wegedzieciak.pl wegedzieciak.pl
forum rodzin wegańskich i wegetariańskich

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
dzień jak co dzień :-)
Autor Wiadomość
YolaW 


Pomogła: 39 razy
Dołączyła: 04 Cze 2007
Posty: 5462
Skąd: Południe :)
Wysłany: 2009-11-17, 23:50   

daria, nie wiem czy chodziło Ci też o trochę starsze dzieci jak mój Olaf, ale co tam, napisze :)
7:00-8:00 - pobudka (Olaf różnie się budzi)
zaraz po wstaniu przebieram Olafa z piżamki i robię mu śniadanie przy czym dzielnie mi asystuje i ogląda a ja mu opowiadam co robię.
potem Olaf je śniadanie.
Potem ja sobie coś robię do jedzenia i wcinamy razem, bo Olaf podkrada mi jeszcze moje jedzonko :) Przy okazji lata po domu, bawi się i je "z doskoku" niejako (kawałek chleba, sera, kaszy jaglanej z bakaliami itp.)
Około 9:30 zaczynam się ubierać i ogarniam chatę (codzienne odkurzanie, czesanie psa, co drugi dzień podłoga na mokro - muszę niestety ze względu na tony sierści, czasami wstawienie prania, mycie włosów, lub gotowanie np. zupy). Wtedy jestem dość zajęta choć Olaf zawsze kręci się wokół mnie, opowiadam mu conieco, ale nie jestem na nim skupiona w 100% no i nie bawię się z nim. Około 11 idziemy do którejś z moich koleżanek więc często Olaf bawi się z innymi dziećmi, albo spacer jakiś. Przed snem drugie sniadanie.
12:30 - 15:30 Olaf śpi a ja przygotowuję się do zajęć i gotuję obiad.
Po drzemce koło 16 obiad Olafa - ja jem przed wyjściem do pracy jak Olaf jeszcze śpi.
Zabawa z tatą (w tygodniu jestem w pracy między 16 a 21). Często jest też spacer. Przekąska jakaś.
19:30 kolacja. Potem kąpiel i spanie najpóźniej o 20:30.

Oczywiście w każdą środe jedziemy do kina i wtedy Olaf śpi tyle co w aucie czyli prawie nic.

Mój problem to też poczucie, że za mało czasu poświęcam Olafowi, że za mało się z nim bawię itp. Staram się z nim rozmawiać ile się da, ale brakuje mi czasu by poświęcić mu się w 100%. Wkurzam się bo odkąd poszłam do pracy to obowiązków domowych mi nie ubyło i swój wolny czas z Olafem muszę poświęcić na sprzatanie a T swój czasa może poświęcić tylko na zabawę (nie wspomnę już, że jak wracam z pracy i zjem kolację to jeszcze ze 2 godziny prasuję albo sprawdzam testy, wegedzieciakuję też w końcu mi się od życia coś należy, nie?) :evil: Myślałam, że jak pójde do pracy to zaczniemy dzielić oowiązki, a tu dupa. Jak nie pracowałam to nie upierałam się by mi pomagał. Jego obowiąziem było czesanie psa, ale zaniedbywał to bardzo przez co ja miałam więcej odkurzania, więc dla świętego spokoju robię to sama, więc przybyl mi kolejny obowiązek. Przepraszam, musiałam się wyżalić przy okazji...Powiedzcie, czy ja Olafkowi za mało siebie daję?
_________________
hxxp://www.slub-wesele.pl]
hxxp://slub-wesele.pl/]
hxxps://achtedzieciaki.pl/artykul/17]
 
 
blamagda 


Pomogła: 21 razy
Dołączyła: 10 Sty 2009
Posty: 1034
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-11-17, 23:53   

Jeśli chodzi o darcie przed spaniem, tez to przerabiamy często. I tu mi się przypomina pani Tracy H. - pisała o takim momencie (u niej to było po 3 bodaj ziewnięciu), który jesli się przegapi, to potem właśnie jest ta awantura. Mówiła mi to też ciocia, która Tracy na pewno nie czytała bo ma 60 lat i dzieci miała w latach 70tych czy jakoś tak :-) Grunt, że trzeba zaobserwować kiedy dziecko niby jeszcze aktywne ale już troszkę znużone i wtedy szybko je wyciszać zacząć, zanieść do pomieszczenia w którym śpi, dokonać rytuału, o ile macie jakiś, i ułożyć dziecko do snu - czy to w łóżeczku czy to u swego boku w łóżku rodziców, czy jakkolwiek tam śpicie. To straszne teoretyzowanie, wiem, ale kilka razy mi się to zaiste udało, ale tylko ze 3-4 w całym gutkowym żywocie. Chłopak zasnął po minucie gapienia się w sufit i dziumdziania smoczka czy też międlenia misia.
Daria - baaardzo dużo czasu poświęcasz Natalce. Baardzo! Plan dnia na medal :-)
Yola.W - wcale nie. Z tego co piszesz, obcujesz z nim non stop będąc w domu. Poświęcanie czasu dzieciaczkom to nie tylko zabawa z nimi. Gadanie, bycie z nimi po prostu w czasie różnych czynności, to też niejako kreatywne poświęcanie czasu pociesze swojej, no nie? Jak by chiał się bawić zabawkami i by mu tego brakowało, to pewnie by ci dawał jakoś znaki.
_________________
hxxp://alterna-tickers.com]
 
 
 
daria 


Pomogła: 29 razy
Dołączyła: 19 Lis 2007
Posty: 4783
Wysłany: 2009-11-21, 21:19   

blamagda napisał/a:
Daria - baaardzo dużo czasu poświęcasz Natalce. Baardzo! Plan dnia na medal :-)



dzięki kochana, staram się nadrobić za wczasu ;-) bo za miesiąc będę go miała bardzo mało :-(

jednak, żeby nie było, że ja taka idealna, to przynam się, że czasem mam gorszy dzień, jak Nata w nocy da popalić i wtedy jest trochę gorzej.... Natę mam na oku, ale staram się odpocząć, bo nie mam siły się nawet wygłupiać :->

[ Dodano: 2009-11-21, 21:21 ]
blamagda napisał/a:
Yola.W - wcale nie. Z tego co piszesz, obcujesz z nim non stop będąc w domu. Poświęcanie czasu dzieciaczkom to nie tylko zabawa z nimi. Gadanie, bycie z nimi po prostu w czasie różnych czynności, to też niejako kreatywne poświęcanie czasu pociesze swojej, no nie? .


dokładnie! ja np. jak gotuję to mówię do Naty co robię i Ona patrzy na to co robię :lol:

[ Dodano: 2009-11-21, 21:22 ]
YolaW, a gdzie Ty pracujesz, że od 16.00 dopiero?
_________________
wariatka!
 
 
nitka 
SzumiąceWMózguLiście


Pomogła: 46 razy
Dołączyła: 20 Cze 2007
Posty: 3490
Skąd: Isle of Man
Wysłany: 2009-11-21, 21:53   

ja czuję się jak robot czytając Wasze opisy. Jeszcze się nie zdarzyło, że Antoni bawił się sam przez chociaż 10 minut... :(

5.30/6.00-8.00 pobudka. Przebieranie kupy, czytanie w łóżku, prysznic Mamy (A w leżaku), odgruzowywanie chałupy
8.00-8.30 - drzemka
8.30-10.30 - z A na rękach jem śniadanie, próbuję umyć chociaż kilka kubków, wstawiam pranie, odkurzam, zabawa
10.30 - 13/14 - spacer*, w tym jedyny dzienny sen A. około 30 minut
13/14 - 17.00 - rzeźbimy. Albo ja coś próbuję zrobić, a A mi wisi na nogach i ryczy, albo się bawimy (ale ja ciągle muszę być na jego poziomie, czyli podłodze), albo po prostu on wyje, a ja rzucam k***mi.
17.00 - 19.00 wraca Faza, gotuje obiad, jemy o 18.00, A od 18.00 do 19.00 wyje, o 19.00 kąpiel, idzie spać. Pierwsza pobudka o 22.00, nast. o 00.30, nast. o 2.00, 4.00, 5.00 i ok. 5.30/6.00 od nowa

sama sobie tak zrobiłam? otóż nie. Moja Droga Matka ciągle mi przez tel moralizowała, że wszystko zależy ode mnie, a po 7dmiu dniach u mnie sama zaczęła rzucać mięsem 8-)
_________________
cuando tu me hablas?
<img src="hxxp://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/i/i0892kxnl.png" border="0" alt="AlternaTickers - Cool, free Web tickers">
 
 
Kat... 


Pomogła: 72 razy
Dołączyła: 03 Sty 2009
Posty: 4347
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-11-21, 21:54   

daria napisał/a:
ja np. jak gotuję to mówię do Naty co robię i Ona patrzy na to co robię
a mi się to rzadko udaje. Często jestem nastawiona na to żeby jak najszybciej coś zrobić i tak się skupiam, że kompletnie zapominam o Jego obecności (do czasu aż zrobi się podejrzanie cicho albo za głośno :-D )
_________________
<img src="hxxp://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/d/drq9l8b04.png" border="0" alt="AlternaTickers - Cool, free Web tickers">
<img src="hxxp://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/n/nxoasmhk1.png" border="0" alt="AlternaTickers - Cool, free Web tickers">
 
 
YolaW 


Pomogła: 39 razy
Dołączyła: 04 Cze 2007
Posty: 5462
Skąd: Południe :)
Wysłany: 2009-11-21, 22:11   

nitka, podziwiam Cię, że funkcjonujesz jakoś...z każdym m-cem będzie coraz lepiej.

daria napisał/a:
YolaW, a gdzie Ty pracujesz, że od 16.00 dopiero?

Na kursach językowych uczę ang.

daria, blamagda, dzięki za slowa otuchy :) Potrzebne mi były...
_________________
hxxp://www.slub-wesele.pl]
hxxp://slub-wesele.pl/]
hxxps://achtedzieciaki.pl/artykul/17]
 
 
Kat... 


Pomogła: 72 razy
Dołączyła: 03 Sty 2009
Posty: 4347
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-11-21, 22:16   

nitka, ja też. Tzn też Cię podziwiam. Zygmunt nie jest w połowie tak absorbujący jak Anton, przy ludziach to w ogóle aniołek, a ja nie wyrabiam. Gdyby mi się takie dziecko trafiło to byłabym przez jakiś tydzień sławna a tego posta pisałabym z pudła.
_________________
<img src="hxxp://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/d/drq9l8b04.png" border="0" alt="AlternaTickers - Cool, free Web tickers">
<img src="hxxp://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/n/nxoasmhk1.png" border="0" alt="AlternaTickers - Cool, free Web tickers">
 
 
eMka 

Pomogła: 14 razy
Dołączyła: 20 Paź 2009
Posty: 1408
Wysłany: 2009-11-21, 22:26   

nitka napisał/a:
ja czuję się jak robot czytając Wasze opisy. Jeszcze się nie zdarzyło, że Antoni bawił się sam przez chociaż 10 minut... :(

5.30/6.00-8.00 pobudka. Przebieranie kupy, czytanie w łóżku, prysznic Mamy (A w leżaku), odgruzowywanie chałupy
8.00-8.30 - drzemka
8.30-10.30 - z A na rękach jem śniadanie, próbuję umyć chociaż kilka kubków, wstawiam pranie, odkurzam, zabawa
10.30 - 13/14 - spacer*, w tym jedyny dzienny sen A. około 30 minut
13/14 - 17.00 - rzeźbimy. Albo ja coś próbuję zrobić, a A mi wisi na nogach i ryczy, albo się bawimy (ale ja ciągle muszę być na jego poziomie, czyli podłodze), albo po prostu on wyje, a ja rzucam k***mi.
17.00 - 19.00 wraca Faza, gotuje obiad, jemy o 18.00, A od 18.00 do 19.00 wyje, o 19.00 kąpiel, idzie spać. Pierwsza pobudka o 22.00, nast. o 00.30, nast. o 2.00, 4.00, 5.00 i ok. 5.30/6.00 od nowa

sama sobie tak zrobiłam? otóż nie. Moja Droga Matka ciągle mi przez tel moralizowała, że wszystko zależy ode mnie, a po 7dmiu dniach u mnie sama zaczęła rzucać mięsem 8-)


jej nitka, ogromny szacun, że dajesz radę przy takim trybie życia. Może to marne pocieszenie, ale Antoni rośnie i z dnia na dzień jest bliżej do tego, żeby był łatwiejszym w obsłudze dzieckiem, a na pewno takim, które choć to 10 minut się zajmie samo. Nawet nie próbuję sobie wyobrazić jak musisz być zmęczona, a może już się przyzwyczaiłaś (podobno do wszystkiego można), no i wierzę też, że jednak Twój synek uśmiecha się czasem i tym uśmiechem choć trochę cukruje trudy rodzicielstwa.

ja po jednym dniu z wyjącym przemęczonym dzieckiem, myślałam że oszaleję, rozwaliłam telefon o ścianę, zrównałam z ziemią dobrą samoocenę mojego męża i w ogóle tragedia... ale tłumaczę sobie to wszystko infekcją pęcherza mego, gorączką i stąd brak cierpliwości, niechęć do jakichkolwiek ruchów i w ogóle kto przechodził, to wie o czym piszę. Tak czy inaczej na ten jeden dzień znienawidziłam swoje dziecko. na szczęście, zakochałam się na nowo, bo infekcja przeszła...

blamagda racja z tym wieczornym maruderstwem. trzeba trafić w moment. ale o ile w ciągu dnia ten zakres "trafienia" jest dość szeroki, tak wieczorem mam wrażenie, że moje dziecko daje nam małe szanse na złapanie odpowiedniej chwili. ale (choć nie chciałabym zapeszać) od jakichś 2 tyg. codziennie się udaje i sąsiedzi nie słuchają rozdzierających krzyków.

daria, ja prawie codziennie "gotuję" z Luizą. siedzi sobie w bujaku i patrzy co tam skrobię, obieram i szatkuję:D

poughkeepsie a używacie smoczka? Moje dziecię miało tak silny odruch ssania, że niestety się nie obyło. póki była na piersi, to przy karmieniu się super uspokajała i on nie był tak potrzebny, ale po przejściu na butelkę to Niezbędnik Luizy. I druga sprawa: piszesz, ze na brzuszku lepiej śpi, ale kłopot bo zaraz po jedzeniu. A może zmienić trochę kolejność? karmienie, ok. pół h odpoczynku, kąpiel, smarowanko, masaż i do łóżeczka. Minie wystarczająco dużo czasu, żeby w brzusiu się uleżało, a chłopak sobie spokojniej pośpi.


yolaW mam to samo z psem i jego sierścią: czesanie, odkurzanie, i tak w kółko.........
 
 
dżo 


Pomogła: 142 razy
Dołączyła: 04 Cze 2007
Posty: 5422
Skąd: między polem a łąką
Wysłany: 2009-11-21, 22:41   

nitka, jak ja napiszę swój opis dnia powszedniego naszego to może poczujesz sie choć troche lepiej 8-) ,

7.00-7.30 pobudka
(Tym zaledwie otworzy oczy juz jest na brzuchu, siada i próbuje wstawać - tak kotłujemy sie na łóżku około 0,5 h, w międzyczasie staram sie wyjść do łazienki i zrobić bardzo szybko to co najpilniejsze - trwa to niecałe 5 minut bo o po tym czasie jest wrzask nie do wytrzymania)

8.00 - 9.30 zabawa razem i tylko razem, aby umyć naczynia sadzam Tyma w krzesełku do karmienia i co chwilę podaje jakies kuchenne sprzety, które mogłyby go zainteresowac a mi pozwoliły zmyć naczynia, śniadanie zrobione rano przez mojego męża jem w przelocie),

9.30-11.00 drzemka (wspólna)

11.00-12.00 wstajemy, znów kotłowanki wspólne, przygotowywanie posiłku dla Tyma z nim na rekach,

12.00-13.00 spacer (na spacerze tez musze się nagimnastykować i zainteresować syna czyms aby nie wył więc chodzimy na plac zabaw a ja mu pokazuje i opowiadam o zabawkach, bawiących się dzieciach),

13.00-14.00 pierwszy Tymonowy pozacycowy posiłek, troche zabawy,

14.00-16.00 popołudniowa drzemka

16.00-19.00 Tyma przejmuje fader a ja robie obiad dla nas i dziecka, ogarniam dom, jemy i wychodzimy na drugi spacer aby nie dac się zwariować,

19.00 kąpiel i układnaie sie do snu.

Zabawa z Tymonem polega na ciągłym dostarczaniu mu nowych atrakcji bo on bardzo szybko jest znudzony lub zniecierpliwiony i sie wydziera a , że ja tego darcia znieść nie moge to wymyslam co sie tylko da.
Mam taką cicha nadzieje, że wraz z większą mobilnościa Tymona będzie on bardziej samodzielny i zacznie w końcu zajmować się choc troche sam soba.
 
 
elenka 

Pomogła: 34 razy
Dołączyła: 02 Lip 2007
Posty: 2710
Skąd: TiDżi
Wysłany: 2009-11-21, 23:11   

Yola ja też jak poczytałam rozkłady dnia innych dziewczyn, to pierwsza moja myśl była taka, że zbyt mało czasu poświęcam Krzysiowi :-/
Nie jest jednak łatwo być mamą dwójki i nie zawsze mogę iść/ zrobić to co on chce, czasem popłacze chwilkę, ale mam też wrażenie, że odkąd jest Rysio zaczął być bardziej samodzielny.
Aby razem spędzać czas, staram się wdrażać go w domowe czynności i tak na przykład razem szykujemy warzywa na obiad i przy okazji gadamy sobie o zwierzątkach, a ja mam obiad z głowy i naczynia też zmywamy razem.
Myślę, że mało która mama może sobie pozwolić na beztroskie godziny zabaw.
Ale przecież aktywne bycie z nami w domu to też zabawa, nie? :mrgreen:

A i taka mała rada ode mnie powalcz o ten podział obowiązków, na pewno będzie Ci łatwiej wtedy.
Buziak :-*
_________________

 
 
Kat... 


Pomogła: 72 razy
Dołączyła: 03 Sty 2009
Posty: 4347
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-11-21, 23:59   

dżo napisał/a:
Tym zaledwie otworzy oczy juz jest na brzuchu, siada i próbuje wstawać
Zygmunto też tak ma i to był główny powód przeniesienia Go do łóżeczka. Stamtąd nie można spaść. On się budzi wcześniej niż ja i kilka razy złapałam Go w ostatniej chwili kilka cm nad podłogą. Jak się nauczył wstawać to dopiero się zrobiło- położenie Go jest niemożliwe. On sam o tym decyduje.
dżo napisał/a:
Zabawa z Tymonem polega na ciągłym dostarczaniu mu nowych atrakcji bo on bardzo szybko jest znudzony lub zniecierpliwiony i sie wydziera a , że ja tego darcia znieść nie moge to wymyslam co sie tylko da.
ja kiedyś reagowałam na każde jęknięcie Zygmunta bo każde było dla mnie jak piszczenie styropianu o szybę, ale doszłam do wniosku (nie sama oczywiście), że jeśli zawsze będę Go zabawiała, to On nie będzie miał szansy się nauczyć bawić sam. Nie będąc w takiej sytuacji postawiony nie będzie miał okazji po prostu spróbować porobić czegoś sam. Mam wrażenie, że dzięki temu Z nauczył się szybciej pełzać, miał motywacje. Ja to bym Mu najchętniej pod nos każdą zabawkę podtykała (nawet tak automatycznie powiedziałabym) żeby tylko przestał jęczeć, ale mama mnie pilnowała i okazało się, że wcale się nie nakręca i nie ma ryku tylko jest jęczenie i kombinowanie.
Nie mówię oczywiście, że bawienie się z dzieckiem jest złe, i żeby je zostawiać "niech sobie ryczy" ale czasem jeśli jest w bezpiecznym otoczeniu, ma sucho, jest najedzony, wyprzytulany a trzeba coś zrobić to nic mu się nie stanie jak sam poleży z zabawkami. Nawet jęcząc. Najwyżej będzie miał najedzoną albo czystą mamę :-)
_________________
<img src="hxxp://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/d/drq9l8b04.png" border="0" alt="AlternaTickers - Cool, free Web tickers">
<img src="hxxp://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/n/nxoasmhk1.png" border="0" alt="AlternaTickers - Cool, free Web tickers">
 
 
nitka 
SzumiąceWMózguLiście


Pomogła: 46 razy
Dołączyła: 20 Cze 2007
Posty: 3490
Skąd: Isle of Man
Wysłany: 2009-11-22, 07:40   

Kat... napisał/a:
ale czasem jeśli jest w bezpiecznym otoczeniu, ma sucho, jest najedzony, wyprzytulany a trzeba coś zrobić to nic mu się nie stanie jak sam poleży z zabawkami. Nawet jęcząc. Najwyżej będzie miał najedzoną albo czystą mamę :-)
próbowałam. raz zostawiłąm go w łóżeczku na 10 minut z zabawkami, i poszłam pod prysznic. Wracam, a tam Antua stoi, wyje, i pół następnej godziny walczyliśmy z hiperwentylacją... ;-)

[ Dodano: 2009-11-22, 06:42 ]
ps. Ja właśnie wcale nie daję rady. Wszystkich naokoło obwiniam, że nie mają dzieci, wszystko mnie wkurza, i wydaje mi się, że mam najgorzej- i nie wiem czemu. Wyżywam się na każdym pod ręką, i doprawdy nie potrafię zrozumieć kobiet, które decydują się na dziecko z własnej woli (sama chciałam dziecko ofkors), a już na dwójkę+...nie mieści mi się w głowie
_________________
cuando tu me hablas?
<img src="hxxp://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/i/i0892kxnl.png" border="0" alt="AlternaTickers - Cool, free Web tickers">
 
 
karmelowa_mumi 

Pomogła: 41 razy
Dołączyła: 12 Sie 2009
Posty: 2305
Skąd: Poznań
Wysłany: 2009-11-22, 09:06   

NIKITA :D , to normalne, że nie dajesz rady, nikt by nie dał...psychicznie i fizycznie znieść takiej harówy... Szkoda, że nie masz pomocy...
ja już kiedyś pisałam, że u mnie do 4 miesiąca było identycznie. Dżo, , piszesz o tym, że nie możesz znieść płaczu dziecka. Ja się w końcu tak wkurzyłam, że po prostu kupiłam sobie zatyczki, zaczęłam małą odkładać do łóżeczka i szłam się wysikać. Też wpadała w hiperwentylację...
pewnie próbowałyście tak, może próbujcie przedłużać ten czas odkładania o 1 minutę dziennie?

u nas to odkładanie i przetrzymywanie zbiegło się z masażami... Coś pomogło.
_________________
hxxp://www.suwaczki.com/]
hxxp://wegedzieciak.pl]

ALL YOU NEED IS LOVE.... AND CHOCOLATE
 
 
biechna 


Pomogła: 65 razy
Dołączyła: 09 Cze 2007
Posty: 4587
Wysłany: 2009-11-22, 10:22   

YolaW, ja dopiero dzisiaj przeczytałam Twojego posta :*
Uważam, że bardzo dużo czasu poświęcasz Olafowi, znam 2 dziewczyny, które pracują w szkołach jęz. wieczorami i w ciągu dnia, jak się szykują, gotują sobie obiad itp. to dziecko bawi albo babcia albo niania. Zgodzę się z blamagdą, że obcowanie z dzieckiem podczas wykonywania zwyłych domowych zajęć to przecież też poświęcanie mu czasu i uwagi. Ja tak naprawdę też nieczęsto daję Stasiowi 100% siebie, teraz często siedzę w pokoju przed kompem i pracuję, a on biega po pokoju i się bawi, czasem przychodzi do mnie i wtedy "schodzę na podłogę" i bawimy się razem, ale ostatnio, dopóki mam te zlecenia, to Staś najczęściej daje mi sygnał i ja dopiero wtedy rzucam wszystko i poświęcam się mu najzupełniej.
Ale najbardziej w Twoim poście zasmuciła mnie postawa Twojego męża i rozumiem Cię. Przerobiliśmy podobny moment, tyle, że ja się zaparłam i wybrnęliśmy z podobnej sytuacji. Żeby nie było, nie chcę o M. napisać złego słowa, bo wiem, bo widziałam, że on zachowywał się tak nieświadomie i jestem przekonana, że w taki właśnie sposób, zupełnie bokiem, niechcący, wyłaziło z niego to, na co napatrzył się w domu, czyli - mama skacze koło wszystkich, tata odpoczywa przy gazetach/komputerze. Rozmawialiśmy o tym dużo wcześniej, teoretycznie, ejszcze zanim byłam w ciąży (!), ale życie zweryfikowało możliwości i właśnie boczkiem, krok po kroczku wkradało się w nasz związek i w codzienność to, co widzieliśmy w naszych domach. Kiedy doszło do tego, że płakałam myjąc gary, ryczałam pod prysznicem czując się zupełnie porzucona w obowiązkach domowych, jakaś klapka mi odskoczyła i wiedziałam, że musimy coś zmienić. Mąż ma lekką pracę, czasem może sobie w niej obejrzeć 2 filmy i przeczytać cała gazetę, więc wracał wypoczęty, ale z jakimś właśnie "zakodowanym" z domu przeświadczeniem, że musi sobie teraz odpocząć. odpalał kompa, a ja ryczałam w łazience. Aż wreszcie, jak pisałam, klapka odskoczyła. Źle zrobiłam, że tyle z tym czekałam, bo buchała i ziała ze mnie wściekłośc i rozpacz i myślę, że wyglądałam i brzmiałam dość komicznie, sycząc, że wiecej w tym domu moimi dłońmi obiad dla niego "się nie zrobi" itp :-P Ale rozmowy i starania z obu stron dają rezultat i to, co jest ostotne dla nas w teorii (wzajemna pomoc, świadomy podział obowiązków, równe prawa co do wyboru tego, kto pracuje, kiedy, ile itp oczywiście skłonność do kompromisów itd) wchodzi w życie. Jak zaczynamy robić krok do tyłu, szybko reaguję (bo to niestety ja głównie cierpię na tym "wstecznym") i np. nie zmywam 3 dni, myję tylko talerz dla siebie i Stasia, i garnki. Mówię wcześniej, że się znowu zapętlamy. I udaje się zrobić wtedy 2 kroki do przodu. Jakoś to idzie. Pomyśl nad rozwiązaniem Waszej sytuacji, znam pary, które nie dają radę samymi rozmowami i robią kartki ze spiem, kto co robi w danym tygodniu albo jakie ktoś ma obowiązki w dane dni tygodnia, odstępstwa mają niemile widziane, głupio to brzmi, ale jeśli u nich działa i im pomogło pozbyć się narastającej frustracji i odsuwaniu się od siebie, to chyba dobrze. Piszę to wszystko tylko dlatego, że przeżyłam taką wewnętrzną furię, rozpacz, tyle negatywnych emocji, że na zdrowie mi to nie wyszło i źle wpłynęło bardzo na jakość naszego życia. I zachęcam Cię najgoręcej do próby zmiany tej sytuacji. Bo takie ciągłe wkurzenie odbiera radość życia po prostu. Trudno, czując się tak jak Ty albo podobnie, umieć cieszyć się obowiązkami, a lepsze staje się życie, kiedy zmywanie nie kojarzy się z płaczem, wściekłością czy obrzucaniem partnera nie najlepszymi określeniami w swojej głowie (jak to ja miałam w zwyczaju, a co już mi przeszło i za co go przeprosiłam :mryellow: ).
Trzymaj się Jola :*
 
 
biechna 


Pomogła: 65 razy
Dołączyła: 09 Cze 2007
Posty: 4587
Wysłany: 2009-11-22, 10:36   

dżo napisał/a:
aby umyć naczynia sadzam Tyma w krzesełku do karmienia i co chwilę podaje jakies kuchenne sprzety, które mogłyby go zainteresowac a mi pozwoliły zmyć naczynia

To tak w wielu domach działa, ja mam koło kuchni pudło z co bardziej zajmującymi sprzętami :-)
dżo napisał/a:
przygotowywanie posiłku dla Tyma z nim na rekach

U nas wtedy też sadzam Stacha w krzesełku koło magicznego pudła 8-)
dżo napisał/a:
że wraz z większą mobilnościa Tymona będzie on bardziej samodzielny i zacznie w końcu zajmować się choc troche sam soba

Bardzo możliwe, 3maj się dżo. Na pociechę dodam, że ja przy moim spokojnym egzemplarzu, który się bawi czasem sam (no, nie 15 minut, ale co jakiś czas coś go zafrapuje i po prostu znika!), coraz rzadziej daję radę wyjść choć na 30 minut spaceru :->

nitka napisał/a:
ale ja ciągle muszę być na jego poziomie, czyli podłodze

Ja w zasadzie też, teraz z kompem muszę więcej siedzieć, przyniosłam sobie do pokoju stół, ale generalnie miesiące spędziłam na podłodze, dzieci tego po prostu potrzebują, wiesz, że jesteś blisko i nisko.
Niemniej mając 2 pobudki mniej niż Ty, jestem coraz bardziej zmęczona. I dni mam prostsze przecież. Szacun więc - choć wiem, że po prostu musisz to wytrzymywać i musisz dawać radę, no bo co zrobić :-|
Słuchaj, a może Antoniemu znowu tam coś się dzieje "stulejkowatego"? Mówiłaś, że po tamtym czyszczeniu lepiej było.
 
 
gemi 
Matka Polka ;)


Pomogła: 40 razy
Dołączyła: 30 Wrz 2008
Posty: 2460
Wysłany: 2009-11-22, 16:38   

biechna - pięknie napisałaś o rozwiązaniu tego niełatwego przecież problemu. Ja tez tak czasami mam, że się zapętlam, biorę wszystko na siebie, a później sił mi brakuje, do męża mi się nie chce przytulić, a i za miła wtedy nie jestem. Póki co u nas na razie wystarczy rozmowa. Najczęściej na temat priorytetów - właśnie po to, by sobie odpuścić to mniej ważne. T. potrafi sobie odpuścić, a ja nie zawsze, a właściwie nawet rzadko. mąż pomaga mi jak może i czasem spręża się za czterech. Oczywiście później odpoczywa, czyli robi to, czego ja chyba juz nie potrafię. Zauważyłam też, że jestem od niego bardziej wytrzymała i zawzięta w realizacji zadań. Co w konsekwencji uruchamia we mnie funkcję robota, który wyłącza się dopiero późną nocą. I wcale na dobre mi to nie wychodzi. Często nie daję sobie nawet pomóc i z uporem maniaka sprzątam, układam, gotuję, itp... Czasem "trzeźwieję" z tego zapętlenia i albo proszę o pomoc, albo po prostu siłą woli uruchamiam klapkę pt."odpuść sobie".
O kurde, ale OT.
A teraz do rzeczy:
- między 7 a 9.30 pobudka (tak, tak - mój syn nie ma konkretnej pory wstawania).
Jeśli wstanie wcześniej niż ja, to się karmimy cycem, zmieniamy pieluchę i się byczymy w wyrku, bawiąc się czym popadnie: kołdrą, poduszką, firanką, prześcieradłem, piżamą, włosami, zębami, uszami, nosami, itepe. Później on się bawi w leżaczku albo na podłodze a ja jem śniadanie i z lekka ogarniam siebie i chatę. Oczywiście śpiewając, recytując i przedrzeźniając dźwięki wydawane przez różne rzeczy.
Jeśli wstanie później, to już zdążę często ogarnąć chatę, siebie i podszykować obiad. Wtedy karmimy, przebieramy i się zacieszamy chwilę w łóżku.
- 10 - 12 - czas na zabawę albo na spacer. Zabawa wygląda tak, że część czasu daję siebie na 100%, część Pawełkowi organizuję tak, by mógł pobawić się sam. A ja wtedy siedzę na kompie i szykuję materiał na korepetycje, bądź w kuchni przygotowuję 2.śniadanie. Poza tym kilka razy w ciągu dnia ćwiczymy według wskazań rehabilitantki.
- około 12 – 2. śniadanie.
- 12.30 lub 13.00 drzemka, albo szykowanie się do niej w postaci wygłupów na łóżku, żeby delikwenta zmęczyć. W czasie pawełkowej drzemki kończę obiad, trochę ćwiczę mój kręgosłup i jem.
- około 14.00 – 15 delikwent się budzi ostatecznie, więc się cycujemy, głaszczemy i albo się bawimy, albo idziemy na zaległy spacer.
- 17 – 18 – powrót taty – czyli euforia. T. Bierze Pawłka na chwilę zabawy, a ja podgrzewam i podaję obiad, po czym zmywam resztę garów. Potem mam chwilkę na kawę.
- około 18 mam zazwyczaj korepetycje, więc Pawełek idzie w obroty do taty lub dziadków. Czasami wtedy Pawełek ma 2. duży pozamleczny posiłek.
- około 19 – zabawa we troje.
- około 20. – kąpiel, masaż, cyc i lulu.
- a ja wtedy: siedzę na WD, szukam materiałów na korki, sprzątam, myję resztę garów, wieszam, bądź składam pranie. Czyli ogólnie robię wszystko to, czym się porządnie męczę. Wolę robić wieczorem, żeby nie czekało na mnie od rana. Poza tym sen mam potem kamienny. Zrywam się tylko na 1-2 nocne karmienia i jakoś nie mam problemów z ponownym zaśnięciem.

daria – bardzo mi się Twój plan dnia podoba. I całe zaangażowanie w kontakt z Natką. Szczególnie to wariowanie jest zupełnie w moim stylu. Poza tym śpiewanie przy różnych czynnościach i opowieści o tym, co się robi, naprawdę dziecko rozwijają :-)
_________________
"Nowego kłamstwa słucha się chętniej aniżeli starej prawdy" (A.Czechow)
 
 
daria 


Pomogła: 29 razy
Dołączyła: 19 Lis 2007
Posty: 4783
Wysłany: 2009-11-22, 18:19   

gemi napisał/a:
daria – bardzo mi się Twój plan dnia podoba. I całe zaangażowanie w kontakt z Natką. Szczególnie to wariowanie jest zupełnie w moim stylu. Poza tym śpiewanie przy różnych czynnościach i opowieści o tym, co się robi, naprawdę dziecko rozwijają :-)



cieszę się :-D
_________________
wariatka!
 
 
poughkeepsie 


Pomogła: 15 razy
Dołączyła: 08 Lut 2009
Posty: 1306
Wysłany: 2009-11-22, 20:45   

Ech dziewczyny współczuję problemów z mężami. Mój mąż robi w domu bardzo dużo, sprząta np. od mojej ciąży tylko on, popołudniami zajmuje się małym, itd. Ale ja nigdy nie odpuszczam, nie biorę na siebie więcej niż jestem w stanie zrobić, itd. Podstawa to mówić facetom jasno co zrobić, nie liczyć na domyślenie się, bo można czekać aż do śmierci. My od początku mieliśmy założenie związku partnerskiego, ale jasno muszę powiedzieć, że ja po prostu nie odpuszczam, bo mężczyźni bardzo łatwo osiadają na laurach. Im to wychodzi na zdrowie, nam mniej ;-) Ale w związku z tym nie narzekam, mamy podział obowiązków. Pamiętajcie, że to nie chodzi o to, że mężczyzna "ma pomagać w domu" on ma wykonać swoją część obowiązków. Mówię Wam, feminizm popłaca ;-)
Emko, nasz wieczór wygląda praktycznie tak jak opisujesz, ale pamiętaj, że ja karmię piersią, więc moje dziecko nie pójdzie jakoś wielce spać, bo po 2h góra jest pobudka.I aż taka długa przerwa od karmienia do innych czynności nie wchodzi w grę, bo on tyle nie wytrzyma - je godzinę, więc potem się trzeba streścić w pół z resztą, bo inaczej wściek zmęczeniowy gotowy. Smoczka nie używamy, bo nie ma potrzeby.
A akurat wieczorami to on ma problemy ze zasypianiem, jest marudny, a potem kolejne karmienie to już jest w łóżku i śpimy razem, bo w nocy budzi się częściej niż w dzień niestety i je na ogół co 2 a nie 3h jak w dzień. Trochę już przez to jestem zombie jestem potwornie zmęczona, a do tego jakoś ostatnio mam problem z zaśnięciem w dzień i nie umiem nawet trochę odespać :(
Blamagda też się staram ustrzeliwać te momenty kiedy jest zmęczony, ale jeszcze nie wkurzony, udaje mi się częściej w dzień, ale popołudniami i wieczorem już gorzej. Czasem to jest kwestia pół minuty i po sprawie :/ Generalnie ciężko z tym spaniem.
_________________
hxxp://zielenina.blogspot.com/
<img src="hxxp://lbyf.lilypie.com/gB2Op1.png" width="400" height="80" border="0" alt="Lilypie Kids Birthday tickers" />
<img src="hxxp://lb2f.lilypie.com/E13Rp1.png" width="400" height="80" border="0" alt="Lilypie Second Birthday tickers" />
 
 
elenka 

Pomogła: 34 razy
Dołączyła: 02 Lip 2007
Posty: 2710
Skąd: TiDżi
Wysłany: 2009-11-23, 11:20   

poughkeepsie napisał/a:
Podstawa to mówić facetom jasno co zrobić, nie liczyć na domyślenie się, bo można czekać aż do śmierci.


U nas to też zdaje egzamin, Jarek mi kiedyś sam powiedział abym jasno prosiła o konkretne rzeczy i tak jest. Wraca z pracy, zje obiad i to on już do wieczora zajmuje się Krzysiem, a ja też mówię czego chcę - aby pozmywał naczynia, umył łazienkę itp.
Kiedyś tak nie robiłam i chodziłam obrażona, bo miałam wrażenie, że cały dom na mojej głowie, a on po prostu nie wiedział co mógłby zrobić ;-)
_________________

 
 
gemi 
Matka Polka ;)


Pomogła: 40 razy
Dołączyła: 30 Wrz 2008
Posty: 2460
Wysłany: 2009-11-23, 21:15   

poughkeepsie napisał/a:
mężczyźni bardzo łatwo osiadają na laurach
dla mnie jest to generalizacja. A ona chyba nikomu nie
poughkeepsie napisał/a:
wychodzi na zdrowie
czasem problem nie leży w tym, że mężczyzna za mało pomaga lub nie pomaga wcale. Często to kobiety biorą na siebie za dużo i wcale nie proszą o pomoc, bo uważają, że nikt nie posprząta / ugotuje / przewinie dziecko (itp.) lepiej, niż one same. A później narzekają na przemęczenie. Mężczyźni po X-próbach zaoferowania pomocy w końcu rezygnują, nie widząc przy tym aprobaty swoich partnerek dla ich pomysłów.
..piszę to tak jakby ..z autopsji? Bo często mój Ślubny prawie wyrywa mi zmiotkę lub miskę z mokrym praniem. I czasem spotyka się z moim ...oburzeniem :oops: No, ale tak to jest, gdy sie odziedziczyło skrypt matki i żony męczennicy. Z tego nie tak łatwo jest się wyleczyć.
I wiem, że nie jestem w tej materii odosobnionym przypadkiem 8-)

Wracając do tematu:
Jedne z piękniejszych chwil w ciągu dnia to zabawa we trójkę. Mój mąż też to uwielbia. Poza tym wzorowo i chętnie zmienia mu pieluchy, karmi, itp. A ja mam czas dla siebie, który to najczęściej przeznaczam na WD albo nieszczęsne sprzątanie kuchni po raz n-ty.
_________________
"Nowego kłamstwa słucha się chętniej aniżeli starej prawdy" (A.Czechow)
 
 
biechna 


Pomogła: 65 razy
Dołączyła: 09 Cze 2007
Posty: 4587
Wysłany: 2009-11-23, 22:09   

Tak rozmyślam o tym OT i...
Dziewczyny, wg mnie feminizm feminizmem (oboje z mężem do "grona" należymy), ale niezależnie od tego, jaka filozofia czy postawa życia jest nam bliska, wciąż działa na nas wielka siła tego, czym nasiąkaliśmy w domach. I dlatego uważam, że najważniejsze jest ciągłe, codziennie uświadamianie sobie jej wpływu, gdy w nasz dom wkrada się to, czego akurat nie chcemy, czyli np. nierówny podział obowiązków, tradycyjny podział, czy cokolwiek innego akurat danej osobie przeszkadza (bo przecież tradycyjny podział odpowiada jednak niektórym ludziom). Warto jednak najpierw ustalić z partnerem, jak chcemy żyć. Jaki chcemy mieć związek i dom. jakie wzorce chcemy przekazać dzieciom.
Często jest tak, jak pisze pough, że mężczyznę trzeba prosić o pomoc konkretnie. U mnie by to nie przeszło, bo mi odległy jest model "ja zarządzam domem i deleguję zadania do wykonania". Ten dom jest nasz i dążymy do tego, żeby dbać o niego razem. Co innego oczywiście, gdybyśmy oddali władzę nad domem jednej osobie, wtedy rozumiem proszenie o pomoc. No i inna całkiem sprawa, że ja ogólnie jestem od mówienia sobie rzeczy od razu, wprost, nie oczekuję, że ktoś, nawet mąż, będzie czytał w moich myślach.
Często jest też tak, jak pisze gemi, że kobieta uważa, że to ona wszystko sama zrobi lepiej (to ma masę kulturowych i religijnych uwarunkowań i zmiana tego też wymaga ciężkiej pracy), znam takie domy - koleżanka psioczy, że "mąż jej nie pomaga", a ja pamiętam dobrze, jak go krytykowała, gdy starał się coś zrobić. Wystarczyło pochwalić. Jak facet ma się zaangażować? Niechby sobie i był feministą. Kilkukrotna krytyka zniechęci nawet takiego do mycia garów (bo zostawiasz mazy!), przewijania dziecka (krzywo przewijasz! jak ty go trzymasz, zaraz zleci!), gotowania (przesolone! 8-) ) itp.
A przecież ci nasi panowie to przełomowe pokolenie mężczyzn, warto to docenić i warto też pamiętać, że im serio nie jest lekko (nie twierdzę, że kobietom jest, tyle, że tym razem przenoszę akcent na panów), niejednemu mojemu znajomemu ojciec dogadywał, gdy ten zbierał się za zmianę pieluchy, że to babskie zajęcie albo patrzył z ukosa na synową, która zamiast sama podać mężowi herbatę, to prosi, żeby to on jej podał (]:-> ):
Coraz częściej faceci znają się na pieluchach, potrafią zrobić dziecku posiłek, wiedzą, jak przewijać, choremu podają leki, angażują się w dom, gotują, włączają pralkę ( ]:-> ) a dla pokolenia naszych ojców to mogłaby być wręcz profanacja prawdziwej męskości. I dlatego dobrze jest docenić. I ucieszyć się po prostu.
Myślę, że dużo jest w naszych rękach. Otwarte rozmowy i mniej krytyki mogą bardzo pomóc przełamywać ten schemat, który wielu z nas po prostu już nie odpowiada, a który kultywuje się wciąż w rodzinnych domach, przypuszczam, większości z nas.
A poza tym, to tak się rozpisałam, że zapomniałam do czego zmierzam, powinnam już dawno spać :mrgreen:
 
 
gemi 
Matka Polka ;)


Pomogła: 40 razy
Dołączyła: 30 Wrz 2008
Posty: 2460
Wysłany: 2009-11-23, 22:47   

biechna - jak ładnie to wszystko ujęłaś :-) Dobrze, że poszłaś spać chwilę za późno :mrgreen:
u mnie nie chodzi o krytykę partnera, czy jego sposobu prania, sprzątania, itp - oj, unikam wytykania czegokolwiek jak ognia. Poza tym mój mąż robi to na swój sposób i też jest naprawdę cacy i dobrze. Mi chodzi o takie organiczne przeczucie zakorzenione w każdej niemal mojej komórce, że słusznie będzie, jak JA to zrobię. Bo wtedy będę mieć w domu w miarę funkcjonującego męża. A jak się podzielimy tymi domowymi obowiązkami, to żadne z nas nie odetchnie. W końcu jak jestem zmęczona, to co mi zaszkodzi jeszcze:...... i tu długa lista rzeczy, które pozornie mi w tej sytuacji nie zaszkodzą.
Dopiero niedawno do mnie dotarło, że T. najbardziej męczy się świadomością, że biorę wszystko na siebie i widokiem mnie latającej ze szmatą, miotłą i garami. Bardziej nawet, niż gdyby zrobił to sam. To się nazywa empatia!! :mrgreen: :mrgreen:
robi się nam piękny OT 8-)
_________________
"Nowego kłamstwa słucha się chętniej aniżeli starej prawdy" (A.Czechow)
Ostatnio zmieniony przez gemi 2009-11-24, 12:18, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
YolaW 


Pomogła: 39 razy
Dołączyła: 04 Cze 2007
Posty: 5462
Skąd: Południe :)
Wysłany: 2009-11-24, 00:20   

elenka, dzięki wielkie :) Powalczę, choć czeka mnie ciężka przeprawa. W sobotę sprzątaliśmy razem - także jakiś sukces jest :)
biechna, dziękuję Ci sa słowa wsparcia> Masz rację, że muszę powalczyć, też ryczę czasami, że jestem z tym sama. Jak np. T kończą się czyste spodnie to zamisat nastawic pranie to mnie wypytuje kiedy wreszcie zamierzam pranie włączyć. Jego matka skakała koło nich, wiem, że to z domu wyniesione, ale my ogólnie jesteśmy jednym wielkim problemem i itak na terapię się musimy wybrać...
elenka napisał/a:
Ale przecież aktywne bycie z nami w domu to też zabawa, nie?

Też staram się tak myśleć, zwłaszcza, że Olaf woła see kiedy cokolwiek robie w kuchni, on uwielbia patrzeć. Uczy się nowych słów, wiec co jak się w kuchni nazywa, sam miksuje sobie musy owocowe, wie jak się robi chleb i jest super towarzyszem w kuchni :)
Trochę miałam kompleks, że za mało z nim się bawię jak sąsiadki synek w wieku Olafa zaczął kończyć sam ostatnie słowa z wierszyków i liczyć do 10, ale potem sobie pomyślałam, że głupia matka ze mnie bo Olaf wcale nie musi robić tego co inne dzieci, nie?
poughkeepsie napisał/a:
Pamiętajcie, że to nie chodzi o to, że mężczyzna "ma pomagać w domu" on ma wykonać swoją część obowiązków. Mówię Wam, feminizm popłaca

Otóż to! Muszę zapamiętać :) Co do zapętlenia to ja też siedzę przed kompem a kuchnie nieogarnięta, ciężko mi się wyluzować na tyle by zostawić to do rana, ale późno już i itak będę niewyspana... Dam sobie spokój, a co!
elenka napisał/a:
Podstawa to mówić facetom jasno co zrobić, nie liczyć na domyślenie się, bo można czekać aż do śmierci.

Tak, tylko ja poproszę T o coś i idę do pracy i dopiero po powrocie dowiaduję się, że nie zrobione a już późno i muszę to sama zrobić rano...
Ale nie narzekam już.
Na pocieszenie dla tych, co mają mniejsze dzieci niż Olaf dodam, że na pozcątku też cięzko mi było cokolwiek zrobić w domu, obiad gotowałam jak T wracał z pracy i przejmował Olafa a teraz? Dzisiaj zrobiłam pasztet, ciasto na chlebi dość pracochłonny obiad. Także będzie lepiej z każdym tygodniem! :)
A co do T jeszcze to ma też swoje dobre strony :)
_________________
hxxp://www.slub-wesele.pl]
hxxp://slub-wesele.pl/]
hxxps://achtedzieciaki.pl/artykul/17]
 
 
eMka 

Pomogła: 14 razy
Dołączyła: 20 Paź 2009
Posty: 1408
Wysłany: 2009-11-24, 09:00   

poughkeepsie napisał/a:
Pamiętajcie, że to nie chodzi o to, że mężczyzna "ma pomagać w domu" on ma wykonać swoją część obowiązków.



mi się wydaje że to jest podstawa. Jeżeli facet pomaga w domu, to w ogóle nie czuje odpowiedzialności za dom, jest ona zrzucona na kobietę, a on tylko pomaga. Podobnie z dzieckiem. Dużo osób pyta mnie czy mąż "pomaga przy dziecku". Nie, nie pomaga- zajmuje się, opiekuje, na równi ze mną, oczywiście na tyle ile czas mu pozwala. Mój B wyszedł z domu, w którym kobieta była niewolnicą, jest do tej pory (w dużej mierze z własnej winy).. na szczęście w naszym domu bez jakichś szczególnych ustaleń i rozmów zapanowała współodpowiedzialność. B gotuje, sprząta, zmywa, wychodzi z psem, pierze i podlewa kwiatki. Ja też robię to wszystko (może trochę więcej, bo po prostu mam na to więcej czasu).. no, oprócz kwiatków, bo moja głowa ich nie ogarnia.
 
 
YolaW 


Pomogła: 39 razy
Dołączyła: 04 Cze 2007
Posty: 5462
Skąd: Południe :)
Wysłany: 2009-11-24, 21:36   

eMka, mądrze piszesz. Pomaganie to nie branie odpowiedzialności a tylko wykonywanie poleceń.
_________________
hxxp://www.slub-wesele.pl]
hxxp://slub-wesele.pl/]
hxxps://achtedzieciaki.pl/artykul/17]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,35 sekundy. Zapytań do SQL: 7