wegedzieciak.pl wegedzieciak.pl
forum rodzin wegańskich i wegetariańskich



FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
wege-mowlaki 2011
Autor Wiadomość
go. 


Pomogła: 86 razy
Dołączyła: 27 Lut 2011
Posty: 6285
Skąd: toro
Wysłany: 2014-11-05, 17:37   

jaskrawa, to świetnie :D

U nas jutro na II śniadanie- malinowa chałka z masłem. Masakra. W ogóle chałek nie pozwalam dawać, ale ta smakowa zafoiowana jak gofry z lidla przeszła sama siebie. Skład: mąka pszenna 450, cukier, mleko w proszku, syrop glukozowo-fruktozowy, tłuszcz utwadzony, i tysiąc aromatów :-|
Piękę właśnie bezglutenowe marchewkowe muffiny z karobem i nerkowcami. Pasuje akurat, do A. jutro wyjeżdża to wrzucę mu do lunch-boxa na podróż też ze 3 :D
A na śniadanie mają filet z indyka... ;-)
_________________
"Bez odchyleń od normy niemożliwy jest postęp." Zappa
 
 
jagodzianka 


Pomogła: 10 razy
Dołączyła: 03 Wrz 2011
Posty: 2731
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2014-11-05, 19:01   

jaskrawa, to już coś! Ja też jestem zadowolona bo dzwoniłam do kolesia który organizuje prezenty na mikołaja (wpłacamy po 60 zł :shock: ) i on też uważa, że lepiej kupić pożądny prezent, a słodyczy minimum. Ofc i tak kupię osobno vegan-zamienniki, ale dobrze, że nie będzie jak za moich czasów - badziewna lalaka za 10 zł i wór słodyczy.
go., jak pieczesz bezgluten muffiny?
A zgadnijcie co u nas było w poniedziałek na śniadanie. HOD - DOG Z KECZUPEM! :lol: :lol: :lol: :lol: Mają szczęście, że donoszę, żarcie bo inaczej zmuszona bym była do ingerencji. :P
_________________
hxxp://alterna-tickers.com]
 
 
moony 
wyjątek od reguły


Pomogła: 49 razy
Dołączyła: 25 Lis 2009
Posty: 3740
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2014-11-05, 20:06   

U nas dziś był chleb z pasztetem sojowym :P
Zrzuta mikołajowa po 30 zł, a jeśli przedstawię dobrą ofertę to zamiast słodyczy będą bakalie :-)
_________________
mój muzyczny blog ---> www.ewabujak.blogspot.com
hxxps://www.facebook.com/they.can.rock.me?ref=hl
 
 
go. 


Pomogła: 86 razy
Dołączyła: 27 Lut 2011
Posty: 6285
Skąd: toro
Wysłany: 2014-11-06, 10:08   

jagodzianka napisał/a:

go., jak pieczesz bezgluten muffiny?


po szklance -mąki gryczana+mąki ryżowa, i oczywiście bez standardowego proszku do pieczenia, tylko soda :)

jagodzianka napisał/a:
HOD - DOG Z KECZUPEM! :lol: :lol: :lol: :lol:


what fuckin' :shock:
_________________
"Bez odchyleń od normy niemożliwy jest postęp." Zappa
 
 
aga40 

Pomogła: 5 razy
Dołączyła: 13 Gru 2011
Posty: 711
Wysłany: 2014-11-06, 13:30   

hot dog na sniadanie - znam miesnych, ktorzy by tego nie zjedli!
 
 
go. 


Pomogła: 86 razy
Dołączyła: 27 Lut 2011
Posty: 6285
Skąd: toro
Wysłany: 2014-11-06, 15:28   

u nas dzisaj w przedszkolu było 5 dzieci na 25 na liście :shock:
_________________
"Bez odchyleń od normy niemożliwy jest postęp." Zappa
 
 
aga40 

Pomogła: 5 razy
Dołączyła: 13 Gru 2011
Posty: 711
Wysłany: 2014-11-06, 15:45   

u mnie zachartowane dzieci - siedza codziennie 3 godziny na dworze ;) nie ma widocznych ubytkow
 
 
Poli 


Pomogła: 17 razy
Dołączyła: 07 Mar 2011
Posty: 1311
Skąd: Dania
Wysłany: 2014-11-06, 21:13   

U nas takrze po 3 godziny na dworzu dzien w dzien, w deszcz , wichure i snierzyce ;) wszyscy w przedszkolu , jak juz to nie ma 1 osoby. U Lili w przedszkolu jest ospa, ciekawe czy lila zalapie.

Co do zarcia, ja pakuje jakies resztki z obiadu, np ziemniaki+jakies warzywo, 2,3 kromki cheba razowego z jakas pasta, zawsze avokado, swieze warzywa, typu ogorek czy marchewka,jedno smoothies, jakies morele suszone, czasem orzechy, nasiona. I to jest jej jedzenie w przedszkolu. W przedszkolu dostaje tylko "deser" czyli owoc i pol bulki. Raz w tygodniu donosze mleko roslinne i daje takze maslo weganskie:)
_________________

 
 
go. 


Pomogła: 86 razy
Dołączyła: 27 Lut 2011
Posty: 6285
Skąd: toro
Wysłany: 2014-11-13, 15:16   

Czy w Waszych przedszkolach też dzieci dostają zupy GRZYBOWE i PIECZARKOWE? Bo jak dzisiaj zobaczyłam jadłospis na dzisiaj i jutro to padłam :-|
_________________
"Bez odchyleń od normy niemożliwy jest postęp." Zappa
 
 
jagodzianka 


Pomogła: 10 razy
Dołączyła: 03 Wrz 2011
Posty: 2731
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2014-11-13, 18:36   

go., u nas bywa pieczarkowa.
_________________
hxxp://alterna-tickers.com]
 
 
Poli 


Pomogła: 17 razy
Dołączyła: 07 Mar 2011
Posty: 1311
Skąd: Dania
Wysłany: 2014-11-15, 10:24   

Ale narbilyscie mi smaka dziewczyny :-P ,grzybowa to jadlam z 5 lat temu , a pieczrkowa ze 2 lata temu ;-)
_________________

 
 
go. 


Pomogła: 86 razy
Dołączyła: 27 Lut 2011
Posty: 6285
Skąd: toro
Wysłany: 2014-11-25, 12:02   

Jak tam zdrowie?

U nas masakra. W przedszkolu jakiś wirus- dzieciaki katary, zapalenie uchu i ropne zapalenie spojówek. W zeszłym tygodniu trzeba się było zapisywać na zajęcia, bo tak mało było dzieci.
No wczoraj nas też dopadło. Ale póki co walczę bez antybiotyku, mam nadzieję, że się uda :roll: Najgorzej z tymi oczami, przemywam i nie wiem co jeszcze. Mam nadzieję, że szybko wira z siebie wyrzucą i to pierwszy objaw będzie, który przejdzie :-|
_________________
"Bez odchyleń od normy niemożliwy jest postęp." Zappa
 
 
jaskrawa 

Pomogła: 19 razy
Dołączyła: 21 Lip 2011
Posty: 2217
Skąd: Międzyborów
Wysłany: 2014-11-25, 17:47   

U nas spoko. Młoda trochę ma gluta czasem, ostatnio kaszel - trwał dwa dni i tylko rano. Moja Marysia, kawał cholery, wpisuje się w powiedzenie "ZŁEGO DIABLI NIE BIORĄ" :D :D
Mamy za to problem z nadchodzącym, jak zwykle z wyprzedzeniem, buntem czterolatka :D
_________________
hxxp://dzieciory.pl]dzieciory.pl - trochę niecenzuralny blog o dzieciorach
--
hxxp://www.suwaczki.com/]
hxxp://www.suwaczki.com/]
 
 
go. 


Pomogła: 86 razy
Dołączyła: 27 Lut 2011
Posty: 6285
Skąd: toro
Wysłany: 2014-11-25, 18:05   

jaskrawa, :D
A powiedz, na co się przygotowywać? Czym się objawiają preludia?
_________________
"Bez odchyleń od normy niemożliwy jest postęp." Zappa
 
 
jaskrawa 

Pomogła: 19 razy
Dołączyła: 21 Lip 2011
Posty: 2217
Skąd: Międzyborów
Wysłany: 2014-11-25, 22:22   

Powtórka z rozrywki, jakbym znowu dostała z powrotem to samo półdiablę, które mieliśmy do zimy ubiegłego roku. Wszystko musi robić SAMA, jak nie - awantura, płacz i te inne. Już myślałam, że mamy to za sobą, ale gdzie tam.
W dodatku doszły perfidne zagrywki - gdy ja o coś proszę - np. by się ubrała (do przedszkola notorycznie się spóźniamy, bo młoda nie jest w stanie wstać przez 8, gdy ją ciągnę za rogi, jest piekło, więc wolę już gdy jest wyspana, wtedy mamy tylko małe piekiełko, gdy czekam np. aż raczy zjeść pół kromki chleba z masłem przez trzydzieści lat, a potem zakłada buty przez następne czterdzieści lat, a ja mam ochotę rozwalić świat piłą mechaniczną), to ona mnie olewa totalnie, gdy w końcu zacznę podnosić głos do tonu stanowczej suczy, wyskakuje z tekstem, że nie można krzyczeć na dzieci.
Stary ma depresję przez nią.
Ja zresztą też. Nie wiem, co robimy źle. Naprawdę się staramy, poświęcamy jej masę czasu (może za dużo), ale potem dzieciak totalnie wyprowadza nas z równowagi. Non stop gada, niby fajnie, spoko, ale gada tak, że nie można jej zrozumieć - poważne zniekształcenia "logopedyczne". Czekam na telefon od logopedki, która ją badała w przedszkolu, będzie terapia, bo raczej z tego nie wyrośnie sama. Więc w sumie super, że gada, bo dzięki temu jest szansa, że szybciej pozbędziemy się problemu, ale problem w tym, że młoda nie chce się uczyć, ćwiczyć, mówi, że nie ma siły albo jest zmęczona (naśladuje nas - powtarza te same teksty, którymi czasem ją raczę, gdy naprawdę nie mam już sił się z nią bawić, bo jest np. dwudziesta druga, a ona, mimo że cały dzień bryka, nie chce spać). Do wszystkiego, z jedzeniem na czele, trzeba ją godzinami namawiać, zawsze jest na NIE, NIE i NIE. I to jej negowanie wszystkiego dookoła... Strasznie mnie to aż boli. Dziecko mnie pyta - mamo, co to jest? Mówię - o, jakaś mała muszka. Młoda - z wkurzeniem - nie! to nie jest muszka. Więc co? Pada odpowiedź - mrówka. I tak dalej, bez sensu, nie wiem czy z nią polemizować czy machnąć ręką, zazwyczaj ciągnę temat, mówię - mrówki nie mają skrzydełek, wiesz? Ona - ale ta ma! A potem się irytuje i mówi "mamo, nie mow do mnie". Więc nie mówię czasem nic, nie mam pomysłu, co powiedzieć. A gdy przytakuję jej - i np. mówię - Aha, więc to jest mrówka, to ona mowi "nie, wiesz co, to jest inna muszka" I takie te rozmowy bywają... Ma jakąś strasznie wyolbrzymioną potrzebę potwierdzenia własnej nieomylności, tego, że umie, że wie.... Ale nie wiem z czego to wynika, nigdy jej nie "poniżałam", zawsze starałam się budować w niej poczucie własnej wartości, chwalimy ją bardzo itd.. Ale ona i tak ciągle jakby walczyła z nami o uznanie, że jest... taka jak my, dorosła. Ale nie jest, nic na to nie poradzimy i tlumaczenia na wiele się nie zdają.

Kocham ją i nienawidzę czasem, potrafi rozwalić nam cały weekend, bo np. chcemy iść gdzieś, a ona w progu oznajmia, że nie idzie, ryczy potem całą drogę, gdy ją zmusimy, gdy jej nie zmusimy, to, cóż, zostajemy w domu, mimo pięknego slońca itd.. czujemy się jak ofiary własnego dziecka, więc jednak zawsze idziemy i skracamy spacer, który i tak jest piekłem, póki nie przekona się, że jest przecież fajnie. Ale potem jest problem z wracaniem i tak w koło, rzygam już tym.
Czasem myślę, że pójdę z nią do jakiegoś psycho może, moze ktoś mi poradzi, uświadomi, co źle robię. Może za mało cierpliwości mam...? Ale jesli totalnie jej "poluzuję" i pozwalam na wszystko - i np. pozwalam jej ubierać się w "swoim tempie" - nie zrobi tego wcale, biega dookoła i śmieje mi się w twarz. Gdy próbuję wyznaczać jej granice (próbuję i naprawdę jestem konsekwentna w tym), to dochodzimy do punktu, gdy krzyk tylko pomaga albo i to nie.
Generalnie jest dobra dla braciszka, widać, że go kocha itd.. Ale ostatnio walnęła go z całej siły pięścią. I to zupełnie bez powodu - bo był. Młody ufnie do niej lgnie, a ona - jeb. Rozryczał się, totalnie, przewrócił na plecy. Wkurzyłam się strasznie, ale jakoś się opanowałam. zażądałam, by go przeprosiła i obiecala, że nie będzie go bić. Powiedziała, że nie obieca, po czym poszła sobie bawić się. Zła mina na buzi, naprawdę samo zło... Wyprowadziła mnie z równowagi, zażądałam raz jeszcze, by natychmiast przeprosiła - ale zabrakło mi argumentu, co jej mogę zrobić, jeśli tego nie zrobi? Kara będzie? Wiadomo, że nic to nie da. Wściekłość i bezsilność. Najlepiej byłoby, gdybym wyszła sobie, ale niestety nie wyszłam. Młoda nic, mówi, że nie przeprosi, po czym zaczyna dłubać w nosie i zjadać to, co wydłubie (co doprowadza mnie do szału). Uderzyłam ją - bardziej popchnęłam może, w rękę, no niestety, stało się. Wyć się chce. Młoda oczywiście zaczęła wyć i mówi, że nie przeprosi. Wtedy sobie poszłam, zawołałam starego na pomoc, mówię, że jeśli zostanę z nią jeszcze minutę, to nie ręczę za siebie. Eh, moja córka, moja krew - kawał cholery i furiatka i histeryczka - po mnie, a ja mam to po moim ojcu.
Potem niemąż się nią zajmował, jakiś czas potem poszła spać, a ja leżałam obok niej i ryczałam.
Następnego dnia - aniołek i w ogóle potem już takich akcji z agresją nie było... I skołowana jestem, bo spodziewałam się, że jak do czegoś takiego dojdzie, to już równia pochyła.
Teraz tylko te bunty z fazą na samodzielność...
Generalnie wiem, że ma trudny czas - przeprowadzka, wcześniej pojawienie się małego, teraz przedszkole...
mimo wszystko potrafi być super dzieciakiem - jednak ta samodzielność, ostatkiem sił woli powstrzymuję się przez robieniem jej uwag, spóżniamy się, trudno, nie to jest najważniejsze...
poza tym cieszę się, że taka z niej gaduła, wszystko komentuje, ma swoje zdanie zawsze. to piekło dla nas, ale przecież powinnam się cieszyć, że "ma charakter" i strasznie chciałabym nie zabić w niej tego. no i kreatywna tez bywa bardzo - nie cche za bardzo śpiewać w przedszkolu - znowu daje o sobie znać strasznie indywidualna osobowość - jak wszyscy śpiewają, to ona nie będzie, wiadomo.. ale potem na spacerze ze mną wymyśla piosenki o kocie, psie, o słoniu, który wpadł pod samochód :D , normalnie padam czasem, boska jest. czasem aż ją chwytam na ręce i nie chcę puścić. a potem odwala jakiś numer i nie chce mi się z nia gadać w ogóle.
krew, pot i łzy.
To się wygadałam.
_________________
hxxp://dzieciory.pl]dzieciory.pl - trochę niecenzuralny blog o dzieciorach
--
hxxp://www.suwaczki.com/]
hxxp://www.suwaczki.com/]
 
 
mariaaleksandra

Pomógł: 17 razy
Dołączył: 20 Cze 2012
Posty: 1603
Wysłany: 2014-11-26, 00:23   

Jskrawa, u nas mloda podobnie, poki co mam jakos dystans dzieki przedszkolu, ale jak weekend czy chora to ciezko. Ale z Twojego opisu to jakbys pisala o mojej. I z tymi wyjsciami to samo, czasem mam mysli ze chyba jak toregos razu po prostu zostawie jak bedzie chciala :) bo generalnie jestem przeciwna karom, ale czasem brakuje mi juz srodkow przekazu, sposobu dotarcia. I cenie jej zdanie wtedy kiedy moge, ale czasem trzeba cos zrobic po naszemu, doroslemu i wtedy masakra. Mloda chodzi ostatnio spac o 24, zeby bylo weselej i nie ma znaczenia pora usypiania.
Chcialabym Ci napisac cos pokrzepiajacego, ale ciezko :) bo wiem, ze to niem inie bo to w duzej mierze charakter, ale jakos w koncu znajdziecie swoj jezyk in a pewno beda lepsze okresy. I pora roku teraz nie sprzyja. Bedzie dobrze ;)
_________________
hxxp://alterna-tickers.com]hxxp://alterna-tickers.com]
hxxp://straznik.dieta.pl/]
 
 
jaskrawa 

Pomogła: 19 razy
Dołączyła: 21 Lip 2011
Posty: 2217
Skąd: Międzyborów
Wysłany: 2014-11-26, 12:01   

mariaaleksandra, no to piąteczka :D .
ale wiecie, słowa mają moc - gdy sobie ponarzekałam, młoda dzisiaj jak aniołek - ubrała się szybciutko, kochana gadułka moja, w ogole taka była od rana "na TAK" :D . w zasadzie to nawet nie o ubieranie chodzi. wkurza mnie to wszystko, ale nie to jest najważniejsze, w sumie przyznam, że oczywiście wolę ją taką "nadsamodzielną" niż leniuszka-flegmatyka, który prosi mamusię by mu bucik zapięła. sprawdza mi się takie dziecko, gdy np. w przedszkolu młody w nosidle śpi, a ja nie muszę się nawet schylać, bo mloda sama się ogarnie - to tak w ramach akcji DOCEŃMY NASZE DZIECI :D
najgorsze są te momenty, gdy ona staje się Mr Hyde'm i zaczyna być taka nieprzyjemna, zła, jakbyśmy byli jej najgorszymi wrogami. wtedy boli po prostu, bo człowiek z sercem na talerzu, a ten talerz ląduje na ścianie, a serce w koszu z kompostem ;( .
ciągle mam nadzieję, że bunt się nie rozkręci na maksa... :D
_________________
hxxp://dzieciory.pl]dzieciory.pl - trochę niecenzuralny blog o dzieciorach
--
hxxp://www.suwaczki.com/]
hxxp://www.suwaczki.com/]
 
 
go. 


Pomogła: 86 razy
Dołączyła: 27 Lut 2011
Posty: 6285
Skąd: toro
Wysłany: 2014-11-26, 15:44   

jaskrawa, a można tylko wiedzieć, pracujecie na pełny etat? Czy jakoś zmianowo?
Bo ja miałam z S. chwilę takie problemy jak miałam i szkołę, i mniej w chacie bywałam, a już G. była na świecie. Domaganie się uwagi. Potem zaczęłam z S. wszystko robić, czy to kanapki, porządki, total wsio. I minęło
Chociaż wiadomo, każde dziecko testuje granice, my też mamy czasem zjadzy. Najgorzej jak się młodzież leje o jakąś kretyńską zabawkę/książeczkę. No ale od tego się chyba na rodzeństwo ;) Jak się tylko zaczęło to kupiłam sobie "rodzeństwo bez rywalizacji". Naprawdę nieźle pokazująca konkrety pozycja, polecam
_________________
"Bez odchyleń od normy niemożliwy jest postęp." Zappa
 
 
jaskrawa 

Pomogła: 19 razy
Dołączyła: 21 Lip 2011
Posty: 2217
Skąd: Międzyborów
Wysłany: 2014-11-26, 18:52   

go., tak, myślę, że to zawsze jest kwestia walki o uwagę itp.. ale ja jestem w domu od kiedy młoda się urodziła (tak, tak, niedługo będą cztery lata bycia Matką Polką na cały etat). i naprawdę, w cholerę dużo czasu z młodą spędzam, naturalnym trybem robimy z nią większość rzeczy. muszę ugotować obiad, ogarnąć chałupę, młodego itd.. wszędzie jej asysta - nawet zmywarkę mi pomaga ładować. ale wiadomo, dziecko ZAWSZE chciałoby więcej niż ma, taka jest natura człowieka. im więcej czasu z nią spędzam, tym bardziej ona się przyzwyczaja, że mnie MA. na pewno swoją rolę tu młody odegrał, z tym że jego pojawienie się to bomba z opóźnionym zapłonem, bo paradoksalnie okres w rejonie jego narodzin to był czas, kiedy bunty ustały, a raczej ustały trochę wcześniej chyba - jakoś pod koniec ubiegłego roku. ale może później do niej dotarło, że tyle się dzieje, jakby bez jej udziału, woli - przeprowadzka mogła być takim katalizatorem. fakty są takie przecież, że przeprowadziliśmy się w inne miejsce, tu nie ma jej placyków, jej kolegów... w zamian dostała przedszkole, gdzie musi chodzić. to dla niej musi być cholernie trudne, nawet dla nas, starych, jest. no i stara się pokazać, że ona tu jest, ma swoje zdanie... myślę, że to to właśnie. więc nie dziwię się, że bunt wraca. współczuję jej. z drugiej strony nam też.
właśnie była znowu awantura, bo tata zapiął jej suwak przy kurtce. a to dureń :D . nieporozumienie, bo ona nie mogła sobie jakoś wyjątkowo dać rady, a on zrozumiał, że chce pomocy... i płacz. ale szybko się ogarnęła, bo do sklepu jechali.
tak czy owak ja mam dzisiaj jakiś dobry dzień też, więc
u nas wyjątkowo dobrze wyglądają relacje z małym. są jakieś epizody, że młoda się wkurzy na braciaka, ale to gdy naprawdę głównie wtedy, gdy gosć zasłuży sobie na gonga, bo ją ugryzie albo złapie za włosy. generalnie myślę, że to niezły układ - starsza siostra i młodsze chłopię, bo dziewczę ma w sobie zdecydowanie opiekuńczy instynkt, trochę widzę u niej takie zachowania jak u kotki, której się podrzuci jakieś małe, szczeniaka np. i ona pozwala mu się ssać itd.. wczoraj, zupełnie spontanicznie, pomogła mu, bo młody szedł sobie na tylnych łapach przez cały pokój, chwiejnie mocno, a młoda hop, rzuciła mu się na pomoc, za rączkę go prowadzi... tego typu akcje są na porządku dziennym. bardzo też go tuli, zwłaszcza rano. a facet w nią wpatrzony jak w obrazek. naprawdę świetna ta relacja jest. traktuję go normalnie, okazuję mu irytację - i może to pomaga - że pokazuję młodej jakąś wspólnotę "starszych" w opozycji do niemowlaka, że jestesmy po jednej stronie barykady, a nie jest tak, że ja i niemowlę razem, a ona WRÓG. na przykład Mary chce coś robić na podłodze, lepić z plasteliny dajmy na to i mówi - mamo, weź go bo będzie przeszkadzał. ja mówię, że nie pozwolę mu, że jak coś zabierze, to ja mu zabiorę, że damy mu coś innego, pozwalam jej wybrać, co mu damy, żeby się odczepił. trzymamy sztamę :D . czasem jest śmiesznie, bo młoda prosi - mamo weeeeeź go, a ja już nie bardzo mam jak go wziąć, bo gość nie chce na rękach być, chce się bawić z młodą i się złości, że go trzymam. więc mówię jej z szczerą bezradnością - ale dokąd mam go wziąć? mam go wystawić na taras? młoda mówi, że nie, bo mu tam zimno będzie :D . więc pytam - no to gdzie? a ona, że jak przyjdzie tata to się nim zajmie. ja mówię, no tak, ale taty teraz nie ma, to co z nim zrobimy? i śmiejemy się obie, wymyślamy, że może go wyślemy, żeby poszedł do sklepu albo inne bzdury, młoda już rozumie, że to żarty i sytuacja rozładowana, nie wkurza się, że maly przeszkadza, bo WIE, że to naturalna sprawa, taki upierdliwy brat, z którym nic nie można zrobić. ostatnio tłumaczę Jasiowi, mimo że przecież wiem, że do niego nie dotrze, ale mimo wszystko tłumaczę - nie lej tu wody, bo masz całe skarpety mokre. a młoda "mamo, przecież on nic jeszcze nie rozumie" :) . no piękne to jest.
_________________
hxxp://dzieciory.pl]dzieciory.pl - trochę niecenzuralny blog o dzieciorach
--
hxxp://www.suwaczki.com/]
hxxp://www.suwaczki.com/]
 
 
jagodzianka 


Pomogła: 10 razy
Dołączyła: 03 Wrz 2011
Posty: 2731
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2014-11-26, 20:33   

jaskrawa, Fifi ma podobne zagrania, ale chyba o mniejszej sile natężenia. Nie ma chyba jakiejś tragedii. Jak mi mówi, że coś to coś innego to się z nim nie kłócę, może w jego głowie to wygląda inaczej. Z ubieraniem na szczęście pomaga jak sama zacznę zakładać buty. Z tym, że on z tych leniuszków które trzeba obsłużyć. Nawet podobno w przedszkolu pani go karmi, choć on świetnie potrafi jeść.
A ze śpiewaniem identiko. Raz musiałam z nim czekać pod salą aż rytmika się skończy. :lol: A w domu tańczy i śpiewa, wymyśla piosenki, ale też czasem podśpiewuje jakieś przedszkolne.
W ogóle przechodzimy od jakiegoś czasu kryzys przedszkolny. Znów nie chce chodzić, przywiązał się mega do jednej pani i tylko z nią chce być. Nawet ostatnio nie wyszedł na dwór tylko został z panią w sali układać leżaczki.
_________________
hxxp://alterna-tickers.com]
 
 
Poli 


Pomogła: 17 razy
Dołączyła: 07 Mar 2011
Posty: 1311
Skąd: Dania
Wysłany: 2014-11-27, 12:34   

Jaskrawa - Marysia nie tylko probuje granic,ale ona obecnie jest zagubiona.
Np przedstawiona sytacja z bratem , piszesz ze mowisz do niej , ze ma obiecac ze nie udezy, a to blad. Ona nie moze decydowac o takich sprawach, przeciez na Twoja prosbe moze odpowiedzec nie ( i tak zrobila), ty zadasz. Mowisz ze to jest nie do zaakceptowania i nie zyczysz sobie aby bila brata , mowisz ostrym tonem i zdecydowanie.

Wiesz dzieci musza wiedziec ze to my tutaj rzadzimy i my wyznaczamy granice, to rakze daje im poczucie bezpieczenstwa.

Druga sytacja z wyjsciem na dwor, piszesz ze nie chciala isc i zostaliscie w domu, to wy rodzice decydujecie. Jak nie chce ubierac sie i wyjsc to sami ja ubieracie i wychodzicie. Tak bedzie krzyk i histeria, ale to w konu minie i zrozumie ze jak mowisz ze idziecie na dwor to idziecie poniewaz to Ty tu decydujesz.
A i sprobuj moze klasc ja wczesniej do lozka, jak jest zmeczona rano.

Moja Lila takze probuje granic caly czas, dostaje histerii w sklepie itp. Ale trzeba byc naprawde konsekwentnym i twardym, poniewaz w innym wypadku wychowamy malego potworka.
_________________

 
 
go. 


Pomogła: 86 razy
Dołączyła: 27 Lut 2011
Posty: 6285
Skąd: toro
Wysłany: 2014-11-27, 16:15   

jaskrawa, a ja jeszcze odnośnie jedzenia. Może spróbujesz nie zmuszania. Wiem, że najfajniej by było jakby cała rodzina jadła razem, ale u nas też dochodzenie do takiego stanu to był/i nadal jest proces długotrwały. Nie zawsze ma się na coś ochotę, co akurat jest. I to mamy także my, dorośli. Tylko my zazwyczaj zjemy mimo wszystko, żeby się nie zmarnowało, albo nie chce nam się robić nic innego. A dziecko będzie protestować. A gdy my wtedy będziemy naciskać jeszcze bardziej- afera gotowa. Powiedz, że jak nie chce to nie. Powinna za 2-3 godziny wpałaszować całą porcję. Nawet jak nie pierwszego dnia, ani drugiego to po tygodniu czy miesiącu będzie wcinać. Ważne, aby jej nie utrwalać negatywnego wzorca związanego z jedzeniem.
Cierpliwości i nadejścia choć trochę więcej spokoju Ci życzę z całego serducha!

ps. z S. przez prawie rok nie chodziłam do sklepu. Dopiero jak A. wracał z pracy robiłam zakupy, albo on po drodze. Teraz czekam kiedy takie cyrki się z Gajosem zaczną :lol:
_________________
"Bez odchyleń od normy niemożliwy jest postęp." Zappa
 
 
jaskrawa 

Pomogła: 19 razy
Dołączyła: 21 Lip 2011
Posty: 2217
Skąd: Międzyborów
Wysłany: 2014-11-27, 20:11   

Poli, wiem, co masz na myśli, ale ja się nie wyraziłam precyzyjnie - napisałam właśnie, że mimo krzyków wychodzimy i jest histeria, ale WYCHODZIMY. o niewychodzeniu napisałam hipotetycznie, że gdybyśmy nie wyszli, to będziemy się czuć jak ofiary, że ulegliśmy histerii, ale napisałam to rzeczywiście tak, jakby to było u nas normą, że ulegamy. to mój błąd, spieszyłam się, pisząc tak długiego posta i mając mało czasu. poniżej napisałam właśnie, że IDZIEMY.
generalnie nie ulegamy histerii, a to nieuleganie przez lata nic nie dało, bo ona i tak konsekwentnie je stosuje :D , mimo że nic nie dają :D w tym problem.

co do obietnicy - masz rację, nie ma sensu wymuszanie na dziecku takich obietnic. no ale wiadomo, gdy sie człowiek wkurzy, to nie myśli racjonalnie i nie formułuje racjonalnych żądań... a to walnięcie młodego, takie mocne i niespodziewane, wprawiło mnie w przerażenie, stąd nagła potrzeba zapewnienia, choćby ze strony dziecka, że więcej tego nie zrobi. zachowałam się absurdalnie i idiotycznie w tamtej sytuacji, do czego się przyznaje.
co do zagubienia, tak, myślę, że jest zagubiona, bo cały jej świat został postawiony na głowie, ale nie jest to wynik niekonsekwencji naszej, bo ta konsekwencja jest (plus błędy w postaci naszej nadmiernej irytacji w niektórych sytuacjach, gdy już nas szlag trafi). nigdy sie jednak, z reka na sercu mowie, nie zdarzyło, żebyśmy ulegli jej histerii, żeby nie bylo wyznaczenia granic, olanie przez nas jakiegoś niewlasciwego zachowania. zawsze tlumacze jej przede wszystkim, dlaczego cos, co zrobila, jest niewlasciwe itd.. generalnie nie mamy specjalnie problemu ze "zlym zachowaniem", raczej stosuje się do zakazów, nie jest typem łobuza. raczej buntownika, księżniczki obrażalskiej, histeryczki, łatwo wpadającej w swoje akcje gniewne i bolesne dla nas wszystkich, no i przede wszystkim odmawiającej non stop wszystkiego - bo tak.

go., co do jedzenia, to złożony problem, poruszany wielokrotnie w niejadach. tu nie ma prostej recepty, nie jest to niestety tak proste jak mówisz. bo jest tak, że jak jej pozwolę nic nie zjeść, to ona nie zje, ani za dwie godziny też. mamy wieloletnich, chronicznych niejadów (zajrzyj do tematu), wiedzą, że te wszystkie podręcznikowe metody, BLW, niezmuszanie itd. to można sobie włożyć do zakładki "tajasne" :D . pogadaj z MartąJS choćby...;)
nie napisałam, że ją zmuszam. nie zmuszam jej, nigdy jej nie zmuszałam i zawsze bylam zwolenniczką niezmuszania i BLW, założenia były takie, ale życie swoje. teraz jest tak, że młoda, owszem, głodnieje czasem, ale ona jadłaby TYLKO chleb z miodem i tylko o to prosi :D . więc namawiam ją by zjadła choć trochę obiadu, kilka łyżek zupy itd.,. gdy nie zje obiadu w ogóle, za dwie godziny mam prosbe o chleb z miodem lub czekoladke (ktora dostaje okazyjnie bardzo, ale i tak o nia prosi). gdy jej zaproponuje zjedzenie jednak obiadu - odmowi, z tym ze wtedy to juz jest placz, bo jest glodna i zla, do tego dochodza awantury o inne rzeczy, bo dzieciak glodny, zmeczony itd.. i potem już na bank nie zje obiadu, nie zje kolacji, tylko głodna pójdzie spać, zaplakana. nie o to chodzi przecież. a rano na śniadanie zje chleb z miodem. nie może jeść latami tylko tego, niestety. ja jużwszystkiego próbowałam, łącznie z trzymaniem jej na chlebie z miodem :D non stop - ok, pomyslalam, że spoko, jej organizm sam zacznie "domagać się" czegoś innego. nie zaczął :D . w koncu dostała ciemieniuchy od tego miodu. przestałam podawać, ciemieniucha zniknęła, choć był placz, ze chce miodku. stosujemy zloty środek i zdrowy rozsądek - nie zmuszam jej do jedzenia, że ma wszystko zniknąć z talerza, bezwzględnie i totalnie. raczej namawiam - zjedz kilka lyżek zupy i dam ci spokój. taka nasza umowa niepisana. ona już wie, że trzeba zjeść coś na obiad, wytlumaczyłam jej to przez te wszystkie lata i miesiące - bo trzeba zjeść coś zdrowego i ciepłego, by być zdrowym i rosnąć itd.. więc zjada trochę zawsze, nigdy nie zjada wszystkiego, ale nie ma tez płaczu i masakry. raczej taka jej rezygnacja - no dobra matka nie truj, zjem te kilka lyżek i mam z bańki. wszyscy są zadowoleni. gy odchodzi od stołu po jednym kęsie - wiem, że to za mało, namawiam i tłumaczę dalej, że jeszcze parę kęsów, robię takie małe kupki na talerzu - zjedz to i możesz podziękowac. no i git, jakoś to działa. nie je dużo, je też raczej dość monotonnie, nie zależy mi na tym by jadła więcej, widocznie takie ma potrzeby, ale jednak nie pozwalam jej na totalną wolność, bo naprawdę próbowałam tego i źle się to kończyło - jak powyżej.
_________________
hxxp://dzieciory.pl]dzieciory.pl - trochę niecenzuralny blog o dzieciorach
--
hxxp://www.suwaczki.com/]
hxxp://www.suwaczki.com/]
 
 
jagodzianka 


Pomogła: 10 razy
Dołączyła: 03 Wrz 2011
Posty: 2731
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2014-11-27, 20:55   

jaskrawa, hmmm z tego co piszesz trochę przypominasz mi moich rodziców, zawsze "podręcznikowych" (zresztą mieli masę książek o wychowaniu), wyczytali coś i stosowali się do tego na maksa. I wiesz co? Ja z całej siły próbowałam ich wkurzyć żeby zaczęli się w końcu zachowywać naturalnie. :mryellow: Może tu leży problem? Może czasem lepiej zrobić to na co masz ochotę i np w mniej ważnych rzeczach ustąpić jej? Kiedy masz robić jej coś na siłę tylko w imię zasad i konsekwencji to może lepiej to olać? Ale też nie przeginać w drugą stronę, nie dać się zaszczuć i jeśli naprawdę ci na czymś zależy to stawiać na swoim. Myślę też, że lepiej minimalizować przekraczanie jej osobistych granic - nie ubierać na siłę, jeśli już musicie wyjść to wziąć nie ubraną i ciuchy do torby. Bo sama pisałaś, że jest zosią samosią, więc takie ubieranie to pewnie dla niej dodatkowy "cios".
_________________
hxxp://alterna-tickers.com]
 
 
Poli 


Pomogła: 17 razy
Dołączyła: 07 Mar 2011
Posty: 1311
Skąd: Dania
Wysłany: 2014-11-27, 22:46   

Ja akurat nie odebralam jaskrawej jako podrecznikowego rodzica.

Moja Lila takze jest niejadkiem obiadowym, kiedys jadla wszystko, teraz tylko suche kartofle, makaron, albo ryz i czesto chodzi do lozka bez obiadu. Ale potrafi dobrze zjesc w ciagu dnia wiec jakos nieprzejmuje sie tym.

Jaskrawa- a jak jada Twoja w ciagu dnia ?

A i w zadnym wypadku nie pozwolilabym wyjsc dziecku bez ubrania, jesli nie potrafimy ubrac 3 latka to jak mamy sobie poradzic z calym wychowaniem do 18 rz ? to my jestesmy odpowiedzialni za dziecko a nie dziecko same za siebie.
_________________

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,97 sekundy. Zapytań do SQL: 11