Dzieci: Olaf Tomasz ur.23.05.2008 :) Pomogła: 31 razy Dołączyła: 04 Cze 2007 Posty: 4220 Skąd: Południe :)
Wysłany: 2010-01-28, 00:26
topcia, nie wiem
_________________
ajanna
Dzieci: Weronika, Igor, Olaf Pomogła: 74 razy Dołączyła: 11 Cze 2007 Posty: 1620 Skąd: Barcelona
Wysłany: 2010-01-28, 14:50
o kurcze, straszne te dowcipy
tutaj, w Katalonii lubią Polaków, ze względu na pewne historyczne powiązania i podobieństwa . zresztą tutaj raczej nikt nie przeprowadza się, żeby się dorobić, ale ze względu na klimat
mahakala2000
Dzieci: Asia (22lata), Pawcio (21lat), Pola (7m-cy)
Dołączyła: 06 Lut 2010 Posty: 8 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-02-06, 02:18
Ja wróciłam pod koniec 2008, po 5 latach w Londynie. Był czas kiedy całą rodziną mieszkaliśmy w UK, ale najpierw partner wrócił, dostał lepiej płatną pracę w Warszawie (a zarabiał całkiem sporo w Londynie, w swoim zawodzie-architekt). Potem wróciły dzieci - chyba z przekory, trudny wiek dojrzewania. Ja wpadałam co 3, 4 tyg na tydzień, ale czułam się jak wizytator z Snepidu, sprzątaczka, praczka i ogarniaczka całego syfu, który się zbierał między moimi przyjazdami. Nie było w tych wizytach realności. Takie odświętne wizyty (odświętne po tym ogarnęłam chatę), bez szarości dnia codziennego w postaci zakupów, usterek, i innych zupełnie prozaicznych historii. Poza tym związki na odległość mają krótki termin przydatności do spożycia
Praca - zajowałam się posiadłością pewnej hrabiny. Głownie robiłam za drugi system alarmowy dla licznych cenności tam zgromadzonych - byłam sama w wielkim domu, 3, max 4 dni w tyg. Zajmowałam się ekipami remontowymi, zepsutymi sprzętami i organizacją ich naprawy, zdarzało mi się machać ścierką i prasować - ale z wielką przyjemnością wróciłabym tam - natychmiast. Dodatkowo pomagałam siostrze mojej pracodawczyni w organizacji (catering) koncertów chopinowskich - 1, 2 x miesiącu. Totalna niezależność finansowa, także totalna elastyczność w kwestii urlopów (niestety niepłatnych; ale np byłam 2 miesiące w Indiach, Nepalu i Bhutanie i nie było problemu z kasą... i czasem wyjazdu). Bardzo dużo podróżowałam gł Europa i cudowne było, że stać mnie było na to bez większego wysiłku.
Wcześniej (20 lat temu) mieszkałam ponad 2 lata w NIemczech. Dość szybko po powrocie do Polski wiedziałam, że wolałabym mieszkać bardziej na zachodzie. Nie wyjechałam, bo mój ówczesny partner nie chciał. W końcu likwidacja Funduszu Alimentacyjnego (2004), zmusiła mnie do natychmiastowego wyjazdu - i to była jedna z najlepszych decyzji w moim życiorysie
Bardzo kiepsko mi z moim powrotem. Jestem szczęśliwa, bo jestem z rodziną. Obecnie zajmuję się córeczką, nie pracuję i nie mam pracy. Ale wkrótce coś trzeba będzie zacząć robić. A praca za mniej niż wynosiła moja tygodniówka (3-4 dni pracy w tyg), przez cały miesiąc, rozwala mnie na łopatki. Mam masę pomysłów na własną dzialność, ale po kupnie mieszkania w W-wie, zero kasy w odwodzie... Ufam, że na któryś z nich uda mnie się dostać dofinansowanie z EFS...
Powrót był naprawdę ciężki. Jestem wrocławianką z urodzenia i zamiłowania, mieszkam w Warszawie. Pierwszy kontakt - szok. Totalna chamówa w urzędach, środkach transportu. Po paru latach w UK, człowiek przyzwyczaił się do miłej obsługi i ludzi i to nie było proste. No i jako miłośniczko-praktyczka zdrowego stylu życia, spędziłam parę miesięcy na szukaniu sklepów i różnej maści produktów z branży (do tej pory zdarza mi się robić zakupy w UK; raczej nie jest to wyraz nadmiernego rozpasania; mój mąż jest chory i jest leczony naturalnie; dieta ma tu kolosalne znaczenie). Teraz jest trochę lepiej ale gdybym mogła wrócić do łondynu - spakowałabym się w ciągu 1 godz NIestety, mąż ma za dobrą pracę i nie zanosi się na wielki come back... A realia polskie. Cóż, zakotwiczyliśmy w W-wie, kredyt na mieszkanie, kupiliśmy działkę pod Wrocławiem i żyjemy od pierwszego do pierwszego, bez żadnych szaleństw. A tych nieco szalonych, improwizowanych wyjazdów bardzo mi brak. I duże ograniczenie finansowe. W moim przypadku, najbardziej odczułam to po ogromnym zmniejszeniu się możliwości wszelkiej maści. Tam, prawie wszystko jest możliwe. Tutaj zdecydowanie nie bardzo. Bynajmniej w moim, konkretnym splocie sytuacji.
Może jeszcze kiedyś tam wrócimy (bardzo bym chciała). Narazie kombinujemy kiedy byłoby możliwe wzięcie roczej GAP year i wyjechanie do Azji. Oczywiście pytanie - co byśmy robili po powrocie (mężowi nikt nie da rocznego urlopu, a znalezienie pracy na tym poziomie może nie być proste)...
I tak jestem obecnie w świecie zupkowo-kupkowym i czasem mam wrażenie,że mózg mi się skurczył. Ale Pola rośnie i niebawem mój horyzont się nieco poszerzy.
Reasumując - zdecydowanie wolałabym mieszkać w Londynie
Dzieci: Weronika Gaja, 25 kwiecień Pomógł: 11 razy Dołączył: 03 Mar 2008 Posty: 2895 Skąd: białystok
Wysłany: 2010-02-07, 00:06
mahakala2000 napisał/a:
ale najpierw partner wrócił
to tak dziwnie . Tzn. nigdy bym nie myślała, że z powrotem też tak się trzeba szczypać.... NO ale fakt
[ Dodano: 2010-02-07, 00:11 ]
mahakala2000 napisał/a:
że stać mnie było na to bez większego wysiłku.
to mnie zastanawia od dłuższego czasu. Jeśli robię wywiad wsród znajmomych jak jest na emigracji każdy narzeka, zrzędzi itp..... ALe jak przyjdzie co do czego, to się okazuje nie jest tak źle
mahakala2000 napisał/a:
dieta ma tu kolosalne znaczenie
we wszystkim ma pierwszorzędne znaczenie. JEsteś tym co jesz, no nie?
mahakala2000 napisał/a:
Tam, prawie wszystko jest możliwe
ciągnąc temat: musieliście mieć dobrze płatne prace?
[ Dodano: 2010-02-07, 00:16 ]
Dominika napisał/a:
W Holandii tez mi sie podobalo
Dominika, słyszałam ostatnio z opowieści, że w Holandia przeżywa "zalew turbanów", i wcale tak wesoło nie jest. . CO o tym zjawisku powiecie?
20 stycznia minęło 5 lat odkąd jestem w mieście Londyn. Początki, krótko mówiąc, nijakie. A nijakie, bo przez 18 miesięcy ja tu, dziewczyny w Polsce. Nie polecam nikomu!
Teraz jest już zupełnie inaczej. Im dłużej tu jesteśmy, tym bardziej lubimy to miejsce. Nie wariujemy, z nikim się nie ścigamy, nie odkładamy funtów do skarpet. Cieszymy się z tego co mamy, cieszymy się tak zwaną normalnością, tym, że pani w urzędzie skarbowym nie widzi we mnie potencjalnego oszusta i cwaniaczka.
Oliwka chodzi do szkoły i chodzi z prawdziwą radością i entuzjazmem (prawie jak jest tato w przeszłości ). Może dlatego taka w Oliwce ochota, że wbrew temu co piszą polskie gazety szkoła jest na bardzo dobrym poziomie i dzieje się tam dużo fajnych rzeczy.
Nie narzekamy na tutejszą służbę zdrowia, nie narzekamy na jedzenie, nie krytykujemy niewychowanych (tak piszą) Anglików. Tylko słońca jakoś mało (na coś narzekać, jak na Polaka przystało, trzeba...).
No i pewnie w ciągu najbliższych kilku lat do Polski nie wrócimy. Co potem? Nie wiem, niczego nie planujemy, niczego nie wykluczamy...
yolin
Dzieci: Mel Pomogła: 9 razy Dołączyła: 08 Mar 2008 Posty: 493 Skąd: sudety
Wysłany: 2010-02-08, 18:31
Cytat:
Holandia też chodzi po głowie . ALe...... jakby jakiś potop to pierwsza idzie pod wodę . Także chyba odpada .
_________________
ja bym sobie dala spokoj z Holandia, nie tylko z powodu powodzi, ale i zniszczonego srodowiska. Holandia jest najwiekszym producentem swininy... e... wieprzowiny i zalewane jest doslownie swinskim gnojem, przez co cierpi z powodu kwasnych deszczy, co zdazylo juz zniszczyc praktycznie wszystkie lasy.
slyszalam od znajomego Holendra, ktory mieszka niedaleko nas i za nic w swiecie nie chce tam wrocic,
Dzieci: nie mam
Dołączyła: 23 Cze 2008 Posty: 314 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-02-08, 19:22
ups ja do holandii na studia chce isc ale podoba mi sie w samym amsterdamie. Chyab na brak eko warzyw to nie ma co narzekac bo sa
a i rowerkiem wszyscy jezdza przez co o wiele mniej spalin.
Amsterdam w sumie bardzo spokojne miasto.
surowa czekolada jest jak najdzie ochota.
_________________ zdrowe ciało =>czysta dusza=> mądre myśli
Dzieci: Filip i Olaf Pomogła: 85 razy Dołączyła: 05 Cze 2007 Posty: 3658 Skąd: UK
Wysłany: 2010-02-08, 21:41
TataOliwki napisał/a:
Nie narzekamy na tutejszą służbę zdrowia, nie narzekamy na jedzenie, nie krytykujemy niewychowanych (tak piszą) Anglików. Tylko słońca jakoś mało (na coś narzekać, jak na Polaka przystało, trzeba...).
No i pewnie w ciągu najbliższych kilku lat do Polski nie wrócimy. Co potem? Nie wiem, niczego nie planujemy, niczego nie wykluczamy...
Nam w UK żyje się ...no wlaśnie, sama nie wiem jak, po prostu żyje się Na pewno jest łatwiej z przyczyn czysto prozaicznych jak poziom życia czy poczucie bezpieczeństwa jakie daje ten kraj. W przypadku prawdziwych problemów ze zdrowiem, dostęp do fachowej pomocy i lekarstw jest nieoceniony. Narzekać można co najwyżej na pielęgniarkę na emergency
Jedyne czego żałuję to brak dziadków na miejscu. Nie myślę bynajmniej o pomocy, raczej o radości jaką daje im wnuczek.
Do niedawna myślałam, że w Polsce byłoby mi lepiej ale nie mogę się dłużej sugerować szczeniackimi, szalonymi latami. Każda kolejna wizyta w ojczyźnie uświadamia mi, że Polska już od dawna nie jest moim domem.
Homeopatia jest tu dziedziną nauki, częścią medycyny. Nie ma problemu z zarejestrowaniem się do homeopaty w szpitalu, choć sama jeszcze nie korzystałam bo nasz Czarodziej przyjmuje w moim rodzinnym mieście. Jestem bardzo zadowolona ze sklepów ze zdrową żywnością, gdzie również można dostać przeróżne naturalne preparaty.
Tutaj nie jestem u siebie a gdybym wrocila do Polski juz nie bylabym u siebie...
Dokladnie tak samo to odczowam. Od 10. lat (marzec 2000) mieszkam w DE. Wyjezdzajac z PL mielam 20 lat. Tu (tzn. w DE) poznalam swojego meza, wyszlam za maz, tu przyszly na swiat moje trzy corki. Zintegrowalam sie juz tu z tym stylem zycia. Jednak... nigdy nie bede Niemka... zawsze bede Polka. Akcent, uroda, polskosc przebija ze mnie... tak odbieraja mnie Niemcy. Jednak w Polsce... slysze, ze jestem juz bardzo zniemczona, juz nie mam takiego typowego polskiego stylu bycia... Takze ni tu, ni tu...
bardzo ciekawy temat ,ja się zastanawiam nad wyjazdem od paru lat ,ale jakoś na etapie zastanawiania się konczy.. i chyba tak juz zostanie ,ale angielski szlifuję cały czas-tak na wszelki wypadek
_________________ *myślisz ,ze to koniec- a to dopiero początek
to tak jak u mnie . A o jakim państwie myślisz, jeśli to nie tajemnica?
nic konkretnego, ja jestem jak nomada, wszędzie czuję się jak w domu ,przyzwyczajam się do otoczenia po 3 dniach i..
a że jestem trochę samotny wilk to z kolei rozłąkę ze znajomymi znoszę dobrze..
_________________ *myślisz ,ze to koniec- a to dopiero początek
Dzieci: Weronika Gaja, 25 kwiecień Pomógł: 11 razy Dołączył: 03 Mar 2008 Posty: 2895 Skąd: białystok
Wysłany: 2010-07-03, 01:19
malva napisał/a:
nic konkretnego, ja jestem jak nomada, wszędzie czuję się jak w domu ,przyzwyczajam się do otoczenia po 3 dniach i..
a że jestem trochę samotny wilk to z kolei rozłąkę ze znajomymi znoszę dobrze..
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum