. negatywnie zapatrywala sie na dziecieca fantazje
manu, nic na ten temat nie wiem, raczej wprost przeciwnie... skąd masz taką informację?
emkawu - 2009-12-04, 11:11

Humbak napisał/a:
Manu napisał/a:
ponoc M.M. negatywnie zapatrywala sie na dziecieca fantazje
manu, nic na ten temat nie wiem, raczej wprost przeciwnie... skąd masz taką informację?


Witam serdecznie, to mój pierwszy post na forum, chociaż czytam Was już od dawna. :-)

Ja też spotkałam się z informacjami, że w metodzie Montessori kładzie się nacisk na poznawanie świata realnego i krzywo patrzy np. na tradycyjne baśnie. O ile dobrze pamiętam, pisała o tym (krytycznie) Anna Sobolewska w książce "Cela".
Przyznam, że to mocno zraziło mnie do Montessori - chociaż to, co piszecie w tym wątku bardzo mi się podoba, a zabawki na zdjęciach mnie po prostu urzekły. :-)

zwolnij - 2009-12-04, 11:16

Ja tu nowy, ale bardzo zainteresowała mnie ta rozmowa o Montessori, bo razem z żoną interesujemy się nią już od ponad 2 lat.

Chciałem napisać coś pokrótce o tej fantazji i jak my to zrozumieliśmy czytając różne książki na temat podejścia Montessori.

Z naszego punktu widzenia Montessori nie neguje w żaden sposób dziecięcej fantazji, pozwala się również rozwijać dziecku w sposób kreatywny i najbardziej mu służący.
Montessori zachęcała jednak bardzo, by do 5-6 roku życia dzieci otrzymywały wiadomości, które są prawdziwe. Słuchałem kiedyś wykładu i tam Pani świetnie to ujęła:
Wyobraźcie sobie, że nagle pojawiacie się na zupełnie innej planecie, gdzie wszystko jest dla was nieznajome i nowe i bardzo bardzo pragniecie, by poznać jak ten świat rzeczywiście wygląda i co można tam robić. Każda osoba, którą spotykacie i pytacie opowiada Wam zmyślone rzeczy, które w ogóle Was do prawdy nie prowadzą. Jak byście się wtedy czuli.

Montessori uważała, że dopóki dziecko nie potrafi w sposób świadomy odróżnić, że coś jest prawdą, a coś jest zmyślone (jest w stanie to zrobić ok. 5-6 roku życia) to naszym zadaniem jest podsuwać jak największą ilość książek i historii, które są prawdziwe, mogły lub kiedyś się wydarzyły, odpowiadają temu, co na świecie się dzieje.

Poza tym na świecie jest tyle interesujących rzeczy, rozwój roślin i zwierząt, różne kultury, języki, instrumenty muzyczne, góry, jeziora, nasze własne historie z dzieciństwa, historie naszych dziadków, że życia nam nie starczy by je wszystkie poznać.

Zamiast więc wprowadzać smoki, można przeczytać coś o dinozaurach, zamiast bawić się w batmana, można odkryć z dzieckiem niezwykłe historie o nietoperzach.

Montessori uważała też, że zbytnie przywiązanie dziecka do fantazjowania jest pewnego rodzaju ucieczką przed życiem w realnym świecie i jest oznaką, że nie zostaje w odpowiedni sposób zaspokojona jakaś szczególna dziecięca potrzeba. Z tego co wnioskujemy to nie chodzi tu o jakiś krótkie epizody dziecięcej wyobraźni, ale o sytuacje, kiedy dziecko fantazjuje notorycznie na przykład przez długi czas przed obcymi gra rolę batmana, a wszystko w jego otoczeniu jest elementami z bajki o batmanie.

Z tego co nam wiadomo Montessori rekomendowała więc by z wprowadzaniem mówiących zwierząt, wróżek, elfów itp poczekać, aż dzieci będą wiedzieć, że to są postaci wymyślone.

Wiemy, że w wielu rodzicach takie podejście może budzić sprzeciw, ale nam się takie podejście bardzo podoba, szczególnie jak się odkryje, że na świecie jest dużo więcej ciekawych i bardziej dla dziecka interesujących rzeczy niż wróżki i elfy.

Montessori często nalegała również, że kreatywność nie oznacza wcale, że dziecko potrafi udawać, że klocek to statek, czy kij to koń, a robi to zwykle dlatego, że bardzo marzy by mieć statek lub pojeździć na koniu, a że nie ma takiej możliwości to je sobie stwarza, ale gdyby tylko mogło pojechać na prawdziwym koniu to szybko porzuciłoby kij. Rekomendowała więc by obserwować dziecięce zabawy i wyciągać z nich wnioski na temat potrzeb dziecka.
Kreatywność wg Montessori oznacza, że potrafimy wykorzystać w odpowiedni sposób narzędzia, które mamy i stworzyć coś dzięki nim i naszemu umysłowi, dlatego tak wiele uwagi przywiązuje się do odpowiedniego zaprezentowania jak prawidłowo używać narzędzi: pomocy Montessori, kredek, ołówka, pędzla itd.

Spróbuje jeszcze znaleźć źródła w książkach, ale nie mam ich teraz przy sobie.

adriane - 2009-12-04, 11:50

Ojej, to widzę teraz, że idea Montessori jest zupełnie odwrotna niż steinerowska, gdzie właśnie kładzie się duży nacisk na baśniowy świat i rozwój wyobraźni, te wszystkie wróżki i elfy, są jak najbardziej wskazane.
Tak sobie myślę, ze w wieku 5-6 lat, to już chyba za późno na fantazjowanie, zwłaszcza jak się wcześniej było odwodzonym od tego.

Ciekawa jestem co dalej napiszecie, o tej fantazji :)

zwolnij - 2009-12-04, 12:14

i jeszcze długi artykuł po angielsku z kongresu Montessori w Sydney z 2005 r. na temat rzeczywistości, fantazji, wyobraźni i kreatywności w idei Montessori: http://www.montessori-ami...ney/papersd.htm
Humbak - 2009-12-04, 12:19

Zadziwiające jest to, co teraz czytam w książce sabiny guz - zbadała ona (jej własne badania w polsce więc bezcenne ;) )umiejętności i postawy u dzieci montessoriańskich i prowadzonych tradycyjną metodą. Choć dzieci przedszkolne lepiej wychodziły w testach ścisłych typu czytanie, pisanie i z zachowań socjalnych - takich jak umiejętność rozpoznawania dobra i zła, empatia, uprzejmość itp (co zupełnie zaprzecza oskarżeniom panom
zina napisał/a:
illiam Heard Kilpatrick i John Dewey
)

to już dzieci starsze cechowały się wyższą kreatywnością, zdolnością do tworzenia bajek, legend, były też bardziej kreatywne w zajęciach teatralnych - te świeże badania są odpowiedzią na Twoje wątpliwości, adriane :)

ogromnie się cieszę na tak dużą liczbę konkretów jaka tu nachodzi z różnych stron, dla mnie to ogromnie bezcenne, jako naukowiec ;) nie lubię rozmawiać o wydajach-mi-sie ;)
BARDZO WAM ZA TO DZIĘKUJĘ bo sama wiem ile wymaga to wysiłku i czasu - znaleźć, zacytować, wyjaśnić, sama nie mam czasu rozwinąć tego wątku tak jak bym chciała - dzięki :)

zwolnij, emkawu, jeśli nie macie nic przeciw, czy moglibyście podać miasta z których pochodzicie? W Polsce są miasta bardziej i mniej montessoriańskie, ze względu na słabo rozpowszechnioną wiedzę na ten temat - w jednym z wrocławskich przedszkoli spotkałam się z 'piątkami montessoriańskimi' co już wydaje mi się tak daleką niewiedzą że aż w zębach trzeszczy... ale jak napisała zina, każdy może, a to chwytliwa nazwa, choć większość oprócz 'pracy' nie ma o tym pojęcia, albo - czy spotkaliście się z tym samym? kojarzą montessori z
1/ szybszą nauką - dziecko musi wcześniej pisać, czytać i być w ogóle 'wcześniej' albo 2/ dzieciom wszystko wolno - kolejny mit z którym strasznie ciężko walczyć, ponieważ mam wrażenie że jest obecny nawet na wd, mam nadzieję, że choć te dwa punkty uda się nam wspólnymi siłami tu wyjaśnić :D

Manu - 2009-12-04, 12:45

Humbak napisał/a:
Manu napisał/a:
ponoc M.M. negatywnie zapatrywala sie na dziecieca fantazje
manu, nic na ten temat nie wiem, raczej wprost przeciwnie... skąd masz taką informację?

z wikipedii po niemiesku:



Kritik an der Pädagogik Maria Montessoris
Lückenhaft In diesem Artikel oder Abschnitt fehlen folgende wichtige Informationen:

* Begriffe wie "Arbeit", "Normalisation", "deviante Charakterzüge", "kosmische Erziehung" sind missverständlich
* Geschichte der Rezeption ist zu untersuchen (Italienischer Faschismus, Mussolini)
* Darstellen neuerer Forschungen und Diskussionen innerhalb der Montessori-Pädagogik
* Global formulierter Vorwurf: Die Kreativität der Kinder wird eingeschränkt (im künstlerischen Rahmen, aber auch in der Bewegungserziehung)
* Aus dem Text geht nicht immer klar hervor, was die einzelnen Vorwürfe sind, und ob sie aus der Sicht der Montessoripädagogik auch zutreffen
Du kannst Wikipedia helfen, indem du sie recherchierst und einfügst.

Besondere hermeneutische Schwierigkeiten bei der Deutung der Primärquellen - die vor allem auf die Entstehungsgeschichte der Texte zurückzuführen sind[8] - bilden sowohl die große Herausforderung als auch den Gegenstand der Kritik.

Es gibt verschiedene Arten von Kritik an der Montessori-Pädagogik. Allgemein werde die kindliche Phantasie durch die Begründerin Maria Montessori zu negativ gesehen. Das im Rahmen der Montessori-Pädagogik vorverlegte Lesen und Schreiben Lernen wird kritisiert. Diese Materialien seien so lange nach ihrer Entwicklung nach Meinung einiger Wissenschaftler nicht mehr zeitgemäß. Die klassische Vorgehensweise nach dem Prinzip der Imitation (Lernen am Modell) kann angeblich dem veränderten und moderneren Bild von Lernen, das viel konstruktivistischer ausgelegt ist, nicht standhalten. Neuere Erkenntnisse wie das Konzept der Spiegelneuronen messen dem Imitationslernen allerdings wieder einen höheren Stellenwert bei. Dies steht auch nicht im Gegensatz zum Konstruktivismus.

Der künstlerische Bereich wurde von Montessori eher stiefmütterlich behandelt, die Kreativitätserziehung steckte für Kinder am Beginn des 20. Jahrhunderts noch in den Kinderschuhen. Es ist eine große Herausforderung an die Erziehungsperson, die kreativen Intentionen zum Selbstausdruck (wie zum Beispiel sich malerisch auszudrücken oder zu singen) in eine gut zugängliche Umgebung zu verpacken, so dass Kinder auch zu diesen Bereichen die Möglichkeit einer freien Wahl vorfinden.

[ Dodano: 2009-12-04, 12:55 ]
Cytat:
Z tego co nam wiadomo Montessori rekomendowała więc by z wprowadzaniem mówiących zwierząt, wróżek, elfów itp poczekać, aż dzieci będą wiedzieć, że to są postaci wymyślone.

Wiemy, że w wielu rodzicach takie podejście może budzić sprzeciw, ale nam się takie podejście bardzo podoba, szczególnie jak się odkryje, że na świecie jest dużo więcej ciekawych i bardziej dla dziecka interesujących rzeczy niż wróżki i elfy.


mi sie to wydaje bardzo sluszne. rewelacyjnie o Tym napisales. dzieki.
zawsze czulam sie zaklopotana gdy Polciak powazna dziewczynka pytala sie o elfiki z opakowania po czyms tam. pytala sie powaznie, chciala wiedziec. zatuszowalam wiec sprawe mowiac, ze to male dzieci...

adriane - 2009-12-04, 13:35

Cytat:
to już dzieci starsze cechowały się wyższą kreatywnością, zdolnością do tworzenia bajek, legend, były też bardziej kreatywne w zajęciach teatralnych - te świeże badania są odpowiedzią na Twoje wątpliwości, adriane :)


No tak, tylko te starsze wiedzą już, że to fikcja , taki sobie smok np. a te młodsze w te postacie bajkowe wierzą i wg. pedagogiki steinerowskiej to jest konieczne dla rozwoju dziecka na jakimś tam etapie (maluchy): fruwać w bajkowym świecie.

Pewnie każda teoria ma swoje badania, które im dobrze wychodzą, nam rodzicom pozostaje wybrać co nam pasuje z tego :)

Humbak - 2009-12-04, 14:21

czy znacie może stronki tłumaczące lepiej niż google tłumacz?
sorki za ot, ale przydałyby się ;)

zwolnij - 2009-12-04, 14:57

Humbak napisał/a:

zwolnij, emkawu, jeśli nie macie nic przeciw, czy moglibyście podać miasta z których pochodzicie? W Polsce są miasta bardziej i mniej montessoriańskie, ze względu na słabo rozpowszechnioną wiedzę na ten temat - w jednym z wrocławskich przedszkoli spotkałam się z 'piątkami montessoriańskimi' co już wydaje mi się tak daleką niewiedzą że aż w zębach trzeszczy... ale jak napisała zina, każdy może, a to chwytliwa nazwa, choć większość oprócz 'pracy' nie ma o tym pojęcia

Humbak, od trzech lat mieszkamy w Irlandii. Tutaj prawie każdy kącik przedszkolaka nazywają Montessori, każdą przestrzeń, w którą wrzucą dwie pomoce Montessori, ale dzięki temu widząc napis Montessori co parę metrów, a później w końcu czytając książkę Być rodzicami i tak zaczęła się nasza przygoda z Montessori. Prowadzimy stronę www.bycrodzicami.pl. Na ile czasowo dajemy radę staramy się tam przekazać jak najwięcej z idei Montessori na temat wychowania i edukacji dzieci. To też ciągle motywuje nas do sięgania głębiej i modyfikowania rzeczy, które wcześniej błędnie zrozumieliśmy (bo błędy popełniamy ciągle. Z resztą czy to z metodą czy bez - i tak byśmy ich nie uniknęli)

W Polsce znamy trochę ośrodków, w których idea Montessori rozwija się po dobrych torach:
- www.usawickich.pl - małżeństwo Ola i Marcin Sawiccy prowadzą w górach 2 szkoły podstawowe Montessori, a ostatnio otworzyli też przedszkole.
- Przedszkole im. Św. Franciszka z Asyżu Sióstr Bernardynek w Łodzi
- Przedszkole Miejskie nr 220 w Łodzi (Łódź w ogóle wydaje się być silnym ośrodkiem Montessori w Polsce)
- Przedszkole Integracyjne Montessori, Kraków: Warto przeczytać publikacje: http://www.edukonekt.pl/sz/index.php?m=publikacje
- Przedszkole nr 34 i Szkoła Podstawowa nr 27 im. Marii Montessori w Lublinie
Pewnie jest więcej, ale o tych słyszeliśmy i mamy dobre opinie.


Humbak napisał/a:
czy spotkaliście się z tym samym? kojarzą montessori z
1/ szybszą nauką - dziecko musi wcześniej pisać, czytać i być w ogóle 'wcześniej' albo 2/ dzieciom wszystko wolno - kolejny mit z którym strasznie ciężko walczyć, ponieważ mam wrażenie że jest obecny nawet na wd, mam nadzieję, że choć te dwa punkty uda się nam wspólnymi siłami tu wyjaśnić

Tak, spotkaliśmy się często.
1/ pytania 'jak nauczyć dziecko siadać?', 'jak nauczyć dziecko chodzić?' itp pojawiają sie na google bardzo często. Nie można tego dziecka nauczyć, ono to samo zdobywa i nic nie da się przyspieszyć, chyba, że chcemy zrobić dziecku krzywdę. Ale z drugiej strony też nie ma ograniczania przez nieustanne noszenie na rękach, trzymanie w bujaczkach, fotelikach i wąskim łóżeczku, gdzie dziecko nie może się ruszać i nie może się rozwijać. Nie ma ciągłego wsadzania dziecku smoczka do buzi, żeby było cicho, bo dziecko nie może rozwijać języka, naśladować ruchu naszych warg itp. W wiele rzeczy domowych dziecko angażuje się kiedy jest już w stanie stabilnie chodzić.
Pisanie, czytanie - dzieci same tego chcą i robią to w swoim czasie, a dumę i radość mają z tego taką samą, jak Kuba z nalewania soczku do kubka. Materiały, które im w tym pomagają są dla nich interesujące i niczego nie robią ze strachu przed nauczycielem czy przed koniecznością publicznego czytania przed klasą, ale dlatego, że je to fascynuje.
2/ Z dyscypliną w Montessori cały czas próbujemy się uporać, bo choć teorię w miarę poznaliśmy to w praktyce to wszystko trzeba sprawdzić. Z ostatnich naszych odkryć wynika tak: Dziecku dajemy taką wolność, na jaką jest gotowe. Jeśli dziecko robi coś co nie służy życiu w klasie, w domu, nie służy jego rozwojowi trzeba zastąpić jego wolność naszą obecnością przy nim do czasu, aż zauważymy, że dziecko z tym kolejnym etapem wolności sobie poradzi. Mam nadzieję, że nie zamieszałem bardzo.
Bardzo podoba mi się to, że w Montessori słowo dyscyplina ma bardzo pozytywny wydźwięk: dyscyplina pochodzi od łacińskiego słowa “discipulus” (uczeń; ktoś, kto podąża, za słowem swego nauczyciela, bo poznał i uwierzył, że jest ono prawdą) i pokazuje, że dziecko dochodzi do dyscypliny z czasem, bo ten proces poznawania musi trwać.


Wracając jeszcze do fantazji i wyobraźni to uważamy, że wyobraźnia w idei Montessori jest bardzo szeroko wykorzystywana. Dzieci wykazują się niebywała wyobraźnią fascynując się rozwojem życia na ziemi, dinozaurami, życiem w odległych krajach, słuchaniem prawdziwych historii z życia babci - to wszystko trzeba sobie wyobrazić, bo to nie istnieje w danym momencie przed dzieckiem. Tych fascynacji nie narzuca im nikt. Różne interesujące rzeczy po prostu umieszcza się w zasięgu dzieci, a one mogą się nimi zainteresować lub nie, choć doświadczenie pokazuje, że interesują się bardzo często i to rzeczami, o których nam dorosłym nie przyszło by do głowy, by mógł się zainteresować 3, 4 czy 5 latek.
Wiele rzeczy, które dzieci poznają wyrażają później poprzez sztukę: przedstawienia teatralne, collage, piosenki łącząc przez to wszystkie dyscypliny i czyniąc je równie ważnymi jak matematyka czy język.

bajaderka - 2009-12-04, 16:42

zwolnij, ale fajnie, że piszesz u nas...ja właśnie niedawno znalazłam Waszą stronkę i bardzo mi się podoba, podałam ją tutaj...także dziewczyny już ją czytały i przeglądały
mam pytanie
Moja Jagoda chodzi do państwowego przedszkola ( 5.5 ), Basia ( 2.5 ) jest ze mną w domu...jak myślicie...czy wiedząc, że ani jednej ani drugiej nie zapiszę do takiego przedszkola ze względów finansowych mogę spokojnie wykorzystywać metody Montessori w domu...szczególnie mi chodzi o Jagodę, czy dla niej będzie dobrze jak co innego będzie w domu a co innego w przedszkolu...trochę mam mieszane uczucia...podoba mi się podejście Montessori w wielu dziedzinach, część jest u nas w domu od zawsze, chociażby wdrażanie dzieci w prace domowe, obie uwielbiają ze mną gotować, pomagać mi w sprzątaniu...robię wtedy wszystko dwa razy dłużej...ale one są takie szczęśliwe :-D
czy słyszeliście coś o szkole podstawowej Montessori w Poznaniu?

Tobayashi - 2009-12-04, 17:53

Manu napisał/a:
Cytat:
Z tego co nam wiadomo Montessori rekomendowała więc by z wprowadzaniem mówiących zwierząt, wróżek, elfów itp poczekać, aż dzieci będą wiedzieć, że to są postaci wymyślone.
Wiemy, że w wielu rodzicach takie podejście może budzić sprzeciw, ale nam się takie podejście bardzo podoba, szczególnie jak się odkryje, że na świecie jest dużo więcej ciekawych i bardziej dla dziecka interesujących rzeczy niż wróżki i elfy.

Popieram :-D Wolę z dzieckiem posiedziec w kucki przy skwerku i zobaczyc ile tam ciekawych żyjątek żyje, niż wkręcać mu jakieś ściemy o elfach i innych takich.

zwolnij - 2009-12-04, 21:28

bajaderka Cieszymy się, że strona się podoba :) Ciężko nam jakoś radzić Ci coś w tej kwestii o którą pytasz, bo zupełnie Was nie znamy, a też jesteśmy tylko zwykłymi rodzicami.

Zależy też pewnie co masz na myśli jeśli chodzi o wprowadzanie metody Montessori w domu? Bo sama piszesz, że wdrażasz dziewczyny w różne zajęcia. Warto pewnie zastosować to, co już tutaj wcześniej opisywaliście w postach: porządek, jakaś półka na materiały dla dzieci zamiast pudła na wszystko. Parę rzeczy, którymi dzieci się w danym czasie interesują, a reszta do rotacji.
Bardzo dużo wskazówek znajdziesz w publikacji Dziecko Świata, bo opowiada ona o podejściu do dziecka w wieku od 3 do 12 lat: http://www.bycrodzicami.pl/dziecko-swiata/
Tam są kolejne rozdziały oprócz ostatniego, który jeszcze tłumaczymy. Jak już będziemy mieć wszystko to dodamy to jeszcze w formie PDFa do ściągnięcia tak samo, jak teraz jest zrobione z Radosnym Dzieckiem. Autorka tych tekstów to naprawdę fachowa Montessorianka, a jeśli chodzi o wprowadzanie Montessori w domu to też doświadczenie z pierwszej ręki, bo jej syn był edukowany domowo.
Warto też sobie ściągnąć od razu wszystkie rozdziały po angielsku: http://www.michaelolaf.com/CWcontents.html choćby po to tylko, by zobaczyć różne propozycje materiałów do wykorzystania i spróbować znaleźć je w pobliskim sklepie, albo zagadać znajomego stolarza, albo przygotować samemu.

Pozdrawiamy

emkawu - 2009-12-05, 18:58

Humbak, ja jestem z Wwy. I, żeby była jasność, dzieci nie mam (jeszcze :-) ), do roli rodzica przygotowuję się teoretycznie :-) .

Chciałabym zacytować wspomnianą książkę Anny Sobolewskiej (wcześniej nie mogłam, bo nie miałam jej przy sobie). Tytułem wprowadzenia - dla tych, którzy książki nie znają - Sobolewska jest mamą Celi, dziewczynki z zespołem Downa. W bardzo ciekawy sposób pokazuje rozwój Celi od urodzenia do 12 roku życia opisując codzienne życie, zabawy, naukę. Dużo też pisze o niepełnosprawności jako takiej - np. o dostępnych w Polsce i na świecie możliwościach edukacji dzieci niepełnosprawnych.

O metodzie Montessori pisze przyjaźnie i rozsądnie, ale opór budzi w niej uciekanie przed wymyślonymi światami. Przytacza wypowiedź z artykułu Alicji i Jarosława Jordanów, której nie będę przepisywać, bo pokrywa się w dużym stopniu z tym, co napisali już zwolnij i inni, a replikuje następująco:

Anna Sobolewska napisał/a:
Co zrobić, jeśli dziecko z Downem nie interesuje się wcale konkretami, ale ma nienasyconą wyobraźnię i do rzeczywistości dociera poprzez świat fikcji, a nie na odwrót? Cela chciałaby się nauczyć piec szarlotkę jak Mama Muminka i rozpoznawać kwiaty jak pan Paszczak. Jej droga poznawania rzeczywistego świata jest więc okrężna - poprzez meandry fikcji. Dzisiaj Cela zaczyna rozumieć historię właśnie dzięki bajkom filmowym i książkowym. (...)
Dydaktyczna nieufność wobec udawania, bycia na niby, może się łatwo przekształcić w wyeliminowanie wyobraźni twórczej, które obowiązuje w podręcznikach do polskiego w szkołach specjalnych. Tymczasem wyobraźnia pozwala dziecku poruszać się swobodnie wśród symboli kultury. Otacza nas bowiem nie tylko "rzeczywistość", ale i światy symboliczne, bez których nasze doświadczenie byłoby uboższe.

PiPpi - 2009-12-05, 21:32

podziękowanie i ode mnie płyną! ogromne! nie spodziewałam się szczerze mówiąc, że tyle konkretów tu się znajdzie, baaardzo dziękuje :lol:

projektuję półki do domu właśnie, na buty i do pokoju Karolki :lol:
mój majster mawia: kiedy jest chaos, nie ma miejsca na dobro"
dogadałby się z M. Montessori
szacunek do pracy BARDZO mi sie podoba, jest jak podejście u Japończyków i Protestantów np.
moja mama płaciła nam za sprzątanie czy znalezienie czegoś, co akurat zgubiła...zgubne to był/jest dla Niej niemiłosiernie...
na razie minusów nie znajduje w tej metodzie(Montessori) zastanawiam się czy w M. przedszkolach jest miejsce na spontaniczność u dzieci, gromki śmiech, tańce do upadłego? jak to wygląda? *ja jeszcze nie doczytałam :oops: )

Manu - 2009-12-05, 22:41

PiPpi napisał/a:
zastanawiam się czy w M. przedszkolach jest miejsce na spontaniczność u dzieci, gromki śmiech, tańce do upadłego? jak to wygląda?

u nas jest muzyka spiew i taniec - czy do upadlego... to kwestia definicji :-P
ale z tego co pisal Slawek to co osrodek to inaczej, bo tworza je rozni ludzie...

kociakocia - 2009-12-07, 17:18

czytam ten watek i jestem na 3 stronie dopiero, przełykam i trawie to co piszecie nieco wolniej niz watek np. o odżywianiu ;) ale czuję, że Montessori jest i nam przeznaczona.
mam trochę kompleksy jak widzę ile robicie dla swych dzieci, na razie tydzien temu posegregowałam zabawki, zostawiłam z nich chyba 1/3, reszta jest do oddania i sprzedania.
dzięki, bo oznacza to, że i ja jestem na dobrej drodze. mam nadzieję, że w okolicach Mokotowa działa jakieś tego typu przedszkole, bo jeszcze nie szukałam i nie wiem ile ich mamy w W-wie

p.s. a może jest jakis niekłamany ranking takich placówek w W-wie, bo teraz patrzę i jest tego troszkę

dort - 2009-12-07, 18:03

a orientujecie się jak jest z poziomem Montessori w Poznaniu, czy jest tam jakieś godne polecenia przedszkole
Anja - 2009-12-07, 19:05

kociakocia napisał/a:
mam nadzieję, że w okolicach Mokotowa działa jakieś tego typu przedszkole

nawet 2 są. :-)

kociakocia - 2009-12-07, 19:11

ooo.. to byłoby wspaniale :D
powiedzcie mi proszę tylko taką pewną kwestię, bo nadal nie orientuję się wystarczająco, jak to jest z kwestią wiary i nauczaniem w tym kierunku?
jesteśmy ateistami, więc obawiam się jednego, ze dziecko mogłoby dostawać od nas inne informacje i jakie zatem dostawałoby w nauczaniu montessoriańskim?

dżo - 2009-12-07, 22:03

Anja, a gdzie dokładnie? szukałam i znalazłam jedno na Ursynowie jedynie a zastanawiam się czy od wrzesnia 2010 nie zapisać się na zajęcia dla maluchów właśnie w takiej placówce,
Manu - 2009-12-07, 22:28

co do religii to zalezy od prowadzacego, montessori nie jest religijnie opatentowana ;)
kociakocia - 2009-12-07, 22:45

Manu napisał/a:
montessori nie jest religijnie opatentowana
no to już COŚ ;)

dżo, możesz wrzucić info z adresem na Ursynowie?

excelencja - 2009-12-07, 23:21

[ Dodano: 2009-11-29, 12:22 ]
Cytat:
przedszkolanka mowi raz dwa trzy cztery zamiast BRAWO!! :-D at tak swoja droga to ja nigdy nie chwalilam Polciaka - absolutnie nie chcialam jej uzalezniac od moich opinii...



Ale jak to? nie chwalisz Poli jak jest grzeczna? jak ładnie je zamiast rzucać w Ciebie jedzeniem? Jak namaluje CI obrazek? Jak da Ci prezent?

[ Dodano: 2009-12-07, 23:52 ]
Ok, przestudiowałam i co stwierdzam?
że pewnie gdybym moje pomysły wprowadzała w życie na szeroką skalę i żyła 70lat temu, metoda nazywałaby się excelencji a nie Montessori :)

I sądzę, że połowa z nas przynajmniej robi znaczną część tego typu zabiegów intuicyjnie - i z chęci i z konieczności.
Moja córka siłą rzeczy uczestniczy we wszystkim, co robię i pomaga, mimo, że ma 1,5 roku dopiero - podaje pranie, zbiera ze sznurków, wyciera kurze, 'obiera' warzywa, sypie przyprawy do jedzenia - bo
a) jestem zwolenniczką uczenia się w ten sposób, wszystkimi zmysłami, na bieżąco
b) nie mam innego wyjścia - jeśli chcę coś w domu zrobić, muszę znaleźć Lilce zajęcie :)

Zabawki- znaczna część jest typu tych Montessori - i myślę, że sami możecie takie zabawki wybierać na allegro, metka Motessori wcale nie jest konieczna.

Układanie, segregowanie- fajna sprawa, w miarę możliwości próbujemy ale miejsca brak
Lilka na jakiś naturalny dryg to układania :) - w odróżnieniu ode mnie :)

Pewnie jeszcze trochę innych, ale nie pamiętam :)
A - nie kumam idei nie powielania zabawek - czy mógłby ktoś mi to wyjaśnić?

Nie zgadzam się z teorią "nie chwalenia" - bo sądzę, że pociąg do pochwał nie jest uwarunkowany "wychowawczo", a raczej genetycznie.

Nie podoba mi się przekreślanie fantazji w młodszym wieku.
Jeśli dziecko udaje, że ma samolot budując go z klocków, to owszem, pewnie znaczy, że chce go mieć serio serio, ale nie znaczy, że mam teraz wydać jakiś milion na małą awionetkę, tak? Co jest złego w tym, że dzieci marzą, że fantazjują, że myślą, o rzeczach nieosiągalnych?
Ja jako dziecko miałam wybitnie rozbudowaną fantazję, mogłam godzinami "rozmyślać" i układać w głowie świat, którego nie ma.
I nie wiem jakie to mogło negatywne skutki odnieść. Może byłam trochę aspołeczna, ale to chyba nie dlatego, miałam inne potrzeby :P Poza tym teraz jestem hiperspołeczna :)

Najwięcej chyba wnosi w wychowanie Lilki moje dzieciństwo, mam bardzo dużo wspomnień z początkowego okresu życia 12m-4lata - pamiętam co mnie wkurzało i co cieszyło. I staram się zapewnić tego typu rozrywki mojemu dziecku, a widząc jaką to jej radość sprawia - potwierdzam słuszność teorii :)
np najbardziej bawiły mnie zabawy z wyobraźnią - budowanie szałasów i dzikie zabawy, zabawa jedzeniem - robienie różnych zabójczych mieszanek :) ) (co moją matkę doprowadzało do szału a na co ojciec pozwalał)
I wszelkie inne odkrywcze zabawy...
fajnie było...
ehhh

Manu - 2009-12-08, 00:18

excelencja napisał/a:

Ale jak to? nie chwalisz Poli jak jest grzeczna? jak ładnie je zamiast rzucać w Ciebie jedzeniem? Jak namaluje CI obrazek? Jak da Ci prezent?

nie wiem co jest do chwalenia w "byciu grzecznym" - z grzeczna kukla zanudzilabym sie na smierc :-P
ladnie je? tzn ze pozwolilam jej sie nauczyc "ladnie"jesc (a raczej nie przeszkadzalam)- to mnie ktos powinien pochwalic :-P
Polcia nie maluje mi obrazkow, tylko maluje bo to uwielbia. patrzac na nia jak cos rysuje mam wrazenie ze staje sie rysowaniem :roll:
a prezent to np buziak - cieszymy sie tym obie ale nie widze tu potrzeby chwalenia....

cuś jeszcze? :mrgreen:
(ale ta dyskusjanto juz byla w innym watku ;-) )

puszczyk - 2009-12-08, 14:50

dort napisał/a:
a orientujecie się jak jest z poziomem Montessori w Poznaniu, czy jest tam jakieś godne polecenia przedszkole

Ja wiem że jest tylko to: http://www.bambini.com.pl/ Niestety nie znam nikogo kto posyła tam swoje dziecko.

zwolnij - 2009-12-08, 15:19

puszczyk napisał/a:
dort napisał/a:
a orientujecie się jak jest z poziomem Montessori w Poznaniu, czy jest tam jakieś godne polecenia przedszkole

Ja wiem że jest tylko to: http://www.bambini.com.pl/ Niestety nie znam nikogo kto posyła tam swoje dziecko.


Warto chyba sprawdzić to przedszkole, bo znajduje się na liście przedszkoli Montessori objętych patronatem Polskiego Stowarzyszenia Montessori:
http://www.montessori-cen...a/placowki.html

Humbak - 2009-12-08, 16:28

Jeśli mogę być szczera, istnieje trochę placówek (choćby w oleśnicy k/wrocławia) które są placówkami montessoriańskimi a przynajmniej w tym kierunku dążą a nie mają certyfikatu tego towarzystwa...
mam mieszane uczucia odnośnie tegoż, kiedyś pytałam ich o placówki w okolicach wrocławia, kilka razy, ani razu nie otrzymałam odpowiedzi, nie słyszę też nic o działaniach tego towarzystwa i w ogóle ciężko jest przez internet dowiedzieć się co właściwie ono teraz robi...

i tak czytając opinie o tym kto przelewa a kto nie przelewa, nasunęło mi się kilka myśli - jako że jestem rodzicem a nie pedagogiem, pozwalam sobie je tutaj nakreślić... ;-)

Dla mnie w montessori nie chodzi o to kto przelewa, kto wyszywa a kto kiedy kupił te niebiańsko drogie pomoce które tak naprawdę są przeznaczone do szkół i tzw homeschooling.
Fenomenem wokół którego montessori skupiła swoje wysiłki było coś co nazwała polaryzacją uwagi - zna to uczucie każdy kto choć raz coś stworzył - pracę pisemną, fizyczną, cokolwiek - co pochłonęło go do reszty. Miałam szczęście dowiedzieć się jakie to uczucie przy tworzeniu mojej pracy magisterskiej i tego przeżycia po prostu nie da się zapomnieć - uczucie absolutnego skupienia, pochłonięcia w pracy, zatopienia w niej, kiedy się niemal ją oddycha i wszystkie myśli koncentrują się wokół tego aktu tworzenia, kiedy czuje się że to jest właśnie to, że robi się coś wzniosłego - i nie chodzi tu o to czy to jest czy nie jest wzniosłe... wspaniałe uczucie, mówię wam :-D
I to nie jest tak, że ja nie jadłam jak to niektórzy tu próbują sugerować - nie wolno dziecka wyjmować z wanny, nie wolno go zabierać do domu, nie wolno mu przerywać (tak, montessori mówiła o nie przerywaniu, ale nie należy zapominać że ona to mówiła o nauczaniu w jej szkole, w klasie... a my mówimy o domu) - ja przecież jadłam, spotykałam się z przyjaciółmi, chodziłam na zakupy i co chwilę mi ktoś przerywał. Jednak kiedy tylko mogłam, nie zajmowałam się drobiazgami - znów siadałam do tego co czułam, co było we mnie i co było wówczas dla mnie najistotniejsze. Każdą wolną chwilę oddawałam pracy, oddając się w niej całkowicie. Jakie to budujące! :-D Niezapomniane przeżycie. Siadałam i prosiłam by mi nie przeszkadzano... no właśnie - nie przeszkadzano, ale nie wyłączałam dzwonka przecież... ;-) ;-)

To jest polaryzacja uwagi. Kto przeżył, ten wie. Montessori odkryłam że to może być klucz do wszystkiego i coś o co warto walczyć. Postanowiła zrobić wszystko, by dzieci jmiały jak najwięcej tych cudnych przeżyć. By jak najczęściej mogły oddawać się pasji tworzenia, tej budującej, uskrzydlającej. By jak najczęściej nosiły w sobie to wspaniałe uczucie - nie chodzi tu tylko o samą pracę, jak to było w pozytywizmie, ale pracy w której nie myśli się o tym że czegoś nie można, bo wtedy można przenosić góry - wszystko inne to tylko zakręty...

No ale dlaczego to było takie ważne? Kto przeżył ten zapewne pamięta co czuł kiedy w końcu od tej pracy odszedł... trochę jakby przebudzenie, ale przede wszystkim spokój, radość, pewność siebie, dystans do kłopotów, pokój pokój i jeszcze raz pokój. Ogormna satysfakcja, duma, nawet jeśli nie wszystko poszło dobrze. Co czuł mój Kuba gdy nalał soczku? Radość, miłość, on nas ukochał utulił, tą radość przeniósł na nas i na cały dom.

Maria Montessori była nominowana do pokojowej nagrody Nobla. Niedawno przeczytałam że na jej nagrobku jest napisane "proszę kochane dzieci które wszystko potrafią aby razem ze mną budowały pokój między ludźmi i na świecie'

Ten stan radości, miłości i pokoju o którym wspomniałam został nazwany normalizacją. Jeśli to co napisałam u góry jest w miarę klarowne to być może pamiętacie to uczucie i wiecie co czuje ktoś w takim stanie, kiedy ma oczy szeroko otwarte a w nich ogromny spokój, pokój i zrozumienie. I to jest powód dla którego nie jest łatwo wyjaśnić co oznacza słowo 'normalizacja' - jeden z zarzutów stawianych montessori. Kto nie zaznał tego uczucia po prostu nie ma pojęcia o czym jest mowa. Nie da się tego zmierzyć, przekalkulować, zaplanować. To da się zobaczyć, doświadczyć, poczuć. W takim stanie nie prowadzi się wojen a do zła podchodzi się z dystansem. W takim stanie można czynić tylko pokój. No i można budować pole dla dalszego tworzenia.

zwolnij - 2009-12-08, 18:33

Dzięki Humbak!!
Świetnie ujęłaś tę normalizację! i to w taki naprawdę zrozumiały sposób. Dziękujemy.

Normalizacja jest podstawowym i najważniejszym rezultatem naszej pracy
– Maria Montessori, The Absorbent Mind (Chłonący Umysł)

Cała reszta ma tylko do tego prowadzić.

my kiedyś też o tym pisaliśmy na stronie:
http://www.bycrodzicami.p...s-normalizacji/

excelencja - 2009-12-08, 19:49

[quote="Manu"]
excelencja napisał/a:


Polcia nie maluje mi obrazkow, tylko maluje bo to uwielbia. patrzac na nia jak cos rysuje mam wrazenie ze staje sie rysowaniem :roll:
a prezent to np buziak - cieszymy sie tym obie ale nie widze tu potrzeby chwalenia....

cuś jeszcze? :mrgreen:
(ale ta dyskusjanto juz byla w innym watku ;-) )


Nie no Manu, mam wrażenie, że teraz dorabiasz trochę ideologię.
Ciesząc się z jakiegoś zachowania - chwalisz - tzn dziecko widzi, że aprobujesz zachowanie i je promujesz w pewien sposób. Nie musisz wcale powiedzieć "O jak ładnie zrobiłaś siku, wszyscy umieramy ze szczęścia" - sam uśmiech będzie pochwałą.

Moim zdaniem NIE DA się nie chwalić, czyli po "Twojemu"- nie narzucać mu(dziecku) 'siebie'

Manu - 2009-12-08, 23:04

Humbak, w takim razie polaryzacje i normalizacje probuja opisywac zdobywcy himalajskich szczytow - ze tez wczesniej na to nie wpadlam;)

[ Dodano: 2009-12-08, 23:05 ]
excelencja, odpisalam w watku o karze i nagrodzie - ok?

excelencja - 2009-12-09, 09:27

Manu, ok

Właśnie to co przeczytałam o normalizacji nijak nie odnosi się do bólu powstawania mojej pracy inż.
Za to właśnie to, co napisałaś, góry, wspin, nawet czytanie książek o 'zdobywcach Himalajskich (i innych) szczytów' - odlot totalny, to mnie pochłania/ło do reszty.
Znaczy byłam w 100% znormalizowana :)
W takim razie jako dziecko łatwiej mi było być znormalizowaną niż teraz, bo zabawa często pochłania bez reszty, w dorosłym życiu jest trudniej.
Przez Was zdałam sobie sprawę jak bardzo ważne jest "pochłanianie się" i niestety coraz mocniej zaczął mnie męczyć brak gór i ryzyka w życiu... :( A przez najbliższych 18 lat nie mogę :(

Im więcej czytam o Montessori, tym bardziej idea mi się podoba :) )
Trochę niektóre interpretacje Wasze mnie zbiły z tropu, ale bez nich - tzn to, co czytam w necie, na byćrodzicami i książkach - jest rozsądne.

Humbak - 2009-12-09, 10:01

excelencja napisał/a:
Trochę niektóre interpretacje Wasze mnie zbiły z tropu, ale bez nich - tzn to, co czytam w necie, na byćrodzicami i książkach - jest rozsądne.
tym bardziej wdzięczna jestem zwolnij za jego posty i wyjaśnienia :-D

excelencja napisał/a:
nie kumam idei nie powielania zabawek
w najkrótszym skrócie - gdy w pomieszczeniu znajduje się tylko jeden egzemplarz danej zabawki, którą w danej chwili chcą się bawić dzieci, stają one twarzą w twarz z problemem - kto ma ja wziąć, jak długo się bawić itd. Jako że argument siły jest niemożliwy do wykorzystania, nad czym pieczę sprawuje osoba dorosła, dzieci muszą rozwiązać ten problem na drodze komunikacji, zarówno werbalnej jak i niewerbalnej. Niejako zmusza ich to do poszukiwania rozwiązań w kwestiach na których im zależy, przy jednoczesnym braniu pod uwagę potrzeb innych.
Tak w skrócie. ;-)

Lekcja ciszy

Odpowiadając na pytanie YoliW, zanim poda się przykłady ćwiczeń warto - tak myślę - dowiedzieć się czym właściwie jest lekcja ciszy.
Mądrzejsi ode mnie to tłumaczyli więc pozwolę sobie ich cytować. W "zrozumieć montessori" przytaczane są słowa MM : "cisza przynosi nam często wiedzę, której jeszcze całkiem nie pojęliśmy, że mianowicie posiadamy życie wewnętrzne. Poprzez ciszę dziecko byc może po raz pierwszy spostrzega własne życie wewnętrzne (...) Cisza przygotowuje duszę na określone wewnętrzne doświadczenia (...) Po doświadczeniu ciszy nie jest się tym kim było się wcześniej"

Książka przytacza też jedno ćwiczenie: "poprosiłam dzieci w klasie (...) aby usiadły na brzegach elipsy i czekać co im położę na otwarte dłonie. Przy cichej, spokojnej muzyce uczyniłam to. Po chwili dzieci otworzyły oczy. Spytałam: 'co sobie wyobrażaliście w chwilach odczucia dotyku kwiatka (bo właśnie kwiatki otrzymały dzieci ) ?Były różne wypowiedzi ale ich celem było zwrócenie uwagi dziecka nie tylko na fakt dotyku, ale też na to co wtedy czuły (wilgoć łodyżki, miękkość płatków). Istotny był moment czekania i doświadczenia kontaktu z otrzymanym kwiatkiem. Można było zobaczyć że dzieci bardzo emocjonalnie przeżywały to doświadczenie. Tym bardziej że w drugiej jego części mówiły w imieniu kwiatka 'jestem kwiatkiem. zerwano mnie w ogrodzie. ładnie pachnę, mam delikatne płatki...'. W ostatniej części ćwiczenia każde z dzieci podchodziło do wazonu postawionego na środku elipsy i wkładało swój kwiatek do wody. Moment końcowego podziwu i zachwytu był zapewne bardzo ożywczy dla ich dusz... wielokrotnie w ciągu dnia podchodziły do bukietu, oglądałym a niektóre mówiły 'jaki piękny bukiet!'

Lekcja ciszy nie polega na mówieniu 'teraz bądźcie cicho'. Na podstawie moich obserwacji stwierdziłam, że polega w dużej mierze na uciszaniu wewnętrznego ducha po to, by przez chwilę zanurzyć się w tym co jest teraz a także obudzić inne zmysły i pozwolić mu chłonąć wszystko co jest wokół. Tak ja osobiście to widzę.

A tu znowu pozwalam sobie cytować niektóre zdania z 'metody montessori w przedszkolu i szkole':
"ćwiczenia te należy (...) wprowadzać dopiero wtedy gdy nauczyciel osiągnie w klasie stan zewnętrznego porządku i dyscypliny" (w domu - nie da się go przeprowadzić w połowie świetnej zabawy)
"mimo, że wymagają od dzieci wysiłku woli, wytrwałości, gotowości do wyrzeczeń, świadomego izolowania się od bodźców zewnętrznych, chętnie są podejmowane już przez najmłodszych"
"mogą one (dzieci) usiąść lub położyć się wygodnie na podłodze, tworząc koło i z zamkniętymi oczami słuchać muzyki odpowiednio dobranej (...), wsłuchiwac się w odgłosy własnego organizmu i otoczenia np bicie serca, oddech, szum wiatru, gwar i szum ulicy, śpiew ptaków, dźwięki i szumy wydawane przez różne osoby, przedmioty, instrumenty (...)"
"pozostawanie sam na sam ze sobą nastręcza początkowo wielu dzieciom trudności, nalezy je (...) wspierać dając do potrzymania, powąchania, posmakowania (...):
- kwiat o charakterystycznym wyglądzie i zapachu
- owoc o specyficznym kształcie zapachu i smaku
-kłębki wełny, gładkie kamyki, paciorki z różnych materiałów, pozwalające odebrać różne wrażenia dotykowe
-zapaloną świeczkę, dzwonek, naczynie wypełnione wodą podczas marszu jednego dziecka za drugim po linii koła (elipsy) albo też w celu ostrożnego podania ich sąsiadowi"


Dla przykładu podam dziś zabawę która była u nas w przedszkolu i może to nie było ćwiczenie ciszy, ale myślę że miało z nim wiele wspólnego - dzieciom (2latka) pokazana była skrzynia oblepiona sreberkiem. Dzieci były zachwycone sreberkiem, oglądały skrzynię, dotykały jej, próbowały zgadnąć co to takiego.
Myślę że kluczową rolę odegrała tu skrzynia i pani prowadząca, która swoją postawą, tonem głosu, ciepłem sprawiła, że dzieci wcale się nie rozhukały, ale niezwykle zaciekawione usiadły wokół niej i z namaszczeniem dotykały skrzyni.
Wtedy skrzynia została powolutko otworzona a dzieci zostały zachęcone do powąchania jej zawartości, opisania co czują ale przede wszystkim zanurzenia się w zapachu. Zawartością były waciki kosmetyczne, zapachowe :-P Dzieci były zachwycone! I wtedy każdy mógł wyciągnąć dla siebie wacik, dotknąć go, rozdzielić... Z jakim namaszczeniem to robiły, mówię wam :) Skrzynia została zamknięta a dzieci nadal patrzyły na nią zaczarowane :)
a sreberka posłużyły do zrobienia małych kulek które zdmuchiwały sobie z rączki - tu myślę że była improwizacja logopedyczna prowadzącej która zobaczyła że dzieci były równie zaintrygowane wacikami jak sreberkiem ;)

W ćwiczeniach ciszy często wykorzystuje się elipsę pośrodku sali wokół której się chodzi, czasem to robimy w domu wokół dywanu :)

W ćwiczeniu można wykorzystać np małe pływające świeczki, które po zapaleniu stawiamy na wodzie. Przy stworzonej w pokoju atmosferze skupienia, uspokojenia i ciepła może to być naprawdę bardzo ciekawe doświacczenie zakończone oczywiście ich zdmuchnięciem :)

Anja - 2009-12-09, 16:53

kociakocia napisał/a:
powiedzcie mi proszę tylko taką pewną kwestię, bo nadal nie orientuję się wystarczająco, jak to jest z kwestią wiary i nauczaniem w tym kierunku?
jesteśmy ateistami, więc obawiam się jednego, ze dziecko mogłoby dostawać od nas inne informacje i jakie zatem dostawałoby w nauczaniu montessoriańskim?

kociakocia, musisz napisać od konkretnego przedszkola i się o to zapytać. mój Przemek tak zrobił i namierzyliśmy już jedno takowe.

dżo napisał/a:
Anja, a gdzie dokładnie? szukałam i znalazłam jedno na Ursynowie jedynie a zastanawiam się czy od wrzesnia 2010 nie zapisać się na zajęcia dla maluchów właśnie w takiej placówce,

dżo, tych przedszkoli jak mrówków, nie tylko na Mokotowie... ;-) Prywatne Przedszkole Montessori Ogródek Marysienki, Artystyczny Kącik Montessori, a tak chyba bliżej Ciebie to Przedszkole Montessori Mądre Główki...

dżo - 2009-12-09, 21:33

Anja, dzięki :-) , rzeczywiście jest ich trochę, ale to przedszkola od 3 lat a ja szukałam placówek dla młodszych maluchów.

Humbak, bardzo lubię czytać to co piszesz, masz wspaniały dar przekazywania a z Twoich wypowiedzi bije ogromny spokój, pisz częściej :-) mądra mamo.
Dzięki Tobie zapisuję Tymona od września do najbliższej placówki Montessori :-) .

Czy możesz napisać jak u Was działa takie przedszkole dla jeszcze nieprzedszkolaków. Chodzisz na zajęcia z Kubą, tak? Ile razy w tygodniu i na ile godzin? A co z posiłkami?

zwolnij - 2009-12-11, 15:14

Humbak - to co piszesz i sposób w jaki piszesz o Montessori jest niesamowicie zrozumiały i naturalny. Długo interesujesz się Montessori?

Tak się często zastanawiam nad częstymi zarzutami, że metoda Montessori to znów pewna metoda - "wymyślona" przez kogoś kiedyś, którą ktoś powiela, ale jakoś wewnętrznie czuje, że w tym przypdaku jest inaczej.
Montessori zresztą ciągle o tym pisała, że to słowo metoda czy jakkolwiek by to nie nazwał, czy nawet dodatek 'Montessori' są totalnie nieadekwantne to tego, o czym ona pisze, bo ona pisze o naturze dziecka - nie jakiegoś konkretnego dziecka, nie nawet o naturze dziecka włoskiego czy polskiego czy amerykańskiego, ale w ogóle o naturze dziecka i pisze o niej nie narzucając na to swoich wcześniej przemyślanych teorii, które chciałaby na dzieciach sprawdzić, ale dlatego, że tych różnych 'teorii' o dzieciach się wyzbyła i chciałaby zobaczyć, czego one potrzebują naprawdę. Wydaje mi się, że to o czym pisze to raczej odkrycia niż teorie, odkrycia wynikające z obserwacji dzieci.
Wydaje mi się, że gdyby były to tylko teorie to nie byłoby możliwe, żeby dzieci na całym świecie przejawiały podobne cechy: zamiłowanie do pracy i działania, samodyscyplinę, towarzyskość, koncentrację. Pierwsze dzieci z rzymskich slamsów - dzieci prostytutek i złodziei, dzieci amerykańskie, biedne i bogate, indyjskie, afrykańskie, polskie ...

Tak jakoś czuję, że słówko Montessori wciąż ogranicza to, co Maria Montessori odkryła i chciała nam przekazać.
Ta dyskusja o nagrodach/karach w wątku obok czy oceny i cały szkolny system pokazują , że Maria Montessori odkryła jednak coś innego o dziecięcej i ludzkiej naturze, która nie potrzebuje kar i nagród, by czynić dobrze. Potrzebuje zasad, ram i rutyny, korzeni i kultury, szacunku do każdego człowieka i do siebie samego, ale nie potrzebuje kar i nagród.

excelencja - 2009-12-11, 16:15

zwolnij,
o może Tobie uda się wytlumaczyć co robisz gdy Twoje dziecko (hipotetycznie) (nie chodzi mi o kary bo sama nie mam o tym pojęcia bo mam za małe dziecko na takie zabawy)
kładzie się na ulicy i wyje, albo tłucze Cię po twarzy, bo nie wykonujesz w danej chwili jego poleceń? (nadmienię, że takie dziecko nie jest z patologicznej rodziny, nie patrzyło nigdy na przemoc, na histerie i nigdy nie było bite - żeby nie było :) ) )
Nie widzę w takiej sytuacji zachowania rodzica, które nie narzucałoby dziecku woli tegoż rodzica, wbrew dziecku.

No chyba, że czegoś nie pojmuję.
Do tej pory nie wytłumaczył mi nikt, co NALEŻY robić w takiej sytuacji. No chyba, że wszyscy macie anielsko 'grzeczne' dzieci bez takich odpałów.

zwolnij - 2009-12-11, 16:31

excelencja napisał/a:
zwolnij,
o może Tobie uda się wytlumaczyć co robisz gdy Twoje dziecko (hipotetycznie) (nie chodzi mi o kary bo sama nie mam o tym pojęcia bo mam za małe dziecko na takie zabawy)
kładzie się na ulicy i wyje, albo tłucze Cię po twarzy, bo nie wykonujesz w danej chwili jego poleceń? (nadmienię, że takie dziecko nie jest z patologicznej rodziny, nie patrzyło nigdy na przemoc, na histerie i nigdy nie było bite - żeby nie było ) )
Nie widzę w takiej sytuacji zachowania rodzica, które nie narzucałoby dziecku woli tegoż rodzica, wbrew dziecku.

Oj zdarzyło się i to nie raz z kładzeniem się na ulicy, na podłodze w domu, w sklepie, z biciem po twarzy też ostatnio.
Jeśli chodzi o kładzenie się na ulicy, podłodze itp to biorę pod pachę i zabieram w miejsce bezpieczne, gdzie nie zrobi sobie krzywdy i daje mu dokończyć wrzaski. Jak już skończy to przechodzimy do kolejnej rzeczy, albo się przytulamy. Ja nie widze tu elementu kary/nagrody. Chciał się wykryzczeć to dałem się mu wykrzyczeć, a że w bezpiecznym miejscu to też chyba dla niego lepiej.
Jeśli chodzi o bicie po twarzy to w tym przypadku myśle, że przeważa zasada szacunku do drugiego człowieka i jeśli ja nie życzę sobie bicia po twarzy to chwytam rękę dziecka i na to nie pozwalam, ale też nie widzę w tym elementu kary/nagrody. To, że jest to wbrew dziecku to prawda, ale jego bicie mnie po twarzy jest wbrew mnie więc na to nie pozwalam - to chyba zupełnie naturalne, no chyba, że bawimy się w jakąś ostrzejszą zabawę w zapasy czy coś takiego, co też jest normalne. Mówię, że nie chcę, żeby mnie bił i próbuję znaleźć mu coś ciekawego do roboty - zaproponować przeczytanie książki, albo wbicie kulek do dziurek młotkiem (może chce w coś powalić w tym czasie i stąd to bicie mnie)

excelencja - 2009-12-11, 17:57

zwolnij, ok, teraz robię to samo w zasadzie w obu przypadkach.
A ja się zastanawiam co za kilka lat?
Fajnie byłoby wierzyć, że wychowam człowieka w poszanowaniu drugiego człowieka i powiedzmy 5 latkowi nie przyjdzie do głowy walnąć w twarz czy pociąć zasłonki (ja miałam takie pomysły :) )
No i co wtedy?
'metoda M." serio fajnie brzmi, ale mam wątpliwości właśnie w tej kwestii.
5 letnie dziecko tnąc firanki doskonale wie, że tak nie powinno, że sprawi przykrość mnie, a jednak robi to. I co wtedy?
chaotycznie piszę, ale dziecko wisi mi na nodze.
i kolejna rzecz- niekoniecznie jej potrzeby zgadzają się z moimi, ktoś będzie cierpiał.
Ja potrzebuję napisać posta na wegedzieciaku a ona potrzebuje siedzieć ze mną, bawić się, ew. szarpać mnie. Czyli nie ulegając jej, uniemożliwię jej zaspokojenie potrzeb.
...
ehhhhh
czasem mam wrażenie. że w M. przez wybitne poszanowanie indywidualizmu dziecka, zapomina się, że nie tylko dziecko ma potrzebę samostanowienia o sobie.

No i nie zawsze da się poczekać aż dziecko skończy histerię na ulicy.
U mnie pierwsza 'zabawa' na jezdni zdarzyła się kilka dni temu.
Nie wiem co będzie dalej. Mam wrażenie, że nie lepiej

zwolnij - 2009-12-11, 18:09

excelencja napisał/a:

Fajnie byłoby wierzyć, że wychowam człowieka w poszanowaniu drugiego człowieka i powiedzmy 5 latkowi nie przyjdzie do głowy walnąć w twarz czy pociąć zasłonki (ja miałam takie pomysły :) )

A ja dalej mam takie pomysły jak mnie coś albo ktoś strasznie wkurzy, co nie znaczy, że to robię.

Jakoś ciężko mi się bać, co będzie za kilka lat, ale wierzę, że jednak będzie dobrze. Nie dam rady więc też wymyślać jakiś odpowiedzi co zrobić z pięciolatkiem tak się zachowującym.

Humbak - 2009-12-11, 18:42

dżo, :oops: :oops: :oops:

Narazie tak króciutko - przedszkole prowadzi 'zajęcia przygotowujące do przedszkola' dwa razy w tygodniu po ok2h wychodzi w sumie 3, bo dzieci lubią tam po prostu być. Uczestniczą w zajęciach mamy z dziećmi, może za jakiś czas uda się dzieci zostawić same, zobaczymy ;-)
Posiłek jest jeden, tzw drugie danie, my mamy wersję wegetariańską, nie ma problemu bo w przedszkolu są nie tylko dzieci wege ale z alergiami. Na śniadanie zawsze jest wybór - różne sery, dżemy, warzywa typu rzodkiewka, pomidor, ogórek, szczypior itd, miód, jest z czego wybierać :-) A nauka jedzenia i picia też jest elementem przygotowania... więcej w chwili wolnej dobrze?

zwolnij napisał/a:
Długo interesujesz się Montessori?
ok6 lat - wtedy zaczęliśmy szukać przedszkola dla natalci :-)
bodi - 2009-12-11, 19:29

dziewczyny, nie doczytawszy do końca tej strony wątku dopisze kilka rzeczy -

Humbak, wspaniały Twój opis pisania pracy mgr, ten cudowny stan badał węgierski psycholog Mihaly Cikszentmihalyi i nazwał go "flow", czyli przepływem - to jak medytacja, cała osoba, dusza i ciało jest jednym z tym co robi. Napisal o tym całą książkę, po polsku wyszła pt. Przepływ (wyd Santorski)\


ad. Kocia - ogóródek Marysieńki z pewnością nei jest całkowicei MOntessori, to raczej korzystanie z pewnych elementów. Moja znajoma posyła tam córę i ma mieszane uczucia (ogólnie na + ale nieco uwag)

natomiast zdecydowanie religijne zabarwienie ma - skadinąd BARDZO cenione i w 100% montessoriańskie przedszkole Słonecznik na Mokotowie, przy ul Mozarta - jest zresztą tak mocno oblegane że pewnie należałoby do niego zapisywać dziecko zaraz po urodzeniu. Wychowanie religijne jest tam integralna częścią programu, pisza o tym zreszta obszernie na stronie. Dzieci "zgłebiaja tajemnicę Eucharistii" itp.

super że tak konkretne informacje pojawiają się na tym wątku, czytam z przyjemnością, cieszę się z pojawienia się zwolnij (witajcie na forum :) ) o nicku jakże bliskim mojej filozofii życiowej :D

[ Dodano: 2009-12-11, 19:29 ]
edit - nie Dziewczyny, a Panie i Panowie :D

excelencja - 2009-12-11, 19:31

zwolnij, dzięki :)
widzisz, ja mam masę tego typu wątpliwości codziennego użytku, w których idea M. wydaje mi się nie do końca stosowna, mimo, że piękna.
Nie wiem czy dobrze rozumiecie o co mi chodzi, bo nie chcę się "czepiać dla zasady", ani szukać dziury w całym. Po prostu w pewnych aspektach wydaje mi się to utopijne, albo po prostu niektóre aspekty źle rozumiem.
Może bardziej chodzi mi o to jak dotrzeć w ogóle do dziecka nie łamiąc i nie depcząc jego 'ja'. Czyli nawet nie o M. - bo chyba w każdej idei chodzi o to samo - more less - żeby młody hodowany człowiek wyrósł na starego, mądrego i szczęśliwego i także szczęśliwie był hodowany.
W zasadzie powinnam udać się na wątek "co zrobić gdy Twoje dziecko (***)" :) ))

bodi - 2009-12-11, 19:32

zwolnij napisał/a:
o dziecięcej i ludzkiej naturze, która nie potrzebuje kar i nagród, by czynić dobrze. Potrzebuje zasad, ram i rutyny, korzeni i kultury, szacunku do każdego człowieka i do siebie samego, ale nie potrzebuje kar i nagród.


AMEN :)

excelencja - 2009-12-11, 19:34

bodi, a znasz w stolnicy jakieś areligijne??
bodi - 2009-12-11, 19:48

excelencja, w sytuacji histerii na ulicy zrobiłam tak samo jak pisze zwolnij - ok, chcesz leżec na chodniku, prosze bardzo, leż i krzycz. Na szczęście nie było b mokro czy zimno. Przy takich okazjach stosuje też coś co nazywa się walidacją, czyli potwierdzeniem uczuć dziecka - "widzę, że się złościsz, jesteś zmęczona etc."

Gdyby sytuacja nie pozwalała na tarzanie się po ziemi, przeniosłabym J w inne miejsce, Podobnie z biciem, nigdy na nie nie pozwalałam, wystarczy przytrzymać dziecku rece i powiedzieć że tak nie wolno.

[ Dodano: 2009-12-11, 19:59 ]
na pewno są jakieś, ja szukałam w południowych rejonach, wiem że we Włochach np jest jakieś przedszkole M ale nawet nie szukałam o nim opinii bo i tak byśmy nie dojeżdżali tak daleko. Koniec końcow nie znalazłam zadnego a potem wyjechalismy, więc problem rozwiązał sie sam ;)

zorro - 2009-12-11, 23:44

adriane napisał/a:

No tak, tylko te starsze wiedzą już, że to fikcja , taki sobie smok np. a te młodsze w te postacie bajkowe wierzą i wg. pedagogiki steinerowskiej to jest konieczne dla rozwoju dziecka na jakimś tam etapie (maluchy): fruwać w bajkowym świecie.
Pewnie każda teoria ma swoje badania, które im dobrze wychodzą, nam rodzicom pozostaje wybrać co nam pasuje z tego :)


Mój syn chodził do przedszkola państwowego z elementami montessoriańskimi i waldorfskimi. Poszliśmy w te waldorfskie i dlatego napiszę o fantazjowaniu i bajkowości, a raczej zacytuję z 'Wychowania do wolności' Fransa Carlgrena z podrozdziału ''Czy świat fantazji wyobcowuje z rzeczywistości'':
"Gdy bliscy mu [dziecku] ludzie są oderwani od rzeczywistości, to niebezpieczeństwo 'wewnętrznej infekcji' jest znaczne. Jeśli jednak mocno stoją na ziemi i posiadają zmysł praktyczny, to ich postawa wobec życia przeniesie się na dziecko.'' -> w pedagogice waldorfskiej dużą rolę odgrywa naśladowanie, a przez to nauczyciel, rodzina.
I jeszcze "Jeśli baśnie opowiadane są zgodnie z ich naturą, bez zbędnego sentymentalizmu, bez niepotrzebnych komentarzy, mających jakoby ułatwić zrozumienie, w sposób oszczędny [...], to wizerunki olbrzymów i czarownic mogą się stać dla dziecka odpowiednim sposobem przeżycia 'zła tego świata' w formie baśniowych obrazów, jeszcze zanim naprawdę napotka je w życiu'.
Sęk w tym, że wiek właściwy dla słuchania baśni to 4-9 lat. Czyli w momencie, gdy dziecko ma już w miarę dobrze opanowany świat rzeczywisty.

topcia - 2009-12-12, 04:33

Dopiero odkryłam i zaczęłam czytac wątek-montessori jest niesamowite, :-) Czy nie ma książek przełożonych na polski??
zwolnij - 2009-12-12, 12:42

Jak znajdziecie chwilkę to napiszcie proszę taką listę książek na temat Montessori po polsku. Jest tego też trochę, a my głównie czytaliśmy po angielsku i nie mamy zbytnio pojęcia co jest dobrego na ten temat po polsku.
Szkoda, że tak niewiele zostało przetłumaczone książek Marii Montessori.
My z polskich tytułów mamy:
Maria Montessori: Domy Dziecięce
Grazia Honeger Fresco: Być rodzicami
Gabriela Badura-Strzelczyk: Pomóż mi policzyć to samemu. Matematyka w ujęciu Marii Montessori od lat trzech do klasy trzeciej
Małgorzata Miksza: Zrozumieć Montessori
Sabina Guz: Metoda Montessori w przedszkolu i szkole

jeśli chodzi o praktyczne porady dotyczące komunikacji i wychowania to dla nas najbardziej w duchu Montessori wydają się być:
Heim Ginott: Między rodzicami a dziećmi
Adele Faber, Elaine Mazlish: Wyzwoleni rodzice, wyzwolone dzieci

Manu - 2009-12-12, 13:27

zwolnij, nam by sie przydalo najpewniej ta ostatnia pozycja...
najbardziej nie radze sobie z tzw "power play" (Machtkampf), starma sie i staram a jak gubie nerwy to za chwile stoje w srodku sytuacji bez wyjscia.
np wczoraj wieczorem(wszyscy juz zmeczeni):
Polcia nie chce z Tata do wanny,

Manu w toalecie chwile chce zostac sama

i oddelegowuje Stworzonko "zaraz przyjde".

ryk pod drzwiami.

Napiecie rosnie.

Manu otwiera i zabiera trzymane przez Stworzenie butelke z mydlem (w ciagu dnia odstaiwla je polubownie do lazienki po wyjasnieniach : to jest mydlo do kapieli).

Wkurzona Manu idzie do lazienki i chce wlorzyc Potwora do wanny - przeciez lubi wode

nie, Potwor ryczy, sie "obrazil"(wierzga nogami i sie wyrywa) i chce wyjsc z lazienki(zapewne po mydlo).

ALe drzwi sa zamkniete.

ryk.

wiecie co, nagle napiecie ze mnie opadlo wraz z moim cialem - na podloge. usiadlam i tylko patrzylam na Rozgoryczone Stworzonko, szlochajace pod drzwiami.

W pewnym momencie Pola odwrocila sie do mnie, spojrzala mi w oczy. Bylo mi cholernie smutno i glupio sie czulam przez to zabrane mydlo. Musiala chyba to dostrzec bo przybiegla do mnie i mocno przytulila. Szlochala jeszcze kilka minut taka przytulana rozrzalona....a ja przepraszalam i glaskalam....

odstala sol do wsypania do wody i inna butelke z mydlem. bylo ok.


czasem tak mi siadaja nerwy, ze wychodze i zamykam za soba drzwi(ryk) ...
nie cierpie tych podbramkowych sytuacji, kiedy to siadaja mi nerwy i stosuje psychiczna przemoc - ("nie ubierzesz rajstop?" wychodze z pokoju(ryk)...) Do diabla, przeciez nie chce przekonywac POlciaka, ze zostawanie samej w pokoju jest czyms nieprzyjemnym, a wyjscie mamy nie oznacza stresu....

nie chce ustepowac POlciakowi ale tez chce by miala wlasne zdanie (ogolnie). czy szukanie kompromisow przychodzi latwiej ze starszym dzieckiem?
chcialabym WIDZIEC czesciej Polcie przejawiajaca probe samodzielnosci i odpowiedzialnosci zamiast Polciaka, ktorego trzeba ubrac.....

zorro - 2009-12-12, 20:33

Kompromis ze starszym dzieckiem wcale nie jest łatwiejszy, bo przechodzi ono kolejne 'bunty'. A im starsze, tym więcej ma do powiedzenia (szczególnie, jeśli wychowane w partnerstwie, nazywam je czasem przewrotnie 'partnerstwem dla (nie)pokoju' ;-) ). Dużo zależy od wypoczęcia rodziciela, bo im bardziej zmęczony, tym łatwiej poddaje się złym nastrojom dziecka. Wczoraj moja córka też rzuciła się na ziemię, bo nie dałam jej zjeść komina z piernikowego domku starszego. Zjadłaby - byłaby zadowolona, ale starszy nie bardzo, nie zjadła - ona niezadowolona, starszy ukontentowany. W każdej sytuacji, ktoś by się rzucił na ziemię.
W toalecie towarzyszył mi syn chyba z 3 lata. Potem były 3 lata 'ciszy' i teraz mam córkę. Gdy nie chodziła, wsadzałam ją do wanny, 'żeby nic sobie nie zrobiła'.
Z synem często się przepraszamy. On mnie, że źle się zachował, ja, że nie miała do niego cierpliwości. Jego kompetencja językowa jest jeszcze kulawa i czasem, przepraszając mnie mówi 'przebaczam ci'. :)

Humbak - 2009-12-12, 21:21

zwolnij, na pierwszej stronie napisałam listę tytułów które znam mam i przeczytałam. Wiem, że wydana została kiedyś dwutomowa matematyka montessori ale niestety nie pamiętam tytułu, wieki temu to było i dostępność tylko w bibliotece pedagogicznej dla studentów i nauczycieli...

Ja jestem teraz w trakcie i pod wrażeniem pozycji sabiny guz - naprawdę fajna książka, a jej badania własne porównujące dzieci montessori z 'klasycznymi' ważne.

bodi, ogromnie miło mieć Twój fachowy głos również tutaj, dzięki :-D
'flow' to chyba to co miałam na myśli, chętnie się za nią rozejrzę żeby się przekonać :-D

Co do dyscypliny, ksiązka "the montessori method" do której link podałam w pierwszym poście dość jasno pokazuje granice akceptowalności czyjegoś zachowania:
"
Cytat:
The liberty of the child should have as its limit the collective interest; as its form, what we universally consider good breeding. We must, therefore, check in the child whatever offends or annoys others, or whatever tends toward rough or ill-bred acts. But all the rest,–every manifestation having a useful scope,–whatever it be, and under whatever form it expresses itself, must not only be permitted, but must be observed by the teacher. Here lies the essential point; from her scientific preparation, the teacher must bring not only the capacity, but the desire, to observe natural phenomena. In our system, she must become a passive, much more than an active, influence, and her passivity shall be composed of anxious scientific curiosity, and of absolute respect for the phenomenon which she wishes to observe. The teacher must understand and feel her position of observer: the activity must lie in the phenomenon.


Żadna jednostka w swoim działaniu nie może działać na szkodę społeczeństwa. Może być sprzeczna z jego opinią, moze się z niego wychylać, ale nie może mu robić krzywdy. Wydaje mi się, że u montessori zaobserwować można 'zero toleracji' (modne słowo hi) na krzywdzenie innych - bijesz, odchodzisz, niszczysz, nie dostajesz. Koniec kropka. Rzecz inna, że nie pozwalała ona żadnym złym słowem, groźbą czy czynem potępiać dziecko, które zrobiło źle.
Nie umiesz bawić się w grupie - siadasz obok i obserwujesz jak bawi się grupa ze sobą. Jeśli chcesz do niej należeć, dołączasz, ale zasady są nie zmienne - nie bijemy, nie krzywdzimy.

Kładziesz się na ulicy - zabieram cię stamtąd, tam nie wolno nawet na chwilę, koniec kropka. Po ulicy jeżdżą samochody, nie ma leżenia dlatego że chcesz albo samochód akurat nie jedzie.

A potem OBSERWUJEMY. Dlaczego, co, po co, jak się stało, z czym mamy do czynienia itd. Nie pamiętam, czy post o kładzeniu się na ulicy był excelencji czy nie, ale nie pamiętam by ktokolwiek tu wspominał o tym, że po tym przypadku dziecko w zabawie a nie na gorąco było uczone co to jest ulica i czym grozi (np w postaci scenki odgrywanej lalami, a nie mówieniem w gorącej sytuacji 'nie wolno tam jest niebezpiecznie' co moje doświadczenie pokazuje że nic nie daje...)

ostatnio gdy kuba robi coś 'nie-tak', zastanawiam się co powinien umieć żeby zachowywać się 'tak'. Często brakuje mi nerwów to prawda... :roll: ale ja sobie odpuszczam bom człowiek nie robot :mryellow: Ostatnio kuba chodził spać między 12 a 1 w nocy. wstawał po 7h snu. Zabrałam mu sen dzienny, dalej 7hsnu tylko z większym płaczem. W końcu stwierdziłam, że on musi sam się nauczyć że chce spać. Nie udało mi się to narazie, alee.... nauczyłam go, że jak człowiek ziewa i trze oczy to jest śpiący :mryellow: Boski wynalazek, idzie spać między 21 a 22, wstaje as usual więc mama ma kilka godzin extra. ;-) :-P

Myślę, że trzeba dzieci uczyć co to jest ulica, do czego służy, jakie są rodzaje ulic, jakie pojazdy po nich się poruszają, jak ruszają się piesi... łatwiej będzie ominąć sytuację w której malec kładzie się na ulicy...
taka teoria, hi :-P :->

zwolnij, a ja właśnie zaczęłam nabywać kniżki po angielsku - które polecacie?
zorro napisał/a:
Dużo zależy od wypoczęcia rodziciela, bo im bardziej zmęczony, tym łatwiej poddaje się złym nastrojom dziecka
u mnie to klucz... chcę dawać kubie wybór... np. gdy mam go wpakować do wózka czego nie cierpi pytam .chcesz sam wejść czy żeby mamusia pomogła?' (zawsze skutkuje) ale gdy jestem zmęczona i wściekła to nie mam sił na wymyślanie... a czasami pomysłu... po godzinie mam tysiąc pomysłów na wybór ale w trakcie... tylko nie zawsze da się być wypoczętym... eh to już hostorie na inny wątek nie?
topcia - 2009-12-13, 02:01

Humbak, fajne rzeczy piszesz. Mam podobne podejście w wielu kwestiach. Tylko ze nie zdaje sobie sprawę z danej strategii, zauwazam, tylko postępuję intuicyjnie. Myślę, że ważną kwestią jest to, żeby nie manipulować dzieckiem dla swoich korzyści. Nawet tych usprawiedliwionych (zmęczenie, flustracja itp). BYcie fair to podstawa.

Druga kwestia to zakazy i oklepany zwrot "nie wolno". NIe przypominam sobie, zebym go użyła. Tłumaczę Wisi dlaczego nie zgadzam się, żeby coś robiła, np. ciągała rurę od pralki. Robię to bez zbednych emocji, bo w przeciwnym razie Ją to nakręca i koło się zamyka. Teraz pewnie rozumie wszystko, dlaczego nie robimy tego, ale wcześniej samo tłumaczenie wystarczyło. WIedziałą, że zakaz ma swoje uzasadnienie, skoro mamusia tak poważnie tłumaczy.

Dopiero wchodzę w teorię systemu montessori i nie jestem pewna, czy dobrze się w tym orientuję, ale zastanawiam się nad jedną kwestią. Ja i moi bracia chcąc nie chcąc byliśmy wychowywani w podobny sposób, ponieważ rodzice nie mieli czasu, żeby się nami zajmować ze szczegółami. We wczesnym wieku sama przygotowywałąm sobie posiłek, ubierałam się itp. Sąsiadka zawsze się dziwiła, że takie małe a już tyle potrafią. I powiem szczerze, że nie czułam się z tym dobrze. NIE czułam się zaniedbywana ale brakowało mi większej opieki, zainteresowania. Widziałam, jak koleżankę jedynaczkę matka niańczy i brakowa ło mi tego. Sądzę, że taka samodzielność może być czasem ciężarem. Dziecko nie powie co czuje, Żyje w takim systemie i uważa go za naturalny. POdświadomie może potrzebować, ale nie zdaje sobie z tego sprawy. Tym bardziej z potrzeb psychicznych. ALe to pewnie zależy od indywidualnych przypadków. ;-)

Manu - 2009-12-13, 13:29

znalazlam dla siebie "wylacznik"nerwow. jak cos za dlugo trwa np: ubieranie, albo rosnie napiecie wlaczam muze. rozstawilamam po calym domu zestawy grajace. w lazience napierwszym miejscu.
na mnie dziala muza po prostu genialnie, Polcia tez uwielbia.

kompromis ze starszym mi sie wydaje latwiejszy, bo wyobrazam sobie, ze starsze dziecko wiecej rozumie... ale moze tez zna wiecej trixow...

Cytat:

Druga kwestia to zakazy i oklepany zwrot "nie wolno"


albo doskonale pytanie: "ile razy ci mowilam..." , na ktore sami nie umiemy odpowiedziec :lol:
Cytat:

Często brakuje mi nerwów to prawda... :roll: ale ja sobie odpuszczam bom człowiek nie robot

co sobie odpuszczasz i jak? bo skoro sie zastanawiasz co zrobic by Kuba robil "tak" to raczej sobie nie odpuszczasz.

Marcela - 2009-12-13, 14:34

Nie dam rady w tej chwili przebrnąć przez wszystko co jest w tym wątku napisane. Mam ogromną prośbę - jaką książkę na ten temat warto kupić na początek? Mam 3 letnie dziecko. Po polsku bym chciała tą książkę....
topcia - 2009-12-14, 00:10

Marcela napisał/a:
aką książkę na ten temat warto kupić na początek?

no właśnie...

zorro - 2009-12-14, 01:27

Muzyka łagodzi obyczaje. ;) W szkole waldorfskiej nauczyciel nie krzyczy, że cisza itp, tylko zaczyna śpiewać. Gwar cichnie...
Najgłupsze pytanie, jakie zadałam synowi to: 'Czy ciebie diabeł opętał?' :mryellow: Odpowiedział mi głosem godnym 'Egzorcysty': TAAAAAAAK.

karmelowa_mumi - 2009-12-14, 08:57

zorro napisał/a:
Najgłupsze pytanie, jakie zadałam synowi to: 'Czy ciebie diabeł opętał?' :mryellow: Odpowiedział mi głosem godnym 'Egzorcysty': TAAAAAAAK.
:mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
excelencja - 2009-12-14, 10:45

Manu, widzisz chodzi mi o takie sytuacje jak Twoja z Polcią w wannie, no ja mam to non stop właśnie. Jak przekonać dziecko do swoich racji w takich sytuacjach, szczególnie, że nerwy nie są ze stali.
U nas też eksces kąpielowy wczoraj- Lilka wychlapywała wodę z wanny na podłogę moje 'nie wolno' traktując wręcz jak zachętę.
Wcześniej cały dzień mnie tłukła po twarzy, cały dzień regularnie, zdecydowanie przemierzyła wszelkie granice.

[ Dodano: 2009-12-14, 10:48 ]
Humbak napisał/a:
A potem OBSERWUJEMY. Dlaczego, co, po co, jak się stało, z czym mamy do czynienia itd. Nie pamiętam, czy post o kładzeniu się na ulicy był excelencji czy nie, ale nie pamiętam by ktokolwiek tu wspominał o tym, że po tym przypadku dziecko w zabawie a nie na gorąco było uczone co to jest ulica i czym grozi (np w postaci scenki odgrywanej lalami, a nie mówieniem w gorącej sytuacji 'nie wolno tam jest niebezpiecznie' co moje doświadczenie pokazuje że nic nie daje...)


Jasne, że na gorąco uczenie nie ma sensu. I Lilka doskonale wie, że tam nie wolno się kłaść i wie, że trzeba za rękę przechodzić. To jest już na tyle duże dziecko, że robi coś nie dlatego, że nie wie, że nie wolno, tylko że WIE, że nie wolno- ba, nawet wie dlaczego.

Humbak - 2009-12-14, 14:09

excelencja, źle oceniłam sytuację... im bliżej świąt tym mniej czasu na czytanie wszystkich postów ale dotarłam ;)

czasem są sytuacje gdzie mówię nie i już, dziś np kuba wpadł w furię bo na zajęciach przedszkolnych zajrzał do mojej torebki, zobaczył słodycza i nie dostał. Zrobił awanturę ogromną, ale po chwili okazało się też, że jest zmęczony... wyszliśmy bo awanturował się tak, że reszta nie mogła prowadzić zajęć (wyszłam ja trzymając kubę, on nie chciał wyjść...) poczekałam aż mu przejdzie (trochę to trwało...) porozmawialiśmy o tym i owym, po czym z mniejszym płaczem wróciliśmy do pokoju. Trochę jeszcze poziewał i pokrzyczał a potem dołączył do zabawy...

Jeśli Kuba nie może pójść tam gdzie chce, mówi się trudno (czytaj ja mówię trudno nie wiem jak powinno się mówić ;-) ). W teorii staram się dać kubie w takiej sytuacji jakiś wybór, np chcesz pójść tam czy tam? - nie odnosząc się żadnym słowem do tego, że w tym trzecim kierunku nie może - zazwyczaj po tym jak opłacze i okrzyczy sytuację, w której czegoś nie może, wybiera któryś z moich kierunków i jest zadowolony...

ale czasem...
gdzieś przeczytałam że kiedy dziecko np nie nakarmiło psa, zamiast mówić mu 'nakarm
psa' albo 'dlaczego nie nakarmiłe/aś psa', powinno się mówić w stylu 'chcesz nakarmić psa przed czy po jedzeniu'
...przyznaję że do takiej pomysłowości czasem mi nerwów i cierpliwości brak... choć z drugiej strony zauważyłam, że im dłużej w las tym więcej drzew i pomysłowość zrasta, może mi kiedyś też urosnie :-P

Manu, masz rację, źle się wyraziłam - nie odpuszczam tak że zostawiam i a rób sobie co chcesz, jednak często się zdarza że nie muszę od razu reagować kiedy jestem wściekła i odpuszczam to sobie czyli zostawiam rzeczy takimi jakie są dopóki się nie uspokoję. Nie mówię 'róbcie tak jak ja' bo ja nie tylko nie wiem czy dobrze robię ale robię to bo nie wiem co mam robić :-> Np kuba nie chce wyjść na dwór, choć musimy ale nie na czas. Kiedy mam dosyć ganiania za nim i pomysłowość co do wyborów jest albo zerowa albo nietrafna (bo niestety wybór żeby skutkował musi być trafny tzn adekwatny do sytuacji... tak na podstawie moich doświadczeń) odpuszczam sobie zanim zacznę na niego krzyczeć tylko jasno mu mówię że jestem teraz wściekła bo nie lubię za nim ganiać że mamy wyjść i że jestem tak zła że muszę teraz sobie posiedzieć (cokolwiek). Czasem kuba zajmuje się sobą, czasem podchodzi dopytać wzrokiem o co chodzi i mu tłumaczę a czasem widzi co się dzieje i sam idzie się ubrać (nieczęsto żeby nie było, ale zdarzyło się).
Ze starszą wogóle jest łatwiej bo ja jej mówię że jestem zła bo to czy tamto i potrzebuję odetchnąć, zaraz do sytuacji wrócimy. Nie tylko rozumie, ale często też sama prosi o spokój w pokoju.
To rozumiem przez odpuszczanie. Czasem się nie da, jak z leżeniem na ulicy czy wyjśćiem na czas. Ale często się da.

Taki ot... wiecie co to jest sweterek?


To jest coś co mamusia zakłada swoim dzieciom gdy jej robi się zimno :mryellow:

excelencja - 2009-12-14, 18:11

Humbak napisał/a:
Taki ot... wiecie co to jest sweterek?


To jest coś co mamusia zakłada swoim dzieciom gdy jej robi się zimno :mryellow:



do bólu prawdziwe :D

Manu - 2009-12-15, 15:42

karmelowa_mumi napisał/a:
zorro napisał/a:
Najgłupsze pytanie, jakie zadałam synowi to: 'Czy ciebie diabeł opętał?' :mryellow: Odpowiedział mi głosem godnym 'Egzorcysty': TAAAAAAAK.
:mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:


:mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

dzis mnie natchnelo i zobaczylam (zrozumialam) to, co poradzilama w innym watku an, mianowicie KROK W TYL. Wszystko bowiem zaczyna sie gdzies wczesniej, i tam wlasnie trzeba szukac zrozumienia klopotu (panna lilka plackiem na ulicy(?), kuba slodycz z torebki - tu krok w tyl i widac bylo, jak napisane, zmeczenie). Zawiozlam Polciaka do przedszkola i pierwszy raz Polcia nie chciala bym wyszla. z kazda chwila bylo gorzej. wyszlam jak mi przykazano ale bylam na siebie wsciekla - wiedzialam, ze miala ciezka noc i moglam jej dac pospac toche dluzej, albo przed przedszkolem pojsc na spacer zeby sie troche rozkrecila. w sytuacji, kiedy juz ryczala i nie chciala bym poszla bylo juz za pozno, by sprawe odkrecic. bardzo sie zdenerwowalam, ze musze pole zostawic w tak kiepskim stanie (oczywiscie niepotrzebnie, Polcia po minucie juz dzialala normalnie - dostalam smsa :-> ). ech....

[ Dodano: 2009-12-15, 15:43 ]
excelencja napisał/a:
Humbak napisał/a:
Taki ot... wiecie co to jest sweterek?


To jest coś co mamusia zakłada swoim dzieciom gdy jej robi się zimno :mryellow:



do bólu prawdziwe :D



drukuje i wieszam przy drzwiach wejsciowych :lol: :lol: :lol:

[ Dodano: 2009-12-15, 15:48 ]
Cytat:
U nas też eksces kąpielowy wczoraj- Lilka wychlapywała wodę z wanny na podłogę moje 'nie wolno' traktując wręcz jak zachętę.
ja tez nie lubie jak chlapie - a raczej probowala chlapac. moglam to zignorowac (bez problemu moglam wytrzec recznikami wode) i zachecilam do zabawy w obrebie wanny.
zorro - 2009-12-15, 22:41

Manu napisał/a:

kompromis ze starszym mi sie wydaje latwiejszy, bo wyobrazam sobie, ze starsze dziecko wiecej rozumie... ale moze tez zna wiecej trixow...

Hmm... Tak też myślałam, jednak trudno mi osiągnąć porozumienie ze swoim starszym dzieciem 'na gruncie wyjadania cukru z cukiernicy u pana od muzyki' oraz w sprawie 'zupełnie nieakceptowalnego zachowania tamże, obejmującego także reakcje w stylu niedorozwiniętego 3-latka'. Pan twierdzi, że 'miał jeszcze gorszego ucznia'.

topcia - 2009-12-16, 00:58

zorro napisał/a:
'na gruncie wyjadania cukru z cukiernicy

zorro, na to akurat można spojrzeć z zupełnie innej strony. MOże to jakiś sygnał ze strony organizmu, nad którym warto się pochylić???

Jeśli są sutuacje, kiedy Wisia chce czegoś innego niż ja, nawet jeśli są to zachowania pozornie destrukcyjne dla NIej czy otoczenia, opanowuję się i zastanawiam, dlaczego tak się zachowuje. WYchodzę z założenia, że każde Jej działanie ma swój powod,ktory należy odgadnąć. Parę razy tak było, że okazywało się sensowne i logiczne, a to ja nie miałam racji. Oczywiśćie przepraszam wtedy :-)

Humbak - 2009-12-16, 09:17

moje starsze dziecię tak umie argumentować, że masakra, ja często wysiadam :roll: Ciężko jest przeforsować swoją wolę w rozmowie ze starszym dzieckiem, ciężko jest też narzucić mu pewną hierarchię 'ja jestem mamą i to moja decyzja' tak by nie musieć mówić niczego w stylu 'jak będziesz na swoim' czego jestem wrogiem absolutnym. Łatwiej dla mnie z maluszkiem - tu wolno, tam nie, jak nie to zabieram i już. Starszego nie da się nigdzie 'zabrać'. Każdy sprzeciw to ogrom dyskusji, argumentów i wcale nie mniejszych nerwów, może bardziej rozłożonych w czasie gdy nie od razu udaje się osiągnąć consensus... :roll:
zorro - 2009-12-16, 17:52

topcia napisał/a:
zorro napisał/a:
'na gruncie wyjadania cukru z cukiernicy

zorro, na to akurat można spojrzeć z zupełnie innej strony. MOże to jakiś sygnał ze strony organizmu, nad którym warto się pochylić???

Jest to totalny wygłup. Nigdzie indziej cukru nie wyjada, a w szkole ma całe kilo. ;)

Humbak - 2009-12-16, 21:15

Nie byłoby prościej gdyby nauczyciel go czymś poczęstował jeśli ma ochotę na małe conieco i odłożył cukier na bok żeby nie przeszkadzał w lekcji?
zorro napisał/a:
Pan twierdzi, że 'miał jeszcze gorszego ucznia'
dla mnie niedopuszczalne słowa w ustach nauczyciela... nawet jeśli jest bardzo dobrym nauczycielem...
zorro - 2009-12-16, 21:29

Nauczyciel toleruje zachowanie mojego syna i jest oazą cierpliwości. Cukier rzeczony stoi w innym pokoju, poczęstunek także. Sęk w tym, że mój siedmioletni syn zachowuje się jak niedorozwinięte dziecko, nieznające zasad dobrego wychowania i jakichkolwiek zasad panujących w społeczeństwie. Wie, że tak robi, że tak robić się nie powinno, a potem robi to samo. I tak w kółko. Ten przykład świadczy tylko o tym, że ze starszym dzieckiem wcale nie dochodzi się do ładu w prostszy sposób, bo niby wszystko rozumie, a głupoty rodzą się 'z niewiadomoczego'. Może to tylko chłopców dotyczy? ;-P
Humbak - 2009-12-16, 22:07

zorro napisał/a:
ze starszym dzieckiem wcale nie dochodzi się do ładu w prostszy sposób
to prawda...

zorro napisał/a:
Nauczyciel toleruje zachowanie mojego syna
zastanawiam się tylko... jeśli zachowanie jest do zaakceptowania, to czy powinno się je tolerować? Jak bardzo Twój syn chce się uczyć muzyki? :->
Tobayashi - 2009-12-16, 22:17

Humbak napisał/a:
zorro napisał/a:
ze starszym dzieckiem wcale nie dochodzi się do ładu w prostszy sposób
to prawda...

A z osobami dorosłymi jak się "dochodzi się do ladu"? Łatwiej czy trudniej? :mrgreen: To chyba bardziej zależy od rodzaju relacji i od charakterow, niź od wieku.

PiPpi - 2009-12-16, 23:24

Marcela napisał/a:
Nie dam rady w tej chwili przebrnąć przez wszystko co jest w tym wątku napisane. Mam ogromną prośbę - jaką książkę na ten temat warto kupić na początek? Mam 3 letnie dziecko. Po polsku bym chciała tą książkę....


Marcela, przeczytaj wiec druga stronę tego wątku :->

topcia - 2009-12-17, 00:45

zorro napisał/a:
Nigdzie indziej cukru nie wyjada

ale dlaczego? NIe ma do niego dostępu czy smakuje mu ten szkolny? Patrzaj, może coś do niego dodają :lol:

ifinoe - 2009-12-17, 17:04

jaki ładny pokój wg zasad montessori, cały blog wydaje się ciekawy, prowadzony przez nauczycielkę m.
http://sewliberated.typep...ssori-room.html

ag - 2009-12-17, 17:12

pokój piękny ale jaki tam porzadek, od razu widać że jeszcze nie ma dziecka. Właśnie zajrzałam do pokoju Łukasza i stwierdziłam, że pora posprzątać...
topcia - 2009-12-18, 00:14

Tak się zastanawiam nad tymi materacami do spania dla dziecka. Sama kiedyś tak spałam. Z tego co mi wiadomo to niezbyt zdrowe, bo najniżej przecież jest najwięcej dwutlenku węgla....
excelencja - 2009-12-18, 00:31

co jest w tym pokoju charakterystycznego dla montessori oprócz materaca z lustrami i ascetycznego wystroju?
topcia - 2009-12-18, 00:43

excelencja, porządek :mryellow: . Ja, szczerze mówiąc źle się czuje w takim poukładanym świecie. I w ogóle nie wyrabiamy się z Wisią na zakretach, więc musiałabym chyba komuś płacić za sprzątanie. NIe wiem zresztą czemu ma służyć taki skrajny porządek.... Trochę bałaganu czyni pokój przytulniejszym ;-)
bodi - 2009-12-18, 01:13

pokój dopieszczony przepięknie, i blog bardzo ciekawy (mnóstwo linków! :) ), dzięki :)

topcia, CO2 bym się nie martwiła, pod warunkiem że nie leżysz przy ruchliwej ulicy ;)

[ Dodano: 2009-12-18, 01:16 ]
excelencja, brak typowych współczesnych zabawek (grających, migających etc.), ale przede wszystkim dostępność całego wyposażenia dla dziecka (włącznie z powieszeniem obrazków na poziomie wzroku dziecka, a nie dorosłego) i założenie że jak najwięcej rzeczy będzie ono robiło samo (np. spanie na materacu = brak szczebelków do pokonania = samodzielne wchodzenie i wychodzneie z "łóżka"), zgodnie z naczelną zasadą pedagogiki Montessori "pomóż mi zrobić to samemu"

excelencja - 2009-12-18, 08:54

Akurat migające zabawki sobie cenię w małej dawce, dzięki nim jestem w stanie w ogóle dojechać do stolicy z lilką (dziękuję ci fisher price :) ))
Wyposażenie powinno być dostępne niezależnie od 'metod'.
Niestety ja nie mogę sobie na to pozwolić, nad czym ubolewam mocno, ale jak się ma pokój sztuk raz, to wszystko chciał nie chciał - musi być spiętrzone.
szczebelki w łóżku uważam za użyteczne, bo nie muszę dziecka po całej podłodze szukać :)
no chyba, że ktoś ma dziecko śpiące w jednym miejscu... - w szczebelkach są dziury, którymi można wchodzić.

nadal się czepiam, ale nie widzę jakiejś wybitności w tym...
i chyba będąc dzieckiem wolałabym mieć jednak więcej zabawek - bo tak, co nie oznacza dzikiego chaosu i tkwiących wszędzie różowych słoni :)

zwolnij - 2009-12-18, 13:14

excelencja napisał/a:
co jest w tym pokoju charakterystycznego dla montessori oprócz materaca z lustrami i ascetycznego wystroju?

Jeśli nic Ci się w tym pokoju nie wydaje dziwnego czy szczególnego to świetnie. Oto w sumie walczyła Maria Montessori - by odpowiedź na prawdziwą dziecięcą naturę, stworzenie otoczenia z myślą o dziecku weszło w codzienność - nie było opatrzone metką Montessori, ale by było zupełną normalnościa.

excelencja napisał/a:
szczebelki w łóżku uważam za użyteczne, bo nie muszę dziecka po całej podłodze szukać no chyba, że ktoś ma dziecko śpiące w jednym miejscu... - w szczebelkach są dziury, którymi można wchodzić.

My jesteśmy bardzo zadowoleni z materaca dla Jana - to normalny duży jednoosobowy materac. W ciągu prawie 2 lat swego życia nigdy z niego nie spadł, nigdy też nie spał na ziemi, choć myślę, że jest bardzo ruchliwym dzieckiem. Schodzi i wchodzi na niego sam od czasu gdy skończył mniej więcej 6 miesięcy. Bardzo też lubił przymocowane przy łóżku lustro, w którym mógł się przeglądać, mógł widzieć nas itd. Wydaje mi się też, że fakt, że taki materac nie ma szczebelek po prostu pomaga dziecku samemu zadbać o to, żeby spać na materacu, bo na nim po prostu cieplej i wygodniej, a szczebelki mogą zapobiegać rozwinięciu tego 'zmysłu', bo fizycznie pozbawiają dziecko potrzeby kontrolowania tej przestrzeni.
Poza tym dużym problemem i zagrożeniem są sytuacje, w których dziecko wsadzi kończynę między szczebelki lub próbuje się na tych szczebelkach wspinać.

Tutaj przypomina mi się coś powiedzmy analogicznego: kubek niekapek. Jeśli dziecko go dostaje cały czas to wtedy nie buduje w sobie odruchu dbałości o to, aby szklankę z wodą nieść ostrożnie, aby przechylać ją ostrożnie, tak aby woda trafiła do ust a nie wszędzie wokoło itd. Więc taki dwulatek - trzylatek wciąż czuje, że nie potrafi pić ze szklanki, a rodzice czują to też więc jak tylko widzą, że dziecko bierze szklankę z piciem to już są chętni, by pomóc, żeby dziecko się nie oblało.

excelencja napisał/a:
i chyba będąc dzieckiem wolałabym mieć jednak więcej zabawek - bo tak, co nie oznacza dzikiego chaosu i tkwiących wszędzie różowych słoni

To, że w pokoju jest tylko parę zabawek nie oznacza, że dziecko w czasie swojego dzieciństwa prowadzi zupełnie ascetyczne życie. Wręcz przeciwnie. Po pierwsze, kiedy tylko wykazuje pierwsze oznaki zainteresowania rzeczami ogólnie dostępnymi w domu to ma do nich dostęp: miotły, szufelki, zmiotki, łyżki, garki, słoiki (tak mogą się stłuc i trzeba posprzątać), prawdziwe (nie plastykowe) talerze, szklanki itp. To czego dziecko ma według nas nie dotykać najlepiej wsadzić tam, gdzie nie dotknie tego na pewno. Poza tym zabawek też pozna wiele, ale w systemie rotacyjnym (nie wszystkie na raz). Co jakiś czas zbiera się zabawki, którymi dziecko się już nie interesuje i wymienia się je na inne. Te schowane pewnie wzbudzą znów zainteresowanie dziecka za jakiś czas. To pomaga zachować porządek, dziecko uczy się odkładać rzeczy na swoje miejsce (bo każda rzecz swoje miejsce ma), a także łatwiej mu się bawić i skupić na tym, co robi, kiedy się ciągle nie przewraca przez stertę gratów.

Humbak, co do angielskich książek to przed wszystkim polecamy te napisane przez Montessori, na początek:
- Absorbent Mind
- Secret of Childhood
- Discovery of the Child

Poza tym te dwa katalogi firmy Micheal Olaf, których część informacyjną przetłumaczyliśmy na naszej stronie, bo one duża bardzo mówią o domu, a w tej angielskiej wersji są jeszcze materiały, które oni sprzedają, które na pewno będą świetną inspiracją do tego, czego szukać.
- Radosne Dziecko: http://www.bycrodzicami.pl/radosne-dziecko/
- Dziecko Świata: http://www.bycrodzicami.pl/dziecko-swiata/
- Po angielsku: http://michaelolaf.net/MichaelOlafCatalogs.html

Ciekawa też dosyć jest pozycja:
- Angelina Stoll Lillard: Montessori, the science behind the genius
Autorka analizuje rozne aspekty charakterystyczne w edukacji Montessori jak mieszane wiekowo klasy, brak zadań domowych, brak oceniania i pokazuje jak współczesne badania odnoszą się do tego, co Maria Montessori wywnioskowała z obserwacji dzieci podczas pracy w swoich szkołach.

Książki polecane na kursie Assistants to Infancy 0-3:
- Kaplan, Louise, Oneness and Separateness - pokazuje wewnętrzną walkę dziecka pomiędzy chęcią bycia jednością ze swoją mamą, a chęcią zdobywania samodzielności w różnych okresach rozwoju dziecka. Pokazuje również, że ta walka rozciąga się również na całe nasze życie. Lubię tę książkę.

- Montanaro Silvana : Understanding the Human Being - autorka jest dyrektorką kursów Assistants to Infancy w wielu ośrodkach Montessori na świecie. W książce pisze o 9 miesiącach w brzuchu mamy, o znaczeniu pierwszych 6-8 tygodni życia dziecka, o znaczeniu ojca lub innej osoby różnej od matki, o wprowadzeniu pierwszych pokarmów stałych i psychologicznego znaczenia tego faktu, o znaczeniu ruchu i rozwoju języka.

Humbak - 2009-12-18, 22:28

zwolnij, dzięki za pomoc, będę się za nimi rozglądać zapewne po świętach :)
topcia - 2009-12-19, 00:58

zwolnij, też dziękuję za propozycje książkowe. Zapewne zainteresuję sie
zwolnij napisał/a:
- Radosne Dziecko: http://www.bycrodzicami.pl/radosne-dziecko/
- Dziecko Świata: http://www.bycrodzicami.pl/dziecko-swiata/
:-)
zorro - 2009-12-19, 18:07

zwolnij, wasze dziecko miało ten duży materac od początku? Wiele 'świeżych' dzieci nie lubi dużych przestrzeni, bo się ich boi. To tak na marginesie, bo z wieloma rzeczami trudno się nie zgodzić - choć po drobnej modyfikacji. W ogóle wydaje mi się, że niczego, a w szczególności zaleceń pedagogicznych, nie powinno traktować się, jak Biblii. Co do niekapka. Twór ten pomaga jedynie przy wyjściach, bo nie sączy się z niego woda do torebki, kieszeniu lub gdzie indziej. Moja córka go nie używała, a i tak wylewa picie przy każdej nadarzającej się okazji. Dzisiaj dwa razy ją przebierałam, wyrzuciłam chrupki, ścierałam stół i podłogę. :D Co do porządku, zdecydowanie służy, choć wiadomo, ile kosztuje, szczególnie przy chaotycznym życiu. Tak sobie tu na marginesie pomamrotałam...
Humbak - 2009-12-19, 21:18

zorro, Twoje mamrotanie bardzo nam służy... ;)

Zerknęłam na ten pokój jedynie - mało czasu... - brak zabawek jest tam dla mnie bardzo oczywisty - tego maleństwa jeszcze nie ma. Nie ma powodów gromadzić coś co raz że się pojawi wraz z przybyciem maluszka praktycznie zewsząd, lawiny jak pamiętam, to raczej póżniej dzieci mają z tym kłopot ;) - a dwa że takiemu maluszkowi naprawdę niepotrzeba wiele zabawek i w tym przypadku nie ma co porównywać córeczki excelencji z zapasem zabawek nieprzybyłego jeszcze na świat chłopca. Noworodek skupia się przede wszystkim na twarzach zwłaszcza mamy i to najwazniejsza chyba zabawka, gdy mamy nie ma przyda się miła oczom estetyczna karuzelka z muzyczką bacha czy inną kojącą. Muzyka dobrze by od poczatku towarzyszyła maleństwu, zwłaszcza ta prosta, spokojna, szlachetna jak to ja mowię ;) Na ścianach bliziutko malca można powiesić twarzyczki równieśników (no ewentualnie nieco starszych dzieci). Kilka prostych grzechotek (najlepiej wydających rózne dźwięki) i takich dostarczających pola do eksploracji dla malca w zupełności uważam że wystarczy. Dlatego brak zabawek to mnie akurat tu nie dziwi. Ja również doceniam ich dobrodziejstwo gdy prowadzę auto a z tyłu nie ma natalii która mogłaby z kubą prowadzić konwersację :-P

Niekapek to rewelacyjny wynalazek poza domem... dla mnie oczywiście :->

A co do porządku... chyba tylko mama jednego-dwóch dzieci może mówić że odkładanie rzeczy na miejsce to dużo szumu o nic... spróbujcie tak przy czwórce i niesprzątającym mężu :-P :mryellow: W szkołach montessori jest dużo zabawek, po prostu dużo bo musi być kilka dostosowanych do każdego z uczniów tak by ten mógł wybrać z czym chce akurat teraz pracować. Klasy też całkiem liczne. gdyby nie porządek żaden nauczyciel niczego nie byłby w stanie wykonać a co dopiero doprowadzić do kóńca. Odkładanie rzeczy to szacunek do innych - odkładam je bo wiem że ktoś inny może tego potrzebować i wolałby zapewne nie szukać części po kątach pomieszczenia.
Jak to przenieśc na grunt domowy?
My zrobiliśmy to tak - twój pokój twoja przestrzeń ale tam gdzie przestrzeń jest wspólna prosimy o uszanowanie faktu że my też tu jesteśmy. Nie ma głośnej muzyki która by nas dopropwadzała do szału. Nie ma zabawek o które się zabiję. Odkładam talerz na miejsce bo ja zaraz chcę je umyc i nie chcę ich szukać po półkach pokoju. Itd itd. I dzięki temu jakoś sobie żyjemy. natomiast do pokoju natalii czasem wolę nie wchodzić, na ten temat tylko rozmawiamy... gdzieś już o tym wspomniałam :-P

PiPpi - 2009-12-19, 21:43

excelencja, pisałaś o tym, ze na allegro można znaleźć zabawki w klimacie Montessorii, widziałaś coś konkretnego? ja myślę o matrioszce i o wizycie u stolarza znajomego. poproszę o ramki na zatrzaski, zamki, napy itp. o ławeczkę do chodzenia z utrzymywaniem równowagi.
bardzo podobają mi się cylindry drewniane wkładane w dziurki rożnej wielkości, już jakiś czas temu Karolka znalazła wieszak drewniany u nas w domu, który właśnie w ten sposób użytkowała jak gdyby był tymi cylindrami..ciekawe czy ten cieśla byłby w stanie wykonać coś takiego.
macie może pomysł, o co można poprosić dobrego stolarza, co służyłoby dziecku do koncentracji uwagi?

btw, im więcej czytam nt Montessori, tym częściej widzę powiązania z praktyką zazenów, np. chodzenie po elipsie przez dzieci podczas słuchania kontemplacyjnej muzyki, to nic innego jak inkin. ;-) pielęgnacja ciętych kwiatów, ikebana. szacunek dla ciszy, to fundament zazenów. szacunek dla tempa, indywidualnego rozwoju każdego dziecka jest dla mnie tym samym, co szacunek dla każdego człowieka wynikający ze świadomości odrębności jego Drogi..ech każdy widzi to, co chce widzieć, na pewno. bardzo podoba mi się to, co widzę w tym temacie :lol:

excelencja - 2009-12-19, 21:51

PiPpi, pokaż konkretnie o jakie CI chodzi, są sklepy typu drewniaczek albo educco - sklepy internetowe.
Więcej nie pamiętam. Na allegro wpisz 'drewno' 'drewniane' i powinno Ci w oko wpaść coś.

[ Dodano: 2009-12-19, 22:00 ]
tu znalazłam kilka fajnych i oprócz tych 'specjalistycznych' znaczną część można znaleźć.
w zasadzie wiele z nich jest w użyciu w domach 'normalniejszych' rodziców :D

PiPpi - 2009-12-19, 22:01

ok. bo wpisując hasło Montessori są jedynie knigi. ale ok. dzięks :->

ach, pomyślałam jeszcze by cieślę poprosić o kwadraty z drewna, takie do gry typu memo, z tym, ze dziecko układa pary kolorami
exce poszukuje standardów , typu wieża czy schody chociażby, pogoogluję zaraz

[ Dodano: 2009-12-19, 22:19 ]
czy mógłby mi ktoś z Was wyjaśnić, jaki jest sens lusterek otaczających materac? to raczej nie jest miejsce do spania, prawda? :roll: (pytam o pokoik z linka z wcześniejszej strony)

excelencja - 2009-12-19, 22:55

PiPpi, ale nie szukaj montessori, tylko generalnie takich zabawek tego typu.
zina - 2009-12-19, 23:08

Ja sie bardzo czaje na taka konstrukcyjna zabawke bo Klara non stop chce cos odkrecac ;-)
Moze daloby sie cos takiego podobnego zrobic, pewnie tak :-)

Co do astetycznosci pomieszczenia dla dziecka to mi sie bardzo podoba taka idea, nie gromadzenia i porzadku choc ciezko mi czasem zeby go utrzymac.
Z drugiej strony lubie tez artystyczne nielady czyli jak malujemy to jest zywo a przez to wiarygodnie ;-)
Dziecko chlapie farbami, ja w ekstazie ze takie spontaniczne ;-)

Wlasnie, jak sie zapatruje Montesorii na ekspresje plastyczna?
Moze ktos napisac o tym wiecej?

excelencja - 2009-12-19, 23:39

oo. konstruktor fajny.

Super, jeśli dziecko ma swoją uporządkowaną przestrzeń. I kiepsko mi z tym, że ja nie mogę takiej dziecku zapewnić, bo przy tak maleńkim mieszkaniu w zasadzie nie ma najmniejszych szans na choćby półkę otwartą na zabawki, albo chociaż znaczną część ksiażek w jednym miejscu.

jeszcze do materaca na podłodze wrócę.
zwolnij, nie macie w domu zwierząt?
choćby z tego względu w przypadku noworodka sprawdza się dobrze łóżeczko czy kosz, albo plecy mamy...

Po wielokrotnych przemyśleniach
na + IMO

- ład i porządek (nie wprowadzam w życie z uwagi braku miejsca :) ) )
-dopasowanie przestrzeni do wymiarów człowieka (jw)
-strefy funkcjonalne (jw)
-angażowanie we wszelkie dziedziny życia (co czynię od daaaaawna- niezależne od rozmiarów mieszkania :D )
-mądre zabawki

na- czyli aspekty dla mnie nie do przełknięcia
-odcięcie dziecka od zabawek ogłupiających - też mają swoje plusy i dochodzi przynależnosć do społeczeństwa, już samo bycie wege jest trudne, a bycie dziwakiem zabawkowym to już masakra :) ) Poza tym niektóre są świetne i całkiem użyteczne, gadające laptopy, liczące telefony, globusy opowiadające o zwierzętach.
nie dosć, że dziecko się bezboleśnie tego uczy, to rodzic ma czas na kawę (fajnie by było), a przynajmniej sprzątanie, gotowanie ... - nie oszukujmy się, że kupujemy zabawki dla dziecka, kupujemy je, żeby dziecko dało nam chwilę spokoju.
Bo ja do zabawy z dzieckiem zabawek nie potrzebuję szczegolnych, wystarczy kartka, kredki, klocki i jakaś gra typu memory czy drewniane puzzle.



-kompletnym dla mnie absurdem jest odcięcie dziecka od świata fantazji. Przecież większość zabaw na tym polega- i te zabawy potem się najlepiej wspomina.
Zabawa w piratów, odkrywców, nawet w wojnę(...), jazdę konną itp zabawy w dom i szpital.
Bardzo ważne.
Dziś przejrzałam książki Lilki, ma ich koło setki (mój konik) - i tylko kilka jest kompletnie realistycznych. Albo jest mówiąca lalka, mówiący pies, latający elf lub piotruś pan, wiersze dla dzieci aż roją się od gadajacych stworów.
I to jest piękne w dzieciństwie.


Będę się dalej w tajniki wgłębiać, może jakieś dla odmiany nowe refleksje mnie najdą. Bo póki co dręczą mnie te same wątpliwości, co na początku.

A książka w pdf ie joyfull child czy jak jej tam, nie otwiera mi sie:(

ifinoe - 2009-12-20, 11:40

tak w kontekście fantazji/ realizmu...Matylda uwielbia książeczki, a ja też ;) więc dużo ich znoszę...nie parzyłam na nie nigdy pod tym kątem, ale teraz mi się nasunęło, że naj naj najukochańszą książeczką Matyldy od prawie roku jest "Lalo gra na bębnie", a zwłaszcza te strony, gdzie jest mama, tata, wspólne jedzenie...dzięki tej książeczce Matylda zaczęła używać pierwszych czasowników - je, śpi...nie ma dnia bez Lalo...sama uwielbiam baśnie, ale widzę, jak bardzo rzeczywistość i codzienność same w sobie są nowe, ciekawe i wystarczająco tajemnicze dla takiego malucha
excelencja - 2009-12-20, 13:06

ifinoe napisał/a:
jak bardzo rzeczywistość i codzienność same w sobie są nowe, ciekawe i wystarczająco tajemnicze dla takiego malucha

o jasne!
też takie lubimy.
Ale to nie znaczy, że należy unikać książek fantastycznych.
Poza tym ja nie mówię o książkach małych obrazkowych, ale o takich do czytania.
Bo tych niewiele niefantastycznych, poza tymi nowoczesnymi o uczuciach, restauracjach (Kamyczek) itp, które też mamy i chętnie czytamy.

Humbak - 2009-12-20, 21:23

Dziwnie się tu zrobiło odnośnie pojmowania sztuki w montessori ;-)

Od urodzenia wprowadza się maluchy w świat sztuki, malarstwa, tworzenia - choćby poprzez pokazywanie im obrazów, rzeźb, innych dzieł sztuki eksponowanych na wysokości ich wzroku w zasadzie już od narodzin, ale też traktowanie informacji o nich - np autorów - jako rzecz oczywistą (nie wiem czy zauważyliście ale często nie tłumaczymy dzieciom jaki dany obraz ma tytuł czy jak się nazywał pan/i którzy go stworzyli..., obrazy często są bo są...). Zachęca się także rodziców by nie zachwycali się ot tak sobie sztuką dzieci ale czynili z niej wartość równą tym obrazom (uczepiłam się obrazów... dla przykładu) - poprzez np kupienie ramek takich samych jak na obrazy i wyeksponowanie ich tak samo jak one - tym razem tak by mogły je podziwiać nie tylko dzieci ale i dorośli, goście itp. W ten sposób wzrasta wartość twórczości naszych dzieci w oczach ich samych.

Tak więc w przedszkolu chyba nie ma materiałów z których nie korzystamy, a maluszki w wieku kuby są już zaznajomione z klejem, nożyczkami, papierem, materiałem, farbami wszelkiego rodzaju czy glinopodobnymi ciapami ;) :)

Czego nie robimy? Nie robimy elfów tylko renifery, nie malujemy skrzatów tylko zwierzątka. Chyba zina? tu przytoczyła że nawet wg teorii hmm nie pamiętam steinerowskiej? dzieci powinny być zaznajamiane z postaciami nierzeczywistymi nie wcześniej niż ok4roku życia (ale to jeszcze przedszkole, prawda? więc raczej wystarczająco wcześnie, tak mi się wydaje ;-) ).
Co robi montessori? Uczy dzieci rozbudzania zmysłów - co innego jest potrzebne im do bujnej wyobraźni jeśli nie wrazliwość na wszystko co je otacza? - i raz jeszcze jak z ciszą - to nie jest idea tylko codzienne zajęcia, także ukierunkowane na ten rozwój zabawki jaki im się podsuwa. Uczy widzieć piękno, kolor, fakturę, wielkość, przestrzenny układ - wszystko co jest potrzebne by rozbudzić i kształcić, rozwijać lewą półkulę mózgu odpowiedzialną za pojmowanie rzeczy abstrakcyjnych a więc i sztukę, z którą obcują przecież od narodzin, dzieki rodzicom, opiekunom i nauczycielom.
Co jeszcze robi montessori? Uczy co się robi z >prawdziwymi< materiałami - co to jest np styropian, jak się go rozwala i jak klei, jaką ma strukturę i co przypomina np śnieg, jak miękkie jest futerko a zimny metal, jak giętki jest zwykły papier a twarda tektura. Dzięki tym ćwiczeniom kiedy umysł dziecka dojrzeje ok tego 4 roku do rozróżniania co jest realne a co nie, kiedy dzięki ćwiczeniom będzie otwarty na wszystko co widzi wokół, może naprawdę uczycić piękne rzeczy. On po prostu będzie wiedział jak ma wykorzystać to co przed sobą widzi by stworzyć to co widzi oczami duszy. Wszystko co potrzebuje już po prostu ma - w sobie. :-)

Dla mnie to bardzo jasne - nikt nie wsadza człowieka do samolotu i nie mówi - leć a ja ci po drodze powiem co i jak. Daje się mu podwaliny do tego by poleciał a po drodze się dopiero pomaga mu dojść do perfekcji i odnaleźć przyjemność w tym co robi.

To oczywiste że nasze dzieci lubią sobie wyobrażać - mój kuba karmi koniki, robi zwierzakom przyjęcie, ratuje stworzonka za pomocą zabawkowej pani doktor, tankuje do pełna, buduje, także klei, maluje deszczyk (ulubiony bo można walić po kartce i trochę się wyżyć :-P ) - to wszystko w głowie. Zatem bez obawy - korzysta z wyobraźni. Ale nikt go nie oszukuje tym, że są elfy - raz mu dzieci powiedziały na podwórku że mieszkają pod drzewami i długo tam ich przez wiele dni szukał. On wierzył że są naprawdę tylko musi je znaleźć - był bardzo zawiedziony że ich nie ma i nie sądzę by był jakoś szczególnie zadowolony z sytuacji w jakiej się znalazł. A ja jakoś nie widziałam tu radości z wykorzystywania wyobraźni. Myślę, że będzie dużo bardziej szczęsliwy gdy dorośnie ciut do tego bym mogła mu to przekazać jako rzecz wymyśloną i wtedy z radochą pójdziemy szukać 'nanibowych' elfów którym zrobimy domki, baseny i co tam jeszcze.

To takie moje z kolei mamrotanie na temat sztuki w montessori ;-) :-)

[ Dodano: 2009-12-20, 21:25 ]
Aj jeszcze chciałam napisać o lalach - myślę że kuba widzi że one nie żyją tak jak widzi że nie żyją jego plastykowe koniki - to zupełnie co innego niż elfy. Nie mówię mu też że lale w nocy czy w dzień wigilijny ożywają ;-)

PiPpi - 2009-12-20, 22:01

ponawiam pytanie:
czy mógłby mi ktoś z Was wyjaśnić, jaki jest sens lusterek otaczających materac? to raczej nie jest miejsce do spania, prawda? :roll: (pytam o pokoik z linka z wcześniejszej strony)

renka - 2009-12-20, 22:12

Duzo zabawek typu Montessori mozna zakupic chocby za posrednictwem http://www.nowaszkola.com.pl/.

Zreszta z tego co patrzylam, to w zwyklych sklepach tez raczej nie powinno byc problemu ze znalezieniem zabawek tego typu.

kociakocia - 2009-12-20, 22:22

wtrącę swoje 3 skromne grosze... podczytuję narazie i duży mam nadal mętlik w głowie :-> ... ale odnosnie luster wokół łóżka, uwazam ze nie jest to najlepsze wyjście, łózko kojarzy mi się z oazą spokoju a nie odbiciem w nich przestrzeni i to tak bardzo blisko malucha. pomijam fengh shui :-P lustro w sypialni jest niewskazane :D
Kat... - 2009-12-20, 22:30

A to nie chodzi o to, że jak dziecko jeszcze nie potrafi swobodnie zmieniać pozycji na dokładnie taką, jaka zapewniłaby mu najlepszy ogląd tego, co się dookoła dzieję, to lustra właśnie sprawiają, że nie leży i nie gapi się w ścianę? U nas są duże lustra od podłogi do sufitu i tam właśnie leżał kocyk/mata edukacyjna Zygmunta. Bardzo lubił się i nas oglądać w tym lustrze. Poza tym lustra dodają przestrzeni.
kociakocia - 2009-12-20, 22:32

ja o tym pomyslalam, ale jakos uwazam jednak ze w momencie kiedy dziecko nie jest samo w stanie sie przekrecić, to od czegos ma rodzica, by je stymulowal, poprawial jak leży. ja jestem za nielustrem :) moja psychika dziecieca jak siegam pamiecia psikusy mi robila a dodatkowe bodzce dodawały wszystkiemu jeszcze wiekszego splendoru.
zorro - 2009-12-20, 22:47

No tak, ja przytaczałam cytat nt steinerowskiego podejścia do 'wymysłów'. Baśnie są ważne w edukacji steinerowskiej właśnie od czasów przedszkolnych, a do przedszkola wg Steinerowców powinno się iść nie w wieku 3 lat, lecz 4. W każdym razie mój 7-latek wierzy jeszcze w Mikołaja i z błędu go nie wyprowadzam. ;-) To zresztą 'śmieszny' wiek - pomiędzy światem maluszków, a starszych dzieci. Niby wie, że pluszaki nie mówią, ale uwielbia ich słuchać.
Zgodzę się z podejściem do sztuki i choć nie kierowałam się Metodą, to 'od zaraniów' nie odgradzałam dzieci od niej, choć nie objawiało się to wieszaniem obrazów 'na wysokości' (odpowieniej). Wkurza mnie, że sztuka dla dzieci to w oczach większości dziedzina niepoważna i jakaś taka infantylna - w zasadzie nie ma dyskusji, a ta szczątkowa, która odbywa się (?) w mediach ulatuje. Nie raz walczyłam z tym, próbując coś przeforsować, bom idealistka. W każdym razie dzisiaj przed wystawą Libery Pan ostrzegł mnie, że ona nie dla dzieci. :) I chyba miał na myśli zdjęcie mężczyzny z długim penisem (wynik użycia machiny, która stała obok) oraz sławetny obóz koncentracyjny z Lego. Że też nie wspomnę zdjęć mniej lub bardziej roznegliżowanych. Przy obozie Lego odbyliśmy bardzo ważną rozmowę o historii. W stosunkowo mało drastyczny sposób mogłam poruszyć drastyczne kwestie. Ale zagalopowałam się trochę. Wracając do meritum: możemy dyskutować tu o nieistotnych detalach - czy lustro przy łóżku czy też nie, czy materac, czy też łóżeczko, ale najważniejsze jest traktowanie małej istoty ludzkiej jak człowieka, a nie niedorozwiniętego tworu ludzkiego. Bardzo znaczący jest tytuł książki wprowadzającej do steineryzmu: 'Droga do wolności'.

PiPpi - 2009-12-20, 23:08

zorro napisał/a:

najważniejsze jest traktowanie małej istoty ludzkiej jak człowieka, a nie niedorozwiniętego tworu ludzkiego. .

bingo!

dopytuję o te lustra tylko dlatego, ze akurat urządzamy dziecku pokoik. feng shui zdecydowanie odradza, moje odczucia również. chciałabym wiedzieć czym kierowała się autorka pokoiki a ang. znam słabo. matura była dawno temu;).
nie mam nawet pewności, czy łóżkiem do spania dla owego dzieciaczka nie jest to strojące na przeciwległej stronie pokoju a ten materacyk nie jest miejscem do jakiejś szczególnej zabawy..

zina - 2009-12-20, 23:11

Humbak, bardzo dziekuje za wyczerpujacy wyklad o sztuce :-)
Poznawanie roznych faktur przez dzieci wydaje sie byc tak naturalna sprawa.

Cytat:
Wracając do meritum: możemy dyskutować tu o nieistotnych detalach - czy lustro przy łóżku czy też nie, czy materac, czy też łóżeczko, ale najważniejsze jest traktowanie małej istoty ludzkiej jak człowieka, a nie niedorozwiniętego tworu ludzkiego. Bardzo znaczący jest tytuł książki wprowadzającej do steineryzmu: 'Droga do wolności'.

i znowu musze sie zgodzic :-)

excelencja - 2009-12-20, 23:41

ło matko bosko...
dopiero zajarzyłam, że to ten sam Steiner, którego 'drogę do wolności' mam na półce :) )) (czyli czytałam)

zina napisał/a:
raktowanie małej istoty ludzkiej jak człowieka, a nie niedorozwiniętego tworu ludzkiego.


takie traktowanie dziecka jest tu raczej oczywistością, dlatego pozostaje nam zgłębianie nieisotnych szczegółów - jak lustra wokół materaca :) ))

PiPpi, Wydaje mi się, że lustro są nie tyle wokół łóżka, co wokół odrębnego materaca. Obserwowanie swojego ciała jest niezwykle ważne w samopoznawaniu, budowaniu świadomoście własnego ciała i takich tam. IMO.
Fajnie jak dzieciak ma to ułatwione.

topcia - 2009-12-21, 00:56

excelencja napisał/a:
roją się od gadajacych stworów.
I to jest piękne w dzieciństwie.

podpisuję się obiema dłonmi. UWielbiam do tej pory baśnie i słuchowiska radiowe-samo określenie "Powieść w teatrze wyobraźni" jest dla mnie magiczne. No a niedzielnej bajki w Radiu Dzieciom to słuchamy obowiązkowo :-)

Dziewuszki, jeśłi jesteście zainteresowane zabawkami z drewna to wrzucajcie konkretne propozycje (fotki +opis szczegółów, które powinny zawierac, żeby zabawka miaa sens) tutaj http://wegedzieciak.pl/vi...p=273305#273305 to popytam ojca, czy byłby zainteresowany zrobieniem. Zastrzegam, że niczego nie obiecuję, bo jeszze na temat zabawek nie rozmawialiśmy. :-)

zorro - 2009-12-21, 02:01

excelencja napisał/a:

zina napisał/a:
raktowanie małej istoty ludzkiej jak człowieka, a nie niedorozwiniętego tworu ludzkiego.


takie traktowanie dziecka jest tu raczej oczywistością, dlatego pozostaje nam zgłębianie nieisotnych szczegółów - jak lustra wokół materaca :) ))

Dla Ciebie tak, dla innych nie. Zaryzykowałabym, że można nie mieć luster wokół materaca i dalej być w zgodzie z ideą montessori i innych postępowych (?) wychowawców.
Może przydałoby się wyłuszczyć, co oznacza 'traktowanie istoty ludzkiej jak człowieka'. Dla niektórych karanie nie będzie się tu mieściło. ;-)
Na fali zadumy postanowiłam zrobić promontessoriański rachunek sumienia. Punkty ze strony (tzw. pierwszej lepszej, czyli http://nauka.2p.pl/montessori/zalozenia.html)

Cele [...] realizowane są poprzez pomoc dziecku w:
* rozwijaniu samodzielności i wiary we własne siły (+)
* wypracowaniu zamiłowania do ciszy i w tej atmosferze do pracy indywidualnej i zbiorowej (tu niestety muszę postawić sobie minus: moje dziecko starsze nie ceni sobie ciszy, zamiłowania takiego nie posiada)
* osiąganiu długotrwałej koncentracji nad wykonywanym zadaniem (i tu pytanie: jak długotrwała jest 'długotrwała koncentracja', bo jeśli taka jak myślę, to różnie z tym bywa...)
* wypracowaniu postaw posłuszeństwa opartego na samokontroli, a nie na zewnętrznym przymusie (i tu muszę sama siebie pochwalić ;-) mój syn nawet w sytuacji sam na sam z czekoladą, nie pada jej ofiarą)
* uniezależnieniu od nagrody (+)
* formowaniu postaw wzajemnej pomocy bez rywalizacji (pomoc tak, ale rywalizacja jako taka ostra - upatruję jej żródeł w charakterze -> i tu pytanie, czy da się z charakteru wytrzeć ten rys? Moim zdaniem nie)
* szacunku dla pracy innych (jesteśmy na dobrej drodze),
* rozwijaniu indywidualnych uzdolnień i umiejętności współpracy (+)
* osiąganiu spontanicznej samodyscypliny wynikającej z dziecięcego posłuszeństwa (idea 'dziecięcego posłuszeństwa' jest dla mnie jednak pewnego rodzaju oksymoronem)
Cha cha cha.

kociakocia - 2009-12-21, 20:56

zina napisał/a:
Ja sie bardzo czaje na taka konstrukcyjna zabawke bo Klara non stop chce cos odkrecac
a może cos takiego? http://www.allegro.pl/ite...ztat_vilac.html lub http://www.allegro.pl/ite...aw_z_czech.html

i taką fajną zabawkę znalazłam http://www.allegro.pl/ite...er_prezent.html

bodi - 2009-12-21, 23:45

exce, ad. lustra: materac na podłodze ma służyć do drzemek w ciągu dnia, bo autorka bloga zakłada że mały będzie spał razem z nimi.

Humbak, a mogę zapytać jak rozwiązaliście w Waszym domu jakże aktualną o tej porze roku kwestię św. Mikołaja? Jest, czy go nie ma? ;)

Humbak - 2009-12-22, 11:04

bodi napisał/a:
jak rozwiązaliście w Waszym domu jakże aktualną o tej porze roku kwestię św. Mikołaja? Jest, czy go nie ma?
no oczywiście że jest :mryellow: U nas nawet czasami była pani mikołajowa :-P

Zawsze mówiliśmy dzieciom, że mikołaj to taki pan który przynosi prezenty i im to w zupełności wystarczyło. Dopiero w przedszkolu Natalka spytała czy mikołaj istnieje naprawdę, opowiedzieliśmy jej wtedy o prawdziwym świętym mikołaju z ciepłych krajów, nie z laponii ;) , mówiliśmy że umarł dawno temu, ale ludzie widzieli że to co robił było dobre i pragnęli również czynić dobro. Opowiedzieliśmy jej że dziś nikt nie wie a przynajmniej my nie wiemy jak to się stało że zamiast mikołaja w t-shircie (bardzo jej się spodobała ta wersja hi) ludzie zaczęli sobie go wyobrażać inaczej i tak zostało. Ta opowieść starczyła do okresu szkolnego kiedy natalcia zaczęla dopytywać o szczególy.
Wtedy dopiero mówiliśmy, że Mikołajem może być każdy kto zechce, kiedy przychodzą święta wystarczy lubić dzieci i chcieć im sprawiać przyjemność by rozdawać im prezenty, a na codzień potem znów wracają do pracy by na święta stać się mikołajem. Opowiedzieliśmy też jej, że pewien człowiek tak bardzo nie chciał być kimś innym że do dziś mieszka w zimnych krajach i pracuje jako mikołaj (wtedy miałam jego adres ale gdzieś mi się zawieruszył buuuu) czym ona była zachwycona, nawet żałowała że tylko jeden ;) ale od tamtego czasu często mówi, że też chce być mikołajem (po przeczytaniu ksiązeczki o feminizmie mikołajową :-P ).

W tym roku poruszyła kwestię kasy, hi. Powiedzieliśmy jej że bywa różnie, ale zazwyczaj my dajemy zlecenie mikołajowi i za to płacimy :) Nie czuła się zawiedziona. Od lat wiedziała jak to jest z mikołajem więc to był tylko kolejny szczegół do całości :)

Mówimy jej, że każdy dziś może zostać mikołajem, natalka uczestniczy z nami w doborze prezentów dla bliskich, wie też że żeby niespodzianka się udała nie wolno mówić co od kogo, wie też że ona też dostanie od bliskich którzy ją tak kochają że chcą być mikołajem dla niej :-D


Kiedyś jeszcze w przedszkolu natalcia pytała czy są na świecie wróżki. Odpowiedziałam jej że nie wiem, czasem tak jak z powietrzem rzeczy są choć ich nie widać. Większość myśli że ich nie widać i może mają rację ale ja osobiście lubię sobie wyobrażać że są, tak się bawić i o tym myśleć bo wtedy mi jest przyjemniej bez względu na to czy są czy nie. Trzy dni zabrało jej analizowanie tego i rozmowy z koleżankami :lol: Po trzech dniach przyszła do mnie i powiedziała, że jej koleżanka powiedziała że to głupie uważać że wróżki istnieją i pewnie nie istnieją, ale ona tak jak ja woli w nie wierzyć 'bo ja lubię sobie wyobrażać mamo'
Miesiąc temu zaczęla pozbywać sie książeczek o wróżkach - mówi że z nich wyrosła... eh... kolej rzeczy... ja tam chyba nigdy nie wyrosnę... :->

[ Dodano: 2009-12-22, 16:24 ]
aj, zapomniałam... natalia do dziś szykuje mikołajowi poczęstunek, bo choc nie wchodzi przez komin to na pewno ma pracowity wieczór i chętnie się poczęstuje :-P

bodi - 2009-12-22, 21:50

Humbak, dzięki za Twoją odpowiedź :) lubię czytać Twoje posty. Twoje myślenie jest bliskie mojemu, nie lubię opowiadania dzieciom bajek z których trzeba się potem tłumaczyć. Dobrze pamiętam jak w dzieciństwie odkryłam że ten Mikołaj który przyszedł wręczać nam prezenty chyba nie był do końca prawdziwy i podejrzanie przypominał mojego wujka ;)

[ Dodano: 2009-12-22, 21:57 ]
właśnie, to co piszesz o Natalce potwierdza moje obserwacje odnośnie Jagody: że ona sama WYBRAŁA że chce wierzyć w MIkołaja, że ta postać jest jej w jakiś sposób potrzebna.

Pamiętam lekturę Bettelheima o dziecięcej potrzebie basni, i wybór Jagody bardzo mi się w takie myślenie wpisuje.

topcia - 2009-12-27, 00:24

bodi napisał/a:
Bettelheima o dziecięcej potrzebie basni,

bodi, a możesz podać tytuł?

bodi - 2009-12-27, 12:14

topcia, "Cudowne i pożyteczne". Bardzo polecam.
excelencja - 2009-12-27, 21:14

Humbak, aż się wzruszyłam :D
topcia - 2009-12-28, 00:15

Cytat:
topcia, "Cudowne i pożyteczne". Bardzo polecam.

dzięki. Cena powalająca niestety :roll:

bodi - 2009-12-28, 17:59

topcia, cen nie znam, mam já od lat, moze stala sié bialym krukiem w miedzyczasie. na szczescie sa jeszcze biblioteki :)
lilias - 2009-12-28, 19:34

http://chomikuj.pl/MKTK?fid=89313903

może się przyda

topcia - 2009-12-29, 01:44

lilias napisał/a:
http://chomikuj.pl/MKTK?fid=89313903

może się przyda

no nie mogę. Bez WD jak bez ręki :-D . Dziękuję :-)

Manu - 2010-01-02, 17:47

okropnie nam bez przedszkola. coraz wiecej wymuszen, psychicznych naciskow - z obu stron:( swieta rozleniwiaja wychowawczo :-/
zorro - 2010-01-06, 01:42

;-) My z radością powitaliśmy szkołę.
PiPpi - 2010-01-08, 14:49


elenka - 2010-01-08, 14:51

W pełni się z tym zgadzam :->
kociakocia - 2010-01-08, 15:53

ja również mam podobne odczucia, to jest napewno inny świat w takich przedszkolach. pytanie właśnie jak ma się to co tym dzieckiakom tam przekażą do tego świata w jakim zyjemy i będzie im zyć. dla mnie to jest podwójna zagadka. i kilka osób równiez juz mnie pytało czy sie nie obawiam.
elenka - 2010-01-08, 17:33

Ja dopiszę tylko, że dla mnie elitaryzm ma więcej minusów niż plusów :->
Anja - 2010-01-08, 21:13

PiPpi napisał/a:
Publiczne szkoły będą szokiem!


Są też szkoły montessoriańskie. :-) Tak więc szok byłby odroczony. ;-)

Mi jednak intuicja podpowiada, że takie przedszkole, jak i szkoła, mogłoby być ciekawym doświadczeniem. Co do "elitaryzmu", hmmm... Pracowałam przez kilka lat m.in. w "elitarnej" szkole. No i miodzio. Małe klasy, bardzo ciepła, rodzinna atmosfera, czas na "eksperymenty pedagogiczne" - nie chciało się wychodzić z pracy. Tylko takiej szkoły moim dzieciom życzę... :-)

Humbak - 2010-01-08, 23:01

PiPpi napisał/a:
Prace twórcze, poszukiwawcze, ale młodzież egzaltowana, sztuczna,
z jednej strony krzyczymy, że montessori nie pomaga rozwinąć twórczości a z drugiej strony krzyczymy że te dzieci twórcze takie egzaltowane... ;-)

byłabym bardzo ostrożna przy zaliczaniu jakiejkolwiek metody wychowawczej do kategorii elitaryzmu i niebezpieczeństwa zadzierania nosa z nim związanego. Jeśli specyficzny znaczy elitarny, a tak zrozumiałam powyższe wypowiedzi to w rzeczywistości szkoły waldorfskie, ekologiczne, katolickie, montessoriańskie, wegetariańskie - one wszystkie są elitarne...

Wg słownika elitaryzm to
"odgradzanie się od ogółu, zamykanie się w grupie uprzywilejowanych"
i
"pogląd społeczno-polityczny głoszący słuszność, a nawet potrzebę wyodrębniania w społeczeństwie elit rządzących, obdarzonych wyjątkowymi uprawnieniami (przeciwny demokratyzmowi)"

Montessori nie odgradza od ogółu, wręcz przeciwnie - uczy zachowania w ogóle takiego, które nie wpływa w sposób krzywdzący na członków tego ogółu. Podkreśla indywidualizm, ale zachowania raniące innych są bezwzględnie zakazane. Nie głosi też konieczności wyodrębnienia elit, ale uczy jak zachować charakter jednostki jednocześnie będąc w grupie, a więc współistniejąc z nią, a nie odgradzając się od niej.

W słowniku jest jeszcze inne słowo - czyli elitarny - jest to "przeznaczony, dostępny dla elity; ekskluzywny". Montessori nie jest samo w sobie dostępne dla elity. Gospodarka taka a nie inna sprawia, że powstające placówki przedszkolne są głownie prywatne, nie publiczne i to a nie metoda jako taka takimi je czyni. Ale jak wspomniałam, waldorfskie czy ekologiczne przedszkole takie jak choćby nasze ekoludki też w takim razie takie są. Ekskluzywne bo drogie. Metoda sama w sobie nie jest ekskluzywna i nie spotkałam się jeszcze z takim zarzutem...

PiPpi napisał/a:
przyzwyczajone przez parę lat do takiego alternatywnego programu i systemu pracy,dalej powinny iść tą drogą.
Byłoby bardzo dobrze żeby szły tą drogą, jeśli zakładamy że jest to dobra droga. Tak jak zakładamy że byłoby dobrze gdyby nasze dzieci po dorośnięciu, gdy same zaczną robić sobie kanapki, tak samo jak poprzednio unikały mięsa. Mogą jednak nie unikać i myślę że mimo wszystko dadzą sobie radę. Moje doświadczenie raczej niż gdybanie pokazuje rzecz zupełnie odwrotną do słów wspomnianej koleżanki pedagoga - niemal całość przedszkola natalki poszła do szkół państwowych, nie tylko nie mieli z tym problemu, ale ci z którymi mam kontakt i o których słyszałam radzą sobie świetnie i są jednostkami w szkołach raczej zaktywnymi niż nastawionymi na bierne odbieranie aktywności nauczycielek.

PiPpi napisał/a:
To niełatwe dla maluchów
to jest kategoria która przyznaję mnie zdumiała i przez chwilę wcięła. Matematyka też nie jest łatwa. Odmawianie sobie słodyczy też nie jest łatwe. Praca nad sobą też nie. Dotrzymywanie słowa, organizacja czasu żeby na wszystko go mieć - nic nie jest łatwe. Dziś trochę chyba nawet takie czasy, że jest ok nie dawać sobie rady - jestem gruba a mimo to wcinam ciastka i całe otoczenie z współczuciem klepie po plecach jak bardzo mnie rozumie, nikt tego ciastka nie zabiera i nie mówi 'kobieto skoro mówisz że jesteś gruba to co tu robi to ciastko?'. Jest ok być słabym, jest ok być grubym, jest ok nie umieć - uważam natomiast (moje prywatne zdanie, zaznaczam :-P ) że dzieciom trzeba pokazać że na wiele rzeczy trzeba sobie zapracować, że najpierw jest obowiązek a potem przyjemność, że trzeba pracować nad swoimi wadami, słabościami, że życie to zdobywanie, że kroczenie swoją drogą często nie przychodzi łatwo (o czym wie każdy wegetarianin). Twierdzenie że jest inaczej to jest wielkie oszustwo jakie serwujemy dzieciom, a potem mamy pretensje że są takimi a nie innymi dorosłymi... tak się rozpędziłam... :->

to moje własne przemyślenia.
Są rzeczy trudne dla maluchów, nie znaczy to że nie mogą się tego nauczyć. Inaczej zabierzmy maluchowi łyżkę z ręki mówiąc 'ty nie potrafisz jeść, to dla ciebie za trudne' - ciekawe co wtedy pomyśli...

Elitaryzm jakiego się obawiamy nie buduje się metodą ale podejściem nauczycieli, choćby takim nastawionym na wyścig szczurów i rywalizację, zamiast rzeczowego i humanitarnego podejścia do ludzi i rzeczy.

Tak sobie popłynęły myśli me... ciągle brak mi czasu na konkrety wybaczcie narazie...

renka - 2010-01-08, 23:12

Agnieszka, tak sobie podczytuje co jakis czas ten temat i w Tobie jest tyle madrosci, ze chyle czola.
Kuba i Natalka naprawde nie mogli trafic na wspanialsza mame :-)

Ot, taka moj maly OT, ale czulam potrzebe napisania tego tutaj :->

PiPpi - 2010-01-08, 23:22

Dzięki humbak, Anja, elenka, kocia za opinie :-D
Wiedzieliście o tym, ze Montessori swego jedynego syna oddała na wychowanie na długie lata?
to też napisała mi ta koleżanka, dobrze jest spotkać kogoś krytycznie nastawionego koniec końców ;-)

Humbak - 2010-01-08, 23:22

renko, :oops: Wychowanie dzieci w różnicą wieku 6 lat jest o niebo łatwiejsze niż radzenie sobie z dwójką maluszków jednocześnie - ja przyznaję padłabym tu jak pluto :->
A w internecie raczej nie chwalimy się tym czego nie zrobiliśmy, nie umiemy bądź nie wyszło, nie? Taki swoisty photoshop :-P :mryellow: ;-)

[ Dodano: 2010-01-08, 23:25 ]
PiPpi, nie oddała, niestety... to historia raczej smutna, montessori urodziła dziecko nieślubne i jako takie wstydliwe, rodzina zdecydowała się wychować jego syna z dala od jej środowiska tak by nikt się tego nie dowiedział... syn nie wiedział o istnieniu matki do 15 roku życia... smutne to dla mnie, takie czasy...
Jednak po spotkaniu z nią gdy miał 15 lat nie tylko z nią zamieszkał ale stał się pierwszym montessoriańskim orędownikiem, do końca jej życia wspierał ją, propagował i rozwijał, sam stając się pedagogiem, o czymś to świadczy :-)

notasin - 2010-01-08, 23:30

Humbak napisał/a:
PiPpi napisał/a:
To niełatwe dla maluchów

to jest kategoria która przyznaję mnie zdumiała i przez chwilę wcięła. Matematyka też nie jest łatwa. Odmawianie sobie słodyczy też nie jest łatwe. Praca nad sobą też nie. Dotrzymywanie słowa, organizacja czasu żeby na wszystko go mieć - nic nie jest łatwe. Dziś trochę chyba nawet takie czasy, że jest ok nie dawać sobie rady - jestem gruba a mimo to wcinam ciastka i całe otoczenie z współczuciem klepie po plecach jak bardzo mnie rozumie, nikt tego ciastka nie zabiera i nie mówi 'kobieto skoro mówisz że jesteś gruba to co tu robi to ciastko?'. Jest ok być słabym, jest ok być grubym, jest ok nie umieć - uważam natomiast (moje prywatne zdanie, zaznaczam :-P ) że dzieciom trzeba pokazać że na wiele rzeczy trzeba sobie zapracować, że najpierw jest obowiązek a potem przyjemność, że trzeba pracować nad swoimi wadami, słabościami, że życie to zdobywanie, że kroczenie swoją drogą często nie przychodzi łatwo (o czym wie każdy wegetarianin). Twierdzenie że jest inaczej to jest wielkie oszustwo jakie serwujemy dzieciom, a potem mamy pretensje że są takimi a nie innymi dorosłymi... tak się rozpędziłam... :->




dzieki za te slowa :)

zina - 2010-01-08, 23:34

Humbak napisał/a:


Montessori nie odgradza od ogółu, wręcz przeciwnie - uczy zachowania w ogóle takiego, które nie wpływa w sposób krzywdzący na członków tego ogółu. Podkreśla indywidualizm, ale zachowania raniące innych są bezwzględnie zakazane. Nie głosi też konieczności wyodrębnienia elit, ale uczy jak zachować charakter jednostki jednocześnie będąc w grupie, a więc współistniejąc z nią, a nie odgradzając się od niej.

Mam takie same odczucia.
Dziekuje raz jeszcze za madre slowa :-)

dżo - 2010-01-09, 15:07

Humbak napisał/a:
Metoda sama w sobie nie jest ekskluzywna

Takie odniosłam wrażenie, zdziwił mnie więc zarzut tej pani pedagog. Poza tym co jest złego w tym, że chcemy dla naszych dzieci jak najlepiej i wybieramy np. "elitarny" sposób ich kształtowania?
PiPpi napisał/a:
Poza ty przyzwyczajone przez parę lat do takiego alternatywnego programu i systemu pracy,dalej powinny iść tą drogą. Publiczne szkoły będą szokiem!

Nie uważam aby to był dobry argument. Czyli wg ww pedagog nalezy od początku "skazywać" dziecko na gorsze warunki rozwoju aby później było dostosowane do społeczeństwa.
renka napisał/a:
w Tobie jest tyle madrosci, ze chyle czola

pisałam o tym wielokrotnie i znów powtórzę, że jesteś bardzo bardzo mądrą osobą i dziekuję, ze dzielisz się z nami swoją wiedzą :-) .

Humbak - 2010-01-10, 01:24

dzięki dziewczyny, cieszę się, że mogę się na coś przydać ;-) :oops:

z drugiej strony teoria teorią ale ja na wd uczę się wdrażać ją w życie, co wcale nie jest łatwe, wymądrzać się o niebo łatwiej i przyjemniej :mryellow: :-P

tak od dłuższego czasu chodzą mi dwie myśli po głowie tylko nie mam czasu ich tu rozwinąć, niemniej jednak jedna z nich to - czy byłby ktoś kto mógłby tu w podobny sposób poprowadzić wątek o steinerze i waldorfie - możliwie oddzielnie? Sama chętnie poczytałabym konkrety o nich, mam wrażenie że wieele wątków jest podobnych do montessori, byłoby fajnie to jakoś skonfrontować, może połączyć...? niewiele o tych podejściach wiem, więc trudno mi tu cokolwiek powiedzieć...

bodi - 2010-01-11, 19:01

Humbak, jeszcze ja tutaj Ci podziękuję za to że piszesz i jak, często zdarza mi się czytać Twoje posty myśleć że myślę to samo, tylkko rzadko zdarza mi się ując to tak jasno :)

Co do Steinera to ciekawy pomysł, sama studiowałam swego czasu oba systemy i widzę wiele podobieństw, a obok skrajne różnice (jak choćby podejście do wczesnego uczenia). Jest na forum kilka osób z dziećmi w waldorfskich przedszkolach, mógłby się z tego rozwinąć ciekawy temat :D

kociakocia - 2010-01-12, 10:34

a czy mogłybyście dziewczyny, napisać choć w małym skrócie o pdst. róznicach między M, W i S ? :->
olgasza - 2010-01-12, 14:10

wklejam linka do fajnego bloga, o tym jak Montessori wygląda w praktyce. Ciekawe pomysły, dużo fotek, trochę teorii: http://mommyme-thewonderyears.blogspot.com/

kociakocia, tu masz skrótowo różnice (po angielsku): http://www.michaelolaf.ne...%20WALDORF.html

kociakocia - 2010-01-12, 14:42

wielkie dzieki!
bodi - 2010-01-12, 20:58

kocia, system stworzony przez Steinera nazywa się czasem waldorfskim od miejscowości gdzie powstało pierwsze przedszkole prowadzone tą metodą.

czyli S=W=/=M ;)

[ Dodano: 2010-01-12, 21:11 ]
olgasza, fajny blog, jak na zamówienie bo autorka czerpie z obu systemów ;)
na pierwszej stronie jest fotka ze stołem dot. pory roku (inspiracja typowo steinerowska) ze steinerowskimi laleczkami bez twarzy :)

Anja - 2010-01-12, 21:55

zainspirowana tym wątkiem, zaczęłam wnikać w ideę montessori. :-> i dziś znalazłam na youtube kilka ciekawych filmików (póki co pomijałam wiek przedszkolny). kilka elementów mnie zainspirowało. :-) no i obrus sobie zrobimy odpowiedni. ;-)
http://www.youtube.com/wa...feature=related
http://www.youtube.com/wa...feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=Ek0ShNxOx9k
http://www.youtube.com/wa...feature=related
http://www.youtube.com/wa...feature=related
http://www.youtube.com/wa...Z3F8-SF298&NR=1
http://www.youtube.com/wa...7N5-vKw5KY&NR=1
http://www.youtube.com/wa...6hDNkDjj_Q&NR=1
http://www.youtube.com/wa...feature=related
http://www.youtube.com/wa...feature=related
http://www.youtube.com/wa...feature=related

kociakocia - 2010-01-12, 22:01

dziekuję, podczytuję po mału, bo ciągle cos, ale z tego co zauważyłam, to waldorfskie jest jakby bardziej w kierunku plastycznym, dobrze myślę? jeśli dziecko odziedziczy po mnie zdolności, to chyba lepiej jak będę myślała o W 8-)
bajaderka - 2010-01-12, 22:06

Dziewczyny mi się podoba ta celebracja urodzin....super pomysł, który w tym roku wykorzystam...
http://mommyme-thewondery...el/Celebrations
ponieważ dziewczyny wytransportowałam do moich rodziców, mam więcej czasu poszperać w sieci, porozmawiać z Tośką, właśnie maluję dla niej pastelami ( przypomniało mi się po latach ) pod wpływem tego bloga
http://waldorfmama.typepad.com/
piękne rzeczy, obrazy, laleczki, drewno, czapeczki...cudowności pani robi....ech...
znalazłam firmę, która robi te fajne tęczowe zabawki i te koła do celebracji różnych uroczystości
http://www.grimms.eu/en/

I co Wy na to? ;-)

zorro - 2010-01-13, 19:39

Waldorf Astoria to była fabryka, w której Steiner założył pierwszą szkołę.
Nie jestem dobra w teorii, ale aktualnie stoję po stronie waldorfskiej i taką drogę wybrałam dla syna. Do niego bardzo pasuje. Różnica największa to podejście do nauki i 'bajania'. Steineryści nie uczą dzieci, w sensie przekazywania konkretnej wiedzy (chociażby nauka czytania) 'za wcześnie'. Stawiają na wyobraźnię i prace ręczne, generalnie sztukę. Głównym 'przedmiotem' jest eurytmia, czyli poruszanie się przy muzyce.
Wielu, szczególnie w Polsce (i szczególnie katolików) boi się instytucji steinerowskich, bo mają w centrum uwagi jego wycieczki okultystyczne. Ani w przedszkolu ani w szkole ich nie wytropiłam.
A tak przy okazji, bardzo mnie ożywił ten wątek. Spojrzałam na to, co robię z dziećmi z dystansem. Uświadomił, że muszę nad sobą pracować. :-)

zina - 2010-01-13, 19:47

Dziewczyny, dziekuje za wszystkie linki!
Jestem nimi bardzo zainspirowana i z ciekawoscia czytam co podsylacie :-)
Dzis stworzylam swoja wlasna ciastoline w kolorze herbaty roobois :-) i Klara po raz pierwszy lepila z niej balwana i jeza z dorabianymi kolcami :-)
Sama radosc :-)

bajaderka, teczowe zabawki tej firmy widzialam ostatnio w Drewniaczku.

bodi - 2010-01-13, 20:30

bajaderka, świetny pomysł z celebracją urodzin, szczególnie podoba mi się opowiadanie o wydarzeniach z życia solenizanta, też postaram się wykorzystać na urodziny mojej Jagody :D
zorro - 2010-01-13, 20:36

Opowieść o jubilacie to także część pedagogiki waldorfskiej. Za to koła ze świeczkami nigdy nie widziałam. :-) Może dlatego, że nie znam żadnej rodziny, która żyłaby 100% waldorfsko.
kociakocia - 2010-01-14, 15:54

i ja dziękuję, jakoś te teorie do mej głowy nie wchodzą tak błyskawicznie jak inne zajęcia dnia codziennego, może dlatego że mam już tego całą masę na głowie...
ale uświadamiam sobie, że powinnam w małej rozwijać zdolności artystyczno-muzyczno-taneczne :) bo np. uwielbia tańczyć i słuchać Kazika :P głównie (to po tacie ) i dzień bez tego dniem straconym jest :P

i czy mogłaby któraś z Was załozyć wątek Waldorfski czy Steinerowski ? :-D tak mądrze piszecie, niech to idzie dalej w świat :) a ja poczytam na poczatek :P

excelencja - 2010-01-14, 21:56

Koło urodzin wspaniałe!!!!
piszę się na to!

jestem maniaczką zbierania wspomnień dla Lilki, może dlatego, że sama mam niewiele z dzieciństwa.
tym sposobem od pierwszych dni ciąży piszę jej pamiętnik, rzadko, ale jednak :) - dostanie na 18 urodziny :) zbieram też jej wszelkie rysunki i różne szpargały
W tamte święta rozpoczęłam zwyczaj malowania co rok jednej bombmki (drewnianej) - dostanie cały komplet jak będzie wyprowadzała się do swojego domu. No i co rok robię pocztówki z nią w roli głównej na święta- pierwsza była z usg 4d :D uwielbiam chomikować wspomnienia :)
I nie mogę siędoczekać jak zobaczę, jak ona czyta swój pamiętnik jak była zaledwie wielkości ziarnka maku... :) fajna jestem :)

[ Dodano: 2010-01-14, 21:57 ]
A i zabawki fajne, zaraz dorzucę do listy topci.
btw dziś w kalimbie widziałam kilka fajnych w stylu montessori.

[ Dodano: 2010-01-14, 22:04 ]
moim zdaniem fajne, a ceny hmmmm niższe (delikatnie mówiąc) niż sygnowane, a sądzę, że spełniają te same zadania.

http://www.drewniaczek.eu...ortowania-.html

http://www.drewniaczek.eu...je-i-licze.html

http://www.drewniaczek.eu...etrycznymi.html

http://www.drewniaczek.eu...czka-Farma.html

http://www.drewniaczek.eu...mi-Sortina.html

http://www.drewniaczek.eu...draty-Bajo.html

zorro - 2010-01-14, 23:36

kociakocia napisał/a:
czy mogłaby któraś z Was załozyć wątek Waldorfski czy Steinerowski ? :-D tak mądrze piszecie, niech to idzie dalej w świat :) a ja poczytam na poczatek :P

A może dodać do tego? Oba podejścia mają wspólny mianownik - wychowanie jednostki wolnej (cokolwiek to znaczy).
Nie zauważyłam dyskusji z poprzedniej strony, o elitaryźmie.
I w sumie pięknie zostało to już wyjaśnione przez Humbak(a) ;-)
Dorzucę tylko: w Warszawie jest państwowe przedszkole, które łączy elementy waldorfsko-monessoriańskie. Płatne jak każde inne. Oczywiście trudno 'się dostać'.
Szkoła to już zupełnie inna para kaloszy - oczywiście trzeba za nią płacić i to czyni ją elitarną. Gdy mój syn był jeszcze mały, buńczucznie twierdziłam, że nie chcę go oddzielać od rzeczywistości i 'jak dorośnie' pójdzie do zwykłej podstawówy. Jednak, gdy nadszedł czas byłam absolutnie pewna, że nie chcę go po pierwsze skazać na przypadkowość, po drugie zabijać w nim wrażliwości, którą wypracowaliśmy w domu, a przedszkole utrwaliło. Tym bardziej, że nasze życie rodzinne bardzo różni się od życia tzw. ogółu. I wiem, że dobrze zrobiłam. Poświęcenie finansowe dobrze zainwestowane bym rzekła.
Przy okazji nasuwa mi się tutaj taka konstatacja wywołana zajęciami o nazwie 'kreatywność', których teraz namnożyło się i w szkołach i w ośrodkach kultury. Najpierw edukacja zabija w dziecku kreatywność, żeby potem włożyć ją na zajęciach o nazwie 'kreatywność'. I tu analogia jedzeniowa: nieszczęsne kaszki z oczyszczanego wszytkiego, do których potem w procesie 'uzdatniania' dodaje się wszystkie witaminy i 'zdrowotności' Takoż i dzieci są 'uzdatniane'. Tymczasem one są 'zdatne od początku'.
Co do jednego bym się nie zgodziła z przedmówczynią Humbak - dwoje dzieci o różnicy wieku 6 lat nie jest łatwiej wychować. ;-) Tak duże dziecko długo było jedynakiem i nie oddaje swojej pozycji bez walki.

[ Dodano: 2010-01-14, 23:37 ]
A i jeszcze: dużo 'twórczych' zabawek jest na www.educarium.pl

Humbak - 2010-01-16, 22:21

Od dłuższego czasu zastanawiam się nad pytaniem jakie zadała gdzieś tam bajaderka - czy nie wysyłając dziecko do żadnej szkoły montessori można wychowywać je tak w domu i jak to zrobić i czy to ma sens. Sens wg mnie ma i jest to chyba raczej dyskusja którą narazie odkładam na nieco potem bo się bałagan zrobi, ale zastanawia mnie wciąż ta część pierwsza pytania i chodzi za mną już dłuugo.

Ponieważ w montessori trochę już czasu siedzę, dotarło do mnie, że choćbym nie wiem ile wież, belek i innych prac zakupiła, choćbym zapewniła mojemu dziecku całokształ zabawek wyłącznie montessoriańskich to nie jestem w stanie - ani czasowo ani finansowo - zastąpić dziecku szkołę montessori. Patrząc na blogi mam montessoriańskich tylko się w tym upewniam - ja nawet nie jestem w stanie urządzić domu tak jak to one zrobiły bo mnie na to nie stać i nie mam takiej przestrzeni (a ja i tak nie mam źle) ani nie mam tyle czasu żeby dzieciom zapewnić taki plan zajęć montessoriański bo kiedy moje dzieci idą spać ja pracuję i tak będzie jeszcze przez jakiś czas, a potem jak już będę pracować w dzień a nie w nocy to wieczorami pewnie i tak się będę dokształcać bo takie prace sobie już wybieram że inaczej się nie da... ;-)

No więc nie mogę być mamą z blogu - czy nadal i jak mam wychować dziecko po montessoriańsku? To jest coś co mnie zastanawia, ale raczej nie całościowo, ja wolę detale. Myślę że urządzanie mieszkanie pod dziecko, branie jego pod uwagę gdy już i tak musimy coś kupić to pierwszy krok. Nasze mieszkanie nigdy nie będzie fest urządzone, stolika w kuchni nie mam, podnóźka takiego by kuba dosięgł blatu też nie bo ciągle kasy brak. Ale mogę się starać.

Montessori mówiła przede wszystkim o niezależności jako źródła pewności siebie i patrząc na moją natalcię i kubę widzę że to prawda. Tam gdzie natalka wątpi w siebie zwykle okazuje się, że zabrakło mi intuicji by wyczuć ile wolności powinnam jej była dać żeby sama pokonała tą przeszkodę gdy spotkała się z 'tam' po raz pierwszy. I tu chyba jest pierwsza rola rodziny.

Mówiła także o miłości - nie tej abstrakcyjnej, nie tylko tej w słowach, ale przede wszystkim w czynach. I tu od jakiegoś czasu staram się budować krąg zwyczajów naszej rodziny których jeszcze nie ma a mogłyby być. Urodziny o jakich bajaderka wspomniała (dziękuję kochanie) to naprawdę fajny dla mnie początek :) Planuję jedną ścianę w przedpokoju poświęcić na naklejkę-drzewo (takie z allegro naklejki na ścianę fajne są :-> ) i na nim umieścić zdjęcia rodziny - tak by często mogli być z nami. Pomysł się spodobał, jak wyjdzie z wykonaniem i jakie będą nasze odczucia w związku z tym powiem jak zrobię ;) . Gdzieś na blogu przeczytałam o grze memo gdzie kartami były pary zdjęć mamy, babci, dziadka - uważam że fajny pomysł, kupuję :) Pamiętanie o urodzinach i imieninach najbliższych i wspólne wymyślanie prezentów dla nich to też ciekawa introdukcja. Itd itd. Może macie jeszcze jakieś pomysły na to by rodzina nie była książką z pustymi kartami, ale by nasze dzieci przy ognisku miały o czym opowiadać gdy zaczną wspominać swoją rodzinę właśnie?

Zastanawiam się nad wieloma jeszcze innymi rzeczami które pomagają wychować moje dziecko 'dla świata i pokoju' - ale nie teoriami tylko bardzo bardzo konkretami. I myślę, że odpowiedź na pytanie bajaderki brzmi - da się. Pamiętać należy jednak że zabawki to jedna rzecz, szkoła to inna, a dom to coś zupełnie innego. Nie będę dla dziecka szkołą, ale mogę być montessoriańską mamą - na tyle na ile zdołam...

Na dzień dzisiejszy walczę z okazywaniem miłości, które mi nie bardzo wychodzi... :oops: Ciągle walczę ze sobą by nie denerwować się na dzieci tylko dlatego że po głowie chodzi mi tyle rzeczy po głowie które muszę zrobić... ale to dla mnie ciężki temat i jeszcze dużo do przemyślenia... :oops:

Bajaderko, ty już jesteś montessoriańską mamą. Miłość jaka jest w Tobie jest tak ogromna, że ah... trudno mi to nawet wyrazić, kto Cię zna ten wie. Dziewczynki uczestniczą w życiu rodzinnym a to jedna z podstawowych rzeczy jaka charakteryzuje rodzinę montessori - wspólnota :)

ah wieczór jest, myśli chodzą i w dodatku niepoukładane...
nie mogę być nauczycielką...
nie stać mnie nawet na coś co w tych blogach jest normą jeśli chodzi o wyposażenie mieszkania...
ale myślę że sedno montessori tkwi w czymś innym...
teraz wracam do rozpracowywania złości i miłości, zniecierpliwienia i innych negatywnych emocji które będą zawsze i we mnie i w moich dzieciach...

excelencja - 2010-01-16, 22:34

Humbak, ładne to, co napisałaś :*

A wiesz? naprawdę nie rozumiem, czemu widzisz problem w tym, że nie stać Cię na wyposażenie.
przecież to jest najmniej istotne.
Nie masz podnóżka, postaw stołek, wszystko da się zastąpić. idea montessori stała się jakby nie patrzeć, świetnym biznesem, pamiętaj o tym, najważniejsze jest to, co napisałaś powyżej a nie jakiś durny mebel!!!!!!

Humbak - 2010-01-16, 22:38

a tak z innej beczki:
wg montessori wrażliwe okresy w życiu dziecka, w których jest ono najbardziej ukierunkowane na odbiór pewnych elementów swojego otoczenia dotyczą:

- ruchu /od narodzin do 1 rż/
- języka /od narodzin do 6 rż/
- toaleta /18mies-3 rż/
- koordynacja oko-ręka, manipulacja/zabawa małymi przedmiotami /1-4 rż/
- porządek /2-4 rż/
- muzyka /2-6 rż/
- gracja i uprzejmość /2-6 rż/
- zmysły /2-6 rż/
- pisanie /3-4 rż/
- czytanie /3-5 rż/
- związki przestrzenne /4-6 rż/
- matematyka /4-6 rż/

zorro - 2010-01-16, 22:39

Zdecydowanie wychowanie nie opiera się na gadźetach. Ale to wiesz.
Humbak - 2010-01-16, 22:42

exce, to tylko jeden z mnóstwa mnóstwa rzeczy... ;) czasem czytając blogi mam M. czy sklepów z rzeczami M. mam zawrót głowy jak wtedy gdy wchodzę do tych z wystrojem wnętrz... uwielbiam je... można się pogubić... :-P

[ Dodano: 2010-01-16, 22:45 ]
zorro, :)
dlatego ostatnio chodzi za mną na czym polega - w czynach konkretnych bardziej niż w miłości, czyli rano przy śniadaniu, obiedzie, na dworzu itd - idea montessori w domu. To rzecz mimo wszystko mam wrażenie że inna niż to o czym czytamy w większości ksiązek na temat, a które odnoszą się do przedszkoli, szkół i homeschooling (kurcze jak to jest po polsku? :-P )

zorro - 2010-01-16, 23:36

Wydaje mi się wręcz, że czasem one mogą przysłaniać idee właściwą: no bo już myślisz, że masz wszystko, co potrzebne, więc jesteś 'w idei'. :)
Humbak - 2010-01-16, 23:44

zorro, dokładnie. Wydaje mi się, że tak jest wtedy gdy w życiu posługujemy się nienamacalnymi ideami typu 'szanuję dziecko' 'wychowuję je na niezależną istotę' zamiast konkretami 'nie podnoszę głosu nawet wtedy gdy mnie wściekłość zżera'. Dla odmiany 'gadżety' są wtedy bardzo konkretne :-P
excelencja - 2010-01-16, 23:49

Humbak napisał/a:
a tak z innej beczki:
wg montessori wrażliwe okresy w życiu dziecka, w których jest ono najbardziej ukierunkowane na odbiór pewnych elementów swojego otoczenia dotyczą:

- ruchu /od narodzin do 1 rż/
- języka /od narodzin do 6 rż/
- toaleta /18mies-3 rż/
- koordynacja oko-ręka, manipulacja/zabawa małymi przedmiotami /1-4 rż/
- porządek /2-4 rż/
- muzyka /2-6 rż/
- gracja i uprzejmość /2-6 rż/
- zmysły /2-6 rż/
- pisanie /3-4 rż/
- czytanie /3-5 rż/
- związki przestrzenne /4-6 rż/
- matematyka /4-6 rż/


przerażające, znaczy, że jeśli do 4 r.ż nie wychowasz człowieka od A do Z, to dziecko stracone dla świata :P
czyli coś w tym jest, że mężczyźni rozwijają się do 4 roku życia, a potem już tylko rosną, tyle, że tu dotyczy obu płci.

[ Dodano: 2010-01-16, 23:51 ]
Humbak napisał/a:
exce, to tylko jeden z mnóstwa mnóstwa rzeczy... ;) czasem czytając blogi mam M. czy sklepów z rzeczami M. mam zawrót głowy jak wtedy gdy wchodzę do tych z wystrojem wnętrz... uwielbiam je... można się pogubić... :-P


oooo tak tak, też uwielbiam :) A potem patrzę na moje 'wnętrze', potem na portfel, a potem popadam w kompleksy :) ))
I nawet nieszczególnie pociesza mnie fakt, że kiedyś było gorzej i ludzie mieszkali w kurnych lepiankach ;P

PiPpi - 2010-01-17, 00:06

dawno mnie nic nie powaliło tak, jak te ceny
http://topic.com.pl/oscom...&products_id=80
ale niebawem się uciesze, bo sporo zaoszczędzę dzięki znajomemu stolarzowi i jego zonie, krawcowej

Humbak - 2010-01-19, 15:22

dziś przeczytałam taki drobiazg który pewnie jest oczywisty ale ja nie zwracałam na to uwagi... czytając to tu to tam o dyscyplinie wg montessori natrafiłam na uwagę o rozmowie telefonicznej, czy innej w trakcie której dziecko musi poczekać aż mama skończy - autor radził, żeby po skończeniu jej nieco więcej uwagi poświęcić dziecku. Wzmocnić ma to jego pozytywne zachowanie w czasie gdy musi poczekać - będzie wiedziało, że kiedy mama skończy będzie ją miał 'bardziej' dla siebie. Skutkuje tylko powiem ;)

excelencja napisał/a:
przerażające, znaczy, że jeśli do 4 r.ż nie wychowasz człowieka od A do Z, to dziecko stracone dla świat
nie jest aż tak strasznie :lol: M. mówiła, że w tych okresach po prostu nauka tych rzeczy jest prostsza, szybsza, skuteczniejsza i doskonalsza. W pozostałych okresach kosztuje nas więcej nerwów, trudu i czasu.
adriane - 2010-01-19, 19:24

Steiner mówił, że jak zbyt wcześnie czyli przed 7 rokiem życia dziecka będziemy je zbyt długo trzymać w ławce ucząc np. pisania, czytania, to w szybkim czasie odbije się to na zdrowiu fizycznym, pojawią się u dziecka np. schorzenia dróg oddechowych. Wiąże się to z tym, że dziecko powinno być sporo w ruchu, dotlenione. A na naukę przyjdzie czas później.
Dla mnie anty wzorem są szkoły we Francji, opowiadała mi koleżanka, że tam już 3 letnie dzieci uczą się pisać i praktycznie szkoła w dużej mierze polega na siedzeniu na miejscu i pisaniu, rysowaniu, kolorowaniu, czytaniu. Bardzo mało ruchu. Podobno nauczyciele narzekają na dzieci u niej w szkole, że te sobie nie radzą :->

Humbak - 2010-01-19, 20:01

A montessori na to ;-) , że dzieci uczą się w ruchu i dlatego była wrogiem numer jeden ławek, stolików i krzesełek za którymi siedzą dzieci i mają cokolwiek robić hurtem. Stoliki i krzesełka służą do tego żeby dziecko na nim wykonywało pracę kiedy chce i jak długo chce. Dlatego np w szkołach montessori są duże połacie podłóg i dywaniki - każde dziecko które chce sobie pracować na podłodze bierze taki dywanik (w przedszkolach też są) i na nim pracuje - ma 'nanibowy' stolik a jednocześnie widoczny jest on dla innych dzieci i dzięki temu nikt np mu nogami na jego budowli nie stanie - chodzi się pomiedzy dywanikami.

Montessori pisała bardzo dużo o zniewoleniu przez ławki, a swoje pomoce naukowe rozwinęła w oparciu o wyniki prac i badań dwóch francuskich rehabilitantów (nie pamiętam nazwisk) - dzięki temu czytelny jest w nich związek ciało-umysł :)

excelencja - 2010-01-19, 21:35

oooo a ja bardzo sobie cenię lilki stolik, siedzi przy nim może 5minu dziennie, ale w ważnym momentach...

Zastanawiam się (myśl ten podsunęła mi znajoma, gdy szerzyłam ideę M. :) ) ) - skoro M. kładzie nacisk na rozwój indywidualny, to jak rozwiązuje kwestię integracji społecznej i otwarcia na drugiego człowieka.

zorro - 2010-01-19, 21:58

Nie ma w tym sprzeczności. Społeczeństwo składa się z indywidualności, jeśli każdy byłby oświecony, z jakim wspaniałym społeczeństwem mielibyśmy do czynienia. Inna Polska by była. ;)
zina - 2010-01-19, 22:05

Mi sie wlasnie zawsze podobaly te dzieciaki, ktore na poczatku w szkolach moga siedziec albo lezec na podlodze, bez zbytnich ograniczen chodzic po sali.
Moj A. do dzis pamieta jak byl zmuszany do siedzenia w lawce podczas gdy on wolal sobie swobodnie pochodzic po klasie ;-)

Widze ze stoliczek Klary sluzy jej zawsze do konkretnych celow. Zreszta ostatnio odkryla ze moze na sobie rowniez polezec ;-)

biechna - 2010-01-19, 22:20

Wielkie podziękowania za temat i za obszerne i konkretne wypowiedzi osób zorientowanych, szczególnie Tobie Humbak dzięki! Bardzo mnie to zainteresowało i właśnie w każdej wolnej chwili (czyli rzadko, ale lepszy rydz) zbieram informacje o przedszkolach i pedagogice M. i S. Wsiąknęłam :-)
zina napisał/a:
Mi sie wlasnie zawsze podobaly te dzieciaki, ktore na poczatku w szkolach moga siedziec albo lezec na podlodze, bez zbytnich ograniczen chodzic po sali.

Dzięki, zina :mryellow: Tak było u mnie, chodziłam do klasy autorskiej (klasy 1-3), połowa sali to owszem, były ławki (ustawione w krąg), ale rzadko z nich korzystaliśmy, druga połowa to były miękkie dywany, każde dziecko miało swój kocyk, tam lub na dworze odbywała się większość zajęć. Mam ochotę odszukać moją wychowawczynię i zapytać, cóż to za program konkretnie był, niewiele szczegółów pamiętam, ale ogólnie wspomnienia mam wspaniałe - do szkoły biegłam w skowronkach, na koniec 3 klasy przepłakałam 2 dni, bo wiedziałam, że będzie nowa pani, ławki, siedzenie nieruchomo w klasie itp; faktycznie, trudno było się przyzwyczaić, ale uważam, że wiele zawdzięczam tak ciekawemu i nieprzesiedzianemu nauczaniu początkowemu 8-)

Humbak - 2010-01-19, 22:29

excelencja napisał/a:
jak rozwiązuje kwestię integracji społecznej
ja natomiast nie widzę tu sprzeczności i trudno mi na to pytanie przez to odpowiedzieć :-> Żyjemy w społeczności, nie jest to twór sztuczny więc niejako nie trzeba nas sztucznie wkładać w to środowisko, jednak jesteśmy indywidualnościami a to będąc w otoczeniu mnóstwa osób może się zgubić. Tak więc dobrze jest być sobą, rozwijać siebie, być sobie przyjacielem i dążyć do tego do czego nasze skrzydełka zostały stworzone. Jeśli jednak w naszym dążeniu krzywdzimy innegoindywidualistę to jest to coś co zakłóca normalne funkcjonowanie całej grupy, całej społeczności. Trzeba więc nauczyć się jak rozwijać skrzydła ale nie krzywdzić innych.

Wolałabym konkretne przykłady żeby na to pytanie odpowiedzieć :->

Wstępnie natomiast na picasie mam kilka zdjęć co robimy lub mam dla kuby:
rozwiązanie samodzielnego nocniczkowania (nie lubi używać dużej toalety więc u nas to wygląda tak): http://picasaweb.google.p...491849257026338

tutaj ulubiona zabawa kuby od wielu miesięcy - mama wołała dziecko (owieczko, gdzie jesteś owieczko) i odwrotnie, potem dziecko wołało mamę (meeee meeee) i odwrotnie, potem mama wołała dziecko (jagniątko, gdzie jesteś jagniątko) - takie etapy od nauki kto to (owieczka), relacji (mama-dziecko), dźwiękonaśladownictwa (meee meee) po naukę słówek właściwych (owca-jagnię, mama-dzidzia). Karteczki chodzą u nas niczym figurki :) http://picasaweb.google.p...491233759602002

kolejna zabawa - najpierw fajnie było otwierać i zamykać (staram się różne zabawy umieszczać w pojemnikach z różnymi zapięciami), potem układać domino (te trzy to max chwilowy kuby koncentracji), najczęściej robimy wieżę i zwalamy, nauka kolorów i figur jest przy okazji, jeszcze przed nami z tym dominem http://picasaweb.google.p...491357293019762

tu zaryzykowałam wyciskaniem w wersji innej niż czosnkowej udało się, choć wcześniej nie chciał, robił to przez tydzień potem znów nic, ale się uwieczniło http://picasaweb.google.p...491554372938610 i nawet raz założył fartuszek (na chwilę :-P ) http://picasaweb.google.p...491652732803890

kolejna zabawa to przenoszenie - tu akurat szczypcami orzechy, z lewej na prawo bo tak piszemy, zamknięcie słoiczka to dodatkowa atrakcja http://picasaweb.google.p...491460407461346

tutaj sobie piszemy - akurat na piasku ale sól też może być. http://picasaweb.google.p...491768290770514

oj dokończę potem...

kociakocia - 2010-01-19, 22:30

czy w nauczaniu steinerowskim czy waldrorfskim też jest podobna podejście jak w M z mozliwością używania podłogi, niekoniecznościa ławek, etc.?
Humbak - 2010-01-19, 22:36

na chwilę wracam... narazie tak sobie piszemy tym patyczkiem albo palcem, na zdjęciu jest ziarnko które zakopujemy w górze piasku i kuba je szuka, chowa też dla mnie, fajna zabawa :) . Potem dodam karteczki do naśladowania - kreski, fale, zygzaki, ale to jeszcze przed nami, kuba nie jest narazie takimi ćwiczeniami zainteresowany

tu mamy dopasowywanie owocków (żółty koszyk) i warzyw (brązowy) do obrazków - jeszcze zanim zrobiłam własne http://picasaweb.google.p...492033173817970

mycie talerzyków itd http://picasaweb.google.p...491940836137090

i stanowisko w kuchni do samodzielnego picia http://picasaweb.google.p...492279379273874

i tym razem smykam bo wołają... ;)

biechna - 2010-01-19, 22:49

kociakocia napisał/a:
czy w nauczaniu steinerowskim czy waldrorfskim

Nazwa pedagogika waldorfska jest używana wymiennie z nazwą pedagogika steinerowska - Steiner był twórcą pedagogiki waldorfskiej.

Cytuję ze strony przedszkola walfdorskiego (lipowaalejka.pl):

" Przed przejściem do formalnego kształcenia trzeba umożliwić dziecku poznanie świata wszystkimi zmysłami i dać radość tworzenia. To jedno z głównych zadań przedszkoli waldorfskich.

W przedszkolach waldorfskich, dzieciom nie wtłacza się do głowy żadnych treści programowych. Dzieci uczą się poprzez naśladowanie osoby dorosłej, poprzez swobodną twórczą zabawę, doświadczenie, wykonywanie prac domowych, rymowanki, działania artystyczne, korowody, zabawy paluszkowe – czyli przez całe ciało, nie tylko przez głowę. Do nauki uruchamiany jest cały organizm. Dziecko wtedy rozwija się równomiernie, a jego wola działania znajduje upust i nie zostaje zahamowana. Steiner powiedział: „Każdą myśl, którą mam będąc z małym dzieckiem, muszę realizować w działaniu”.

W przedszkolach waldorfskich wykorzystuje się naturalny pęd dzieci do naśladowania wszystkiego co dzieje się w otoczeniu. Wychowanie odbywa się tu więc poprzez dobry przykład, a nie przez pouczanie i odgórne nakazywanie. Człowiek bowiem staje się człowiekiem wcielając w siebie przykład jaki daje inny człowiek. Nie tłumaczymy dziecku kiedy się mówi „proszę” a kiedy „dziękuję” lecz sami używamy tych słów w odpowiednich sytuacjach i dzięki temu dziecko się uczy – tak też powinno się robić ze wszystkim – uczyć poprzez przykład.

Pedagogika waldorfska to tak naprawdę wspieranie w rozwoju a nie wychowywanie. Każde dziecko musi się rozwijać na swój własny sposób, my mamy stworzyć tylko jak najlepsze warunki. To nie dziecko ma dostosować się do naszego myślenia tylko my musimy „wznieść się” do poziomu myślenia dziecka. "

Przeglądałam kilka stron takich przedszkoli i nie wydaje mi się, by tam siedziało się w ławkach... Ale kto wie. Wie ktoś? :-)

zorro - 2010-01-19, 23:02

W przedszkolach nie, w szkole już tak. Choć przestrzeń urządzona jest tak, że jest miejsce na 'działanie'. Dużą część wiedzy przyswaja się w zabawie i jest ona integralną częścią lekcji. Zabawa ruchowa oczywiście. Trudno mi powiedzieć, ile czasowo siedzą w tych ławkach, ale spytam jutro wychowawczynię mojego syna. :) Mój syn jest bardzo 'nieszkolnoławkowy', a wytrzymuje. Myślę, że nauczyciel działa 'na bierząco' - każdego dnia klasa jest inna, tzn. dzieci mają różne nastroje i wytrzymują mniej lub więcej bezruchu.
Ciekawe w klasach waldorfskich jest to, że opiera się ona na autorytecie nauczyciela. Do 6 klasy nie ma podręczników.

excelencja - 2010-01-19, 23:03

Humbak, oooo inspiracjo!!!!!!
ziarenko w piasku boskie!
orzechy też mnie zachwyciły!
warzywa i owoce też czas kupić :)
super!!!

Polecam CI grę memory- już moje toto a ma rok i 8m bawi się w dopasowywanie parami - ze mną.

mycie garów super, u nas bez szans, bo lilka nie sięga ze stołka do umywalki, no mała jest.
Generalnie jak gotuję to ona wszystko robi ze mną stojąc na krześle przy blacie- dziś wrzucała po jednym orzechu do młynka jak piekłyśmy ciasto ;)
i chętnie zaangażowałabym ją w płukanie naczyń chociaż, niestety zlew jednokomorowy przy ścianie to uniemożliwia :(

A co do integracji społecznej, montessori kładzie nacisk na jednostkę, super, ale jak pomaga pokazać dziecku, że nie jest samo, że pracuje się często w grupach, że należy szanować inne jednostki itp. Jak to wygląda w praktyce?
jakie są gry/zabawy grupowe, stawiające na współpracę.
Uważam, że umiejętność współpracowania jest bardzo ważna, bo potem w dorosłym życiu jest niezbędna, a przeważnie niewypracowana, ja np. średnio się odnajduję w tym.

zorro - 2010-01-19, 23:14

Nie wiem, jak w Montessori, ale u Steinera zabawy są grupowe, nauka jest w grupie, rodzice razem współtworzą szkołę. Poza tym mieszane wiekowo grupy (w przedszkolu) 'udają' normalną społeczność i dzieci uczą się pomagać innym i same znajdują się w toku nauczania na różnych etapach przynależności do tej grupy. Dzieci nie siedzą w klasie ciągle w tym samym miejscu, po kilku tygodniach następuje rotacja i grupa musi ze sobą współdziałać.
topcia - 2010-01-19, 23:26

biechna napisał/a:
To nie dziecko ma dostosować się do naszego myślenia tylko my musimy „wznieść się” do poziomu myślenia dziecka. "

To trza wyryć złotymi literami na ścianach do każdej szkoły rodzenia

[ Dodano: 2010-01-19, 23:33 ]
zorro napisał/a:
Do 6 klasy nie ma podręczników.

zeszytów też nie?

zorro,

Przekonujesz mnie pomału do szkoły steinerowskiej, ale w białymstoku jej pewnie nie znajdę :roll:
No właśnie-nauczycielki jakie muszą mieć przygotowanie, żeby pracować w takiej szkole? To może własną otworzę. :-P

Humbak - 2010-01-19, 23:44

excelencja napisał/a:
Polecam CI grę memory
mamy :) ale kuba jeszcze nie bardzo łapie ;) może jak mu zrobię z obrazkami rodziny to załapie

do mycia umywalka nie jest niezbędna - w końcu to zabawa. W przedszkolu dzieci myją lalę w wanience zabawowej, myślę że miska na dywanie pokrytym ceratą (jak u mnie w wyciskaniu) się nada perfekcyjnie, obok ściereczka i jest zabawa ;)

co do zabaw... nie zauważyłam moim niewprawnym okiem niepedagoga różnic między m a zwykłym przedszkolem... tu są najzwyczajniejsze jak dla mnie zabawy - ostatnio 'gąski gąski'
z nimi związana jest dość zabawna historia - maluszki nie łapały co i kiedy mają mówić/robić i na samym początku 'gąski gąski do domu' zamiast odpowiadać 'boimy się' biegły do rodziców. Po kilku nie udanych próbach ostateczna wersja zabawy brzmiała 'gąski gąski czy możecie przyjść do domu?' ;)
biechna napisał/a:
Nie tłumaczymy dziecku kiedy się mówi „proszę” a kiedy „dziękuję” lecz sami używamy tych słów w odpowiednich sytuacjach i dzięki temu dziecko się uczy

taka jest też teoria m, w praktyce jednak w niektórych przypadkach można czekać w nieskończoność... :mryellow: znam takich dorosłych co nie wiedzą... chyba tu już nie warto czekać... ;-)
tak więc w praktyce wg m. kiedy widzimy że dziecko nie używa słowa, należy do niego podejść i upewnić się że wie jak powinien się w takiej sytuacji zachować, może się bowiem okazać że w teorii wie, a w praktyce nie dostrzega co to za sytuacja i jak jest grzecznie w niej się zachować, np powiedzieć dziękuję kiedy ktoś nam coś ofiaruje. Czyli uczymy trochę bardziej aktywnie niż zakłada to s. :-)
Byłam ostatnio świadkiem zajścia w przedszkolu kiedy malec szalał po schodach, obijał dzieci i generalnie łobuzował. Nie wiem co dokładnie mówiła mu pani z grupy, ale widziałam że na końcu miał za zadanie zademonstrować jak należy schodzić po schodach i uzyskał aprobatę ze strony pani, że teraz już wie i nie będzie szalał i wogóle fajny z niego chłopak.
Widziałam go później tego samego dnia - schodził dokładnie tak jak pokazywał :->

excelencja - 2010-01-19, 23:51

Humbak napisał/a:
zabawy - ostatnio 'gąski gąski'z nimi związana jest dość zabawna historia - maluszki nie łapały co i kiedy mają mówić/robić i na samym początku 'gąski gąski do domu' zamiast odpowiadać 'boimy się' biegły do rodziców. Po kilku nie udanych próbach ostateczna wersja zabawy brzmiała 'gąski gąski czy możecie przyjść do domu?' ;)


kwiczę :) ))

Humbak napisał/a:
o mycia umywalka nie jest niezbędna - w końcu to zabawa.

u mnie w domu nie ma miejsca na zabawę :) )) to chodzi o przetrwanie :D
Bo zabawę jako taką z wodą- uskuteczniamy.
Kwestia jest taka, żeby zająć ją tym, co ja robię, żeby nie wyła.
Bo to nie jest do końca tak, że jestem taką fajną matką, że włączam córkę do WSZELKICH prac, żeby ją rozwijać, nie nie :) cel w dużej mierze mam inny - chwila bez jęczenia :D

Humbak - 2010-01-19, 23:52

co do mieszania - z tego co pamiętam w grupach montessori są trzy lata zebrane w jednej grupie wiekowej więc bardzo podobne podejście i chyba podobnie argumentowane :)

[ Dodano: 2010-01-19, 23:53 ]
excelencja napisał/a:
cel w dużej mierze mam inny - chwila bez jęczenia
dobre dobre... :mryellow: :lol:
zwolnij - 2010-01-20, 08:51

Humbak napisał/a:
Montessori pisała bardzo dużo o zniewoleniu przez ławki, a swoje pomoce naukowe rozwinęła w oparciu o wyniki prac i badań dwóch francuskich rehabilitantów (nie pamiętam nazwisk) - dzięki temu czytelny jest w nich związek ciało-umysł :)


Te nazwiska to Seguin oraz Itard.

Humbak napisał/a:
co do mieszania - z tego co pamiętam w grupach montessori są trzy lata zebrane w jednej grupie wiekowej więc bardzo podobne podejście i chyba podobnie argumentowane

Dodatkowo jeszcze argumentem za 3 latami zebranymi w jednej grupie są etapy rozwoju, jakie wyróżniła Montessori http://www.bycrodzicami.p...ii-montessori/:
- 0 do 6 lat
- 6 do 12 lat
- 12 do 18 lat
- 18 do 24 lat
Montessori zaobserwowała, że w każdym z tych etapów dzieci mają różne potrzeby i w inny sposób się uczą. Każdy z tych etapów podzieliła również na pół czyli po 3 lata. Wynikło to z obserwacji, że zwykle pierwsze 3 lata danego etapu są bardziej burzliwe i następuje w nich dużo zmian fizycznych i umysłowych u dziecka, a kolejne 3 lata są bardziej spokojne jeśli chodzi o skoki rozwojowe.

excelencja napisał/a:
A co do integracji społecznej, montessori kładzie nacisk na jednostkę, super, ale jak pomaga pokazać dziecku, że nie jest samo, że pracuje się często w grupach, że należy szanować inne jednostki itp. Jak to wygląda w praktyce?

Wydaje mi się, że dobrze byłoby tu napisać, że Montessori nie kładzie nacisku na nic, ale raczej zaobserwowała, że dzieci pomiędzy 3 a 6 rokiem życia wolały pracować obok siebie niż ze sobą. Jeśli jakieś dziecko chce robić coś razem z innym, np układać wieżę to zawsze może go zapytać, czy może to zrobić razem z nim i jeśli tamto się zgodzi to mogą pracować razem. Wszytko opiera się właśnie na zasadach, jakie powinny obowiązywać w społeczeństwie. Przecież, jeśli ktoś chce coś zrobić i skupia się bardzo, to nie przerywamy mu ciągle, bo wtedy mu przeszkadzamy. Jeśli chcemy pomóc to zwykle pytamy czy ten ktoś potrzebuje naszej pomocy.

Montessori zaobserwowała na przykład, że dzieci z własnej inicjatywy i chętnie współpracują w małych 2-3 osobowych grupach w swoim kolejnym etapie rozwoju pomiędzy 6 a 12 rokiem życia.

Humbak pisała już tu też o lekcji ciszy i różnych jej odmianach. To zajęcia grupowe, w których dzieci naprawdę potrzebują czuć się grupą, żeby osiągnąć ciszę. Wystarczy, że jedno dziecko nie będzie chciało współpracować i nici z ciszy.

Mieszane wiekowo grupy sprawiają, że starsze dzieci 5-6 letnie, które często zajmowały się już we wcześniejszych latach większością materiałów i wydawałoby się, że nie ma już tam dla nich na tym poziomie nic ciekawego często rozwijają swoje cechy związane z zarządzaniem i organizacją pokazując młodszym jak pracować z danym materiałem, gdzie jest łazienka, pomagają wiązać buty, albo uczą młodsze dzieci jak to zrobić itp. Dając lekcję młodszym obie strony korzystają. Młodsze chętnie się uczą od innych dzieci, a starsze utrwalają sobie wiedzę, uczą się empatii. Poza tym idealna jest sytuacja, jeśli taka klasa 3-6 lat jest zaraz obok klasy dla dzieci 6-9 lat. Jeśli tak właśnie jest to dzieci mogą swobodnie przechodzić i zobaczyć co jest w klasie obok. Jeśli znajdą tam coś interesującego to mogą się tym zająć. Jeśli nie to po prostu wracają do swojego znajomego otoczenia :)
Montessori pisała, że w klasach Montessori większym problemem jest zbyt mała liczba dzieci niż zbyt duża. Rekomendowała nawet 40 dzieci na grupę, bo gwarantuje to, że dzieci są na różnych poziomach rozwoju, w różnym wieku, z rodzin z różnymi dochodzami itp. To tworzy większą dynamikę grupy i pozwala wszystkim dzieciom skorzystać z własnych zdolności i talentów w budowaniu społeczności klasowej. Klas takich raczej nie spotyka się ze względu na ograniczenia prawne.

Humbak - 2010-01-20, 11:00

zwolnij napisał/a:
idealna jest sytuacja, jeśli taka klasa 3-6 lat jest zaraz obok klasy dla dzieci 6-9 lat. Jeśli tak właśnie jest to dzieci mogą swobodnie przechodzić i zobaczyć co jest w klasie obok.
przypomniało mi się, że u wrocławskich krasnoludków tak właśnie przeszła natalka z grupy młodszej do 'starszaków' - coraz częściej interesowała się czym zajmują się starsi, przechodziła do nich na zajęcia - na chwilę, dłużej, czasem codziennie czasem co jakiś czas, a kiedy pani zaproponowała jej przejście do grupy starszej była przeszczęśliwa i - o dziwo, tak jak wcześniej wracała do młodszych, po przejściu wróciła może raz czy dwa i stwierdziła że już wyrosła z młodszej grupy - święto było rodzinne ;)
zwolnij, dziękuję Ci za profesjonalny głos :)

excelencja - 2010-01-20, 13:25

zwolnij, dziękuję :)
kociakocia - 2010-01-20, 13:44

zwolnij napisał/a:
Poza tym idealna jest sytuacja, jeśli taka klasa 3-6 lat jest zaraz obok klasy dla dzieci 6-9 lat. Jeśli tak właśnie jest to dzieci mogą swobodnie przechodzić i zobaczyć co jest w klasie obok. Jeśli znajdą tam coś interesującego to mogą się tym zająć. Jeśli nie to po prostu wracają do swojego znajomego otoczenia

dzieki dziewczyny za odpowiedzi i dzięki zwolnij, az sie wzruszyłam, to jak opisujesz sprawia, że czuję, że po prostu muszę dać mojemu dziecku taką szansę i wolność, możliwość nieograniczenia... strasznie szkoda, że mi nie było to dane, bo źle wspominam w szczególności szkołę podst.,... przedszkole też mi się majaczy jako obowiązkowe spania o okreslonej godzinie, pani przedszkolanka z twarzą musztranta o figurze faceta :roll: etc. (właściwie już wtedy zastanawiałam się czy ona to baba czy chłop)

topcia - 2010-01-20, 23:53

kociakocia napisał/a:
jako obowiązkowe spania o okreslonej godzinie,

to wyobraź sobie kociu, że mnie oprócz obowiązkowego spania pani kładła b. często obok chłopca (mimo moich usilnych protestów i wyjaśniania sytuacji) który ciągle pokazywał mi siusiaka i wymuszał, żebym mu też swoje skarby pokazywała :lol: . OKazałam się jednak silniejsza charakterem :-P

Ponawiam swoje pytanie-jak jest z wykształceniem pedagogów w placówkach autorskich, o których rozmawiamy. Jakieś specjalistyczne kursy trza posiadać?

[ Dodano: 2010-01-21, 00:06 ]
I jeszcze jedna ważna kwestia-jak Ministerstwo Edukacji podchodzi do szkół tego typu? Czy wykształcenie otrzymywane jest akceptowane przez MEN?

dort - 2010-01-21, 08:02

ja właśne wczoraj wynalazłam taką kostkę - przypomina ramki Montessori a jest zdecydowanie tańsza i zajmuje mniej miejsca - ja do pracy kupiłam firmy ALMED (nie znalazłam w necie - różnica jest taka, że na tej mojej z każdej ze stron jest naszyta taka kamizelka różniąca się sposobem zapinania i materiałem, z którego jest wykonana)
http://www.mojebambino.pl/go/_info/?id=1125

topcia nauczyciele w takich szkoła powinni mieć skończone odpowiednie kursy i szkolenia w przypadku M. np. w Łodzi, Krakowie - nauczyciele ze szkoły i przedszkola w Lublinie conajmniej raz w roku biorą udział w szkolenia, dodatkowo większość z tych nauczycieli przeszła szkolenia w Szwecji

MEN jak najbardziej akceptuje takie placówki, wracając do Lublina tu zarówno szkoła jak i przedszkole są placówkami państwowymi

adriane - 2010-01-21, 09:15

Cytat:
Ponawiam swoje pytanie-jak jest z wykształceniem pedagogów w placówkach autorskich, o których rozmawiamy. Jakieś specjalistyczne kursy trza posiadać?


Co do metody waldorfskiej, to żeby prowadzić takie przedszkole czy szkołę, trzeba skończyć specjalny kurs (szkołę), chyba w Warszawie. Dodatkowo wiem, że ludzie jeżdżą do Niemiec, tam się uczą i mają sporo praktyk. Nie znam szczegółów, ale wiem, że po zwykłej pedagogice czy nauczaniu poczatkowym nie można uczyć w szkole waldorfskiej.

topcia - 2010-01-21, 23:33

Dzięki Dziewuszki ;-)

[ Dodano: 2010-01-21, 23:38 ]
dort, świetna ta kostka. WIsi przypadnie do gustu. Zastanowimy się nad zakupem, tylko poszukam tańszej ;-)

dort - 2010-01-22, 08:32

taką podobną kupiła w Lublinie za 149zł - kupę kasy zważywszy, że samodzielnie można coś podobnego zrobić, zaglądając wcześniej do ciuchlandu :-P
elenka - 2010-01-22, 13:39

dort napisał/a:
taką podobną kupiła w Lublinie za 149zł - kupę kasy zważywszy, że samodzielnie można coś podobnego zrobić, zaglądając wcześniej do ciuchlandu :-P


Właśnie o tym samym pomyślałam, może się zabiorę do uszycia 8-)

topcia - 2010-01-22, 23:46

elenka napisał/a:
dort napisał/a:
taką podobną kupiła w Lublinie za 149zł - kupę kasy zważywszy, że samodzielnie można coś podobnego zrobić, zaglądając wcześniej do ciuchlandu :-P


Właśnie o tym samym pomyślałam, może się zabiorę do uszycia 8-)

też pomyśłałam, ale o babci WIsi :-P . TYlko zastanawiam się, czym wypełnić środek?

dort - 2010-01-23, 13:17

w tej gotowej w środku jest kostka z gąbki, ale myślę, że można pokombinować coś i zrobić wkład np. ze sklejki

całość tj. pokrowiec jest na zamek, więc można go zdjąć

kociakocia - 2010-01-23, 20:55

dort, dokładnie tak jak powiedziałaś, taniej będzie kupić sklejkę i okleić ją gąbką tapicerską, można dostać na allegro rózne grubości, np. 2cm, to świat i ludzie.
można również kupić z kimś na spółkę gabkę o grubości 10cm, pociąć na kwadraty, skleić i obszyć, ale taka gruba gąbka jest dość kosztowna, z tym, że z takiej http://www.allegro.pl/ite...ka_materac.html wyszły by zapewne 3-4 zabawki :)

zorro - 2010-01-24, 20:55

Polecam do prac kredki Stokmara. Woskowe kafelki. Świetnie 'się trzymają'. Dobre dla mniejszych dzieci, choć i w szkołach Waldorfskich się takimi rysuje. Dopiero niedawno kupiłam takie synowi i widać jak pozytywnie mu służą.
Humbak - 2010-01-25, 01:35

Zbliżają się walentynki a ja się zastanawiam jak montessoriańsko zorganizować zajęcia z nimi związane, spodobało mi się dopasowywanie i przenoszenie jakie znalazłam na tym blogu:
http://chasingcheerios.bl...activities.html

generalnie rzecz opracowując podstawowe (jedne z, chwilowo brak mi czasu na vademecum) zajęcia dla maluszków wziąć można pod uwagę wszystko co można:

1. przenosić (z jednego pojemnika do drugiego, kostki lodu, kulki, kwadraty, klocki... łyżką, widelcem, szczypcami, palcami na początku)
2. dopasowywać sztuka do sztuki czyli po 2 (obrazki, kolory, znajdywać pary, podobieństwa)
3. segregować - wg wielkości, materiału, koloru

wszystko ze wszystkim we wszystkich tacach, pojemnikach i kubeczkach jakie się znajdą w domu

podoba mi się ćwiczenie wciskania różnych drobiazgów w różne miejsca np monet do tuby http://montessoribeginnin...ities-weve.html czy makaroników-robaków do dziurek w pudełku po płatkach (nie pamiętam gdzie to znalazłam)

zorro, dzięki za info :) my uzywamy rzeczy z alpino i bardzo jesteśmy z nich zadowoleni :)

zorro - 2010-01-25, 09:36

Nawet nie wiedziałam, że takie są. :) Fajne.
Kredki Stockmara są drogie, ale coś w nich jest. Tzw. 'kafelki' (mają też tradycyjne, cienkie) to dosyć duże kawałki - taki prostokąt. Można rysować bokiem - wtedy pokrywa się duże powierzchnie lub bardziej precyzyjnie rogiem, choć do precyzyjnych kredek to one nie należą.
Dobrze się wpisują w sposób pracy waldorfskiej. Rysowania figur, wzorów mandalopodobnych. W pierwszej klasie dzieci nie mają zwykłych zeszytów, nie piszą liter czy też cyfr długopisami lub ołówkiem, tylko tymi kredkami właśnie.

Humbak - 2010-01-25, 17:36

Mam pytanie - czy ktoś ma może pożyczyć lub zgodziłby się skserować książkę Sabiny Guz "Matematyka w systemie montessori"? Chodzi mi gł o 1wszą część :)

a'propos dopasowywania - tu mamy jedno z podobnych ćwiczeń, butelka i guziki (podpatrzone w przedszkolu ;) ), kuba sprawdzał który pasuje i ten wrzucał, reszta lądowała w miseczce obok, potem zamknęliśmy butelkę i posłużyła jako sprzęt w teorii muzyczny w praktyce do robienia zamieszania decybelowego w pokoju http://picasaweb.google.p...797508406065346

guziczki można też sortować wg wielkości, koloru, ale też nawijać na kolorowe sznurówki i tworzyć korale

a tu wersja rozszerzona dopasowywania warzyw i owoców, tym razem owoce, jedna seria to zdjęcia owoców w całości, druga seria to zdjęcia części owoców bądź ich przekroju, trzecia seria to plastykowe owocki http://picasaweb.google.p...797531361613234

sorki za jakość - moja komórka jest jaka jest

topcia - 2010-01-26, 00:05

http://www.myszkaagata.pl...emart&Itemid=10
a znacie coś takiego? do czego to służy? NIe mogę pojąć....

kociakocia - 2010-01-26, 00:12

topcia, do rozmazywania rysunku, można użyć z braku laku też własnego palca ;-) zresztą opis jest dość wydaje mi się klarowny :D
zorro - 2010-01-26, 12:05

Dokładnie, do rozmazywania.
topcia - 2010-01-26, 23:44

kociakocia napisał/a:
topcia, do rozmazywania rysunku

aha :-> . Zdziwiona jestem, bo w sumie nie przyszło mi do głowy, że coś takiego istnieje. Tak jak kocia pisze, zawsze to robiłam palcem.... a nie juz pamiętam! :-D Kawałęk papieru tez mi do tego służył !

excelencja - 2010-01-27, 00:42

Humbak, uwielbiam Cię :) ))

to ja wyskoczę z zabawą w moim stylu - czyli co zrobić w ekstremalnej sytuacji
PORTFEL
wyjmuję grube pieniądze (jeśli są) - Lilka wszystko wywala, a potem wkłada na miejsce, karty, dokumenty i największa zabawa - czyli monety :)

chciałabym mieć duuużo guzików, ale nie mam :( ((

a właśnie kupiłam to
http://www.allegro.pl/ite...jna_nowosc.html

i to:
http://www.allegro.pl/ite...eci_kurier.html

myślę, że może być fajne, a cena hmmm nieco inna niż Montessoriańskich :D


te fajne, tylko nie mogę się zdecydować :)

http://www.allegro.pl/ite..._elementow.html

http://www.allegro.pl/ite...anka_walce.html

http://www.allegro.pl/ite..._elementow.html

http://www.allegro.pl/ite..._elementow.html

kociakocia - 2010-01-27, 00:52

excelencja, fajna ta układanka wielofunkcyjna, ale podobno od 3 lat, chociaż biorąc pod uwagę talenta Twej córki nie zdziwię się, że da radę juz teraz :mryellow:
a ja polecam w takim razie tez cos fajnego http://www.allegro.pl/ite..._elementow.html

[ Dodano: 2010-01-27, 00:54 ]
ups, no to wyhaczyłysmy zdaje sie to samo w podobnym czasie :mrgreen: teraz zobaczyłam właśnie

Kat... - 2010-01-27, 01:11

excelencja, ta układanka z Twojego pierwszego linka jest świetna. Biorę! Zastanawiam się też nad tym http://www.allegro.pl/ite...na_kolkach.html i teraz mam do Was pytanie. Wiem, że oznaczenia na zabawkach są mylące ale to jest niby dla dzieci od 4 roku życia. Nie mam miejsca na składowanie i się zastanawiam czy jest sens kupować teraz czy będzie leżało 2 lata około bo dopiero wtedy dzieci są w stanie się na tyle skupić żeby z tego korzystać? No jak już kupuję to wolę raz za przesyłkę płacić ale nie mam miejsca na przeczekiwanie za bardzo.

http://www.allegro.pl/ite..._elementow.html jeszcze to mi się podoba ale chyba sobie odpuszczę na razie.

Humbak - 2010-01-27, 07:16

exce, ;)
linki które podałaś są jak najbardziej montessoriańskie ;)
- jest gradacja trudności pomiędzy zabawkami (te walce chyba są najprostsze),
- nie pamiętam jak to się ładnie nazywało - izolacja rodzaju ćwiczeń (czyli np tylko rozpoznawanie kolorów, albo tylko kształtów, tak do 3 aspektów jednocześnie nie więcej)
- zabawki są bezpieczne i po prostu ładne

na moje oko tylko ten drugi link jest trochę zbyt chaotyczny - fantastyczne jest to nawijanie na śrubkę i przekładanie ale wg mnie (i tylko mnie ;) ) jest tego zbyt dużo na zbyt małej podkładce.
My mamy zabawkę z linku trzeciego i choć kuba nigdy sie nią długo nie bawił naraz to praktycznie jest co rusz przez niego brana - lubi te klocki układać nie tylko tak jak trzeba ale i wg własnego widzimisię, no i służą nam też jako najzwyklejsze klocki drewniane :)


Kat..., ja miałam podobną z ikei i sprawdzała się nam ok 2 roku przez jakieś kilka miesięcy
niech się wypowiedzą inni, ta zabawka jest też dość 'upakowana' że się tak wyrazę, ale takie ćwiczenie rąk jakie ona proponuje nijak mi nie pasuje dla dzieci powyżej 4r.ż.
Pamiętaj, że sam fakt że napiszą 'zabawka pow 3r.ż.' zwalnia ich z podatku


przypomniało mi się... jeśli ktoś tu robi dzieciom zajęcia typu co to zima, jaki śnieg i bałwanki - u nas sprawdziły się kulki Ani D. kokosowe jako kulki śniegowe - tylko my je jedliśmy zimne bo natalcia stwierdziła że na ciepło smaczne ale ciapowate :-P włożyliśmy do zamrażalnika - stuprocentowe kulki sniegowe :)

i jeszcze - znalazłam jakie rodzaje zajęć można zaproponować maluszkom przed-przedszkolnym tu http://lapbooksbycarisa.h...m/TotTrays.html
w skrócie są tu:
1. przelewanie - wszystkiego (woda, ryż, kasza, kulki itd) ze wszystkiego do wszystkiego przez wszystko
2. przenoszenie - j.w. (przykład - kuba przenoszący orzeczy za pomocą szczypców)
3. nawlekanie - j.w. przez różne rodzaje nitek/słomek/kijków/chińskich pałeczek itp
4. przenoszenie łyżeczką lub innym łyżeczkopodobnym czymś - j.w.
5. Zabawy z makaronem np znajdowanie przedmiotu w misce pełnej makaroników (stymulacja zmysłów)
6. Sortowanie - wg kolorów, kształtów, materiału...
7. Dopasowywanie czyli tzw znajdowanie par
8. Małe przestrzenie - np wkładanie patyczków do grilla do pojemnika na cynamon czy innego dużego podobnego do solniczki
9. Liczenie
10. Cięcie/obcinanie
11. Klejenie
12. Proste dzieła sztuki (tu np sezonowe prace)
13. Zajęcia motoryczno-usprawniające np zabawa klockami exce ;-) :-P
14. Naklejki - które dziecko ich nie kocha

zorro - 2010-01-27, 23:58

Mnie jedynie odstrasza fakt, że te zabawki (z pierwszego linku szczególnie) to chińszczyzna pierwszej wody i nie wiadomo co w tym jest. Czy na przykład farba jest nietoksyczna? Może napis od 3 roku życia chroni też przed odpowiedzialnością za skład takiego wyrobu?
excelencja - 2010-01-28, 00:59

Nie zwracam uwagi na napisy - powyżej 3 roku życia, bo na tej zasadzie Lilka mogłaby bawić się tylko grzechotkami.

zorro, tak to jest 100% chińszczyzny, co widać na zdjęciu - jakoś nie sądzę, żeby farba miała być toksyczna, poza tym to nie służy do jedzenia.
Ba! nie ma nawet atestów :)
jestem ignorantką w tej kwestii (atestów) i bardziej ufam swojemu rozsądkowi.
A ta zabawka wydała mi się ciekawa, bo nie jest to po prostu nakładanie, tylko coś więcej, a nakładanki się mojemu dziecku nudzą ...
Nie znalazłam w żadnym drewniaczku ani allegro takiej zabawki z CE.
kosztuje 22zł - nie majątek.
Acz zakładam, że będzie służyć nieźle.

Kat..., uważam, że tego typu zabawki jak motyl czy 'kolejka' z ikei ssą - tzn nadają się dla dzieciaka jak ma z 7 miesięcy a potem długo długo nie, może kilkulatek będzie miał dopiero ochotę poprzesuwać kulki- z 5 minut. Ta zabawka jest nudna, nie daje dziecku możliwości wyborów.


A - allegro zaczęłam przeszukiwać po tym, jak w drewniaczku nie było połowy zabawek, które chciałam kupić. A chciałam te:

http://www.drewniaczek.eu...draty-Bajo.html

http://www.drewniaczek.eu...etrycznymi.html

http://www.drewniaczek.eu...ortowania-.html

http://www.drewniaczek.eu...er-Beleduc.html

no i teraz nie wiem czy czekać aż będą, czy kupować na allegro (drożej trochę wyjdzie bo u różnych sprzedawców...)


Humbak, jutro będę studiować Twojego posta :) ))
oraz muszę isć kupić szczypce do lodu :D

[ Dodano: 2010-01-28, 01:01 ]
Kat..., to bierz - to moje ulubione
http://www.allegro.pl/ite..._elementow.html

tylko nie mogę sięzdecydować czy czekać na drewniaczka czy na allegro brać :)


A co do tej planszy z walcami to świetna jest, bo to nie chodzi nawet o wsadzenia walca do dziury, tylko o to jak można kombinować z kolorami, i dlatego ona mi się spodobała.

[ Dodano: 2010-01-28, 01:05 ]
poradźcie mi:
to
http://www.drewniaczek.eu...yczne-Bajo.html

to

http://www.drewniaczek.eu...etrycznymi.html

czy to
http://www.allegro.pl/ite..._elementow.html

czy najlepiej pierwszy link i ostatni z allegro...?
effffff

dobranoc

Humbak - 2010-01-28, 03:30

właściwie to wszystkie mi się podobają :>
ale na koniec - idę spać :> - to ja tylko chciałam przypomnieć że w montessori nie chodzi o zasypanie dziecka zabawkami i to wyłącznie matematycznymi ;)

dort - 2010-01-28, 07:50

Humbak, a czemu pierwszej części szukasz, ja właśnie szukam II, ta pierwsza skserowana jest cała, sprawdzałam z oryginałem :-P
Humbak - 2010-01-28, 08:31

dort, :*

To co mamy to 'edukacja w systemie...' a nie 'matematyka w systemie...' choć autorka ta sama :)
szukam dla znajomych, mi to co dostałam całkowicie wystarczy, tyle nauki... ;-) :lol: bo dla kuby i natalki...

a ja chyba będę szukać też cz. II 'edukacji' bo podejrzewam że tam będzie język a mi ta działka plus geografia/nauka w sumie bliższa jest, mogłabym sprzedać dzieciom coś na czym się znam :-> :-)

excelencja - 2010-01-28, 10:18

Humbak napisał/a:
to ja tylko chciałam przypomnieć że w montessori nie chodzi o zasypanie dziecka zabawkami i to wyłącznie matematycznymi ;)

,


hahahaha no co TY? :D :D:D:D

muszę kupować zabawki żeby się ode mnie odczepiła :D
A tak serio - to czasem dziecku się kupuje zabawki- tak już jest - więc wolę kupić jakieś z jajem.
Poza tym w moim humanistycznym domu - zabawki matematyczne się przydadzą,
a jakie są niematematyczne?
chociaż sądzę, że spokojnie wpoję jej wiedzę humanistyczną i zdolności bez pomocy naukowych :D

DagaM - 2010-01-28, 11:11

Widzę, że wątek urósł w tempie ekspresowym. Ze swojej strony moge powiedzieć, że widziałam film biograficzny o Marii Montessorii :-P , a oprócz tego w przedszkolu do którego czasem zaglądamy, są prowadzone zajęcia w duchu montessoriańskim (pełno różnych gadżetów do nauki i zabawy), a więc nie będę bardziej zagłębiać się w te tematy :mryellow:
dort - 2010-01-28, 14:10

Humbaczku ja dzisiaj taka zakręcona jestem, że nie zaczaiłam różnicy ;-) popytam się w przedszkolu o tą edukację i jeszcze o II cz. tej naszej, ale to muszę uderzyć na uczelnię i tam się przypomnieć ;-)
Humbak - 2010-01-28, 14:18

DagaM napisał/a:
prowadzone zajęcia w duchu montessoriańskim (pełno różnych gadżetów do nauki i zabawy

z przedszkolami i gadżetami wydaje mi się, że trzeba być ostrożnym... tak jak napisał bodaj k.leee wcześniej - można wejść do przedszkola mm o naprawdę okrutnym podejściu, a czasem zdarza się, że 'przeciętne' przedszkole jest prowadzone tak ciepłą i mądrą ręką, że warto mu zaufać pomimo braku etykietki mm czy innej. Żeby nie było u nas jak w Irlandii u zwolnij, że placówki kupują parę gadżetów, dokładają garść zabaw i chwalą się że prowadzą po montessoriańsku...

we wrocku jest przedszkole które prowadzi jeden dzień po 'montessoriańsku' - być może się mylę, kto wie, ale wydaje mi się że jest to zupełnie niezrozumienie tego czym jest MM. Można ściągnąć i tysiąc zabaw montessoriańskich ale jeśli się nie rozumie po co to...

Tak jak ja to widzę - dziecku potrzebne są możliwości, ukazanie mu jak najszerszego horyzontu po to by mógł wybrać drogę która naprawdę jest jego i zgodna z tym kim jest i kim chce być. Nie można pytać jeśli się nie wie o co. Nie można za czymś tęsknić jeśli się nie wie że to istnieje. NIe można chcieć czegoś dokonać jeśli nie widziało się wcześniej / nie było w sytuacjach które pokazały że to co się robi ma sens i jest dobre (i widział Bóg że to było dobre i też się cieszył nie? ;-) :-P )

Tak więc nie chodzi o najmądrzejszą zabawę narzuconą dziecku, ale ofiarowanie mu jak najszerszego spectrum możliwości, wiedzy, sytuacji - i podążanie za nim.
Dla przykładu - my teraz z kubą przerabiamy zimę, śnieg, bałwanki. Całą ścianę mamy w bałwankach ale w pewnym momencie doszliśmy do punktu w którym pokazałam mu film 'epoka lodowcowa' 3 - żeby pokazać jak zimno i że mamuty... i kuba zakochał się w 'smokach'.
W ten sposób z zimy wylądowaliśmy w czasach prehistorycznych. Mogłabym nic mu teraz nie robić, mogłabym kontynuować zimę z superanckimi zabawami montessoriańskimi, mogłabym mu książkę kupić o dinozaurach z dinozaurem figurką. W zamian za to opracowujemy wszelkie zadania oparte o temat dinozaurów - oglądamy, kolorujemy, urządzamy sceny dinozaurze... kto wie czym to się skończy może znowu jakimś skrętem w niespodziewanym dla mnie kierunku...

Wydaje mi się, że taka droga jest słuszna (a może po prostu jest słuszna tylko dla mnie ;-) ) ale gadżety, 'godziny montessoriańskie' i zabawki to nie je to.

kociakocia - 2010-01-28, 14:22

Humbak, inspirujesz bardzo, dzięki!
DagaM - 2010-01-28, 14:28

Humbak napisał/a:
Wydaje mi się, że taka droga jest słuszna (a może po prostu jest słuszna tylko dla mnie :-> ) ale gadżety, 'godziny montessoriańskie' i zabawki to nie je to.
czyli...?
Humbak, podoba mi się Twoje podejście do sprawy wychowania, podążania za dzieckiem. Widzę, że jesteś dobrze zorientowana w temacie, a ja nie do końca, bo nie przestudiowałam żadnych książek na ten temat. Wychowuję swoje dziecko w podobny sposób i prawdopodobnie ocieram się o montessoriańskie podejście, nawet nie wiedząc. Nie żyję aż tak bardzo kwestią wychowywania dziecka, aczkolwiek interesują mnie te tematy.

Humbak - 2010-01-28, 15:06

Daga, myślę że wielu rodziców nieswiadomie wychowuje dzieci w duchu steinerowski-montessoriańskim :) ja tylko jestem wrogiem przedszkoli które nakupują gadżetów, ściągną kilka zabaw i mówią że są nowocześni... właściwie tylko o to mi chodziło w watku u góry... :oops:
ale jak emocje biorą górę to czasem źle się zdania układają... :oops: ;-)

excelencja - 2010-01-28, 20:04

chciałabym, żeby moja Lilka poszła do przedszkola albo monte albo chociaż waldorfskiego.
Drgawki mi się włączają jak pomyślę, że ma iść do nijakiego...

Ale najbliższe mam w Warszawie :( ((
smutno mi...
boję się, że takie zwykłe przedszkole będzie rozwalało to, co wypracuję z nią w domu :( - całe podejście do życia itp.

alcia - 2010-01-29, 01:07

Ja po przeczytaniu tego wątku dowiedziałam się, że chyba również nieświadoma istnienia czegoś takiego należę to rodziców m.

excelencja napisał/a:
boję się, że takie zwykłe przedszkole będzie rozwalało to, co wypracuję z nią w domu :( - całe podejście do życia itp.

nie bój się.

Moje do przedszkola chodzą zwykłego. A moje podejście do życia, którym staram się je zarazić - mają okazję ćwiczyć na najzwyczajniejszym otoczeniu, które będą miały wokół siebie przez całe życie. Czego się tu bać? Właśnie fajne jest to, że mają okazję konfrontować to co wynoszą z domu z szarą rzeczywistością. Póki co głównie tyczy się to Kai. Czasem chce rozmawiać o tym co przeżyła w przedszkolu, co zauważyła - wtedy słucham i mam okazję pomóc jej poukładać pewne rzeczy w głowie. Choć najczęściej trafnie robi to sama :)

topcia - 2010-01-29, 02:13

alcia napisał/a:
Moje do przedszkola chodzą zwykłego. A moje podejście do życia, którym staram się je zarazić - mają okazję ćwiczyć na najzwyczajniejszym otoczeniu, które będą miały wokół siebie przez całe życie. Czego się tu bać? Właśnie fajne jest to, że mają okazję konfrontować to co wynoszą z domu z szarą rzeczywistością. Póki co głównie tyczy się to Kai. Czasem chce rozmawiać o tym co przeżyła w przedszkolu, co zauważyła - wtedy słucham i mam okazję pomóc jej poukładać pewne rzeczy w głowie. Choć najczęściej trafnie robi to sama

nio. Sądzę, że najważniejsze to dać Dziecku poczucie własnej wartości, asertywność i wtedy będzie potrafiło strzec granic, a to najważniejsze.

zorro - 2010-01-29, 20:58

excelencja, nie dziwię się, że się boisz. Też się bałam, gdy miałam 'oddać' swojego syna do 'placówki'. Wybraliśmy przedszkole, które wymagało od nas poświęcenia (dalekie dojazdy), ale wdzięczna jestem sobie za to, a przedszkolu za postawę. :-)
alcia - 2010-01-29, 21:17

A ja tak jeszcze z ciekawości chciałam zapytać - czego Wy się tak boicie w "placówkach" przedszkolnych? Jakie macie wyobrażenie o tym w jakich warunkach tam dzieciaki przebywają, że chcecie się bronić przed tym z całych sił? Ja szczerze pytam, bo znam choćby nasze zwykłe państwowe przedszkole prawie_za_darmo od kilku lat i jestem zachwycona.. i teraz zaczynam się zastanawiać, czy ja tak kiepsko wychowuję swoje dzieci i mam tak niskie wymagania, że mogę być z niego zadowolona?? Czy Wy macie jakieś mylne pojęcie o takich miejscach?? czy po prostu w waszym rejonie rzeczywiście dzieją się tam jakieś masakryczne rzeczy?? No ciekawa jestem jak to jest :)
zorro - 2010-01-29, 21:46

Moje dziecko chodziło do państwowej "placówki," choć niezwykłej.
Odwiedziłam także 'placówki' 'zwykłe', choć 'wyższych lotów'. Zwroty w cudzysłowiu, bo traktuję je pojęciowo. Przede wszystkim szukałam miejsca, które nie byłoby całkowicie w kontrapunkcie do nas. I tak odpadały miejsca, w których rządził kult plastiku i bezapelacyjnego autorytetu wychowawcy - z biurkiem pośrodku i leżakowaniem w zanadrzu. Musiało to być też miejsce, które zaakceptowałoby niejedzenie miejsca i dało możliwość spożywania 'alternatywnych' posiłków. Odpadły miejsca, w których panie mówiły 'dźwi', 'przyszłeś' oraz 'renkom'. Oraz proponowały zabawy inicjowane hasłem 'kto chce iść do mcdonalda, niech przejdzie na drugą stronę'. I tak 'w naszym' przedszkolu były grupy mieszane wiekowo, integracyjne. "Ciocie" starały się im zapewnić domową atmosferę, stawiając się jednocześnie za nienachalny wzór. Potrafiły rozwiązywać konflikty, co jak widzę z doświadczenia innych, nie jest takie oczywiste. Dzieci piekły chleb, pomagały w przygotowaniu posiłków, dużo przebywały na dworzu, nie miały fajerwerków, wycieczek i cudów na kiju, ani wizyt sponsorowanych. Nie było tam telewizora. Nie było występów maluchów, tylko po to, żeby pochwalić się przed rodzicami, jak to ładnie dzieci tańczą, deklamują, klaszczą itd itp. Mogłabym tak długo. Nie przyjęto mojego syna 'za pierwszym zamachem', ale warto było czekać i oddać go tam rok później. Leon jest już w szkole, ale z radością odwiedza swoje przedszkole, wspomina ciocie i kolegów i za każdym razem, gdy tam jedziemy, wszyscy się cieszą, że go widzą.
<edit: o niejedzenie mięsa mi oczywiście chodziło ;-) >

alcia - 2010-01-29, 21:57

Rozumiem. I widzę, że w takim razie miałam szczęście :) Choć do niektórych spraw mam też zdecydowanie inne podejście..
Humbak - 2010-01-29, 22:49

Ja nie byłam uprzedzona - natalcia poszła do normalnego przedszkola, zabraliśmy ją stamtąd po półtorej tygodnia (sic!) i skończyliśmy u psychologa, a panie z przedszkola uważały jej zachowanie za standardowy okres przejściowy - dokładnie się o tym rozpisywałam na kropkowcu i chyba nie mam ochoty wracać do tego okresu.

To przedszkole znalazłam przypadkiem, bo przypadkiem w którejś z gazet typu dziecko przeczytałam o przedszkolu montessori - zaczęłam dłubać w necie... i tak mi zostało do dziś.
Bardziej jestem uprzedzona na dzień dzisiejszy do swoistej mody posiadania drogiego sprzętu montessoriańskiego.

Nasza sąsiadeczka chodziła do przedszkola które nie było montessoriańskie, jednak wszystko to co ona opowiadała po powrocie niemal pokrywało się z tym co przynosiła do domu natalka. Liczy się podejście do dzieci, wiedza, otwarcie, szacunek, co tu się będę rozpisywać. W montessori podoba mi się nie etykietka ale to że zawiera wszystko to co ja (personalnie :-P ) uważam za ważne, istotne, w takiej kolejności która jest mi bliska. Jeśli ktoś rozumie tą drogę i nią idzie to ja wtedy mam poczucie że oddaję do placówki w której osoby mi obce doskonale zastępują mnie - tylko bardziej profesjonalnie. To powoduje że nie boję się. Podobieństwo sprawia że czuję że to moje miejsce (tak jak niektórzy myślą o steinerze).

W przedszkolu kubusia podoba mi się jeszcze coś o czym gdzieś wspomniała kamma - choć jest prowadzone po montessoriańsku nie zamykają się na tylko tą wiedzę, czerpią zewsząd i to jest piękne. Zresztą, chyba sama założycielka przewróciłaby się w grobie gdyby usłyszała że jej następcy się nie doskonalą, nie czerpią z innych źródeł, nie rozwijają się - czyli robią dokładnie to przeciwko czemu ona była całe życie. Natomiast podstawy, wytyczne jakie zostawiła są uniwersalne, niezmienne, humanitarne i - co dla mnie najważniejsze - pokrewne temu co uważam za słuszne. I chyba o to chodzi, prawda? że szukamy przedszkoli które byłyby najbliższe nam i w którym panie nie wtłaczałyby do głowy rzeczy dokładnie odwrotnych niż robimy to my w naszych domach.

Może właśnie z tego względu osoby o zapędach naukowych wybiorą montessori, artystycznych - steinera? ;-)

renka - 2010-01-29, 23:00

Humbak napisał/a:


Może właśnie z tego względu osoby o zapędach naukowych wybiorą montessori, artystycznych - steinera? ;-)


A wygodnickie posla dziecko do nablizszego przedszkola, nie penetrujac zbytnio zasad funkcjonowania placowki ;-)
Dla mnie osobiscie wyznacznikiem czy dane przedszkole jest ok. jest glownie zadowolenie dziecka i chec z jaka ono do danej placowki idzie, jak sie w niej czuje, w jaki sposob opowiada o nim, o zajeciach, o paniach etc. W sumie to mi wystarcza, ale ja najwidoczniej malo wymagajaca jestem :->

A tak z ciekawowsci zapytam: sa jakies "zabawki" Montessori dla dzieci w wieku przedszkolnym? Bo te z podawanych linkow, to wg mnie glownie dla maluchow.

zorro - 2010-01-29, 23:03

Na to (pozornie) wygląda. ;)
Mój syn do 7 roku życia nie interesował się czytaniem, w przedszkolu określano go jako 'tygryska' - tam nawet nie miał czasu na rysowanie (cofnął się w tej sztuce), bo najważniejsze było brykanie z kolegami. I jak patrzę na niego, to filozofia Steinera doskonale do niego 'przylega'. Mogliby go wozić w objazdowej pokazówce steinerowskiej. :) W szkole na początku był jedynym dzieckiem w klasie, które zdecydowanie nie mogło wkręcić się w rytm szkoły i to waldorfskiej. Trudno jest mu zresztą i teraz po kilku miesiącach, ale powoli do tego dojrzewa. Systematyczność monessori nie dla niego. Ale kto wie, co by było, gdyby był prowadzony tą drogą od samego początku. Na ile wyuczone przyzwyczajenia zdominowałyby jego naturę? Jestem teraz na etapie lektury starego tomiszcza 'Wychowanie przez sztukę' Reada. Pomiędzy jednym blablabla, a drugim, kilka złotych myśli.

[ Dodano: 2010-01-29, 23:05 ]
Pierwsze zdanie było do Humbak. ;)
Dodam jeszcze coś o 'zadowoleniu dziecka' - zadowolone może być i w standardowym i w steinerowskim przedszkolu. Źródłem zadowolenia dziecka jest co innego niż dorosłego, który wybiera placówkę.

excelencja - 2010-01-29, 23:23

renka, zadowolenie dziecka...
obawiam się, że moje dziecko byłoby np. bardzo zadowolone w przedszkolu, w którym dostaje batoniki :)
to nie jedyny wyznacznik...

Ja przywykłam do modelu przedszkola takiego, w którym dzieci się pilnuje przez 8h, żeby nie zrobiły sobie krzywdy, czasem dla świętego spokoju rzuci się hasło "to teraz kółko graniaste" albo "a teraz ulepimy drzewo z plasteliny"
- i bardzo bym chciała, żeby przedszkole dawało mojemu dziecku coś więcej.

niestety u mnie nie ma wyboru, ale wolę zapłacić 1000zł a nie 300 i mieć chociaż względną PEWNOŚĆ, że nie wywrócą światopoglądu mojego dziecka, że nie nakarmią jej kotlecikiem z krówki, że nie będzie się czuła pokrzywdzona, samotna itp.

ja nienawidziłam mojego przedszkola - i może w dużej mierze dlatego jestem teraz tak tym faktem przejęta. Czułam się wyobcowana i nieszczęśliwa o :(

topcia - 2010-01-30, 00:01

excelencja napisał/a:
a nienawidziłam mojego przedszkola - i może w dużej mierze dlatego jestem teraz tak tym faktem przejęta.

tez mam takie odczucia. Kiedy na spacerze przedszkolnym spotkalismy mamę moją idącą do pracy to koniec-musiała mnie zabierać ze sobą i siedziałam u niej pod biurkiem kiedy ona prowadziła lekcje :roll:

[ Dodano: 2010-01-30, 00:08 ]
TEż się zastanawiam mocno nad przedszkolem i już myślałam, zeby otworzyc własne bo innego wyjścia nie widzialam prócz przebadania przedszkolanek testami najpierw 8-) . ALe.... D. stwierdził, ze mija się z celem otaczać takim płaszczem ochronnym, wystarczy, ze będziemy dużo z Wisią rozmawiać na temat tego, co się dzieje w JEj zyciu chodząc do przedszkola.

Humbak - 2010-01-30, 00:49

renka napisał/a:
A wygodnickie posla dziecko do nablizszego przedszkola, nie penetrujac zbytnio zasad funkcjonowania placowki
osobiście nie znam takich :->

excelencja napisał/a:
zadowolenie dziecka... (...) to nie jedyny wyznacznik

oczywiście że nie, ale dla mnie też jeden z kluczowych. Pierwsze przedszkole natalki było złe nie dlatego że źle uczyło dzieci ale dlatego że nie odpowiadało na jej emocjonalne potrzeby - w pierwszym tygodniu pobytu kazano jej siedzieć 'za karę' przy stoliku przez pół godziny bo - jak usłyszeliśmy od pani - nie zjadła obiadu.
Pod koniec tygodnia siedziała obsiusiana i obrobiona w łóżku przez cały czas trwania leżakowania bo taki był zwyczaj przedszkola, zaglądano do niej tylko czy siedzi, nikt nie widział, że siedzi ze spuszczoną główką i łzy jej ciągle kapią a w międzyczasie zrobiła tyle kup i siusiu że nie byliśmy jej w stanie na miejscu obmyć - śmierdzącą że się tak wyrażę przyprowadziliśmy do domu gdzie musieliśmy wykąpać porządnie całe jej ciałko. Nikogo nie obchodziło co czuje i jaka jest, ważne było to co panie chciały ją nauczyć.
Miała wtedy 2 i pół roczku.
Myliśmy ją i płakaliśmy oboje z mężem. Nikomu nie życzę :-/

excelencja - 2010-01-30, 01:05

Humbak, to, co tu napisałaś... łzy mi pociekły, strasznie współczuję Wam przeżyć :( (((
obawiam się, że to przedszkole nie odpowiadało potrzebom emocjonalnym ŻADNEGO dziecka....
bardzo brzydkie słowa cisną mi się na usta...

Humbak - 2010-01-30, 01:28

exce, wręcz przeciwnie, były dzieci które były tam bardzo zadowolone - po prostu nie miały problemu z regułami które tam panowały. Dla natalci były one zupełnie obce, bo takich nie było w domu. Dlatego pisałam o spójności przedszkola i tego jak żyjemy prywatnie.
Pewnie nie dowiedziałabym się niczego złego o tym przedszkolu gdyby natalii te zasady pasowały. A że nie... Pewna dziewczynka z sąsiedztwa naszego była niezwykle śmiałym, czasem aż zanadto ;) dzieckiem. Mimo to panie nie dziwił fakt że dwa lata płakała niemal każdego dnia gdy mama ją zostawiała. Tłumaczyły to miłością do mamy, związkiem... ja mam watpliwości... nasza pani psycholog określiła wtedy mój związek z natalcią na niezwykle silny i wpływowy (na n.) a mimo to natalcia nie obawiała się powiedzieć mi papa gdy została w przedszkolu które respektowało jej charakter.

topcia - 2010-01-30, 02:16

Humbak napisał/a:
Pod koniec tygodnia siedziała obsiusiana i obrobiona w łóżku przez cały czas trwania leżakowania bo taki był zwyczaj przedszkola, zaglądano do niej tylko czy siedzi, nikt nie widział, że siedzi ze spuszczoną główką i łzy jej ciągle kapią a w międzyczasie zrobiła tyle kup i siusiu że nie byliśmy jej w stanie na miejscu obmyć - śmierdzącą że się tak wyrażę przyprowadziliśmy do domu gdzie musieliśmy wykąpać porządnie całe jej ciałko. Nikogo nie obchodziło co czuje i jaka jest, ważne było to co panie chciały ją nauczyć.
Miała wtedy 2 i pół roczku.

kurcze, szok, nie mogę sobie tego wyobrazic, serce się kraja. Ja bym chyba wyciągnęła konsekwencje z takiego zaniedbania dziecka ]:->

renka - 2010-01-30, 11:26

Humbak napisał/a:
renka napisał/a:
A wygodnickie posla dziecko do nablizszego przedszkola, nie penetrujac zbytnio zasad funkcjonowania placowki
osobiście nie znam takich :->



Ja o sobie pisalam :->

Kurcze, Aga, nie wiedzialam, ze az takie przezycia mieliscie - wspolczuje bardzo.

[ Dodano: 2010-01-30, 11:34 ]
excelencja napisał/a:

- i bardzo bym chciała, żeby przedszkole dawało mojemu dziecku coś więcej.

niestety u mnie nie ma wyboru, ale wolę zapłacić 1000zł a nie 300 i mieć chociaż względną PEWNOŚĆ, że nie wywrócą światopoglądu mojego dziecka, że nie nakarmią jej kotlecikiem z krówki, że nie będzie się czuła pokrzywdzona, samotna itp.



Mnie niestety nie stac na takie wydatki, szczegolnie, ze mam dwojke dzieci.
Odnosnie zadowolenia - dla mnie to jest istotne, bo jak dziecko odbieram z przedszkola i jest zywilowe i radosne to jestem spokojna o to, ze dobrze sie w tym przedszkolu czuje, lubi panie.
Faktycznie jednak mam wrazenie, ze w tym przedszkolu, do ktorego Ronja chodzi, szczegolnie jak jest mala frekwencja to panie sie zbytnio nie wysilaja i np. dzieci same sie bawia lub maluja. Nie podoba mnie sie np. to, ze dzieci spia na dywanie - tylko pierwsza grupa maluszkow ma lezanki (a sala Ronki zjaduje sie w przyziemiu).
Ono moze nie jest najlepsze, ale dla mnie priorytetem w wyborze byla akceptacja diety wegetarianskiej (a tylko panstwowe u mnie wchodzi w gre ze wzgledu na koszty, zreszta fajne prywatne sa i tak na drugim krancu miasta, wiec taka odleglosc nie bylaby dla mnie).
Przedszkole, do ktorego chce Ronje i Fione od wrzesnia poslac niestety nie respektuje diety wege, ale za to ponoc jest lepiej pod katem zajec z dziecmi, jest mloda zwywiolowa kadra (ponoc). Na razie sa to info z zewnatrz, ktore do mnie doocieraja, jak juz zacznie sie zblizac rekrutacja, to wtedy pojde tam na zwiady i podpytam co i jak. I przede wszystkim jest blisko.

topcia - 2010-01-30, 23:28

renka napisał/a:
nie respektuje diety wege

co to znaczy, że respektują-serwują wege menu czy tylko zgadzają się na donoszenie własnego pożywienia?

Humbak - 2010-02-01, 19:36

Odkryłam ostatnio ciastolinę koloru brązowego... niby nic ale jak się do tego doda prawdziwe małe wzory do wykrajania ciasteczek i mały wałek to wychodzą naprawdę czadowe pierniczki :-P Przy okazji wrzucę zdjątko :-)
malina - 2010-02-01, 21:12

alcia napisał/a:
A ja tak jeszcze z ciekawości chciałam zapytać - czego Wy się tak boicie w "placówkach" przedszkolnych?


Koło moich rodziców jest przedszkole -przechodząc czesto miałam 'okazje' obserwowac jak panie zajete były rozmową,a dzieci roiły co chciały,także za górką (np.wdrapywały sie na płot prawie przez niego przełażac,zjadaly zielone sliwki itd.Latały rozebrane lub dla odmiany ubrane i spocone,panie zupełnie nie zwracaly na to uwagi.Kilka razy zerknęłam tez przez szybe do najmłodszej grupy - pani przy biurku zajeta czytaniem gazety.A to niby była jedna z lepszych placowek w okolicy :roll:

Drugie przedszkole tam gdzie mieszkalismy wiec tez czesto mijałam z Zuzia.Panie masakra - tak darły mordy - bo inaczej sie tego nie da opisac - że do dzis jestem w szoku.Tzn darły sie jak cos sie działo lub jak wracali - na komendę dzieci miały rzucic wszystko i biec sie ustawaic,niezaleznie co robiły.Aaa - widziałam tez kilka razy jak same sikały w krzakach,przy samym płocie - poza zasiegiem wzroku pan,za to płot graniczył z chodnikiem.Jak pokazaywałam Zuzi przedszkole do ktorego miała chodzic to cały czas pytała mnie i pan czy beda krzyczały na dzieci.Mowi samo za siebie.

Zuzia poszła do małego,prywatnego przedszkola.Nie płakała,nie było problemow - rano chetnie biegła itd.Wada?Czesne za 5 godz 500 zł,liczone od otwarcie przedszkola,o 13 musiałam ja zabierac wiec jak juz ja dowoziłam po przeprowadzce czesto chodziła na 3 godz tylko.

Po wakacjach miała isc do nowego - byłam tylko w jednym panstwowym i jak zobaczyłam grupe 30 dzieci i jedna panią,która ledwo sobie radziła z organizacja to odpusciłam.

Znalazłam prywatne,kosztuje 50 zł wiecej niz panstwowe (tylko,ze bez wyzywienia).Montessori kosztuje u nas 1 tys,nie stac nas.Dzieci jest ok 20,sa dwie panie,zawsze usmiechnięte,miłe i majace fajne sposoby na dzieci - nie ma kar,krzykow itd.Jest duzo fajnych zajec,duzo czytania.Panie staraja sie angazowac wszystkie dzieci ale jesli ktos nie chce czegos robic moze zajac sie czyms innym.Prawie wszystkie dzieci idące do zerowki czytaja i pisza,a nie ma tam nauki jako takiej - tylko w formie zabaw.Nigdy nie widziałam tam płaczacego dziecka,za to czesto spotykam obrazek taki,ze rodzice siedza i czekaja na dzieci,które nie chca isc do domu :-P Rodzice sa mocno zzyci z przedszkolem i paniami,a one traktuja dzieci jak swoje troche,ostatnio w weekend kilkoro dzieci wystepowało w zawodach tanecznych i choc było to w Gdyni i mega snieg padał to przyjechały by im kibicowac. Dbaja o własciwe ubranie,rozbieraja jak cos,jak trzeba przytula.

To taki ot na temat dlaczego nie panstwowe ;-) Alcia mieliscie szczescie.W gdansku do panstwowych nie dostało sie 1000 (!!!) dzieci w tym roku,czesto panie maja w dupie bo dzieci i tak nie zabraknie,smutne...

Humbak,mi sie w to nie chce wierzyc,pamietam jak opisywałas wczesniej.Strasznie współczuje przezyc.Nie miesci mi sie to w głowie po prostu.Zgłosiliscie to do kuratorium?Ja bym piekło rozpętała ]:->

zorro - 2010-02-01, 23:26

No pewnie! Do najfajniejszego przedszkola w Warszawie na ulicy Śniegockiej. ;-) Przy okazji pozdrawiam ciocie kochane. Cha cha.
Tam nawet ostatnio gotują wg 5 przemian. Podkreślam: to państwowe przedszkole. Widać można, jak się chce (i ma pomysł).
Odpowiem jeszcze o nie/respektowaniu menu, choć nie do mnie było pytanie. Wygląda to tak: 'Oczywiście, że państwa córka/ syn może nie jeść mięsa! Jak to ma wyglądać? Po prostu nie dostanie kotleta. Czyli cały dzień na kartoflach? A to może ja coś przyniosę? O nie, nie można, sanepid nie pozwala.'
Tak to było, gdy zgłębiałam tajemnicę przedszkolną kilka lat temu.

topcia - 2010-02-02, 00:01

zorro napisał/a:
Tam nawet ostatnio gotują wg 5 przemian

nie może być? Tak dla wszystkich dzieci? :-)

zorro - 2010-02-02, 00:48

Podobno. :) W każdym razie panie kucharki odbyły kursy.
alcia - 2010-02-02, 10:24

To może u nas to jest kwestia tego, że nie ma różnicy m. przedszkolami prywatnymi a państwowymi. Ceny są identyczne, bo miasto dopłaca i państwowym i prywatnym, czyli wszędzie płaci się grosze. Przedszkola się starają, wszystkie jednakowo. Tzn nie znam wszystkich - tak sprostuję, wiem jaka jest sytuacja w 3 najbliższych (w jednym pracują koleżanki, w drugim kobieta mojego ojca, do tego pełno znajomych ma tam dzieciaki; w trzecim dzieci mam ja).
Te wydzierające się panie, zaniedbania - no nie wyobrażam sobie.
Przecież we wszystkich przedszkolach są te same wymagania odnośnie wykształcenia, więc jak to jest, że w państwowych przedszkolach panie się drą, w prywatnych nie? W państwowych dziećmi nikt się nie opiekuje, tylko je obsługuje, w prywatnych super zajebiście?
No nie wiem... Ale tak mi to trochę przykro czytać, bo mam kilka bliskich osób pracujących w tej branży w placówkach państwowych.. i wyobrażam sobie jak by się czuły czytając takie rzeczy. To samo tyczy się naszych pań, a znam je b. dobrze, bo sporo czasu z nimi nieraz spędzałam...

Także można się wystrzegać placówek państwowych, jak ktoś czuje taką potrzebę, ale takie mocne generalizowanie nie zawsze jest w porządku.
:)

renka - 2010-02-02, 10:32

To ja chyba tez mam farta, ze w Ronki panstwowym przedszkolu jest ok.
Aczkolwiek ma wrazenie, ze ogolnie placowki panstwowe czesto sa i tak przesadnie demonizowane.
Byc moze inne realia sa w prywatnych ze wzgledu na kase - moze w takich tez latwiej dobrac bardziej wyspecjalizowana kadre (z tzw. "powolaniem", czyli osoby, ktore lubia to co robia), bo chocby zarobki takich wychowawcow/wychowawczyn pewnie sa zdecydowanie wyzsze niz w panstwowych.

alcia - 2010-02-02, 11:04

renka napisał/a:
bo chocby zarobki takich wychowawcow/wychowawczyn pewnie sa zdecydowanie wyzsze niz w panstwowych.

a u nas i w tym polu różnicy nie ma..

Humbak - 2010-02-02, 11:13

alciu, tu nie chodzi o kontrast państwowe-prywatne tylko o te państwowe-prywatne z którymi miałam do czynienia np ja, a te p-p z którymi miałaś do czynienia Ty. Nie jestem za generalizacją, oczywiście, ale ja w tych postach tu tego nie widzę, co widzę natomiast to inne doświadczenia i na podstawie tych moich mogę powiedzieć - fajnie masz ;)

[ Dodano: 2010-02-02, 14:52 ]
A'propos zajęć - bajaderka na jednym ze styczniowych zdjęć przedstawiła basię z kolejnym ćwiczeniem dla dzieci pow.2,5 roku życia mniej więcej - duża kłódka z dużym kluczykiem plus mała kłódka z małym kluczykiem. Uczy rozpoznawania wielkości duży-mały, rozwija sprawność rączki i daje nam w zależności od wieku, charakteru (z kubą dało mi baardzo mało ;) ) trochę odpoczynku na kawę plus zaangażowanie malucha gdy zestaw okaże się trafionym zadaniem

excelencja - 2010-02-02, 19:14

Przyszła ta zabawka chińska - za 20zł - nie dość, że ma CE, to jest świetna :)
Wykonanie nie najlepsze, ale krzywdy nie zrobi. No i Lila miała zajęcie. Wkręcania nie obczaja do końca, znaczy kręci raz w lewo raz w prawo, ale nakładanie kształtów super jej wychodzi, bo chwili wpadła na metodę idealną, czyli nakłada plasterek i kręci go palce aż sam wpada na niższy poziom :) )
http://www.allegro.pl/ite...jna_nowosc.html

te drugie puzzle świetne, ale Lilka nie kuma, tzn nawet dopasowuje jeden do drugiego ale nie układa w odpowiedniej pozycji.

A i chciałam powiedzieć, że wczoraj usiłowałam kupić humbakowe szczypce do lodu i nie znalazłam w sklepie :( (((((

Ale za to kupiłam lilce obieraczkę, żeby mogła warzywa obierać, bo nożem do masła, który jej daję - średnio jej idzie :D


Wybór przedszkola mnie przeraża coraz bardziej.
Ja chodziłam do państwowego i jak spotykam moje 'ciocie' to mnie poznają, a ja jestem w szoku, ostatnio spotkałam bogusię taką - młodą zakonnicę za moich czasów (bo w zakonnym byłam ]:-> ) Nie widziałam jej 18 lat, a ona do mnie w sklepie "Ania?"
no kopara mi opadła... I w zasadzie nie było źle, ale źle się czułam tam.

Ale ja nie o tym. ..
dobra zapomniałam co chciałąm napisać./..

Aaaaa, że chciałabym mieć taki kontakt z przedszkolankami jak opisała malina. o.

zorro - 2010-02-02, 22:02

Może generalnie źle by ci było w każdym przedszkolu? Ja nie lubiłam chodzić do przedszkola, nie lubiłam 'być w społeczności' - te kółka graniaste i inne występy frustrowały mnie straszliwie. Mój syn uwielbiał swoje przedszkole, ale jeśli padło hasło: 'może do babci?', babcia wygrywała. Jemu po prostu bardzo trudno jest się dopasować do większości. Ale musi, takie życie.
Ja tak jeszcze przy okazji: kocham moje przedszkole za takie scenki:
mój syn rozdarł kolejne spodnie - 'mamo, ja je zszyje, ja umiem szyć, ja umiem szyć na dwa sposoby' - tu pokazuje mi, naśladując te sposoby - 'nauczyłem się w przedszkolu'. Dzisiaj już nie zdążył, bo wyjeżdżał, ale po powrocie nawlekam mu igłę i niech zszywa.

alcia - 2010-02-02, 23:11

zorro napisał/a:
kocham moje przedszkole za takie scenki:

rzeczywiście cudnie :)

zorro napisał/a:
Może generalnie źle by ci było w każdym przedszkolu?

a tu też się zgodzę.. tzn. rzeczywiście każda istotna może do tego inaczej podchodzić. Kaja wyrywała się do przedszkola sama. To ja jeszcze nie czułam się do końca gotowa, pełna byłam obaw (m. in. świeżo miałam w głowie przeżycia Humbaka), a ona mnie prosiła po sto razy dziennie: mamusiu, chodźmy sprawdzić - może już zwolniło się jakieś miejsce?
Ona uwielbiała towarzystwo dzieci, dobrze się czuła w grupie, lubiła wszelakie zajęcia - jak ktoś dawał jej do wykonania jakieś zadanie itp. :) taki typek :)
Ale znam dzieciaki, które podchodzą do przedszkola zgoła inaczej..

topcia - 2010-02-02, 23:45

renka napisał/a:
bo chocby zarobki takich wychowawcow/wychowawczyn pewnie sa zdecydowanie wyzsze niz w panstwowych.

często jest odwrotnie :-)

malina - 2010-02-03, 09:00

Humbak napisał/a:
alciu, tu nie chodzi o kontrast państwowe-prywatne tylko o te państwowe-prywatne z którymi miałam do czynienia np ja, a te p-p z którymi miałaś do czynienia Ty.


No własnie.Ja tez nie chce generalizować,opisałam tylko to co widziałam i nasze doswiadczenia.Odnosnie wykształcenia to np. czesto w prywatnych przedszkolach sa osoby lepiej wykształcone,które nie pozostaja tylko przy ukonczonym wychowaniu przedszkolnym i wczesnoszk.,robia mase dodatkowych kursow (Metoda Dobrego Startu,W. Sherborn itd),podyplomowki - bo tego wymaga od nich osoba zatrudniajaca.Np moja kolezanke włascicielka cały czas wysyła na kursy itd,do tego za nie płaci bo zalezy jej na dobrze wyszkolonej kadrze - rodzice zwracaja na to uwage przy wyborze przedszkola,a zeby funkcjonowac musza miec dzieci przeciez.

U nas sama kwestia tego - w panstwowym przedszkolu dzieci jest 30,w prywatnym sa kilkunastoosobowe grupy i 2 panie.

alcia napisał/a:
W państwowych dziećmi nikt się nie opiekuje, tylko je obsługuje, w prywatnych super zajebiście?

Na pewno sprawniej zorganizowac zabawy i czas jak sie ma mała grupe i kogos do pomocy niz jak sie jej np z ponad 20 3latkow,którym w wielu czynosciach trzeba pomagac...

alcia napisał/a:
Ale tak mi to trochę przykro czytać, bo mam kilka bliskich osób pracujących w tej branży w placówkach państwowych.. i wyobrażam sobie jak by się czuły czytając takie rzeczy. To samo tyczy się naszych pań, a znam je b. dobrze, bo sporo czasu z nimi nieraz spędzałam...


Przeciez nikt nie pisze o nich zle wiec nie wiem czemu miałoby byc im przykro.Ja np opisałam tylko swoje doswiadczenia,z konkretnymi placowkami.Nie pisałam o wszystkich panstwowych przedszkolach,nie twierdze tez,ze wszystkie prywatne sa super.

excelencja - 2010-02-03, 13:22

A ja właśnie lubiłam zabawy w grupie, nie lubiłam tego czasu pomiędzy, niezorganizowanego, chyba nie przepadałam za zabawami z innymi dziećmi i było mi smutno jak inne np wcześniej dorwały się do najlepszych zabawek.
chlip chlip.

I nienawidziłam jak mama mnie odbierała o 15 (normalne przecież, wręcz wczesna godzina zakończenia pracy) to często byłam ostatnia
chlip chlip :)
o.

rosa - 2010-02-03, 13:28

ja NIENAWIDZIŁAM przedszkola, 1000 razy bardziej wolałam być w domu. sama, bez innych dzieciaków, wspólnych zabaw, występów itd tak naprawdę dobrze to się poczułam dopiero na studiach
Szymek średnio przepadał za przedszkolem i szkołą, dopiero w 5 klasie zrobił się bardziej społeczny. natomiast Franek lubi być w grupie.

alcia - 2010-02-03, 13:48

malina napisał/a:
Odnosnie wykształcenia to np. czesto w prywatnych przedszkolach sa osoby lepiej wykształcone,które nie pozostaja tylko przy ukonczonym wychowaniu przedszkolnym i wczesnoszk.,robia mase dodatkowych kursow

w naszym państwowym każda pani ma dodatkowy fach w zanadrzu. Jedna tancerka (i prowadzi zajęcia tańca), inna po szkole teatralnej itd itp.
Prosta rzecz - przy bezrobociu i większej liczbie osób z pedagogicznym wykształceniem niż zapotrzebowanie na nie - zawsze osoba zatrudniająca wybiera osoby bardzoiej wykwalifikowane. nie tylko w placówkach prywatnych.
malina napisał/a:
U nas sama kwestia tego - w panstwowym przedszkolu dzieci jest 30,w prywatnym sa kilkunastoosobowe grupy i 2 panie.

A w naszym państwowym grupy są po 25 osób, przy maluszkach 3 panie (często więcej, tak z doskoku pomaga dyrektorka, intendentka).. A przy starszych dzieciakach ZAWSZE przynajmniej dwie.


malina napisał/a:
No własnie.Ja tez nie chce generalizować,opisałam tylko to co widziałam i nasze doswiadczenia

Chodzi mi o ogólny wydźwięk wszystkich wcześniejszych wypowiedzi.. o ten paniczny strach przez państwowym przedszkolem - w pełni przez wszystkich rozumiany i popierany. A ja chciałam zwrócić uwagę na to, że jakieś popaprane akcje nie są atrybutem przedszkoli państwowych. Są atrybutem przedszkoli popapranych. Nie ważne czy państwowych, czy prywatnych.

Humbak - 2010-02-03, 14:38

alcia napisał/a:
jakieś popaprane akcje nie są atrybutem przedszkoli państwowych. Są atrybutem przedszkoli popapranych. Nie ważne czy państwowych, czy prywatnych.
słusznie. Jak wspomniał wcześniej klee bodaj, istnieją też popaprane przedszkola montessori, ale to wcale nie oznacza że idea jest zła.
Wręcz przeciwnie - osobiście uważam, że - tak jak w religii jest biblia do której można się zwrócić w chwilach zwątpienia, która pomaga nam nie zboczyć z toru, tak w wychowaniu (dla mnie powtarzam ;-) :-P ) takim 'naprowadzaczem' jest metoda montessori - tym bardziej że jest ona ciągle rozwijana, doskonalana, dostosowywana do wymogów czasów, jest raczej jak feminizm niż sufrażyzm - montessori była sufrażystką, razem z wielu innymi (sneider itd) pomogła doprowadzić wiedzę ludzi do stanu jaki mamy teraz - krzesełka dla dzieci, kolorowe ściany w dziecięcym pokoju, biureczko dla dziecka itd generalnie rzecz biorąc liczenie się z jego potrzebami tak samo jak to się robi w odniesieniu do osób dorosłych w rodzinie.
To było kiedyś. A dziś się ją wzbogaca i rozwija o wiedzę z psychologii i rozwoju dziecka. Dlatego to ważne dla mnie by mieć taką 'biblię' której można zaufać i która pomoże mi kroczyć dobrą drogą w wychowaniu dziecka.
Z drugiej strony, pamiętać nalezy że ludzie róznie podchodzą do tego wyznacznika, niektórzy ślepo i dosłownie, niektórzy interpretując pod siebie, a niektórzy próbując naprawdę ją zgłębić i dobrze żyć.
Moim zdaniem trzeba poszukać przedszkola które zbiera w sobie ludzi z tego ostatniego pokroju.

Alciu, powtórzę, masz szczęscie ;-)

renka - 2010-02-03, 22:41

Humbak napisał/a:
alcia napisał/a:
jakieś popaprane akcje nie są atrybutem przedszkoli państwowych. Są atrybutem przedszkoli popapranych. Nie ważne czy państwowych, czy prywatnych.
słusznie.


Niezle stwierdzenie.

W Ronki przedszkolu (jest to przedszkole integracyjne) - jest max. 20 dzieci w grupie i czesto sa 2 panie (zdarzalo mnie sie czetso nawet 3 widywac, bo 2 przedszkolanki + 1 pomoc sa przypisane do kazdej grupy) + pedagozka czesto tez bywa. Choc mysle, ze to ze wzgledu na intergacyjnosc tak jest.
Nie wiem jeszcze jak jest w przedszkolu nowym, do ktorego zamierzam poslac dzieci, ale jakos nie wyobrazam sobie grupy 30 maluszkow. Naprawde sa takie przedszkola?

malina - 2010-02-04, 09:49

renka napisał/a:
ale jakos nie wyobrazam sobie grupy 30 maluszkow. Naprawde sa takie przedszkola?


U nas tak (w ramach oszczędność miasto 2 lata temu zlikwidowało 10 przedszkoli ]:-> ) i w tym roku nie dostało sie w samym Gdansku tysiąc (!) dzieci wiec co robia?Powiększają grupy.
Jak byłam w przedszkolu niedaleko zobaczyc jakie sa warunki itd to maluszki myły zęby - była mega kolejka do zlewu,gdzie pani kazdemu po kolei pomagała myc ząbki,nie mowie ile to trwało,dzieci wystawały na korytarz :roll:

alcia napisał/a:
w naszym państwowym każda pani ma dodatkowy fach w zanadrzu. Jedna tancerka (i prowadzi zajęcia tańca), inna po szkole teatralnej itd itp.

Mi chodziło o to,ze kształcą sie w kierunkach pedagogicznych,rozwijajacych i wspomagajacych dzieci - dodatkowe metody,techniki itd.U nas przy zatrudnianiu wymagaja tylko wczesnej edukacji,wiem bo sama szukałam w tym roku ;-)

[ Dodano: 2010-02-04, 09:53 ]
alcia napisał/a:
o ten paniczny strach przez państwowym przedszkolem - w pełni przez wszystkich rozumiany i popierany.


U mnie nie chodziło o strach tylko o warunki itd - jesli za 50 zł wiecej moje dziecko bedzie miało zapewnione w prywatnym przedszkolu DUZO lepsze warunki - 2 panie w grupie,20 dzieci,wiecej zajec dodatkowych itd to czemu nie :-) ?

alcia napisał/a:
A ja chciałam zwrócić uwagę na to, że jakieś popaprane akcje nie są atrybutem przedszkoli państwowych.

Jasne,przeciez to od ludzi wszystko zalezy - niektórzy nie powinni po prostu pracowac z dziecmi.

renka napisał/a:
Choc mysle, ze to ze wzgledu na intergacyjnosc tak jest.

To na pewno - to tak jak z klasa integracyjna gdzie jest 2 nauczycieli - wiodący i wspomagajacy.W przedszkolu moze byc jeszcze wiecej do pomocy.

topcia - 2010-02-05, 01:58

POzwolicie, ze wrócę raz jeszcze do książek na temat metod montessori/ steinerowskich. Czy możecie coś polecić traktującego o relacji dorosły-dziecko, rozwiązywanie codziennych problemów, zrozumienie dziecka itp?
dzięki ;-)

excelencja - 2010-02-08, 22:39

Nie otwiera mi się książka "joyfull child" ze strony "być rodzicami".
czy ktoś z Was mógłby mi mailem wysłać?
dzięki z góry

Lily - 2010-02-08, 22:41

excelencja, a tu http://209.85.129.132/sea...lient=firefox-a ?
excelencja - 2010-02-08, 23:07

już udało się, zainstalowałam inny program do czytania pdfów i poszedł... nadal jednak dziwi mnie, że nie udało się normalnym adobe...
dzięki
jesteś cudna :D

[ Dodano: 2010-02-08, 23:10 ]
aaaaa i dodam, że dziś nam przyszło toto http://www.allegro.pl/ite..._elementow.html
i obie zachwycone, młoda rozkminiła w minutę, ale i tak jest super.
jakośćsuper! aż chce się dotykać :)
no i lili układała to ze 3 razy dziś, a to jej rekord życia :) oczywiście przy mojej asyście i było miło :)

A szczypców do lodu nadal nie zdobyłam :( (((

A i dojrzałam do stwierdzenie, że zabawki typowe małemu dziecku są zupełnie zbędne.
Lalki, domy, kuchnie - czyli to, co pobudza wyobraźnię (przynajmniej moją pobudzało) przydają się znaacznie później.

zorro - 2010-02-09, 12:05

Zgadzam się, że w systemie nie chodzi o zabawki, ale nie mogę oprzeć się entuzjazmowi excelencji, więc polecam miejsce, na które natknęłam się ostatnio, poszukując memo dotykowego. Wszystkie te fajne rzeczy są o wiele taniej niż gdzie indziej.
http://www.zabawkowy-swiat.pl/
I memo dotykowe też tam było. :)

renka - 2010-02-09, 12:40

Zamawialam w tym sklepie kilka razy i polecam (raz doszly do mnie uszkodzone zabawki, babeczka przeprosila, starala sie ja wymienic, ale okazalo sie, ze cala seria wadliwa i w ramach przeprosin kazala mi sobie wybrac inna zabawke w zamian - nie patrzac na koszty ;-) ).

Taki OT ;-)

biechna - 2010-02-09, 17:53

Jak to jest, czy "prawdziwe" przedszkole montessoriańskie to przedszkole dla katolików? Czy dla chrześcijan? Czy dla wszystkich dzieci? Czytałam przez weekend kilka artykułów dłuższych z ang. stron i odniosłam wrażenie, że wiara tam jest ważna, że chodzi o wiarę katolicką i że są nawet jakieś miejsca na modlitwę i wyciszanie w duchu religijnym. Może po "niewłaściwych" stronach chodziłam (bo na chybił trafił), przejrzałam na pewno za mało artykułów, nie jestem jeszcze do końca w temacie. Pisałyście w wątku, że są chyba w Wawie przedszkola M. "niereligijne". No to jak to jest? Wystarczy mi krótka odpowiedź - ma być katolik/ ma być chrześcijanin/ może być ktokolwiek/ to zależy od przedszkola/ te "niereligijne" też są faktycznie przedszkolami montessoriańskimi :-)
Bardzo podoba mi się filozofia i podejście do dziecka u Montessori, przypomina mi Korczaka.

dort - 2010-02-09, 18:09

biechna napisał/a:
Wystarczy mi krótka odpowiedź - ma być katolik/ ma być chrześcijanin/ może być ktokolwiek/ to zależy od przedszkola/ te "niereligijne" też są faktycznie przedszkolami montessoriańskimi :-)


a więc wybieram :-P - raczej chrześcijanin, ale zależy to od przedszkola, bo różnie do tego podchodzą, są bardzo pro katolickie, są niereligijne (u Oskara jedyne elementy religii to jasełka i opowieści przed świętami BN, poza tym rodzice podpisują deklarację czy chcą żeby dziecko chodziło na zajęcia z siostrą czy nie) - u nas w tym roku jasełka były takie nietypowe, że nawet nie trzeba było tłumaczyć małemu po co to wszystko, gdyż dzieciaki skupiły się na elementach niereligijnych tej imprezy ;-)

biechna - 2010-02-09, 18:22

dort, dziękuję za odpowiedź :-)
Humbak - 2010-02-09, 20:49

biechno, u podstaw - montessori uważała, że wychowanie religijne jest jednym z najważniejszych aspektów wychowania dzieci. Ponieważ była chrześcijanką a system montessori był jej, szkoły montessori siłą rzeczy są chrześcijańskie i choć nie trzeba być takim by tam się zapisać, to uczestniczy się we wszystkich obrzędach związanych z tą religią. Tak było na początku... ;)

teraz... czasy się zmieniły a montessori rozwija się w bardziej globalnym duchu i tak istnieją przedszkola chrześciijańskie (te które trzymają się z podstawami) i nie ale uświadamiające że religia istnieje, jest ważna, choć inna w innych częściach świata (te które nastawiają się na obecnie szerszy rynek odbiorców, próbując zgodnie z mm stawić czoło dzisiejszym czasom).

Przedszkole wrocławskie - dla przykładu - jest ukierunkowane chrześcijańsko, z elementami kultur innych - co polega np na zaproszeniu rodzica dziecka innej religii by opowiedział o przykładach w nich panujących. Podobnie jak z kulturą, niedawno z tego co wiem zaproszony był tato-niemiec by opowiedział jak to jest u niego w rodzinie na gwiazdkę. To chyba lepsze niż otwarcie i przeczytanie ksiązki o ;)

Trzeba pytać o tą kwestię konkretną placówkę do której chcesz zgłosić dziecko.
biechna napisał/a:
Może po "niewłaściwych" stronach chodziłam
Po właściwych :) - niemożliwe jest, by przedszkole mm było ateistyczne czy ambiwalentne

[ Dodano: 2010-02-10, 14:16 ]
a tak a'propos - jakie strony czytałaś? sama chętnie poczytam coś więcej :-D

notasin - 2010-02-10, 16:34

zorro napisał/a:
polecam miejsce, na które natknęłam się ostatnio, poszukując memo dotykowego. Wszystkie te fajne rzeczy są o wiele taniej niż gdzie indziej.
http://www.zabawkowy-swiat.pl/

aaaa, super, bardzo fajne zabawki, a jakie fajne ceny! dziekuje :D

Humbak - 2010-02-13, 15:46

dla anglojęzycznych -
znalazłam ciekawy blog mm - dużo konkretów począwszy od tego jak samemu zrobić materiały mm po fakt jak podchodzić do zajęć/korekty błędów itp. czyli o filozofii mm
blog dopiero się rozwija ale mi się fajnie czytało konkrety

http://www.absorbent-mind.blogspot.com/
http://moosehuntress.blogspot.com/
http://whatdidwedoallday.blogspot.com/

to są trzy działy tej samej mamy

oglądam oglądam sklep zabawkowy świat i normalnie czuję się jak dziecko... tyle tam tego... :-P :oops:

jeszcze - zajęcia dla maluchów, tym razem w obrazkach: http://www.flickr.com/photos/montessorisecrets/

renka - 2010-02-14, 12:11

Byc moze ten tytul tutaj padl, ale nie przyuwazylam:

http://www.ksiazkiedukacy..._z_dziecmi.html

ALbo:

http://www.ksiazkiedukacy...bez_placzu.html

Ktos czytal? warto?
Bo ja niestety slabo anglojezyczna, a wiekszosc pozycji badz stron tutaj podawanych niestety w jezykach obcych, poza tym, ja nie umiem czytac w skupieniu z ekranu i wole tradycyjna drukowana forme :->

I przy okazji znalazlam cos ciekawego dla starszych nieco dzieci:

http://www.ksiazkiedukacy...nia_Jakuba.html

W wersji tanszej i domowej to chyba mozna uzyc zwyklych kredek i kartonowej kostki - tez powinny sie sprawdzic.

I jeszcze:

http://www.ksiazkiedukacy...orcze_NIKI.html

Ale nie wiem, czy to nie jest troche podobne do PUSow.

Humbak - 2010-02-14, 13:36

renko, superanckie te klocki :D

cieszę się, że ten wątek dzięki Wam jest taki bogaty i taki konkretny :-D

tak na nawiasie - mm uważała, że mądre i zdrowe żywienie dzieci wpływa na ich zachowanie, umiejętności i rozwój w wielu aspektach nie tylko tym stricte biologiczno-zdrowotnym jeśli mogę się tak wyrazić. Kiedy dziecko jest niezdyscyplinowane, nie umie się skoncentrować, ma kłopoty ze snem itp, należy się przyjrzeć jego sposobowi żywienia... hehe... tak ostatnio przeczytałam szukając o tym jak nakarmić mojego dwulatka i wogóle rozszerzyć wiedzę w tej kwestii :->

Kuba ostatnio robi sałatki z nami na obiad, kanapki (włącznie z tymi które sam zjada), ciasta i inne rzeczy, od dwóch dni mówi że jest 'kucharz' ;-) Mam nadzieję, że wszystko idzie ku lepszemu i zdążę się nauczyć jak postępować zanim ta passa przejdzie... :-> :-)

dżo - 2010-02-14, 13:46

Humbak napisał/a:
Kiedy dziecko jest niezdyscyplinowane, nie umie się skoncentrować, ma kłopoty ze snem itp, należy się przyjrzeć jego sposobowi żywienia

Maria była niezwykle mądrą kobietą. Jej spojrzenie na młodego człowieka jest holistyczne, to bardzo ważne aby widzieć, że wszelkie aspekty naszego życia są ważne i maja wpływ na nasz rozwój. Dlaczego tak trudno to zrozumieć naszym pedagogom w przedszkołasz i szkołach :roll: .

Humbak napisał/a:
od dwóch dni mówi że jest 'kucharz' Mam nadzieję, że wszystko idzie ku lepszemu

:-D , pięknie, jestem pewn, że idzie ku lepszemu :-)

maga - 2010-02-14, 13:59

Humbak napisał/a:
Kiedy dziecko jest niezdyscyplinowane, nie umie się skoncentrować, ma kłopoty ze snem itp, należy się przyjrzeć jego sposobowi żywienia

Nie tylko Montessori doszła do takich wniosków. Autorzy "Rozwoju psychicznego dziecka" także bardzo to podkreślają.

Fajnie czytać, że Kubuś się przełamuje :-) Humbaku, jesteś niesamowitą mamą! Bardzo lubię czytać, jak sobie radzisz z dziećmi. Dużo się od Ciebie uczę.
No i dzięki za ten wątek. Dał mi dużo do myślenia :-)

A u nas ostatnio rządzą guziki. Mamy nieduże pudełko róznistych. Na razie Ziomek najbardziej lubi wyrzucac je z pudełka, ale już udało mi się go namowić na wkładanie ich do tubki po pluszu. Mam wiele pomysłów na dalsze etapy - układanie pod wzdlędem wielkości, kolorów, ilości dziurek. Układanie różnych kształtów. Nawlekanie na nitki. Z guzikami można wiele wykombinować :-)

zorro - 2010-02-14, 22:30

Czy ktoś może mnie oświecić, jakie wymiary (w cm) ma kostka dwumianowa? Chodzi mi o bok jednego sześcianu.
topcia - 2010-02-15, 01:33

renka napisał/a:
http://www.ksiazkiedukacy...orcze_NIKI.html

dlaczego BIO? wytwarzane tylko z naturalnych surowców czy to myląca nazwa jedynie?

renka - 2010-02-15, 12:31

topcia napisał/a:
renka napisał/a:
http://www.ksiazkiedukacy...orcze_NIKI.html

dlaczego BIO? wytwarzane tylko z naturalnych surowców czy to myląca nazwa jedynie?


To juz producenta trzeba by bylo spytac ;-)
Ale na moje oko moze chodzi o to, ze sa zrobione z naturalnego drewna, nie impregnowanego zadna chemia, nie barwionego etc.

kociakocia - 2010-02-15, 13:43

dziewczyny, bardzo Was proszę o pomoc, chodzi mi o przedszkole prywatne, bo do państwowego nie dość, że się nie dostaniemy, to raczej nie chcę...
zatem chodzi o Waldorfskie w Wawie (znalazłam tylko dwa, na Dąbrowskiego i Żytniej, tylko tyle ich jest, czy coś źle szukam?) i Steinerowskie, albo połączone SW
jak znacie jakieś adresy, przydatne linki, wielkie wdzięczności płyną od mła. :->

zorro - 2010-02-15, 14:36

Steinerowskie i waldorfskie to to samo. Steiner założył pierwsze przedszkole przy fabryce Waldorf-Astoria. Chyba rzeczywiście są tylko te dwa. Do tego to na Żytniej jest bardzo krótko czynne. Nie chcę cię wprowadzić w błąd, ale chyba max do 14.
kociakocia - 2010-02-15, 15:05

dzieki zorro, tego sie obawiałam, nie dość, że dojechać ode mnie tam to niemożliwość, to na dodatek ich nie ma wiele w Wawie:(
chyba zostanie mi montessori, zeby nie bylo, że gorzej, bogu dzięki, że wogóle żyjemy w kraju gdzie są jakieś wybory... a w takim razie czy znacie godne polecenia w rejonie : mokotów-ursynów-kabaty-sadyba ? :D

zorro - 2010-02-15, 15:12

Mam, moja bliska koleżanka z Kabat miała syna na Bruzdowej chyba. O tu:
http://www.przedszkolak.e...przedszkolu.php
BARDZO była zodowolona.

adriane - 2010-02-15, 15:33

Jeszcze jet w Aninie przedszkole waldorfskie, prowadzi moja koleżanka. Ale to też daleko od Ursynowa.
kociakocia - 2010-02-15, 15:43

wielkie dzięki, piszcie pliss jak coś jeszcze Wam wpadnie do głowy, także nieopodal znalazłam inne, może ktoś coś o tym słyszał? http://www.nasadybie.edu....p?id=montessori

( dochodzi pytanie czy wogóle łatwo się dostać... bo to, że czlowiek chce to jedno... )

Humbak - 2010-02-15, 16:06

zorro, znalazłam stronkę o tej kostce i sposobie prezentacji (znów angielski ale nie znam dobrych stron pl poza stronką zwolnij)

nie ma tam napisanych rozmiarów kostki ale na zdrowy rozum powinno być 1cm szerokości jedna kostka i 2cm druga, wnioskując po tym, że kostka uczy równania (a + b)
a to kostka 1cm
b to kostka 2cm

wydaje mi się że obrazek na tej stronce dobrze to wyjaśnia http://homepage.mac.com/m...ry/sbinoml.html

tak s'propos religii o którą pytała biechna, przeczytałam ostatnio ciekawy (dla mnie) żart, że montessori i Bóg działają bardzo podobnie - obydwoje stworzyli swoim uczniom przygotowane, mądre środowisko, w którym dzieci mogą się uczyć same, na własnych doświadczeniach i same korygować błędy jakie robią - każdy materiał edukacyjny jest tak spreparowany by działał prawidłowo tylko wtedy gdy zostanie prawidłowo wykorzystany/złożony. w przeciwnym razie jest wadliwy

Mi się to porównanie bardzo spodobało ;)

zorro - 2010-02-15, 21:17

Właśnie znalazłam w domu fragment książki, którą kiedyś dostałam w przedszkolu.
Freya Jaffke 'Zabawa i praca w przedszkolu waldorfskim'. Jej autorstwa są także dwie inne o zabawkach waldorfskich.
http://www.steinerbooks.org/author.html?au=1330
Humbak, dzięki za link. Bardzo obrazowy. :)

biechna - 2010-02-17, 12:11

Humbak, Tobie też dzięki za odpowiedzi dotyczące religii. Cóż, Stasia zatem raczej nie zapiszemy do przedszkola MM; bo o ile ja bym się zgodziła na pewne rzeczy, tak mój mąż na słowo "chrześcijaństwo" ucieka. Pozostaje mi więc nabyć parę książek, przyjrzeć się temu i zastosować kilka, wg mnie świetnych "porad pedagogicznych" (wiem,że to złe określenie) w domu. Muszę zapytać w mojej bibliotece, czy coś mają dot. MM i pedagogiki walfdorskiej (BTW, odkryłam, że mieszkam 5 minut na pieszo od szkoły walfdorskiej :-) )
Co do stron, o które pytałaś - niestety, nie znajdę ich, tak o szperałam z 2 godziny nocą, wchodziłam na chybił trafił, coś otwierałam, coś zamykałam. Chyba że w historii znajdę czas pogrzebać, o, to może.
maga bawisz się z Ziomkiem guzikami? Staś by wszystkie zjadł.

maga - 2010-02-17, 16:36

biechna, no bawimy się :-) Na razie on ma radochę jedynie z rozsypywania, ale zaczyna też wkładać je do tubki po pluszu. Oczywiście od czasu do czasu coś w paszczy wyląduje, ale to may wliczone w koszta ;-) Sam na sam z guzikami jeszcze nie zostaje.
Humbak - 2010-02-17, 19:15

raczej dla nauczycieli niz rodziców, ale gdyby ktoś był zainteresowany:
http://video.google.com/v...y&emb=0&start=0

mnie ujął już początek - lecture 1: introduction
http://video.google.com/v...aret%3DHomfray#

bardzo ogólnie wprowadzający do pojmowania rozwoju dziecka wg montessori. Wrażenie zrobiły na mnie podawane tam fakty jak ten o szpitalu w którym zamiast nowodorków, które trzymano w oddzielnej sali matki dostały ich zdjęcie do pooglądania w wyniku czego... wszystkie miały depresję... do przewidzenia i żałosne że miało to miejsce jakieś 2-3 lata temu :-|
Ciekawe jest to, że wykładowczyni (uczennica i koleżanka MM) mówi że skoro przeżycia traumatyczne powodują olbrzymie negatywne skutki u dzieci i dorosłych, mm podejrzewała, że okrutne traktowanie noworodków po narodzinach (branie za nóżki, wywracanie do góry nogami, a nawet mierzenie i ważenie, prowadząca zapytuje po co ono jest konieczne zaraz po urodzeniu, chwilę potem będą mierzyć tyle samo) być może prowadzi do ogromnej regresji małego człowieczka, czego nawet nie wiemy i narazie nie mamy jak zbadać, jednak nie widzi powodu dla którego trauma później jest bardziej krzywdząca niż trauma wcześniej.

Odwołuje się do rozsądku matek przy podejmowaniu decyzji o dziecku, mówi o jego prawie do wolności które tym samym limituje nasze prawo do niej tak długo jak długo jest ono pod naszą opieką. Przestrzega przed postrzeganiem dziecka jako słodkiego bobasa jaki jest nam przedstawiany w czasopismach, mówi o tym, że dziecko to doskonały człowiek, który nie bawi się wiecznie, ale przez swoje pierwsze pięć lat wykonuje tak ogromną pracę, jakiej nie zrobi w jakichkolwiek późniejszych pięciu latach.

Montessori była za tym, by dziecko do wieku przedszkolnego zostawało z matką, uważała, że nic nie zapewni tak dobrego rozwoju maluchom jak matka, z drugiej jednak strony mówi o tym, że opieka nad maleństwem to nie tylko karmienie, czystość i dbanie o bezpieczeństwo, ale też dbanie o to, by miało jak najbardziej dogodne warunki do rozwoju tych cech, z jakimi przyszedł na świat.

no i kuba mi przeszkadza pisać dalej...

topcia - 2010-02-17, 23:56

Dzisiaj D. kupił śliczne duże guziki z wielkimi oczkami. Do tego sznurowadło zawiązane na końcu w supełek do nawlekania. Zainteresowanie jest, owszem ze strony Wisi ale nic specjalnego.
kociakocia - 2010-02-18, 09:30

moje marzenie się chyba spełni o przedszkolu :)

a przy okazji wkleję ( dla stałych bywalczyń tego wątku to nic nowego, ale może ktoś jeszcze się do tej metody przekona... :) )

Cele Metody Montessori:

•wszechstronny rozwój fizyczny, duchowy, kulturowy i społeczny
•rozwijanie samodzielności i wiary we własne siły
•kształtowanie zdolności długotrwałej koncentracji i skupiania uwagi
•rozwijanie indywidualnych uzdolnień i umiejętności współpracy w grupie
•formowanie postaw wzajemnej pomocy bez rywalizacji i szacunku dla pracy innych
•wpajanie zamiłowania do ciszy oraz do pracy w tej atmosferze
•formowanie postaw posłuszeństwa opartego na samokontroli, a nie na zewnętrznym przymusie
•uniezależnienie od nagrody
•wypracowanie poczucia szacunku do porządku i pracy
•wspieranie spontaniczności i twórczej aktywności
•zdobywanie wiedzy oraz umiejętności szkolnych

Zadania pedagogiki Montessori:

Uczenie przez działanie: dzieci zdobywają wiedzę i praktyczne umiejętności poprzez własną aktywność, w przemyślanym środowisku pedagogicznym, przy współpracy z nauczycielami.
Samodzielność dzieci swobodnie wybierają rodzaj, miejsce, czas i formę pracy (indywidualną lub z partnerem) przy zachowaniu reguł społecznych. Rozwijają indywidualne uzdolnienia i uczą się realnej oceny swoich umiejętności.
Np. dzieci samodzielnie przygotowują proste posiłki np. kanapki
Koncentracja: dzieci ćwiczą dokładność i wytrwałość przy wykonywaniu konkretnych zadań
Lekcje ciszy: dzieci uczą się współpracować ze sobą podczas „cichych zajęć” indywidualnych i grupowych
Porządek: dzieci zdobywają umiejętność przestrzegania zasad porządku w otoczeniu i swoim działaniu. Wszystkie materiały są łatwo dostępne, uporządkowane tematycznie tak, aby dziecko mogło bez problemu po nie sięgnąć
Społeczne reguły: dzieci zróżnicowane wiekowo są łączone w grupy, co sprzyja poszerzaniu wiedzy i umiejętności. Dzieci uczą się przestrzegać reguł: nie rań, nie niszcz, nie przeszkadzaj
Obserwacja: jest kluczem dorosłych do poznania świata dziecka. Nauczyciel z szacunkiem i uwagą obserwuje postępy i trudności dziecka, jest jego przewodnikiem
Indywidualny tok rozwoju: dziecko jest serdecznie przyjęte przez nauczyciela, znajduje jego uwagę i indywidualną opiekę. Pracuje według własnego tempa i możliwości, podejmując zadania, do których jest już gotowe

Podstawowym założeniem w pedagogice Marii Montessori jest stwierdzenie, że każde dziecko jest inne i powinno rozwijać się zgodnie z indywidualnymi planami rozwojowymi. Są to jego możliwości, kompetencje i umiejętności, umożliwiające dziecku samodzielną i najbardziej efektywną naukę.

Maria Montessori była prekursorką nowoczesnej pedagogiki „przenikniętej duchem miłości, humanitaryzmu i tolerancji”, gdzie najważniejsze jest dziecko, które rozwija się poprzez zabawę i indywidualne zdobywanie doświadczeń. Pedagogika ta opiera się na tym, co interesuje dziecko, pobudza jego ciekawość, sprzyja jego uniesieniom i sprawia mu satysfakcję, a tym samym prowadzi do sukcesu.

Integracja sensoryczna
Według dr Ayres twórczyni integracji sensorycznej: „Integracja sensoryczna to proces neurologiczny organizujący wrażenia płynące z ciała i środowiska w taki sposób, by mogły być użyte do celowego działania.
Bodźce płyną do naszego mózgu nieustannie. Mózg lokalizuje, segreguje i porządkuje otrzymane bodźce, podobnie jak policjant na skrzyżowaniu kieruje samochodami. Kiedy przepływają w dobrze zorganizowany sposób, mózg może je wykorzystać do tworzenia wyobrażeń, opracowania zachowań i przyswajania wiedzy. Kiedy przepływ bodźców odbywa się w niezorganizowany sposób, życie może przypominać korek uliczny w godzinach szczytu.”
Dziecko doświadcza świata wszystkimi zmysłami. Następnie integruje dochodzące do jego organizmu bodźce. To, w jaki sposób układ nerwowy sobie z nimi radzi, wpływa na sposób postrzegania świata, definiowania rzeczywistości i na jego zachowanie.
Gdy w procesie integracji sensorycznej występują zakłócenia, wówczas dziecko może mieć problemy z przyswajaniem wiedzy, koncentracją, koordynacją, poziomem aktywności, rozwojem, samooceną lub zachowaniem.
Nie u wszystkich dzieci przyczyną problemów w nauce, rozwoju lub zachowania jest zaburzona integracja sensoryczna. Są jednak wyraźne czynniki wskazujące na dysfunkcje integracji sensorycznej.

Poniżej przedstawione są najważniejsze z nich:
1. Nadmierna wrażliwość na bodźce dotykowe, wzrokowe, słuchowe oraz ruch.
2. Zbyt mała wrażliwość/reaktywność na stymulację sensoryczną.
3. Zbyt wysoki lub niski poziom aktywności ruchowej.
4. Trudności z koncentracją, impulsywność.
5. Problemy z koordynacją.
6. Opóźnienie rozwoju mowy, rozwoju ruchowego oraz trudności w nauce.
7. Słaba organizacja zachowania.
8. Niskie poczucie własnej wartości.

Dziecko z zaburzeniami integracji sensorycznej prezentuje więcej niż jedno z powyższych objawów. Jeśli podejrzewacie Państwo, że wasze dziecko pasuje do tego obrazu, to powinno ono być poddane badaniu przez wykwalifikowanego terapeutę integracji sensorycznej.

Gimnastyka z elementami integracji sensorycznej adresowana jest również do zdrowych dzieci. W naszym przedszkolu wykorzystywana jest jako forma profilaktyki ewentualnych trudności w uczeniu się oraz stymulacja wszechstronnego rozwoju.

Apel dziecka

Nie psuj mnie, dając mi wszystko, o co Cię poproszę.
Niektórymi prośbami jedynie wystawiam Cię na próbę.
Nie obawiaj się postępować wobec mnie twardo i zdecydowanie.
Daje mi to poczucie bezpieczeństwa.
Nie pozwól mi utrwalić złych nawyków.
Ufam, że Ty pomożesz mi się z nimi uporać.
Nie postępuj tak, abym czuł się mniejszy niż jestem.
To sprawia, że postępuję głupio, żeby udowodnić że jestem duży.
Nie karć mnie w obecności innych.
Najbardziej mnie przekonujesz, gdy mówisz do mnie spokojnie i dyskretnie.
Nie ochraniaj mnie przed konsekwencjami tego co zrobiłem.
Potrzebne mi są również bolesne doświadczenia.
Nie przejmuj się zbytnio, gdy mówię "Ja Cię nienawidzę".
To nie Ciebie nienawidzę, ale ograniczeń, które stawiasz przede mną.
Nie przejmuj się zbytnio moimi małymi dolegliwościami.
Pomyśl jednak czy nie staram się przy ich pomocy przyciągnąć Twojej uwagi, której tak bardzo potrzebuję.
Nie gderaj.
Będę się bronił, udając głuchego.
Nie dawaj mi pochopnych obietnic,
bo czuję się bardzo zawiedziony, gdy później nie dotrzymujesz
Nie przeceniaj mnie.
To mnie krępuje i niekiedy zmusza do kłamstwa, aby nie sprawić Ci zawodu.
Nie zmieniaj swoich zasad postępowania w zależności od układów.
Czuję się wtedy zagubiony i tracę wiarę w Ciebie.
Nie zbywaj mnie, gdy stawiam Ci pytania.
Ja znajdę informację gdzie indziej, ale chciałbym żebyś Ty była moim przewodnikiem po świecie.
Nie mów, że mój strach i moje obawy są głupie.
Dla mnie są bardzo realne.
Nigdy nawet nie sugeruj, że Ty jesteś doskonały i nieomylny.
Przeżywam bowiem zbyt wielki wstrząs, gdy widzę, że nie jesteś taki.
Nigdy nie myśl, że usprawiedliwianie się przede mną jest poniżej Twojej godności.
Wzbudza ono we mnie prawdziwą serdeczność.
Nie zabraniaj mi eksperymentowania i popełniania błędów.
Bez tego nie mogę się rozwijać.
Nie zapominaj jak szybko dorastam.
Jest Ci zapewne trudno dotrzymać mi kroku, ale - proszę Cię - postaraj się.

Humbak - 2010-02-18, 17:43

a ja jestem wciąż pod wrażeniem tych filmików... :->
z drugiego wykładu - głównie podkreśleniem istoty relacji między matką a dzieckiem. Prowadząca mówi o tym, jak łatwo zburzyć umiejętność koncentracji - niezbędną w życiu do uczenia się - już w dzieciństwie, kiedy mamy przed sobą dziecko leżące, poznające świat, oglądające go, a więc na swój sposób skoncentrowane i wtedy z różnych przyczyn podnosimy je, zagadujemy, przedstawiamy sąsiadce, cokolwiek, ale generalnie po prostu mu przeszkadzamy, kiedy on nie tylko się koncentrował na danej czynności, ale jednocześnie się tego uczył na przyszłość.

Dla odmiany - nie przychodzimy kiedy dziecko płacze (tzn my tak ale nie wiem jak mam to napisać więc piszę w takiej formie ;-) ). Kiedy dziecko płacze, wtedy daje znać że skończył to co robi i potrzebuje naszej pomocy - żeby coś zrobić, gdzieś się przenieść, albo po prostu porozmawiać i w ten sposób uczyć się języka. Kiedy zostawiamy dziecko żeby sobie popłakało to raz - zaburzamy jego rozwój emocjonalny (jest to jak złamanie konia... uczy się że płacz mu nie pomaga więc przestaje płakać, ale jednocześnie zaczyna emocjonalnie się zamykać, uczy się że kiedy się o coś prosi to się tego nie dostaje itp). Dziecko którego wołania znajdują odpowiedź matki czuje się mocniejsze, odważniejsze, wie, że ma kogoś u boku i czuje że może się uczyć, jest jak przyjaciel który jest przy nas i w nas wierzy gdy tego potrzebujemy. Gdy nie przychodzimy bo coś tam i coś tam - nie pozwalamy mu się uczyć. Nie ma mamy która z nim rozmawia, która go słucha, a on sam nie jest do tego skłonny.

Kolejna rzecz która do mnie trafiła - że dzieci do ok.5 lat nie uczą się słuchając ale przez zmysły. Kiedy zabraniamy im mówiąc 'nie rusz tego, tego nie wolno, zostaw to, połamiesz, nie bierz tego to delikatne' nie pozwalamy mu się uczyć, otępiamy go. Inna rzecz gdy chce dosięgnąć gorącego kominka, ale często mamy mówią 'nie wolno' dla zasady, pokazując dziecku że jest za małe, nie umie, ma nie brać, a więc nie uczyć się, nie rozwijać, być bierne i biernie czekać kiedy mama uzna że ono może się tego nauczyć.

Dla mnie ciekawa rzecz odnośnie bałaganu - dzieci uczą się naśladując dorosłych. Sami mają się takimi stać, więc jak nie łatwiej się uczyć jeśli nie przez naśladownictwo. Jeśli nie mamy uporządkowanego otoczenia, dziecko też się tego nie nauczy, rzecz oczywista ;-) . To co mi się 'spodobało' to to co wykładowczyni mówi o postępowaniu wobec dziecka które nie umie odkładać rzeczy na miejsce - nie gniewać się na niego, nie złościć. Zadawać pytania w stylu 'wiesz gdzie to leży'? 'czy pomóc ci to odłożyć?' a jeśli nie chce odłożyć 'dobrze ja to dziś zrobię za ciebie, może ty to zrobisz jutro'. Podkreśliła przy tym, że jesteśmy społecznością, powinniśmy sobie nawzajem pomagać. Kiedy dziecko znajduje się w otoczeniu które o porządek dba samo wcześniej czy później zacznie, nalezy być cierpliwym i je szanować nawet w tym nierobieniu.

aj i znów przerwa... :-P

zwolnij - 2010-02-18, 19:20

Humbak napisał/a:
bardzo ogólnie wprowadzający do pojmowania rozwoju dziecka wg montessori. Wrażenie zrobiły na mnie podawane tam fakty jak ten o szpitalu w którym zamiast nowodorków, które trzymano w oddzielnej sali matki dostały ich zdjęcie do pooglądania w wyniku czego... wszystkie miały depresję... do przewidzenia i żałosne że miało to miejsce jakieś 2-3 lata temu :-|


Humbak, te video są rewelacyjne. Miałem kontakt z panem, który jest odpowiedzialny za ich umieszczenie i dowiedziałem się, że zostały one nakręcone w latach 70-tych XX wieku. Wykładowczyni Margaret Homfray już nie żyje. Oni mają oprócz tych video, które są już na stronie jeszcze parę innych, które zamierzają opublikować w przyszłości. Niesamowite źródło wiedzy. Na szczęście te informacje o szpitalu, że to 2-3 lata temu miały więc miejsce dawniej - niestety wiele rzeczy nadal pozostało: ważenie dziecka, pośpiech, silne światło itd.

topcia - 2010-02-19, 01:37

kociakocia napisał/a:
Słaba organizacja zachowania.

co przez to rozumiesz? :-)

[ Dodano: 2010-02-19, 01:56 ]
Humbak napisał/a:
nna rzecz gdy chce dosięgnąć gorącego kominka

zastanawiam się, jak dobrze jest zareagować w takich sytuacjach. Tłumaczyć przez praktykę: np razem podejść do kominka, zbliżyć swoją dłoń i np powiedzieć "zobacz, jakie gorące".?

Humbak - 2010-02-19, 09:41

zwolnij, pochopnie doliczyłam rok do daty wstawienia filmiku zapominając o tym, że nie musi on być aktualny... ups. Dobrze że to wyjaśniłeś :-) Czy autor tych filmików tzn ten kto je umieścił na necie, sam uczestniczył w wykładach?

Ja ciągle ostatnio piszę z kubą na kolanach i chaotycznie, wybaczcie, mam nadzieję że jest to w miarę zrozumiałe...

mam jeden kłopot z tymi filmikami... ściągnęłam jeden, ale gdy go wyświetlam z komputera (nie z netu) mogę go tylko słyszeć, ale nie widzieć - czy to normalne?

kociakocia - 2010-02-19, 10:32

topcia napisał/a:
kociakocia napisał/a:
Słaba organizacja zachowania.

co przez to rozumiesz?
rozumuję to tak, jak tłumaczy to nauka, czyli:

Dziecko może być impulsywne lub może łatwo się rozpraszać i okazywać brak planowania przed wykonaniem jakiegoś zadania. Niektóre dzieci mogą mieć problemy z przystosowaniem się do nowej sytuacji. Inne mogą reagować agresywnie, wycofywać się lub być sfrustrowane kiedy poniosą porażkę...

Czasami dziecko, które ma wspomniane problemy nie czuje się dobrze. Mądre dziecko z tymi problemami może wiedzieć, że niektóre rzeczy jest mu trudniej wykonać niż innym dzieciom, ale może nie wiedzieć dlaczego. Takie dziecko może być odbierane jako leniwe, znudzone, bez motywacji. Niektóre dzieci same znajdują sposoby na uniknięcie trudnych i krępujących/kłopotliwych zadań.
W takiej sytuacji dziecko może być odbierane jako uparte i sprawiające kłopoty. Nie znając przyczyny takiego zachowania rodzice i dzieci mogą się obwiniać. Sytuacja ta sprzyja rozwojowi napięcia w rodzinie, niskiemu poczuciu wartości oraz poczuciu bezsilności.
Dziecko z zaburzeniami integracji sensorycznej prezentuje więcej niż jedno z powyższych objawów. Wyniki badania wykażą, czy proces integracji sensorycznej jest zaburzony czy nie oraz przedstawi obszary, w jakich te problemy występują.
Badanie składa się ze standaryzowanych testów oraz usystematyzowanej obserwacji reakcji dziecka na stymulację sensoryczną, obserwację postawy, równowagi, koordynacji oraz ruchów gałek ocznych. Terapeuta Integracji Sensorycznej może dodatkowo przeprowadzić obserwację swobodnej zabawy dziecka i może poprosić o informacje dotyczące dotychczasowego rozwoju dziecka oraz jego typowych zachowań. Całkowite badanie trwać może od 1,5 do 3 godzin.


W doborze zabaw pomocne będzie poznanie poniżej przedstawionych najważniejszych zasad w procesie wspomagania rozwoju integracji sensorycznej.

[b]1.
Dotyk i ruch są niemniej ważne niż wzrok i słuch, jeśli nie ważniejsze, w poznawaniu przez niemowlę świata. W późniejszym okresie najważniejsze w dla rozwoju stają się wzrok i słuch. Nie oznacza to, że w okresie niemowlęcym należy ograniczać wzrok i słuch, lecz że dotyk i ruch nie powinny być zaniedbywane. Na przykład, czasami rodzice mając dobre chęci ustawiają fotelik z dzieckiem blisko zgromadzonych członków rodziny, tak by mogło ich widzieć i słyszeć. Zamiast tego mogliby trzymać dziecko na rękach, bujając je lub nosząc. Kontakt fizyczny jest szczególnie ważny nie tylko ze względu na doznania sensoryczne ale również na rozwój więzi emocjonalnej z rodzicami. Innym istotnym aspektem jest umieszczanie niemowlęcia w zróżnicowanych pozycjach. Ponieważ dzieci często przebywają w szpitalu leżąc jedynie na plecach, to rodzice układają je tylko w tej pozycji w domu. Należy pamiętać , że dziecko w każdej pozycji doświadcza innych wrażeń. Tak więc leżenie na brzuchu, leżenie na plecach czy boku dostarcza odrębnych doznań sensorycznych. Stwarzając dziecku możliwości przebywania w różnych pozycjach podczas snu, zabawy i noszenia pomaga dziecku w rozwoju odczuwania ruchu, grawitacji oraz kontroli ciała.

2. Dla niektórych dzieci lekki dotyk może być irytujący. Silniejszy dotyk, ucisk ma efekt bardziej wyciszający, uspokajający. Lekki, łaskoczący rodzaj dotyku prowokuje reakcje obronne u niektórych dzieci. Mimo, że lekki dotyk może być przyjemny dla niektórych dzieci, to częściej wywołuje negatywne reakcje niż mocne głaskanie, nawet z naciskiem. Dlatego też przytulanie jest bardziej uspokajające niż łaskotanie. W obrębie dłoni, twarzy oraz stóp znajduje się największa ilość receptorów czuciowych i dlatego te części ciała najlepiej rozróżniają kształt, rozmiar, fakturę oraz temperaturę. Okolice te mogą są zazwyczaj najbardziej wrażliwe. Z tego powodu lekki dotyk może wywoływać szczególną irytację. Na przykład dziecko może lubić głaskanie pleców a nie tolerować mycia twarzy.

3. Dzieci często poszukują takich rodzajów stymulacji sensorycznej, których potrzebuje ich układ nerwowy. W sytuacji, gdy wydaje się, że dziecko domaga się pewnych bodźców czy to dotykowych, dźwiękowych, zapachowych czy wrażeń ruchowych, może być to wskazówką, że tego rodzaju doznań potrzebuje. Jeżeli dziecko poszukuje wielu wrażeń ruchowych, dotykowych, wzrokowych, dźwiękowych, ucisku czy wibracji, należy spróbować mu je dostarczyć w zwykłej, codziennej zabawie. I tak, jeśli dziecko domaga się silnego przytulania, uścisków, można spróbować bawić się w zabawy typu: przeciąganie liny, turlanie, chowanie się pod dużymi kołdrami, materacami, czyli wszystkie zabawy dostarczające wielu wrażeń proprioceptywnych. Zawsze należy pamiętać, aby obserwować reakcje dziecka i zachować ostrożność, aby nie zinterpretować jego potrzeb sensorycznych, jako prób domagania się uwagi czy manipulacji.

4. Należy brać pod uwagę trudność niektórych dzieci, jaką stwarza im przetwarzanie wrażeń sensorycznych. Dziecko z dobrą równowagą będzie w stanie jednocześnie bujać się i swobodnie rozmawiać. Dziecko, które boi się ruchu będzie musiało całkowicie skoncentrować się na utrzymaniu równowagi i nie będzie mogło w tym czasie prowadzić rozmowy. Trzeba pamiętać, że jedne dzieci nie przetwarzają informacji sensorycznej w sposób tak automatyczny jak inne.

5. Bodźce sensoryczne stanowią ogromną siłę. Mogą podnieść poziom gotowości oraz aktywności lub wręcz przeciwnie, mogą działać uspokajająco, wyciszająco. Stymulacja sensoryczna może mieć dramatyczny skutek szczególnie w przypadku małych dzieci. Dlatego przy każdej nowej aktywności należy obserwować efekt bezpośredni jak i oddalony w czasie. Nowe wrażenia sensoryczne mogą wpływać na sen, jedzenie, oddawanie moczu i stolca oraz powodować dezorganizację zachowania. Najrozsądniejszą zasadą, którą można się kierować jest to, aby nie próbować niczego, co wykracza poza zakres naturalnej zabawy.

6. Mózg reaguje inaczej na aktywne działanie, reakcje i zachowanie niż na bierne aktywności. Aktywne zaangażowanie wymaga od dziecka zainicjowania, zaplanowania oraz wykonania aktywności lub dynamicznego zareagowania na nią. Bierna aktywność może dostarczać wrażeń lub ruchu, ale niekoniecznie wymaga reakcji. Aktywne zaangażowanie stwarza najlepsze warunki do zmian zachodzących w mózgu a prowadzących do rozwoju, uczenia się oraz lepszej organizacji zachowania. Kiedy dziecko jest zaangażowane ma większą kontrolę nad sytuacją. Natomiast podczas biernej aktywności dziecko może nie być w stanie okazać oznak dyskomfortu, strachu. Dlatego też planując nowe wrażenia sensoryczne najlepiej podkreślać aktywny udział dziecka.

Należy pamiętać, że zaburzenia integracji sensorycznej tzw. zaburzenia przetwarzania sensorycznego to nie tylko problem dzieci. Z zaburzeń tych się nie wyrasta. Wiele osób dorosłych w wieku dziecięcym mogło prezentować zachowania charakterystyczne dla dysfunkcji SI a w życiu dorosłym deficyty te nadal mogą zaburzać funkcjonowanie, relacje z innymi ludźmi oraz powodować trudności w życiu zawodowym.

zwolnij - 2010-02-19, 11:26

Humbak napisał/a:
mam jeden kłopot z tymi filmikami... ściągnęłam jeden, ale gdy go wyświetlam z komputera (nie z netu) mogę go tylko słyszeć, ale nie widzieć - czy to normalne?


Ja używam do ich odtworzenia Windows Media Player i działa ok. Może spróbuj też ściagnac iTunes, jesli Windows Media Player sobie nie poradzi.

Humbak - 2010-02-19, 14:15

zwolnij, ślicznie Ci dziękuję, weszło przez iTunes :) Nie mam pojęcia czemu mój WMP nie dał rady z obrazem... bądź co bądź już działa :)
a wykładów tyle... czasu brak ;)

kasiulka1975 - 2010-02-19, 17:04

Ja bardzo lubie i cenie te metode:)Mam tez kilka pomocy w domu i uzywamy,choc poszly w zapomienie bo moja Veronisia chodzi do Montessorii pre school i po prostu tam ma je na codzien i co sobie wymarzy.No i tez chodzi na katechezy Dobrego Pasterza-tylko ze po polsku-one sa metoda Montessorii takze.
Ciesze sie,ze u mnie w Irlandii jest wiele przedszkoli Montessorii.

[ Dodano: 2010-02-19, 17:13 ]
Acha,widzialam,ze juz ktos znalazl te strone moich znajomych:http://www.bycrodzicami.pl/katechezy-dobrego-pasterza/katechezy-dobrego-pasterza/
Tam moja Vercia chodzi na katechezy i Asia z Rafalem je prowadza.No i oni sa zapalencami tej metody.A do Montessorii pre scholl Vercia chodzi przy szkole do ktorej pojdzie,w Irlandii tych placowek jest b duzo,niestety tez sporo kosztuja bo system przedszkolny jest tylko prywatny:(
Podaje tez strone gdzie kupowalam troche pomocy i ta firma bardzo solidna i ceny jak na Europe w miare normalne(choc same wiecie,ze to droga i tak sprawa):
http://www.montessori-exp...398078e21006928

[ Dodano: 2010-02-19, 17:23 ]
Dopiero teraz doczytalam,ze Rafal i Asia tez tu sa:)))Ale fajnie:)

topcia - 2010-02-20, 01:55

Kocia dzięki za te teorię-fajnie poczytać :-D
kociakocia - 2010-02-20, 08:37

sama się cieszę, gdyby nie ten wątek..... :-D
Humbak - 2010-02-20, 20:04

jeszcze z wykładów... rzeczy które do mnie trafiły...
o wczesnym nauczaniu czytania - czytanie jest kluczową umiejętnością w nauce, gdy nie umiemy czytać proces edukacji przebiega wolniej i jest niepełny. Jednak w przypadku najmłodszych dzieci rzeczy się mają nieco inaczej, jako że jest wiele innych umiejętności które powinniśmy rozwinąć >zanim< zaczniemy czytać - tu ogromną rolę pełni edukacja sensoryczna, rozwój zmysłów, a także umiejętność interpretowania symboli.

Ta ostatnia w przedszkolu kubusia jest realizowana poprzez tzw klucz do uczenia się - dzieci najpierw uczą się podążać za sekwencją wydarzeń (w przyszłości sekwencją symboli-liter, wyrazów, zdań) i spostrzegać związki istniejące pomiędzy nimi tak by następny obraz układanki był konsekwencją tego co się wydarzyło na poprzednim obrazie. Potem uczą się zastępować elementy obrazu/bajki symbolami podobnie jak to się odbywa podczas czytania - złożone symbole-wyrazy są automatycznie przekształcane przez nas na odpowiadające im znaczenia.
tak z brzegu co się wygooglało:
http://www.kluczdouczeniasie.pl/
http://www.edukado.pl/zajecia.php?zid=10
dla szybkomówiącychpoanglielsku: ;)
http://www.youtube.com/watch?v=9nAQkbzz0sU
http://www.youtube.com/wa...from=PL&index=5

Tak więc o ile dziecko samo nie przejawia chęci do czytania (mua na przykład, ja się cieszyłam że umiem czytać tak wcześnie... ale to pewnie charakter, wiele innych rzeczy robiłam później ;-) ) nie należy siłą do uczyć za wcześnie a raczej skoncentrować się na tych umiejętnościach które mu to czytanie w przyszłości ułatwią. Prowadząca wspomniała o przeprowadzonych badaniach w których sześciolatki uczone czytania później niż grupa druga robiły to lepiej i chętniej, sześciolatlki tej drugiej grupy były uczone czytania wcześniej i w rezultacie robiły to gorzej i mniej chętnie.

Myślę, że trzeba tu też uwzględnić indywidualny charakter dziecka. Natalcia była przeszczęśliwa czytając w wieku lat 5 płynnie i od samego początku była chętna do czytania, ciągnęła do literek, Kuba do książek ciągnie, ale po kilku miesiącach wdrażania literek widzę że nie jest do tego taki skory i nie wmuszam mu tej wiedzy. Natalcia do dziś jest erudytką i jest po prostu dobra, lepsza niż ja czasami, co do Kuby myślę że pokaże swoje dobre strony w innych dziedzinach jeśli to się w przyszłości nie zmieni. Nie uczenie na siłę jest wg mnie rónie złe co uczenie. Niemniej jednak zgadzam się że rozwój zmysłów, symboliki, kojarzenia są niezbędne tym i tym egzemplarzom...

Prowadząca wspomniała jeszcze coś... mówiła o dzieciach i ich dążeniu do naśladownictwa, 'wchłaniania' otoczenia zanim zacznie się z nim porozumiewać za pomocą języka i wspominała, że kiedyś było tak, że to dorosły wychodził na pole/ do domu a za nim podążało dziecko. Ta kolejność pozwalała dziecku naśladować i rozwijać się, doskonalić w tym co robi. Obecnie to raczej dorosły podąża za dzieckiem (nie dotyczy to sensu podążania o którym mówiła montessori) i jest to sytuacja dla dziecka bardzo trudna, w której jest mu bardzo trudno się uczyć, jest zdany na siebie, choć ma wdrukowaną przez naturę tendencję do absorbcji, nie ma jak absorbować, musi eksperymentalnie sam się poruszać.

dużo tego... nawet nie wiem za bardzo jak to wszystko przekazać...

kociakocia - 2010-02-20, 20:15

pisz, pisz... :) bardzo mądre rzeczy mowisz!
dżo - 2010-02-20, 21:56

Humbak napisał/a:
Obecnie to raczej dorosły podąża za dzieckiem (nie dotyczy to sensu podążania o którym mówiła montessori) i jest to sytuacja dla dziecka bardzo trudna

Humbak, mogłabyś to rozwinąć? co konkretnie autor miał na myśli?
i pisz proszę, ja cały czas Cię czytam, pochłaniam wręcz to co piszesz i jestem Ci bbardzo wdzięczna, że znajdujesz czas i chęć aby się dzielić swoją wiedzą :-)

Humbak - 2010-02-21, 17:51

dżo, to nie moja wiedza, mniej więcej skracam to co wysłuchuję na tych wykładach p. M.Homfrey które umieściłam wyżej. Sama muszę to sobie poukładać... Rewelacyjne wykłady, naprawdę, szkoda mi tylko że czasu brak by usiąść i porządnie się za nie zabrać.

No więc z tego co zrozumiałam - chodzi o to, by pamiętać, że do ok. 5 roku życia dziecko nie uczy się poprzez język (a więc używanie go i słuchanie nas) tylko poprzez naśladownictwo. Do końca przedszkola dziecko nie uczy się tego co chcemy je nauczyć, ale wchłania to co widzi wokół siebie, jak gąbka. Dlatego np ważne jest, by w domu od poczatku dziecko widziało jak dorośli traktują książki, kiedy traktują je z szacunkiem, dziecko też będzie. Np. gdy wyrzuca książki, należy podnieść, wyjaśnić co się robi i po co, i odłożyć. Następnym razem też podnieśc i tak samo odłożyć. I nie gniewać się na niego że jeszcze nie umie. I być cierpliwym, z czasem nauczy się, czasem szybciej, czasem wolniej, ale się nauczy. Kiedy czytamy, róbmy to przy dziecku, wręcz lektorka proponowała by mówić 'kochanie, proszę baw się teraz przez chwilę ciszej, ja chcę poczytać'. Chodzi o to, by nie czytać tylko wtedy gdy dziecko śpi i by czytać różne rzeczy. Dziecko ma tendencję do lubienia rzeczy które lubią rodzice, zwłaszcza w tych pięciu pierwszych latach kiedy przede wszystkim jest gąbką.
Tak wygląda podążanie za dorosłym. Małe dziecko w przyszłości będzie dorosłym, ważne jest za tem byśmy byli sobą i pokazywali mu jak my jesteśmy dorośli. Jeśli lubimy książki, czytajmy przy dziecku, jeśli sporty, róbmy to z nim, jeśli lubimy gotować, gotujmy przy nim, jesli pracujemy, dzielmy się z nim tym co jego głowka może zobaczyć, choć nawet nie pojąć - lektorka wspominała, że jej ojciec lubił czytać poezję i było to dla niej tak fascynujące - ten jego świat, jego książki, że uwielbiała gdy czytał poezję na głos chociaż nic z tego nie rozumiała. Dzieci chcą wejść w nasz świat i go wchłaniać zanim zaczną budować swój świat na podstawie tego co zobaczą i czego się nauczą.

Ciężko jest dziecku, gdy rodzice go zostawiają z nianią i idą się bawić sami z kolegami, gdy czytają wtedy gdy on śpi, gdy nie pokazują mu jak żyją dorośli w czasie gdy on nie śpi i jest. Zatem nie chodzi o to by dziecko od rana do wieczora bawiło się w swoim świecie, ale by było też wprowadzane w nasz, by miało wzorzec tego jak żyją dorośli i mogło go naśladować tak jak nasladują gdy częstują herbatką misia.

To jest jedna strona medalu rodzica, ale jak we wszystkim najlepszy jest złoty środek, tu zapewniony tylko wtedy gdy uwzględnimy tą drugą stronę medalu rodzica czyli podążanie za dzieckiem o którym mówiła montessori - rodzic jest po to, by pilnował by jego dziecko dorastało w mądrym otoczeniu. Gąbka chłonie i jeśli nie będzie miała czego wchłonąć będzie głupią gąbką. Jeśli wchłonie rzeczy które nie są zgodne z jej charakterem, będzie gąbką ciągle naśladującą zamiast tą jedną jedyną. Dlatego nalezy dbać o to, by dziecko znajdowało w swoim otoczeniu jak najwięcej bodźców do eksploracji (kolor, kształt, faktura itp u najmłodszych, potem tematycznie - otoczenie, rodzina itd itd) i o to, by na podstawie obserwacji wiedzieć jaki kolejny element wprowadzić do otoczenia w jakim żyje nasze dziecko, który mógłoby wzbogacić te jego cechy które są jego, są dobre i chciałby doskonalić. Dlatego należy dbać o to, by nasze dzieci dorastały wśród mądrych ludzi, w mądrym otoczeniu.

[ Dodano: 2010-02-21, 17:55 ]
hm... przeczytałam i chyba nie do końca jasno przedstawiłam o co chodziło... w następnej chwili dopiszę ;)

dżo - 2010-02-21, 20:07

Humbak napisał/a:
chyba nie do końca jasno przedstawiłam o co chodziło


bardzo jasno :-) , przynajmniej dla mnie, dziękuję poraz kolejny i czekam na dopiski :-) ,

topcia - 2010-02-22, 02:10

Humbak, dzięki. Bardzo przejrzyscie piszesz. robię skrzetne notatki. :-D

[ Dodano: 2010-02-22, 02:18 ]
Humbak napisał/a:
otoczenie, rodzina itd itd)

czy możesz coś więcej na ten temat? :-)

zorro - 2010-02-22, 17:27

Interesujące spojrzenie miała Maria Montessori na rozwijanie zdolności rysunkowych:
"Nie może być 'stopniowanych ćwiczeń w rysunku', które rzekomo prowadzą do twórczości artystycznej. [...] Już w najwcześniejszych latach swego życia dzieci próbują spontanicznie rysować kontury przedmiotów, które widzą; [...] Te okropne bohomazy, starannie zbierane przez współczesnych psychologów, studiowane i katalogowane jako 'świadectwa psychiki dziecięcej', są niczym więcej, jak monstrualną ekspresją samowoli umysłowej; dowodzą one tylko, że oko dziecka nie jest wykształcone, ręka sztywna, psychika niewrażliwa zarówno na piękno jak i na brzydotę, ślepa na prawdę jak i na fałsz. [...] odsłaniają one nie życie duchowe, lecz błędy psychiki. [...] pokazują, czym jest niewykształcone istota ludzka. [...]"
{>>The Advanced Montessori Method<< tom drugi, str. 304-306 (1918)}

Wyjściem z tego miał być rozwój wolności poprzez udoskonalenie ducha. Innymi słowy 'samo życie jest jedynym przygotowaniem do rysowania'.

A tu z kolei z drugiej strony, czyli Rudolf Steiner: 'Zabawki składające się jedynie z martwych, matematycznych form, działają dewastująco i zabójczo na kształtujące siły dziecka'.
{Rudolf Steiner 'Wychowanie dziecka z punktu widzenia wiedzy duchowej', Warszawa 1992}

Humbak - 2010-02-22, 20:14

zorro napisał/a:
'Zabawki składające się jedynie z martwych, matematycznych form,
ciekawe co na to matematycy... ;) :-P
przypomina mi się rozmowa z 'i kto to mówi' pomiędzy k.alley i j.travoltą 'ale co wy widzicie w tych liczbach?'
ja tam nic nie widzę w gryzmołach artystycznych, ale i tak fajnie się patrzy jak ktoś żyje nimi i widzi w nich jednak coś ;-)

z drugiej jednak strony też ten cytat montessori brzmi strasznie :-> -
zorro napisał/a:
monstrualną ekspresją samowoli umysłowej
właściwie nie wiem co to znaczy... zorro, czy masz może dostęp do tej książki?

W wykładzie lektorka tłumaczyła, że dzieci w pierwszych latach swojego żźycia uczą się siebie i wszystkiego tego co wokół. Nie wiedzą co jest czym i jak działa, nie wiedzą jak oni działają i czym są. Każdego miesiąca się uczą. To dlatego nalezy im mówić prawdę tak długo, dopóki nie dojdą w swoim rozwoju do punktu w którym potrafią rozróżnić pomiędzy tym co prawdziwe i nie. Dopiero wtedy można budzić wyobraźnię odnoszącą się do form/postaci/rzeczy nieistniejących. Dla porównania - kazała wyobrazić sobie jak byśmy się czuli gdybyśmy nagle z naszej planety wylądowali na planecie zupełnie innej, nieznanej, w której niczego i nikogo nie znacie, jak byśmy się czuli gdybyśmy chodzili po tej planecie i rozmawiali z istotami wokół próbując się na niej jakoś ulokować a wszyscy wokół raczyli nas opowieściami wymyślonymi i prawdziwymi w dowolnym mixie. Ile czasu byśmy wytrzymali w takiej mieszance zanim mielibyśmy dość i przestalibyśmy ufać tym istotom wokół. Co innego, gdy potrafimy na tyle logicznie myśleć i analizować - jak to robi człowiek dorosły gdy znajdzie się w obcym otoczeniu. Mały człowiek jednak takich umiejętności dedulcji ne posiada.

W montessori jest miejsce na ekspresję artystyczną, ale tą która nie przedstawia wypaczonej rzeczywistości, a jeśli ją taką przedstawia jasno to stwierdza w stylu 'ta cebula jest inna bo jest sinopapuciasta, bardzo fajny kolor choć nieprawdziwy'

zorro - 2010-02-22, 20:52

Akurat ten ustęp cytuję za Readem ("Wychowanie przez sztukę"), który choć darzy osiągnięcia pedagogiczne Montessori wielką estymą, nie może wyjść z szoku nad tymi słowami i składa to na karb braku obycia ze sztuką. Choć nazywa to innymi słowy, mianowicie: '[...] dr Montessori ocenia je {rysunki} według ideału "piękna", którego istnienie raczej zakłada się niż stwierdza, lecz o którym z kolei możemy przypuszczać, że jest wzorcem klasycznego idealizmu lub może naiwnego naturalizmu.
Aby dziecko mogło wykonywać rysunki odpowiadające temu wzorcowi, należy według dr Montessori naprzód rozwinąć i udoskonalić jego "życie wewnętrzne", natchnione pewną wizją "wiekuistego istnienia".'
Herbert Read "Wychowanie przez sztukę" Ossolineum 1976, str. 129
Dziwne.
Przytoczyłam te słowa, bo są zastanawiające i stoją akurat w absolutnej sprzeczności do tego, co myślę o sztuce i wychowaniu w niej dzieci. Słowa Montessori i jej podejście do sztuki prezentują poglądy sprzed ponad 100 lat, gdy na salony wdzierała się przemocą awangarda, budząc odrazę w klasykach. To dobry przykład (jej słowa) na to, co mnie dręczy - czy też przy czytaniu steinerowców, czy też montessorian - jest schemat, którego prawdziwość i właściwość trudno podważyć, bo jest istotną obserwacją psychologiczną popartą dziesiątkami późniejszych lat badań, ale duża jego część to obraz świata konserwatywnych z gruntu rzeczy mieszczan końca 19 wieku początku 20. I nie można czytać wszystkiego jak Biblii. Kilka lat temu zresztą dostałam w przedszkolu od pani psycholog krótką rozprawę Feyi Jaffke na temat zabawy i pracy w przedszkolu waldorskim, która to mi miała dać do myślenia, a w dużej mierze rozśmieszyła mnie. Obraz rodziny i życia jest bowiem w niej mocno tradycjonalistyczny i patriarchalny. Oczywiście istotą rozwoju dziecka jest uczesniczenie w życiu rodziny, nie podważam tego, ale rolę, jaką przypisuje się tam matce odrzucam.

Humbak - 2010-02-23, 10:54

To prawda, że w wielu przypadkach trzeba pamiętać, kiedy narodziły się pewne systemy, w jakich warunkach, skąd mogły wynikać i czym być obarczone. Zorro, otworzyłaś przede mną kolejne pole do esploracji ;-) :lol:
Niemniej jednak osobiście bardzo się cieszę, że montessori jest tak szeroko rozpowszechnione i kontynuowane na świecie - dzięki temu będzie udoskonalane i rozszerzane o wiedzę i badania świeższe. Wiele z nich potwierdzają to o czym mówiła mm, wiele wzbogaca tą wiedzę, fajnie :-)

Z kolejnych części wykładu - najlepszym wiekiem do rozpoczęcia nauki czytania jest 4+ do 6 lat - wtedy dzieci same się otwierają na litery/symbole jakie je otaczają i są bardzo chętne by je poznać. Jednocześnie autorka zaznaczała, że nadal jest to wiek wzmożonej edukacji sensorycznej i nauka czytania nie może być taka jaką stosuje się w szkołach - musi się przede wszystkim opierać na zmysłach. Dlatego np literki danonkowe sprzed lat gdzie jakaś litera była namalowana na płaskim magnesie i wymieszana z obrazkami smoka i czegoś jeszcze to nieporozumienie. Najfajniejsze literki to takie których kształt można dotknąć, zbadać, poznać. Coś jak takie tu http://www.mojebambino.pl/go/_info/?id=1417 gdzie palcem można zbadać kształt liter czy literki magnesy lub piankowe.

Lektorka mówiła, że w swoim doświadczeniu widziała, że osoby które uczyły się czytać w późniejszym wieku czytały wolniej i mniej wyciągały z pierwszego przeczytania tekstu - często musiały przeczytać go ponownie by w pełni zrozumieć jego sens.

wspominała też, że nauczanie wyrazów na pamięć nie jest dobre bo jest jak nauka chińskiego, w którym istnieją tysiące znaków na tysiące pojęc i tak naprawdę bardzo ciężko się go nauczyć. Trzeba mieć mnóstwo obrazków żeby nauczyć czytać dziecko każdego słowa - drzewo, drzewa, dzungla, las itd itd, możliwości są tysiące, jak w chińskim niemal - jeden znak jedno znaczenie (nie wchodząc w szczegóły i wyjątki chińskiego). Zabiera to bardzo dużo czasu, energii, zapału itd. Ucząc tak dziecko jest ograniczone w swoim języku nie do tego czego ono chce się nauczyć (czyli pochodzące od wewnątrz), ale do wyrazów które są mu dane przez osobę uczącą (czyli z zewnątrz)
Dlatego radzi (mówi o angielskim) uczyć fonetyki tak by dziecko mogło przeczytać dobrze każdy wyraz nawet nie znając jego znaczenia.

Z mojego doświadczenia - obok standardowego angielskiego jaki ma w szkole moja córcia ja zaczęłam ją uczyć fonetyki - wymawiania dźwięków, sylab, dyftongów itd. i muszę przyznać, że nauka w szkole zaczęła być dla niej łatwiejsza - nie tylko łątwiej jej przeczytać zdania które miała do tej pory a przez to nie traci zapału, ale ładniej śpiewa i robi to chętniej, więcej wyrazów słyszy w bajkach choć nie rozumie no i potrafi prawidłowo zapytać o wyrazy które uslyszy wśród innych, słysząc poprawne pytanie potrafię jej odpowiedzieć a ona idzie dalej. Przede wszystkim bardzo to pomogło jej motywacji bo moja córcia daleko padła od jabłoni i język angielski jej ciężko przychodzi - nauka fonetyki nam zaczęła wiele ułatwiać. W pewnym sensie moje doświadczenie potwierdziło słowa p. Homfrey ;-)
Tzn nie wiem na ile skuteczniejsza jest nauka całycyh wyrazów na ile oddzielnie, ale w nauce całych wyrazów jaką ma natalcia nauka fonetyczna bardzo nam pomogła, bez tego jej zapał i wyniki w nauce po pierwszej euforii zaczęły wysiadać... nie starczyły na dłuższą metę...

[ Dodano: 2010-02-23, 11:22 ]
z drugiej strony jednak prowadząca przestrzega by nie uczyć dzieci wyrazów na zasadzie literowania (spelling). Dzieci wiedząc, jak się czyta wyrazy, umiejąc rozmawiać tzn znając język mówiony, wyciągają prawidłowe literowanie wyrazów (sorki za nowomowę ciągle piszę z kubą) poprzez czytanie. Jeśli zaczniemy od samego poczatku wyciągać od nich prawidłową sekwencję liter w każdym wyrazie zgasimy entuzjazm i skonczymy dobrą edukację, bo bez entuzjazmu nie ma nauki efektywnej i otwartej na przyszłość. Dzieci prawidłową ortografię i kolejność liter wyciągną same poprzez czytanie, nie trzeba je uczyć tego w pierwszych latach nauki czytania.

Podkreśla też że raz, czytanie jest niezwykle ważne dla edukacji jako takiej, z drugiej strony jest jednym z głównych źródeł niezalezności dziecka - tym razem mentalnej. Potrafi myśleć, zadawać pytania, teraz samo może szukać, znajdować odpowiedzi, jest bardziej niezależne i pewne siebie.

[ Dodano: 2010-02-23, 11:36 ]
Co do pisania - przestrzega by nie uczyć pisać dopóki dziecko nie będzie prawidłowo trzymało ołówek/kredkę. Gdy trzyma je prawidłowo, może nią łatwo manipulować, malować kształty jakie chce, nadgarstek jest wolny. Gdy trzyma źle - np w garści, może wykonywać tylko nieznaczne ruchy i zamiast radości z pisania, będziemy mieli dziecię sfrustrowane, któremu postawiono wygórowane żądania i który nie jest w stanie im sprostać, bo jego nadgarstek np nie namaluje koła, bez względu na to czy umie, czy nie. Ręka tego nie wykona. Dlatego najpierw nalezy ćwiczyć rękę, manipulację palcami, trzymanie ołowka, dopiero na koniec pisania, wtedy będzie efektywne a dziecku przyniesie radość.

jej zdaniem też zabawki 'edukacyjne' które przedstawiają np mnóstwo liter poprzewracanych we wszystkich kierunkach na poduszkach, zabawkach, gadżetach powodują że dzieci potem piszą źle litery i cyfry bo ciągle je widzą w różnych pozycjach zamiast prawidłowej jednej.
Nie przeładowywać wiedzą - to często powtarza. Nie zanudzać, nie dawać za dużo i za często, nie narzucać. Dbać o entuzjazm i pozytywny stosunek bo bez tego nie ma nauki choćby nie wiem jak dobrze byłaby opracowana metodologicznie.

kociakocia - 2010-02-24, 09:18

Humbak napisał/a:
Dlatego radzi (mówi o angielskim) uczyć fonetyki tak by dziecko mogło przeczytać dobrze każdy wyraz nawet nie znając jego znaczenia.
ma to głęboki sens. tak się nauczyłam języków. mieszkając za granicą chłonęłam dzwięki niewiele początkowo rozumiejąc, lecz po czasie wszystko zaczęło się układać w logiczną całość.
ale prawdę powiedziawszy osłuchiwać się zaczęłam jako kilkunastolatka oglądając mtv ;) czy inne języczne kanały.
więc może warto ( z wyjątkiem osobistego wkładu ), o ile się puszcza czasem jakieś bajki, kupować je np. w jęz angielskim?

Anja - 2010-02-24, 17:38

a ja mam pytanie o książki.
którą z poniższych warto kupić na pewno? byłabym bardzo wdzięczna za radę. :->
Understanding the Human Being
http://www.amazon.com/Und...i/dp/187934100X
Montessori from the Start
http://www.amazon.com/Mon.../ref=pd_sim_b_6
How To Raise An Amazing Child the Montessori Way
http://www.amazon.com/How...ref=pd_sim_b_14
:?:

zwolnij - 2010-02-24, 18:21

Anja napisał/a:
a ja mam pytanie o książki.
którą z poniższych warto kupić na pewno? byłabym bardzo wdzięczna za radę. :->
Understanding the Human Being
http://www.amazon.com/Und...i/dp/187934100X
Montessori from the Start
http://www.amazon.com/Mon.../ref=pd_sim_b_6
How To Raise An Amazing Child the Montessori Way
http://www.amazon.com/How...ref=pd_sim_b_14
:?:


Ja przede wszystkim polecam Unconditional Parenting Alfiego Kohna, którą właśnie skończyłem czytać. Szkoda, że nie nabyłem jej wcześniej, ale lepiej późno niż wcale:
http://www.bookdepository...ional-Parenting

Raz jeszcze polecam Między rodzicami a dziećmi Heima Ginotta

i Wychowanie bez porażek Thomasa Gordona.

How To Raise An Amazing Child the Montessori Way jest bardzo fajnie napisana - dużo kolorowych zdjęć i przejrzystości - bardzo dobre wprowadzenie do Montessori w domu.
http://www.bookdepository...-Montessori-Way

Polecam też choć jedną książkę autorstwa Marii Montessori. Na początek myślę, że dobra jest The Secret of Childhood http://www.bookdepository...et-of-Childhood

Do książki Montessori from the Start jakoś mam mieszane uczucia. Jako, że była to jedna z pierwszych książek, którą czytałem a propos Montessori i dzieci w wieku od 0 do 3 lat jakoś wpłynęła na moje postrzeganie rodzicielstwa, a nie koniecznie w najlepszy sposób. To oczywiście tylko moja zupełnie subiektywna ocena, ale ta książka jakoś za bardzo skłoniła mnie do 'edukowania' i patrzenia przez pryzmat 'zasad'. Myślę, że jest tam dużo cennych wskazówek dotyczących okresu 0-3 lata, ale nie polecam jej jako jednej z pierwszych książek o Montessori. Ja przeczytałem ją w niewałściwym momencie.
Raczej polecam tu książkę Understanding the Human Being Montanaro, jeśli chodzi o czas 0-3 lata.

Humbak, Twoje tłumaczenie wnosi na to forum naprawdę wiele dobrego. Dla mnie to w ogóle pierwsze miejsce w sieci, w którym rzeczywiście toczy się dyskusja na temat Montessori. Próbowałem parę miesięcy temu zabrać się za tłumaczenie tych wykładów Homfrey, żeby dodać polskie subtitles, ale czas pozwolił mi jedynie na zrobienie 50% z wykładu pierwszego i od tego czasu nie wróciłem do tego zadania. Może kiedyś z Waszą pomocą się uda, bo mimo, że te wykłady wydają się być bardziej dla nauczycieli niż rodziców, to jednak jest tam ogromne źródło informacji dla rodziców. Dziękuję!

Anja - 2010-02-24, 19:05

zwolnij, bardzo Ci dziękuję za cenną wypowiedź. Jak widzisz, nastawiłam się na książki dotyczące dzieci w wieku od 0 do 3 lat. Czy The Secret of Childhood oraz Unconditional Parenting są "ogólniejsze", bardziej o metodzie Montessori w ogóle?
zwolnij - 2010-02-24, 21:51

Anja napisał/a:
zwolnij, bardzo Ci dziękuję za cenną wypowiedź. Jak widzisz, nastawiłam się na książki dotyczące dzieci w wieku od 0 do 3 lat. Czy The Secret of Childhood oraz Unconditional Parenting są "ogólniejsze", bardziej o metodzie Montessori w ogóle?


The Secret of Childhood to książka, w której Montessori opisuje, jak odkrywała naturę dziecka i co dzieci ją o sobie nauczyły najpierw w tym pierwszym Casa dei Bambini w Rzymie, a później w innych na całym świecie.
Cenię ją za to, że pozwala myśleć o dziecku, jako o kimś kogo warto poznawać i rzuca takie pozytywne światło na postrzeganie dziecka. Jest to też podstawowa lektura, jeśli chodzi o podejście Montessori.

W Unconditional Parenting nie ma ani słowa o Montessori. To książka czysto o rodzicielstwie, która jednak dla mnie wydaje się być bardzo związana z podejściem rozwijanym przez Montessori. Kohn powołując się na wiele badań wykazuje, że dla dzieci ważne jest rodzicielstwo bezwarunkowe. 'Kocham Cię za to, że jesteś, a nie za to że robisz tak jak sobie tego życzę.' Pokazuje, że liczy się nie to, że my myślimy, że kochamy nasze dzieci bezwarunkowo, ale to jak one to czują. Kohn krytycznie odnosi się do tzw. pozytywnego wzmocnienia (chwytaniu dziecka na gorącym uczynku, gdy zrobi coś dobrze i natychmiastowych pochwał) jak i do kar, ponieważ zarówno jedno jak i drugie ma na celu manipulowanie zachowaniem dzieci, by czyniły to co nam się podoba. Przywołuje wiele badań, które wykazały szkodliwość takiego podejścia. Jego propozycje są dalekie od tzw. wychowania bezstresowego - nic z tych rzeczy, opierają się raczej na współpracy z dziećmi, wspólnym z nimi rozwiązywaniu drażniących tematów, przemyśleniem czy nasza prośba lub nakaz przynosi coś dobrego, czy jest tylko zapewnieniem sobie świętego spokoju. Oj dużo by pisać... Polecam, a niedługo też zamierzam napisać, kilka słów o tej książce na naszej stronie.
Choć może się wydawać, że to nie książka o etapie 0-3 to jednak dla mnie to bardzo ważna pozycja znów pozwalająca mi jakoś w dobrym świetle spojrzeć na dzieci, a szczególnie na mojego 2 letniego syna, z którym czasem ciężko o cierpliwość. Nie jest to książka typu 'co zrobić, żeby dziecko robiło to co teraz chcemy?', ale dla mnie raczej książka stawiajaca pozywyne wymagania rodzicom, by pomyśleli o tym, jakie cechy chcieliby, by ich dzieci miały, kiedy będą dorosłe i dążeniu w budowaniu podejścia i środowiska, które to ułatwi. Kohn bardziej skupia się na pokazywaniu dzieciom, jakie konsekwencje ich czyny mają na innych ludziach niż na egzekwowaniu konsekwencji wobec samego dziecka (kara i nagroda). Pierwsze podejście pozwala dziecku zacząć dbać o uczucia i dobro innych osób, drugie skupia dziecko na sobie samym i zdobywaniu pochwał lub unikaniu kar.

Jeśli chodzi o niemowlęta Kohn pisze o jednym zdarzeniu, w którym jego 3 miesięczna córeczka zawsze bardzo płaczliwie protestowała na przebieranie zaraz po obudzeniu. Najpierw pomyślał 'Sorry, muszę to zrobić, nawet jeśli nie bardzo Ci się to podoba'. Ale później przemyślał sprawę 'No zaraz, może ona dopiero co się obudziła, jest jeszcze zaspana i nie ma teraz humoru na przebieranie od razu. Odczekam moment aż się rozbudzi i wtedy spróbuje'. Okazało się, że córka nie protestowała już tak zaciekle.

topcia - 2010-02-25, 00:24

kociakocia napisał/a:
kilkunastolatka oglądając mtv

wiele się nauczyłam oglądając anglojęzyczne filmy z tłumaczem

zwolnij - 2010-02-25, 10:34

Anja, zainspirowałaś mnie, żeby poszukać jeszcze trochę książek i myślę, że następną pozycją, jaką chciałbym przeczytać jest 'Naukowiec w Kołysce. Czego o umyśle uczą nas małe dzieci': http://merlin.pl/Naukowie...t/1,386595.html

Książkę tę polecają na stronie Association Montessori Internationale USA, jako książkę rekomendowaną dla rodziców.
http://www.amiusa.org/ind...id=89&Itemid=70
http://amiusa.org/index.p...id=91&Itemid=65

Anja - 2010-02-25, 11:49

zwolnij, jakie ciekawe książki polecasz! jeszcze raz dziękuję!
zwolnij - 2010-03-05, 12:21

Znalazłem wczoraj bardzo ciekawy artykuł na temat zmuszania dzieci do mówienia "przepraszam": http://www.austinmontesso...ing%20Sorry.pdf
(jęz. angielsku)

dżo - 2010-03-05, 12:35

zwolnij, a zrecenzujesz? nie czytam niestety po ang.
zwolnij - 2010-03-05, 13:35

dżo napisał/a:
zwolnij, a zrecenzujesz? nie czytam niestety po ang.

Bardzo chętnie, ale nie dam rady w tej chwili, może w weekend mi się uda, chyba, że ktoś pomoże?

zorro - 2010-03-05, 15:01

Mam pewne przemyślenia na gorąco:
1. Sorry to po polsku nie tylko 'przepraszam', ale i 'przykro mi'. 'Przepraszam' to w pewnym sensie słowo-konwenans. Jeśli nadepnę ci na nogę, mówię przepraszam, choć przecież nie zastanawiam się długo nad tym, czy sprawiłam ci duży ból. Gdy powiem 'przykro mi', bo źle cię potraktowałam, powinnam mieć to choć trochę przemyślane.
2. Metoda, która zakłada, że dziecko ma dojrzeć do odczucia bólu, spowodowanego sprawieniem KOMUŚ bólu sprawdza się jedynie w grupach, które ze sobą dłużej przebywają - przedszkola, szkoły; nie ma możliwości przepracowania sytuacji z nieznajomym dzieckiem uderzonym na placu zabaw przez nasze dziecko. Choć zgadzam się, że nie można na dzieciach wymuszać ani przeprosin, ani przywitań ("co się mówi?"), ale można delikatnie przypomnieć, że coś takiego JEST OCZEKIWANE. Trzeba jednak wyraźnie wyłuszczać zasady współżycia w społeczeństwie. Piszę to, bo jestem 'ciotką' pięcioletniego dziecka, które do tej pory nie uważa za stosowne się ze mną przywitać, ponieważ NIGDY rodzice mu chyba tego nie uświadomili. Cały czas jest małym dzieckiem, które 'nic nie musi'.
3. W pewnym sensie rozśmieszyło mnie tłumaczenie uderzonemu: 'zastanów się, co możesz zrobić, żeby nie być bitym'. Potem zasmuciło, bo sugeruje, że ofiara winna jest temu, że ją zaatakowano.
4. Oczywiście, że sposobem na takie sytuacje nie jest przemoc słowna, tylko spokojne tłumaczenie, w którym można dojść do tego, co spowodowało rękoczyny.

Anja - 2010-03-05, 21:52

A ja z innej beczki - będą w Wawie warsztaty prowadzone przez specjalistkę od montessori - dla dzieci w wieku od 5 lat. Żałuję, że Artek nie jest starszy... ;-)
zorro - 2010-03-05, 21:54

Szkoda, że tak strasznie późno...
topcia - 2010-03-06, 00:57

zwolnij napisał/a:
dżo napisał/a:
zwolnij, a zrecenzujesz? nie czytam niestety po ang.

Bardzo chętnie, ale nie dam rady w tej chwili, może w weekend mi się uda, chyba, że ktoś pomoże?

też jestem ciekawa :-D

Wiola1 - 2010-03-11, 00:18
Temat postu: witam z Krakowa
Jestem pod dużym wrażeniem waszych rozważań i pomysłów. Sama od lat jestem zafascynowana metodą montessori. Moja starsza córka chodziła do przedszkola montessori , a młodsza właśnie do tego dorasta... Prowadzę w Krakowie małe przedszkole montessori i od niedawna również Klub Malucha Montessori, do którego uczęszczaja dzieci od 1,5 roku do 3 troku życia. Jest to dla mnie prawdziwa radość i fascynacja... Tworząc Klub opierałam sie w znacznej mierze na wskazówkach wyniesionych z kursu prowadzonego przez Priscę Melucco ( z Włoch) w Krakowie. Chętnie napiszę coś więcej o samej idei tworzenia przestrzni w żłobku mntessori i o tym jak wygląda to u nas w praktyce- co sie udaje, a co doskonalimy). Na naszej stronie internetowej jest również film pokazujący sale Klubu z podziałem na kąciki tematyczne charakterystyczne dla maluchów. Zapraszam do oglądania www.montessori-house.pl. Mnóstwo pomocy dla maluchów przygotowujemy same, choć pewne standardowe trzeba zakupić. Postaram się wrzucić tu trochę zdjęć - z niektórym pomocy korzystamy również w domu - z moja młodszą 2- letnią córcią. Może kogoś zainspirują . Tak jak mnie -wasza dyskusja na forum. Pozdrawiam
topcia - 2010-03-11, 00:36

Wiola1, wow, gratuluję przedsiębiorczości. Sama się noszę z podobnymi pomysłami, ale zabrać sie konkretnie do tego jakoś nie mogę...
Humbak - 2010-03-11, 02:26

Wiola1, jak ja ci zazdroszczę... :->

nic to... westchnęłam chwilę i wracam do rzeczywistości :)

witamy w wątku, bardzo się cieszę, że jest przydatny dla tylu osób, nie mówiąc o tym jak się cieszę, że tak wiele osób podziela moje zdanie odnośnie edukacji dziecka, podejścia do niego i... długo by się tu rozpowiadać.

wybaczcie że nic nie piszę, znowu praca... jakoś nie daję ostatnio sobie rady, dżo, jak się uwolnię od tego co mam teraz znowu wrócę do relacjonowania więc za ten artykuł też się chętnie wezmę, niedokładnie go przeczytałam, ale też mam kilka obiekcji (choć przemawia do mnie nauczanie dziecka czym są przeprosiny, to jednak z drugiej strony przecież wielokrotnie czytałam w różnych wątkach m że należy pokazywać dziecku także te kulturowe aspekty naszego otoczenia - uczymy je czym jest prezent i że za niego dziekujemy i dlaczego, uczymy je jak się witać i żegnać, nie widzę powodu dlaczego mam nie uczyć że należy przeprosić aż do momentu w którym dziecko załapie... ) trochę to dla mnie naciągane więc tym chętniej przysiądę nad artykułem

zorro napisał/a:
Choć zgadzam się, że nie można na dzieciach wymuszać ani przeprosin, ani przywitań ("co się mówi?"), ale można delikatnie przypomnieć, że coś takiego JEST OCZEKIWANE. Trzeba jednak wyraźnie wyłuszczać zasady współżycia w społeczeństwie
dokładnie. i to drugie zdanie jest bardzo montessoriańskie ;)

rozmowa w której dziecko mówi co myśli, po czym mówi to drugie jest oczywistą formą rozwiązywania konfliktów, ale w mojej rzeczywistości na pytanie 'jak to rozwiązać' dzieci odpowiadają 'więcej się do niej nie odezwę!' ;-) :lol:

tak więc sorki za milczenie, I'll be back soon :-)

kociakocia - 2010-03-11, 08:33

Wiola1, witaj, jak znajdziesz chwilkę pisz więcej, może zainspirujesz mamy do prowadzenia podobnej działalności, a jeśli czasem organizowane są kursy w naszym kraju, to widzę nadzieję :)
z tego co się orientuję taki kurs we Włoszech trwa 10 mcy (450h, 3x w tygodniu), a jak to wyglądało u nas jeśli możesz napisać?
no i piękną masz stronę :D i zdjęcia! gratuluję udanego przedsięwzięcia :!:

Humbak - 2010-03-11, 10:14

kociakocia, kursy są - dla nauczycieli i rodziców co jakiś czas, w łodzi organizowane przez PSM http://www.montessori-cen...ta/oferta.html, więc jest jak zdobyć podstawy choć za duże pieniądze.

Jeśli ktoś dobrze zna ang są też kursy on-line przez wiele stowarzyszeń m.in. montessori foundation http://www.montessori.org/, czytając blogi, strony internetowe i inne odniosłam wrażenie że trzeba być gdzieś za granicą na szkoleniu żeby zobaczyć jak naprawdę wygląda nauka montessori bo u nas mimo wszystko rzeczy dzieją się po omacku i są jeszcze w powijakach. Ale to moje wrażenie, może jest inaczej, za mało wiem by mówić coś konkretne

zorro - 2010-03-11, 10:27

Humbak napisał/a:

rozmowa w której dziecko mówi co myśli, po czym mówi to drugie jest oczywistą formą rozwiązywania konfliktów, ale w mojej rzeczywistości na pytanie 'jak to rozwiązać' dzieci odpowiadają 'więcej się do niej nie odezwę!' ;-) :lol:

No i ma do tego prawo! ;)
Też czasami nie mam ochoty się odzywać do tego, kto zrobił mi przykrość.
Czas jednak pokazuje dziecku, że taki rozwiązania są niepraktyczne. Chyba, że jest się dzieckiem rodziców, którzy sami mają problem z przebaczaniem. Pewnie i wśród montessorian tacy się zdarzają. Czasem człowiek nie potrafi wyzwolić się od przeszłości. che che.

kociakocia - 2010-03-11, 10:30

Humbak, znam dobrą duszę, która chciałaby otworzyć tego typu instytucję, więc dziękuję za informacje! ;-)
pozwolę sobie przekopiować Twój link bez przecinka na końcu, żeby się otwierał ;) http://www.montessori-cen...zta/oferta.html

zwolnij - 2010-03-12, 15:05

topcia napisał/a:
zwolnij napisał/a:
dżo napisał/a:
zwolnij, a zrecenzujesz? nie czytam niestety po ang.

Bardzo chętnie, ale nie dam rady w tej chwili, może w weekend mi się uda, chyba, że ktoś pomoże?

też jestem ciekawa :-D


No to w końcu mi się udało. Postanowiłem napisać artykuł po polsku bazujący na tym artykule po angielsku i tym, co przeczytałem ostatnio w książce Alfiego Kohna 'Unconditional Parenting' oraz w książce Ginotta 'Między rodzicami a dziećmi'.
http://www.bycrodzicami.p...ec-przepraszam/

W oryginalnym artykule nie podobało mi się to podejście z pompą i fanfarami do dziecka, które w końcu wyraziło szczerze swój żal i po raz pierwszy przeprosiło za zabranie ołówka koledze. Myślę, że ono czuło się z tego naprawdę dumne, a ta wydaje mi się przesadzona reakcja mogła go nie potzrebnie zawstydzić, a kto wie czy i nie spowodowała, że następnym razem zastanowił się chwilkę zanim kogoś przeprosił spontanicznie, żeby nie być na tym przyłapanym.

zorro napisał/a:
3. W pewnym sensie rozśmieszyło mnie tłumaczenie uderzonemu: 'zastanów się, co możesz zrobić, żeby nie być bitym'. Potem zasmuciło, bo sugeruje, że ofiara winna jest temu, że ją zaatakowano.

Wydaje mi się, że w artykule chodzi o to, że tak naprawdę nie wiemy jak rozwinął się konflikt. Może dziecko, które zostało uderzone sprowokowało całą sprzeczkę rzucając wyzwiska lub zabierając lub niszcząc coś. Zrozumiałem to bardziej jako 'Pomyśl, co możesz zrobić, żeby nie prowokować innych do uderzenia cię?'

Humbak napisał/a:
(choć przemawia do mnie nauczanie dziecka czym są przeprosiny, to jednak z drugiej strony przecież wielokrotnie czytałam w różnych wątkach m że należy pokazywać dziecku także te kulturowe aspekty naszego otoczenia - uczymy je czym jest prezent i że za niego dziekujemy i dlaczego, uczymy je jak się witać i żegnać, nie widzę powodu dlaczego mam nie uczyć że należy przeprosić aż do momentu w którym dziecko załapie... ) trochę to dla mnie naciągane więc tym chętniej przysiądę nad artykułem

Autorka tego tekstu piszę tam dalej w akapicie Coming from the Heart, żeby powiedzieć do dziecka: "Kiedy poczujesz, że chciałbyś przeprosić po prostu idź i przeproś'.
No i jeszcze jest ten cały akapit o modelowaniu zachowania i byciu przykładem więc to nie do końca tak, że mamy czekać, aż dziecko załapie.

topcia - 2010-03-12, 23:51

zorro napisał/a:
Chyba, że jest się dzieckiem rodziców, którzy sami mają problem z przebaczaniem. Pewnie i wśród montessorian tacy się zdarzają. Czasem człowiek nie potrafi wyzwolić się od przeszłości. che che.

no ale fakt faktem, że nosisz w sobie te negatywne emocje....
zwolnij napisał/a:
ogła go nie potzrebnie zawstydzić, a kto wie czy i nie spowodowała, że następnym razem zastanowił się chwilkę zanim kogoś przeprosił spontanicznie, żeby nie być na tym przyłapanym.

wg mnie może działać trochę na opak- w jakiś sposób jest to pozytywne wzmocnienie do działań, które kończą się przeprosinami. Zależy też oczywiscie od dziecka, czy potrzebuje zainteresowania, aprobaty itp.
zwolnij napisał/a:
zorro napisał/a:
3. W pewnym sensie rozśmieszyło mnie tłumaczenie uderzonemu: 'zastanów się, co możesz zrobić, żeby nie być bitym'. Potem zasmuciło, bo sugeruje, że ofiara winna jest temu, że ją zaatakowano.

Wydaje mi się, że w artykule chodzi o to, że tak naprawdę nie wiemy jak rozwinął się konflikt. Może dziecko, które zostało uderzone sprowokowało całą sprzeczkę rzucając wyzwiska lub zabierając lub niszcząc coś. Zrozumiałem to bardziej jako 'Pomyśl, co możesz zrobić, żeby nie prowokować innych do uderzenia cię?'

sądzę, że zorro w jakims stopniu ma rację-nawet wg tego 'Pomyśl, co możesz zrobić, żeby nie prowokować innych do uderzenia cię?' stawiamy dziecko w roli, w której to ono ma się dostosowywać do otoczenia i je satysfakcjonować. NIe daje możliwości wyrażania siebie.

[ Dodano: 2010-03-13, 00:27 ]
zwolnij napisał/a:
http://www.bycrodzicami.p...ec-przepraszam/

rozumiem, że to ten artykuł?

zwolnij - 2010-03-13, 02:03

topcia napisał/a:
http://www.bycrodzicami.pl/montessori-w-domu/co-powinienes-powiedziec-przepraszam/
rozumiem, że to ten artykuł?


tak tak, ten właśnie.

topcia napisał/a:
wg mnie może działać trochę na opak- w jakiś sposób jest to pozytywne wzmocnienie do działań, które kończą się przeprosinami. Zależy też oczywiscie od dziecka, czy potrzebuje zainteresowania, aprobaty itp.

no, ja raczej jestem bardzo sceptyczny, jeśli chodzi o pozytywne wzmocnienie dlatego ten element mi się nie podobał.


topcia napisał/a:
sądzę, że zorro w jakims stopniu ma rację-nawet wg tego 'Pomyśl, co możesz zrobić, żeby nie prowokować innych do uderzenia cię?' stawiamy dziecko w roli, w której to ono ma się dostosowywać do otoczenia i je satysfakcjonować. NIe daje możliwości wyrażania siebie.

Ja nie widzę tu za bardzo ograniczania możliwości wyrażania siebie, szczególnie jeśli to wyrażanie siebie prowokuje innych do złości to na pewno jest warte przemyślenia. Nie widzę też tu również żadnego narzucania: Zrób tak i tak, bo inaczej będziesz dostawał, ale raczej zachęta do pomyślenia nad tym, co się stało i dlaczego. 'Spróbuj pomyśleć jak wyrazić siebie nie prowokując innych - może zmień ton głosu, staraj się powstrzymać przed wtrącaniem się do czyjejś pracy, jeśli coś cię w kimś drażni zacznij raczej od wyrażenia swoich uczuć niż ataku słownego na tę osobę itd.'

dżo - 2010-03-13, 10:35

zwolnij, bardzo dziękuję za ten artykuł, będzie mi bardzo pomocny w przyszłości.
Dziś przeczytałam również tekst w jaki sposób uczyc i przyzwyczajać dziecko do właściwej formy jedzenia, który zainspirował mnie do zmian w tej materii bo u nas o zgrozo kultura spożywania posiłków jest zerowa.
Tymon nie znosi siedzenia w krzesełku do karmienia więc jadamy na podłodze, wszyscy razem! A, że dziecko jak gąbka chłonie wszystko co zaserwuje mu otoczenie to najwyższa pora na zmiany.
Tylko jak zmobilizować nadpobudliwego, nieumiejącego usiedzieć w bezruchu dziecko aby zjadło posiłek w spokoju? I czy to jest wogóle możliwe u niespełna rocznego malucha?
Jak to wygląda u Was?

Anja - 2010-03-13, 21:48

zwolnij, bardzo ciekawe są Twoje artykuły (nie wiem, kiedy dam radę przeczytać to wszystko, co polecasz, ech...). a tak przy okazji ich czytania dzisiaj zauważyłam, że niedawno Ci się córeczka narodziła. gratulacje! :-)
dżo, ja ostatnio znowu próbuję usadowić Artka w krzesełku i co nieco się udaje, zwł. gdy jedzenie jest b. smaczne i gdy ja też jem. a mam podobne problemy do Twoich. tak więc pewnie małymi kroczkami... podoba mi się idea małego stolika i krzesełka - zamierzamy takowe kupić i może to unormuje sytuację. :->

kociakocia - 2010-03-13, 22:08

Anja, akurat przegladałam byc rodzicami stronkę http://www.bycrodzicami.p...li-dzieciecych/ :D
topcia - 2010-03-13, 23:57

zwolnij napisał/a:
no, ja raczej jestem bardzo sceptyczny, jeśli chodzi o pozytywne wzmocnienie dlatego ten element mi się nie podobał.

mam na myśli to, że dziecko potrzebujące uwagi może znaleźć w tym sposób na zaspokojenie swojej potrzeby. Walne kogoś, potem przeproszę i będą sie nade mną znowu zachwycać.
zwolnij napisał/a:
a nie widzę tu za bardzo ograniczania możliwości wyrażania siebie, szczególnie jeśli to wyrażanie siebie prowokuje innych do złości to na pewno jest warte przemyślenia. Nie widzę też tu również żadnego narzucania: Zrób tak i tak, bo inaczej będziesz dostawał, ale raczej zachęta do pomyślenia nad tym, co się stało i dlaczego. 'Spróbuj pomyśleć jak wyrazić siebie nie prowokując innych - może zmień ton głosu, staraj się powstrzymać przed wtrącaniem się do czyjejś pracy, jeśli coś cię w kimś drażni zacznij raczej od wyrażenia swoich uczuć niż ataku słownego na tę osobę itd.'

dla mnie same umiejscowienie agresora i ofiary niezbyt się widzi. Hmmmm..... ja bym powiedziała raczej "może zastanowimy się nad tym, dlaczego między ludzmi dochodzi do sporów?"
Dzięki temu podejściu:
1-nie koncentrujemy uwagi na dziecku i nie sugerujemy winy po jego stronie. a ono i tak zacznie projektować na opisywane osoby swoje relacje. TO tak jak czytanie bajek terapeutycznych.
2-nie stawiamy go na stanowisku, w którym to on jeden jest winny a reszta świata błyszczy.

[ Dodano: 2010-03-14, 00:10 ]
Dla mnie samo słowo "prowokować " jest już sugerujące i opiniujące, kto tu jest tym winnym.
A dziecko w swoich zachowaniach jest odbiciem tego, co przeżywa. Najczęściej jest to efekt sytuacji w domu.... Także z tego już tytułu jest obciążone i dodatkowe wrzucanie mu na karb naszych opinii nie jest tu dobrym rozwiazaniem.

zorro - 2010-03-14, 00:35

dżo napisał/a:

Tymon nie znosi siedzenia w krzesełku do karmienia więc jadamy na podłodze, wszyscy razem!

Naprawdę? Tak się zastanawiam, gdzie wg was jest granica 'podążania za dzieckiem'?

Anja - 2010-03-14, 18:35

kociakocia napisał/a:
Anja, akurat przegladałam byc rodzicami stronkę http://www.bycrodzicami.p...li-dzieciecych/ :D


kociakocia, ja już nawet pisałam do tego stolarza, by zapytać o cenę, drewno, wysyłkę... i okazało się, że musi zebrać 'odpowiednią liczbę zamówień". Ech... :->

dżo - 2010-03-14, 18:53

zorro, ja właśnie nie jestem przekonana czy to co robimy można zaliczyć do "podążania za dzieckiem". Jedzenie posiłkow poza wyznaczonym miejscem jest dla mnie ustepstwem, uległością bo tylko w ten sposób moje dziecko zjada konkretne ilości.
A jak Ty sądzisz?

alma58 - 2010-03-14, 20:15

Hej Kobietki
Długo zajęło mi przeczytanie całego wątku i mam pytanie do Humbak. Gdzie można kupić te plansze z warzywami http://picasaweb.google.p...492033173817970 i domino dotykowe z figurami geometrycznymi http://picasaweb.google.p...491357293019762 ? Nigdzie nie moge takich znaleźć.
Pozdrowki dla wszystkich - jesteście skarbnicą wiedzy :roll:

Humbak - 2010-03-14, 22:00

alma58, to nie są plansze z warzywami, to są zwykłe mini ksiązeczki pt 'warzywa' i 'warzywa i owoce' jakie można znaleźć wszędzie, widziałam nawet na poczcie. Czego nie znalazłam, to takich na których byłyby zdjęcia warzyw (w większości to namalowane obrazki niestety które w teorii powinnam wyrzucić, w praktyce szkoda mi było) więc musiałam się zadowolić wersją z warzywami wykonanymi z modeliny które wyglądają - w miarę - realistycznie.
Warzywka plastykowe z Auchan, domowe z targu ;-) , ich selekcji już nie fotografowałam.
Domino nie jest dotykowe, jest zwykłe, drewniane, tyle że z figurami geometrycznymi to raz i podziałem na 2 kolory to dwa. Można używać je do selekcji w dowolny sposób - z podziałem na kolor, kształt lub oba naraz.
Nie wiem gdzie można je kupić, dostalismy w prezencie jeszcze za czasów toddlerstwa natalciowego

[ Dodano: 2010-03-14, 22:07 ]
dżo, u nas na początku było krzesełko i jedzenie na nim w kuchni, potem dostawialiśmy je do stołu bo można było tak ustawić jego pozycję że siedział razem z nami przy stole. Potem nie chciał siedzieć na krzesełku i siedzi razem z nami przy stole na kanapie. W czasach jedzenia polegało to na tym, że siadaliśy wszyscy przy obiedzie i każdy jadł co chciał i ile chciał. Jak już nikt nic nie chciał, sprzątaliśmy ze stołu, często robiąc sobie po jedzeniu kawkę i pozwalając dzieciom buszować po pokoju byleby tylko te pół godziny odsapnąć.
Nie wiem, czy nie błędem było, że jakiś czas po obiedzie pozwalałam kubie na przekąski (już niekoniecznie przy stole) i nie wiem czy to go nie nauczyło że nie trzeba się najadać przy nim. Trudno powiedzieć.

Dziś głównie jemy przy stole. Jak trudno mu usiedzieć czytamy książeczki i mam serię takich pływaczkowych specjalnie do tego przygotowanych. Ponoć to nie pedagogiczne, ale pozwala mu dokończyć posiłek do momentu w którym mówi 'juś nie' albo 'kuba nie lubi' - i najczęściej dokończyć czytanie.

W teorii powinno odbywać się bez czytania, ale ja jak narazie inaczej nie umiem wiec trudno mi nauczyć kubę tego czego sama nie potrafię ;-)

topcia - 2010-03-14, 23:28

U nas z posiłkami też jest nieco kłopotu. Śniadanie Wisia zjada dosć żwawo. Najgorzej jest z obiadem-moze dlatego, że nie jest na maxa głodna, a chcę, żeby zjadła i poszła spać. Takze obiad trwa ok. godziny :-/ . JUż standardowo praktycznie jest, ze najpierw je na krzesełku. Druga część posiłku to stanie przy stole na krześle, na którym siedzę ja i bawienie sie przeróżnymi rzeczami przy tym, a ja Ją dalej karmię. Trzecią częścią było jedzenie w pokoju, podczas gdy się bawiła (sama prosiła o karmienie). Teraz zdecydowanie mówię "nie" karmieniu w pokoju i zadowala się dwoma częściami. WYluzowałabym z tym, i postawiła granicę, ze jemy jedynie na krzesełku. ALe po pierwsze: cieżko dziecku wytrzymać jednak a po drugie, jeśli nie zje, napełni żołądek moim mlekiem przy lulaniu, więc....
zorro - 2010-03-15, 00:28

Dżo, co do karmienia poza miejscem do tego wyznaczonym: jestem zdecydowanie na NIE. Uwierzcie, że upór rodziców przynosi cuda. Nie chce jeść, niech nie je. Widziałam po prostu takie cuda w wykonaniu znajomych, że nie chciałabym się znaleźć na ich miejscu. ;-) Potem okazuje się, że rodzice zabierają kotleta do kieszeni na spacer, 'bo może wtedy coś zje.' U nas wygląda to tak: córka (20 mies.) je sama, a gdy się znudzi, dokarmiam ją. Gdy nie chce jeść - odchodzi od stołu lub sama ją 'wysadzam'. Tak samo robiliśmy z pierwszym dzieckiem. Od początku budowaliśmy wspólnotę jedzenia. Siedzimy razem przy stole, jemy, rozmawiamy, nie zaburzamy naturalnego pędu do samodzielnego jedzenia. Efekt był taki, że roczniak całkiem nieźle radził sobie sam. Ja też przecież chcę zjeść, najchętniej jeszcze gorące. Tak więc najpierw było krzesełko przyczepiane bezpośrednio do stołu (dzielimy ten sam blat), potem takie drewniane krzesełko, po którym można wchodzić samemu. Daje to dużo wolności, dziecko nie jest zniewolone w jakimś kosmicznym tworze, samo chce uczestniczyć. Jedynym ustępstwem na jaki przystaję są 'panowie' lub 'zwierzaki', które 'patrzą' jak je. :)
zwolnij - 2010-03-15, 14:54

Anja napisał/a:
a tak przy okazji ich czytania dzisiaj zauważyłam, że niedawno Ci się córeczka narodziła. gratulacje! :-)

Dziękujemy za gratulacje :)

Tak próbuje sobie wrócić pamięcią jak to wyglądało u nas z jedzeniem przez te kolejne miesiące.
Kiedy zaczęliśmy wprowadzać posiłki stałe to robiliśmy to przy niskim stoliku Jana. My siedzieliśmy na podłodze a Jan na swoim niskim krzesełku. W większości przypadków chciał jeść, a przy tych okazjach, kiedy nie chciał to po paru razach, kiedy próbowalismy jeszcze jakoś go zachęcać a czasem nawet zmuszać to zrezygnowaliśmy z tych praktyk, bo dla nikogo nie było to przyjemne. Na początku tylko karminiliśmy go przy tym stoliku, on miał małą łyżeczkę od początku, ale tylko nią trzaskał o stół albo talerz.
Kiedy Jan zaczął sam sobie radzić z wkładanie jedzenia do ust, rękami lub łyżeczką to często jedliśmy z nim posiłki przy tym małym stoliku. To był najlepszy sposób żeby utrzymać go przy stole.
Cały czas też staraliśmy się trzymać na stole tylko niezbędne rzeczy i jedzenie, żeby nic nas od tego nie rozpraszało. Próbowaliśmy wprowadzić dwa znaki języka migowego dla niemowląt: 'jeszcze', 'wystarczy', ale tak średnio nam to wychodziło. Po jakiś 2 miesiącach zrezygnowaliśmy.
Kiedy Jan miało 18 miesięcy udało nam się kupić takie krzesełko o jakim pisze też zorro, na które Jan sam może sobie wejść i z którego może sobie zejść i zaczęły się nasze wspólne posiłki przu dużym stole. Około tego samego czasu kuipiliśmy też książkę: , która bardzo nam pomogła ustalić mniej więcej jak wygląda nasze jedzenie. Child of Mine: Feeding with Love and Good Sense.
Ogólnie wygląda to tak, że do nas dorosłych należy przygotowanie zbalansowanych poisłków i podanie ich zapraszając dziecko do wspólnego spożywania i na tym nasza rola się kończy. To dziecko decyduje czy i ile zje, ale do stołu zostaje zaproszone i powinno usiąść, kiedy jest wspólny posiłek. Jest tam jeszcze parę bardzo ważnych wskazówek myślę, które to wszystko ułatwiają. Po pierwsze autorka uważa, że u małych dzieci nie ma takiego zjawiska jak 'nie lubię' jeśli chodzi o jedzenie: Dziecko potrzebuje jedynie wielokrotnie doświadczyć danej potrawy, żeby się do niej przyzwyczaić i zaakceptować (podobnie jak my jesteśmy sceptyczni co do nowych potraw i musimy najpierw spróbować). Nie jest to jednak robione na siłę. Po prostu te potrawy pojawiają się na stole.

Taki przykład z naszego domu. Jan nie jadł jajek przez parę miesięcy, w żadnej postaci. Ale zawsze, kiedy robiliśmy jajecznicę albo jajko na twardo to on też dostawał swoją porcję i kilkanaście razy tego nie tknął. Zjadł tylko chleb, a jajecznica zostawała cała i tak to zostawialiśmy bez namawiania czy wciskania. Za którymś razem Jan skosztował i zaczął jeść. Teraz je jajka w różnych postaciach.


Staramy się też, by różne rzeczy były na talerzu, z którego można się poczęstować, a nie bezpośrednio na talerzyku. Są więc np pokrojone pomidory, posmarowany masłem chleb, pokrojona rzodkiewka i plasterki sera. Jan częstuje się tylko tym na co ma ochotę. Talerz krąży i mówimy proszę możesz się poczęstować. Czasem zje tylko ser, a nie tknie chleba, czasem tylko chleb.
Autorka pisze, że kiedy potrawy są tak podane najczęściej zdarza się, że dziecko najpierw nie chce w ogóle danej rzeczy np pomidorów. Po jakimś czasie weźmie sobie pomidora na swój talerzyk, ale go nie spróbuje. Później może go próbować i wypluwać, aż w końcu będzie go jadło chętnie. Są oczywiście rzeczy, które z jakiś względów dziecko nigdy nie chce jeść i to już jego tajemnica dlaczego. Ja na przykład do teraz nie potrafię przekłnąć kiszonej kapusty.

Autorka tej książki pisze, że dzieci uzupełniają swoje potrzeby żywieniowe mniej więcej w 3 tygodniowych cyklach same wiedząc czego im w danym momencie najbardziej brakuje. Na końcu książki jest też rozpiska jak wyglądają porcje dziecięce zaspokajające potrzeby dziecka i można zobaczyć jak dużo czasem chcielibyśmy w dziecko wcisnąć, a jak mało mu potrzeba i ono samo to potrafi regulować. Działa to zarówno w przypadku, gdy rodzice obawiają się, że dziecko je za mało, jak i za dużo (i jest np otyłe). Ani wciskanie ani ograniczanie nie przynosi tutaj niczego dobrego.

Autorka rekomenduje też w miarę możliwości ustalenie stałych godzin posiłków i umiejętne podawanie innych przekąsek pomiędzy nimi. Ważne, by w posiłkach głównych występowały zarówno skrobia, tłuszcze i cukry, bo to stanowi pełen posiłek, a dziecko na przestrzeni paru posiłków uzupełni wszystko.
Najbardziej zaspokajają poczucie głodu tłuszcze, następnie skrobia i na końcu cukry. Kiedy dziecko chce więc przekąsić coś, a wiemy, że za 0.5h - 1h będzie duży posiłek to warto dać dziecku jakiegoś owoca, który szybko dostarcza energii, ale na krótko zaspakaja poczucie głodu.

To tyle, co przechodzi mi teraz do głowy. [/i]

Anja - 2010-03-16, 08:59

zwolnij, jak zwykle cenne uwagi - bardzo dziękuję. :-> też używam znaków 'jeszcze" i "wystarczy" - ciekawe, na ile się one sprawdzą u nas... :-> coraz bardziej podoba mi się idea niskiego krzesełka, bo mój syn tego wysokiego nie lubi (niewygodne?) i nie zawsze chce w nim siedzieć. tyle że wątpię w to, czy nawet te najniższe krzesełka będą już dla niego odpowiednie, hmmm...
mam pytanko do warszawskich montessorofilów... ;-) czy macie (bądź planujecie zakup) jakieś książki o metodzie montessori, bądź związane z tym tematem? mnie interesują nie tylko te, które ukazały się w języku polskim (z prostej przyczyny - jest tego niewiele), ale też te tytuły, które są polecane w tym wątku. niestety, nie jestem w stanie kupić wszystkiego - stąd idea, byśmy może sobie takowe pożyczali...?

kociakocia - 2010-03-16, 10:28

bardzo polecam fotelik dla malucha, mam taki i jest obszerny, stabilny http://www.allegro.pl/ite...zka_gratis.html
topcia - 2010-03-17, 00:01

kociakocia, fotelik ma miękkie siedzisko?

[ Dodano: 2010-03-17, 00:02 ]
zwolnij napisał/a:
ę kupić takie krzesełko o jakim pisze też zorro,

a moze masz jakiś link, jak ono wygląda?

zorro - 2010-03-17, 00:56

Wygląda tak:
http://www.babydan.com/de...recordid1041=76
W Polsce występuje pod hasłem 'krzesełko rosnące'. Jest też polski producent. Aha, jego niewątpliwą zaletą jest długoletnie użytkowanie. :)

zwolnij - 2010-03-17, 01:34

My mamy dokładnie to samo krzesełko, co zorro, Krzesełko BabyDan
Nie wiem jak ono się nadaje dla dzieci mniejszych niż 18 miesięcy, bo my nabyliśmy go wtedy i Jan umiał się na niego wspinać. Bardzo to krzesełko lubimy.

zorro - 2010-03-17, 13:54

Moja córka zaczęła z niego korzystać wkrótce po 1 urodzinach. Drugie tego typu jeszcze do tej pory eksploatuje mój 7-letni syn.
kociakocia - 2010-03-17, 14:22

topcia napisał/a:
kociakocia, fotelik ma miękkie siedzisko?
tak, piankowe, jak w opisie
topcia - 2010-03-18, 00:02

kociakocia napisał/a:
ak, piankowe, jak w opisie

no to trochę niebardzawo. NIestabilnie tak siedzieć.

Krzesełko jest w pytę. Ale 1 latek i 7 latek to różne gabaryty.... Dla obu opcji będzie wygodnie?

zorro - 2010-03-18, 00:52

Tak. Dlatego, ze zarówno część pod pupę, jak i pod nogi się reguluje.
topcia - 2010-03-18, 00:56

zorro napisał/a:
ak. Dlatego, ze zarówno część pod pupę, jak i pod nogi się reguluje.

aha, Dzięki ;-)

[ Dodano: 2010-03-18, 00:58 ]
:shock: o mamo. ale ceny :shock:

zorro - 2010-03-18, 01:00

Cena konkretna. Ja mam dwa innej, choć takie same konstrukcyjnie. Można czasem znaleźć. Poza tym bywają używane.
topcia - 2010-03-18, 02:06

zorro napisał/a:
Cena konkretna

nie. Patrzyłam polskie i ta cena mnie przeraziła :roll: . Ta Wasza jeszcze ujdzie

Humbak - 2010-03-18, 22:51

Na kanale "Zone Europa" ponoć leciał film o Marii Montessori i ma lecieć (czy leci? nie znalazłam w programie) powtórka - czy ktoś może o tym słyszał?
zwolnij - 2010-03-19, 00:02

Humbak, tak słyszałem o tym filmie i wiem, że leciał na tym kanale, nic mi nie wiadomo o powtórce. Niestety nie miałem okazji go widzieć na tym kanale.
http://www.pl.zoneeuropa....s.aspx?FID=3185

Udało mi się go później znaleźć w wersji tylko po włosku, a niestety włoskiego nie znam :(

Jeśli będziecie coś wiedzieć o powtórce to dajcie znać proszę.

Anja - 2010-03-19, 06:39

no proszę, i znowu okazało się, że warto czytać program telewizyjny i oglądąć telewizję... :-/

[ Dodano: 2010-03-19, 06:48 ]
czytam teraz (zachłannie) 'how to raise an amazing child the montessori way' (książka nareszcie doszła! :-> ) i mamom niemowląt polecam (było juz o tym w tym wątku?) ideę 'koszyka skarbów' (treasure basket): pomysł omówiony np. tu (przepraszam, że po angielsku, ale po polsku nie znalazłam):
http://www.gracemontessorischool.com/tbasket.php

a zdjęcie nie naszego koszyka, ale inspirujące. :->

Humbak - 2010-03-19, 12:08

Anja, mam tą książkę, jest świetna, zwłaszcza dla mam maluchów :)

kapitalny koszyk :D

zwolnij napisał/a:
Jeśli będziecie coś wiedzieć o powtórce to dajcie znać proszę.
właśnie znajoma mi napisała że mają być wkrótce powtórki dlatego pytam, bo na ich programie nie znalazłam...

dajcie znać jak ktoś się dowie kiedy ok? :-D

Humbak - 2010-03-19, 22:40

Byyyyłłłłoooo buuuuu :( we wtorek i środę :( ((

Jest do ściągnięcia na torrencie ale ja nie mam uczestnictwa w nim - trzeba by było płacić a na raz mi się nie opłaca :( (

Buuuuu :( ( pozostaje mi tylko wypatrywać powtórki kolejnej

dżo - 2010-03-20, 21:34

zorro napisał/a:
co do karmienia poza miejscem do tego wyznaczonym: jestem zdecydowanie na NIE. Uwierzcie, że upór rodziców przynosi cuda

zorro, dziękuję, zmotywowałaś mnie aby zmienić nasz styl jedzenia i po części sie udaje także myśle, że z czasem wyeliminuję całkowicie to podłogowe karmienie.

Anja, a czy zrobiłaś już porządek montessoriański w zabawkach Artura? 8-)
Ja się w końcu zmobilizowałam i na I urodziny Tymon dostał od nas i od babci kącik wg mm. Jutro postaram się wkleić zdjęcie aby znawcy tematu ocenili i zaopiniowali jak nam wyszło ;-) .
Kącik ma :
- półkę z czterema przegródkami, na której są wyselekcjonowane zabawki, koszyk z klockami, książeczki,
- lustro,
- wieszaczek.

zwolnij, jesteście skarbnicą wiedzy, czytam Wasz blog z wypiekami na twarzy i snuję pomysły na moj montessoriański dom :-) , bardzo Wam dziekuję :-) . Żałuję bardzo, że tak późno znalazłam i zainteresowałam się tym tematem.

Humbak - 2010-03-20, 23:25

dżo napisał/a:
zwolnij, jesteście skarbnicą wiedzy
bezcenną i bardzo rzeczową - dzięki Tobie ten wątek jest tym czym jest i bardzo Ci za to dziękuję :-D - sama wiem ile to czasu zabiera... ;-)

ja tu też czerpię od innych mam - mądrości od zorro, ale przede wszystkim zapału którego mi od jakiegoś czasu brakuje na skutek rozmyślań co zrobić ze swoim życiem ;-) Także fajnie jest mi ogromnie wejść i zobaczyć tą energię :-)

Koszyk o którym pisze Anja - dla tych którzy nie wiedzą ;-) - to wg autorki książki wybrane obiekty spośród zbioru "około 50-100 rzeczy, z których każda posiada odrębną i właściwą jej cechę: kształt, kolor, faktura, waga i zapach - należy użyć przy wyborze własnej wyobraźni i zdrowego rozsądku. Można wykorzystać takie przedmioty jak portfel, duża skorupka orzecha, szyszka, szczotka, piórko, srebrny dzwoneczek (przy natalii często chodziłam po sklepach szukając rzeczy które wydawałyby nie tyle ładne co inne dźwięki), gładki kamień."

Może to być coś:
- metalowego: wtyczka i łańcuszek, dzwonek, łyżeczka, mała trzepaczka
- naturalnego: szyszka, gąbka, pestka avocado, piórko, duży kamień, muszla
- drewnianego: łyżka, drewniane jajko, pędzelek do smarowania ciasta, klocek, szczotka do butów
- szklanego: kieliszek do jaj, słoik do przypraw, solniczka, mały przycisk do papieru, korale
- zrobione z materiału lub skóry: satynowe lub aksamitne wstążki, kłębek wełny, mała portmonetka, jedwabny szal, pompon, smyczka do kluczy

(unikając rzeczy niebezpiecznych, z ostrymi brzegami, z lużnymi fragmentami i nitkami, czegokolwiek co mogłoby zostać połknięte /wszystko mu dać się lizać ;) / czy takich w których farby z których są wykonane są toksyczne lub łatwozmywalne)

Zmysły jakie kształci taki koszyk to:
- słuch
- wzrok
- smak
- dotyk
- odkrywanie (jeśli to można nazwać zmysłem, w oryginale: exploring)
- węch

Dżo, czekam na zdjęcia, sama jestem ciekawa ;) W książce pisało, że dobrze jest gdy we wszystkich wspólnych pokojach jest coś co nalezy do dziecka. My mamy w salonie trzy półki dla kuby - na jednej książki, na pozostałych różnie bywa, czasem moje przelewanki, prace, najczęściej jednak (z braku czasu) gotowce. Z reguły gdy Kuba się znudzi zabawką, zamieniam ją na inną na jakiś czas, zdarzyło mi się jednak, że gdy schowana zabawka wróciła na swoje miejsce po jakimś czasie, kuba już zniej wyrósł... ups.
W wieku tymona najbardziej sprawdziły się nie zabawki ale przelewanki, wyciskanki, przenaszanki i to wszystko o czym była mowa na początku wątku. Tak w każdym bądź razie było u kuby ;-) :-)

Teraz staram się, by miał coś matematycznego, coś przyrodniczego, coś na ćwiczenie zręczności rączek, logicznego myślenia (z reguły tu są puzzle), kształcenie zmysłów, coś tematycznego (teraz szukam rzeczy o wiośnie). Na codzień jednak wygląda to różnie...

Zwolnij, ja się też zastanawiam nad czymś innym - jak wygląda montessoriański dzień z dzieckiem które nie chodzi jeszcze do przedszkola? Tak od rana do wieczora, każdego dnia?

zorro - 2010-03-21, 00:58

Humbak napisał/a:

ja tu też czerpię od innych mam - mądrości od zorro, ale przede wszystkim zapału którego mi od jakiegoś czasu brakuje na skutek rozmyślań co zrobić ze swoim życiem ;-) Także fajnie jest mi ogromnie wejść i zobaczyć tą energię :-)

Aż się spłoniłam, dziękuję.
dżo napisał/a:
zorro, dziękuję, zmotywowałaś mnie aby zmienić nasz styl jedzenia i po części sie udaje także myśle, że z czasem wyeliminuję całkowicie to podłogowe karmienie.

Życzę powodzenia!
Ja bardzo lubię czytać ten wątek. Pozwala mi z dystansu popatrzeć na to, co robię, no i zaczęłam wprowadzać ŁAD zabawkowy. Kiedyś zawsze puszczałam wszystko na żywioł. :)

Anja - 2010-03-21, 07:39

dżo napisał/a:
Anja, a czy zrobiłaś już porządek montessoriański w zabawkach Artura? 8-)

Tak, już od jakiegoś czasu wprowadzamy porządek (półki, a nie kosz - przełomowa sprawa :-) ), dokonujemy selekcji zabawek - to nam bardzo służy (zwł. chowanie części zabawek i wyjmowanie ich po 3 tygodniach - co za radość z "nowych" rzeczy :-) ) . To wszystko powoli, nie wiem, czy kiedykolwiek będzie to typowo montessoriański pokój / dom. :->

dżo - 2010-03-21, 18:15

Humbak napisał/a:
Może to być coś:
- metalowego: wtyczka i łańcuszek, dzwonek, łyżeczka, mała trzepaczka
- naturalnego: szyszka, gąbka, pestka avocado, piórko, duży kamień, muszla
- drewnianego: łyżka, drewniane jajko, pędzelek do smarowania ciasta, klocek, szczotka do butów
- szklanego: kieliszek do jaj, słoik do przypraw, solniczka, mały przycisk do papieru, korale
- zrobione z materiału lub skóry: satynowe lub aksamitne wstążki, kłębek wełny, mała portmonetka, jedwabny szal, pompon, smyczka do kluczy

Humbak, takich instrukcji mi trzeba :-D , dziękuję poraz kolejny.

Oto nasz kącik:







[ Dodano: 2010-03-21, 18:21 ]
Humbak napisał/a:
W wieku tymona najbardziej sprawdziły się nie zabawki ale przelewanki, wyciskanki, przenaszanki

A napisałabyś konkretnie co to są te przelewanki itd.? Bardzo proszę bo nie wiem czy właściwie to rozumiem.

kociakocia - 2010-03-21, 19:15

dżo, bardzo urodziwy Tymczas :D i jak fajnie zaplanowałaś pokój!
Humbak - 2010-03-21, 20:52

dżo napisał/a:
co to są te przelewanki itd.?
to są zajęcia manualne usprawniające rączkę, z tzw działu 'praktycznego życia' - link do przykładowych zadań jest tu (to pierwsze jakie znalazłam jeszcze za czasów natalci ale uważam za naprawdę fajne) http://faculty.fullerton.edu/syen/mts/_link.htm , konkretnie chodzi mi o ćwiczenia "practical life' tu http://faculty.fullerton..../life/_link.htm

np:
PRZELEWANIE
- suche (ryżu, kaszy, różnych ziaren z różnych pojemników do różnych, kolorowych, szklanych, drewnianych, z różnych kultur, brać pod uwagę można wszystkie możliwe pojemniki zmieniając stopień trudności przelewania - inaczej gdy pojemniki są kwadratowe, inaczej gdy okrągłe jak szklanka, zwężające się ku górze lub rozszerzające się)
- mokre - przelewanie wody, kolorowej wody (tu wchodzą eksperymenty z bibułą i tworzeniem nowych kolorów)
- jedno do wielu (mokre i suche)
- z użyciem lejka
na początek fajna będzie cerata na środku pokoju, miska i różne miseczki, nawet takie wiatraczki jakie się sprzedaje do piaskownicy no i fartuszek

ŚCISKANIE
- wyciskanie wody z gąbki
- wszelkie zabawy z gąbką
- np wyciskanie wody używając wyciskarki do owoców cytrusowych
- używanie spinaczy do prania
- posługiwanie się pałeczkami

itd

Generalnie rzecz biorąc wg montessori pierwsza powinna być nauka obsługi siebie samego, potem dochodzi do tego troska o otoczenie najbliższe (ożywione i nie ;-) ) a potem dopiero troska o środowisko. Te cwiczenia u góry to to pierwsze.

Kapitalny ten kącik, dżo, bardzo przytulny, a półeczki zachęcają do eksploracji 'co tym razem mama tam włożyła :-) Dorzuciłabym tu właśnie jedną tackę z zadaniem np. dwiema miseczkami i np orzechami do przesypywania, może z miseczką blaszaną, wtedy będzie fajny dźwięk. Przy wprowadzaniu takiej tacki najpierw trzeba poinstruować dziecko jak należy to zrobić (używając jak najmniej słów) a potem pozwolić dziecku to zrobić - jak ćwiczenie będzie trafne to możliwe że w niecierpliwości nie da ci dokończyć pokazu ;-)

dżo - 2010-03-21, 21:11

Humbak, dziękuję za bardzo cenne uwagi. Z tymi zajęciami manualnymi tak myslałam, że o to chodzi ale zaczełam powątpiewać bo nie wyobrażam sobie Tymona skupionego np. na wyciskaniu gąbki, wg mnie on jest zbyt szybki, zbyt mało cierpliwy i za mało umiejący się skupić, ale możliwe, ze sa to moje nieuzasadnione obawy więc popróbuję. Jest jeszcze jeden problem - Tymon nadal nagminnie i namiętnie bierze wszystko do buzi i tutaj zabawa z przesypywaniem ryżu może skończyć się niestrawnością ;-) .
Miseczkę blaszana stosujemy, zapomniałam o niej, dzieki za przypomnienie :-) .

maga - 2010-03-21, 21:34

dżo - proponuję zabawę w wannie. Ziom przez długi czas fajnie się na niej koncentrował.
Do wanny wstawiałam wiadro z wodą, do wiadra kubek albo gąbka i miałam kwadrans na posprzątanie łazienki ;-) Teraz taka zabawa już się mojemu synowi znudziła, ale zajmowała go przez dobrych parę tygodni. Co do ryżu, kasz, wyciskania gąbeczek praską - u nas na to chyba wciąż za wcześnie. Ziomek natychmiast rozsypuje ziarenka po całym pokoju i tyle z zabawy :roll:

Fajny kącik. My też kupiliśmy Ziomkowi mały regalik na zabawki, ale nie mogę się zebrać by przeprowadzić selekcję :->

A czy taki koszyk montessoriański jest sens zrobić dzieciaczkowi w wieku Ziomka, czy syn mój już za stary na takie niespodzianki? Pomyslałam sobie, że mogłabym go gdzieś ukryć w taki sposób, żeby go sobie sam znalazł. Byłoby to chyba atrakcyjniejsze dla niego

Humbak - 2010-03-21, 22:28

dżo, w tym wieku nie chodzi o długą koncentrację ale jako taką. Kuba też nie należy do najcierpliwszych i mówiąc że się świetnie bawił pewnie nie jedna mama zdziwiłaby się gdyby spojrzała na zegarek. Ja wiem jednak że dla niego to było długo ;)
Z czasem czas skupienia na zabawie się wydłuża, wydaje mi się, że najgorsze co można tu zrobić to oceniać to czasowo (2 minuty, 5 czy 10). Im bardziej trafisz w gust tymona, tym dłużej będzie się skupiał na danej czynności. Ważne by nie wtrącać się bardziej niż to konieczne, pozwolić dziecku 'zatopić' się w zabawie i pozostać obok - ale nie włączać się. Powyższe zabawy raczej nie polegają na wspólnej radości jak budowanie klocków ale na samodzielnej pracy. A w wyborze to tu jest wybitnie 'podążanie za dzieckiem' jak zaczniesz sama zobaczysz - jednego dnia kuba coś robił, drugiego dnia znowu, trzeciego dałam mu trudniejszy stopień a on się nudził bo jakoś go łatwo pokonał, czasem szedł krok dalej, a czasem krok dalej był za trudny i wracaliśmy do początku bo tam było mu najfajniej.
Teraz znudził się przelewaniem i choć nie robi tego super to sama czynność mu się znudziła. Jakoś uznał że umie, przesypuje mąkę, kasze, soczek gdy jest ze mną w kuchni i to lubi, ale osobno jako ćwiczenie już nie. Teraz interesuje się bardziej segregowaniem rzeczy.

Zabawa w wannie to też fajny pomysł, tylko więcej z tym roboty. U mojego kuby nie byłabym do końca przekonana czy pozwoliłaby mu ona na takie skupienie jak było to przy ceratce. W końcu nie są to wypełniacze czasu ale ćwiczenia konkretnych umiejętności rączki, rozwijające mięśnie i sprawność manualną. W wannie mój kuba szaleje... :->

Tak tylko a'propos tego koszyka w razie gdyby nie było to jasne - to nie są moje pomysły, ale z książki o której wspomniała Anja ;)

[ Dodano: 2010-03-21, 22:32 ]
maga napisał/a:
A czy taki koszyk montessoriański jest sens zrobić dzieciaczkowi w wieku Ziomka, czy syn mój już za stary na takie niespodzianki?
TAKI koszyk proponuje się głównie dzieciom młodszym, ale jestem pewna że i ziomek zainteresuje się wieloma rzeczami typu mieszadło, pędzelek czy solniczka (zwłaszcza nie odkecana tylko z zamykaną klapką)
My nadal mamy koszyk, choć już z innymi ciekawostkami, np helikopterek stąd http://www.zabawkowy-swia....x=0&button.y=0 czy inne strzelanko-dmuchanki logopedyczne i manualne.
Właściwie co jest w koszyku to mix zainteresowania dziecka i pomysłowości mamy, u nas w koszyku są nawet mini zabawki z jajek-niespodzianek którymi odgrywamy teatrzyk. Sama idea jest fajna, rozbudza ciekawość i chęć do eksploracji 'co tym razem tam znajdę'. Przedmioty natomiast można dobrać do wieku :)

topcia - 2010-03-22, 01:18

Anja napisał/a:
dokonujemy selekcji zabawek

razem uzgadniacie> ? Czy sama decydujesz które i robisz tak, aby nie widział? Ogólnie nie jestem za robieniem czegokolwiek za plecami dziecka. ALe ciekawi mnie to, bo sama się przymierzam to posegregowania naszego kącika zabawek.

Humbak - 2010-03-22, 11:38

Dżo, mnie zainspirowała, pozbierałam rozrzucone zabawki Kuby u nas w pokoju i tak wygląda u nas półeczka przed dobraniem się do niej kuby (wersja gdy mama nie ma czasu kombinować mu zadań, czyli zbiór zabawek po prostu)



wersję gdy mama ma czas zrobię za jakiś tydzień ;-)

Na samej górze mamy tematyczną wystawkę a'la natura czyli co ściągnęliśmy z podwórka, ale teraz tak bida bo chorujemy, zimowe ozdoby usunęłam a wiosenne jeszcze nie przyszły. Pod spodem puzzle - klocki, pod spodem koszyk z rzeczami które latają (helikopterki itd jak pisałam wyżej), rybki-magnesy do łowienia, matrioszka z pudełek po kremach bajaderki i znajdź parę czyli poszukaj par tych samych zapachów, pod spodem książeczki częściowo nieobecne bo kuba je czytał i do zdjęcia nie oddał :-P

aha, te kasety z tyłu to taka foto-tapeta - nie mieliśmy gdzie ich usunąć i tak zostały. Kuba traktuje je właśnie jak ładną tapetę ;)

maga - 2010-03-22, 12:24

Humbak napisał/a:
te kasety z tyłu to taka foto-tapeta

No właśnie to mi się rzuciło w oczy. Czy nie jest to element rozpraszający? Ja się staram (tzn. będę to robić, jak zamieszkamy wreszcie u sibie, bo na razie mam zadanie mocno utrudnione...) jak najbardziej uprościć otoczenie, usunąć, co zbędne. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że czasem to jest niemożliwe. Pytam tylko, czy taki element jest neutralny czy nie koniecznie.

Humbak - 2010-03-22, 12:50

maga, masz rację, ale nie mam ani jednej półki gdzie mogę je przenieść :( z racji zawodu mamy w domu kilkaset książek, każda ściana jest pokryta meblami z książkami na maxa - ta półka też była jedną z nich - przepełniona na fulla książkami - usunęłam z niej tyle ile mogłam :( Rozważałam usunięcie ich do piwnicy, ale mimo wszystko co jakiś czas z nich korzystamy :-/
maga - 2010-03-22, 13:16

Humbak, myślę, że "nic na siłę". Przecież są takie sytuację, że nie da rady i już. Chyba ważne, że robi się tyle ile jest się w stanie :-)
Anja - 2010-03-22, 15:45

Humbak, no ja chyba skopiuję sobie Twoje posty ze zdjęciami, bo jak ja się do tego wszystkiego za jakieś 2 - 3 lata dokopię... ;-)

ja bym dorzuciła kilka propozycji do koszyka skarbów - biorąc pod uwagę to, co się u nas sprawdziło. :-) więc tak: "saszetka" z pachnącymi ziołami (lawenda i róża - przy okazji dobre na uspokojenie :mrgreen: ), mały, długi słoiczek z różnokolorowymi fasolkami, orzech włoski, małe blaszane pudełeczko z cukiereczkami w środku (kolejny powód, by nie spuszczać dziecięcia z oka, ale cukiereczków nie wyjmę, bo one fascynująco grzechoczą), kordonkowy kolorowy wisiorek (generalnie biżuteria - to jest niesamowite). więcej nie pamiętam. :-> co ciekawe, na początku koszyk skarbów nie powalił mojego syna na kolana ;-) może ze 3 minuty łaskawie mu poświęcił. :-) ale teraz już wie, o co chodzi i z coraz większą fascynacją "studiuje" jego zawartość - muszę przyznać, ze uwielbiam wtedy na Artka patrzeć. :->

a tak w ogóle, to może na jakieś warsztaty się zgadamy? oferują (dla dzieci poniżej 3 roku życia) na tej stronie: http://www.montessori.pl/

Humbak - 2010-03-22, 16:34

Anja napisał/a:
ja bym dorzuciła kilka propozycji do koszyka skarbów
Anja, bomba! Dla nas zwłaszcza te zapachy... To fajny pomysł pisać co się sprawdziło a co nie :D Jeśli chodzi o czas zabawy to u mnie też jest różnie, wiele rzeczy jest takich którymi kuba się nie zachwyca a mimo to do nich co rusz wraca (jak te buteleczki zapachowe, wcale nie chciał się nimi bawić ale dopóki je wyciąga co dwa dni to stoją ;) )

Co do kopiowania, ja bym jeszcze ściągnęła lusterko od dżo... u nas nie ma na to miejsca i włożyła więcej pomysłów montessori a mniej sklep zabawkowy ale jak wspomniałam tak wygląda gdy mama nie ma czasu - a nie ma go dość często nie ma się tu co oszukiwać ;-)

A macie może jakieś pomysły na kącik natury pt 'wiosna'? Pomyslałam o kwiecie w doniczce małym (zawsze go można dodatkowo podlewać, wycierać listki...), może jakieś gniazdko z ptaszkami - sztucznymi oczywiście i... co dalej? :->
Dzwoneczek dżo przypomniał mi że kuba lubi dzwonki, może gdzieś mi się jakieś jeszcze uchowały... nie wiem czy to wiosenne ale fajne :lol:

czy trzeba się zalogować żeby zobaczyć te kursy? bo mi się nic nie wyświetla odnośnie nich... albo kiepsko czytam... :oops:

dżo - 2010-03-22, 18:15

Cudownie, że wątek tak się rozrasta :-D
Anja, Twoje koszyczkowe pomysły są świetne, zaraz zrobię Tymowi słoiczek fasolkowy. Ja jestem pod tym wzg. bardzo mało twórcza i narazie kopiuje pomysły od Was ale mam nadzieję, że z czasem się rozkręcę i dorzucę tu swoje "trzy grosze" :-) . Już wiem za czym bedę się rozglądać w czasie jakichkolwiek zakupów marketowych.

U nas lustro bardzo się sprawdza, Tymon pięknie kuka do siebie i cieszy się ogromnie, czasami aż się zaśmiewa na głos widząc swoje odbicie - fantastycznie móc to ogladać :-D . Także zachęcam bardzo aby go umieścić w miejscu zabaw dziecka.

dżo - 2010-03-22, 21:00

Chodzę i myślę nad tymi "zabawkami" i przypomniało mi się z mojego dzieciństwa takie pudełko z szufladkami zrobione z pudełek od zapałek, do których można było wkładać różne "skarby". Czy to będzie montessoriańskie?
Humbak - 2010-03-22, 21:18

hehe... jeśli potraktować to jako ćwiczenia manualne... może mikrusie gałeczki do tych szufladek dla ćwiczenia uchwytu? ;)
no i to zależy co będzie zawartością tych szufladek - można np znajdować pary szufladek o tych samych zawartościach (dla starszych pary szufladek których zawartość ma coś ze sobą wspólnego) - dosłownie albo np para rzeczy drewnianych, para plastykowych... znalezioną parę można je wyjąć i grać dalej ;)

no i koniecznie musi być estetyka wykonania :mryellow:

dżo - 2010-03-22, 21:22

Humbak, :-)
Jeśli znajdę duże pudełka (a nie te malutkie, trdycyjne) to spróbuję zrobić tą komódkę.

Anja, nie znalazłam info o warsztatach. Jesli możesz podaj szczegółowszego linka :-) .

loika - 2010-03-22, 22:10

Humbak napisał/a:
A macie może jakieś pomysły na kącik natury pt 'wiosna'? Pomyslałam o kwiecie w doniczce małym (zawsze go można dodatkowo podlewać, wycierać listki...), może jakieś gniazdko z ptaszkami - sztucznymi oczywiście i... co dalej?


W zeszłym roku zerwaliśmy kilka gałązek i wstawiliśmy je do wody i przez kilkanaście dni obserwowaliśmy jak wyrastają na nich pączki, a następnie rozwijają się liście. Zamierzam w tym roku powtórzyć.
W niedzielę zrobiliśmy i utopiliśmy w rzece Marzannę(pamiętacie ten zwyczaj?). Synka bardzo to zafascynowało i wciąż to wspomina, więc pomyślałam, że wydrukuję mu zdjęcie z obrzędu. I przy okazji wpadłam na pomysł, że zrobimy zbiór zdjęć z oznakami wiosny (gdy zbierze się ich większa ilość, będzie można z nich zrobić książeczkę). Dziś np. przeszliśmy się do pobliskich uli i fotografowaliśmy pszczoły, które się przebudził.
Myślę że dla starszych dzieci ciekawy byłby schemat pokazujący ruch obiegowy ziemi, na którym można pokazać z czego wynika występowanie pór roku.


A tak na marginesie, bardzo dziękuję za ten wątek, jest dla mnie ważną inspiracją :-)

Humbak - 2010-03-23, 00:00

znalazłam dość ciekawą stronkę - Montessori World: Educational Institute
http://homepage.mac.com/m...wei/default.htm

są tu wspomniane już filmiki M Homfray (trzeba kliknąć na 'contents'):
http://homepage.mac.com/m...The_Course.html
tu - helping children learn to read http://homepage.mac.com/m...The_Course.html

ale też np fajne prace ręczne z papieru i nie tylko wg p. Homfray i M. Blodget http://homepage.mac.com/m...k/Contents.html

loika, ożywiłaś moją wyobraźnię, bardzo Ci za to dziękuję :D
my marzanny robimy niewielkie i je palimy. Nie wiem co gorsze ale jakoś nie mogę się przekonać do wrzucania rzeczy do wody innych niż listki i patyki ;)

bajaderka - 2010-03-23, 00:09

No to i ja swoje trzy grosze dodam co robiliśmy w marcu do tej pory
ostatnio rozmontowałam labirynt manipulacyjny z Ikei...i z jednej zabawy zrobiło się kilka :
duże drewniane korale posłużyły Basi do nawlekania, póżniej sortowania i układania z nich prostych figur, Jagoda masowała sobie nimi stopy ;-) , uczyły się obie wkręcać śrubki imbusem ( plus poznały nowe słowo imbus :-D ), czym Basia była zafascynowana przez bite pół godziny, o tu dałam zdjęcie jak wkręca :-D http://www.bajaderki.pl/f...album=80&pos=16
stopiłam świecowe kredki w piekarniku ( też są na zdjęciu na mojej stronce ), ale przed tym dziewczyny mi te kredki przygotowały, połamały, poobierały starannie z papierków, także matka mogła zrobić spokojnie obiad w tym czasie :-P
zrobiłyśmy króliczki z masy solnej, tu też dziewczyny dłuuuugo pracowały, dałam im kaszę gryczaną, siemię,rumianek, kaszę jaglaną, wiórki kokosowe do obklejania, wyszły jak na mój gust całkiem całkiem...
z wełny zrobiłyśmy pompony a póżniej kurczaczki do ozdoby stołu
nauczyliśmy się także robić łańcuszki i półsłupki na szydełku ( tzn. ja i mąż nauczyliśmy się od Jagody :-> )
Basia zrobiła dla Tosi róże z plasteliny ( pierwsze zdjęcia )
oprócz tego siekanie, krojenie, tarcie królują u Jagody....zrobiła sama na przyjazd dziadka i babci wegańską sałatkę jarzynową i chodziła dumna jak paw

dżo Twój synek jest piękny !
zorro bardzo podoba mi się Twój blog, dziękuję za inspiracje odnośnie memo dotykowego i liczb z papieru ściernego....i te książki...super
zwolnij ja też dziękuję i także pytam jak wygląda u Was dzień z Janem wg MM

Humbak - 2010-03-23, 00:21

bajaderko, co to jest labirynt manipulacyjny? Lata nie byłam w Ikei... :-P

Śliczne zdjęcia w podpisie!! :mryellow:
Obejrzałam zdjęcia... jesteś waldorf mamą bajaderko, piękne rzeczy tworzycie, tyle kaemek tam fruwa... :-)
Takie śliczne te Twoje dziewczyny są... eh...
I zobaczyłam jeszcze fajną rzecz do zwalenia na grunt domowy - moździerz... :-P

bajaderka - 2010-03-23, 00:43

To jest coś takiego
http://www.sklep.educariu...63&produkt=7407

o właśnie... Basia w możdzieżu rozdrabniała najpierw chrupki, potem dałam jej ziele angielskie i pieprz

Aga, a dlaczego waldorf a nie montessori? :-P

Anja - 2010-03-23, 10:22

bajaderka, oczu od Waszych fotek nie mogłam oderwać! jaka fajna rodzinka z Was! i jakie cuda robicie - podziwiam! :-)
dżo, nie wiem czemu, nie da się podać szczegółowego linka. :roll: na stronie głównej trzeba kliknąć na: "Indywidualne zajęcia edukacyjne dla dzieci". albo tutaj znalazłam namiary na tego samego organizatora: http://www.nasadybie.edu.pl/index.php?id=pracownia

maga - 2010-03-23, 11:19

bajaderko, ale piękne zdjęcia! Śliczne są Wasze dzieci a Basia wygląda na niezłego urwisa :-D Jestem pod ogromnym wrażeniem Waszej twórczości. Też bym chciała być taka kreatywna :->
dżo ja też mało twórcza jestem, ale napiszę, co u nas spotkało się ze sporym zainteresowaniem. Może komuś się przyda :roll:
Gdy Ziom miał ok. 10-11 miesięcy, długo potrafił się skupiać przy wkładaniu orzechów włoskich do papierowej wytłaczanki po jajkach. Wcześniej chowaliśmy tam kulkę. Fascynowało go zamykanie wytłaczanki i odnajdywanie później tejże kulki.
Z fasolek zrobiłam mu grzechotkę jak miał jakieś 6 miesięcy (do małej plastikowej butelki wrzuciłam różne fasolki). O. I tyle ode mnie bo mi dziecko wstało :->

zwolnij - 2010-03-23, 15:00

Humbak napisał/a:
Zwolnij, ja się też zastanawiam nad czymś innym - jak wygląda montessoriański dzień z dzieckiem które nie chodzi jeszcze do przedszkola? Tak od rana do wieczora, każdego dnia?

:) Hmm, montessoriański dzień. To jest raczej nasz zwykły dzień i zależy od wielu czynników: zmęczenia naszego, zmęczenia dzieci, pogody, finansów itd. Teraz po narodzinach drugiego dziecka powoli staramy się znaleźć jakiś nowy rytm, odpowiadać na nowe sytuacje i potrzeby, co nie rzadko nam się nie udaje.

Mamy niskie półki właściwie w każdym pomieszczeniu. Są na nich zwykle gotowe materiały, czasem zrobione - mam w swoim google reader 57 blogów, kupe pozaznaczanych pomysłów do zrobienia i bardzo rzadko czas na zrobienie czegokolwiek.

Rano wstajemy zwykle, kiedy Jan się budzi i ja wychodzę do pracy. Czasem jeszcze uda mi się zjeść z Janem śniadanie. Zależy o której wyszedłem, do domu wracam pomiędzy 18.00 a 20.00. W autobusie czytam te wszystkie książki, a na przerwie na lunch próbuję napisać jakieś artykuły. Zwykle jak wracam to udaje nam się zjeść wspólnie kolację, a ja staram się przygotować Jana do snu.

Nie mamy jakiegoś szczególnie wyznaczonego czasu montessoriańskiego na pracę z materiałami. Mamy już taki pomysł od kiedy Jan skończył 2 lata żeby robić takie 45 min - 1h sesje raz czy 2 razy w tygodniu w jakiś pomieszczeniu do którego Jan nie ma za bardzo dostępu w innym czasie, żeby wszystko tam dla niego było świeże i inspirujące. Jeszcze nie zaczęliśmy.

Rano więc jemy śniadanie a później Jan robi sobie co tam chce ze swoimi zabawkami czy materiałami bardzo często z wołaniem o żony zaangażowanie.

Praktyczne życie najlepiej wychodzi nam w hmm praktycznym życiu :) Nalewanie z dzbanka wody do szklanki podczas posiłków, wsypywanie płatków do miseczki i zalewanie mlekiem, smarowanie chleba (ostatnio mniej chętnie), tarcie marchewki,suchego chleba, maty z zaznaczonymi miejscami na sztućce, wspólne pieczenie ciastek, bicie mięsa, mycie rąk, zębów, ubieranie, rozbieranie.
Kiedy chcemy coś zaprezentować zwykle szybko Jan zaczyna wymyślać sposoby co można zrobić z tymi rzeczami, żeby nie robić nimi tego, do czego zostały stworzone :) Dostępny mop, miotła, zmiotka i szufelka małych rozmiarów, które używane są przez Jana raczej z impulsu niż z potrzeby (np gdy coś się rozlało, choć zdarzają się i takie momenty).

Codziennie, jeśli tylko dzieci nie są chore, jest czas na podwóku, spacery albo ogródek. W ogródku zwykle praca wre: grabienie liści, przewożenie na taczce. To jest to!
Moim marzeniem jest, by właśnie czas na podwórku stanowił większość każdego dnia i by nie był on zbyt zorganizowany, ale raczej wypełniony rzeczami, które można wykorzystać: piaskownica, drabinki, rower, grabki, łopata, taczka, łąka, krzaki, piłka i dziecięca wyobraźnia, a poza tym byśmy my rodzice potrafili po montessoriańsku odpowiadać na codzienne potrzeby i reagować w odpowiedni sposób na to co się dzieje, umieć obserwować.

Po spacerze Jan ma drzemkę, a po niej obiad z mamą.

Reszta popołudnia upływa na własnych aktywnościach Jana, wspólnym z mamą czytaniu książeczek, słuchaniu muzyki, czasem zakupach, pieczeniu ciasteczek owsianych, robieniu budyniu, pizzy itp.

Do największych zainteresowań Jana ostatnio należą puzzle 12sto lu 16sto elementowe, które czasem układa i burzy po parę razy, a czasem tylko rozsyspie po pokoju :) Długo w łaskach była przybijanka (różne kształty w czterach kolorach, tablica korkowa, pineski, młotek), którą widziałem na zdjęciu u Humbak. Narazie schowana dla odświeżenia zainteresowania. Najbardziej to chyba wchodzi teraz język. Wczoraj siedziałem z Janem chyba z pół godziny na dywanie trzymając w ręce dwie kulki (jedną małą a drugą dużą) i mówiłem 'Proszę kulkę małą' podawając mu ją, a później 'Proszę kulkę dużą', a Jan robił to samo oddając kulki. Mam nadzieję, że uda nam się przygotować więcej materiałów językowych, bo to jest teraz na topie u Jana. Chłonie nazwy kształtów: koło, półkole, trapez, romb ..., kolorów, planet, zwierząt ...

Chyba nie brzmi to jakoś specjalnie, no nie, takie zupełnie zwykłe życie. Najczęściej jadąc do znajomych, którzy zainspirowali się Montessori po wizytach u nas mam wrażenie, że mają bardziej montessoriański dom niż my :)

Oj dziękuję Wam bardzo za ten wątek. Tyle tu ważnych rzeczy i świetnych zdjęć i ciągle tyle do podzielenia się!

Anja, z tego co widzę, to te zajęcia w przedszkolu na Sadybie prowadzone są przez Jarosława Jordana. Przypomniałem sobie, że kiedyś czytałem jego artykuł o Montessori i udało mi sie go znaleźć: http://www.trendy.codn.ed..._Montessori.pdf

Anja - 2010-03-23, 15:44

zwolnij, dziękuję bardzo. :-) zobaczyłam, że jest tam o lekcjach ciszy i z zainteresowaniem przeczytałam. choć znalazłam jeszcze ciekawszy artykuł: http://www.bycrodzicami.p...e-sie-od-ruchu/ :-P
cisza i to, że w metodzie montessori tak się ją ceni - fascynuje mnie. i tak mi się wydaje, że również w wychowywaniu takich małych ludzi jak mój syn jest ona bardzo cenna. :->

dżo - 2010-03-23, 21:52

zwolnij, a ile lat (miesięcy) ma teraz Jaś?

U nas reorganizacja domu poraz kolejny. Tym razem w naszej i Tymonowej sypialni. Wyrzuciliśmy z niej łóżeczko ( w którym Tym nie spał ani razu) i wstawiliśmy materac. Podoba mi się i licze na to, ze pomoże mi w przeprowadzeniu zmian w kwestii Tymonowego spania.

blamagda - 2010-03-23, 22:05

Aleście mnie zmotywowali - muszę przebrnać od początku przez wątek, bo zapomniałam, co było na pierwszych stronach. Ale też sporządziłam dziś Gucimierzowi "kącik Monte. " oraz mini-kąciki w każdym pomieszczeniu. I wzięłam się w graść w kwestii sprzątania - bo jednak moje bałaganiarstwo łatwo mogłoby wejść w krew Gu. Odkładam juz wszystko na miejsce a ubrania upycham do szfki a nie robię stert na podłodze :) Dzięki - czytam was z zapartym tchem - sama nic nie mówię, bo nic nie wiem, ale kłaniam się nisko głównym bohaterom wątku!
P.S. Zwolnij - tym biciem mięsa z Janem to trochę mi podpadłeś - przepraszam, nie mogłam się powstrzymać :mryellow:

topcia - 2010-03-24, 00:34

maga napisał/a:
papierowej wytłaczanki po jajkach

już drugi raz słyszę, że dziecko się bawi wytłaczanką (wcześniej w radiu). Fajny pomysł, ale to przeciez brudne strasznie :-/

[ Dodano: 2010-03-24, 00:39 ]
bajaderka napisał/a:
Aga, a dlaczego waldorf a nie montessori?

moze się podczepię, bo aktualnie studiuje oba podejścia. Montessori tym mnie "odstrasza", że jeśli chodzi np o zabawy dla dzieci, wszystko jest przemyślane po ostatni guzik. TEchnika, organizacja itp. Tu stoi miseczka na tej tace, tam masz łyżeczkę koloru takiego, przeżucasz z tej miseczki do tej w ten sposób, tą gąbką itp. Siedzisz w tym miejscu na ceratce, musisz mieć fartuszek, robisz tak i tak. Wszystko podane na tacy. Nie dostrzegam miejsca na improwizację. ;-)

zwolnij - 2010-03-24, 14:54

topcia napisał/a:
Montessori tym mnie "odstrasza", że jeśli chodzi np o zabawy dla dzieci, wszystko jest przemyślane po ostatni guzik. TEchnika, organizacja itp. Tu stoi miseczka na tej tace, tam masz łyżeczkę koloru takiego, przeżucasz z tej miseczki do tej w ten sposób, tą gąbką itp. Siedzisz w tym miejscu na ceratce, musisz mieć fartuszek, robisz tak i tak. Wszystko podane na tacy. Nie dostrzegam miejsca na improwizację. ;-)


Wszystko jest przygotowane, żeby dziecko nie musiało biegać i szukać każdej rzeczy, albo pytać o nią kogoś - może być zupełnie niezależne w wykonaniu całego zadania i skupić się na nim od początku do końca. Ja też tak mam, że jak się zabieram za jakieś zadanie to najpierw lubie sobie posprzątać miejsce, gdzie będę pracował, przygotować to, czego będę potrzebował i wtedy wszystko idzie sprawniej i moge się skupić na tym co mam robić.

Z wiekiem dzieci dostają projekty do wykonania i same szukają materiałów potrzebnych do ich przygotowania, robią projekt, a jego wyniki mogą przedstawić w różny sposób: sztuka teatralna, prezentacja, forma pisana, gazetka ścienna, kolaż itd. To pozwala na łączenie przedmiotów ścisłych z artystycznymi nie spychając żadnych na drugi plan.
Sztuka Dziecko Świata lata 3-6: http://www.bycrodzicami.p...-6-rozdzial-10/
Sztuka Dziecko Świata lata 6-12: http://www.bycrodzicami.p...iata-lata-6-12/

Montessori mówiła szczególnie o zadaniach życia praktycznego: 'Naszym zadaniem jest pokazać, jak wykonuje się daną czynność a w tym samym momencie powinniśmy zniszczyć możliwość imitacji'. Dziecko musi rozwinąć swój własny sposób robienia danych czynności, aby ruchy, które wykonuje stały się rzeczywiście jego własnymi, a nie sztucznymi. Celem jest, by pokazać jak się coś wykonuje, tak by dziecko mogło iść i powtórzyć tę czynność na swój własny sposób.

blamagda napisał/a:
P.S. Zwolnij - tym biciem mięsa z Janem to trochę mi podpadłeś - przepraszam, nie mogłam się powstrzymać

Chwilę musiałem się zastanowić o co chodzi. No tak muszę przyznać, że my jemy mięso.

dżo napisał/a:
zwolnij, a ile lat (miesięcy) ma teraz Jaś?

Jan ma 25 miesięcy.

Anja - 2010-03-24, 15:39

dżo, jestem ciekawa tego spania na materacyku - to również moje pytanie do innych - czy u kogoś z Was dziecię śpi w ten sposób? bo ja i chciałabym i boję się. ;-) :mryellow:
dżo - 2010-03-24, 16:46

Anja, będę relacjonowała na bieżąco, narazie są próby w dzień, ze spaniem nocnym będzie zapewne kłopot ale myslę, że to kwestia czasu (skoro udało mi się odcycować mojego cycocholika to i z tym damy radę :-) ).
olgasza - 2010-03-24, 18:18

Anja, dżo, Marianka i ja śpimy na materacu, bo łóżeczko u nas się w ogóle nie sprawdziło. Turystyczne przez jakiś czas służyło do zabawy i przechowywania wszystkiego, ale w końcu je schowaliśmy i od tej pory na noc rozkładamy materac. Jest ok :-)
Anja - 2010-03-24, 18:30

olgasza, ale śpicie razem na jednym materacu? bo mi chodzi o ową ideę oddzielnego materacyka dla dziecka, jak to jest zalecane. :-)
dżo, chyba będzie konieczny trening samodzielnego zasypiania...?

:->

dżo - 2010-03-24, 19:51

Anja napisał/a:
chyba będzie konieczny trening samodzielnego zasypiania...?

Oj nie, na to się nie zdecyduję. Usypianie będzie nadal na cycu, jedyną zmianą będzie brak matki obok 8-) .

olgasza - 2010-03-24, 19:59

Anja napisał/a:
olgasza, ale śpicie razem na jednym materacu?

no, cóż... :mrgreen:
w zasadzie materac jest dla marianki, a ja tylko kładę sie obok na etapie usypiania...Ale najczęściej zasypiam razem z nią i budzę się w środku nocy dziwnie skręcona, więc żeby się nie wybudzać staczam się na podłogę obok i tak spimy...
To pewnie nie jest zalecane , ale wolę tak, niż potem leżeć na swoim łózku i kręcić się do rana, bo nie mogę zasnąć (niestety jestem tym typem, który długo nie może zasnąć i wybudza mnie cokolwiek...).
Ale generalnie materac się sprawdza :-)

maga - 2010-03-24, 20:14

topcia napisał/a:
Fajny pomysł, ale to przeciez brudne strasznie

Ja pozbyłam się bakteriowej schizy jeśli chodzi o moje dziecko. Wydaje mi się, że lepiej wystawiać organizm na działanie różnych bakterii od maleńkości.
blamagda napisał/a:
P.S. Zwolnij - tym biciem mięsa z Janem to trochę mi podpadłeś - przepraszam, nie mogłam się powstrzymać :mryellow:

blamagda, :mrgreen: Też mi się rzuciło w oczy i chwilkę musiałam się zastanowić, jak to? ;-) takie forumowe skrzywienie :-P
Anja, my śpimy z Ziomem od samego początku na materacu.

Kontynuując mojego poprzedniego posta - Ziomkowi spodobała się też mała buteleczka z wodą, kropelką płynu do naczyń i złotym brokatem. Fajnie się wgapiał w ten złoty deszczyk :-) Myślę, że można to wykorzystać do koszyczka skarbów. Mieliśmy też wersję z wodą zabarwioną barwnikiem spożywczym, ale brokatowa znacznie ciekawsza.
Odkąd Ziom zaczął raczkować, uczestniczy w kuchennym życiu. Obieramy na podłodze warzywa i sobie o nich rozmawiamy (Ziom nadgryza, podaje, czasem zabiera i ucieka :mryellow: ). Ostatnio dorwałam gazetkę reklamową i na jednej stronie były ogórki, cytryny i brokuły - najpierw sobie o nich porozmawialiśmy a potem wyjęłam je z lodówki i dałam do rączki. Ziom wąchał, nadgryzał, macał.
Od dawna daję też Ziomkowi do wąchania i próbowania różne rzeczy np. zmieloną kawę, suszone grzyby, różne zioła, ocet. Po kropelce dawałam też próbować różnych smaków. Fajnie obserwować reakcję trzy-czteromiesięczniaka na cytrynę, czosnek :-)

Shelly - 2010-03-24, 20:54

maga napisał/a:
blamagda napisał/a:
P.S. Zwolnij - tym biciem mięsa z Janem to trochę mi podpadłeś - przepraszam, nie mogłam się powstrzymać :mryellow:

blamagda, :mrgreen: Też mi się rzuciło w oczy i chwilkę musiałam się zastanowić, jak to? ;-) takie forumowe skrzywienie :-P

no tak, tyle że teraz pewnie się zwolnij na nas obrazi, a to by wielka szkoda była... :-?

dżo - 2010-03-24, 21:02

maga, ale Ty pomysłowa jesteś, nie zgodzę się z Twoim wcześniejszym wpisem, żeś mało twórcza :-) , dla mnie twórcza i to bardzo :-D .

Shelly, bez przesady, przecież nikt nie napisał niczego obraźliwego, dlaczego zwolnij miałby sie obrazić?

Humbak - 2010-03-24, 22:53

Zwolnij, dziękuję za podzieleniem się rozkładem dnia :)
Właściwie to ja nie miałam styczności z jakimś konkretnym planem dnia wg mm dla dzieci przebywających w domu (poza tymi które są uczone w domu). To co zostało opisane, dotyczny szkół i jest niemożliwe do realizacji w domu z wielu względów. Dlatego nie mam za bardzo narazie wyobraźni odnośnie tego, co to znaczy domowy plan dnia wg mm :)

U nas jak u każdego wszystko zalezy od wyspania mamy (głównie), ilości pracy (bo wtedy zapycham go wszystkim z półek, byleby móc dokończyć to co dokończyć muszę) i trochę kasy - wiadomo nowe cuda, nowe możliwości ;) - ale przede wszystkim też pogody

Wstajemy, wędrujemy do łazienki na oczyszczającą pogadankę i wędrujemy do kuchni na posiłek. Czasem kuba pomaga w nim, czasem nie, najczęściej jednak lekko zakręcony turla się po kanapie, a ja w tym czasie robię śniadanko, siadamy, wcinamy, sprzątamy po i trochę się luźno bawimy, potem spacer.

U nas też Kubuś ma dostęp do ściereczek, swoich rozmiarów sprzętu itp, panuje zasada 'co rozlałeś posprzątaj, co ci upadło podnieś' z różnym skutkiem wprowadzana, ale jak narazie gdy kuba nie chce czegoś posprzątać to skutkuje u niego 'podaj mi to, przynieś mi tamto żebym mogła to po tobie posprzątać'. Zapomina wtedy o tym że on coś musi i skupia się na tym co należy wykonać :)

W słoneczne dni na spacerze zwykle drugie śniadanko a'la piknik (kuba jest fanem pikników, nawet w domu je robimy na kocyku), bo przy ładnej pogodzie nie ma nas ok 3 godzin, na dworzu lubi coś przekąsić. Gdy wracamy musi chwilę odpocząć, on odpoczywa, bawi się, łazikuje jak to mówię gdy jest zmęczony, ja staram się zrobić obiadek i tu najczęściej już kuba mi pomaga w taki albo inny sposób.

Po obiadku jest czas na zabawy 'wyciągane' czyli rzeczami które mam schowane w szafie - np kreślimy sobie kształty - ostatnio furorę robi to http://www.elc.co.uk/toy/shapes-lift-out-puzzle/, robimy różne prace plastyczne, czasami wynajduję inne zadania typu ułóż logiczną sekwencję trzech kart (wszystko gdzieś tam z netu pościągane) itd, czas różny, chyba jednak najbardziej konkretny, wtedy uczę go nowych wierszyków, piosenek, albo po prostu powtarzamy sobie to co już znamy. Potem się razem po prostu bawimy, a potem mama ma kryzys popołudniowy i włączam mu najczęściej bajkę żeby wypić kawę albo odlecieć w objęcia morfeusza na pół godziny :oops:

Zdarza się, że Kubuś nie chce 'wyciąganek' ale z drugiej strony - tak jak dziś - sam nie wie, czego chce, o dziwo zwykle to się dzieje właśnie po obiedzie. Ku radości mej wtedy lubi pomagać przy nastawianiu prania, myciu podłogi, szorowaniu tarasu, sprzątaniu półek itp - dla niego to pole do eksploracji - kolejna szafka do przeglądnięcia, półka do zmiany, rzeczy do przeglądnięcia, wtedy czasem/często pieczemy 'ciato' itd

Popołudnie jest głośne bo przychodzi reszta rodziny, każdy chce coś od każdego, jemy razem obiadek (póżno bo ok. 17), Natalia odrabia lekcje, najczęściej trzeba jej pomóc, porozmawiać, itd itd więc wtedy dzielimy się z mężem - on jest z kubą i nie wiem co robią tylko okrzyki co rusz słychać, ostatnio ciągle są piratami i szukają skarbów, już chyba 2 miesiące ;-) .
A wieczór jak to wieczór, kolacja-kąpiel-bajeczka-luli

Nie mam pojęcia jak można to zmienić na styl 'montessoriański' ;)

Co do łóżka, to u nas sprawdziło się coś co zostało nazwane futonem w ikei, jest to taki niski stelaż drewniany na którym jest położony materac, boski, niziuteńko, może 10-15cm nad ziemią, kuba nawet jak z niego spadł to po prostu wgramolił się z powrotem i zasnął, polecam jak ktoś ma wątpliwości odnośnie materaca ;) :)

[ Dodano: 2010-03-24, 22:55 ]
loika, dzięki za pomysły :) obudziły wyobraźnię i częściowo już się realizują :)

Shelly, ja też się chwilę zastanowiłam ;) Nie widzę nic w tym złego, możemy tego tu nie rozdmuchiwać? ;) :)

topcia - 2010-03-25, 01:22

zwolnij napisał/a:
Naszym zadaniem jest pokazać, jak wykonuje się daną czynność a w tym samym momencie powinniśmy zniszczyć możliwość imitacji

dla mnie to trochę nierealne, zważywszy nawet na to, ze dziecko uczy się poprzez naśladownictwo. Moim zdaniem NIE DA SIĘ pokazać i uniknąć modelowania jednocześnie ;-)

maga - 2010-03-25, 10:43

dżo napisał/a:
maga, ale Ty pomysłowa jesteś, nie zgodzę się z Twoim wcześniejszym wpisem, żeś mało twórcza :-) , dla mnie twórcza i to bardzo :-D

No to nie do końca tak. To jest raczej pół-kreatywność lub nawet ćwierć - kreatywność. "Działania kuchenne" zostały zainicjowane z potrzeby zrobienia czegoś w kuchni bez dziecka wiszącego na nodze. Początkowo tak samo przeprowadzane były "działania łazienkowe", ale teraz Ziom ma ciekawsze rzeczy do roboty w łazience (np. przelewanie wody w wannie ;-) ). Pokazywanie gazetki ze zdjęciami i realnymi warzywami zainspirowane zostały zabawą z dopasowywaniem plastikowych warzyw do zdjęć (prawdę mówiąc, nie wiem, czy wpadłabym sama na to, żeby wyjąć z lodówki warzywa podczas oglądania fotek :-> ) Inne zabawy też były zainspirowane czymś tam gdzieś tam przeczytanym. Sama z siebie to raczej słabo :-|
Dlatego bardzo cenię sobie ten wątek, bo rozkręca kreatywność :-)
Humbaku, zwolnij - chylę czoła!

zwolnij - 2010-03-25, 11:13

Ja tylko bardzo szybko, bo muszę wracać do pracy.
Nie obraziłem się ;)

Dla myślących jeszcze o krzesełku, dziś dostałem oferte różnych promocji z Amazon.co.uk i jest tam tańsze krzesełko niż to BabyDan, o którym pisaliśmy wcześniej. To jest krzesełko Hauck za £40.

Do usłyszenia.

maga - 2010-03-25, 19:02

Humbak, przyszło mi do głowy, że do tej wystawki wiosennej można jakieś cebulki kwiatowe powsadzać do ziemi i obserwować, jak się kwiatki rozwijają. Np. hiacynty, bo przepięknie pachną :-)
Humbak - 2010-03-25, 19:31

mamy krokusy ;)

fajny pomysł :)

dżo - 2010-03-25, 21:00

maga napisał/a:
topcia napisał/a:
Fajny pomysł, ale to przeciez brudne strasznie

Ja pozbyłam się bakteriowej schizy jeśli chodzi o moje dziecko.


Też nie mam problemów z akceptacją brudu u Tymona ale w przypadku wytłaczanek jajecznych obawiałabym się jednak salmonelli.

zorro - 2010-03-25, 23:21

A tu jest "pierwsze" krzesełko, które moim zdaniem doskonale wkręca dzieci we wspólne jedzenie. Może w nim siedzieć, jak tylko może siedzieć ;-) . Moje dzieci miały własnie podobne, tylko z twardym siedziskiem.
http://www.allegro.pl/ite...ar.html#gallery

loika - 2010-03-26, 06:12

Humbak napisał/a:
loika, dzięki za pomysły :) obudziły wyobraźnię i częściowo już się realizują :)


:-)

Kontynuując temat wiosny mąż opowiedział wczoraj mit o Persefonie. Jankowi bardzo się podobało.

Humbak - 2010-03-26, 20:48

loika napisał/a:
mit o Persefonie
nie pamiętam. Ale poszukam ;)

w zamian sprzedam wam wierszyk jaki mówimy o poranku z kubą (z udziałem kuby w różnym procencie zależnie od poranka ;) )
wierszyk jest do pokazywania bo pokazywanie, machanie łapkami i generalnie ruch to 'bardzo ważny czynnik w rozwoju małych jelonków':

Co dzień rano buzię myję,
Czoło, oczy, uszy, szyję.
Rękę lewą, rękę prawą.
Nogę jedną, drugą całą.
Później włożę ubranko
I już idę na śniadanko.

plus czasami:

Tu mam nóżki do tupania
A tu ręce do klaskania.
Tu mam oczy do patrzenia
A tu buzię do mówienia.
Tu mam brzuszek do jedzenia
Tu kolanka do klęczenia.
Tu mam uszy do słuchania,
A tu nosek do wąchania.
Tra la la to jestem ja!

bajaderka nam kiedyś sprzedała wierszyk który do dziś śpiewamy sobie o poranku po swojemu (bajaderko, nie gniewasz się?):

wstaje nowy dzień a ja razem z nim
czy go zrobię dobrym czy go zrobię złym
jestem jeszcze mały mam niewiele lat
ale w moich rękach leży cały świat

:) może się komuś przyda :)

zina - 2010-03-26, 21:04

Humbak, super wierszyki :-D
Już się uczę na pamięć ;-)

dżo - 2010-03-26, 21:08

Humbak, świetne, zapisuje aby nie zapomnieć :-) .
topcia - 2010-03-27, 00:56

zorro napisał/a:
http://www.allegro.p

pusty ;-)

[ Dodano: 2010-03-27, 00:57 ]
zwolnij napisał/a:
To jest krzesełko Hauck za £40.

ile teraz funt kosztuje? WYn. jakieś 180 zł plus przesyłka. DOrba cena :-) . Kto zamawia? Może hurtem bedzie taniej?

zorro - 2010-03-27, 23:05

Już poprawiłam.
Wierszyk fajowy, ja tylko mam małą uwagę. :-P wkładam ubranko, nie ubieram. 8-)

Humbak - 2010-03-29, 15:33

zorro napisał/a:
wkładam ubranko, nie ubieram
nie zauważyłam :oops: wkładam czy zakładam?

tak a'propos luster dla dzieci - czytam ciekawa książkę Gruszczyk i Zielińskiej 'Wspomaganie rozwoju umysłowego trzylatków...' i w niej jest napisana rzecz ciekawa - a mianowicie że po 2 r.ż (a zwłaszcza w trzecim roku) dziecko jest ukierunkowane na rozwój samoświadomości - tego kim jest, że jest oddzielnym bytem, że ma na imię tak a na nazwisko tak, co w przyszłości ma wiązać się z samooceną - umiejętnością dokonania oceny/szacunku co potrafi a czego nie potrafi zrobić, w czym może zaryzykować a w czym nie - i w ostateczności samoregulacją - czyli dostosowywaniem swoich zachowań do tego co się dzieje wokół.

ćwiczenia pomagające uświadomić dziecku jego części ciała - zarówno to jak się nazywają jak i do czego służą i to że są jego a nie kogoś innego - to zatem początek drogi - w książce proponuje się szereg ćwiczeń typu 'zobacz ja mam włoski ty też masz bardzo ładne włoski' i zachęca do oglądania własnego i czyjegoś (mamy) ciała, porównywania. Przy czym autorki zaznaczają, że dzieci bardzo ostrożnie podchodzą do wszelkiej ingerencji w ich (że się tak ja wyrażę) aurę i wszelkie oglądania jego ciała mają następować po uprzednim przyzwoleniu.
Z drugiej strony takie dotykanie może być wstępem do oswajania dzieci z dotykiem innych osób co jest ważne gdy mówimy o przedszkolu - dzieci do niego nieprzygotowane nie dają się pani w żaden sposób dotknąć, bo nie są na to jeszcze gotowe. Na początku zajęć u kuby w przedszkolu większość dzieci nie pokonywało bariery podawania ręki na dzień dobry, teraz wiedzą że jest to zwyczaj i lubią się witać/żegnać.

Wracając do luster i poznawania ciała - przy oglądaniu każdej części można zaznaczać ich funkcję i jednocześnie uczyć np wrażliwości - ręce mogą klaskać i są mniej wrażliwe, choć czują piórko. Jednak już np sfera pępka czy szyja są bardzo wrażliwe. Nauczenie tego dziecka pozwoli mu przenieść potem tą wiedzę np przy głaskaniu kotka (żeby go nie dusił) a nam w takiej sytuacji nawiązać do tego czym jest np szyja i jak jest wrażliwa.

Wszelkie wierszyki sprzyjają poznawaniu ciała - w przypadku mojego kuby wszelkie piosenki... Autorki radzą przeprowadzać sesje w stylu 'popatrz, to jest kciuk, palec wskazujący... a ty też masz tu kciuk, i palec wskazujący...' - czytałam to wielokrotnie, ale nie wychodzi mi to w takiej wersji. My najczęściej oglądaliśmy siebie tuż przed spaniem albo w chwili odpoczynku na kanapie kiedy kuba był wyciszony, teraz często to robimy w tandemie pokaz-zabawa np oglądanie stópek po czym następuje masażyk 'pomasuję prawą nogę żeby poszła w długą drogę...' albo oglądamy palce u rąk po czym śpiewamy 'dwie małe rączki klaszczą...' (z książki "Zabawy paluszkowe") i to nam bardziej wychodzi

Lustro i identyfikacja siebie w nim to kolejny etap - małe dzieci widzą w lustrze obcą dzidzię, dopiero starsze siebie poznają jako siebie. Kubuś gdy był mały i przy lustrze pytałam gdzie mama śmiał się patrząc na nas obie a potem często pokazywał i mnie i lustrzaną mamę. Teraz pokazuje mnie. Dzieci lubią nie tylko siebie oglądać ale i kogoś, porównując. W książce jest zabawa która mi się spodobała i powoduje dużo śmiechu - pokazując np ucho można powiedzieć 'głowa' - kubę to bardzo śmieszy i głośno się obrusza że to nie jest tak. Dobrze jest, gdy lustro obejmuje całego malucha - wtedy można sie całego obejrzeć i analizować.
Żeby kuba wiedział kim jest jak wygląda itd., ale też jest to dobry wstęp do obsługi samego siebie - wg montessori zanim dziecko nauczy się dbać o otoczenie powinno najpierw poznać kim ono jest, rozwinąć swoje JA, obsługę tego ja. Potem dopiero przechodzimy do dbania o najbliższe otoczenie (w tym ludzi), potem o otoczenie dalsze.

A piszę to bo przypomniało mi się, że na którejś z pierwszych stron ktoś pytał o co chodzi z tym lustrem ;-)

Anja - 2010-03-30, 08:52

pytanie do ludzi z / spod Warszawy: czy ktoś jest zainteresowany warsztatami 'Montessori dla roczniaków?
info tu: http://wegedzieciak.pl/viewtopic.php?t=8057

devil_doll - 2010-03-30, 14:10

ja bym byla ale mam ponad 2 latka
Anja - 2010-03-30, 17:52

devil_doll napisał/a:
ja bym byla ale mam ponad 2 latka


a wyglądasz na starszą... ;-)

devil_doll - 2010-03-30, 19:14

:lol: jako mama dwulatka zeszlam wlasnie do tego poziomu :P
zorro - 2010-04-02, 23:39

Humbak napisał/a:
zorro napisał/a:
wkładam ubranko, nie ubieram
nie zauważyłam :oops: wkładam czy zakładam?

Nie ma większego znaczenia. :)
Mówię 'włóż spodnie', ale 'załóż buty'. ;-P Chyba. ;)

excelencja - 2010-04-06, 09:53

włóż czy załóż - jeden pies.
Ale ubierz buty doprowadza mnie do szału i zawsze pytam "Ale w co ma ubrać te buty?"

:)

a wierszyki super, ten drugi szczególnie, a jak brzmiała wersja Bajaderki? i jaką melodię mu robisz?

Humbak - 2010-04-06, 12:29

excelencja napisał/a:
i jaką melodię mu robisz?
hihi a jak mam to tu zanucic? :-> tak jakoś jak wyjdzie ;)

o szczegóły i która to wersja i czy ostateczna proszę do bajaderki ;) :)

excelencja - 2010-04-06, 22:50

liczyłam na jakiś filmik w Twoim wykonaniu na youtube :)
zorro - 2010-04-08, 23:17

Zapis nutowy! 8-)
Humbak - 2010-04-09, 19:13

no tak, nie pomyślałam... :-P
Anja - 2010-04-12, 10:03

Mam do Was pytanie o motorykę małą. Wyczytałam, że w naszej kulturze się ją zaniedbuje - z powodu bezpieczeństwa. Dzieci ponad roczne są bardzo zainteresowane malutkimi przedmiotami, ale my dorośli, jak wiadomo, nie kwapimy się dawać im guzików, koralików itp... A to zainteresowanie nie jest przypadkowe - rozwój motoryki malej w tym czasie jest kluczowy... W Japonii (tak wyczytałam) 14-miesięczne dzieci są zachęcane do zabawy we wtykanie cieniutkich patyczków w dziurki solniczki. My byśmy chyba (?) czegoś takiego do rąk im nie dali...?
Jeśli to jednak takie ważne (to piszę na podstawie lektury 'Montessori form the start'), to jak to zrobić, by kształcić ową motorykę małą, ale mieć poczucie, że zabawa jest (względnie) bezpieczna? Dawać guziki, koraliki itp ale na nitkach (i jakie zabawy wówczas - przewlekanie?)? No i chyba po prostu nie spuszczać oka z dziecka? (W sumie, koszyk skarbów tez ma trochę niebezpiecznych przedmiotów...) Macie jakieś fajne doświadczenia? :->

dżo - 2010-04-12, 21:26

Anja napisał/a:
No i chyba po prostu nie spuszczać oka z dziecka?

Chyba to właśnie. U nas i tak nie da się spuścić Tyma z oczu bo on sam nigdzie ani minuty nie zostanie nawet jeśli jest pochłonięty zabawą. Anja, jeśli będzie możliwość to w środę zapytam o ta motorykę w przedszkolu montessoriańskim, w którym mamy dzień otwarty.

Ja natomiast zaczęłam dziś robić porządki w Tymonowych książeczkach i jeśli miałabym się trzymać ściśle wytycznych mm to większości książeczek musiałabym się pozbyć bo sa w nich gadające zwierzęta, zabawki itp.
Jakie kryteria stosujecie w tym wypadku? Rzeczywiście nie ma w Waszych domach "nieodpowiednich" książek?
Czytam Brzechwę, Tuwima i nie wiem co robić, zostawić czy odrzucić?

excelencja - 2010-04-12, 22:40

Lilka ma co prawda więcej niż rok, ale już od jakiegoś czasu - myślę, że od września jakoś, czyli odkąd skończyła rok i 4 miechy daję jej drobiazgi - np monety no i koraliki.

A odkąd zaczęła sięgać do stołu z normalnego krzesła jak robię kolczyki to siada ze mną, bierze drut i nawleka - a wczoraj dostała swój własny zestaw- pudełko koralików i kilka drucików i zrobiła mi pierwsze kolczyki :D :D co prawda drucika nie zagięła ale i tak byłam dumna :)

A to są koraliki ok 6-8 mm średnicy - i nie ma z nimi większego problemu, dziurka ma może 1 mm.

so... w moim pojęciu rodzice za mocno schizują w kwestii drobiazgów.
A to dla dziecka kupa radochy i niesamowite skupienie.

notasin - 2010-04-13, 00:16

Anja napisał/a:
Jeśli to jednak takie ważne (to piszę na podstawie lektury 'Montessori form the start'), to jak to zrobić, by kształcić ową motorykę małą, ale mieć poczucie, że zabawa jest (względnie) bezpieczna? Dawać guziki, koraliki itp ale na nitkach (i jakie zabawy wówczas - przewlekanie?)?


moim zdaniem kluczowe jest to, czy dziecko w ocenie rodzica już dojrzało do takich zabaw. Uważny rodzic widzi i wie mniej więcej, w jaki sposób jego dziecko na danym etapie rozwoju podchodzi do przedmiotów. wiadomo, że nawet jeśli będziemy uważać, ale dziecko ma nieodpartą chęć włożenia sobie tego czegoś do ucha, to może stać się krzywda. no i z drugiej strony, nawet jeśli dziecko nie wykazuje skłonności ku niebezpiecznym eksperymentom, warto mieć taką zabawę na oku, bo "nigdy nie wiadomo" :)

topcia - 2010-04-13, 00:36

Anja napisał/a:
wtykanie cieniutkich patyczków w dziurki solniczki

a to pewnie ćwiczą jedzenie pałeczkami ;-)

maga - 2010-04-13, 11:19

Anja, ja już o tym pisałam wcześniej - Ziomek w okolicach roczku pięknie wkładał monety do skarbonki. Byliśmy w szoku z jak niesmowitą precyzją te maleńkie rączki wciskają nawet najmniejsze pieniążki do wąskiej dziurki. No i kolejne zaskoczenie - nie ładował ich do buzi :mryellow: Niedługo później dostał do zabawy pudełko kolorowych guzików, ale jak dotąd pozostał na etapie wywalania ich z pudełka :lol: Czasem, mocno zachęcony, kilka pozbiera, ale nic poza tym.
Kiedyś zina pisała o zabawie, która mogłaby tutaj przypasowac - robienie jeża z połówki jabłka i wykałaczek. Musimy z Ziomem spróbowac :-)

rosa - 2010-04-13, 12:36

dżo ja się zupełnie nie znam na monte sposobie chowu ;-) , ale jeżeli tobie te książeczki odpowiadają to czemu miałabyś Tymonowi nie czytać???? Sto Bajek to dla mnie klasyka dobra na każdą okazję :-)
Humbak - 2010-04-13, 13:29

dżo napisał/a:
Czytam Brzechwę, Tuwima i nie wiem co robić, zostawić czy odrzucić?
My też czytamy bo na dzisiejsze czasy to klasyka - kuba bardzo lubi wierszyki brzechwy o zwierzatkach :)
Do wszystkiego trzeba podejść - tak mi się wydaje - z rozsądkiem. Mamy książeczki z namalowanym jedzonkiem i namalowanymi zwierzątkami bo takich ze zdjęciami nie znaleźliśmy. Ale gdybym miała wybór wybrałabym te ze zdjęciami np ostatnio zakupione takie http://www.amazonka.pl/dz...901507037.bhtml

czasem tylko montessori pomaga mi zastanowić się czy dana książka jest naprawdę sensowna na tyle by dać ją kubie - na rynku est masa książek które opowiadają 'o czymś' więc 'czegoś' na pewno uczą... Dla mnie osobiście jednak są one tak ogromnie nudne że ciężko mi znaleźć ciekawą książkę dla kuby... niedawnym naszym dość ciekawym nabytkiem jest http://www.gandalf.com.pl...jak-nalezy-o-C/ bardzo fajna i interaktywna książeczka włącznie z lustereczkiem do oglądania ząbków, nam też posłuzyła do informacji dlaczego kuba ma juz jeść jabłko (bo ma ząbki) a nie pić mleko z butelki (bo tak robią dzidziusie które nie mają zębów) do tego można wyrwać chwiejący się ząbek, zajrzeć ząbkowi do środka i zobaczyć robaczki itd...

co do małej motoryki... precyzyjne zabawy takie jak wrzucanie monet/guzików do skarbonki czy patyczków do grilla do solniczki to fajna zabawa, nauka koncentracji, manipulacji, pod wieloma względami jest fajna. Tak jak w przypadku szkła, porcelany itd nie należy ich usuwać z otoczenia dziecka bo tworzymy wtedy nie przygotowane otoczenie a sztuczne otoczenie. Jednak musi to się odbywać w sposób bezpieczny i na zdrowy rozsądek - patrz post zorro ;) Dajemy dzieciom szkło i porcelanę, ale nie uzywamy ich przecież na przyjęciach dla dzieci w czasie których dzieci szaleją i się bawią, na wszystko jest miejsce i czas, także na kontakt dziecka z małymi przedmiotami.

[ Dodano: 2010-04-13, 13:32 ]
dżo napisał/a:
jeśli będzie możliwość to w środę zapytam o ta motorykę w przedszkolu montessoriańskim, w którym mamy dzień otwarty.
podzielisz się wrażeniami po tym dniu? no i jak odebrał przedszkole tymon?
dżo - 2010-04-13, 19:29

rosa napisał/a:
ale jeżeli tobie te książeczki odpowiadają to czemu miałabyś Tymonowi nie czytać????

rosa, mam tendencję do popadania w skrajności, więc skoro MM mówi, czytać to i to nie czytać tego i tego to ja od razu chcę tak robić. Wiem, muszę nad tym popracować :-) .
Niemniej w tych książeczkach, wierszach klasycznych trochę rzeczy mi nie odpowiada - tu befsztyczek (w entliczek pentliczek), tu tłuste kiełbasy (w lokomotywie) także weryfikacja i odrzut i tak na pewno bedą (choć niekoniecznie ze wzg. na wytyczne MM).

I kolejna kwestia, ze do mnie przemawia ten przykład podawany przez Humbak o dzieciach i obcej planecie :-) . Ale zgadzam się, ze
Humbak napisał/a:
Do wszystkiego trzeba podejść - tak mi się wydaje - z rozsądkiem
:-) i tego będę się trzymać.
blamagda - 2010-04-13, 20:10

dżo, nie odrzucaj Lokomotywy - to fajny wierszyk i tyyyle pokazywania i tyyyle odgrywania różnych potaci i dźwięków :-) Tłusty wurst tam w złym świetle pokazany - jedzą kielbachę tylko w tym wagonie, gdzie same grubasy :-)
Jeśli chodzi o motorykę małą, to dałam już parę tygdni temu Gutkowi, a arczej sam sobie wział, gdy nie patrzyłam, kredki świecowe - takie "ogryzki" kredek w zasadzie. Cienkie, jak to kredki i długie na max. 3-4 cm i tylko jedną wziął do buzi ale zaraz wypluł, bo niedobra i potem się tylko nimi bawił, przekładał, rzucał, manipulował. Tak jak napisała Anja - trza mieć na oku i jak do buzi coś idzie to szybko reagować :-)

zorro - 2010-04-13, 20:26

Co do dawania 'drobnicy' - wszystko zależy, czy dziecko tkwi jeszcze w fazie oralnej i pcha wszystko do ust. Moja córka krótko to robiła, nawet nie pamiętam kiedy, syn za to do trzeciego roku życia. Przez to musiałam nawet go zaszczepić przeciw żółtaczce typu A, gdy wyjeżdżaliśmy 'do ciepłych krajów'. Dobrze, że się akurat tak u nas złożyło, bo jak tylko urodziła się F, a potem zaczęła raczkować (a szybko się to stało), zachodziliśmy w głowę, co zrobić z całym tym bałaganem, który rozprzestrzenia starszy brat. Nie dało się uniknąć kontaktu młodszej z najmniejszymi kawałkami lego, kamyczkami, kulkami i innymi drobnicowymi skarbami. Okazało się, że nic złego się nie dzieje. Reasumując: nie da się określić jednoznacznie, kiedy rozpocząć tego typu 'zajęcia'. Chwyt pęsetkowy pojawia się u niemowlęcia po 9 miesiącu. Sęk w tym, co zrobi z 'ćmuchem', którego ucapi. ;)
A co do książek - hmm - 'w tym temacie' olewam wszelkie zalecenia i podsuwam dzieciom to, co sama uważam za wartościowe. Jeśli nie podoba ci się Brzechwa, nie czytaj go dziecku, czytaj coś, co tobie się podoba. :) My bardziej jesteśmy 'zanurzeni' w pedagogice waldorfskiej i wg niej w ogóle nie powinnam dzieciom czytać książek, żadnych, bo wg wytycznych, opowiadanie jest wartością nadrzędną.

Anja - 2010-04-13, 20:28

excelencja, maga, nieźle! zainspirowałyście mnie. :-)

dżo napisał/a:
Jakie kryteria stosujecie w tym wypadku?

Zainteresowanie dziecka. :-) :-)
Jak Artek był malutki, dużo mu Brzechwy czy Tuwima czytaliśmy, potem go to jakby nudziło, za to z fascynacją śledził proste książeczki, które przedstawiają pojedynczy obrazek i słowo. Teraz wchodzimy w etap "średnio zaawansowany" ;-) - nieco więcej tekstu. Za radą exce zakupiliśmy pana Kłapa i to jest hit (choć jeszcze nie wszystkie książeczki są dla Artka ciekawe). Mi podoba się prostota tych książeczek - są atrakcyjne i nie kiczowate. :-D

dżo - 2010-04-13, 20:43

Anja napisał/a:
Teraz wchodzimy w etap "średnio zaawansowany

No to my nie jesteśmy jeszcze na żadnym etapie bo Tymon nie lubi jak sie mu czyta, dziś nawet płakał jak próbowałam :-| . On od małego nie interesował się książeczkami, mam nadzieję, ze z tego wyrośnie i polubi wspólne czytanie.

zorro napisał/a:
opowiadanie jest wartością nadrzędną.

Trzeba mieć dużo polotu i wyobraźni aby opowiedzieć ładną wartościową historię, mi tego zupełnie brakuje.

blamagda - 2010-04-13, 20:45

Można przeczytać ksiażeczkę, a potem ją opowiedzieć 8-)
Humbak - 2010-04-13, 20:52

dżo napisał/a:
bo Tymon nie lubi jak sie mu czyta,
a lubi może je jeść? :> tak pytam bo u nas zaczęło się od konsumpcji książek plastykowych - szukałam nie tylko takich które mają obrazki typu 'słoń' 'żyrafa' ale też coś opowiadają np http://www.amazon.com/Bab...e/dp/078681912X
najpierw je konsumował i patrzył co zjada...
może Tymon nie chce być odbiorcą książki a inicjatorem tego co się z nią dzieje?

Anja - 2010-04-13, 21:00

dżo napisał/a:
zorro napisał/a:
opowiadanie jest wartością nadrzędną.

Trzeba mieć dużo polotu i wyobraźni aby opowiedzieć ładną wartościową historię, mi tego zupełnie brakuje.


Ja nie wiem, jak jest z innymi dzieciakami w tym wieku, ale ja Artkowi nie opowiadam "ładnych wartościowych historii"... :-) Póki co, na dobranoc, po czytaniu książeczek, opowiadam mu o zwierzętach (taki nasz maly rytual przy zgaszonym świetle). Do tego pokazuję (że są małe / duże/ wiją się / ciężko chodzą itp itd). Nie jest to nic wymyślnego, wręcz przeciwnie - stale to samo, ale Artek to uwielbia. Myślę, że powoli te wieczorne historie, podobnie jak i książeczki, będą się stawały coraz bardziej skomplikowane, ale ponieważ póki co "wchodzimy w język", więc nie przeginam... ;-)

dżo - 2010-04-13, 21:34

Humbak napisał/a:
a lubi może je jeść?

Tak.
Humbak napisał/a:
może Tymon nie chce być odbiorcą książki a inicjatorem tego co się z nią dzieje?
to na pewno, ale z jego zapałem do gryzienia nie mogę mu jeszcze pozwolić na przejęcie inicjatywy, on poprostu zjada papier i niszczy książki.

Anja, świetne macie wieczory, jesteś fantastyczną mamą :-) .

zorro - 2010-04-13, 23:52

To kup książki kartonowe, które trudno zniszczyć i niech sobie gryzie. Tzn jeśli będzie je ewidentnie wcinał, mów mu spokojnie aczkolwiek stanowczo ;) 'Nie można gryźć książek' i zabieraj. W końcu zrozumie, a co zje, to jego. Książka moim zdaniem nie może być czymś niedostępnym. A to się wymądrzyłam!
Co do polotu w opowiadaniu - też mi go brakuje, więc nie uprawiam tej sztuki.
Synowi za to robiliśmy przed snem mini teatrzyki. Różne pluszaki i inne 'przychodziły' do łóżka i coś mówiły - albo do niego, albo między sobą. Uwielbiał to. Mój mąż jest w tym lepszy, w każdym razie. Z kolei jak ja byłam mała, ojciec opowiadał mi czasem przed snem o pewnym detektywie, co nazywał się Oktopus i nikt nie wiedział, że ma osiem rąk. ;) To był dopiero kryminał. Przyciskałam ojca, żeby opowiadał, a on chcąc się wykręcić, upierał się, że jeszcze nie napisali kolejnej części. :)

Humbak - 2010-04-14, 08:55

dżo, miałam na myśli książeczki do kąpieli - te kuba zjadał :) nie chodziło nam o szcunek dla książki ale umiłowanie do historii jakie mogą zawierać

yhghbhnn bnvbcvxxd

u nas kuba uwielbiał historie opowiadane w łóżku na ścianie - takie teatrzyki światło-cień z paluszków, to przez wiele miesięcy były nasze dobranocki

,vcx

Anja - 2010-04-18, 09:19

dżo napisał/a:
Anja, świetne macie wieczory, jesteś fantastyczną mamą :-) .

Hmm, dzięki, ale z tym to różnie bywa... :->
U nas nowości w kwestii jedzenia. Ostatnio sprawdza się u nas model... montessoriański. :-) Wysokie krzesełko stoi nieużywane - Artek wytrzymuje w nim krótko niestety. Sprawdza się natomiast polecana przez zwolnij opcja małego stolika i krzesełka. Niby Artek jest na to jeszcze za mały (nóżki mu zwisają, nie jest w stanie sam tam wejść), ale chyba odpowiada mu to poczucie wolności. Wytrzymuje bardzo długo, fajnie wcina - jestem w szoku. Czyli jednak, montessori rządzi... ;-)
A z innej beczki, kupiłam wczoraj książkę ponoć w duchu mm (poleca ją sam Tim Seldin, wow ;-) ): "Dyscyplina bez płaczu". Przejrzałam, przeczytałam co nieco - myślę, że będę z niej bardzo często korzystać. :mryellow:

dżo - 2010-04-19, 10:49

Anja napisał/a:
"Dyscyplina bez płaczu".

Mam "Między rodzicami a dziećmi", jest naprawdę dobra, wymienimy się za jakiś czas?

Anja napisał/a:
małego stolika i krzesełka

Anja, gdzzie kupiłaś? wkleisz zdjęcie?

Anja - 2010-04-19, 14:50

dżo napisał/a:
Mam "Między rodzicami a dziećmi", jest naprawdę dobra, wymienimy się za jakiś czas?


Dżo
, chętnie. :-) A mebelki z ikei po prostu. Chcieliśmy te mątesorjańske ;-) , ale ów stolarz w Polsce, który je robi nie potrafił określić, co i kiedy, więc nabyliśmy takie zwykłe http://www.ikea.com/pl/pl...oducts/40147707 & http://www.ikea.com/pl/pl...oducts/20147708 Rzeczywiście są za lekkie (no i jeszcze za duże) jak dla tak małego dziecka, muszę Artka pilnować, by nie robił demolki krzesełkiem, ale polecam. Artek sam ładuje się na krzesełko, sam już fajnie stara się schodzić - naprawdę mu to pasuje. :-)

dżo - 2010-04-19, 17:20

Anja, dzięki. Mamy podobny zestaw, który kazałam mężowi złożyć i wynieść do piwnicy jakis miesiąc temu (bo za duży dla Tymona). Jak ja mam mu powiedzieć, aby go przyniósł i ponownie skręcił bo jest już dobry :roll: :mryellow: .
maga - 2010-04-19, 17:40

dżo napisał/a:
Jak ja mam mu powiedzieć, aby go przyniósł i ponownie skręcił bo jest już dobry

:lol: :lol: :lol: Znamy znamy! Przerabialiśmy nie raz :mryellow: Np. Szuszyłam tyłek mężowi, żeby odremontował kołyskę przed porodem (mocno suszyłam :-P ). Oczywiście Ziom ani razu w niej nie spał. Wypomina mi to do dziś... (mąż, nie Ziom ;-) )

Anja - 2010-04-19, 21:22

dżo napisał/a:
Mamy podobny zestaw, który kazałam mężowi złożyć i wynieść do piwnicy jakis miesiąc temu (bo za duży dla Tymona). Jak ja mam mu powiedzieć, aby go przyniósł i ponownie skręcił bo jest już dobry :roll: :mryellow: .

A nie wiem, może powiedz, że na warsztacie kazali. ;-) :-P

arete - 2010-04-30, 23:18

A ja się chciałam pochwalić, że Antoś dostał się do przedszkola Montessori. :-) Może mnie to zmotywuje do dokładnego przestudiowania tego wątku.
kociakocia - 2010-05-01, 10:33

arete, gratulacje ;) też rozważałam długo co wybrać, montessori czy weg, no i jednak padło na to drugie.
maga - 2010-05-01, 15:42

Help. Pilnie poszukuję takiej planszy - sortera z walcami. Zależy mi, żeby to były walce różnej wielkości, by można było układać od najmniejszej do największej (tudzież odwrotnie ;-) ). Szukam w necie, ale znajduję tylko takie o jednakowej wielkości.
Zależy mi na tym, bo podczas wczorajszego badania psychologicznego w CZD Ziom się bardzo wkręcił w te walce (tak bardzo, że trzeba było schować, bo nie dało rady badania przeprowadzić :-> )

Odnośnie małej motoryki - u nas statnio hitem są wykałaczki. Ziom robi jeżyka z jabłka (raz nawet się dopominał, żeby mu dać :-D )lub wkłada je do dziurek od durszlaka albo do pudełeczka wykałaczkowego przez taką małą dziurkę. Fajna sprawa. Muszę tylko pilnować, żeby nie wkładał do nosa :-> Polecam!
A. no i jeszcze taka stara gra Mastrer Mind. Może ktoś pamięta? Jedna osoba wkłada do dzirek takie małe kolorowe grzybki a druga zgaduje, jakie kolory pierwsza ułożyła. Ziom wkłada te grzybki do dziurek :-)

olgasza - 2010-05-01, 19:33

maga napisał/a:
Ziom wkłada te grzybki do dziurek :-)

a to spryciarz :-)

fajne pomysły, maga, spróbujemy (tylko muszę pawlacz przekopać, może gdzieś będzie ten Master Mind).
U nas koraliki się sprawdzały, takie duże drewniane z cienką sznurówką, jak młoda miała ok.2 lat.

Humbak - 2010-05-01, 20:44

dżo, bardzo się cieszę :D
bajaderka - 2010-05-01, 22:04

maga,o to chodzi?
http://www.sklep.educariu...32&produkt=7961

maga - 2010-05-02, 16:44

bajaderka, dziękuję! Nie jest to dokładnie takie, jakim się zachwycił, ale to też jest super. Może nawet fajniejsze, bo trójkątne? Mój małż właśnie mi oznajmił, że widział takie coś w sklepie... Ręce opadają. Ja pół dnia spędziłam przetrzasając internet...
BTW - na tej stronie są świetne rzeczy, ale niektóre ceny mnie zwaliły z nóg. Np. to - http://www.sklep.educariu...09&produkt=9179 :shock:

[ Dodano: 2010-05-02, 16:48 ]
to mi się też spodobało (jeśli chodzi o walce), ale trochę drogie...
http://www.sklep.educariu...213&produkt=330

dżo - 2010-05-03, 21:52

maga, masz świetne pomysły :-) , znalazłam te grzybki i za jakiś czas będziemy ćwiczyć z Tymonem :-) , dzięki za podpowiedź. Ziom na bardzo zwwinne paluszki, że z takimi drobiazgami daje sobie już radę, brawo :-D .

U nas ostatnio na topie jest skarbonka i guziki, Tymon potrafi się skupić na wkladaniu i widać, że ciężko przy tym "pracuje" :-) .

bajaderka, świetny sklep, dzięki za namiary :-)

Anja - 2010-05-03, 22:16

A ja z innej beczki: w najbliższą sobotę (08.05) gratka dla Warszawiaków: "W poszukiwaniu Montessori - czyli wystawa nie tylko dla dorosłych oraz wykład i warsztaty nie tylko dla dzieci".
http://www.stopociech.pl/...day&id=20100508
:->

dżo - 2010-05-03, 22:19

Anja, no proszę Cię nie załamuj mnie :-? , znów omnie mnie ważne wydarzenie :evil: .
Anja - 2010-05-03, 22:22

dżo, ale to chyba i tak nie dla nas... nasze dzieci są za małe, nie?
dżo - 2010-05-03, 22:24

Zajęcia dla dzieci nie ale wystawę bardzo chętnie bym obejrzała.
maga - 2010-05-05, 11:14

Moje dziecię robi jeżyka :-)
Anja - 2010-05-05, 11:54

maga, jestem pod wrażeniem! :-)
Humbak - 2010-05-11, 01:00

maga, wspaniałe dzieło! :) I ta mina mistrza ;-) :-D

[ Dodano: 2010-05-14, 22:35 ]
dla dzieci ponad dwurocznych przykłady ciekawych przelewanek (stronka ang ale są zdjęcia):
http://montessori-work.blogspot.com/

Humbak - 2010-05-14, 22:45

I jeszcze trochę artystycznego dzieła w wersji montessoriańskiej... kamienie, malowanie płatkami kwiatów... http://mommyme-thewonderyears.blogspot.com/

ale to co mnie najbardziej zachwyciło to nieco niżej na tej stronce "Natural Playground" - jak dla mnie genialny pomysł - naturalny plac zabaw dla dzieci - piasek, kamienie, drewno a wszystko takie ładne... praktycznie koszty niewielkie (poza kamieniami), głównie robocizna... idealne na polskie warunki, a zdjęcia... sami pooglądajcie ;)
http://mommyme-thewondery...und-photos.html
:D

I jeszcze - 50 must-read blogs http://www.onlinedegree.n...ntessori-blogs/

Anja - 2010-05-20, 09:41

Odkryłam właśnie, że strona bycrodzicami.pl jest teraz na facebooku, co - mam nadzieję ;-) - pomoże mi być bardziej na bieżąco z ich artykułami. :->
Humbak - 2010-05-20, 11:33

Anja, dasz linka? :-> Nie bardzo orientuję się jak tam się poruszać, czy trzeba się rejestrować itede... :oops:
Anja - 2010-05-20, 18:56

Humbak, priwa żem wysłała. :->
Humbak - 2010-05-20, 23:00

Anja, :-D :*
roksana - 2010-05-23, 16:26

Jejku ale jesteście obeznane w tym temacie, ja chyba nie zdawałam sobie sprawy, że muszę całościowo spojrzeć na tę metodę. Bo o odpowiednim wystroju domu to nie pomyślałam. Prawdę powiedziawszy to dopiero się wdrażam w temat. A przy okazji, może któraś mi podpowie które przedszkole w Warszawie warte jest uwagi?
Widzę, że strasznie dużo nauki przed nami. Szkoda, że nie wiedziałam wcześniej o tej wystawie/warsztatach.

zorro - 2010-05-23, 18:09

A propos puszek szmerowych (drogich). Ostanio wpadłam na polską grę memo dźwiękowe firmy Alexander (30 pln). Polega na odnajdywaniu takich samych dźwięków. Jedyny minus, jak dla mnie, że sześciany nie są tak 'dotykowo-przyjazne', tzn. plastik jest nieprzyjemnie kanciasty. Ale jeśli ktoś nie może wydać 100 złotych więcej, jest to dobry wybór. Tym bardziej, że mało jest takich zabawek na naszym rynku.
Anja - 2010-05-23, 19:00

zorro, dzięki! tak się jakiś czas temu zastanawiałam nad tym (co prawda, Artek jest jeszcze za młody, ale już tak na przyszłość...) i oto Ty "spadasz mi z nieba" z tą propozycją! ;-) a od jakiego to jest wieku? 4 lata? 6?
zorro - 2010-05-23, 20:32

Napisano chyba, że od 4, ale ja mam zamiar bawić się już z dwulatką. Można te sześciany wykorzystywać na wiele sposobów.
Humbak - 2010-05-24, 15:32

zorro, na takie rzeczy jak puszki dżwiękowe i zapachowe to (jak na mnie ;) ) szoda kasy trochę - zapachowe u nas zrobiłam tak, że mam takie same solniczki (szklane, przeźroczyste), ale z dwoma kolorami nakrywek (bo mam takie z plastykowymi nakrywkami, kuba lubi je odkrywać i zakrywać) - zielone i różowe. Do środka dałam waciki nasączone olejkami zapachowymi - pomarańcza, cytryna, cynamon, mięta, czekolada... Kuba wącha jeden różowy i spośród zielonych znajduje parę. Zamknięcie jest fajne bo zapach nie ucieka, mają jeden minus - szybko się psują, sprężynka rozwala i tak zostało nam chyba po 2-3 z każdego koloru...

Za czasów Natalki miałam czarne pudełka na klisze do których dawałam autentyczne przyprawy - imbir, pieprz, cynamon... zadaniem było odgadnąć co jest w środku wąchając zawartość z zamkniętymi (lub nie) oczami.

Szmerowe - małe kolorowe nieprzeźroczyste pudełka plastykowe do których można wsypać piasek, kamyczki, groszek itd... Byleby nie były przeźroczyste

zorro - 2010-05-24, 21:14

Pewnie, że to fajny pomysł. Tylko, że zakup odpowiednich materiałów będzie przewyższał cenę tego memo dźwiękowego akurat. Wiem, jak to jest, bo sama robiłam różne rzeczy. Pojemniki po kliszach - super - tylko moja dwulatka od razu by je pootwierała i rozsypała. A tak przy okazji, ciekawam, gdzie można kupić małe pojemniczki zakręcane?
Humbak - 2010-05-24, 22:07

Ja wszystkie pojemniczki znajduję na targach, działach gospodarczych i innych... jak coś mijam to oglądam...

znalazłam rzecz ciekawą na mało ciekawej (dla mnie bo nie uczę w domu) stronce http://www.thebroadroom.c...ifficult-child/ . Rzecz jest o radzeniu sobie z dzieckiem nieposłusznym, ale przede wszystkim nieodpowiednio się zachowującym - i porównuje się je tu do niepokornego pracownika, proponując rodzicom i pracodawcom podobne w obu przypadkach radzenie sobie z takimi 'osobnikami' (jest to jednak plan długoterminowy, nie interwencja ;) ):

- często z nimi (pracownikami, dziećmi) rozmawiaj
- wyjaśniaj jak ważne jest to, by dane polecenie/czynność/zadanie zostało wykonane prawidłowo/dobrze/porządnie
- sporadycznie dawaj im wyjątkowe zadania
- zwracaj uwagę na (ich) wyjątkowe zdolności; chwal (ich) dobrą pracę przed innymi (pracownikami)
- pytaj ich o opinię w różnych kwestiach
- słuchaj ich zdania. Okazuj zainteresowanie nimi i ich życiem prywatnym

ciekawe ;-)

zorro - 2010-05-24, 22:11

Wszystko robię, a pracownika mam dalej nieposłusznego. ;-)
Humbak - 2010-05-24, 22:22

jak znajdę coś jeszcze to wkleję ;-) :-P :mryellow:
zorro - 2010-05-25, 22:46

Czekam! ;-)
dżo - 2010-05-30, 21:06

maga, jakich patyczków używacie do robienia jeżyka? bo to chyba nie są takie tradycyjne szaszłykowe, prawda?
excelencja - 2010-05-30, 21:47

zorro napisał/a:
Pewnie, że to fajny pomysł. Tylko, że zakup odpowiednich materiałów będzie przewyższał cenę tego memo dźwiękowego akurat. Wiem, jak to jest, bo sama robiłam różne rzeczy. Pojemniki po kliszach - super - tylko moja dwulatka od razu by je pootwierała i rozsypała. A tak przy okazji, ciekawam, gdzie można kupić małe pojemniczki zakręcane?


jestem fanką pojemników na mocz - te jałowe są zakręcane :D Ale czasem zwykłe też.

zorro - 2010-05-30, 22:40

Fakt! I złotówkę kosztują.
Ale trzeba je jeszcze zasłonić, żeby nie było wiadomo, co w środku. ;-)

excelencja - 2010-05-30, 23:07

u mnie 56 gr chyba.
eeee kupujesz sobie 1 farbę w sprayu i jedziesz :)
I nadają się do wszystkiego, od przechowywania jedzenia, po wszelkie drobiazgi, po robienie grzechotek itp itd.
To smutne, że społeczeństwo nie docenia pojemników na mocz.

pojemniki po ciastolinie niektóre -ale nie play doh- są zakręcane.

olgasza - 2010-05-31, 08:26

excelencja napisał/a:
To smutne, że społeczeństwo nie docenia pojemników na mocz.

chyba mam pomysł na kampanię społeczną :-P

zorro - 2010-05-31, 10:01

Pomysłów na kampanie społeczne jest mnóstwo, tylko nikt nie jest nimi zainteresowany. Co innego kampania wyborcza... ;)
maga - 2010-05-31, 12:16

excelencja napisał/a:
To smutne, że społeczeństwo nie docenia pojemników na mocz.

:lol: :lol: :lol:
dżo - wykałaczki :-) Znalazłam w szufladzie mojej mamy takie z jednym końcem tępym. Chyba "Jan Niezbędny" czy inny Franciszek Potrzebny ;-) Dodatkowo mają fajne pudełko, z taką małą dziurką, do do której też się fajnie patyczki wkłada :-)

dżo - 2010-05-31, 12:18

maga, dzięki :-D
Anja - 2010-05-31, 22:30

A my - mający cały czas przed oczami ideę montessoriańkiego materacyka - przerobiliśmy łóżeczko: teraz jest ono baardzo nisko (poziom materaca ok. 10 cm powyżej podłogi) i nie ma jednej ścianki. Artek może swobodnie wchodzić i wychodzić - szczerze mówiąc oszalał na punkcie swojego "nowego" łóżeczka. Ja jednak jestem sceptyczna - pojawiły się małe problemy przy usypianiu (Artek jest zbyt zafascynowany otwartością łóżeczka). :-> No nic, zobaczymy, co będzie dalej. Jakby co, wracamy do starego modelu. :-)
Kat... - 2010-05-31, 23:03

Anja, u nas wyjęcie szczebelków zapoczątkowało piękny okres zasypiającego z własnej woli Zygmunta więc głowa do góry!
kociakocia - 2010-05-31, 23:08

u nas etap fascynacji z wchodzenia i wychodzenia z otwartego łóżeczka był bardzo krótki, córeczka zasypia sama, nie wychodzi, także po przebudzeniu potrafi poleniuchować bez szybkiego wydostania się z wyra. w sumie to baliśmy się, ze bez szczebli będą jakieś podróże w nocy chociażby, ale nic takiego się nie zdarzyło :)
zorro - 2010-06-05, 21:23

My też zdemontowaliśmy bok, gdy tylko F. nauczyła się chodzić. I - jak wyżej - okres fascynacji wolnością był krótki.
Ostatnio wpadłam na ciekawą książkę - "Urodzony matematyk. Zabawy rozwijajace zdolności umysłowe najmłodszych" Katarzyny Mitros. W pewnym sensie montessoriańska. Jej wielkim minustem jest natomiast cena - 39,90.

kociakocia - 2010-06-06, 08:21

http://www.przedszkole-warszawa.waw.pl/
Anja - 2010-06-07, 11:02

zorro napisał/a:
Ostatnio wpadłam na ciekawą książkę - "Urodzony matematyk. Zabawy rozwijajace zdolności umysłowe najmłodszych" Katarzyny Mitros. W pewnym sensie montessoriańska. Jej wielkim minustem jest natomiast cena - 39,90.


Oglądałam ją jakiś czas temu w księgarni - przyznaję, ciekawa. Wybrałam podobną w treści, choć mniejszą , cieńszą i nie tak atrakcyjną wizualnie: "Jak moje dziecko może nauczyć się logiczno-matematycznego myślenia?" Za jedyne 9,90. :->

zorro - 2010-06-07, 22:15

A co jest w tej 'twojej'?
Anja - 2010-06-08, 08:43

M.in. zabawy, które wspomagają myślenie matematyczne oraz rozwój pamięci i koncentracji. Recenzji nie napiszę ;-) , bo książka ta czeka w kolejce (na stosowny czas).
To jest to: http://www.gandalf.com.pl...-nauczyc-sie-B/
A czy Ty już przeczytałaś "Urodzonego matematyka?" Od jakiego wieku są proponowane tam zabawy?

zorro - 2010-06-08, 10:05

W "Urodzonym matematyku" w zasadzie nie ma co czytać (oprócz wstępu), bo są to po prostu kolejne propozycje zabaw z wytłumaczeniem, co ta zabawa daje i które partie mózgu działąją. ;)
Fajne natomiast są same zabawy i na pierwszy rzut oka wcale nie matematyczne. Kupiłam ją 'w okazyjnej cenie', bo spodobały mi się pomysły. Często zapominam, że można tak prosto, fajnie i skutecznie. Dla młodszych dzieci, ale i dla starszaków można zmodyfikować. Jak będę miała czas, to wrzucę parę stron.

bajaderka - 2010-06-16, 13:35

Maga, chciałam Ci podziękować za przypomnienie mi o ulubionej zabawie Jagody jak miała około 2 lat, mianowicie pisałaś o tych buteleczkach wypełnionych wodą z koralikami i brokatem......ja robiłam trochę inaczej, dawałam olej i wtedy wolniej ten brokat i koraliki opadały....teraz z racji tego, że mam 6 latka i 3 latka mamy to podzielone na kilka etapów
1 etap zajmujący moim dziewczynom wiele godzin, to mieszanie kolorów
http://www.bajaderki.pl/f...album=80&pos=40
http://www.bajaderki.pl/f...album=80&pos=42
2 etap zamrażanie - mamy wtedy kolorowy lód
3 etap obserwacja rozpuszania się lodu w oleju, tworzą się wtedy takie fajne kuleczki i powoli opadają na dno
http://www.bajaderki.pl/f...?album=81&pos=1
4 etap dziewczyny przenoszą te kuleczki do buteleczek wraz z olejem, dodają brokatu, koralików i mają fajną zabawkę
http://www.bajaderki.pl/f...?album=81&pos=2

Anja - 2010-06-17, 15:05

Czy było w tym wątku o dzieleniu się? Bo mnie ostatnio, jako bywalczynię placów zabaw, męczy terror "nauki dzielenia się", co oznacza niemalże wyrywanie dziecku zabawki w imię jego "dobrych relacji społecznych". ;-) No i właśnie natrafiłam na ten artykuł:
http://www.bycrodzicami.p...-dzielenia-sie/
:->

gosia_w - 2010-06-17, 16:20

Nie wiem, jakie są zalecenia Montessori, ale ja uważam, że można zaproponować dziecku, żeby podzieliło się swoją zabawką (szczególnie wtedy, gdy samo się nią nie bawi). Jeżeli odmówi, należy to uszanować (nawet, jeżeli się tą zabawką nie bawi), tzn. nie namawiać, nie przekonywać, nie zabierać :evil: Ja uczę moją córeczkę, że jeżeli chce się pobawić czyjąś zabawką, to musi zapytać o zgodę. Jeżeli właściciela nie sposób znaleźć, to nie wolno brać zabawki.
Miałyśmy ostatnio taką sytuację: córcia pojechała na plac zabaw na rowerku, do koszyczka włożyła swojego ulubionego przytulaka. Na placu zabaw odstawiła rowerek i poszła na huśtawkę. Po powrocie okazało się, że rowerek jest, przytulaka nie ma. Czarna rozpacz, słyszana wszędzie wokół. Przybiegła jakaś mama i mówi: Jest, wzięłyśmy, żeby się pobawić.
Córcia: Trzeba było mnie zapytać.
Mama: Ale nie było nikogo
Córcia: To nie można zabierać.

Trochę trudniej jest w piaskownicy - dzieci przynoszą swoje zabawki i się nimi razem bawią (czyli wymieniają bez pytania) do czasu, aż któreś zaprotestuje. No i w sumie nie wiem, trudno pytać o każdą foremkę (dzieci przynoszą dużo i na ogół bawią się niektórymi, inne leżą), ale dobrze byłoby tak robić.

bajaderka - 2010-06-17, 16:28

Anja, ja mówię dziecku, które chce zabrać Basi zabawkę, że to jest jej zabawka i Basia o niej decyduje....ten tekst wziełam z książki o Kamyczku 'To moje'.... :-P
Basia zazwyczaj mówi, że nie .... ja wtedy tłumaczę, że albo mogą się wymienić zabawkami na chwilę albo Basia pozwoli pobawić się póżniej....mówię ja, bo Basieńka nie jest skora do mówienia ;-)
i cały czas przypominam, że trzeba się najpierw zapytać o zabawkę....aż do znudzenia...ale efekty u moich dziewczyn już są.... ten tekst na stronce być rodzicami jak zwykle super

topcia - 2010-06-18, 03:37

bajaderka napisał/a:
cały czas przypominam, że trzeba się najpierw zapytać o zabawkę...

no właśnie komu?
MOja WIsia wie, że trzeba najpierw zapytać. Zawsze tak robi. Ja natomiast najczęściej przypominam dzieciaczkom, które od NIej chcą "pożyczyć".

CHcę się podzielić, mam nadzieję, że radością długofalową. ZNalazłam w Białymstoku przedszkole Montessoriańskie!!!!! Lelelelelelle!!!!! Wprawdzie wolałabym Steinerowskie, ale te też mnie w peni zadowala. :-D http://przedszkolak-na-diecie.blog.pl/ . NO i planują odtorzycinne oddziały :mryellow: . Jest SAMORZĄDOWE :shock: , choć opłaty mimo to, nie są niskie.

Jagienka - 2010-06-18, 07:27

gosia_w napisał/a:
Nie wiem, jakie są zalecenia Montessori, ale ja uważam, że można zaproponować dziecku, żeby podzieliło się swoją zabawką (szczególnie wtedy, gdy samo się nią nie bawi). Jeżeli odmówi, należy to uszanować (nawet, jeżeli się tą zabawką nie bawi), tzn. nie namawiać, nie przekonywać, nie zabierać :evil: Ja uczę moją córeczkę, że jeżeli chce się pobawić czyjąś zabawką, to musi zapytać o zgodę. Jeżeli właściciela nie sposób znaleźć, to nie wolno brać zabawki.
Miałyśmy ostatnio taką sytuację: córcia pojechała na plac zabaw na rowerku, do koszyczka włożyła swojego ulubionego przytulaka. Na placu zabaw odstawiła rowerek i poszła na huśtawkę. Po powrocie okazało się, że rowerek jest, przytulaka nie ma. Czarna rozpacz, słyszana wszędzie wokół. Przybiegła jakaś mama i mówi: Jest, wzięłyśmy, żeby się pobawić.
Córcia: Trzeba było mnie zapytać.
Mama: Ale nie było nikogo
Córcia: To nie można zabierać.

Trochę trudniej jest w piaskownicy - dzieci przynoszą swoje zabawki i się nimi razem bawią (czyli wymieniają bez pytania) do czasu, aż któreś zaprotestuje. No i w sumie nie wiem, trudno pytać o każdą foremkę (dzieci przynoszą dużo i na ogół bawią się niektórymi, inne leżą), ale dobrze byłoby tak robić.


To jest dłuugi temat...
Moja Antosia jest aktualnie na etapie zachwytu nad wszelkimi rowerkami i pojazdami i dosłownie każdy chce oglądać i posiedzieć na nim (gdy widzi, że jest wolny i stoi w kącie placu zabaw). Zazwyczaj nie ma z tym problemów. My też przychodzimy np. z wózkiem dla lalek i inne dzieci bawią się nim. Nie wyobrażam sobie innej sytuacji skoro zabieramy zabawki w miejsce, w którym są inne dzieci. Gdybym wiedziała, że coś jest w szczególny sposób ulubione, to albo wytłumaczyłabym wcześniej, że na plac zabaw lepiej tego nie brać, albo wybrałabym inny cel spaceru (nie miejsce gdzie z założenia jest dużo dzieci, od których trudno wymagać, żeby nie chciały pobawić się zabawkami przynoszonymi przez innych), albo - jeśli jednak plac zabaw - schowałabym taką zabawkę do torebki, zeby nie kusić innych dzieci, podczas gdy moje dziecko nie bawi się nią.
U nas na placach zabaw jest bowiem normalne, że jeśli coś stoi/leży i nikt się tym nie bawi, a właściciela nie ma w pobliżu, inne dzieci biorą bez pytania i jak się pobawią, odnoszą w to samo miejsce. Nie wyobrażam sobie, ze mogłoby być inaczej.

Tempeh-Starter - 2010-06-18, 08:27

Pożyczanie zabawek,
(tylko z obserwacji)
Plaża, 2 latek bawi się z mamą piłką. Mama wkłada w zabawę dużo cierpliwości i inwencji uważa pewnie (i słusznie) że chwytanie oburącz jest czynnością ważną i rozwojową.
W pobliżu z rodzicami biwakuje 4 latek. Strasznie ciągnie go do kolorowej piłki którą bawi się mam z 2 latkiem. Wreszcie oddala się od rodziców podchodzi do grających i pyta czy może się pobawić piłką. Mama 2latka powinna odpowiedzieć, nie nie możesz (i kwita)
Godzi się jednak (no bo jakże to tak) i mówi... "Dobrze pobawcie się, porzucajcie sobie piłeczkę" ale rękę dam sobie uciąć że w duchu myśli "spie... gnoju"
4 latek chwyta piłkę i spie... w stronę morza
Mamie 2 latka udaje się go jakoś zawrócić i nakłonić do wspólnej zabawy
Jednak zabawa nie klei się bowiem polega głownie na tym że 4 latek próbuje trafić w 2 latka kolorową piłką prosto w twarz - co zresztą parę razy mu się udaje.
Dodatkowo nie ustaje w próbach wyrzucenia piłki jak najdalej w morze.
Koszmar trwa dobre 15 minut.
Rodzice 4 latka cichym nawoływaniem "Jasiu baw się ładnie" próbują pomóc matce 2 latka (ale żedne nie rusza się z koca)
Nie mogę na to dłużej patrzeć, wstaje z piachu i idę sobie ;-)

excelencja - 2010-06-18, 12:42

Dziś wyłożyłam tę teorię mamusiom(a mieszkam w małym prowincjonalnym miasteczku) na podwórku (co prawda gdzieś już czytałam to odniesienie - akurat to majtek a nie samochodu) i przytakiwały z zainteresowaniem :D

Jak mówię, że Mc Donald to syf to już z takim zaciekawieniem nie patrzą:D

cynamon - 2010-06-18, 13:35

Nas na warsztatach dla rodziców uczyli, że zawsze należy respektować, a jeśłi to konieczne - to bronić własności naszego dziecka. Żadnego zmuszania, zabierania podstępem, na siłę itp. Czyli tak, jak piszecie. Pytamy dziecko, czy jest gotowe coś pożyczyć, jeśli nie - mówimy, że nasze dziecko w tym momencie nie jest gotowe pożyczyć i tyle :) Można oczywiście przy sprzyjających warunkach zaproponować wymianę, trochę podpowiedzieć zasady współpracy, ale spokojnie i nie za każdym razem ;) I złota zasada, którą wbija się rodzicom na tych zajęciach do głowy: tylko dziecko, które ma poczucie, że coś jest naprawdę jego i ma pewność, że może tym rozporządzać - ma ochotę się dzielić :)

bajaderka, a skąd masz taką pipetkę? kolory to zwyczajna farba, czy jakoś inaczej to robisz? a buteleczki są jakieś specjalne, czy po napojach?

kociakocia - 2010-06-18, 13:53

cynamon napisał/a:
tylko dziecko, które ma poczucie, że coś jest naprawdę jego i ma pewność, że może tym rozporządzać - ma ochotę się dzielić
bardzo mądre

dzięki za artykuł z linka być rodzicami :)

Jagienka - 2010-06-18, 14:55

Cytat:
Zabawki osobiste mogą być przechowywane w sypialniach. Pewna rodzina używa też zamykanej szafki w przedpokoju do przechowywania zabawek, króre nie mogą być dotykane przez nikogo innego, tylko właściciela.


źródło: http://www.bycrodzicami.p...-dzielenia-sie/

Bardzo dobre rozwiązanie.
Mój Mąż opowiadał mi, jak chował do pojemnika z pościelą w tapczanie najcenniejsze swoje zabawki, gdy w gości mieli przyjść jego bracia cioteczni, którzy zawsze wszystko niszczyli.

kociakocia - 2010-06-18, 19:32

chciałabym zasubskrybować być rodzicami, help! przekierowuje mnie na jakąś stronę i co dalej mam z tym fantem zrobić?
excelencja - 2010-06-18, 21:56

Jagienka napisał/a:
Mój Mąż opowiadał mi, jak chował do pojemnika z pościelą w tapczanie najcenniejsze swoje zabawki, gdy w gości mieli przyjść jego bracia cioteczni,


ja robiłam to samo :) Moje ukochane Lalki chowała do tapczanu - po incydencie podczas którego koleżanka urwała mojej lalce głowę :D

Ale z drugiej strony pojawia się problem - nie chcemy, żeby nasi mali goście czuli się u nas źle, a wiadomo, że dziecko, które przychodzi do nas chciałoby bardzo podotykać nowe dla siebie rzeczy. I serce pęka jak nasze dziecko wszystkiego zabrania.
Moje akurat ma wdrukowane w świadomość słowo 'pożyczyć' i już wiąże je ze słowem 'oddać' i jakoś to ogarnia jak są goście i większość chętnie pożycza.
Ale są dzieci, które nie mają ochoty niczego 'pożyczyć' i tu jest problem - jak nie skrzywdzić naszego gościa...

to tak jakby powiedzieć zaprzyjaźnionej mamie 'możesz do mnie przyjść, ale nie możesz siedzieć na moim fotelu ani pić z mojego kubeczka'
no właśnie...

kociakocia - 2010-06-18, 22:04

mi sie wydaje, że problemu specjalnie nie ma, my dorośli przecież wiemy jakie są/bywaja dzieci i łatwo to sobie wytłumaczyć w razie ewentualnych gości. bardzo mi sie podoba to co zostało napisane w artykule zalinkowanym nieco powyżej: " Przecież są rzeczy, którymi wcale nie chcemy się dzielić i bylibyśmy oburzeni, gdyby ktoś zasugerował, że powinniśmy. Niektóre przedmioty należą do osobistych, w przypadku innych, ryzyko zniszczenia jest zbyt duże. Nie chcielibyśmy przecież płacić za rozbity samochód albo za zgubioną biżuterię. Oczywiście, istnieją też rzeczy, które jesteśmy w stanie pożyczyć bez większych oporów, jeśli oczekiwania i konsekwencje związane z ich wypożyczeniem są jasno określone.

Wasze dzieci mają takie same jak Wy odczucia, co do dzielenia się.
"

Anja - 2010-06-18, 22:18

Mi też bardzo podoba się zasada chowania / nie brania na plac zabaw zabawek, do których dziecko jest szczególnie przywiązane. Podobno w przypadku starszych dzieci (wiek przedszkolny) można się powoływać na to - "Ustaliliśmy, że zabawki, których nie schowałeś, są po to, byś się nimi dzielił".
No i handel wymienny rządzi. :->
Pisałam w innym wątku o książce "Jak przechytrzyć dziecko" - tak, wiem, tytuł beznadziejny. :-> Ale książka jest fajna, a rozdział o dzieleniu się - świetny! W duchu montessoriańskim rzekłabym :-P co jest oczywiście nadużyciem... :-)

Tempeh-Starter - 2010-06-18, 22:28

jakoś zupełnie nie pamiętam jak to było u mojej córki
ale tak z lotu ptaka zdaje mi się że to jest, szczególnie obecnie bardzo ważna sprawa

kultura materialna, zdobywanie i posiadanie przedmiotów to jeden z filarów naszej cywilizacji też bardzo ważny element relacji międzyludzkich

w aspekcie rozwoju malucha ma jednak znaczenie na przyszłość kto komu wyrywa w piaskownicy grabki ( no proszę, a kto by pomyślał :-D )

excelencja - 2010-06-18, 23:14

kociakocia napisał/a:
mi sie wydaje, że problemu specjalnie nie ma, my dorośli przecież wiemy jakie są/bywaja dzieci


ale to nie chodzi o relacje dziecko->gość dorosły, a dziecko->dziecko.

kociakocia - 2010-06-18, 23:26

miałam ostatnio na podwórku taką sytuację, że dziewczynka miała siatę kredy, wszędzie na asfalcie leżała, moja córka więc wzięła się za malowanie ohoczo, po czym ta dziewczynka podeszła do mnie i mówi: prosze pani, niech pani powie córeczce, żeby sie nie bawila moją kredą. no oczywiście moja nie była zachwycona tym, że nie wolno sie bawić nie jej zabawkami, więc wytłumaczyłam conieco, choć nie wiem czy zrozumiała, czy to przyjęła, ot taki wiek. tata dziewcznki też usilnie namawiał by się dzieliła.
myślę, że trzeba uszanować dziecka wybór, a małej nierozumnej nieco istotce wyjaśnić i czymś innym szybko zająć by odwrócić uwagę. przychodzi kiedyś moment wspólnej zabawy i jest ok.

może wyjściem jest idąć do gości wziąść trochę własnych zabawek, wtedy zainteresowanie dzieciaków się rozkłada w miarę równomiernie nowościami.

topcia - 2010-06-19, 00:18

excelencja napisał/a:
ak mówię, że Mc Donald to syf

dlaczego? Przecież ludzie lubią jadać dla przyjemności :-P

zorro - 2010-06-21, 00:43

Moja córka została już przećwiczona ( ciężko doświadczona) przez starszego brata i wie doskonale, co znaczy 'moje'. Ma bowiem zakaz siadania przy jego biurku, rysowania jego kredkami, dotykania kilku jego samochodów, książek. Leżenie w jego łóżku, ot tak sobie, też odpada. Czasem on wielkopańsko dzieli się z nią. I ona tę naukę wynosi na plac zabaw. Ostanio właśnie obserwowałam jak jej idzie (a ma dwa lata i słabo mówi, więc trudno jej wyłuszczyć sprawę). Sama daje dzieciom sprzęty, gdy wie, że mają na nie chrapkę. Gdy startuje do czyjegoś roweru, mówię, że nie wolno, bo to nie nasz i nie wiadomo, czy dziecko chciałoby, żeby na nim jeździć. I nie rusza. Tak więc wzór w postaci starszego rodzeństwa (już wyszkolonego w dzieleniu się, posiadaniu i takich ważkich sprawach) jest niezwykle istotny.

[ Dodano: 2010-06-23, 00:51 ]
Może się wam przyda. Zabawki ze śmieci. Znalezione na blogu. Też fajnym. :)

dżo - 2010-06-24, 20:57

Bardzo cieszę się, że został poruszony temat o dzieleniu się. Miałam przekonanie, że należy się dzielić i należy tego uczyc swoje dziecko (kolejny powielany stereotyp z własnego dzieciństwa) a teraz gdy juz wiem jak być powinno i gdy słyszę w piaskownicy: no podziel się Janeczku koparką z koleżanką mam ochotę tym wszystkim mamom, babciom powiedzieć, że nie tędy droga drogie panie 8-) .

Podpatrzyłam gdzieś na zdjęciu wykorzystywanie formy mufinkowej do zabaw i wczoraj kupiłam Tymonowi kolorowe piłeczki pinpongowe (idealnie mieszczą się w otworach foremki) i staram się zainteresować go wykorzystaniem tychże z marnym skutkiem narazie ;-) . Niemniej w przyszłości posłuży nam ona do uczenia się np. kolorów, ich segregowania i czegoś tam jeszcze :-) .

Poza tym kupiłam mu imitację różowej wieży w mothercare (akurat była spora obniżna na niektóre fajne zabawki). Taką: http://www.elc.co.uk/Stac...default,pd.html i choć różni się znacząco uznałam, że będzie się nadawało do:
Cytat:
Cel bezpośredni:
Wprowadzenie i utrwalenie pojęć związanych z określaniem wielkości: np. duży - mały.
Cele pośrednie:
Rozwój motoryki, koordynacja ruchów, kształtowanie struktur porządku.
:-)
excelencja - 2010-06-24, 21:25

dżo, tego typu wieże fajne są Baby Ono - za jakieś 9 zet za komplet i nazywa się to 'kubek w kubek'
dżo - 2010-06-24, 21:33

excelencja, dzięki :-) , nie znałam tego sklepu. A powiedz proszę jak idzie Liliance z tymi drewnianymi układankami, które kupowałaś na allegro? Szukałam ich ostatnio ale nie znalałam niestety.
Humbak - 2010-06-25, 00:21

Z tym dzieleniem to ja mam takie podejście że staram się być ostrożna, pamiętając o tym, by sztucznie swoim podejściem nie wywołać sytuacji którą zgrabnie opisała excelencja:
excelencja napisał/a:
to tak jakby powiedzieć zaprzyjaźnionej mamie 'możesz do mnie przyjść, ale nie możesz siedzieć na moim fotelu ani pić z mojego kubeczka'


Też jestem za niebraniem rzeczy nie do pożyczenia do piaskownicy... w pewnym sensie. Bierzemy na dwór to co kuba chce (pod kontrolą by znalazło się coś co może podlegać zasadzie dzielenia czyli by nie zostać w ręce tylko z zabawką osobistą). Zazwyczaj na dworze kuba odkrywa że nie chce się daną zabawką dzielić i zgadza się na pozostawienie jej w wózku - zabawki w wózkach są dla nas nieruszalne (choć można się o nie pytać). Resztę zabawek dajemy na trawę/piasek/kamyki obok wózka. Gdy jakieś dziecko podchodzi i chce tą z wózka mówimy że to bardzo ważna zabawka kuby i musi być tutaj, ale może chce którąś z tych (pokazujemy). Przy zademonstrowaniu tego jak się bawić zazwyczaj to działa. Zdarzało nam się że któreś dziecko się awanturowało i wtedy pytałam się kuby czy nie chce schować jej głębiej - czasem się zgadzał, czasem nie, czasem brał do ręki na znak, że w takim razie jej przypilnuje by nikt jej nie wziął.

Zdarzało się że kuba robił awanturę o zabawkę na czyimś wózku... no cóż, wtedy trudno, on się też musi nauczyć.

Nie chowamy zabawek przed gośćmi natomiast zdarzało nam się je umieszczać na jednej półce tak by była łatwo rozpoznawalna (z tej półki nie bierzemy). Pewnie bym schowała gdyby przy gościu się okazało że ten numer nie przejdzie, ale narazie przeszedł więc nie chowamy żeby nie wyrobić nawyku (idzie gość chowamy zabawki ;) ).

dżo napisał/a:
gdy słyszę w piaskownicy: no podziel się Janeczku koparką z koleżanką
można zapytać 'czy mogę się pobawić pani torebką?' ciekawe co ona na to ;)

Z drugiej jednak strony wydaje mi się, że naszym obowiązkiem jest pokazać i nauczyć dzielenia się - dlatego my zawsze mówimy 'kubuś podzielisz się?' 'a może zamienicie się zabawkami?' 'jesteś bardzo uprzejmy, pożyczyłeś koledze zabawkę' 'a może ty pożyczysz swoją a kolega swoją?' itd itd. Zwłaszcza staramy się uczyć (bo kuba wcale taki skory do dzielenia ostatnio nie jest i dlatego nie wyobrażam sobie go tego nie uczyć, może inne dzieci łatwiej się dzielą niż kuba i rodzice tego problemu nie mają :-> ) na zabawkach i rzeczach z którymi nie jest tak emocjonalnie związany - na placu zabaw gdy kuba nie chce się podzielić zabawką zawsze przechodzi numer pt 'ale my mamy coś czym możemy się z wami podzielić' i w ruch idą paluszki, herbatniki i przekąski (za zgodą opiekuna tamtego dziecka) - po takim uniku może nie zawsze ale dzieci chętniejsze są do dzielenia się zabawkami - nie ma to jak dobra zabawa przy przekąsce ;)
Tak więc my staramy się nakłonić do podzielenia się ale nie wbrew woli kuby.

dżo, te kubeczki i wszelkie takie nakładanki spełniają rolę wieży bardzo dobrze :) Obarczone są zazwyczaj jednym brakiem (wieża uczy dostrzegania i wyczucia ile to jest 1cm, tak na przyszłość) i jedną wadą (zazwyczaj kubki są wielokolorowe i trudno dostrzec który kubek jest większy który mniejszy. W montessori zasadą jest ćwiczenie tylko jednej rzeczy naraz - czyli jeśli uczymy koloru to klocki różnią się tylko nim, jeśli kształtów to tylko kształtami. Mi się udało trochę ominąć tą wadę bo nasze kubeczki układają się zgodnie z kolorami tęczy, ale dopiero teraz przestaje to przeszkadzać gdy kuba uczy się o tęczy, do tej pory wielokolorowość kubków - nic nie znacząca dla niego - była przeszkodą).

My się podzielimy naszym ostatnim odkryciem - książeczką "Bardzo głodna gąsienica" http://www.gandalf.com.pl...odna-gasienica/ tłumaczeniem angielskiej książeczki, bardzo dobrym zresztą, Kuba za nią teraz szaleje, pościągaliśmy mnóstwo ćwiczeń do niej stąd http://www.makinglearning...rPrintables.htm
i stąd http://confessionsofahome...k-letter-c.html i po prostu zabawie nie ma końca. Ćwiczymy rozpoznawanie jedzonka (cenna rzecz, kto czytał wątek o jedzeniu kuby ten wie co mam na myśli ;) ), liczenie 1-5, cykl życia i metamorfozę motyla (kokon nie jest już pojęciem obcym ;) ) a jeszcze przed nami kiedyś kiedyś dni tygodnia... bogate źródło eksploracji, a przede wszystkim nawet bez ćwiczeń fantastyczna książeczka sama w sobie i to jest najcenniejsze :D . Polecamy

excelencja - 2010-06-25, 10:47

dżo napisał/a:
excelencja, dzięki :-) , nie znałam tego sklepu. A powiedz proszę jak idzie Liliance z tymi drewnianymi układankami, które kupowałaś na allegro? Szukałam ich ostatnio ale nie znalałam niestety.


em- którymi?
bo mamy dużo...
tzn z tych nakładanych na patyki kształtów miała radochę, ale już nie stanowią wyzwania, z puzzli drewnianych też wyrosła z tego samego powodu.
Teraz na topie są puzzle te zwierzątka z 3 puzzli i pojazdy z kilku oraz już zwykłe puzzle kartonowe- tu przynamniej obie mamy fun :)

[ Dodano: 2010-06-25, 10:50 ]
Humbak, caterpillar kusząca :)

Anja - 2010-06-25, 11:24

Humbak napisał/a:
My się podzielimy naszym ostatnim odkryciem - książeczką "Bardzo głodna gąsienica". Polecamy

My też. :-> Czytam ją w wersji nieco uproszczonej - Artek uwielbia tą opowieść! :-)

Humbak napisał/a:
Z drugiej jednak strony wydaje mi się, że naszym obowiązkiem jest pokazać i nauczyć dzielenia się

Ponoć jednym z najlepszych przykładów w tej materii są... rodzice. :-) Jak Artek będzie starszy, chyba zacznę wszystkim wszystko pożyczać. ;-) ;-)

dżo
, pytałam zwolnij o wieżę - w jakim wieku znajduje ona "chętnych". Otóż dopiero od 2,5 lat (do 4). Wiadomo, pewnie można i wcześniej. :-)

Humbak - 2010-06-25, 12:58

Anja napisał/a:
Jak Artek będzie starszy, chyba zacznę wszystkim wszystko pożyczać.
:lol: :lol: :lol: :lol: padłam

coś w tym jest ;-) Gdzieś czytałam że najlepszą drogą do nauki dzielenia nie są zabawki tylko sytuacje domowe 'weź proszę poczęstuj siostrę' 'daj to gościom' 'zostaw jedno ciastko dla taty' itd itd Ja o tym ostatnio zapomniałam :oops: i większość sama robiłam, przy okazji ostatnich postów trochę zweryfikowałam postępowanie, więc... dzięki :mryellow:

[ Dodano: 2010-06-25, 13:00 ]
szkoda, że zwolnij nie ma czasu by tu coś więcej pisać, trochę mi tęskno za jego profesjonalizmem :-)

Anja - 2010-06-25, 15:03

Humbak napisał/a:
szkoda, że zwolnij nie ma czasu by tu coś więcej pisać, trochę mi tęskno za jego profesjonalizmem :-)

Mi też...

dżo - 2010-06-25, 21:59

Humbak napisał/a:
kubeczki i wszelkie takie nakładanki spełniają rolę wieży bardzo dobrze Obarczone są zazwyczaj jednym brakiem (wieża uczy dostrzegania i wyczucia ile to jest 1cm, tak na przyszłość) i jedną wadą (zazwyczaj kubki są wielokolorowe i trudno dostrzec który kubek jest większy który mniejszy

O tym nie pomyślałam. Dzięki Humbak za zwrócenie uwagi. Zresztą i tak układanka ta nie spełnia roli "różowej wieży" bo kubeczki nie mają dna i nie można większego ułożyc na mniejszym a na tym min. tu polega zabawa nauka.

excelencja, o te nakładanki mi właśnie chodziło.

Anja napisał/a:
dżo, pytałam zwolnij o wieżę - w jakim wieku znajduje ona "chętnych". Otóż dopiero od 2,5 lat (do 4). Wiadomo, pewnie można i wcześniej.

My zaczynamy wiele rzeczy wcześniej bo Tymon wciąż domaga się nowych bodźców a ja żeby móc cokolwiek przy nim zrobić (czyt. przebrać się z piżamy ;-) ) wyciągam mu nowości i staram się nimi zainteresować choć na chwilę.
Anja, a skąd masz różową wieżę? Kupiłaś?
Swoją drogą ciekawe dlaczego jest ona właśnie w kolorze różowym :-) , wiecie może?

bajaderka - 2010-06-25, 22:06

Jest polska strona Erica Carla ( z kilkoma przykładami zabaw ) i jego dwie pozostałe świetne książeczki, mamy wszystkie i dziewczynki je uwielbiają, szczególnie Od stóp do głów , gdzie mogą sobie poćwiczyć i naśladować różne zwierzęta
http://www.ericcarle.pl/ , książeczki wydało wydawnictwo Tatarak http://tatarak.com
Robiłyśmy gąsienice dawno temu z pomponów, szkoda że nie mam zdjęć...ale może powtórzymy w połączeniu z tymi zabawami co podała Humbak...super

no właśnie zwolnij mi też tęskno ;-)

cynamon, dziewczyny mają zakraplacze do oczu kupione w aptece, są lepsze moim zdaniem od tych plastikowych pipetek, ta gumka u nasady jest mięciutka i szybko się nauczyły nabierania nią wody, kolory są robione z barwników do jajek ( bo tanie ). a butelczki rodzina mi zbiera z różnych kosmetyków

zina - 2010-06-25, 22:52

Popieram, Eric Carle u nas nieustannie w czołówce najchętniej czytanych autorów.
Pisałam o nim trochę na blogu
http://muapurplemoon.blog...eric-carle.html

topcia - 2010-06-25, 23:22

Anja napisał/a:
chyba zacznę wszystkim wszystko pożyczać.

:lol:

[ Dodano: 2010-06-25, 23:28 ]
bajaderka, kiedyś pytałaś, czy mój ojciec nie zrobiłby wagi-wprawdzie jest to nieaktualne już , ale może taka CI się spodoba http://ekomaluch.pl/drewn...szuk_nazwa=waga

excelencja - 2010-06-25, 23:41

dżo napisał/a:

excelencja, o te nakładanki mi właśnie chodziło.


inwestuj śmiało :)
to jedna z nielicznych zabawek, które zachowam dla młodszych dzieci (wiesz, tych milionów, które urodzę :D )

cynamon - 2010-06-26, 10:20

bajaderka, dziękuję. pędzę do apteki w takim razie :) tylko gdzie ja w czerwcu kupię barwniki do jajek? :/
zorro - 2010-06-27, 22:40

Humbak napisał/a:
Anja napisał/a:
Jak Artek będzie starszy, chyba zacznę wszystkim wszystko pożyczać.
:lol: :lol: :lol: :lol: padłam
coś w tym jest ;-) Gdzieś czytałam że najlepszą drogą do nauki dzielenia nie są zabawki tylko sytuacje domowe 'weź proszę poczęstuj siostrę' 'daj to gościom' 'zostaw jedno ciastko dla taty' itd itd Ja o tym ostatnio zapomniałam :oops: i większość sama robiłam, przy okazji ostatnich postów trochę zweryfikowałam postępowanie, więc... dzięki :mryellow:

Właśnie pisałam o tym na przykładzie moich dzieci. Młodsza nauczyła się dzielenia od brata.

veganprincess - 2010-06-28, 14:02

Genialny watek. Jestem w trakcie czytania, jeszcze nie przeczytalam calego watku ale bardzo sie ciesze,ze cos takiego jest tutaj. Metoda jestem zafascynowana i zaluje,ze wczesniej mi to umknelo. Pocieszam sie tylko ,ze niektore rzeczy robilam z dziecmi instynktownie, nie wiedzac nawet ,ze naleza one do metody Montessori. Moje dzieciaczki sa juz troche odchowane i dosyc samodzielne, niemniej czekaja nas duze zmiany :) ) Juz sie rozgladam za lektura.
Anja - 2010-07-04, 08:07

coś dla starszych dzieci (karty do dopasowywania) w letnim klimacie:
http://www.bycrodzicami.p...-dopasowywania/
i to jest świetne (memo o owocach, całych i przekrojonych)
http://www.montessorifore..._Half_Fruit.pdf

a tu foty z montessoriańskiego żłobka - inspirujące (i nawet blw jest ;-) ):
http://picasaweb.google.c...soriInfantRoom#

[ Dodano: 2010-07-05, 21:27 ]
czasami się zastanawiam, czy nie byłoby fajnie stworzyć czegoś w rodzaju "schematu wprowadzania zabaw", bo ja nie ogarniam już tego wątku i myślę, że wiele z nas coś fajnego przeoczy(ło). np. ja bym sama na zabawy z wykałaczkami czy słoikami chyba nie wpadła. :-) tyle, że to pracochłonne, wiem... :->

Humbak - 2010-07-20, 00:14

Anja, jedyny 'schemat' jaki sobie przypominam dotyczy - nie wiem jak to ująć - rozszerzania ćwiczonych czynności od tych związanych z samoobsługą do tych hmm... globalnych...
chodzi mi o to, że najmłodsze dzieci uczy się najpierw jak dbać o siebie, jak się obsługiwać itp - nauka mycia rąk jako zabawa, mycie zębów, czesanie, zapinanie guzików, mycie ciała, ubieranie się, zakładanie i zdejmowanie butów, czyszczenie butów, składanie ubrań, robienie prostych przekąsek itp.
Dopiero po tym, jak dziecko nauczy się troszczyć o siebie można powoli przechodzić do nauki troski o otoczenie - początkowo to najbliższe: ścieranie kurzu, wycieranie stołu, nakrywanie do stołu, przygotowywanie poczęstunku dla gości, zamiatanie, podlewanie kwiatków, troska o zwierzęta itp.
Starsze dzieci są uczone troski (aktywnej, bo pasywnej w stylu bądź uprzejmy wiadomo że uczy się od dziecka) w szerszym znaczeniu - sąsiedztwa, całej społeczności szkolnej, rodziny... rozszerzając w miarę wieku i gotowości, dojrzałości dziecka

Przy najmłodszych (tych przed-przedszkolnych) dzieciach jest nacisk na naukę własnego ja i wyodrębnianie siebie jako istoty niezależnej od otoczenia, także mamy. Nauka tego kim jestem, jak wyglądam, gdzie mam oczko, nosek itp... gdzie mama ma oczko, nosek... porównywanie... w wolnej chwili poszukam takich ćwiczeń jeśli jest potrzeba, gdzieś to mam pochowane :-)

topcia - 2010-07-20, 00:39

Humbak napisał/a:
dziecko nauczy się troszczyć o siebie można powoli przechodzić do nauki troski o otoczenie - początkowo to najbliższe: ścieranie kurzu,

nie widzę zasadności, żeby trzymac się takiego narzuconego schematu. Jeśli dziecko np. bardziej jest zainteresowane ścieraniem kurzu niż nauką składania ubranek....

Humbak - 2010-07-20, 00:50

topcia napisał/a:
nie widzę zasadności, żeby trzymac się takiego narzuconego schematu. Jeśli dziecko np. bardziej jest zainteresowane ścieraniem kurzu niż nauką składania ubranek....
Masz rację topciu, dlatego umownie przyjmuje się taki najbardziej zaokrąglony obszar ale tak naprawdę wiele rzeczy się nakłada i trudno tu mówić o schemacie wprowadzania zabaw, sama nie wyobrażam sobie jak miałby on wyglądać.

Jedynie bardzo to zaokrąglając widać że maleńkie dziecko będzie bardziej zainteresowane tym gdzie on i mama mają noski niż zapinaniem guzików, a kiedy ciut podrośnie będzie bardziej wolało ścierać kurze niż częstować gości (bo wciąż jest skoncentrowane głównie na sobie, jak to zdaje się określił Piaget) a dopiero starsze wykazuje zainteresowanie tym, że w jego otoczeniu nie segreguje się śmieci.
I tak dalej i tak dalej

Dodatkowo - podejmowanie lub nie danej czynności zależy od umiejętności manualnych dziecka - obydwa przykłady które podałaś odnoszą się mniej więcej do tego samego wieku pod tym względem - i choć teoretycznie mała sprawność rączki u małych dzieci może przyczynić się do tego, że czynność ścierania kurzu będzie chętniej przez nie podejmowana w nieco wcześniejszym wieku, a składanie ubranek w późniejszym, to przecież to jest oczywiste ;) - że wszystkie zabawy z dziećmi zależą od ich indywidualnych upodobań :) i chyba nie o to Anji chodziło, gdy wspominała o tworzeniu schematu ;)

W wolnej chwili dorwę te pierwsze zabawy z dziećmi (nosek, buźka itp) i dopiszę trochę info :)

topcia - 2010-07-20, 01:13

Humbak napisał/a:
i chyba nie o to Anji chodziło, gdy wspominała o tworzeniu schematu

nie wiem, nie doczytałam Anji postu.

Humbak - 2010-07-20, 01:19

Tu są fajne stronki z której ściągam trochę pomysłów, choć powoli coraz mniej, są głównie dla młodszych dzieci:
http://1plus1plus1equals1.blogspot.com/
i
http://totschool.shannons.org/

topcia - 2010-07-20, 01:36

Jak ustawiacie książeczki dla dzieci, żeby same mogły je z póki zdejmować. U nas leżały początkowo jedne na drugich, ale wyciągniecie tej z dolnej partii powodowało wysunięcie wszystkich. POdobna sytacja ma się ze stojącymi. WIsia radzi sobie dobrze z wyciągniem, ale z włożeniem z powrotem jest problem. Najlepszym rozwiązaniem byłyby przgródki dla każdej książki osobno...... Tak jak mają dzienniki lekcyjne w szkołach. ALe dłuuuuga to byłaby półka ;-)
Anja - 2010-07-20, 09:35

Ech... :-) W książce "Montessori form the start" jest taki fajny (graficzny) schemat właśnie, który rozciąga się przez 11 stron i pokazuje etapy rozwoju psycho-motorycznego i m.in. zabawy / zabawki, które można wówczas proponować. To jest bardzo fajne (choć oczywiście nie o to biega, by bezmyślnie kazać coś dziecku robić, bo tak jest w książce :-> ). Ale dla mnie ten schemat jest za mało szczegółowy (o matko, chyba wymagająca jestem), bo muszę zaglądać do książki i wyszukiwać, co jeszcze ciekawego można proponować dziecku np. w 14 miesiącu. A to wszystko wcale nie jest oczywiste (np. to, że 18-miesięczne dziecię może już zacząć posługiwać się tępym nożem; to że 14-miesięczniak może fajnie się bawić kluczykiem i zamkiem). No więc to o to mi chodziło - o wyłuskanie szczegółów i zawarcie ich w schemacie, tak jak to jest ze schematem żywienia dzieciaków - z którego przecież również korzystamy, jak nam i dziecku się podoba, a nie ślepo. :->

[ Dodano: 2010-07-20, 09:57 ]
Może kiedyś sama taki schemat zrobię. :-P
Oprócz wspomnianej książki, dla mnie bardzo inspirujące są artykuły na stronie bycrodzicami.pl - miesiąc po miesiącu. Żałuję tylko, że na 13-nastym się skończyło. 8-)

Jagienka - 2010-07-20, 17:16

A my ostatnio spędziliśmy tydzień w Górach u przecudownych Ludzi, którzy założyli dwie szkoły Montessori i przedszkole.
Zaprosili nas, żebyśmy przyjechali sobie w jesieni, w trakcie roku szkolnego i zobaczyli jak te placówki funkcjonują.
Tutaj więcej o tych Ludziach i ich działalności:
http://www.usawickich.pl/

Humbak - 2010-07-20, 18:38

Anja, liczyłam na to że w anglii będąc kupię tą kniżkę ale nie udało mi się bo jej nie było...
a znalazłabyś chwilę tu przedstawić ten wykres?

Anja napisał/a:
Może kiedyś sama taki schemat zrobię.
zapraszamy zapraszamy! :-D
Anja - 2010-07-20, 19:11

Humbak napisał/a:
a znalazłabyś chwilę tu przedstawić ten wykres?

hmm, to by trzeba było zeskanować. :-> pomyślę, czy da radę... :->

a ja mam pytanie zwł. do osób mieszkających za granicą - czy wiecie coś o kursach by stać się "Montessori Assistant to Infancy"? w Polsce czegoś takiego nie ma, a szkoda. gdybym tylko mogła, to bym coś takiego chętnie skończyła (ale pewnie to nierealne :-( )...

Humbak - 2010-07-20, 20:48

Anja, a chciałabyś na taki kurs uczęszczać czy wystarczyłby kurs on-line? Tylko nie wiem jak by to wyglądało w kwestii praktyk, czy są wymagane... np the montessori foundation prowadzi różnego typu kursyon-line dla nauczycieli i rodziców... zawsze można do nich napisać i zapytać...
cynamon - 2010-07-20, 21:22

Jagienka napisał/a:
A my ostatnio spędziliśmy tydzień w Górach u przecudownych Ludzi, którzy założyli dwie szkoły Montessori i przedszkole.
Zaprosili nas, żebyśmy przyjechali sobie w jesieni, w trakcie roku szkolnego i zobaczyli jak te placówki funkcjonują.
Tutaj więcej o tych Ludziach i ich działalności:
http://www.usawickich.pl/


Właśnie wczoraj napisałam do nich zapytanie, kiedy będą organizować warsztaty montessori, bo chętnie bym się wybrala. Niby bylam u nas w przedszkolu, ale bardziej panie opowiadały co i jak robią z dziećmi, niż nas uczyły... A szkoda :)

Humbak - 2010-07-21, 00:39

znalazłam w internecie taką reklamę - http://www.montessorifamilies.net/
Anja - 2010-07-21, 08:38

Humbak napisał/a:
Anja, a chciałabyś na taki kurs uczęszczać czy wystarczyłby kurs on-line? T

Najfajniej byłoby uczęszczać osobiście, ale to se ne da. Humbak, dzięki za namiary :->
Humbak napisał/a:
znalazłam w internecie taką reklamę - http://www.montessorifamilies.net/

Jak ja lubię materiały za darmo. :-P

Jagienka - 2010-07-21, 14:25

cynamon napisał/a:
Jagienka napisał/a:
A my ostatnio spędziliśmy tydzień w Górach u przecudownych Ludzi, którzy założyli dwie szkoły Montessori i przedszkole.
Zaprosili nas, żebyśmy przyjechali sobie w jesieni, w trakcie roku szkolnego i zobaczyli jak te placówki funkcjonują.
Tutaj więcej o tych Ludziach i ich działalności:
http://www.usawickich.pl/


Właśnie wczoraj napisałam do nich zapytanie, kiedy będą organizować warsztaty montessori, bo chętnie bym się wybrala. Niby bylam u nas w przedszkolu, ale bardziej panie opowiadały co i jak robią z dziećmi, niż nas uczyły... A szkoda :)

Z tego, co wiem to aktualnie trwa turnus dla dzieci właśnie wg Montessori.
Jak my byliśmy, to Ola Sawicka codziennie prowadziła zajęcia dla Dzieci i były naprawdę wspaniałe.

Humbak - 2010-07-21, 19:11

A'propos kursów - Klub Krasnoludka we Wrocławiu regularnie prowadzi kursy dla rodziców o metodzie montessori - narazie dokształcające raczej niż kwalifikujące, od przyszłego roku mają być filią Polskiego Instytutu Montessori i wtedy również we wrocławiu będzie można ukończyć kursy takie jak ten: http://www.montessori.info.pl/

Z tego co się orientuję instytut organizował również kursy dla rodziców, ale pewna nie jestem, jak będę wiedziała coś konkretnego, dam znać :)

Anja - 2010-07-22, 10:47

Humbak, dzięki. :-) Szkoda tylko, że w Polsce nie ma kursu 0-3, prawda? Ja mam w ogóle wrażenie, że ten czas jest "niedoinwestowany" i główny nacisk położony jest na sprawy zdrowotne.
nieznajowa - 2010-07-22, 20:30

Przebrnęłam przez cały wątek... Zajęło mi to 3 dni ale super się czytało.
Mam to szczęście, że mieszkam w Łodzi, gdzie mamy 2 przedszkola montessoriańskie, bezpłatne. Moja mama już od jakiegoś czasu namawia nas na to, żebyśmy w przyszłości poslali córeczkę do takiego przedszkola. No więc jak tylko odkryłam ten wątek to zaczęłam się wgłębiać w to wszystko i... jestem na tak, podoba mi się.

A przy okazji-może się komus przyda... W Łodzi w roku akademickim 2010/2011 będą prowadzone Podyplomowe studium doskonalące: Pedagogika Marii Montessori w zakresie wychowania przedszkolnego (2 – 6 r. ż.)
http://wnow.uni.lodz.pl/i...d=50&Itemid=188

Humbak - 2010-07-22, 21:21

Anja, ja mam wrażenie, że zaniedbany jest zarówno czas przed jak i po przedszkolu... z przykrością muszę powiedzieć że szkole 3 lata to zabrało, ale udało się popsuć to co w natalci dobrego zbudowało przedszkole... :( Ja zaniedbałam ufając szkole i teraz dużo przed nami pracy... ale nie chcę tego wątku tu rozwijać... wolę żeby bardziej twórczo niż opiniotwórczo się ciągnął... ;)

nieznajowa, takie informacje są dla mnie bardzo ważne, dziękuję :D :D

bodi - 2010-07-22, 23:51

Humbak napisał/a:
Ja zaniedbałam ufając szkole i teraz dużo przed nami pracy... ale nie chcę tego wątku tu rozwijać...


Humbak, a możesz rozwinąc gdzieś indziej?
na przykład w tamtym wątku o szkole: http://wegedzieciak.pl/vi...&highlight=holt ...


bardzo bym Cię prosiła, jeśli możesz, bardzo dla mnie wartościowe są wypowiedzi mam z doświadczeniem szkolnym. Też nie chciałabym czegoś przegapic :?

cynamon - 2010-07-23, 08:51

Tak, ja też mam w sobie lęk, że coś przegapię... :-(
Anja - 2010-07-24, 09:49

Humbak napisał/a:
a znalazłabyś chwilę tu przedstawić ten wykres?

no to wrzucam fotki tego schematu. :->

Humbak - 2010-07-24, 12:18

Anja, kapitalny ten zestaw, bardzo dziękuję! Już rozumiem o co chodziło z tym schematem - może faktycznie wg zdjęć podanych przez Ciebie da się to pogrupować, warto to przemyśleć :)
Anja - 2010-07-24, 12:36

Fajne, nie? :-> A propos owego schematu, szukamy głupiej kłódki dla Młodego i nie możemy znaleźć takiej klasyk... :-)
Humbak napisał/a:
http://www.montessorifamilies.net/

Czytamy teraz ten darmowy workbook z moim P. (jak ja się cieszę, że jego również wkręciła idea M.) - ciekawe pytania, kurcze, daje do myślenia! :->

dżo - 2010-07-24, 14:23

Anja, świetne schematy, dzięki :-D .
Od jakiegoś czasu dopiero zaczęłam rozumieć to zdanie; podążać za dzieckiem. I widzę po schemacie że intuicyjnie podążam :-) .

dommi - 2010-07-24, 18:40

Witam serdecznie, z wielkim zainteresowaniem przeczytałam calutki wątek. Bardzo się cieszę, że coraz więcej osób poznaje Montessori i chce tą metodą wychowywać swoje dzieci. Ja jestem świeżo po kursie wczesnej edukacji (2-6 lat) w Polskim Instytucie Montessori. Podobno w przyszłości mają być tam też prowadzone kursy dla wieku 0-3 lata. Sama jestem żywo zainteresowana takim kursem.
Aha, nie jestem nauczycielem. :) Na kurs poszłam jako rodzic, wówczas 15 miesięcznej córeczki. Podobno w Stanach najczęściej najlepszymi nauczycielami Montessori są rodzice - oczywiście po odpowiednich kursach.

rosa - 2010-07-24, 18:53

cena tych kursów powalająca :-/
Anja - 2010-07-24, 21:16

rosa napisał/a:
cena tych kursów powalająca :-/

Niestety. :-/
Ja mam pytanie odnośnie książeczek - w metodzie montessori zaleca się unikania postaci fikcyjnych na początku. Rozumiem ideę, fajnie, ale znaleźć nie drętwą książeczkę dla roczniaka jest trudno. Jak macie jakieś tytuły, to poproszę. :-> Bo u nas Mysia i Pan Kłap rządzi... ;-) Chociaż, nie powiem, Artek bardzo lubi serię o Eli i Olku, czy książeczkę 'Piłka Eli' - no i to już odpowiada "standardom'. ;-)
Czy było o matrioszkach? U nas to jedna z ulubionych zabawek. Młody się fajnie koncentruje, wkłada, wyjmuje, dopasowuje... :-) Słoiki i pudełka poszły w kąt. ;-) Poniżej fotka.
Aa, i wypróbowaliśmy to, co mnie tak kiedyś zaskoczyło - wkładanie wykałaczek do dziurek w solniczce - Artek to uwielbia! :-)

dżo - 2010-07-24, 21:54

Anja, wspaniały pomysł z tą matrioszką :-) , muszę zaproponować Tymonowi, choć on nadal mocno zaapsorbowany skarbonką i wrzucaniem do niej monet, żetonów, dzis bawił się sam przez 40 min. :-) .

Co do książeczek wg zasad mm to nie jest łatwo. Przeglądam ilekroć jestem w księgarni i praktycznie nic ciekawego nie ma. Ostatnio kupiłam taką: http://www.gandalf.com.pl...-maly-chlopiec/ (wydano całą serię z pojazdami: traktor, samolot, autobus itd),choć tekst jest taki sobie.

Anja - 2010-07-24, 22:07

dżo napisał/a:
dzis bawił się sam przez 40 min. :-)

:shock: :shock:
(ja też tak chcę! 8-) )

Humbak - 2010-07-24, 22:43

dommi, czy mogłabyś się podzielić swoimi wrażeniami i opiniami o tym kursie?
Humbak - 2010-07-25, 17:44

Może komuś się przyda ten link - źródło wielu montessoriańśkich zajęć domowych dla dzieci http://themontessorigoldmine.blogspot.com/
Anja - 2010-07-25, 21:50

A czy czytaliście o metodzie Suzuki? Już w kilku (mm) miejscach spotkałam się z zachwytem nad nią. :-> Przyznam, że - tak na wstępie - mam mieszane odczucia.
Tutaj o tej metodzie:
http://www.bycrodzicami.p...hinichi-suzuki/
http://www.bycrodzicami.p...hinichi-suzuki/
A propos muzyki, mamy w naszym dużym pokoju koszyk z instrumentami dla syna, no i oczywiście on je bardzo lubi - wszystkie (m.in. cymbałki, tamburyn, flet, organki). Tylko (dziecięcego) kastanietu jeszcze nie potrafi w żaden sposób używać. :-> Zdarzało się nawet "wspólne muzykowanie" (we 2-3 osoby). ;-)

Humbak - 2010-07-25, 23:28

o mamo, nie wyobrażam sobie że udałoby mi się przekonać kubę do ćwiczeń na skrzypcach... nie mówiąc o natalii... :shock: :shock: :shock:

dla mnie to coś zupełnie nowego i dziwnego, dzięki Anja za linki, poczytam chętnie :)

Anja - 2010-07-26, 10:24

Myślę, że trochę mi już odbiło na punkcie mm. :-P Ostatnio porobiłam fotki pokoju Artka - oczywiście przedstawiają stan idealny, do którego stale dążymy. 8-) Ale kurcze, lubię to. :-) Strasznie podoba mi się to "kategoryzowanie" (poprawcie mnie, jakby co). Jakiś czas temu, Artek dostał nowy samochód i odłożył go na półkę z pojazdami. Pewnie to był przypadek ale... ;-) Podoba mi się też idea obrazków w zasięgu wzroku dziecka. My póki co mamy tylko dwa, oba poza zasięgiem rączek. ]:-> Szukam fajnych następnych. Stolik i krzesełko mamy już od dawna - świetna sprawa! I rozumiem, o co chodziło Marii Montesorri, że na początku krzesełka powinny być "niemowlęce" - my mamy zwykłe ikeowskie i są małe problemy techniczne. Niskie łóżeczko również się sprawdza - Młody je uwielbia. Ja osobiście mam problem z "ascezą montessoriańską". ;-) Na zdjęciach półeczki nie są zagracone, ale w realu co i raz tak się dzieje... 8-) Kiedy dzieci uczą się odkładać rzeczy na miejsce? :-P
topcia - 2010-07-26, 16:57

Anja napisał/a:
Kiedy dzieci uczą się odkładać rzeczy na miejsce?

Moja Wisia urodziła się z zamiłowaniem do porządku. Natomiast ja, nie. I z tego powodu troszkę ruszyłą w moim kierunku w swoim rozwoju. ALe praujemy nad tym i póki co, kiedy zaczęliśmy razem z Nią porządkować zabawki i pytać Ją o zdanie, gdzie co ma leżec, nie ma problemu z odkładaniem. Sama zwraca mi na to uwagę i nie muszę Jej przypominać. ;-)

devil_doll - 2010-07-26, 18:59

siostrzeniec meza i siostrzenic chodza na suzuki (ucza sie grac na skrzypcach i sa zachwyceni).
mlody chodzi 6 lat (od 3r.z) mloda od 4 tez od 3go r.z.

rosa - 2010-07-26, 19:11

wydaje mi sie że córeczki Małej_Mi też się uczą grać metodą Suzuki
Anja to łóżeczko szalenie mi się podoba! :-)

Anja - 2010-07-26, 19:21

o kurcze, czyli jest ta metoda jest bardziej popularna niż myślałam. :->
dżo - 2010-07-26, 20:29

rosa napisał/a:
Anja to łóżeczko szalenie mi się podoba!

Mi też, rewelacyjny pomysł, aż żałuję, że Tymonowe oddaliśmy.

Co do małego krzesełka i stoliczka to naprawdę warto rozważyć od początku tą opcję. Jesteśmy teraz u dziadka, gdzie Tymon ma zestaw odpowiedni do jego wzrostu (spadek po siostrzenicy) i jestem zachwycona gdy co rano zaraz po wstaniu biegnie do kuchni, sam odsuwa sobie stolik, mości się na krzesełku :mrgreen: i popędza mnie abym podała mu już to śniaadanie (on żarty chłopak jest więc nie muszę go sama zaganiać do posiłkow).
Podobnie robi jak zgłodnieje, wchodzi do kuchni, siada na swoim miejscu i pokazuje aby mu coś dać do jedzenia :-D .

Anja - 2010-07-26, 20:44

dżo napisał/a:
co rano zaraz po wstaniu biegnie do kuchni, sam odsuwa sobie stolik, mości się na krzesełku :mrgreen: i popędza mnie abym podała mu już to śniaadanie (on żarty chłopak jest więc nie muszę go sama zaganiać do posiłkow).
Podobnie robi jak zgłodnieje, wchodzi do kuchni, siada na swoim miejscu i pokazuje aby mu coś dać do jedzenia :-D .


dżo, dokładnie to samo mam w domu! :-) Artek leci, siada i woła "mniam".
u nas problem jest taki, że to krzesełko, które mamy jest wciąż jeszcze trochę na niego za duże (choc on już umie sam na nie wejść) i nieco zbyt wywrotne. dlatego krzesełka dla najmłodszych podobno powinny mieć niżej siedzisko i być cięższe - no ale są nie do kupienia w Polsce.

czytaliście?
http://www.bycrodzicami.p...i-dla-rodzicow/
:->

devil_doll - 2010-07-27, 18:53

Cytat:
o kurcze, czyli jest ta metoda jest bardziej popularna niż myślałam

tylko oni chodza na Suzuki w Kanadzie :) tam w kazdym zadupiu prawie jest chociaz jedna taka szkola.

Humbak - 2010-07-29, 21:33

znalazłam stronkę z kilkoma artykułami nt montessori - trudno mi o nich coś jeszcze powiedzieć bo nie czytałam :-> ale już się dzielę informacją że znalazłam :-P :-> nie wszystkie linki się otwierają, te z książkami to też recenzje nie artykuły ale i tak kilka ciekawych informacji free się znajdzie :-)
http://www.edukonekt.pl/sz/index.php?m=publikacje

Anja - 2010-07-29, 21:37

Humbak napisał/a:
http://www.edukonekt.pl/sz/index.php?m=publikacje

najbardziej podoba mi się:
Stowarzyszenie Szkół MAKABRA
:mryellow:

Humbak - 2010-07-29, 21:51

no patrz przeoczyłam, boskie :mryellow:

http://mariamontessori.com/mm

alma58 - 2010-07-30, 22:54

Witam
Znalazłam fajną stronę z pomocami montessori do wydruku http://www.montessorifore...ls_ep_61-1.html .
Są fajne fotografie całych owoców i połówek albo zwierzęta i ich ślady.
My narazie interesujemy się motylkami i biedronkami, więc jakby ktoś chciał motylki, to na końcu tej strony są motylki kolorowe do wydrukowania np.do bingo.

Dziewczyny wiecie może gdzie można w Polsce kupić takie lub podobne półeczki na puzzle?
http://hellotoy.com/educa...p?productID=252
gdzie takie coś szukać?
pozdrawiam

topcia - 2010-07-30, 23:26

alma58, super stronki-dzięki ;-) .
A gdzie mieszkasz na Mazurach, jeśli to nie tajemnica ;-)

Humbak - 2010-07-31, 01:02

alma58, montessori for everyone, to bardzo fajna stronka, jej autorka prowadzi również swój własny blog warto do niego zajrzeć po wiele pomysłów :) fajnie że ją tu przytoczyłaś :)

nie mam czasu przeglądać wszystkich stron ale może tutaj coś będzie? http://sklep.nowaszkola.com.pl/MEBLE(3,9583,).aspx

A ja tak z innej beczki - od dłuższego czasu (nie wiem jak długiego) męczy mnie kwestia bałaganu u mojej córci. Ktoś tu gdzieś wspomniał, że zgodnie z MM nie miała z tym do czynienia w swoim wrażliwym okresie. Tak niegramatycznie i w skrócie. Męczy mnie to okrutnie bo była bez względu na to kiedy miała tą wrażliwą fazę cały czas eksponowana na porządek i ład w domu oraz utrzymanie go - bardziej nawet niż drugie dziecię moje. Aż olśniło mnie kiedy czytałam ten artykuł: http://mariamontessori.com/mm/?p=906
Do tej pory sądziłam że zgodnie z MM jeśli będę zapewniała dostęp do danej czynności to wystarczy poczekać i dziecko samo załapie. I w ten sposób razem z córcią mą się bawiłyśmy i razem sprzątałyśmy. Albo ja sprzątałam. Ale nigdy nie robiła ona tego sama. Kiedy coś rozwaliła od razu mówiłam 'to ja ci pomogę i zrobimy to razem' zamiast powiedzieć 'trzeba to posprzątać kochanie, dać ci szmatkę czy sama wybierzesz której chcesz użyć?' ew. 'wiesz gdzie leżą szmatki?' Dopiero ten artykuł uświadomił mi, że w MM nie chodzi o bierne czekanie na oświecenie u dziecka, ale raczej o nakierowywanie na zachowanie które jest wg nas (my wychowujemy) dobre i właściwe - z drugiej strony jednak cierpliwie czekając na to, aż dziecko załapie samo daną regułę, bez pretensji czy zniecierpliwienia.
Ostatnio mój synek porozwalał rzeczy w przedpokoju po przyjściu ze spaceru. Prosiłam go by odłożył, ale nie chciał. POwiedziałam mu, że ja nie lubię się bawić w bałaganie i nie mogę się bawić bo zamiast tego jeśli nie odłoży rzeczy będę musiała je wziąć i wyprać. Chwilę bawił się sam, westchnęłam i głośno powiedziałam, że nie mam teraz dużo do zrobienia, bo on rozrzucił rzeczy i one się brudzą, chciałabym się pobawić ale muszę iść je wyprać - i rzucił się na ubrania, poukładał je i ciągnął mnie za rękę mówiąc 'choć się bawić'

Nieudaczne to być może było, nie wiem jeszcze tak naprawdę co powinnam robić w takich sytuacjach, ale ciąg dalszy nastąpi ;) zobaczymy. Z pewnością jednak będzie wiele rzeczy które mój synek będzie wykonywał SAM - niekoniecznie dlatego że będzie chciał, ale dlatego że tak trzeba - choćby wtedy gdy coś się wyleje lub wysypie. Oczywiście w miarę jego możliwości - nie jestem zwolenniczką skrajności :-P

alma58 - 2010-08-01, 00:40

Topcia Mieszkam w Ełku, mój chłopak tez sie urodził w kwietniu 2008 ;) jak Twoja córeczka.

Znalazłam te półki na puzzle, ale 180 zl to troche za dużo jak dla mnie i chyba bede musiała pokombinować i zrobić je jakoś samemu, albo zlecić komuś z rodziny.

A co do porządków u dzieci, to moje Słonko na pewno nie miało dobrego wzoru do naśladowania pod tym względem, a odkłada zabawki na swoje miejsce i sprząta po sobie.;) To on mnie nauczył segregowania i odkładania zabawek w to samo miejsce, inaczej był krzyk. Taki mały pedancik jest trochę.

zorro - 2010-08-01, 01:24

Chyba nalepiej dać do zrobienia stolarzowi. U mojego syna w szkole są podobne na podkładki do prac i właśnie takie rozwiązanie wybraliśmy.
topcia - 2010-08-01, 16:57

alma58 napisał/a:
To on mnie nauczył segregowania i odkładania zabawek w to samo miejsce, inaczej był krzyk. Taki mały pedancik jest trochę.

to podobnie jak Weronisia :-) . Dzisiaj jeżdziła samochodem po domu, potem zaparkowała w to miejsce, z którego wzięła ;-)
alma58 napisał/a:
k tez sie urodził w kwietniu 2008 jak Twoja córeczka.

;-)

Anja - 2010-08-02, 06:43

Moje dziecię mi schodzi w nocy z materaca - zastaję go potem śpiącego w dziwnych konfiguracjach, to chyba nie tak ma być w mm...? :roll: Czy ktoś z Was ma takie doświadczenia? Czemu się jeszcze nie nauczył granic łóżeczka? :-?
dżo - 2010-08-02, 20:04

Anja, nie wiem co na ten temat mówi MM, ale czy nie wymagasz zbyt dużo od Artura? On nie należy do dzieci stacjonarnych, jest żywy, z ogromną energią więc podejrzewam, że w trakcie snu naturalnie dla swojego temperamentu przemieszcza się śniąc o różnych ciekawych rzeczach :-) . My mamy łóżko o ponad metrowej szerokości a Tymonowi i tak brakuje w nim miejsca ;-) .

Dziś podążyłam za swoim dzieckiem ;-) : widząc zabawę ze szklanką (z której pije wodę ) i kamykami zorganizowałam wyciskanie wody gąbkami i przelewanki. Tymon świetnie się bawił i cieszę się, ze w końcu do tego dorósł bo wczesniejsze próby były nieudane:
http://picasaweb.google.p...CL2HqqX_4P-FeQ#

topcia - 2010-08-02, 21:53

Dzisiaj odwiedziła nas ciocia z dziećmi-i po zabawie sprzątała pokój, majac szczere chęci ale oczywiscie tylko WIsia wie, gdzie co leży. Kładła więc zabawki w różne miejsca, a Wisia zbierała je i przestawiała na swoje :-D . Kto Ją tego uczył? :mryellow:
Humbak - 2010-08-02, 22:54

dżo, Twój synek jest taki przystojny, fiu fiu! :)
Jak się znudzi łapką, daj mu wyciągać kamyczki różnymi łyżeczkami :)

Anja, jeśli schodzi z materaca, ja zrobiłabym... zdjęcie... wszystkich co ciekawszych póz - na pamiątkę :mryellow:
Natalia też miała fazę na 'nie pójdę spać' - po jakimś czasie rozszyfrowaliśmy, że pójdzie, jeśi to oznacza zaśnięcie na dywanie, krześle, huśtawce, progu, podłodze przedpokoju... przenosiliśmy ze śmiechem. Kuba dla odmiany kładzie się grzecznie ale jak u dżo - nawet 2x2m to za małe łóżeczko

A tak serio serio to MM nic nie mówi na ten temat bo to nie ma nic wspólnego ze świadomym pojęciem co to łóżko i do czego służy - we śnie wyprawia się różne cuda, a jeśli są one zbyt dziwaczne to konsultuje się to raczej z pediatrą niż pedagogiem ;)

Miłego fotografowania! ;-)

blamagda - 2010-08-02, 23:24

Anju. zgadzam się z Humbakiem :-) Widze po Gutosłwawie, który niewielek młodszy i energicznyod Artka, że mimo iż śpi w niemontessoriańskim łóżeczku z kratami to i tak w nocy non stop budzi mnei walenie jego czaszki lub nogi lub łapek o pręciki :roll: (zdjęłąm ochraniacz by się nie udusił w te upały). A przecież gdyby to było "wyuczalne" ból od walenia byłby mega silnym bodźcem do zapamiętania granic łóżeczka. Chyba musicie jeszcze troszeczkę po prostu poczekać.
Anja - 2010-08-03, 09:31

Dziewczyny, no właśnie, Artek też jest takim żywym dzieckiem i chyba jednak wrócimy do 4 ścianek. Ale nurtuje mnie, jak to funkcjonuje w "montessoriańskich" domach - za granicą ten model jest bardziej popularny. Tam się nie rodzą żywczyki? ;-)
dżo, to nie jest kwestia, że ja od Artka tego "wymagam". :-)
Humbak, nie porobię zdjęć, bo byście mnie wyklęli - np. zobaczywszy dziecko śpiące na łysym twardym dywanie... :roll:
A czy MM "zaleca" takie spanie - ano "zaleca" i to od wczesnego wieku (a odradza tradycyjne łóżeczka). Przykład tu:
http://ktpix.wordpress.co...-bed-in-action/

Malinetshka - 2010-08-03, 10:45

Anja, jam nie wgłębiona w MM, ale może na okres artkowego wiercenia się i przemieszczania na podłogę, dostawiać jakiś ..ogranicznik? Ja dużą część dzieciństwa (już na "dorosłym" łóżku) miałam dostawiane krzesło :P bo 1) sama bałam się, że spadnę 2) zrzucałam przez sen kołdrę i marzłam nieziemsko.
A tak sobie myślę, że skoro w MM chodzi o danie swobody dziecku w podejmowaniu decyzji "leżeć i spać czy wstać i wyjść" to taki ogranicznik (niska pufa może w tym wypadku? miękka i dość stabilna) nie byłby więzieniem, a tylko takim zabezpieczeniem.., od którego może się odbić ;) i wrócić na materac... może :> Taki luźny pomysł.

mono-no-aware - 2010-08-03, 13:28

topcia napisał/a:
Dzisiaj odwiedziła nas ciocia z dziećmi-i po zabawie sprzątała pokój, majac szczere chęci ale oczywiscie tylko WIsia wie, gdzie co leży. Kładła więc zabawki w różne miejsca, a Wisia zbierała je i przestawiała na swoje :-D . Kto Ją tego uczył? :mryellow:


U nas jest podobnie, jak już coś odkładamy, dajemy to tam gdzie trzeba. Wydaje mi się jednak, że to uporządkowanie się wzięło u Mai ode mnie. Ja też jestem dość uporządkowaną osobą. A większość dzieci dupluje zwyczajnie zachowania rodziców - metoda modelowania.
Czasami mnie śmieszą różne zachowania z tym związane, np. Maja pomaga mi przy wieszaniu prania, które przynosi z pralki i kładzie na brzeg wanny. Ja tak zawsze robię, gdy wieszam pranie sama. Ale gdybym chciała bezpośrednio od niej odebrać mokrą rzecz to nie ma mowy, najpierw należy położyć na brzeg wanny io dopiero stamtąd zabrać ! Inaczej krzyk :) . Takich różnych sytuacji jest wiele.

topcia - 2010-08-03, 14:50

Anja napisał/a:
Tam się nie rodzą żywczyki?

no nie, bo mają zaspokojone potrzeby ;-)

U nas WIsia zaczęła ponownie sama odkładać rzeczy po tym, jak razem je porządkowałyśmy i Ona decydowała, gdzie co ma leżeć

Anja - 2010-08-03, 15:09

Malinetshka, czytasz w moich myślach. :-) Już nawet coś takiego zrobiłam dzisiejszej nocy. Hmm, pożyjemy, zobaczymy... :->
Humbak - 2010-08-03, 16:01

Anja, zaleca, myślałam, że pytasz o to co MM mówi na takie zachowanie dzieci - gdy schodzą z łóżeczka - a ja się nie spotkałam z tym żeby cokolwiek mówiła oprócz na logikę rzecz biorąc - odkładania dziecka "na miejsce" ;)

Malinetshka proste i oczywiste rozwiązanie! :D

nieznajowa - 2010-08-03, 23:58

zobaczcie co mozna kupic w IKEI:



No i takie troche monte zabawki...

Malinetshka - 2010-08-03, 23:59

Anja napisał/a:
Malinetshka, czytasz w moich myślach. :-)

Humbak napisał/a:
Malinetshka proste i oczywiste rozwiązanie! :D

:D

Anja napisał/a:
Już nawet coś takiego zrobiłam dzisiejszej nocy. Hmm, pożyjemy, zobaczymy... :->

Ciekawa jestem czy się sprawdzi. :>

cynamon - 2010-08-04, 10:09

nie wiem, czy był już ten link /jeśłi tak, to przperaszam, mało czasu ;) / ale jest tu mnóstwo darmowych materiałów :)
http://www.montessoriforeveryone.com

można też ich 'polubić' na fb
http://www.facebook.com/kampaniespoleczne?v=wall#!/pages/Montessori-for-Everyone/116005026059

pozdrawiam
wasza stała podglądaczko - czytelniczka :)

Humbak - 2010-08-04, 10:29

nieznajowa, to tzw felt food, coś rewelacyjnego, zakochałam się w tym jakiegoś czasu :->
Brak mi jedynie do realizacji... maszyny do szycia... bo żeby to zrobić to albo dużo czasu albo maszyna...
doczytałam też (gdyby to kogoś interesowało ;-) ) że zwyczajny filc jaki jest sprzedawany nawet w empikach, taki artystyczny nie jest zbyt do tego dobry (i potwierdzam, zrobiłam z niego motylka i się niemożebnie materiał drze) i ponoć jest jakiś inny filc który się drze mniej...
ponieważ ja nie bardzo w materiałach siedzę, jeśli ktoś może tu udzielić wskazówki o jaki filc chodzi (ten lepszy) i jak można go poszukać (nazywa się jakoś np...) to będę wdzięczna :D

cynamon, link był, dzięki za facebooka :)

Anja - 2010-08-06, 09:38

cynamon napisał/a:
można też ich 'polubić' na fb
http://www.facebook.com/kampaniespoleczne?v=wall#!/pages/Montessori-for-Everyone/116005026059

Lubimy. :-)
Jest też http://www.facebook.com/m...i?ref=ts&v=wall
Co do IKEI - rzeczywiście fajne rzeczy tam mają, proste, nie przekombinowane, wiele w duchu mm. :-)
[A zapora przeciwArtkowa jak na razie działa. :-> ]

dżo - 2010-08-06, 17:20

Humbak, dziękuję bardzo za podpowiedź w sprawie kamyczków i łyżki :-) , na Ciebie zawsze można liczyć. Napisz proszę od kiedy mają sens próby z samodzielnym nalewaniem sobie wody z dzbanka do szklanki? I jak to u Was wyglądało? Kuba ma oddzielny stoliczek przeznaczony do tego celu? Dopytuję bo ostatnio Tymon lubi przelewanki może więc pora już zacząć ćwiczenia :-) .

nieznajowa, widziałaś niedawno ten food zestaw?

Anja, napisałam "wymagasz" ale bardziej chodzilo mi o "oczekujesz", mam nadzieję, że nie odebrałaś negatywnie mojej wypowiedzi. I cieszę się, że zapora działa :-) . Ja nadal śpię z Tymonem i kilkakrotnie w ciągu nocy muszę go "poprawiać" aby jako tako się wyspać 8-) .

Anja - 2010-08-06, 18:48

dżo napisał/a:
Anja, napisałam "wymagasz" ale bardziej chodzilo mi o "oczekujesz", mam nadzieję, że nie odebrałaś negatywnie mojej wypowiedzi.
dżo, no co Ty. :-D ale na wszelki wypadek wolałam napisać, że nie "wymagam". :mryellow:
Humbak - 2010-08-07, 01:23

dżo napisał/a:
od kiedy mają sens próby z samodzielnym nalewaniem sobie wody z dzbanka do szklanki?
nie mam pojęcia czy jest taka granica :>
zwykle w instrukcjach odnoszących się do tego typu zajęć jest notka "2 yrs and up". Ja myślę, że od wtedy kiedy dziecko umie chwycić za uszko pojemnika i przechylać zawartość do drugiego - bo jeśli jest na etapie "złapać i radośnie podlewać wszystko wokół" to trochę bym poczekała ;)
U nas zaczęło się wraz z zajęciami dla dwulatków - był październik, kuba lipcowy więc 2lata 2miesiące. Wcześniej mu nie dałam bo nie wpadłam na to że to już :-> I kiedy kuba chciał przelewać, z braku stolika dałam taboret, na nim tacę z małym szklanym dzbanuszkiem, szklaneczkę, na początek tylko tyle wody ile pomieściła szklaneczka (kuba dopiero teraz łapie że nie wszystko co w dzbanku musi się mieścić w szklance) i szmatkę. I tak sobie stało przez jakiś rok. Teraz nie chce stolika, kładzie wszystko na nasze półki ew przyciąga sobie stolik i ściąga co chce - z różnym efektem, ścierek na szczęście u nas pod dostatkiem... ;-)

Anja, fajnie że pomysł działa :)
mi by się ostatnio przydał kurs montessori 6-9 :-|

dżo - 2010-08-07, 21:35

Humbak, :-D , dziękuję.
Humbak - 2010-08-07, 22:23

Przypomniało mi się - pierwsze próby najlepiej wychodzą w wersji - na podłodze, na rozciągniętej ceracie, w dużej misce z wodą i np z młynkami jakie sprzedaje się do piaskownic, wtedy jest ciekawiej zwłaszcza dla początkujących... potem można robić kolorowe wody farbowane z bibułą i one też się fajnie przelewają...

dobrze jest też pamiętać, że dziecku podajemy kubeczek zawsze do prawej rączki (jeśli praworęczne lub jeśli ono nie wybiera inaczej samo, zresztą wtedy kubeczek sobie przełoży do drugiej rączki) a my demonstrując przelewanie siedzimy wtedy po jego prawej stronie tak żeby widział co robi (jeśli usiądzie po prawej a my prawą przelewamy to po prostu mu zasłonimy sobą widok). Potem (albo w trakcie jeśli dziecię się rwie ;) ) oddajemy 'zabawki' a gdy tylko zobaczymy że nie jesteśmy potrzebne nie przeszkadzamy (np komentując akcję :-> ).
Jeśli będziecie to powtarzać to można umieścić wszytskie potrzebne gadżety w misce np na podłodze w łazience tak żeby można je było łatwo wziąć i odłożyć, bez zbędnej bieganiny która może spowodować że dzieciątku się 'odechce' :-P No i i tak roboty będzie z wycieraniem (wspólnym oczywiście)

Jak sobie coś jeszcze przypomnę to napiszę :-)

cynamon - 2010-08-08, 11:59

W temacie przelewania mogę napisać, że Tola zaczęła przelewanki w swojej grupie wczesno-przedszkolenej, keidy miała 21 miesięcy :)

Anja, twoj link też polubiłam :)

A ja w IKEA nie widziałam tych zestawów, a byłam ostatniio 2 razy... :( Szkoda, bo fajne.

dżo - 2010-08-08, 21:05

cynamon, do jakiego przedszkola chodzi Tola?
cynamon - 2010-08-08, 21:30

dżo, wysłałąm na priv ;)
dżo - 2010-08-14, 21:28

cynamon napisał/a:
A ja w IKEA nie widziałam tych zestawów, a byłam ostatniio 2 razy...

Są, są tylko trudno je zauważyc bo wrzucili je do koszy z innymi zabawkami. Kupiliśmy dziś i warzywa i owoce, są ładnie wykonane, realne w wyglądzie.

cynamon - 2010-08-14, 22:02

O, to dzięki za info. Poproszę moją mamę - łowczynię okazji ;)
priya - 2010-08-15, 09:24

W Katowicach też są, jakby ktoś bardziej na południu szukał :-)
dżo - 2010-08-15, 14:59

Inspirujący filmik: http://www.youtube.com/wa...feature=related
olgasza - 2010-08-15, 15:29

dżo, fajny. Najbardziej podobały mi się te schowki zamykane na różne rodzaje zamków, kłódek i zasuwek, i te duże kółka zębate. Fajnie widzieć dzieciaki tak skupione na pracy, polaryzacja na medal :-)
alma58 - 2010-08-15, 19:55

Ten panel z tymi kłódkami i zasuwkami by nam się przydał ;) Gdyby ktoś widział coś mniejszego z kłódkami, to prosze o linka.

W biedronce teraz są rózne zwierzęta
http://www.biedronka.pl/c...la_2/big/32.jpg
My kupiliśmy owady, szkoda tylko, że nie mają zachowanej skali miedzy sobą.
Ale zabawa nimi i tak jest świetna. Moje dziecko siedziało pół godziny nad dopasowywaniem poszczególnych owadów do obrazków z nimi ;) więc polecam

mimish - 2010-08-15, 20:14

Te z biedronki sa chyba z plastiku ?
dżo - 2010-08-15, 21:13

olgasza napisał/a:
Najbardziej podobały mi się te schowki zamykane na różne rodzaje zamków, kłódek i zasuwek

O tak, świetne są, już wspominałam o tym mężowi i obiecał zrobić podobne Tymonowi :-) .
Mi brakuje pomysłów jak szybko i prosto zorganizować zabawę i naukę w jednyym a w filmie jest wiele propozycji, chociażby przesypywanie soli, mąki (czegoś sypkiego w każdym rzie ) przez lejek, nie wpadłam na to sama choć lejkiem Tymon sie bawi.

A tu odrobina śmiechu :-) : http://www.youtube.com/wa...feature=related

Humbak - 2010-08-15, 22:41

dżo, :lol: :lol: :lol:
dżo napisał/a:
Mi brakuje pomysłów

http://www.flickr.com/photos/montessorisecrets/

dżo - 2010-08-16, 13:09

Humbak, cudny link, bardzo, bardzo dziękuję :-D .
Manu - 2010-08-16, 15:32

Humbak, genialny link!
mimish - 2010-08-17, 19:49

Bylam dzis w Ikei, dostalam owoce :) warzyw niestety nie bylo...

Poniewaz zapisy do przedszkola odbywaja sie z 2letnim wyprzedzeniem razem z S. myslimy o zapisaniu Misi juz teraz.
Znalazlam przedzkole Montessori calkiem niedaleko naszego domu. Zastanawia mnie jedno, wiec moze potraficie mi poradzic. Owe przedszkole jest dwujezyczne; na kazda minigrupe dzieci przypada jedna pani mowiaca po angielsku i jedna po francusku. To dziecko samo wybiera w ktorym jezyku woli podazac, osluchujac sie tego drugiego jezyka jednoczesnie. Na etapie szkoly podstawowej zajecia beda sie odbywac w obydwu jezykach. Wszystko super tylko ze u nas w domu mowi sie po polsku (ja i Misia) i francusku (ja i S. oraz S. i Misia). Zastanawiam sie czy jezyk polski nie zejdzie na drugi plan a nawet na trzeci plan...no i czy to nie za duzo dla 3 latka. Jak myslicie ?

alma58 - 2010-08-17, 20:07

mimish Trzeci język dla trzylatka to nie jest za dużo. Podobno dzieci do 6 r.ż. mogą wchłaniać języki jak gąbka wodę. Kiedyś słyszalam o chłopcu 6-latku, który idealnie rozmawiał w 4 językach. Nie chodził na żadne kursy, tylko miał w swoim otoczeniu osoby różnojęzyczne. Nie sądzę, żeby to było za duzo, ale ważne żebys Ty mówiła do niej po polsku tylko. Nie martw się, tylko ciesz się, ze Mała ma szanse znać kilka języków bez żadnego wysiłku ;) zazdroszcze

ps. figurki nie są z plastiku

Humbak - 2010-08-17, 20:18

alma58 napisał/a:
Moje dziecko siedziało pół godziny nad dopasowywaniem poszczególnych owadów do obrazków z nimi
alma58, skąd wzięłaś obrazki?
mimish - 2010-08-17, 20:35

alma58, dziekuje za cieple slowa. Jestem podobnego zdania, jednak moj nie-maz ma obiekcje.
dżo - 2010-08-17, 20:49

Tymon zaczyna przejawiać zamiłowanie do porządku. I zastanawia mnie czy to genetyczne czy rzeczywiście naturalistyczne. Dziś np. po wspólnym obejrzeniu książeczki pokazał mi, gdzie mam ją odłożyć (tam skąd ją wzięłam), wczoraj było podobnie. Poza tym nie lubi mieć brudnych rączek, wszelkie pozostałości po jedzeniu czy piasku muszą być szybko usuniętę 8-) .
bodi - 2010-08-17, 21:11

mimish, myślę że osłuchanie się z kolejnym językiem nie zaszkodzi Misi, zwłaszcza jeśli będzie miała możliwośc wybierania tego w jakim tempie będzie się w nim zanurzac. W dłuższej perspektywie walka o utrzymanie języka polskiego pewnie i tak Was czeka, jeśłi polski używany jest tylko w domu, a wszędzie poza tym francuski, ale to powszechny problem emigrantów (sama przed nim stanę niebawem, zapewne).
Z tego co piszesz trzymacie się zasady OPOL (one parent, one language), to dodatkowo powinno pomóc Misi w uniknięciu pomieszania językowego (będzie wiedziała gdzie przynależy każdy z językow - polski do Mamy, francuski do Taty a angielski do pani w przedszkolu)

Humbak - 2010-08-17, 22:05

dżo napisał/a:
Tymon zaczyna przejawiać zamiłowanie do porządku. I zastanawia mnie czy to genetyczne czy rzeczywiście naturalistyczne
dżo, skończy się to skupienie na porządku ok. 4 roku życia (średnio na jeża, bo każde dziecko dorasta w sobie charakterystycznym układzie zachowań), wtedy swoją uwagę przeniesie na inne aspekty swojego środowiska. Dopóki jednak porządek jest u niego nr1 na liście priorytetów oznacza to, że nauka wszystkiego co jest z nim związane przyjdzie mu teraz wyjątkowo łatwo, skutecznie i na długo potem - warto to wykorzystać :)
mimish, jestem pewna, że twoja córeczka świetnie da sobie radę z językami, bo są one stale obecne w jej życiu i w dodatku słyszy go u osób dla których są to języki ojczyste... jedyne na co można się przygotować to, że Misia może późno zacząć mówić i na poczatku mieszać języki...

mimish - 2010-08-17, 22:24

bodi, Humbak, dziekuje. Troche mi ulzylo. Wlasnie strescilam wszystko nie-mezowi i zaczyna wyrazac aprobate. No to teraz przyjdzie mi tylko przedstawic mu koszta takiej przyjemnosci... ;-)
Osobiscie znam wiele dzieci ale zawsze dwujezycznych. Nie wiem jak to sie ma przy trzech.
Mysle sobie ze szkola zaczyna sie w wieu 2,5 - 3 lata, do tego czasu Michasia bedzie ze mna w domku i oswoi sie z jezykiem polskim na dobre.

alma58 - 2010-08-17, 23:53

Humbak tu są zdjęcia owadów http://www.cepolina.com/insects.htm .
Można ściągać za darmo zdjęcia. Są różne: sztuka, jedzenie, zwierzeta, planety, drzewa, rośliny, krajobrazy i wszystko za free do prywatnego użytku.
Ja drukuje zwykle zdjecia 10x15. Fajnie by było mieć laminator. Na allegro widziałam że za 200 zl można kupić, ale ciekawe jak z działaniem, jakościa?

A tu są do wydrukowania i do kolorowania owady http://thecoloringspot.co...ng-pages-2.html

Humbak - 2010-08-17, 23:58

alma58, dziękuję :D

ja kupiłam ostatnio laminator firmy tesco za 39zł - narazie działa :>

alma58 - 2010-08-18, 00:04

za tyle to mozna śmiało kupić. Firmy tesco czyli kupiony w tesco??? chyba bede musiała tam się przejść
Humbak - 2010-08-18, 09:40

alma58, bardziej tesco być nie może ;)
W teorii - słabo grzeje, jest tylko dla arkuszy A4 i do grubości papieru 100mikronów. W praktyce - grzeje tak że jestem zadowolona, arkusze niemal wszystko mam a4, grubszy papier podkładam do zgrzania dwa razy. Jestem zadowolona :)

Anja - 2010-08-18, 10:20

Na tej stronce są fajne filmiki:
http://www.montessorimaterials.org/
A na tej niektóre materiały sa za darmo. BTW, czy ktoś z Was robił owe szorstkie litery?
http://www.montessorimom.com/sandpaper-letters/
http://www.montessorimom....outs-downloads/

alma58 - 2010-08-20, 17:27

Byłam w tesco po laminator, ale w naszym nie ma i nie było ;( jak mi w sklepie powiedziano,
ale i tak nie wyszłam z pustymi rękami, gdyż kupiłam 2 kłódki małe, zgrabne ;)
Laminator poszukam na allegro,bez niego materiały na krótko starczają. Jakiś rok temu było dobrze, bo wystarczyło wsadzić wydruki, zdjęcia do zwykłego albumu za 3 zł i dziecko i mama byli zadowoleni ;)

olgasza - 2010-08-20, 23:10

kilka montessoriańskich pokoików: http://www.ohdeedoh.com/o...+%28Ohdeedoh%29
koma - 2010-08-21, 12:30

Witajcie :) ,
Moja 2-letnia córka dostala dzisiaj pierwszą prace na przelewanie. Dwie szklanki po nutelli, w srodku czerwona soczewica. Pracowala pochlonieta i skoncentrowana. Super!. Ale... No wlasnie - nie wiem jak mowi metodyka Montessori. Czy jesli mała zaczyna wariacje na temat - np wysypuje soczewice na blat, "rozsmarowuje" ją dookoła, cześciowo sypie po sobie i podłodze itd, to co? Pozwalać i nie komentować? Ja pozwoliłam i nie komentowałam. Ale nie mam pewności jak ma być ;)

Humbak - 2010-08-21, 18:17

koma, witaj w wątku :)

co do przelewania (a właściwie przesypywania bo wspomniałaś że dałaś soczewicę ) - wydaje mi się, że zanim zaczniesz dawać swojej córeczce jakiekolwiek zadania proponowane w sieci jako montessoriańskie ważne jest, by zapoznać się z tym, czemu to ćwiczenie ma służyć i czy to odpowiada Twoim oczekiwaniom - tak myślę, jako że praktyka montessori w domu to jedno a w przedszkolu to drugie. Nie da się stworzyć przedszkola w domu, bo inne są też warunki i potrzeby ludzi żyjących w tych dwóch światach. To dlatego tak się podkreśla, by idea wychowywania dziecka w przedszkolu i rodzinie pokrywały się i były spójne - żadna drugiej nie zastąpi, dobrze jest jednak by współdziałały.

Jeśli orientujesz się w pedagogice i wiesz czemu służy, co ćwiczy dane ćwiczenie, możesz je wprowadzić i obserwować. W warunkach domowych ja osobiście robię tak, że jeśli kuba studiuje to co mu daję to go zostawiam, obserwuję i się nie wtrącam. Gdy coś rozleje, zrobię źle proszę go o 'raport z miejsca wydarzeń' - zazwyczaj mówi coś w stylu 'kuba wylał/wysypał' 'wylało/wysypało się' i po raporcie sam wie jak wszystko doprowadzić do ładu.
Gdy jednak jedynie rozwala materiał, nie pozwalam mu na to, czasem okazuje się, że potrzebuje bardziej dynamicznych zabaw niż "przelewanie" i źle oceniłam jego wymagania na tę chwilę.
czasem okazuje się, że dziecko nie ma ochoty na daną czynność, wtedy niszczy materiał. Czasem materiał jest nieciekawy i trzeba zmienić jego elementy, bo wtedy też je niszczy.
Generalnie ja radziłabym poobserwowanie córeczki >dlaczego< rozsypuje. Może miała już dosyć tej czynności i w ten sposób ci to zakomunikowała?

No i przede wszystkim - przesypywanie daje się dzieciom od ok.2,5 roku życia. Może 2r.ż. by się udało... jednak 20 miesięcy to wg mnie za wcześnie. W jaki sposób twoja córeczka trzyma uchwyt np filiżanki? Jak sobie z nim radzi? Jak pewny jest jej uchwyt? Wydaje mi się, że w tym wieku można raczej skupić się na ćwiczeniach związanych z rozwojem zmysłów, w odniesieniu do przelewania, skoro o nim mówimy - zmysłu dotyku. Może na początek wyławianie drobnych przedmiotów no z wody lub innego materiału sypkiego? Pisanie palcem po piasku, soli, kaszy mannej, przesypywanie kaszy przez młynki do piaskownicy (albo jeszcze lepiej soli, lepiej się przesypuje ;) ). powodzenia w szukaniu pomysłów.

Czy wiesz, jak należy demonstrować dziecku ćwiczenia zanim się je zostawi sam na sam z materiałem? (gdzieś chyba to zostało już powiedziane w wątku)

koma - 2010-08-21, 23:03

Dziekuje Humbak za tak calosciową odpowiedź! :)
Anja - 2010-08-23, 20:56

wrzucam artykuł "Sumienie dziecka według Marii Montessori":
http://www.deon.pl/inteli...montessori.html
:->

Humbak - 2010-08-23, 22:51

Anju, dziękuję, ja ostatnio zaniedbuję wątek, nie mam czasu... :oops: Sumienie dziecka według Marii Montessori, ciekawy artykuł, choć mi bardzo w nim brakuje bibliografii - są cytaty a ja nie mogę sprawdzić skąd...
Ale co do tej 'nierównej równości' to o ile dobrze zrozumiałam jej sens, jest on w zgodzie z tym co ja uważam za słuszne... Nie jestem zwolenniczką 'po równo' - no, chyba że przy dzieleniu się jabłkiem ;)

Wklejam całość, bo jest to stronka z deon.pl i możliwe że zniknie za czas jakiś w ich archiwach...

Cytat:
Ewa Łatacz/ "Wychowawca"
Podstawą sprawiedliwości powinna być miłość. Tylko ona jest w stanie każdemu zapewnić to, co mu się należy, ale też ofiarować dużo więcej.

Sumienie, które „zabiega” o to, by stać się bezinteresownym darem dla innych, to prawe sumienie. Zło zaś to dysharmonia spowodowana brakiem miłości. Maria Montessori pisała: „Jedną z ważniejszych rzeczy w życiu jest metodyczne kontrolowanie własnego sumienia. Potrzeba do tego nie tylko źródła światła, ale także znajomości zasad moralnych, zwłaszcza miłości. Jedynie dzięki miłości możemy udoskonalić naszą wrażliwość”.

Sumienie dziecka

Kwestia rozwoju sumienia dziecka nabiera według Montessori szczególnego znaczenia w okresie od 7. do 12. roku życia, bo w tym czasie zaczyna pojawiać się u niego głębokie zainteresowanie pytaniami dotyczącymi moralności. Dziecko próbuje oceniać zachowania swoje i innych. Chce wiedzieć, czy to, co uczyniło, jest dobre czy złe. Wychowawcy powinni być świadomi wagi tego okresu rozwoju i odpowiednio traktować wychowanków. To odpowiednie traktowanie opiera się na czterech wskazaniach:

1. aktywnego przeżywania przez dziecko wartości moralnych,
2. stwarzania warunków do zrozumienia moralnego znaczenia dotychczasowych, nabytych umiejętności,
3. wykorzystania skautingu jako skutecznego środka kształcenia sumienia i wychowania moralnego,
4. uwrażliwienia nauczycieli na kwestię sprawiedliwości, taktu i delikatności.

Aktywne przeżywanie wartości moralnych umożliwi dziecku odpowiednio zorganizowane
otoczenie, w którym mogłoby ono zbierać samodzielne, moralne doświadczenia. Montessori twierdzi, że: „moralności uczymy przez jej praktykowanie. Nie można pobudzać sumienia tylko pouczeniami. Dziecko musi ciągle kontrolować swoje postępowanie. Wychowanie uczynić to może realnym, jeśli umożliwi dziecku samodzielne działanie”.

Stworzenie dziecku możliwości do zrozumienia moralnego znaczenia dotychczas nabytych umiejętności polega na tym, że do ćwiczeń, znanych mu z montessoriańskiego przedszkola, rozwijających różne predyspozycje, dochodzą teraz nowe cele. Pojawiają się pytania o potrzebę pomagania słabszym dzieciom, starszym, rodzicom, chorym. Tak więc w nowym okresie rozwoju dziecka nie chodzi już o zdobywanie sprawności, np. ruchowych, ale o kształtowanie własnych, moralnych postaw, bo budzi się jego sumienie.

Montessori mocno akcentowała wykorzystanie skautingu jako środka wychowania moralnego i kształtowania sumienia. Wartości moralne zawarte w prawie harcerskim eksponują praktykowanie wzajemnej życzliwości i moralne samodoskonalenie. Treści te, jak również oparcie całej wychowawczej działalności na godności dziecka i jej rozwoju, stanowią podstawę wychowawczej atrakcyjności i skuteczności skautingu. Ćwiczenie się w przestrzeganiu prawa harcerskiego nawet w trudnych warunkach, m.in. podczas ćwiczeń terenowych, uczy dzielności i odwagi.

Możliwość samodzielnego rozwiązywania problemów jak i współdziałania w tej kwestii z rówieśnikami odgrywa ważną rolę w wychowaniu moralnym. Poprzez współdziałanie dziecko doświadcza radości z solidarności z innymi w realizowaniu dobra. Ułatwia mu to odnalezienie siebie jako członka harcerskiej wspólnoty i trwale angażuje jego wolę po stronie dobra wspólnego.

Z wartościami moralnymi wiąże się też sprawiedliwość. Marii Montessori nie chodziło o pojęcie sprawiedliwości jako „równości dla wszystkich”. Pisała: „Sprawiedliwość, którą zwykle realizujemy w domu i szkole, możemy nazwać częściową sprawiedliwością, tzn. równością wszystkich tak przy karaniu jak i nagradzaniu. (…) Przeciwstawieniem częściowej sprawiedliwości jest sprawiedliwość wypływająca z wychowania skierowanego na wnętrze dziecka. Formalna, zewnętrzna zasada rozdzielającej sprawiedliwości niszczy rodzącą się i naturalną wrażliwość dziecka na autentyczną sprawiedliwość”.

Podstawą sprawiedliwości powinna być miłość. Tylko ona jest w stanie każdemu zapewnić to, co mu się należy, ale też ofiarować dużo więcej. Miłość nauczyciela do dziecka, miłość pojmowana jako bezinteresowny dar, jest tym, co jest w stanie ochronić rodzącą się, naturalną wrażliwość dziecka na autentyczną sprawiedliwość.

Dla Marii Montessori prawe sumienie to sumienie kochające. Środkiem do kształtowania takiego sumienia jest przede wszystkim przykład mądrego i życzliwego nauczyciela oraz otoczenia, które jest tak zorganizowane, że „dobro odróżnia się w nim od zła” i dziecko może samodzielnie zbierać doświadczenia moralne oraz ćwiczyć się w praktykowaniu zalet.

dr Ewa Łatacz – pracownik Zakładu Pedagogiki Filozoficznej Uniwersytetu Łódzkiego

Anja - 2010-08-27, 09:15

Humbak napisał/a:
Anju, dziękuję, ja ostatnio zaniedbuję wątek, nie mam czasu...

Humbak, ale za to masz fajnego bloga - zainteresowanym polecam:
http://mymontessori4.blogspot.com/
:->

A ja znowu o naszych perypetiach łóżeczkowych - zainstalowaliśmy 4 ściankę, tyle, że z "dziurą". Młody, mimo blokady z krzesełek wydostawał się w nocy z łóżeczka - zastawałam go a to na dywanie, a to na kołderce przy łóżeczku, a to w pół drogi (nóżki poza łózeczkiem, górna część ciała na materacu, wygodna pozycja, nie ma co :shock: ). Szkoda, wszyscy lubilismy tą otwartą przestrzeń materaca... Może gdyby od małego tak spał, to nie byłoby tych problemów?

dżo - 2010-08-27, 17:04

Anja napisał/a:
Może gdyby od małego tak spał, to nie byłoby tych problemów?

Tego się już nie dowiesz, niemniej ja stawiam, że byłyby bo Artur jest bardzo energicznym dzieckiem (nawet we śnie ;-) ).

Uczę Tymona zakładania skarpetek, z marnym skutkiem narazie, ale przynajmniej z zainteresowaniem z jego strony :-) .

Anja napisał/a:
Humbak, ale za to masz fajnego bloga - zainteresowanym polecam:
http://mymontessori4.blogspot.com/

Bardzo fajnego :-) . A skromna Humbak nie chciala się nim pochwalić ;-) .
Na jaki kurs uczęszczasz, jesli to nie tajemnica?

My od nastepnego czwartku idziemy do przedszkola. Jestem go bardzo ciekawa :-) i cieszę się ogromnie, że będziemy mogli tam uczęszczać, obym sie nie rozczarowała.

Humbak - 2010-08-27, 21:14

dżo napisał/a:
Humbak nie chciala się nim pochwalić
eee tam, nie znam nikogo kto nie lubi się chwalić :-P
tylko tam praktycznie nic jeszcze nie ma, bo blog "się" dopiero założył, ale dzięki za wsparcie :D
dżo, no co ty, żadna tam tajemnica - kurs wczesnej edukacji montessori prowadzony przez PIM - u Was w mieście też się odbywa :) Dla mnie to niebywała okazja tak móc się poduczyć od kogoś fachowego i doświadczonego: samemu to jak szukanie żarówek po omacku i znajdowanie ich lub nie - na dwójce dzieci ciężko się 'sprofesjonalizować' ;-) Trzymam kciuki za przedszkole :)

Anja, mój notorycznie spada z materaca... na szczęście ma krótko w dół i z miękkim lądowaniem bo na dywanie :) póki się wysypia... wstaję, podnoszę, odkładam, idę spać :->

cynamon - 2010-08-29, 09:12

Humbak, o rany - to twój blog? Ja na niego trafiłam przez fb :) Imponujesz mi :) sama bym chcicała pójść na taki kurs... może za rok się uda :)

Tymczasem ostatnio moje dziecko nie chciało wyjść z przedszkola, zafiksowało się na kolejne atrakcje montessori - przesypywała, nakładała i do domu wyjść nie chciała. A mi było miło, że taki wybór przedszkola bez klasycznych zabawek był dobrym wyborem :)

Anja - 2010-08-29, 09:19

Humbak, a tak a propos globusów - to czy w Polsce mozna dostać piłki globusy, o ktorych piszą w "Radosnym dziecku"?
Humbak - 2010-08-29, 16:51

cynamon, cieszę się, że tak jesteście zadowoleni z wyboru :)

Anju, ja spasowałam w ich kwestii po przeczytaniu kilku cen (kilkaset złotych za jakąkolwiek rzecz edukacyjną to nie dla mnie...) - są do nabycia w sklepach internetowych np nowa szkoła, kiedyś się zapaliłam na globus dotykowy, świetna sprawa... eh...
trochę niepotrzebnie wciepałam na blog ten nasz globus, ale strasznie fajnie się nim dzieciaki ucieszyły, kosztował 15zł w auchan... na przyszłość muszę pomyśleć jak takie info wklejać do bloga żeby nie robić bałaganu. jeszcze nie mam wprawy ;)
niemniej jednak jak ktoś chodzi do auchan, to polecam zajrzeć na ten globus, może przypadnie wam do gustu - nam bardzo :)

excelencja - 2010-08-29, 19:06

Humbak, suuuuper! wspaniały blog! usiadłam tylko, żeby maila sprawdzić i przeczytałam cały :)

I zerżnę lekcję o motylach :)

A co do globusa - jest super, my póki co mamy mapę, która była załączona do atlasu zwierząt dla dzieci i jest z nią super zabawa, acz globus lepiej działa na wyobraźnie. Trza do auchan się udać więc :)

My mamy za sobą mini lekcję o dinozaurach, byłyśmy wiosną w Bałtowie i tam są ogrooomne dinozaury http://www.juraparkbaltow.pl/, potem kupiłyśmy zestaw dinozaurów z gumoczegoś tam, książeczkę i zajmowałyśmy się dopasowywaniem dinozaurów do obrazków. Ale to tylko preludium, pogłębimy temat.

kofi - 2010-08-29, 19:19

Anja napisał/a:
Humbak, a tak a propos globusów - to czy w Polsce mozna dostać piłki globusy, o ktorych piszą w "Radosnym dziecku"?

Można, Daniel taką miał parę lat temu. Kupiliśmy w Rabce chyba.
W ogóle tak przeglądam te wątki o Montessori i taka jestem wdzięczna mojej babci za to, że była taka fajna i realizowała idee montessoriańskie nie mając o nich pojęcia. Robiłyśmy laleczki z włóczki, kaczuszki z ciasta pierożkowego, itp. I fartuszki mi szyła i nauczyła mnie takiej dłubaniny na szydełku, drutach itp. - tu akurat nie wiem ile idei Montessori ;-)

Christa - 2010-08-30, 05:35

Humbaczku, szacunek za stronke! Bardzo mi sie podoba i czekam na wiecej! W ogole to jestem w szoku, ze Kuba interesuje sie kosmosem! Max ma jedynie zajawke na pajaki i inne owady. Musze wiec jeszcze raz przesledzic Twoj wpis o motylach :-) .
zorro - 2010-08-31, 01:02

Humbak - gratulacje! Na pewno będę zaglądała. Mam tylko jedną uwagę: trudno mi się czyta czarne na brązowym, ale może to kwestia zmęczenia oczu, sprawdzę jutro.
Poza świetny link z flickra, skorzystam.
Co do globusa: mój syn ma olbrzymią mapę, także z umieszczonymi zwierzętami.
W drodze na wakacje skusiliśmy się na biedronkowy zestaw żab - hit wyjazdu. Niestety, tak jak ktoś już wspomniał, inne zestawy mają problem ze skalą, a i co do żab nie jestem pewna, jeszcze nie sprawdzałam ich w internecie. W każdym razie zrobione są z plastikopodobnej masy. Żaby umyliśmy po wyjęciu z opakowania, bo miały na sobie coś na kształt pyłu fabrycznego. Nie lubię.
Anja, ja robiłam szorstkie cyfry,
opis na blogu.

Anja - 2010-08-31, 09:03

zorro, dzięki - bardzo precyzyjny opis wykonania! no i blog wciągający, tak przy okazji... :->
excelencja - 2010-08-31, 10:58

Ha! Dziś powstał Elmer i wisi na ścianie.
A do tego moja mama wyczaiła przez przypadek w lumpie ' the very hungry caterpillar'
- czyli czas na lekcję o motylach :)

No i Zorro - inspiracjo!
Klocki zrobię w weekend, na memo dotykowe też się napaliłam :)
Do tego mam nadzieję, że w weekend (if będzie ładnie) zrobię ścieżkę bosych stóp na wsi.
Uwielbiam ten wątek :)

Christa - 2010-08-31, 11:05

Mysmy z Maxiem przed chwila "machneli" 3 ptaki z papierowych talerzykow wedlug "przepisu" z jednego z blogow polecanych przez Humbaka na jej stronie. Jak bede miala jutro sekunde, to strzele jakas fote i wstawie w watku M2 :-) .
Anja - 2010-09-02, 09:12

dżo napisał/a:
My od nastepnego czwartku idziemy do przedszkola. Jestem go bardzo ciekawa :-) i cieszę się ogromnie, że będziemy mogli tam uczęszczać, obym sie nie rozczarowała.

dżo, jestem bardzo ciekawa Twoich wrażeń. :->

[ Dodano: 2010-09-03, 15:32 ]
Muszę wyznać, że kocham montessori. :mryellow: To taki drogowskaz dla mnie, co robić, na co kłaść nacisk. No i pierwsze "efekty" są. Artek zaczyna odkładać rzeczy na miejsce (1 na 100 ofkors), no i zaczyna mnie naśladować; ostatnio zaskakiwał mnie "podlewaniem" kwiatków. Cieszę się jak dziecko. :->

dżo - 2010-09-03, 21:27

Pierwszy dzień w przedszkolu minął nam bardzo miło. Panie nauczycielki stonowane, pomocne, nie narzucające się, delikatnie podsuwające dzieciom materiały do zabawy/pracy :-) .

Nasz pobyt wyglądał tak: po przyjściu był czas na krótką zabawę, zapoznanie się z nowym otoczeniem, zabawkami, materiałami mm, potem śpiewające powitanie każdego dziecka, mycie rączek ( w rewelacyjnych maleńkich umywalkach) i wspólne śniadanie wg zasad mm, czyli każde dziecko ma swoja tackę, na którą wykłada jedzenie i picie i którą odnosi po posiłku na stolik z brudnymi naczyniami. Tymon jest najmłodszy z grupy, więc musiałam mu pomagać, ale większość dzieci radzi sobie sama z lekką pomocą pań w przypadku trudności.
Po śniadaniu panie próbowały angażować dzieci do wspólnej zabawy, ze średnim skutkiem, choć część dzieci dało się na nią namówić.
Tymon, który nie puszcza ostatnio mojego palca praktycznie wcale, dał się zabawić przez ponad 15 minut! Co jest naprawdę wielkim osiągnięciem (nie widział mnie bo siedziałam schowana w kąciku).
Potem pożegnanie, piosenka i do domu.
Ogólne wrażenia bardzo pozytywne :-) i cieszę się, że podjęliśmy decyzję o uczęszczaniu na te zajęcia. Wydaje mi się, że Tymonowi dużo dadzą, może będzie bardziej odważny, samodzielny, zobaczymy :-) .

Anja napisał/a:
zaczyna mnie naśladować; ostatnio zaskakiwał mnie "podlewaniem" kwiatków

O tak, to naśladowanie jest urocze. Tymon czasami odłoży coś sam na swoje miejsce, ale częściej pokazuje palcem i każe mi odkładać :mryellow:

karmelowa_mumi - 2010-09-03, 22:30

dżo, fajnie brzmi :) a jak wiekowo dzieci w grupie?
Anja - 2010-09-07, 09:41

dżo, ale fajnie :-> ja też marzę o takim przedszkolu w pobliżu, ech...
a co do naśladowania, to u nas Artek bardzo się rozkręca i naprawdę zaczyna mi "pomagać" w domu. :shock: niesamowite. dzięki temu wątkowi wiedziałam, w którym kierunku mam iść, ale przyznam, że jestem mile zaskoczona jego chęcią do współpracy w różnych dziedzinach dnia codziennego. :->
czytaliście na byćrodzicami o czytaniu? :->
http://www.bycrodzicami.p...ntessori-wstep/
http://www.bycrodzicami.p...polne-czytanie/

Ahnesa - 2010-09-07, 17:23

Witam :)
Przeczytałam cały wątek, część pewnie nawet kilka razy, ale i tak nie wszystko jeszcze od mnie dotarło. W każdym razie wieeelkie dzięki za ten wątek - dla mnie to kopalnia wiedzy i pomysłów :)
Ja jestem raczej z tych, co się inspirują i wprowadzają niektóre pomysły, nie stosuję (na razie przynajmniej) "wszystkiego"...
Mam takie pytanie na temat spania dziecka na materacu: u nas niespecjalnie planowałam rezygnować z łóżeczka, ale zauważyłam niedawno, że Emilka coraz częściej "uprawiała migracje" ;) czyli zabierała poduszke, kocyk i misia z łożeczka i kladła się w różnych miejscach. Myślałam, że się bawi, ale jak zasneła kilka razy dosłownie pod wejściem do łóżeczka, to przyszło mi do głowy, że może ma w środku za mało miejsca, albo za bardzo ograniczoną przestrzeń, no i zostawiłam sam materac. Teraz "migracje" ;) się prawie zupełnie skończyły... Moje pytanie jest takie, jak długo dziecko może/powinno spać na samym materacu? (zgodnie z metodą Montessori) Czy nagle w pewnym momencie pakuje się delikwenta do normalnego łóżka, czy kupuje większy materac? Czy ktoś wie, gdzie można o tym poczytać? I przede wszystkim, jak to wygłada u Was?
ale mi elaborat wyszedł :shock:

dżo - 2010-09-07, 21:34

karmelowa_mumi napisał/a:
a jak wiekowo dzieci w grupie?

mumi od 13 miesięcy do około 2 lat.
Anja napisał/a:
jestem mile zaskoczona jego chęcią do współpracy w różnych dziedzinach dnia codziennego.

Anja, a jakich ? :-)
Tymon ostatnio ze mną zmywa naczynia (dzi eki czemu mam teraz pozmywane na bieżąco :mryellow: .

rosa - 2010-09-07, 22:06

Tymon w ogóle lubi porządek, porozrzucane przez Ziemniaka jedzenie, tudzież oderwana przez wcześniej wspomnianego Z listewka przypodłogowa, nie zyskały aprobaty Tmona :mryellow:
zorro - 2010-09-07, 22:08

Anja napisał/a:
czytaliście na byćrodzicami o czytaniu? :->
http://www.bycrodzicami.p...ntessori-wstep/
http://www.bycrodzicami.p...polne-czytanie/

Nie sposób się nie zgodzić. :)
Ja co prawda nie eksponuję okładek, bo 1) mam ich więcej niż 10 2) z powodu punktu 1 nie mam miejsca na ekspozycję. I tak nie po montessoriańsku książki leżą u nas w stosach oraz na półkach dzieci - półki na wysokości podłogi. Moje dzieci nie miały jeszcze roku, gdy przez dłuższy czas potrafiły skupić uwagę na oglądanej samodzielnie książce. Roczne - potrafiły same przekręcać cienkie kartki. Niestety nie przekłada się to w prosty sposób na czytanie - mój starszy syn ma z tym problemy, bo czytanie to efekt dojrzałości pewnych obszarów mózgu także.

excelencja - 2010-09-07, 22:28

przeczytałam to o czytaniu i nie znalazłam tam nic odkrywczego - tzn te teorie istnieją w przestrzeni od zawsze jako niezwiązane z MM.
Ale może przeoczyłam jakąś cz. art. - to wybaczcie.

rosa - 2010-09-08, 09:03

excelencja, moim zdaniem dużo z teorii MM istnieje od zawsze, tylko bez etykietki. 3/4 z tych zabaw robiłam ze swoją babcią, ona ledwo się potrafiła podpisać i przeczytać cokolwiek, więc wątpię żeby o MM słyszała :mryellow: za to miała warsztat tkacki który dziadek spalił, bo jak się przeprowadzali do moich rodziców do miasta to nie dało się go zabrać, a tak przynajmniej przez kilka dni w chałupie ciepło było :evil:
przepraszam za OT

Anja - 2010-09-08, 09:26

dżo, Artek "podlewa" kwiatki, wyrzuca śmieci do kosza (i nawet się za bardzo nie myli), na hasło 'pranie' leci do kosza z brudnymi ciuchami, wywala je i targa po jednym do łazienki, staje na schodek i wrzuca do pralki (od góry ładowanej niestety), "ściera" stolik, "odkurza" (odkurzacz, wiadomo, fascynująca rzecz), zaczyna odkładać rzeczy na ich miejsce nawet sam z siebie, wykonuje polecenia typu "włóż to tutaj", "zamknij szafkę" itp. robi się z niego niezły pomocnik. ;-) nawet mam coraz mniejszy bajzel w domu... ale do idylli nam daleko, zaznaczam, bo to może tak zabrzmiało. :-)
Humbak - 2010-09-08, 10:00

excelencja napisał/a:
te teorie istnieją w przestrzeni od zawsze jako niezwiązane z MM.
pozwolę się nie zgodzić ;-) :->

1. Montessori na podstawie obserwacji dostrzegła, a doświadczenie przez kilkadziesiąt lat późniejszych dowiodło, że dzieci uczą się pisania najchętniej, najłatwiej i najskuteczniej w wieku ok 3-4 lat (pisanie) i 3,5-5 lat (czytanie). Zatem nauka pisania i czytania jest zadaniem rodziców i przedszkola, a u nas konsekwentnie ignoruje się ten fakt i otwartość dzieci na tą wiedzę, po czym na siłę uczy się ich tych umiejętności w szkole - w wieku 6-7 lat, czyli wtedy, gdy one same nawet jeśli są otwarte na wiedzę, a nauka pisania i czytania przychodzi im trudniej (nie trudniej od Kasi x, ale trudniej od siebie samego, gdyby się uczył w wieku adekwatnym do swojej gotowości). Niektóre przedszkola celowo nawet nie uczą ani pisania ani czytania "bo to zabiera im dzieciństwo".
Osobiście uważam, że dzieciństwo się im skraca nie oferując wiedzy w czasie gdy jej przyswajanie jest zabawą, za to każe im się siadać w ławce i uczyć wtedy gdy już zabawa się skończyła. Skracamy na własne życzenie dzieciom okres dzieciństwa do ok. 6 lat właśnie - jak u Japończyków (tak słyszałam) - najpierw wszystko im wolno a potem do pracy...
Kiedy dziecko nauczy się pisania i czytania wtedy kiedy chce i jest na to gotowe, nie zabiera mu się potem dzieciństwa każąc mu siedzieć i się męczyć, ale przedłuża mu się je bo wtedy może np czytać sobie książki, jakie chce i znów radośnie czerpać ze świata.

2. Wizualna ekspozycja książek do czasu MM było tylko chwytem reklamowym księgarni, w większośći szkół i przedszkoli nie stosuje się tego, a kiedy zapytałam w jednej ze szkół czemu eksponują w ten sposób książki usłyszałam "bo to tak ładnie wygląda" - zatem sens ekspozycji jest nadal rozumiany przede wszystkim w MM, w pozostałych miejscach - w większości - książka taka nie jest do czytania ale po to, żeby była ładna lub żeby się sprzedawała.

W domu - nie wiem jak Wy, ale ja uważam że się po prostu nie da, o ile nie ma się dużej powierzchni dostępnej na tego typu ekspozycję.

3. Tylko w MM czyta się dzieciom DO KOŃCA WSPÓLNEGO ŻYCIA RAZEM albo jeszcze dłużej. Wszędzie czyta się dzieciom małym albo do czasu, gdy samo nie zacznie czytać książek. Montessori mówi, że czytanie książek samemu to jedno, a czytanie wspólne to drugie. Czyta się dzieciom dorosłym, kiedy tylko chcą, bo jest to forma rodzinnego spędzania czasu. No chyba że dorosły już nie chce, ale zazwyczaj chce ;-) moja córcia uwielbia dobranocki, więc kto wie jak to będzie kiedyś ;-)

4. Z praktyki - rodzice rzadko interesują się książkami dzieci w wieku szkolnym - wiedzą tylko tyle, o ile - albo ją czytali sami, ale gdy byli dziećmi, albo ogólnie dowiedzieli się o czym jest od dziecka. Nie przeżywają jej wraz z nim, nie analizują. Nie rozmawia się przy herbacie z dzieckiem o tym, co zrobił bohater i co o tym sądzi dziecko, a szkoda, bo opowiadają maluchy czasami takie rzeczy że trudno się nie uśmiechnąć (mój odwieczny grzech) :oops: Uczy też dziecko niekonsumpcyjnego podejścia do książki w stylu "zaliczyłem"

Więc nie wszystko jest powszechne i oczywiste - wg mnie rzecz jasna, każdy wie to co widzi i czego doświadczył. Moja babcia się ze mną nie bawiła...

Ahnesa - 2010-09-08, 10:27

Jak byłam w wieku dorastania to miałam taki układ z tatą, że jak jakaś książka była dla mnie ważna, to on ją czytał. Było to wtedy baardzo pomocne, bo dla mnie to był trudny i bardzo emocjonalny okres, i taka rozmowa o tym co mnie właśnie np. przybiło była uspokajająca, no i czułam się przynajmniej zrozumiana (mimo że niektóre z tych książek były dla taty zypelnie poza jego wrażliwością jak np. Tolkien).
Humbak sugerujesz, że dobrze by było robić tak od początku? W sensie do jakiegoś wieku czytać to, co dziecko?

rosa - 2010-09-08, 10:40

a sama byś nie wpadła żeby czytać dużym dzieciom? albo czytać to samo co one?

ja czytałam chłopakom do urodzin Z, bo potem nie miałam czasu, czyli S - 14 lat, F - 12 lat; i S słuchał nawet jak już wcześniej sam czytał; sprawiało nam to przyjemność dlatego to robiliśmy, nawet nie wiedziałam ze MM tak nakazuje ;-)

teraz razem czytamy sagę zmierzch, tzn każde z nas czyta osobno, ale rozmawiamy sobie kogo lubimy, dlaczego itd.

jak dla mnie to jest zwyczajne i normalne, przecież jak nie wiesz czym się twoje dziecko interesuje to jak z nim rozmawiać?

[ Dodano: 2010-09-08, 10:48 ]
to nie tak że się czepiam, przepraszam jeżeli cię uraziłam Humbaku :-)

Humbak - 2010-09-08, 11:34

nie nie, rosa, wcale nie uraziłaś, ja bardzo lubię Twoje posty, bo szczerze mówiąc, to czego ja się musiałam nauczyć Ty robisz intuicyjnie :oops: :->

No dobra - ja gdyby mi nie zwrócono na to uwagi, nie czytałabym Natalii teraz, bo ona sama świetnie i płynnie czyta, a dla mnie to dodatkowy wolny czas... Nie czytałabym też z nią jej książek, bo nie mam na to czasu :oops: Jedynie wysłuchiwanie tego co ona ma do powiedzenia o i rozmowy na temat jakoś same poszły :lol:
Ale u mnie w domu nikt nie patrzał na to, co czytam, nie pytał o to, a gdy próbowałam opowiadać słuchano półuchem... to tak żeby na kogoś zwalić ;-)

Ahnesa, nic nie sugeruję, mówię zazwyczaj to, co wiem, co jest u nas w domu i co mi się wydaje ;)
Nie ma się zazwyczaj czasu na czytanie książek naszych dzieci, ja to robię z Natalią zwłaszcza gdy widzę, że coś jej się podoba. Czasem ona mnie prosi o wspólne czytanie, a ostatnio sama przyszła, że książka jest fajna i mi ją czytała. Wszystkich tak dokładnie nie czytam.

Ha. Z czterech punktów kontrowersje wywołał tylko 4 :-P

Ahnesa - 2010-09-08, 12:24

rosa ja nie znam osobiście żadnej rodziny, gdzie by się rozmawiało o przeczytanych książkach. Nawet jak ludzie dużo czytają, to raczej każdy sobie i rozmowy o tym nie ma. (Tak, wiem, to że ja nie znam to oczywiscie o niczym nie świadczy ;)

Humbak to ja to co Ty piszesz traktuję jak sugestie ;) bo widzę, że masz dużą wiedze teoretyczną i praktyczną :)

excelencja - 2010-09-08, 12:25

Humbak napisał/a:
Ha. Z czterech punktów kontrowersje wywołał tylko 4 :-P


bo w pozostałych nie ma nic nowego, zdumiewającego etc.

dżo - 2010-09-08, 14:18

rosa napisał/a:
a sama byś nie wpadła żeby czytać dużym dzieciom? albo czytać to samo co one?

Ja bym nie wpadła, brak mi Twojej roska intuicji, Ty ją poprostu masz, ja muszę się tego uczyć podobnie jak Humbak.

bronka - 2010-09-08, 14:39

Ha! Ja czytałam starszej siostrze :-P
Anja - 2010-09-08, 15:13

Mi się zawsze bardzo podobała idea wspólnego czytania, czy też czytania dużym już dzieciakom - ale zdaję sobie sprawę z tego, że wiele fajnych pomysłów rozbija sie o czas niestety. :-/ Łudzę się, że może mi się choć troszeczkę uda, choćby dlatego, że lubię dobre książki - m.in. te dla dzieci. Ale jak nie dam rady, to sie przeciez nie powieszę. ;-) rosa, jestem pod wrażeniem - to się nazywa dbać o kontakt z dzieckiem..! :->
Ahnesa napisał/a:
ja nie znam osobiście żadnej rodziny, gdzie by się rozmawiało o przeczytanych książkach.

A czy to nie jest tak, że w wielu rodzinach po prostu się mało rozmawia i nie dba o głęboką więź? I nie rozmawia się ani o książkach, ani o wierze, ani o seksie, ani o uczuciach...? :roll: No bo po co?

Anja - 2010-09-08, 15:41

O dbałości o książki:
http://www.bycrodzicami.p...losc-o-ksiazki/
:->
Dodam tylko, że zdziwiło mnie, by zacząć już z dwuletnim dzieckiem. U nas podobnie jak u zorro, nawet cienkie kartki nie są problemem - Młody raczej dba. Kwestia przyzwyczajenia?
zorro napisał/a:
Niestety nie przekłada się to w prosty sposób na czytanie - mój starszy syn ma z tym problemy, bo czytanie to efekt dojrzałości pewnych obszarów mózgu także.

Nieśmiało zapytam, sorry za wścibstwo, ma dysleksję?

mono-no-aware - 2010-09-08, 20:45

Ja kiedyś z moją jedną znajomą miałyśmy taką zabawę (to było gdzieś bodajże w II - III klasie), że czytałyśmy jedną książkę na głos. Najpierw jedna osoba, do momentu jak nie zrobiła błędu, potem druga, i tak na zmianę. Pamiętam, że często się myliłam :) i w sumie koleżanka zawsze więcej czytała niż ja. Czasami jak robiłam zbyt dużo błędów to wprowadzałyśmy system czytania stronami. Pamiętam, że jako dziecko probowałam tę zabawę zastosować z kimś innym, ale zupełnie nie wyszło.
excelencja - 2010-09-08, 20:49

LIla nauczyła się 'czytać' gazety bez rwania w marcu 2009 czyli jak miała - chwila- 10 miesięcy.
I to chyba normalne. Acz nie miała nigdy etapu niszczenia książek.

zorro - 2010-09-08, 21:31

Anja napisał/a:
U nas podobnie jak u zorro, nawet cienkie kartki nie są problemem - Młody raczej dba. Kwestia przyzwyczajenia?
zorro napisał/a:
Niestety nie przekłada się to w prosty sposób na czytanie - mój starszy syn ma z tym problemy, bo czytanie to efekt dojrzałości pewnych obszarów mózgu także.

Nieśmiało zapytam, sorry za wścibstwo, ma dysleksję?

Nic mi o tym nie wiadomo.
My akurat nie MM, tylko steinerowcy, a tam do 5 lat dzieci się nie uczy ani czytania, ani pisania, a mój syn z tych motorycznych i sam z siebie nie zaczął czytać, mimo że książki uwielbia i zawsze każdą paczkę z książkami musi przejrzeć, walcząc o pierszeństwo. Tak ma. Najwyrażniej nie dorósł. Poza tym jest perfekcjonistą i uważa, że nie będzie czytał, jeśli dobrze nie potrafi. W związku z tym nie czyta sam, chyba, że go przycisnę. Jeśli w przyszłym roku będzie słabo czytał, zacznę się zastanawiać czy on dyslektyk. W szkole waldorfskiej pierwszaki nie muszą jeszcze czytać. W klasie mojego syna jest 15 dzieci i nie wiem, czy chociaż połowa płynnie czyta.

Co do wspólnej lektury: czytamy razem, bo musimy, ale myślę, że i potem będziemy trochę razem podczytywać. Ja nawet oglądam filmy z nimi (mam dwoje dzieci), bo lubię patrzeć, jak reagują na obraz.

Humbak - 2010-09-09, 11:11

Anju, dziewczyny, znacie może jakieś dobre źródło (w języku polskim) o tym czym jest i jak wygląda w praktyce attachment parenting? (nie wiem czy jest tego odpowiednik po pl więc na siłę nie tłumaczę)
czytałam krótkie info na wikipedii, ale może możecie polecić coś konkretnego w naszym języku?

olgasza - 2010-09-09, 11:15

jedna z lepszych stron i artykułów o AP: http://dzikiedzieci.pl/

http://www.przytulmniemam...-definicja.html

http://dziecisawazne.pl/s...ment-parenting/

Anja - 2010-09-10, 09:14

Humbak, pomyślę, poszukam i postaram się coś wrzucić, o ile jeszcze coś można dodać do tego, co podała olgasza. :->
a ja jeszcze odnośnie czytania. ostatnio natrafiłam na artykuł o tym, że dzieci nie powinny czytać na głos, gdyż utrwala się u nich nawyk subwokalizacji, który w efekcie bardzo ogranicza tempo czytania! zdziwiłam się, dlatego wrzucam linka, może komuś się przyda:
http://www.calapolskaczyt...e=rodzice_sgcpd

topcia - 2010-09-10, 19:05

Anja napisał/a:
dzieci nie powinny czytać na głos, gdyż utrwala się u nich nawyk subwokalizacji, który w efekcie bardzo ogranicza tempo czytania

a z tym się zgodzę ;-)

MartaJS - 2010-09-10, 19:29

Ja z kolei czytałam o fajnej metodzie czytania razem z dzieckiem tekstów napisanych dużymi literami przy jednoczesnym pokazywaniu słowa które się akurat czyta. To mogą być na początek podpisane dużymi literami obrazki. W ten sposób dziecko od razu uczy się czytać całe wyrazy, z pominięciem etapu literowania.
excelencja - 2010-09-10, 21:37

niestety w szkole i tak je zmuszą do literowania i sylabizowania.
zorro - 2010-09-11, 00:40

Dokładnie. Bo wg szkoły to podobno jedyna metoda, żeby zweryfikować czytanie.
Dzieci, które już czytają, oczywiście mogą poczytać na głos - im to nie szkodzi. ;-)

excelencja - 2010-09-11, 15:51

Mnie do szału doprowadzało jak w szkole zmuszali mnie do sylabizowania. Zaczęłam czytać jak miałam 4 lata, więc 3 lata później sylabizowanie dla mnie było mordęgą...
I szkodzi na głowę- zobacz na kogo wyrosłam :P Pewnie przez to :D

Anja - 2010-09-12, 09:21

Jakby ktoś szukał dobrego przedszkola montessoriańskiego, to jest artykuł o tym, na co zwrócić uwagę:
http://mariamontessori.com/mm/?p=1264
Nie wiem, czy już o tym było w tym wątku, na FB jest niezła stronka "Maria Montessori", którą warto śledzić:
http://www.facebook.com/?ref=home#!/mariamontessori
Znalazłam na niej np. taki filmik - o przedszkolu w lesie (czemu mnie tam nie ma ;-) ), ale nie pod dachem, boskie, sami zobaczcie:
http://link.brightcove.co...tid=77838695001
A tu stronka ze zdjęciami domu przystosowanego dla takich maluchów, jak mój 15-miesięczniak - już im zazdroszczę, zwl. niektórych sprzętów... ;-)
http://sewliberated.typep...e.html#comments

topcia - 2010-09-12, 09:59

Anja napisał/a:
http://sewliberated.typep...e.html#comments

wszystko super, ale telefon podłączony do kontaktu nie podoba mi się ;-)

excelencja - 2010-09-12, 20:27

topcia, co?
topcia - 2010-09-12, 20:37

to co wyżej
Anja napisał/a:
A tu stronka ze zdjęciami domu przystosowanego dla takich maluchów, jak mój 15-miesięczniak - już im zazdroszczę, zwl. niektórych sprzętów...
http://sewliberated.typep...e.html#comments

tam masz na półce telefon

excelencja - 2010-09-12, 21:13

dobra dobra, ale gdzie ten kontakt? :)
rosa - 2010-09-12, 21:41

kontakt jest niżej, ale do niego jest podłączona maszyna do szycia i komp, chodzi nie o sam kontakt tylko o ta super osłonkę
ale jaki to ma związek z telefonem to nie kumam

fajny ten book sling, jest tutorial, to proste do zrobienia

ale najbardziej podoba mi się learning tower, fajna sprawa :-)

topcia - 2010-09-12, 22:23

rosa napisał/a:
ale jaki to ma związek z telefonem to nie kumam

hmmmm.,..... ja widzę poważny. NIe dałabym małemu bobasowi zabawki podłączonej do zasilania, chociażbym nie wiem, jaką ideą wychowawczą sie kierowała i jakie mądre i roztropne dziecię miała ;-)

Humbak - 2010-09-12, 22:55

Przyglądam się tej stronce, która wywołała tyle zamieszania, ale nie widzę telefonu podłączonego do zasilania i danego do zabawy... jedyny telefon jaki ja dostrzegłam jest położony na środkowej półce, pośrodku (czerwony) - ale zmaksymalizowałam obrazek, żeby się przyjrzeć i jedyne co tam widać to wiszące kable z tyłu - nie podłączone, raczej zwinięte.

O jakim telefonie jest tu mowa??

- 2010-09-12, 23:06

Humbak, też tak to widzę.
excelencja - 2010-09-12, 23:15

oczywiście, że telefon nie jest podłączony do PRĄDU.
ino maszyna do szycia - ale to nie jest zabawka dziecka...
wymiękam.

A i link zainspirował mnie do przeniesienia Lilki kuchni z pokoju do kuchni - ku mojej radości- bo przestrzeń w pokoju nam się powiększy :D

Humbak - 2010-09-12, 23:21

excelencja napisał/a:
link zainspirował mnie do przeniesienia Lilki kuchni z pokoju do kuchni
excelencja, ja też się do tego przymierzam od dłuższego czasu :)
excelencja - 2010-09-13, 00:03

Humbak, no to dawaj - jutro na trzy-czte-ry :D
Humbak - 2010-09-13, 00:06

czemu nie :> muszę tylko obmyśleć jak :lol:
- 2010-09-13, 00:08

excelencja napisał/a:
Humbak, no to dawaj - jutro na trzy-czte-ry
:mrgreen:
szkoda, że ja mam aneks kuchenny... ale dzieci i tak organizują swoja kuchnie zawsze w pokoju dziennym, zreszta wszystko tam organizują...

rosa - 2010-09-13, 08:28

z góry przepraszam za OT

rosa napisał/a:
kontakt jest niżej, ale do niego jest podłączona maszyna do szycia i komp, chodzi nie o sam kontakt tylko o ta super osłonkę
ale jaki to ma związek z telefonem to nie kumam


topcia z całym szacunkiem, ale czytaj ze zrozumieniem, do kontaktu pokazanego na zdjęciu podłączone są maszyna do szycia i komputer - myślę że używane przez osobę dorosłą

jeszcze raz zapytam: jaki to ma związek z telefonem - zabawką?

topcia - 2010-09-13, 19:15

Dobra, dobra nie przyjrzałam się :-P .

Zastanawiam się nad przedszkolem montessoriańskim dla Wisi. Wszystko byłoby ok, gdyby nie łączone grupy wiekowo. Z jednej strony jest to pozytywne-opieka tak starszych dzieci (nauczycielki mają więcej czasu na swoje sprawy :-P ), młodsze uczą sie od starszych itp wiadomo. Z drugiej jednak strony dzieci są różne, pochodzą z róznych srodowisk, domów (tym bardziej, jeśli jest to przedszkole samorządowe jak w naszym przypadku). Różne potrzeby mają niezaspokojone. I takie dziecko z potrzebą dominacji, czy aprobaty będzie układać relacjje z młodszymi w tych kwestiach, bo tak łątwiej manipulować. NIe mówię już o tak prymitywnych problemach jak np. agresja, które łatwo da się zauważyć przez opiekunów, ale o bardziej wysublimowanych, które często są skryte pod płaszczykiem zabawy. WIadomo, że taki osobnik z grupy dobierze sobie do "zabawy" słabsze ogniwo. Chociażby dzisiejsze zdarzenie, kiedy dziewczynka starsza o rok, dwa od Wisi usilnie chciała się z Nią bawić w robienie zdjęć aparatem-zabawką i pokazywać we wzierniku jak "wyszły". Teraz jest mama, która zapyta, czy chcesz się bawić w to z dziewczynką i powie, że nie ma na to ochoty a w przedszkolu przy 30 kilku dzieciach jest inaczej. NIe próbuję Wisi chronić przed całym złem tego swiata, ale w grupie rówieśników sądzę, że szanse są bardziej wyrównane.

Anja - 2010-09-13, 20:43

topcia napisał/a:
nauczycielki mają więcej czasu na swoje sprawy :-P

:roll: :-?

topcia - 2010-09-13, 20:45

Anja napisał/a:
opcia napisał/a:
nauczycielki mają więcej czasu na swoje sprawy


Anja, ojej, nie oburzaj się tak, piszę co widziałam 8-)

Anja - 2010-09-13, 20:47

topcia, ale w montessoriańskim? jeśli tak, to hmm... generalnie, czy to w mm, czy w innym, nauczycielki nie powinny mieć czasu na "swoje sprawy" - ja tak to widzę.
topcia - 2010-09-13, 20:51

Anja, tak naprawdę to, czy przedszkole jest montessoriańskie od srodka, zależy od nauczycielek, a nie od nazwy. Zwykłe przedszkole może być bardziej montessoriańskie niż te montessoriańskie. Przykro mi, że zburzyłam obraz idealnych placówek. ALe zboczyliśmy z tematu-bardzo mnie interesuje, jakie macie zdanie na temat grup łączonych wiekowo.
dżo - 2010-09-13, 20:52

topcia, czy w przedszkolu, o którym piszesz są dni otwarte? Bo jesli tak to idź i zobacz poprostu, zapytaj nauczycielek (które tak na marginesie na pewno nie mają czasu na te "swoje sprawy"). Podziwiam panie z naszego przedszkola, opieka nad maluchami to ciężka fizyczna i umyslowa praca, trzeba mieć powołanie i dużo samozaparcia, aby dać radę zaspokoić potzreby wszystkich, być miłą i uśmiechnieta mimo zmeczenia i czasami bezsilności.
priya - 2010-09-13, 20:55

topcia, moje dziecko chodzi do waldorfskiego wprawdzie, ale tam też grupy mieszane wiekowo i jestem z tego powodu przeszczęsliwa. W takich przedszkolach zwykle kadra jest doskonała, to pedagodzy pierwszej klasy, więc problemy o których piszesz nie pojawiają się, a plusy jakie wynikają z takiego rozwiązania są ogromne. I wcale nie dla pań przedszkolanek ;-) tylko dla dzieciaczków. A poza tym, czy sądzisz że w grupie równej wiekowo nie będzie 'mocniejszych' i 'słabszych ogniw'?
Anja - 2010-09-13, 20:58

priya napisał/a:
A poza tym, czy sądzisz że w grupie równej wiekowo nie będzie 'mocniejszych' i 'słabszych ogniw'?

Z moich obserwacji wynika, że zawsze takie są.

excelencja - 2010-09-13, 22:21

a ja tylko chciałam wtrącić, że przesiedliłam Lilki kuchenkę do kuchni:



co nie znaczy, że przestała się panoszyć w mojej części ;)

zorro - 2010-09-13, 22:43

Największą zaletą grup mieszanych jest to, że podobne są do rodziny. Nie jest to obcy twór-getto dla dzieci w tym samym wieku. Nowe dzieci łatwiej wchodzą do grupy, bo nie spotykają się ze stadem płaczących trzylatków. Uczą się dużo pożytecznych rzeczy 'z życia wziętych'. Teoretycznie, starsze powinny się nimi trochę opiekować ("jak w rodzinie", ale wiadomo, jak to bywa w rodzinie). W praktyce jest tak, że zawsze się znajdzie ktoś dominujący, ale rolą nauczyciela/ wychowawcy jest zapobiegać sytuacjom patologicznym. Mój syn chodził do państwowego przedszkola "waldorfsko-montessori". Do tego jeszcze integracyjnego. Było kilka konfliktów, głównie z agresywnym kolegą integracyjnym, ale "ciociom" udało się to rozwiązać. Mój L. jest już w szkole, ale do tej pory lubi wpadać do przeszkola, gdzie cały czas są jeszcze jego koledzy. :) Jak w odwiedziny do rodziny. Minus? Starsze dzieci straszliwie nakręcają młodsze. Na różne rzeczy. W każdym razie ja nie rozumiem jednego twojego zmartwienia: że dziewczynka starsza o rok chce się z nią bawić, a ona nie chce, ale ciebie nie będzie, żeby tamtej dziewczynce to powiedzieć? A czy nie od tego jest przedszkole - żeby mamy nie było i żeby dziecko nauczyło się radzić sobie samo? A może się okaże, że zabawa z dziewczynką będzie w sumie fajna? Przypominam sobie, jak sama puszczałam pierwsze dziecko do przedszkola. Też miałam dużo przedziwnych zahamowań (z punktu widzenia 2010). :)
topcia - 2010-09-13, 23:17

Anja napisał/a:
priya napisał/a:
A poza tym, czy sądzisz że w grupie równej wiekowo nie będzie 'mocniejszych' i 'słabszych ogniw'?

Z moich obserwacji wynika, że zawsze takie są.

są, ale jak pisałam wg mnie w grupie jednorodnej poziom niejako jest bardziej wyrównany

[ Dodano: 2010-09-13, 23:31 ]
Dzięki za odpowiedzi. ;-) . DObrze jest poczytać wypowiedzi osób zdystansowanych.


dżo napisał/a:
Bo jesli tak to idź i zobacz poprostu, zapytaj nauczycielek

dżo, skoro o tym piszę, to jestem ciekawa Waszych opinii :-)
zorro napisał/a:
Przypominam sobie, jak sama puszczałam pierwsze dziecko do przedszkola. Też miałam dużo przedziwnych zahamowań

czyli jednak trochę mnie rozumiesz ;-) .
Skoro macie doświadczenie w kwestii grup mieszanych, czy widzicie jeszcze jakieś ujemne strony oprócz tego, co napisała zorro ?
zorro napisał/a:
Starsze dzieci straszliwie nakręcają młodsze. Na różne rzeczy


Zastanawiam sie jeszcze nad jedną sprawą. Otóż montesoriańskie jest w Białymstoku (30 min jazdy od nas), natomiast takie zwykłe, w naszym miasteczku. I w miejscowym, zapewne będzie wiele dzieciaczków z piaskownicy, placów zabaw. W Bstoku wszystkie dzieci będą nowe (dla WIsi). Czy zwracałyście na to uwagę, wybierając przedszkole?

zorro - 2010-09-13, 23:43

Nie. To nie ma znaczenia. Do przedszkola woziłam syna przez pół miasta. Ważne było miejsce, nie koledzy, których 3 latek i tak nie ma zbyt wielu. W każdym razie nie z podwórka. ;)
Topcia, rozumiem ogólnie, ale nie rozumiem szczególnie. Z tą koleżanką to naprawdę super-zakręcona sprawa. :D

topcia - 2010-09-13, 23:54

zorro napisał/a:
Z tą koleżanką to naprawdę super-zakręcona sprawa

;-)

priya - 2010-09-14, 07:37

Dla mnie było ważne samo przedszkole. To że waldorfskie, to że bez mięsa. A tak przy okazji, ponieważ większość moich znajomych to ludzie na tym samym biegunie przekonań ;-) , chodziło tam sporo znajomych nam dzieci. Ale priorytetem w dokonaniu wyboru było samo przedszkole.
Anja - 2010-09-14, 08:28

excelencja, bardzo fajna kuchenka. gdzie ją kupiłaś?
Humbak - 2010-09-14, 09:26

excelencja, jaka fajna!
Ahnesa - 2010-09-14, 17:45

excelencja skąd masz taką wystrzałową kuchenkę? :shock:
cynamon - 2010-09-14, 19:41

topcia, ja nie miałam takich obaw. Po prostu zaufałam filozofii i paniom. Wierzę w to, że są do tego przygotowane i potrafią sobie poradzić - są wreszcie po kursach montessoriańskich. A poza tym szkodnik może być w obojętnym wieku - jeśli opiekun nie potrafi sobie poradzić to nie poradzi sobie ani mając rówieśników, ani grupę mieszaną... ;) Czyli jak zawsze w temacie przedszkola - kluczem są mądre panie :)
excelencja - 2010-09-14, 22:53

kuchnię kupiłam tam, gdzie większą część wszystkiego :D
www.allegro.pl :D

topcia - 2010-09-14, 22:59

priya napisał/a:
To że waldorfskie, to że bez mięsa.

no to super mieliście-o czymś takim mogę tylko pomażyć :-)

zorro - 2010-09-14, 23:29

W Bielsku jest niezły ośrodek waldorfski (podobno). :)
Humbak - 2010-09-15, 11:21

Dla rodziców, którzy chcieliby zobaczyć, jak wyglądają domy innych rodziców prowadzone wg montessori - ciekawy blog: http://themontessorichild...01_archive.html

celowo dałam link na pierwsze posty w archiwum, ponieważ blog rozpoczyna się od właśnie opisów pomieszczeń - może komuś się spodobają :)

priya - 2010-09-16, 10:44

zorro napisał/a:
W Bielsku jest niezły ośrodek waldorfski (podobno).
Mogę potwierdzić, że nie tylko podobno, ale z całą pewnością fantastyczny!
zorro - 2010-09-17, 11:13

Wszyscy tak mówią. :)
Anja - 2010-09-17, 11:17

Czy było w tym wątku o obserwacji wlasnego dziecka? Niby banalne, przecież każdy z nas codziennie na nie patrzy. :-) Przyznam, że własnie z materiałów mm dowiedzialam się, że to dość istotne. Wklejam poniżej kilka pytań, które dały mi do myślenia. Niestety in inglisz. :-/ A tekst z ciekawego workbooka: http://www.montessorifami...Your_Infant.pdf


The Parent as the Observer

We are instructed to talk with, bond with, connect with, diaper, feed, sooth and love our
infants. But one of the most important gifts parents can give their children is observation.
How much time do you spend a day observing your infant (while not doing anything else)?

Here is a list of questions for a 20 minute observation of your infant:


What does objects does your infant focus on?

What sounds attract your infant’s attention?

Does your infant favor her right or left hand?

What interrupts your infant from concentrating?

About how long does your infant spend focused on one object?

How often does your infant seek your eye contact?

What skills is your infant working to master?

What materials/toys will your infant be ready for next?

How can you modify the environment to best serve your infant?

Anja - 2010-10-05, 10:38

Nie wiem, czy pamiętacie może artykuł zwolnij o polecanych przez niego książkach. Postanowiliśmy uzupełnić księgozbiór i właśnie jestem po lekturze "Wyzwoleni rodzice, wyzwolone dzieci". Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. Niezwykła, nienapuszona (wręcz przeciwnie) książka, a do tego wciągająca niczym dobry kryminał. ;-) Lada moment zabieram się za "Między rodzicami i dziećmi". Jedna refleksja: my sami często nie wiemy, co czujemy (choć wydaje się to absurdalne, no bo jak to?), a mamy pomoc dzieciom radzić sobie z uczuciami. Hmmm...
A z innej beczki: Czy (Wasze) dzieciaki mają wrodzone poczucie ładu? Jak to jest? Bo ja od małego pokazywałam Artkowi, że wszystko ma swoje miejsce, że sprzątamy po zabawie, czy też, gdy coś się rozleje itp no i efekt jest taki, że Artek wiele rzeczy odklada na miejsce, "sprząta". Już się zaczęłam cieszyć, że "montessoriańskie wychowanie" :-P przynosi takie zaskakujące rezultaty, a tu koleżanka B. sprowadziła mnie na ziemię, że ona syna tak nie wychowywała, a on też odkłada na miejsce. :-D No to mi się łyso zrobiło. :-) Jak jest u Was?

dommi - 2010-10-05, 13:19

Anja,
wszystkie dzieci mają w okolicy 2 lat tzw. okres wrażliwości na porządek. Porządek i ład w domu tylko to wzmacnia i pozwala dziecku ten okres dobrze przeżyć. Dziecko żyjące w chaosie, bałaganie, ma trudniej np. z powodu braku stałości miejsca dla danej rzeczy.
A Montessori to zauważyła (obserwacja dziecka to klucz do Montessori :) ) i chwała jej za to.

Mój synek - 16 miesięcy - krzyczy, gdy widzi niedomkniętą szufladę (w sytuacji, gdy sam nie może jej domknąć), odnosi każdy paproch znaleziony na podłodze do kosza, próbuje zamiatać i myć gąbeczką stolik, a nawet podłogę. Gdy jest w otoczeniu uporządkowanym, bardzo szybko dostrzega, gdzie każda rzecz ma swoje miejsce i stara się po jej użyciu odstawić właśnie w to miejsce.

Humbak, przepraszam, że nie odpowiedziałam nt. kursu Polskiego Instytutu Montessori - widzę, że się sama zdecydowałaś. Jesteś zadowolona? Bo ja bardzo wszystkim polecam, jeśli tylko komuś fundusze na to pozwalają, udział w tym kursie.

Anja - 2010-10-05, 16:20

dommi, dzięki. :-) Mój syn też ma 16 miesięcy. :->
Humbak - 2010-10-06, 10:10

dommi, ja teraz mam kłopot bo ktoś do mnie napisał z zapytaniem o kurs, wykasowałam posta i nie mam jak odpowiedzieć :oops: Jakby ten ktoś czytał ten wątek to byłabym wdzięczna za odezwanie się raz jeszcze :->

Anja, nie będę się powtarzała za dommi, bo ma rację :mryellow: Spokojnie możesz zebrać wszystkie laury za ten stan rzeczy - gratulacje :-D
Małe dzieci nie tylko są wrażliwe na porządek, ale potrzebują uporządkowanego świata "status quo" - nie są przygotowane na wyjątki na świecie, które dopiero co poznają. Jeśli coś jest białe, to musi być białe, żeby nie stać w miejscu i iść poznawać to co np. czarne. Dopiero, kiedy poznamy świat wokół nas i ulokujemy się w nim, dopiero wtedy jesteśmy gotowi na przyjęcie "wyjątków" od reguł, które poznaliśmy.
Co by było, gdyby na pierwszej lekcji pani uczyła nas i reguły i wyjątków...

Jeśli jest szczotka to ona jest po coś i lezy tu. Taki jest mój świat. Poznaję szczotkę, uczę się jej i idę dalej. Żeby iść dalej ta szczotka musi po prostu być tu. Dlatego dziecko odkłada rzeczy na miejsce (bo ty w moim świecie zajmujesz to miejsce) i idzie badać dalej. Dziecko potrzebuje stabilności i bezpieczeństwa żeby móc badać nowe. Temu też służy rutyna dnia codziennego prawda?
Rzeczy na miejscu to taka rutyna. Dają poczucie stabilności otoczenia, dzięki czemu można badać to co zmienne i niestabilne.

Tak sobie te myśli wydumałam ;-)

A może, Anju, jeśli trafił Ci się egzemplarz "dokładny" z charakteru, łagodniej tez przejdziecie okres 6-12, kiedy dziecko nie przykłada tak ogromnej wagi do porządku, bo jest zajęte poznawaniem świata poza domem i nie jest aż tak bardzo już skupione na sobie... :-P

[ Dodano: 2010-10-06, 10:14 ]
zapomniałam dodać o kursie - BARDZO żałuję, że nie byłam na nim wcześniej. Dowiedziałam się na nim tak dużo, że byłabym o niebo lepszą mamą, gdybym była tego świadoma za czasów małej Natalki...
lepiej późno niż wcale, mówią, trochę jednak żałuję, że tak późno...

Kurs jest fantastyczny, choć przede wszystkim skierowany do nauczycielek przedszkola i dużo się na nim mówi o przedszkolu. Nie żałuję ani grosza wydanego, jest wart ceny.

dommi - 2010-10-07, 23:30

Cytat:
Małe dzieci nie tylko są wrażliwe na porządek, ale potrzebują uporządkowanego świata "status quo" - nie są przygotowane na wyjątki na świecie, które dopiero co poznają. Jeśli coś jest białe, to musi być białe, żeby nie stać w miejscu i iść poznawać to co np. czarne. Dopiero, kiedy poznamy świat wokół nas i ulokujemy się w nim, dopiero wtedy jesteśmy gotowi na przyjęcie "wyjątków" od reguł, które poznaliśmy.
Co by było, gdyby na pierwszej lekcji pani uczyła nas i reguły i wyjątków...


Ja tylko dodam, że tak samo ważne jest, by małe dzieci były "karmione" tylko prawdą i poznawały rzeczywistość - to są te "reguły". Na "wyjątki", czyli bajki itp. przyjdzie czas później :) .

A co do kursu - to mimo, że adresowany jest do nauczycielek przedszkolnych, daje solidne podstawy dla dociekliwego rodzica :) . Pomijając całą podstawę teoretyczną, którą ten kurs daje, to sądzę, że wiele z "ćwiczeń" przedszkolnych da się przenieść do domu, albo dopasować do warunków rodzinnych. Przykłady takiego przeniesienia można znaleźć na blogu Humbak. :) Widzę, że poszłaś też dalej - w kierunku szkolnym. To mój następny cel - kurs dla dzieci w wieku 6-9 lat. Zaraz po toddlersach :) .

Pozdrawiam serdecznie

Manu - 2010-10-08, 15:19

W naszym przedszkolu zrobilo sie okropnie, dzieci tak okropnie placza za mama ze jest nie do wytrzymania, jest taki wrzask, ze Polcia sie zniechecila na maxa. Zatrudniono tez nowego kolesia, jedynie z podstawowym wykształceniem pedagogicznym, kurs Montessori dopiero zaczal. I wiecie co, jestem zalamana. chyba bede musiala wypisac Polcie:(
Anja - 2010-10-10, 10:04

Czy Wasze dzieciaki też są zainteresowane zamkami, kluczami i kłódkami?
A takie drzwi to moje marzenie: ;-)
http://babyology.com.au/n...o-the-door.html

MartaJS - 2010-10-10, 10:09

genialne :-)
zina - 2010-10-10, 10:12

Drzwi za 600 euro, no, no :->
Widziałam podobne rozwiązanie w sklepie z zabawkami w Hiszpanii choć nie były to drzwi w drzwiach jak w linku ale obok (jak na zdjęciu)
Klara już dosięgnie do klamki bez problemu, ma ok 90 cm.

Klara zaczęła chodzić do przedszkola, które używa wielu montessoriańskich zabawek.
Leżą sobie wszędzie w koszyczkach i dopiero się z nimi zapoznaje ale już widzę, że dzieciaki uwielbiają się nimi bawić :-)

Anja - 2010-10-10, 10:14

zina napisał/a:
Drzwi za 600 euro, no, no :->

:mryellow:
Przy okazji, znalazłam coś, co bardzo podobaloby się mojemu synowi (ale znowu ta cena... :roll: ):
http://www.brighttomato.c...tical-life.html

Humbak - 2010-10-10, 12:37

A nie lepiej po prostu zamówić drzwi z klamką umieszczoną nieco niżej niż na standardowej wysokości? :->
Te podwójne to dla mnie zbytnie udziwnienie...

Sklepowe linki podobają mi się z jednego względu - pokazuje świat z różnych punktów widzenia...

dżo - 2010-10-10, 14:10

Anja, a taki domek? http://www.lidibrii.pl/Dr...amkami-199.html , cena może też nie najniższa, ale zawsze można zasugerowac dziadkom jako prezent ;-)
Anja - 2010-10-10, 15:34

dżo, boskie! wiesz, cena wysoka, ale przynajmniej dostępne... :-) (a dziadkowie rzeczywiście przydają się ;-) )
dżo - 2010-10-10, 16:48

Anja, mi też się spodobał i impulsywnie zamówiłam, oby Tymonowi przypadł do gustu.
Ja w ramach przygotowań do świat zaczynam zbierac linki co i gdzie najbliźsi mają kupić memu dziecku na prezent :mryellow:

Manu - 2010-10-10, 17:09

a mnie az korci zeby wszystkie zabawki wywalic. Najwyrazniej tkwie w systemie po uszy bo nie moge sie na to ostatecznie zdobyc:(
Ale mam wrazenie, ze 90%zabawek to substytut minn kontaktow ze mną, tudzież blokujacych raczej wyobraznie (klocki typu Duplo)

Bylismy 3 tygodnie na urlopie, byly to 3 najbardziej montesorianskie tygodnie naszego bycia razem. Samo zycie i jego nauka, w przyrodzie, wsrod przyjaciol. Bez zabawek i sprzatania, rewelacja.

Humbak - 2010-10-10, 18:32

Manu napisał/a:
blokujacych raczej wyobraznie (klocki typu Duplo)
dlaczego klocki Duplo blokują wyobraźnię?
Pytam jako ich zwolennik :lol: Nie dokupuje ostatnio tych postaci ale po prostu klocki podobają mi się strasznie - fajnie sie łączą, można nimi walnąć o ścianę i wcale się nie niszczą... po prostu do tańca i różańca :-> :-P

Manu napisał/a:
Bez zabawek i sprzatania, rewelacja.
]:->
zorro - 2010-10-10, 20:41

Częściowo masz rację.
Ale dzieci muszą nauczyć się także być same.
Mówi to matka syna, który się jeszcze nie nauczył, choć ma 8 lat...

bajaderka - 2010-10-10, 22:49

dżo, super domek, dzięki za linka...u mnie także poszukiwania linków zaczęte ;-)

znalazłam tanią kostkę manipulacyjną, do zapinania, sznurowania.... o tu http://www.pikinini.pl/ma...awka_motoryczna
a i jeszcze tu http://sklep.nowaszkola.c...7,13062%29.aspx nakładanka geometryczna za 19 zł, zdziwiłam się że tak mało, bo widziałam takie po 40 - 50 zł, w tym sklepie jest np; tunel do przechodzenia za 49 zł, w Ikei kosztuje ok 80zł....a ten tańszy ma taką siateczkę przez którą dziecko jak przechodzi widzi co się dzieje

chciałabym także zrobić po jednej zabawce pod choinę dla mych dziewczyn... i tak
dla Basi, która ogrywa mnie w pamięć chcę wykombinować coś takiego http://www.flickr.com/pho...ool-323097@N25/ notabene przeglądnijcie resztę zdjęć
dla Jagody takie pudełeczko http://pinkandgreenmama.b...ox-abc-box.html
a dla Tosi takie puzle http://pinkandgreenmama.b...s-reveal-3.html
co myślicie?

Anja - 2010-10-11, 09:01

bajaderka, jestem pod wrażeniem Twoich planów. :-) Zapamiętam je sobie na przyszłość. 8-) Bardzo fajne! Może wrzucisz potem fotki?
A ten link, który podałaś, nie działa:
http://radosna-szkola.org...nki/Default.htm
Manu, no to ja siedzę w systemie mocno. :-> Lubimy zabawki, klocki duplo też. :-P A czy sprzątanie nie jest częścią życia?
U nas sprawdza się opcja: mało zabawek (choć czasem nie nadążam z chowaniem, wymienianiem i nagle robi sie trochę tego za dużo 8-) ), te co mamy są wystawione na półkach, po zabawie odkładamy na miejsce - sprząta się szybko, Młody też już wie, o co chodzi. :->
A przy okazji drzwi, dostępu do klamek itp przypomnialam sobie, że muszę znowu trochę dom przystosować - powiesić wreszcie wieszaczek na ubrania czy na ręcznik, no i przemyśleć sprawę mycia rąk, bo u nas jest problem w zorganizowaniu tego tak, by Artek był samodzielny. A on samodzielny rzeczywiście chce być. :-> Choć mi z tym nie zawsze po drodze... 8-)

bajaderka - 2010-10-11, 20:09

Anja, już poprawiłam linka
dżo, jeszcze wczoraj ten domek był chyba za 99 zł, a dziś już 116 zł ? :shock:

Manu - 2010-10-11, 22:58

klocki sa moim zdaniem mocno nierealne i upraszczaja falszywie sprawe. dla porownania zbudowac domek z kamyczkow, albo patyczkow.

Sprzatanie to czesc zycia? oby jak najmniejsza. Osobiscie czulam sie rewelacyjnie na urlopie w czasie ktorego minn nie bylo stolu - rany, ile czynnosci odpada :lol: :-> :-> :-> :-> :-> :-> :-> A Polcia cwiczyla nalewanie mleczek do szklanek w bezstresowej scenerii :-> :-) :-)

Anja - 2010-10-12, 12:17

bajaderka napisał/a:
jeszcze wczoraj ten domek był chyba za 99 zł, a dziś już 116 zł ? :shock:

:evil: :evil: :evil:

Manu napisał/a:
Sprzatanie to czesc zycia? oby jak najmniejsza.

Tam mi się wydaje - każdy ma swoje zdanie, wiadomo. :-) Ja osobiście nie cierpię sprzątania, kiedy chlew jest totalny, od razu mam doła. ;-) Co innego takie zwykłe codzienne sprzątanie, czyli utrzymywanie porządku, odkładanie na miejsce. To jest jak dla mnie ok. A tego zwykle (?) nie kumają faceci (kwestia wychowania przez nadgorliwe mamy?)... :->
Wydaje mi się (poprawcie mnie, bo wiedza o mm mnie przerasta), że wg M. Montessori porządek i jego utrzymywanie jest częścią życia - zazwyczaj nie jesteśmy na wakacjach, tylko właśnie w domach, gdzie nieustannie coś się syfi, jakaś przestrzeń się zagraca, pierdolnik robi sie w 3 minuty. ;-) No i to ona zwróciła uwagę na coś takiego jak okres szczegolnej wrażliwości na porządek i ład.
http://www.bycrodzicami.p...porzadek-i-lad/

Humbak - 2010-10-12, 13:24

Dla mnie porządek i sprzątanie nie jest oczywiście sensem życia, ale z pewnością jego częścią, która ma sens. Więc nie spycham go nigdzie, podobnie jak żadnych innych sensownych rzeczy w moim życiu.

Dla mnie jako osoby dorosłej sprzątanie ma sens taki, że ułatwia mi życie, ułatwia mi robienie tego, co jest jego sensem, w dodatku pomaga mi się odprężyć, skoncentrować. Sprzątaniu u nas towarzyszy zazwyczaj jakieś czynności upiększające mieszkanie, a więc jednocześnie służy ono tworzeniu piękna wokół mnie.
Natomiast brak organizacji w sprzątaniu jest uciążliwy, podobnie jak brak współpracy wszystkich domowników i jednotorowego widzenia jego znaczenia. Męczy mnie np nieustanne prasowanie i panowanie nad ilością ubrań w naszym domu... trochę mnie przerastają ;-)

Ale jeśli się nie widzi sensu sprzątania, podobnie jak sensu zdrowego odżywiania czy edukacji, odpoczynku, to wiadomo, że będziemy od tego uciekać gdzie pieprz rośnie. Osobiście jednak wolę zaakceptować, westchnąć i obmyśleć co zrobić żeby się nie narobić :->

dżo - 2010-10-12, 13:31

Anja napisał/a:
zazwyczaj nie jesteśmy na wakacjach, tylko właśnie w domach

i np. w pracy gdzie nawyki wyniesione z domu bardzo się przydają i ułatwwiają życie.

Manu, codziennośc to nie wakacje i chcęc nie chcąc pewne rzeczy musza zostać naszym dzieciom wpojone. Nie wyobrazam sobie domu, w którym się nie sprzata i nie wymaga się tego od jego mieszkańców.

Nie chciałabym wychować mojego syna na męża i pracownika, który nie wie i nie umie zadbać o ład w swoim najbliższym otoczeniu.

Manu - 2010-10-12, 22:50

Anja napisał/a:
pierdolnik robi sie w 3 minuty.
bo tych rzeczy jest za duzo.
mnie doluje sprzatanie, najbardziej mnie doluje zamiatanie podlogi, wolalabym czasem tej podlogi najchetniej wogole nie miec.

Humbak - 2010-10-13, 10:57

Czy znacie może jakieś porządne źródła, w których mogę się dowiedzieć czegoś konkretnego o pedagogice Froebela? Na necie taki misz-masz, że się gubię... :oops:

Dotarłam do podobieństw między tym twórcą przedszkoli (kindergarden) a montessori (http://www.montessorianswers.com/progressives.html), zaciekawiły mnie:

Cytat:
There are many beliefs in common between Montessori’s and Froebel’s education philosophies.

Both believe in the child's right to be active, explore and develop their own knowledge through investigation.

Both see activity as a guide to education and do not believe in repressing it.

Both believe the environment cannot create a human being , but it does give them scope and material, direction, and purpose.

Both believe that it is the teacher's task is nurture, assist, watch, encourage, guide, and induce, rather than to interfere, prescribe, or restrict.

It is in the practical application of their beliefs that we see the actual difference between Montessori’s and Froebel’s philosophies. Montessori children spend most of their time working with materials under the individual guidance of the directress, while kindergarten children are usually engaged in group work or games with an imaginative background and appeal.

Other similarities in the philosophies that are manifested differently in actual implementation are:

Both agree on needing to train the senses, but Montessori's curriculum is more elaborate and direct than Froebel's. Using Séguin's apparatus as a guide she developed materials that teach sensory discriminating through steps and repeated exercises. Froebel on the other hand designed a series of objects (Called "The Gifts" or "Occupations") for creative use, but these materials were not designed specifically for or adapted to the training of sensory discrimination. Instead, sense training can be a side effect of the activity in which they are used.

Both systems believe in the need for free bodily activity, rhythmic exercises, and the development of muscular control; but Froebel’s philosophy seeks much of this through group games with an imaginative or social content, while the Montessori philosophy places the emphasis on special exercises designed to give formal training in separate physical functions.

Both philosophies believe in teaching children social skills and empathy. In Froebelian philosophy this training is done primarily through imaginative and symbolic group games. (For example the children play at being farmers, mothers and fathers, birds, animals, knights, or soldiers; they sing songs, go through certain semi-dramatic activities–such as "mowing the grass," "a bird looking for seeds," with each child acting out his part. The social training involved in these games is formal only in the sense that the children are not engaged in an actual activity. In the Montessori philosophy children often are in a real social situations, such as that of serving dinner, cleaning the room, caring for animals, building a toy house, or making a garden. I must state here, that this is one of the main places the Montessori philosophy’s refrain from fantasy comes from. Many of her comments on fantasy were in regard to Froebels’s teacher directed fantasy play.

Both philosophers created manipulatives for their students to use. The Froebelian “gifts” concretely reveal of the concepts of whole and part, through the creation of wholes from parts, and the breaking apart of wholes into parts. Although this material was designed for this purpose, it may also used for counting and any number of things that the child can vision. In contrast the Montessori manipulatives were designed for specific purposes and Montessori herself professed her belief that they needed to be used for those specific purposes only. She believed that by allowing children to “play” with the materials, you lessoned the impact of the academics they were designed to impart.


Jak macie jakieś info, wrzućcie tutaj, ok?
Dzięki :-D

If your plan is for one year,
plant rice;
If your plan is for ten years,
plant trees;
If your plan is for a hundred years,
- educate children.
Confucius

bardzo mi się podoba ten cytat :)

Anja - 2010-10-13, 13:04

Humbak, to ja z innej beczki - mi się podoba artykuł "Radosne rodzicielstwo..." ( http://mymontessori4.blogspot.com/ )
Chyba zwł. to:
"Montessoriańskie dzieci bawią się życiem; nie potrzebują plastykowych dzbanuszków, ponieważ dysponują prawdziwymi, dostosowanymi do swoich rąk. Nie muszą udawać, że zamiatają, ponieważ robią to przy każdej w sposób naturalny nadarzającej się okazji. Nie czekają na obiad, gdy są głodne, ponieważ albo pomagają w jego przygotowaniach dorosłym, albo, nie czekając, same organizują sobie niewielką przekąskę; na miarę swoich możliwości. (...) Krok po kroku, każdego dnia, dzieci uczą się żyć; tego jak się należy ubrać, przygotować śniadanie, zrobić zakupy, zadbać o domowe zwierzątko. Nie są biernymi obserwatorami, ale w pełni kompetentnymi uczestnikami życia. I podobnie jak mama czy tata mają w domu pełne ręce roboty. Montessoriańskie dziecko nie czeka, aż mama znajdzie dla niego czas na zabawę: wie, że prowadzenie domu tak, by był on przystanią dla każdego jego członka jest ogromem pracy."

Humbak - 2010-10-13, 13:38

Anja, dziękuję :-) :->
Manu - 2010-10-13, 14:31

Anja napisał/a:
I podobnie jak mama czy tata mają w domu pełne ręce roboty

i to wlasnie przez te przepelnione rece oddalamy sie raczej od naszych bliskich, przepelniamy je sobie bowiem zazwyczaj sami.
Dla mnie przystania w zyciu nie jest nasze mieszkanie gdzie musze zamiatac ta cholerna podloge lecz domem jest cos zupelnie, zupelnie innego. jest nim aktywnosc ktora raczej zbliza cala nasza rodzinke, integruje nas, nawet naszego psa. a nie dzieli jak to sie dzieje w przypadku tego "przepieknego" systemu: praca/dom/sprzatanie/i na dodatek trzeba wyjsc z psem.
Nas zblizaja wyjazdy i wspinanie. Jestesmy wtedy bardzo szczesliwi i jestesmy naprawde wszyscy razem bardziej niz kiedykolwiek.
Po takim wyjezdzie wracamy do domu i wtedy wlasnie dostrzegam najbardziej bezsensownosc klockow typu Duplo;)

maga - 2010-10-13, 14:34

Ja jeszcze odnośnie gadżetów w stylu podwójnych drzwi i kostek/ramek manipulacyjnych. Czy nie lepiej jak najbardziej uprościć sobie (i dziecku) życie i zamiast tego zastosować rozwiązania w stylu nizej zamontowanej klamki a czynności manipulacyjne typu zpinanie guzików, suwaków itp. ćwiczyć na przedmiotach codziennego użytku? Ziemowit jest właśnie na etapie zasuwania zamków, klamerek, zatrzasków. Ma ku temu dużo możliwości, więc uważam za zbędne dodatkowe pomoce.
Humbak, brakuje mi linka do Twojego bloga :->

Humbak - 2010-10-13, 15:22

Manu napisał/a:
Dla mnie przystania w zyciu nie jest nasze mieszkanie gdzie musze zamiatac ta cholerna podloge lecz domem jest cos zupelnie, zupelnie innego.
Manu, bardzo prawda, bardzo :)

Manu napisał/a:
jest nim aktywnosc ktora raczej zbliza cala nasza rodzinke, integruje nas, nawet naszego psa. a nie dzieli jak to sie dzieje w przypadku tego "przepieknego" systemu:
wspólne życie nie powinno nikogo dzielić... dla mnie osobiście integracyjna aktywność to każda, w której jesteśmy razem, robimy coś razem, kochamy się i szanujemy. Nie ma znaczenia, czy jesteśmy w domu przy robieniu obiadu czy na wycieczce - inaczej rodziny wielodzietne rzadko wyjeżdżające w góry miałyby fatalnie zintegrowaną rodzinę, a tak przecież nie jest - są razem dzięki temu że są razem na codzień i od święta, w każdej czynności. Nie dzieli ich ani praca domowa ani odpoczynek domowy czy pozadomowy.
To, co nazywasz aktywnością integracyjną dla mnie jest aktywnością odpoczynkową i wtedy to prawda, że łatwiej jest się cieszyć życiem.

Przypomina mi to rozdźwięk jaki niektórzy mają w relacji praca-dom, kiedy pracę uważają za konieczność i wracają do domu tak, jak wraca się do życia. Kiedy natomiast widzi się w pracy sens i stara się nie przegapić tego życia które upływa w czasie pracy, ta relacja jest postrzegana zupełnie inaczej. Wtedy człowiek cieszy się pracą, zaprasza do nich innych, pokazuje dzieciom co robi, a może one tez pójdą tą drogą... i nie są w tej pracy sami, bardzo się integrują z innymi i w pracy i poza nią.

maga, obok profilu ;)

[ Dodano: 2010-10-13, 15:23 ]
maga napisał/a:
Czy nie lepiej jak najbardziej uprościć sobie (i dziecku) życie i zamiast tego zastosować rozwiązania w stylu nizej zamontowanej klamki a czynności manipulacyjne typu zpinanie guzików, suwaków itp. ćwiczyć na przedmiotach codziennego użytku?
no jasne że lepiej, nawet najlepiej :D
excelencja - 2010-10-13, 22:13

Manu, w pewnym stopniu Cię rozumiem (choć nadal coś mi się wbija między żebra jak piszesz o wspinaniu :D ) - po letnich miesiącach spędzonych w naszej rezydencji letniej, pełnej różnego rodzaju 'śmieci', gdzie moje dziecię się po prostu nie nudziło- też patrzę z rezerwą na zabawiacze.
Ale ale - przyszły deszcze, zima idzie- już nie będziemy całe dnie siedzieć na dworze- juz nie siedziemy- i znów odkrywam sens gotowców- dłuuugo możemy układać puzzle, budować z klocków- OBIE (tzn obie te zabawy lubimy). A lego duplo nie wykluczają budowli z kamyków i patyków.

maga - 2010-10-14, 08:59

Humbak napisał/a:
obok profilu ;-)

Oooo dzięki. Jakaś nieprzyomna jestem :-P
Humbak napisał/a:
no jasne że lepiej, nawet najlepiej

No to w jakim celu powstaja te pomoce typu kostki/ramki z suwakami, guzikami itp. Przecież w każdym domu jest możliwość nauki na normalnym sprzęcie ;-) Chyba, że ma to jeszcze jakieś ukryte zadanie :roll:
Miałam jeszcze zapytać o naukę samodzielnego serwowania sobie przekąsek. Ja bym chętnie udostępniła Ziomkowi pewne produkty, żeby mógł obsłużyć się sam, ale obawiam się, że moje dziecko nie odeszłoby od stolika zanim nie zjadłoby wszystkiego na raz :roll: Jak rozwiązuje się tę kwestię w przypadku dzieci o... khem... rozbuchanym apetycie? :-P

excelencja - 2010-10-14, 09:17

maga, pewnie takie, jak większość zabawek, żeby dziecko się na chwilę od nas odczepiło
Humbak - 2010-10-14, 09:22

maga napisał/a:
No to w jakim celu powstaja te pomoce typu kostki/ramki z suwakami, guzikami itp. Przecież w każdym domu jest możliwość nauki na normalnym sprzęcie
w takim samym dla którego kupujemy plastykową/drewnianą kuchenkę do zabawy :)

Dodatkowo - ja nie widziałam jeszcze takich zamknięć w drzwiach, które byłyby na wysokości toddlersa i na których mógłby on sobie to zamykanie poćwiczyć.

A jeszcze - tutaj chodzi nie tylko o samoobsługę jako taką. Pierwszy i zasadniczy cel takich ćwiczeń to doskonalenie prezycji ruchów, koordynacji wzrokowo-ruchowej, koncentracji. Obsługa jest ważna, ale po nich, nie przed.
"W intelekcie nie ma nic, co nie zaistniało wcześniej w zmysłach"
To nie jest odkrycie montessori, ona je tylko podkreśliła. Dotyk stymuluje rozwój układu nerwowego i dlatego tak bardzo w tej pedagogice jest nacisk na wszelkie czynności związane z doskonaleniem precyzji ruchów ręki.

priya - 2010-10-14, 11:34

Humbak napisał/a:
Dotyk stymuluje rozwój układu nerwowego i dlatego tak bardzo w tej pedagogice jest nacisk na wszelkie czynności związane z doskonaleniem precyzji ruchów ręki.
To tak jak w pedagogice waldorfskiej. Przepraszam za tak banalną uwagę :oops: nie .śledzę wątku od początku i w ogóle bladziutkie mam pojęcie o Montessori, ale jak przeczytałam to zdanie, od razu przypomniało mi się jak jakiś czas temu rozmawiałam z paniami z naszego przedszkola o niepoprawnej wymowie Nata, o logopedach itp. I one podkreślały, że nie ma sensu póki co do logopedy biegać, że jak będzie wykonywał różne "robótki" manualne (przeplatanie niteczek, nawlekanie itp.) to stopniowo układ nerwowy rozwinie się i to będzie podstawą do rozwoju prawidłowej wymowy.
dżo - 2010-10-14, 13:15

priya, dobrze, że piszesz, Twoje uwagi wcale nie sa banalne, warto wiedzieć i wykorzystywać cenne rzeczy niezaleznie z jakiej opcji/ pedagogiki pochodzą :-) .

To samo mówiła nam nauczycielka mm na warsztatach dla rodziców omawiając tzw. fazy wrażliwe.
Jeśli małe dziecko od początku swojego życia nie będzie miało odpowiedniej stymulacji zmysłów tj: dotyk, równowaga, czucie głębokie to w późniejszym okresie przedszkolnym najpraawdopodobniej będzie miało problemy z nauką czytania i pisania. Jeśli ww zmysły będę dostymulowane to dalszy etap rozwoju bedzie łatwiejszy, lepiej będą się zrozwijać zmysły słuchu i wzroku 9w wieku 2-3 lat).
Ciekawostką i zaskoczeniem dla mnie była informacja, że do 2 lat dziecko ma tak słabo rozwinięty węch, że zapach śmierdzącej kupy zupełnie mu nie przeszkadza (stąd to częste bezstresowe chodzenie z pełna pieluchą).

Najnowsze zalecenia dotyczące kształcenia przedszkolnego są takie aby większy nacisk klaśc na stymulację dotykową itp bo większość dzieci na duże braki pod tym wzg. Zaleca się dużo ruchu a malo siedzenia i tradycyjnego uczenia literek, cyferek.

maga - 2010-10-14, 15:05

Humbak napisał/a:
ja nie widziałam jeszcze takich zamknięć w drzwiach, które byłyby na wysokości toddlersa

Ale o jakie zamknięcia chodzi? klamka? klucz?
O te ramki pytałam serio, nie zaczepnie, bo nie mam pojęcia, czy takie pójscie na żywioł wystarcza, czy może przydałoby się zorganizować jakieś ramki :roll:

zorro - 2010-10-15, 00:44

A ja miałam właśnie takie same ostatnio przemyślenia nt. ramek itp. Pomocy niektórych nie sposób przecenić. Myślę głównie o tych matematycznych. Wg mnie na przykład ramki można sobie spokojnie darować. Żałuję, że u nas nie montuje się włączników światła na wysokości biodra, tak jak w innych krajach. Moja dwuletnia córka nauczyła się zapinania guzików na swoim sweterku (potrzebny takowy z większymi guzikami i otworami). Teraz jest na etapie suwaka (musi pamiętać, że trzeba trzymać jego dolną część, żeby móc zapiąć).
Anja - 2010-10-15, 09:41

priya, ja o tym nie wiedziałam, dzięki. :-)
zorro napisał/a:
Żałuję, że u nas nie montuje się włączników światła na wysokości biodra, tak jak w innych krajach.

My mamy jeden tak zamontowany włącznik - oczywiście od dawna jest uwielbiany przez Młodego. 8-)

zorro - 2010-10-15, 11:51

Moja córka i tak sobie radzi - nosi stołek aż z kuchni. ;)
Anja - 2010-10-17, 10:04

Na FB, podstronka "Maria Montessori" poleca ten filmik:
http://www.youtube.com/watch?v=zDZFcDGpL4U
Niezłe. No i ten facet jest chyba osobą godną uwagi. :->

mono-no-aware - 2010-10-18, 22:08

Anja napisał/a:
priya, ja o tym nie wiedziałam, dzięki. :-)
zorro napisał/a:
Żałuję, że u nas nie montuje się włączników światła na wysokości biodra, tak jak w innych krajach.

My mamy jeden tak zamontowany włącznik - oczywiście od dawna jest uwielbiany przez Młodego. 8-)


Znajomi w Krakowie mają w mieszkaniu wszystkie włączniki na niskiej wysokości (może nie biodra, ale brzucha). Przynajmniej dosięgam :) !

orenda - 2010-10-18, 22:12

mono-no-aware napisał/a:
Anja napisał/a:
priya, ja o tym nie wiedziałam, dzięki. :-)
zorro napisał/a:
Żałuję, że u nas nie montuje się włączników światła na wysokości biodra, tak jak w innych krajach.

My mamy jeden tak zamontowany włącznik - oczywiście od dawna jest uwielbiany przez Młodego. 8-)


Znajomi w Krakowie mają w mieszkaniu wszystkie włączniki na niskiej wysokości (może nie biodra, ale brzucha). Przynajmniej dosięgam :) !
to nie jest takie trudne przenieść włączniki niżej. Tu, gdzie teraz mieszkami, obniżaliśmy je tak, żeby Liwia mogła swobodnie sięgać.
mono-no-aware - 2010-10-18, 22:40

orenda znajomi nie obniżali włączników, bo nie mają dzieci, zastali takie mieszkanie (było nowe), a są wysocy, więc w sumie nie wiem nawet czy im jest tak wygodnie :) , ale pewnie to kwestia przyzwyczajenia. Jak się pojawi u nich dziecko to będą mieli jak znalazł.
Humbak - 2010-10-19, 07:17

Właściwie idealnie byłoby mieć takie mieszkania gdzie wyłączniki są na wysokości ręki dającej klapsa w pupę, tak myślę sobie... wychodzisz z pokoju, klaps, zgaszone, a wszyscy mali członkowie i goście też mają wygodnie... :-P
maga - 2010-10-24, 12:27

zupełnie nie wiedziałam, gdzie to wkleić :roll:
W poszukiwaniu magnesów na lodówkę, znaleźliśmy takie cuś: http://allegro.pl/mini-ma...1289376958.html
Zamówiliśmy i jestem bardzo ciekawa, czy Zioma zaiteresują juz teraz.

zorro - 2010-10-24, 12:38

Świetne (bo drewniane ;-) ).
priya - 2010-10-24, 12:45

maga, bardzo fajne!
maga - 2010-10-24, 14:43

zorro napisał/a:
Świetne (bo drewniane ;-) ).

Widzę, że mamy podobne podejście :mryellow:

dżo - 2010-10-24, 14:48

A ja szukam nieustannie prostego drewnianego memory z samochodami (tylko tym jestem w stanie skusić Tymona do układania ;-) ) i nic, badziew nad badziewy wszędzie więc dziś przygotowałam do wydruku własną wersję i jutro będę tworzyć :-) .
maga - 2010-10-24, 15:00

dżo, układnie u nas też nie za bardzo. Dopiero od jakichś 2 tygodni Ziom zaczął stawiać wieżę 8-) Za to od razu z 10 klocków ;-)
A nie! Przypomniało mi się, że od 2-3 miesięcy rajcuje go układnie takich puzzli: http://www.drewniaczek.eu...wka-rozm-5.html
Polecam, bo niby to dla starszych dzieci, ale Ziom sobie już doskonale radzi :-)

zorro - 2010-10-24, 17:08

Ktoś kiedyś wspominał o laminatorze z Tesco. ;-) Otóż widziałam takowy, czyli 'rzucili'. Może być przydatny do tworzenia własnych pomocy.
A dlaczego, dżo, chcesz akurat memo? Może puzzle z samochodami. ;-)
Tak a propos pomocy: szukałam ostatnio różnych materiałów do "wspomożenia nauki czytania" i wpadłam (i kupiłam) "Kocham się uczyć. Odwracamy obrazki, aby dziecko kochało czytać, nie bało się geometrii i czytania mapy" Jagody Cieszyńskiej (wydawnictwo edukacyjne). To czerwone "coś" nie jest książką, tylko teczką formatu małego zeszytu, a w środku ok. 30 kart tekturowych, a na nich proste małe rysunki odwracane na różne sposoby (graficzne, nie kolorowane). Do tego takie same rysunki, na plexi kwadracikach, które trzeba dopasować. Załączona instrukcja. Może uda mi się to pokazać na blogu. Może w ogóle komuś się przyda, bo to fajna pomoc i niedroga.

dżo - 2010-10-24, 21:47

maga, Tymon załapał układanki kilka dni temu, czym mnie zaskoczył bo wcześniej ignorował je zupełnie. Wybiera tylko tematyke mu bliską czyli samochody i inne pojazzdy, dlatego aby zwiększyć jego mobilizacje szukam takowych. Na krówkę podana przez Ciebie przykladowo nawet by nie spojrzał 8-) .

zorro napisał/a:
A dlaczego, dżo, chcesz akurat memo?

zorro, z obserwacji Tymona widzę, że by mu to podpasowało. Powycinałam mu do pary obrazki i widzę, że moglibysmy się dobrze bawić i uczyć mając bardziej atrakcyjniejszą tematykę :-) .

Puzzle dwuelementowe nie łatwo u nas dostać a na więcej Tymon jeszcze nie gotowy. Mamy jedne dośc fajne , zainteresowany jest tylko parą na której chłopiec bawi się samochodzikiem :mryellow: tak więc podążam za synem i szukam samochodowych, niestety narazie bezskutecznie.

zorro - 2010-10-24, 22:04

Dobre też są takie puzzle, które wkładasz w otworki. Uzupełniasz tylko krajobraz. Mam takie drewniane ze strażą pożarną z Mothercare. :) W sumie już "za małe" na moją córkę. Mamy też Ravensburgera tekturowe z krajobrazem wiejskim. Mój starszy syn je lubił, jak był mały (innych nigdy nie lubił układać), a i córka układała z radoscią.
maga - 2010-10-24, 22:11

zorro, daj linka please :-)
dżo, mnie nie chodzi o krówkę, tylko o typ układanki. Może samochody też są :-)

zorro - 2010-10-24, 22:15

O, matko, muszę poszukać. Rav. kupiłam 8 lat temu. ;)
dżo - 2010-10-24, 22:18

zorro napisał/a:
Mam takie drewniane ze strażą pożarną z Mothercare

Ulubione Tymona w przedszkolu bo wydają dźwięk syreny strażackiej :mrgreen:
zorro napisał/a:
Dobre też są takie puzzle, które wkładasz w otworki

Tych właśnie mamy od groma i tylko z pojazdami cieszą się zainteresowaniem.

maga, fakt, nie pomyslałam, poszukam zatem :-) .

zorro - 2010-10-24, 22:20

Nasze całe szczęście nie wydają żadnych odgłosów.

[ Dodano: 2010-10-24, 22:24 ]
maga, znalazłam. My mamy dokładnie takie:
http://www.ravensburger.d...6020/index.html
Kiedyś można je było kupić w supermarketach (8 lat temu ;-) ). Niestety zniknęły.
Szukając tych z mothercare'u, znalazłam takie z samochodami. ;-)
http://www.mothercare.com...162031&mcb=core

excelencja - 2010-10-24, 22:50

my zaczynałyśmy od puzzli tego typu
http://allegro.pl/tanio-p...1288855686.html

http://allegro.pl/puzzle-...1281989342.html

i świetne są te:
http://allegro.pl/pierwsz...1270817852.html

jest opcja 'pojazdy' :)

[ Dodano: 2010-10-24, 22:58 ]
Ach, dżo, prześledziłam przedmioty sprzedawcy, którego wrzuciła maga wraz z mozaiką i zobacz:
http://allegro.pl/baby-pu...1286619917.html

I też u niego kilka prostych puzzli
http://allegro.pl/co-raze...1280179625.html

http://allegro.pl/jaki-na...1281065403.html

http://allegro.pl/baby-3-...1278914326.html

http://allegro.pl/przecie...1286619797.html

I moje ukochane grzybki :)
http://allegro.pl/quercet...1276756684.html

dżo - 2010-10-25, 13:02

excelencja, dzięki, te: http://allegro.pl/pierwsz...1270817852.html
są rzeczywiście świetne, zamówilam pojazdy :-D . Jednak marna ze mnie wyszukiwarka.

zorro napisał/a:
Nasze całe szczęście nie wydają żadnych odgłosów.

Pociągnę tą kwestię. Sama nie lubie wszelkich grających zabawek, uczydełek i do pewnego momentu nie kupowałam ale zauważyłam u Tymona dużo większe zainteresowanie układankami, które wydają dźwięki (przzedszkole się kłania ) więc chcąc nie chcąc rozgladam się za podobnymi.
Uważasz, że to nie jest dobre dla dziecka? czy napisalas na szczęście ze wzg. na siebie i swoją niechęć ?

YolaW - 2010-10-25, 22:09

zorro, fajne to :)
zorro - 2010-10-25, 23:35

Przede wszystkim mówię o sobie: nie znoszę hałasu (a wiadomo, dzieci ciągle "hałasują"). Choć nie podchodzę do sprawy zabawek szczególnie dogmatycznie. Pierwszą grającą zabawką jaką dostał mój starszy syn był grający stolik i syn miał wtedy rok. Pamiętam, że dziwnie się z tym czuliśmy. Całe szczęście stolik nieźle grał i miał multum opcji, więc nie dobijało nas jedno "Dla Elizy" w przyspieszonym (chińskim) tempie. Innych zabawek grających (w tym strasznego łosia, którego dostał 'pod choinkę') moje dziecko się bało.
A jeśli już jesteśmy w temacie, to chyba hałasujące zabawki nie są montessori? ;-) Pytam pół żartem.
Jeśli jednak ktoś lubi puzzle-grajki to można takie było kupić (drewniane) w Tchibo. W gotowy obrazek wkłada się kota (miau), psa (hau), samochód (tidit) oraz ducha (uuuuuuuu) i mysz (pipi). Che che.

dżo - 2010-10-27, 22:08

zorro napisał/a:
hałasujące zabawki nie są montessori?

Tez mi się tak wydawalo i do pewnego czasu nie kupowałam, ale w naszym przedszkolu mm zobaczyłam, że są tolerowane a niektóre wręcz zachwalane 8-)

zorro - 2010-10-27, 22:22

A to ciekawe. ;)
cynamon - 2010-10-28, 06:29

W naszym nie ma nic hałasującego...
Humbak - 2010-10-28, 07:33

dżo, możesz coś więcej o tym napisać? Dla mnie to trochę zagwostka... w przedszkolach montessori jest miejsce na edukację muzyczną jako taką, jednak nie mam pojęcia jak to wygląda w praktyce, tej "półkowej"... ;)
priya - 2010-10-28, 08:31

dżo napisał/a:
są tolerowane a niektóre wręcz zachwalane
Też mnie to dziwi... Jakieś szczegóły?
dżo - 2010-10-28, 14:30

Ha, no to rozpętałam małą burzę ;-) .
Pisząc "zachwalane" nie mialam na myśli jakiejś szczegółowej ideologii. Zapytałam raz gdzie kupowane są takie a takie zabawki (widząc zaangażowanie Tymona chciałam kupić podobne) i nauczycielka mm odpowiedziała mi z komentarzem, że rzeczywiśccie sa bardzo fajne.
Jeśli tylko będę miała sposobność dopytam o o dokładniej. W każdym razie zabawek dźwiękowych w naszym przedszkolu jest pare, min. ukochana przez Tymon pozytywka, która zaczyna się powitanie, puzzle, układanki, bączki. Nie jest tego na tyle dużo aby dzieci z nich korzystajace robiły hałas, sa to raczej dźwięki stonowane, nie przeszkadzające.

Uważacie, że należy dziecku ograniczać takowe? Ja troche podążam pod tym wzg. za Tymonem bo widzę, że wszelkie odglosy działaja na niego motywująco, ale nie wiem czy to właściwe.

A zbaczając z tematu, zrobiłam memo samochodowe :-) :



Uploaded with ImageShack.us

Po drzemce Tymona będzie premiera, zobaczymy czy mu się spodoba :-)

Humbak, przeczytałam o Twojej najnowszej pomocy do nauki j. ang, z niecierpliwością czekam na zdjęcia :-) .

Humbak - 2010-10-28, 15:02

dżo, muszę znaleźć chwilę (trochę dłuższą, hi...) na całość wtedy wkleję zdjęcia, wszystkie samogłoski i wszystkie poziomy :) ale uprzedzam że to dopiero dla "szkolniaczków" - natalia zaczęła je robić pod koniec zerówki - no i tak jak napisałam: miała j.ang w szkole więc nie musiałam jej uczyć :-P

MEMO JEST CUUUUUDNE!!! Strasznie takowego potrzebuję, masz ochotę się podzielić obrazkami przez net??? :-> :mrgreen:

dżo - 2010-10-28, 15:05

Humbak, wieczorem podeślę, napisz mi na pr swój adress mailowy :-)
priya - 2010-10-28, 17:27

dżo, piękne to memo zrobiłaś! Daj znać jak zareagował Tymon.
Jeśli chodzi o zanawki z dźwiękiem - moje dzieci też je lubią i też używamy w domu. Mnie to nie przeszkadza (no, czasami przeszkadza :-P ). Ale w przedszoklu naszym nie ma takich w ogóle.

dżo - 2010-10-28, 21:34

priya, dzięki :-) . Tymon zadowolony bawił sie z nami w dopasowywanie. Zastosowałam metodę zproponowana przez zwolnj (na jego blogu):
Dopasowywanie kart do siebie
W zależności od umiejętnośći dziecka można na początek używać tylko po 3 karty do dopasowywania, a następnie zwiększać ich liczbę, jeśli dziecko dobrze sobie radzi. Kładziemy jedną serię kart w jednej linii, a drugą pomieszaną trzymamy na kupce. Dziecko bierze kartkę z kupki i znajduje jej odpowiednik.

YolaW - 2010-10-28, 23:47

dżo, piękne Twoje memo :) Jak duże są te karty?
dżo - 2010-10-29, 07:33

YolaW, 7,5 cm na 7,5 :-)
bronka - 2010-10-29, 10:59

dżo, memo wspaniałe!
Zbliża się długi weekend i obiecałam Felkowi, że zrobimy potwory z ziemniaków ;-)

Wczoraj byliśmy w przedszkolu na spotkaniu. Bawiliśmy się na materiałach Montessori, Śpiewaliśmy, bawiliśmy się z dziećmi w proste i miłe zabawy ( kulanie naleśnika ;-) , przenoszenie dziecka jako paczki itp).

Ostatnio w przedszkolu każde dziecko dostało przejrzysty kubek z wodą, słomkę, dmuchali i obserwowali bąbelki :mrgreen:

zorro - 2010-10-29, 11:25

Świetne memo!
Anja - 2010-10-31, 20:20

Ciekawy artykuł o "nauce" pisania: :->
http://mariamontessori.com/mm/?p=1330

bronka - 2010-10-31, 22:42

Zainspirowana memo dżo zrobiłam dziś z Felciem.
Memo dla trzylatka. Z literkami wyciętymi z filcu. Oczywiście wszystkie karty podwójne.

dżo - 2010-11-01, 12:37

bronka, czym je usztywniałaś?

Chcę zrobić jeszcze jedno, z naszymi zdjęciami, do poprzedniogo użyłam starych kartonowych książeczek, szukam jakiegoś prostszego sposobu (wycinanie kwadratów jest dość upierdliwe, ciężko idzie).

Anja - 2010-11-01, 13:13

dżo, a laminowanie nie załatwiłoby sprawy?
bronka - 2010-11-01, 14:01

dżo napisał/a:
bronka, czym je usztywniałaś?

Zrobiłam ze sztywnego cienkiego kartonika. Nożykiem do tapet dobrze się cięło. Literki są z filcowych arkuszy.
No ale- to dla Felcia raczej. Franek już próbował je zjeść :-) ;-)

dżo - 2010-11-01, 14:11

Anja, myslałam o tym, ale muszę kupić laminator (miłam zamiar ale na nim się skończyło) lub pożyczyć od Wretki :mryellow: .

bronka, dzięki, no właśnie dla maluchów potrzebne jest coś sztywniejsze. Tymon nie zjada, ale łatwo zagina.

bronka - 2010-11-01, 14:13

dżo, a może taka taśma klejąca w arkuszach?
Usztywni i zabezpieczy.

Anja - 2010-11-02, 13:02

dżo, dzięki za memo i za inspirację - nie pomyślałabym, że już w tym wieku można proponować takie zabawy. :->

[ Dodano: 2010-11-02, 20:46 ]
Fajny pomysł na ćwiczenie dla małych paluszków (i kasa zostaje w kieszeni ;-) ):
http://pomyskowo.blogspot...cedzakowej.html

Humbak - 2010-11-02, 22:23

a ja dotarłam do wzorcowego lunchu montessoriańskiego w jednej z Chicagowskich szkół (filmik) http://montessoriandt.blogspot.com/

z innej beczki: w polskich przedszkolach można jedynie pomarzyć o takiej przestrzeni...

Anja, z montessoriańskiego punktu widzenia jest to nonsensowne ćwiczenie o tyle, że w życiu codziennym nie przewijamy nitek przez cedzaki :-P
zaliczone zostałoby raczej do części artystycznej dnia, nie ćwiczeń codziennego życia ;-) :-)

excelencja - 2010-11-02, 23:13

Humbak napisał/a:
Anja, z montessoriańskiego punktu widzenia jest to nonsensowne ćwiczenie o tyle, że w życiu codziennym nie przewijamy nitek przez cedzaki :-P


w życiu codziennym nie budujemy piramid, nie układamy puzzli, nie łączymy kolorowych płynów, generalnie nie robimy niczego, co robimy przy użyciu zabawek...
To jakie to wszystko miejsce zajmuje w MM? CHyba takie samo jak cedzak...

chyba, że coś źle zrozumiałam...

YolaW - 2010-11-02, 23:26

Humbak napisał/a:
Anja, z montessoriańskiego punktu widzenia jest to nonsensowne ćwiczenie o tyle, że w życiu codziennym nie przewijamy nitek przez cedzaki
zaliczone zostałoby raczej do części artystycznej dnia, nie ćwiczeń codziennego życia

W moim odczuciu nawlekanie nitek ćwiczy sprawnośc manualną dziecka, a to jak najbardziej przekłada się na życie prawdziwe.

Humbak - 2010-11-02, 23:27

excelencja napisał/a:
generalnie nie robimy niczego, co robimy przy użyciu zabawek...
ups... niejasno wyjaśniłam o co mi chodzi w poprzednim poście... pośpiech... wybaczcie... w montessori zabawki to jedna rzecz - ćwiczą sprawność manualną przydatną wszędzie itd - a druga rzecz to tzw ćwiczenia praktycznego życia

Taką łyżkę można spokojne zaliczyć do zabawek :) ćwiczy sprawność manualną, koncentrację... jest też świetnym przykładem sztuki.

W montessori istnieje natomiast obok zabawek i sztuki dział ćwiczeń które należą do tzw. ćwiczeń życia codziennego i są to wszystkie czynności związane z samoobsługą, troską o siebie, otoczenie i najbliższych. I tutaj już proponuje się ćwiczenia tylko w takiej formie, w jakiej odbywają się one w rzeczywistości. I tutaj łyżka powinna pozostać łyżką i powinno się ćwiczyć nią ruchy rąk takie, jakie są wymagane gdy w kuchni uzywa się tej łyżki.
ale to tak przedszkolnie mi się odezwało...

w domu sama zlewam wszystko w jedno... :->
tylko używam w takich przypadkach jednej łyżki do kuchni a drugiej do zabawy.
Mam nadzieję że trochę wyjaśniłam to moje niezręczne chlapnięcie wcześniej :->

excelencja - 2010-11-03, 08:47

teraz to ma ręce i nogi :*
Wretka - 2010-11-03, 09:39

dżo napisał/a:
muszę kupić laminator (miłam zamiar ale na nim się skończyło) lub pożyczyć od Wretki
proszę bardzo. mam też gilotynę do kompletu.
Anja napisał/a:
dżo, dzięki za memo i za inspirację - nie pomyślałabym, że już w tym wieku można proponować takie zabawy.
właśnie
maga - 2010-11-03, 10:26

Wretka napisał/a:
mam też gilotynę do kompletu

:lol:
Sorry, ale rozśmieszyło mnie to :-P
A ja mam pytanie odnośnie nauki jedzenia nożem i widelcem. Kiedy najlepiej zacząć i jak się za to zabrać?
Ziomek świetnie radzi sobie sam z jedzeniem, zarówno łyżką jak i widelcem (metalowym). Daliśmy mu do rączki nóż, wyłumaczyliśmy, pokazaliśmy, ale nie chwyta o co biega, ładuje nóż do buzi, nożem próbuje nabierać jedzenie. Dla dobrego przykładu od pewnego czasu każdy posiłek jadamy nożem i widelcem, póki co, nie działa na Ziomka "przykład z góry" ;-)

bronka - 2010-11-03, 10:36

maga, czy Ty aby za dużo od Ziomka nie wymagasz :-P ?
Feli dostał nóż ( metalowy, dziecięcy) jak miał ponad dwa lata. Bardzo chciał to dostał.

maga - 2010-11-03, 12:19

bronka, nie chodzi mi o to, żeby Ziom jadł nożem i widelcem. Po prostu próbujemy pewnych rzeczy i czekamy, czy załapie. No i zastanawiam się, co na to Montessori ;-)
Anja - 2010-11-03, 12:24

maga, widelec to jakoś tak po roku i to u nas się sprawdza - łatwe rzeczy Artek jest w stanie nadziać na widelec, choć zdecydowanie woli łyżkę (on ma w tej chwili 17 miesięcy). Co do noża to w "Montessori from the start" są zdjęcia 18-miesięczniaka, :shock: jak kroi jabłko nożem. U nas Artek próbuje kroić, ale mu kompletnie nie wychodzi, bo nie przytrzymuje sobie jabłka / banana drugą ręką, wciąż jest to dla niego za trudne manualnie. Ale chce nóż do ręki, to go czasem dostaje. :-) Mamy sztućce dla dzieci z ikei - próbowałam się tym nożem pociąć - bez szans. Dlatego spokojnie daję go Artkowi. Ale też może dlatego nie jest w stanie nim nic ukroić... :-)
bronka - 2010-11-03, 13:21

maga napisał/a:
bronka, nie chodzi mi o to, żeby Ziom jadł nożem i widelcem.

Na pewno chcesz, żeby nauczył się stół nakrywać jeszcze ;-) ;-) ;-) ]:->

Kat... - 2010-11-03, 17:43

Anja napisał/a:
próbowałam się tym nożem pociąć - bez szans
:mryellow:
Humbak - 2010-11-03, 19:04

Kat... napisał/a:
Anja napisał/a:
próbowałam się tym nożem pociąć - bez szans
Kat, bez Ciebie nie zobaczyłabym tego :mrgreen: :mryellow: :mrgreen:
dżo - 2010-11-03, 21:54

Humbak napisał/a:
w polskich przedszkolach można jedynie pomarzyć o takiej przestrzeni...

... tak dobrze zagospodarowanej bo patrząc na budynki przedszkoli państwowych ma sie wrażenie, że powierzchni w nich nie brakuje i gdyby dobrze ją wykorzystać to utworzenie podobnych sal jadalnych byłoby możliwe.

Na filmie w trakcie przygotowywania lunchu nie widac było żadnego nauczyciela, ciekawa jestem czy zawsze to tak wygląda, czy rzeczywiście dzieci same w 100% przygotowują sobie posiłek.

Co do kwestii jedzenia nożem i widelcem to u nas kiepsko bo Tymon początkowo zafascynowany możliwościa samodzielnego jedzenia pięknie zjadał swoje śniaadanie a teraz woli byc karmiony i zastanawiam się czy jednak nie prowokować go aby jadał sam. Próbuję regularnie ale syn mój bierze moją rękę i dokładnie demonstruje co mam zrobić z łyżeczka i jego śnaidanieem ;-)

YolaW - 2010-11-03, 22:04

Anja napisał/a:
próbowałam się tym nożem pociąć - bez szans.

:-D :-D

Co do jedzenia to u nas Olaf sam decyduje czy dany posiłek woli jeść widelcem czy łyżką. Noża nie chce na razie. Czasami ma fazę na jedzenie palcami.

bronka - 2010-11-04, 16:54

U nas memo robi furorę :-D Felek gra codziennie :-D

Marzy mi się urlop. Siedziałbym z chłopakami i robiła hand-made zabawki :->

dżo - 2010-11-04, 21:54

bronka, świetnie :-D , u nas podobnie, nie spodziewalam się aż takiej populaarności tej zabawy :-) .
zorro - 2010-11-05, 01:13

U nas w przypadku obojga wydarzył się cud: mimo, że w domu rzadko jadamy widelcem i nożem, oboje zaczęli tak jadać w okolicach 2 urodzin. Potem synowi przeszło, córka jeszcze czasem chce. W zeszłym miesiącu dałam jej do ręki prawdziwy nóż. Najpierw pokazałam ja, potem dałam, żeby kroiła sama. Mała dwa lata i 3 miesięce. Wcześniej 'używała' plastikowych, ale to była zabawa. Teraz zaczyna się 'ostra jazda'. Fascynuje ją to. Nożyczkami potrafi już ciąć od ok. roku, uwielbia, więc trzeba uważać. ;) Tępe narzędzie każdego potrafi sfrustrować. ;) Co do samodzielnego jedzenia: je zawsze sama. Karmię ją tak rzadko, że mogę powiedzieć - wcale. Po pierwsze ona nie pozwala, po drugie ja sama chcę zjeść swój obiad, lubię ciepły. ;) Po trzecie nie chcę, żeby 'nudziła się' przy stole, czyli zajmowała czym innym, w czasie, gdy mamusia/ tatuś /babcia/ dziadek ładują jej posiłek do paszczy.
maga - 2010-11-05, 08:45

zorro, z tych samych powodów Ziom od prawie roku posuwa sam swoje jedzenie :mryellow: Oczywiście miał etapy buntu, kiedy kazał się karmić, ale starałam się w tej kwestii nie przesadzać ;-)
Dobrze, że piszesz o tych nożyczkach - chodzą mi po głowie już od jakiegoś czasu. Wydawało mi się, że jeszcze za wcześnie, ale widzę, że czas zakupić :-)

dżo - 2010-11-05, 15:43

zorro napisał/a:
Po trzecie nie chcę, żeby 'nudziła się' przy stole, czyli zajmowała czym innym, w czasie, gdy mamusia/ tatuś /babcia/ dziadek ładują jej posiłek do paszczy.

zorro, czy to znaczy, że jesli podałaś córce obiad a ona go nie chciała jeść bo miała coś "wazniejszego" do zrobienia to nie karmiłas tylko pozwalałaś odejśc od stołu i do nastepnego posiłku nie dostała nic do jedzenia?
Pytam bo Tymon choć głodomor i amator jedzenia sam nie garnie sie do łyżeczki, widelca, woli byc karmiony, ma wolne ręcę, którymi może sie np. bawic samochodami. Zasada jest taka, że jemy przy stole, zawsze, ale tezz podzas jedzenia Tymon sie bawi a ja na to przystaję.

zorro - 2010-11-06, 00:52

Hmm... Zwykle jadamy wszyscy razem. Z własnej woli ona wtedy nie opuści stołu.
Wiadomo, jest fajnie. Czasem brat się powygłupia (chociaż mamy spisany kodeks i jest tam 'nie wygłupiamy się przy stole' ;-) ). Jeśli natomiast jesteśmy same, a ona nie chce jeść, to ona nie je, a ja tak. Nie pozwalam brać zabawek do stołu. No. Sporadycznie. Np. mysz, która "siedzi i patrzy". Ale to od wielkiego dzwonu. Oczywiście zabawianie jest kuszące i karmienie jest kuszące. Szczególnie, jeśli dziecko mało je. Najpierw bym "wyprosiła" te samochody. Niech sobie stoją obok "i patrzą". Potem powiedz, że sama jesteś głodna i musisz zjeść. ;-)
Z następnym posiłkiem jest różnie. Moja córka to straszna histeryczka. I jeśli długo mi się wije po podłodze, to pękam. Daję jej wtedy 'lepa', o który prosi.

[ Dodano: 2010-11-08, 21:39 ]
To mówiłam ja, ciocia dobra rada. ;)

O i jeszcze taka seria, też real:
http://merlin.pl/Dzieci-z...t/1,634159.html


[ Dodano: 2010-11-14, 18:23 ]
Znalazłam coś takiego, co może się przydać przy konstruowaniu pomocy, czyli książki z realnymi zdjęciami pojazdów i owoców:
http://merlin.pl/100-foto...t/1,791833.html
http://merlin.pl/100-foto...t/1,791838.html
W promocji do 22.10.
Zaznaczam, że nie widziałam na żywo.

olgasza - 2010-11-27, 14:32

Hej kochane, może podpowiecie, gdzie znaleźć w necie obrazkowy opis metody wiązania butów wg Montessori? Znajoma mi mówiła, że kiedyś widziała takie pomoce właśnie do nauki wiązania butów i że bardzo klarownie to było pokazane...
Trochę guglowałam, ale nie trafiłam na żaden sensowny link. Pomóżcie!

mimish - 2010-11-27, 21:55

widzialam na stronie "drewniaczek" drewniany but do nauki wiazania.
olgasza - 2010-11-27, 22:10

mimish, jeśli to coś takiego (http://www.edusklep.pl/produkt/101036/1541/zabawka_drewniana_buty_do_nauki_wiazania_brimarex_zd338.html ) to mamy, ale nie działa :-)

chyba już sobie znalazłam odpowiedź - chodzi o taką ramkę z tasiemkami w dwóch kolorach, o jak tu: http://www.montessori.pl/ramki_1.htm
Tylko muszę jeszcze rozkminić, jak ją zrobić :-)

mimish - 2010-11-27, 22:25

http://www.drewniaczek.eu...Plan-Toys-.html
Anja - 2010-11-29, 12:26

olgasza napisał/a:
chyba już sobie znalazłam odpowiedź - chodzi o taką ramkę z tasiemkami w dwóch kolorach, o jak tu: http://www.montessori.pl/ramki_1.htm
Tylko muszę jeszcze rozkminić, jak ją zrobić :-)

olgasza, moja znajoma na FB ma jakieś namiary na jakiegoś gościa, który Ci może niektóre rzeczy zrobić. i taka ramka byłaby chyba realna. :-> podesłać Ci namiar?

Konferencja będzie w lutym:
http://www.montessori.info.pl/fck_pliki/List.pdf
Ciekawe, czy dla zwykłych ludzi też?
:->

lamia - 2010-11-29, 14:29

Cześć,
Przez przypadek natknęłam się na forum. Jestem mamą, która niestety dopiero niedawno odkryła montessori. Tzn., zaczęłam interesować się przedszkolami, bo gdzieś muszę mała posłać od przyszłego roku no i wpadłam na MM, zaczęłam grzebać po necie, książkach etc i się nakręciłam ;) Były tutaj opinie o tym, że nie ma w takich przedszkolach podziału na grupy. Moja przyjaciółka mówi, że w Holandii to już jest norlanie praktykowane i świetnie się sprawdza. W końcu koleżanki i koledzy "z podwórka" też są w różnym wieku - nikt tam dzieciom nie mówi, że ten ma trzy latka i z tym się bawimy, a ten dzieciaczek ma 4 i z tym już nie ;)
Gro rzeczy widzę, że robiłam dobrze, trochę intuicyjnie, trochę pamiętam jak u nas w domu było - z czego jestem dumna. Po zapoznaniu się chociażby z tutejszym forum i innymi stronkami wpadłam na nowe ciekawe pomysły, które się bardzo sprawdzają.
Dzięki forum przekonałam się i utkwiłam, że chociaż we Wrocławiu mam dokładnie po drugiej stronie miasta przedszkole montessori to jednak warto zapisać na córcię ;)
Może i ja będę mogła wspomóc moimi pomysłami, jeżeli nie są one zgodne z montessori to proszę poprawcie mnie - w końcu jestem trochę zielona w tej sprawie ;)
- jeżeli chodzi o samodzielne jedzenie i pomoc w kuchni - kuchenkę Hania ma w mojej kuchni, razem gotujemy - ona dla laleczek, które są głodne jak dla nas. Ma łyżki drewniane, przesupuje kaszę, groch, ryż etc do swoich pojemniczków miesza, przelewa, gdy zasiadamy do stołu lale siedzą przy swoich talerzach i patrzą się jak jemy i też jedzą - to mi bardzo pomogło, bo córcia nie bardzo lubiła jeść ;) Teraz ona jak i mama jest kucharką i jest fajnie - ja przy tym mogę spokojnie zrobić obiad ;)
- w kuchni z moich mebli udostępniłam jej jedną szafkę, w której leżą jej produkty, tzn. może źle się wyraziłam, już mówię, w miseczkach są orzechy, suszona żurawina, suszone morele, migdały, rodzynki, chrupkie pieczywo etc - zależy od poru roku - często jabłko , gruszka, banan - Hania jak jest głodna często sama sięga do szafki. Traktuję to jako naukę samodzielnego upominania się o posiłek i jedzenia. Często dekorujemy kanapkami, np. robimy oczka, minki - fajna zabawa, dużo śmiechu i Hania wie, że zaraz będzie pora kolacji ;) Ona nakłada szyneczkę czy serek, to na co ma ochotę a potem wszyscy wspólnie zjadamy przygotowaną kolację ;)
- co do drzwi, które tutaj były podwójne - u nas w domu zamontowaliśmy nieco niżej klamki , tak aby dziecko mogło samo sobie poradzić. Pamiętam, że u mnie w domu do mojego pokoju, łazienki i kuchni były drugie klamki dla dzieci ;)
- mycie rączek, funkcjonuje normalny podest z ikea, Hani sama sobie go przesuwa i wchodzi, nisko zawieszony jest jej ręczniczek, mydełko jest wyciskane - kolorowe, pachnące, to ją cieszy - krany oczywiście na wajchę nie kurkowe, żeby były latwe w użyciu
- szafki na zabawki i przybory - polecam czasem przejść się na giełdę staroci !!!!!!!!! - naprawdę fajna sprawa - ja dużo takich małych szafek, szkatułek właśnie tam dostałam. Trochę je odświeżyliśmy, zabejcowaliśmy i sprawdzają się doskonale, a kupowane za małe pieniądze ;) Funkcja super, są niskie regały , inne z dużą ilością szufladek etc. Często można zobaczyć drewniane mebelki czy domki dla lalek. Małe foteliki czy sofy dla dzieci, polecam !
- kilak zabaw, które u mnie świetnie się sprawdzają i zajmują na czas - Kiedyś z podróży przywieźliśmy sobie z mężem instrumenty muzyczne -naturalne drewniane - ostatnio Hani je wygrzebała i się zaczęło. Trochę jej dokupiłam - natrafiłam na sprzedawcę z Wrocławia - http://artgrande.pl/a/kategoria/id/66/index.html - ma super instrumenty (i nie muszę płacić za koszty przesyłki, ale na pewno na allegro zobaczycie ze swoim miast, bo trochę tego się pojawiło na rynku) - wszystkie naturalne instrumenty, z kokosa, ziaren, drewniane, bambusowe - u nas Hania jest zachwycona. Wspólnie muzykujemy, mąż trochę pogrywa na na djembe, wspólnie śpiewmy, Hania stara się dotrzymać rytmu i naśladować mamę ;) Fajna zabawa na wspólne spędzanie czasu i dziecko uczy się róznych dźwieków. Pamiętam w domu zawsze rodzice kolendowali jak i dużo muzykowali z nami - uwielbialiśmy z bratem wspólne muzykowanie - często mam podkręcała otmosferę, siadaliśmy przy świecach i przy kominku ;)
- ostatnio zrobiłam pieczątki z ziemniaka, po czym farbami odciskałysmy je na papierze, córcia była tym zachwycona. Oczywiście najlepiej to robić z dzieckiem i na początek polecam nie na dywanie - bo są "wypadki przy pracy" ;) Polecam malowanie palcami, odciskanie rączek i stópek, moja mała aż piszczała z radości ;)
- a dzisiaj zabawa na śniegu i bawienie się w ślady - odciskanie, butów, rąk, kolan, pupy, rysowanie patykiem. Mialysmy wyjść gdzieś dalej na sanki, ale Hania odeszła może od drzwi 5 metrów i zaczęło się odkrywanie ;) Sama byłam zdziwiona jak może wygladać zabawa na śniegu - chyba trochę zapomniałam jaki może być ubaw, a przy tym nasz mały odkrywca poznaje znów coś nowego]:-> :oops:
- puzzle polecam rosenberg - takie co maja różne kształty. Są fajne wycięte, dziecko zapamiętuje, ze w tym miejscu jest krówka, w tym świnak etc. U nas Hania w sierpniu kończyla 2 lata, a już sama je układa bez niczyjej pomocy. Kupilam na allegro, w sklepie nie mogla się na nie natchnąć :)
- zapalanie swiatła, bo to tez tutaj się pojawiło, ja co prawda mam nisko kontakty, tak było budowane od początku pod dziecko, ale pamiętam z dzieciństwa, że tato jakoś przerabiał i kontakt był na sznurek (myśmy pociagali za sznurek i światło się zapalało) - tak abyśmy z bratem mogli sami zapalać. Tato co prawda jest elektrykiem i nie stanowiło to dla niego problemu , ale podpytam się go jak on to zrobił, może komuś się przyda. Fajna sprawa, bo nie trzeba kuc ścian i nie wiąże się to z remontami i malowaniem ;)
Jeżeli pisze o sprawach oczywistych, przepraszam, jednak chciałam się podzielić . Jeśli pozwolicie, chętnie dołączę do forum - fajnie jest pogadać z kimś o podobnych poglądach.

Meluzyna - 2010-11-30, 10:38

znacie może szkołę montessori w Poznaniu? w necie znalazłam tylko jedną ale to jest szkoła dla dzieci z lekką niepełnospawnością :-( a zwyczajnej podstawówki nie ma?
dommi - 2010-12-01, 11:34

Anja napisał/a:

Konferencja będzie w lutym:
http://www.montessori.info.pl/fck_pliki/List.pdf
Ciekawe, czy dla zwykłych ludzi też?
:->


Konferencja jest dla wszystkich zainteresowanych. Dla rodziców są planowane specjalne warsztaty. W konferencji wezmą również udział autorzy strony "bycrodzicami".
Serdecznie zapraszam w imieniu organizatorów!

Pozdrawiam serdecznie

[ Dodano: 2010-12-01, 12:24 ]
Lamia, witaj na forum. Sporo fajnych pomysłów przedstawiłaś. Wspaniale, że odkrywasz, że podobne podejście do dzieci mieli Twoi rodzice! Wygląda na to, że tym "nasiąkłaś" ("zaabsorbowałaś" jako dziecko) i dlatego tak intuicyjnie podchodziłaś do wychowania swojej córeczki.

Będę wdzięczna za podpytanie taty o przerabianie kontaktów. ;)

ancymoonka - 2010-12-01, 13:38

ja troche z innej beczki, przepraszam
czy w piasecznie lub okolicach sa zajecia lub przedszkole Montessori? wiem ze w zalesiu dolnym jest przedszkole, ale nie moge znalezc strony, ani informacji dot. tego przedszkola
z gory dzieki za info :)
Lamia jestem pod wrazeniem :)

Anja - 2010-12-02, 11:41

dommi napisał/a:
Anja napisał/a:

Konferencja będzie w lutym:
http://www.montessori.info.pl/fck_pliki/List.pdf
Ciekawe, czy dla zwykłych ludzi też?
:->


Konferencja jest dla wszystkich zainteresowanych. Dla rodziców są planowane specjalne warsztaty. W konferencji wezmą również udział autorzy strony "bycrodzicami".
Serdecznie zapraszam w imieniu organizatorów!


A czy coś już wiadomo, ile ta przyjemność będzie kosztować?

Lenka - 2010-12-04, 16:57

Świetnie, że taki temat jak przedszkola Montessori pojawił się na forum. Studiuję pedagogikę (wychowanie wszesnoszkolne i przedszkole) i mieliśmy wybrać jednego pedagoga i zrobić na jego temat prezentację. Większości z nich nie znałam, a jak zobaczyłam nazwisko Marii Montessori postanowiłam napisać o niej :) Mam nadzieję, że wszystko będzie napisane dobrze. Potem na egzaminie będziemy musieli opowiedzieć o jakimś pedagogu. Chyba też wezmę Marię Montessori. Podoba mi się jej pedagogika ;-)
Pozdrawiam!

dommi - 2010-12-09, 13:52

Anja napisał/a:


A czy coś już wiadomo, ile ta przyjemność będzie kosztować?


Tak,
wszystkie informacje i zapisy można znaleźć na stronie:
http://www.montessori.info.pl/zapisy.html

alma58 - 2010-12-21, 00:55

Hej Dziewczyny
W środę w lidlu będą laminatory 65zł, a w tesco są stojaki na puzzle 39 zl (stojak + 4 lub 5 puzzli)
Nie są może najfajniejsze, bo nie są całe drewniane, ale i tak mogą być.
Ktoś kiedyś pisał, że chce zrobić lub kupić(nie pamiętam) takie memo
z materiału. Tu jest instrukcja jak takie zrobić, tylko gdzie kupić takie kartki do wydruku... może ktoś coś wie.. bo bardzo by mi się przydało :-D
a że Święta już tuż tuż tu zobaczcie fajny pożyteczny prezent ;)
piłka
szkoda, że nie ma takich w Polsce

pozdrówki ;)

zorro - 2010-12-28, 21:45

Wrzucam ciekawą pigułę. Po angielsku. Montessori i Steiner. Najważniejsze punkty, porównanie.
http://educationinjapan.w...ori-vs-waldorf/

Anja - 2010-12-29, 13:46

alma58 napisał/a:

a że Święta już tuż tuż tu zobaczcie fajny pożyteczny prezent ;)
piłka
szkoda, że nie ma takich w Polsce


alma58
, marzę o takiej piłce. :->
a my laminator mamy - za sprawą tego wątku. fajna rzecz, u nas w ciągłym użyciu prawie. tylko musimy dokupić gilotynę. myślałam, że się obejdziemy, ale jednak nie...

a ostatnio gdzieś w jakimś artykule w Polityce było wspomniane o powiązaniu rozwoju mowy i pracy dłoni. czyli to, o czym pisała priya. tym bardziej więc podziwiam MM kładącą taki nacisk na motorykę malą. :-> daję ostatnio Mlodemu koraliki - ze dwa nawlecze, potem jednak wybiera ich przesypywanie, ale dobre i to. :-)

rosa - 2010-12-29, 19:50

ten dzieciak z linka o piłace ma 1 rok :shock: :shock: :shock: jestem załamana swoim troglodytą

[ Dodano: 2010-12-29, 19:54 ]
po wpisaniu w google - nadmuchiwany globus jest sporo linków
http://www.betzold.pl/mi-...dmuchiwany.html
http://www.mapy.net.pl/sk...40_cm-2746.html
http://gadzeton.sklepna5....us-plazowy.html

mamka_klamka - 2011-01-04, 17:25

Dziewczyny, może któraś jest zainteresowana podyplomowymi studiami "pedagogika Montessori"? Do 15 stycznia są zapisy http://www.montessori.pl/
Anja - 2011-01-04, 18:56

rosa, co ślepej po oczach. ;-) dzięks. :->
Humbak - 2011-01-06, 22:58

4 dzieci z montessoriańskich szkół założyło bloga promującego pokój na świecie

http://wpeacekids.blogspot.com/

fajnie nie? trzymam za nich kciuki :)

excelencja - 2011-01-06, 23:50

i nie odp
rosa napisał/a:
ten dzieciak z linka o piłace ma 1 rok :shock: :shock: :shock: jestem załamana swoim troglodytą


DO tej pory byłam przekonana, że mam genialne dziecko, bo umie pokazać kontynenty, ze 3 kraje w Europie i powiedzieć jakie zwierzątka żyją tu i ówdzie...
Boższ... a teraz mi wstyd, że tak zaniedbałam edukację dziecka... ma 2 lata nauki w plecy - porażka :P

A serio - skubaniec niesamowity :) ciekawe jak znajomość reszty krajów. A swoją drogą globus taki fajny, my mamy normalny mały- taki z mojej podstawówki jeszcze- ale strasznie mało czytelny.

Humbak - 2011-01-08, 06:54

a moje dziecię nic takiego nie umie i chyba narazie nie chce :-P podobają mu się planety, kosmos, i najwyraźniej ma w nosie gdzie afryka i azja :lol:

mnie w tym najbardziej zastanawia to, że ten szkrab chce takie rzeczy poznawać - a z drugiej strony - jak często jako dorośli kwalifikujemy jakąś wiedzę jako "dla starszych" "jeszcze nie" itd. Sztucznie ustanawiamy "o kolorach ci opowiem ale o planetach i kontynentach nie, jesteś za mały".

excelencja - 2011-01-08, 19:47

Humbak napisał/a:
"o kolorach ci opowiem ale o planetach i kontynentach nie, jesteś za mały".

o właśnie to doprowadza mnie do szału w edukacji w polskich szkołach, w innych też.

dla 6- latka świerk to 'drzewko'
dla 10- latka - 'drzewko z igłami', ew. 'choinka'
dla 13 -latka- 'drzewo iglaste'
Ewentualnie w liceum przybiera postać 'świerka' albo o i nie.

Albo dlaczego zęby 2-latków zjadane są przez 'robaki', a 10-latków już przez bakterie?
Przecież gdyby ktoś od razu uczył dzieci i traktował jak ludzi- edukacja zajęłaby połowę tego czasu, który zajmuje teraz/
Ostatnio doszłam do przykrego wniosku- że w podstawówce jedynym pożytkiem dla mnie były lekcje polskiego, a liceum angielskiego i biologia (której się uczyłam bo lubiłam) - trochę mało jak na 12 lat nauki...

YolaW - 2011-01-09, 15:17

excelencja napisał/a:
Albo dlaczego zęby 2-latków zjadane są przez 'robaki', a 10-latków już przez bakterie?

Olagf myje zęby, żeby usunąć bakterie, które żywią się jedzeniem, które zjadł. Działa :)
A jak jest chory to je lekarstwo, żeby wywalić wirusy albo bakterie albo zarazki.
No, ale kontynentów nie rozpoznaje :P

[ Dodano: 2011-01-09, 15:22 ]
Ale wiecie, zastanawiam się ciągle nad tym maluchem od globusa. To co umie jest imponujące, ale zastanawiam się co to właściwie jest za wiedza...rozpoznaje (głowę dam, że nie wszystkie) kraje po kształcie i kolorze (tak to sobie wyobrażam), ale czy wie co pokazuje? Co dla tego dziecka oznacza Mongolia czy Chiny? Chyba raczej nic... Na tym etapie są to pojęcia abstrakcyjne, tak mi się wydaje...Czy wskazałoby te kraje na innym globusie, gdzie kolory są inne? Taka wiedza u takiego maluszka choć niewątpliwie jest imponująca wg. mnie jest raczej na pokaz (można zaszokować znajomych), ale czy jest to prawdziwa wiedza geografii?

priya - 2011-01-09, 16:39

Popieram zdanie Yoli w sprawie globusa ;-) Ewidentnie dziecko w pewnym wieku nie jest gotowe na pewien rodzaj wiedzy, bo poprostu jej nie rozumie, uważam że nonsensem jest przyspieszanie na siłę procesów poznawczych, to i tak do niczego nie prowadzi poza tym, że na rodzinnych spędach ciocie i wujkowie biją brawo i zachwycają się na prawo i lewo.
zorro - 2011-01-09, 17:26

Też stawiam na trening.
Moja córka nie umiałaby wymienić nazw państw, bo z trudem przychodzi jej jej własne imię. ;)
Na wszystko przyjdzie czas.
A co do 'robaków'. Nigdy nie słyszałam, że zjadają zęby. ;P

excelencja - 2011-01-09, 19:29

YolaW napisał/a:
aka wiedza u takiego maluszka choć niewątpliwie jest imponująca wg. mnie jest raczej na pokaz (można zaszokować znajomych), ale czy jest to prawdziwa wiedza geografii?


pewnie nie :)
Co nie znaczy, żeby nie oswajać z globusem i nie uczyć na jego podstawie.
Moje dziecko zna kontynenty, zwierzęta które tam żyją, opowiadam jej o klimacie, oglądamy w necie czy national geographic fotografie i myślę, że wraz z globusem tworzy się jej w głowie coraz bardziej spójny obraz.

Być może mogłabym ten czas spożytkować na malowanie paznokci, ale wolę poczytać z Lilką atlas :D i pojeździć z palcem po mapie.

[ Dodano: 2011-01-09, 19:30 ]
zorro napisał/a:
Na wszystko przyjdzie czas.

i właśnie po to są rodzice, żeby iść krok za zainteresowaniami dziecka...

[ Dodano: 2011-01-09, 19:32 ]
priya napisał/a:
przyspieszanie na siłę procesów poznawczych


tylko co to jest przyspieszanie procesów poznawczych? kto o tym decyduje?
nie rozumiem...
jeżeli nie pokażesz dziecku globusa, to nie będzie miało nawet szansy zapytać 'co to' - niestety procesy poznawcze muszą być jakoś inicjowane i tyle. Jak się dzieciak zainteresuje to rozwijamy temat, jak nie - zwijamy.

mimish - 2011-01-09, 20:57

YolaW napisał/a:

ale czy wie co pokazuje? Co dla tego dziecka oznacza Mongolia czy Chiny? Chyba raczej nic... Na tym etapie są to pojęcia abstrakcyjne, tak mi się wydaje...Czy wskazałoby te kraje na innym globusie, gdzie kolory są inne? Taka wiedza u takiego maluszka choć niewątpliwie jest imponująca wg. mnie jest raczej na pokaz (można zaszokować znajomych), ale czy jest to prawdziwa wiedza geografii?


Mysle ze dla wielu starszych dzieci Mongolia lub Chiny nie oznaczaja nic. Pamietam lekcje geografii w podstawowce i w 7mej klasie wialo groza jak niektorzy zabierali glos. Mysle ze ten maluch zapamietal nazwy, kolory, polozenie i tyle....tak jak robi to wiele starszych dzieci.

priya - 2011-01-10, 08:16

excelencja napisał/a:
tylko co to jest przyspieszanie procesów poznawczych? kto o tym decyduje?
no nikt nie decyduje, dziecko decyduje, etap rozwoju na którym się znajduje decyduje ;-) Dwulatek nie zajmie się wyższą matematyką, bo najzwyczajniej nie jest na to gotowy. Oczywiście zdarzają się geniusze - warto sprawdzić ;-) Pracą dziecka jest zabawa. Będzie się bawić (naśladując nas) i tyle. A więc to my proponujemy zabawy i jasne, że
excelencja napisał/a:
jeżeli nie pokażesz dziecku globusa, to nie będzie miało nawet szansy zapytać 'co to' -
Oczywiste też jest, że jeśli taka zabawa dziecku się podoba - kontynuujemy. Chodzi mi tylko o to, że nie będzie to w tak młodym wieku nauka a jedynie będzie
mimish napisał/a:
maluch zapamietal nazwy, kolory, polozenie i tyle....

excelencja - 2011-01-10, 10:40

priya napisał/a:
Chodzi mi tylko o to, że nie będzie to w tak młodym wieku nauka a jedynie będzie
mimish napisał/a:
maluch zapamietal nazwy, kolory, polozenie i tyle....


nie zgadzam się
Wiem co moja córka wie o Afryce- nie jest to imponujące ale z pewnością Afryka nie jest dla niej kształtem na globusie

priya - 2011-01-10, 11:25

Lilka ma już prawie 3 lata, oczywiscie, że można jej wytłumaczyć co to Afryka! Ja pisząc to, co napisałam mam wciaż przed oczami roczne dziecko rozpoznające kilkanaście krajów świata.
Poza tym mam w domu czterolatka i choć wie, że Australia jest po drugiej stronie Ziemi, że kiedy u nas jest dzień, tam jest noc, że Ziemia jest kulą krążącą wokół słońca itd. itp., to wciąż wyczuwam, że on nie do końca zdaje sobie sprawę co to znaczy "inny kraj", "druga strona ziemi" itp. Kiedy pyta np. czy Anglia jest daleko, ja mówię, że tak (pokazuję czasem na mapie), on pyta czy dalej niż Katowice. Mówię, że dalej, a on pyta czy nad morzem (majac przeciez na myśli nasze morze, to, którego doświadczył, zobaczył na własne oczy). Mózg rozwija się w swoim tempie i w swoim tempie rozwija się zdolność pojmowania pewnych rzeczy. Np. roczne dziecko nie umie rozumieć pojęć abstrakcyjnych, a pięcioletnie już tak, ale przecież wciaż jeszcze inaczej niż nastolatek. I jeszcze raz powiem: jeśli dziecko czymś się interesuje i podoba mu się to, jasne że należy z nim o tym rozmawiać i "uczyć" bawiac się, why not?
Ale - to już myśl NIE ZWIĄZANA z naszą powyższa dyskusją, ale tak mi się przy okazji nasuwa: nie podoba mi się popularny wśród niektórych rodziców nurt nakazujący posyłać małe dzieci na milion dodatkowych zajęć byleby jaknajwięcej umiało, byleby nie zmarnować ukrytych talentów itd. Dziecko to dziecko, ma się bawić. A uczy się właśnie przez zabawę i to od nas, ponieważ robi