wegedzieciak.pl wegedzieciak.pl
forum rodzin wegańskich i wegetariańskich



FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
wege-mowlaki 2011
Autor Wiadomość
jagodzianka 


Pomogła: 10 razy
Dołączyła: 03 Wrz 2011
Posty: 2731
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2014-11-28, 09:13   

Poli napisał/a:
A i w zadnym wypadku nie pozwolilabym wyjsc dziecku bez ubrania, jesli nie potrafimy ubrac 3 latka to jak mamy sobie poradzic z calym wychowaniem do 18 rz ? to my jestesmy odpowiedzialni za dziecko a nie dziecko same za siebie.

No, jeśli miałabym to robić siłą to nie rokuje dobrze na przyszłość. Rozwiązania siłowe nie sprawdzają się dobrze z 18 latkami, szczególnie jeśli masz syna, a ty nie jesteś kulturystką.
_________________
hxxp://alterna-tickers.com]
 
 
jaskrawa 

Pomogła: 19 razy
Dołączyła: 21 Lip 2011
Posty: 2217
Skąd: Międzyborów
Wysłany: 2014-11-28, 11:19   

Dziewczyny, nie ma sensu, żebyście przez pośrednictwo internetu próbowały zdefiniować mnie jako rodzica. Musiałybyście przyjechać i poobserwować nas w realu :) .
W skrócie ujmując nie jestem ani podręcznikowa ani totalnie beznadziejna. Jestem tylko człowiekiem. Staram się kierować zdrowym rozsądkiem - podręczników nie kupuję. Czasem przeczytam jakiś artykuł, czasem coś na forum. Czytałam jakąś Tracy Hogg kiedyś, ale niespecjalnie się przywiązałam do jej metod, ale jednak jakąś inspirację - w niektórych kwestiach - czerpię. Np. w kwestii takiej, że dzieci różnią się od siebie - nie ma uniwersalnej metody, która podziała na wrażliwca i na małego "łobuziaka". Podobnie z Juula, znam mniej więcej założenia "nowoczesnej" psychologii.
Staram się kierowac intuicją, rozsądkiem, a nie podręcznikami. Poza tym - eksperymentuję i sprawdzam w praktyce, co działa, a co nie, a potem to omawiamy ze starym po nocach. nie oznacza to oczywiście, że w poniedziałek mam tryb żołnierza i dryl, a skoro jest źle, to we wtorek jest "bezstresowe wychowanie" i spodzeiwam się cudów..
Na przykład - kiedyś gdy zacżęły się bunty, wydawało mi się, że może pomoże system "kar" i nagród. Wydawało mi się, że skoro nie da się w pewnych sytuacjach osiągnąć naturalnych konsekwencji, to ja muszę te konsekwencje sztucznie wykreować, a dziecko się nauczy. taka trochę metoda superniani - jak mnie walnęła w dziób, to niech idzie sobie na karnego jeżyka (u nas nie był to karny jeżyk, ale jakieś tam wybrane miejsce w pokoju, na jedno wychodzi). Myślałam, że to dobre, bo pomoże jej się wyciszyc, mnie również, ona sobie przemyśli, ja się uspokję na tyle, by jej nie zamordować siekierą i spoko. Sprawdziłam to. Nie działa. Młoda nie miala bladego pojęcia, dlaczego ma stać w tym miejscu. Niczego jej to nie nauczyło :D / Więc po kilku (dwóch, trzech? nie pamiętam, zresztą te "kary" stosowaliśmy rzadko - średnio raz na trzy tygodnie - nie codziennie i natrętnie, więc trudno powiedziec, ile to trwało bo to było w sumie kilka czy może kilkanascie razy) miesiącach w ogóle tego zaniechałam - bo bez sensu. Tak to właśnie u nas działa. Nie trzymam się podręczników, raczej logiki i rozsądku. I do znudzenia tłumaczę, tłumaczę, gadam, próbuję różnych zachowan w roznych sytuacjach.
A jednak konsekwentnie i od zawsze trzymamy się kilku zasad - gdy młoda zaczyna histeryzowac, rzucać się i ciskać - IGNOR.
Co do ustepowania jej - NIE ROBIMY TEGO. Jeśli mówię, że zęby mają być umyte, to choćby nie wiem co - musi je umyc. To samo z sprzataniem. Oferuję, że zrobimy to razem, że pomoge, jeśli chce, ale ma być zrobione i koniec.
W jedzeni - większy luz, bo to delikatna materia, nie ma tu już "musi wyczyścić talerz". Bo jedzenie to dla mnie inna sprawa niż mycie, sprzątanie, ubranie - bo po prostu nie wiem, ile faktycznie potrzebuje. Przekarmienie jej będzie złem. Napychanie jej jest przemocą. Rozkaz by założyła kurtkę, bo jest zimno - nie jest przemocą, lecz wychowaniem (tu się zgodzę z Poli). Ja tak to widzę (co nie znaczy, że ubieram ją na siłę, jagodziana ma rację - po prostu czekam aż w końcu się ubierze, jeśli odmawia konsekwentnie i jest "bardziej" uparta niż ja - strzelam focha i idę sobie, ignorując ją ostentacyjnie, mówiąc, że w takim razie nigdzie nie idziemy i gdy ona mnie o coś poprosi, to też powiem nie. Ona sobie stoi w przedpokoju, focha strzela, coś tam robi. W końcu jej się znudzi, przychodzi i coś chce ode mnie (mamo, a może poganiamy się?). Na co ja, z miną zimnej suki, mówię jej, że nie i odchodzę. I znowu i znowu. W końcu za ktorymś razem gdy widzę, że ona się łamie - przypominam jej, czemu jestem zła i czemu odmawiam. I z reguły młoda w końcu mówi, że jednak się ubierze. Prędzej czy później wygrywam :D . Tyle że WKURZA MNIE, że tyle to czasem trwa, że nie może się w końcu nauczyć, że ile jeszcze będzie trzeba te wojny podjazdowe i triki stosować...

Nie jesteśmy sztywni. Jestesmy spontaniczni. Codziennie myjemy zęby ;) , ale gdy np. zdarzy się TAKI DZIEŃ, że wracamy pózno, dzieci padają, my też, to jemy byle co, idziemy spać w ciuchach, zęby nie myte. Wiadomo. Nie jesteśmy cyborgami, czasem olewamy. Ale nie odpuszczamy dziecku nigdy, jeśli olewamy wszyscy to olewamy, ale jesli dzień jest zupelnie standardowy - nie ma opcji, że ona mówi "mamo, moze dziś nie pojdę do przedszkola", a ja mówię "a spoko". Gdybym widziala, ze źle się czuje, że zdarzyło się coś naprawdę trudnego, pogadam z nią, wybadam przyczynę i czasem może przyjdzie taki dzień, że pozwolę nie iść. Nie jestem z kamienia. Ale musi być przyczyna, sensowna, a nie, że nie chce mi się.

Poli, z jedzeniem jest słabo, ale generalnie mam to gdzieś. Coś tam zjada, jest zdrowa. Trochę ją muszę namawiać, trochę zje sama, jak nie zje, a widzę, że NAPRAWDĘ strasznie się męczy, bo wyjątkowo jej coś totalnie nie smakuje, odpuszczam. Jedzenie to jedyna kwestia, w której jej czasem odpuszczam. Po prostu to za dużo. Ubranie się czy zęby czy mycie rąk nie boli jej, więc konsekwencja jest, ale jedzenie czegoś, co jest dla niej obrzydliwe już BOLI, więc wczuwam się w jej sytuację, wyobrażam sobie, co bym czuła, gdyby mi kazano zjeść np. gotowane nerki. Rzygi. Więc wtedy proponuję układ - ok, ten kotlet jest syfiasty, dobra, nie jedz go, ale zjedz chociaż makaron. A jeśli czasem wszystko jest syfiaste (raczej staram się, by tak nie było), proponuję, że zrobię jej coś innego na ciepło. Działa jako tako - coś tam zje, trochę zostawi. Dooobra tam.

Widzę u siebie takie błędy raczej, że emocjonalna jestem, zdarza mi się nawrzeszczeć na nia, bo już kurna nie mogę czasem, spocona, Jasiek ryczy, późno jest, starego nie ma, kot drapał pół nocy w szafę, wszystko mnie wkurza... Ale [potem ją przepraszam, mowię, że źle zrobiłam, że nakrzyczałam. Mówię jej, że to głupie, tłumaczę na przykładzie Jasia. Młoda oczywiście krzyczy na Jasia (wiadomo, naśladuje histeryczną matkę), mówię - po co krzyczysz? Czy on będzie grzeczny gdy na niego nakrzyczysz? Ona mowi, że nie. Ja mówię - no widzsz, to bez sensu. Ja też czasem krzyczę i wiem, że to nic nie daje. Nie krzyczmy, będzie nam lepiej.

Największym moim sukcesem jest to, że ona ze mną rozmawia, mówi mi o swoich problemach, ja ją staram się rozumieć, okazywac, że slucham, nie bagatelizuję tego. ale jesli nic nie mogę poradzić na jej problem, mówię jej otwarcie. Gdy nie chce iść do przedszkola - mówię jej, że rozumiem to, wierzę jej, mi też się nie chce tego czy tamtego. Przytulam ją itd.. Ale idziemy. mówię, że trzeba, bo to nauka, a nauka to praca, a pracować wszyscy muszą i basta.

Porażką jest to, że ona nadal strasznie potrzebuje udowodnienia swojej samodzielności, że są te chore akcje z pomocą, granice absurdu. Potrafi godzinę męczyć się z poskręcanymi rajtuzami i nie poprosi o pomoc, a jesli chcę jej tę pomoc wcisnąc, to piekło, ryk, masakra. Nie umiem jej tego wyjaśnić, to już tak długo trwa.... Nic nie pomaga. To jest nasz problem.

I to negowanie, udowadnianie nam, że się mylimy, że ona wie lepiej... Boli mnie to, ale może tak ma być, może nie ma w tym nic złego i powinnam się przyzwyczaić. Tyle że czasem nie wiem co powiedzieć.
Może za bardzo wymagam, by było idealnie.

Od kilku dni jest ekstra, żadnych buntów, normalnie cud i miód. Gadamy dużo, pełna wspolpraca i love ogólne.
_________________
hxxp://dzieciory.pl]dzieciory.pl - trochę niecenzuralny blog o dzieciorach
--
hxxp://www.suwaczki.com/]
hxxp://www.suwaczki.com/]
 
 
go. 


Pomogła: 86 razy
Dołączyła: 27 Lut 2011
Posty: 6285
Skąd: toro
Wysłany: 2014-11-28, 11:22   

jaskrawa, kurde, u nas się te metody sprawdzają akurat... na szcżęście :D Mi się wydaje, że dziecko samo sobie specjalnie krzywdy nie zrobi (chyba co? :oops: ) i jak będzi ejuż w wyczeńczająco-podbramkowej sytuacji to się dopomni o jakiś chociaż mini-obiad ]:-> Mnie S. budzi o 5 na śniadanie jak dzień wcześniej nie chce jeść. A ja mu mówię, że ja śpię i śniadanie jak wstaniemy. To jest oburzony, ale tego tygodnia je już normalnie z nami, bo chyba nie chce znów głodować :mryellow:
Czytałas "moje dziecko nie chce jeść"? Tak jest piękna puenta gdzieś pod koniec książki, mówi, że: co z tego, że moje dziecko nie chce jeść, skoro i tak jest najpiękniejsze, najmądrzejsze itd. :mryellow:
A drugą pozycję jaką polecam, żeby siebie przełamać, odstresować i może trochę bardziej zrozumieć dziecko i sytuację to Juula "nie z miłości" i "twoje kompetentne dziecko". Mi pomogło. Dokładnie- mi osobiście, a to się też przełożyło dość znacznie na nasze relacje. Czytałam niedługo po porodzie G., bo wtedy miałam kryzys i z S. i ze sobą ;)
_________________
"Bez odchyleń od normy niemożliwy jest postęp." Zappa
 
 
mariaaleksandra

Pomógł: 17 razy
Dołączył: 20 Cze 2012
Posty: 1603
Wysłany: 2014-11-28, 11:53   

Go. Ja swietnie rozumiem jaskrawa z tym jedzeniem, czytalam moje dziecko nie chce.jesc, swego czasu to byla.moja mala biblia, ale powiem Ci, ze na takie dzieci nic nie dziala... najchetniej bym Ci wyslala na.tydzien Jagne zebys zobaczyla :mryellow: nie wiem o co chodzi z.tymi uparciuchami, ale sposobem tego nie wezmiesz. Zreszta, jak juz kiedys pisalam, moj malz tez ma tak okrojone menu, ze nawet powiedzenie ze z tego sie wyrasta mnie.tu nie przekonuje... ale przynajkniej wiem, po kim sie to wzielo :) on moglby zyc, a wlasciwie zyje na makaronie z ketchupem i bulce z nutella :)
_________________
hxxp://alterna-tickers.com]hxxp://alterna-tickers.com]
hxxp://straznik.dieta.pl/]
 
 
jaskrawa 

Pomogła: 19 razy
Dołączyła: 21 Lip 2011
Posty: 2217
Skąd: Międzyborów
Wysłany: 2014-11-28, 15:30   

go, to, co piszesz, trochę musi działać, bo to fizjologia - głodne dziecko jednak w końcu poprosi o jedzenie. tyle że te granice - kiedy prosi i o co - to już może być różnie. moje dziecko nigdy nie poprosi nawet o mini obiadek. gdy będzie głodne i cierpiące - poprosi o chlebek z masłem i miodkiem. ostatecznie placki :D . ja się nie obawiam, że ona się zagłodzi na śmierć, ale że po prostu będzie miała po dłuższym czasie niedobory. nie wierzę w teorię, że organizm sam się domaga czego potrzebuje. to nieprawda, bo gdyby to nie była prawda, organizm mojego dziecka potrzebuje cukru, cukru i jeszcze raz cukru. mój zresztą też. najbardziej mam teraz ochotę na czekoladę, bitą śmietanę, krówki, podlane kawą i browarem :D .

dlatego jednak nakłaniam ją, by zjadła coś zdrowego. nie jest źle, bo np. chętnie je marchew, ogórki, nawet ostatnio kiszone jadła. to nie jest tak, że o nie prosi, ale nie odmawia propozycji, a to już coś. podobnie z jabłkami czy gruszkami - o nie często nawet sama prosi. orzechy też je chętnie. więc beznadziejnie nie jest, raczej jestem zmęczona jej monodietą - bo np. orzechy je, ale nie codziennie chce, podobnie z owocami. to mnie wkurza, męczy, drażni. zrobię na obiad zupę - wszystko jedno jaką - i od razu słyszę "mamo, nie chcę zupy" itd.. takie ciągłe jej ględzenie, że nie chce tego, nie chce tamtego. irytujące. mam ochotę jej powiedzieć (co jest bez sensu) - kobieto, miliony dzieci umarły z głodu, a ty pier...lisz o tym, że nie chcesz zupy czy makaronu - codziennie i codziennie. no ale tego jej nie powiedziałam (jeszcze :D :D). generalnie w temacie żarcia jestem wyluzowana już i w ogóle.
Gonzaleza czytałam, rany, ten gość mi nerwy ocalił :D . dzięki niemu przestałam się stresowac, przejmować i umierać z niepokoju.

co do Juula, tak, wiem, muszę go kupićw końcu :) . ciągle czasu brak, potem zapominam itd.. dzięki.
_________________
hxxp://dzieciory.pl]dzieciory.pl - trochę niecenzuralny blog o dzieciorach
--
hxxp://www.suwaczki.com/]
hxxp://www.suwaczki.com/]
 
 
go. 


Pomogła: 86 razy
Dołączyła: 27 Lut 2011
Posty: 6285
Skąd: toro
Wysłany: 2014-11-28, 15:47   

jaskrawa napisał/a:
głodne dziecko jednak w końcu poprosi o jedzenie. tyle że te granice - kiedy prosi i o co - to już może być różnie. moje dziecko nigdy nie poprosi nawet o mini obiadek. gdy będzie głodne i cierpiące - poprosi o chlebek z masłem i miodkiem. ostatecznie placki :D


ale o tym też kiedyś było, nie wiem czy tu, czy teżna początku niejadów i MartaJS właśnie powiedziała, że dziecko ciągle się nie będzie chciało "czekoladą" (w naszym przypadku) żywić. I rzeczywiście to też u nas zdało egzamin, 1,5 dnia wytrzymał S. A potem wcinał wege fasolkę po bretoński jak nigdy wcześniej ]:-> Myślisz, że placki by jej nie zbrzydły po tygodniu czy dwóch? ja jestem prawie pewna ;-) To tak jak dziecko wraca z kolonii, gdzie odżywiało się zamiast obiadami w stołówce chipsami i batonami... wygłodniałe na jakieś mniej przetworzone rzeczy. Ja to akurat znam z autopsji :-P Od tamtego czasu (czekolado-testu) S. ma słodycze 2 razy w tygodniu i to raczej takie "nasze".
Trzymam kciuki, żeby ten okres u Was szybko dobiegł końca!! :) ))
_________________
"Bez odchyleń od normy niemożliwy jest postęp." Zappa
 
 
jaskrawa 

Pomogła: 19 razy
Dołączyła: 21 Lip 2011
Posty: 2217
Skąd: Międzyborów
Wysłany: 2014-11-28, 17:46   

Jestem przekonana, że jeśli przez tydzień jadłaby czekoladę, potem nastąpiłby okres chleba z masłem, a potem ogórków. a potem czekolady :D . i tak w koło.
Ja już próbowałam tego z chlebem z miodem. Ale nie wytrzymałam dwóch tygodni, bo ta ciemieniucha się pojawiła. Generalnie aż tak wolę nie eksperymentować.

jest coś w tym, co pisze mariaaleksandra. może to kwestia dziedziczenia. już o tym bylo też - są ludzie, którzy NIE LUBIĄ JEDZENIA, jedzą, bo muszą. moja kuzynka taka jest - i wyobraźcie sobie, że wcale nie jest dzieckiem, które zmuszano. podtykano jej pod nos tylko to, co lubi (doskonale pamiętam, bo się prawie razem wychowywałyśmy) - bo była uparta i inaczej by i tak nie zjadła, więc był tylko taki i taki chleb, takie a takie kotleciki itd..
dziewczyna do tej pory nie przepada za jedzeniem. je, bo musi, chuda jest. tzn. teraz, gdy sama ma dziecko, jest zmęczona itd., apetyt ma już graniczący z normą, jakieś ulubione potrawy ma nawet, ale pamiętam, że jeszcze do niedawna, gdy była studentką, jedzenie na mieście z nią było koszmarem - zamawiałysmy pizzę, a ja czułam się jak jakaś żarłoczna świnia, zjadając całą moją porcję - ona podziubała, podziubała, zostawiła większość, z cierpiętniczą miną. masakra, mówię Wam :D
_________________
hxxp://dzieciory.pl]dzieciory.pl - trochę niecenzuralny blog o dzieciorach
--
hxxp://www.suwaczki.com/]
hxxp://www.suwaczki.com/]
 
 
mariaaleksandra

Pomógł: 17 razy
Dołączył: 20 Cze 2012
Posty: 1603
Wysłany: 2014-11-28, 18:21   

Jaskrawa, ja podzielam teraz to na co Ty masz ochote, mozemy sie razem stolowac ;)
I pociesze Cie ze.fajnie masz ze chociaz orzechy zje, jablko, czy nawet chleb, ja bym sie z tego cieszyla ;)
_________________
hxxp://alterna-tickers.com]hxxp://alterna-tickers.com]
hxxp://straznik.dieta.pl/]
 
 
go. 


Pomogła: 86 razy
Dołączyła: 27 Lut 2011
Posty: 6285
Skąd: toro
Wysłany: 2014-11-28, 20:17   

to ekonomicznie :D My też za dużo nie jemy, przynajmniej tak sądze patrząc po zakupowych koszykach innych jak np w lidlu ;)
_________________
"Bez odchyleń od normy niemożliwy jest postęp." Zappa
 
 
kml 

Pomogła: 5 razy
Dołączyła: 21 Sie 2013
Posty: 2181
Skąd: Śląsk
Wysłany: 2014-11-28, 20:28   

jaskrawa napisał/a:
Jestem przekonana, że jeśli przez tydzień jadłaby czekoladę, potem nastąpiłby okres chleba z masłem, a potem ogórków. a potem czekolady :D .

Moja mama je chleb z dżemem na zmianę z chlebem z miodem :-/ Ewentualnie w sezonie pomidor wchodzi w grę. Na obiad głównie ziemniaki z mięsem, naleśniki/racuchy itp. Warzywa okazyjnie. Okaz zdrowia i bardzo zgrabna jest :)
_________________
hxxp://www.suwaczek.pl/]
 
 
jaskrawa 

Pomogła: 19 razy
Dołączyła: 21 Lip 2011
Posty: 2217
Skąd: Międzyborów
Wysłany: 2014-11-30, 17:12   

mariaaleksandra, ja non stop żrę kasze z warzywami :D . chleb - i do niego wszelkie masła domowej lub sklepowej roboty. kiszone ogórki :D jabłka :D zapiekanki makaronowo-warzywne. zupki - gęste, takie, w ktorych więcej warzyw niż zup. albo zupy kremy, z posypką z kukurydzy z puszki :D . makarony z pesto z orzechów uwielbiam. ZIEMNIORY uwielbiam :) . pomidorki.
gdybym jeszcze umiała powstrzymać się przed słodyczami...

go., no właśnie, tak dzisiaj też przy okazji rozmów ze znajomymi o wakacjach stwierdziliśmy, że w sumie fajnie mieć dziecko-niejada, bo nie trzeba planować wyjazdów pod kątem stołówki/bliskości knajpy, żeby mieć blisko do miejsca, gdzie dziecko-żarłok będzie miało co zjeść. bo my nie musimy :D

kml, tak to bywa, jedni żyją chlebem całe życie i są zdrowi, inni choćby nie wiem jak się starali, to i tak nie wychodzi :) . ale obawiam się, że jednak statystycznie rzecz biorąc opłaca się mieć urozmaicone menu. moja teściowa np. odżywia się klasycznie, typowo po polsku, aczkolwiek tak babsko raczej - nie tłusto. na śniadanie biały chleb z wędliną, do tego pomidor itd., na obiad zupa na mięsie - lub kotlet, ziemniory, naleśniki, klasyka. kolacja - znowu kanapki, wędlina, ogórek, twaróg itp. niedziela - domowe ciasto, ale raczej niezbyt fajne - takie z kremami na margarynie. i w sumie nieźle się trzymała do tej pory, żadnych poważnych problemów. tyle że teraz, po sześćdziesiątce, cholesterol niestety skoczył niebezpiecznie, nadciśnienie... mimo że babka nie ma nadwagi, sprawna raczej, sporo chodzi. więc czasem to niestety do czasu wszystko. ale to temat na inną dyskusję.
_________________
hxxp://dzieciory.pl]dzieciory.pl - trochę niecenzuralny blog o dzieciorach
--
hxxp://www.suwaczki.com/]
hxxp://www.suwaczki.com/]
 
 
go. 


Pomogła: 86 razy
Dołączyła: 27 Lut 2011
Posty: 6285
Skąd: toro
Wysłany: 2015-01-19, 09:58   

Rany! Mają nas chyba za dziwaków w przedszkolu. Nie widziałam ogłoszenia o przyniesieniu pasty i szczoteczki do zębów. I w piątek dorwała mnie pani z grupy i mówi, że "Sebastianek mówi, że mu rodzice nie pozwalają myć zębów w przedszkolu, ale na prawdę nie mają narzuconej odgórnie firmy pasty do zębów ani nic" :P Mały dziad, a jak już jemu uwierzyli to muszą mieć o nas zdanie :lol: Podobno już 3 tydzień myją, a ja się dowiaduję dopiero wersji Młodego, bo "nie chcieli byś wścibscy" ]:->
_________________
"Bez odchyleń od normy niemożliwy jest postęp." Zappa
 
 
Poli 


Pomogła: 17 razy
Dołączyła: 07 Mar 2011
Posty: 1311
Skąd: Dania
Wysłany: 2015-01-19, 11:53   

go. to nie bylo zadnych ogloszen ze zaczynaja myc zeby ?
_________________

 
 
jagodzianka 


Pomogła: 10 razy
Dołączyła: 03 Wrz 2011
Posty: 2731
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2015-01-27, 17:56   

U nas na szczęście są zeszyty korespondencji więc trudno coś przegapić. Ale żeby poinformować, że jego pasta się skończyła to już za dużo. I tak F spróbował jakiejś syfiastej colgate i teraz tylko taką chce.

Dziewczyny, kiedy pierwszy raz zostawiłyście swoje 3 lat na dłużej niż dobę? Ja mam teraz w planach kilka wyjazdów i już się boję. Zaczynam mieć normalnie wyrzuty sumienia. Fifi zostaje w domu z babcią i całą resztą więc teoretycznie powinno być ok, ale jednak...
_________________
hxxp://alterna-tickers.com]
 
 
ana138 
vel uma ;)


Pomogła: 20 razy
Dołączyła: 22 Sty 2011
Posty: 3886
Skąd: Irlandia
Wysłany: 2015-02-05, 22:56   

Aaaaaaa !!!! Moje wegetarianskie serce krwawi!!! Ciotki kochane, Marcel był wczoraj w odwiedzinach u kumpla. jego matka dzwoni do mnie nagle spanikowana, bo Marcel wyjął sobie kabanosa z lodówki i go POŻARŁ !!! kiedy go odebrałam, oswiadczył mi, że chce jeść mieso!! Zapytałam, czy nie przeszkadza mu to, że mięso to zabite zwierzęta. Powiedział - ale ja lubię mięso. I jeszcze dodał, dobijając mnie całkowicie - masz mi kupowac mięso do domu :evil: :evil:
no i co??? Ratunku!!!!
(Miałyscie takie akcje??? Ja myslałam, że on będzie pierwszym bojówkarzem o prawa zwierzat w Irlandii, a tu taki cios ]:-> ]:-> )
_________________
hxxp://fajnamama.pl]
hxxp://fajnamama.pl]
 
 
go. 


Pomogła: 86 razy
Dołączyła: 27 Lut 2011
Posty: 6285
Skąd: toro
Wysłany: 2015-03-09, 10:24   

U nas dzisiaj zebranie w przedszkolu, miałam iść z nadzieją, że będą przedszkolne dietetyczki ]:-> ale cholera gruźliczy kaszel mnie dopadł :evil: Idę zaraz do apteki się jakąś chemią zalać, bo kolejna taka okazja w przedszkolu pewnie we wrześniu dopiero będzie :-P

Jak u Was babki?
_________________
"Bez odchyleń od normy niemożliwy jest postęp." Zappa
 
 
koko 


Pomogła: 40 razy
Dołączyła: 08 Maj 2009
Posty: 6187
Wysłany: 2015-03-09, 11:46   

go., przypominam, że na kaszel najlepszy jest okład ze smalcu 8-)
_________________
hxxp://fajnamama.pl]
hxxp://fajnamama.pl]
 
 
 
go. 


Pomogła: 86 razy
Dołączyła: 27 Lut 2011
Posty: 6285
Skąd: toro
Wysłany: 2015-03-09, 12:38   

koko, ja to CI taki okład w maju zafunduje ]:->
Walczę syropem sosnowym i olejem kokosowym. Do 17stej muszę nie charczeć aż tak starsznie. Nawet kuriera wystraszyłam, myślał słysząc mnie przez drzwi, "że to pies się krztusi" i zwiał za bramkę :lol:
_________________
"Bez odchyleń od normy niemożliwy jest postęp." Zappa
 
 
koko 


Pomogła: 40 razy
Dołączyła: 08 Maj 2009
Posty: 6187
Wysłany: 2015-03-09, 13:51   

go., no wiem, kuracja co najmniej obrzydliwa, ale działa jak złoto.
Wiadomość dnia: do naszego oddziału przedszkolnego od września można zapisywać dzieci z rocznika 2011. A to oznacza, że wreszcie pozbędziemy się upiora z domu ]:-> Aktualna grupa liczy 8 osób, ta nasza będzie podobnie liczna. 4h dziennie, rodzice sami przygotowują żarcie na szczęście, więc jedyną możliwością zjedzenia mięsa będą ewentualne owsiki.
_________________
hxxp://fajnamama.pl]
hxxp://fajnamama.pl]
 
 
 
jagodzianka 


Pomogła: 10 razy
Dołączyła: 03 Wrz 2011
Posty: 2731
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2015-03-10, 21:35   

koko, dopiero? Co to za dziwne zwyczaje, myślałam, że wszędzie można 3 latki. I tylko 4 h?
_________________
hxxp://alterna-tickers.com]
 
 
moony 
wyjątek od reguły


Pomogła: 49 razy
Dołączyła: 25 Lis 2009
Posty: 3740
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2015-03-22, 19:18   

Dziewczyny, jaki fotelik samochodowy dla czterolatka? Można go już wozić na tej a la poduszce bez oparcia? Jego stary byłby dla aB2, który już wyrósł z niemowlakowego.
_________________
mój muzyczny blog ---> www.ewabujak.blogspot.com
hxxps://www.facebook.com/they.can.rock.me?ref=hl
 
 
Jadzia 

Pomogła: 29 razy
Dołączyła: 11 Gru 2007
Posty: 3102
Skąd: gliwice
Wysłany: 2015-03-22, 19:56   

moony napisał/a:
Można go już wozić na tej a la poduszce bez oparcia?

Odradzam podkładki-kiepskie bezpieczeństwo. My mamy taki hxxp://www.sklep-tosia.eu/kiddy-cruiserfix-pro_p2029, montowany na isofix. Młoda jeździ w nim prawie od roku i jest ok. "Rośnie" z dzieckiem, jest stabilny.
_________________
<img src="hxxp://www.suwaczki.com/tickers/ex2b8u69jbdsqcep.png" alt="Suwaczek z babyboom.pl" border="0"/>
<img src="hxxp://www.suwaczki.com/tickers/zem3qtkf1v8ga0gg.png" alt="Suwaczek z babyboom.pl" border="0"/>
 
 
jaskrawa 

Pomogła: 19 razy
Dołączyła: 21 Lip 2011
Posty: 2217
Skąd: Międzyborów
Wysłany: 2015-03-23, 08:14   

Oj,podkładka to jakoś o wiele później... My mamy fotelik RECARO od kiedy mniej więcej rok skończyła i to jest aż do 36 kg. Wprawdzie najbardziej liczy się wzrost przy prsesiadaniu się na tę podkładkę, ale widzę ze jeśli i to chodzi również Marysia sporo brakuje by wyrosnąć z fotelika. A zasada jest taka ze im dłużej w foteliku tym bezpieczniej wiec trzeba wykorzystać go do kiedy tylko się da.
_________________
hxxp://dzieciory.pl]dzieciory.pl - trochę niecenzuralny blog o dzieciorach
--
hxxp://www.suwaczki.com/]
hxxp://www.suwaczki.com/]
 
 
Poli 


Pomogła: 17 razy
Dołączyła: 07 Mar 2011
Posty: 1311
Skąd: Dania
Wysłany: 2015-03-23, 20:28   

Lila nadal jezdzi w tym foteliku do 18 kg, nadal pasuje i dzieki temu wysoko siedzi .
hxxp://www.sklep-tosia.eu/britax-first-class-plus_p1275

Takze moim zdaniem na podkladke za wczesnie. Tutaj sa foteliki dla najstarszej grupy wiekowej :
hxxp://www.sklep-tosia.eu/foteliki-od-15-kg_d89
_________________

 
 
jaskrawa 

Pomogła: 19 razy
Dołączyła: 21 Lip 2011
Posty: 2217
Skąd: Międzyborów
Wysłany: 2015-05-15, 23:03   

Młoda kończy dziś cztery lata :)
Jak to zlecialo... :)
Melduje, ze - nadal je w kółko ten sam zestaw.
Nadal jest tak cholernie uparta i ma akcje dzikiej walki o samodzielność.
Poza tym jest wspaniała, dzielna, wesoła, rozgadana i
.. Naprawdę "grzeczna". Sporadycznie zdarzają się jakieś akcje, generalnie jest milion razy łatwiejsza w obsłudze niż jej narwany brat. Dogadujemy się z nią bez trudu.
W przedszkolu spoko.
_________________
hxxp://dzieciory.pl]dzieciory.pl - trochę niecenzuralny blog o dzieciorach
--
hxxp://www.suwaczki.com/]
hxxp://www.suwaczki.com/]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,8 sekundy. Zapytań do SQL: 11