wegedzieciak.pl wegedzieciak.pl
forum rodzin wegańskich i wegetariańskich



FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Tęsknię za mięsem.
Autor Wiadomość
Kinga25

Dołączył: 20 Wrz 2013
Posty: 8
Wysłany: 2013-09-20, 20:18   Tęsknię za mięsem.

Witajcie, od ponad roku jestem wegetarianką. Przez pierwsze kilka miesięcy byłam weganką.
Niestety mimo tego, że bardzo się starałam i suplementowałam i jadłam ultrazdrowo pogorszył mi się stan zdrowia i wpadłam w obsesję (a miałam epizody zaburzeń odżywiania w moim życiu - nadal mam).
Przeszłam więc na wegetarianizm i tak trwam do dzisiaj.
Problem leży gdzie indziej... Strasznie tęsknię za mięsem, wręcz obsesyjnie o nim myślę, a mój mózg ciągle chce mnie oszukać racjonalizując sobie jedzenie choćby ryb i owoców morza.
Zawsze bardzo lubiłam mięso, zrezygnowałam z niego wyłącznie z powodów etycznych. Jednocześnie obecnie jestem na etapie "człowiek jest jednak ważniejszy niż zwierze" i nie jestem przeciwna np. testowaniu leków na zwierzętach. Jak widzicie mój zapał do wege systematycznie malał i malał. Powodem jest też to, że nienawidzę gotowania (początkowy weganizm to była prawdziwa obsesja i nie wychodzenie w ogóle z kuchni więc znam smak smacznych wegańskich dań). Nie lubię strączków - wiem, że można na tysiąc sposobów je przygotować, ale poza czerwoną soczewicą ich nie lubię i już.
Dodatkowo wiele wskazuje na to, że mam nietolerancję laktozy.
Wszystko to brzmi pewnie chaotycznie, ale potrzebuję jakiegoś pokrzepienia, albo porady - może ktoś z was tak miał?
I tak jak jem nabiał czuję się moralnie słabym, małym człowiekiem. I co? Syci mnie właśnie nabiał. Potem przychodzi pora obiadu, a mnie na myśl o kolejnym jajku, albo cammembercie robi się niedobrze. Ale jem, bo samymi warzywami się nie najadam. Nie lubię sojowych przetworów poza parówkami itp, ale nie wiem w końcu ile można ich jeść. Nie przepadam za makaronem, pierogami, naleśnikami - poważnie, jak jem takie stricte węglowe dania jestem głodna po godzinie. Tylko duża ilość jajek albo nabiału mnie w miarę syci na kilka godzin.
Chodzę więc wiecznie głodna i na niesamowicie monotonnej diecie. Obsesje związane z jedzeniem i wyrzutami sumienia mnie dosłownie prześladuję. Czuję się smutna, że tak bardzo chciałabym jeść mięso mimo że dobrze więc z czym się to wiąże. Zastanawiam się czy może ryba jednak jest ok, może mogę ją zjeść, bo może zjedzenie ryby jest moralnie lepsze niż picie mleka - w końcu przyczyniam się wtedy do śmierci ryby, zwierzęcia o wieeeeele mniej rozwiniętego od cielaczka czy krowy.
Zastanawiam się czy jedzenie np ryb nie jest bardziej moralne od wegetarianina obżerającego się nabiałem - takiego jak ja.
Czuję do siebie dużą niechęć, Mam wrażenie, że wszyscy wege czują obrzydzenie na myśl o mięsie, a ja jak pomyśle o nodze z kurczaka lub rybie aż trzęsę się z "chcicy" zjedzenie tego.
Chciałabym być spójna, a jedząc nabiał nie czuję się spójna. Jedząc ryby byłabym jeszcze mniej spójna. Jestem zbyt słaba/ niezmotywowana/ specyficzna żeby być weganką.
Nie oczekuję żadnej konkretnej rady, bo wiem że nie ma rozwiązania, które byłoby dobre. Jednak chętnie poczytałabym o waszych decyzjach, przejściach i zapytała, czy w ogóle jestem jedynym na świecie wegetarianinem, który z zazdrością patrzy na talerz swojego chłopaka pełen ryb i drobiu?

Jak sobie wytłumaczyć, że wegetarianizm (lakto owo) jest lepszy od np zrezygnowania z nabiału a jedzenia ryb? Doprowadzanie (pośrednie) do śmierci krów jest moralnie lepsze niż doprowadzanie do śmierci ryb?
Chyba, ze argumentem jest coś o gatunkowizmie, ja jestem jednak przekonana, że krowa to istota o wiele bardziej odczuwająca ból, emocje, macierzyństwo(!) niż np. szprotka.
Nie chce nikogo atakować, ale sama nie potrafię sobie tego wyjasnić, a potrzebuję jakiegoś wsparcia.

pozdrawiam i zazdroszczę siły.
 
 
idare 

Pomogła: 1 raz
Dołączyła: 27 Maj 2008
Posty: 56
Wysłany: 2013-09-20, 20:28   

moim skromnym zdaniem powinnaś jeść wszystko na co masz ochotę i nie robić sobie żadnych wyrzutów. to po prostu jeszcze nie jest twój czas na wegetarianizm. nie ma w tym absolutnie żadnej twojej winy. naprawdę nie widzę potrzeby, żeby robić coś czego się nie czuje, to zwyczajnie jest pozbawione sensu.

kto wie, może w następnym życiu... :mryellow:
 
 
an 
spec od łudzenia się

Pomogła: 26 razy
Dołączyła: 11 Lip 2008
Posty: 1316
Wysłany: 2013-09-20, 20:42   

Cytat:
bardzo się starałam i suplementowałam

Kinga, mogłabyś napisać jakie konkretnie suplementy to były? jakie dawki konkretnych składników - przynajmniej B12
czy nadal je stosujesz? jak regularnie?

I czy stosujesz coś z omega-3 i w jakich ilościach?
 
 
Kinga25

Dołączył: 20 Wrz 2013
Posty: 8
Wysłany: 2013-09-20, 20:45   

an napisał/a:
Cytat:
bardzo się starałam i suplementowałam

Kinga, mogłabyś napisać jakie konkretnie suplementy to były? jakie dawki konkretnych składników - przynajmniej B12
czy nadal je stosujesz? jak regularnie?

I czy stosujesz coś z omega-3 i w jakich ilościach?


Jadłam taki popularny i polecany tu suplement B12 (wegevit?) raz dziennie. dodatkowo Ostercal 1 raz dziennie (wapń i 400jm wit D) oraz A+D raz dziennie (2000jm A oraz 400jm D). Poza tym zmielone siemie lniane (świeżo mielone codziennie) w ilości 2 łyżek przed zmieleniem.
Wszystko poza B12 nadal jem. Ale kilka miesiący temu robiłam poziom B12 i mam w normie.

idare - ja sens wiedzę, tzn mój rozum widzi. Ale moje instynkty i inne słabości mniej widzą. Żeby było jasne - nadal jestem wegetarianką. Po prostu gorszy okres mi nie mija i zaczynam się zastanawiać.
 
 
Humbak 


Pomogła: 80 razy
Dołączyła: 02 Cze 2007
Posty: 3937
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2013-09-20, 20:57   

Kinga25 napisał/a:
może ktoś z was tak miał?
no jasne, ja bardzo lubię mięso, nie jem bo nie chcę i tyle. To nie oznacza, że mi nie pachnie ;)

Zauważyłam też, że u mnie taką "chęć" mam większą gdy 1) jem byle jak, 2) jestem głodna i nie mam porządnego smacznego posiłku do zjedzenia albo 3) zbyt długo próbuję nowych przepisów które nie do końca mi smakują i jestem zmęczona tym jedzeniem średnio smacznego. Przypominają mi się wtedy czasy jedzenia "smacznego" i czuję głód. Większość "smacznych" przepisów jest nie dla mnie, ja mam mięsne wyczucie tego co dobre. Makarony razowe i ryż brązowy to nie są moje przysmaki, choć od czasu do czasu lubię je zjeść.

Zazwyczaj zapełniam sobie lodówkę wtedy wszystkim, co jest dla mnie smaczne i wegetariańskie - uwielbiam wsiowe jak to mówię jedzenie: pierogi, racuchy, kluchy, sałatki, surówki itd. To pomaga. Jak odetchnę kilka dni jedząc smaczne rzeczy, przypomnę sobie po co to robię i na dłuższy czas znów mam spokój :-P
_________________
<img src="hxxp://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/q/qbfxwgk3a.png" border="0" alt="AlternaTickers - Cool, free Web tickers"><img src="hxxp://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/z/zv7rbqnhj.png" border="0" alt="AlternaTickers - Cool, free Web tickers"><img src="hxxp://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/3/3hcbwsnal.png" border="0" alt="AlternaTickers - Cool, free Web tickers">
 
 
theloudestsound 


Pomogła: 6 razy
Dołączyła: 23 Sie 2012
Posty: 275
Skąd: żary
Wysłany: 2013-09-20, 21:06   

Na jakiej podstawie stwierdzasz, że ryba jest mniej rozwinięta od cielaczka, śmiem twierdzić, że nie jest mniej rozwinięta ani od cielaczka ani od świni, kota, psa, czy człowieka! To tak w imię słów Alberta Einsteina - „Każdy jest geniuszem. Ale jeśli oceniasz rybę po jej zdolności do wspinania się po drzewie, ona przez całe życie przekonana będzie, że jest głupia"
_________________
Żyjemy w czasach, w których wrażliwość to słabość.
hxxp://trzymetryherbatki.blogspot.com/
Ostatnio zmieniony przez theloudestsound 2013-09-20, 21:09, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
MartaJS 


Pomogła: 101 razy
Dołączyła: 04 Wrz 2010
Posty: 6041
Skąd: Kosieczyn
Wysłany: 2013-09-20, 21:07   

Kinga25, jest wiele osób z takim problemem jak Twój, chociaż wydaje mi się, że tu na forum to dość niepopularny temat, może nawet tabu.

Powiem tak: każdy robi ile może. Nigdy nie jesteś w 100% w porządku wobec świata, jak bardzo byś się nie starała, zawsze Twoje życie będzie powodowało jakieś cierpienie. Można szukać sposobów na jego minimalizację, bo może część tego cierpienia jest zbędna. I każdy ustawia sobie tę granicę tam gdzie może, tam gdzie uważa - i nie można tu się licytować, kto jest lepszy, kto bardziej etycznie postępuje, bo sprawa jest złożona i sama tę złożoność dostrzegasz. Możesz postawić tę granicę w ten sposób, że nie jesz zabitych zwierząt. Oczywiście to nie uwalnia Cię od dylematów. W sumie życie krów i kur mięsnych bywa dużo przyjemniejsze niż życie krów mlecznych i niosek, a jedne i drugie kończą tak samo. Ryby też cierpią, owady też cierpią, ale cierpienie krowy jest nieporównywalnie bardziej zbliżone do naszego. Można unikać mydła robionego z odpadów poubojowych, ale czy to bardziej etyczne od mydła z olejem palmowym, którego produkcja niszczy środowisko, a więc też przyczynia się do śmierci kolejnych istot? Dylematy...

Możesz zjeść raz na jakiś czas rybę, możesz poszukać mięsa ze źródeł nieprzemysłowych, możesz też pozostać wege i znaleźć jakiś sposób na równowagę w diecie, coś co Cię zadowoli.
_________________



hxxp://www.kurazdoktoratem.blogspot.com
 
 
an 
spec od łudzenia się

Pomogła: 26 razy
Dołączyła: 11 Lip 2008
Posty: 1316
Wysłany: 2013-09-20, 21:07   

Kinga25 napisał/a:
an napisał/a:
Cytat:
bardzo się starałam i suplementowałam

Kinga, mogłabyś napisać jakie konkretnie suplementy to były? jakie dawki konkretnych składników - przynajmniej B12
czy nadal je stosujesz? jak regularnie?


Jadłam taki popularny i polecany tu suplement B12 (wegevit?) raz dziennie. [...]
Wszystko poza B12 nadal jem. Ale kilka miesiący temu robiłam poziom B12 i mam w normie.


A możesz podać jaki dokładnie miałaś ten wynik? Bo dawka 5 mcg na weganizmie to nie jest wystarczająca dawka, być może wynik jest w normie, ale przez niską suplementacje w czasie weganizmu zbyt nisko sie obniżył? -dywaguję, po prostu jestem ciekawa.
Jeśli to nie problem, zerknij na wynik :)

A inny trop to żelazo a konkretnie jego zapasy w postaci ferrytyny (piszesz, ze nie lubisz wielu rzeczy w tym strączkowych) ewentualnie inne składniki.
 
 
Kinga25

Dołączył: 20 Wrz 2013
Posty: 8
Wysłany: 2013-09-20, 22:56   

theloudestsound napisał/a:
Na jakiej podstawie stwierdzasz, że ryba jest mniej rozwinięta od cielaczka, śmiem twierdzić, że nie jest mniej rozwinięta ani od cielaczka ani od świni, kota, psa, czy człowieka! To tak w imię słów Alberta Einsteina - „Każdy jest geniuszem. Ale jeśli oceniasz rybę po jej zdolności do wspinania się po drzewie, ona przez całe życie przekonana będzie, że jest głupia"

Na podstawie biologii. Tutaj dla mnie nie ma dyskusji, nawet na etapie weganizmu idea anty-gatunkowizmu była dla mnie zupełnie nie zrozumiała. Nie chcę nikogo przekonywać do niczego, ale sama uważam, że organizmy można ustawić gradacyjnie pod względem rozwinięcia zdolności poznawczych, bólowych, emocjonalnych i społecznych. Zawsze uważałam, że krowa cierpi w masowej hodowli bardziej niż ryba i jest to dla mnie dogmat, aksjomat, czy jak to można nazwać ;)


theloudestsound napisał/a:
A możesz podać jaki dokładnie miałaś ten wynik?

Niestety nie mam tego wyniku, ale pamiętam, że był niemal dokładnie w połowie widełek normy. Żelazo z kolei mam w górnej granicy normy, dzięki piciu pokrzywy chyba nawet mi wzrosło w trakcie wegetarianizmu.

Wiecie, nie szukam tutaj usprawiedliwienia moich przyszłych działań, naprawdę. Chodzi mi o to, że ciężko mnie, osobie opierającej się mocno na rozumie jakoś ułożyć sobie mój wegetarianizm.
Tzn. weganizm jest oczywiście ideałem, ale mnie nawet wegetarianizm nie wychodzi. I zastanawiam się na ile ma sens picie litrów mleka i dumne nazywanie się wegetarianką. Dla mnie osoba, która je np ryby morskie, a nie je w ogóle mlecznego nabiału jest moralnie wyżej. No, ale ona nie może się nazwać wegetarianką. Ja mogę się tak nazwać, a czuję się mało moralnie.

Wybieram mydła bez sodium tallowate, a tutaj dylemat o tłuszczu palmowym się pojawił :) Z resztą to nie jedyny dylemat. Mam problem też z zaburzeniami odżywiania - w związku z tym panicznie boję się chleba, pierogów, racuchów, makaronów. Po prostu tego nie jem.
Jem więc na obiady jakieś warzywa zmieszane z tofu albo jajkiem i czerwoną soczewicę. Non stop.

Wiem, że jakby mi naprawdę zależało, to powinnam się "poświęcić", jeść "co dają" i np. przytyć, bo dzięki temu bym uratowała zwierzę. Ale nie umiem, jestem dla siebie ważniejsza. Mój chłopak je drób i ryby, a naprawdę nie ułatwia mi to odzwyczajenia się od tych zapachów.

Może bardziej chciałam po prostu pokazać mniej wesołą część wegetarianizmu, bo często czytając różne blogi mam wrażenie, że nikt nie ma tak jak ja.
 
 
zou 

Pomogła: 19 razy
Dołączyła: 08 Gru 2010
Posty: 917
Wysłany: 2013-09-21, 08:18   

Hej, Kinga 25...

Moim zdaniem po pierwsze umysł czyli to co nazywasz "rozumowo" - Jeśli się dąży w wege do bycia "czystym", to moim zdaniem jest ścieżka tylko wzmagająca pychę człowieka. Moim zdaniem tę postawę umysłową można porzucić z pozytkiem i dla siebie i dla otoczenia. Można być też wege każdego dnia od nowa, albo w ogóle odstawić te umysłowe deklaracje. Np. Paul Mc Cartney wydał ksiażkę "poniedziałki bez mięsa" - takie życie ograniczające tylko w jakims sensie spożycie mięsa z hodowli przemysłowych juz w jakims stopniu przyczynia sie do poprawy środowiska. Inna sprawa etyczna jest to, że jedząc mięso (np. ryb) juz z szacunkiem do zwierzęcia np. ryby, traktując ją jako byt a nie jako produkt, już spełniasz w sobie i wobec innch pewną ważną rolę - zastanowienie się zamiast wyparcia... Ponoszenie konsekwencji moralnych (subiektywnych) własnych wyborów. To jest uczciwe wobec siebie. Jeli uznasz, ze ta ryba zasługuje na szcunek, bo przedłuzyła Twoje życie, a człowiek jest wazniejszy od zwierząt, to niech bedzie zatem lepszym człowiekiem kazdego dnia. Innym pomoże, dla siebie będzie dobry, itd. Ale zacząc trzeba od małych kroczków, akceptacji sytuacji. Wtedy czasami lęki i kompulsje mają szansę zniknąc wraz ze zniknięciem presji umysłowej. Czasem wystarczy swiadomość. Ty juz ja masz. Świadomość oddziałuje na podświadomość, ale u Ciebie górę bierze wina, a nie akceptacja sytuacji. Pomyśl o tym i nie katuj się. Trochę łagodności do siebie, moim zdaniem, też pomaga...

Jeśli masz napady jedzenia kompulsywnaego i/lub anoreksji - to moim zdaniem unikanie weglowodanów i strączków (czy boisz się podświadomie, zż na nich przytyjesz a na "rybie" czy "kurczaku" nie?) - jest tym elementem, który hamować może u Ciebie wprowadzenie zdrowego żywienia wege czy wegan, tzw. całości pokarmowych, różnych grup warzyw, zbóź, owoców, pestek... Jeslii się wciąz "boisz jedzenia" a zarazem "boisz O jedzenie" - czy cierpi bardziej czy mniej, to możesz popaść, tak jak mówiesz w kolejną pułapke umysłu, poglądów, strachu o swoje ciało, winy wobec cierpienia inch itd...Taki banał: Czasem mniej znaczy więcej. I dlatego w pierwszym akapicie napisałam o tym o czym napisałam...o świadomości.

Moim zdaniem, nie ma konieczności patrzenia na swój wegetarianizm czy weganizm w kontekście specyficznej dumy z linerności (życia bez wpadek) - wystarczy po prostu nie deklarować na głos, wobec znajomych rodziny "wegetarianizmu" ....Wtedy się nie ma rozdwojenia jaźni. A w tym czasie słuchać swego organizmu. Jeśli chcesz zjeśc rybe, to zjedz i zobacz jak sie z tym czujesz, obserwuj swój umysł i znajduj przyczyny poszczególnych mysli, zidentyfikuj je, napisz na kartce za kilka miesiecy, jak już je zgromadzisz, i ustaw je do najważniejszej dla Ciebie do najmniej wydających Ci się ważnych. Potem zapisz je na osobnych kartkach i przetasuj, w taka hierarhie, aby spełniała Twoje oczkiwania i aspiracje moralne. Apotem, co jest najtrudniejsze pozapisuj przeszkody, ktre stoja Ci na drodze tzn. poglądy na temat samej siebie (jestem brzydka jak jestem gruba, kto tak twierdzi, z kim się stykam, jakie mam wzorce itd itp- no to juz wiesz tylko Ty sama) ustaw te przeszkody pbok tych obu hierarchii. Jedne z nich to Twój zcas obecny, inne to aspiracje, a inne to praca nad soba by z jednych dazyc do drugich. Ale pomału, bo na winie nie zbuduje sie szacunku, ani na autoagresji. (Chronimy zwierzeta ale siebie nienawidzimy) itd itp. To jest istotna praca z umysłem. Jak sobie z tym zaczniesz radzic, tzn zaakceptujesz siebie tu i teraz z wyborami, które podejmiesz tzn. moim zdaniem już świadomośc,z e mięso i ryba to nie jest produkt bezrefleksyjnosc itd... Jest punktem z którego warto sie cofnąć i pozałatwiac w sobie inne sprawy tzn. przygotowac grunt pod realizacje tych aspiracji. Ale dobry, łagodny i z szacunkiem, bez strachu...
Wiesz, All You Need Is Love ;)

Dla mnie dopóki nie zajmiesz się najpierw swoją obsesją wobec weglowodanów, to bedziesz sie bała jeść ich więcej, bała przytyć, ratowała się suplementami w leku i winie, że mieso czy ryba by Cię nasyciły, ale zabiłoby Cię z kolei poczucie winy, które i tak Cię dręczy z powodu mleka.

Jeśli zas masz nietolerancje laktozy (ja też) to taki wegetarianizm jest wręcz szkodliwy.

Jeśli pytasz o to jak było u nas, to np. u mnie - ja nie kolekcjonuję dni, ani dumy, ucinam te linie kompulsywne, bo one mi np. nie pomagają. (Tzn. pamietam jak u lekarza mnie ktoś spyta ile miesiecy czy lat jem tak a tak, ale to nie jest kwestia czystości moralnej) Zgadzam się z tym co napisala MartaJS świadomośś rośnie, wiedzy przybywa itd. Każdego dnia jest nowy dzień, w każdej godzinie mamy nową decyzję, nawet w kazdej minucie. Jak one sie złożą w lata to ok, a jak nie - nie. Przeszłośc przeszła, przyszłość przyjdzie a jest tylko teraz. Trzeba się zając tym co Ci przeszkadza jeść pełnowartościowo produkty potrzebne na diecie wege do której aspirujesz... jeśli do tego czasu potrzebujesz ryb to ich próbuj. Tak jak ktoś napisał, może to nie Twój czas, jeśli przetrwasz go uzupełniając niedobory czy subiektywne uczucie głodumięsem zwierzat zamiast laktozy to bedzie to dla Ciebie lepiej, może podstawa winy - nie jest ta podstawą ktora Ci zapewni poczucie szacunku i bezpieczeństwa twego zdrowia. Ja na Twoim miejscy zajęłabym się przyczynami, genezą tych mysli a dopiero potem łagodność i poczucie bezpieczeństwa (takze ufności co do zdrowia, bo - przyajmniej ja- nauczyłam sie słuchac swojego organizmu, nie bac się go dopiero wtedy naprawde trwale schudłam jak zaczęłam organizm żywić a nie karmić, i schudłam 25 kg a dalej jeszcze to nie jest moja docelowa "masa") za tym idzie kawał dobra, ale wszystko ma swój czas :) Po kolei. Fajnie, że jesteś na Forum :) ... Powodzenia !

ps. I zaczęłabym od rozkminieia fałszywej tezy "musiałabym przytyć aby uratować zwierzę"....Poważnie- rozwałkuj to na części peirwsze, najuczciwiej wobec siebie jak umiesz. I drugie zadanie "po co siebie oficjalnie, dumnie nazwywam wgetarianką" ... Rozkawałkowac to na pojedyncze kategorie, np. ja bym tak zrobiła:
- po co: no tego to ja nie wiem czemu Ty
-oficjalnie: czy to czasami wszystkiego nie utrudnia?
-dumnie- niewystarczająco, co zatem jest wystarczające lub by było?
- wegetarianką- słuszne watpliwości co do wege a wegan- tu masz plus do uświadomienia się i tyle.
_________________
www.veganfotoku.blogspot.com - roślinna fotokuchnia - aktualny blog
www.wegefotokuchnia.blox.pl - stary blog
"Kuchnia XX wieku to miejsce, w którym przygotowuje się jedzenie, przechowuje pojemniki i puszki. Kuchnie XXI wieku będą produkować własną żywność, a to sprawi, że każde gospodarstwo domowe będzie w dużej mierze żywnościowo niezależne" S.Meyerovitz na temat kiełków, ziół...
 
 
MartaJS 


Pomogła: 101 razy
Dołączyła: 04 Wrz 2010
Posty: 6041
Skąd: Kosieczyn
Wysłany: 2013-09-21, 08:51   

zou, bardzo mi się podoba to co piszesz.
_________________



hxxp://www.kurazdoktoratem.blogspot.com
 
 
Kinga25

Dołączył: 20 Wrz 2013
Posty: 8
Wysłany: 2013-09-21, 09:38   

Zou, dziękuję za ten wpis. Na pewno muszę go przeczytać kilka razy, bo jest w nim wiele ciekawych myśli i bardzo daje do myślenia.
 
 
malva 
vegan warrior


Pomogła: 35 razy
Dołączyła: 27 Gru 2007
Posty: 1445
Wysłany: 2013-09-21, 10:41   

zou, świetny wpis
 
 
olgasza 
królowa życia


Pomogła: 124 razy
Dołączyła: 02 Cze 2007
Posty: 3140
Wysłany: 2013-09-21, 10:43   

Kinga25, jest jeszcze taka fajna książka "Jeść przyzwoicie", nie wiem, czy znasz. Autorka opisuje rok ze swego życia, kiedy po kolei próbowała różnych etycznych sposobów odżywiania - wychodząc od klasycznej diety, przez wegetarianizm, weganizm, frutarianizm. Robi przy tym dogłębny reasearch wszystkiego - od kwestii zdrowotnych przez prawne i filozoficzne - i podobnie jak ty - rozumowo jest bardzo za weganizmem - natomiast sama z siebie tęskni za mięsem. Polecam, bo to dobra lektura: hxxp://czarne.com.pl/katalog/ksiazki/jesc-przyzwoicie .
I też mi się podoba, co pisze zou i MartaJS - każdy robi, tyle ile może, codziennie od nowa. Pozdrawiam!
_________________
hxxp://ekostyl.blogspot.com/
 
 
malva 
vegan warrior


Pomogła: 35 razy
Dołączyła: 27 Gru 2007
Posty: 1445
Wysłany: 2013-09-21, 10:53   

ja przez okres swojego wegetarianizmu ( 21 lat nie jem mięsa) raz zjadłam coś mięsnego. I już ;-) .
Za pierwszym razem po 5 latach wegowania ,miałam straszliwą ochotę na coś tam i zjadłam tą potrawę i po sprawie.
Weganką jestem krótko i wpadki zdazają mi się "co chwila". Ale uparcie idę dalej. Nie przejmuje się tym ,nie martwię , jak człog uparcie "jadę dalej."
To co pisze zou jest dobre ,ja od siebie dodam ,że energia podąża za uwagą, tzn to na co kierujesz uwagę "rozrasta" się w twoim zyciu, jeśli kierujesz uwagę na "brak" w tym momencie mięsa to oów brak jest ogromnym problemem, spójrz na to co MOŻESZ jesć, jakei fajne mozliwości się przed tobą otwierają.
Gdybym miała myslec " już nigdy w zyciu nie zjem żóltego sera" to bym chyba musiała przejśc przez okres żałoby :-P , a tak to cieszę się z tego co jest.
 
 
moritura 


Pomogła: 3 razy
Dołączyła: 18 Wrz 2011
Posty: 499
Skąd: Kraków
Wysłany: 2013-09-21, 11:41   

Napisałam długaśny wpis, nie skopiowałam, wylogowałam się, przepadł. Trudno, widać nie był tego wart :) Tym razem krócej.

Nie będę się powtarzać po innych (lepiej znających się na zdrowym odżywianiu, suplementacji itd.) użytkowni(cz)kach, dorzucę tylko kilka uwag z perspektywy zaburzeniowca. Cierpiałam długo na zaburzenia odżywiania i to, co opisujesz, moim zdaniem może być ich ciągiem dalszym (tego nie wiem). Tak było u mnie z pierwszą próbą przejścia na weganizm, ponad 3 lata temu (nieudaną). Przeżywałam dokładnie to samo, co wiele lat wcześniej, kiedy się głodziłam - czułam dziką chcicę wobec określonych produktów spożywczych (chodziło o nabiał, bo "przechodziłam na weganizm", ale naprawdę uważam, że to nie miało znaczenia, że to był akurat nabiał), równocześnie wiedząc, że każdy łyk jogurtu spowodowałby poczucie winy, które by mnie niechybnie zniszczyło.

I byłam bardzo głodna i bardzo nieszczęśliwa, coraz głodniejsza i coraz nieszczęśliwsza, i wszystkie moje myśli koncentrowały się na serkach i jogurtach. Straszny czas, na szczęście krótki. W porę zauważyłam, że te wszystkie mechanizmy są mi już dobrze znane, opracowane, rozpoznane. Że ja sobie z grubsza umiem z nimi radzić (a przynajmniej wiem, z której strony ugryźć - bo pewną dozę bezradności wciąż dopuszczam, nie jestem robotem). Że umiem rozpoznawać treści, które wypieram - wiem dzisiaj, czego się bałam, przed czym uciekałam w nie-jedzenie-nabiału (bo z weganizmem to niewiele miało wspólnego, prócz treści talerza).

A naprawdę przeszłam na weganizm raptem trochę ponad rok później. Bez wyrzeczeń. Z dnia na dzień. I nie tęsknię za mlekiem, ani ani. A jedzenie sprawia mi przyjemność, jak nigdy w życiu. Z moim narzeczonym celebrujemy każdy posiłek - zawsze wspólnie, z kwiatkami na stole. Często rozmawiamy o tym, co ugotować na drugi dzień ;)

Nie będę Ci doradzać, bo Cię nie znam. Ale gdybym mogła napisać dzisiaj do SIEBIE sprzed 3 lat, to powiedziałabym z całą stanowczością: zjedz ten cholerny jogurt [lub: mięso, rybę], bo i tak go w końcu zjesz. Znajdź terapeutę, uporaj się z demonami i wróć do weganizmu dla zwierząt i ich dobra, a nie dla samoumartwiania się. Bo póki co, to znęcasz się nad dobrze Ci znanym i powierzonym pod opiekę ssakiem w imię źle pojętej empatii wobec przetworzonych wydzielin innego ssaka. I nic w tym nie ma szlachetnego ani dobrego (może prócz chęci, którymi wiadomo co jest wybrukowane).
 
 
Kinga25

Dołączył: 20 Wrz 2013
Posty: 8
Wysłany: 2013-09-21, 12:12   

To prawda, mam swoje zaburzeniowe demony, które mnie po prostu dręczą. Od 10 lat nie mam normalnego stosunku do jedzenia jako takiego, a moralne dylematy związane z weg*nizmem ciągną się za mną.
Nie wiem jaką decyzcję kiedyś podejmę, na razie trwam w tym co jest, jedyną inną opcją jest wyrzeczenie się nabiału mlecznego na rzecz ryb. Nie wie jak będę się z tym czuła, wiem na pewno, że ideałem jest dla mnie weganizm, a wszystko inne to półśrodki. Mam nadzieję, że kiedyś będę potrafiła z własnej woli, bez takiego 'winnego' podejścia podjąć taką decyzję. Dziękuję.
 
 
Jabłania 

Pomogła: 9 razy
Dołączyła: 12 Cze 2012
Posty: 1100
Skąd: Kraków
Wysłany: 2013-09-21, 12:22   

zou, świetny wpis.

Wiele nie dodam. Kinga25, odnśnie tęsknoty za smakiem mięsa i poczuciem, że ono daje Ci siłę, mniej więcej rok trwa zanim organizm przystosuje się do nowego, bezmiesnego sposobu odżywiania. Mozna się wtedy czuć dziwnie. A już zwłaszcza, gdy ktoś np. nie bilansuje prawidłowo diety. U niektórych osób stan taki może trwać dłuzej. U mnie to trwało gdzieś rok. Może na początek potrawy jarskie przyprawiaj sobie tak, jak przyprawiłabyś mięso, np. rób sobie sznycle, których bazą będą zmielone warzywa (w tym strączkowe) i wszystko przypraw i wykonaj tak, jakby te zmielone warzywa, to było zmielone mięso, bazuj troszkę na kotletach z kaszy. Takie potrawy, które wyglądem i smakiem ciut będą Ci mięso przypominać. Ale przetworzonej soi (kotlety, parówki) w ogóle nie polecam -chyba, że od święta :) Napisałaś, że nie lubisz makaronów. A czy próbowałaś np. marakonów z czarnego ryżu, kukurydzianych itd? A lubisz zupy kremy? Wiele można w nich przemycić. O ile w warzywach strączkowych nie odpowiada Ci ich smak, a nie chodzi o ćoś innego... Tak naprawdę problem chyba leży gdzie indziej. Jak sama wspomniałaś, potafisz przecież ugotować jarskie danie, które Ci smakuje. Na Twoim miejscu najpierw postarałabym się zdobyć wiedzę na temat właściwego bilansowania diety wege i wegan, uporzadkowała swoje myśli, wiedzę i podejście do jedzenia, a dopiero później, małymi krokami poszłabym w wyznaczonym przez siebie kierunku. Myślę, że post Zou może Ci pomóc, gdy go sobie przetrawisz. Powodzenia. I witaj na forum :)
_________________
hxxp://www.zapytajpolozna.pl]

hxxp://www.zapytajpolozna.pl]
hxxp://www.zapytajpolozna.pl]
 
 
frjals 
ískalt tófa


Pomogła: 23 razy
Dołączyła: 02 Cze 2007
Posty: 1706
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 2013-09-21, 12:36   

Kinga25 napisał/a:
Czuję do siebie dużą niechęć

właśnie, mam wrażenie, że problem z dietą nie jest tym od czego powinnaś zacząć.
Piszesz o zaburzeniach odżywiania - rozumiem, że próbowałaś już pomocy profesjonalnej? Jeżeli nie to ta rada
moritura napisał/a:
Znajdź terapeutę, uporaj się z demonami
jest trafna.
Dobrze jest jeżeli ludzie są zdolni do refleksji i analizują swoje wybory pod kątem etycznym, ale czasami, jak widać, może się to stać niezłym narzędziem żeby się katować :-| . Przypuszczam, że gdybyś nie zastanawiała się nad jedzeniem to znalazłabyś inne dziedziny życia w których twój umysł próbowałby wyszukać co robisz nie tak i zaatakować cię za to.
Mięso, jajka, sery też można kupić z "lepszych" (pod kątem hodowli) miejsc i to też jest ważne że się takich wyborów dokonuje.
_________________

 
 
Jabłania 

Pomogła: 9 razy
Dołączyła: 12 Cze 2012
Posty: 1100
Skąd: Kraków
Wysłany: 2013-09-21, 13:07   

Jeszcze jest jedna kwestia. Rozważając jak swoim życiem można się nie przyczyniać do cierpienia innych istot, to warte zastanowienia jest także to, czy np. nie jedząc mięsa, bo jest to nieetyczne, ale równocześnie nie bilansować odpowiednio swojej diety i podupadać na zdrowiu, nie szkodzi się zwierzętom o wiele bardziej, niż gdyby się od czasu do czasu to mięso zjadło? Dlaczego? Dlatego, że wtedy daje się świadectwo, że wegetarianizmem/weganizmem rujnuje zdrowie i prowadzi do frustracji. A chyba nie o to w tym wszystkim chodzi. Także Tobie. Też myślę, że w Twoim przypadku, w tym miejscu, w którym teraz się znalazłaś, może lepiej, abyś od czasu do czasu zjadła mięso nie przemysłowe niż się tak męczyła. Co nie oznacza, że któregoś dnia nie przejdziesz na wegańską/wegetariańską stronę mocy ;) :D W zgodzie z sobą i swoim organizmem.
_________________
hxxp://www.zapytajpolozna.pl]

hxxp://www.zapytajpolozna.pl]
hxxp://www.zapytajpolozna.pl]
 
 
Agnieszka 

Pomogła: 193 razy
Dołączyła: 02 Cze 2007
Posty: 5193
Wysłany: 2013-09-21, 13:23   

Dziewczyny napisały już chyba wszystko. Możesz jeszcze uwzględnić organizację czasu w kuchni, sprzęty i produkty. Jeśli chodzi o produkty w moim ulubionym sklepie internetowym eg (w innych sądzę, że także) znajdziesz cosie o smakach w typie mięsnym (nie jadałam więc nie powiem jak to smakuje) ale może warte testów, wegan sery - niestety ma to swoją cenę = czyli nie zawsze tanie. Niemniej demony jedzeniowe i przyzwolenie sobie, że wszystko ma swój czas najistotniejsze tu.
Trzymam kciuki i powodzenia
 
 
sylv 
niedowiarek


Pomogła: 40 razy
Dołączyła: 02 Cze 2007
Posty: 3138
Skąd: Sz-n
Wysłany: 2013-09-21, 15:35   

Kinga25 napisał/a:
Nie lubię strączków - wiem, że można na tysiąc sposobów je przygotować, ale poza czerwoną soczewicą ich nie lubię i już.

Nie rozumiem, próbowałaś i nie pasuje Ci żaden z "tysiąca sposobów", czy z założenia "nie lubisz", więc nawet nie próbujesz?
Kinga25 napisał/a:
uważam, że organizmy można ustawić gradacyjnie pod względem rozwinięcia zdolności poznawczych, bólowych, emocjonalnych i społecznych. Zawsze uważałam, że krowa cierpi w masowej hodowli bardziej niż ryba i jest to dla mnie dogmat
Kinga25 napisał/a:
w końcu przyczyniam się wtedy do śmierci ryby, zwierzęcia o wieeeeele mniej rozwiniętego od cielaczka czy krowy.

Twój dogmat wynika po pierwsze z typowego dla ludzi stawiania ssaków na "najwyższym" szczeblu rozwoju (w końcu sami jesteśmy ssakami) ww. zdolności, a po drugie niewiedzy, która również jest dość powszechna, bo "ryby głosu nie mają" plus nasze polskie zamiłowanie do kapria... Tak się składa, że temat jest mi bliski od dłuższego czasu, ponieważ nurkuję i dość mocno interesuje mnie powiązana tematyka, w tym ta dotycząca ryb. Ryby odczuwają ból w stopniu nie mniejszym (o ile nie większym) niż ssaki. Sposób ich połowu i zabijania sięga poziomem okrucieństwa gotowania żywcem psów na Filipinach (podaję taki przykład, bo zauważyłam, że on o wiele bardziej działa mięsożercom na wyobraźnię, niż np. wrzucanie drobiu żywcem do wyparzalnika w ubojni :-/ ) . Pomijam już kwestię fatalnego wpływy połowów ryb i "owoców morza" (np. dynamitem, trałowania) na środowisko, czego sama osobiście byłam świadkiem nurkując w odstępie 3 lat na pewnym archipelagu. Proponuję, żebyś jednak trochę poczytała czy poguglała opracowania dot. fauny oceanicznej i przedefiniowała aksjomaty, bo niewiele mają wspólnego z rzeczywistością.
Kinga25 napisał/a:
Mam problem też z zaburzeniami odżywiania - w związku z tym panicznie boję się chleba, pierogów, racuchów, makaronów. Po prostu tego nie jem.

Kinga25 napisał/a:
Nie przepadam za makaronem, pierogami, naleśnikami - poważnie, jak jem takie stricte węglowe dania jestem głodna po godzinie. Tylko duża ilość jajek albo nabiału mnie w miarę syci na kilka godzin.
Chodzę więc wiecznie głodna i na niesamowicie monotonnej diecie. Obsesje związane z jedzeniem i wyrzutami sumienia mnie dosłownie prześladuję.

To boisz się, czy nie przepadasz? Może najpierw trzeba powalczyć z demonami i poukładać swoje emocje, bo odnoszę wrażenie na podstawie tego, co napisałaś, że sama do końca nie potrafisz powiedzieć, czego nie lubisz, a czego się boisz.
Poza tym zou, MartaJS, moritura i frjals napisały już chyba wszystko. Fajnie, że tu napisałaś i się "uzewnętrzniłaś", mam nadzieję, że poukładasz sobie dobrze wszystko. powodzenia!
_________________
hxxp://www.thebump.com/?utm_source=ticker&utm_medium=UBB&utm_campaign=tickers]

moje aukcje
hxxp://allegro.pl/Shop.php/Show?id=19996001
 
 
 
Kinga25

Dołączył: 20 Wrz 2013
Posty: 8
Wysłany: 2013-09-21, 17:46   

sylv - nie lubię smaku strączków, dań gdzie są, poza czerwoną sowczewicą. To, że fasolkę zrobię na 100 sposobów nie zmieni faktu, że smaku samej fasolki nie lubię. Co najwyżej mogłabym przemycać ją w zupach, co robię.

Jeśli chodzi o dogmat i ryby i ssaki - nie jest to chyba coś, o czym chciałabym dyskutować, bo widziałam już (np. tutaj) dużo takich dyskusji, mocno "przerobiłam" ten temat i zdanie mam bardzo mocno osadzone w całym moim światopoglądzie - a jest to światopogląd piętnujący relatywizm. Co za tym idzie oceniam czyny moralne na podstawie moralności ludzkiej, bez wielkieko "to zależy", a stopień rozwoju zwierzęcia oceniam na podstawie jego podobieństwa do człowieka - jego zdolności do odczuwanie emocji przede wszystkim. Sam ból u bardzo mało rozwiniętego (układ nerwowy) organizmu jest według mnie dla np. owadów reakcją mocno mechaniczną, nieuświadomioną - to emocje, zdolność do 'uświadomienia sobie' swojego losu, związek z rodzicami i dziećmi, relacje społeczne są tym czego najbardziej współczuję hodowlanym zwierzętom. Szczególnie bliskie są mi krowy i świnie. Potem ptaki. Najmniej ryby, gady, owoce morza i owady, ze względu na rozwój układu nerwowego, możliwości przeżywania emocji i brak opieki nad potomstwem. Nie musicie się z tym zgadzać, ba wiem, że pewnie ogromna większość się nie zgadza, bo czytając różne źródla, szczególnie to forum, wiem że gatunkowizm jest piętnowany. Dla mnie to jest jednak dogmat i nie sądzę, żeby mogło się to zmienić. Chociaż nic nie wykluczam :)
Możliwość jedzenia ryb dopuszczam, ale nie wiem czy bym się dobrze z tym czuła - na pewno starałabym się wybrać ryby morskie, z możliwie pewnego źródła - nie wiem, nie myślałam o tym. Nie chciałabym żeby pojawił się tu "flame" dotyczący gradacji gatunków, rozumiem, że można się ze mną nie zgadzać.n
Z kolei nabiał mleczny dla mnie jest krzywdzeniem najbardziej rozwiniętych hodowlanych zwierząt i to jeszcze w wyjątkowo okrutny sposób, bo uderzający w okres macierzyństwa i noworodków krów, zwierząt które emocjonalnie są bardzo przywiązane do matek. To napawa mnie zdecydowanym i nie budzącym żadnych rozterek smutkiem i odrazą.

jeśli zaś chodzi o makarony itp. to jednocześnie nie przepadam i się boję. Tzn większości nie lubię jakoś mocno, ale myślę że nie lubię ich także ze względu na pielęgnowany latami strach przed ich jedzeniem, to jest 'nie lubienie' wyuczone.

Wiem że tutaj dziewczny dużo gotują, interesują się tym mocno itp - ja też tak na początku miałam. Ale 'proza życia' sprawiła, że wróciłam do stanu dla siebie naturalnego, gdzie gotuję jak najmniej (bo szczerze tego nie znoszę) i jem jak najprościej. A to doprowadziło do monotoni. Nie chciałabym wrócić do okresu tego zainteresowania, bo był u mnie bardzo kompulsywny, obsesyjny.
 
 
sylv 
niedowiarek


Pomogła: 40 razy
Dołączyła: 02 Cze 2007
Posty: 3138
Skąd: Sz-n
Wysłany: 2013-09-21, 18:57   

Kinga25 napisał/a:
Nie chciałabym żeby pojawił się tu "flame" dotyczący gradacji gatunków, rozumiem, że można się ze mną nie zgadzać

absolutnie nie chodzi o flejma. Ryby odczuwają ból i strach podobnie jak ludzie - do tego stopnia, że produkują endorfiny. Część tworzy również bardzo złożone struktury "społeczne", jeżeli już chcesz antropomorfizować. Część jest żyworodna, część opiekuje się potomstwem. Rozumiem, że pasuje Ci gatunkowizm i świat postrzegasz przez taki pryzmat, ale piszesz o rozwoju układu nerwowego, a chyba raczej chodzi Ci bardziej o antropomorfizacją (to "podobieństwo" do człowieka)

W ogóle to odniosłam się akurat do tego, bo zaczęłaś ten temat i sama zapytałaś:
Kinga25 napisał/a:
Jak sobie wytłumaczyć, że wegetarianizm (lakto owo) jest lepszy od np zrezygnowania z nabiału a jedzenia ryb? Doprowadzanie (pośrednie) do śmierci krów jest moralnie lepsze niż doprowadzanie do śmierci ryb?
Chyba, ze argumentem jest coś o gatunkowizmie, ja jestem jednak przekonana, że krowa to istota o wiele bardziej odczuwająca ból, emocje, macierzyństwo(!) niż np. szprotka.
Nie chce nikogo atakować, ale sama nie potrafię sobie tego wyjasnić, a potrzebuję jakiegoś wsparcia.

Tzn. mam na myśli, że nazwijmy to "biologicznie" ryba nie jest "gorsza" niż krowa i vice versa ;-) - nie wiem, czy to jasno napisalam, mam nadzieję, że wiesz, o co mi chodzi.
Wydaje mi się, że oczekujesz wsparcia w formie potwierdzenia swojego światopoglądu, ale obawiam się, że - jak pisała zou -
zou napisał/a:
umysł czyli to co nazywasz "rozumowo" - Jeśli się dąży w wege do bycia "czystym", to moim zdaniem jest ścieżka tylko wzmagająca pychę człowieka.
I to chyba nie jest do końca to, czego oczekujesz mając takie dogmaty. Nie atakuję, mam na myśli, że chyba wegetarianizm wcale nie leży w Twoim światopoglądzie, po prostu identyfikujesz się ze ssakami i nie chcesz ich jeść, tzn. ja to tak widzę z Twoich postów. Jesteś otwarta, świadoma, chyba faktycznie nie ma sensu się katować i myśleć źle o sobie. Nie jesteś przecież osobą "niemoralną", po prostu masz ugruntowany światopogląd, który Ci się kłóci z dietą. a małe kroki przecież są jak najbardziej ok! Może za jakiś czas dojdziesz do tego, że jednak lepiej Ci nie jedząc zwierząt wcale, ale na razie może to nie jest wybór, którego jesteś pewna, skoro wręcz musisz się zmuszać, żeby nie jeść mięsa?
_________________
hxxp://www.thebump.com/?utm_source=ticker&utm_medium=UBB&utm_campaign=tickers]

moje aukcje
hxxp://allegro.pl/Shop.php/Show?id=19996001
 
 
 
Kat... 


Pomogła: 71 razy
Dołączyła: 03 Sty 2009
Posty: 4344
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2013-09-21, 19:59   

Kinga25, nie ma żadnych doświadczeń z zaburzeniami odżywiania ale powiem Ci, że ja mino 8 lat bez mięsa, i prawie 5 bez nabiału dalej trochę tęsknię. No nie oszukujmy się, to są smaki dzieciństwa. Czyli jestem dowodem na to, że nie wszystkim to mija w ciągu roku.
Przechodziłam różne okresy, najpierw wszystko mnie brzydziło, w ogóle nie należało do kategorii jedzenie w mojej głowie, a potem już tak ten stan niejedzenia stał się dla mnie normalny, tak spowszedniał, że nagle nie wiadomo skąd pojawiły się myśli (po kilku latach), że chętnie bym coś zjadła, przestało mnie jakoś brzydzić. Powstrzymują mnie wyłącznie kwestie etyczne.
Jak pierwszy raz jadłam kanapkę z wegańską margaryną, wegańskim żółtym serem i wegańskim majonezem to się poryczałam ze szczęścia. Teraz odkryłam tanie desery sojowe i też się wzruszyłam bo przez te lata bardzo brakowało mi jogurtów- smaku, konsystencji, prostoty. To pewnie nie jest takie proste, nie wiem tak naprawdę z czym musisz się mierzyć ale propozycja znalezienia terapeuty wydaje się sensowna.
_________________
<img src="hxxp://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/d/drq9l8b04.png" border="0" alt="AlternaTickers - Cool, free Web tickers">
<img src="hxxp://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/n/nxoasmhk1.png" border="0" alt="AlternaTickers - Cool, free Web tickers">
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,4 sekundy. Zapytań do SQL: 12